Tandberg TCD 330.
Upolowałem go dość okazyjnie po to, żeby mieć dawcę organów do 440-tki w której padła mi głowica nagrywająca.
Deck miał dorabiane boczki przez poprzedniego właściciela,niby stolarza. Śruby które zastosował zrobiły spustoszenie w metalowych ściankach i w zasadzie to ten jeden minus. Front bez śladów uszkodzeń i zarysowań. Ponoć w serwisie wymieniono mu paski. Ogólnie prezentuje się korzystnie.
Kiedy włączyłem go pierwszy raz i usłyszałem ten "niegrzebany"dźwięk,zachwyciłem się jego aksamitnym b.dynamicznym brzmieniem i postanowiłem już nie przeznaczać go jako dawcę.Grał przez pół roku od czasu do czasu aż w pewnym momencie zwolnił obroty na playu. Wojtek zasugerował mi, że przyczyną może być kondensator znajdujący się w pobliżu silnika.
Jestem kiepskim serwisantem. O tym już nie raz pisałem, ale spróbuję ten kond wymienić. Przeraża mnie też demontaż urządzenia. Żeby dostać się tam, trzeba odkręcić dziesiąki śrub i pamiętać żeby one wróciły w te same miejsca.
Skoro w 1000ZXL-u wymieniłem filc od hamulca lewej szpulki i kilka żarówek funkcyjnych, to znaczy że coś "kumam" i tu też powinno się udać, jeśli to tylko ten kondensator. A więc: do roboty!