Audiohobby.pl

Stax SR-009 najlepsze słuchawki, tak czy nie?

wiktor

  • 2151 / 3547
  • Moderator Globalny
16-01-2015, 22:26
Od początku jestem z tym forum, ale dopiero teraz zakładam swój pierwszy wątek. A tym większa przyjemność, że właśnie o SR-009. Dużo już napisaliśmy o elektrostatach, fakt. Czy dziewiątki zasługują na odrębny temat. Tak, należy im się to. Budzą sprzeczne emocje. Jedni je uwielbiają, drudzy krytykują. Jaka jest prawda? Mam nadzieję, że właśnie tu znajdziemy odpowiedź.

Zapraszam do dyskusji.

Wiktor

MAG

  • 2147 / 3534
  • Ekspert
16-01-2015, 22:41
To prawda 009 jako następca Omegi SR ma wielki potencjał, myślę że ich czas nadejdzie niczym bumerang.
Jak to mówią kochaj albo...;)

wiktor

  • 2151 / 3547
  • Moderator Globalny
16-01-2015, 22:44
Miałem tę przyjemność dostać przedpremierowy egzemplarz. Dzięki uprzejmości Staxa, mieliśmy te słuchawki prawie dwa miesiące wcześniej niż inni użytkownicy na świecie. Pierwszy egzemplarz w muzeum Staxa, drugi z numerem 1002 tu, na naszym Audiohobby.

Synthax

  • 1996 / 1766
  • Ekspert
16-01-2015, 23:34
To może żeby było ciekawiej: jakie mają wady poza ceną ?:)

wiktor

  • 2151 / 3547
  • Moderator Globalny
16-01-2015, 23:41
Hallo, John. Pomóż proszę Koledze, Janku.

;)

wiktor

  • 2151 / 3547
  • Moderator Globalny
17-01-2015, 00:07
Za zgodą Piotra Ryki zamieszczam interesującą recenzję SR-009.

wiktor

  • 2151 / 3547
  • Moderator Globalny
17-01-2015, 00:13
Nowy elektrostatyczny flagowiec

No i doczekaliśmy się. Po trwającym kilka lat wysypie nowych liderów od wiodących firm z kręgu słuchawek dynamicznych i tryumfalnym powrocie konstrukcji ortodynamicznych, nadszedł czas na ripostę ze strony trzeciego słuchawkowego obozu – elektrostatów. Tytułem rysu historycznego należy przypomnieć, że grupa elektrostatyczna od zawsze uważana była za wiodącą w sensie inżynieryjnym, co tłumaczono najszybszą odpowiedzią sygnałową i najmniejszymi zniekształceniami, uzyskiwanymi dzięki natychmiastowej reakcji całej powierzchni membrany w połączeniu z membrany tej wyjątkową czułością. Z uwagi na te zalety w latach 70-tych i 80-tych XX wieku słuchawki takie produkowane były przez wiele firm, że wymienię Audio-Technicę, Beyerdynamica, Sennheisera, czy Kossa. Aliści z upływem czasu od rozwiązań elektrostatycznych zaczęto odchodzić, by na koniec, w dobie współczesnej, pozostały przy nich (jeśli nie liczyć chińskich podróbek) jedynie firmy Jacklin Float i Stax. Trudno to racjonalnie wytłumaczyć, bo przecież na zdrowy rozum rejterada od konstrukcyjnego optimum, sprawdzonego w dodatku rynkowo i mającego wyrobioną między audiofilami markę, wydaje się całkiem bez sensu. W szczególności dotyczy to firmy Sennheiser, producenta najsłynniejszych słuchawek elektrostatycznych w historii, a także Audio-Techniki, której słuchawek elektrostatycznych czas jakiś byłem posiadaczem i naprawdę robiły znakomite wrażenie. W efekcie nie potrafię odnaleźć innego powodu tej dziwnej sprawy niż brutalna komercja. Najwyraźniej na gorszych technicznie słuchawkach dynamicznych zarabiało się więcej. Być może ze względu na niższy reżim technologiczny, a może z uwagi na fakt niemożności wyprodukowania tanich słuchawek elektrostatycznych, produkcja dynamików okazała się bardziej opłacalna. Na szczęście firma Stax nie poszła na lep łatwizny i pozostała przy elektrostatach. Możemy dzięki temu cieszyć się porównaniami i badać różnice, weryfikując zasadność poglądu o wyższości elektrostatów.
Nim do tego weryfikowania dojdziemy, rzućmy okiem na opis techniczny i rozważmy walory użytkowe.

Technologia

Producent nie byłby sobą, gdyby nie zachwalał własnych rozwiązań. W przypadku wyrobu tak wyjątkowego, wycenionego na niebotyczną jak na słuchawki kwotę 5000 €, sprawa ta ma oczywiście dodatkowy wymiar konieczności uzasadnienia tego rodzaju cenowej swawoli i nadania odpowiedniej rangi wyrobowi flagowemu. Bo też i Stax SR-009 to zdecydowanie najdroższe spośród produkowanych obecnie słuchawek, bez mała dwa razy droższe od następnych w kolejności Ultrasonów E10 i tańsze historycznie rzecz biorąc jedynie od legendarnego Orfeusza oraz nie mniej legendarnych Sony MDR-R10.
Poza tradycyjnymi okrzykami entuzjazmu i wyrazami najwyższego uznania o nowym flagowcu Staksa dowiadujemy się też paru rzeczy konkretnych, jednakże konkretność ta skrywa się po części za woalem tajemnicy. I tak napisane jest, że diafragmę wykonano z cieńszego od dotychczas stosowanych polimeru, ale cieńszego o ile, tego już nie napisano. Szkoda, bo byłoby porównanie z biocelulozą od Sony R10 i polimerem od Orfeusza, a także 1,5 mikronową diafragmą SR-Omegi.
Te nowe diafragmy napędzają równie nowe elektrody, jeżeli dobrze odgaduję inżynierską gwarę, skonstruowane w oparciu o litograficzną technologię wymyśloną na użytek budowania procesorów komputerowych. Same muszle wykonano natomiast z aluminium, nawiązując do dawnego własnego flagowca SR-Omega, w którym były one ze stopu magnezowo aluminiowego, a także do nowych aluminiowych Grado PS-1000. Zrezygnowano tym samym z promowania naturalnego drewna, sławionego częstokroć jako surowiec prawdziwych instrumentów muzycznych.
Kabel przyłączeniowy jest ten sam co w nowych SR-507 (pięć żył z miedzi klasy 6N po siedem splecionych drucianych nitek każda) i tym się różni od używanych wcześniej, że jest to miedź srebrzona, tak więc sygnał de facto płynie tutaj przez srebro.
Warto jeszcze wspomnieć, że do kompletu brakuje modelowi SR-009 własnego wzmacniacza, prace projektowe nad którym zostały dopiero wdrożone, toteż nie należy go oczekiwać wcześniej niż pod koniec przyszłego roku. Co to będzie za wzmacniacz; na ile rozbudowany, lampowy czy tranzystorowy i za jakie pieniądze – tego na razie nie wiadomo. Póki co nabywcy nowego staksowskiego flagowca muszą się zadowalać wzmacniaczami dedykowanymi Omedze II mk2 albo udawać się po pomoc do producentów zewnętrznych –  Woo Audio, Ray Samuels Audio, czy HeadAmp.

