Audiohobby.pl
Audio => Muzyka => Wątek zaczęty przez: colcolcol w 14-12-2017, 07:36
-
Proszę o nie zachwaszczanie wątku efami, giemami i tymi podobnymi...
Nie wiem, skąd moja przyjaźń do "D", może to genetyczne? :)
Fakty są jednak nieubłagane a statystyka mi mówi: słuchałeś kolego więcej w tej tonacji niż w innych. Pierwsze co przychodzi mi od razu na myśl to koncert na dwoje skrzypiec
Jest wykonań tego dzieła bez liku, ale to jest genialne. Idealne jest dla mnie tempo, doskonale prowadzona "rozmowa", taki rodzaj spokoju połączonego z finezją. Niemal narkotyczne doznanie.
-
Prawie każdy szanujący się skrzyp zmierza się z tym dziełem. Zrobiła to również Rachel Podger w "Brecon Baroque" tak usypiająco, że nie traćcie czasu. Ma to również Joshua Bell i wielu innych, ale jeżeli zaczniecie przygodę z "D" spróbujcie jeszcze Kennedy w "Plays Bach" z berlińczykami. Ten ostatni jako uczeń Menuhina wstydu mu nie przynosi.
cdn...
-
Posiadam jeszcze Radulovica z 2016 z tym koncertem, ale jego żywiołowość zabija chęć słuchania tego koncertu.
Innym z "D" jest Brahms z D major, Op. 77.
Tu już zabawy nie ma, to wymagający niezwykłej sprawności utwór. Pierwsze spotkanie z tym dziełem to Joshua Bell.
-
Wydawało mi się, że Brahmsa trzeba grać szybko i np Anna Zofia Mutter z Karajanem zagrała pierwszą część w 22 minuty, Joshua Bell z wydawnictwem Decca był o całą minutę wolniejszy aż odkryłem nagranie Kennedy`ego z 1991 z londyńczykami. Miałem tego w ogóle nie słuchać, bo pierwsze takty wprowadziły nostalgię. Oczekiwałem w interpretacji szaleństwa, wirtuozerii, emocji, ale dałem radę i ponad 26 minut upłynęło w całkowitym zaskoczeniu. Czad i odlot. Takiego budowania klimatu, panowania nad frazą i trzymania w napięciu mogą inni pozazdrościć.
Na ile jest to zasługą Kennedy`ego a na ile londyńczyków nie wiem, ale Kennedy to jest gość. Mógłbym mu osobiście za to nagranie podziękować:
-
Brahmsa Op.77 w D mam jeszcze Jascha Heifetz`a. Stare jak pierwsze garbusy... Dziwnie wtedy grali, śpiewnie z głębokim wibrato, ale ma swój urok. Genialne i diabelsko szybkie.
-
Właściwie powinno być "czego właśnie słucham", ale.. Brahms, D jak du..a i tym razem Chicago Symphony Orchestra, Itzhak Perlman.
Nie znalazłem tego na YT. Mocne, mięsiste granie, niemal cygańskie nuty, diabolicznie mocne średnie tony w skrzypcach. Genialne, aż zapomina się jaka to trudna zabawa z Op 77.
-
Gdzieś się zapodziały, odkopane - zachwyciły: Suites For Orchestra No 2 i 3 . To jak odnaleziona, stara pocztówka z pozdrowieniami od przyjaciółki.
Oczywiście w "D", ale "B" jest równie wzruszające. Czy jest coś co Was zachwyciło, ścisnęło za gardło tak mocno, jak by muzyka właśnie się narodziła? Tak właśnie było z tymi suitami...
-
Jedno z najbardziej znanych des-moll:
ale ja częściej wracam do innego des-moll, również Barbera. Uwielbiam niesamowite zejście kontrabasów z tego nagrania. Urok niskich Hz w tym nagraniu z Joshua Bell`em, polega na nienatarczywym, stopniowym zejściu do granic możliwości powtarzania.
Kiedy pierwsze dźwięki dają się w myślach odtworzyć i już wydają się niskie, to następne schodzą jeszcze niżej - bum i jeszcze niżej - bum, bum. Wszystko delikatnie jak w śnie, niemal narkotycznie:
-
Rozmach barw, dynamiki, kompozycja nie z tego świata w D:
-
Czytam i słucham z przyjemnością i zainteresowaniem.
Pozdrawiam.
