Audiohobby.pl

Recenzje Audiokrytyka

audiokrytyk.pl

  • 32 / 1139
  • Nowy użytkownik
16-06-2016, 14:23


W brażny muzycznej wzmacniacze firmy Marshall są synonimem rasowej, rockowej estetyki. Endorserzy pokroju Zakka Wylde’a, Dave’a Navarro, Iron Maiden, Muse czy Opeth, nie pozostawiają wątpliwości z jakim brzmieniem należy identyfikować produkty kultowej, brytyjskiej marki.
Idąc z duchem czasu, Marshall postanowił zadbać nie tylko o dźwięk samych gitar, ale i odbiór muzyki, proponując słuchaczom słuchawki sygnowane słynnym logo. Major II stanowią kontynuację modelu dedykowanego miłośnikom rockowej stylistyki.

Dane techniczne

Pasmo przenoszenia:   10 – 20.000 Hz
Konstrukcja: Nauszne, Zamknięte
Czułość: 99 dB
Impedancja: 64 Ohm
Przewód: 1,2m
Wtyk: mini jack 3,5mm

Konstrukcja Major II Pitch

Słuchawki zapakowano w sztywny karton, trzymająca sprzęt, wytatuowana dłoń ze zdjęcia wyraźnie sugeruje, do jakiego klienta kierowany jest ów produkt. Na tylnej ściance opakowania umieszczono klarowną, obrazkową instrukcję przedstawiająca możliwości Major II i sposób ich obsługi. Proste i przydatne rozwiązanie. .

W pudełku oprócz słuchawek znajduje się jedynie kabel, nie ma żadnego dodatkowego wyposażenia choćby w postaci przejściówki jack 6.3 mm albo pokrowca. W tej cenie producent powinien zapewnić chociaż takie minimum. .

Projekt modelu utrzymano w podobnym charakterze, co flagowe wzmacniacze marki. Bez rzucających się w oczy ozdób, jaskrawych kolorów oraz nowoczesnych krzywizn. Surowa i nieskomplikowana jest nawet konstrukcja pałąka – to metalowe widełki (z okrągłego drutu), po których płynnie przesuwają się kopuły. Kwadratowy kształt poduszek oraz wykorzystanie na kopułach materiału obiciowego typowego dla kolumn gitarowych, to także nawiązanie do sprzętu muzycznego. Opaskę pałąka wyściełano na całej długości, tkaniną wykończeniową jest lekko elastyczny, czarny materiał przypominający jeans. Szwy pozostawiono widoczne, na zewnątrz konstrukcji, delikatny nadruk z logo firmy oraz datą jej założenia informują, że ma się do czynienia z produktem legendarnej marki, obecnej w branży od ponad pół wieku.

Poduszki są miękkie i wykończone grubą, skóropodobną tkaniną. Pomimo tego, że słuchawki wykonano głównie z plastiku, użyte materiały wydają się solidne, nie widać niedoróbek. Zadbano także o spójność projektu i najdrobniejsze szczegóły – zamiast typowej siateczki maskującej przetworniki, zastosowano grubą plecionkę, która imituje fronty wzmacniaczy.

Major II składają się do wewnątrz, ku środkowi pałąka, dzięki czemu łatwiej je transportować a pokrowiec ze sprzętem nie zajmuje wiele miejsca. Jedynym problemem jest fakt, że o stosowne zabezpieczenie użytkownik musi zadbać sam, bo (jak już zostało wspomniane), próżno szukać go w zestawie.

Przewód z pilotem obsługującym odtwarzacz oraz mikrofonem to połączenie kabli: prostego i spiralnego. Takie rozwiązanie sprawia, że w razie potrzeby zasięg sprzętu można wydłużyć poprzez rozciągnięcie skręconego frgmentu. Łamany wtyk wieńczący jedną ze stron (drugi koniec zakończono prostym) zdobi sprężyna – użytkownicy grający na gitarach bez trudu rozpoznają, że jest to nawiązanie do wykończenia części kabli instrumentalnych.

Gniazda umieszczono zarówno na lewej, jak i na prawej kopule, sposób podłączenia przewodu zależy więc od preferencji słuchacza (co zapewne ucieszy osoby leworęczne), producent sugeruje także inne wykorzystanie takiej konstrukcji – podłączenie kolejnej pary słuchawek i dzielenie się muzyką z drugą osobą.

Major II nieźle układają się na głowie, opaska dobrze utrzymuje ciężar, ale nie jest to sprzęt na tyle komfortowy, że można o nim zapomnieć. Poduszki dość mocno grzeją w uszy a konstrukcja pałąka generuje nieznaczny – ale odczuwalny podczas dłuższych sesji odsłuchowych – ucisk po bokach.

Odsłuch

Wygląd modelu oraz sam fakt, że jest on produkowany przez firmę specjalizującą się w jednym gatunku muzycznym sugeruje, że od Major II nie należy oczekiwać uniwersalności lecz charakterystyki, która zapewnia odpowiednie warunki dla ścian przesterowanego dźwięku i soczystych solówek, typowych dla estetyki rockowej czy metalowej.

Rzeczywiście, słuchawki podają gitarowe granie w zróżnicowany i angażujący słuchacza sposób. Album The Incident Porcupine Tree odezwał się intensywnymi partiami – pełnych mocy i typowego dla Stevena Wilsona brzmienia – m.in. barytonowej gitary PRS. The Slip Nine Inch Nails to już bardziej zwarte, syntetyczne barwy a zespół The Black Keys zagrał charakterystycznymi, nieco przybrudzonym i oldschoolowym, bluesrockowym brzmieniem.