Estetyka i ergonomia

    Słuchawki są dosyć ciężkie, wyraźnie cięższe od Omegi II, i prezentują estetykę raczej minimalistyczną, jednakże nie pozbawioną urody. Czerń wysokogatunkowej skóry padów i opaski nagłownej tudzież plastiku pałąka i siatek osłaniających przetworniki rozjaśniają jasnosrebrzyste aluminiowe muszle, pięknie wytoczone i wzbogacone ozdobnymi frezami. Sprawia to wrażenie solidności, elegancji i staranności wzorniczej, wszakże przyprawia jednocześnie użytkownika o odczucie chłodu. Pisałem już kiedyś, że złota aparatura wydaje się grać cieplej, czarna neutralniej, a srebrna chłodniej, całkiem niezależnie od faktycznej temperatury swego przekazu. Są to kolorystyczne bodźce podprogowe i w ramach tych bodźców słuchawki SR-009 częstują nas chłodem. Powie ktoś – co z tego, kiedy po założeniu i tak ich nie widać? Faktycznie, lecz posiadamy coś takiego jak pamięć, także emocjonalną, i wydaje się, że gdyby Stax przydał swemu nowemu flagowcowi złotego wykończenia, jego odbiór rynkowy byłby mniej skupiony na podkreślaniu dźwiękowego chłodu i doskonałości bieglejszej w sensie technicznym niźli muzycznym.
Do dźwięku zaraz przejdziemy, ale najpierw słowo o wygodzie.
Sporego ciężaru w żaden sposób zamaskować się nie da, toteż nie można w SR-009 zapomnieć, że się je ma na głowie, jak to miewa miejsce w przypadku Grado GS-1000 albo Omegi II. Tym niemniej słuchawki należą do wygodnych. Pady są miękkie i pogrubione za uchem, by obowiązującą modą odginać przetwornik od osi głowy. W porównaniu do Omegi II, używając motoryzacyjnego slangu, od strony wewnętrznej są to koła o większym rozmiarze i z oponami o niższym profilu. Ten niższy profil pogłębia nieco wrażenie nacisku na skórę, ale w zamian większa średnica pozwala uszom bezproblemowo skryć się w muszlach.

Regulacja w pionie jest dziesięciostopniowa i według nowego staksowskiego pomysłu odbywa się poprzez zatrzaski umieszczone po wewnętrznej stronie pałąka. Nie jest to specjalnie wygodne podczas prób regulacji ze słuchawkami na głowie, zwłaszcza że do uzyskania przeskoku trzeba przyłożyć sporą siłę, ale za to nie występuje tu ryzyko samoczynnego przeskoku, a regulacji właściciel dokonuje przecież tylko jednorazowo.
Kabel, jak to u Staksa, ma postać taśmy i sprawia wrażenie bardzo odpornego na uszkodzenia. Można do niego dokupić dwu i pół, albo pięciometrową przedłużkę.
Słuchawki dostarczane są w ładnej drewnianej skrzynce, której można jednak postawić zarzut braku zawiasów dla wieczka, przez co, by nie spadało, unosi się ono z pewnym oporem a potem często gdzieś zawierusza, dlatego też metalowa szkatułka od Omegi II wydaje się lepszym rozwiązaniem.
Podsumowując. Wyrób z założenia jest luksusowy, co przekuto na estetyczną powściągliwość, inżynieryjne wyrafinowanie, ergonomiczną skuteczność, użytkową trwałość i ekonomiczną drożyznę. Wszystko to, poza ostatnim, bardzo mi się podoba. Trzeba jednak zauważyć, że luksus ów w sensie wizualnym jest skromniejszy od zaaplikowanego dwóm dawnym królom luksusu –  Sennheiserowi Orfeuszowi i Sony MDR-R10. Czy jest on w stanie sprostać oczekiwaniom bogatych nabywców, tego nie wiem, bo nie należę do tego grona. Sądzę jednak, że renoma Staksa jest tu wystarczającą rękojmią rynkowego sukcesu.

...

