Audiohobby.pl

Słuchawki wstęgowe firmy RAAL Requisite

zygmuntlotos

  • 20 / 4246
  • Użytkownik
10-03-2025, 16:01
Ciekawe. Nigdy nie słyszałem o słuchawkach wstęgowych. Wiedziałem, że są mikrofony wstęgowe wykorzystywane np. do nagrywania lub nagłaśniania kolumny gitarowej w parze z mikrofonem dynamicznym np. Royer R-121 oraz Shure SM57.

-Pawel-

  • 4784 / 5840
  • Ekspert
10-03-2025, 21:38
Zgodnie z obietnicą poniżej przedstawię trochę materiałów dotyczących głośników wstęgowych. Posłużę się bardzo przystępnym w moim odczuciu opracowaniem Reduktora Szumu, w którym wyjaśnione są najważniejsze różnice w budowie i zasadach działania poszczególnych rodzajów przetworników elektroakustycznych spotykanych w kolumnach głośnikowych, a w naszym przypadku - w słuchawkach:



"Głośniki wstęgowe oraz wszelkie ich pochodne to jedne z najciekawszych konstrukcji - zarówno pod względem rozwiązań technicznych jak i brzmieniowych. Reduktor Szumu w V odcinku poradnika przedstawia zasadę działania wszelkich tego typu dipoli akustycznych.

Kiedyś, już nie pamiętam nawet w którym odcinku, obiecałem wam że opiszę budowę i zastosowanie głośników wstęgowych. Tytułowe wstęgi oznaczają, że właśnie nadszedł czas aby to zrobić. Zanim zajmiemy się budową głośników wstęgowych, warto przypomnieć jak zbudowany jest zwykły głośnik zwany głośnikiem dynamicznym cewkowym.


Tutaj mamy akurat wersję wysoko tonową, czyli wersję kopułkową. Mamy magnes trwały, to są te niebieskie elementy, który posiada specjalną szczelinę. W szczelinie tej znajduje się cewka przymocowana do membrany tymi czarnymi łącznikami. Cały układ jest tak skonstruowany, aby zapewniał ruch cewki w szczelinie tylko w jednym kierunku, czyli w naszym przypadku tylko do góry i na dół.


Prąd elektryczny doprowadzony ze wzmacniacza tymi czerwonymi przewodami jest przechodzi przepływa przez cewkę. Ponieważ jest to prąd przemienny wywołuje on w cewce zmienne pole magnetyczne, pole to oddziaływuje z polem magnetycznym magnesu powodując ruch cewki w tym polu. Poruszająca się cewka - ponieważ jest przymocowana do membrany - porusza również ją, a ona z kolei powoduje powstanie fali dźwiękowej. I właściwie to wszystko. Co prawda sama zasada działania takiego głośnika jest prosta, ale stworzenie dobrego i sprawnego głośnika tego typu już nie jest takie łatwe. Główną przeszkodą dla stworzenia takiego głośnika, zwłaszcza takiego który będzie nam przetwarzał wiernie wysoki zakres częstotliwości, jest masa układu cewka-membrana. Masa ta powinna być jak najmniejsza, aby głośnik mógł dobrze przetwarzać wysokie częstotliwości. Niestety nie jest możliwe skonstruowanie takiego głośnika o znikomej masie układu drgającego, bo musi tam być tam drut nawinięty na karkas, klej do spojenia z membraną, a i sama membrana ma swoją masę. Kiedy chcemy stworzyć głośnik o większej mocy, żeby przetwarzać wyższe poziomy natężenia dźwięku, wszystkie te elementy muszą być zbudowane jeszcze solidniej; cewka musi być nawinięta grubszym drutem co jeszcze bardziej powiększa masę, a więc same sprzeczności.


