Przejdz do strony glównej
 
FORUM
Ogłoszenia
Wyszukiwarka Regulamin Zarejestruj sie
Login:
Haslo:
Zapamiętaj mnie
zapomnialem haslo :-(
Best Music Stereo Underground
besthifi.pl Stereo Underground
besthifi.plJK Audio
STEREOSłUCHAWKIDIYPC AUDIOANALOG \ LAMPA
MUZYKAAUDIO SALONRECENZJE / OPINIEPOGADUCHY
Autor Temat: Z historii III RP...
Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2011-10-16 / 11:45
"Wojskowe tajemnice FOZZ

Opisując III Rzeczpospolitą, historyk Robert Kuraszkiewicz na marginesie swojej książki "Polityka nowoczesnego patriotyzmu" o aferze FOZZ wspomniał krótko, ale jednocześnie niezwykle celnie: "Majstersztykiem propagandowym postkomunistów było określenie FOZZ mianem "największej afery III Rzeczypospolitej", co sugerowało, że zrodziła się ona już w nowej, "solidarnościowej" Polsce. (...) Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego był instytucją wymyśloną i zorganizowaną przez środowisko byłych i aktualnych agentów i oficerów PRL-owskich służb specjalnych. Interes państwa był klasyczną "przykrywką" dla licznych oszustw".

I rzeczywiście, działalność Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, a następnie nieudolne polityczne i prawne próby wyjaśnienia związanych z tą działalnością nieprawidłowości nazywano mocnymi określeniami: "FOZZ-gate", "matka wszystkich afer", "matka transformacyjnych afer", "afera pięćdziesięciolecia", czy właśnie nawiązującym już do nowej rzeczywistości hasłem "afera założycielska III RP". Jednakże, pomimo że Kuraszkiewicz ma rację, iż źródła FOZZ tkwią głęboko w zdegenerowanych ostatnich latach PRL, to FOZZ ukazał również patologie III RP, a zwłaszcza to, co Jadwiga Staniszkis (a po niej wielu innych) nazwała postkomunizmem. W aferze FOZZ znajdziemy wszystkie elementy tego zjawiska, a więc uwłaszczenie komunistycznej nomenklatury na państwowym majątku, wpływy funkcjonariuszy i tajnych współpracowników służb specjalnych PRL, niemoc instytucji państwowych, sprzeciw części dawnej opozycji solidarnościowej do rozliczenia poprzedniego systemu, wreszcie walkę z nielicznymi, którzy dążyli do prawdy.

Dług publiczny, zyski sprywatyzowane
Działalność FOZZ, wbrew obiegowej opinii, została całkiem dobrze udokumentowana i opisana, jednak jedynie na podstawowym poziomie, zarówno jeśli chodzi o formę (raczej dziennikarsko-publicystyczną niż naukową), jak i treść (kwestie finansowe i prawne - proces i wyrok - nie zaś agenturalne i związane z działalnością służb specjalnych tło całej sprawy). Ostatnio w szerszej i źródłowej formie problematykę tę podjął dr Sławomir Cenckiewicz w swojej książce "Długie ramię Moskwy".
Dla porządku zbierzmy jednak pewne fakty. Ustawę o Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego Sejm PRL uchwalił 15 lutego 1989 roku. 24 lutego 1989 r. zarządzeniem ministra finansów FOZZ otrzymał statut i osobowość prawną. FOZZ nie powstał jednak ad hoc, już od 1986 r. funkcjonował jako fundusz celowy w ramach Ministerstwa Finansów. Trzy lata później otrzymał po prostu pełną i odrębną osobowość prawną. Pytanie, czy taka zmiana instytucjonalna miała na celu jedynie poprawę efektywności zarządzania i spłaty polskiego długu, czy też już w założeniach jej inicjatorów miała ułatwić proces wyprowadzania i prywatyzowania pieniędzy publicznych.

"Nowy" FOZZ miał gromadzić środki finansowe na "obsługę" polskiego zadłużenia i dysponować nimi. To enigmatyczne sformułowanie oznaczało de facto wykupywanie własnego długu przez PRL, z wykorzystaniem podstawionych spółek i instytucji, a więc praktykę nielegalną wg prawa międzynarodowego, ale stosowaną już wcześniej przez kraje rozwijające się lub państwa Trzeciego Świata. I tu zaczął się problem. Jeszcze większy pojawia się, gdy zobaczymy, skąd miały pochodzić środki na działalność FOZZ - z budżetu państwa (w różnej formie: dotacji, obligacji, dochodów z zagranicznych pożyczek), ale także z działalności Banku Handlowego, Narodowego Banku Polskiego oraz tzw. czarnych pieniędzy central handlu zagranicznego, czyli nielegalnych środków dewizowych, które państwowe przedsiębiorstwa posiadały m.in. z łapówek, ustawionych przetargów, operacji służb etc.
Pomimo dysponowania znacznym budżetem (nawet kilka miliardów USD) FOZZ wykupił, wg szacunków, jedynie ok. 2,8 bln starych złotych polskiego długu. Kompetencje Funduszu były nieprecyzyjne, mógł on prowadzić właściwie wszystkie, nawet najbardziej ryzykowne operacje finansowe, a kontrola ze strony Ministerstwa Finansów i rządu, choć do przedstawicieli tych instytucji bardzo szybko zaczęły docierać sygnały o nieprawidłowościach, praktycznie nie istniała. Obficie korzystali z tego szef Funduszu Grzegorz Żemek oraz jego zastępcy - Janina Chim i Marek Gadomski. Przykładowo: kierownictwo FOZZ niemal do perfekcji opanowało działanie w ramach tzw. łańcuszka.

Większość operacji FOZZ prowadził przez spółki pośredniczące, z których gros było zarejestrowanych w tzw. rajach podatkowych. Bardzo często we władzach tych spółek zasiadali właśnie Żemek i Chim oraz współpracujący z nimi biznesmeni i bankierzy. Tworzono "łańcuszek" pośredników, którzy obracali otrzymanymi z Funduszu środkami. W przypadku powodzenia operacji większość zysku trafiała do owych pośredników oraz władz FOZZ, w przypadku strat pośrednicy pozostawali bez konsekwencji. Większość operacji nie była księgowana lub robiono to nieprawidłowo, a wiele "zleceń" realizowano na ustne i telefoniczne (a przecież mówimy tu o milionowych kwotach) polecenia dyrektora Funduszu i jego zastępczyni. Prowadziło to w skrajnych przypadkach do absurdalnych sytuacji, w których dłużnicy FOZZ określali się jego wierzycielami i żądali zwrotu pieniędzy! Według oficjalnych danych działalność FOZZ przyniosła straty w wysokości ok. 350 mln dolarów, ale to z pewnością zaniżone dane. Prosta różnica pomiędzy kwotą, jaką dysponował FOZZ, a kwotą wykupionego długu przynosi znacznie większą "dziurę".
Pierwszy akt oskarżenia w tej sprawie skierowano już w 1993 r., kolejny 5 lat później. Wyrok w najgłośniejszej aferze III RP zapadł w 2005 roku. Na kary grzywny oraz pozbawienia wolności skazano 6 osób, w tym Grzegorza Żemka (9 lat i 720 tys. zł), Janinę Chim (6 lat i 500 tys. zł) i Dariusza Przywieczerskiego (3,5 roku oraz 380 tys. zł). Ten ostatni wciąż nie odbył kary. Uniknęły jej, jak się wydaje, również inne osoby, które znalazłyby się na ławie oskarżonych, gdyby wyjaśnieniem afery państwo zajęło się na poważnie na początku lat 90. Wówczas z pewnością udałoby się zebrać więcej dowodów oraz uniknąć przedawnienia części zarzutów.

Żemek - "widoczny znak wojskówki"

Jak wspomniano, tło afery FOZZ stanowią takie instytucje, jak: Ministerstwo Finansów, spółki polonijne (Przedsiębiorstwa Polonijno-Zagraniczne), Bank Handlowy, bank PKO i centrale handlu zagranicznego. Były to podmioty, które w ramach PRL posiadały przywilej koncesjonowanego dostępu do Zachodu, wolnego rynku, kapitału, wiedzy na temat funkcjonowania gospodarki kapitalistycznej, a jako takie były w sposób szczególny zinfiltrowane przez służby specjalne, zarówno cywilne (Departamenty III i V, ale przede wszystkim Departament I), jak i wojskowe. I właśnie to te ostatnie odegrały decydującą rolę. Nieprzypadkowo tak wielu ekonomistów i dyplomatów ma w swoich dossier tak nietypowe dla przedstawicieli takich zawodów odznaki "Za zasługi dla obronności kraju".

Zainteresowanie na większą skalę sprawami gospodarczymi ze strony "wojskówki" (mowa o Zarządzie II Sztabu Generalnego, a przede wszystkim Oddziale "Y", z którego wywodziła się późniejsza czołówka Wojskowych Służb Informacyjnych) datuje się na połowę lat 80. XX wieku. Wówczas służby wojskowe zaczęły plasować w podmiotach sektora gospodarczego zarówno agentów (np. wykorzystując ich jako łączników lub kurierów), jak i funkcjonariuszy, często przejmując w ten sposób np. poszczególne spółki polonijne. Z samej swej natury mogły one doskonale służyć jako "przykrycie" nielegalnej działalności lub po prostu stanowić źródło zysków na działalność operacyjną (w nomenklaturze służb wojskowych nazywało się to "środkami pozabudżetowymi").
Jednocześnie służby wojskowe interesowały się sprawami gospodarczymi w skali makro, będąc najprawdopodobniej środowiskiem najlepiej zorientowanym w realnej sytuacji państwa w latach 80. I to właśnie one jako pierwsze zdały sobie sprawę, że lawinowo rosnące zadłużenie PRL (w skrócie, w czasie dekady rządów gen. Wojciecha Jaruzelskiego wzrosło ono z ok. 20 do ponad 40 mld złotych!) stanowi nie tylko problem gospodarczy, ale może zagrozić samemu istnieniu komunistycznego reżimu w Polsce.

Już w sporządzonym w maju 1984 r. tzw. raporcie Kiszczaka możemy przeczytać: "Znacznie bardziej niż wysokość długu, w coraz większym stopniu doprowadza nas do zależności od państw zachodnich brak możliwości terminowego wypełniania zobowiązań płatniczych, skutkując zagrożeniem bezpieczeństwa państwa".
Służby monitorowały również sytuację gospodarczą i modele walczenia z zadłużeniem innych państw bloku komunistycznego. Przykładem może być tu działalność kontaktu operacyjnego o ps. "Darg". Pod tym pseudonimem zarejestrowany był - wg dostępnych dokumentów - Sławomir Nieckarz, były zastępca prezesa NBP i minister finansów. Pełniąc od 1987 r. funkcję radcy ds. handlowych Ambasady PRL w Budapeszcie, jednocześnie informował on swoich oficerów prowadzących o zadłużeniu zagranicznym Węgier i uzgodnieniach kredytowych tego kraju z Międzynarodowym Funduszem Walutowym i Bankiem Światowym. "Obsługa zadłużenia w 1988 r. jest zadaniem ponad możliwości gospodarki węgierskiej" - pisał w grudniu 1987 r. KO ps. "Darg", uzupełniając tę informację szczegółowymi danymi. W ten sposób polskie służby zdobywały swoiste "know-how", mogące posłużyć im później do wypracowania modelu obsługi podobnego zadłużenia Polski. Dodajmy, nie tylko obsługi. Skoro jakaś grupa zdawała sobie sprawę z nieuchronności pewnych przemian społeczno-gospodarczych, mogła wykorzystać swoją uprzywilejowaną pozycję do zapewnienia sobie "miękkiego lądowania". Tak było w przypadku służb wojskowych.
Nie dziwi zatem, że dyrektorem generalnym FOZZ został Grzegorz Żemek, absolwent "kuźni" agentów bezpieki - Szkoły Głównej Planowania i Statystyki, były pracownik ambasady PRL w Belgii i wieloletni dyrektor Banku Handlowego oraz jego spółki zależnej w Luksemburgu - Banku Handlowego Internationale, od 1972 r. jeden z najbardziej zaufanych współpracowników Zarządu II Sztabu Generalnego o ps. "Dik". Po latach, podczas procesu w sprawie Funduszu, Żemek przyznał wprost: "FOZZ powstał m.in. po to, abym mógł kontynuować zadania zlecone mi przez wojskowe służby specjalne".

Co ciekawe i paradoksalne, Grzegorz Żemek był prawdopodobnie również jednym z przypadkowych, ale jednak, inicjatorów końca działalności FOZZ i ujawnienia nieprawidłowości w jego działalności. Wszystko wskazuje na to, że ujawnienie afery FOZZ stało się możliwe dzięki konfliktowi pomiędzy cywilnymi a wojskowymi służbami PRL. W przypadku FOZZ długo współdziałały one, przynajmniej pozornie, w przyjaznej kooperacji. O ile Żemek był agentem służb wojskowych, o tyle większość osób zaangażowanych w FOZZ w dokumentacji SB występuje jako związane ze służbami cywilnymi. Na przykład jako osobowe źródła informacji wymieniani są niemal wszyscy członkowie Rady Nadzorczej Funduszu: Grzegorz Wójtowicz (jednocześnie wiceprezes NBP) jako kontakt operacyjny (najwyższa forma agenta w wywiadzie cywilnym) Departamentu I MSW o ps. "Camelo" i "Camel"; Dariusz Rosati (ówczesny doradca premiera PRL) również jako KO Departamentu I o ps. "Buyer"; Wojciech Misiąg (wiceminister finansów) jako TW Departamentu II (kontrwywiad) o ps. "Jacek"; Jan Boniuk (dyrektor w Ministerstwie Finansów) jako kontakt służbowy Departamentu V (wywiad gospodarczy) o ps. "Bon" oraz jako KO Departamentu I ps. "Donek"; Zdzisław Sadowski (były wicepremier PRL) jako TW Departamentu III (zajmującego się walką z opozycją) o ps. "Robert"; Jan Wołoszyn (doradca prezesa Wójtowicza) jako KO Departamentu I ps. "Okal"; wreszcie przewodniczący Rady Nadzorczej FOZZ Jacek Sawicki i jednocześnie wiceminister finansów jako kontakt operacyjny "jedynki" o ps. "Jasa" i "Kmityn".

Jednak Grzegorz Żemek już w pierwszej połowie lat 80., podczas pobytu w Luksemburgu, częściowo się zdekonspirował i popadł w konflikt z innym pracownikiem Banku Handlowego w Beneluksie Stanisławem Zdzitowieckim. Zdzitowiecki był rejestrowany jako kontakt operacyjny Departamentu I MSW o kryptonimie "Ursus". Podczas pobytu w Luksemburgu miał wykryć nieprawidłowości Żemka przy udzielaniu kredytów, czy raczej tzw. akredytyw, firmom bez sprawdzania ich realnej zdolności kredytowej. Stało się to później obiektem dochodzenia resortu spraw wewnętrznych w sprawie operacyjnego sprawdzenia "Fluxy". Według dokumentów z tej sprawy Żemek już jako dyrektor FOZZ miał z pieniędzy Funduszu "łatać dziury" w budżecie luksemburskiej filii Banku Handlowego powstałe w okresie, gdy był jej dyrektorem. Ta pozornie odległa od działalności FOZZ sprawa miała swoje reperkusje m.in. w postaci podobnej sprawy z niejakim Josephem Tkaczickiem, niemieckim bankierem robiącym interesy z FOZZ, powiązanym z przedstawicielami wywiadu cywilnego. Skończyło się to zakończeniem współpracy Zarządu II SG z TW ps. "Dik" w czerwcu 1990 roku.

Oczywiście Żemek był tylko jednym z wielu. Odpowiednie przykłady znajdą się w przygotowywanej przeze mnie (wspólnie ze Sławomirem Cenckiewiczem) książce "Tajne pieniądze. Wywiad wojskowy PRL w labiryncie biznesowych gier", tu podajmy jeszcze jeden, łączący w sobie wszystkie ww. podmioty z pogranicza działalności państwa, gospodarki i służb specjalnych. Jako tajny współpracownik Zarządu II Sztabu Generalnego o pseudonimie "Witeź" zarejestrowany był Waldemar Głodek (ur. 1941 r.), pracownik m.in. centrali handlu zagranicznego Agromet-Motoimport, a w latach 1973-1978 pracownik Biura Radcy Handlowego PRL w Nowym Jorku. W dokumentach na temat Głodka znajdujemy m.in. informację o podpisaniu przez niego zobowiązania do współpracy z wywiadem wojskowym PRL, które przyjął kmdr ppor. Stanisław Terlecki. Z TW ps. "Witeź" spotykali się także m.in. płk Marian Moraczewski i jeden z późniejszych szefów Wojskowych Służb Informacyjnych kpt. marynarki Kazimierz Głowacki. Głodek, którego prowadził rezydent Zarządu II o pseudonimie "Sztygar", za współpracę był m.in. wynagradzany finansowo. TW ps. "Witeź" współpracował ze służbami wojskowymi także w latach 80., podczas pracy w PHZ "Unitra" oraz w Biurze Radcy Handlowego PRL w Kanadzie. Źródeł podobnych do TW "Witeź" było więcej, a wiele z nierozszyfrowanych pseudonimów do dziś stanowi kolejną tajemnicę tła, na którym wyrósł FOZZ.

Tajemnice pracowników NIK

O maczaniu palców w aferze FOZZ przez przedstawicieli służb wojskowych, nie tylko PRL-owskich, przekonany był także inspektor Najwyższej Izby Kontroli Michał Falzmann, który w październiku 1989 r., jeszcze jako komisarz Izby Skarbowej w Warszawie, badając dokumenty księgowe wspomnianej już spółki Universal, wykrył nielegalną działalność państwowego funduszu i powiadomił o niej najwyższe władze. W swoim dzienniku napisał później po prostu, że "FOZZ to KGB/GRU". Ponieważ Falzmann bezskutecznie pukał do drzwi gabinetów najważniejszych osób w państwie, swoje ustalenia przedstawiał na łamach niskonakładowej prasy. W jednym z kilku artykułów pisał: "Decydent moskiewski każe łączyć pieniądze z Polski ze swoimi i płacić na odpowiednie konta. Każe dokonywać operacji polegających na ukryciu transakcji Funduszu poprzez innych kontrahentów. I tak prezes Funduszu, pan Żemek, podpisuje umowę z panem Przywieczerskim, dyrektorem przedsiębiorstwa Universal, o tym, że nie będą dokonywali wymaganej prawem dokumentacji umów na piśmie. Następnie Fundusz udziela pożyczek, udziela gwarancji, udziela poręczeń, a Universal zaciąga długi, płaci zobowiązania i ekspediuje pieniądze (...) na prywatne konta poza granicą Polski. Proceder ten jest ukryty za parawanem tajemnicy państwowej, a faktycznie jest co najmniej pomaganiem złodziejowi w kradzieży państwowego mienia. (...) Galimatias pogłębia działanie ówczesnego monopolisty, jakim był Bank Handlowy SA: gubienie części (...) dokumentów, zwroty, pomyłki, korekty przelewów". W oficjalnych notatkach służbowych, już jako inspektor NIK, dodawał: "Osoby odpowiedzialne z Banku Handlowego, NBP, Ministerstwa Finansów stale przemieszczają się pomiędzy tymi instytucjami", "Co najmniej od dwóch dziesięcioleci polskimi finansami zarządza ta sama grupa ludzi. Panowie ci (...) zmieniają tylko biurka i gabinety".

Falzmann zmarł nagle na zawał 18 lipca 1991 roku. Nigdy wcześniej nie miał problemów z sercem. Jego sylwetkę i okoliczności śmierci opisał szczegółowo reżyser i dokumentalista Jerzy Zalewski w jednym z lipcowych numerów "Naszego Dziennika" (wcześniej przedstawił historię Falzmanna w filmie dokumentalnym pt. "Oszołom"). W tym miejscu przypominam krótko Michała Falzmanna, ponieważ jego śmierć, nigdy niewyjaśniona, wygląda jeszcze bardziej tajemniczo w zestawieniu z podobną tragedią, która stała się udziałem innej związanej z ujawnieniem afery FOZZ.

Oto całkiem niedawno, 7 października, minęła dwudziesta rocznica śmierci prof. Waleriana Pańki, prezesa NIK, który zginął tragicznie w wypadku samochodowym pod Piotrkowem Trybunalskim na dwa dni przed terminem wystąpienia w Sejmie z informacją na temat działalności FOZZ... W ciągu kilku lat od wypadku zmarł zarówno kierowca urzędowego samochodu, którym jechał Pańko, jak i dwaj policjanci, którzy jako pierwsi pojawili się na miejscu wypadku. Wydarzenia te mogły oczywiście być dziełem przypadku, zbiegiem nieprzyjemnych okoliczności. Pole do ewentualnych hipotez i sugestii daje jednak proste porównanie efektów, jakie przyniosła w sprawie FOZZ kilkumiesięczna praca jednego inspektora NIK, a jakie kilkuletnia praca całego aparatu państwowego - Falzmann, Pańko oraz Anatol Lawina, dyrektor Zespołu Analiz Systemowych NIK, 14 czerwca 1991 r. spotkali się z ówczesnym premierem Janem Krzysztofem Bieleckim oraz wicepremierem Leszkiem Balcerowiczem. Pracownicy NIK mieli wg relacji przedstawić szefom rządu sytuację związaną zarówno z działalnością FOZZ, jak i całym systemem spłaty polskiego zadłużenia zagranicznego. Władze już nie PRL, ale III RP, miały więc informację, na podstawie której mogły szybko i skutecznie działać w sprawie FOZZ. Dlaczego tak się nie stało? To jest dopiero tajemnica...

Adam Chmielecki

Autor jest politologiem i niezależnym publicystą, byłym pracownikiem IPN oraz Komisji ds. Likwidacji WSI. Ostatnio wydał książkę pt. "Wokół Solidarności". Wspólnie ze Sławomirem Cenckiewiczem jest współautorem książki "Tajne pieniądze. Wywiad wojskowy PRL w labiryncie biznesowych gier", która ukaże się na rynku nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka."

http://naszdziennik.pl/index.php?dat=20111015&;typ=my&id=my07.txt






Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2011-10-17 / 15:17
"Adam Michnik od zawsze chciał odgrywać główną rolę w życiu publicznym. Widać to zarówno w zachowanych w IPN dokumentach bezpieki, jak i w linii politycznej przyjętej przez dziennik, któremu szefuje nieprzerwanie od 22 lat.

Gdy patrzymy na historię powstania "Gazety Wyborczej", nie dziwą związki Michnika z ludźmi władzy, zakulisowe rozmowy, zaciekłe zwalczanie opozycji – i to nie tylko w III RP. Warto przypomnieć, że miało to miejsce już w PRL. W październiku 1981 r. inspektor W. Kaszkur z SB zanotował:

"Michnik w rozmowie przeprowadzonej w dniu 12 X br. z Konradem Bielińskim, Grażyną i Grzegorzem Labudą wystąpił z propozycją zrobienia filmu, który będzie odbiciem życia A. Macierewicza. Figurant podjął się napisania szkiców scenariusza do filmu w formie listu i razem z Kuroniem rozpracują go na sceny do filmu. Zdaniem figuranta w tym "trzeba Macierewicza ugotować". (...) Natomiast E. Smolar zasygnalizował odczuwalną niechęć osób związanych z emigracją na Zachodzie do osoby A. Michnika, którego do tej pory nie mogli atakować, ponieważ należał on do KOR-u. Według Smolara, bohaterem narodowym na emigracji może zostać Antoni Macierewicz".

Gazeta na wybory

Luty 1989 r. Krzysztof Majchrowski, dyrektor Departamentu III MSW (kierował on w ramach Służby Bezpieczeństwa walką z opozycją), pisze ściśle tajną notatkę do Wojciecha Jaruzelskiego na temat Okrągłego Stołu. Według Majchrowskiego, głównymi architektami polityki podczas obrad są Bronisław Geremek i Adam Michnik.

Kwiecień 1989 r. Zapada decyzja o wydaniu gazety przed wyborami do Sejmu. Dziennik ma się nazywać "Gazeta Codzienna", ale ostatecznie przyjmuje nazwę "Gazeta Wyborcza". Lech Wałęsa na redaktora naczelnego wyznacza Michnika.

Maj 1989 r. Na mocy okrągłostołowych porozumień "Gazeta" dostaje niskooprocentowane, potężne kredyty i przydział papieru. Francuski lewicowy dziennik "Libération" przedrukowuje cały numer "GW" z 10 maja, przeznaczając dla "Gazety" część dochodu ze sprzedaży tego dnia – 200 tys. nakładu, cena ok. 3 franków francuskich.

Pierwsze numery "Gazety" wzbudzają ogromną radość. Mimo wciąż panującej cenzury jest ona symbolem wolności, głosem solidarnościowej opozycji. Młodzi ludzie za darmo zajmują się jej kolportażem, przekonani, że to jest jedyny dziennik niezwiązany ze znienawidzonym systemem. Szybko okazuje się, że to przekonanie jest zwykłą ułudą, a gazeta pozostała jego częścią.

"Chorzy z nienawiści"

To jedno z ulubionych określeń publicystów "GW" w stosunku do przeciwników politycznych. Gdy w Sejmie Kontraktowym posłowie opozycji domagali się pozbawienia esbeków przywilejów emerytalnych, Michnik, wówczas poseł, nazwał te postulaty "zoologicznym antykomunizmem".

13 grudnia 1991 r. na łamach "GW" pisze wprost: "Zwracam się do Posłów, by uznając w imię prawdy stan wojenny za nielegalny, uchwalili ustawę abolicyjną dla jego architektów, którzy byli zarazem architektami Okrągłego Stołu". Dziesięć lat później Michnik nazwie Kiszczaka i Jaruzelskiego "ludźmi honoru".

Z okazji 10. rocznicy stanu wojennego Michnik bierze udział w wielogodzinnej audycji w Polskim Radiu razem z Jerzym Urbanem, w czasie której broni go przed zarzutami. Program TV "Reflex" Jacka Kurskiego i Piotra Semki pokazał, jak dzień wcześniej Michnik wsiadał do samochodu razem z Moniką Olejnik i właśnie z Urbanem. Mieli jechać na imieniny Aleksandra Kwaśniewskiego.

W 1992 r., po wprowadzeniu uchwały lustracyjnej, "GW" zamieszcza na okładce wiersz Wisławy Szymborskiej "Nienawiść", a lustrację nazywa "aferą teczkową". Wykonujący uchwałę Antoni Macierewicz, minister spraw wewnętrznych w rządzie Jana Olszewskiego, zostaje okrzyknięty przez środowisko Michnika "człowiekiem chorym z nienawiści". Michnik, który dwa lata wcześniej jako jeden z nielicznych miał dostęp do archiwów bezpieki i mógł przejrzeć teczki czołowych opozycjonistów, zdecydowanie opowiada się przeciwko lustracji.

Po obaleniu rządu Olszewskiego Michnik pisze w "GW", że państwo było w niebezpieczeństwie i dobrze, że prezydent zadziałał szybko. Lustracja zostaje pogrzebana aż na 6 lat – do powołania sędziego Bogusława Nizieńskiego na stanowisko Rzecznika Interesu Publicznego.

Im nie jest wszystko jedno

Przez całe lata szefowania "Gazecie" Adam Michnik był blisko władzy związanej z postkomunistami. Tak było w czasie, gdy sam był posłem, tak było za rządów, które tworzyła Unia Wolności, SLD, a teraz PO. Zbratanie się z SLD zaowocowało aferą Rywina, potężnym skandalem korupcyjnym. Po tym wydarzeniu "GW" straciła pozycję monopolisty, tym bardziej że na rynku pojawiły się nowe gazety. Prawdziwym trzęsieniem ziemi był też wywiad z Michałem Cichym, byłym dziennikarzem "GW", który w 2009 r. ukazał się w "Dzienniku". Czołowych dziennikarzy "Gazety" nazywał "cynglami", nie oszczędził też swoich szefów. Powiedział, że Michnik stworzył wokół siebie "środowisko wiernych i wpatrzonych w niego wyznawców".

Atmosferę i stosunki panujące w "GW" dobrze oddaje krążąca po Warszawie anegdota:

Kierownictwo "Gazety" zwróciło się do renomowanej zachodniej kancelarii prawnej o przeprowadzenie audytu firmy. Przesłała odpowiednie dokumenty, w tym całą historię "GW". Odpowiedź kancelarii była krótka: Przepraszamy, ale sekt nie obsługujemy."


http://www.gazetapolska.pl/9881-nadzorca-spoleczenstwa

Molibden
(1902/3/2234)
Z Polski!
Avatar: Molibden
WYŚLIJ PW
2011-10-18 / 23:20
Czekam z niecierpliwością na dalszy ciąg.

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2011-10-19 / 09:51
>> Molibden, 2011-10-18 23:20:17
>Czekam z niecierpliwością na dalszy ciąg.



A proszę bardzo :)


"Ludzie "Gazety Wyborczej"
Ludzie "Gazety Wyborczej" - niezalezna.pl(foto. Mariusz Troliński)
Kierownictwo "Gazety Wyborczej" od początku jej istnienia miało jeden cel: wychować i ukształtować nowe pokolenie. Dlatego, tworząc redakcję, sięgnięto głównie po psychologów i socjologów. Nie było między nimi żadnych sporów ideologicznych z prostego powodu – większość szefów "GW" wywodzi się z jednego środowiska: członków Komunistycznej Partii Polski i komunistycznego aparatu władzy.

"GW", powołana do istnienia przy Okrągłym Stole, z założenia miała być gazetą polityczną. Do dziś pracują w niej byli posłowie Adam Michnik, Witold Gadomski, Mirosław Czech i Waldemar Kuczyński. Ideologiczną linię pisma nakreślił na samym początku Michnik. Napisał, że największym zagrożeniem dla Polski są trzy fundamentalizmy: religijny, moralny i narodowy.

"Rozszyfrowując »fundamentalizmy« Michnika, okazuje się, że są to odwieczne ideały Polaków: Bóg, Honor, Ojczyzna" - napisał niedawno w "Codziennej" Jan Pospieszalski, przypominając swoisty manifest naczelnego "GW".

Społeczni inżynierowie

Adam Michnik i jego zastępczyni Helena Łuczywo w chwili powstawania "GW" mieli niewiele ponad 40 lat. Wychowani w PRL-u, wywodzili się z rodzin z komunistycznymi korzeniami.

Helena Michnik, matka naczelnego "GW", zakładała komunistyczne organizacje młodzieżowe, a ojciec, Ozjasz Szechter, w II RP był skazany i siedział w więzieniu za działalność przeciwko państwu polskiemu. Działacze KPP często zwracali się przeciwko Polsce, wykonując polecenia z Moskwy. Chcieli m.in. oderwania Śląska i przyłączenia go do Niemiec (co ciekawe, teraz "GW" aktywnie wspiera separatystyczny Ruch Autonomii Śląska). Po wojnie Helena Michnik wykładała historię, a Ozjasz Szechter został dziennikarzem.

Ojciec Heleny Łuczywo Ferdynand Chaber, jako "Bolek" działał w KPP i także został skazany za działalność przeciwko Polsce. Okres II wojny światowej spędził w ZSRS, a w 1945 r. zaczął pracę w cenzurze. Potem, aż do emerytury, pracował w KC PZPR – był m.in. zastępcą kierownika Wydziału Propagandy.

"Nie można się dziwić, że ona ze swoim zapleczem kulturowym i genetycznym nie była specjalnie wrażliwa na to, że mordowano księży po roku 1981, czy że gen. Fieldorf był ofiarą mordu sądowego, w którym brała udział sędzia Wolińska. Misją Łuczywo było ratowanie sędzi Wolińskiej i wszystkich, obojętnie jak zapisanych w historii, Polaków żydowskiego pochodzenia przed jakimkolwiek nieszczęściem" - tak mówił o niej dziennikarz Michał Cichy po odejściu z "GW" w demaskatorskim wywiadzie dla "Dziennika" w 2009 r.

Konstanty Gebert, ps. "Dawid Warszawski", od 1989 r. należał do najbliższych współpracowników Michnika. Sławomir Cenckiewicz ujawnił, że ojciec Geberta był agentem wywiadu ZSRS. Z kolei matka Krystyna Poznańska wieloletnia dziennikarka PAP, przed wojną działała w młodzieżówce KPP, a w czasie wojny była w wojsku instruktorką propagandy. W 1944 r. została najpierw współpracowniczką, a później funkcjonariuszką Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego – współorganizowała UB w Rzeszowie.

Krystyna Naszkowska to kolejna osoba z zespołu "GW", powiązana rodzinnie z aparatem komunistycznej władzy. Córka gen. Mariana Naszkowskiego, przedwojennego działacza KPP, a po wojnie m.in. szefa Polskiej Misji Wojskowej w Paryżu, ambasadora w ZSRS, wiceministra obrony i szefa Głównego Zarządu Politycznego Ludowego Wojska Polskiego.

Komunistyczne korzenie ma także, znana z reportaży o Jedwabnem Anna Bikont, od której Bronisław Komorowski wynajmował mieszkanie na potrzeby kampanii prezydenckiej. Jej matka, Wilhelmina Skulska, była wieloletnią dziennikarką organu PZPR-u "Trybuny Ludu".

W ścisłym kierownictwie "GW" znalazł się także Ernest Skalski ps. "Alski" i "Bem", który według dokumentów IPN-u, był zarejestrowany jako tajny współpracownik SB.

Szefem portalu internetowego "Gazety" jest Edward Krzemień, syn Ignacego Krzemienia, który jako obywatel sowiecki w latach 30. walczył w Hiszpanii w XIII Brygadzie. Była to jednostka zorganizowana przez Komintern i sowieckie służby bezpieczeństwa – NKWD. Po wojnie pracował w komunistycznym aparacie represji, a później w MSZ-cie.

Najważniejsze funkcje redaktorskie w "GW" powierzono ludziom z wykształceniem psychologicznym (Piotr Pacewicz, Anna Bikont, Dawid Warszawski) i socjologicznym (Rafał Zakrzewski, Agnieszka Kublik). Sądząc po wyniku wyborczym partii Palikota, cel założony 22 lata temu - wychowanie nowego pokolenia "GW" – udał się połowicznie.

Redaktorzy-politycy

Dziennikarzami "GW" są dziś osoby, które zasiadały wcześniej w ławach sejmowych. Adam Michnik był posłem Unii Demokratycznej. Złożył jedną interpelację, która dotyczyła zaopatrzenia w wodę mieszkańców Radzionkowa. Jako poseł w sejmowych wystąpieniach bronił partyjny establishment przed odebraniem przywilejów.

Mirosław Czech, obecny komentator "GW", także był posłem UD, a później Unii Wolności. W 2001 r. wyborcy nie chcieli na niego zagłosować i został publicystą gazety Michnika.

Mało kto pamięta, że czołowy komentator ekonomiczny "GW", Witold Gadomski, obok Donalda Tuska był jednym z założycieli Kongresu Liberalno-Demokratycznego i zasiadał w Sejmie. Był jednak mało aktywnym posłem – nie złożył ani jednej interpelacji czy zapytania.

Inny komentator "GW", Waldemar Kuczyński, w rządzie Tadeusza Mazowieckiego pełnił funkcję ministra przekształceń własnościowych. Głośna była sprawa przyznania mu luksusowego, ponad 100-metrowego lokalu, który później pozyskał na zasadach wykupu mieszkań komunalnych.

Zastraszyć przeciwników

Interesów "Gazety" i Agory - koncernu, który wydaje "GW" – broni Piotr Rogowski, wcześniej orzekający w warszawskim sądzie. Jeszcze jako sędzia żalił się na łamach "GW" na fatalne warunki pracy.

W pierwszej połowie lat 90., po jego przejściu do "Agory", do sądów zaczęły płynąć pozwy koncernu i "GW". Jedną z pierwszych spraw było pozwanie w 1994 r. dwóch łódzkich gazet w związku z publikacjami "GW" na temat Nicolo Grauso, który ubiegał się o koncesję telewizyjną (ostatecznie dostał ją Zygmunt Solorz). Od tego momentu Michnik zwalcza przeciwników, masowo pozywając ich lub strasząc pozwami.

Rogowski jest autorem słynnego oświadczenia z 2005 r., w którym grozi procesami każdemu, kto opublikuje stenogramy podsłuchów, które SB zainstalowała w warszawskim mieszkaniu Michnika.

Jak wynika z "Raportu o zagrożeniu wolności słowa w Polsce w latach 2010–2011" Stowarzyszenia Polska Jest Najważniejsza, w ciągu jednego roku do sądów wpłynęło ponad 20 pozwów Agory, "GW" lub Adama Michnika.

Cały tekst ukazał się w dzisiejszym wydaniu "Gazety Polskiej Codziennie"

http://niezalezna.pl/17785-ludzie-%E2%80%9Egazety-wyborczej%E2%80%9D

Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2011-10-19 / 11:31
Wokół planu Balcerowicza...

"(…) Wielki Ekonomista urodził się w małej miejscowości Lipno. O latach młodzieńczych nie wiemy zbyt wiele oprócz tego, że w tym okresie uprawiał biegi długodystansowe. Wreszcie rozpoczął studia w Szkole Głównej Planowania i Statystyki. W tym miejscu warto się zatrzymać i zastanowić chwilę na wyborem uczelni, którego dokonał Leszek B. Dzisiaj SGH (dawna SGPiS) to jedna z najbardziej renomowanych szkół w Polsce. Nie ma tu miejsca by zastanawiać się nad tym skąd się ta renoma wzięła ale warto zwrócić uwagę, że w latach sześćdziesiątych, gdy nasz bohater rozpoczynał studia uczelnia ta nie cieszyła się wielką renomą. Nie cieszyła się nią ponieważ była kuźnią PRL-owskich kadr. W środowisku naukowym SGPiS była traktowana z przymrużeniem oka chociażby dlatego, że sama nazwa uczelni mówiła jaki ustrój będą budować jej absolwenci. Szkoła Główna Planowania i Statystyki była szkołą główną centralnego planowania czyli ręcznego sterowania gospodarką. Dla tych czytelników, których nie było w tych czasach na świecie wyjaśniam, że to właśnie dzięki centralnemu planowaniu wielu mieszkańców naszego kraju musiało używać w toalecie Trybuny Ludu zamiast papieru toaletowego – takie to było planowanie i taka statystyka. Tak więc już na etapie wyboru uczelni Leszek Balcerowicz dokonuje jasnego wyboru ideologicznego. Będzie należał do elity centralnie planującej budowę socjalizmu.

Bohater naszej opowieści podejmuje studia na kierunku Handel Zagraniczny, który był obiektem westchnień wszystkich młodych karierowiczów PRL. Po ukończeniu tego kierunku (i obowiązkowym zapisaniu się do PZPR) można było liczyć na pracę w którejś z central handlu zagranicznego a w ówczesnych czasach taka robota to było prawdziwe Eldorado.

Jeszcze przed ukończeniem studiów tj. w 1969 roku młody Leszek B. zgłasza akces do PZPR i po rocznym stażu zostaje przyjęty w poczet członków tej "prestiżowej" organizacji (nr legitymacji 6165). Tu znowu warto pokusić się o głębszą refleksję. Wedle moich obliczeń (nie mam pewności czy są one trafne ponieważ nie kończyłem SGPiS) rok 1969 nastąpił po roku 1968. W marcu 1968 roku Polska Zjednoczona Partia Robotnicza "oczyściła" swoje szeregi z osób pochodzenia żydowskiego. Wiele z nich zostało zmuszonych do emigracji, wielu straciło pracę. Jest to jedna z bardziej haniebnych kart historii PRL (nawet jeśli prawdziwe są sugestie, że sprawa była organizowana i inspirowana przez Moskwę).

To wszystko działo się w roku 1968 a już rok później nasz Niezłomny zapisuje się do PZPR. W moim odczuciu w 1969 roku do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej mógł się zapisać tylko świnia i karierowicz bez kręgosłupa moralnego albo idiota nie mający pojęcia co się wokół niego dzieje. Ten drugi wariant w przypadku Leszka B. raczej odpada ponieważ nie można mu odmówić inteligencji a o zamieszkach na Uniwersytecie Warszawskim mówiło wtedy całe miasto więc brak informacji również nie wchodzi w grę. Wygląda więc na to, że Leszek Balcerowicz zachował się wtedy jak typowy żałosny karierowicz. Warto zapamiętać ten fakt ponieważ pomoże on nam w interpretacji dalszych jego zachowań. Przy okazji warto też zwrócić uwagę na zabawną cechę "salonowego" sposobu wartościowania zachowań ludzi, wedle którego opisane powyżej fakty wcale nie kompromitują Leszka Balcerowicza. Co innego gdyby się zapisał do PIS. Wtedy z miejsca można by go nazwać faszystą.

Balcerowicz rozpoczyna karierę "naukową" na SGPiS ("naukową" w cudzysłowie ponieważ podobno treść jego twórczości z tego okresu nie nadaje się do przytaczania). W roku 1978 jego kariera wchodzi w nowy okres. Zaproponowano mu wyższe stanowisko w nowym miejscu pracy. Ofertę przyjmuje i podejmuje pracę w Instytucie Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu przy KC PZPR. Nic nie wiadomo na temat tego, czy Leszek rozwiązał jakiś problem marksizmu ale po raz kolejny widzimy, że bohater naszej opowieści dla awansu jest gotów zgodzić się na każdy "kompromis".

Nadchodzi rok 1989 i "okrągły stół". Komuniści oddają władzę polityczną swoim partnerom z opozycji (oczywiście z tej opozycji, z którą komuniści chcieli rozmawiać, zainteresowanych odsyłam do książki T. Bochwic) a sobie pozostawiają władzę ekonomiczną (jakoś mało się dzisiaj pisze o spółkach nomenklaturowych…). Potrzebny jest ktoś, kto swoim nazwiskiem będzie firmował trudne reformy gospodarcze ale zarazem będzie wiedział komu należy być posłusznym. To doskonała rola dla Leszka Balcerowicza. Nasz bohater przygotowuje dzieło swojego życia czyli tzw. "plan Balcerowicza". W rzeczywistości autorem planu jest Jeffrey Sachs z Harvardu, Leszek Balcerowicz daje tylko polskie nazwisko, niezbędne żeby tubylcy nie zaczęli zadawać niestosownych pytań (o suwerenność, samostanowienie, interesy ekonomiczne społeczeństwa itp. zupełnie nieistotne kwestie) (…)

http://myslozbrodnia.blogspot.com/2006/08/krgosup-leszka-balcerowicza.html


"20 lat temu w prestiżowym Financial Times ukazał się pod datą 22 czerwca 1989 roku króciutki artykuł Edwarda Mortimera, Johna Lloyda, Petera Riddella i Lionera Barbera, przedrukowany niewiele później w polskim Forum pod datą 2.07.1989. Tekst informował o zaaprobowaniu w zasadzie przez ekspertów komunistycznego rządu Mieczysława Rakowskiego i "Solidarności" planu opracowanego przez światowego finansistę nowojorskiego Georga Sorosa. Plan ten, nazwany później "terapią szokową", zakładał rozwiązanie ekonomicznych i finansowych problemów Polski za pomocą drastycznych oszczędności połączonych z wprowadzeniem wymienialności pieniądza i szybką odbudową kapitalizmu.

Oprócz drastycznych wyrzeczeń socjalnych oczekiwanych od polskiego społeczeństwa, jego kluczowym założeniem był faktyczny rozbiór gospodarczy polskiego przemysłu państwowego w formule prywatyzacyjnej, dzięki temu iż, rząd polski (…) przekazałby wszystkie przedsiębiorstwa państwowej agencji likwidacyjnej, która przeprowadziłaby ich reorganizację w spółki akcyjne.

Z 25-30 proc. kapitału stworzono by fundusze powiernicze zajmujące się obsługą zadłużenia kraju - ich szefów - mających prawo odsprzedaży tych akcji - mianowaliby wierzyciele.
Zaaprobowanie tego planu przez przedstawicieli ówczesnego rządu komunistycznego i postolidarnościowej grupy politycznej tzw. doradców na czele z nieżyjącym już prof. Bronisławem Geremkiem, było samo w sobie czymś zdumiewającym. Oznaczało to, że polski rząd poza granicami kraju i w tajemnicy przed własnymi obywatelami zawiera międzynarodowe uzgodnienia dotyczące nie tylko najważniejszych spraw gospodarczych i socjalnych, ale zasad zbycia całego majątku przemysłu narodowego, co po prostu nazywa się zdradą narodową.

W Polsce o tym planie zapadło zgodne i głuche milczenie (z dwoma jednostkowymi wyjątkami - nieżyjącego już prof. Józefa Balcerka i niżej podpisanego) trwające po dziś dzień. Ale w 1991 roku autor tego planu G. Soros opublikował książkę, w której dość szczegółowo omówił swoją rolę w polskiej transformacji, poczynając od założenia w Polsce swej Fundacji Batorego w 1988 i spotkania z gen. Wojciechem Jaruzelskim oraz przedstawienia idei terapii szokowej nieżyjącemu już komunistycznemu premierowi M. Rakowskiemu (G. Soros, Underwriting Democracy, The Free Press, New York 1991).

Przygotowałem szeroki program ekonomiczny obejmujący trzy elementy: stabilizację monetarną, zmiany strukturalne oraz reorganizacje długu - pisze G. Soros - Zaproponowałem swego rodzaju makroekonomiczną wymianę długu na akcje polskich przedsiębiorstw. (…) Połączyłem swoje wysiłki z prof. Sachsem z Uniwersytetu Harvarda, którego działalność sponsorowałem przez Fundację Stefana Batorego. Współpracowałem również blisko z prof. Stanisławem Gomułką, doradcą Leszka Balcerowicza.

Plan Sorosa zmodyfikowała zmiana sytuacji po spektakularnej porażce partii komunistycznej i jej politycznych satelitów w częściowo demokratycznych wyborach 4 czerwca 1989 roku. Po odwróceniu zaś sojuszy w parlamencie przez dotychczas satelickie wobec komunistów stronnictwa polityczne, doprowadziło to do destrukcji sceny parlamentarnej i politycznej oraz umożliwiło powołanie rządu Tadeusza Mazowieckiego.
Sam program G. Sorosa został zmieniony przez współpracującego z nim J. Sachsa już w nowych warunkach politycznych w czerwcu 1989 roku i zaakceptowany przez postsolidarnościową elitę polityczną. Plan w wersji J. Sachsa w ostatecznej formie zasad Consensusu Waszyngtońskiego, zakładających priorytet walki z inflacją, deregulacji gospodarki i prywatyzacji własności publicznej, został zaakceptowany na jesieni 1989 roku przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy.

Jego realizację już pod szyldem postsolidarnościowych nowych elit politycznych zaakceptowano z końcem 1989 roku. "27 grudnia 1989 r. Sejm przyjął (…) - pisze Janusz Skodlarski - pakiet 11 ustaw, które stanowiły podstawę transformacji ustrojowej w gospodarce polskiej. Program uzyskał miano Planu Balcerowicza. (J. Skodlarski, Zarys historii gospodarczej Polski, PWN, Warszawa - Łódź 2000)
W opublikowanym w 2006 roku polskim tłumaczeniu książki J. Sachsa Koniec walki z nędzą (J. Sachs, Koniec walki z nędzą. Zadania dla naszego pokolenia, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2006), przedstawia on szczegółowo okoliczności powstania ostatecznej wersji planu, potwierdzając informacje G. Sorosa. Otóż to również przedstawiciel komunistycznego rządu M. Rakowskiego w Waszyngtonie Krzysztof Krowacki zwrócił się do niego w imieniu tego rządu o opracowanie projektu reform, wzorowanych na reformie "szokowej" w Boliwii - Nauki płynące ze stabilizacji i umorzenia zadłużenia w Ameryce Łacińskiej - pisze J. Sachs - naprawdę okazały się przydatne dla Polski, na co miał nadzieję Krzysztof Krowacki, kiedy po raz pierwszy przyszedł do mnie na Uniwersytet Harvarda w styczniu 1989 roku.

Ostatecznie przy patronacie G. Sorosa i za pieniądze jego fundacji J. Sachs rozpoczął opracowywanie ostatecznej wersji planu. W maju 1989 roku ponownie pojechałem z Sorosem do Polski. Spotkaliśmy się z przedstawicielami rządu i ponownie z ekonomistami z "Solidarności". W czerwcu już po częściowo wolnych wyborach wraz z przedstawicielem Międzynarodowego Funduszu Walutowego Davidem Liptonem w redakcji informacyjnej "Gazety Wyborczej" powstał ostatecznie tzw. Plan Balcerowicza - Pracowaliśmy całą noc do świtu, a w końcu wydrukowaliśmy piętnastostronicowy tekst, w którym przedstawiliśmy zasadnicze koncepcję i planowany chronologiczny porządek reform. (…) Lipton i ja ponownie przyjechaliśmy do Polski na początku sierpnia i przedstawiliśmy plan reformy członkom polskiego parlamentu z ramienia "Solidarności". Kilka artykułów opublikowała też "Gazeta Wyborcza", popierając "plan Sachsa" jako sposób wyjścia z polskiego kryzysu zadłużeniowego.