Niskie tony schodzą tu na drugi plan co jednak nie oznacza, że słychać poważne braki w basowej podstawie. Słuchawki są rozrywkowe, ciepłe i pełne. Słuchacz nie znajdzie tu jednak ani zdecydowanego, precyzyjnego, sprężystego i punktowego basu ani zalewającej pozostałe składowe fali. To stablinie obecny, okrągły i miękko brzmiący fundament. Najmniej uwagi przykuwa jednak góra, która jedynie z dystansu dopełnia silną średnicę i pełny bas. Brak więc rozbudowanej detaliczności i przejrzystości, jaką wprowadzają wysokie tony. Dlatego też część realizacji jest nieco zmatowiona, pozbawiona szklistości.

Jak brzmią tu inne gatunki? Nowoczesny elektropop nie atakuje mocno zaakcentowanym basem, jest bardziej wyważony, z wyraźniej podanymi wokalami, trochę przyciemniony przez kształt wysokich tonów. Najnowsze przeboje typu Sweet Lovin’ czy hity zespołu Rudimental odzywają się dynamicznie, z energią i witalnością (ale raczej nikt z zagorzałych fanów rocka nie przyzna się, że właśnie takie dźwięki płyną do jego uszu z Marshallowskich słuchawek). Modelowi nieco brakuje przestrzeni, bogate faktury stają się ściśnięte a akustyczne instrumenty, wymagające miejsca, nie mogą rozwinąć skrzydeł. Wychylenie L/P nie rzuca na kolana, podobnie głębia, zróżnicowanie planów jest zauważalnie ograniczone i większe rozwarstwienie z pewnością by się przydało.

Major II spodobają się tym użytkownikom, dla których liczy się nie tylko odsłuch, ale i warstwa wizualna słuchawek. Dla miłośników gitarowych dźwięków propozycja firmy Marshall będzie źródłem satysfakcji zarówno z odsłuchu, jak i posiadania atrakcyjnego gadżetu jednego z najbardziej znanych producentów wzmacniaczy.



Ocena czyli krytyka AudioKrytyka

 

Zalety
+ klasyczny, stylowy wygląd

+ staranne wykończenie

+ brzmienie oddające charakter rockowej muzyki

Wady
– brak wyposażenia


Audiokrytyk.pl

lancaster

  • Gość
18-06-2016, 11:15
audiokrytyk, pisz prosze w 1 watku zbiorczym z recenzjami, ludzie wygodniej znajda a Ty bedziesz mial 1 mocny wątek zamiast kilkudziesieciu wygladajacych na spam (nie dzialasz komercyjnie wiec spoko ale "gęsto" sie robi)

Licze na zrozumienie
Pozdrawiam

audiokrytyk.pl

  • 32 / 1139
  • Nowy użytkownik
28-06-2016, 13:48
Recenzja słuchawek wokółusznych Takstar HD6000

Takstar to producent specjalizujący się w sprzęcie studyjnym i realizatorskim, co jednak nie oznacza, że w ofercie firmy brakuje produktów przeznaczonych dla osób, które nie zajmują się obróbką dźwięku. HD6000 to przystępne cenowo słuchawki dedykowane DJ-om, które także na co dzień zapewnią solidną dawkę muzycznej energii.

Dane techniczne

Pasmo przenoszenia:   10 – 25.000 Hz
Konstrukcja: Wokółuszne, Zamknięte
Przetworniki: 53mm Dynamiczne
Czułość: 103dB
Impedancja: 60 Ohm
Waga: 320g
Wtyk: mini jack 3,5mm

Konstrukcja Takstar HD6000

HD6000 zapakowano w pokaźny, zielono-czarny karton, gdzie w wyprofilowanej gąbce umieszczono słuchawki oraz – w oddzielnej przegródce –akcesoria. Wśród nich znajdują się: pokrowiec, przedłużacz oraz przejściówka jack 6.3 mm. Etui do przechowywania sprzętu to zamykany na plastikowy zacisk worek z połyskującej, sztucznej tkaniny, od wewnątrz wykończony siateczką. Raczej nie zabezpieczy modelu przed uszkodzeniami podczas transportu – w konstrukcji słuchawek jest sporo ruchomych, narażonych na uszkodzenia mechaniczne elementów, więc warto zadbać o solidniejszy futerał.

Grubo ogumowany przewód o długości 1.2 metra zamocowano na stałe, ale do zestawu dołączono także przedłużacz, który w razie potrzeby może wydłużyć zasięg sprzętu o dodatkowe cztery metry. Plastikowy zatrzask, którym łączy się dwa przewody, pozwala zaś uniknąć przypadkowego rozpięcia kabli podczas użytkowania. Solidna warstwa gumy z pewnością sprawdza się podczas pracy w klubach, gdzie nietrudno o uszkodzenie delikatnego sprzętu, jednak przy biurku do sztywny i ciężki przewód potrafi być nieco irytujący – wygodniejsze okazało się przełożenie go do tyłu, na plecy.

Słuchawki wykończono w matowej czerni, z niewielkimi, zielonymi wstawkami na nausznicach. Design jest nowoczesny a masywna konstrukcja przyciąga wzrok. Dodatkowym zdobieniem jest fantazyjny wzór umieszczony na pałąku oraz białe logo producenta. Sprzęt zaprojektowano przede wszystkim z myślą o DJ-ach, dlatego nausznice mają bardzo duży zakres ruchu w różnych płaszczyznach a ustawienie muszli można zablokować metalowymi (dość opornymi) zawiasami. Przy codziennym użytkowaniu pozwala to na wygodne i precyzyjne dopasowanie słuchawek.

