Może w sobotę albo niedzielę. Teraz pracuję paskudnie- tzn zaczynam o 13-tej i tak do 18 mniej więcej. Teraz mam przerwę ale za pół godziny spadam bo mam jednego klienta (zakład) z kontenerem który skończą ładować ok 21:30 . Potem muszę go zatargać do DHL Krefeld zabrać pusty na wymianę i wrócić na plac. Będzie północ albo raczej ok 0:30. Samochodem roboczym do chaty nie mogę wracać bo on z pustym kontenerem waży ponad 8 ton a tam gdzie mieszkam max 3,5 tony. Raz gliny mnie złapały i przymknęły oko :)
Ale drugi raz mi nie darują. Muszę bydle zostawić na placu i wracać swoją kopniętą Hondą hehehehe. Będzie 1-1:15 w nocy.
Mam tak już drugi tydzień- jeden kolega w szpitalu. Drugi i trzeci na urlopie i tak się bujam teraz po nocach.
Poza tym mój sprzęt foto nie jest w formie i muszę co zastępczego uruchomić:
zapomniałem że mam w kieszeni na tyłku i usiadłem. A to dziadostwo ze szkła. Wszystko w sumie działa ale szybka przed obiektywami też szlag ją trafił