-
Klasyka z klasyki, geniusz instrumentacji Czajkowski w D:
Janina jest piekielnie dokładna, jak by za punkt honoru uznała większą precyzję od mężczyzn a przecież wystarczy uroda.
-
Bach komponował we wszystkich tonacjach. "Postawił" im nawet pomnik - Das Wohltemperierte Klavier. Wszystkie 24 tonacje w jednym cyklu fug. Podział na 24 tonacje uznano i do dziś w zasadzie tak zostało.
Chopin również napisał cykl pt. Preludia. Specjalnie się nie wysilił, to krótkie kawałki. Kończące D mogłoby być naszym hymnem. Ale Chopin ogólnie unikał D, dlaczego?
Ps powiedziano mi, że Rubinstein strasznie się mylił. Może i tak, ale tego nie słyszę. Uwielbiam oglądać jego koncerty, jak by się modlił. To zupełnie przeciwieństwo rozegzaltowanego Langa
-
Ajnsztajn też szksypiał na szksypczach.Sztrasny insztrumend.Rzydoszki.
Najlepszejsze sztruny szom ż szuszonych szkrenconych naplecioruf!
-
Naturalnie w D:
Geniusz.
-
Fragmenty z dziewiątej w D Van Beethovena są już częścią popkultury. Dobre wykonanie jest niżej, ale już z realizacją (i odtworzeniem) tej symfonii są kłopoty. Ogromna rozpiętość dynamiczna pokazuje ograniczenia techniki zmuszonej do ogarnięcia chóru i kompletnej orkiestry.
Tak, składzik jakiś szarpidrutów na koncercie można sobie zasymulować w domu, ale jak na kilkudziesięciu metrach urealnić monstrum?
-
Niby najsłynniejszy, ale pewnie chodzi o najbardziej popularny: D minor, Op. 22 Wieniawskiego.
Takie tam, mocno rozchwiane emocjonalnie, brylujące w kwitnących sadach no i z domieszką pci żydowskiej po dziadku (tak lubianej na forum).
Fragmenty obiły się o uszy każdemu.
Pięknie wykonanie Bomsori na YT. Mam Perlmana z 2015, ale jest tak uroczy:
-
A dlaczego omijasz szerokim łukiem Paganiniego?
Też jest w D.
D jak diabli, muzyka piękna, żywiołowa i niesamowicie trudna.
Na dobrą sprawę nagranie pierwszego Paganiniego powinno być obowiązkowe dla wszystkich aspirujących do skrzypcowej ekstraklasy 
Wysłane z mojego ASUS_Z017D przy użyciu Tapatalka
-
Cieszę się, że brak Paganiniego skłonił Cię do napisania pierwszego postu po prawie 10 latach od rejestracji.
W temacie: masz rację :) i wrócę do tego wkrótce.
-
Cieszę się, że brak Paganiniego skłonił Cię do napisania pierwszego postu po prawie 10 latach od rejestracji
Bo dotychczas wszystko było w porządku
Wysłane z mojego ASUS_Z017D przy użyciu Tapatalka
-
Racja, Paganini chyba bez przypadku w numeracji - No1 w D-dur
Stary Menuhin z 1961 przegrywa pod względem realizatorskim i wykonawczym. Szybkie pasaże brzmią jak ciepłe kluchy, dwudźwięki ledwie poprawne, flażolety dosyć szybkie, takie za słodkie to wszystko.
Młodziutki Barati musi jeszcze dużo piwa wypić na występach klezmerskich aby próbować się z tym D. Wszystko niemal do dupy: tempo rwane, technika trzeciorzędnego skrzypka z Berlina, bez pomysłu na granie i fatalnie zrealizowane: u mnie brzmi głucho i nijako. Ładna okładka płyty przyciągnęła uwagę.
A na koniec dzisiejszej przygody z Paganini No1 op 6 w D-dur i nikomu chyba nie znany Colbentson. Nawet Wiki nie jest rozmowna.
Jeżeli trafi się Wam ta ostatnia wersja - bierzcie, bo jestem zauroczony niesamowitą lekkością, swobodą w graniu, odważnym prowadzeniem smyczka, trzymaniem tempa za jaja oraz niesamowitą kadencją (taki improwizowany fragment po 14 minucie) i niech Was nie zniechęci skromna oprawa krążka.
Z YT coś do popatrzenia, ci Azjaci...
A i jeszcze porównanie Menuhina i Colbentsona.