Poduszki ze skóropodobnego materiału są miękkie i dobrze przylegają do głowy stosownie izolując od otoczenia, ale nie wszystkim będzie odpowiadał fakt, że siatka maskująca styka się z małżowiną. Podczas dłuższych sesji zaczyna być odczuwalny ucisk – słuchawki mocno opinają głowę i pałąk (dość twardy, wykończony siateczką) staje się nieco drażniący. Konstrukcja całości jest w przeważającej części plastikowa i gumowa, a regulacja rozwarcia opaski odbywa się skokowo. Ruchomy element z zarysowaną podziałką również wykonano z tworzywa sztucznego, ponieważ rozsuwanie odbywa się dość opornie, być może intensywne użytkowanie sprawi, że wypustki nieco się wytrą.

Odsłuch

HD6000 oferują ciepłe, rozrywkowe brzmienie. Producent deklaruje, że słuchawki stworzono z myślą o nowoczesnej muzyce elektronicznej, co sugerowałoby znaczne wyeksponowanie niskich tonów. Rzeczywiście, model dobrze radzi sobie ze współczesnymi produkcjami, z wyraźnie obecnym basem, nasyconym brzmieniem (dubstep, drum&bass oraz elektropop to dla nich idealne środowisko), jednak to dość uniwersalny sprzęt, który wcale nie pompuje do ucha przesadzonej porcji dołu, za to zapewnia sprężysty dźwięk pełen wigoru i energii. Niskie tony są dociążone, soczyste i pełne, ale nie zagarniają dla siebie całej przestrzeni. Odpowiednia kontrola zapewnia im selektywność i przejrzystość a pozostałe częstotliwości nie wycofują się pod ich naporem. Unisona basu i gitary, choć tej pierwszej chwilami nieco brakuje wyrazistego, szybkiego punktu, są klarowne, łatwo rozróżnić ścieżki obu instrumentów. Sugestia producenta, że słuchawki mogą towarzyszyć pracy studyjnej, jest jednak przesadzona, bo model wyraźnie nadaje ocieplony kontur i daleko mu do sprzętu o charakterze analitycznym. Wokale są czytelne i przyjemne w odbiorze, żeńskie i męskie brzmią w zróżnicowany sposób, średnica nie jest ściśnięta ani zbita. Trochę brakuje bliskiego, bezpośredniego kontaktu z głosem, ale pomimo tego partie wokalne przynoszą sporo satysfakcji. Podobnie wysokie tony, które nadają całości jasny i swobodny charakter. Góra oferuje czysty, przejrzysty dźwięk, oddaje sporo detali, ale jednocześnie nie szeleści i nie drażni ostrymi wybiciami. Jest nowocześnie i w rozsądnych proporcjach.

Ciekawy wygląd, uniwersalne brzmienie, jakość wykonania oraz przystępna cena – tak w jednym zdaniu można podsumować propozycję firmy Takstar. Dla osób, które poszukują rozrywkowych słuchawek do codziennego użytku HD6000, mogą okazać się trafnym wyborem a solidna konstrukcja modelu zapewni im wiele godzin satysfakcjonującego słuchania.



Ocena czyli krytyka AudioKrytyka

Zalety
+ stosunek jakości do ceny

+ uniwersalność

+ składana konstrukcja

+ łatwość obsługi

Wady
– brak sztywnego pokrowca

– odczuwalny pałąk

Audiokrytyk.pl

audiokrytyk.pl

  • 32 / 1139
  • Nowy użytkownik
30-06-2016, 10:40


Meze to młoda, istniejąca od 2009 roku firma, która stara się wprowadzić na rynek audio produkty łączące: standardy zarezerwowane głównie dla sprzętu typu hi end oraz rozsądną cenę. I choć Meze 99 Classics z pewnością nie są słuchawkami za przysłowiowe grosze, to jakość wykończenia i dbałość o szczegóły uruchamiają skojarzenia ze znacznie droższym sprzętem niż cenowa półka, do której należą.

Dane techniczne

Pasmo przenoszenia: 15 Hz – 25 kHz
Konstrukcja: dynamiczne, zamknięte
Przetwornik: 40mm
Czułość: 32 Ohm
Impedancja: 103 dB
Waga: 290g
Długość kabla: 3 m (bez pilota) + 1,2 m (z pilotem i mikrofonem)
Wtyk: mini jack 3,5mm

Konstrukcja MEZE 99 CLASSICS

Classics zapakowano w bardzo stylowe pudełko – czarny, pokaźny karton, który kryje słuchawki i zestaw akcesoriów. Na pierwszy rzut oka widać, że firma włożyła sporo wysiłku w zaprojektowanie szaty graficznej swoich produktów. Jedynie na spodzie opakowania umieszczono fotografię modelu i jego krótką charakterystykę. Po otwarciu kartonu oczom ukazuje się czarne, sztywne i wyprofilowane stosownie do kształtu słuchawek, estetyczne etui zamykane na suwak. Wygląda naprawdę intrygująco a jego elegancki charakter podkreśla błyszczące niczym sygnet logo Meze. Wierzch pokrowca wykończono skóropodobnym materiałem wysokiej jakości a wnętrze wyściełano tkaniną przypominającą welur. Oprócz słuchawek znajduje się tu niewielkie, okrągłe, miękkie (również zamykane na zamek) etui z kablami i innymi dodatkami.