Oprócz kluczowej akceptacji przez triumwirat "Solidarności" , jak J. Sachs nazywa Adama Michnika, Jacka Kuronia i Bronisława Geremka, a następnie akceptacją Lecha Wałęsy - będących żałosna kompromitacją merytoryczną i polityczną elity nowej "Solidarności" - decydująca okazała się rozmowa w sierpniu 1989 roku z desygnowanym do roli nowego premiera T. Mazowieckim, który Musiał znaleźć kogoś, kto naprawdę byłby w stanie podjąć się tak ogromnego wysiłku. Wspomniał o Leszku Balcerowiczu, którego nie znałem. W końcu to właśnie Balcerowicz pokierował wykonaniem trudnych zadań gospodarczych.

Efektem tej "szokowej terapii", której zasadnicze założenia opracował G. Soros a rozwinął J. Sachs przy wsparciu D. Liptona, acz oznakowanej nazwiskiem L. Balcerowicza, była skrajnie neoliberalna transformacja gospodarki i społeczeństwa lat 90. z wszystkimi tego katastrofalnymi skutkami w postaci od spadku produkcji przemysłowej o 30% poczynając, a ma głębokiej pauperyzacji i tak już zbiedniałego społeczeństwa kończąc. Realizacja planu zasadniczo uprzywilejowywała kapitały i gospodarki państw wysoko rozwiniętych kosztem rodzimej gospodarki i polskiego społeczeństwa.

W latach 90. doprowadził on do załamania popytu wewnętrznego, zalania rynku krajowego importowaną produkcją, upadku zadłużanych polityką finansową przedsiębiorstw państwowych i wyprzedaży najlepszych z nich w ręce głównie kapitałów państw zachodnich, silnej pauperyzacji większości społeczeństwa i skokowego wzrostu bezrobocia. Przesądzającym wszakże na pokolenia skutkiem planu było stworzenie możliwości przeprowadzenia prywatyzacji majątku państwowego w formule latynoamerykańskiej w postaci wyprzedaży, aż do skali rozbioru gospodarczego, enklaw nowoczesności i rentowności zagranicznym korporacjom za 4,5 -5% ich wartości odtworzeniowej, jak to oszacował Kazimierz. Poznański (K. Z. Poznański, Wielki przekręt. Klęska polskich reform, Warszawa 2004). Stworzyło to możliwość bezpośredniego drenażu ekonomicznego Polski przez zewnętrzne centra kapitałowe. Zasadniczo opóźnia to rozwój ekonomiczny i będzie w przyszłości kluczową barierą rozwoju innowacyjnej struktury gospodarki kraju.

Plan "szokowej" transformacji o wręcz jawnie kompradorskich i antyspołecznych oraz antynarodowych intencjach, przygotowany na zlecenie i za zgodą władz komunistycznej Polski przez amerykańskich postneoliberałów, został wdrożony pod szyldem niepodległościowego ruchu pracowniczego "Solidarności", który miał swe kluczowe znaczenie w demontowaniu imperium komunistycznego w latach 80. I jak to jest możliwe, że w kraju o dziesiątkach tysięcy naukowców z ekonomii, historii, socjologii i nauk politycznych oraz dziennikarzy prasowych, radiowych i telewizyjnych, dzieci i młodzież polska uczą się o nieistniejącym "planie Balcerowicza", a większość społeczeństwa jest przekonana, że "nie było alternatywy", a profesor Leszek Balcerowicz wielkim ekonomistą jest? Ale to już osobny problem naukowy i nie tylko naukowy.

http://koszalin7.pl/index.php?option=com_content&;view=article&id=183:plan-sorosa-i-sachsa&catid=74:transformacja&Itemid=163


Fragmenty artykułu sprzed wielu lat "kontrowersyjnego" Henryka Pająka.

„Soros jest tak pewny bezkarności, końcowego sukcesu w kasacji Polski, że najzupełniej szczerze wypowiedział się o swych metodach i kierunkach uderzeń w książce: Sponsorowanie demokracji (Underwriting Democracy). Zaczynał tak: Przygotowałem obszerny szkic spójnego programu gospodarczego. Miał on trzy składniki: stabilizację monetarną, zmiany strukturalne i reorganizację długu (...). Zaproponowałem swego rodzaju wymianę długu na majątek (...). Pokazałem ten plan Geremkowi i prof. Trzeciakowskiemu, który przewodniczył rozmowom Okrągłego Stołu na temat gospodarki, poprzedzającym przekazanie władzy - obydwaj odnieśli się do planu z entuzjazmem. Połączyłem swe wysiłki z Jeffrey Sachsem z uniwersytetu Harvarda, który proponował podobny program. Doprowadził on do zagorzałej debaty i stał się kontrowersyjną postacią, ale zdołał skoncentrować rozmowy na odpowiednich tematach. Pracowałem również ściśle z prof. Stanisławem Gomulką, który został doradcą nowego ministra finansów, Leszka Balcerowicza i w efekcie osiągnął szersze wpływy niż Sachs.(...)

(...) Przejdźmy do roli Balcerowicza, przydzielonej mu przez Sorosa: Balcerowicz zaangażował się w realizację radykalnego programu, ale przytłaczał go ogrom zadania. Przedstawił program stabilizacji Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu na spotkaniu w Waszyngtonie. MFW zaaprobował program i jego realizacja rozpoczęła się w styczniu 1990 r.
"Inflacja została zredukowana, produkcja spadla o 30 proc. Ale zatrudnienie tylko o 3 proc.
Należy teraz zastosować dyscyplinę rynku w stosunku do przedsiębiorstw państwowych. Bankructwa jak dotąd są niespotykane.
Jeśli przynoszące straty przedsiębiorstwa przeznaczono by do likwidacji, zarówno silą robocza jak i inne zasoby stałyby się powszechnie dostępne. Zachodnie firmy mogłyby wtedy przyjechać tu i wykorzystać tanią silę roboczą oraz inne zasoby w celu zasilenia rynku zachodniego.”

W marcu 1992 roku Balcerowicz poleciał do Waszyngtonu, aby złożyć tam kolejne sprawozdanie ze swej niszczycielskiej misji oraz otrzymać nowe instrukcje. Dopadł go tam autor książki Mathis Bortner:
Cytowałem mu oficjalne statystyki, w większości wzięte z Głównego Urzędu Statystycznego. Chciałem poprawić jego idylliczny obraz jako ministra zbawiciela Polski. Odmówił dyskusji i zadowolił się tym, że nie zgodził się z moimi danymi. Niestety, po mnie wszyscy dyskutanci wrócili do tego samego tematu, ilustrując w mych wypowiedziach przykłady indywidualne. Wybierając ucieczkę zamiast dialogu przypomniał nagle, że ma wnet samolot (...).

Czyżby to nie on przypadkiem zapewniał, że według jego planu będzie nie więcej niż 400.000 bezrobotnych?
Komentując i sumując ówczesny "dorobek" Balcerowicza, Bortner dodaje:
Jego techniką było sztuczne utrzymanie waluty poprzez nowe pożyczki, które pozwalały przede wszystkim bogacić się bankierom i ich alfonsom zamiast tym, którzy produkują dobra czyli producentom, bez żadnej widocznej perspektywy na lepsze. To, co nazywało się planem Balcerowicza, nie ma nic wspólnego z planem, jest to najwyżej radykalna metoda wypracowana przez bandę szarlatanów, którzy wypełniają sobie kieszenie. (…)

(…) W tym samym czasie, kiedy Balcerowicz zamieniał polską gospodarkę w masę upadłościową, a ministrowie zniekształceń własnościowych - Lewandowski i Kaczmarek zajmowali się rozdawnictwem najlepszych kęsów tej masy hienom zagranicznym, Fundacja Batorego trudziła się zamienianiem polskiego systemu edukacji w zbiorowego apologeta wolnego rynku, "otwarcia na zachód" - na MFW, Unię Europejską.

Tzw. Rada czy raczej sanhedryn Fundacji Batorego składa się z następujących osobników - by wymienić najważniejszych:
Geremek; J. Turowicz; były premier J.KL Bielecki; była premier H. Suchocka; A. Smolar; filozof super-stalinowski L. Kołakowski; B. Lindberg; Marcin Król; (z "Res Publica Nowa") Andrzej Olechowski; była wiceminister edukacji narodowej Anna Radziwiłł (córka księcia Krzysztofa Radziwiłła, kolaboranta z reżimem Bieruta); A. Szczypiorski; B. Borusewicz; ks. J. Tischner.
Z wymienionych szczególnie ciekawą postacią jest Aleksander Smolar - członek władz Unii Demo-Wolności. Syn Grzegorza, do 1968 roku (czystkowego Marca 68) redaktora naczelnego "Fołk-Sztyme" - żydowskiego organu Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Polsce. Matka A. Smolara trudziła się pracą w KC PZPR.
W tym kontekście wypada wyjaśnić, że sekretarzem Fundacji był do 1997 r. Józef Chajn -syn Leona Chajna, który w latach 1945- 49 pełnił funkcję wiceministra „niesprawiedliwości”. Potem do 1961 r. był partyjnym nadzorcą Stronnictwa Demokratycznego.

Fundacja każdego roku udziela stypendiów setkom naukowców, profesorów uczelni, szkół, ośrodkom kulturalnym a także pismom "otwartym" na ich preferencje. Wybrańcy regularnie udają się do Oxfordu, Brukseli lub USA, gdzie "ładują akumulatory" w zakresie nauk społecznych, zaś arkana destrukcji w zakresie filozofii politycznej poznają na uniwersytecie York.
Szerokim frontem atakuje się szkoły średnie poprzez forsowanie takich programów jak: "Przedsiębiorczość", "Młodzi Przedsiębiorcy". Zajęcia mają przygotować młodzież do pracy w warunkach gospodarki rynkowej i kontaktów z instytucjami finansowymi. Na Uniwersytecie Warszawskim działają aktywnie: "Klub Polityczny Studentów Uniwersytetu Warszawskiego" oraz "Fundacja Wspierania Inicjatyw Proeuropejskich Pro-Europa".
Ich celem jest przyspieszanie integracji Polski ze wspólnotą Europejską, przygotowanie młodego pokolenia Polaków do gospodarki rynkowej, czyli do roli siły roboczej zachodnich firm.

Ta ostatnia "Fundacja" była w 1995 r. organizatorem szkolenia pod hasłem Młodzież na drodze do Zjednoczonej Europy, a także konferencji Polska pięć lat po Okrągłym Stole. Tam też wystąpili z wykładami L. Balcerowicz oraz Kazimierz Ujazdowski z tzw. Grupy Windsor będącej jednoznaczną agenturą tego syndromu inwazyjnego brytyjskich kolonizatorów. Grupa Windsor utrzymuje kontakty z tzw. Międzynarodowym Funduszem Republikańskim i Heritage Foundation, które reprezentują zatwardziałe tradycje "konserwatywnych rewolucji" - jakby te dwa słowa nie wykluczały się wzajemnie! Kierownik Heritage Foundation - Edwin Feulner przebywał w Pułtusku w 1994 roku na zaproszenie polskich "windsorowców", gdzie wielbił wolny rynek oraz nowy porządek świata w wydaniu George'a Busha oraz ponadnarodowe korporacje z GATT na czele.

Tenże Feulner awansował na przewodniczącego Towarzystwa Mont Pelerin, które reprezentuje interesy starych rodzin arystokratycznych Europy. Stowarzyszenie Mont Pelerin powstało w 1947 r. w Mont Pelerin, stąd nazwa.
Na zebraniu organizacyjnych debatowano nad sposobami osłabienia więzi narodowych w państwach Europy Słowiańskiej. Byli tam również przedstawiciele Unii Pan-Europejskiej założonej w 1920 roku przez mieszańca niemiecko-żydowsko-japońskiego - Richarda Coudenhoye-Kalergi, twórcę idei tworzenia regionów etnicznych na bazie likwidowanych państw narodowych.

W 1980 roku na zebraniu Towarzystwa Mont Pelerin pouczano ekonomistów, że najlepszym sposobem gospodarki jest brak wszelkich zasad, "szara strefa", dowolne zatrudnianie i wyrzucanie z pracy robotników, brak zobowiązań w zakresie płacy minimalnej, ochrony socjalnej pracowników, itp.
Ta zgraja euro-łgarzy wyprutych z tego co nazywamy szacunkiem do pracy, do drugiego człowieka, jest jeszcze jedną naroślą w konstelacjach imperium Sorosa, choć pozornie nie wykazuje z nią więzi organizacyjnych. Nieformalne przynależności do żydomasońskich konfraterni nie stanowią dobrego klucza rozpoznawczego. Działają jednak wspólnie, bo na jeden wspólny rozkaz i rachunek.

Taki np. A. Arendarski to potentat biznesu, zarządzający w radach różnych holdingów. Jest kumplem Kwaśniewskiego.
Stale towarzyszy mu w pielgrzymkach do mocodawców zachodnich. To samo odnosi się do W. Gadomskiego.
CUE ma swoją intelektualną i personalną ostoję w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN. To stara, jeszcze komunistyczna wylęgarnia żydomasońskich elit, które wówczas ukrywały się pod szyldami marksizmu-leninizmu, ale zrzuciły maski kiedy sposobiono polski "Round Table". Socjolodzy z Instytutu gęsto obsiedli Okrągły Stół w roli ekspertów do wszystkiego.(…)

(…) W bukaresztańskim CUE wykłady prowadził L. Balcerowicz - z ekonomii. Przewodniczącym wydziału jest tam (był?) Jacek Rostowski, postać na gruncie polskim mało znana, bardziej w Anglii, gdzie przez 20 lat prowadził wykłady na tamtejszych uczelniach, aby w 1989 roku zostać doradcą Balcerowicza w dziedzinie makroekonomii. W radzie wydziału CUE w Bukareszcie działa pracownik MFW niejaki Mario Blejer.

Wykłady z "etniczności", to ulubiony konik CUE. Preferuje się pojęcie grupy etnicznej w miejsce narodu, tożsamego z państwem narodowym. Grupa etniczna a nie przynależność do narodu - jak twierdzą - określa tożsamość jednostki ludzkiej. Twórcą tej koncepcji, zresztą nie nowej od kiedy pojawiły się teorie wojny z narodami jako synonimami wszelkiego zła i wstecznictwa, jest zmarły w 1995 roku prof. uniwersytetu w Cambridge - Ernest Gellner, który kierował Instytutem Nacjonalizmu i Wolności (!) w CUE.

Już samo istnienie,tej instytucjonalnej formy walki z pojęciem narodu, pośrednio daje wykładnię kierunków inwazji owego "uniwersytetu Europy Centralnej". Instytut Gellnera dyskredytował "nacjonalizm", czyli poczucie więzi narodowej jako historyczny przeżytek.

W jednej z ankiet pytano otwarcie: Jak lokalne interesy narodowe stwarzają opozycję przeciwko homogenizacji? Tak więc przenośnia: "homogenizacja" nie jest autorstwa jej przeciwników, tylko kryterium badawczym i celem jej apologetów.
Dla formalności dodajmy, że ta opcja jest wykładnią programu Sorosa. Twierdzi on z powagą, że pojęcie narodu jest niebezpieczne, ponieważ prowadzi do dyktatur, do prześladowań grup etnicznych. Takie samo zadanie powierzono komunizmowi - zniesienie pojęcia narodu. Nic się w tej wojnie z narodami nie zmieniło poza wycofaniem z obiegu słowa "komunizm".

Nic więc dziwnego, że Fundacja Batorego wręcz agenturalnie matkuje mniejszościom etnicznym w Polsce. Ma na tym polu wielkie zasługi. Wpisują się one w szeroki program Fundacji w zakresie dezintegracji narodowej i politycznej naszego kraju. Dzielnie hołubi mniejszości narodowe: ukraińską, niemiecką, białoruską, litewską, a nade wszystko - żydowską.(…)”

http://www.scritube.com/limba/poloneza/Fundacja-im202211232.php


Rada Fundacji Batorego (X 2011)
PRZEWODNICZĄCY
Marcin Król
historyk idei
dziekan Wydziału Stosowanych Nauk Społecznych i Resocjalizacji Uniwersytetu Warszawskiego
redaktor naczelny miesięcznika „Res Publica Nowa”

CZŁONKOWIE
Jan Krzysztof Bielecki
ekonomista
Przewodniczący Rady Gospodarczej przy Premierze RP

Bogdan Borusewicz
historyk
Marszałek Senatu RP

Agnieszka Holland
reżyserka scenarzystka Prezydent Polskiej Akademii Filmowej

Olga Krzyżanowska
lekarz

Helena Łuczywo
redaktorka
współzałożycielka Gazety Wyborczej

Krzysztof Michalski
filozof
dyrektor Instytutu Nauk o Człowieku w Wiedniu

Andrzej Olechowski
ekonomista
Wiceprzewodniczący Rady Nadzorczej Banku Handlowego S.A.

Zbigniew Pełczyński
politolog, Uniwersytet Oksfordzki

Andrzej Rapaczyński
prawnik, Uniwersytet Columbia

Hanna Suchocka
prawnik
Ambasador RP przy Stolicy Apostolskiej
(członkostwo zawieszone na czas pełnienia misji dyplomatycznej)

Henryk Woźniakowski
wydawca
Prezes Zarządu Społecznego Instytutu Wydawniczego Znak

http://www.batory.org.pl/ofund/rada.htm





Dudeck
(4985/288/2199)
Avatar: Dudeck
WYŚLIJ PW
2011-10-19 / 14:11
Ja bym to wszystko wydał w grubej oprawie :)

Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2011-10-20 / 11:08
"ZBRODNIA ZAŁOŻYCIELSKA III RP

Gdy zastanawiałem się, jakim tekstem przywołać pamięć o zdarzeniach sprzed 27 lat, doszedłem do wniosku, że najlepiej będzie sięgnąć po artykuły prasy podziemnej i dokumenty z tamtego okresu. Stanowią one nie tylko najpełniejsze świadectwo tragicznych wydarzeń jesieni 1984 roku, ale jak żadne inne dowodzą, że III RP znajduje swój początek w zabójstwie księdza Jerzego. To w pierwszych miesiącach po śmierci błogosławionego powstały podwaliny układu, z którego narodziła się idea tworu opartego na sojuszu kata i ofiary. Zrealizowano ją niespełna pięć lat później aranżując farsę "okrągłego stołu". Porozumienie z Kiszczakiem i Jaruzelskim zawarte przez grupę samozwańczych reprezentantów narodu znajduje swój początek w zdarzeniach roku 1984. Ujawnione wówczas postawy działaczy opozycji i niektórych ludzi Kościoła wyznaczyły zakres kolaboracji z władzą komunistyczną i pozwoliły pospolitym bandytom oblec się w szaty "mężów stanu" i "ludzi honoru". Ta gigantyczna, historyczna mistyfikacja legła u podstaw poglądu, jakoby III RP powstała na gruzach komunizmu, podczas gdy w rzeczywistości - to komunizm, w zmodyfikowanej przepoczwarzonej postaci - obrócił w ruinę nasze dążenia do niepodległości.
Dokonany w roku 1989 akt legalizacji PRL- u dotyczył również gwarancji bezkarności zbrodniarzy sowieckiego reżimu. Wiedza o prawdziwych okolicznościach śmierci księdza Jerzego miała na zawsze stać się depozytem integrującym twórców III RP. Ta zbrodnia, jak wiele innych komunistycznych morderstw, została objęta zmową milczenia i do chwili obecnej nie może zostać wyjaśniona.

Jako pierwszy chciałbym przypomnieć tekst z nr 37-38 podziemnego "Miesięcznika Politycznego Niepodległość" ze stycznia 1985 roku, zatytułowany "Mit jedności". Mówi on m.in. o "dwóch nurtach" środowisk opozycyjnych i pozwala rozpoznać istniejące wówczas podziały. Po raz pierwszy znajdujemy wyraźnie zarysowany konflikt, między grupą czołowych "doradców" i "niezależnych intelektualistów", a związkowcami "Solidarności". Warto dostrzec, że podziały te przetrwały do dnia dzisiejszego.

"Wobec zamachu na księdza Jerzego Popiełuszkę zarysowały się w naszym związku dwie linie. Jedna linia […] jest równoznaczna ze zdaniem się na metody Kościoła […] Druga linia zakłada, że na rozpętanie przemocy trzeba odpowiedzieć nie przemocą - to nie, w żadnym razie, ale działaniem na tyle stanowczym, by władza, niezależnie od tego, na jakie frakcje podzielona, czuła respekt przed społeczeństwem. […] reakcja środowisk niezależnych - najpierw na porwanie, potem na morderstwo księdza Popiełuszki zakwestionowała funkcjonujący jeszcze w opinii mit o jedności polskich środowisk opozycyjnych, ujawniając istnienie głębokiego rozłamu.
Podziały te były widoczne i przed "sprawą" księdza Popiełuszki, ale nie tak wyraźnie. Oto, bowiem po jednej stronie znaleźli się prawie wszyscy "przywódcy" i "doradcy" "Solidarności" działający jawnie, wspierani przez część prasy, po drugiej zaś znaczna część publicystów prasy podziemnej, w tym biuletyny TKZ i porozumień międzyzakładowych, nieliczni działacze jawni i (choć nie do końca konsekwentnie) przywódcy i działacze podziemni. […] Według pierwszej linii (zgodnie zresztą z całą jego dotychczasową polityką) wypowiadał się Lech Wałęsa. Wzywał do nieulegania prowokacjom, do spokoju i opanowania.[…] W Warszawie i w Gdańsku wrzało. W niedzielę 28 października 12 tysięcy ludzi zgromadzonych wokół kościoła św.Brygidy w Gdańsku rwało się pod Pomnik - opisuje akcję Wałęsy biuletyn nowotarskiej "Solidarności" "JANOSIK" w nr.70 z listopada 1984r. "Wokół miasta i w samym Gdańsku czekały zgrupowane silne oddziały ZOMO - ktoś planował zbierać żniwo tej zbrodni. Jednak Lech Wałęsa kilkoma zaledwie zdaniami opanowuje sytuację. Mówi do ludzi: "Powinniśmy być ostrożni i uważni, ponieważ ktoś usiłuje wciągnąć nas do walki o władzę.[…] Jesteśmy mocni pozostając w swoich fabrykach i modlitwie." To wystarczyło. Ludzie skandowali jeszcze "Solidarność - Solidarność", ale Lechu mógł już spokojnie zmieszać się z tłumem i iść do domu - do marszu pod Pomnik nie doszło. Jeśli inspiratorzy tego morderstwa liczyli na wywołanie rozruchów, to przegrali całkowicie".
"Ktosiów" z wypowiedzi Wałęsy i z tekstu "Janosika" rozszyfrowują inni. Janusz Onyszkiewicz, przedstawiony przez zachodnich korespondentów jako rzecznik opozycji politycznej [sic] zapewnia, że generał szczerze dąży do wykrycia i ukarania morderców."Chcemy wierzyć, że to nie Pan, Panie Generale nakazał zamordować Popiełuszkę" – pisze w swym […] liście go generała profesor Edward Lipiński.
Chęć ta jest wśród czołowych "doradców" i "niezależnych intelektualistów" tak przemożna, że gorliwie biorą się za oczyszczanie z podejrzeń generalskiego reżimu, doradzając mu zarazem jaką drogą mógłby odzyskać wiarygodność. Jacek Kuroń na przykład zajął 107 nr."Tygodnika Mazowsze" [z dn.22.11.1984r.] na "niezbite" dowody udowadniania niewinności Jaruzelskiego [ w artykule "Zbrodnia i polityka"], ba docenia determinację generała w dążeniu do wyjaśnienia tej zbrodni. Andrzej Szczypiorski – czołowy "intelektualista niezależny" - uważający zresztą, że "rząd rzetelnie pragnie normalizacji i być może nawet porozumienia" - w swoim artykule "Nasz tragiczny spokój" pisze [ podajemy za Głosem Ameryki] - "Zdumiewającym jest naprawdę, jak niewiele potrzeba, aby Polacy okazywali władzy państwowej, jeżeli nie sympatię to w każdym razie wspaniałomyślność i nawet obdarzali odrobiną zaufania. W dniach żałoby po śmierci ks. Popiełuszki wystarczyłoby, gdyby rząd okazał normalne, ludzkie oblicze. Gdyby wystąpił z wąskich ram biurokratycznego protokołu, gdyby przyłączył się do żałoby narodu. Polacy z nadzieją oczekują takiego gestu. Każdy ma prawo zapytać: Czy Panom Generałom było tak daleko na ten pogrzeb, na który ściągnęły z całego kraju setki tysięcy ludzi? Czy rządowi zabrakło pieniędzy na wysłanie depeszy kondolencyjnej do rodziców zamordowanego kapłana i jego kościelnych zwierzchników?." [!?!?!?]
Działania Jaruzelskiego i Kiszczaka, wystąpienie Urbana, deklaracje Komitetu Centralnego PZPR szczególnie usatysfakcjonowały publicystę krakowskiej "Trzynastki" Mirosława Dzielskiego, autora artykułu "Po śmierci księdza", dostrzegającego w posunięciach generała-sekretarza-premiera i jego ludzi znamiona stopniowego cywilizowania się [pod wpływem Kościoła, a zwłaszcza Papieża] i uczenia się współżycia ze społeczeństwem." […]
Wypowiedzi takich autorytetów jak Wałęsa, Onyszkiewicz czy Kuroń natychmiast powielane przez zachodnich korespondentów i wolne rozgłośnie oraz przedrukowywane przez solidarnościowe biuletyny podziemne spowodowały wrażenie niemal pełnej jednomyślności polskiej opozycji.
Dlatego "Tygodnik Solidarność" w artykule "W walce o władzę" zamieszczonym w 105 nr. tego pisma z 8.11.1984r.miał pełne prawo napisać: "W oficjalnych wypowiedziach i "przeciekach" sugeruje się, że prowokacja miała być wymierzona w rządy Jaruzelskiego i że frakcja "twardogłowych" chciała przejąć władzę […] Oficjalna wersja została natychmiast przyjęta przez Kościół. Zaakceptowała ją zachodnia opinia publiczna i politycy[…] W swych działaniach - choć nie zawsze w słownych deklaracjach przyjęły ją też niezależne ośrodki opiniotwórcze w kraju, począwszy od Lecha Wałęsy i różnych struktur "S", a skończywszy na nieformalnych grupach środowiskowych. Ta niezwykła zgodność opinii - a zwłaszcza jej zgodność z wersją , na której zależało Jaruzelskiemu - jest może najbardziej znaczącą cechą obecnej sytuacji politycznej w PRL.
Jednakże, w miarę upływu czasu i ukazywania się kolejnych pism podziemnych okazało się, że "reprezentanci społeczeństwa" i "rzecznicy opozycji" pospieszyli się nieco. Bo prasa podziemna zaczęła pisać co innego – przebili się po prostu zwolennicy drugiej linii."

Drugi z tekstów to wspomniany powyżej artykuł Jacka Kuronia opublikowany w nr.107 "Tygodnika Mazowsze" z 22 listopada 1984 roku, zatytułowany "Zbrodnia i polityka". Ponieważ jest dość obszerny, ograniczę się do jego omówienia i kilku cytatów. To tekst niezwykle ważny, którego tezy do dziś wyznaczają podstawę fałszywej antynomii "dobrych" i "złych" komunistów oraz ahistoryczny podział na frakcje "liberałów" i "twardogłowych". Zdjęcie odpowiedzialności z Jaruzelskiego za mord na księdzu Jerzym posłużyło usprawiedliwieniu postaw przedstawicieli "demokratycznej opozycji" i pozwoliło podjąć współpracę z reżimem.

Już na wstępie Kuroń "analizuje" motywy sprawców porwania księdza, by dojść do konkluzji, że za zbrodnią nie mógł stać Jaruzelski. Pisząc o generale, autor dowodził: " Jedno jest pewne - głupcem nie jest. Można mu stawiać różne zarzuty, ale pewną sprawność rządzenia w tych trudnych warunkach zachowuje. A skoro nie jest głupcem, musiałoby się przyjąć, że jest niebezpiecznym szaleńcem. Z tym, że takie założenie zwalnia całkowicie od myślenia. Wszystko zaczyna się odbywać w sytuacji nieobliczalnej, nic w ogóle nie jesteśmy w stanie przewidzieć, bo szaleniec pojutrze może abdykować, albo przyłączyć Polskę do Australii. Takich założeń w myśleniu politycznym przyjmować nie można. Nic nie wskazuje na to, że stał za tym sam Jaruzelski. Nie on, a więc kto?"
Postawiwszy to pytanie Kuroń dochodzi do wniosku, że za zabójstwem musiał stać aparat policyjny, "ale podporządkowany jakimś ośrodkom politycznym".
"Znaczy to - pisze dalej - że mamy do czynienia przynajmniej z dwiema grupami, z których jedna jest lojalna wobec Jaruzelskiego, a druga prowadzi wobec niego swoją własną politykę. [...] Po co grupa konkurencyjna czy też policja miałaby to robić? Nie sądzę żeby chodziło tu o usunięcie Jaruzelskiego. [...] Raczej chodziło o to, by zmusić Jaruzelskiego do prowadzenia określonej polityki. Jakiej? To dość oczywiste - oczywiście niesłychanie represyjnej. Policji jest potrzebna represyjna polityka, bo zwiększa jej znaczenie. Tym samym wyjaśnia się pierwszy wariant, to znaczy ten, że zrobił to sam aparat policyjny."

Tytuł kolejnego rozdziału artykułu nie pozostawia wątpliwości, kogo Kuroń upatruje jako "ofiarę" prowokacji. Brzmi on: "Generał Jaruzelski kontra aparat policyjny". Autor twierdzi:
"Jaruzelski jest teraz w niesłychanie trudnej sytuacji. Ma dwa wyjścia: albo cofnąć się i próbować dogadać ze swoimi przeciwnikami w aparacie władzy - co jest właściwie niemożliwe i na co jest już za późno, albo próbować się porozumieć ze społeczeństwem, co dla niego, autora 13 grudnia jest niesłychanie trudne, wręcz niewykonalne."
Dalej Kuroń pyta - "Czekać czy działać?" i odpowiada: "W obliczu tej sytuacji środowiska opiniotwórcze, rozliczne elity społeczeństwa polskiego podzieliły się. Da się wyodrębnić dwa stanowiska taktyczne. Pierwsze: skoro Jaruzelski to załatwia, nie trzeba mu przeszkadzać - im większe będzie miał trudności ze społeczeństwem, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że będzie mógł zrobić to, co zaczął, tym większe, że powie nie. I druga propozycja: skoro Jaruzelski musi się teraz liczyć ze społeczeństwem jak nigdy po 13 grudnia i w tym sensie jakby częściowo cofnął 13 grudnia - trzeba na niego naciskać, żeby dał jak najwięcej. A więc gen. Jaruzelski rozpoczął walkę ze swoim aparatem. Żeby mógł ją skończyć i umocnić się, musi mieć spokój społeczny. Jeśli damy mu ten spokój nie żądając nic w zamian, to oczywiście nie będzie musiał nam nic dać. Dlatego trzeba naciskać na władzę, ale w taki sposób, aby nie stało się dla niej konieczne zastosowanie terroru."

Tezę o "prowokacji politycznej" skierowanej przeciwko Jaruzelskiemu (podaną natychmiast przez komunistyczne media) podzielał również Lech Wałęsa. 23 października 1984 roku w kościele św.Brygidy w Gdańsku Wałęsa mówił:
"Ktoś zrobił nam wszystkim wielkie świństwo. Na pewno planował sobie reakcję góry i społeczeństwa, w którym z wami wszystkimi jestem. My nie chcieliśmy przejmować władzy. I dlatego nie będziemy się mieszać do rozgrywek o władzę. Nas powinno interesować to, jak w to wszystko chciano nas wmanipulować. Inspiratorzy tej prowokacji, porywając księdza Popiełuszkę, chcieli zobaczyć jak się zachowamy, czy się przestraszymy. Na pewno chcieli byśmy bez opamiętania ruszyli, jak to mięso armatnie. Idźmy tym tokiem myślenia i nie dajmy się wmanipulować. [...] Musimy pamiętać, by nasze poczynania nie dawały nikomu foteli ani nie powodowały gabinetowych przesunięć. Dlatego ktoś postawił na rewolucję, licząc że my pójdziemy jak stado baranów i zrobimy mu (inspiratorowi) rewolucję...[...] Dlatego my pójdziemy drogą ewolucji - bezpiecznej, pokojowej ewolucji. My się nie pchamy do władzy i władzy urządzać nie będziemy.[...] Musimy znaleźć bezpieczne, chrześcijańskie rozwiązanie, które nie będą nas nic kosztowały. Nie dajmy się wciągnąć w czyjeś manipulacje".

W niemal identyczny sposób przedstawiała sprawę zabójstwa propaganda komunistyczna. W tzw. stanowisku Rady Krajowej PRON z 29 października 1984 roku można przeczytać:
"Porwanie księdza Popiełuszki jest oczywistą próbą wbicia noża w niezabliźnioną do końca ranę.[...] Cios zadany zwolennikowi określonej postawy politycznej miał stworzyć wrażenie, że zamiast proponowanego dialogu, władze dążą do brutalnej likwidacji swoich przeciwników. Mimo oczywistości, że temu właśnie miał służyć zamach, rzeczą smutną jest fakt, że są ludzie, którzy nie czekając na ostateczny wynik śledztwa, z góry przesądzili sprawę i zgodnie z celami prowokacji wzywają do wystąpień, do aktów nienawiści, do działań szkodzących krajowi, ukrywając swe intencje pozornym przyłączaniem się do modlitwy Kościoła i jego troski o porwanego".

Ostatni dokument to zaprezentowana przez Sławomira Cenckiewicza notatka z rozmowy agenta Departamentu I SB MSW, występującego w meldunkach i szyfrogramach jako "źródło nr 13963" z abp. Bronisławem Dąbrowskim - ówczesnym sekretarzem episkopatu Polski. Dotyczy ona spotkania z arcybiskupem w dniu 12 grudnia 1984 roku i przedstawia opinie hierarchów Kościoła w sprawie zabójstwa księdza Jerzego:

"Zdaniem abp. Dąbrowskiego odpowiedzialność za tę zbrodnię należy przypisać elementom politycznym wrogim wobec gen. Jaruzelskiego, a zatem chodzi niewątpliwie w tym przypadku o prowokację, posiadającą dotąd pewne cechy utajone. Kpt. Piotrowskiego - Dąbrowski określił jako "starego znajomego", gdyż zarówno on, jak i Glemp spotykali go kilka razy, podczas kiedy pełnił on służbę jako funkcjonariusz Biura Ochrony Rządu i Departamentu ds. Kościelnych i Narodowościowych MSW w czasie wizyty papieża w Polsce oraz przy okazji spotkań z Wałęsą. W jego ocenie Piotrowski jest typem bardzo ambitnym, który uważał, że należy mu się stopień pułkownika. Trzej sprawcy przestępstwa działali pod Toruniem w łatwych warunkach, ponieważ strefa ta jest dobrze kontrolowana. Mogli więc liczyć na poparcie organizacyjne czynników radykalnych w aparacie SB i tajnej jaczejki OAS (Organizacja Anty-Solidarność), jak również na poparcie "bazy sowieckiej". Jako wykonawcy działali oni niewątpliwie na rozkaz przeciwników gen. Jaruzelskiego uplasowanych w MSW tzn. ludzi zaufanych Mirosława Milewskiego".

http://bezdekretu.blogspot.com/2011/10/zbrodnia-zaozycielska-iii-rp.html



magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2011-10-20 / 11:52
>> Dudeck, 2011-10-19 14:11:42
>Ja bym to wszystko wydał w grubej oprawie :)


a nie lepiej zwyczajnie przeczytać? ze zrozumieniem?
a potem samodzielnie nad tym podumać?

Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2011-10-20 / 18:18
Wokół raportu z likwidacji WSI.
---------------------------------------------

"Wojskowe Służby Informacyjne zostały rozwiązane 30 września 2006 r., w ich miejsce powołano SKW i SWW.
Jedynym posłem PO, który głosował PRZECIW rozwiązaniu WSI był Bronisław Komorowski.

12 lutego 2007 r. Antoni Macierewicz przekazał tekst raportu na ręce prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego. Po przeprowadzeniu konsultacji z premierem oraz marszałkami Sejmu i Senatu postanowieniem Prezydenta z 16 lutego 2007 raport został ogłoszony w Monitorze Polskim nr 11 w dniu 16 lutego 2007.

WYBRANE KRĘGI ZAGADNIEŃ UDOKUMENTOWANE W RAPORCIE O LIKWIDACJI WSI

"W ciągu 15 lat działania b. WSI doszło do wielu nieprawidłowości i przestępstw, wśród których najistotniejsze, stwierdzone przez Komisję Weryfikacyjną to:

- oparcie służb na aparacie sowieckim, na skutek czego w WSI służyło ponad 300 żołnierzy tworzących kadrę kierowniczą, szkolonych przez zbrodnicze, sowieckie GRU;

- nielegalny handel bronią we współpracy z międzynarodowymi przestępcami w tym z obecnie skazanym i odsiadującym wyrok w USA Monzer al Kassar (dostał 30 lat więzienia a Polska jest wymieniona w akcie oskarżenia jako kraj wspierający jego siatkę!). W tym celu stworzono specjalną komórkę która prowadziła i osłaniała ten handel a także tworzyła firmy do spółki z agentami b. WSI, które uzyskiwały uprzywilejowaną pozycję w handlu bronią;

- utrzymywanie agentury wśród przedsiębiorców, której istnienie ukrywano przed przełożonymi w rządzie okłamując w tej kwestii m. in. premiera rządu (np. w sektorze energetycznym, w tym w Orlenie);

- prowadzenie inwigilacji mediów poprzez utrzymywanie w głównych, ogólnopolskich mediach agentów, oraz agenturę wpływu, w tym w TVN, w Polsacie oraz w Telewizji Publicznej, PAI a także w głównych tygodnikach takich jak Wprost, Polityka, Puls Biznesu, w dziennikach, Nowa Europa, Gazeta Wyborcza, Trybuna, Sztandar Młodych, Zycie Warszawy, Gazeta Sląska, Kurier Polski, Gazeta Bankowa, Super Expres, PR, Radio Parlament, niektóre gazety nawet zakładano w celu inwigilacji; a także w biurach parlamentarnych, wyższych uczelniach, bankach i w ministerstwach ;

- inwigilowanie ludzi Kościoła;

- tolerowanie infiltracji rosyjskiej w Polsce, uniemożliwiając likwidację zidentyfikowanej rosyjskiej penetracji;

- utrudnianie śledztwa w sprawie FOZZ ukrywając przed prokuraturą prawdziwy zakres działania służb wojskowych w tej sprawie;

- ukrywanie znaną sobie przestępczą działalność służb wojskowych z okresu komunistycznego jak np. fałszowanie dokumentacji i podstawianie fikcyjnych osób, w istocie agentów służb celem wyłudzenia spadków po byłych obywatelach polskich mieszkających m. in. w USA, Kanadzie i we Francji;

- tolerowanie i ukrywanie przestępczości pospolitej wśród żołnierzy WSI a w szczególności alkoholizmu, wykorzystywania mieszkań konspiracyjnych na prywatne cele dla siebie i swoich rodzin; a także przekształcanie tych mieszkań w domy schadzek;

- tolerowanie i akceptowanie nielegalnego wykorzystywana zdyskwalifikowanych oficerów SB do tworzenia sieci agentury WSI;

- zagrażanie bezpieczeństwu polskich żołnierzy i państwa polskiego poprzez stworzenie fikcyjnej sieci agenturalnej na misjach;

- systematyczne oszukiwanie Państwa Polskiego i sojuszników co do możliwości pochwycenia kierownictwa terrorystów i wyłudzenie od państwa polskiego kilkuset tysięcy dolarów;

- zagrażanie bezpieczeństwu państwa polskiego poprzez bezprawne wydanie wieluset poświadczeń bezpieczeństwa, tzw. certyfikatów osobom niespełniającym podstawowych warunków bezpieczeństwa;

- zagrażanie bezpieczeństwu państwa m. in. poprzez sfałszowanie warunków offsetowych w jednym z ważniejszych kontraktów zbrojeniowych;

- tolerowanie mafijnych struktur w Wojskowej Akademii Technicznej, która naraziła Skarb Państwa na straty rzędu kilkuset milionów złotych, których nigdy nie odzyskano.

(opracowano na podstawie oświadczenia likwidatora WSI)

PAP 2007-11-06 (20:11)
Prezydent Lech Kaczyński otrzymał ANEKS do raportu z weryfikacji Wojskowych Służb Informacyjnych - poinformował prezydencki minister Michał Kamiński. Podał, że dokument dotarł do prezydenta w nocy z poniedziałku na wtorek.

Aneks w sposób w pełni udokumentowany pokazuje m.in.
- stan infiltracji gospodarki polskiej przez byłą agenturę komunistycznej wojskówki - II zarząd Sztabu Generalnego PRL
- korupcyjną rolę tych ludzi w niektórych z największych prywatyzacji lat.
- działalność WSI w sektorze paliwowo-energetycznym.
- kulisy działalności i sukcesów najbogatszych Polaków, polskich oligarchów, pokazuje na przykład działalność Ryszarda Krauzego i jego grupy Prokom oraz działalność Jana Kulczyka.
- mechanizm tworzenia się wokół oficerów WSI pewnych patologicznych układów, które miały mocny nieformalny wpływ na decyzje polityków.

Jednym z "bohaterów" Aneksu do raportu o rozwiązaniu WSI jest BRONISŁAW KOMOROWSKI.
Według b. weryfikatora WSI, KOMOROWSKI nie zwalczał agentów wewnątrz WSI, a nawet promował oficerów podejrzewanych o współpracę z Rosją.

Ośmiusetstronicowy aneks oczekiwał na odtajnienie w kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego.


listopad 2007

Oddajmy głos samemu Marszałkowi Komorowskiemu [Sygn. Akt PR-IV-X-Ds. 26/07 PROTOKÓŁ przesłuchania świadka. Warszawa dnia 24.07.2008r., o godz.13.07.]

"Drugi raz pana płk. Lichockiego spotkałem w listopadzie 2007r., zgłosił się do mnie poprzez pośrednictwo gen.Józefa Buczyńskiego, swego czasu szefa departamentu kadr, a potem attache wojskowego w Pekinie. Pan gen.Buczyński poinformował mnie, że jest taki pan pułkownik, który może mieć istotne dla mnie informacje, także osobiście mnie dotyczące. Wymienił nazwisko pułkownika Lichockiego. Postanowiłem przyjąć go w swoim biurze poselskim przy ul.Krakowskie Przedmieście. Było to około 19 listopada 2007r. Lichocki przyszedł sam. W rozmowie z nim nikt więcej nie uczestniczył. Pan Lichocki w rozmowie ze mną sugerował możliwość dotarcia albo do tekstu, albo do treści całości lub fragmentu dotyczącego mojej osoby-aneksu do raportu WSI.

Nie było dla mnie zaskoczeniem pojawienie się mojego nazwiska w aneksie. Wcześniej prasa sugerowała, że moja osoba ma być objęta treścią tego raportu. W rozmowie Lichocki nie określił wprost, ale że ma taką możliwość poprzez swoje kontakty. Nie określił żadnych żądań. Ja wyraziłem wstępnie zainteresowanie jego propozycją . Umówiliśmy się, że on odezwie się gdy będzie na pewno miał możliwość dotarcia do tych dokumentów. Miał się wtedy do mnie odezwać poprzez telefon mojego biura."

Kim był płk Lichocki?

Oficer komunistycznych służb WSW, szkolony przez KGB w Moskwie jeszcze w latach 80. W 2007 r. informował dziennikarzy - i jak widać marszałka Komorowskiego - że ma dostęp do aneksu do raportu z weryfikacji WSI. Co oczywiście było kompletną bzdurą. Ale zostało wykorzystane jako narzędzie do ataku na Komisję Weryfikacyjną. Natomiast jego związki z obcymi służbami, Komorowski podkreśla w zeznaniach w prokuraturze. Czyli o nich wiedział jeszcze jako wiceminister nadzorujący swego czasu kontrwywiad. A mimo tego, powiedział Lichockiemu, że jest jego propozycjami zainteresowany.
Marszałek był informowany przez L. tym, że materiały z Aneksu dotyczą jego osoby. I chciał poznać ściśle tajne dokumenty, angażując go do tej operacji.
Spotkanie z L. nie było dla pana marszałka zaskoczeniem, bo rekomendował go wieloletni współpracownik Komorowskiego generał Józef Buczyński.
Pułkownik Lichocki przez cale lata był jednym z groźniejszych ludzi związanych z wojskowymi służbami specjalnymi, operującym w środowiskach biznesowo-polityczno-dziennikarskich. Znał np. dobrze generała Marka Papałę i środowisko, w którym się obracał.
W czasach końca PRL L. był szefem Zarządu Wojskowej Służby Wewnętrznej, która zajmowała się instytucjami centralnymi MON i ludźmi, którzy pracowali w najważniejszych urzędach ministerstwa. Szef tej instytucji znał więc wiele szczegółów, różnorodnych decyzji podejmowanych przez ludzi komunistycznego aparatu, zwłaszcza w okresie transformacji. Zapewne dlatego pan L. na początku lat 90. wchodził jako udziałowiec w rozmaite spółki i interesy finansowe z tymi ludźmi.
L. był związany z Agencją Mienia Wojskowego. Był doradcą zastępcy szefa tej instytucji, przedstawiał się m.in. jako ekspert Zespołu Ochrony Agencji. Był też członkiem specjalnego zespołu rozpracowującego partie prawicowe w latach 91-93. Była to grupa utworzona pod patronatem generała Buły, nie będącego już wtedy w strukturach wojska.

lipiec 2008

Komorowski zeznaje w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie. Przesłuchanie nie było należycie przeprowadzone. Zabrakło w nim wielu niewygodnych dla Komorowskiego pytań.

wrzesień 2008
Z ustaleń "Wprost", "Gazety Polskiej" i "Rzeczpospolitej" wynika, że aktywność Bronisława Komorowskiego mogła mieć również na celu próbę skompromitowania Komisji Weryfikacyjnej WSI.

http://tupolew.blog.onet.pl/Raport-z-likwidacji-WSI-oraz-A,2,ID405322708,n


Pełny tekst raportu z weryfikacji WSI

http://www.raport-wsi.info/str.1


Dalszy ciąg wydarzeń pośrednio lub bezpośrednio mający związek z tematem.

"1. W nocy z 30 czerwca na 1 lipca 2008 roku siłą zostają przejęte z BBN przez SKW (Służbę Kontrwywiadu podległą Premierowi Tuskowi) akta z Komisji Weryfikacyjnej do spraw WSI. Zostają też zajęte twarde dyski m.in. z komputera Jana Olszewskiego

2. Publikacja Raportu z likwidacji WSI wskazuje na powiązania wielu znanych polityków i funkcjonariuszy państwowych (w tym Bronisława Komorowskiego) z WSI którego funkcjonariusze szkoleni byli w Moskwie w siedzibie GRU.

3. Aneks do Raportu WSI pozostaje w gestii Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego (pod opieką Władysława Stasiaka lub Aleksandra Szczygło) i czeka na odtajnienie oraz publikację.

4. Sam zarzut dotarcia do części aneksu powoduje rewizję służb podległych Tuskowi u znanych dziennikarzy i urzędników oraz aresztowanie i zniszczenie dziennikarza Sumlińskiego.

5. Wiedzę o agenturze GRU w WSI (a właściwie WSI-GRU) oraz SB wśród polityków i działaczy państwowych posiada także IPN w swoich zbiorach zastrzeżonych, do których dostępu strzeże Janusz Kurtyka – Prezes IPN.

6. 23 stycznia 2008 r. Katastrofa wojskowego samolotu CASA w Mirosławcu. Samolot przy podchodzeniu do lądowania spadł do lasu niespełna kilometr od lotniska. Pojawia się hipoteza, że przyczyną katastrofy mogła być gęsta mgła i deszcz.
W aneksie do raportu WSI w sekcji "Penetracja rosyjska: zagrożenia dla Wojska Polskiego " znajdują się informacje jak postsowieckie służby specjalne infiltrowały i infiltrują wojsko polskie.
"Głównym celem tej działalności miało być stworzenie bazy informacyjnej, czyli tzw. „agentury zamrożonej”, która mogłaby zostać uruchomiona przez sowieckie lub postsowieckie służby w przyszłości, gdy na terytorium RP nie będą już stacjonowały jednostki Armii Radzieckiej."

7. W sierpniu 2008 r. podczas ataku Rosji na Gruzję Prezydent RP Lech Kaczyński konsoliduje przywódców państw z Europy Środkowej i razem z nimi, działając w charakterze żywej tarczy wyrusza do stolicy Gruzji. Ten gest pobudza także wpływową opinię międzynarodową (Francja, USA, WB) do działania co razem zmusza Rosję do wycofania swoich wojsk do Osetii. Lech Kaczyński staje się najbardziej znienawidzonym politykiem przez Władze Federacji Rosyjskiej i postrzegany jest jako istniejące zagrożenie dla rosyjskich planów imperialnych.

8. Jest już rok 2010. Kandydatem PO do wyborów prezydenckich zostaje Marszałek Sejmu Bronisława Komorowski. Wygrana jednak nie jest pewna wobec poparcia jakie wciąż ma Lech Kaczyński i możliwości ujawnienia brzydkiej karty zawartej w Aneksie do raportu WSI.

9. Marzec 2010 – Sejm RP głosami PO i Lewicy przegłosowuje ustawę mającą doprowadzić do zmiany Prezesa IPN na popieranego przez PO i Lewicę – czyli partie antylustracyjne. Ustawę blokuje Prezydent RP Lech Kaczyński – zapowiada przekazanie jej do Trybunału Konstytucyjnego.

