Audiohobby.pl

Magnetofon

eMandDe

  • 2204 / 3627
  • Ekspert
26-01-2017, 23:40
Teraz widzę kto mi sprzątnął sprzed nosa tą Aiwę;)
Ale dobrze że przynajmniej trafiła w dobre ręce

Piotrze. Jakoś tak wyszło. Nie złośliwie.

Jan61

  • 210 / 4407
  • Aktywny użytkownik
26-01-2017, 23:44
Podsumowując obiektywnie najlepszy i najrówniejszy był CT-979, choć moje serce skradł CT-939mkII. Ten magnetofon ma duszę :) CT-959 jest specyficznym magnetofonem, potrafi zabrzmieć wręcz wyczynowo w pewnych aspektach.
Super test. Świetnie przedstawiłeś charakter tych decków. Całkowicie zgadzam się z Twoim werdyktem. Jeszcze niedawno miałem tą trójkę, ale 939 (pierwsza wersja, w MKII podobno poprawiono nieco bas podobnie zresztą jak w 737) właśnie z uwagi na słaby dół przekazałem rodzinie. Chociaż uważam, że jest najładniejszy (piękny duży wyświetlacz) i najsolidniej zbudowany. 959 jest właśnie taki, szczegółowy. Na początku nie słyszałem znacznej przewagi nad 757, ale szybko urzekły mnie detale. Natomiast to jak 979 buduje scenę robi wrażenie, barwą również bardzo mi odpowiada. Najlepszy magnetofon jaki dotąd miałem. Zdecydowanie przewyższa wg mnie KX-1100G, 9010, TCK-850ES, RS-B905, GX-7, 75MkII - wymienione decki miałem lub jeszcze mam. Ale nie ma róży bez kolców. Dwuwałkowy reference master mechanism to bardzo wrażliwa bestia! Ostatnio przez ponad miesiąc walczyłem z 959, który nagle zaczął zżerać mi taśmy. Brak jakichkolwiek regulacji elementów toru przesuwu taśmy powoduje, że musimy pokornie wymieniać rolki na nowe, a zamienników nie toleruje. Kosztowna sprawa. Na myśl, że mój 979 zacznie to samo, robi mi się niedobrze. Chyba wyjmę mu lewą rolkę ;)
Janusz

artekk

  • 1762 / 6533
  • Ekspert
26-01-2017, 23:54
Na myśl, że mój 979 zacznie to samo, robi mi się niedobrze. Chyba wyjmę mu lewą rolkę ;)

Mój właśnie zaczął. Czeka go wymiana lewej rolki, pisałem o tym na forum. A że go lubię, chyba nie będę rzeźbił i zafunduję nowy oryginał.

Z wymienionych przez Ciebie miałem Kenwoody KX-1100G i 9010, ale tego drugiego kilka lat temu i wtedy oceniałem go wysoko. 1100G w ogóle mi się nie podobał.

939mkII bardzo mi się podoba, mimo jego braków, jest coś magicznego w tym graniu. Także wizualnie, zresztą udało mi się ustrzelić naprawdę śliczny egezmplarz.

To fajnie, że się zgadzasz, znaczy nie jestem jeszcze taki głuchy :)
« Ostatnia zmiana: 26-01-2017, 23:57 wysłana przez artekk »
Analogowa Grupa Wywrotowa. Arturo

upiorek77

  • 39 / 3425
  • Nowy użytkownik
27-01-2017, 00:06
Teraz widzę kto mi sprzątnął sprzed nosa tą Aiwę;)
Ale dobrze że przynajmniej trafiła w dobre ręce

Piotrze. Jakoś tak wyszło. Nie złośliwie.

Mirku, ależ ja się nie gniewam.
Cieszę się bardzo że trafił do pasjonata a nie handlarza
A ja kiedyś swoją jeszcze trafię i porównam z 808,888 i 929
« Ostatnia zmiana: 27-01-2017, 00:08 wysłana przez upiorek77 »
Piotrek

gotyk1

  • 1310 / 6534
  • Ekspert
27-01-2017, 00:10
Super! Właśnie takich tekstów na Forum mi brakuje. Dzięki gotyk1 za opis i poświęcony dla nas czas!
M.