Przydałoby się wymyślić taką konstrukcję, gdzie membrana byłaby równocześnie cewką - co pozwoliłoby na radykalne zmniejszenie masy drgającej głośnika. Poszukiwanie zmniejszenia masy układu drgającego głośnika doprowadziło do skonstruowania czegoś takiego:
Wyobraźmy sobie, że to są bieguny mocnego magnesu trwałego. Pomiędzy nimi jest umieszczony pasek folii metalowej. To jest akurat z papieru, no ale wyobraźmy sobie, że to jest folia metalowa do którego końców przyłączony jest sygnał ze wzmacniacza do tych czarnych punktów. Wyobraźmy sobie. Prąd ze wzmacniacza przepływający przez pasek folii, która tutaj się znajduje powoduje drganie paska folii metalowej zgodnie z rytmem prądu ze wzmacniacza. Oczywiście ona się porusza w ten sposób, czyli jakby w głąb i na zewnątrz. Nie tak, tylko w ten sposób. W ten sposób spowodowaliśmy, że cewka w postaci paska folii metalowej stała się jednocześnie membraną takiego głośnika. Mała masa paska folii powoduje, że głośnik przetwarza bardzo wiernie wszelkie niuanse brzmieniowe, bardzo dobrze przenosi impulsy nawet przy dużych częstotliwościach akustycznych. Złożenie folii w harmonijkę zmniejsza ryzyko uszkodzenia, czyli potargania folii przy dużej amplitudzie wychyleń. Kiedy ona się po prostu dużo będzie wychylać. Taki rodzaj głośnika nazywamy właśnie głośnikiem wstęgowym. Jego zaletą jest znakomita jakość dźwięku, mają zdolność bardzo dobrego przetwarzania impulsów, ale oczywiście ma również wady. Magnes trwały musi być tutaj bardzo mocny i przez to stosunkowo ciężki bo szczelina magnetyczna jak widzimy jest dość szeroka. Drugą wadą jest bardzo niska impedancja samego paska z folii metalowej. Której nie wytrzymałby żaden wzmacniacz. Konieczne jest zatem użycie transformatora który dopasuje impedancje do wzmacniacza.


Wobec tego głośniki wstęgowe choć posiadają bardzo małą masę układu drgającego, całe są bardzo masywne - no bo mają duży magnes i jeszcze do tego jest dochodzi transformator.


Na szczęście dzięki magnesom neodymowym mogą być one już nieco lżejsze, również cena takiego głośnika jest zazwyczaj wyższa niż zwykłego głośnika cewkowego. Oczywiście jak się domyślacie głośniki wstęgowe są budowane głównie jako wysokotonowe, a czasem również średnio tonowe. Głośników wstęgowych nisko tonowych raczej nie spotkamy. Ze względu na wydłużony kształt membrany powinno umieszczać się głośnik wstęgowy pionowo w zestawie głośnikowym ze względu na przebieg charakterystyki kierunkowej, ponieważ on szeroko będzie nam promieniował tutaj na boki a wąsko góra dół.


Odmianą głośników wstęgowych są głośniki izodynamiczne. Zwane są czasem także ortodynamicznymi i często są mylone z klasycznymi głośnikami wstęgowymi choć mają nieco inną budowę.


Mamy tutaj dwa kawałki perforowanej blachy - tu nie widać ich, do których przyklejone są magnesy stałe to są te niebieskie zakreskowane. Pomiędzy płytami mamy odstęp i tam umieszczona jest membrana - ta czerwona. Jest ona zazwyczaj wykonana ze specjalnej folii odpornej na wysoką temperaturę, w której zatopione są aluminiowe ścieżki. To są te napylone takie ścieżki te to są te czarne punkty są to metalowe ścieżki. Są one zazwyczaj spiralne tworzące cewkę one tworzą cewkę głośnika. Membrana wraz ze ścieżkami porusza się w polu magnetycznym wywołanym poprzez płytę, która tworzy jakby matryce dla biegunników tych biegunników oczywiście jest więcej niż tu na rysunku. Istnieją głośniki, które mają magnesy tylko po jednej stronie, czyli tak jakby od dołu na przykład, ale mają one gorsze parametry, ponieważ długość ścieżek na folii jest duża, to rezystancja cewki takiego głośnika jest zbliżona do impedancji zwykłego głośnika i transformator dopasowujący tutaj nie jest potrzebny.


Tego typu głośniki ze względu na małą swobodę ruchu membrany są budowane głównie jako wysoko tonowe ale można by sobie wyobrazić zbudowanie takiego głośnika również jako średnio tonowego a nawet nisko tonowego. Tutaj również mała masa układu drgającego jest dużą zaletą. Mają one również bardzo dobry przebieg impedancji ze względu na bardzo małą indukcyjność cewki. Sprawność głośnika izodynamicznego jest zbliżona do sprawności głośnika dynamicznego kopułkowego.