10. Marzec 2010 – Obraduje Komisja Sejmowa ds. wyjaśnienia Afery Hazardowej, w której działa Zbigniew Wassermann – śledczy PiS i Koordynator Służb Specjalnych w czasach likwidacji WSI. Komisja pomimo większości z PO zaczyna powoli demaskować aferzystów.

11. W 2011 roku odbędą się wybory parlamentarne. Wygrana PO – partii, która przez 4 lata nie odniosła żadnych sukcesów, nie przeprowadziła żadnych reform oraz zasłynęła Aferą Stoczniową, Aferą Hazardową, Przeciekową, Prywatyzacji Szpitali i uzależnieniem Polski od dostawy gazu z Rosji wydaje się coraz mniej prawdopodobna. Zwłaszcza w przypadku odtajnienia Aneksu do Raportu WSI przez Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

12. PO potrzebuje sukcesu i dofinansowania, lecz nie ma na to pieniędzy, gdyż Państwo zostało koszmarnie zadłużone. Na drodze do 8 mld zł. z NBP stoi jego prezes Sławomir Skrzypek.

13. Pomimo jednej rocznicy zagłady polskich oficerów w Katyniu Premier Tusk z PO w reakcji na propozycję Premiera Federacji Rosyjskiej Putina podejmuje w marcu2010 decyzję o rozdzieleniu obchodów w Katyniu na cześć oficjalną z Putinem i Tuskiem (i jego zapleczem z PO) oraz nieoficjalną z Kombatantami i Prezydentem Kaczyńskim (oraz jego zapleczem z Kancelarii Prezydenta, BBN i gośćmi). Premier Tusk nie zabiega u władz rosyjskich o obecność Prezydenta RP na tej samej, oficjalnej uroczystości.

14. Spotkanie Tuska i Putina jest pełne sukcesów i komentowane, jako przełom w stosunkach Polsko-Rosyjskich. Uwaga: Rządowa delegacja nie przylatuje do Smoleńska wygodnym Tu-154 lecz wojskową CASĄ.

15. 10 kwietnia 2010 na tzw. uroczystości nieoficjalne w Katyniu wylatuje prezydencki Tu-154 i rozbija się w niejasnych okolicznościach pod Smoleńskiem. W katastrofie zginęli m.in. prezydent RP, prezesi BBN, IPN, NBP, Rzecznik Praw Obywatelskich, szefowie Sztabu Generalnego i Dowództwa Operacyjnego dowódców wszystkich rodzajów sił zbrojnych RP.

16. Godzinę po katastrofie obowiązki Prezydenta RP przejmuje Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski.
źródło media aneks

17. Zostaje odwołany dyrektor Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, Sławomir Dębski, bez podania powodów merytorycznych.

18. Prezes NBP jak wynika z pośmiertnie opublikowanego artykułu Financial Times jego autorstwa, dość krytycznie odnosi się do przyjęcia euro, które Tusk tak forsował wraz ze swoją ekipą."

(...) 24.04.2010
Szykują się poważne zmiany w wojsku, służbach specjalnych i wszystkich instytucjach państwa.
Nastąpiła próba przejęcia kierownictwa IPN i zablokowanie dotychczasowych ciał kolegialnych. Mianowany przez Komorowskiego następca Władysława Stasiaka, Jacek Michałowski przejmuje gabinet zmarłego nie pozwalając wdowie po zmarłym ministrze na zabranie osobistych rzeczy zmarłego.

Jestem w tej chwili w siedzibie Instytutu Pamięci Narodowej, dziś rano p. Dmochowska, wiceprezes IPN, która ponoć jest w sztabie wyborczym Komorowskiego, zajęła gabinet prezesa Janusza Kurtyki - powiedział w dniu katastrofy w rozmowie z portalem netbird.pl prof. Ryszard Terlecki.
Ostatecznie obowiązki szefa IPN przejął dr Franciszek Gryciuk."

http://symetrix.pl/Aktualnosci/Polska/Sluzby-specjalne-i-PO-przejmuja-wladze-w-Polsce



Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2011-10-24 / 13:51
Tekst poniższy wisiał sobie kiedyś na stronie Krzysztofa Wyszkowskiego.
Teraz już nie mogę go odnaleźć.
A warto poczytać...


"(Autor niniejszego artykułu zastrzegł sobie tymczasową poufność.)

Widziane z Wiednia "obrazki" wyznaczające cel przygotowywanej pielgrzymki, skłaniają także do wejścia na drogę rozważań przy okazji i w nawiązaniu do publikacji umieszczonej na stronie internetowej Pana Prof. dr hab. Mirosława Dakowskiego treści artykułu, za ukazującym się w Monachium magazynie FOCUS, z dnia 19.04.2010 r., autorstwa J. Hufelschulte.
Obiektem dziennikarskiego zainteresowania, któremu nadano tytuł "Die machen mich fertig" stał się Heiner Wegesin, obywatel RFN, Szef Wydziału ds. Międzynarodowego Terroryzmu i Zorganizowanej Przestępczości, Federalnej Służby Wywiadu (BND), wcześniej jedna z czołowych postaci w Federalnym Urzędzie ds. Ochrony Konstytucji, Szef Wydziału Ochrony w Urzędzie Kanclerza RFN, reprezentujący Federalne Organy Bezpieczesństwa w kontaktach z podobnymi urzędami na całym świecie i przede wszystkim z organami bezpieczeństwa USA i NATO.
Konfrontowani z informacjami wychodzącymi, jak się przypuszcza pod koniec 2005 r. z kancelarii Szefa WSI/ ZAI/13-01/78, M.Dukaczewskiego a od początku 2006 br. z kancelarii Wiceministra Obrony Narodowej RP, Antoniego Macierewicza, kancelarii Ministra Koordynatora ds. Służb Specjalnych, Z.Wassermanna, Szefa Agencji Wywiadu / Służby Wywiadu Wojskowego W.Marczuka, Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, J. Kaczyńskiego i w końcu z Biura Komisji Likwidacyjnej WSI kierowanej przez A.Macierewicza, Prokurator Generalny RFN i odpowiedzialni za bezpieczeństwo państwa szefowie BND, BKA, BfV i Urząd Kanclerza Federalnego, zmuszeni zostali do zajęcia niezwłocznie i to w sposób procesowy, stanowiska wobec "nieprawdopodobnego" zarzutu istnienie, co najmniej od 1978 r., w kierowniczych strukturach bezpieczeństwa państwa siatki szpiegowskiej i działalności agenturalnej jednego z najbardziej prominentnych przedstawicieli tych struktur, na rzecz GRU/WSW/WSI, a, w miedzy czasie, także dla STASI.

Stopień wysokości "nieprawdopodobieństwa" pojawiającego się zarzutu, graniczącego z definicją absurdu, powiększały jednak fakty wskazujące, że dokumenty mające świadczyć o konieczności zajęcia się problemem zaoferowano szefom BND i BKA, a następnie Prokuratorowi Generalnemu RFN z kilku źródeł, z których jedno wskazywało na grupę współpracowników WSI, zagrożonych, po rozpoczęciu prac przez Komisję Likwidacyjną ds. WSI, zwolnieniem ze służby, a drugie prowadziło do b. funkcjonariusza STASI, którego przeszłość, prawie w całości, została przedstawiona w powołanym na wstępie artykule tygodnika FOCUS.
Niemal natychmiast, po tym jak do "rąk niemieckich" zaczęły docierać informacje o wyjątkowym znaczeniu oferowanych dokumentów, pojawiło się także pytanie, dlaczego ze strony przedstawicieli państwa - członka struktur obronnych NATO, będącego, na kilku poziomach współpracy operacyjnej w zwalczaniu międzynarodowego retoryzmu i przestępczości zorganizowanej, nie tylko sojusznikiem Republiki Federalnej Niemiec, ale przede wszystkim partnerem we wspólnie podejmowanych operacjach, nie doszło do odpowiedniej wymiany informacji i propozycji podjęcia wspólnie działań weryfikacyjnych, podporządkowanych wyłącznie obowiązkowi uzyskaniu niezwykle prostej w podobnych sytuacjach odpowiedzi.
Prawdopodobnie odpowiedź na to pytanie zawiera się w dokumentach, które dotarły w kopii także do Redakcji Magazynu FOCUS.

Prokuratorowi Generalnemu w Karlsruhe, po blisko dwóch latach śledztwa, nie pozostało nic innego, po tym jak sprawa, uznana za niezwykle tajemniczą, stała się przedmiotem zainteresowania dziennikarzy, jak zapowiedzieć umorzenie śledztwa wobec braku dostatecznych i wiarygodnych dowodów na zaistnienie czynu, oraz nagłej śmierci jednego z głównych świadków, którego wiarygodność wcześniej poddano instytucjonalnie w wątpliwość. Nie bez znaczenia stał się również fakt, że w toku prowadzonego pod sygn. akt: ST 24.1-05019/07 śledztwa nie wskazano wyraźnie podmiotu pokrzywdzonego.
W procesie pozbawiania świadka wiarygodności posłużono się wątpliwymi informacjami, wskazując, że nie mówił on prawdy, kiedy miał się on powoływać na treść rozmów telefonicznych z b. funkcjonariuszami GRU,WSI i STASI.
Ten fragment uzasadnienia postanowienia o umorzeniu śledztwa wydaje się jednak być jednym z najsłabszych argumentów.
Świadek E.Nickol, który w dniu 06.04.2008 r. zmarł nagle "na skutek wystąpienia szoku cukrzycowego", był majorem STASI, współpracownikiem GRU, specjalistą w zakresie wywiadu, dezinformacji, podsłuchu, pozyskiwania agentów i z pewnością znał się na technikach operacyjnych stosowanych przy podsłuchach rozmów telefonicznych przez inne służby.
Z całą pewnością, po tym jak nawiązał współpracę z BND i BKA, w sprawach mających znaczenie, nie prowadził on rozmów telefonicznych za pośrednictwem powszechnie znanego numeru. To samo można było z całą pewnością odnieść do jego "partnerów".
Dlaczego więc skonstruowano pro publico bono tak kruche podstawy umorzenia?
Odpowiedzi szukać prawdopodobnie należy w określeniu sprawy, jako "brisant" i to dla wielu zainteresowanych, względnie wtajemniczonych stron.

Redakcji Magazynu FOCUS zaprezentowano niemieckie tłumaczenia polskich dokumentów sprawy obiektowej "NYMPHE". Ich treść ujawnia nieładny ale też i groźny obraz postępowania instytucji państwa polskiego odpowiedzialnych od 2002 r. za współpracę z podobnymi instytucjami państw sojuszniczych i państw zaprzyjaźnionych.
Na stronach dokumentu oznaczonego, jako protokół przekazania, noszącego datę 21.01.2006 r., nr 172 i miejsce sporzadzenia Warszawa - Ministerstwo Obrony Narodowej - Szefostwo Wojskowych Służb Specjalnych - gen. bryg. Jan Żukowski, zawarto nastepujacy tekst skierowany do Wiceministra Obrony Narodowej, Pana Antoniego Macierewicza.
Agent: "NYMPHE"
Nazwisko: Wegesin Heiner
Zawód: nie wykonuje
Na polecenie Wiceministra Obrony Narodowej, Pana Antoniego Macierewicza przekazuje akta agenta "NYMPHE", ZAI/13-01/78 grupie kontrolerów MON, Pana Marka Wachniek.
W załączeniu:
1. Akta personalne 120 stron
2. Akta informacji 960 stron
3. Akta przekazanych dokumentów 740 stron
4. Akta analizy bezpieczeństwa ( sprawdzenie i kontrola telefonów ) 105 stron
Akta finansowe - dowody wypłat, zostały przekazane z pismem gen.bryg. Janusza Bojarskiego z 27.12.2005 r. wraz z listą agentów z Niemiec i Austrii.
Podpisany: gen.bryg. Jan Żukowski

W dniu 13.03.2006 r., pismem o nr 14, sporządzonym w imieniu MON, przez Wiceministra MON, Antoniego Macierewicza i skierowanym do gen.bryg. Jana Żukowskiego, MON, Szefostwo Wojskowych Służb Informacyjnych, sformułowano następującej treści polecenie.

Jako pełnomocnik Prezesa Rady Ministrów, Pana Jarosława Kaczyńskiego nakazuje:
1. Agent "NYMPHE"
- opracowanie dokładnej analizy, co do stopnia zgodności z prawdą uzyskanych informacji, oceny informacji, dalsze ich wykorzystanie w celach operacyjnych dla MON, sporządzenie analizy bezpieczeństwa.
- przekazanie akt agenta "REFERANT", ZAI/14-01/76 i agenta instruktora "DOZENT", ZAI/15-01/84,
- ocenę lat 1987-2004 ( efektywność i skuteczność w ocenie zadań wynikających z Ustawy R: Nr 61, poz.161, z 14.09.1992 ).
Jako termin wykonania 19.05.2006 r.
Analiza ta została wykonana przez oficera prowadzącego agenta Pana płk. Krzysztofa Brodę i pełnomocnika likwidacji WSI.
Obszar, mgr. mjr. Grzegorz Damiński.
Ten raport podlega przekazaniu mojemu pełnomocnikowi Panu Markowi Wachniek.
Wiceminister Obrony Antoni Macierewicz.

W jak niebezpiecznym terenie zaczęli się poruszać przedstawiciele władzy po nowym "rozdaniu wyborczym" z września i z listopada 2005 r., niech świadczy inny dokument powstały w dniu 05.10.2006 r. w Warszawie noszący podpis Szefa Służby Wywiadu Wojskowego, Witolda Marczuka.
Na dwóch stronach pisma określonego, jako "tajne" i skierowanego do Ministra Koordynatora ds. Służb Specjalnych, Z.Wassermanna, pod tytułem "Protokół Przekazania", określono zasady współpracy i podziału właściwości pomiędzy Służbą Wywiadu Wojskowego a Służbą Kontrwywiadu Wojskowego.
W tłumaczeniu na język niemiecki dokument ten przybrał następującą postać.

Minister Koordynator ds. Służb Specjalnych
Pan Zbigniew Wassermann
Protokokół przekazania
Ustawa z 2006 r., Dz. U. Nr. 182, poz. 1338, str. 2, reguluje zadania nowopowołanych służb specjalnych SKW i SWW.
Ustawa z 9 czerwca 2006 r. określa zadania Służby Wywiadu Wojskowego.
Zostało ustalone, że Agencji Wywiadu (AW) zostaną przekazani dotychczasowi agenci WSI:
"NYMPHE" Heiner Wegesin
"NEISE" (nazwisko zaczernione) funkcjonariusz Urzędu Ochrony Konstytucji
"BAAL" (nazwisko zaczernione) doradca ukraińskiego prezydenta
Jednocześnie zostaną przekazani także instruktorzy agentów.
Raporty z 19.05.2006 r. dotyczące agentów zostały przekazane Agencji Wywiadu w załączeniu.
W aktach trzech wymienionych wyżej agentów nie występują informacje o ich podwójnej działalności agenturalnej.
Agenci:
"HERMES"
"APOLLO"
będą dalej prowadzeni
Agent "Braun", Gerd …., nazwisko zaczernione ( pierwsza litera W lub V), kapitan Wojskowej Służby Wywiadu (MAD), Wydział (nazwa zaczerniona), będzie w przyszłości dalej prowadzony przez Służbę Wywiadu Wojskowego (SWW).
Austriaccy agenci:
"Franz Liszt", nazwisko zaczernione,
"Hans Mozer", nazwisko zaczernione,
"Wienerl", nazwisko zaczernione,
oficerowie sił zbrojnych Austrii będą prowadzeni dalej.
"Joachim Strauß" zostanie przekazany do AW.
Agent "Prater", ze względów bezpieczeństwa zostanie przekazany do archiwum.
Agent "Uri" członek szwajcarskich sił zbrojnych, był fikcyjnie prowadzony przez pułkownika Sigmunda Marotz, w zamiarze wzbogacenia się dewizami. W tym przypadku zostanie on postawiony w stan oskarżenia przed Sądem Wojskowym w Warszawie.
Wszyscy agenci muszą się z tym liczyć, że mogą zostać zdradzeni przez byłych oficerów WSI.
Do dzisiejszego dnia nie są jednak znane takie przypadki.
Zostało postanowione, że wyżej wymienieni agenci zawieszą swoją działalność do 2008 r.
Zostało zabezpieczone, że po tym czasie będzie mógł zostać podjęty kontakt z tymi agentami.
Szef SWW
Witold Marczuk

W świetle zapisów "polecenia przekazania" uznać należało, że ich autor zupełnie słusznie dopuścił założenie, iż wobec rozpoczęcia "procesu likwidacji WSI" pojawić się mogą przypadki "zdrady tajemnicy służbowej" ze strony b. funkcjonariuszy WSI, lub osób mających dostęp do materiałów operacyjnych gromadzonych przez WSI, a wcześniej przez WSW i służby państw zaprzyjaźnionych.
O motywach nie wspominano, ale oczywistym musiało się wydawać, że zarówno "niskie pobudki natury materialnej" jak i wyższe, w celu utrzymania się przy władzy, lub jej ponowne odzyskanie, stać się mogły bardzo poważnym zagrożeniem dla dalszego funkcjonowania państwa i losów jego obywateli.

Przyglądając się bliżej uwagom autora "polecenia przekazania" W.Marczuka i uzgadniającego z nim treść tego dokumentu Ministra Koordynatora ds. Służb Specjalnych, Z.Wassermanna, trzeba jednak zauważyć, że obaj ci "wysocy" funkcjonariusze państwowi przeoczyli fakt, odnotowany w korespondencji z czerwca i września 2006 r. pomiędzy Biurem Wiceministra Obrony Narodowej reprezentowanym przez mgr.mjr. Grzegorza Dymińskiego, Szefem Służby Wywiadu Wojskowego, W.Marczukiem i Ministerstwem Obrony Narodowej - Szefostwem WSI, reprezentowanym przez gen. bryg. Janem Żukowskim w sprawie dotyczącej bezpośrednio "agenta NYMPHE". Z treści pojawiającej się "wymiany notatek" wynikało, bowiem, że w grze, do której się przyłączyli i nad którą chcieli zapanować, partyturę musieli trzymać dalej funkcjonariusze GRU, obecny cały czas w Warszawie i urzędujący w Moskwie.
Rozpoczynając, zatem operacje "likwidacji WSI" osoby skupione wokół obu braci Kaczyńskich musiały sobie zdawać sprawę z tego, że ostrze tej "operacji" musiałoby zostać skierowane w pierwszym rzędzie przeciwko "rezydenturze GRU" w Polsce i sieci agentów, podporządkowanych przede wszystkim Moskwie. Dopiero w rzędzie drugim i następnych było miejsce dla WSW/WSI/STASI, itd.itp.
Osoby te powinny były także "świadomie wiedzieć", że wyznaczone już w kampanii wyborczej 2005 r. zadanie, musiałoby doprowadzić do zderzenia z interesami całkiem licznej grupy b. funkcjonariuszy WSW i STASI, wywodzących się z Operativgruppe Warschau, pewnej szczególnej formacji operacyjnej, której celem było zabezpieczenie po 1980 r. "wspólnych" interesów GRU,WSW i STASI w Polsce i poza jej granicami, w odpowiedzi na rodzący się opór społeczeństwa polskiego, co jak powszechnie wiadomo, doprowadziło do powstania "ruchu solidarności". Już mniej powszechnie znany jest jednak fakt, iż w operacji zniszczenia "solidarności" i zastąpienia jej "transformacją ustrojową", jedną z czołowych ról odegrała właśnie OPERATIVGRUPPE Warschau.

Po tym jak zamiar likwidacji WSI po wygranych w 2005 r. przez obu braci Kaczyńskich wyborach parlamentarnych i prezydenckich zaczynał przybierać kontury, Wiceminister Obrony Narodowej, A.Maciarewicz, Minister Koordynator ds. Służb Specjalnych, Z.Wassermann, Szef Agencji Wywiadu i Szef Wywiadu Wojskowego, W.Marczuk, a następnie obejmujący po małym intermezzo funkcję Prezesa Rady Ministrów, J.Kaczyński, oraz pośrednio Prezydent RP. L.Kaczyński, zapoznani zostali z dokumentami ujawniającymi zadania Operativgruppe Warschau w Polsce, powstałymi w okresie od 1980 r. do 1990 r.

Wśród dokumentów, które w kopii i w oryginałach mogli wymienieni wyżej funkcjonariusze analizować, znalazły sie m.in.:
- tekst porozumienia pomiędzy Ministrem ds. Bezpieczeństwa Państwa (DDR) a Ministrem Spraw Wewnętrznych (PRL) o powołaniu w Warszawie Operativgruppe des MfS i wyznaczeniu pierwotnie siedziby na terenie Botschaft der DDR w Warszawie;
- tekst meldunku operacyjnego z dnia 14.03.1986 r. odnoszący się do współpracy organów bezpieczeństwa PRL i DDR i narady dotyczącej operatywnej współpracy organów bezpieczeństwa obu państw "na lini USA". Ze strony polskiej uczestniczyli w niej, ppłk. Andrzej Kapkowski i mjr. Andrzej Głowacki. STASI było reprezentowane przez gen. Wilkes i gen. Dahm;
- tekst meldunku, noszącego oznaczenie 1099/87, sporządzonego w języku rosyjskim na polecenie Ministra Spraw Wewnętrznych PRL i przesłanego w dwóch egzemplarzach, po jednym dla GRU i STASI, w którym zawiadamiano, że: "dla poprawy współpracy z organami bezpieczeństwa krajów socjalistycznych, został powołany przy Gabinecie Ministra Spraw Wewnętrznych PRL Wydział ds. Stosunków Międzynarodowych. Na stanowisko Kierownika Wydziału został powołany towarzysz mjr. Zbigniew Chwaliński, Współpracownik aparatu centralnego Ministerstwa".
To tylko trzy dokumenty z liczby kilkuset innych, z którymi Z.Wassermann, A.Maciarewicz, W.Marczuk i pozostali powinni byli się zapoznać, zanim przystąpili do "likwidacji WSI".

Czy się "świadomie zapoznali"?
Jeżeli agenci, których oznaczenia występują na stronach, co najmniej kilkuset dokumentów sporządzanych pierwotnie przez WSW, a później przez WSI, rzeczywiście istnieli, względnie dalej istnieją, a nie stali się wytworem instrumentalnej fantazji jakiegoś tam płk. Sigmunda Marotza, to powołana przez Ministra Obrony Narodowej "Komisja Likwidacyjna WSI" powinna była ten fakt uwzględnić w swoich pracach.
Tym bardziej, że z akt, które Wiceminister Obrony Narodowej, A.Maciarewicz, a zanim Minister Koordynator ds. Służb Specjalnych, Z.Wassermann, zażądali od gen.bryg. J.Żukowskiego na temat "agenta NYMPHE", na przykładzie wyraźnie zindywidualizowanej sprawy obiektowej ujawniał się obraz zupełnego podporządkowania WSW/WSI kierownictwu GRU i strukturom, prawie przestępczym, powstającym po likwidacji STASI.
Likwidacja ta przybrała zresztą groteskowe formy, na co zwrócili wielokrotnie uwagę dziennikarze znanych i poważanych tygodników niemieckich, podkreślając, że co najmniej kilkanaście tysięcy funkcjonariuszy b. STASI, pomimo wyraźnego zakazu ustawowego, znalazło po 1991 r. zatrudnienie w organach policji, Federalnego Urzędu Kryminalnego, Urzędu ds. Ochrony Konstytucji, Federalnej Służby Wywiadu i Służby Ochrony Państwa (Staatsschutz)
Konstatacja powyższego zjawiska, powinna skłaniać do bardziej poważnego podejścia do wysiłków różnych politycznych środowisk w Polsce, które poparły "program likwidacji WSI", po piętnastu latach bezradności na tym polu państwa polskiego i bierności społeczeństwa.

Publikacja "raportu o działaniach WSI", więcząca prace Komisji Likwidacyjnej WSI nie stała się jednak przełomem. Wbrew oczekiwaniom i na przekór kalkulacjom projektowanym w najbliższym otoczeniu obu braci Kaczyńskich, determinacja zespołu kierowanego przez A. Macierewicza, stała się początkiem operacji, której najbardziej dramatyczny okres przypadł na miesiące poprzedzające "katastrofę smoleńską".

Widziane z pewnej perspektywy zdarzenia, których źródeł można doszukiwać się w otoczeniu osób występujących oficjalnie w imieniu WSI i "WSI w likwidacji", w korespondencji wymienianej z Wiceministrem Obrony Narodowej, A.Maciarewiczem, Ministrem Koordynatorem ds. Służb Specjalnych, Z. Wassermannem i Szefem Służby Wywiadu Wojskowego, W.Marczukiem, pozwalają na wysnucie tezy, że bezpośrednio po "rozpędzeniu" we wrześniu 2007 r., w wyniku sztucznie wywołanego kryzysu parlamentarnego, Rządu Premiera J.Kaczyńskiego, podjęta została decyzja o pozbawianiu L.Kaczyńskiego Urzędu Prezydenta i likwidacji, także fizycznej, tzw. ośrodka prezydenckiego.

W jednym z dokumentów, z którym mogli się zapoznać w kopii dziennikarze magazynu FOCUS i z pewnością przedstawiciele Bundesanwaltschaft in Karlsruhe, znalazło się zdanie, mówiące o wyznaczeniu terminu końcowego operacji, po którym "cała władza powinna wrócić w ręce rad". Z treści informacji zawartych w innych, dostępnych w kopiach, dokumentów wynika, że autor przesłania, wywodzącego się z okresu "wczesnego Lenina", miał na myśli "rządy obu braci Kaczyńskich", rozumiane, jako dalsze istnienie instytucji publicznych, na których czele postawieni zostali po 2005 r. "ludzie PiS"
Trzeba przyznać, że obaj bracia Kaczyńscy znacznie się przysłużyli powstaniu planu, który miał doprowadzić do ich "politycznego i fizycznego końca".
Po jednej stronie, ogromnym ułatwieniem stała się dramatycznie błędna polityka personalna, uprawiana przez nich już w 1992 r., a później powtarzana w 2000 r. i po 2005 r., zarówno na poziomie rządowym i administrowania gospodarką jak i w organach władzy państwowej podporządkowanych Prezydentowi RP.
Wielokrotnie ujawniany krańcowy brak profesjonalizmu i nade wszystko demonstrowana arogancja w symbiozie z oportunizmem i to w odniesieniu do osób o nieposzlakowanej opinii, prowadziły do rozpowszechniania się nawyków, którym przyzwoici ludzie nie mogli i nie chciały sprostać.
W powodzi zachowań stawiających nie jeden raz na "promocję prywaty i miernoty" inicjowanych od środka, pomniejszać się musiał krąg ludzi zaufanych i przekonanych do politycznych pomysłów obu braci Kaczyńskich.
Postępowała izolacja i "wystawienie" celu będącej w toku realizacji operacji specjalnej.

Po drugiej stronie jednak, i zjawisko to było z największym "przerażeniem" obserwowane przez przeciwników dalszej obecności na politycznej scenie obu braci Kaczyńskich, których aktywność odbierano nie tyle "w światłach tego co robili, czasami nie wiele robili, ale w obawie przed możliwą explozją strumieni niezliczonej ilości świateł, wywołanych przez Prezydenta RP i podległe mu jeszcze instytucje państwowe, rzuconych na najnowszą historię Polski i ciążąca coraz bardziej rzeczywistość", zdawano sobie sprawę, że w "drodze" znajduje się publikacja dokumentu, którego treść będzie "wypowiedzeniem wojny" dominium służb specjalnych, "new policy and ekonomy made from PRL".

Dla inaczej myślących, koniecznym jest przypomnienie, że w historii Polski były już takie "publikacje" , które zdecydowały o jej losach. W Konstytucji 3 Maja znalazły się postanowienia, których caryca Katarzyna i jej "pruski wspólnik", informowani przez "służby", nie mogli przetrawić.

Pozostaje poza terenem dywagacji fakt, że po przegranych we wrześniu 2007 r. wyborach parlamentarnych, przegranych "na własne zamówienie", w Urzędzie Prezydenta RP doszło do kilkunastu narad w tzw. najbliższym kręgu osób zaufanych. Lista obecności jest znana. Pokrywa się ona niestety, z wyjątkiem czterech nazwisk, z listą ofiar "tragedii smoleńskiej". Znane są także tematy narad u Prezydenta RP.

O czym zatem mogą i powinni sobie przypomnieć ostatni żyjący współpracownicy sp. Prezydenta RP L. Kaczyńskiego?
Być może, o istnieniu dokumentacji powstałej na polecenie sp. Prezesa NBP, J.Skrzypka, której ujawnienie kilka razy odkładane, zostało zaplanowane na pierwsze tygodnie zbliżającej się kampanii prezydenckiej. Zawarte tam informacje wskazywały na podporządkowanie polskiego systemu bankowego i ubezpieczeń społecznych kontroli GRU i WSI. W konsekwencji, najbardziej znane banki i instytucje ubezpieczeniowe w Polsce poddane zostały kontroli , lub, w bardzo udokumentowanych przypadkach, powstały jako emanacja i produkt operacji finansowych GRU/WSW/WSI/STASI prowadzonych w Polsce już od 1987 r.
W aktach Operativgruppe Warschau, będących w posiadaniu niemieckich organów bezpieczeństwa, można znaleźć nazwiska wszystkich bez wyjątku b. funkcjonariuszy SB i WSW, typowanych do zadań specjalnych i zatwierdzanych jako "osoby zaufania" w centrali STASI w Berlinie i GRU w Moskwie. Można przypomnieć i z przerażeniem poznać treść korespondencji w tym zakresie pomiędzy Ministrem Bezpieczeństwa Państwa DDR, E.Mielke, a jego odpowiednikiem w PRL, ministrem w kilku rolach, C.Kiszczakiem.
Co, nie mniej ważne odnotowania, korespondencja ta była prowadzona primar w języku rosyjskim, dla wielu uczestników tych wydarzeń, w języku ojczystym.

Rodowód polskich "znanych banków" to chronologia operacji przestępczych, w których wyznaczone przez GRU/WSW/WSI/STASI role odegrali i odgrywają osoby publicznie znane, lub osoby, których identyfikacja, prowadząca w tym samym kierunku, mogłaby zostać bez trudu przeprowadzona. Historia najnowszej polskiej bankowości, o czym miały zaświadczyć dokumenty gromadzone przez sp. Prezesa NBP, J.Skrzypka, to pasmo gigantycznych fikcyjnych operacji, zwanych kreatywnym lub pustym przepływem środków finansowych, w wyniku, czego "zadaniowo" wykreowano "puste instytuty finansowe", które, zanim upadną, lub znajdą kolejnego właściciela, Państwo Polskie będzie musiało dokapitalizować dziesiątkami miliardów EURO.

To trwający proces realizacji operacji "zarządzania długami, lub poprzez długi". Nowej doktryny politycznej prowadzącej do przejmowania kontroli nad całymi państwami przez nowo powstające ośrodki władzy, których centra lokowane są poza granicami państwa polskiego i poza zasięgiem woli obywateli tego państwa.
Przykłady są już znane i można je opisywać, jako "model hiszpański", lub "model grecki". Punktem wyjścia jest gwałtowne zadłużanie państwa kosztem biednych i najbiedniejszych, do których mają dołączyć średnio zamożni. Sukcesem ma być nowy typ społeczeństwa, w którym dominować będą bogaci i biedni. A więc podział na ciągle się bogacących i coraz więcej bezradnych.
Nie wolno mylić. Bogaci, kształtujący władze będą coraz bardziej bogaci. Ich liczba nie będzie się zwiększać. Zostaną zahamowane drogi awansu majątkowego, zawodowego i społecznego "klasy średniej", zawsze najbardziej rewolucyjnej, której przedstawiciele, w pierwszym rzędzie "wolne zawody" i inteligencja, spychane będą i już dawno są, w dół, w szeregi "Fußvolk". Najnowsze wydarzenia właśnie z teatrów hiszpańskiego, greckiego i belgijskiego powinny przypomnieć, że "lud pieszy" sam, niezależnie od liczebności, nie jest żadnym zagrożeniem dla władzy będącej bezpośrednią emanacją pieniądza, własności i stale obecnych służb specjalnych. Niepokój na "dole" to kilka punktów procentowych więcej w oprocentowaniu ciągle pogłębianej zależności kredytowej. To dodatkowy zysk mających władzę i rosnący paraliż środków publicznych. W ostatnich dwudziestu latach istnienia "Polski Transformowanej" wytworzył się nowy zabójczy typ moralności, odrzucający w całości cały dorobek pokoleń wychowywanych mniej lub bardziej świadomie na twórczości i postawach Józefa Mackiewicza, Gustawa Herlinga-Grudzińskiego i kilkudziesięciu innych wielkich Polaków, skazanych z przyzwolenia "ludu pieszego" na zapomnienie i exmisje z polskiej pamięci.

Ich miejsce zajęli osobnicy, których akta można poczytać w instytucji kierowanej przez Bundesbeauftragte für die Unterlagen des Staatssicherheitsdienst des ehemaligen Deutschen Demokratischen Republik, mieszczącej się przy ul. Karl-Liebknecht-Str.31-33, 10178 Berlin.
To archiwum, którego jeszcze istnienie denerwuje i "mocno szkodzi". Można tam wyczytać jak powstawały "polskie duże banki", którzy oficerowie z WSW i SB i STASI prowadzili przyszłych "wybitnych polskich bankierów i ekonomistów"- w jednym z ciekawszych przypadków oficerem prowadzącym "wybitnego" polskiego bankowca i ekonomistę, ba polityka, o powszechnie akcentowanym i kojarzonym nazwisku, który po 10.04.2010 r. został przypomniany, był zwykły major WSW. Zresztą "prowadził" on także małżonkę tego "bankiera" i żeby było do kompletu także jego brata. Cała trójka wyprowadzona została na poziomy, gdzie "lud pieszy" i byle, jaka opozycja nie mają wiele do powiedzenia. Po 10.04.2010 r. zupełnie nic. A przecież wystarczyłoby jedno dobrze przygotowane wystąpienie b. Prezesa Narodowego Banku Polskiego sp. S.Skrzypka.

To mogło być wspólne wystąpienie ze sp. J.Kurtyką, b. Prezesem Instytutu Pamieci Narodowej i sp. A.Szczygło, b. Ministrem Obrony Narodowej i b. Szefem Biura Bezpieczenstwa Narodowego. W oparciu o posiadane dokumenty, zebrane w ilości kilku tysięcy kart, m. in. w toku prac "Komisji Likwidacyjnej WSI" i wykonując postanowienia ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, obaj nieżyjący już funkcjonariusze państwowi posiedli ogromną wiedzę o istotnych wadach funkcjonowania Państwa i antypaństwowej roli służb specjalnych po 1990 r.
Punktem wyjścia dla kilku zdań komentarza powinno być jednak ujawnienie treści dokumentu znanego przed 10.04.2010 r. obu wyżej wymienionym funkcjonariuszom państwowym.

Z dniem 27.12.2005 r. gen. bryg. Marek Dukaczewski, występujący w imieniu Ministerstwa Obrony Narodowej, Szefostwa Wojskowych Służb Informacyjnych, skierował do Z-cy Szefa Obrony Narodowej, Pana Antoniego Macierewicza następujące pismo, zatytułowane, jako "notatka".

Notatka
z prywatnej rozmowy pomiędzy gen.bryg. Markiem Dukaczewskim a gen. bryg. Januszem Bojarskim z 27.12.2005 r.
Rozmowa była potrzebna na wzgląd poprzedników obcokrajowców:
"Neptun" (płk. Jan Erik Andersen, Wojskowy Kontrwywiad,Dania).
"Nymphe" (Heiner Wegesin, Niemcy, obecnie bezrobotny).
"Neise" ( nazwisko zaczernione, pracownik Landesamt für Verfassungschutz Brandenburg).
"Apollo" (nazwisko zaczernione).
"Hermes" (były pracownik Bundesinnenministerium Deutschland)
"Baal" (nazwisko zaczernione, doradca ukraińskiego prezydenta).
"Jochan Strauss" (Gernot Rumpold, pracownik u Jörg Heider).
"Franz Liszt" (nazwisko zaczernione).
"Hans Moser" (nazwisko zaczernione).
"Prater" (nazwisko zaczernione).
"Wienerl" (nazwisko zaczernione).
Pomimo nadchodzącego rozwiązania WSI musi być zagwarantowane bezpieczeństwo źródła.
Dlatego też następujące postanowienia Pana Macierewicza.
Przeniesienie poprzedników razem z kierownikiem zdarzenia do oddziału specjalnego.
Ująć wszystkie źródła i oficerów z czasowego punktu reklamy i pisemnego projektu Pana Macierewicza.
Przekazanie wszystkich akt łącznie z materiałem z archiwum WSI.
Przekazanie wszystkich dokumentów oddziału Studiów i Analiz jak także WSW i WSI.
Prawne wojskowe pouczenie wszystkich żyjących WSW i WSI oficerów o konsekwencjach prawnych w przypadku przekazania dalej informacji.
Wraz z zakończeniem notatki nastąpi przekazanie źródła.
Gen. bryg. Marek Dukaczewski
Gen. bryg. Janusz Bojarski

W tym samym czasie, kiedy miało dojść do "prywatnej rozmowy" obu generałów i przkazania Wiceministrowi Obrony Narodowej, A. Macierewiczowi dokumentacji WSW i WSI, przedmiotem innych uzgodnien było określenie terminu pozbycia się "obu braci Kaczyńskich i powoływanych przez nich funkcjonariuszy" z obszaru działalności publicznej i politycznej.
Przekazywane do biura Wiceministra Obrony Narodowej, A.Macierewicza, informacje poddane zostały, o czym świadczą inne dokumenty, analizie pod kątem ich wiarygodności i porównane z dokumentami gromadzonymi przez IPN, a z chwilą objęcia funkcji Prezesa Instytutu Pamięci przez sp. J.Kurtykę z zasobami przekazanymi zgodnie z ustawą do "działu zastrzeżonego" IPN, gromadzącego materiały obejmujące "operacje bieżące", lub będące w toku, względnie tylko zawieszone.
Na ich podstawie osoby z najbliższego kręgu współpracowników obu braci Kaczyńskich, których nazwiska z dwoma wyjątkami znalazły sie później na "liście smoleńskiej", podjęły trud "oszacowania" stopnia infiltracji i instrumentalizacji najważniejszych organów państwa, w tym organów bezpieczeństwa, zapewniających prawidłowość funkcjonowania podstawowych i strategicznych sektorów gospodarczych, ze strony WSI, rezydentury GRU i struktur przestępczych powstałych po rozwiązaniu STASI.

Po powołaniu uchwała sejmowa Komisji Likwidacyjnej WSI, prace zespołu gromadzącego się w siedzibie Prezydenta RP zostały rozszerzone o analizę materiałów napływających do Komisji i wnioski formułowane w toku prac przygotowujących "Raport o Likwidacji WSI". W krótkim czasie musiano się zorientować, że zakres prac Komisji określony treścią uchwały, nie mógł być zachowany. Z napływających materiałów archiwalnych i z akt prowadzonych śledztw, oraz postępowań prowadzonych przez NIK, KGP CBŚ, CBA, SWW i SKW, wyłaniał się obraz istnienia w Polsce "mega władzy" podporządkowanej międzynarodowym grupom przestępczym wywodzącym się ze służb specjalnych państw b. obozu komunistycznego, w rozumieniu definicji nadanej temu zjawisku przez Prokuratora Generalnego Palermo i Szefa Urzędu Prokuratury ds. Walki z Mafią, prok. Roberto Scarpinato. Polska, o czym alarmują m.in. przedstawiciele Parlamentu Europejskiego i jednego z urzędów Komisji Europejskiej do Walki z Mafią i Korupcją, znalazła się w rękach organizacji przestępczej grupującej byłych, oraz nadal czynnych funkcjonariuszy wojskowych służb specjalnych, funkcjonariuszy publicznych zajmujących wysokie stanowiska rządowe, parlamentarne i polityczne, przedstawicieli znanych wolnych zawodów, funkcjonariuszy wymiaru sprawiedliwości i prokuratury, przedstawicieli banków i instytucji ubezpieczeniowych i "zwykłych" morderców, gotowych podjąć się każdego zlecenia.

Już w trakcie pisania Raportu o Likwidacji WSI podjęto decyzje o przygotowaniu dla Prezydenta RP, w formie "aneksu" bardziej poszerzonej i dokładnie udokumentowanej analizy źródeł pogłębiającej się zapaści gospodarczej i politycznej państwa. Z docierających do Komisji i Prezydenta RP materiałów wyłaniał się obraz instrumentalnie pogłębianej izolacji państwa polskiego na arenie międzynarodowej i wzrastającej zależności obywateli od międzynarodowych instytucji finansowych i politycznych.
W rozwoju było "drugie państwo", którego filary wyłaniały się z "państwa staniu wojennego"
W dokładnie dokumentowanych przypadkach należało przyjmować do wiadomości i stawiać pytanie, czy ujawniać i jak, że państwowe i publiczne instytucje administracyjne, gospodarcze i polityczne Państwa Polskiego, podejmowały działania na szkodę Komisji Europejskiej, międzynarodowych umów w zakresie bezpieczeństwa państw Unii i ich naczelnych organów, wyznaczających wspólne cele w zwalczaniu obcej agentury i mafii.
Nie tylko podejmowały, ale kontynuowały one operacje "specjalne" skierowane np. przeciwko Republice Federalnej Niemiec, Austrii, Danii i USA, rozpoczęte w 1978 r. Wypracowane w okresie stanu wojennego i przeniesione w czasie dochodzenia do tzw. transformacji ustrojowej, albo, jak kto woli do "okrągłego stołu" metody "pracy operacyjnej" przybrały postać "nowego otwarcia" w stosunkach z krajami Państw Unii i NATO.

U części funkcjonariuszy, szczególnie tych, mogących się czuć zagrożonymi wynikami ustaleń rozpoczynającej działalność Komisji Weryfikacyjnej WSI, dla których, jak w przeszłości "tajemnice służbowe" były na sprzedaż, pojawić się musiał pomysł operacji handlowej, której sprawne przeprowadzenie miało przynieść milionowe zyski. Natomiast koszty "własne" przedsięwzięcia miały obciążyć przeciwników politycznych, realnych, lub wystawionych. W planach operacji, której przedmiotem była oferta sprzedaży sieci agentów działających jak się wydaje, m.in., od co najmniej 1978 r. w otoczeniu Kanclerza RFN, w kierownictwach Urzędu Ochrony Konstytucji, Federalnej Służby Wywiadu, Federalnego Urzędu Kryminalnego, itd. nie uwzględniono jednak dwóch istotnych elementów.
Po pierwsze, że "materiał", którym zamierzono się posłużyć nie był własnością polskich służb specjalnych. Jego dysponentem nie mogły być WSW/WSI, o czym świadczy stała obecność GRU i STASI, lub ich następców w Warszawie.
Po drugie, osoby zainteresowane komercyjną częścią operacji, nie uwzględniły w swoich planach faktu, iż pod koniec 2005 r. w kierownictwie zagrożonych likwidacją WSI rozpoczęto realizacje operacji odzyskiwania, traconej po 23.09.2005 r. władzy.
Na istnienie właśnie tak opracowanego scenariusza wskazują informacje zawarte w kopiach dokumentów, których treść, bliżej nieznani dysponenci ujawnili w kilku miejscach i w kilku instytucjach, znajdujących się poza granicami Polski.

Zastanawiać powinien przy tym jednak fakt, że o istnieniu takiego scenariusza, mógł wiedzieć Witold Marczuk, nowo i na krótko powołany Szef Agencji Wywiadu i Szef SWW. Wydaje się, że on sam mógłby najlepiej zinterpretować znaczenie informacji zawartych w tekstach kopii kilku dokumentów sporządzanych przez niego lub w jego imieniu.
W jednym punkcie, osoby, zajęte poszukiwaniem nabywcy na "Brisantmaterial", nie zdając sobie sprawy z charakteru i znaczenia decyzji podejmowanych przez osoby kojarzone z ścisłym kierownictwem WSI, przyjęły zupełnie błędne założenie.
Pomyliły się w ocenie siły determinacji i stopnia woli zreformowania "III Rzeczypospolitej", u przedstawicieli obozu zwanego niepodległościowym.
Można poddać byłoby dyskusji tezę, że zbyt bardzo i dosłownie zawierzyły przedwyborczym deklaracjom i powyborczym zapowiedziom.
A priori, przypisały konstruowanej po wrześniu 2005 r. "na skróty" koalicji profesjonalizm tam, gdzie go nie było.
Obawiały się zagrożenia witalnych interesów formacji rodem z okresu Informacji Wojskowej.
W istocie rzeczy pomyliły się w ocenie własnej siły. Być może, zwyczajnie i po prostu, przeszły do porządku dziennego nad wymową faktów z niedalekiej przeszłości, które tutaj należałoby zinterpretować w następującym stylu.
W okresie finalizowania "umowy stulecia" lub "drugiego przejęcia władzy" w lutym 1989 r. połączone siły służb specjalnych w Polsce liczyły ponad 1 mln. funkcjonariuszy i tajnych współpracowników.
W tym czasie w DDR, w Ministerstwie Bezpieczeństwa Państwa ( MfS), w podobnych rolach występowało 178 tys. funkcjonariuszy i 94 tys. tajnych współpracowników. W pozostałych ministerstwach, w tym w Ministerstwie Obrony Narodowej i w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, które nie było tożsame z MfS, zajęcie znalazło łącznie ponad 200 tys. funkcjonariuszy bezpieczeństwa, nadzorujących nieznaną bliżej do dzisiaj liczbę osób występujących, jako tajni informatorzy i pracownicy operacyjni. W tej grupie znajdowali się bez wyjątku prokuratorzy, sędziowie i pracownicy administracyjni.
Według innych danych, dostępnych nadal nie wiadomo, po co i dla kogo, w państwie, DDR dla "aparatu bezpieczeństwa" pracowało 10% społeczeństwa!
Czy to dużo? Z punktu widzenia oceny celów "aparatu" po 1989 r., którego nie dotknęło w zasadzie żadne rozliczenie, to ważne, dla zrozumienia źródeł sytuacji, w której znalazła się po 1989 r. "ponownie niepodległa Rzeczypospolita", To był ten kamien wegielny nie tylko pod nowe zjednoczone Niemcy ale też i nowy układ sił w Europie u schyłku wieku.

Powołujący się, w wirze ustaleń okrągłostołowych na "bohaterską przeszłość opozycyjną" działacze, nawet nie spróbowali zmierzyć się z "aparatem ucisku" i jednym z jego produktów "stanem wojennym".
W Polsce nie są znane, dostępne ale w Berlinie, dokumenty świadczące o prekursorskiej roli Informacji Wojskowej/WSW/WSI w realizacji, wyznaczanych przez inne zaprzyjaźnione służby, nowych "narzędzi ucisku i ubezwłasnowolnienia, czyt. "muzułmanienia", całego społeczeństwa".
"Stan wojenny", "ośrodki internowania", "zamrożenie kont", "otwarcie gospodarcze na zachód", FOZZ, etc. były częścią eksperymentu, zakończonego sukcesem, o którego częściach składowych rozważano już w 1953 r. Analizowano różne warianty. Zawsze jednak w aspektach utrzymania stałej kontroli nad gospodarką, w dążeniu do maxymalizacji zysków, nadając operacjom, których zastosowanie rozważano, miedzynarodowy charakter.
Zasadnicze uchwały i następujące po nich rozkazy kończyły się najczęściej pozdrowieniem przesyłanym w imieniu zawsze podziwianego "Feliksa Edmuntowicza".

W dniu 4 czerwca 1989 r. społeczeństwo polskie nie stało się "wolne i niezawisłe". Bardziej uważni i odważni jego przedstawiciele, znaleźli się w sytuacji wywołanego konfliktu z organizacją "przestępczą" liczącą, co najmniej 2 mln. gotowych do popełnienia każdego draństwa "żołnierzy", określenie zapożyczone ze skarbnicy języka mafii, ukształtowanych np. w Oranienburgu, czy też w Legionowie, w kulcie do spuścizny "Feliksa Edmuntowicza". Nie przezwyciężono i, broń boże, nie pokonano żadnej "komuny". Czerwiec 1989 r. to początek kolejnej operacji służb specjalnych, której obrazu nie przesłonią nieudolne, lub bardzo nieudolne, chaotyczne próby włączenia się w nurt wydarzeń politycznych, podejmowane od stycznia 1992 r., po listopadzie 1997 r., w 2000 r. i w 2005 r., środowisk określających się jako "niepodległościowe", zakończone całkowitą klęską polityczną we wrześniu 2007 r. i eliminującą do końca, tego środowiska "Tragedią Smoleńską", z 10.04.2010 r.

Można o tym różnie pisać i jeszcze więcej myśleć. Znaczna część społeczeństwa - to za mało powiedziane - większość społeczeństwa, zarówno w pisaniu jak i w myśleniu "przeszła" już na stronę wyznaczoną mu w dniach poprzedzających "okrągły stół". Znaleźli w odległych rzędach "sali kinowej", wywoływani czasami do przodu w chwilach, kiedy "władza" potrzebowała statystów. Niektórym całkiem na poważnie wydało się, że są VIPami. Jak tragicznie się pomylili, o tym właśnie przyszło porozmyślać po 10.04.2010 r.