wiktor

  • 2151 / 3547
  • Moderator Globalny
17-01-2015, 00:14
Odsłuch

    Odsłuchy odbywały się w oparciu o dwa firmowe wzmacniacze Staksa. Dostarczonego przez dystrybutora współczesnego lampowca SRM-007tII i podesłanego przez uczynnego kolegę tranzystorowego SRM-717, będącego partnerem pierwszej wersji Omegi II i uchodzącego za najbardziej udany wyrób wzmacniaczowy w historii firmy, jeśli nie liczyć krańcowo efemerycznego T2, powstałego dawno temu w kolekcjonerskiej zgoła ilości pięćdziesięciu sztuk.
Porównywanie właściwości obu wzmacniaczy przy użyciu słuchawek SR-009 było czynnością tyleż wyczerpującą co pouczającą. Wyczerpującą przede wszystkim z uwagi na fakt dostarczenia wzmacniacza lampowego prawdopodobnie w stanie surowym, skutkiem czego przeistaczał się on w locie, a na dokładkę, jak to lampa, zmieniał brzmienie wraz upływem godzin od włączenia. A zmiany te były niebagatelne i zmuszały do bieżących przewartościowań. Ostateczna konkluzja z porównania wynikła taka, że wzmacniacze od siebie znacząco się różnią i to w sposób cokolwiek nieoczekiwany. Tranzystorowy SRM-717 jest bowiem cieplejszy i słodszy, które to cech przypisuje się zwyczajowo lampie. Rosyjskie lampy z SRM-007tII są tymczasem, jak to się mówi, barwowo i temperaturowo neutralne. Produkują przy tym dźwięk o większej niż tranzystor złożoności harmonicznej oraz zawartości pogłosu, a ich najsilniejszą stroną jest prezentacja wokali –  lepiej przywoływanych co do realności niż u konkurenta. Ten z kolei, poza wspomnianym ciepłem i słodyczą, ma bardziej uporządkowaną scenę, a dźwięk w większym stopniu jednorodny, tudzież mniej udziwniony pogłosowością. W tym sensie okazuje się bardziej naturalny, o ile nie wchodzimy na obszar wokalizy. Tranzystorowy napęd ma też śladowo głębszą scenę i ogólnie bardziej jest sympatyczny, ale zarazem mniej tajemniczy.
Nie są to wszystko różnice na odsłuchowy dystans czasowy makroskopowo oczywiste, ale przy przełączaniu w trakcie odtwarzania tego samego utworu bezproblemowe do wyłapania.
Na pytanie, który ze wzmacniaczy bym wolał, nie potrafię odpowiedzieć z całkowitym wewnętrznym przekonaniem. Trzeba by użyć lepszego źródła i kabli niż moje, pozostawiając przed odsłuchem wzmacniacz lampowy na co najmniej parę dni pod prądem, może wówczas wnioski byłyby bardziej jednoznaczne. Pozostaje też opcja zmiany lamp na NOS-y, zwykle przynosząca daleko idące zmiany brzmieniowe. Lecz gdybym już musiał zadecydować natychmiast, akurat dla modelu SR-009 chyba wybrałbym lampę, choć z Omegą II SRM-717 podobał mi się znacznie bardziej.
Wszystko to nie jest jednak dla samego rozbioru najnowszego staksowego dziecka krytycznie istotne, a wzmacniacz Orfeusza i tak według opinii go słuchających kładzie na łopatki oba firmowe Staksy, wydobywając z nowego flagowca śpiew z tamtymi nieosiągalny i pobudzając apetyt na własny popis wzmacniaczowy japońskich inżynierów, dysponujących zapewne zarówno egzemplarzem Orfeusza jak i T2, mogących zatem poszukiwać brzmień co najmniej analogicznych jeśli nie lepszych.
Ostatecznie na odsłuchy porównawcze z moim systemem zakwalifikowany został wzmacniacz lampowy, ale nie z mego nadania, tylko całkiem innego powodu. Oto dla nieznanych przyczyn, drzemiących w elektronicznych trzewiach odtwarzacza Cairn i wzmacniaczy Staksa, tylko ten lampowy spięty kablami symetrycznymi umożliwiał jednoczesne granie czegokolwiek po kablach RCA, podczas gdy tranzystor samolubnie pochłaniał oba sygnały, skazując ewentualnych konkurentów na milczenie, czym w efekcie siebie samego wyeliminował z dalszych porównań.
Techniczna ta zawiłość uwolniła mnie od rozterek wyboru i oczyściła sumienie z jakichkolwiek wyrzutów. Na osłodę zwolennikom napędów tranzystorowych pozostaje fakt użycia tranzystora podczas wycieczki audiofilsko krajoznawczej do firmy Nautilus, gdzie zapoznany zostałem z efektami podpięcia słuchawek SR-009 do źródła high-endowego na skalę totalną. Postacią owego źródła był wkraczający właśnie na rynek dzielony odtwarzacz SACD Accuphase DP-900/DC901, kosztujący działające niezdrowo na wyobraźnię sto siedemdziesiąt pięć tysięcy złotych. Celem ostatecznej perfekcji oba jego składniki spięte zostały w najlepszy z możliwych sposobów, to jest kablem HS-LINK, a ze wzmacniaczem Stax SRM-717 łączył je symetryczny Acrolink A7N-6300 Mexcel –  kabel wyceniony na dwadzieścia trzy tysiące złotych, akurat tyle samo co testowany Stax. Całości dopełniały równie drogie sieciówki ze szczytu oferty Acrolinka. Było zatem audiofilsko w sensie maksymalistycznym, przynajmniej jeśli chodzi o stronę ekonomiczną. Poza tym było też po japońsku, bowiem wszystkie trzy firmy –  Accuphase, Stax i Acrolink –  są japońskie.
Jak to zagrało? Hmm… Teoretycznie powinno fenomenalnie i pewnym sensie rzeczywiście, lecz przy tym w moim odczuciu zagrało też dziwnie.
W pierwszej recenzji japońskich elektrostatów jaką napisałem, zawarłem stwierdzenie, że Stax wszystko uprzestrzennia. Wówczas także grał z odtwarzaczem SACD marki Accuphase,  modelem DP-78,  i porównywany był do słuchawek Grado RS-1. Opisałem to uprzestrzennianie jako przeważnie bardzo ciekawe, ale w pewnych sytuacjach, na przykład przy odtwarzaniu wiolonczeli, cokolwiek irytujące.
Oczywistym jest, że to także kwestia przyzwyczajenia do danego typu prezentacji. Jednakże zarówno z Sennheiserem Orfeuszem jak i Staksem SR-Omegą zasilanymi wzmacniaczem Orfeusza i czerpiącymi sygnał od Ayona CD-5s, podobnego przestrzennego udziwnienia się nie dopatrzyłem. Ma się rozumieć, było także przestrzennie, ale nie aż w stopniu każącym cofnąć się o krok i zastanowić, czy to aby jeszcze realizm, czy może już jakaś bajka.