Produkuje się także słuchawki w oparciu o konstrukcje  izodynamiczną, czy raczej tam się nazywa to ortodynamiczną.


Głośniki AMT czyli Air Montion Transformer są również często mylone z głośnikami wstęgowymi. Ich budowa jest dość podobna, ale tutaj wstęga metalowa - bo również tutaj mamy taką - nie pracuje tak jak w głośniku wstęgowym, jest ona jakby bardziej poskładana w harmonijkę. Tutaj oczywiście tych fałdów jest zazwyczaj więcej. I drga ona prostopadle do osi promieniowania czyli drga ona w ten sposób między magnesami. Nie tak jak było przedtem, że wstęga poruszała się w górę i w dół. W głośnikach AMT wstęga jakby składa się w ten sposób, porusza się w tej płaszczyźnie.


Pod wpływem zmiennego pola magnetycznego harmonijka jest ściskana i rozciągana a powietrze jest wydmuchiwane i zasysane tak jakby tutaj prostopadle do kamery. Może nie jest to dobre porównanie, ale można by to skojarzyć z miechem akordeonu z tym, że tam powietrze jest kierowane na piszczałki, a tutaj jest generowane ciśnienie akustyczne wprost z miecha. To tak jakby akordeonista potrafił nadążać pompowania, pompować akordeonem w takt sygnału akustycznego ze wzmacniacza.


Taki sprytny sposób powoduje kilkukrotne zwiększenie prędkości powietrza w stosunku do prędkości ruchu membrany. Również głośniki AMT osiągają znakomity przebieg impedancji, a także mają bardzo delikatny rezonans mechaniczny membrany. Ich sprawność osiąga niezłe wyniki z powodu dużej powierzchni membrany. Można również osiągać za pomocą głośników AMT dość wysokie poziomy ciśnienia akustycznego przy niskich zniekształceniach.


Przy okazji omawiania wstęg warto wspomnieć także o głośnikach elektro statycznych zwanych także elektrostatami. Mamy tutaj dwie perforowane blachy o dużej powierzchni czasem są to sztywne siatki pomiędzy którymi znajduje się cienka folia napylona metalem. Folia ta jest spolaryzowana wysokim napięciem, a do siatek kierowane jest sygnał audio. Mamy zatem tutaj oddziaływania elektrostatyczne, ponieważ taki głośnik jest w istocie kondensatorem. Ponieważ folia promieniuje dźwięk w obie strony taki głośnik jest dipolem.


Wadą takich głośników jest potrzeba generowania wysokiego napięcia kilku tysięcy woltów, a także konieczność użycia transformatora dla sygnału akustycznego. Również przebieg impedancji jest bardzo trudny dla wzmacniaczy. Ważną sprawą jest także pewna wrażliwość elektrostatu na duży poziom wilgoci oraz ich wąski kąt promieniowania. Ze względu na swoje właściwości elektrostaty zwykle uzupełnia się subwooferem dla polepszenia przetwarzania najniższych częstotliwości pasma, choć istnieją takie które tego nie wymagają. Cena dobrych głośników tego typu jest bardzo wysoka.


Mam nadzieję, że po obejrzeniu tego odcinka nie będziemy już mylić głośników wstęgowych z innymi o podobnej budowie. Głośniki tego typu są już coraz bardziej popularne i ich ceny nie są już tak wygórowane jak kiedyś. Myślę, że warto zainteresować się tego typu głośnikami, bo ich zalety mogą być zachęcające. Jednak przed zakupem w ciemno trzeba posłuchać jakiegoś zestawu ze wstęgami, bo nie każdemu ich brzmienie przypadnie do gustu. Czasem lepiej zastosować zwykły głośnik kopułowy, czy nawet klasyczną papierową membranę. Ale to już kwestia gustu.
"
« Ostatnia zmiana: 11-03-2025, 23:13 wysłana przez AUDIOTONE »