Licząc się w końcu z zupełną kompromitacją w nadchodzących wyborach prezydenckich, po zupełnie niepotrzebnie wywołanych wyborach parlamentarnych we wrześniu 2007 r. środowisko określające się jako niepodległościowe i naturalnie patriotyczne, zawęziło swoje szeregi do "pałacu prezydenckiego" i resztek instytucji publicznych będących jeszcze w zasięgu wpływów Prezydenta.
Bez wątpienia determinacja w poszukiwaniu odpowiedzi na zbliżające się "Okopy Św. Trójcy" musiała przybierać dramatyczne cechy, jeżeli bez należytego przygotowania i całkowicie nieprofesjonalnie zdecydowano o wywołaniu tzw. afery hazardowej. Jej finał to lekcja z najnowszej historii absurdu i głupoty politycznej. Stronę przegraną wypełnili obaj bracia Kaczyńscy i najwierniejsi z wiernych, pozbawiani z dnia na dzień nie tylko stanowisk, ale też kolejno wystawiani dowolnie prowadzonym postępowaniom karnym, cywilnym i środkom przymusu stosowanym przez różnego rodzaju służby specjalne.
Nie bez ironii przypomnieć należy losy CBA i ostatnie chwile jego kierownictwa. W odwołaniu M.Kamińskiego i jego zastępców z pełnionych w CBA funkcji, a następnie posłaniu ich do zajęcia miejsc na "ławie oskarżonych", jedną z czołowych ról odegrali prokuratorzy obdarzeni wcześniej zaufaniem przez b. Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego, Z.Ziobro i b. Ministra Koordynatora ds. Służb Specjalnych, Z.Wassermanna. Po "nowym rozdaniu władzy", od października 2007 r., kariery tych prokuratorów nabrały nowej, jakości i niespotykanej dynamiki. Ich nazwiska pojawiają się wszędzie tam gdzie nowej władzy zależy na określonych wynikach wszczynanych śledztw lub podtrzymaniu wyników postępowań karnych i cywilnych kończonych przed 23 września 2007 r.

Po zupełnym crash-u z wyborami parlamentarnymi w 2007 r., w atmosferze konwulsyjnych zachowań medialnych towarzyszących kolejnym nietrafionym pomysłom na utrzymanie stanu posiadania, atrybutów władzy otrzymanych po wrześniu i listopadzie 2005 r., w środowisku politycznym skupionym wokół obu braci Kaczyńskich musiała zapaść decyzja o rzuceniu do walki politycznej "ostatnich trzystu spartan", czyli materiałów źródłowych zgromadzonych w toku powstawania "Aneksu do Raportu o Likwidacji WSI". Decyzja ta nie mogła zostać przyjęta przez "aklamacje". Nie wszyscy i znający materiał dowodowy gromadzony przez Komisję Likwidacyjną WSI mogli się uważać za prawych i sprawiedliwych. Nie bez powodu Prezydent RP zapowiadając pierwotnie i niezwłocznie publikacje Aneksu, zachował się najpierw zupełnie inaczej. Ujawnienie treści kilku tysięcy dokumentów i wywołanie "ogólnonarodowej" dyskusji na temat kolejnych tysięcy tajnych dokumentów z najnowszej historii III i prawie IV Rzeczypospolitej mogło doprowadzić do powstania "efektu bumeranga", lub "efektu kuli śnieżnej".
W obu przypadkach należało się liczyć z poważnym zamieszaniem na tzw. polskiej scenie politycznej i ciężkimi "obrażeniami ciała" zarówno u koalicji jak i w szeregach opozycji.

Do września 2009 r. obowiązywało porozumienie wynegocjonowane na gruzach efektów publikacji "Raportu o Likwidacji WSI". Powody były początkowo różne. Na końcu jednak przebiła się obawa, że raz rozpoczęty proces ujawniana prawdy o WSI, doprowadzi do rozszerzenia procedur badawczych o role obcych służb specjalnych w kształtowaniu obecnego krajobrazu politycznego i kondycji ekonomicznej "ponownie niepodległej Rzeczypospolitej".

To tak jak we Włoszech wczesnych lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku.
Obie wielkie, ale lekko skonfliktowane partie rządzące, opowiedziały się najpierw za kontynuowaniem śledztwa przez prokuratorów "Związku Antymafijnego" kierowanego przez prokuratorów Falcone i Borselino, by następnie z zadowoleniem, wynikającym być może z bezpośredniego udziału w zbrodni, przyjąć wiadomość o zamordowaniu obu prokuratorów i kilku funkcjonariuszy policji uczestniczących w śledztwach nadzorowanych przez obu prawników.
Samym partiom to już nie wiele pomogło. Ich szeregi i misternie, ponad podziałami, ukrywana współpraca, nie mogły przetrwać w zderzeniu z wymową publikowanych ustaleń dowodowych, nawiązujących bezpośrednio do wyników śledztw zapoczątkowanych przez G.Falcone i P.Borselino. Poza olbrzymią korupcją i gigantycznym klientyzmem, śledczym, skupionym w "Związku Przeciwko Mafii" ,w każdym z ważniejszych wątków prowadzonych postępowań karnych i karno skarbowych "wychodziły" ponad wszystko wszędzie obecne służby specjalne. Jak to ujął jeden prokuratorów, którego wypowiedzi można jeszcze śledzić na stronach internetu, starający się o powołanie przy Komisji UE specjalnej organizacji do walki z "mafią w białych kołnierzykach", a więc z sędziami, policjantami, prokuratorami, lekarzami, bankowcami, menedżerami, itd., którzy to, bez wyjątku, zorganizowanej przestępczości zawdzięczają swój status zawodowy, mafia w obecnej postaci to rodzaj zmutowanego pasożyta, który "pożera" całe narody i państwa, kontrolując zupełnie zarówno procesy stanowienia prawa, jak i dostęp do niego.
Wbrew zgrabnie przeprowadzonej na użytek polskiego czytelnika tzw. publikacji niszowych analizie, to nie w Polsce, ale we Włoszech zauważono, że co prawda "politycy reprezentują naród", ale rozliczają się przed służbami specjalnymi. Inaczej mówiąc i w tym kierunku chciał pójść autor bardzo zgrabnego tekstu, za jakość państwa odpowiadać mają przedstawiciele narodu wybrani w demokratycznie przeprowadzonych wyborach, ale już, o jakości tych przedstawicieli decydują, bez potrzeby powoływania się na "demokracje", służby specjalne.
W lutym 1989 r. służby specjalne w Polsce rozpoczęły operacje przejmowania władzy. Już nie "manifest lipcowy", ale "umowa społeczna", u której podstaw znalazł się "stan wojenny" i doświadczenia z innych nienaturalnych stanów, które pozwoliły na dobór wspólników kolejnego oszustwa.

Historia dekady zapoczątkowanej w sierpniu 1980 r. i zakończonej w czerwcu, dla niektórych w grudniu, 1989 r. to pasmo zdarzeń, do tej pory, z przyzwolenia "narodu", nie znanych. To archiwa WSW/WSI, STASI i GRU, niedostępne w imię ważnych interesów państwa, nad którymi unosi się zakaz "streng verboten" und "lebensgefahr". Jakiego "państwa" i jakich "interesów"?

Na początku 1990 r. funkcjonariusze WSW/WSI rozpoczęli umieszczanie, w strukturach modyfikowanych centralnych organów administracji państwowej, organizacji, której nadano postać "bezpiecznej służby". Ciąg dalszy jest znany, ale nieprawdziwy. Otóż pomysł tego przedsięwzięcia zrodził się w Wiedniu, w kręgu funkcjonariuszy różnych służb specjalnych, i nawiązywał do istniejącej w strukturach austriackiej policji i prokuratury organizacji przestępczej o nazwie "Freunde der Polizei".
Przez przypadek, a właściwie niechlujstwo osób obarczonych zadaniem, nie doszło, co prawda do "prostego" przeniesienia na grunt polski celów określanych przez "przyjaciół policji", ale krótko po tym, w podobnym celu i w tych samych instytucjach, doszło do zadomowienia się grupy przestępczej, zrzeszającej funkcjonariuszy policji, prokuratury, wymiaru sprawiedliwości i b. funkcjonariuszy SB.WSW/WSI, określających się, jako "spółdzielnia".

Wydaje się, w oparciu o akta znajdujące się np. w Berlinie, że do "spółdzielni" należy - trzeba pisać w czasie teraźniejszym, dwóch komendantów głównych policji, kilkudziesięciu funkcyjnych prokuratorów - w obecnym składzie Prokuratury Generalnej pojawiły się nazwiska sześciu prokuratorów i m.in. kilkudziesięciu funkcyjnych sędziów, m.in. sędziów SN. Nic szczególnego. Typowa reprezentacja "lepiej urodzonych", odpowiadająca wiedeńskim zasadom doboru kadr praktykowanym przez mafię. Z tą różnicą, że tam kilku wyżej postawionych funkcjonariuszy, przyjaciół "Freunde der Polizei", doczekało się już wyroków skazujących. Inni zostali ustawieni w kolejce.

W Polsce "trzeci komendant główny policji", który chciał ujawnić fakt istnienia "spółdzielni" stracił życie. "Spółdzielnia" zadbała już o to, żeby śledztwo w tej sprawie przyjęło najbardziej absurdalny kierunek, gwarantujący drogę do nikąd.
Również na pierwsze miesiące 1990 r. trzeba określić rozpoczęcie przez "służby specjalne" operacji "Grafit", przejęcie przez WSW/WSI z powrotem całkowitej kontroli nad przemysłem paliwowym i energetycznym w Polsce. Proces ten doczekał się nawet kilku odsłon, ale stał się przedmiotem drobiazgowo przeprowadzonej dezinformacji.
W sytuacjach, w których już ona nie wystarczała, osoby wiedzące za dużo, lub chcące coś wyjaśnić były mordowane. "Spółdzielnia" dbała o to, żeby do opinii publicznej nie "przeciekło" słowo "Grafit, a wszczynane śledztwa i postępowania karno-skarbowe, kończyły się na osobach podstawionych lub wytypowanych z grona pokrzywdzonych. W ciągu dwudziestu lat istnienia "republiki okrągłostołowej", lub jak kto woli "porządku lutowego" w interesie operacji "Grafit" dokonano kilkunastu zmian w prawie karnym, co praktycznie na stałe zabezpieczyło dalszą działalność tego związku przestępczego.

Przedmiotem zainteresowania osób wywodzących się z WSW/WSI i powiązanych organizacyjnie z GRU i b. funkcjonariuszami STASI stały się wszystkie rafinerie, sieć dystrybucji paliw, wszystkie większe zakłady przemysłowe i centra energetyczne oparte na paliwach płynnych i produktach naftowych, jak również specjalnie modyfikowany dla celów przestępczych system bankowy. Nie było to szczególnie trudne zadanie, albowiem w aktach Operativgruppe Warschau znajdują się nazwiska funkcjonariuszy służb specjalnych oddelegowanych przed 1989 r. do tzw. zadań specjalnych. Są tam dzisiejsi luminarze polskiej gospodarki, bankowości i chyba nazwiska wszystkich szefów służb specjalnych "reformowanych" po lutym 1989 r.
W operacjach przeprowadzanych między sobą, albowiem po obu stronach realizowanych kontraktów zasiadali funkcjonariusze tych samych formacji, dochodziło do "generowania" gigantycznych zysków kosztem państwa. Powiedzenie, że kosztem społeczeństwa było by zbyt trywialne.
Szczególnie upodobano sobie korzystanie z tzw. sektora państwowego. W warunkach, o czym wyżej, dochodziło do zadłużania na ogromne kwoty, zakładów energetycznych, hut, kopalń, stoczni, kombinatów chemicznych, etc., których dyrekcje potwierdzały zakupy na kredyt z coraz bardziej przedłużanymi terminami płatności, ogromnych ilości fałszowanego paliwa i nie mniej fałszowanych innych produktów naftowych.

W ciągu kolejnych miesięcy, a nawet lat, od chwili "zakupu na kredyt", naliczane odsetki i wkalkulowywane oprocentowanie kredytów, przewyższały kilkakrotnie, a nawet kilkusetkrotnie cenę towaru wpisywaną do faktur. W ten sposób, nieznane, a często nawet nieistniejące firmy, stawały się wierzycielami gigantycznych należności płatniczych, których naliczona wielkość przekraczała wartość udzielonych zabezpieczeń i wartość całych zakładów przemysłowych.
Stąd już tylko mały krok do windykacji długów, rozliczeń ze skarbem państwa, i przejmowania przez grupę "Grafit", czyt. WSI/GRU całych kompleksów przemysłowych.
W tym celu za zgodą Ministra Skarbu zaniżano wycenę wartości przejmowanych za długi obiektów. Nazywa się to kumulacja zysku wtórnego poprzez redukcje wartości pierwotnej majątku dłużnika. Należy jeszcze raz powtórzyć. Dłużnikiem był za każdym razem Minister Skarbu Państwa.
O szczegółach takich operacji mogłaby opowiedzieć tragicznie zmarła b. minister i posłanka B.Blida.

Bardzo podobnym działaniom poddany został "system opieki zdrowotnej" i majątek służby zdrowia, znajdujący się we władaniu Ministra Zdrowia i Opieki Społecznej. W tym wypadku posłużono się doświadczeniami mafii włoskiej, z którą nawiązano operacyjną współpracę. Z dokumentów dostępnych poza granicami "rzeczypospolitej lutowej" ujawnia się obraz intensywnych kontaktów funkcjonariuszy WSW/WSI z "mafią kalabryjską" i z grupami przestępczymi z Sycylii, określanymi nazwa "cosa nostra".
Według opinii Genralnego Prokuratora Palermo, prok. R.Scarpinato, mafia opanowała "system opieki zdrowotnej", instrumentalnie wykazując jego niezdolność do funkcjonowania bez pomocy państwa i konieczność stałego angażowania w kolejne "reformy" gigantycznych publicznych pieniędzy. Cel i motyw przewodni są te same, jak w przykładzie opisanym wyżej.

Na końcu pozostają jeszcze większe długi Skarbu Państwa i przejmowanie wybranych placówek medycznych przez mafię. Proceder ten jest finansowany z publicznych pieniędzy i to w warunkach zupełnej utraty przez państwo kontroli ich wykorzystania. Zarówno, co do celów jak i wielkości. Społeczeństwo jest przyzwyczajane do istnienia permanentnego kryzysu służby zdrowia i staje się, nie rozumiejąc problemu, narzędziem nacisku na kolejne rządy, w rękach grup przestępczych wywodzących się z WSW/WSI. Niedowiarków należy odesłać do treści wywiadu prok. Roberto Scarpinato udzielonego przed dwoma miesiącami ARTE TV.

W Polsce, od "dwudziestu lat demokratycznej", wypowiedzi urzędnika państwowego, który w przybliżeniu odważyłby się nawiązać do tonu i stanowiska reprezentowanego publicznie przez Genralnego Prokuratora Palermo i kilkudziesięciu jego współpracowników, prowadzących m.in. śledztwa przeciwko byłemu i obecnemu Premierowi Włoch, wobec pojawienia się uzasadnionych zarzutów o związkach obu znanych polityków z międzynarodową mafią, nie mogą liczyć na "świadome zrozumienie". Kto miałby być ich adresatem?
Czy jest ktoś poważnie zainteresowany ujawnieniem przyczyn "Tragedii Smoleńskiej"? Pominąć należy naturalnie niewielką grupkę krewnych ofiar i kilka osób je wspomagających. Nie mają wyboru. Powinni. Ale czy będą mieli wystarczająco dużo siły?

W dniu 23 stycznia 2008 r. w "katastrofie lotniczej pod Mirosławcem" stracili życie m.in. szefowie jednostek i baz lotniczych, wchodzących w skład Polskich Sił Lotniczych. Wersja oficjalna narzucona przez przedstawicieli rządu i prokuratury jest znana. Można powiedzieć, że nadaje się do powtórzenia przy formułowaniu za kilka, lub za kilkanaście miesięcy, treści "raportu końcowego w sprawie przyczyn zaistnienia katastrofy lotniczej w Smoleńsku". Podobne wnioski, w formie postanowień prokuratury, znajdą się z pewnością w uzasadnieniu treści zarzutów, których postawienie różnym dowolnie wybranym osobom, Prokurator Generalny, A.Seremet, już zapowiedział.
A czy nie było inaczej i dlaczego prok. A.Seremet, a przed nim, lub nawet zamiast niego prokuratorzy Naczelnej Prokuratury Wojskowej tak się śpieszą.
W Mirosławcu stracili życie szefowie wszystkich baz lotniczych wykorzystywanych przez „służby specjalne“ do transportu drogą lotniczą organów ludzkich, oferowanych m.in. w Wiedniu międzynarodowym grupom przestępczym, kontrolującym w skali Europy i poza nią "rynek zamówień" na organiczne części zamienne, pochodzenia ludzkiego.

Krajowym centrum logistycznym stał się na początku lat 90-tych i tym razem Wrocław, Przyczyny były lapidarnie oczywiste. We Wrocławiu do 1993 r. mieściły się dowództwa wszystkich służb specjalnych działających na terenie tzw. Europy Środkowowschodniej, podporządkowanych centrali GRU w Moskwie. W samym Wrocławiu i w Legnicy umieszczone zostały "rezydentury" GRU, STASI, WSW/WSI-ZWOP i innych zaprzyjaźnionych służb specjalnych z równie zaprzyjaźnionych państw.
We Wrocławiu przygotowywano napaść na Czechosłowację w 1968 i tutaj kilka lat później rozważano podobne scenariusze na wypadek utraty kontroli służb nad rozszerzającym się "niezadowoleniem społeczeństwa polskiego i projektowanym pojawieniem się ośrodków buntu", nad którymi "towarzysze polscy mogli tracić panowanie".
Niezwykle dużą ilość materiałów źródłowych na ten temat, których streszczenie tutaj musiałoby zając kilkadziesiąt stron, zawierają "Archiv der Außenstelle Breslau, Dresden und Cottbus".
MfS - Außenstelle Breslau mieściło się we Wrocławiu, przy ul. Sołtysowickiej, w pobliżu dzisiejszej siedziby Oddziału IPN we Wrocławiu.
Z dokumentów zabezpieczonych po 1991 r. przez Pełnomocnika Rządu RFN ds. Służby Bezpieczeństwa Państwa byłej Niemieckiej Republiki Demokratycznej, można odczytać, że w niektórych grupach zawodowych na terenie Dolnego Śląska, co najmniej 70% personelu kierowniczego było "tajnymi współpracownikami lub informatorami", co najmniej jednej ze służb specjalnych, działających we Wrocławiu i na Dolnym Śląsku.
Natomiast wszyscy funkcjonariusze prokuratury, wymiaru sprawiedliwości, MO, administracji państwowej, służby zdrowia, prasy, teatru i telewizji, lokalnych reprezentacji robotników, dyrektorzy i kierownicy zakładów pracy, do kierownictw szkół, a nawet przedszkoli włącznie, musieli pozytywnie przejść weryfikację prowadzoną przez WSW i Zwiad Wojsk Ochrony Pogranicza. Wyniki weryfikacji były przekazywane GRU i STASI. W wielu przypadkach, obie te służby wykorzystywały je do prowadzenia własnej działalności agenturalnej.
Wszyscy bez wyjątku prokuratorzy, sędziowie i milicjanci pełniący funkcje kierownicze w instytucjach znajdujących się na terenach dzisiejszych województw zachodnich i południowo- zachodnich byli do 1990 r. tajnymi współpracownikami WSW-ZWOP i bardzo często także GRU i STASI.

Obecny przedstawiciel Prezydenta RP. p. B. Komorowskiego, w "Krajowej Radzie Prokuratury", prok. E.Zalewski, był do 1990 r. współpracownikiem WSW-ZWOP i jednocześnie GRU i STASI.
Od stwierdzenia tego faktu należy zacząć "rozumienie" najnowszej uchwały SN, zamykającej IPN drogę do postawienia E.Zalewskiemu zarzutu "kłamstwa lustracyjnego" i ujawnienia jego akt osobowych. No, ale co z aktami, które znajdują sie poza obszarem pacyfikowanym kolejnymi uchwałami SN?

Uważny obserwator życia społecznego powinien sobie przypomnieć treść innego aktu prawnego, w którym zakazano ujawniania materiałów operacyjnych służb specjalnych osób prowadzących nadal działalność agenturalną i ujętych w wykazie czynnych współpracowników służb specjalnych.
Jak więc zaznacza, nie przypadkowo "centrum logistyczne pozyskiwania i obrotu nielegalnie pobieranych pod zamówienie, narządów ludzkich od typowanych przez lekarzy wojskowych pacjentów/obiektów", umieszczone zostało we Wrocławiu. Można dodać jeszcze, że na terenie wojskowym, którego jeden z obiektów przypisany został później "samoistnie" i przez prasę, współpracownikowi WSW/WSI, J.Barańskiemu.
Chyba należy, zatem pójść dalej i podkreślić, że w czasie tutaj opisywanym, polecenia WSW/WSI wykonywał R.Szmajdziński, brat tragicznie zmarłego w dniu 10.04.2010 r. J.Szmajdzińskiego, prokurator Okręgowej Prokuratury Wojskowej we Wrocławiu, a obecnie prokurator Naczelnej Prokuratury Wojskowej. Jego też chroni wspomniana uchwała SN. Odnieść można jej skuteczność do kilkudziesięciu innych prokuratorów i sędziów z Dolnego Śląska, nieprzypadkowo pojawiających się w dokumentach operacji GRAFIT, którą zasłonięto, w wyniku innej prowadzonej przez służby specjalne operacji dezinformacyjnej, "afera paliwowa". Wyłudzenia setek milionów złotych, łącznie 11 miliardów zł. i założenie kilku tysięcy fikcyjnych firm oraz prowadzenie z ogromnym powodzeniem firm, nieposiadających żadnego majątku, przypisano osobom podstawionym, bez żadnej znajomości branży, często bez elementarnego wykształcenia, zwyczajnie prymitywnym, których bardzo często jedynymi referencjami były akta obiektowe WSW/WSI i rejestr skazanych. Mogło się to udać tylko, dlatego, że w odpowiednich miejscach zawsze pojawiali się tacy prokuratorzy jak E.Zalewski i R.Szmajdziński. Ci dwaj mogą być uzupełnieni o prokuratorów z Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze, Zielonej Górze, Bielsku Białej, Wałbrzychu,Wrocławiu i w Szczecinie. A więc wszędzie tam, gdzie niepodzielnie panowały WSW/WSI/ZWOP i GRU, uzupełniani przez b. funkcjonariuszy STASI. Ale o tym to już bliżej na stronach Tygodnika "Der Spiegel".

Trzy dni przed dramatem w Mirosławcu, gen. A.Andrzejewski w czasie spotkania w gronie znajomych i przyjaciół na terenie bazy lotniczej w Mirosławcu, zapowiedział chęć udzielenia wywiadu, lub odwołania się do opinii publicznej, w sprawie wykorzystania przez służby specjalne, obiektów lotniczych i jednostek wojskowych do działalności przestępczej, prowadzonej przez osoby związane z WSI. Opisując wstępnie znane mu przypadki wykorzystania lotnisk wojskowych do transportu samolotami wojskowymi narządów ludzkich, pobieranych wbrew prawu i w wyniku działań przestępczych przedstawicieli wojskowej służby zdrowia - mówił o lekarzach podejmujących decyzje o pozbawieniu narządów wobec żyjących jeszcze, lub nie do końca zdiagnozowanych pacjentów, wspomniał okoliczności towarzyszące próbie pozbawienia go życia w 2002 r. podczas manewrów wojskowych odbywanych w okolicach Słupska. Pilotowany przez niego samolot, został "omyłkowo" zestrzelony w pobliżu wybrzeży duńskich. W Dowództwie Wojsk Lotniczych stwierdzono natychmiast śmierć pilota i brak możliwości podjęcia skutecznej akcji ratowniczej. Dopiero po tym jak przedstawiciele wywiadu lotniczego NATO i wojsk lotniczych Danii zażądali od strony polskiej podjęcia akcji ratowniczej, podając, że pilot przeżył upadek samolotu i znajduje się pod opieką duńskiej służby ratowniczej, gen A.Andrzejewski mógł wrócić do kraju.
Prowadząc własne śledztwo - prokuratura wojskowa nie dopatrzyła się przestępstwa, gen A.Andrzejewski ustalił, że samolot, który pilotował został bezpośrednio przed startem celowo uszkodzony. Uszkodzono system automatycznej nawigacji i urządzenie rozpoznające w systemie "wróg-swój".
Po zdarzeniu z 2002 r. gen. A.Andrzejewski, członkowie jego rodziny i przyjaciele poddani zostali bardzo intensywnej inwigilacji ze strony WSI.
O tym wszystkim gen. A.Andrzejewski chciał opowiedzieć po powrocie w dniu 23.01.2008 r. z Krakowa. Gdyby powrócił!

O czym "opowiedziałby" sp. Prezydent RP, Lech Kaczyński, gdyby wrócił ze Smoleńska.
Otóż wykonałby on konstytucyjną decyzje, podjętą na początku sierpnia 2009 r. w najbliższym gronie zaufanych współpracowników, o publikacji "Aneksu do Raportu o Likwidacji WSI", zapowiadając jednocześnie konieczność podjęcia dalszych prac w tym kierunku i w celu doprowadzenia do zapoznania opinii publicznej z tysiącami dokumentów, będących w posiadaniu BBN i IPN, oraz NBP, a także kilkunastu innych osób i instytucji, świadczących o nieprzerwanej od 20 lat władzy służb specjalnych, pasożyta, jak to zdefiniował Prokurator Generalny Palermo, Roberto Scarpinato, niszczącej od środka społeczeństwo polskie. Pasożyta na usługach innych służb i podejmującego nadal, jak w latach 80-tych działania przeciwko państwom i władzom państw zaprzyjaźnionych i w miedzy czasie stowarzyszonym.
Czytelnik tych dokumentów dowiedziałby się "rzeczy szokujących". Między innymi o tym, jak to wynikać może z dokumentu pochodzącego kiedyś z gabinetu gen. M.Dukaczewskiego, że już po wystąpieniu z wnioskami o przyjęcie do struktur NATO, WSI kierowana w tym czasie przez Szefa WSI, gen. bryg. Tadeusza Rusaka prowadziła intensywne działania przeciwko państwom NATO, wykorzystując do tego celu agentów "pozyskanych" w 1978 r. i występujących pod pseudonimami, o których była już tutaj mowa.

Jak już znaczono, w ślad za publikacją "Aneksu" doszłoby do ujawnienia prawie dwóch tysięcy stron dokumentów agenta o pseudonimie NYMPHE. Mogłoby to oznaczać dekonspirację jednego z najważniejszych być może, po 1974 r. agentów GRU w Republice Federalnej Niemiec. To z kolei mogłoby się bardzo niedobrze skończyć dla b. szefów WSW/WSI, których dwuznaczne zachowanie w ocenie GRU - brak zabezpieczenia sojuszniczych interesów i wyraźna próba "sprzedania agenta", mogłoby się spotkać z bardzo radykalną reakcją. Sam gen. M. Dukaczewski mówił coś o tym już w październiku 2004 r.
A w 2005 roku przypominał paradoksalnie o konsekwencjach niezachowania tajemnicy.
Bezpośrednio przed rozpoczęciem przez urzędującego w tym czasie Prezydenta RP, Lecha Kaczyńskiego, prezydenckiej kampanii wyborczej, z powodów, o których wcześniej, doszłoby do ujawnienia dalszych dokumentów z działalności WSI, z których uważny czytelnik mógłby zrozumieć, dlaczego nie doszło do budowy Autostrady A-3 i oddania w ręce niemieckie inicjatywy w rozbudowie portu w Rostocku, w decyzji lokalizacji w pobliżu Berlina największego na terenie środkowo- wschodniej Europy portu lotniczego i dokończenia połączenia autostradowego "północ-południe". Jakie przyczyny zdecydowały o odstąpieniu przez kolejne rządy polskie od budowy terminali dla transportu kołowego i kolejowego w Terespolu i Frankfurcie nad Odrą i wstrzymaniu modernizacji połączenia kolejowego E-20. Wspierany przez Komisję Europejską i Rząd RFN projekt zapewniłby "przeniesienie rosyjskich, białoruskich i ukraińskich tirów" na tory kolejowe, uwalniając wnętrze kraju od ich stałej i niszczącej obecności.
Można kontynuować listę. W 1993 r. funkcjonariusze WSI nie dopuścili do podpisania przez przedstawicieli Mieleckich Zakładów Lotniczych i Politechniki Rzeszowskiej umowy o współpracy i podjęciu wspólnej produkcji z DEUTSCHE AIRBUS Industrie.

O co najmniej piętnaście lat opóźnili realizację zintegrowanego programu budowy autostrad w Polsce, by w końcu zapewnić kontrolę nad jego przebiegiem rosyjskim służbom specjalnym i grupie kierowanej przez Olega Deripaskę.
We wszystkich "dużych prywatyzacjach", które najczęściej zgodnie z planem musiały kończyć się upadłością i likwidacją prywatyzowanych obiektów, występują WSI i "różne pozostałości" po WSW i STASI.
W ramach operacji GRAFIT funkcjonariusze WSW/WSI pojawili się, najczęściej jako "członkowie rad nadzorczych i prokurenci, lub konsultanci i analitycy", we wszystkich mających znaczenie dla powodzenia operacji strukturach organizacyjnych ponad trzech tysięcy tzw. podmiotów gospodarczych. I są tam nadal.

Nie przypadkowo odwołałem się wcześniej do treści dokumentu z 26.08.1998 r. pochodzącego z MON – Szefostwa Wojskowych Służb Informacyjnych. Ponieważ występuje w nim nazwisko gen.bryg. Tadeusza Rusaka. Jest to same nazwisko, które pojawia się, za nazwiskiem B.Blida, w aktach operacji GRAFIT, w odniesieniu do jej medialnej postaci określanej jako "mafia węglowa".
Tak. Te fakty powinny były dotrzeć do społeczeństwa. Nie ma się, co oszukiwać, do części społeczeństwa. Innym jest to wygodnie obojętne, a całkiem licznej grupie takie informacje wydają się zbyt szokujące, żeby o nich pomyśleć.
No cóż, kiedy nie można domagać się prawdy, to pozostają pielgrzymki i orszak.

„wiedeńczyk“

------------------------------


magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2011-10-24 / 14:56
już wklejałeś w "Polityce" chyba, ale ciekawe... :)

Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2011-10-24 / 15:27
Tak, pamiętam, ale wklejałem chyba tylko linka (?), który już teraz nie działa...

Tekst, moim zdaniem pasuje do tego wątku, dlatego pozwoliłem sobie wkleić go w całości tutaj.

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2011-10-24 / 15:40
jak najbardziej pasuje :)

Dudeck
(4985/288/2199)
Avatar: Dudeck
WYŚLIJ PW
2011-10-25 / 02:19
W bibliotece ONZ jest książka "Rzut okiem na Indie" . 700 stron .

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2011-10-25 / 08:50
Mówisz Dudeck, że lepiej konfrontować się z cudzą rzeczywistością i historią niż własna?
Większy komfort psychiczny?

Dudeck
(4985/288/2199)
Avatar: Dudeck
WYŚLIJ PW
2011-10-25 / 11:22
Wolałbym czyjeś własne przemyślenia w formie skrótu odnośnie jakiejś publikacji . Link w formie załącznika .

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2011-10-25 / 12:40
Dudeck,

ale po co ci cudze przemyślenia? miej własne!

np. cytat z powyższego:

"Obecny przedstawiciel Prezydenta RP. p. B. Komorowskiego, w "Krajowej Radzie Prokuratury", prok. E.Zalewski, był do 1990 r. współpracownikiem WSW-ZWOP i jednocześnie GRU i STASI."

jeśli to prawda, to... wiesz kim jest E. Zalewski i czym się ostatnio zajmował?


"Prokurator nie może być posłem, bez względu na to, czy jest w stanie spoczynku czy też nie - powiedział w TVN24 Edward Zalewski, przewodniczący Krajowej Rady Prokuratury, odnosząc się do przypadku nowo wybranych posłów PiS Dariusza Barskiego i Bogdana Święczkowskiego. Marszałek Sejmu nakazał prokuratorom i jednocześnie posłom-elektom złożenie mandatu poselskiego. Ci tłumaczą, że nie wykonują zawodu, bo są w stanie spoczynku. - To nie ma znaczenia - zaznacza Zalewski.
Zalewski tłumaczył w TVN24 zamieszanie, które powstało w tej sprawie, a ma związek z dwiema uchwałami Krajowej Rady Prokuratury ws. łączenia mandatu posła przez prokuratorów.

Trzy tygodnie temu Rada uznała, że prokurator w stanie w spoczynku, który zdobył mandat poselski, nie musi zrzekać się swojego stanowiska. W tym dokumencie Rada powołała się na ustawę o prokuraturze. Jednak we wtorek, tym razem powołując się na konstytucję, Rada wydała uchwałę o tym, iż nie wolno łączyć obu stanowisk."

http://www.tvn24.pl/1,1721384,druk.html

wszystko jest jak na talerzu - tylko brać pełnymi garściami!

Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2011-10-25 / 13:34
>> Dudeck, 2011-10-25 11:22:32
Wolałbym czyjeś własne przemyślenia w formie skrótu odnośnie jakiejś publikacji . Link w formie załącznika .

+ ... , ... , ...


Nie da rady ;)

Fotka do tematu: Z historii III RP... Fotka do tematu: Z historii III RP... Fotka do tematu: Z historii III RP...
Aby powiększać zdjęcia musisz się zalogować!
Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2011-10-25 / 14:26
A tak poważnie Dudeck, to linki z czasem stają się "puste", także uważam, że wklejenie całego tekstu ma sens.
A przemyślenia... cóż Dudeck, powinieneś domyślić się, że jeśli ktoś zdecydował się wkleić jakiś tekst, to uznał go za ważny, ciekawy i można przypuszczać, że utożsamia się z jego ogólną "wymową" (jeśli takowa w ogóle istnieje). Jeśli nie zgadza się, to na pewno o tym wspomni. Nie widzę sensu w każdorazowych, szczególnie obszerniejszych niż jedno, dwa zdania, przemyśleniach/komentarzach pod każdym tekstem/linkiem. Co innego, gdy ktoś chce rozpocząć dyskusję, wtedy obszerniejsze przemyślenia są wskazane. To tyle moich przemyśleń.

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2011-10-25 / 14:30
ja często wklejam sam tekst bez komentarza, bo moim zdaniem... jest zbędny
(n.b. po co komentować wklejone przeze mnie informacje n.t. cukrowni i rynku cukru w wątku "Polityka? fakty mówią same za siebie)

Dudeck
(4985/288/2199)
Avatar: Dudeck
WYŚLIJ PW
2011-10-25 / 15:01
Przez Archiego boli mnie tylko czoło . Co zacznę czytać , gdzieś w połowie usnę , bach w biurko :)



Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2011-10-25 / 15:24
>> Dudeck, 2011-10-25 15:01:29
Przez Archiego boli mnie tylko czoło . Co zacznę czytać , gdzieś w połowie usnę , bach w biurko :)

Nie ma królewskiej drogi do wiedzy.
Trzeba swoje przecierpieć.
:)

Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2011-10-26 / 11:09
Filmy, programy publicystyczne o III RP (cz.1)
---------------------------------------------------


Plusy dodatnie, plusy ujemne - 5 części

http://www.youtube.com/watch?v=hucjMVPjclY

------

TW "Bolek" - 2 części

http://www.youtube.com/watch?v=B5EMJWMS9V8

-------

Okrągły stół - 2 części

http://www.youtube.com/watch?v=cjcpShA-Twc

-------

Towarzysz Generał - 7 części

http://www.youtube.com/watch?v=wjUEOZUmHrw

-------

Nocna Zmiana - 7 części

http://www.youtube.com/watch?v=zhj4rvei5pg

-------

Pod Prąd - Sławomir Cenckiewicz i Piotr Gontarczyk - 4 części

http://www.youtube.com/watch?v=xD_BRYXAf1U

-------

Sprawa Lecha Wałęsy - 7 części

http://www.youtube.com/watch?v=i6-wc64dBnA&;feature=related

-------

Grzegorz Braun o prawdzie historycznej - 9 części

http://www.youtube.com/watch?v=anWIJa2P_P0

-------

Pod Prąd - Krzysztof Wyszkowski - 4 części

http://www.youtube.com/watch?v=ShUDL2fA_mA

-------

Grzegorz Braun - Układ wrocławski

http://www.youtube.com/watch?v=LN2MkWuRAik

--------

List z Polski - 5 części

http://www.youtube.com/watch?v=mDcd0SvjE5A

--------



Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2011-10-30 / 16:41
Film Marii Wiernikowskiej "Zwariowałam" - 4 części

http://www.youtube.com/watch?v=KQUUk63reeI

-------

Errata do biografii - Józef Mackiewicz - 3 części

http://www.youtube.com/watch?v=N6CUxSqqTbI

-------

Errata do biografii - Andrzej Szczypiorski

http://www.youtube.com/watch?v=UCMc8i1F_tM

-------

Wielka ucieczka cenzora - 6 części

http://www.youtube.com/watch?v=E0BgSsHlIew

-------

Errata do biografii - Tomasz Strzyżewski (Postscriptum do "Wielkiej ucieczki cenzora") - 2 części

http://www.youtube.com/watch?v=O28NqmE1_mE

-------

Trzech kumpli - Wildstein, Maleszka, Pyjas - 10 części

http://www.youtube.com/watch?v=iOpLHSQ1OWI

-------




ctefan
(112/2/1651)
Avatar: ctefan
WYŚLIJ PW
2011-11-01 / 15:51
"...że nos nas swędzi wtedy gdy kłamiemy..."
http://www.eioba.pl/a/1kq7/7-sposobow-na-wykrycie-klamcy-poprzez-jezyk-ciala

http://www.youtube.com/watch?v=UCMc8i1F_tM

"wyszła zwycięsko, nasza literatura..."
tak, panie Szczypiorski

lancaster
(22963/421/2234)
Avatar: lancaster
WYŚLIJ PW
2011-11-01 / 19:32
Pewnie ze tak Zagra. Taki oficer SB przesłuchujący z obcęgami w rękach wrogów klasowych, albo sędzia w stylu Stefana Michnika tez robili to co robili z pobudek patriotycznych. Podobnie robili oficerowie waffen ss...z tym, ze Niemcy z bandytyzmem się rozliczyli (przynajmniej oficjalnie)

...ale masz racje lepiej rozmyć temat. Dla świętego spokoju i dobrego towarzystwa cygan dał się powiesić..

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2011-11-01 / 19:40
>> zagra, 2011-11-01 19:26:38
>Zawsz śmiech mnie ogarnia na ograniczenie umosłowe niektórych rodaków uzurpujących sobie "tylko swój " pogląd widzenia na patryjotyzm.


mnie tam taki Lis na przykład nie bawi
wyrosłem z taniej rozrywki

lancaster
(22963/421/2234)
Avatar: lancaster
WYŚLIJ PW
2011-11-01 / 19:41
Zagra, tak apropos. Ostatnio miałeś obiekcje (chyba jako jeden z ostatnich jakich znam), ze Bolek is Bolek :-)
Oczywiście dla świętego spokoju możemy przyjąć ze Wałęsa nie był Bolkiem a pełniący swoją funkcję dzięki protekcji ZSRR Jaruzelski czy Kiszczak (twórca Okrągłego stołu najeżonego Bolkami) to ludzie honoru i polscy patrioci (no bo kim Twoim zdaniem są ? Oni tylko pełnili sprawstwo kierownicze wielu zbrodni politycznych ale w sumie to wporzo chłopy ? Jak Honecker ?)....niemniej nie miej za złe ludziom którzy o pewnych rzeczach wiedzą, że będą kiwać głową z politowaniem.
No może większość nie będzie, bo większość chce "spokoju".
Dobry żart, zbiorą x 2 :-)))))

lancaster
(22963/421/2234)
Avatar: lancaster
WYŚLIJ PW
2011-11-01 / 20:00
Zagra, poza konkursem. Kto jest dla Ciebie patriotą ?
Dla mnie patriotą jest Władymir Putin, jest Angela Merkel, jest Silvio Berlusconi, jest Jarosław Kaczyński (teraz pewnie śmiech :-)).
Dlaczego nie jest dla mnie patriotą np. Jerzy Urban czy Wojciech Jaruzelski ? Dlatego, ze żadna z osób wymienionych przeze mnie jako patrioci (Jarek Kaczyński przyznam jest w tym gronie najbardziej nieporadny) nie stawia interesu innego kraju nawet na równi z własnym. Dla każdej z tych osób interes własnego kraju jest sprawą pierwszorzędną a ewentualne korzyści ze wspólnych interesów inne kraje odnoszą przy okazji. I daje się to znakomicie pogodzić zaręczam. Jarek trochę niepotrzebnie o niektórych rzeczach rzępoli jak rzępoli, bez tego byłby sporo skuteczniejszy.
W przypadku Urbana, Kiszczaka, Jaruzelskiego i całego wianuszka SB, ich TW i "elity" PRL chyba nie trzeba tłumaczyć dlaczego są szmatami a nie polskimi patriotami ? Jeśli trzeba to z jednej strony współczuje z drugiej chętnie takowych informacji udzielę.
50 lat PRL poprało ludziom mózgi. Miało kiedy i miało środki. Odniesiono spory sukces w tym względzie, na szczęście nie sukces całkowity.

Do tych "elyt" osobiście nic nie mam. Niech Pan ich skarci, mi szkoda żywota. Niemniej mówienie ze z pewnego punktu widzenia są to patrioci przypomina sytuacje w której mówi się ze ofiara jest winna zajścia.
Tutaj są 2 strony i nie ma odcieni szarości Zagra, to Lisy, Urbany i inne wynalazki próbują uczynić sytuację niejednoznaczną. Z tym, ze wierzę ze taki Urban z wyrachowania a Lis bo jest zwyczajnie głupi. Dla przeciętnego odbiorcy żadna różnica. Jeśli o mnie chodzi też, bo shitu nie oglądam/czytam.

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2011-11-01 / 22:46
>> lancaster, 2011-11-01 20:00:31
>Zagra, poza konkursem. Kto jest dla Ciebie patriotą ?
>Dla mnie patriotą jest Władymir Putin,


oj chyba się rozpędziłeś, Marek

oczywiście, ten facet gra w zupełnie innej lidze, niż Komorowski czy Tusk
ma "atuty" o których oni mogą tylko pomarzyć
gigantyczną kasę, armię, ropę i gaz, a przede wszystkim służby specjalne i ich zasoby, w tym teczki polityków i innych ważnych postaci

ale czy on wykorzystuje to wszystko dla dobra obywateli swojego kraju?

w Rosji kasa płynie głównie do kieszeni wąskiej grupy osób, szczególnie do kieszeni Putina
służby prześladują i mordują własnych obywateli, w tym dziennikarzy, jeszcze bardziej bezwzględnie niż nasza SB
Rosjanie poza Moskwą i kilkoma ośrodkami biedują jak zawsze - w Moskwie zresztą nie wszyscy mają się choćby przyzwoicie
kraj jest wyprzedawany oligarchom, korporacjom, bankom, a właśni obywatele (żołnierze) zamieniani w morderców

Putin zdecydowanie nie jest patriotą
a czy jest patriotą Merkel albo Berlusconi? nie wiem, trzeba by podrążyć temat...

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2011-11-02 / 09:07
widzisz zagra,

jak się w życiu dostrzega tylko dwie opcje - albo "fikać" albo dawać dupy, to się dochodzi do takich rewelacji, jak twoje, Sikorskiego czy Jaruzelskiego...



Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2011-11-02 / 10:55
">> zagra, 2011-11-02 10:00:32
W gębie każdy mocny.

Jakoś ten niewielki wezyr po raz kolejny w dupę dostał już nawet wasalowie chodzą wpienieni.

To są fakty."


Zagra, spokojnie...

W dupę to dostał Napieralski.
30% vs 39% to nie jest żadne "w dupę", racz również zauważyć, że PiS nie ma "swoich" mediów.
Przy JEDNYM ogólnopolskim "przychylnym" opozycji (PiS, NP, PJN) kanale TV, PO nie miałoby więcej niż 20% poparcia.
Wystarczyłoby tylko codziennie pokazywać jak "rządzi" koalicja PO-PSL.
Także Zagra, nie udawaj, że nie wiesz skąd ten wynik PO.

Jeśli chodzi o wpienionych wasali to chyba oczywiste, że w każdej partii są tarcia, niesnaski, rozłamy, podjazdy itd.itp.
Tylko jakoś dziwnie ostatnio ciągle słyszymy w mediach o rozłamie w PiSie, a dużo mniej o "trudnej" przyjaźni Tuska ze Schetyną, a przecież dla tych 39% wyborców ważniejsza powinna być informacja o kondycji PO a nie PiS.











magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2011-11-02 / 11:01
znowu, zagra masz, dziwne (dziecinne) podejście do ważnych spraw

w dupę, to można dostać na boisku - a wybory, to nie sport
to nie "wezyr" dostał w dupę w wyborach, bo to nie wezyr będzie ponosił ich rzeczywiste konsekwencje
bo tak naprawdę to "pan płaci, pani płaci, społeczeństwo płaci..."

a fakty są takie, zagra:


"Gruzja zgadza się na przystąpienie Rosji do WTO
27 paź, 15:49 PMB / PAP

Gruzja przyjęła najnowszą propozycję Szwajcarii w sprawie przystąpienia Rosji do Światowej Organizacji Handlu (WTO). Na razie brak stanowiska Rosji - poinformował przedstawiciel Gruzji.

- Jeśli Rosja przyjmie tę propozycję, stanie się członkiem WTO; nie ma w niej niczego, co byłoby dla Rosjan nie do przyjęcia; to rezultat kompromisu - ocenił przewodniczący gruzińskiej delegacji i wiceminister spraw zagranicznych Sergi Kapanadze.

Najnowsza propozycja Szwajcarii, która dotąd bezskutecznie prowadzi mediacje na linii Moskwa-Tbilisi, przewiduje wymianę danych handlowych drogą elektroniczną oraz międzynarodowy nadzór granic między Rosją a Osetią Południową i Abchazją - powiedział.

Gruzja niezmiennie uważa te dwie zbuntowane republiki za swoje prowincje; Rosja tymczasem po wojnie w sierpniu 2008 r. uznała ich niepodległość i utrzymuje tam znaczne siły wojskowe.

Kapanadze zaznaczył, że propozycja jest "neutralna w kwestii statusu" obu republik. Nie sprecyzował natomiast, czy międzynarodowy nadzór graniczny wymagałby fizycznej obecności obserwatorów na granicach. W przeszłości Rosja sprzeciwiała się temu pomysłowi.

- To ostateczna propozycja, nie zostanie i nie może zostać zmieniona. (...) Decyzja należy do Rosjan - podkreślił.

Strona rosyjska na razie odmówiła komentarza w tej sprawie."



gdyby Polską rządził "kto inny" to Gruzja uzyskałaby pewnie jeszcze więcej
a i Polska mogłaby w zamian liczyć na poparcie w sprawach ważnych dla siebie

a tak, to albo się daje dupy, albo się w nią bierze...

Gustaw
(9071/181/1752)
Z zupełnie innej
beczki.
Avatar: Gustaw
WYŚLIJ PW
2011-11-02 / 11:41
>> zagra, 2011-11-02 11:27:37
Z gołą dupą na Rassiję... idioci leczcie się bo jesteście niebezpieczni.


Zagra, Zmień pampersa. Jeszcze rosyjskie czołgi nie jadą ;-)

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2011-11-02 / 12:04
>> zagra, 2011-11-02 11:51:24
>Pieprzycie równo.

>Dowcip polega na tym że czołgów nie trzeba , wystarczy kurki pozakręcać.


:)))))))

a ty wybrałeś strategiczny sojusz z Niemcami
którzy właśnie umożliwili Rosjanom zakręcenie tego kurka Polsce bezkarnie



jak to szło?
"idioto lecz się, bo jesteś niebezpieczny"
w dodatku nie jest to niebezpieczeństwo potencjalne
z podobnymi sobie właśnie ściągnąłeś na Polskę totalne gówno

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2011-11-02 / 13:10
Co tobie się roi, zagra?

Jakich "biednych polaczków" - to ty wybrałeś rolę "upierdliwca"
Bartoszewski użala się nad sobą podobnie jak ty - "brzydka panna na wydaniu"

jeszcze raz
jak się spędza życie w końskich okularach, jak ty,
to widzi się albo tę twoją "Rassjię" albo, po komendzie "Nazad!" pojawia się na horyzoncie Germania

efekty są jak widać - Tusk, wybrany głosami tobie podobnych firmuje "nowy pakt Ribbentrop-Mołotow", jak przyznał Sikorski
a ty się cieszysz, że masz kumpli w Niemczech :(

zostałeś wyrolowany bez mydła, zagra
a przez takich jak ty, również reszta tego kraju

a teraz sobie opowiadaj wokoło co tam wielcy z wielkimi...
cóż ci pozostało?


no, ewentualnie, możesz jeszcze pożalić się na Kaczora
że gdyby nie on, to bylibyśmy jeszcze brzydsi
i już dawno by nas zerżn... znaczy po stosunku byśmy byli
a tak trzeba się nadal martwić - co trzeba IM jeszcze oddać - jedną córkę, czy wszystkie - żeby nie zakręcili kurka
dylematy niewolnika....