-
Menuchina też mam. Kupowałem jako pewniaka a okazało się że dostaje lekkiej zadyszki.
Moim ulubionym wykonawcą pozostaje Shizuka Ishikawa która nagrała Paganiniego w latach osiemdziesiątych dla Suphraphonu.
I mimo że wielu twierdzi że nagranie mimo technicznej poprawności pozbawione jest ducha i żaru to pozostaje dla mnie wzorcem. Pewnie na zasadzie pierwszych połączeń. Tak mi się kiedyś synapsy zorganizowały i już zostało 
Dziś przyszedł trójpak ze starymi nagraniami Jashy Heifetz'a.
Jest na nim sporo tematów na D. Partita Bacha oraz koncerty Czajkowskiego i Brahmsa.
Ale na początek poszedł Rubik XIX w czyli Mendelson 
Mówi się że Chińczycy opanują wykonawstwo muzyki klasycznej. Nie wierzę w to. Jednak Żydzi są nie do pokonania 
Wysłane z mojego ASUS_Z017D przy użyciu Tapatalka
-
Teraz polskie synapsy kształtuje odradzające się discopolo.
200 lat starsze, rzewne, estetyka niemal z podhalańskich łąk.
Również Oliver Colbentson w d...
-
Teraz polskie synapsy kształtuje odradzające się discopolo.
Eee tam zaraz disco polo.
Z polskich brzmień słucham z przyjemnością Konstantego Andrzeja (szerzej znanego jako ojciec Gaby
).
(https://i.ebayimg.com/images/g/LoIAAOSwiylXC06U/s-l1600.jpg)
Nagrał fantastyczny sześciopak z utworami Karola Lipińskiego (bezpośredni konkurent Paganiniego)
A o imć panu Lipińskim wspominam tu nie bez kozery albowiem najbardziej znanym jego utworem jest tzw koncert wojskowy skomponowany, a jakże, w tonacji D :)
-
Tyle jeszcze nie odkryte. Piękne.
Mam starego Heitz`a z Sibeliusem Op 47 i ciężko mi tego słuchać. Boli jakość wydania i kompletny brak dynamiki. Zniechęca do słuchania. Możecie zaproponować jakieś bardziej audiofilskie, ale równie ciekawe od strony wykonawczej wydania?
-
Możecie zaproponować jakieś bardziej audiofilskie, ale równie ciekawe od strony wykonawczej wydania?
Ja mam ten koncert w wykonaniu Anne Sophie Mutter.
A ponieważ tym razem nie gra z Karajanem tylko Previnem to nie jest to marche militaire tylko rzewna pieśń północy.
A i na okładkę miło popaczeć :P
(http://ecsmedia.pl/c/sibelius-violin-concerto-op-47-serenades-humoresque-b-iext46968830.jpg)
-
Jej wykonanie op 47 jest porażająco piękne i niesamowicie precyzyjne. Heifetz potrafił grać bardzo szybko, ale część dźwięków "odpuszczał" i szedł na łatwiznę albo taki miał pomysł na to wykonanie. Takie pierwsze wrażenie z porównania interpretacji. Pod względem realizatorskim nagranie Deutsche Grammophon jest z innej, ładniejszej bajki.
Koncert urzeka niezwykłą instrumentacją, Sibelius wydobywa niezwykłe kolory z połączeń zdawałoby się dobrze znanych instrumentów. Nie jest utworem na "jeden odsłuch". To wielobarwna i wielowątkowa opowieść. Polecam i czekam na tym razem Perlmana z Previnem :)
-
Jej wykonanie op 47 jest porażająco piękne
Jeżeli się przydałem to zaliczam dzień do udanych :)
Gdyby to jeszcze było do dostania na czarnym placku.
Ale nie jest :(
-
Perlman z Previnem nagrali koncert Sibeliusa chyba w 1980 roku. Solidne granie, piękna muzyka, dynamiczna realizacji z niewielkimi szumami.
Odświeżona wersja pochodzi z 2015 roku.
-
Wszyscy znają, niemal każdy muzyk to grał, transponowane i aranżowane na każdy instrument, D jak dur.
Wracając na chwilę do Perlmana, nagrany jest z szumami, najprawdopodobniej klimatyzacji. Problem z niskimi częstotliwościami pojawia się w wielu nagraniach. Może realizatorzy nie przypuszczali, że ktoś będzie w domu odtwarzał 22Hz? Przeszkadza mi ta niefrasobliwość.