-Pawel-

  • 4784 / 5840
  • Ekspert
10-03-2025, 21:45
Mówi się, że przetworniki wstęgowe dają dźwięk lekki, szybki, o małych zniekształceniach i oddają dobrze szczegóły w cichych partiach utworu muzycznego. Mają też wyższą sprawność niż głośniki dynamiczne. W tym miejscu da się zauważyć cechy bardzo zbliżone do miniaturowych przetworników armaturowych. Jednak jak wspominał autor opracowania układ pracujący na wstęgach zawsze charakteryzuje się znikomymi wartościami impedancji, a jak powszechnie jest wiadome - oporność bliska zeru prowadzi do zwarcia i uszkodzenia wzmacniacza. Czyli podpięcie bezpośrednio takiego przetwornika dałoby taki sam efekt jak zwarcie plusa z minusem przewodem o oporności 0,2 Ohma. Stąd właśnie RAAL do swoich słuchawek dołącza dodatkowe transformatory w formie zewnętrznych kostek (aktualnie w stojaku), aby wzmacniacz nie pracował na wartościach bliskich zwarciu.
« Ostatnia zmiana: 11-03-2025, 00:04 wysłana przez -Pawel- »

-Pawel-

  • 4784 / 5840
  • Ekspert
10-03-2025, 22:36
Teraz wróćmy do RAAL Requisite CA-1a. Jak już nakreśliłem to wcześniej słuchawki grają niezwykle detalicznie, jakość i bogactwo dźwięku stawia poprzeczkę naprawdę wysoko. Właściwie to od pewnego czasu chodzi mi po głowie pewna myśl...czy w tym miejscu nie docieramy do punktu, gdzie ilość informacji jakie jest w stanie przetworzyć driver CA-1a nie pokrywa się z możliwosciami technicznymi po drugiej stronie nagrań? Przecież mikrofony studyjne też mają swoje ograniczenia więc logicznym jest, że nie da się pójść dalej z odczytem jeśli nie pozwalają na to możliwości zapisu ;-)

Jednak ilość informacji to jedno, zaś sposób ich prezentacji - drugie. W moim odczuciu w RAAL kuleje ten drugi aspekt. A może nawet nie tyle kuleje co wydaje się być jakby "niedopracowany". Na pierwszy rzut ucha słuchawki odtwarzają przede wszystkim dźwięki, a nie muzykę. Wyraźnie brakuje masy/dociążenia. Najniższe tony są obecne i nie wydaje się aby słuchawki "gubiły" najniższe częstotliwości, można odnieść wrażenie jakby były słyszalne, a nieobecne. I nie jest to dźwięk lekki i zwiewny jak w przypadku elektrostatów. Spróbuję opisać to obrazowo - uderzenie "młota" jest dosadne i wyraźne, jednak nie da się rozróżnić czy był to młot o wadze 1 czy 20kg. Mocny wzmacniacz i dobre źródło w pewnym stopniu niwelują ten problem, jednak gdy już raz się to usłyszy to później ciężko jest pozbyć się tego wrażenia. Przez ten cały czas zastanawiałem się skąd tak niewielkie zróżnicowanie na poziomie mikrodynamiki. Jakby wrażliwość słuchawek na sygnał elektroakustyczny była tak ogromna, że każdy najdrobniejszy szelest jest zaakcentowany z taką samą siłą jak główne akordy w nagraniu. Technicznie rzecz ujmując daje to efekt podobny do przepuszczenia nagrania przez dodatkowy kompresor dynamiki. Na tym mógłbym poprzestać, ale znając budowę i zasadę działania przetwornika wstęgowego zaczynam się zastanawiać nad innymi jego cechami. Charakterystyka kierunkowa w przypadku słuchawek, gdzie driver znajduje się w tak niewielkiej odległości od ucha, że można by go obracać i zachować te same parametry jest cechą pomijalną. W przypadku słuchawek nausznych pojawia się natomiast inna właściwość, która nie ma znacznenia w przypadku kolumn. W tym konkretnym wypadku bardzo wyraźne zmiany wprowadza sama manipulacja odległością. Do słuchawek dostępne są pady w 3 różnych rozmiarach. Pady są wykonane z gąbki wykrojonej jeszcze bardziej "garażowo" niż w przypadku Grado. Rozmiar średni zapewniał brzmienie najbardziej spektakularne, jednak na dłuższe słuchanie i cieszenie się muzyką było ono zbyt męczące. Najbardziej "ludzki" sposób prezentacji miały gąbki największe. Odległość przetwornika od ucha była w nich już znaczna, ale efekt kompresji wyraźnie zanikał. Jak wspominałem wcześniej traciły na tym też najniższe tony, jednak podsumowując swoje przemyślenia w oparciu o zasadę działania, mam taką teorię, że w przypadku driverów wstęgowych sygnał akustyczny w niewielkiej odległości od przetwornika nie jest optymalny z uwagi na ogromną wrażliwość dynamiczną układu (lekka waga elementu drgającego i wysoka podatność na sygnał akustyczny). Zastanawiam się, czy zamiast budować kolejne wersje 2 i 3-przetwornikowych słuchawek RAAL nie powinien raczej poszukać optymalnego rozwiązania w projekcie odpowiedniej obudowy-muszli słuchawek i padów, które uzyskiwałyby zarówno atrakcyjne właściwości charakterystyki dźwięku jak i zapewniały optymalny dystans driverów od ucha.
« Ostatnia zmiana: 10-03-2025, 22:39 wysłana przez -Pawel- »