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2011-11-02 / 13:11
>> zagra, 2011-11-02 12:53:44
>Teraz Kurski i Ziobro plus kilkunastu innych oszołomów rozwalą PiS'lam i wezyr popłynie.
>W sumie IV RP jak w Matrixie tak i w realu.



a to odzwierciedla twój (i Tuska) ogląd świata
wszystko ch.. - ważne, żeby Kaczora szlag trafił

Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2011-11-02 / 13:31
">> zagra, 2011-11-02 12:44:03
Wbijcie sobie do głowy że wielcy gadają z wielkimi.
My to taki upierdliwy pośrednik.

Ciagle udajecie biednych polaczków.

Masz do wyboru Niemcy albo Rosja...wybieraj , ja wybieram Niemcy."


Zagra, przeraża mnie twój konformizm.
Moralnie to jawisz mi się teraz jako pomieszanie syndromu sztokholmskiego z etyką volksdeutscha...



lancaster
(22963/421/2234)
Avatar: lancaster
WYŚLIJ PW
2011-11-02 / 13:46
magus, jakbyś wyglądał jak Bartoszewski to tez byś o sobie myślał jak o brzydkiej pannie.
Facet ma realistyczne podejście do swojej osoby, aczkolwiek los dał mu fuchę osoby która wyraża opinie publicznie, dodatkowo są to często opinie na temat kraju w którym mieszkam, więc swoje kompleksy małego Kazia mógłby lekko podleczyć.

lancaster
(22963/421/2234)
Avatar: lancaster
WYŚLIJ PW
2011-11-02 / 13:50
Zagra, nie wiem skąd się Tobie wziął cierpiętniczy mit o głodnym patriocie ?

Podobną mentalność do Twojej (choć akurat prosowiecką a nie proniemiecką) prezentował Jerzy Urban w sentencji stanowiącej kwintesencje władzy ludowej "rząd się sam wyżywi".
Ostatnio nawet czytałem zawołanie Jurka "jestem k...ą Palikota". Tak to prawda, to nie zawód, to charakter.

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2011-11-02 / 14:49
Z tym Bartoszewskim, lancaster, to trywialne
ale chyba... zaskakująco prawdziwe


a swoją drogą, bardzo ciekawe "nowoczesne myślenie" prezentują zagra z Bartoszewskim
skoro bozia nie dała urody, to znaczy, że można zostać tylko... kurwą

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2011-11-02 / 14:59
A to zagra - dylemat dla ciebie :)
(a propos dyskusji, czy w Smoleńsku lądowali, czy nie)


"W Warszawie nie schodziliśmy awaryjnie do lądowania. Pierwsze podejście było normalne."

http://wiadomosci.wp.pl/title,Bohater-ujawnia-szczegoly-Moment-krytyczny-pojawil-sie,wid,13951539,wiadomosc.html


wg twojej nomenklatury ten facet lądował bez podwozia :)

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2011-11-02 / 15:22
no wiem, wiem...

kumple z kontrwywiadu ci powiedzieli :)

misiomor
(2086/5/2233)
wieś, zachodnie
mazowsze
Avatar: misiomor
WYŚLIJ PW
2011-11-02 / 16:03
>> zagra, 2011-11-02 12:44:03

"Masz do wyboru Niemcy albo Rosja...wybieraj , ja wybieram Niemcy."

Gdyby wybór rzeczywiście był tak przymusowy, zdecydowanie wolałbym Rosję. Mamy coś czego oni nie mają - umiejętność jako takiego rozwoju "egzotermicznej" ekonomii. Natomiast Niemcy są w tym lepsi od nas i będa woleli mieć tu bantustan, bez rozwoju i perspektyw, za to zdolny dostarczyć chętnej siły roboczej do szparagów. Cała dotychczasowa integracja z UE dała właśnie takie skutki.

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2011-11-02 / 16:18
nie sądzę, misiomor

podchodzisz do tematu tak, jak lubimy sobie wyobrażać Putina
aparatczyk, cyniczny, ale kierujący się rozsądkiem i dobrem Rosji (rozumianym specyficznie, ale jednak)

nic bardziej mylnego
on nie jest zainteresowany uczeniem się czegokolwiek pozytywnego, prorozwojowego, szukaniem rozwiązań dla kraju
to jest bezwzględny gość, który dba o Rosję o tyle, o ile jest mu to potrzebne do budowania wizerunku wewnątrz
(wspartego aparatem siłowym i propagandowym) i na zewnątrz

obecna Rosja, to jedynie wyewoluowany komunizm
tak jak Polska to wyewoluowany socjalizm :)

post-komuniści (i tam i tu) zrozumieli, że środki przymusu działają jedynie wraz z jednoczesnym wykreowaniem ułudy wolności
i rozgrywają to obecnie do bólu, przy wsparciu propagandy i agentury wpływu

takie wyobrażenia jak ma zagra - że nie ma alternatywy
to m.in. efekt ciężkiej wieloletniej pracy Rosjan i ich "przyjaciół" w całej Europie (albo i wszechświecie :) )

misiomor
(2086/5/2233)
wieś, zachodnie
mazowsze
Avatar: misiomor
WYŚLIJ PW
2011-11-02 / 17:10
>> magus, 2011-11-02 16:18

Na tej zasadzie Niemcy to wyewoluowany narodowy socjalizm. Wspomaganie anty-rozwojowych tendencji u wschodnich i południowych (była Jugosławia) sąsiadów mają nieźle zorganizowane, przez agenturę i opanowanie rynku mediów i prasy (w Polsce np. Tele - Tydzień i chyba wszystkie kolorowe magazyny dla kobiet). Na poziomie polityki międzynarodowej storpedowanie Hexagonale udało im się w 100%.

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2011-11-03 / 08:48
misiomor

jasne, wszystko wyewoluowało z czegoś do czegoś

może zbyt mało dobitnie to wyraziłem
obecna wierchuszka Rosji to podobni ludzie co 30-40 lat temu
tyle, że używają bardziej nowoczesnych i skutecznych metod

o kraj dbają o tyle, o ile pomoże im to utrzymać się u władzy (jak wszędzie zresztą)
z tym że w Rosji wystarczy ludziom rzucić naprawdę niewiele
za to zyskiiiii...! :)

dlatego twierdzę, że na "sojuszu" z Rosją nic nie zyskamy
złapią nas za nogi i ściągną pod powierzchnię

choćby z tego powodu, że oni nie dotrzymują żadnych umów, o ile nie muszą
patrz: śledztwo ws. katastrofy smoleńskiej

misiomor
(2086/5/2233)
wieś, zachodnie
mazowsze
Avatar: misiomor
WYŚLIJ PW
2011-11-03 / 10:01
Niemcy za to dbają wyłącznie o swój kraj, na dodatek "rankingowo" a więc jeżeli sami nie mogą się rozwijać, dbają o to żeby sąsiedzi się do nich zanadto nie zbliżyli. Jeżeli Rosja miałaby nas ściągać pod powierzchnię, to Niemcy będą nas lać wiosłem po łbie żebyśmy na łódkę nie wleźli czasem.

BTW - Finlandia jest przykładem że da się wyszarpać rozwój nawet będąc politycznie zależnym od Sowietów. Tego nie można powiedzieć na razie o żadnym słabiej rozwiniętym sąsiedzie Niemiec w ich orbicie wpływu.

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2011-11-03 / 10:17
>> misiomor, 2011-11-03 10:01:17
> Jeżeli Rosja miałaby nas ściągać pod powierzchnię, to Niemcy będą nas lać wiosłem po łbie żebyśmy na łódkę nie
>wleźli czasem.


to już się dzieje
tu nie ma alternatywy, ponieważ oba te kraje są w ścisłym sojuszu politycznym
więc niezależnie od tego z którym z tych krajów się "zaprzyjaźnimy" będziemy kopani po dupie przez oba


>BTW - Finlandia jest przykładem że da się wyszarpać rozwój nawet będąc politycznie zależnym od Sowietów.

a my nie jesteśmy w stanie tego zrobić nawet wtedy, gdy jesteśmy od nich niezależni
aczkolwiek, czy aby na pewno jesteśmy faktycznie niezależni?

misiomor
(2086/5/2233)
wieś, zachodnie
mazowsze
Avatar: misiomor
WYŚLIJ PW
2011-11-03 / 10:48
Mimo wszystko - Niemcom możemy się przydać wyłącznie jako parobcy. I będą oni zagrywać tak żebyśmy nimi pozostali. Szans na rozwój dokładnie zero. Najgorsze że oczadziałym telewizyjną i kolorowo - gazetkową propagandą Polakom to się zaczyna coraz bardziej podobać.

Za to ruscy rządzący mają wielki problem. Demografia - Rosjanie masowo chleją, ćpają i zarażają się HIV-em, tamtejszy lud nigdy zresztą większych aspiracji nie miał. Zastępują ich "czorni" muzułmanie z Kawkaza i Azji Środkowej a na Syberii Chińczycy a więc zupełnie nie to o co chodzi. Polska w sojuszu z nimi mogłaby zaoferować ekonomię zdolną jakoś wykorzystać ruskie surowce (pod warunkiem ochrony przed Niemcami zapewnionej przez Moskwę) a w dalszej perspektywie może i inwestycje w Rassiji i to kulturowo jednak zgodniejsze. Nie twierdzę że to się musi udać, ale IMO lepiej zaryzykować niż zgodzić się na 100% pewną nędzną wegetację in saecula saeculorum pod niemieckim butem.

lancaster
(22963/421/2234)
Avatar: lancaster
WYŚLIJ PW
2011-11-03 / 11:16
Macuej, dla mnie podejście patriotyczne ma każdy kto w danej sprawie nawet przypadkiem, lub ze względów czysto biznesowych staje po stronie kraju którego jest obywatelem.
Jarek jak dla mnie też pod wieloma względami mógłby się ogarnąć (oczywiście nie jest to CV oficera KGB Władymira Putina....niemniej)....zresztą PiS oceniam jako partię która nieco pod publikę robiła to co robiła (widać to zwłaszcza teraz, po Kluzikowej, czy Ziobrze).
Dla mnie niewielka różnica czy ktoś np. nie schładza gospodarki i zapewnia Polsce rozwój bo ma w tym biznes, jest patriotą czy robi to całkowicie przypadkowo. Tego typu podejście oceniam jako patriotyzm.

Natomiast czołganie się przed innymi krajami oceniam w najlepszym przypadku jako naiwność.
Państwowość to tradycja, solidaryzm społeczny (nie mylić z dojeniem i zajeżdżaniem ludzi kreatywnych na rzecz przysłowiowego Kazia spod budki z piwem).
to co się w tej chwili dzieje w Polsce to próba demontażu niektórych cech państwowości. O ile podpisując traktat akcesyjny(ś.p Lech Kaczyński) Polska zrzekał się części suwerenności a "zyskała prawo do współstanowienia o swoim losie" :-) .... o tyle ewidentne przypadki uległości i po prostu krótkowzroczności PO są ewidentne.

PS. Niektóre PiSowskie akcje też nie są przejawem mądrości. Ja rozumiem reakcje na akcję z zewnątrz, ale wielokrotnie celem PiS było wywoływanie reakcji same z siebie (wiem wiem...Sikorski też popłynął najpierw jadąc do Moskwy i zapewniając o naszej dobrej woli a tydzień później w USA błysnął opowiadając o tym jak Moskwa macha szabelką...ale to też głupie jest po prostu).
Zupełnie niepotrzebnie takie rzeczy się dzieją, bo to akurat służy interesom kraju w którym mieszkam równie źle jak Donaldowe łapczywe całowanie różnych części ciała przywódców "zaprzyjaźnionych krajów" w nadziei na dobre recenzje (no i w sumie są, bo czemuż by nie ?:-))

lancaster
(22963/421/2234)
Avatar: lancaster
WYŚLIJ PW
2011-11-03 / 11:22
Co do opcji dogadania się z Niemcami czy Rosją myślę ze nie am problemu. Czasy "lojalek" i konieczności opowiedzenia się po którejś ze "stron" szczęśliwie mamy za sobą.
Uważam, ze w sytuacji kiedy Rosja czy Niemcy nie wykonują w stosunku do Polski żadnych nieprzyjaznych ruchów (na dzień dzisiejszy, bo dzięki polityce "miłości" Donalda, takowe zostały już wykonane i przez donaldystów przełknięte) Polska ze spokojem ducha mogłaby podjąć trud ułożenia naszych relacji gospodarczych.
Fajnie wyszło ostatnio awaryjne lądowanie, żadna to zasługa jakiegokolwiek rządu czy opozycji rzecz jasna, niemniej politycy i tak widzę że postanowili się podlansowac :-) Ale spokojnie tego kalibru ewidentnie pozytywne programy mogłyby zostać opracowane przez naszych świetnie opłacanych i zapewne kreatywnych urzędników ministerialnych :-D

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2011-11-03 / 12:02
lan,

jeśli ktoś coś zrobi dla Polski przypadkiem, to jak dla mnie nie ma >podejścia< patriotycznego
udało mu się, fajnie, ale patriotyzm oznacza dla mnie działania z poczucia lojalności i obowiązku w stosunku do pewnej grupy ludzi - mieszkańców danego kraju

tu nie chodzi o akademicki spór o definicje
jeśli ktoś coś robi z "patriotyzmu" (tu przeraźliwe wycie redaktorów GW :) ), to nawet jeśli popełnia błędy, to możesz liczyć na to, że pod wpływem debaty publicznej (w III Rp nie ma debat politycznych, wiem) przekonasz (albo sam się zorientuje) do lepszego (optymalnego) rozwiązania
jeśli ktoś (na stanowisku politycznym - bo o tym mowa) coś robi ze względów biznesowych (chodzi o interesy konkretnego Ryśka czy Jaśka, a nie szeroko rozumianej grupy polskich przedsiębiorców), to nie ma szans, żeby to zmienił (bo GW i TVP/N tego nie nagłośnią, a dodatkowo zaprezentują go lemingom jako kulowego swojaka na którego każdy "słoikowiec" (genialny termin swoją drogą) powinien zagłosować)

lancaster
(22963/421/2234)
Avatar: lancaster
WYŚLIJ PW
2011-11-03 / 13:31
magus, OK. A jak ocenisz niektóre działania PiSu - te mające cechy patriotyzmu (i dla mnie takimi są) są jednocześnie działaniami jawnie pod publikę ? Moim zdaniem nie umniejsza to niczego.
O GW i telewizjach nie wspominajmy bo to zupełnie inny temat.

...jak tak patrzę na te nasze rządy....40mln naród i przedstawiciele...

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2011-11-03 / 14:57
lan,

działania pod publiczkę to działania pod publiczkę :)
a to, że wykorzystują przy tym patriotyczne czy inne sentymenty...

każdy stosuje jakiś PR i tak go trzeba kwalifikować
istotne jest, czy dany rząd robi coś, i co, obok PR
w przypadku PO wiadomo - oprócz PR, to oni są jeszcze piękni, nowocześni i w ogóle wypiardowi i z przytupem

http://www.youtube.com/watch?v=DK8ednS0skQ

misiomor
(2086/5/2233)
wieś, zachodnie
mazowsze
Avatar: misiomor
WYŚLIJ PW
2011-11-03 / 18:03
>> lancaster, 2011-11-03 11:22:19

"Uważam, ze w sytuacji kiedy Rosja czy Niemcy nie wykonują w stosunku do Polski żadnych nieprzyjaznych ruchów (na dzień dzisiejszy, bo dzięki polityce "miłości" Donalda, takowe zostały już wykonane i przez donaldystów przełknięte) Polska ze spokojem ducha mogłaby podjąć trud ułożenia naszych relacji gospodarczych."

Niemcy ostatnio wykonują wobec Polski głównie ruchy nieprzyjazne, choć dobrze zawoalowane. Wspomniana przeze mnie już propaganda (euro-socjalistyczna), blokowanie budowy dróg (ciekawe czy kiedykolwiek dowiemy się ile Niemcy zapłacili eko-zjebom za np. zablokowanie obwodnicy Augustowa i ogólnie dalsze podrożenie budowy dróg), podobnie z energetyką jądrową, plus wiele innych rzeczy głównie prze-biurokratyzowujących gospodarkę, wprowadzanych przez UE - często zresztą UE wcale czegoś nie wymaga tylko "nasi" politycy "palą niemca" że trzeba bo Europa każe. Ciekawe ile im RFN za to płaci.

misiomor
(2086/5/2233)
wieś, zachodnie
mazowsze
Avatar: misiomor
WYŚLIJ PW
2011-11-04 / 11:04
PS. Do równania należy jeszcze dołożyć tendencję Niemców do robienia czasem irracjonalnej rozpierduchy, której wygrać nie mogą, a po której obrywają oni i ich sojusznicy. Tak więc nawet owa wegetacja na ochłapach z pańskiego stołu nie jest 100% pewna i stabilna.

misiomor
(2086/5/2233)
wieś, zachodnie
mazowsze
Avatar: misiomor
WYŚLIJ PW
2011-11-04 / 20:58
Tak mi się jeszcze skojarzyło - Anglicy chyba już czują pismo nosem odnośnie niemieckich planów. Takiego natężenia programów o II WŚ, jakie obecnie jest na BBC to nie było w TVP za PRL-u. Tak czy siak od mądrzejszych można i trzeba się uczyć.

Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2011-11-28 / 09:48
SPRAWA KRZYSZTOFA OLEWNIKA

"Od ponad 10 lat na naszych oczach rozgrywa się tragedia rodziny Olewników. Choć większość Polaków, tkwiąc w szaleńczym, medialnym matrixie, nie jest nią zainteresowana lub zgoła niewiele z niej rozumie - tragedia ta niesie z sobą okrutną prawdę o państwie zbudowanym na fałszu i zbrodni.

Nazwana przeze mnie "kręgami piekła" wywołuje znacznie większą grozę, niż czyni to dzieło literackie Dantego. Dotyczy bowiem realnej codziennej rzeczywistości, doświadczalnej przez każdego, kto zechce przedrzeć się przez zasłonę milczenia i zakłamania.

Najnowsza odsłona tej tragedii, w której państwo Donalda Tuska zmierza do odwetu na rodzinie ofiary i uczynienia z niej sprawcy własnego nieszczęścia - nie mieści się w żadnych kategoriach nikczemności i zdaje się świadczyć, że funkcjonariusze tego państwa za wszelką cenę zamierzają zrzucić brzemię odpowiedzialności i ukryć swój udział w fałszowaniu śledztwa. Tylko tym można tłumaczyć wściekły, medialny atak, rozpętany przez rządowe przekaźniki.

Nie wierzę w żadne państwo

"Panie Premierze, nie ulega wątpliwości, że w porwaniu naszego syna, jego okrutnym i zwyrodniałym dręczeniem i w konsekwencji mordem brały udział osoby z organów państwowych, które powinny służyć obywatelowi do ochrony jego bezpieczeństwa, a które to gwarantuje konstytucja. W tej chwili dzieje się wszystko odwrotnie, pomimo nagłośnienia medialnego naszej sprawy, pomimo wręcz szydzenia mediów oraz społeczeństwa nawet wpływowych polityków z naszej sprawy."- pisał przed rokiem Włodzimierz Olewnik w liście do Donalda Tuska.

Powodem napisania tego dramatycznego listu stała się odmowa odtajnienia akt operacyjnych policji i CBŚ dotyczących sprawy porwanego i zamordowanego Krzysztofa Olewnika. Choć w liście padło szereg niezwykle poważnych zarzutów pod adresem polityków i funkcjonariuszy służb, żadna z poruszonych kwestii nie doczekała się nagłośnienia lub wyjaśnienia. W odpowiedzi udzielonej ojcu ofiary, premier obecnego rządu skłamał, pisząc jakoby "wszystkie materiały ws. śmierci Krzysztofa Olewnika, o które zwracała się prokuratura lub komisja śledcza, zostały tym instytucjom udostępnione". Kilka miesięcy później ujawniono, że w Radomiu znajdują się obszerne akta zawierające m.in. informacje o działaniach policji w czasie przekazywania okupu. Rodzinę Olewników zapewniano wcześniej, że takie dokumenty w ogóle nie istnieją. Ojciec ofiary powiedział wówczas: "Okłamują mnie ministrowie, a nawet premier. W odpowiedzi na mój list - skłamał".

Te słowa nie mogły zostać zapomniane. Podobnie, jak inne, wypowiedziane przed trzema laty w Sejmie III RP. Ojciec zamordowanego Krzysztofa miał to nieszczęście, że stać go było wówczas na odważne wyznanie: "Politycy SLD zabrali nam syna" i równie mocne oskarżenie: "Stosowaliście ubeckie metody szkalowania ludzi, oczerniania ich. Mówiono o moim synu, że sam się uprowadził". Siostra ofiary wykrzyczała zaś wprost: "Dość kłamstw, dość ukrywania bandytów! Ja nie wierzę w żadne państwo, w żadną Polskę!"

Cisza, jaka zapadła po tych słowach świadczyła, że trafiły w próżnię. W języku tego państwa nie ma bowiem żadnego "dość", gdy chodzi o ukrywanie interesów mafijnych i przestępczych powiązań na szczytach władzy. Nie ma słowa "dość", gdy w grę wchodzi ochrona postesbeckich układów, tuszowanie win i nieudolności prokuratury czy osłona mafijnej "omerty" - ponadpolitycznej zmowy milczenia.

Wspólnota brudu

To istnieniu takiej zmowy zawdzięczamy, że utrata władzy przez partię komunistyczną w roku 2005, nie miała żadnego wpływu na przebieg sprawy Olewnika. Nie mogła mieć, ponieważ niezmienne pozostały nieformalne układy, których przedstawiciele sprawują faktyczną władzę w Polsce - niezależnie od wyników wyborczych i zmiany barw partyjnych. Trwałe ulokowanie w polskiej policji, a w jeszcze większym stopniu w służbach specjalnych ludzi z peerelowskiego aparatu represji, zapewniało postkomunistom bezpośredni nadzór nad przebiegiem postępowań i dawało pełne poczucie bezpieczeństwa. Wynikające stąd układy jednoczą w imię wspólnych interesów, tak z pozoru odległe środowiska, jak "prawicowców" ze "stajni" Artura Balazsa, ludzi SKL -u i Platformy Obywatelskiej, z esbecko - agenturalną grupą skupioną wokół Aleksandra Kwaśniewskiego czy Leszka Millera. "Wspólnotą brudu"- nazwał Andrzej Zybertowicz ową grupę ludzi, "którzy mają wspólnie coś za skórą, mają interes, żeby się wzajemnie chronić, ale jednocześnie trzymają się wzajemnie na uwięzi".

Nieszczęście Włodzimierza Olewnika polegało na tym, że wskazując na mafię odpowiedzialną za śmierć syna, wyciągnął palec w kierunku ludzi, których III RP uznaje za polityków i mężów stanu. Wskazał umundurowanych łobuzów - traktowanych jak "stróże porządku" i bandytów z komunistycznej bezpieki, uznanych za profesjonalnych funkcjonariuszy wolnego państwa. Ci ludzie nigdy nie utracili wpływu na bieg śledztwa w sprawie Olewnika, a od chwili dojścia do władzy obecnej ekipy wykazują ogromną aktywność i poczucie bezkarności. To od czasu objęcia rządów przez PO-PSL mamy do czynienia ze najbardziej złowrogą sekwencją zdarzeń: likwidowaniem świadków, aktami zastraszania, niszczeniem dowodów. Przypomnę tylko niektóre z nich:

- w kwietniu 2008 roku "samobójstwo" popełnił Sławomir Kościuk - jeden ze skazanych za zabójstwo Olewnika, (okoliczności tej śmierci nie wyjaśniono do dnia dzisiejszego);

- w maju 2008 roku splądrowano dom Danuty Olewnik - siostry zamordowanego. Włamanie zostało odebrane jako próba zastraszenia rodziny. Do tej pory nie ustalono sprawców;

- w czerwcu 2008 r. w magazynie dowodów rzeczowych olsztyńskiego CBŚ, gdzie przechowywano dowody ze sprawy Krzysztofa Olewnika doszło do "awarii sieci kanalizacyjnej", przez co zniszczeniu uległo 46 pudełek i kopert, w których przechowywano istotne dla sprawy dowody. O tym fakcie poinformowano dopiero w 2009 roku;

- w styczniu 2009 roku w celi więziennej w Sztumie "popełnił samobójstwo" Robert Pazik - skazany za zabójstwo Krzysztofa Olewnika. Brat Pazika twierdził, że więźnia zmuszono do samobójstwa;

- w lipcu 2009 r. "samobójstwo" popełnił strażnik więzienny, który w czerwcu 2007 roku pełnił dyżur w olsztyńskim więzieniu, gdy w celi powiesił się w Wojciech .Franiewski - jeden z zabójców Olewnika (prawdopodobnie wieloletni tajny współpracownik służb PRL). Prokuratura uznała, iż śmierć strażnika nie ma związku z jego czynnościami służbowymi;

- w lipcu 2009 r. doszło również do włamania w domu adwokat Jolanty Turczynowicz-Kieryłło - obrońcy policjantów podejrzanych o zaniedbania w sprawie porwania Olewnika. Sprawcy ukradli m.in. trzy laptopy. W jednym z nich były informacje dotyczące sprawy Olewnika i niepublikowany wywiad z Remigiuszem M., szefem policyjnej grupy poszukującej porwanego. Jednocześnie dokonano włamania do skrzynki mailowej męża prawniczki, blokując do niej dostęp. Znajdowały się tam te same materiały, co w skradzionych laptopach. Do tej pory nic nie wiadomo o sprawcach tych włamań.

- na początku 2010 roku ujawniono informację o śledztwie prowadzonym w sprawie gróźb karalnych kierowanych pod adresem detektywa Marcina Popowskiego, a także wywierania na niego wpływu w celu wymuszenia odmowy składania zeznań przed sejmową komisją śledczą. Działając na zlecenie Olewników, Popowski ujawnił błędy policji i prokuratury popełnione w czasie śledztwa. Odtąd odbierał anonimowe maile z pogróżkami, listy i nekrologi z własnym nazwiskiem. Prowokowano również incydenty drogowe z jego udziałem;

- w październiku 2010 r. ujawniono, że z komendy Policji w Sierpcu zginęły dowody, które mogły pomóc w ustaleniach związanych z Ireneuszem Piotrowskim, skazanym w procesie o zabójstwo Olewnika;

- w grudniu 2010 r. . poluzowano śruby w kołach samochodu Danuty Olewnik-Cieplińskiej, siostry Krzysztofa. Według ekspertyzy biegłego, poluzowanie śrub we wszystkich czterech kołach samochodu było celowe - biegły wykluczył, by doszło do niego samoczynnie. Po tym zdarzeniu rodzina Olewników otrzymała ochronę policyjną;

- w lutym 2011 r. doszło do włamania w domu Jerzego Godlewskiego, prywatnego detektywa, który pomagał rodzinie Olewników. Włamywacze nie zabrali żadnych wartościowych przedmiotów, a splądrowali mieszkanie w poszukiwaniu dokumentów i notatek, które detektyw wykonywał w związku ze swoją pracą.

Obowiązkowa lektura studentów prawa

Nietrudno zrozumieć, że za rządów obecnego układu mocodawcy tej zbrodni poczuli się całkowicie bezkarni i postanowili definitywnie zakończyć temat. Okazało się to tym łatwiejsze, że prace sejmowej komisji śledczej, z którą wiązano pewne nadzieje, zakończyły się kompletnym fiaskiem. Ustalenia komisji zostały ograniczone do analizy błędów policji i prokuratury oraz opisu działań tych organów - czyli ujawniły to tylko, co można było bezpiecznie odsłonić, nie narażając głównych decydentów i mocodawców. Główna teza komisji została sprowadzona do konkluzji, iż szefostwo policji i MSWiA było wprowadzane w błąd przez policjantów niższego szczebla, a zatem wykluczona została nawet odpowiedzialność zwierzchników oraz polityków odpowiedzialnych za nadzór nad służbami. Konsekwencji nie poniosą również prokuratorzy prowadzący śledztwo w sprawie porwania i zabójstwa. Szokujące protokoły z przesłuchania tych osób przez sejmową komisję śledczą, powinny stanowić obowiązkową lekturę studentów prawa i stać się koronnym dowodem, że III RP nigdy nie była i nie jest państwem prawa. Z powodu przedawnienia nie istnieje już możliwość pociągnięcia kogokolwiek do odpowiedzialności karnej lub dyscyplinarnej.

Raport komisji śledczej nie zawierał żadnych wątków politycznych, a wręcz starannie omijał kwestię odpowiedzialności najwyższych przedstawicieli państwa. Warto zatem dostrzec, że obecna kampania medialna i prokuratorski atak na rodzinę Olewników, może znajdować podstawy w tym właśnie zaniedbaniu.

Nieszczęście Włodzimierza Olewnika polega zapewne na tym, że w sierpniu br., wykazując po raz kolejny cywilną odwagę, miał czelność powiedzieć: "Mam wrażenie, że poseł Kalisz czegoś się bardzo obawia" i stwierdzić: "żałuje, że komisja śledcza nie zbadała odpowiedzialności Kalisza w tej sprawie". Ojciec zamordowanego przypomniał również, że polityk SLD będąc w latach 2004 - 2005 szefem MSWiA, odmówił pomocy rodzinie.

Wypowiedź ta padła wówczas, gdy Kalisz - pełniący obowiązki przewodniczącego sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka odrzucił wniosek posłów PiS o zwołanie specjalnego posiedzenia. Posłowie opozycji chcieli, by na bazie raportu komisji śledczej ds. Olewnika ocenić funkcjonowanie prokuratury. Wbrew regulaminowi Sejmu, który nakazuje przewodniczącemu komisji bezwzględne zwołanie posiedzenia, o ile pod wnioskiem podpisała się jedna trzecia członków komisji, Kalisz odrzucił wniosek posłów PiS, zaś rzecznik SLD tłumaczył, iż "sprawa była prowadzona przez komisję śledczą, nie ma sensu zwoływać osobnej komisji. Chyba że PiS chce grać sprawą Olewnika politycznie".

Pod koniec sierpnia, gdy zwołano wreszcie posiedzenie komisji, przedstawiciele Prokuratury Generalnej poinformowali o aktualnym stanie śledztw związanych ze sprawą Krzysztofa Olewnika. Obecna na posiedzeniu siostra zamordowanego uznała wówczas, że po sformułowaniu wniosków przez komisję śledczą nadal niewiele się zmieniło i trudno odzyskać jej zaufanie do państwa. Padło również pytanie: "Kto na dzień dzisiejszy, poza bezpośrednimi sprawcami, poniósł odpowiedzialność? Nikt, absolutnie nikt". Włodzimierz Olewnik ocenił zaś, że w działaniach prokuratury i służb nie nastąpiły żadne zmiany i nazwał dzisiejszy stan marazmem.

Dwa razy N, czyli nobilitacja nieudaczników

Można sądzić, że aktywność rodziny zamordowanego Krzysztofa i mocne wskazanie na zaniedbania prokuratury oraz krąg polityków odpowiedzialnych za dzisiejszy stan śledztwa, stanowiły główne przesłanki obecnej kontrakcji.

Wkrótce bowiem pojawiła się informacja, jakoby w śledztwie prowadzonym przez Prokuraturę Apelacyjną w Gdańsku nastąpił "przełom" , a śledczy uzyskali dowody wskazujące na sfingowanie porwania i współdziałanie ofiary z porywaczami. Jest to ta sama koncepcja, którą przed laty forsowali policjanci i prokuratorzy odpowiedzialni za najpoważniejsze błędy i zaniechania. Koncepcja najwygodniejsza dla ukrycia prawdziwych mocodawców zbrodni i zatuszowania współudziału polityków i funkcjonariuszy służb w wieloletnich matactwach. Obecne ustalenia prokuratury stały się możliwe po zbadaniu akt znalezionych w roku 2010 w Radomiu - akt, o których włączenie do śledztwa od lat zabiegała rodzina Olewników.

Warto dostrzec, że inicjatorem spektakularnego wniosku o przeszukanie miejsc zamieszkania członków rodziny Olewników, w celu "zabezpieczenia dowodów" było Centralne Biuro Śledcze. Tymczasem w cytowanym już liście do premiera Tuska z 2010 roku, Włodzimierz Olewnik pytał:

"Panie Premierze jak jest to możliwe, że nieudacznik nad nieudacznikiem, a być może nawet jeden z decydentów w uprowadzeniu i zamordowaniu mojego syna Pan Janusz Czerwiński od samego początku z naszą sprawą ma do czynienia, gdyż od 2001 roku. Jest autorem ogromnej porażki Policji w tej sprawie zostaje wspólnie z drugim, być może mniej wdrożonym w naszą sprawę funkcjonariuszem organu Policji, ale działający razem z powyższym w tym czasie - zostają szefami CBA. Chcę podkreślić, iż Janusz Czerwiński był osobiście przeze mnie informowany o błędach i wątpliwościach w śledztwie, o których jest tak głośno w trakcie przesłuchań w Komisji Śledczej. Miał wiedzę i przyznawał mi rację, więcej - na moją osobistą prośbę ustalał fakty związane z moimi obiekcjami, co do przejęcia sprawy przez CBŚ"

Instrukcje zza grobu

W czasie, gdy doszło do największych zaniedbań w śledztwie, obecny wiceszef CBA Janusz Czerwiński oraz szef tej służby Paweł Wojtunik byli wysokimi funkcjonariuszami Centralnego Biura Śledczego. Jakkolwiek nigdy nie wyjaśniono ich roli w sprawie Krzysztofa Olewnika, obaj zostali awansowani przez Donalda Tuska na stanowiska szefów CBA.

W nakręcaniu kampanii medialnej i nagłaśnianiu tezy o samouprowadzeniu nie cofnięto się przed wykorzystaniem osób, którym prokuratorzy stawiali poważne zarzuty: udziału w zbrodni zabójstwa oraz poplecznictwa i niedopełnienia obowiązków. Rozmówcą stacji TVN stał się zatem Jacek Krupiński, zaś policjant Remigiusz M. - odpowiedzialny m.in. za niszczenie dowodów, wydał stosowne oświadczenie. Obaj - co nie powinno dziwić - wsparli sugestie o sfingowaniu porwania i przyłączyli się do prokuratorskich konkluzji.

Warto podkreślić, że w pogardzie dla faktów i dotychczasowych ustaleń, usunięto w cień wszystkie elementy sprawy nie pasujące do obecnej wersji, a nawet zapomniano o wcześniejszych interpretacjach związanych z rewelacjami prokuratury. Podstawą rzekomego "przełomu" mają być bowiem nagrania z policyjnego podsłuchu, w którym biegli dopatrzyli się głosu Krzysztofa Olewnika. Całkowicie bezpodstawnie narzuca się opinię, jakoby słowa ofiary - "niech Jacek z Iwoną jadą" - miały stanowić rodzaj instruktażu dla porywaczy i świadczyły o współudziale Olewnika w sfingowaniu porwania. Jest to ewidentna i niezgodna z wcześniejszymi ustaleniami nadinterpretacja.

Przypomnę więc, że jeszcze w marcu br. te same media i ci sami prokuratorzy badający sprawę niszczenia policyjnych podsłuchów zwracali uwagę, że z akt odnalezionych w Radomiu wynika, iż bandyci przez telefon odtwarzali głos nagranego wcześniej Krzysztofa Olewnika, któremu kazali powtarzać instrukcje o przekazaniu okupu. W roboczej wersji końcowego raportu sejmowej speckomisji znalazło się natomiast zdanie:

"Remigiusz M. powinien przemyśleć, czy realnym jest, aby Krzysztof, który według treści faksu sam się uprowadził i wyjechał do Berlina, aby kraść samochody, aktualnie nakazuje rodzinie nagranym głosem wyjazdy z okupem w Polsce. W niedzielę 27 lipca M. wspólnie z L. jadą samochodem do Berlina. W tym miejscu warto zauważyć, że M. i L. wyjeżdżając powinni pamiętać, że w dniach 11 i 18 czerwca 2003 porywacze odtwarzali nagrany głos Krzysztofa, powtórzyli to 24 lipca kiedy nakazali wydanie okupu."

Jeśli prokuratura wiedziała wcześniej, że ofiara porwania była zmuszana do wygłaszania instrukcji związanych z przekazaniem okupu, a jej głos nagrywano i wykorzystywano podczas rozmów z rodziną Olewników - na jakiej podstawie powrócono dziś do absurdalnego zarzutu o samouprowadzeniu i sformułowano tezę o rzekomym "instruowaniu" porywaczy? Dlaczego dysponując wiedzą o praktykach porywaczy odrzucono najprostsze wytłumaczenie , że głos ofiary został nagrany wcześniej lub nakłoniono ją do uczestnictwa w ustaleniach porywaczy, obiecując szybsze uwolnienie?

Nie znamy bowiem żadnych mocnych dowodów, poza dowolną interpretacją jednego zdania odsłuchanego z kopii nagrania. Wszelkie służebne dywagacje TVN-u i innych mediów opierają się na enigmatycznym komunikacie prokuratury, w którym stwierdzono, że okoliczności nagranej rozmowy i jej miejsce ustalono "na podstawie innych dowodów". Jakich dowodów - należy pytać, skoro ciężar całej argumentacji na temat sfingowanego porwania oparto na kilku słowach wypowiedzianych przez ofiarę?

Ta grupa działała zawsze

Trudno pozbyć się wrażenia, że celem obecnej akcji jest przede wszystkim rodzina Krzysztofa Olewnika, zaś medialna nagonka i sugestie prokuratury zmierzają do pozbawienia tych ludzi zaufania społecznego, skierowania na nich podejrzeń, a w rezultacie - zmuszenia do milczenia i kapitulacji. Inicjatorzy tej kampanii zdają się wiedzieć, że Polacy nie posiadają rzetelnej wiedzy na temat sprawy i chętnie przyjmą miałką argumentację medialnych demiurgów. Stawianie niezwykle poważnych oskarżeń, na podstawie tak wątłych przesłanek i powrót do skompromitowanej koncepcji samouprowadzenia, winny skłaniać do formułowania pytań o rzeczywiste intencje prokuratury i jej politycznych decydentów.

Nie wolno zapominać, że w tle tej zbrodni oraz w czasie wieloletniego procederu utrudniania i fałszowania śledztwa pojawiają się nazwiska szeregu prominentnych polityków SLD oraz postaci tworzących mafijno-esbecki układ funkcjonujący w służbach i w biznesie.

Zaledwie przed trzema laty minister sprawiedliwości w rządzie PO-PSL Zbigniew Ćwiąkalski śmiało odkrywał "układ płocki" mówiąc: "W Płocku działał lokalny układ, który mógł być zamieszany w porwanie i śmierć Krzysztofa Olewnika, a później w utrudnianie śledztwa i mylenie tropów. Mieliśmy tam do czynienia z przenikaniem się pewnych powiązań i znajomości". Dwa lata wcześniej ówczesny szef MSWiA Ludwik Dorn, informował o jeszcze potężniejszej grupie, trwale osadzonej w strukturach władzy: "Różnie się układały losy III Rzeczypospolitej. Raz rządził SLD, innym razem siły niekomunistyczne. Ale ta grupa działała zawsze. Najbardziej prawdopodobna hipoteza jest taka, że mieli oni haki na ważnych ludzi w Polsce. Inaczej trudno jest wytłumaczyć fakt, że trwali przez tyle lat na kluczowych miejscach w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i w policji."

Obserwując sekwencję zdarzeń w sprawie Krzysztofa Olewnika i ich szczególne natężenie po 2007 roku, można sądzić, że ów patologiczny układ nadal funkcjonuje, a jego przedstawiciele mają realny wpływ na przebieg śledztwa. Twarde słowa ojca ofiary i zabiegi rodziny o wyjaśnienie wszystkich okoliczności zbrodni, nie mogły pozostać bez odpowiedzi. Przygotowana przy współudziale prokuratury medialna pałka, jest - jak dotychczas - jedyną odpowiedzią, na jaką stać państwo Donalda Tuska.

Porzućcie wszelką nadzieję

Polityczni decydenci z lat 2001-2002 są dziś członkami tzw. lewicowej "partii opozycyjnej" i mają do odegrania jeszcze niejedną rolę w koncepcjach grupy rządzącej. Przywódca owej "opozycji" Leszek Miller, mówiąc przed kilkoma dniami - "PO to nasz rywal, a PiS to nasz wróg" - dał wyraźnie do zrozumienia o jaką "opozycyjność" chodzi i wskazał na rzeczywistą wspólnotę z partią władzy. Czy wobec takiej deklaracji "ludzi lewicy" i perspektywy walki ze wspólnym wrogiem można oczekiwać, że grupa rządząca będzie drążyła temat odpowiedzialności Kalisza, Piłata czy Siemiątkowskiego lub przyjrzy się związkom komunistycznych aparatczyków z mafią czy z zabójcami Olewnika? Czy obecny rząd obierając kurs na represyjność i niszczenie opozycji zaryzykuje otwartą wojnę z prokuratorską kamarylą lub zechce naruszyć esbeckie układy istniejące w służbach?

Tragedia rodziny Olewników, rozgrywając się na tle gigantycznych interesów związanych z przejęciem Orlenu, w trakcie gangsterskiej ekspansji politycznych cwaniaków, wielorakiej agentury i pospolitych kanalii - nie mogła mieć innego finału. Krzysztof Olewnik musi zginąć po raz drugi, a wraz z nim jego rodzina i bliscy. Stojący za tą zbrodnią ludzie wiedzą, że ujawnienie prawdy groziłoby rozbiciem całego politycznego przymierza III RP.

Siostra zamordowanego Krzysztofa, Danuta Olewnik, po latach doświadczeń z organami ścigania wyznała, że dziś szukałaby pomocy wyłącznie poza granicami Polski. Sądzę, że tylko takie działanie mogłoby przynieść jakąkolwiek nadzieję na wyjaśnienie tej ponurej zbrodni.

Jest w tym wyznaniu głęboki sens, bo dziś rodzina Olewników ma prawo doznawać podobnych odczuć, jakich doświadczał autor "Boskiej komedii", gdy wchodząc do Piekła przeczytał nad bramą napis - "Lasciate ogni speranza, voi ch'entrate" - Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy wchodzicie."

http://bezdekretu.blogspot.com/2011/11/zabic-raz-jeszcze-sprawa-krzysztofa.html


Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2011-12-08 / 19:36
Eine "kleine" Familie - Kulczyk


Henryk Kulczyk, według dokumentów służb specjalnych PRL, został pozyskany do współpracy z SB w 1961 r., a w latach 70. przekazany na nieformalny kontakt Departamentu I MSW. Według dokumentów IPN Henryk Kulczyk przekazał służbom specjalnym PRL pisemne informacje m.in. na temat środowiska działających w Niemczech polskich przedsiębiorców. Służby specjalne PRL interesowały się także Janem Kulczykiem i jego siostrą Marią - sprawa o kryptonimie Kloda została zamknięta w 1989 r. przez Henryka Jasika, dyrektora I Departamentu.

Jan Kulczyk lubi dziś powtarzać w mediach, że miał szczęście - pierwszego miliona nie musiał ukraść, bo dostał go od ojca.

Henryk Kulczyk, podczas wojny żołnierz AK, wyjeżdża do Berlina Zachodniego w 1956 roku. Zakłada firmę Aussenhandelsgesellschaft GmbH. Firma importuje z PRL grzyby, jagody i runo leśne.

W latach 70. Edward Gierek i kanclerz Niemiec Helmut Schmidt doprowadzają do zbliżenia w stosunkach PRL i RFN. Porozumiewają się m.in. w sprawie współpracy gospodarczej. W efekcie powstaje kilkadziesiąt polsko-niemieckich firm. - Jednocześnie Departament II MSW rozpoczyna Operację Ren, czyli zabezpieczenie kontrwywiadowcze ich działalności - mówi Antoni Dudek, historyk z IPN.

W latach 70. Henryk Kulczyk eksportuje z Niemiec do Polski maszyny rolnicze, a do Niemiec z Polski sprowadza płody rolne. Jest także przedstawicielem na Polskę amerykańskiego koncernu kontenerowego SEA-LAND. W Berlinie zakłada Klub Polonijnych Kupców i Przemysłowców BERPOL. Kieruje sekcją polską przy Niemieckiej Izbie Przemysłowo-Handlowej.

Dlaczego władze PRL pozwalają emigrantowi Henrykowi Kulczykowi na prowadzenie tak rozległych interesów w Polsce Ludowej? Romuald Szperliński, w latach 80. właściciel firmy polonijnej Introl i dobry znajomy Kulczyków, a dziś prezes Wielkopolskiego Klubu Kapitału, nie ma wątpliwości. - Henryk Kulczyk mógł dużo pomóc przez dyplomatów czy misję wojskową w Berlinie. Miał tego typu związki i nie było to tajemnicą.

Co do charakteru kontaktów Henryka Kulczyka nie ma wątpliwości Antoni Dudek. - Z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że prowadząc takie interesy Henryk Kulczyk musiał mieć związki ze służbami specjalnymi PRL i misją wojskową w Berlinie Zachodnim. To oczywiste.

Po 1977 roku do Berlina przyjeżdża Jan Kulczyk. Zaczyna prowadzić interesy ojca.


Producent pasty BHP
Zanim urodzony w 1950 roku Jan Kulczyk trafił do Berlina, przeniósł się z rodzinnej Bydgoszczy do Poznania. Dostał się na prawo na Uniwersytecie Adama Mickiewicza. Razem z nim studiowali w tym czasie m.in. przyszła premier Hanna Suchocka, wicepremier w jej rządzie Paweł Łączkowski, dyrektor poznańskiej opery Sławomir Pietras (Kulczyk poprze go w przyszłości jako kandydata SLD na prezydenta Poznania), Zdzisław Dworzecki, w latach 90. dyrektor poznańskiej filharmonii, i tenisista Wojciech Fibak.

W 1972 r. Kulczyk rozpoczyna studia doktoranckie w Instytucie Nauk Politycznych UAM. Później rozpoczyna pracę w Instytucie Zachodnim (PAN), gdzie w 1975 r. broni doktorat z prawa międzynarodowego u profesora Alfonsa Klafkowskiego. Pisze o stosunkach pomiędzy NRD i RFN. Potem kończy jeszcze Podyplomowe Studium Handlu Zagranicznego Akademii Ekonomicznej w Poznaniu.

W 1977 wyjeżdża do Stanów Zjednoczonych, a stamtąd do ojca, do Berlina Zachodniego.


Na zielonej rejestracji
W 1982 r. wchodzi w życie ustawa, która umożliwia działanie w PRL tzw. firmom polonijnym. Nowe prawo ma być dowodem, że junta stanu wojennego stara się naprawdę reformować gospodarkę.

Jedną z pierwszych firm polonijnych - Interkulpol - zakładają Henryk i Jan Kulczyk.

1983 r. magazyn "Inter-Polcom" zamieszcza relację z gospodarskiej wizyty urzędników w trzech wielkopolskich zakładach Inter-Polcomu - w Komornikach, Zamysłowie i Konarzewie. Kulczykowie opowiadają o tym, co produkują: domki weekendowe na eksport, akumulatory i środki czyszczące, w tym słynną w czasach PRL pastę BHP. Ta ostatnia ma z pewnością duży zbyt - robotnicy otrzymują ją w ramach zakładowych przydziałów.

Czapą firm polonijnych jest Polsko-Polonijna Izba Przemysłowo-Handlowa Inter-Polcom. Zdaniem Antoniego Dudka władze wymyśliły ją po to, by kontrolować firmy polonijne. Statut izby im to gwarantuje.

W latach 80. Jan Kulczyk zasiada w jej władzach. Jest m.in. członkiem zarządu, zastępcą prezesa, a wreszcie prezesem. Blisko współpracuje z Andrzejem Malinowskim, ówczesnym wiceministrem handlu wewnętrznego.

Członkostwo w izbie teoretycznie jest nieobowiązkowe, w praktyce jednak należą do niej wszystkie polonijne spółki. - Przywileje wynikające z bycia w izbie polegały na tym, że mieliśmy samochód na zielonej rejestracji, co pozwalało kupować paliwo bez kartek i ograniczeń. Mogliśmy otrzymać też stałe paszporty, których nie trzeba było zwracać - mówi Romuald Szperliński, wówczas członek izby.

Podczas zjazdu izby w czasie stanu wojennego w 1982 roku Henryk Kulczyk w specjalnym przemówieniu protestuje przeciwko zachodnim sankcjom nałożonym na juntę Jaruzelskiego: "Nigdy bardziej niż dziś nie czuliśmy się związani z Macierzą w potrzebie i zdeterminowani na przyjście jej z taką pomocą gospodarczą, na jaką nas stać". I dodaje, zwracając się do PZPR-owskich oficjeli: "Uważamy się bowiem za takich samych Polaków, jak wy panowie tutaj. Te postawy nakazywały wam tu siedzącym Polakom - z Australii, USA, Anglii, Kanady i z Polski podejmować rezolucje przeciwko restrykcjom gospodarczym, podjętym przeciwko Polsce w pobudkach politycznych".

Jan Kulczyk przy różnych okazjach podkreśla współpracę izby z PRON: "W odnowicielskim ruchu społecznym, jakim jest Patriotyczny Ruch Odrodzenia Narodowego, widzimy potężnego sprzymierzeńca".

Postawa Kulczyków zostaje doceniona przez władze. Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski przyznaje Henrykowi Kulczykowi generał Wojciech Jaruzelski.