W przypadku odsłuchu u Nautilusa niewątpliwie nałożyły się tu na siebie dwa uprzestrzennienia –  własne słuchawek SR-009 i potęgujące je topowego Accuphase, a kabel Acrolinka dokładał jeszcze do tego coś od siebie, co stało się widoczne po wpięciu w jego miejsce zwyklejszego srebrnego interkonektu produkcji DIY.
Można teraz zapytać, czy słuchacz nawykły do słuchania wyrobów rynkowo mniej ekstremalnych i technologicznie mniej wysilonych, jest odpowiednim kandydatem na częściowo chociaż miarodajną ocenę takiego zestawu? Nie dam się jednak zepchnąć do narożnika. Często obcuję z prawdziwymi instrumentami, toteż nikt mi nie zarzuci, że się nie znam. Wychodząc z tego założenia zmuszony jestem napisać, że zestaw słuchany u Nautilusa miał tendencję do przydawania wszystkim produkcjom muzycznym charakteru grania w kościelnej nawie albo jakiejś sali o wyjątkowej akustycznej aktywności, produkującej całą masę dodatkowego pogłosu.
Czy sytuacja taka jest zła, czy dobra –  nie mnie osądzać. To rzecz gustu i jeśli komuś taki akustyczny przepych odpowiada, niewątpliwie ma czego szukał. Nędzną namiastką takiego stylu jest tak nawiasem także akustycznie podbita prezentacja słuchawek Audio-Technica ATH-W5000, odbywająca się jednak na dalece niższym poziomie.
Na niezwykłą przestrzenność i poczucie pewnej niezwykłości w klimatach stwarzanych przez słuchawki SR-009 składa się też w dużej mierze specyfika budowania przez nie samego dźwięku. Dźwięk ten nie tyle jest nasycony powietrzem, co jest powietrzem samym. Zauważyłem to natychmiast jeszcze z własnym odtwarzaczem, atoli spodziewałem się, że topowy Accuphase ów złożony z powietrza dźwięk ukonkretni. Tymczasem zaszła sytuacja odwrotna: wrażenie budowania powietrznych dźwięków –  takich złożonych z pewnej wielowymiarowej przeźroczystości a nie materialnych brył –  jeszcze się pogłębiło.
Ktoś mógłby zauważyć, że dźwięk faktycznie jest zbudowany z fali akustycznej propagującej w powietrzu, a ono wszak jest właśnie przeźroczyste, zatem efekt stwarzany przez nowe elektrostaty jest samym dobrem. Jednakże zachodzi tu pewne nieporozumienie. Powietrze rzeczywiście jest przeźroczyste, ale dla wzroku a nie słuchu. Kiedy ktoś tuż przy uchu walnie ci młotkiem o kawał żelaza, nie powstanie z tego dźwięk przeźroczysty, tylko straszliwy, całkowicie nieprzeźroczysty jazgot. I właśnie tego typu jednoznacznych okropieństw słuchawki SR-009 nie mają zwyczaju serwować, pozostając cały czas na obszarach czarowania i magii.
Posługując się audiofilską gwarą można powiedzieć, że dźwięk produkowany przez nie ma nietypowe wypełnienie, zupełnie inne niż u słuchawek dynamicznych czy ortodynamicznych. Czy jest to wypełnienie wyższego poziomu, czy przeciwnie, nienaturalne, na to pytanie każdy musi sobie odpowiedzieć sam. Ale bez względu na to jakie jest względem realności, może się podobać albo nie. Jak dla mnie jest bardzo interesujące i na pewno chciałbym posiadać taką przestrzenną alternatywę utkaną z wielowarstwowej przeźroczystości dla własnego systemu. Poza tym długotrwałe obcowanie z tego typu prezentacją może owocować rezultatami trudnymi do przewidzenia, bardzo możliwe, że niezwykle satysfakcjonującymi w sensie odsłuchowej radości. Sam zacząłem pomału się z tą prezentacją oswajać i niezależnie od tego czy to mój mózg odnajdywał się w niej coraz lepiej, czy same słuchawki wraz z mijającymi godzinami coraz lepiej grały, podobała mi się coraz bardziej. Z drugiej strony miłośnicy brzmień konkretnych jak kamień, mogą kręcić nosem na taką zwiewną powietrzno-przestrzenną maestrię.
O odsłuchu u Nautilusa trzeba jeszcze powiedzieć, że sam Accuphase DP-900/DC901 ma brzmienie spokojne i spójne, ukazane na ciemnym tle, bardzo przestrzenne, znakomicie zrealizowane w realiach barwowych i temperaturowych, i z co najwyżej śladową nutą ocieplenia, a wszystko to lokuje się na poziomie majestatycznie wysokim. Trzeba też dodać, że systemowi Accuphase-Stax-Acrolink dzielnie dotrzymywał kroku przywieziony przez właściciela firmy Ear Stream Michała Wyrobę system złożony z taniego ale gruntownie zmodyfikowanego dotwarzacza DVD Harman Kardon w roli napędu, własnej jego konstrukcji DAC’a, własnego wzmacniacza słuchawkowego Black Pearl i własnej produkcji kabli, wspólnie napędzających słuchawki Grado PS-1000. Wcale nie zabrzmiało to w narzucający się sposób gorzej, tylko inaczej. Można powiedzieć –  bardziej zwyczajnie, a można –  konkretniej. Przejście odbywało się w każdym razie spokojnie i bezboleśnie. Oba systemy, zarówno ten piekielnie drogi, jak i ten stosunkowo tani (choć słuchawki PS-1000 do tanich się nie zaliczają) prezentowały niezwykle wysoki poziom, przy czym ten droższy był bardziej brzmieniowo ekskluzywny, przynajmniej w sensie trudności z odnalezieniem czegoś analogicznego, szczególnie pod względem prezentacji przestrzennej.
Zejdźmy teraz parę szczebli niżej w audiofilskiej hierarchii i zastąpmy ekscentrycznego Accuphase moim przeciętnym Cairnem, prezentującym poziom zbliżony do Meridiana G8, a łatwiejszy do transportu tranzystorowy wzmacniacz SRM-717 podmieńmy umożliwiającym bezpośrednie porównania lampowym SRM-007tII. Strasznie drogiego Acrolinka wyręczy nam teraz, moim zdaniem bardzo udany w wersji symetrycznej, Vovox Tekstura. Co się zmieni? Na pewno zmniejsza się uprzestrzennienie i na pewno przekaz staje się powszedniejszy. Z wielkich, pełnych wyrafinowanych ozdobników i promenadowych widoków sal audiofilskiego pałacu trafiamy znów do własnego pokoju, ale nie tego co wcześniej, bo same słuchawki SR-009 rzucają nowe światło na znane wcześniej muzyczne krajobrazy, a tak naprawdę sprawiają, że ujrzymy je przez okulary 3D.