-Pawel-

  • 4784 / 5840
  • Ekspert
10-03-2025, 23:22
Oczywiście to tylko takie moje luźne przemyślenia. Gdybym zdecydował się na zakup to zacząłbym pewnie od kombinacji z różnymi padami, bo te słuchawki po lekkich zmianach mogłyby być dla mnie idealne :-) Immanis idą już w zupełnie innym kierunku ukazując bogactwo nagrań, którego moim zdaniem tam nie ma. Myślę, że wybór w tym wypadku będzie kwestią konkretnego gustu i oczekiwań i jak dla mnie CA-1a wydają się być produktem niezwykle udanym i wyjątkowym na tle konkurujących z nimi słuchawek dynamicznych, które pewnych barier po prostu nie są w stanie przeskoczyć.

-Pawel-

  • 4784 / 5840
  • Ekspert
11-03-2025, 12:00
Natomiast jestem ciekawy co do patentu Pawła z kolumnami - to ktoś od nas z forum? Da się namówić na zaprezentowanie swojego patentu na podkręcenie przestrzeni?

Krzysztofie, zgodnie z obietnicą założyłem stosowny wątek: http://audiohobby.pl/index.php?topic=15325.msg491920#new

Karol

  • 2088 / 4665
  • Ekspert
11-03-2025, 16:46
Pawle jestem pod wrażeniem. Wykonałeś kawał dobrej roboty. :)

Jestem co nieco oszołomiony rozmiarem (nie mylić z nadmiarem ;)) tych informacji.
Jak trochę ochłonę, to może coś dodam do zaprezentowanych spostrzeżeń i przemyśleń. :)

Karol

  • 2088 / 4665
  • Ekspert
13-03-2025, 20:36
Kontynuując tę luźną relację...
Jak wspominałem, wygląd słuchawek mnie nie powalił, ale jeżeli chodzi o dźwięk, to pierwsze wrażenia bardzo dobre.
Moja gramatura i wypełnienie dźwięku. Barwa taka jak lubię. Szybkie, duża ilość szczegółów, no i jest bas.
Trochę jak elektrostaty z basem. Pomyślałem, że obecnie, mając do wyboru jedne i drugie, wziąłbym wstęgi.

Grały inaczej niż to, co do tej pory słyszałem. Już samo to, było dla mnie frapujące. Nareszcie coś innego.
Na tym się skupiałem, tym się delektowałem słuchając muzyki.
Dopiero później, w miarę słuchania, zrozumiałem, że na to inaczej składa się też ten brak zróżnicowania i przejrzystości.
Niemniej dobry, masywny bas wynagradzał to. O co chodzi z tym brakiem zróżnicowania?
Na RAAL CA-1a przeszkadzajki czy blachy, które zazwyczaj są ledwie słyszalne, są jednakowo ważne jak główne instrumenty.
Robi się od tego gęsto i pojawia się wrażenie jakby się to wszystko trochę zlewało i kotłowało zarazem.
Niemniej dalej byłem pod urokiem tego dźwięku. No bo był ten dobry bas, a reszta pasma wcale nie gorsza.
Szeroka, dobrze poukładana scena, też jest niewątpliwie ich atutem.
Brak zróżnicowanie i przejrzystości złożyłem na słabość (lub niedopasowanie) mojego MS-77T.