Jak Kulczyk panią oficer rekomendował
Firmy polonijne nie podobają się wielu towarzyszom. Dla partyjnego betonu są odstępstwem od doktryny. Sygnały o przykręcaniu śruby pojawiają się w 1983 roku. Wtedy szefową izby została Jadwiga Łokkaj, posłanka PZPR z Sosnowca, oficer LWP.

Jej kandydaturę zgłosił i rekomendował Jan Kulczyk: "Chciałbym ze szczególną satysfakcją przedstawić sylwetkę osoby, która cieszy się naszym zaufaniem oraz szacunkiem i zaufaniem władz. Jest nią oficer Wojska Polskiego, kawaler Krzyża Virtuti Militari, długoletni kierownik wielu centralnych urzędów i instytucji państwowych, poprzednio prezes Zarządu, a obecnie przewodnicząca Rady WSS Społem - pani Jadwiga Łokkaj".

W firmach polonijnych w latach 80. siedzi niemal cała późniejsza czołówka biznesu III RP, m.in. Ryszard Krauze, Zdzisław Montkiewicz, Jerzy Starak, Piotr Buchner, Zbigniew Niemczycki, Jan Wejchert. Z tych czasów Kulczyk zna się też z Jolantą i Aleksandrem Kwaśniewskimi. Kwaśniewską poznaje w czasie, gdy przyszła prezydentowa pracuje w polsko-szwedzkiej firmie polonijnej PAAT, z której właścicielem dobre układy ma Kwaśniewski.


Ludzie Wałęsy u Kulczyka
W pierwszej połowie lat 90. Kulczyk nie jest w Poznaniu kojarzony z SLD.

- Nam przedstawiał się jako liberał, który mógłby zapisać się do takiego trochę lepszego UPR-u. Kiedy do władzy doszło po raz pierwszy SLD, zatrudniał w swoich firmach ludzi, którzy stracili rządowe posady - wspomina poznański prawicowy polityk.

Byli to przede wszystkim ludzie związani z kancelarią Lecha Wałęsy. Kulczykowi doradzał Gromosław Czempiński, szef UOP z lat 1993-1996 (UOP podlegał wtedy MSW, czyli "resortowi prezydenckiemu" obsadzanemu przez Lecha Wałęsę).

Gdy firma Euro Agro Centrum walczy o Browary Wielkopolskie, jej prezesem zostaje Jan Waga. Na przełomie lat 70. i 80. Waga był kierownikiem wydziału w KW PZPR w Katowicach, wiceprzewodniczącym Centralnego Związku Spółdzielni "Samopomoc Chłopska". Bratem Jana Wagi jest admirał Romuald Waga, w latach 1989-96 dowódca Marynarki Wojennej. Ma związki z kancelarią Lecha Wałęsy.

Kolejne osoby związane z Wałęsą w firmach Kulczyka to Krzysztof Białowolski, w 1991 r. wiceminister przemysłu, w 1993 jeden z założycieli BBWR, i Antoni Furtak, w latach 1991-93 poseł Porozumienia Ludowego, szef sejmowej komisji rolnictwa.

Obok nich pojawiają się też ludzie, z którymi Kulczyk robił interesy w PRL: Andrzej Kacała, w latach 1968-83 wiceminister rolnictwa (PZPR), i wspomniany Andrzej Malinowski, wiceminister handlu wewnętrznego z lat 80.


Z Wartą politykiem być warto
Kolejnym interesem Kulczyka jest prywatyzacja Towarzystwa Ubezpieczeniowego Warta. Pierwsze akcje Warty Kulczyk kupuje w 1993 roku. W pięć lat później przejmuje kontrolę nad towarzystwem.

Po prywatyzacji we władzach Warty zatrudnienie znajdują byli i aktualni urzędnicy - pięciu wiceministrów, kilku doradców ministrów, ekspert walutowy RWPG w Moskwie, zastępca kierownika wydziału KC PZPR. "Gazeta Wyborcza" zwraca uwagę na kwalifikacje wiceprezesów firmy: pierwszy - doktor Akademii Spraw Wewnętrznych; drugi - nauki zakończył w szkole średniej; trzeci - dyrektor asystent, całe życie przepracował w wojsku i NIK.

W 1996 r. szefem Warty zostaje Andrzej Witkowski, prezes Polskiego Związku Motorowego, w PRL wieloletni etatowy działacz organizacji młodzieżowych, w latach 80. dyrektor w URM i doradca wicepremiera. W 1998 r. następcą Witkowskiego zostaje Agenor Gawrzyał, dawny członek władz KLD, jeden z zaufanych współpracowników Kulczyka, który z Aleksandrem Gawronikiem współtworzył sieć kantorów wymiany walut.
Do rady nadzorczej Warty trafiają w różnym czasie m.in. Waldemar Dąbrowski (obecny minister kultury), doradca ekonomiczny prezydenta Kwaśniewskiego Ryszard Ławniczak i Katarzyna Zimmer-Drabczyk, pracownica Komisji Krajowej "Solidarności".

Autostrada na gwarancji
Kilka dni przed wyborami parlamentarnymi z 1997, przegranymi przez SLD i PSL, minister transportu Bogusław Liberadzki podpisuje koncesję dla spółki Jana Kulczyka na autostradę A2. Przetarg organizuje rządowa Agencja Budowy i Eksploatacji Autostrad. Na wniosek ministra Liberadzkiego jej szefem został Andrzej Patalas, wcześniej... prezes i współudziałowiec spółki Kulczyka.

Budowa trasy A2 długo nie może się rozpocząć. Kulczyk ogłasza, iż warunkiem rozpoczęcia prac jest wsparcie finansowe rządu. Domaga się gwarancji skarbu państwa na 220 milionów dolarów. W 2001 r. spółka Autostrada Wielkopolska dostaje gwarancje państwa na pożyczkę w wysokości 267 milionów euro. Jest to największa gwarancja udzielona przez rząd prywatnemu przedsięwzięciu.

Patriotyzm w telekomunikacji
W imię wspierania polskiego kapitału Kulczyk zarabia też ponad miliard złotych na sprzedaży akcji Polskiej Telefonii Cyfrowej Era GSM. Do przetargu startuje wspólnie z Elektrimem, dawną centralą handlu zagranicznego.

Zdominowany przez SLD i PSL sejm stawia warunek - polski kapitał musi mieć co najmniej 51 procent udziałów w spółce. Z powodu braku konkurencji Kulczyk kupuje akcje za 16 milionów złotych. W maju 1999 sprzedaje je za 825 mln zł - z przebiciem 5 tysięcy procent!

Stracił instynkt i Gromosława
1999 rok. W ceglanych budynkach poznańskiego Starego Browaru działa "Blues Club", miejsce koncertów zespołów grających punka i heavy metal, ulubiony lokal motocyklistów. Do kultowej knajpy przychodzą co weekend setki młodych ludzi. Znienacka lokal zostaje zamknięty, a teren ogrodzony płotem. Wśród bywalców rozchodzi się plotka, że teren wykupiła Grażyna Kulczyk. Bywalcy klubu kilkukrotnie rozbierają płot. Pracownicy firmy Kulczykowej stawiają go z powrotem.
Sprawa wykupu od miasta po kontrowersyjnej cenie kolejnej działki pod budowę Centrum Handlu, Sztuki i Biznesu "Stary Browar" stanie się powodem afery, która zachwieje w cztery lata później wizerunkiem Kulczyków. Ale nie tylko ona.

Gdy w lutym 2002 r. arcybiskup poznański Juliusz Paetz zostaje oskarżony o molestowanie kleryków, Kulczyk oraz rektor UAM Stefan Jurga odwiedzają hierarchę w jego pałacu. Kilka dni później 26 rektorów i prorektorów poznańskich uczelni, ludzi kultury i biznesmenów, wystosowuje list otwarty broniący arcybiskupa.

Kulczykom zdarzają się też przygody mniejszego kalibru. 3 grudnia 2003 media zostają poinformowane, że około godziny 17 do Starego Browaru wejdzie milionowy gość. Jak zapowiedziano, może nim być każdy. Na powitanie wychodzi sama Grażyna Kulczyk z bukietem kwiatów, który wręcza eleganckiej pani w futrze. Jest nią Alicja Kornasiewicz, za rządów Buzka wiceminister skarbu, która negocjowała sprzedaż Kulczykowi 35 proc. akcji TP SA. - To naprawdę był przypadek - przekonuje w mediach Grażyna Kulczyk.

Dlaczego Kulczyk zaczął popełniać błędy?
Dawni współpracownicy podkreślają, że jego obecna zażyłość z Leszkiem Millerem czy Aleksandrem Kwaśniewskim jest czymś innym niż jego poprzednie romanse z władzą.

- Kulczyk nigdy nie robił tego na chama, demonstracyjnie, tylko po cichu, elegancko. Coś się stało - mówi były współpracownik najbogatszego Polaka.

- Stracił instynkt. Po jaką cholerę było afiszowanie się z przyjaźnią z Millerem i Kwaśniewskim, których władza właśnie się rozsypuje? - mówi inny z naszych informatorów.

- W 2001 roku przyszedłem na promocję Skody w poznańskiej operze. Na scenie stały nowe modele samochodów, występowali artyści, przemawiał Kulczyk. Zorganizowane z rozmachem podobne imprezy widziałem w Ameryce. Ale rozejrzawszy się po widowni na sali, zdębiałem. Najgorszy beton. Powiedziałem sobie, że więcej moja noga na imprezach Kulczyka nie postanie - wspomina nasz rozmówca.

Były współpracownik Kulczyka twierdzi, że początkiem kłopotów biznesmena było rozstanie z Gromosławem Czempińskim. - Czempiński miał wyczucie i pilnował go, żeby nie robił głupot i pomagał mu przejść gładko przez wszystkie mielizny. Kiedy go zabrakło, zaczęły się problemy."

http://czerwonykiel.blogspot.com/2011/11/eine-kleine-familie-kulczyk.html




ctefan
(112/2/1651)
Avatar: ctefan
WYŚLIJ PW
2011-12-08 / 22:57
@Archie

lubię te twoje "wklejki"

świadczą o wolności słowa w Polsce :-)

Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2011-12-09 / 07:43
>> ctefan, 2011-12-08 22:57:01

świadczą o wolności słowa w Polsce :-)

... w Polsce jak w Polsce ;)
... ale na pewno na tym forum :)


Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2011-12-09 / 08:38
"Sensacja" w programie Pospieszalskiego

"Dzisiejszy program Janka Pospieszalskiego zaowocował "sensacją". Był nią wyszperany w aktach Stasi szyfrogram ambasadora NRD w Warszawie świadczący o zdradzie Bronisława Geremka.

Jest świetna okazja aby tę "sensację" przypomnieć.

Próbowałem ją rozpowszechnić w lutym 2009 roku na salonie24, lecz tekst powędrował momentalnie do piwnicy i został zaszczycony zerem komentarzy i odnotował 8 odsłon.

http://kokos.salon24.pl/25698,iii-rp-klamstwo-falsz-i-obluda


Spróbuję zatem po niemal trzech latach jeszcze raz.

---------------------------

12.02.2009 12:33
III RP - kłamstwo, fałsz i obłuda

Zakładanie, że życiorys z dłuższym lub krótszym epizodem działalności w organizacji niepodległościowej walczącej z komunistycznym reżimem czy niemieckim okupantem ma być po wsze czasy świadectwem kryształowej uczciwości i zamykać usta krytykom jest zabiegiem fałszywym i głupim.

Sędzia stalinowski Mieczysław Widaj był dzielnym żołnierzem kampanii wrześniowej i odważnym akowcem, co nie przeszkodziło mu później w PRL skazać na śmierć 106 towarzyszy broni.

Podobną przeszłość miał sędzia Hryckowian prowadzący ustawiony proces przeciwko rotmistrzowi Pileckiemu.

W zasadzie i w III RP fakt opozycyjnej przeszłości chroni jedynie wybrańców, którzy zasiedli do okrągłego stołu i wszystkich tych, którzy tą decyzje wynoszą pod niebiosa.

Mam jednak odruch wymiotny, jeżeli autorytety podtyka mi pod nos pewna gazeta i stacja telewizyjna, w których za ekspertów i autorytety robią donosiciele i komunistyczni dygnitarze zapraszani tam nieustannie do komentowania przeszłości, teraźniejszości i przyszłości.

Właściciel jednego z najpiękniejszych opozycyjnych życiorysów Antoni Macierewicz na przykład jest dziś osobą wyszydzaną, wyśmiewaną, dyskredytowaną i wręcz znienawidzoną.

Jego brawurowa ucieczka z internowania czy fakt, że to on założył KOR i wymyślił jego nazwę nie są opinii publicznej powszechnie znane.

Te same osoby z Kuroniem na czele, które pozbyły się Macierewicza z KOR-u w podobny sposób opanowały "Solidarność" spychając Walentynowicz i Gwiazdę na margines.

Dlatego jeżeli jedynym argumentem uprawniającym do obejmowania wysokich stanowisk w państwie miałaby być piękna opozycyjna przeszłość przekładająca się automatycznie na kryształową uczciwość to zamiast Czumy i Niesiołowskiego w mediach, sejmie i rządzie brylować powinni bracia Kowalczykowie, którym coś jednak udało się w powietrze wysadzić.

Jerzy Kowalczyk skazany został na karę śmierci zamienioną po protestach na 25 lat. 25 lat otrzymał również jego brat Ryszard. Więzienie opuścili po kilkunastu latach jeden w 1983 drugi w 1985 roku.

Dziś jeden z braci Ryszard, jako emerytowany adiunkt w Zakładzie Fizyki Instytutu Matematyki, Fizyki i Chemii Politechniki Opolskiej żyje w zapomnieniu. Jego brat Jerzy mieszka samotnie w barakowozie na torfowisku w pobliżu miejscowości Rząśnik.

Ten przytoczony przeze mnie przykład świadczy dobitnie o mentalności Michników, Kuroniów, Geremków, Frasyniuków, Czumów i Niesiołowskich prężących bohaterskie piersi i używających swojej przeszłości, jako tarczy chroniącej przed wszelkimi zarzutami i krytyką.

Jeżeli opozycją mienili się mentalni totalitaryści, to nie dziwi haniebne zachowanie się Geremka i Michnika wtedy, kiedy przepadli z kretesem w pierwszych demokratycznych wyborach w obozie komunistycznym.

Tak, tak. To już wtedy 10 milionowa rzesza rodaków zorganizowanych pod szyldem związku zawodowego "Solidarność" wypięła się demokratycznie na tak zwanych doradców.

I to wtedy towarzystwo z Geremkiem i Michnikiem zaniepokojone marginalizacją, a przecież przedstawiające się na zachodzie, jako ci jedyni liczący się i niezłomni, postanowiło przyłożyć rękę do likwidacji Solidarności.


Z akt STASI

SZYFROGRAM AMBASADORA NRD W WARSZAWIE DO KIEROWNICTWA NRD Z 2 GRUDNIA 1981 ROKU

Tow. Ciosek, minister ds. współpracy ze związkami zawodowymi, oświadczył w rozmowie z 1 grudnia [1981 roku]:

"Nie wierzyłem własnym uszom. Geremek oświadczył, że dalsza pokojowa koegzystencja pomiędzy "Solidarnością" w obecnej formie a socjalizmem realnym już niemożliwa. Konfrontacja siłowa nieuchronna. Wybory do rad narodowych muszą zostać przesunięte. Aparat "Solidarności" musi zostać zlikwidowany przez państwowe organy władzy. Po siłowej konfrontacji "Solidarność" mogłaby na nowo powstać, ale jako rzeczywisty związek zawodowy bez Matki Boskiej w klapie, bez programu gdańskiego, bez politycznego oblicza i bez ambicji sięgnięcia po władzę. Być może - kontynuował Geremek - tak umiarkowane siły jak Wałęsa mogłyby zostać zachowane. Po konfrontacji nowa władza państwowa mogłaby w innej sytuacji politycznej kontynuować pewne procesy demokratyzacyjne."


Prawdziwie groźni dla reżimu opozycjoniści zostali w liczbie około miliona wyekspediowani za granicę z biletem w jedną stronę lub zlikwidowali ich nieznani do dziś sprawcy.

W ten sposób wyczyszczono teren, aby już bez demokratycznych pierduł jakiś władz i członków Solidarności, Michnik, Kuroń, Geremek i reszta mogli świecić niezmąconym blaskiem.

A o tym kto ma piękną przeszłość i jest kryształowo uczciwy decydują dzisiaj ludzie mianowani przez wyżej wymienionych na niekwestionowane autorytety."

http://niepoprawni.pl/blog/152/sensacja-w-programie-pospieszalskiego




magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2011-12-09 / 09:42
"Nie wierzyłem własnym uszom."

no mnie też jest trudno...



sensacja, sensacja - a na portalach cicho sza...

Dudeck
(4985/288/2199)
Avatar: Dudeck
WYŚLIJ PW
2011-12-09 / 09:53
" ... Być może - kontynuował Geremek - tak umiarkowane siły jak Wałęsa mogłyby zostać zachowane ... "

Dziwne . Bo czy "ich" człowiek nie powinien wręcz zostać po zmianach ? To powinien być w takiej sytuacji pewniak .

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2011-12-09 / 10:14
>> Dudeck, 2011-12-09 09:53:50

>>Dziwne .


No ba!
Przecież wszyscy agenci spotykali się co poniedziałek na briefingu u Kiszczaka i ustalali podział zadań na kolejny tydzień.
Ale może Geremek był akurat wtedy na chorobowym? Albo grał w kółko i krzyżyk w ostatniej ławce?


Dudeck, please.....

Dudeck
(4985/288/2199)
Avatar: Dudeck
WYŚLIJ PW
2011-12-09 / 11:05
Widać nie był tym wszystkim co mu się dziś przypisuje . "Swojaka" by tak nie olali .

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2011-12-09 / 11:24
jakiego "swojaka" znowu? i dlaczego "olali"?


Dudeck, spróbuj wyrzucić z głowy wszelkie filmy z Bondem i Klossem
(warto natomiast przeczytać/obejrzeć choćby "Akwarium" Suworowa)


TW to był człowiek, który na spotkaniach ze smutnymi panami mówił co wie
a oni ze swojej strony klarowali mu swój punkt widzenia
i teraz, jednym mówiło się dokładnie co mają zrobić (cyniczne szuje, na których były mocne haki)
a innym podpowiadało w jakim kierunku powinny pójść sprawy, co w obecnym rozwoju sytuacji jest w porządku, co tylko OK a co absolutnie nie do przyjęcia
np. agentów, którzy jednocześnie chcieli mieć poczucie, że nie są ostatnimi świniami, że służą słusznej sprawie etc. generalnie przekonywało się do różnych rzeczy i wspierało w poczuciu, że działają pro publico bono
(oczywiście wszystko to z delikatnymi groźbami w tle, nie pozostawiającymi wątpliwości, kto tu naprawdę rządzi)



przeanalizuj na spokojnie poniższy zapis pod tym kątem:
(jak ci będzie wygodniej, to zapomnij, że tu chodzi o Wałęsę - wstaw sobie "NN")

"Fragmenty stenogramu rozmowy Bolesława Klisia i Hipolita Starszaka z Lechem Wałęsą 14.11.1982 w Prokuraturze Wojskowej w Warszawie

(*) Do druku podał i przypisy opracował A. M. (w ramach projektu badawczego prowadzonego w IPN nad historią opozycji antykomunistycznej).

Wałęsa - Nie neguję żadnego porządku prawnego, który jest ustalony. Jednocześnie myślę, czy przy dobrej woli z tego porządku mógłbym skorzystać. Jestem w stanie z tego skorzystać na tyle, że coś to da. Mam nadzieje, że uda mi się usiąść na tego konia jeszcze pędzącego, bo opozycja jest, Bujaki i inne. Chcę na tego konia usiąść, żeby go wyhamować. Mówię to oficjalnie, taki mam cel, wyhamować go w tym kierunku, żeby nie tworzyć podziemia, żeby się wziąć za pracę i skorzystać z tego co jest, nie negując tego co rząd już zrobił.[...]

Kliś - A kwestia przewodniej roli partii?Wałęsa - Zaakceptowałem. Mnie interesuje brygadzista, majster, kierownik. Tu chcę działać i na tym koniec. [...]

Wałęsa - Jednocześnie powiedziałem to w innym akcencie. Powiedziałem to, kiedy rozwalałem Kuronia, kiedy powiedziałem - co mi ty tworzysz, jakie partie, że przez to będziemy musieli dostać po szczękach, bo żadna władza się nie podda. Ja mówiłem w innym kontekście. Jednocześnie musiałem trochę twardziej powiedzieć, ale się z tym nie zgadzałem. Miałem zamiar co innego powiedzieć. Mój rzecznik prasowy mówił, że ja między Radomiem i Gdańskiem robię zwrot, żeby mi dano pełnomocnictwa na prezydium. Nie dano mi, trzasnąłem drzwiami i wyszedłem. Taka jest prawda. [...]

Wałęsa - Ma pan dowody na to, że robiłem porządek. W Gdańsku wyrzuciłem wszystkich, którzy wam się mogli nie podobać - Borusewicza, Walentynowicz.
Starszak - Wiemy dlaczego Walentynowicz.Wałęsa - Dlaczego? Dlatego, że za bardzo się mieszała, a jednocześnie bardzo mi przeszkadzała. Przyznaję się do tego. Ja naprawdę nie mam ambicji przewodzenia itd. Nigdy ich nie miałem i do dzisiaj ich nie mam.
Kliś - Walentynowicz to nie jest osoba, która mogłaby przewodzić.
Wałęsa - Wiedziałem, że to się władzy nie podoba.
Kliś - Mogło się nie podobać, albo mogło podobać.
Wałęsa - Nie zarzuci pan mi nic, że w Gdańsku miał pan jednego człowieka, który wam mógł się nie podobać. Wyczyściłem. Nie zarzuci mi pan też, że tam gdzie miałem wpływ, to znaczy w prezydium KK, które dobierałem, dobrałem jednego człowieka, który wam nie odpowiadał. Pytałem się nawet. Myśli pan, że odsunięcie Onyszkiewicza, Modzelewskiego czy Gwiazdy to była łatwa sprawa? Poradziłem sobie jednak. A że nie mogłem załatwić pozostałych, bo nie zrobię wyborów w Warszawie, niech to robi ktoś inny. To był demokratyczny związek, więc nie mogłem. Jednocześnie wiedziałem, że jest bardzo leciutko, ledwie siedzi Rulewski, Jurczyk, Kopaczewskii wielu innych. Jakieś większe spotkania rozliczeniowe i oni spadali. [...]

Wałęsa - Nie. Praktykami nie jesteście dobrymi. Głównie chodzi o to, żeby odsunąć ekspertów, tych, którzy wam nie odpowiadają. Ja ich odsunę. Siadamy razem z ministrem Cioskiem, czy z kimś innym i opracowujemy statut doradców. To mówiłem przed stanem wojennym Kołodziejskiemu. W tym statucie będzie, że doradca i ekspert, to tylko opracowuje i nawet nie wypowiada się. Opracowuje tematy, które wcześniej są uzgodnione z Cioskiem. [...]

Wałęsa - Ja chciałem zaznaczyć jedną rzecz, że ja niektóre rzeczy mocno skracam, ja czasami mówię nie ja, jako przekaźnik. I dlatego nawet moje trzymanie było wielkim nieporozumieniem. Bo ja rzeczywiście się kłóciłem i mocno stawiałem sprawy, ja im dawałem do wiwatu, ale nie to, że to moje stanowisko było, tylko tak uważam jako przekaźnik. I oni myląc kiedy jestem przekaźnikiem a kiedy jestem Wałęsą, opisywali kiedy ja mówię jako przekaźnik to oni mówili, że to ja. I znów nieporozumienie.Tak. Mam cholerny charakter w tym kierunku właśnie. Żeby sygnalizować, kiedy to ja to by było łatwiej. [...]

Wałęsa - Nie. Generalny kierunek i duch całkowicie przyjmuję, bo nie mogą nie przyjąć, (2-3 sł.) obojętny. Przecież to nie jest z eksportu Sejm, ani rząd z eksportu, to jest nasz rząd. Możemy do ministra mieć pretensję, nawet do członka Partii, ale nie do Partii! I tu można mieć pretensje, ale do generalnych kierunków - nie, nie. I dlatego w tym kierunku chciałbym, chciałbym coś zrobić. Oczywiście przez miesiąc, dwa tygodnie nic nie zrobię. Do miesiąca czasu w ogóle nie myślę nic robić. A szczególnie instruować. Będę słuchał. Oczywiście spotykać chciałbym się. Ale główny kierunek wiecie, jak będę się wypowiadał. [...]

Wałęsa - Jednocześnie ja każdy mój wyjazd, czy nawet poważniejszy przyjazd po pojechaniu do Gdańska umówię się, ponieważ ja dobrze żyłem z SB i z tymi innymi, żeby mnie nie robili ceregieli i kłopotów, to będę im dzwonił - proszę pana, dzisiaj jadę tu, taki i taki cel. Ponieważ nie chcę wchodzić w konflikty. To nie znaczy, że ja rezygnuję z dobrej roboty, ale dobrej i uczciwej. [...]

Wałęsa - Z tym, żeby między nami nie było konfliktów, a więc sprawę stawiam jasno. Tak jak od 4 lat, nic nie podpisywałem, mimo...
Starszak - Ooo, parę podpisów widziałem.
Wałęsa - Nie, raczej nie. To znaczy jestem gotów podpisać się pod porozumieniami każdymi, wynegocjowanymi. Ale nie pod żadnym zobowiązaniem, żadnych druków nie podpisuję. [...]

Wałęsa - Nie neguję teoretycznego socjalizmu, władzy i kierowniczej roli partii. Jednocześnie uważam, że musimy starać się w praktyce dążyć do osiągnięcia celów, które są piękne. Poprawiać błędy. [...]

Wałęsa - Dlatego się zgodziłem na wywiad - godzinny warszawski, bo ja to tak utrzymam. Wszystkie moje wywiady będą, dlatego miałem się nie zgodzić.
Starszak - Ale w związku z tym wywiadem chciałem tę sprawę skrócić. Mianowicie płk Kuca, który z panem rozmawiał, przekazał pańską niechęć do tego wywiadu.
Wałęsa - Tak.
Starszak - Że woli pan, żeby tego nawet nie było. W związku z tym generał Kiszczak, uwzględniając pańską prośbę, polecił to zdjąć i nie publikować. Cytuję jego słowa, podkreśla pan zawsze, że gramy czysto. I mówi, w związku z tym: nie damy tego, niech to będzie dowód na to, że gramy czysto. [...]

Starszak - Nie, nie puścić pana z tej rezydencji.
Wałęsa - Tak, że pan zaznaczy, że proszę o to, żeby mi przekazano na piśmie uwagi w jakich tematach w swoich wywiadach zmienił na korzyść władz.
Starszak - Dobrze, notuję tę myśl.
Wałęsa - Ja nie chcę konfliktowych sytuacji. Ja chcę budować, a nie rozwalać. [...]

Wałęsa - Wiecie przecież, że gram fair; z mojej strony tylko wyszły dwie rzeczy z internowania. Jedna to wyraźnie do Cywińskiego, żeby mnie reprezentował w Genewie. Ale też zagrałem fair, bo był u mnie pan Chocholak, dyrektor gabinetu Cioska, i powiedział - proszę pana, ja nie chcę żeby Polską wycierał sobie ktoś nos. Powiedziałem - oczywiście, uzgodnimy nawet wystąpienie. Ja powinienem w Genewie być, żeby odpalić, by oni odwalili się od nas. Względnie uzgodnimy i ten tekst mój pójdzie, a jak nie, to ja i tak w Genewie będę. Tak powiedziałem przed tym zanim upoważniłem tego Cywińskiego. [...]

Wałęsa - Tak, ale oni mi to zrobią, ci z podziemia, nagrają i opowiedzą - Wałęsa nam to przekazał.
Starszak - Będziemy razem z panem to ścigać.Kliś - Proszę pana, w dzisiejszych czasach nie da się taśmy zmontować. To znaczy, da się ją zmontować, tylko pierwszy lepszy kto ma ucho i odpowiednią aparaturę montaż wykryje natychmiast.
Wałęsa - Nawet jak udowodnię, że to nie ja, to i tak będę ja.
Kliś - Nie, nie. I tu wracam do mojej myśli: uratuje nas tylko zaufanie. [...]

Wałęsa - Bo ja jestem za socjalizmem, a jednoznacznie uważam, że wprowadzono w błąd naszych ludzi. Może mnie pan nie zrozumiał. W sumie to ona popiera i mówi co władza mówi, a jednocześnie chce rozwiązania, które w danym momencie jest korzystne. [...]

Starszak - Mam jeszcze jedną sprawę odnośnie pańskiej wczorajszej rozmowy z płk. Kucą. Pan tam wspomniał o kontakcie przez pana Wachowskiego. Mam prośbę do pana, żeby pana Wachowskiego z tego kontaktu wyłączyć.
Wałęsa - Bezpośrednio nie mogę. Oczywiście nie będę go brał, żeby dzwonił do gen. Kiszczaka, czy pana Kuca.
Starszak - Mam inną prośbę. Myślę o panu Wachowskim w tym kontekście, że on jest plotkarz.
Wałęsa - Zgadzam się.
Starszak - Po co niektóre sprawy mają mieć więcej uczestników niż to jest potrzebne. Dlatego mam prośbę, że gdyby te sytuacje, o których pan wspomniał zachodziły, to żeby pan bezpośrednio zadzwonił do generała Andrzejewskiego albo do jego zastępcy płka Paszkiewicza.

Wałęsa - Chciałbym mieć bezpośredniego kuratora, z którym będę pewne rzeczy uzgadniał, aby nie wchodzić w konflikt. Mam dużą rodzinę. Będę chciał na przykład jechać do Krakowa czy do Bydgoszczy do brata, więc gdy pewnego dnia nie będę mógł wyjechać, to te rzeczy będę chciał uzgadniać, żeby nie wchodzić w konflikt. Kiedy będę musiał wejść w konflikt, to wtedy będzie inna sytuacja, ale nie będę tego robił, więc chcę z nim dobrze żyć i dlatego chciałbym go poznać. Na przykład, że jadę tu i tu i, że do mnie przychodzi Siła-Nowicki i żeby nie robił mi nalotów.
Starszak - Rozumiem.
Wałęsa - Chcę grać czysto. Nie chcę, żeby za mną ganiali niepotrzebnie. [...]

Następnie dyrektor podał Wałęsie numery telefonów do Andrzejewskiego i Paszkiewicza. Ustalono, że numer telefonu do kontaktów roboczych zostanie uzgodniony w terminie późniejszym.

http://wolnoscslowa.blogspot.com/2008/10/fragmenty-stenogramu-rozmowy-z-lechem.html

(*) Do druku podał i przypisy opracował A. M. (w ramach projektu badawczego prowadzonego w IPN nad historią opozycji antykomunistycznej).


i całość:
http://www.klubygp.pl/arch/2006_09_13_rozmowa_z_walesa.html#1

Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2011-12-09 / 11:51
Dudeck, zwróć proszę uwagę jak bardzo niekomfortowo czuje się Lechu ze swoimi "oprawcami"...


Fotka do tematu: Z historii III RP... Fotka do tematu: Z historii III RP... Fotka do tematu: Z historii III RP...
Aby powiększać zdjęcia musisz się zalogować!
Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2011-12-09 / 11:53
cd

Fotka do tematu: Z historii III RP... Fotka do tematu: Z historii III RP... Fotka do tematu: Z historii III RP...
Aby powiększać zdjęcia musisz się zalogować!
Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2011-12-09 / 11:54
cd

Fotka do tematu: Z historii III RP... Fotka do tematu: Z historii III RP... Fotka do tematu: Z historii III RP...
Aby powiększać zdjęcia musisz się zalogować!
Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2011-12-09 / 12:02
Dla równowagi, jeśli chodzi o Lecha Kaczyńskiego to tylko mam takie...
Jeśli znajdziesz jakieś Kaczyńskiego obściskującego się z Kiszczakiem, Rakowskim, Jaruzelskim, Cioskiem to będę wdzięczny...

Fotka do tematu: Z historii III RP... Fotka do tematu: Z historii III RP... Fotka do tematu: Z historii III RP...
Aby powiększać zdjęcia musisz się zalogować!
Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2011-12-09 / 12:46
Zwarta kompilacja filmów o genezie III RP. Historia przemian ustrojowych w pigułce. Rola Wałęsy w transformacji. Żródłowe materiały pozwalające zrozumieć dzień dzisiejszy.

http://www.youtube.com/watch?feature=player_profilepage&;v=RarZeVzQI0c



magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2011-12-09 / 16:44
>> Archie, 2011-12-09 08:38:47
>"Sensacja" w programie Pospieszalskiego

>"Dzisiejszy program Janka Pospieszalskiego zaowocował "sensacją". Był nią wyszperany w aktach Stasi szyfrogram
>ambasadora NRD w Warszawie świadczący o zdradzie Bronisława Geremka.


http://www.youtube.com/watch?v=z2UVdAvQYbI

Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2011-12-12 / 08:24
GW...

"W swoim programie w telewizji publicznej TVP Info Jan Pospieszalski na 30 rocznicę stanu wojennego urządził seans nienawiści pod adresem prof. Bronisława Geremka. Nieżyjącemu wielkiemu Polakowi, opozycjoniście, zarzucono zdradę. Materiałów dostarczył Grzegorz Braun - specjalista od opluwania zmarłych. (...)"

(...)Charakter pokazał Andrzej Celiński, który rewelacje Brauna skwitował stwierdzeniem, że tego typu materiały są szokujące "tylko dla idiotów, którzy mają z góry ustaloną tezę". I właściwie to wystarczyłoby za cały komentarz, gdyby nie fakt, że rynsztok Pospieszalskiego i Brauna firmuje telewizja publiczna. W ramach misji.(...)

http://wyborcza.pl/1,76842,10790432,Pospieszalski__Blizej_rynsztoka.html



magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2011-12-13 / 11:32
"Generał zapewnia, że wprowadzenie stanu wojennego nie było tajemnicą. "Nie czailiśmy się w ukryciu". Twierdzi, że władze mówiły, ostrzegały, i poufnie, i głośno o takiej ewentualności. To prawda?

- Mogę mówić tylko za siebie.
Dla mnie z pewnością nie było tajemnicą, że dojdzie do stanu wojennego. Wiedziałem, że prędzej czy później władza użyje siły. Zniechęcała ludzi, męczyła ich, by poszło jej to gładko. Ja z kolei próbowałem obudzić Polaków, zachęcić ich, by kiedy nadejdzie uderzenie, byli przygotowani, stawili opór. Wiedziałem, że w ten sposób rozwalę komunizm."

http://wiadomosci.wp.pl/title,Lech-Walesa-ubecy-przysylali-mi-intymne-zdjecia-mojego,wid,14074015,wiadomosc.html



"S t r o n a &#8226; byłych działaczy &#8226; Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża
WSPOMNIENIE STANU WOJENNEGO
Opublikowany w &#9632; historia, &#9632; relacje, Zborowski Lech przez Maciejewski Kazimierz w dniu 13 Grudzień 2010

LECH ZBOROWSKI
O stanie wojennym pisano już dużo. Moim zdaniem jest to jednak temat, który nie może zostać zamknięty
upływem czasu. Ten mroczny okres naszej najnowszej historii dotyczył w równym stopniu wszystkich,
niezależnie od miejsca, z którego przyszło nam to wszystko obserwować i przeżywać.
Niezależnie od tego, czy jest to historia ojca piszącego listy z więzienia, matki opłakującej śmierć syna,
młodego człowieka z rękami brudnymi od kamieni i petard, chorego do którego nie dotarła karetka,
opowieść studenta, który zamiast książek niósł w plecaku ulotki, ludzi marznących w sklepowych kolejkach,
czy zwyczajnie kogoś, kto nie potrafił pogodzić się z niesprawiedliwością tamtych dni, pewnym jest,
że bez tych pojedynczych świadectw, obraz stanu wojennego nie byłby pełny.
Mam nadzieję, że moje wspomnienie stanie się równie przydatną cząstką tej całości.
.
.
WSPOMNIENIE STANU WOJENNEGO

.

Początkowo zamierzałem zacząć moje wspomnienia od pamiętnej nocy z 12go na 13go grudnia 1981 roku, kiedy to rozpoczynał się czas równie ciemny i ponury, jak tamta grudniowa noc. Jednak bez przypomnienia klimatu poprzedzających go dni nie byłby to kompletny obraz tamtego dramatycznego okresu. Przecież dla wielu, stan wojenny nadchodził powoli i był tylko kolejnym etapem całego ciągu wydarzeń. Jak nie pamiętać wszechobecnych w radiu i telewizji gróźb rozprawy z nieposłusznym społeczeństwem. Nachalna propaganda komunistycznej władzy od dłuższego już czasu nie pozostawiała żadnych wątpliwości, co do zamiarów partyjnych bonzów. Nie było chyba domu, w którym nie dyskutowano by na temat wiszącej w powietrzu burzy. Pod koniec roku, nie było już chyba nikogo, kto miałby jakiekolwiek wątpliwości, że coś się niedługo wydarzy.

Mało kto używał określenia &#8222;stan wojenny&#8221;. Jednak o możliwym stanie wyjątkowym &#8211; mówiło się niemal przy każdym stole. Już od polowy roku krążyły w solidarnościowym środowisku listy osób, przeznaczonych do aresztowania. Jak się później okazało listy były jak najbardziej prawdziwe i dokładne. To według nich dokonywano późniejszych aresztowań. Już listopadowe wieczory wypełnione były pełnymi emocji dyskusjami na temat tego, co miało nastąpić. Przez pewien czas dominowało przekonanie, że władze nie odważą się uderzyć przed nadchodzącymi świętami Bożego Narodzenia. Zastanawiano się czy w razie stanu wyjątkowego wojsko stanie po stronie ludzi, czy władzy? Rozprawiano na temat ewentualnej reakcji Solidarności. Oczywiście nie mogło zabraknąć sporów na zawsze obecne pytanie : wejdą czy nie wejdą? Dla mnie, na ironię, były to pierwsze chwile od bardzo dawna, kiedy miałem wreszcie trochę czasu na własne życie osobiste i oczywiście wieczorne dyskusje. Po pełnym wrażeń okresie Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża i sierpniowym strajku przyszedł czas &#8222;Solidarności&#8221;, a z nim praca w drukarni gdańskiego Zarządu Regionu, która nie tylko pełna była przeżyć i emocji, ale również absorbowała cały niemal czas. Kiedy więc nadszedł grudzień, a ja wraz z resztą drukarzy siedziałem już trzeci miesiąc na przymusowym urlopie, będącym wynikiem równie dramatycznych wydarzeń jak te, które miały właśnie nastąpić, marzyłem o świętach i w wszystkim tym co z sobą niosą.

Groźbę nadchodzących zmian zapowiadało również inne zjawisko ówczesnej codzienności. Masowe wyjazdy na zachód, które powodowały, że nie było dnia, abyśmy nie dowiadywali się, że ktoś znajomy wyjeżdżał w pospiechu za granice. Hasło zamykających się szybko drzwi, pojawiało się równie często, jak temat możliwego napadu na społeczeństwo. Nawet ci, którzy nie chcieli do końca wierzyć w groźbę stanu wyjątkowego, nie mieli wątpliwości, iż odwilż w polityce paszportowej skończy się szybko i gwałtownie. Wyjeżdżało więc wielu. Jedni chcieli tylko zobaczyć świat, który tak długo był dla nich zamknięty, inni widzieli szansę zarobku i poprawienia swojej życiowej sytuacji. Wszyscy czuli jednak, że czas nagli. Pociągi w każdym możliwym kierunku jechały zapełnione już od wielu tygodni. Dla większości marzących o podróżach koniec roku wydawał się również końcem wszelkich możliwości. Żegnałem więc wielu przyjaciół, zazdroszcząc im często czekającej ich przygody.

Jakże gwałtownym przebudzeniem stała się nieoczekiwana decyzja o wyjeździe mojego brata Marka. Nagle to wszystko, co przed chwilą było tylko tematem towarzyskich rozmów, stało się przypomnieniem ponurej peerelowskiej rzeczywistości. Marek był osobą niepełnosprawną. Urodził się z poważną wadą serca przez, którą każdy dzień jego życia był nieustanną walką o następny. Wyjeżdżał, gdyż w kraju, który kochał, nie było miejsca dla takich jak on. Komunizm nie miał litości dla ludzi niepełnosprawnych. Jego sytuację pogarszał fakt, że przy całej swej fizycznej niedoskonałości posiadał niezwykłą wrażliwość na sprawy, którym przyszło mu się przyglądać w ponurych realiach PRLu.

To właśnie ta wrażliwość zaprowadziła go jeszcze w roku 1979 do trójmiejskich Wolnych Związków Zawodowych. Mimo ograniczonych fizycznych możliwości, był nieocenioną pomocą. Kiedy z niemałym trudem pojawiał się na WZZtowskich spotkaniach, czy akcjach ulotkowych. Bezpieka uznała za stosowne przekonać go, by tej działalności zaprzestał. Jeszcze w 1980 roku jakiś oficer SB zdenerwowany nieugiętą postawa Marka wrzeszczał mu prosto w twarz, że : &#8221; takim jak on to w tym kraju może przytrafić się coś tragicznego &#8222;. Teraz ten dwudziestosiedmioletni człowiek szykował się do wyjazdu, a my przyglądaliśmy się temu z nieukrywanym smutkiem.

W Gdańsku gościł przyjaciel naszej rodziny, mieszkaniec Berlina Wschodniego, Dieter. Szykował się właśnie do powrotu. Marek skorzystał z zaproszenia i jednego mroźnego dnia ruszyli mocno już wysłużoną Skodą w stronę granicy. Mój brat zamierzał dojechać do Berlina, a następnego dnia ruszyć do Wiednia. Po wielu godzinach dotarli do przejścia granicznego. Było już późno i mroź zaczynał dawać się we znaki. Wydawało się, że za chwilę całe doświadczenie z naszą krajową rzeczywistością zamieni się w początek pełnej nadziei przygody. Obaj podróżni okazali paszporty. Strażnik zabrał je i zniknął w malej budzie służącej za punkt kontroli. Po jakimś czasie przekazał je strażnikowi bratniego narodu niemieckiego. Ten wysadził Marka z samochodu i oddał paszport z powrotem polskiemu funkcjonariuszowi. Ten znów zniknął w budzie. Tymczasem Dieter dostał polecenie przekroczenia granicy, któremu musiał się podporządkować. Przejechał więc i postanowił czekać po drugiej stronie. Polski służbista ciągle jednak nie wracał. Mijające minuty zamieniły się w godziny.

Nie było żadnego pomieszczenia, w którym Marek mógłby się schronić. Przez kilka godzin stał więc na trzaskającym mrozie. Wielokrotnie prosił o możliwość wejścia do środka by się ogrzać. Za każdym razem odmawiano mu, tłumacząc się jakimiś ważnymi przepisami. Po wielu godzinach przemarznięty Marek gotowy byl zrezygnować z paszportu na rzecz możliwości dotarcia w jakiekolwiek miejsce gdzie mógłby się schronić przed nieludzkim zimnem. Był środek nocy i żaden samochód nie przekraczał granicy w kierunku Polski. Kiedy więc nad ranem oddano mu wreszcie paszport, jego sytuacja nie zmieniła się w żadnej mierze. Dederowcy nie zamierzali go tej nocy przepuścić, rodacy nie pozwalali się ogrzać, a możliwość dotarcia do jakiegokolwiek miasteczka nie istniała. Kiedy zaczęło widnieć, Dieter ruszył do Berlina, by zawiadomić nas telefonicznie o sytuacji. Wczesnym rankiem wyczerpany i przemarznięty Marek złapał wreszcie okazję i dotarł do Szczecina. Nie zamierzał się jednak poddać i następnego dnia z pomocą życzliwych ludzi znalazł się w pociągu do Berlina. Stamtąd z dwudniowym opóźnieniem i jak się okazało ciężkim zapaleniem płuc, udało mu się dotrzeć do Wiednia.
Następne dni upływały nam więc na wyczekiwaniu każdej wiadomości o stanie jego zdrowia. W tym momencie walczył o życie. Nie wiedzieliśmy jeszcze wówczas, że walka ta trwać będzie ponad cztery miesiące.

Marek zmarł 4go maja 1982 roku na skutek powikłań po zapaleniu płuc.

Tymczasem w krótkim czasie po jego granicznych przejściach stan wojenny odciął nas od wszelkich informacji o nim. Pierwszy i jedyny list z wielu, które wysłał z wiedeńskiego szpitala znalazł drogę do nas dwa miesiące później. Tak wiec w podłym nastroju, czekając na jakakolwiek wiadomość patrzyliśmy na to co zaczynało się dziać wokół nas.

Nadeszła noc z 12go na 13go grudnia. W Stoczni Gdańskiej zebrali się delegaci Komisji Krajowej Solidarności, by dyskutować napiętą sytuację. Chyba właśnie ten fakt utwierdzał wielu w przekonaniu, że nic nie wydarzy się zanim zapadną jakieś ustalenia. Nie wszyscy jednak to przekonanie podzielali. Od kilku dni widać było przemieszczanie się kolumn zomowskiego sprzętu i ludzi. Zwłaszcza nocą. Przemykali się pod osłoną ciemności, jak hieny unikając spojrzeń tych, których niebawem mieli &#8220;przywoływać do porządku&#8220;. Grupa młodych ludzi pracujących w tym czasie w siedzibie gdańskiej Solidarności zorganizowała punkty obserwacyjne w okolicach milicyjnych koszar i siedziby bezpieki.

Przez dwadzieścia cztery godziny na dobę obserwowali oni aktywność wokół zomowskich koszar. Prowadzili też nieprzerwanie nasłuch zomowskich radiostacji. Wiadomości były niepokojące i nie pozostawiały zdanych wątpliwości. Już na kilka dni przed zebraniem Komisji Krajowej wiadomo było, że szykuje się ostateczna rozprawa z Solidarnością. Wieczorem 12 grudnia był w tej grupie nasz przyjaciel Wojtek Bubella. Do niedawna był on częścią naszej grupy drukarzy gdańskiego MKZ Solidarność. Już od kilku dni przekazywano kierownictwu związku informacje o szczególnym poruszeniu w zomowskich szeregach. Wojtek dzwonił do nas poprzedniego dnia, mocno zdziwiony małym zainteresowaniem tymi informacjami.

Ten wieczór zaczął się dla mnie podobnie jak wiele ostatnich. W gronie przyjaciół dyskutowaliśmy jak zawsze gorąco aktualne tematy. Siedzieliśmy w mieszkaniu rodziców Ani Sosnowskiej. Do niedawna była sekretarką drukarni gdańskiego MKZtu. Tam się poznaliśmy i od kilku zaledwie miesięcy byliśmy małżeństwem. Z okna mieszkania przy ulicy Rzeźnickiej widać było siedzibę gdańskiej bezpieki. Mimo późnej pory, w większości okien paliły się światła. Dochodziła północ, kiedy w przedpokoju zadzwonił telefon. Wojtek wyraźnie podekscytowany mówił o tym, że ZOMO wyjeżdża z koszar i, że nie ma najmniejszych wątpliwości, że właśnie nadszedł moment, którego wszyscy tak bardzo się obawiali.

Zdążył jeszcze wykrzyczeć abyśmy natychmiast wyszli z mieszkania i czekali na niego w bramie sąsiedniego bloku. Rzuciłem słuchawkę i pobiegłem do pokoju. W kilku słowach opowiedziałem co się dzieje i wróciłem do telefonu by zawiadamiać innych. W słuchawce była już jednak przeraźliwie głucha cisza. Od telefonu Wojtka minęło zaledwie kilkadziesiąt sekund.W ciągu następnych kilku godzin mieliśmy przekonać się, jak wiele szczęścia mieliśmy tej nocy.
Wojtek przyjechał kilka minut później. Sytuacja nie dawała czasu na wyrażenie ogromnego zdziwienia tym, co zobaczyliśmy. Duży Fiat kombi, którym przyjechał po nas Wojtek, przypominał jeżdżący slup solidarnościowych ogłoszeń . Po chwili pędziliśmy przez gdańska starówkę samochodem oblepionym solidarnościowymi znakami od kol po dach. Nawet boczne okna nie były wolne od jaskrawych nalepek. Fiat należał do Suwalskiej Solidarności, której przedstawiciele obradowali właśnie w Stoczni. Kierowca Leszek, jeden z członków delegacji, choć mocno zdenerwowany dobrze radził sobie z wąskimi uliczkami nieznanego mu przecież miasta. Dopiero po latach uświadomiłem sobie, iż w tym całym zamieszaniu, nigdy nie poznałem jego nazwiska.