W zestawie użytkownik otrzymuje dwa przewody o różnej długości: 120 centymetrowy oraz trzymetrowy. Na krótszym umieszczono mikrofon i wielofunkcyjny sterownik (na marginesie warto zaznaczyć, że znajduje się on w dość nietypowym miejscu, kilka centymetrów poniżej wtyku, na wysokości szyi). Każdy z przewodów zbudowany jest tak samo: do poszczególnych kopuł prowadzi oddzielny, oznaczony białymi literami L/R kabel a następnie oba przewody solidnie spaja w gumowy łącznik. Kable zabezpieczono dodatkowo materiałowym, czarnym oplotem. Są one solidne, a jednocześnie brak im nieprzyjemnej (i mało wygodnej) sztywności, która często towarzyszy grubszym warstwom wykończeniowym. Dodatkowo oplot sprawia, że przewody nie plączą się a w razie potrzeby każdą przypadkową pętlę można szybko i łatwo rozsupłać. Komplet akcesoriów wieńczą przejściówki: samolotowa i jack 6.3 mm.

Zamkniętą konstrukcję wyposażono w drewniane muszle – w zależności od opcji wykończenia zastoswano orzech lub klon – a metalowe elementy w kolorze złotym lub srebrnym tworzą z nimi bardzo udane połączenie. Dla miłośników słuchawek w odcieniach bieli przygotowano trzeci wariant, gdzie jasne drewno dopełniają poduszki i pałąk w kolorze ecru. Meze 99 Clasics to udany projekt, łączący klasyczne rozwiązania ze staraniami by stworzyć własną, nową jakość. Trzeba przyznać, że zadbano o najdrobniejsze szczegóły a wykończenie poszczególnych elementów nie budzi zastrzeżeń. Podobnie budowa, która zapewnia duży komfort użytkowania. Sprzęt bezproblemowo dopasowuje się do rozmiaru głowy a obszerne poduszki wykończone skóropodobną tkaniną przyjemnie leżą na uszach. Dwuelementowa konstrukcja pałąka – solidny, metalowy, rozwidlający się element, do którego przymocowano ruchomą część wraz z miękką opaską – sprawia, że model można dopasować bardzo precyzyjnie, przez co słuchawki te są wygodne nawet podczas długich sesji odsłuchowych czy oglądania filmu.

Odsłuch

Meze Classics to słuchawki bez aspiracji analitycznych, ale jednocześnie nie można powiedzieć, żeby są one nachalnie rozrywkowe. W branży audio istnieje dość mgliste określenie: „muzykalne”, które sugeruje, że dany sprzęt angażuje słuchacza (nie jest więc stricte studyjny, „chłodny” i rzeczowy), serwuje miły dla ucha dźwięk przykuwa uwagę jakością i spójnością przekazu. Ów zwyczajowy termin podkreśla – podobnie jak w przypadku muzykalnej osoby – wrażliwość na dźwięk, predyspozycje do właściwej realizacji i interpretacji utworu. Absorbujące, dobrze skomponowane, o jednolitym, harmonijnym ale wyrazistym brzmieniu. Tak można określić Meze 99 Classics.

Mocna basowa podstawa stanowi solidny fundament dla pozostałych składowych. Masywny, ciepły i obły bas nie przecina muzycznej przestrzeni ostrym, precyzyjnym punktem lecz stawia pełne, nasycone akcenty. Jest go na tyle dużo, żeby w pełni angażować słuchacza i zapewnić dawkę energii a jednocześnie pozostaje on kontrolowany i nie rości sobie prawa do zabierania całego miejsca. Schodzi przy tym dość nisko, słuchawki bez problemu realizują syntezatorowe partie we współczesnych przebojach pop.

Meze zapewniają bezpośredni kontakt z głosem, bardzo przyjemny, bo wokale są, z jednej strony, naturalne, przejrzyste i zróżnicowane (doskonale słucha się m.in. złożonych partii chórków), z drugiej, równe (bez dominacji poszczególnych składowych pasma), wyraziste, nasycone i dobrze osadzone. Wysokie tony brzmią przejrzyście, gładko. Nie są zaakcentowane i właściwie dopełniają całość. Hi-hat, blachy itp. odzywają się miękko i równo, nie ma przykrych niespodzianek w postaci ostrych wybić czy nieprzyjemnie szeleszczących sybilantów. Miłośnikom szczegółowej góry chwilami trochę będzie brakowało większego zróżnicowania i detaliczności, ale trzeba przyznać, że wysokie tony poprowadzono tu z zamysłem – tak, by współgrały z resztą.

Meze Classics dobrze radzą sobie z różnymi gatunkami. Muzyka rozrywkowa spod znaku electropop to żywiołowy, dynamiczny przekaz z nasyconymi barwami klawiszowymi i mocno pulsującym basem, rock odzywa się masywnymi – ale przejrzystymi – partiami gitar a instrumenty akustyczne mają wystarczającą przestrzeń i głębię, żeby przyjemnie zawibrować w uchu (choć np. fortepian brzmi trochę za miękko i gładko). Słuchawki potrafią jednak zmęczyć, bo masywny bas nie daje odpocząć i trochę ujednolica wrażenia. Meze mają własny pomysł na brzmienie, bez zamiłowania do wierności przekazu i podają słuchaczowi swój dźwiękowy świat.