Żeby sprawdzić czy mam rację, wybrałem się do Pawła. Ma w swym posiadaniu kolumnowego Sony TA-F730ES.
To już kawałek klocka, który swoje waży (22kg) i na wyjściu ma 105 watów na kanał przy 8Ω.
Byłem ciekaw, co ten wzmacniacz wniesie do grania CA-1a. Czy będzie tak jak u mnie, czy zdecydowanie lepiej, a może gorzej?
W niektórych aspektach zagrały inaczej (może bym nawet zaryzykował stwierdzenie, że lepiej) ale podstawowy zarzut pozostał.

Tu mała dygresja.
Wrażenia w dużej mierze zależą od punktu odniesienia. Konkretniej mówiąc, istotne jest z czym porównujemy.
Tak przy okazji tych RAAL-i, Pawłowi zachciało się posłuchać, jak z jego wzmacniacza zagrają AKG K1000.
To też miało wpływ podczas tego spotkania, na postrzeganie tego jak grają CA-1a.

Repertuar Pawła jest dosyć wymagający dla słuchawek każdego typu.
Słuchając wybranych przez niego utworów, dosyć łatwo zauważyć czy słuchawki się wyrabiają, czy nie.
Można to właściwie sprowadzić do zero - jedynkowego: grają - nie grają.
K1000 zagrały bardzo dobrze. Od razu rzucała się w uszy dynamika i klasa tego dźwięku.
Gdyby tak jeszcze miały masywność dźwięku CA-1a oraz ich zejście na basie. Dla mnie ideał.
No i na tle świetnie grających AKG K1000, ten bark przejrzystości na CA-1a, jeszcze się uwydatniał.
W bardziej "normalnym" repertuarze (czyli moim) było lepiej, ale cały czas obecny był jakoś, ten braku zróżnicowania.
Tego wieczoru słuchaliśmy muzyki nie tylko na CA-1a, ale jeżeli chodzi o nie, to moja konkluzja w skrócie była taka - grają ale...
Cały czas miałem poczucie, że to co słychać na nich ze wzmacniaczu Pawła, to nie jest jeszcze kres ich możliwości.
Wystarczyłoby żeby ten dźwięk nabrał powietrza i zniuansowania, co zdecydowanie poprawiłoby przejrzystość.
Cała reszta, to granie jakie lubię.

Dlatego zabrałem je na spotkanie w HiFi PRO / mp3store w Warszawie, gdzie nadarzyła się możliwość posłuchania RAAL Requisite 1995 Immanis. Chciałem sprawdzić jak wypadną na tle tego sławnego flagowca firmy RAAL Requisite.
Przy okazji liczyłem na lepszy napęd i sprawdzenie czy coś to daje, jeżeli chodzi o granie CA-1a.
A co się w sumie okazało? O tym już następnym razem. :)
« Ostatnia zmiana: 13-03-2025, 23:18 wysłana przez Karol »

Karol

  • 2088 / 4665
  • Ekspert
20-03-2025, 23:29
Jakoś nie mogę się zebrać, żeby jednak dokończyć tę opowieść w odcinkach.
Trochę brakuje mi czasu, a czasami chęci. :)

Sprawa się odwleka, a ja coraz mniej pamiętam z tego spotkania w HiFiPRO.
Puki jeszcze coś mi się tam po głowie kołacze, parę słów o tym spotkaniu.
Było nas trzech chętnych do posłuchania jak też sprawują się RAAL Requisite 1995 Immanis.
Ci trzej chętni to ja, Paweł i Dominik (kolega Pawła a mój znajomy).
Dla porządku i żeby nie zapomnieć, było to 13 lutego 2025 w czwartek. Tego akurat dnia sklep był zamknięty.
Filip, przemiły gospodarz tego lokalu i spotkania zarazem, na moją prośbę, otworzył go specjalnie dla nas.
Było to niezwykle miłe, bo przecież nie musiał tego robić.
Wielkie dzięki Filipie, za przemiłe spotkanie i niezwykle dobrą kawę. :)