Już kilka minut później wyskakiwaliśmy w pospiechu na tyłach kamienicy przy ulicy Św. Ducha. Na pierwszym piętrze mieszkał nasz przyjaciel Andrzej Butkiewicz, drukarz gdańskiego MKZtu i znana postać przedsierpniowej opozycji. Ten adres znany był doskonale gdańskiej bezpiece. To tam odbywały się często WZZtowskie spotkania. Tam właśnie bezpieka przeprowadzała jedną rewizję za drugą i stamtąd tak często wyprowadzała jego gospodarza. Wbiegliśmy na piętro i zapukaliśmy do drzwi. Nie musieliśmy czekać. Jak się okazało, Ala żona Andrzeja, nie zdążyła jeszcze odejść od drzwi, które przed chwila zamknęła za swoim mężem i zgrają esbeków, którzy go właśnie wywlekli z domu skutego w kajdany. Zapłakana tłumaczyła, że była przekonana, iż to właśnie esbecy wrócili się po coś. Prawdopodobnie gdybyśmy nie wjechali na podwórko od tylu, to pewnie widzielibyśmy odjeżdżający samochód bezpieki. Z łamiącym się sercem odchodziliśmy w pospiechu. Nie było czasu na kilka choćby słów pocieszenia. Mieliśmy nadzieję dotrzeć do innych, zanim wyprzedzi nas w tym bezpieka. Ruszyliśmy więc w stronę Oliwy, gdzie mieszkała znaczna grupa naszych opozycyjnych kolegów. Chwilę potem gnaliśmy aleją Grunwaldzką, próbując w pospiechu ustalić najbardziej sensowną kolejność adresów. Nasz kierowca uznał słusznie, iż przestrzeganie limitów prędkości nie ma żadnego sensu i pędził ile tylko trzeszczący w szwach Fiat mógł wytrzymać.

W pewnym momencie, na wysokości Politechniki Gdańskiej, natknęliśmy się na konwój zomowskich ciężarówek
i gazików. Jechali w kierunku Wrzeszcza co oznaczać mogło tylko jedno; jechali pacyfikować siedzibę Solidarności. Wyprzedzaliśmy więc jedną ciężarówkę za drugą. W ich ciemnych oknach rysowały się zarysy nieruchomych sylwetek w hełmach. Widok takiej masy przyczajonych bandziorów w środku zimowej nocy, był jednocześnie ponury i przerażający. Musieli mięć wielkie oczy, patrząc na wyprzedzający ich z wielką prędkością samochód Solidarności. Wydawało się, że kolumna nie ma końca. Jej początek był już nie dalej niż kilometr od celu.
W momencie kiedy cały ten ponury konwój zostawał z tylu, przed nami widać już było siedzibę Zarządu Regionu Gdańskiego Solidarności. Wiedzieliśmy, że mamy nie więcej niż dwie minuty czasu. Postanowiliśmy wbiec do znajdującej się na parterze drukarni i zabrać z niej cokolwiek, co mogłoby się później przydać. Zakładaliśmy ją i przepracowaliśmy w niej ponad rok, więc znaliśmy każdy jej zakątek. W nerwowym pospiechu próbowaliśmy podzielić role.

Wyskakiwaliśmy z samochodu niemal w biegu.Na pierwszy rzut oka budynek wydawał się pusty. Odnosiło się wrażenie, iż zomowska wojna była jeszcze w odległości kilkudziesięciu sekund. Zdążyliśmy zrobić zaledwie kilka kroków w stronę drzwi, kiedy te otworzyły się i w ich cieniu pojawiły się sylwetki w mundurach. Zanim zdążyliśmy wyrwać się z ogromnego zaskoczenia, mundurowi ruszyli z krzykiem w nasza stronę. Mieli polowe mundury milicji i czapki. Nie mieli hełmów i żadnego typowego dla ZOMO dodatkowego sprzętu. Wydawali się być bardziej zdenerwowani niż my sami. Ku naszemu zdziwieniu zupełnie nie obchodziło ich kim jesteśmy i co tam robimy.
Za nami w odległości kilkuset metrów podjeżdżała już kolumna ZOMO. Milicjanci biegali jak opętani gestykulując i wrzeszcząc niezrozumiale. Kilku z nich wybiegło na środek jezdni. Ten najbliżej naszego samochodu podbiegł do niego i tłukąc pięściami w maskę wrzeszczal : &#8220; jazda stad, jazda! &#8220;. Najwyraźniej byli tam, by przygotować przyjęcie kolumny. Wskakiwaliśmy do cofającego się już samochodu, a mijające sekundy wydawały się ciągnąć w nieskończoność.

Chwilę później patrzyliśmy, przez tylną szybę naszego Fiata, na dziki tłum zomowców wysypujących się na chodnik przed centrum krajowej Solidarności. Jeszcze niedawno przed ten sam budynek zajeżdżały ekipy telewizyjne i dziennikarze z całego świata. To tam przychodzili ludzie szukający pomocy. Teraz, kiedy większość Polaków spała, w tym samym miejscu zaczynała się brutalna rozprawa z chwilową namiastką wolnosci i budynkiem, który miał być jej symbolem. Myśleliśmy o naszej drukarni, w którą włożyliśmy tyle serca, a w której nie mogliśmy być, aby chociaż jej cześć uratować. Jechaliśmy teraz w milczeniu i choć emocje rozpierały od środka, przez dłuższą chwilę nikt nie miał odwagi tego milczenia przerwać. Wkrótce mieliśmy się dowiedzieć, że opętani szalem zomowcy tłukli wszystko co napotkali na swojej drodze. W drukarni nie została cała, jedna choćby maszyna. Co jednak było najgorsze, okazało się, że w budynku była też grupa pracowników. Wszyscy zostali aresztowani.

Czas uciekał nieubłaganie, a my dojeżdżaliśmy dopiero do Oliwy. W tym momencie nie widzieliśmy żadnych milicyjnych samochodów. To dawało nadzieję, że może uda nam się bezpiekę wyprzedzić i dotrzeć do niektórych przyjaciół na czas. Mielismy na swojej liście co najmniej kilkanaście osób, które chcieliśmy zastać bezpieczne za wszelką cenę. Jedną z nich był Janek Karandziej. Janek był nie tylko naszym przyjacielem, ale przede wszystkim motorem działania naszej małej grupy kolporterów &#8211; jeszcze w czasach Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża, na długo przed pamiętnym sierpniem. Zaczynał się czas, kiedy tacy ludzie i takie przyjaźnie były na wagę przysłowiowego złota. Jeżeli dane było nam powrócić do podziemnego drukowania i dzialania, to chciałem to robić z kimś, z kim już trzy lata wcześniej rozumiałem się w tym temacie bez słów. Zadanie odszukania go w środku nocy okazało się trudniejsze, niż się mogło wydawać. Janek po raz kolejny zmienił właśnie miejsce zamieszkania. Przeniósł się wraz z rodziną do mieszkania swojej teściowej i nikt z nas nie znał dokładnego adresu. Wydawało się nam, że rozpoznamy podwórko, na którym byliśmy raz przez krotką chwilę. Leszek okazał się fantastycznym kierowcą i wjeżdżał z piskiem opon we wszystkie wskazane zakamarki. Czas leciał nieubłaganie, a my nie mogliśmy rozpoznać żadnego miejsca. Trudno powiedzieć, czy była to sprawa nerwów, czy fakt iż było to gdzieś w głębi podwórka, którego nikt z nas nie mógł rozpoznać w środku nocy. Mieliśmy przemożne uczucie , że jesteśmy bardzo blisko. Musieliśmy jednak pędzić dalej. Jedynym pocieszeniem była myśl, że jeśli nie możemy go znaleźć my, to może nie uda się także bezpiece. Janek nie był w tym miejscu zameldowany. Później okazało się, że nasze życzenie się spełniło. Bezpieka rzeczywiście nie trafiła do Janka tej nocy.

Następnego dnia rano udało mu się bezpiecznie opuścić mieszkanie. Niestety nie mieliśmy okazji się o tym dowiedzieć, a tym bardziej nacieszyć. Dwa tygodnie później Janek wpadł w ręce bezpieki, zanim udało się nam wzajemnie odnaleźć. Został aresztowany i przewieziony do wiezienia w Strzebielinku. Wiadomość dotarła do nas już po nowym roku. Jadąc dalej nie traciliśmy nadzieji. Może uda się dotrzeć do innych.
Zaledwie kilka minut dalej mieszkał Tomek Wojdakowski. Również drukarz Zarządu Regionu Solidarności i działacz przedsierpniowych Wolnych Związków. Tomek miał już długą listę doświadczeń z bezpieką i z całą pewnością dużą teczkę w ich archiwach. Nie ulegało więc wątpliwości, że bezpieka nie będzie czekać zbyt długo z jego aresztowaniem. Kiedy stanęliśmy w drzwiach jego mieszkania potwierdziły się nasze złe przeczucia.
Tomek został zabrany z domu jeszcze o północy. Nie mieliśmy żadnych szans by dotrzeć do niego przed bezpieką. Później okazało się, iż był on jednym z pierwszych więźniów w Strzebielinku. Za sprawa zaangażowania żony Tomka, Joli oraz jego mamy, ich mieszkanie stało się później naszym najważniejszym punktem kontaktowym i źródłem niezbędnych informacji. Stamtąd też wielokrotnie nadawała podziemna radiostacja Solidarność.
W pospiechu umawialiśmy sposób późniejszych kontaktów z Jolą i za chwilę znów siedzieliśmy w samochodzie.

Zaczynaliśmy zdawać sobie sprawę z faktu, iż minęła już ponad godzina od chwili, kiedy bezpieka rozpoczęła swoją wojnę. Wojnę, o której tak niewielu jeszcze wiedziało. Ruszyliśmy dalej. Przejazd przez tory i znaleźliśmy się na Żabiance, na której mieszkałem przez wiele lat. Dwa bloki od mieszkania moich rodziców mieszkał Piotr Kapczyński. Piotr był podporą podziemnej poligrafii w przedsierpniowych Wolnych Związkach i miał w esbeckiej kartotece solidne miejsce. Jadąc windą nie miałem większych nadziei. Jakież było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłem w drzwiach jego zaspaną twarz. Mieliśmy szczęście. Nie było jednak chwili do stracenia. Piotr kończył ubierać się w ciemnej klatce schodowej. Ustaliliśmy kontakt i Piotr zniknął w pustych osiedlowych zakamarkach.
Jak łatwo było przewidzieć, w krótkim czasie, uruchomił on sieć drukarni tak doskonale zakonspirowanych, że przetrwały wielokrotne rewizje lokali , w których się znajdowały. Ponownie stał się filarem podziemnej poligrafii. Bezpieka przyszła po niego godzinę później.

Ruszylismy dalej w nieco już lepszym nastroju. Dobre samopoczucie z powodu spotkania z Piotrem szybko jednak prysło, gdy okazało się, że dalsza jazda stawała się coraz trudniejsza z każdą mijającą chwilą. Na pustych ulicach zaczęły pojawiać się milicyjne patrole, a nasz samochód, aż się prosił, by zwrócić na niego uwagę. Z dużym trudem odwiedziliśmy jeszcze kilka adresów, aby po trzeciej nad ranem wylądować w Sopocie.
Piotr był naszym jedynym sukcesem tej nocy .
Pocieszaliśmy się tym, że informacje o tym co się działo przekazywane były do stoczni już od początku obrad. Byliśmy pewni, ze prędzej czy później spotkamy tam wielu z tych, którzy tam tej nocy obradowali.

Tymczasem mieliśmy do pokonania całkiem poważny problem. Dalsza jazda stawała się coraz trudniejsza z uwagi na coraz większą ilość milicyjnych patroli na ulicach. Musieliśmy znaleźć niemal natychmiast schronienie dla czterech osób. Trzeba też było zdecydować, co zrobić z samochodem. Mieliśmy tylko dwie opcje. Albo porzucić auto, albo je ukryć. Powrót do zakamarków Oliwy, którą znaliśmy od podszewki wydawał się w tym momencie niemożliwy. Postanowiliśmy więc spróbować szczęścia i szukać pomocy u mieszkających w Sopocie państwa Sztompków. Doktor Waldemar Sztompka to historia sama w sobie, a jego zdecydowany antykomunizm był powszechnie znany. Wraz z żoną panią Teresą byli mocno zaskoczeni niespodziewaną wizytą w środku nocy. Tłumaczyliśmy w pospiechu co się właśnie stało. Doktor Waldemar pomógł ukryć samochód na tyłach kamienicy, a pani Teresa szykowała dla nas miejsca do spania. Tej nocy nikt jednak nie zasnął. Zastanawialiśmy się nad następnym krokiem. Z tych rozważań wyrwało nas dopiero poranne przemówienie Jaruzelskiego, ogłaszające wprowadzenie stanu wojennego. Cała ostatnia noc wydała się nagle tak bardzo realna.

Zaczęła się niedziela, a my pochłonięci byliśmy układaniem planu co dalej? Tymczasem nasz nowy znajomy z Suwałk miał w tym momencie tylko jeden cel. Chciał jak najszybciej znaleźć się w pobliżu swojej rodziny. Wsadziliśmy Leszka w pociąg i nie wiedząc jeszcze jak wygląda nowa rzeczywistość mogliśmy tylko trzymać kciuki za jego bezpieczną podroż.
Już tego dnia przyszło nam przekonać się , że ta rzeczywistość będzie mocno inna od tej do której przywykliśmy. Kilka godzin po ogłoszeniu stanu wojennego w radiu i telewizji, w drzwiach mieszkania państwa Sztompków pojawiła się sąsiadka z drugiej kamienicy stwierdzając, że jeśli natychmiast nie usuniemy ukrytego pod plandeką samochodu to ona zawiadomi milicję. Z jednej strony dobrze się stało, że postanowiła przyjść najpierw do nas, z drugiej był to sygnał, że od tej pory musimy do wszystkiego podchodzić ze szczególną ostrożnością. Zdzieranie solidarnościowych nalepek i napisów z samochodu zabrało trochę czasu. Sąsiadka jednak milicji nie zawiadomiła. Podziękowaliśmy więc wkrótce naszym gospodarzom, wdzięczni za nieoceniona pomoc i ruszyliśmy w stronę Gdańska. Tam mieliśmy możliwość ukrycia samochodu. Co jednak było w tym momencie najważniejsze, to fakt, że tam mieliśmy też największe szanse znaleźć tych, którym mogło się udać uniknąć aresztowania.

Znalezienie przyjaciół było w tym momencie bezwzględnie najważniejsze. Kiedy wreszcie udało nam się ukryć samochód było już późno. Na ulicach duży ruch. Odnosiło się wrażenie, że każdy kogoś szuka. Przy niedziałających telefonach osobiste odwiedziny były jedyną formą sprawdzenia sytuacji swoich bliskich. Ludzie przemierzali więc ulice jak zapracowane mrówki.
Tego dnia zostało niewiele czasu na poszukiwania i nie byliśmy zaskoczeni, iż nie udało nam sie odnaleźć nikogo. Zadanie było o tyle trudne, że jeśli nawet ktoś przetrwał bezpiecznie noc, to wiadomo było, że następnego ranka nie wróci już pod stały adres. Odwiedzaliśmy wiec punkty kontaktowe z czasów WZZtowskiej opozycji. Musieliśmy też zawiadomić nasze rodziny, że jesteśmy bezpieczni i ustalić jakieś formy kontaktów. Odwiedziliśmy więc przyjaciół, którzy mogli takie wiadomości przekazać.

Nadchodził wieczór i zbliżała się godzina milicyjna. Trzeba było znaleźć schronienie. Znaleźliśmy najlepsze z możliwych. Za sprawa wielkiej życzliwości Ani Chranickiej i Andrzeja Wrońskiego. Mama Ani była przez długie lata kustoszem Muzeum Narodowego w Gdańsku. Mieszkali w oddzielonej ścianą części mieszkalnej muzeum. Trudno było domyśleć się, że jest tam mieszkanie. Wejście do muzealnego kompleksu od ulicy Rzeźnickiej prowadziło przez dużą żelazną bramę i duże zabytkowe drzwi. Strome schody w wąskim i ciemnym korytarzu przypominały bardziej tylne wejście do jakiegoś zamku niż drogę do czyjegoś mieszkania. To była wymarzona kryjówka. Muzeum znajdowało się blisko siedziby gdańskiej bezpieki, co w myśl zasady &#8220; pod latarnią najciemniej &#8220; dawało dodatkowe poczucie bezpieczeństwa.

Przechowywanie trzech dodatkowych osób nie było jednak sprawą prostą. Codzienna rutyna niemożliwa była do utrzymania. Mimo niemałych kłopotów związanych z naszą tam gosciną, od pierwszego momentu staliśmy się niemal częścią rodziny. Gościnność pani Chranickiej, Ani i Andrzeja trudna jest do opisania.
Z trudem doczekaliśmy następnego dnia. Rano ruszyliśmy na dalsze poszukiwania. W tym momencie jeden tylko adres wydawał się właściwy. Ruszyliśmy więc prosto do stoczni. Mimo sporego tłumu, dojście do bramy stoczni okazało się nie takie trudne. Okazało się też, że w stoczni ogłoszono strajk okupacyjny. Ludzie wydawali się bardzo zdecydowani. Można było słyszeć rozmowy o obronie stoczni w razie ataku. Czuło się jednak wyraźny niepokój.
Nas interesowało w tym momencie przede wszystkim, gdzie są ci, których spodziewaliśmy się tutaj zastać?
Pytaliśmy przede wszystkim co stało się z Komisją Krajową, która obradowała w stoczni jeszcze dwie noce wcześniej i gdzie są jej przedstawiciele?

Przeżyliśmy prawdziwy szok, kiedy usłyszeliśmy iż poza pojedynczymi wyjątkami, aresztowano zdecydowaną większość przedstawicieli KK. Nie mogliśmy w żaden sposób zrozumieć, jak mogło do tego dojść. Chociaż nie wiedzieliśmy jeszcze w tym momencie, że Wałęsa posiadał szczegółowe informacje o stanie wojennym z pierwszej ręki, czyli od komunistycznych władz, to przecież informacje o tym co się działo w godzinach poprzedzających aresztowania, przekazywane były do stoczni wiele razy z rożnych źródeł. Takie same informacje przekazywał Aleksander Hall, oraz kilka innych osób bezpośrednio do Wałęsy, jeszcze podczas obrad w nocy z 12go na 13go. Relacje z tych obrad dotarły już do strajkujących. Wydawało się, iż większość była w stanie dużego szoku. Rzecz jednak w tym, że zaskoczenie nie wynikało z działań komunistycznych władz, których większość się przecież spodziewała. To czego nikt nie mógł zrozumieć to fakt, że pomimo tych oczekiwań i całej masy konkretnych informacji szef dziesięciomilionowego związku &#8222;Solidarność&#8221; postanowił nie podzielić się tymi wiadomościami i pozwolić na aresztowanie wszystkich przywódców związku.

TO PRZECIEŻ BYŁA ZDRADA ! I TO ZDRADA NAJGORSZEGO TYPU BO ZDRAJCA BYŁ PRZYWÓDCĄ, A NIE SZEREGOWYM CZŁONKIEM ZWIĄZKU.

Według późniejszych relacji, Wałęsa wiedząc o tym, że prowadzono z narodem nie wypowiedzianą wojnę, nie uprzedził delegatów o zaistniałej sytuacji. Tej nocy prawie nie zabierał głosu. Przewodniczący związku wracał spokojnie do domu &#8211; wieziony przez swojego nadwornego esbeka Wachowskiego &#8211; w czasie, kiedy pacyfikowano budynek zarządu regionu i kiedy brutalnie wywlekano z domów wszystkich, znajdujących się na esbeckich listach.
Kiedy on zasiadał do spóźnionej kolacji, bezpieka zamykała tych, z którymi jeszcze kilka chwil wcześniej siedział na jednej sali, a których teraz z całą świadomością oddawał w łapy bezpieki. Liderzy związku aresztowani zostali w swoich pokojach hotelowych lub na dworcu, oczekując na pociąg.

Jeszcze krótko po pierwszej w nocy, w mieszkaniu Wałęsy na Zaspie, zjawili się działacze RMP potwierdzając wszystkie posiadane przez wodza informacje. Wałęsa wysłuchał ich z całym spokojem i jak sam twierdzi &#8230; położył się spać. Kilka godzin później został zabrany samolotem na rozmowy z przedstawicielami rządu jako gość, do jednej z rządowych willi. Dopiero z czasem zmieniono jego status na internowanego, przewożąc do ośrodka w Arłamowie. Nie wiem jak wyglądała by przyszłość, gdyby Wałęsa zrobił to, do czego był zobowiązany. Nie ma to jednak żadnego znaczenia, gdyż w tej sytuacji przewodniczący miał jeden tylko obowiązek. I nie było nim przybranie roli dobrowolnego &#8221; męczennika &#8221; w komfortowych warunkach rządowego ośrodka wczasowego. Wałęsa miał obowiązek pozostać z tymi, którym miał przewodzić i którzy teraz narażali się na drastyczne represje, domagając się jego uwolnienia.

Wódz nie wysilił się nawet pozostawić związkowcom zaleceń, co do sposobu oporu wobec wojny, przed którą sam się właśnie chował.
W tym momencie nie znaliśmy jeszcze wszystkich szczegółów zachowania Wałęsy, ale informacje jakie już zdążyły dotrzeć do strajkujących były prawdziwie szokujące.
Szczególnie perfidnym wydaje się fakt, że swej judaszowej zdrady Wałęsa dopuścił się w tej samej sali stoczni,
z której pamiętnego sierpnia 1980 roku wynosili go na ramionach ludzie, których właśnie sprzedał.

Znalezienie odpowiedzi na pytanie jak mogło do tego dojść, okazało się niemożliwe nie tylko w tym momencie, ale również przez następnych dwadzieścia kilka lat. Informacje, które zdobywaliśmy z każdym upływającym dniem, w żaden sposób nie pomagały zaakceptować sytuacji. Dzisiaj nie jestem pewny by wyjaśnienia wodza były komukolwiek potrzebne. Żelazna logika i fakty, które stały się ogólnie znane w czasie tych niemal trzydziestu lat, mówią same za siebie. Dla nas ta smutna prawda była niestety niemal oczywista już w tamtych dramatycznych chwilach. Trudno sobie wyobrazić by tacy ludzie, jak chociażby Andrzej Gwiazda wiceprzewodniczący związku, czy cała masa prawdziwych regionalnych działaczy pozostawiła dziesięć milionów związkowców bez przywództwa do którego się zobowiązali.
Jest prawdziwą hańbą, że przywódca związku wypinał pierś, kiedy przychodziło mu korzystać z danych mu przywilejów, a kiedy należało stanąć po właściwej stronie barykady, wódz najzwyczajniej w świecie schował się pod pierzyną.

Stojąc tam w stoczni i słuchając opowieści o tym, co się właśnie stało, przypomniałem sobie zdarzenie z czasów przedsierpniowych Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża. Kiedy podczas opowieści o swojej walecznej przeszłości Wałęsa wygadał się jednego dnia, że rozpoznawał na esbeckich zdjęciach i filmach, swoich stoczniowych kolegów w roku 1970 , został zapytany: dlaczego to robił? Odpowiedział wówczas, że jeden z oficerów bezpieki podprowadził go do okna pokazując duże ilości sprzętu do tłumienia manifestacji. Wałęsa opowiadał, że zrobiło to wówczas na nim wrażenie tak ogromne, iż uznał, że jakikolwiek opór nie miał sensu.

Ponad dziesięć lat wcześniej do zdrady kolegów skłonił go widok zomowskiego wyposażenia. Teraz sprzedawał swoich związkowych kolegów i miliony związkowców, za których bezpieczeństwo odpowiadał, zanim jeszcze ten sprzęt zobaczył na własne oczy.
Strach sprzed kilkunastu lat musiał więc być przeogromny. Oczywiście miał prawo się bać. Tak samo jak my wszyscy. Miał jednak obowiązek &#8211; jak prawdziwy dowódca &#8211; pozostać ze swoja związkową armią.
Nie mogąc znaleźć w stoczniowym zamieszaniu nikogo z bliskich przyjaciół, zdecydowaliśmy się ruszyć na dalsze poszukiwania. Odchodziliśmy z uczuciem niedowierzania, że taka sytuacja mogła mieć miejsce. Mieliśmy nadzieję, że ktoś z naszych kolegów będzie miał jakieś informacje, które pomogłyby zrozumieć, jak mogło do tego dojść."

http://wzzw.wordpress.com/2010/12/13/wspomnienie-stanu-wojennego/

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2011-12-13 / 11:33
KURDE, TO MIAŁ BYĆ SKRÓT :))



Jak ktoś zna podobną relację Wałęsy, to zapraszam

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2011-12-13 / 12:38
ZSRR straszył użyciem siły, ale w grudniu 1981 roku nie było żadnych ruchów wskazujących na możliwą interwencję wojsk radzieckich w Polsce - wynika z dokumentów NATO z tamtego okresu, które zostaną upublicznione dzisiaj w Brukseli.

http://fakty.interia.pl/raport/stan-wojenny/news/nato-zsrr-nie-przygotowywal-ataku-na-polske-w-grudniu-1981,1733725


Obecnie ta sama spółka autorów zrobiła kolejny dokument &#8222;Tow. Generał idzie na wojnę&#8221; koncentrując się wyłącznie na operacji stanu wojennego. Film robi wstrząsające wrażenie. Jest to konsekwencja nawarstwiających się świadectw i dokumentów dostępnych specjalistom, ale nieznanych szerszej opinii w Polsce. Dowodzą one niezbicie, że Związek Sowiecki, owszem, domagał się od przywódców PRL zdławienia Solidarności i zadowolony był ze stanu wojennego, ale jednoznacznie odmawiał militarnej interwencji w Polsce. 10 grudnia, Jaruzelski meldując o przygotowaniu stanu wojennego prosił o wojskowe wsparcie na wypadek niepowodzenia i otrzymał jednoznacznie negatywną odpowiedź. Moskwa nie będzie w Polsce zbrojnie interweniowała. To tylko najbardziej wymowne z licznych świadectw postawy Moskwy w tej kwestii.

http://blog.rp.pl/wildstein/2011/12/13/nazwac-rzeczy-po-imieniu/

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2011-12-13 / 13:12
"Wieloletni rzecznik SLD Tomasz Kalita napisał był w swoim Twitterze: "Stan wojenny to była nienajlepsza decyzja. Ale wtedy "S" nie była "hufcem aniołów". To był taki dzisiejszy PiS"."

http://blog.rp.pl/skwiecinski/2011/12/13/13-grudnia-to-byla-wojna-z-pis/

Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2011-12-13 / 15:13
"Redakcja wPolityce.pl dotarła do bezprecedensowego listu jaki prezes TVP Juliusz Braun skierował do Rady Fundacji Centrum im. prof. Bronisława Geremka. Listu niezwykłego, bo wprost i otwarcie naruszającego niezależność dziennikarską autorów programu i nie popartą żadnymi merytorycznymi zarzutami. Poniżej treść listu:

--------------------------------

Szanowni Państwo,
Pragnę wyrazić głębokie ubolewanie, iż w autorskim programie Jana Pospieszalskiego na antenie TVP INFO znalazły się fragmenty szkalujące Profesora Bronisława Geremka.



Jest mi szczególnie przykro, gdyż przez wiele lat miałem zaszczyt współpracować z Profesorem Geremkiem. Działalność tego wielkiego Polaka zawsze darzyłem wielkim szacunkiem, traktując znajomość z Nim jako honor i wyróżnienie.

Podejmując decyzję umożliwiającą powrót Jana Pospieszalskiego na antenę Telewizji Polskiej działałem w przekonaniu, iż nadawca publiczny obowiązany jest zapewnić w swoim przekazie pluralizm i różnorodność poglądów politycznych. Uzyskałem zapewnienie, iż program "Jan Pospieszalski - Bliżej" będzie respektował ustawowe powinności telewizji publicznej, obowiązanej do rzetelności i szczególnej odpowiedzialności za słowo.

Niestety, audycja wyemitowana 8 grudnia naruszyła nie tylko zasady rzetelności dziennikarskiej, lecz także reguły zwykłej ludzkiej przyzwoitości. Dalsza obecność programu Jana Pospieszalskiego na antenie TVP jest uzależniona od respektowania tych zasad. Zobowiązałem osoby odpowiedzialne za program do podjęcia w tej sprawie odpowiednich działań.

Treści zawarte w audycji wyemitowanej niemal w przeddzień 30. rocznicy stanu wojennego, zniesławiające pamięć Człowieka o wielkich zasługach dla Polski i Europy, nie znajdują usprawiedliwienia. Zarówno członków Rady Fundacji Centrum im. Prof. Bronisława Geremka, podpisanych pod skierowanym do mnie listem, jak wszystkich widzów Telewizji Polskiej pragnę przeprosić.

Łączę wyrazy szacunku
Juliusz Braun
Prezes Zarządu TVP S.A.
"

http://wpolityce.pl/wydarzenia/19735-ujawniamy-braun-pisze-list-do-rady-centrum-im-geremka-audycja-redaktora-pospieszalskiego-znow-przeszkadza

tośmy sobie pooglądali Pospieszalskiego...



magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2011-12-13 / 15:21
>> Archie, 2011-12-13 15:13:37
>"Redakcja wPolityce.pl dotarła do bezprecedensowego listu jaki prezes TVP Juliusz Braun


ponieważ program widziałem:

http://www.youtube.com/watch?v=z2UVdAvQYbI

to z pełną odpowiedzialnością mogę wydać z siebie spontaniczną reakcję: "Co za kurwisko?!?!"

Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2011-12-13 / 15:39
...dokładnie tak, też program widziałem i niestety, mamy kolejny dowód na totalne skurwienie funkcjonariuszy stojących na straży III RP albo raczej PRL-bis...

Krysew
(336/1/2234)
Avatar: Krysew
WYŚLIJ PW
2011-12-13 / 16:44
magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2011-12-13 / 18:57
Magdalena Środa o korzyściach płynących ze stanu wojennego

Magdalena Środa, guru lewaków walczących z katolikami, tym razem wzięła "na warsztat" stan wojenny.

Jednak dziś, starsza o 30 lat, widzę stan wojenny zupełnie inaczej. Okres ten stworzył doskonałe warunki do budowy kapitału społecznego, umacniania związków przyjaźni i relacji zaufania między ludźmi. Oczywiście relacje te miały charakter ograniczony do małych grup, ale za to intensywny. Tak intensywny, że Polska przeszła w stanie wojennym przez baby boom. Godzina policyjna, brak dostępu do rozrywki, szkolnictwa oraz pracy owocował wzmożoną aktywnością towarzyską i seksualną. A brak środków antykoncepcyjnych &#8211; zwielokrotnioną dzietnością.

Stan wojenny motywował też do zintensyfikowanej zaradności: zdobycie masła, mięsa czy dostanie się do domu z dalekich stron miasta przed godziną policyjną albo w czasie jej trwania było nie lada wyczynem. Wymagało sprytu, inwencji, inteligencji, dobrej strategii, cierpliwości, konsekwencji, często odwagi. Zdobyta w czasie stanu wojennego zaradność przełożyła się potem na przedsiębiorczość czasów transformacji i nasz dzisiejszy dobrobyt, z czego my, Polacy, naprawdę możemy być dumni. Z powodu zmilitaryzowanych i monotonnie propaństwowych mediów (stan nudy przerywała czasem konferencja Jerzego Urbana, gdzie śmiechom i żartom nie było końca) rósł udział Polaków w kulturze wysokiej.

Był to również świetny czas dla dydaktyki i obywatelskich debat. Seminaria organizowane &#8222;w podziemiu" trwały godzinami. A jakaż im towarzyszyła intensywność przeczytanych i przeżywanych problemów! Pamiętam też sporą "podziemną&#8221; konferencję w Białowieży, która poświęcona była ...filozofii Heideggera, była to bodaj jedyna na świecie zakonspirowana konferencja metafizyczna. Unikat naukowy w skali światowej. Kolejnym ważnym, acz niedocenianym aspektem stanu wojennego była duża atrakcyjność turystyczna naszego kraju.

Stan wojenny rozwinął interesującą formę "turystyki kwalifikowanej". Moi francuscy znajomi uwielbiali tu przyjeżdżać! Już na granicy z Polską przeżywali dreszcze emocji, wioząc na przykład zamówiony sprzęt drukarski. Potem mogli się fotografować przy czołgach i zomowcach, a ucieczka przed szarżującymi siłami porządkowymi lub oberwanie gumową pałą stanowiły niezapomniane wspomnienia. Dzięki czemu poważnie wzrósł potencjał turystyczny kraju. Niestety, wycofanie się ze stanu wojennego roztrwoniło go bezpowrotnie. Z aspektem turystycznym reżimu Jaruzelskiego wiązał się jego aspekt dietetyczny. Mimo zaradności Polaków w zdobywaniu pożywienia oraz systemu zagranicznych paczek dożywiających każdy był skazany na jakiś rodzaj diety, ascezy oraz wyrzeczenia.

Szanowni Państwo, pytanie jedno ciśnie się nam na usta: Czy jest na sali lekarz?

http://www.wsieci.rp.pl/opinie/za-burta/Magdalena-Sroda-Stan-Wojenny-stworzyl-doskonale-warunki-do-budowy-kapitalu-spolecznego

Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2011-12-13 / 19:15
Ja pier.... ! Co za szumowina...

Zresztą niedaleko pada jabłko...

http://czerwonykiel.blogspot.com/2011/10/czerwone-dynastie-magdalena-sroda-cz-13.html


Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2011-12-13 / 19:20
>> Krysew, 2011-12-13 16:44:01

Słuchałem tego jakiś czas temu, warto na pewno się z tym zapoznać...


Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2011-12-14 / 10:39
"Po programie "Jan Pospieszalski: Bliżej", w którym mówiono o dokumencie historycznym demaskującym Bronisława Geremka, rozpoczął się frontalny atak na Jana Pospieszalskiego. Sygnał do nagonki dała Fundacja im. Bronisława Geremka, która wystosowała do TVP list potępiający "perfidne" działania dziennikarza. Portal Niezalezna.pl sprawdził, kto stoi za tą nieznaną dotąd szerzej instytucją.

Niespodzianki nie było. We władzach fundacji, która ma działać "na rzecz rozwoju instytucji społeczeństwa obywatelskiego i kształtowania postaw społecznych", zasiadają mianowicie:
- Adam Michnik - redaktor naczelny "Gazety Wyborczej"
- Helena Łuczywo - była wiceprezes Agory, dziennikarka związana z "GW"
- Mikołaj Dowgielewicz - urzędnik obecnego rządu, sekretarz stanu ds. europejskich MSZ
- Jacek Dubois - adwokat, znany m.in. z bronienia gangsterów z mafii pruszkowskiej
- Jacek Krawiec - prezes PKN Orlen
- Tadeusz Mazowiecki - były premier, współtwórca Unii Demokratycznej i Unii Wolności
- Adam Rotfeld - były minister spraw zagranicznych. W znajdujących się w IPN dokumentach SB figuruje jako kontakt operacyjny pod czterema pseudonimami: "Rauf", "Rad", "Ralf" i "Serb"
- Aleksander Smolar - prezes Fundacji Batorego, były członek Związku Młodzieży Socjalistycznej, PZPR, Unii Demokratycznej i Unii Wolności
- Maciej Witucki - prezes Telekomunikacji Polskiej

Ciekawa jest też lista partnerów Fundacji im. Bronisława Geremka - znajdujemy na niej niezwykle zasłużone "na rzecz rozwoju instytucji społeczeństwa obywatelskiego i kształtowania postaw społecznych" Fundację Ryszarda Krauzego, Agorę Holding czy spółkę EuRoPol GAZ, która wraz z rosyjskim Gazpromem Export funduje stypendia naukowe dla doktorantów Uniwersytetu Warszawskiego."

http://niezalezna.pl/20374-kto-stoi-za-nagonka-na-pospieszalskiego



Krysew
(336/1/2234)
Avatar: Krysew
WYŚLIJ PW
2011-12-14 / 12:00
Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2011-12-15 / 08:33
"Równo 20 lat temu Semka i Kurski pokazali jedną z najważniejszych scen w historii polskich mediów. Urban, Michnik i Olejnik razem...

Dokładnie 20 lat temu, w grudniu 1991 roku, autorzy programu "Refleks" pokazali w Telewizji Polskiej sceny, które były ważnym wydarzeniem ówczesnego życia politycznego i do dziś pozostają jednym z kluczowych świadectw tego jak i przez kogo konstruowana była III Rzeczpospolita. Dzięki dziennikarzom Piotrowi Semce i Jackowi Kurskiemu (obecnie polityk Solidarnej Polski) ujawniony został opinii publicznej sojusz środowisk postkomunistycznych ze środowiskiem Michnika i dominującymi mediami. Sojusz, który trwa do dzisiaj. Tamtego grudniowego dnia przerwano w jednak przynajmniej zmowę milczenia wokół tego niejawnego, z punktu widzenia ofiar komunizmu haniebnego, porozumienia.

Jacek Kurski w rozmowie z portalem wPolityce.pl wspomina:

Sytuacja była w tamtym tygodniu dramatyczna. Nie mieliśmy dobrego tematu. Ale 12 grudnia przeczytaliśmy, że Zbigniew Bujak wystawił na licytacji swoją legitymację "Solidarności". Sprzedano ją za 60 tysięcy ówczesnych złotych czyli przeliczając na dzisiejsze - za 6 obecnych złotych. Oburzało nas to, ale niewiele osób chciało się w tej sprawie wypowiadać. Jedynymi, którzy pryncypialnie podeszli do sprawy, wskazując na niestosowność tego działania, byli Andrzej Geldberg, Ryszard Bugaj i śp. Lech Kaczyński. Niektórzy ludzie "Solidarności" mówili jakieś bzdury o wolnym rynku.

Piotr Semka, współautor programu, opowiada, że program nie miał wcześniej dokładnego scenariusza, bo trudno było w ogóle wymyślić obrazy jakie zarejestrowała ich kamera. A początkiem tematu było pytanie jak to możliwe, że symbol "Solidarności" upokarza się przy braku reakcji kogokolwiek:

W trakcie robienia programu otwierały nam się oczy na skalę powiązań między ludźmi, którzy udawali, że bardzo wiele ich dzieli. Wstrząsającą nauką było też obserwowanie dla jak wielu polityków wywodzących się z "S" nie było nic złego we wstrząsającym fakcie sprzedawania związkowej legitymacji na aukcji. Co ważne, była to aukcja zorganizowana przez generałową Kiszczakową. Za grosze. Trzy lata zaledwie po wyborach 1989 roku.


Jacek Kurski:

Mieliśmy wtedy kamerę w Sejmie. Któryś z nas dowiedział się, że u Moniki Olejnik w radiowej Trójce będą Michnik z Urbanem i będą wspominać 10 rocznicę wprowadzenia stanu wojennego. Uznaliśmy, że to kapitalny moment by spróbować. Ustawiliśmy, w ciemną noc, kamerę przed radiem. Oni się jednak zorientowali, że jesteśmy. Wychodzili osobno. Najpierw Urban, pyszny, nadymający się, zadowolony z siebie. Na pytanie czy sprzedałby swoją legitymację partyjną odpowiedział cynicznie, zadowolony, że absolutnie nie, bo ceni ją nad życie.

Potem wyszła Olejnik, wściekła, że Urban czeka na nią w samochodzie, wcześniej umówiony, że ją gdzieś podwiezie, a ona nie może do niego wsiąść bo stoi kamera. Michnik najwyraźniej umówił się zaś z Urbanem, że wsiądzie 200 metrów dalej. Podniósł kołnierz i przebiegł na drugą stronę ulicy. Na szczęście kamera cały czas chodziła.

Zobaczyłem, że 150 metrów dalej Michnik od strony Legii, z jakiś krzaków przeskakuje z powrotem i wsiada do samochodu Urbana. Słychać na filmie jak komentuję, że oto Adaś jedzie z Urbanem.

Piotr Semka:

Gdzie pojechali wszyscy razem? Monika Olejnik twierdzi, że poda do sądu każdego, kto będzie mówił iż pojechali razem na imieniny Aleksandra Kwaśniewskiego, które przypadają 12 grudnia. Takie były pogłoski. W tym dniu nagrywaliśmy.

Krzysztof Nowak, działacz Ruchu Młodej Polski, dziennikarz, publicysta, oglądał ten program jako widz - nie znał wtedy osobiście Semki i Kurskiego, dopiero kilka tygodni później rozpoczął pracę w TVP. Mówi nam, że program "Refleks" zwrócił jego uwagę bo był pierwszym robionym przez ludzi nie związanych ze środowiskiem dziennikarskim peerelu:

Był bezkompromisowy, uczciwy, twardy. Zadawali proste, odważne pytania. Redagowali swój program posługując się własnym osądem, a nie kliszami podanymi przez innych. Byli to młodzi, odważni i inteligentni ludzie o nastawieniu antykomunistycznym. Drugą rzeczą zwracająca uwagę była ciekawa forma - dynamiczny montaż, szybka narracja.

Krzysztof Nowak:

To była historia sfilmowana na gorąco. Pokazano w skondensowanej formie ważne i niepokojące zjawisko. Program odbił się bardzo mocnym echem, o tym się mówiło dość powszechnie. Ludzie powtarzali sobie opis tej sceny z niedowierzaniem, zwłaszcza ci, którzy tylko o tym słyszeli. Bo trudno było uwierzyć, że Michnik z Urbanem i Olejnik są w takiej komitywie. A jednak, obraz nie kłamał.

Zwracało też uwagę zdziwienie ludzi, że to weszło na antenę. Już wtedy, w początkach III RP, ludzie czuli, że w mediach nie wszystko może się ukazać, że obowiązują ograniczenia.

Jacek Kurski:

Od tego czasu u Michnika mam przechlapane. I ten odcinek był elementem wyroku salonu jaki na nasz program zapadł. Wkrótce nas zawieszono i już na antenę nie wróciliśmy.

Piotr Semka:

Wiele osób nam potem mówiło o wrażeniu jakim wywarł na nich ten odcinek "Refleksu". Było to przerwanie zmowy milczenia wokół tego co robi za kulisami Adam Michnik, jak wygląda w praktyce budowa III RP.

Krzysztof Nowak:

Byłem w środowisku dla którego nie było to zaskoczeniem. Ludzie Ruchu Młodej Polski wiedzieli kto z kim i co nam tu buduje. Ale dla wielu ludzi to był szok.


Cała historia jest jednym z elementów filmu "Media III RP", którego współautorem jest red. Paweł Nowacki, zasłużony w PRL wydawca II obiegu. Niestety, film nie może się ukazać. Telewizja Polska nie chce go wyemitować, a ze względu na prawa autorskie nie można go nawet wydać na płycie."

http://wpolityce.pl/wydarzenia/19842-rowno-20-lat-temu-semka-i-kurski-pokazali-jedna-z-najwazniejszych-scen-w-historii-polskich-mediow-urban-michnik-i-olejnik-razem


magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2011-12-17 / 12:10
Z prahistorii III RP:

"Nie lubi pan wspominać stanu wojennego.
Pewnie, że nie lubię, nikt nie lubi, bo to przecież był straszny czas. Koszmarny po prostu. Mordowani ludzie, zdelegalizowana Solidarność, zabita nadzieja...

Wszystko to prawda, ale to były także miesiące pańskiej chwały! Gdyby zgodził się pan wtedy na współpracę z generałami, poszedł na jakiekolwiek koncesje, dał się namówić na "lojalkę" przed kamerami telewizji to byłby koniec marzeń Polaków o wolności.
Zdawałem sobie z tego sprawę! Namawiano mnie i kuszono wszelkimi sposobami, prośbami, obietnicami stanowisk i pieniędzy, a także używano gróźb i szantażu. A ja powtarzałem jedno i to samo: Możecie mnie zabić, ale nie pokonać!

Szantażowano czym?
Jak to czym? "Bolkiem" oczywiście. Sądzili, że z odseparowanym od świata "robolem" bez doradców, bez przyjaciół dadzą sobie szybko radę, bo przecież są tacy sprytni, inteligentni, zaprawieni, nie takich już łamali... A tu Wałęsa się zaparł. Gdy zorientowali się, że nie dadzą mi rady, wściekli byli. I zaczęli preparować dokumenty, które podrzucili Annie Walentynowicz. - Jeszcze pan będzie prosił, byśmy bronili pana przed kolegami! To była sprytna próba, ale nie udało im się skruszyć mojego uporu. Wtedy nie osiągnęli spodziewanego rezultatu, ale proszę zauważyć: temat krąży do dziś&#8230;

Cofnijmy się do 13 grudnia 1981 roku. Budzą pana wystraszeni Tadeusz Fiszbach, I sekretarz KW i wojewoda Jerzy Kołodziejski&#8230;
Zaraz, zaraz, przede wszystkim wcale mnie nie obudzili. Ale wystraszeni byli, to fakt, z czego wywnioskowałem, że o niczym nie mieli pojęcia, byli równie zaskoczeni, jak reszta społeczeństwa. A ja w nocy, po tym słynnym posiedzeniu komisji krajowej nagrywałem wywiad dla Trybuny Ludu. Rozmawiała ze mną dziewczyna, która o ile pamiętam nazywała się Ewa Pawłowska. Powiedziałem jej wtedy: nie wykluczam, że władza zdecyduje się na rozwiązanie siłowe.

Gdy Kołodziejski z Fiszbachem po pana przyjechali z wiadomością, że generał Jaruzelski wzywa pana na rozmowę, nie chciał pan z nimi jechać.
Grałem na czas, chciałem zorientować się o co chodzi, kto tu gra pierwsze skrzypce, a przede wszystkim, co się stało z kolegami? Aresztowani? Więc najpierw ich zwolnić!

To była jazda w nieznane. Zawieziono pana do willi sekretarza KC PZPR Łukaszewicza w Chylicach pod Warszawą. I co?
Położyłem się spać, bo nic innego nie miałem do roboty.

Byłem nieludzko zmęczony, bo tak zwany karnawał Solidarności, to nie były tylko festyny i tańce, ale ostra wojna podjazdowa: kto kogo? A do tego jeszcze podgryzania w związku&#8230; Tak, byłem zmęczony i położyłem się spać. Spałem jak kamień chyba z dobę, nagle ktoś mnie szarpie za ramię: - Premier Markowski chce rozmawiać - zaseplenił oficer BOR, który mnie pilnował. - Markowski? Nie znam, weź go pan, zrzuć ze schodów! - przewróciłem się na drugi bok i podskoczyłem dopiero, gdy usłyszałem jak mocno trzasnęły drzwi wejściowe. Okazało się, że odprawiłem Mieczysława Rakowskiego. - Ależ był wkur....y! - powiedział mi potem oficer.

Szesnastego zginęli górnicy w kopalni Wujek. Jak pan się o tym dowiedział?
Nie pamiętam jak, ale przypominam sobie złość jaka mnie ogarnęła. Bezsilna złość. Już wcześniej myślałem, że pewnie poleje się krew, bo generałowie będą chcieli przestraszyć naród. Ale gdy to się stało, byłem wstrząśnięty, że się na to zdecydowali.

Zrobili to z premedytacją?
Chcieli, żeby Polacy się ich bali. Strzelając w kopalni Wujek, pokazali, że nie cofną się przed niczym. Powiedziałem im wtedy, że Solidarność i tak zwycięży, a oni wprowadzając stan wojenny i strzelając do Polaków wbili ostatnie gwoździe do trumny, w której pochowany zostanie komunizm. I dodałem: Jeszcze na kolanach będziecie mnie prosić, żebym pomógł wam z tego wyjść! Dziś widzę, że trochę przestrzeliłem.

Pan gra w ping-ponga, w warcaby...
Umieszczono mnie w złotej klatce, w ekstra warunkach, do których łatwo się przyzwyczaić. Chcieli mi pokazać, że mogę żyć tak jak oni. W niesamowitych luksusach, wszystko na skinienie, jak w bajce "Stoliczku nakryj się". I kuszono - jak już wspominałem - na wszystkie sposoby. Nawet wicepremiera mi proponowali.

Przyjechała do pana żona, wzruszyła się i popłakała, a pan - jak opisuje to w swojej świeżo wydanej książce "Danuta Wałęsa marzenia i tajemnice" - pan ją zrugał!
A co, miałem się rozkleić i też popłakać? Ładnie by to wyglądało, pani musi pamiętać, że oni nas tam przecież nagrywali. To by była uciecha: Wałęsa płacze razem z żoną. Ona skarży się w tej szczerej do bólu książce i ma rację, bo broniła swojej miłości, swojego małżeństwa. Zaniedbywałem rodzinę, to prawda, ale przecież musiałem wybierać między rodziną a polityką. Takie były czasy. Gdy zaangażowałem się w WZZ-y, a szczególnie przez te kilkanaście miesięcy Solidarności zasuwałem od rana do wieczora. Więc gdy Danuta przyjechała i zaczęła beczeć, mówię: kobieto, mam dość problemów, a tu jeszcze twoje płacze?!

Zamiast przytulić i pocieszyć. Była w ciąży z Marysią.
Pod okiem kamer? W tamtych warunkach chyba nie było to możliwe. Przeniesiono mnie wkrótce do pałacu Branickich w Otwocku, a tam antyki, bajery, rowery, zachęcano mnie, bym sprowadził do pałacu całą rodzinę, będzie wam jak w raju - obiecywano.

Ale na chrzciny Marii Wiktorii, która urodziła się 27 stycznia nie został pan wypuszczony.
No, widzi pani. Chcieli mnie dodatkowo zgnoić. A przede wszystkim bali się reakcji ludzi na pojawienie się Wałęsy w kościele.

W maju 1982 roku wywieziono pana do Arłamowa, pod sowiecką granicę. Podobno miejsce wybrał Kiszczak, który lubił tam polować i wiedział, że jest to miejsce absolutnego odosobnienia.
Kiszczak jeździł tam na polowania, ale przewieziono mnie do Arłamowa, bo - jak sądzę - władze straciły nadzieję, że mnie przekabacą, że wystąpię w telewizji i powiem: teraz będzie nowa Solidarność, podporządkowana generałom, bez ekstremistów, korowców et cetera. Gdy Ciosek zachęcał mnie po raz kolejny do współpracy, przekonywał, obiecywał złote góry powiedziałem, że gdy wygramy to być może zrobię go jakimś dyrektorem. Tak sobie zażartowałem, a on się strasznie zezłościł. Napisał gdzieś potem, że byłem rubaszny!