Ocena czyli krytyka AudioKrytyka

 

Zalety
+ interesujący design

+ staranne wykonanie
+ bogate wyposażenie
+ nasycone, angażujące brzmienie

Wady
– nieco ujednolicony przekaz
– mało kontrolowany bas

Audiokrytyk.pl

lancaster

  • Gość
30-06-2016, 12:43
nie wiem na ile wrazenia domowe pokryłyby sie  z tymi jakie mialem w Monachium podczas odsluchu tych sluchawek, ale tam byly jednymi z lepszych sluchawek jesli nie naj.
Bas klasy jakiej sluchalem tam z Meze moge porownac jedynie z nowym Orpheusem, kamienna kontrola i potęga.
Sluchawki calosciowo lepsze od dajmy na to Grado GS1000, choc jesli spojrzec na sam wycinek jakim jest analitycznosc byc moze Grado moga zaoferowac ciut wiecej. Wokal dla Meze, wszystkie instrumenty na srednicy brzmia prawdziwiej. pelniej z wiekszym impaktem i cialem. Po prostu blizej tego co na żywo. Porównanie z wysokim modelem Audeze wiszacym obok te same wrazenia.
Dopiero Grado GS2000 uwazam za sluchwki rownie interesujace, wokale jesli chodzi o naturalnosc i bezposredniosc na rownym poziomie, detale z racji tego ze GS2000 maja wiecej mięcha w dxwieku od nieco rachitycznych GS1000 zblizyly sie do Meze, czy przelicytowaly pewien nie jestem, natomiast dynamika i witalnosc znow dla rumunskich sluchawek.
Takie wrazenia z odsluchow podczas wystawy, sprzet towarzyszacy ten sam, repertuar ten sam (probki muzyczne rozne od megadeth do stocfiszy).
Zupelnie serio uwazam ze sluchane na wystwie Stax Omega (chyba 007) z firmowym wzmacniaczem Staxa wypadły słabiej bez 2 zdań.
Byc moze po prostu "trafily we mnie", byc moze akurat na wystawie byl jakis szalony egzemplarz, niemniej mysle o tescie tych sluchawek u siebie i jesli wrazenia z wystawy sie potwierdza zostają.

Jak dla mnie mozna tylko sobie zyczyc zeby relacja cena/jakosc (dźwięk) byla w produktach audio tak ustawiona jak Meze.
O ile na wystawie to nie byl jakis przypadek.
Sprawdze na pewno, jesien to dobra pora na takie testy :-)

audiokrytyk.pl

  • 32 / 1139
  • Nowy użytkownik
07-07-2016, 11:31
to teraz czas na kolejny smaczek :)




Producenci słuchawek prześcigają się w tworzeniu nowych technologii, wprowadzaniu nietypowych rozwiązań, które przyciągną słuchaczy ceniących innowacje i dbałość o jakość dźwięku. Coraz więcej firm stara się też dostarczyć modele, których brzmienie – w zależności od okoliczności i preferencji – można dostosowywać do indywidualnych potrzeb. Propozycja HIFIMAN, Edition S, to swoista hybryda łącząca walory słuchawek zamkniętych i otwartych.

Dane techniczne

Pasmo przenoszenia:   15 – 22 000 Hz
Konstrukcja: dynamiczne, Nauszne, Otwarte / Zamknięte
Przetwornik: 50mm
Czułość: 18 Ohm
Impedancja: 113 dB
Waga: 248g
Długość kabla: 1,3 m
Wtyk: mini jack 3,5mm

Konstrukcja HiFiMAN EDITION S

Obszerne, tekturowe pudło kryje etui, słuchawki i – w oddzielnym kartoniku – akcesoria, wszystko umieszczono w odpowiednio wyprofilowanym stelażu z gąbki. To oczywiście drobiazgi, ale warto wspomnieć, że producent zadbał o atrakcyjne, estetyczne opakowanie.

Sztywny, zamykany na suwak pokrowiec jest niezwykle lekki i poręczny (ma owalny kształt), dobrze sprawdzi się podczas transportu. Tym bardziej, że słuchawki są składane i komplet nie zajmuje wiele miejsca. Do zestawu dołączono także zakończony wtykiem kątowym kabel z mikrofonem i sterownikiem, przejściówkę samolotową i na jack 6.3 mm oraz plastikowy klips do przypięcia przewodu do ubrania. Dobór akcesoriów wyraźnie sugeruje, że mamy do czynienia ze sprzętem przenośnym, do słuchania muzyki poza domem. Szkoda, że producent nie zdecydował się na dołączenie drugiego, dłuższego przewodu, który umożliwiłby korzystanie z Edition S podczas oglądania filmu czy odsłuchu ze sprzętu oddalonego od kanapy. Jeśli chciałoby się użyć modelu do takich celów, trzeba skorzystać z przedłużacza lub samodzielnie zaopatrzyć się w długi kabel (na szczęście gniazdo umieszczone w lewej kopule nie jest zabudowane i można podłączyć dowolny przewód zakończony jackiem 3.5 mm).

Słuchawki ważą 248 gramów a ich ciężar rozkłada się na głowie naprawdę dobrze. Nie czuć żadnego ucisku, nadmiernego obciążenia czubka głowy lub jej boków. Komfort użytkowania dodatkowo wspomagają welurowe wykończenia poduszek. Dzięki temu nawet wielogodzinnych sesji nie kończy się ze sprzętem przyklejonym do skóry (w Edition S nie jest też tak ciepło jak w wielu innych modelach o podobnej konstrukcji), co ma duże znaczenie podczas letnich podróży czy spacerów. Problem z dopasowaniem rozmiaru może pojawić się jedynie u osób o niewielkich gabarytach, bo w pozycji wyjściowej opaska pałąka jest obszerna.

Kształtem słuchawek niektórzy będą zachwyceni a inni asymetrycznie wydłużone kopuły (odpowiadające budowie ludzkiego ucha) uznają za zbyt wydumane i odbiegające od klasycznych rozwiązań. Niezależnie od indywidualnych preferencji warto jednak docenić fakt, że firma HIFIMAN zaproponowała własny krój i konstrukcję, w której znajduje się sporo solidnych, metalowych elementów. Te zaś w połączeniu z głęboką czernią pałąka, poduszek i nakładek sprawiają, że całość prezentuje się bardzo elegancko i porządnie. Bliższe oględziny potwierdzają tę tezę – słuchawki są wykonane starannie, plastikowe części obrobiono dość dokładnie (podobnie szwy) a zastosowane materiały robią niezłe wrażenie.