Podobno obraz 3D źle wpływa na zdrowie. W sensie wzrokowym, być może, ale w muzycznym –  bynajmniej. Świetnie się słucha tych SR- 009 w domowym zaciszu, poznając znany repertuar przez pryzmat dodanej doń trójwymiarowości. Kiedy się do niej przyzwyczaić, smakuje wybornie. I nic, w każdym razie mnie, nie przeszkadza, że prawdziwa gitara wcale nie jest aż tak przestrzenna, a głos żony wołającej na obiad nie niesie się gromkim echem. Trochę gorzej, że Quentin Tarantino ze swej autorskiej płyty z utworami ilustrującymi jego filmy przemawia jakby ktoś uruchomił efekt “Hall” na komputerze, podobnie jak Piotr Skrzynecki czytający w Piwnicy pod Baranami “Wyprzedaż teatru”. Nie jest to na pewno naturalna mowa kogoś siedzącego obok, lecz cóż z tego, skoro w słuchaniu muzycznym przekłada się to na niesamowitą frajdę.
Przejdźmy teraz do wyszukanej w tych wszystkich odsłuchach ogólnej charakterystyki nowego flagowego Staksa.
Słuchawki grają bliskim pierwszym planem, prawdę mówiąc –  głównie w głowie, co odróżnia je od sprzedających swój dźwięk zawsze przed słuchaczem AKG K1000, a także od Orfeusza czy dawnych Omeg. Przestrzenny dźwięk SR-009 – cały utkany z przejrzystego eteru –  jest też mniej niż u tamtych nasycony barwą i często bardziej kameralny, w następstwie dużo większej bliskości pierwszego planu. Scena nie jest niestety głęboka i to niewątpliwie największa ich wada. W zamian mamy duży rozrzut stereofoniczny i oczywiście trójwymiarowość samego dźwięku.
Soprany są doskonale kontrolowane i nie tak ofensywne jak u K1000. Nie znaczy to, że są powściągnięte –  o nie, to nie Omega II. Wznoszą się dowolnie wysoko i nawet na samych niebotycznych szczytach ich przestrzenność zapobiega ostrości. Także sybilanty są nie do pomyślenia, co przy tym stopniu ogólnej przejrzystości, posuniętej poza wszelkie znane dotąd granice, bo sięgającej samej konsystencji dźwięku, jest niesamowitym osiągnięciem. Wystarczy przypomnieć jaką cenę za walkę o przejrzystość zapłaciły Ultrasony E10.
Na przeciwległym biegunie bas płaci pewną kontrybucję za bycie także przejrzystym, co nie przeszkadza mu schodzić dowolnie nisko. Całościowy przekaz nie jest wprawdzie nasycony basowością jak u ortodynamików czy Sennheiserów HD 650 i nie posiada takiej basowej mocy co u Sennheisera Orfeusza, nie można mu jednak zarzucić słabowitości, zwłaszcza w sensie samego zejścia. Jeżeli już się czepiać, to tylko masywności, a i ta potrafi się pojawić w zaskakującym jak na elektrostaty rozmiarze, jednak nie na każde basowe zawołanie. Nie wiem czemu czasami jest rozkosznie potężna i masująca, a czasem tylko lekko zaznaczona, najpewniej z winy samych nagrań, których Staksy nie wyręczają w produkcji basu, tak jak to czynią niektóre basowe demony. Z drugiej strony też elektrostatyczny Orfeusz stanowi tu wciąż nieosiągalny punkt odniesienia, a kolumny głośnikowe wysokiej klasy z bass-refleksem to już zupełnie inna liga basowości.
Najtrudniej opisać średnicę. Idąc na łatwiznę można by lakonicznym stwierdzić, iż jest przejrzysta i przestrzenna, jak wszystko w tych słuchawkach. Nie do tego rodzaju powierzchownych osądów jednakże zmierzamy. A więc czy jest upojna? Czy wystarczająco konkretyzuje wokalistę, stawiając nam przed oczami żywą osobę? Przyznam, że początkowo miałem z tym nie lada kłopot, bo odnosiłem wrażenie obcowania w pewnym sensie z duchami. Pewien byłem na przykład, że gdybym klepnął po plecach wykreowanego przez SR-009 Bułata Okudżawę, ręka przeszłaby mi przez niego na wylot. To wrażenie nie ustąpiło całkowicie, ale przywykłem już do tych duchów i całkiem się stały realne. Na pewno jest kwestią odsłuchowych eksperymentów odszukanie odtwarzaczy i kabli nadających nowym Staksom większej masy, jednakże pierwsza próba przy użyciu Accuphase i Acrolinka nie spełniła pokładanych oczekiwań. Masy dla SR-009 (o ile będzie komuś niezbędna) trzeba poszukać w innym miejscu. Bardzo możliwe, że bez lepszego od oferowanych obecnie przez samego Staksa wzmacniaczy się nie obejdzie.
Poza tym trzeba jeszcze podkreślić, że w sensie temperatury przekazu i ogólnego charakteru dźwięku nie są to słuchawki upiększające, co bardzo je odróżnia od wszystkich trzech wersji Omegi II, a także od realniejszej od tamtych, ale wciąż trochę upiększającej starszej od nich SR-Omegi.
Owa SR-Omega miała pozłacaną siatkę elektrodową i złoto to w jakiś magiczny sposób przenikało do dźwięku, posypując go złotym pyłem. Takich czarów model SR-009 nie oferuje. Jego magia cała skrywa się w przestrzenności i przejrzystości, poza tym pozostając po stronie realizmu. Nie jest to realizm z gatunku chleba naszego powszedniego, tylko z wnętrza gotyckiej katedry, gdzie klaśnięcie w dłonie niesie się wielokrotnym echem. Nie należy jednak mylić tego niosącego się echa ze scenicznym bezmiarem. Scena SR-009 duża nie jest, a w porównaniu z takimi Sony MDR-R10 pozostaje nawet boleśnie mała, chociaż nie wręcz ułomna. Jednak wcześniejsze dzieła Staksa przyzwyczaiły nas do przestrzennych szaleństw, a tutaj tego nie ma. Z dawnym arcydziełem Sony łączy za to nowego Staksa niebywała czułość na sygnał. Może nie aż tak wielka, bo tą Sony miały jedyną w swoim rodzaju, ale ciut jedynie mniejsza, dająca wielką satysfakcję poszukiwaczom wszelkiej szczegółowości.
Cóż rzec jeszcze? Może to, że jeśli ktoś słuchał nowej flagowej lambdy SR-507, wie o brzmieniu SR-009 bardzo dużo, albowiem są to brzmienia pokrewne. Wypowiadanie podobnych sądów bez porównania łeb w łeb niesie oczywiście ryzyko popełnienia omyłki, lecz mimo to zaryzykuję. Pamięć podpowiada mi tę analogię zbyt głośno. W szczegóły nie będę wchodził, bo byłoby to przesadą, napiszę więc tylko, że słuchanie ogólnie podobnych do SR-507, ale w szczegółach różnych odeń SR-009, sprawiało mi dużo większą przyjemność, choć niewykluczone, że są to już smaki należące do audiofilsko wyuzdanych.