Jmaciek przyjemność po mojej stronie!

eMandDe

  • 2204 / 3627
  • Ekspert
27-01-2017, 00:15
Mirku, ależ ja się nie gniewam.
Cieszę się bardzo że trafił do pasjonata a nie handlarza
A ja kiedyś swoją jeszcze trafię i porównam z 808,888 i 929

Oczywiście, że tak. Upolujesz, upolujesz. I tego Tobie życzę oczywiście Piotrze.
Ja powiem szczerze tez przegrałem pierwszą.

I też była nie do końca sprawna. Ale to paski, a ja nie traktuję tego jako nie sprawności decka.

Arturze.

I ja przyłączam się i gratuluje takiego obszernego i pełnego testu tych trzech decków Pioneer-a.
Przyda się nie jednemu koledze.

Ja posiadam akurat 959 i z nim pozostanę przez długi czas. Na razie stoi sobie i czeka kiedy znów podłączę go i pogram nim. Nie ma jeszcze złych nawyków gniecenia taśmy i długo mu to nie grozi, gdyż jest po pełnym serwisie i wymianie oryginalnych rolek i pasków. A przy mojej ilości decków to nie jestem w stanie go zajechać, no chyba, że będzie używany codziennie, a tego nie mam zamiaru robić, Mam inne fajne decki do rozruszania.

Nie maiłem niestety pozostałych wymienionych przez Ciebie w teście Pioneer-ów i nie mam zamiaru ich mieć, gdyż ten mi wystarczy jako przedstawiciel wyższej sfery Pioneer-a.

A dzięki Tobie i Twojemu testowi mam obraz, co i jak.
« Ostatnia zmiana: 27-01-2017, 00:25 wysłana przez eMandDe »

gotyk1

  • 1310 / 6534
  • Ekspert
27-01-2017, 00:33


Maćku to czekamy na 710-tkę i 910-tkę w twojej odsłonie :)

Ja za to przed chwilą skończyłem porównanie teaca właśnie do ct-s710 :D a więc....

Pioneer ct-s710 vs Teac v-7010 :D mogą być błędy w interpunkcji, ale już mi się nie chce poprawiać :/

Wstęp:

Test zapowiada się ciężko dla pioneera. W katalogu był 3 lub nawet 4 od góry, podczas gdy teac okupował „górne” rewiry. Modele te to rówieśnicy wyprodukowani na początku lat 90tych.  Pionek jest wykonany świetnie i z zewnątrz niczym nie ustępuje najwyższym modelom tej firmy – na pokładzie mechanizm reference master, bardzo solidna budowa oraz klasowe nóżki. Demontaż obudowy ukazuje już natomiast pewne słabości – co prawda deck jest ładnie podzielony na 3 komory i płytek jest wewnątrz całkiem sporo, jednak kondensatory są mniejsze niż w teac. Nie ma oczywiście miedzi ani takich bajerów jak połączenie gniazd wejściowych z gałką rec level za pomocą metalowego pręta, jak np. w ct-959. Sama głowica jest również „zwykła”, a nie amorficzna. Mimo to nie wyrażajmy pochopnych opinii na podstawie samego wyposażenia i nie ustawiajmy biedaka z góry na przegranej pozycji – zobaczmy jak oba po prostu grają w bezpośrednim starciu.

Metoda:

Oba magnetofony zostały podpięte do tego samego odtwarzacza cd pioneer pd-9300. Na obu nagrałem dokładnie te same wybrane utwory z płyt  Yngwie Malmsteen „Trylogy”, Black Sabbath „Headless Cross” , Możdżer – płyta nieznana bo mam przegrywaną nieopisaną, Theatre of Tragedy „Aegis”, Enigma „3” oraz Pink Floyd „The division bell”. Użyłem dwóch takich samych kaset sony sony metal es. W obu deckach dokonałem ustawienia nagrywania pod taśmę za pomocą wbudowanej kalibracji – działanie automatu w pioneer pozostawiam bez komentarza, natomiast ustawianie (w pełni manualne) teaca daje bardzo dobre efekty i można jeszcze na ucho ewentualnie skorygować. Poziom nagrań maksymalnie do +7. Korzystałem z wyjść słuchawkowych używając nauszników Philips HP1000.