-
Kiedyś sobie ktoś jaja robił,że kanon Pachelbela jest podstawą większości przebojów popowych i rockowych.
-
Tam prawie bluesa z trzciny słychać. Takiego umęczonego w pocie bez szans na lepsze jutro, tylko work, work, work :)
W Narodowym Forum Muzyki wystąpi Anne-Sophie Mutter. Ma jeden w D Bacha w programie. Dla samej akustyki warto odwiedzić ten "lokal". Co gwiazda wydusi z tego nudziarstwa?
&
-
Słyszeliście o "klątwie" 9 symfonii?
Dlaczego w ogóle słucham orkiestr - bo lubię totalny dźwięk. Uwielbiam nieskończoną ilość informacji muzycznych, pozamuzycznych., realizatorskich, bogactwo brzmień i rozmach.
9 w D z Karajanem, pożegnanie Mahlera:
-
Kończyła się na powyższym epoka oznaczeń dur, moll i tradycyjnie pojętych skal.
W muzyce zaczęła dominować skala dwunastodźwiękowa a nawet więcej. Szkoda tego pięknego okresu kultury europejskiej.
Brahms często w d w tańcach węgierskich. To melodyjne, skoczne i chwytliwe utwory, ale nie takie proste w wykonaniu jak by się zdawało.
Mistrz tym razem w G:
I płyta, do której często wracam:
-
W D dur, Jansen z Jarvim, Decca, wszystko pasuje.
-
Strawiński w D, potem zaprzyjaźnił się z dodekafonią.
Koncerty skrzypcowe są dla mnie kwintesencją muzyki a słuchanie ich na sprzęcie audio powinno być zakazane. Ale co zrobić? Strawiński nie żyje, Karajan też i trzeba się męczyć jak ślepy z farbami. Aby nigdy partia skrzypiec na żywo nie przestawała mnie wzruszać.
-
Może pojadę hitem, ale chyba nie było. Nie specjalnie znam inne wykonania, więc jeśli ktoś ma coś do polecenia, to chętnie posłucham tego Mendelssohna:
Sam rozgryzam ostatnio koncert Sibeliusa, ale chyba jeszcze chwilę mi to zajmie
-
Ten "e" nie mieści się w ramach tematu a z drugiej strony - a co tam, bo to raz nie na temat na naszym forum?:) :)
Mam na razie Menuhina z londyńczykami pod Previnem. Za romantycznie, za śpiewnie, za mało iskry, ale to taki standard:
-
Ale, ale :) młoda i ładna Hilary zagrała Mendelssohna w moim odczuciu ciekawiej. Nie jest rozegzaltowana i zachowuje zimną krew, do tego ta jej nienaganna technika hm..
W tym roku pojawiły się jej "Retrospective" ze wspaniałym d Bacha na dwoje skrzypiec oraz brawurowym rondzie D Paganiniego.
Koncert na dwa skrzypy Bacha brzmi rewelacyjnie a najbardziej urzekają mnie tryle i utrzymane w podobnym tempie genialne wibrata. Jak by te dwa upiększacze ze sobą korespondowały. Piękna barwa, piękny dźwięk, piękna muzyka.
-
Gdyby trafił się Wam koncert jak niżej, zapnijcie pasy. Hilary pędzi w nim na złamanie karku. Z ciekawości zajrzałem do innych jej interpretacji i pozostawiają one to samo wrażenie spieszności. Ja potrafię zrozumieć młodą iskrę, nieokiełznaną chęć życia :) ale muzyka nie służy wyłącznie zaspokajaniu własnych wyuzdanych potrzeb a głównie uciesze słuchaczy. Tak wysokie tempo gry nie pozwala się wyciszyć.
Wśród artystów jest powiedzenie: nie pokazuj całej dupy, chyba o tym nie słyszała...
-
-
Colcol - śledzę i uczę się. Teraz zaczynam rozróżniać nagrania złe, słabe i dobre.
Kontynuj
-
W swoich zbiorach posiadam różne nagrania.
Niestety, nie mam tak wyrobionego ucha, ale po lekcji pojmuję o co chodzi.
Choć nie zawsze :) Ale to kwestia wyrobienia.
Przy okazji zrobię ci to samo z arią Królowej nocy.
To wyjątkowo trudna aria mozattowska. Ale natychmiast poznasz mistrzostwo.
-
Wczorajsze popisy Altberg Ensemble w łódzkiej grocie ze szkła i granitu doprowadzały mnie chwilami do płaczu.