...

wiktor

  • 2151 / 3547
  • Moderator Globalny
17-01-2015, 00:14
Garść porównań

Na koniec kilka impresji związanych z porównaniami elektrostatycznych SR-009 z dynamicznymi AKG K1000.
Zacznijmy od wielkiego formatu, czyli muzyki organowej i symfonicznej.
Jan Sebastian Bach “Toccata und Fuge d-moll” (Karl Richter – Deutsche Grammophon)
Stax SR-009
Fenomenalne zawieszenie dźwięku w przestrzeni i imponujące zejście niskich rejestrów oraz towarzysząca mu na przeciwległym krańcu maestria sopranów. Lecz najwspanialsze w tym wszystkim jest niesamowite odczucie przepływu powietrza i towarzysząca mu precyzja dźwiękowego rysunku.
Ocena celująca.
AKG K1000
Tu organy odsunięte są dużo dalej i osadzone w kościelnej nawie a nie w nas samych. Barwy są kryjące a nie transparentne, a cały spektakl ukazany jest w perspektywie. Zejście basu też imponuje, ale soprany są bardziej natarczywe. Trójwymiarowość samych dźwięków też jest imponująca, jednak całościowy charakter przedstawienia pozostaje zupełnie inny. Tutaj jesteśmy słuchaczem siedzącym w kościelnej ławie, a u Staksa byliśmy samym organistą.
Sumaryczna ocena minimalnie niższa z uwagi na słabsze doznania emocjonalne. To wrzucenie przez Staksa w organy było po prostu genialne.
Gustaw Mahler “Symphony No.5″ “Adagietto” (L.Bernstein and New York Philharmonic – Sony)

Stax SR-009
Orkiestra otaczana nas, ale trochę jest zbyt mgławicowa. Taka impresjonistyczna. Uczuciowość wyraża się perfekcyjnie i w całej złożoności. Żadnego bezsensownego dosładzania czy umilania –  posępność, zaduma, powaga i melancholia ogarniają nas i topią w sobie naszą duszę.
AKG K1000
Znów jesteśmy widzem a nie aktorem. Muzyczny spektakl rozgrywa się w oddaleniu, a formę ma bardziej konkretną. Ogólnie jest zupełnie inaczej, choć uczuciowo niemal analogicznie. Prezentacja Staksa była trochę bardziej melancholijna; w porównaniu AKG są ciut cieplejsze i niosące odrobinę nadziei.
Stax bardziej atakował dźwiękiem, ale piękniej go uprzestrzenniał. Z drugiej strony znów osadził go wszędzie i nigdzie, bez żad nej konkretnej lokalizacji i na planie panoramicznym, pozbawionym scenicznej głębi.
Oceny całościowe zbliżone.
Przejdźmy do kameralistyki.
Ludwik van Beethoven “Trio No.7 Archduke” (Beaux Arts Trio – Philips)

Stax SR-009
Tradycyjnie zostajemy wrzuceni między muzyków. Nagranie jest złej jakości, ale Stax bardzo je poprawia w sensie przejrzystości i precyzji, a wielką radość sprawia nastrojowa trafność prezentacji. Uczucia napływają falą i przenikają cały spektakl. Podobnie jak w sensie scenicznym nie rysuje się tu żaden dystans uczuciowy.
AKG K1000
Na tym nagraniu są sporo cieplejsze, takie w lampowym stylu czystej klasy A, co jest w głównej mierze zasługą neutralnego w całej rozciągłości wzmacniacza SRM-007tII napędzającego konkurenta.
Z uwagi na perspektywę i odsunięty pierwszy plan lepiej rysują się relacje między instrumentami, a cały przekaz jest bardziej tradycyjny i wcale niełatwy do pozbierania i uładzenia kiedy wcześniej długo słuchało się Staksa.
Niewątpliwie zaczęła się już w mojej głowie wojna stylów i tyleż jest ona intrygująca, co budząca rozterki.
Nie będę tego oceniał, nie potrafię.
Fortepian solo
Fryderyk Chopin “Polonez Opus 71 No.2″ (Samson Francois – EMI)
Stax SR-009
Głowę mamy niemal w pudle rezonansowym fortepianu, ale same dźwięki są mimo tego nietypowego usytuowania słuchacza misterne i szlachetne. Dominuje wrażenie czystości, przestrzenności i gracji. Fortepian mamy tu w głowie a głowę w fortepianie, ale słucha się wybornie.
AKG K1000
Dźwięk jest znacznie potężnistrong ejszy, lepiej rozpostarty co do skali i mocniej nasycony barwą. Dużo wyraźniej rysuje się młoteczkowy charakter jego powstawania. Soprany są bardziej krystaliczne, a natura instrumentu całościowo lepiej oddana. Zwraca uwagę większa rozpiętość dynamiczna.
Tym razem ocena znacznie wyższa niż u konkurenta.
Muzyka filmowa
“True Romance – Main theme” z płyty “The Wings of a Film” (Sony)
Stax SR-009
Ponownie wrażenie powietrznej muzyki otaczającej nas zewsząd. Zarazem bardzo bliskiej. Porządnie zarysowane partie basowe wzbudzają uznanie. Poza tym jak zawsze –  powietrze, przejrzystość, holografia. Końcowe oklaski okazują się przywoływać wrażenie wielkiego audytorium. Duża scena obecna po raz pierwszy. A więc jest jednak możliwa.
AKG K1000
A te znów po swojemu, ze sceną daleko przed słuchaczem i głębią planu maszerującego gdzieś hen, daleko, daleko. Nie ma transparencji, jest konkret. Partie basowe znacznie słabsze, choć samo brzmienie ogólnie okazuje się głębsze.
Po Staksie AKG wydają się gorsze i vice versa. Remis ze wskazaniem na Staksa za lepszy bas.
Wokaliza
Wolfgang Amadeus Mozart “Wenn die sanften Abendwinde” z “Wesela Figara” (Maria Stader i Rita Streich – Deutsche Grammophon)