Opis porównania:

Na pierwszy ogień idzie rockowy kawałek Malmsteen'a „You don't remeber” – pioneer mocno się broni, nie ma spodziewanej przepaści. Odbieramy niewielkie wrażenie, że stopka perkusyjna jest nieco bardziej punktowa, a cały dół jest lepiej zarysowany na teacu. No dobra, zobaczymy jak będzie dalej. Drugi kawałek to „Headless Cross” Black Sabbath z płyty o tym samym tytule. Pierwsze co uderza to talerze – na pionku dużo bardziej donośne, wyraźnie mocniej dają po uszach ale to mi się podoba! Teac gra w bardziej wyważony sposób, tutaj nic nie wysuwa się na pierwszy plan i po przełączeniu z pionka mamy wrażenie, że blachy mogłyby być bardziej wyeksponowane.  Właśnie po drugim kawałku można już wstępnie nakreślić charakter brzmienia obu wynalazków – pioneer brzmi górą i ma taki techniczny dźwięk bardziej, kiedy teac jest dużo cieplejszy i balans między wysokimi i niskimi rejestrami nie jest tak zaburzony. Mimo to te talerze, hm, no mógłby mieć nieco „ostrzejsze”. Kolejny utwór to Możdzer – rozpoczyna się od wiolonczeli a potem zaraz wchodzi fortepian i gra już sam do końca utworu – nie doszukałem się różnic a nie chcę ich na siłę wymyślać, więc nie biorę tego kawałka w porównanie. Okej, przyszła kolej na Theatre of Tragedy – płyta nagrana bardzo czysto i przestrzennie – tak jak lubię. Zaczynam od teaca i słyszę punktową, zwartą stopkę perkusyjną oraz ładną separację instrumentów na scenie. Przełączam się na pioneer i znowu te czysto brzmiące donośne tony, którymi się tak zachwycam. Po chwili jednak w ostrzejszych wejściach gitara elektryczna razem z talerzami zaczynają wbijać się w ucho niemiłosiernie i chcę już ściszyć. Przełączam ponownie na teaca i słucham wciąż na tej samej głośności na której zaczynałem z ogromną przyjemnością aż do końca piosenki. Dwa ostatnie utwory pochodzą z płyty Enigma „3” oraz z „The division bell” firmy Pink Floyd. Tutaj już moje wcześniejsze obserwacje zostają ostatecznie potwierdzone: teac brzmi cieplej i jest znakomicie wybalansowany, w pionku brakuje ekspozycji dolnych rejestrów, talerze wydają się za to bardzo czyste i klarowne, jednak po niedługim czasie mamy już dosć tych szklanych odłamków raniących nasze uszy.

Konkluzja:

Rozpoczynając test byłem ciekawy jego wyniku.  Pioneer zrobił świetne pierwsze wrażenie za sprawą „czystości” swojego dźwięku i jeżeli test zakończyłby się po dwóch pierwszych utworach to przynajmniej by zremisował. Jednakże przy dłuższym słuchaniu jego wysokie tony irytowały i odczuwalny stawał się niedobór „dołu”. Momentami można też było odebrać wrażenie, że dźwięk tracił swoje kontury. W teacu mieliśmy za to doskonale zbalansowany, ciepły, ale jednocześnie zwarty oraz sprężysty dźwięk. Słuchanie z niego nie męczyło nawet po dłuższym okresie. Natomiast co do  mało wyeksponowanych talerzy, to ich ilość stała się idealnie skrojona do reszty instrumentów po pewnym czasie słuchania. Zwycięzcą pojedynku zostaje teac i dostaje 4+, pioneer otrzymuje natomiast 3.
« Ostatnia zmiana: 27-01-2017, 00:38 wysłana przez gotyk1 »

gotyk1

  • 1310 / 6534
  • Ekspert
27-01-2017, 00:50
akustycznie
nie ma najmniejszych szans  z  sony tc k 950es   :-)
---

nano zobaczymy :D Choć mi się jednak też wydaje że sony będzie lepszy :D

artekk

  • 1762 / 6533
  • Ekspert
27-01-2017, 00:58
gotyk1,

Super test :) trochę przeczuwałem, że tak się skończy.