W tym przypadku interesujący design idzie w parze z komfortem. Poduszki przyjemnie leżą na uszach, nie są obszerne ale dobrze okalają małżowinę. Miękka, sprężysta gąbka i połączenie skóropodobnej (perforowanej po wewnętrznej stronie poduszek) tkaniny z welurem uwalnia od poczucia, że głowa znajduje się w kasku.

Na koniec kilka słów o rozwiązaniu, które HIFIMAN z dumą prezentuje jako swoje najnowsze osiągnięcie. Zastosowano tu nakładki, pozwalające modyfikować konstrukcję a tym samym wpływać na brzmienie słuchawek. Dynamiczny model z przetwornikami 50 mm wyposażono w klipsy, które jednym ruchem ręki – bez konieczności zdejmowania słuchawek – można zdjąć/ponownie zamontować. Są one namagnesowane, więc nie ma potrzeby zastosowania dodatkowych narzędzi. Wystarczy nałożyć je na kopuły żeby otrzymać większą izolację (cecwacekącą słuchawki zamknięte) lub odczepić by wprowadzić więcej przestrzeni i uzyskać swobodny, lżejszy dźwięk.

Odsłuch

Przy produkcji Edition S zadbano nie tylko o wygląd słuchawek i wygodę użytkowania. Jakość serwowanego dźwięku wyraźnie pokazuje, że to starannie zaplanowana kompozycja, z konsekwentnie realizowanym pomysłem zarówno na design, jak i brzmienie. Sprzęt cecwaceke przestrzenna, luźna i swobodna struktura, oraz precyzja. Przy czym daleko mu do chłodnego dystansu, właściwego dla słuchawek o profilu analitycznym. Przekaz jest angażujący, z odpowiednią dawką energii.

Bas stanowi mocną i wyraźnie zarysowaną podstawę, ale zamiast masywnego dźwięku otrzymujemy przede wszystkim punkt, klarowny kontur i bardzo dobrą kontrolę. Niskie tony nie są jednak suche i wątłe. To dobrze wypośrodkowane proporcje między dokładnością przekazu i dociążeniem basowych fundamentów. Dzięki nim bas nie traci swojego zarysu w nowoczesnych produkcjach z dużą ilością dołu w miksie a gitarowe, rockowe unisona pozostają czytelne. Średnica jest równa i przejrzysta. Wokale brzmią bardzo naturalnie, blisko, w zróżnicowany sposób. Nie są ciężkie i nasycone, raczej swobodne a szczegółowość góry sprawia, że wydają się lekkie i dość jasne. Wysokie tony są nieznacznie wyeksponowane, ale ich pozycja nie drażni i nie generuje nieprzyjemnych wybić. Jeśli ceni się detaliczność i obecność perkusyjnych smaczków, jasna i wielopłaszczyznowa góra przyniesie podczas odsłuchu sporo satysfakcji.

Spore pole do popisu mają tu zwłaszcza albumy z ciekawym zamysłem realizatorskim. Dźwięk rozchodzi się szeroko, umiejscowiono go przed twarzą, zwiększając tym samym ilość planów. Słuchawki ze zdjętymi klipsami objawiają przestrzenny, swobodny i lekki charakter, z nałożonymi, kumulują doznania bliżej środka i nieco zacieśniają swoje granice. Zmiana brzmienia jest jednak marginalna, Edition S w wersji zamkniętej proponują po prostu inne odczuwanie przestrzeni i lepszą izolację, delikatnie mocniej dociążony dźwięk, który sprawdzi się w autobusie czy na hałaśliwej ulicy. Nie ma natomiast większej ekspozycji niskich tonów i wyraźnej zmiany charakterystyki. Brak również problemów z nawarstwiającym się, stłoczonym i klaustrofobicznym dźwiękiem. Jakość odsłuchu jest podobna – w obu przypadkach znakomita.

Edition S to ciekawa – a przy tym bardzo wygodna i lekka – propozycja dla słuchaczy świadomych. Takich, którzy, z jednej strony, oczekują, umilającej długie godziny w podróży, rozrywki, z drugiej, znajdują upodobanie w odkrywaniu muzycznych planów, uważnym śledzeniu partii instrumentów. Przestrzenny, swobodny model z naturalnymi i bliskimi wokalami z pewnością nie zanudzi miałkim przekazem, ale też nie zamęczy sztuczną żywiołowością i ciśnieniem akustycznym.



Ocena czyli krytyka AudioKrytyka

 

Zalety
+ interesujący design

+ lekkie i bardzo wygodne
+ sztywne etui w komplecie
+ klarowne, dobrze poprowadzone brzmienie
+ przestrzenna scena

Wady
– brak dłuższego przewodu
– brak pokrowca na klipsy
– dość duże rozwarcie pałąka w pozycji wyjściowej (słuchawki nie będą pasowały na każdego)

Audiokrytyk.pl

Gustaw

  • 1826 / 1575
  • Administrator
07-07-2016, 12:10
Idealny kształt aby przewozić dwie kostki mydła. Szyby też można przenosić.

aulait

  • 1254 / 3814
  • Ekspert
08-07-2016, 06:25
Idealny kształt aby przewozić dwie kostki mydła. Szyby też można przenosić.