Stax SR-009
Bez ocieplenia i słodyczy w kobiecym śpiewie. Doskonałe oddanie swoistości głosów. Dobre wrażenie realności i doskonała separacja. Dominuje wrażenie delikatności pomieszanej z precyzją.
AKG K1000
Jest słodziej ale i realniej. Panie są mniej mgławicowe. Zarysowuje się wrażenie “Ach!” kiedy się słucha ich anielskich głosów. Na użytek tego nagrania Staksy powinny użyć cieplejszego wzmacniacza.
Wskazanie na AKG, za większy realizm i większą przyjemność.
Muzyka rozrywkowa
Cher “If I Could Turn Back Time” (Warner)

Stax SR-009
Kapitalnie to brzmi. Blisko, ogniście, przestrzennie, wciągająco. Bas jest jednak nie taki jak lubią basoluby.
AKG K1000
Dźwięk jest głębszy i potężniejszy, a oddalona i precyzyjnie zlokalizowana Cher jest zadziorniejsza i realniejsza. Perkusja też jest bardziej realna. Podobnie jak u Staksa nie ma basowego grzmotu w tle. Po niego trzeba się udać do LCD-3.
Trudno o jednoznaczną ocenę, ale mnie bardziej podobały się AKG.
Rock
Faith No More “The Cowboy Song” (Warner)
Stax SR-009
Holograficznego, zbudowanego ze zgęszczonego powietrza rocka pewnie jeszcze nie słyszeliście. Nie są to mroczne klimaty zalatujący walką i mordem, ale w sensie muzycznym na pewno ciekawe. Do rockowych podniet nadają się jednak słabo. Brakuje konkretności i siły ciosu.
Ten repertuar jest raczej nie dla nich, chyba że trafią na wyrobionego muzycznie rockmana, gotowego docenić ich styl.
AKG K1000
W sensie rockowego klimatu brzmią bardziej przekonująco, ale to nie jest repertuar zdolny obywać się bez gruntownej podstawy basowej, której tu nie ma. Co komu po ostrym rysunku i przejrzystości, kiedy nie ma łupnięcia.
Remis przez obustronną dyskwalifikację.

Reasumując

    Model SR-009 w niemałym stopniu mnie zaskoczył, a w znacznie mniejszym rozczarował. Przyznam, że oczekiwałem słuchawek lepszych niż jakiekolwiek z dotychczasowych, a to się nie stało. Zarówno Sony MDR-R10 jak i Orfeusza odebrałem jako lepsze, a SR-Omega mimo wszystko wydaje mi się bardziej smakowita. To może się jeszcze odmienić wraz z nastaniem przynależnego nowemu flagowcowi firmowego wzmacniacza, jednak nie jestem tu zbytnim optymistą. Ale może, niech żywi nie tracą nadziei. Z drugiej strony pocieszające jest, że nowy wyrób posiada walory jedyne w swoim rodzaju –  ultra przejrzysty dźwięk i bajeczną holografię rodem z kina 3D. Ze strony trzeciej walory te są jednak zmuszone nadrabiać niedostatki wielkości scenicznej, której ułomność dotąd u Staksa nie odnotowywano. By już całkiem kwadratowo się zrobiło, dopiszmy jeszcze, że od strony czwartej jest to pierwszy flagowiec Staksa posiadający brzmienie całkowicie realistyczne w mierze uczuciowości, temperatury i barwy, dający zarazem ogromną satysfakcję wszystkim wielbicielom zjawiskowej szczegółowości.
Na koniec, z ezoterycznych obszarów piątego wymiaru, dorzućmy jeszcze do tego, iż mimo pewnych niedostatków i dalece posuniętej swoistości stylu, są to słuchawki naprawdę niesamowite, kreujące kiedy się w nie wsłuchać czystą magię i przenoszące pojęcie scenicznej holografii na nieznane dotąd obszary.
 
W punktach:

Zalety

- Zjawiskowa, bezprecedensowa wręcz przejrzystość.
- Dźwięk budowany ze zgęszczającej się przeźroczystości, co jest zjawiskiem jedynym w swoim rodzaju.
- Bajeczna holografia rodem z kina 3D.
- Piękne rozpostarcie pasma od najwyższych sopranów po niski bas.
- Fenomenalna precyzja.
- Kultura ogólna na najwyższym poziomie, w tym pełna kontrola nad właściwą prezentacją sopranów.
- Zerowa sybilacja.
- Trafiają bezpośrednio w emocje.
- Mają niepowtarzalny styl, potrafiący zawładnąć słuchaczem.
- Bliskością pierwszego planu wciągają w wir muzycznych zdarzeń.
- Muzyka organowa brzmi na nich bajecznie.
- Szybkie i dynamiczne.
- Szczegółowość i wrażliwość na sygnał dorównujące niemal niezrównanym Sony MDR-R10.
- Wygodne.
- Solidne i trwałe.
- Ładnie się prezentują.
- Elegancko opakowane.
- Najwyższa renoma producenta.
- Flagowiec.
- Made in Japan.

Wady

- Dźwięk cokolwiek wyprany z masy, mogący rozczarowywać zwolenników masywności i ciężaru.
- Za mała scena, zwłaszcza jak na Staksa.
- Czasami niezbyt konkretnie lokalizują źródła dźwięku.
- Brak scenicznej perspektywy.
- Bas schodzący nisko, ale rzadko dający wrażenie potęgi.
- Transparentnie ukazane barwy i dźwięki nie każdemu muszą odpowiadać.
- Reprodukcja fortepianu pozostawia nieco do życzenia.
- Nie do rocka.
- Trudno ocenić ich prawdziwą wartość w sytuacji kiedy dedykowany im wzmacniacz ma się pojawić dopiero za dwa lata.
- Ciężkie.
- Przeraźliwie drogie.
- Nie przebiły, a już na pewno nie w sposób jednoznaczny, swego najsłynniejszego antenata  SR-Omegi.
- Tym bardziej nie pokonały Orfeusza i Sony MDR-R10.
- Wartość przy odsprzedaży pozostaje zagadką.
 