Karol

  • 2088 / 4665
  • Ekspert
20-03-2025, 23:33
Zestaw grający był już wstępnie przygotowany.
Jakiś mac-book, DAC - Chord Electronics DAVE i wzmacniacz słuchawkowy Violectric HPA V550.
Do niego podłączony był po XLR dedykowany interface do wzmacniaczy RCD (Ribbon Current Drive Interface), w formie stojaka słuchawkowego. Przetworniki wstęgowe mają bardzo niską impedancję, dlatego konieczny jest ten adapter, aby dopasować impedancję pomiędzy słuchawkami i wzmacniaczem. Podczas spotkania nie zmienialiśmy adapterów. Słuchawki podłączaliśmy do interface RDC, który jest w komplecie z Immanis. RAAL CA-1a i Immanis różnią się nie tylko wyglądem.
RAAL 1995 Immanis maja przetwornik trójwstęgowy, natomiast CA-1a jednowstęgowy.
Trzy wstęgi przetwornika słuchawek Immanis, mają łączną powierzchnię 25,2 cm².
Jest to prawie 2 razy więcej niż powierzchnia jednowstęgowego przetwornika CA-1a.
« Ostatnia zmiana: 20-03-2025, 23:55 wysłana przez Karol »

Karol

  • 2088 / 4665
  • Ekspert
20-03-2025, 23:35
Mogliśmy korzystać z własnej muzyki przyniesionej na pamięci USB, ewentualnie z serwisów streamingowych. Puściliśmy na początek te same utwory, których słuchaliśmy na RAAL CA-1a.
Immanis zagrały o wiele lepiej. Przede wszystkim w dźwięku było powietrze i nic się nie kotłowało.
Była ta lekkość i separacja, której tak brakowało mi w na CA-1a. Za to gramatura i wypełnienie dźwięku już nie to.
Grały powiedział bym, bez rewelacji. Na utworach Pawła nie wyrabiały się i miałem czasami wrażenie, że wpadają w kliping.
Zmieniłem Immanis na CA-1a. Właściwie zagrały bardzo podobnie, jak u mnie czy u Pawła.
Zakomunikowaliśmy gospodarzowi, że to co nam przygotował nie urzekło nas.
Podobno spodziewał się, że tak może być i jako wzmocnienie zaproponował nam Woo Audio WA33.
Przytaszczył go z drugiego pomieszczenia na stanowisko, sprawnie wszystko po przełączał i mogliśmy słuchać dalej.
Immanis zagrały na wysokim poziomie, ale nie zanotowałem żadnego opadu szczęki i niczego według mnie nie zamiotły.
To nie mój dźwięk, nie moje strojenie. Nie było też basu jaki lubię. Tak je odebrałem na moich utworach.
Na utworach Pawła powiedziałem krótko - "one nie grają". Repertuar testowy Pawła, jest zabójczy dla większości słuchawek.
Oględnie powiem, że z przyjemnością jaka możne płynąć ze słuchania muzyki, niekoniecznie ma wiele wspólnego. ;)
Na szczęście Dominik podrzucił swoje dwa kawałki, mniej trudne dla słuchawek ale za to przyjemniejsze w odbiorze.
Jeżeli chodzi o Immanis, to zmiana utworów niczego nie zmieniła, w mojej ocenie ich grania.

Podłączyłem CA-1a, chwilę posłuchałem i ...
Włączcie wymazywać i zapomnijcie wszystko, co do tej pory o nich napisałem niepochlebnego.
Z moich ust padło krótkie "to gra!". Co mam opowiadać, aż chciało się słuchać.
Dźwięk złapał oddech, przestał się kotłować, pojawiła się separacja, no i szczegóły nareszcie na swoim miejscu.
Bardzo rozległa scena z precyzyjnie określonymi źródłami dźwięku, a bas z dobrą podstawą, mający swoją masę i nisko schodzący.
Jest przestrzeń, jest głębia a w muzyce organowej powietrze furczy, jak na koncercie w Archikatedrze Oliwskiej.
Cały czas wymienialiśmy się opiniami i spostrzeżeniami. Były dosyć podobne.
Paweł niby czegoś tam nie mógł zapomnieć. Mówił, że zostało mu w głowie to, jak te CA-1a grały u niego.
Ale w  końcu też przyznał, że jest porządku. Zresztą niech sam o tym napisze. :)
« Ostatnia zmiana: 21-03-2025, 00:04 wysłana przez Karol »