Program zapowiadał się ciekawie, Bach w D, Vivaldi w d, Handel w D i do tego radosne F Carla Bacha a niemal wszystko było do dupy: odwalili pańszczyznę w spodniach i wytartych sweterkach, stroili się dłużej niż koncertowali a i tak fałsz był niemiłosierny. Jedynie młodość zespołu trochę tłumaczy brak wzajemnego zrozumienia, ale już braki w warsztacie, brak pomysłu na całość utworów czy wreszcie znudzenie własna grą powinno doprowadzić publikę do wyjścia, jeszcze kwiaty dostali.
Sorry, ale takie wykonania zabijają muzykę.
Musiałem rąbnąć w c na odtrutkę:
-
Jedno z najbardziej rozpoznawalnych i jednocześnie najtrudniejszych dzieł na fortepian. Trudny" Prokofiew z propozycją w D no 1 :
-
Przy fortepianie Lang w Piano Concerto No.3 in D
-
colcolcol posłuchaj tego trzeciego. Matsujew łoi, aż miło ;) Swoją drogą trzeba mieć markę, żeby pozwolono artyście zagrać w taki sposób
-
..posłuchaj
Tak w ogóle, nie specjalnie przepadam za Azjatami w muzyce klasycznej. Nie potrafię odróżnić ich interpretacji od europejskiej na podstawie odsłuchu, ale już oglądając koncert razi częsta egzaltacja, takie zmanieryzowane i solidnie wyuczone granie "ciałem" - bo tak trzeba. Czasami aż połykają nuty ustami, mamią mimiką, nudzą bujaniem.
Przywołany Matsuev, Horowitz czy Rubinstein wyglądają przy fortepianie jak by odrabiali pańszczyznę a z klawiszy sypią się iskry. Tak lubię.
Wyjątkowo w A porównanie ekspresji:
-
Jeszcze w XVIII wieku strój równomierny był (jak tercja) dysonansem, czymś "eine ganze Catastrophe". Potem podzielono jak leci siekierą oktawę na równe 12 tonów i do dziś większość ludzi traktuje to jak pewnik, rodzaj opoki kultury europejskiej i światowej. Nic nie stoi na przeszkodzie aby dzielić oktawę w inny sposób a nawet inne od oktawy interwały dzielić w sposób dowolny.
W epoce Bacha tonacje miały swój własny charakter, ponieważ nie były zwykłą transpozycją. Dziś E-dur brzmi identycznie jak G-dur tylko niżej. W gitarze wystarczy przestawić kapodaster i już mamy inną tonację, w instrumentach elektronicznych robimy to jednym przyciskiem lub suwakiem. Bach by się załamał.
The Beatles a szczególnie Lennona zachwyciły indyjskie podziały i strój naturalny.
Ten Bach zupełnie inaczej brzmiałby w stroju naturalnym:
-
-
Akiko Suwanai · City Of Birmingham Symphony Orchestra · Sakari Oramo 2003
Dobrze nagrana, pięknie wykonana Sibelius w d
-
"Zgarnęłam z talerza ostatnie okruszki i spytałam kolegę znienacka, jaką przypisałby mi tonację. „D-moll” – odparł bez wahania. Sceptyczna część mojej natury nie dawała za wygraną. „Terefere, zna cię nie od dziś i poszedł po linii najmniejszego oporu. Czyta twoje teksty, wie, że masz skłonność do nostalgii i melancholii, to co miał powiedzieć? D-moll, smętna, miękka, żeńska tonacja, piekło, chandra, śmierć, te rzeczy. Nic szczególnego”. Sęk w tym, że d-moll idealnie „siedzi” w skali mojego głosu, naturalnie wchodzi w więzadła, zaciera różnice między śpiewem a mową. Niech sobie będzie najsmutniejszą tonacją świata, ale do mnie pasuje, nie mniej niż do lutni, gitary i skrzypiec. Mówi o mnie wszystko, jak Fis-dur o Sinobrodym."
http://kozinska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2017/08/09/jaka-jestes-tonacja/
-
Brandenburg Concerto No. 5 in D.
Jak dla mnie za szybko ten Gardiner z English Baroque Soloists, ale zapewnia niezłe brzmienie na kolumnach :)
Wracam czasami do Menuhina z 1959, cudów realizacyjnych nie ma, bo być nie może, ale tempo majstersztyk: