Może zbyt uogólniłem, że roboty w Naku jest niemal tyle, co w każdym innym. Tak, tyle co w każdym innym z podobnej półki cenowej i jakościowej, czyli o podobnym zaawansowaniu technicznym.
Bo co robić w Naku na Sankyo (nie dotyczy CR7) innego, niż w Kenwoodzie, Onkyo, Yamaszce, Teacu czy innym na Sankyo? Dotkną go te same problemy. W Naku 3 head trzeba poświęcić nieco więcej czasu ustawieniu głowic, bo są dyskretne, ale takie mają też Akai, Sony, JVC, Tascam, Tandberg i inne. Za to mamy lepszy dźwięk, więc coś za coś.
Co do Naków na Classicu, koledzy już pisali na forum, że ten mechanizm należy do ich ulubionych, jeśli idzie o prace serwisowe. Proste modele bez generatorów robi się migiem. W tych z generatorami będzie trochę więcej regulacji przy kalibracji. Pomarańczki trzeba robić we wszystkich na Classicu, poza młodszymi Dragonami i RX-505, 303 zdaje się. Dla kogoś potrafiącego trzymać lutownicę w dłoni, a mamy chyba w tym dziale forum większość takich kolegów to chyba żaden kłopot. Koszty żadne, bo kondów jest od ok. 20 do ok 60, w cenach 1-2zł za sztukę.
Zapiekające się ramiona rolek, które trafiają się głównie w starszych Nakach z mechanizmem Classic z serii np. 4,5,6 mamy także w bardzo popularnych magnetofonach Akai, właściwie wszystkie GX-y od ok. 1982r z ori mechanizmem Akai cierpią z tego tytułu. Spotkałem się z tym zjawiskiem także w Sony ES, np. TC-K666ES.
Tak naprawdę, jeśli w Naku Classic zamontujemy paski, wymienimy pomarańczki, to mamy spokój na długie lata. Pomarańczki to tak naprawdę zabawa, ponieważ jak pisałem wyżej stoimy przed problemem wymiany wszystkich elektrolitów, żeby nasze decki działały jak należy.
Szewc bez butów chodzi, więc w moim ZX7 wymieniłem tylko pomarańczki, które padły, czyli 3szt w generatorze prądu podkładu i kasowania plus 2szt. w generatorze do kalibracji. Magnetofon posiadam ok. 9 lat. W tym czasie jeden komplet pasków i jeden idler. Może nie grać miesiąc, dwa, odpalam go i nie strzelił focha jeszcze. Z tego co mi wiadomo Wojtkowy ZX7 również ma się dobrze i nie sprawia problemów, jak i wiele innych znanych mi egzemplarzy posiadanych przez kolegów i znajomych. Kolejnym przykładem może być 1000ZXL Stacha, magnet po wielokroć bardziej skomplikowany, znajdujący się w ciągłym użytkowaniu i nie sprawiający żadnych problemów, a jedynie mnóstwo radości i zadowolenia.
Jeśli ktoś zrobi po raz pierwszy serwis takiego decka, przekona się, że strach ma wielkie oczy. Kiedyś jak pytałem o jakiś problem na innym forum, dotyczył jednego z moich pierwszych decków po powrocie do kaseciaków, zostałem wyśmiany i poradzono mi, żebym się za to nie brał, skoro nie mam zielonego pojęcia. Było to miarę prosty deck trzygłowicowy vintage. Jakoś sobie poradziłem. Tak i tutaj większość z nas jest amatorami, a nie elektronikami i serwisantami zawodowymi. I jakoś sobie przy wzajemnej pomocy i wsparciu radzimy. Nie chodzi o peany na cześć Nakamichi, ani namawianie do zakupu, bo powstało wiele znakomitych decków rożnych firm. Grunt, żeby było merytorycznie i bez powielania legend właśnie typu "nie kupuj Naka", bo..... Szczerze mówiąc wcale nie kocham grzebania przy Nakach, ostatnio nie kocham w sumie grzebania przy żadnych magnetofonach, ale nie demonizujmy proszę ;)
Wracając do tematu poza Dragonem, CR7, i mikrofalami typu 700, 1000zxl, plus może modeli z autoazymutem, ale od czego jest serwisówka, są to "normalne" decki. Mówię o decku nie zarżniętym, nie zgrzebanym, zrytym przez poprzedniego właściciela, inne serwisy etc. A takich zostało już na rynku niewiele i dlatego trafiają się kolegom różne wynalazki, i dlatego o nich czytamy. O sprawnych rzadko ktoś pisze, pochwali się najwyżej, że kupił, potem używa, aż do wystąpienia jakiegoś problemu. Druga sprawa to egzemplarze totalnie "zastane", schowane do szafy, piwnicy, często po jakimś dziadku, wujku, zmarłym mężu, ojcu i innym krewnym, naprawdę Wojtek świadkiem, że na zachodzie takich nie brakuje. Magnetofony te często są w sensownym stanie technicznym, ale żeby funkcjonowały na miarę swoich możliwości wymagają gruntownego serwisu, a nie założenia pasków i gramy, ciesząc się jak to za grosze naprawiliśmy decka za kilka tys zł. Tym bardziej, ze w przypadku tych magnetofonów mamy najczęściej przetarte szlaki, powielające się usterki, opisane na forach, grupach, z gotowymi tutorialami, linkami do zakupów polecanych części etc. Bo te stosunkowo często drogie decki każdy chce za wszelką cenę ratować, tym bardziej, gdy doceni ich brzmienie i wie jak potrafią zagrać.
Aha, i z Nakami to trochę tak jak ze starymi Mercedesami w dieslu, Niemiec płakał jak sprzedawał i jeździł tylko do kościoła. Nawet jak dobrze wyglądają to często mają w głowicach tysiące godzin, bo jak ktoś w latach 80tych wydał tyle pieniędzy na decka, to nie po to, żeby był meblem, a łykał setki kilometrów taśmy. Dotyczy także decków innych firm. Ale o ile głowica jest w sensownym stanie, wystarczy w każdym Naku zrobić standardowy pakiecik startowy i gramy dalej kolejne lata. Dlatego dziś już obawiałbym się kupowania w ciemno droższych modeli, nie posiadając ewentualnego dawcy na stanie, lub pewnego źródła zakupu. Dla przykładu kolega kupił niedawno rzekomo sprawnego CR70 z JP, w którym nie działało po prostu nic poza wyświetlaczem i podsłuchem źródła. I wcale nie był w okazyjnej cenie bo niby sprawny. Deck już żyje, uzdrowiony tak naprawdę zdalnie, ale do pełnej sprawności jeszcze trochę.
Co do cen Naków, to są jakie są, choć bańka pękła i w ofertach widać tendencję zniżkową. Dotyczy to również innych decków, na które mamy wygórowane ceny w stosunku do ich możliwości dźwiękowych, płacąc najczęściej za ich wyjątkową urodę, czy pancerne wykonanie, czyli np. wszelkiej maści Pioneery Urushi, Sony ES, i inne tzw. drewniane boczki. Naki nigdy nie były tanimi magnetofonami i mając 300zł możemy liczyć dziś może przy odrobinie szczęścia, że ustrzelimy jakiegoś BX'a. Z hobby już tak jest, że im bardziej w to idziemy, tym wydatki coraz większe i jakie by ono nie było przy ostrej zabawie trzeba głębiej sięgnąć do kieszeni. Taki już los facetów. Miałem różne hobby i przy każdym wydatki rosły. Gdy bawiłem się w car audio, w pewnym momencie koszt systemu przekroczył wartość auta :) Jeśli ktoś zatrzyma się na pewnym etapie bez większych kosztów, na którym osiąga satysfakcję, to gratuluję, szczerze zazdraszczam.
PS
Faktycznie JVC nie należą do przyjemnych w naprawach. A Wojtek zaraz mnie pogoni.
A może, żeby nie śmiecić Maćkowi w jego wątku utworzyć nowy np. "Kup/nie kupuj Naka bo...." ?