Zalety
+ interesujący design

 Wady
 – dość duże rozwarcie pałąka w pozycji wyjściowej (słuchawki nie będą pasowały na każdego)

audiokrytyk.pl

  • 32 / 1139
  • Nowy użytkownik
18-08-2016, 14:01
Witam wszystkich!
Długo mnie nie było ale mam wspaniały prezent w ramach przeprosin :)
Udało mi się wyrwać wielki zestaw nowiuteńkich słuchawek od Klipsch :D

Wszystkie recenzje możecie przeczytać na stronie http://www.audiokrytyk.pl/

Jako przedsmak wrzucam jedną z nich :)



Klipsch Reference X12i to sprzęt niemalże luksusowy. Reklamowane jako jedne z najmniejszych i najlżejszych dostępnych słuchawek, mają one – według obietnic legendarnego producenta – zapewnić, niespotykaną dla dokanałówek, jakość dźwięku.

Konstrukcja Klipsch X12i

Opakowanie Reference X12i jest dalekie od typowego kartonika. Słuchawki umieszczono na specjalnym stelażu, który utrzymuje kopułki w górze i nadaje całości wygląd muzealnego eksponatu. Przezroczyste, plastikowe pudełko pozwala przyjrzeć się budowie modelu z każdej strony i zachęca do zapoznania się z zawartością ukrytą pod, do połowy pod czarną, tekturową nakładką. Podobnie zapakowano także kilka innych dokanałowych modeli Klipscha, np. X6i i R6 Bluetooth..

W zestawie ze słuchawkami znajdują się: niewielkie etui przypominające portfel, plastikowy klips oraz silikonowe nakładki. Dobrym pomysłem jest umieszczenie silikonowych tipsów na plastikowej płytce. Dzięki temu nie ma problemu z szybkim znalezieniem pary a końcówki nie deformują się i nie zgniatają.

Pokrowiec jest bardzo elegancki. Wykonany starannie, ze skóropodobnego materiału, zamykany na szeroką gumkę z logo Klipsch. W środku ma jedną, płytką kieszeń z cienkiej, elastycznej tkaniny typu Spandex. Estetycznie – bez zarzutu. Gorzej z praktycznością, bo X12i trudno zmieścić w niewielkiej przestrzeni tak, by ich zanadto nie wykręcać i nie męczyć się z upychaniem wystającego przewodu. Dodatkowo, zwłaszcza w przypadku tak kosztownego sprzętu, chciałoby się mieć pewność, że słuchawki są dobrze chronione przed uszkodzeniami. Mini-portfelik niestety nie jest należytym zabezpieczeniem. Znacznie lepszy – choć może nie tak atrakcyjny wizualnie – byłby niewielki, całkowicie sztywny futerał zamykany np. na zamek błyskawiczny.

X12i to konstrukcja z obudową aluminium i przetwornikami armaturowymi. Dzięki nim kopułki są bardzo drobne i mają ergonomiczny kształt, wydłużone, o niewielkiej średnicy dobrze leżą i nie rozpychają kanału. Wygodną aplikację ułatwiają, charakterystyczne dla dousznych modeli Klipscha, opatentowane owalne nakładki, które lepiej niż tradycyjne – okrągłe – dopasowują się do przekroju ucha. Waga sprzętu to zaledwie 16 gramów, dlatego obecność słuchawek jest niemal zupełnie niewyczuwalna. Nawet kilkugodzinny odsłuch nie powoduje dyskomfortu i zmęczenia. Miedziany przewód zabezpieczono półprzezroczystą warstwą tworzywa, kabel zakończono prostym wtykiem 3.5 mm. Umieszczono tu także pilota, który współpracuje jedynie z produktami Apple’a. Podobnie jak w innych modelach Klipscha, także tu sterownik znajduje się wysoko, na linii szyi co sprawia, że trzeba go obsługiwać po omacku. Pewnie z biegiem czasu użytkownik słuchawek przyzwyczaja się do układu przycisków i nie ma potrzeby by na nie zerkać, ale na początku jest to dość irytujące.

Odsłuch

Na wstępie trzeba przyznać, że producent spełnia swoją obietnicę i proponuje brzmienie, po którym trudno bez żalu wrócić do dokanałówek z półki konsumenckiej. To wyważony dźwięk, pełen lekkości i zróżnicowania. Dość naturalny a nawet jeśli miejscami słychać delikatnie podkreślony kontur, to jest on poprowadzony dobrze i pozytywnie wpływa na odbiór całości.

Bas ma czytelną fakturę, jest sprężysty i ma sporo mięsa. Niskie tony są świetnie kontrolowane, ich klarowna faktura nie zamazuje się nawet w gęstych unisonach, syntezatorowych przebiegach czy obfitej, elektronicznej stopie. Schodzi na tyle solidnie, że utwory z basem zdefiniowanym nisko nie tracą podstawy i odzywają się właściwie. Przy czym warto zaznaczyć, że obecność niskich tonów jest daleka od pierwszoplanowej. Choć nawet na chwilę nie umykają one uwadze, to dobrze trzymają się swoich granic i nie dominują całości.

Kontakt z głosem jest bezpośredni i bliski. Nastrojowe, damskie wokale z albumów Jezabels odezwały się tuż przy uchu. Równie ciekawie i wyraziście zabrzmiały męskie głosy rockowych składów. Niezależnie od gatunku wokal stanowi mocny punkt przekazu, jest zarazem: intymnie i ekspresyjnie. Reference X12i znakomicie podają też partie chórków, poszczególne głosy słychać klarownie i czytelnie, są one odpowiednio umiejscowione w panoramie. 

Napowietrzona, przestrzenna scena zapewnia realizację szczegółów miksu. Duże wychylenie L/P buduje przed słuchaczem szeroką perspektywę stereofonicznych doznań. Również w zakresie głębi, bo muzyczne plany są rozbudowane, wyraźnie rozwarstwione. Kiedy trzeba, gitarowe solo pojawia się na froncie a perkusja znajduje się nieco w tyle, wokale potrafią pojawić się przed twarzą słuchacza lub w partiach chórków rozpierzchnąć szeroko na boki. Instrumenty akustyczne, niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z sekcją smyczkową, cajonem czy harfą, brzmią swobodnie, bez zniekształceń. 