Dane techniczne:
Słuchawki elektrostatyczne o budowie otwartej.
Pasmo przenoszenia:  5 Hz – 42 kHz
Pojemność elektrostatyczna:  110 pF
Impedancja:  145 kOhm
Maksymalne ciśnienie akustyczne: 118 dB
Prąd podkładu: 580 V
Muszla uszna z prawdziwej skóry na obszarze kontaktu z głową słuchacza.
Przewód ze srebrzonej miedzi beztlenowej o klasie czystości 6N długości 2,5 metra.
Ciężar: 596 g z kablem; 454 g bez kabla.
Cena: 4 900 euro.
Dystrybucja:  GROBEL AUDIO.
W teście użyto:
Źródła: SACD Accuphase DP-900/DC-901, Cairn Soft Fog V2.
Wzmacniacze: Stax SRM-007tII, Stax SRM-717, ASL Twin Head Mark III, Ear Stream “Black Pearl”.
Interkonekty: Acrolink A7N-6300 Mexcel XLR, Vovox Textura XLR, Tara Labs Air1 RCA, van den Hul “First Ultimate” RCA.
Słuchawki: Stax SR-009, AKG K1000, Grado PS-1000.

Autor recenzji: Piotr Ryka

Fatso

  • 306 / 1668
  • Zaawansowany użytkownik
17-01-2015, 12:20
Dzisiaj dojechała Eurydyka. Do zestawu mam jeszcze odnowionego SRM-717 z małymi usprawnieniami.

Jako DAC swój wynalazek, jako system odniesienia LCD3 w wersji zbalansowanej w całkowicie zbalansowanym torze.

Nigdy bym nie powiedział, że 009 są wyprane z masy. Scena faktycznie nie jest rozległa na boki, ale głębia powala. Bardzo istnym elementem jest oderwanie źródeł od membran słuchawek.

Kolejna uwaga, do wagi - kto nie miał na głowie LCD3 z fazorem nie wie co pisze jeśli mówi, że 009 są ciężkie :) Serio :)
W przypadku problemów z odtwarzaniem rocka - posłuchajcie sobie Thunderstruck z płyty Razors Edge AC/DC. Myślę, że to załatwi sprawę niedopasowania do rocka.

Jeszcze słucham i kompletuję wrażenia, ale niedługo dokończę recenzję, uzględniając również własne strachy i wspomnienia z poprzednich spotkań z SR-009
To co powyżej napisałem to moje zdanie na dzień w którym je wygłosiłem. Dzisiaj mogę mieć już inne przekonania, zgodnie z zasadą, że tylko krowa się nie myli. I nie możesz mieć o to do mnie, drogi użytkowniku, pretensji. Jeśli zaś zawiodłeś się na moim braku stałości w przekonaniach, to trudno.

-Pawel-

  • 3675 / 3152
  • Administrator
17-01-2015, 12:25
A jednak :)

AC/DC i Staxy to w ogóle jakaś magiczna synergia, powinni dodawać ich płyty do słuchawek, lepiej by się sprzedawały :) Polecam też koncert Live at River Plate z 2009 roku.

Fatso

  • 306 / 1668
  • Zaawansowany użytkownik
17-01-2015, 12:50
A jednak :)

AC/DC i Staxy to w ogóle jakaś magiczna synergia, powinni dodawać ich płyty do słuchawek, lepiej by się sprzedawały :) Polecam też koncert Live at River Plate z 2009 roku.
Ja właśnie słucham Last Temptation Alice Cooper - kolejna płyta chyba stworzona do SR-009...
To co powyżej napisałem to moje zdanie na dzień w którym je wygłosiłem. Dzisiaj mogę mieć już inne przekonania, zgodnie z zasadą, że tylko krowa się nie myli. I nie możesz mieć o to do mnie, drogi użytkowniku, pretensji. Jeśli zaś zawiodłeś się na moim braku stałości w przekonaniach, to trudno.

wiktor

  • 2151 / 3547
  • Moderator Globalny
17-01-2015, 12:57
@Fatso

Rozumiem, że można Ci pogratulować Eurydyki. Bardzo dobry wzmacniacz. Zmienia się jak kameleon, przy innych lampach, okablowaniu, etc. Co do sceny w SR-009, to one tak mają i już. Z tym wiele nie da się zrobić.

Mogę zasugerować zmianę lamp PL84. Użycie innych niż Telefunkeny powinno znacznie poprawić stereofonię. Testowałem też różne lampy prostownicze, tu zmienić się może definicja basu.

Zamieść proszę koniecznie kilka zdjęć do swojej recenzji.

Raz jeszcze gratulacje!

wiktor

  • 2151 / 3547
  • Moderator Globalny
17-01-2015, 13:00
@-Pawel-

AC/ DC to się słucha najlepiej, jak obok siedzi 23-latka. Spoko... oczywiście o córce mówię.

Fatso

  • 306 / 1668
  • Zaawansowany użytkownik
17-01-2015, 13:06
@Fatso

Rozumiem, że można Ci pogratulować Eurydyki. Bardzo dobry wzmacniacz. Zmienia się jak kameleon, przy innych lampach, okablowaniu, etc. Co do sceny w SR-009, to one tak mają i już. Z tym wiele nie da się zrobić.

Mogę zasugerować zmianę lamp PL84. Użycie innych niż Telefunkeny powinno znacznie poprawić stereofonię. Testowałem też różne lampy prostownicze, tu zmienić się może definicja basu.

Zamieść proszę koniecznie kilka zdjęć do swojej recenzji.

Raz jeszcze gratulacje!

Dzięki. Liczę na jakieś podpowiedzi w kwestii lamp.
To co powyżej napisałem to moje zdanie na dzień w którym je wygłosiłem. Dzisiaj mogę mieć już inne przekonania, zgodnie z zasadą, że tylko krowa się nie myli. I nie możesz mieć o to do mnie, drogi użytkowniku, pretensji. Jeśli zaś zawiodłeś się na moim braku stałości w przekonaniach, to trudno.