Mam pytanie, czy słuchałeś bezpośrednio z dziurek decków, czy wzmacniacza, do którego były podłączone ?

nano,
kurczę, zadziwia mnie Twoja pewność tego Soniaka :)
Analogowa Grupa Wywrotowa. Arturo

nano

  • 9079 / 5639
  • Ekspert
27-01-2017, 08:36
Cytuj
nano,
kurczę, zadziwia mnie Twoja pewność tego Soniaka :)

czas i uszy pokaza 
wyglad nie   

..
nad 6100 6300
pilot
hurra  mam go
mala rzecz a cieszy


kurcze trza przyznac  ze mozna nim i wieczorem  operawac
nie jak w  SONY pilotach 
jest ciemno  to gleba za duzo przyciskow i sie wsio miesza

obiecany slideshow
moze sie komus przydac


zabieram sie za nastepnego
ten inny ma wygieta blache  przy rolce
pokaze pozniej

« Ostatnia zmiana: 27-01-2017, 11:11 wysłana przez nano »

artekk

  • 1762 / 6533
  • Ekspert
27-01-2017, 15:44
Trochę jeszcze ponudzę, ale obiecuję, że to już koniec sagi poświęconej Pioneerom. nano wybacz.

Dziś na tapetę poszedł Pioneer CT-S710. Do porównania stanął CT-979. Może porównanie jest trochę niesprawiedliwe, 979 był jednak sporo droższym magnetofonem i właściwym partnerem dla niego wydaje się CT-S910. Niestety takiego nie posiadam, jak i np. CT-757, bardziej odpowiedniego dla CT-S710.

Krótko - 979 jest wyraźnie lepszym magnetofonem, z małym zastrzeżeniem. Dotyczo ono basu. CT-S710 zagrał raczej neutralnie, bez efektów specjalnych, jakie wystąpiły w 939mkII i 959. Dźwięk jest poukładany i czysty, na scenie panuje porządek, lokalizacja jest precyzyjna i stabilna. Niestety całościowo wydaje się trochę bezpłciowy. No może jest o pół włosa po cieplejszej stronie, ponieważ nie odczułem dyskomfortu grania technicznego, sterylnego. Brakuje jednak nieco wybarwienia, nasycenia, właściwie w całym spektrum pasma. On jak to pisze nano "nie maluje", ale rzetelnie robi, co do niego należy. Ma taki trochę "studyjny" charakter, nie przesadza w żadną stronę, co może być poczytane za zaletę.

CT-979 pokazuje ile można jeszcze wydobyć z tej samej kasety. Głównie w zakresie bogactwa, nasycenia barw, rozmiarów sceny, wielkości pozornych źródeł dźwięku. Wydaje się, że wokalista śpiewa dla Ciebie i przed Tobą, więcej jest wibracji, wybrzmienia są dłuższe. Dźwięk jest żywszy, posiada większą masę i wychodzi do słuchacza.

Ale co z basem ? Tu CT-S710 chyba jednak minimalnie góruje nad 979. Bas jest wyraźniejszy, lepiej zdefiniowany, ma lepszy kontur, jest bardziej zwarty. Choć już jego barwa wydaje się bogatsza w CT-979.

Podsumowując hierarchia została zachowana i cud się nie wydarzył. Jednak czepianie się CT-S710 uważam nie na miejscu.
« Ostatnia zmiana: 27-01-2017, 15:49 wysłana przez artekk »
Analogowa Grupa Wywrotowa. Arturo

gotyk1

  • 1310 / 6534
  • Ekspert
27-01-2017, 17:26


Artekk zgadzam się z twoją opinią, że 710 to bardzo dobry deck. Mamy do niego podobne odczucia z niewielkimi różnicami, tj. wg mnie on jest właśnie trochę taki techniczny i sterylny ale to też może być wynik innych elementów w drodze z decka do uszu jak np. charakter słuchawek lub wzmacniacza/głośników. Co do innych uwag zgadzam się w 100%. Pamiętam jak kiedyś handlarze z alegro nie mogli go opchnąć za 200zł. A on jest wart więcej niż 200zł, nawet te obdrapane.