Wysokie tony są pozbawione wszystkich nieprzyjemnych aspektów górnego pasma – nie ma sybilantów, wybić, jasności, która zbyt mocno rozrzedza strukturę całości i odbiera jej moc. Rozbudowana detaliczność zapewnia realizację charakterystyki różnorodnych instrumentów a jednocześnie nie pretenduje do nadmiernego absorbowania uwagi użytkownika. Słuchając muzyki z użyciem Reference Klipsch X12i ma się możliwość swobodnego wyboru przedmiotu uwagi. Na poszczególnych planach dzieje się na tyle dużo, że odsłuch złożonych faktur przynosi wiele satysfakcji. Albumy Stevena Wilsona, słynącego z ciekawych miksów i solidnej pracy nad brzmieniem, mają tu sporo miejsca do popisu. Od akustycznych, odzywających się bardzo naturalnie gitar, przez partie perkusji, które prezentują zróżnicowanie w wybrzmieniu blach i dokładnie wystrojone tomy, po rozbudowane chórki. Znakomicie zaprezentowały się ostre, gitarowe riffy z utworu Circle of Manias, ich precyzyjnego kształtu – nawet w bardzo gęstych układach – nie zakłóciły snujące się z tyłu klawiszowe pady i liczne efekty. A wszystko to oparte na mocnym basie i punktowej, solidnej podwójnej stopie. Nowoczesne produkcje też wypadły świetnie, bo bas nie jest podpompowany i brzmią one tak, jak powinny: energetycznie, żywiołowo, z mocno pulsującą stopą i agresywnymi syntezatorami, ale bez zalewającej słuchacza fali niskich tonów. 

Największym minusem Reference X12i jest ich cena, która sprawia, że sprzęt ten będzie dostępny tylko dla wąskiej grupy odbiorców. Szkoda, że dźwiękiem tej jakości będą mogły cieszyć się jedynie osoby z zasobniejszym portfelem. To niezwykle udane słuchawki i zachwyci się nimi niejeden meloman. 

Ocena czyli krytyka AudioKrytyka

Zalety

+ atrakcyjny design
+ przestrzenna scena
+ lekkie, niewielkie i bardzo wygodne

Wady

- mało praktyczne etui
- wysoka cena

Sprawdź ocenę na stronie http://www.audiokrytyk.pl/recenzja-klipsch-x12i/
Audiokrytyk.pl

audiokrytyk.pl

  • 32 / 1139
  • Nowy użytkownik
19-10-2016, 15:09
Recenzja słuchawek Fostex TH900mk2

Firmy Fostex nikomu przedstawiać nie trzeba. A przynajmniej nie tym miłośnikom sprzętu audio, którzy są już bardziej zaawansowani w swoich poszukiwaniach. TH900mk2 to odświeżona wersja modelu TH900 – dynamicznych, zamkniętych słuchawek. Nowością konstrukcyjną, w stosunku do poprzedniej wersji, jest odpinany przewód i możliwość jego wymiany na wersję zbalansowaną.

Zapraszam do przeczytania recenzji :)
http://www.audiokrytyk.pl/fostexth900mk2/
Audiokrytyk.pl

Synthax

  • 2275 / 2373
  • Ekspert
19-10-2016, 21:37
Recenzja słuchawek Fostex TH900mk2

Firmy Fostex nikomu przedstawiać nie trzeba. A przynajmniej nie tym miłośnikom sprzętu audio, którzy są już bardziej zaawansowani w swoich poszukiwaniach. TH900mk2 to odświeżona wersja modelu TH900 – dynamicznych, zamkniętych słuchawek. Nowością konstrukcyjną, w stosunku do poprzedniej wersji, jest odpinany przewód i możliwość jego wymiany na wersję zbalansowaną.

Zapraszam do przeczytania recenzji :)
http://www.audiokrytyk.pl/fostexth900mk2/

Kto sprzedaje te słuchawki w takiej cenie?

Soundman

  • 775 / 2278
  • Ekspert
20-10-2016, 12:02
Ho,ho...4,500tys za TH900 MKII?...gdzie tak dają?...a mże cena netto?
W Europie cena 8tys zł...w USA 5tys zł.

Compton

  • 118 / 1609
  • Aktywny użytkownik
22-10-2016, 22:59
Czyli wychodzi na to, że MK2 od poprzednika nie różni się brzmieniowo?

Synthax

  • 2275 / 2373
  • Ekspert
23-10-2016, 09:09
Czyli wychodzi na to, że MK2 od poprzednika nie różni się brzmieniowo?
chyba czysta kosmetyka. Kabelki, dodatkowo więcej watoliny wciśnięte i tyle :)
Ale dla pewności poprosiłem dystrybutora o przesłanie do recki po AS.
« Ostatnia zmiana: 23-10-2016, 09:10 wysłana przez Synthax »

audiokrytyk.pl

  • 32 / 1139
  • Nowy użytkownik
09-11-2016, 11:03
Audio Video Show 2016 – najlepsza impreza audiofilska w roku!

"Wchodzę i słyszę kłótnię między innymi słuchaczami. Nic dziwnego, poprzednik, zapierając się rękami i nogami uparcie chciał załączyć The Dark Side Of The Moon – kląc przy tym , że odsłucha ją całą. Nic z tego, drogi Kolego (...)
Moja kolej. Nie tracąc czasu, założyłem je na głowę i włączyłem PLAY."

http://www.audiokrytyk.pl/audio-video-show-2016-najlepsza-impreza-audiofilska-roku/

Audiokrytyk.pl