Karol

  • 2088 / 4665
  • Ekspert
20-03-2025, 23:49
Na tym spotkaniu mieliśmy jeszcze możliwość posłuchania planarnych:
  T+A Solitaire P i zdaje się HiFiman HE1000se oraz
  Focal Utopia 2022 i Meze Empyrean II.

Krzysztofie informacja dla Ciebie.
Jeżeli chodziła Ci po głowie wymiana Focal Utopia na nową wersję, to według mnie, nie ma po co.
Posłuchałem ich i powiedziałem Filipowi - szkoda, że nie są wygrzane. Na co on, że to Meze Empyrean II są nowe, a nie Focal Utopia.
Focal Utopia 2022 po prostu tak grają. Dodał, że po poprawkach w strojeniu, miały to być słuchawki dla każdego a wyszły dla nikogo.

Mese Emphyrean II - przepiękna średnica i wysokie, bas taki sobie. Dla mnie, mocno niewystarczający.

Hifimany - ogromna przestrzeń, z dźwiękiem zbyt jasnym i lekkim (jak dla mnie), gubiącym się w tej przestrzeni.
W sumie to nie moja bajka.

No i słuchawki T+A Solitaire P, które ze wzmacniaczami Woo Audio W33 oraz Feliks Envy, zagrały rewelacyjnie.
W opinii nas trzech, słuchawkowy król tego spotkania!
Tak właściwie to czterech, bo Filip wskazał je jako te, które najbardziej mu odpowiadają.
« Ostatnia zmiana: 21-03-2025, 01:02 wysłana przez Karol »

Karol

  • 2088 / 4665
  • Ekspert
20-03-2025, 23:52
Na koniec jeszcze parę słów o RALL Immanis i CA-1a.
Immanis to zdecydowanie nie mój dźwięk, ale mogą być bardzo dobrym wyborom dla kogoś kto słucha np. jazzu.
Po spotkaniu w Warszawie o graniu CA-1a, mogę mówić jedynie w samych superlatywach.
Obecnie mają one dla mnie, tylko jedną wadę. Nie mam czym ich napędzić.
Wzmacniacze takie jak W33 czy Feliks Envy to wydatek rzędu 30-35 tys.
W moim odczuciu, Solitaire P wygrały z nimi, tylko bardziej punktowym basem oraz większa czytelnością przekazu.
No może czymś tam jeszcze, ale nie jest jakaś specjalnie duża różnica.
Za to RAAL CA-1a wygrywają zdecydowanie ceną. Są prawie dwukrotnie tańsze od T+A Solitaire P.
 
Co do spotkania w Warszawie, to zostały mi z niego same miłe wspomnienia.
Dziękuję Pawłowi i Dominikowi, że zgodzili się mi towarzyszyć, a Filipowi za miłe przyjęcie.
Nie wiem jak Wy, ale ja z przyjemnością powtórzyłbym coś takiego. Jakby co, to dajcie znać i na pewno się stawię. :-)
« Ostatnia zmiana: 21-03-2025, 01:00 wysłana przez Karol »

saudio

  • 758 / 5615
  • Ekspert
21-03-2025, 19:35
Dzięki Karol za opisy, pytanko czy zmienialiście kabelek do słuchawek, bo na srebrnym CA-1a idą jeszcze wyżej?

Karol

  • 2088 / 4665
  • Ekspert
23-03-2025, 19:16
@saudio, nie przyszło nam to do głowy.
Przepinaliśmy słuchawki wraz kablami, które miały na wyposażeniu.
Nie zamienialiśmy ich. Gdyby CA-1a nie grały, to może byśmy coś tam kombinowali.
Powiem tylko tyle, że jeżeli RALL Immanis miały ten srebrny, to on im raczej nie pomógł.
Tak się złożyło, że wszyscy trzej słuchamy podobnej muzyki i w naszej opinii, CA-1a grały ją lepiej niż Immanis.