Jan61

  • 210 / 4407
  • Aktywny użytkownik
27-01-2017, 17:36
Mój właśnie zaczął. Czeka go wymiana lewej rolki, pisałem o tym na forum. A że go lubię, chyba nie będę rzeźbił i zafunduję nowy oryginał.
Spróbuj przedłużyć życie obecnej rolki poprzez regenerację i minimalne zwiększenie średnicy samej oponki nawijając np samoprzylepny pasek papieru lub folii na plastikową tulejkę rolki. U mnie pomogło kiedyś na długi czas. W przypadku prawej rolki to nie przejdzie, gdyż ma specyficzną budowę (fotka) Piszę o tym ponieważ gdy założyłem nową oryginalną lewą rolkę, zbuntowała się prawa no i musiałem ja również wymienić na oryginał ( dlaczego zamienniki się nie sprawdzają widać na foto)  Na szczęście miałem jedną zapasową.

Kenwooda 9010 mam cały czas - świetny deck! Podobnie RS-B905, ale to bardziej z uwagi na tuner i Cd z tego okresu (St-G90 i SL-P720).
Janusz

gotyk1

  • 1310 / 6534
  • Ekspert
27-01-2017, 18:14
gotyk1,

Super test :) trochę przeczuwałem, że tak się skończy.

Mam pytanie, czy słuchałeś bezpośrednio z dziurek decków, czy wzmacniacza, do którego były podłączone ?

nano,
kurczę, zadziwia mnie Twoja pewność tego Soniaka :)

artekk słuchałem bezpośrednio z gniazdek na philipsach hp1000

jmaciek

  • 393 / 5489
  • Zaawansowany użytkownik
27-01-2017, 18:19
Maćku to czekamy na 710-tkę i 910-tkę w twojej odsłonie :)

O nie, nie, nie, nie ma mowy, teraz to na pewno nie :) !

Koledzy gotyk1 i artekk bardzo wysoko zawiesili poprzeczkę i trudno będzie ją przeskoczyć a nawet się do niej zbliżyć (i chwała im za TO! :). Podejrzewam, że są redaktorami jakiś pism branżowych związanych z muzyką i ze sprzętem :). Pozazdrościć swobody wypowiedzi i barwności języka. Takie opisy to czysta przyjemność czytania (i naprawdę trzeba docenić trud stworzenia takiego artykułu, bo nie robi się on sam, i czas poświęcony na całość zadania, bo nie trwa to chwilę jak wypuszczenie wpisu ze smartfona).

Moje Pioneery czekają na przegląd. Generalnie grają, ale przymierzam się do gruntownego czyszczenia i wymiany pasków i idlerów. Może po tych czynnościach serwisowych zagoszczą na dłużej w salonie, bo zauważam niepokojącą prawidłowość, że moje serce kradną te decki, którym poświęciłem trochę czasu (a mogą to być nawet najprostsze modele) i te 'dopieszczone' cieszą mnie najbardziej. A to niedobrze. Patrząc na oś czasu widzę, że więcej mam go za sobą niż przed sobą stąd takie naprawy dla samej przyjemności naprawy stają się dobrem luksusowym. Stwierdzam w następstwie, że naprawdę nie mam czasu na słuchanie magnetofonów a tym bardziej na nagrywanie na nich. Poza tym koncentrując się na niskich i średnich modelach mogę nie zdążyć nacieszyć się tymi wyższymi, które wciąż czekają na odkrycie przeze mnie. Coś z tym muszę zrobić ale jeszcze nic mądrego nie wymyśliłem...

Tak więc Koledzy - piszcie, piszcie, piszcie - takie teksty chłonę jak gąbka i wciąż ich jestem spragniony i ciągle chcę więcej i więcej i więcej....

M.