Z tą igła od kaktusa to na początku myślałem ze próbujesz władować jakiego finezyjnego kita.ale mimo to kibicuje zeby zobaczyć efekt końcowy,ja do kaktusów sie nie zbliżam bo nie raz miałem pokłute krogulce
W żadnym wypadku ładowanie kitu. To mój realny sposób na zobrazowanie jakim można być czubem :)
Naśladowców póki co nie widzę bo wszystcy obchodzą kaktusa jak przysłowiowy pies jeża. Generalnie to ja się nie dziwię, widać nie sa takimi czubami jak ja.
No za to jest masa innych czubów w świecie audio. Zbierają kable np. albo opisują urządzenia o nieznanych zasadach działania które dzięki nieodkrytym zjawiskom realnie poprawiają dźwięk. I chyba nawet na torturach nie przyznali się do tego że ich świr polega na ładowaniu kitu innym. Jeżeli to robią bo w to wierzą to pies ich tam trącał. Ale jeżeli wiedzą że to wszystko ściema a dalej trują swoje, no to ja tam bym litością nie błyszczał. Łapy upierniczył przy samej d..... np.
A co do samych kaktusów to ja też najpierw pełen sceptycyzmu byłem. Ale zacząłem czytać o kaktusach, natrafiłem na gościa z Meksyku, specjalistę, doktora z papierami :) od tych roślin. Przeczytałem wszystko co trafiłem o tej wdzięcznej rodzinie roślin.
W zdziwienie wprawiły mnie wyniki badań laboratoryjnych, wytrzymałościowych samych kolców kaktusa, szczególnie jednego zwanego Iron Cactus. Czytam i jako mechanik z papierami dostaję - jak by to powiedzieć- kociej mordy dostaję a oczami strzelam karpia.
Wybitny wprost materiał na dźwigar do wkładek gramofonowych. O kosmos wprost, przewyższający wiele innych stosowanych na codzień.
No to było zrobić? Trzeba było spróbować hehehehe
Jakoś tam liznąłem temat zaczynając do tzw. retipu a potem dalej już poszło.
Kupiłem wszystkie kaktusy jakie w wypasionym ogrodniczym były. Miałem też farta wielkiego bo moja znajoma Monika, posiada prawdziwego Iron Cactusa który w jej rodzinie rośnie od kilku pokoleń. Faktycznie- igły tego drania z najstarszych rozetek są tak mocne że można nimi przebijać aluminiową blachę. Oczywiście kilku igieł katus Moniki został pozbawiony w bezbolesny dla niego sposób. Chińska tzw. obchlastywaczka kabli hehehehe ucierpiała przy tym- poważnie.
No i wiadomo- trzeba było kupić mikroskop, opracować metodologię jak przy użyciu oscyloskopu wyśledzić rezonans własny danego dżwigara który robimi z kaktusa. Jak to kleić, jak wiercić otwory itd... itp.
Potem wyśledzić jak robić zawieszenie- jak dobierać podatność, co daje zmiana punktu obrotu danego dźwigara w stosunku do położenia magnesu itd itp....
Jakieś tam doświadczenie zdobyłem i stwierdzam że wiedza >potoczna < o samych wkładkach gramofonowych. Potrafi zawierć tak wiele głodnych kawałków że w pale się nie mieści. Wszystko zależy wyłącznie od fantazji piszącego.
No a dla mnie zostaje frajda bo z jednej wkładki- konkretnego generatora w niej zawartego - można osiągnąć ilość rezultatów które przewyszą dużą kolekcję wkładek.
Co do tej konkretnej P24--- noooo, cudem techniki ona nie jest ale mimo wszystko można do niej dorobić dżwigar i zawiechę taką że zagra bardzo fajnie.
Mniej więcej osiągnąłem to czego chciałem. Wyjąłem ją właśnie celem poddania oględzinom sam tip po około 5 godzinach pracy.
Widok bardzo mi odpowiada. Tip nie orze płyty, nie wycina wiórów i w zasadzie wogóle nie nazbierał ścieru winylowego.
Uznaję zatem że z ustawieniem trafiłem w punkt.
Niech więc sobie jeszcze gra.