Dwupokojowy apartament, w jednym pokoju - pan, w drugim strażnicy.
A między pokojami nie było drzwi, zatem pilnowali mnie dzień i noc. Było ich chyba z piętnastu, gdy szliśmy na spacer okrążali mnie, robili taki wianuszek. Wkurzyłem się i przestałem spacerować, wychodziłem tylko na balkon. A na balkonie stał początkowo uzbrojony żołnierz. Luz miałem tylko w łazience, ale podsłuch też tam był. Pamiętam pierwsze śniadanie. Przynieśli coś do jedzenia, a ja zamieniam talerze, swój podsuwam ochroniarzowi, sam jem jego kanapki, myślałem, że będą próbowali mnie otruć. Potem już jadłem co dawali, a jedzenie muszę przyznać było bardzo smaczne.

Przytył pan szesnaście kilogramów! Żona o tym wspomina w książce z niesmakiem.
Szesnaście? Więcej przytyłem niestety.

Czy to prawda, że działacze Solidarności chcieli pana porwać?
Był taki pomysł. Najpierw w Otwocku, ale tam była fosa, co utrudniało zadanie. W Arłamowie z kolei były wokół jakieś stare studnie, w które mógłbym wpaść uciekając&#8230;

A w jaki sposób mógł pan uciec, skoro tak pana strzeżono?
Podczas zmiany ekip, które mnie pilnowały. Wtedy powstawało małe zamieszanie. No, ale nic z tego nie wyszło.

Na lato przyjechała do pana żona z dziećmi.
Nie na całe lato, może na tydzień lub dwa. Ale powiem pani, że to było okropne w gruncie rzeczy, bo wszystko co robiliśmy nagrywano. Podsłuchiwali każde słowo.

W radio i telewizji nadano słynne nagranie pańskiej rozmowy z bratem Stanisławem.
No, widzi pani. Brat miał magnetofon, to prawda, nagrał może ze dwie minuty wywiadu i pojechał do domu. A esbecy mieli prawdopodobnie własne nagranie, które pocięli i posklejali. Zwykła manipulacja! W swojej książce generał Kiszczak mówi o tym wyraźnie.

Ten język, te przekleństwa&#8230;
Gdy już byłem na wolności, pytałem ludzi, co sądzą o tej rozmowie. Pamiętam, rozmawiałem z rolnikami, a jeden z nich wypalił: - Mówi pan tak jak my! Klnie pan tak samo! A brat przekazał swoje nagranie do kościoła, potem je odebrał i schował, a ja zapytałem go kiedyś, gdy już byłem na wolności, co z nim zrobił. On mówi: nie martw się, jest dobrze zadołowane. Na drugi dzień brat jedzie na działkę, a tam ziemia rozkopana. Esbecy zrozumieli, że zadołował, znaczy zakopał. Pamiętam, że króliki mu z klatek powypuszczali. Strasznie go to rozeźliło.

Co niedzielę przyjeżdżał do pana ksiądz i odprawiał mszę świętą. Biskup Orszulik był częstym gościem, przywoził książki, informacje.
I cukierki, niestety! Rzeczywiście dużo czytałem. Słuchałam radia, miałem takie malutki japoński tranzystor, który świetnie odbierał Wolną Europę, dopóki nie wpadł mi do wanny podczas kąpieli.

Jaruzelski przysłał do Arłamowa podpułkownika Iwańca, który był pańskim dowódcą plutonu w czasie gdy odbywał pan zasadniczą służbę wojskową.
Przekonywał, że komunizm to fajny system, że trzeba dołączyć do tych, którzy rządzą. - Po co panu te kłopoty? - pytał.

Napisał pan list do generała Jaruzelskiego proponując mu rozmowę. Podpisał go pan: "kapral Wałęsa". Natychmiast przyleciał do pana Kiszczak.
Ale to nie był wcale skutek rozmowy z podpułkownikiem Iwańcem. Krajówka chciała organizować wtedy strajk generalny, a ja uważałem, że trzeba negocjować, a nie strajkować. Podpisałem ten list "kapral" dla dobra sprawy, żeby ułatwić porozumienie. Czy będzie pan dalej walczył z nami? - pytał Kiszczak. - Jasne - odpowiadałem. Mimo to mnie zwolnili. Udzieliłem jeszcze wywiadu Markowi Barańskiemu z reżimowej telewizji i podkreśliłem stanowczo, że będę walczyć do zwycięstwa.

Zwolniono pana 16 listopada 1982, ale to nie był wtedy news numer jeden, bo parę dni wcześniej zmarł Breżniew i światowe media zajmowały się sukcesją po genseku.
Czy jest pani pewna, że to było właśnie w tym samym czasie? Nie pamiętam, może byłem zbyt oszołomiony odzyskaną "wolnością".

Był pan jeszcze kiedyś potem w Arłamowie?
Od jakiegoś czasu jeżdżę tam dość często. Zaprasza mnie właściciel, który kupił ośrodek od państwa. Ale nie mieszkam w apartamencie numer 52 na pierwszym piętrze bo stanowi teraz atrakcję turystyczną! Zawsze jest zajęty.

Żona jeździ z panem?
Nie, nie znosi tego miejsca. Jeżdżę sam. Miała tam nieprzyjemności, kiedyś rewidowano ją i nasze małe córki też&#8230; Dla mnie natomiast to miejsce jest wspomnieniem kolejnego etapu walki, którą koniec końców wygrałem.

A książka żony podoba się panu?
Zaskoczyła mnie żona, to fakt. Jest niewątpliwie szczera i prawdziwa. Danuta opowiada o tym, że polityka zabrała jej męża. Tak było. To wielka kobieta. Kochana. Perła po prostu. Rozumiem, że chciała mieć męża dla siebie. To normalne. Ale generalnie nie było przecież między nami kłótni, awantur&#8230;

Może dzięki niej?
(śmiech) Może dzięki temu, że całe nasze życie było na podsłuchu i musiałem się miarkować. Po roku małżeństwa zostałem zamknięty za Grudzień roku 1970, potem WZZ... Żona żali się w książce, że brakuje jej tego kwiatka ode mnie. - Przecież przynosiłem ci do domu całe naręcza kwiatów, wielkie i piękne bukiety, które otrzymywałem - mówię, a ona na to: - To mógłby być nawet jeden goździk, ale chodziło o to, żebyś go kupił specjalnie dla mnie.

I kupił pan?
Mam zamiar to zrobić.

http://www.dziennikbaltycki.pl/artykul/482779,lech-walesa-o-internowaniu-stanie-wojennym-i-zwyciestwie,id,t.html

Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2011-12-17 / 14:14
(...) Co niedzielę przyjeżdżał do pana ksiądz i odprawiał mszę świętą. Biskup Orszulik był częstym gościem, przywoził książki, informacje.
I cukierki, niestety! Rzeczywiście dużo czytałem. Słuchałam radia, miałem takie malutki japoński tranzystor, który świetnie odbierał Wolną Europę, dopóki nie wpadł mi do wanny podczas kąpieli. (...)

Ciekawe czy ta scena znajdzie się w filmie Wajdy o Wałęsie... ;)


magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2011-12-17 / 16:44
zgaduję że nie :)

Dudeck
(4985/288/2199)
Avatar: Dudeck
WYŚLIJ PW
2011-12-18 / 23:11
" Michał Smolorz

Przy okazji okrągłej rocznicy stanu wojennego przeżyliśmy kolejną paradę "kombatantów": coraz młodszych, coraz nowszych, coraz bardziej zasłużonych. Ledwie rok temu, przy 30. rocznicy Sierpnia, wypinali piersi do orderów, teraz znów stanęli po zaszczyty: ludzie, o których ani latem 1980 roku, ani w "karnawale Solidarności", ani tym bardziej w stanie wojennym nikt nie słyszał - pisze Michał Smolorz.

Kombatanci byli tak głęboko zakonspirowani, że nawet sami nie wiedzieli, że działają w podziemiu; dowiedzieli się o tym dopiero po 20, 25 albo i po 30 latach. Nagle okazało się, jakimi byli bohaterami. Wprawdzie działali w PRON-ie, brali talony na pralki i telewizory, chodzili na pochody pierwszomajowe, ale to była tylko "przykrywka". W rzeczywistości rozbijali PRL po cichu, demontowali PZPR od środka, konsekwentnie walczyli z systemem, pędząc w domu bimber i nie kasując biletów w autobusach WPK - tacy byli dzielni.

Ale ci "bohaterowie ostatniego wagonu", którym teraz przypomniały się rzekome dawne zasługi, nie tworzą głównego nurtu kombatanckiego.

To tylko groteskowi emeryci, których nikt nie traktuje poważnie; czasami wdzieją dawne mundurki górnicze, kolejarskie lub hutnicze, potrzymają sztandar na rocznicowej mszy, przemaszerują pod pomnik. Mają z tego tyle, że powiedzą wnuczce, jacy byli dzielni za ancien régime'u. Dla nich zarezerwowano role nic nieznaczących statystów.

Główne role w tej zabawie gra pokolenie dzisiejszych 40-latków, którzy bez zażenowania, z całym cynizmem wymyślają sobie zasługi, których nie powstydziliby się powstańcy warszawscy. Proszę otworzyć internetową "Encyklopedię Solidarności" - znaleźć tam można galerię ludzi urodzonych na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. W stanie wojennym mieli 10 lat lub niewiele więcej, ale z tasiemcowych życiorysów dowiadujemy się, jak to intensywnie działali w podziemiu, w tajnych drużynach harcerskich, jak dzielnie roznosili ulotki, jak nocami malowali na murach kotwice, jak podkładali nogi maszerującym ORMO-wcom, a choćby tylko nie uczyli się "reżimowej historii", czym kontestowali system totalitarny.

Cała ta litania zasług jest dziś nieweryfikowalna, nikt poważny nie może ich potwierdzić ani im zaprzeczyć, świadkami tych patriotycznych dokonań zwykle są koledzy: jeden żyruje biografię drugiemu, a potem vice versa. Przekraczanie granic historycznej powagi i dobrego smaku nikomu nie wadzi.

W przeciwieństwie do żałosnych emerytów, którzy byli Konradami Wallenrodami w PZPR - ci młodsi bynajmniej nie są bezinteresowni. Właśnie ta generacja najliczniej obsiadła Instytut Pamięci Narodowej od środka i od zewnątrz, okupuje kombatanckie przybudówki PiS-u, wymyśla przeróżne fundacje, dopi-na się do zarządów "Solidarności", okupuje polityczne redakcje telewizyjne, skutecznie podłącza się do kroplówek z rządowych i społecznych funduszy na "dokumentowanie zbrodni komunistycznych".

Tłuką na tym gigantyczną kasę, wydają kolejne ksią-żki, realizują kolejne filmy, audycje, wieczornice i plenerowe widowiska, dla których nie obowiązują żadne limity finansowe i żadne granice bezwstydności w honorariach. Dla nich to "kombatanctwo" jest sposobem na dostatnie życie.

Są przy tym bezkompromisowi i pryncypialni, z całą konsekwencją tropią "zdrajców narodu polskiego", "sprzedawczyków", "konfidentów". Największą radość sprawia im odnalezienie "szokujących dowodów zdrady" obciążających starsze roczniki, zwłaszcza tych znanych, których lud niesłusznie uznał za zasłużonych. Jak zabraknie Wałęsy, Geremka, albo innego bohatera z cokołu, zadowolą się lokalnymi elitami. Przede wszystkim trzeba wytrzebić autentycznych świadków tamtego czasu, którzy mogliby podważyć ich kombatancki dorobek. Przeciwnik skutecznie zohydzony nie będzie weryfikował ich bohaterstwa z roku I komunii.

W IPN-ie jest tyle tysięcy nietkniętych wciąż teczek, co 5 lat przypada rocznica Sierpnia, potem z rocznym poślizgiem kolejna rocznica Grudnia. Jest z cze-go żyć do emerytury. I potem także. "



magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2011-12-19 / 08:51
>> Dudeck, 2011-12-18 23:11:52
>" Michał Smolorz

>W przeciwieństwie do żałosnych emerytów, którzy byli Konradami Wallenrodami w PZPR - ci młodsi bynajmniej
>nie są bezinteresowni. Właśnie ta generacja najliczniej obsiadła Instytut Pamięci Narodowej od środka i od
>zewnątrz,


a skąd takie przemyślenia przekleiłeś, Dudeck

jak już mamy dyskutować o "bezinteresownych PZPR-owcach" i "interesownych "IPN-owcach i PiS-owcach", to warto byłoby wiedzieć, kto to publikuje oraz o jakich to konkretnie nazwiskach mówimy

oraz ile ich jest


GW, Polityka?
było tam więcej szczegółów, Dudeck

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2011-12-19 / 08:55
tak między nami, Dudeck

zauważasz ciekawe zjawisko?
kiedy o Wałęsie powstały 2 grube księgi, z bogatym materiałem dokumentacyjnym, powstała histeria, że się kogoś opluwa bez najmniejszych dowodów

a jednocześnie, te same (?) gazety nie mają najmniejszych problemów, żeby obsmarować instytucje i partie bez najmniejszych szczegółów - na zasadzie, wszyscy i tak wiemy, jacy oni są

nie przypomina ci to oskarżeń o totalitaryzm i państwo policyjne za czasów PiS? też "niektórzy" łykali to jak lemingi

Krysew
(336/1/2234)
Avatar: Krysew
WYŚLIJ PW
2011-12-19 / 09:55
Dudeck
(4985/288/2199)
Avatar: Dudeck
WYŚLIJ PW
2011-12-19 / 12:09
Wszystko składa się na naszą historię .

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2011-12-19 / 12:30
>> Dudeck, 2011-12-19 12:09:41
>Wszystko składa się na naszą historię .


znasz to?
Ksiądz mówi dzieciom na religii, że Pan Bóg jest wszędzie. Dzieci pytają się, czy jest w kościele, w szkole, w domu, etc. W końcu pyta Jasiu:
- A u Kowalskich w piwnicy Pan Bóg też jest?
- Ależ oczywiście, Jasiu
- A taki ch.j - Kowalscy nie mają piwnicy!


Więc wiesz Dudeck, na "naszą historię" składa się to, co się autentycznie wydarzyło
A konfabulacje, to konfabulacje - nie historia

Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2011-12-19 / 19:18
"Jadwiga Chmielowska


Czy "Solidarność" to tylko mit?

Mitem "Solidarność" jest. Jest też najrealniejszą rzeczywistością.

Miałam wtedy 26 lat, po studiach już dwa lata pracowałam. Włączyłam się w ten ruch narodowo-wyzwoleńczy od samego początku, bardzo aktywnie. Można wręcz powiedzieć, że go współtworzyłam. Byłam w środku wielu wydarzeń.

To prawda, że strajki były sprowokowane. Wyrzucając z pracy Annę Walentynowicz władza miała pewność, że strajk wybuchnie. Była znaną, powszechnie szanowaną robotnicą. Zaczynała jako spawacz, a potem pracowała jako suwnicowa. Praca ciężka i odpowiedzialna. Pomagała wielu ludziom. Władze też wiedziały, że jest członkiem WZZ (Wolnych Związków Zawodowych). Strajk po jej zwolnieniu był więc pewny. To, że wybrano Wałęsę na przywódcę strajku zawdzięczamy Borusewiczowi. To on przekonał na zebraniu WZZ, że musi to być ktoś ze stoczni i obowiązkowo z WZZ-tów. Nie może to być młody i mało znany. Walentynowicz też odpada bo... jest kobietą. Pasował tylko Wałęsa, zwolniony dużo wcześniej ze stoczni. Jakoś dziwnie wszystkich objęła amnezja, bo przecież Wałęsa się dużo wcześniej przyznał, że pomagał SB identyfikować zdjęcia tłumu, zrobione przed płonącym Komitetem PZPR i z innych manifestacji ulicznych.

Andrzej Gwiazda tłumaczył mi później, że jak namierzyli agenta Myszka, to nie sądzili, że SB korzysta z "takiego Wałęsy" jako agenta. Przebaczyli mu widać incydent. Walentynowicz była bardzo skromna osobą i nie rwała się do władzy. Wałęsa tak. W ten sposób został wytypowany na przywódcę. Strajk wywołali młodzi ludzie z WZZ-tów. Wałęsa oczekiwał na strajk poza domem. Borusewicz kiedyś pokazał okna tego mieszkania, gdzie czekał Wałęsa, później okazało się, że był to lokal kontaktowy SB. Informacja ta pochodzi z dwóch źródeł, potwierdziła ją też Anna Walentynowicz. Czy Borusewicz i Wałęsa o tym wiedzieli? Nie wiadomo. Wałęsa szybko podpisał porozumienie i zakończył strajk, po spełnieniu żądania przywrócenia do pracy i przyrzeczeniu podwyżek płac. To Walentynowicz, Alina Pieńkowska i Osowska zamykały bramy, tłumacząc ludziom, że strajk się zakończył a teraz rozpoczął solidarnościowy z innymi zakładami. Wybrano Międzyzakładowy Komitet Strajkowy.

Dlaczego na czele stanął znowu Wałęsa tego nie mogę zrozumieć. Wtedy należało wybrać np. Gwiazdę - delegata z "Elmoru" (Zakłady Okrętowych Urządzeń Elektrycznych i Automatyki). Znowu usłużni podpowiadacze mówili, że musi to być koniecznie robotnik, a nie inżynier. Wtedy Wałęsa się bał, że go nie wybiorą. I znów mu wspaniałomyślnie przebaczono zdradę i tak właśnie poszło....Trzeba pamiętać, że Gierek w swojej książce (1989) napisał, że w czasie strajku był na wakacjach i dostał zapewnienie od szefa SB, że na czele strajku "stoi nasz człowiek". Oczywiście Henryka Krzywonos była łamistrajkiem. Dopiero odcięcie zasilania unieruchomiło jej tramwaj. Z ciekawości poszła do stoczni, tam myślano, że jest przedstawicielem załogi strajkujących tramwajarzy, gdy sprawa się wydała usunięto ją z MKS. Trzeba jej jednak pamiętać zdanie, którym przeszła do historii: gdy Wałęsa zakończył strajk spytała go "coś Ty zrobił, teraz nas, małe zakłady wyduszą jak pluskwy".

Na czele strajku w Szczecinie stał Marian Jurczyk TW "Święty", w Jastrzębiu Zdr. - działacz partyjny Jarosław Sienkiewicz, w Hucie Katowice w Dąbrowie Górniczej Fabry &#8211; również TW. W Hucie Katowice, gdy Fabry podobnie jak Wałęsa zakończył strajk przed podpisaniem porozumień w Gdańsku, został odwołany i zastąpił go Andrzej Rozpłochowski, poparty przez Jacka Jagiełkę, o którym w hucie wiedziano, że kontaktuje się z ROPCiO. Tak więc z czterech porozumień jedynie Porozumienia Katowickie nie były podpisane przez agenta. Komuniści nie przewidzieli, że strajk rozleje się po całej Polsce. Ani tego, że w Katowicach nie uda się trwale narzucić szefa strajku - to właśnie Porozumienia Katowickie rozszerzały wszystkie inne uzgodnienia z Gdańska, Szczecina i Jastrzębia, na cały kraj. Przypomnieć należy jak Jurczyk chciał tworzyć NSZZ "Jedność", a Sienkiewicz nie żądał występowania ze starych CRZZ-etowskich związków zawodowych. Statut opracowany przez Chrzanowskiego i Stelmachowskiego dla MKZ Katowice został z sądu wycofany i posłużył do uchwalenia jednej NSZZ "Solidarność".

Do 17 września 1980 r. SB i PZPR próbowała walczyć z powstającymi w zakładach pracy Niezależnymi Związkami Zawodowymi - późniejszą "Solidarnością". Po tej dacie zmieniono taktykę, zaczęto wkręcać podstawionych osobników albo wręcz organizować "S" swoimi ludźmi. Za przyblokowanie takiego osobnika o mało nie zapłaciłam życiem.

Agentura ruszyła do ataku. Była bardzo radykalna w swych wypowiedziach i bardzo sprawna. Udawało się im wchodzić na różne szczeble władz związkowych. W Jastrzębiu pozbyto się wprawdzie Sienkiewicza, ale Tadeusz Jedynak wyszedł z tej walki osłabiony. W Zarządzie nadal pozostawała agentura. PZPR i SB widząc, że straci kierownictwo z MKR Jastrzębie natychmiast doprowadziły do powstania MKZ Bytom z Andrzejem Cierniewskim tw. "Cierń" na czele, późniejszym likwidatorem majątku "S". Adam Michnik rozpoczął na przełomie 1980/81 objazd MKZ-tów w całej Polsce. Szukał zwolenników i mu się to w zasadzie udawało. Oporny był Rzeszów z Antonim Kopaszewskim - Przewodniczącym MKZ, częściowo Szczecin ze Staszkiem Wądołowskim - wiceprzewodniczącym MKZ. W MKZ Katowice Rozpłochowski i nasz doradca Janusz Krzyżewski oddelegowali mnie do rozmów. Michnik usłyszał, że "mnie nie interesuje komunizm z ludzką twarzą nawet jego i Kuronia. Mnie interesuje niepodległa Polska wolna od komunizmu" (zapis tej rozmowy w aktach IPN SOR "Elektra"). Wałęsa był niszczony przez KOR ( Michnika i Kuronia), więc my wspieraliśmy Wałęsę. Niestety nie trafiały do nas żadne informacje od Gwiazdów. W lutym SB postanowiła rozprawić się z Rozpłochowskim i MKZ Katowice. Użyto do tego Świtonia. Była to perfidia, bo wielu miało zaufanie do MKZ Katowice, bo przecież tam sekretarzem jest Świtoń. Niestety prowokacja udała się. Świtoń miał 267 agentów wokół siebie, w tym również wielu księży. Wykorzystano też cechy jego charakteru i osobowości. Świtoń był ambitny i lubił pochwały. Stąd tak łatwo było mu podstawić agenturę a następnie nim manipulować. Od lutego 1981r. Świtoń rozwalał MKZ Katowice. Był nacisk na połączenie 5 MKZ-tów w drodze wyborów. Agent - TW "Hrabia" wsadził jako eksperta do komisji organizującej wybory pracownika naukowego Wydziału Prawa Uniwersytetu Śląskiego - dr. Kudeja. Jedynie przedstawiciele MKZ Katowice Jacek Jagiełka i ja protestowaliśmy. Inni klaskali jaki mądry i sprawny człowiek! Potem w stanie wojennym dr Kudej zasiadał w PRON-ie. Trzeba tutaj wspomnieć, że w pierwszych dniach strajku i tworzenia Niezależnych Związków Zawodowych. inteligencja nie była aktywna. W Międzyzakładowym Komitecie Strajkowym Huty Katowice nie było ludzi z wyższym wykształceniem, kilka osób po maturze. Gdy Chrzanowski zobaczył dokumenty mojego Instytutu z datą 4 września 1980 r. prosił abyśmy pomogli robotnikom. Instytut oddelegował mnie do MKZ, ze względu na zdolności organizacyjne.

Wałęsa tępił Rozpłochowskiego i MKZ Katowice a faworyzował podejrzane typy - najbardziej Andrzeja Cierniewskiego. Negatywny stosunek Wałęsy do Rozpłochowskiego nasilił się po prowokacji bydgoskiej. Rozpłochowski żądał zwołania Komisji Krajowej. Doszło do tego, że gdy Wałęsa przyjechał na spotkanie na Stadionie Śląskim to nasz Zarząd Regionu Katowice nie wpuszczono na spotkanie. Było to tuż przed wyborami.

Jak się teraz okazało, po analizie dokumentów z IPN, SB udało się wprowadzić jako delegatów jedynie ok. 20% tajnych współpracowników. Dużą rolę odegrała manipulacja i głupota. Przekonałam się na własnej skórze, że ludzie nie chcą słuchać prawdy, nie chcą ostrzeżeń, wierzą, że są najmądrzejsi. Rozpłochowskiego wyeliminowano całkowicie, przegrał wybory na Przewodniczącego a na członka zarządu nie został zgłoszony. Ze starej ekipy MKZ-tu, jeszcze z siedzibą w Hucie Katowice, zostałam ja, a i tak próbowano mnie już po wyborze odwołać z Zarządu Regionu Śl.-D. Powód, to wysłanie telegramu do Krajowej Komisji Wyborczej z prośbą o przysłanie obserwatora, gdyż moim zdaniem - członka Regionalnej Komisji Wyborczej jest ono manipulowane. Szło pod dyktando wspomnianego już dr. Kudeja. Na Walnym Zjeździe Delegatów Reg. Śl. - D. SB i PZPR postawiła na młodego inżyniera Leszka Waliszewskiego, porządny człowiek, ale nie na czas walki, bez rozumienia zagrożeń, w dodatku pod całkowitą kontrolą swego wice, jeszcze z MKZ Tychy - Marka Wacha TW "Echo". Pomimo tak wielkich starań SB udało się wprowadzić jedynie kilka osób na kilkudziesięcioosobowy Zarząd. Nie mieli nawet 10% . Ważne jest to, że w eliminowaniu osób z radykalnego MKZ Katowice, prym wiedli delegaci z Gliwic: Witold Zalewski, Jerzy Buzek, Ryszard Kuszłeyko. PZPR musiała zniszczyć MKZ Katowice bo obowiązywała uchwala nie rozmawiania z partią. Michnik też nie miał żadnych dojść do Zarządu. Wydawany był tygodnik i dziennik związkowy, funkcjonowała biblioteka wydawnictw niezależnych, mająca przeszło 100 filii zakładowych, działał Ośrodek Prac Społeczno Zawodowych, Komitet Obrony Wiezionych za Przekonania, Wszechnica. Na przełomie października i listopada delegaci już zrozumieli swój błąd i opcja Rozpłochowskiego zaczynała mieć większe wsparcie.

Wspaniale działał w całej Polsce NZS, NSZZ "Rolników Indywidualnych"., NSZZ Rzemieślników, Stowarzyszenia twórcze itp. Społeczeństwo się zorganizowało - w związki zawodowe i dokonało demokratycznych pierwszych od rozpoczęcia wojny wyborów swoich przedstawicieli. To się władzy nie podobało.

"Solidarność" to był wypadek przy pracy PZPR i SB. Gdy się połapano, to Jaruzelski zaczął przejmować władzę. Rakowski i Urban próbowali się po cichu porozumiewać z Moskwą aby się dogadała z nimi, a oni z "Solidarnością". Ten list krążył chyba w czerwcu 1981r. Jaruzelski natomiast błagał Breżniewa o interwencję zbrojną w Polsce, a ten odmówił. Więc Towarzysz Generał zrobił to sam. Stan wojenny wprowadzono jak twierdził Kiszczak, by wymienić elity "Solidarności". "Niekonstruktywne" zamienić na "konstruktywne". W drodze demokratycznych wyborów to się SB nie udało.

Po ogłoszeniu stanu wojennego różnie wyglądał opór. Na Śląsku był bardzo silny. Dopiero, gdy dowiedziano się, że w całej Polsce nie ma strajków, to po 2 tygodniach na Śląsku też wygasły. Trzeba pamiętać, że Górny Śląsk walczył i tu polała się krew. To właśnie na Górnym Śląsku ukrywały się trzy osoby od 13 grudnia 1981r. do końca. Za mną list gończy był od 13 grudnia 1981 r. ( akcja "Jodła") do 1 sierpnia 1990r.! Byłam szefem podziemnej struktury regionalnej RKK NSZZ "S" i "SW", ale też drukarzem, redaktorem, łącznikiem, kolporterem, a po aresztowaniu Morawieckiego i Kołodzieja szefem Komitetu Wykonawczego całej "Solidarności Walczącej".

Bezpiece nie udało się wyłapać 13 grudnia wszystkich "niekonstruktywnych". Więc organizowali swoje struktury, do których obok bardzo uczciwych ludzi wprowadzano agenturę. Pieniądze przez Biuro Brukselskie "S", trafiało via Jerzy Milewski prosto do bezpieki a cześć zasilała kasę "konstruktywnych". Komputery objęte embargiem sprowadzane dla podziemia"S" szły prosto do Moskwy. Kres temu postawiła dopiero Irena Lasota z IDEE z Waszyngtonu. Ona też nie wysyłała pieniędzy i sprzętu przez Brukselę, tylko bezpośrednio do różnych grup i organizacji w Polsce. Milewski i Wałęsa z milionów $ nie rozliczyli się. Borusewicz z Merklem posiadali olbrzymie ilości maszyn drukarskich. Nie było do nich dostępu. Na czarnym rynku offset kosztował 1 500$. Do Polski trafiały jako dary od zachodnich Związków Zawodowych. Ruszyła też esbecka akcja "Renesans" - czyli podmiana struktur "Solidarności" i wciąganie ambitnych działaczy, skłonnych do współpracy z władzą.

W 1989 r. sprzedano w Magdalence cały naród. Oszustwo "okrągłego stołu" było widoczne. Ostrzegał Gwiazda, ostrzegał Szeremietiew, ostrzegałam ja i LDPN ( Liberalno Demokratyczna Partia Niepodległość, FMW ( Federacja Młodzieży Walczącej), "Solidarność Walcząca"! Robiliśmy manifestacje. Pisali w biuletynach. W liście skierowanym do posłanek Seferowicz i Knysok proponowałam w zmienianej ordynacji (Lista Krajowa padła i nie przeszedł żaden partyjniak do Sejmu) zrobić całkowicie wolne wybory. Naród, najwyższy suweren w kraju, odrzucił komunistów i nie wolno było tego nie honorować. Ostrzegałam w tym liście, że naród oszukany, potem nie będzie już nikomu wierzył! To się wszystko sprawdziło. Gwiazda ostrzegał przed dziką prywatyzacją, ale kto chciał słuchać Gwiazdy. Media wykreowały zdrajców na patriotów. Ludzie chcieli mieć nadzieję, że będzie dobrze. Teraz dalej brną w to szambo, bo nie mają odwagi przyznać się nawet sami przed sobą, że byli głupcami i dali się oszukać. Wszystkich niewygodnych skazano nie tylko na zamilczenie w mediach, bo kogo tam nie ma, to nie istnieje, ale skazano ich również na niebyt materialny! Mnie na głód! Jadłam 1 kg ryżu na 2 tygodnie! Mniej niż głodujący Chińczyk. Inżynier elektronik - nie mogłam znaleźć żadnej pracy. Musiałam opuścić Śląsk i mogłam wrócić dopiero w 1993r. Wielu moich przyjaciół było zmuszonych opuścić kraj po 1990r. Niektórzy odebrali sobie życie. Do dziś bohaterowie cierpią biedę - bo są niewygodni i niebezpieczni! Zaszczuwając autentycznych bohaterów zrobiono miejsce dla tych ze sfałszowanymi życiorysami. To oni za drobną łapówkę albo pochwałę robili szkody wielomiliardowe. Niszczyli państwo. Mianowano na stanowiska ludzi niekompetentnych na zasadzie - nie zna się, to się pozna. Skutek opłakany!

Przy okrągłym stole dogadali się oficerowie prowadzący ze swoją agenturą. Było przy nim też dużo pożytecznych idiotów, którzy tylko uwiarygodnili grę "człowieka honoru" Tzw. III RP, to poczęta z nieprawego łoża PRL-bis. Wmówiono ludziom, że "Solidarność" reaktywowano, co jest kłamstwem. Założono nowy związek pod tą samą nazwą. Nie odbył się Zjazd Delegatów wybranych demokratycznie w 1981r. Uzurpatorzy przejęli władzę. Osłaniali sprzedaż banków polskich, likwidację przemysłu, wprowadzanie zgubnych reform Geremka, Balcerowicza pod dyktando Sorosa. O rząd dusz zadbał Michnik i jego opiniotwórcza "Gazeta Wyborcza".

Zniszczono Polskę, niszczy się dalej naszą kulturę i tradycję. Literatury i historii nie uczy się młodzieży. Wprowadzenie podatku katastralnego wywłaszczy Polaków z własności przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Czy kogoś uczciwego będzie stać na podatek w wysokości 4 tys. zł. miesięcznie (1 lub 2 % wartości nieruchomości) za mały domek na przedmieściach? W III RP zrobiono wszystko dokładnie odwrotnie niż w II RP.
Gdy zlikwiduje się narodową tożsamość Polaków, to Polska zniknie z mapy świata.
Jest to diabelski plan Moskwy. Komunizm zdobywa cały Świat! Europę już w zasadzie zdobył."

http://www.sdp.pl/jadwiga-chmielowska-o-micie-solidarnosci



Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2011-12-21 / 15:03
"Chore państwo Europy

Wyniki raportu NiK, która przeprowadziła audyt wdrażania e-administracji w latach 2007 -2010 są zatrważające. 2,5 mld zł. miała w tym czasie kosztować informatyzacja polskiej administracji, plan nie został wykonany a w projektach nieskończonych, porzuconych i źle koordynowanych utopiono setki milionów złotych. Co gorsza aby te projekty ukończyć trzeba będzie wydać z państwowej kasy 6 miliardów zł. Im gorzej funkcjonuje państwo , tym więcej zarabiają firmy informatyczne. Konkluzja smutna ale niestety prawdziwa.

Z zakończonych już protokołów NiK wynika, że w latach 2007 &#8211; 2010 nastąpiła prawdziwa katastrofa informatyczna w Polsce. Z 28 planowanych projektów działa tylko 5. 23 projekty nie funkcjonują nie działają a co gorsza nie wiadomo co robić by zadziałały. Państwo Tuska pobiło rekord nieudolności. Jednak najważniejszy jest fakt, że Komisja Europejska zaczyna nasze państwo karać za tą nieudolność i korupcję. W lipcu 2010 ukarała polską policję kwotą 1 mln euro za zakwestionowany konkurs na system SIS II (kontrola ruchu w strefie Schengen), ostatnio CBA prowadzi śledztwo w Centrum Projektów Informatycznych i już aresztowało dwóch dyrektorów za korupcje, co może doprowadzić do cofnięcia nam finansowania przez UE największych projektów informatycznych na które już wydaliśmy setki milionów złotych.

W świetle tych faktów - przerażających - przyczyny powołania do życia Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji są ewidentne : w ten biurokratyczno-administracyjny sposób spróbuje się ukryć odpowiedzialność za katastrofę e-administracji przed urzędnikami z UE, którzy przyjadą do Polski skontrolować na co właściwie wydano unijne pieniądze. Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji to sztuczka biurokratów, którzy w ten sposób chcą uniemożliwić znalezienie odpowiedzialnych za największa klęskę cywilizacyjną rządów Tuska. Jakie są konkretne przyczyny tego krachu e-administracji pod rządami premiera Tuska ?

Pierwszą i - moim zdaniem - najważniejszą przyczyną jest ogólna filozofia liberałów, którą najprecyzyjniej wyraził minister Rostowski stwierdzając w polemice z B. Kempą, że "my PO w przeciwieństwie do was mamy zaufanie do ludzi (czytaj urzędników)". Otóż w administracji państwowej nie funkcjonuje coś takiego jak "zaufanie do urzędników" (można mieć zaufanie do współpracownika), tylko precyzyjne procedury administracyjne umożliwiające władzy politycznej kontrolę nad aparatem administracyjnym.

Jest to w gruncie rzeczy podstawowy problem każdej władzy w III Rzeczpospolitej. Jak zdobyć realną władzę nad biurokracją po zdobyciu władzy w państwie w wyniku wyborów ? Tego problemu premier Tusk i jego ministrowie nawet nie zauważyli, stąd liczne afery korupcyjne. Druga przyczyna jest powiązana z pierwszą, otóż w rządzie premiera Tuska - szczególnie w informatyzacji - wiceministrowie nie nadzorowali merytorycznie - podległych im departamentów. Wyznał to z tak charakterystyczna szczerością dla młodych skrajnie zarozumiałych ludzi Tuska, wiceminister ds. informatyzacji W. Drożdż w wywiadzie udzielonym tygodnikowi ComputerWorld opublikowanym w 2008 r. Na pytanie redaktora :

"Jak zatem widzi Pan swoją rolę w projekcie i w zarządzaniu projektami teleinformatycznymi w MSWiA?&#8221; wiceminister odpowiada :

"Zamierzam się trzymać z daleka od szczegółów technicznych. To zadanie szefów projektów. Moje zaś nadzorować i wspomagać tam zespół, gdzie jest konieczne bezpośrednie zaangażowanie wiceministra. Aby zaś usprawnić funkcjonowanie podległych mi departamentów, powołujemy w MSWiA Centrum Projektów Informatycznych, w skład którego wejdą zespoły projektowe PESEL 2, e-PUAP i pl.ID.".

Wyznanie kuriozalne - i pełne sprzeczności -, jak można nadzorować pracę informatyków "trzymając się z daleka od szczegółów technicznych" ? Obowiązkiem wiceministra nie jest "wspomaganie zespołu informatyków", lecz jego stałe kontrolowanie, ale rzecz jasna jest to niemożliwe, jeżeli nie zna się szczegółów technicznych czyli informatyki. Wiemy czym taka filozofia rządzenia zaowocowała. W stworzonym 3 lata temu Centrum Projektów Informatycznych CBA odkryło ostatnio kilka afer korupcyjnych, które mogą doprowadzić do wstrzymania Polsce przez UE pieniędzy przeznaczonych na informatyzacje administracji publicznej.

Posumujmy dotychczasową analizę : obie przyczyny krachu e-administracji w czasie I kadencji rządów premiera Tuska mają wspólny mianownik : są anty-pisowskie. Jeżeli wy z PiS -u tylko kontrolujecie urzędników, to my tolerancyjni i liberalni i postępowi PO-owcy zostawimy ich samym sobie. Jeżeli wasi wiceministrowie nadzorowali merytorycznie projekty informatyczne - a to był fakt powszechnie znany -, to my robić tego nie będziemy jak stwierdza wiceminister Drożdż. Taka postawa przyczyniła się do destrukcji informatycznej państwa w latach 2007 - 2011. Była to filozofia antypaństwowa.

Jednak ta filozofia nienawiści i pogardy wobec PiS -u mogła być obserwowana także na poziomie metody realizacji projektów informatycznych. Sztandarowym projektem rządu premiera J. Kaczyńskiego był PESEL2.Czym ten projekt się charakteryzował ? Zgodnie z filozofią rządów PiS -u, jego założenia, realizacja były transparentne, o tym projekcie urzędnicy MSWiA dyskutowali wielokrotnie z stowarzyszeniami informatycznymi z opinia publiczną. Aby nie być gołosłownym przytoczę głos wiceprezesa Instytutu Sobieskiego, który opublikował - bardzo krytyczny - raport o projekcie PESEL2. Po opublikowaniu raportu MSWiA zaproponowało odbycie - przy otwartej kurtynie - dyskusje na jego temat. W wywiadzie udzielonym tygodnikowi ComputerWorld wiceprezes Instytutu pan K. Komorowski na pytanie redaktora :

"Jakie są Pańskie wnioski i przemyślenia po tej dyskusji ?" - odpowiedział - "Pierwsze moje przemyślenie jest takie, że jestem 25-26 lat w branży informatycznej i jest to pierwsza tego typu dyskusja z przedstawicielami Rządu, toteż wniosek jest oczywisty, ze ten rząd jest otwarty na tego typu dyskusję i jest to dla mnie bardzo optymistyczny wniosek. Warto było ten raport napisać, choćby po to, żeby móc taką dyskusję przeprowadzić. Jest to ewenement dla mnie wręcz nieprawdopodobny."


Drugą cecha PESEL2, była jego antyoligarchiczność, to znaczy kierownictwo MSWiA ogłosiło, że nie będzie jednego przetargu na jego wykonanie tak jak dotychczas to się odbywało n.p z systemem informatycznym ZUS, lecz projekt PESEL2 będzie podzielony na kilka modułów, a więc będzie kilka przetargów i kilka firm które go wykonają. Był to kamień obrazy wobec postkomunistycznych oligarchów związanych z firmami informatycznymi. Ktoś ośmielił się walczyć z monopolem PROKOM-u, bo to ta firma wygrywała dotychczas większość przetargów w administracji publicznej.

Transparentność i walka z monopolem to cechy cywilizacji europejskiej - to wręcz jej kamień węgielny. Pierwszą decyzja wicepremiera Schetyny i wiceministra Drożdża była natychmiastowa likwidacja projektu PESEL2. Jakie to miało konsekwencje ? Bez realizacji PESEL2 nie można było wprowadzić dowodów biometrycznych, który miał jednocześnie służyć jako karta NFZ, co miało katastrofalny wpływ na całość rozwoju informatyzacji, a w szczególności na relację pacjent - lekarz o czym dzisiaj boleśnie się przekonujemy.

Brak dowodu biometrycznego zmusza lekarzy do sprawdzania czy wypisywany lek jest refundowany przez NFZ. Wprowadzony ostatnio obowiązek kontrolowania przez lekarzy czy wypisywany na recepcie lek jest refundowany przez Narodowy Fundusz Zdrowia może w wielu sytuacjach być sprzeczny z przysięgą Hipokratesa, która mówi wyraźnie, że wartością najważniejszą dla lekarza jest zdrowie i życie pacjenta, a nie jego obowiązki administracyjne wobec państwa.

Za niewypełnienie tej biurokratycznej pańszczyzny - powtórzmy: kontrolowania, czy wypisywany lek jest refundowany przez Narodowy Fundusz Zdrowia - lekarzowi grożą sankcje ze strony państwa. Powiem otwarcie, że sam pomysł karania lekarzy za niewypełnienie absurdalnych obowiązków biurokratycznych jest objawem współczesnego barbarzyństwa, które ceni tylko sprawozdawczość administracyjną. Prekursorem tego antycywilizacyjnego myślenia był Lenin, dla którego państwo to maszyna do kontrolowania wszystkich czynności obywateli przy pomocy administracji wyposażonej w narzędzia karania.

Zdumiewające, że coraz częściej rząd Donalda Tuska sięga w praktyce rządzenia do tego typu metod. Wystarczy bowiem chwila namysłu i minimum wyobraźni, by zrozumieć, że tego typu zarządzenia i prawa narażą zdrowie wielu obywateli III Rzeczypospolitej. Zdrowy rozsądek i minimum wyobraźni podpowiadają, że jednoczesne wypełnienie etyki zawodowej polegającej na zbadaniu pacjenta, postawieniu diagnozy oraz przepisaniu lekarstw lub badań z narzuconymi odgórnie lekarzowi obowiązkami administracyjnymi, których niewykonanie jest w dodatku karalne, może w wielu wypadkach, np. dużej liczby pacjentów, być trudne.

W sytuacji pośpiechu i strachu diagnoza może być błędna. Czy tego ewidentnego faktu urzędnicy premiera Tuska nie rozumieją? Czy nie rozumieją, że w ten sposób narażają na coraz większą dezorganizację jeden z ostatnich kapitałów, jakie posiada Polska - publiczną służbę zdrowia? Polska staje się powoli ale nieubłaganie państwem, którego standarty funkcjonowania są sprzeczne z podstawami cywilizacji europejskiej.

Piotr Piętak redaktor portalu mediologia.pl"

http://mediologia.salon24.pl/





magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2011-12-21 / 15:47
>> Archie, 2011-12-21 15:03:35

>Z zakończonych już protokołów NiK wynika, że w latach 2007 &#8211; 2010 nastąpiła prawdziwa
>katastrofa informatyczna w Polsce. Z 28 planowanych projektów działa tylko 5. 23 projekty nie
>funkcjonują nie działają a co gorsza nie wiadomo co robić by zadziałały.


jak to nie wiadomo?!?!
trzeba ustanowić Ministerstwo ds Cyfryzacji pod przywództwem M. Boniego

Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2011-12-22 / 09:50
"NOWY EKRAN - STARE METODY

"Służba Bezpieczeństwa może i powinna kreować rożne stowarzyszenia, kluby czy nawet partie polityczne. Ma za zadanie głęboko infiltrować istniejące gremia kierownicze tych organizacji na szczeblu centralnym i wojewódzkim, a także na szczeblach podstawowych, musza być one przez nas operacyjnie opanowane. Musimy zapewnić operacyjne możliwości oddziaływania na te organizacje, kreowania ich działalności i kierowania ich polityka." - (Czesław Kiszczak na posiedzeniu kierownictwa MSW, luty 1989 r.)

Ta ogólna dyrektywa ostatniego szefa komunistycznej bezpieki, była ściśle przestrzegana przez wszystkie lata budowania III RP i stanowiła jeden z fundamentów patologicznego układu, w którym ludziom megasłużb sowieckich zagwarantowano wpływy na polskie życie polityczne.



Trzecia siła, czyli dezintegracja



W niemal wszystkich zdarzeniach politycznych na przestrzeni ostatnich lat, nietrudno dostrzec udział osób związanych ze służbami PRL. Począwszy od wystawienia "emigracyjnego guru" Tymińskiego, poprzez kreowanie sieci "prawicowych" partyjek, utworzenie Samoobrony, budowę Platformy Obywatelskiej czy rozbicie AWS-u - mamy do czynienia z działaniami ludzi specsłużb. Wskazanie zdarzeń wolnych od tego rodzaju konotacji byłoby wręcz niemożliwe.

Nie powinno zatem dziwić, jeśli znajdziemy je również w bieżących projektach osłabienia PiS-u, realizowanych w formie kreowania fałszywych alternatyw - nazywanych "trzecią siłą" bądź "nową prawicą". Podejmowane na kilka miesięcy przed wyborami parlamentarnymi, wpisują się w szereg podobnych akcji dokonywanych w przeszłości, których wspólnym celem była dezintegracja środowisk prawicowych lub uszczuplenie elektoratu partii zagrażających układowi. Sposób budowania tych inicjatyw oraz autorament postaci działających zwykle w tle owych "naturalnych procesów politycznych", pozwalał rozpoznać w nich typowe kombinacje operacyjne z udziałem ludzi peerelowskich służb. Cel operacji 2011 roku jest czytelny: każdy podział, każda fronda wśród przeciwników układu rządzącego zmniejsza szanse na zwycięstwo prawdziwej opozycji i może mieć wpływ na ostateczny wynik wyborczy PiS-u.

W tym kontekście na szczególną uwagę zasługują projekty, które przez nieświadomych odbiorców są kojarzone z prawicą lub identyfikowane jako opozycyjne. Korzystają one z potencjału zaufania społecznego oraz posługują się internetem jako najskuteczniejszym środkiem przekazu. Zastosowana w nich metoda polega na zastąpieniu autentycznej opozycji ludźmi "politycznej alternatywny", wśród których następnie selekcjonuje się liderów, by wokół nich budować zaplecze wyborcze. Zapewnia to pełną kontrolę ruchów społecznych i stwarza pozory działań żywiołowych, oddolnych.



Polak, Patriota, Humanista



W III RP stosowane są zwykle dwie modyfikacje tego scenariusza. Pierwsza polega na "delegowaniu" w odpowiednim czasie i z odpowiednim przekazem ludzi nowych, nieznanych odbiorcy, którzy posługując się nośnymi, populistycznymi hasłami gromadzą wokół siebie rzeszę wyborców - zwolenników. Tę metodę możemy dostrzec w casusie Stana Tymińskiego czy Andrzeja Leppera. Druga, polega na organizowaniu ruchów politycznych wokół ludzi znanych, kojarzonych z określonym środowiskiem lub posiadających pewien autorytet. Na tej podstawie organizował partie Andrzej Olechowski, a w wyborach prezydenckich startował gen. Tadeusz Wilecki. W obu modyfikacjach w proces tworzenia "politycznych alternatyw" włączają się osoby z kręgu służb specjalnych lub emerytowani wojskowi, a dla uwiarygodnienia projektu angażuje się postaci z "dobrym nazwiskiem" i konotacjami.

Ten ogólny schemat uzupełniają rozwiązania stosowne do wymogów aktualnej kombinacji operacyjnej. Czasem więc, w celu przyciągnięcia elektoratu wprowadza się element biznesowy i retorykę liberalną, innym razem gra na uczuciach patriotycznych lub epatuje wyborcę "troską o skrzywdzonych". W zależności od modyfikacji, mamy więc do czynienia ze środowiskiem KLD-PO, z "partiami prawicowymi" lub z hasłami Samoobrony.

Wszystkie, niemal klasyczne elementy budowania "trzeciej siły", można odnaleźć w inicjatywie powołania portalu internetowego "Nowy Ekran". Mamy zatem: bogatego emigranta (jak sam się określa - "Polaka Patriotę Humanistę"), przybywającego na ratunek ojczyźnie, są wyraźne motywy polityczne i biznesowe, kwitnie patriotyczna i "bogoojczyźniana" retoryka oraz populizm poglądów gospodarczych, a nad całością czuwają "prawicowe autorytety", ludzie ze stowarzyszeń wojskowych i beneficjanci poprzedniego systemu.

Właścicielem Nowego Ekranu jest Ryszard Zbigniew Opara - australijski emigrant i milioner, absolwent Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi. W roku 1979 Opara wyjechał do Wiednia, a na początku 1980 roku znalazł się w Australii. Dorobił się tam majątku, działając w branży usług medycznych. Do Polski zaczął przyjeżdżać w roku 1990. Pierwsza, polska firma Opary to "Opara ITC" - zajmująca się produkcją krawiecką. Następne: PRIM BR przekształcone w DEGOR Grupa Kapitałowa, a następnie "Eroplaus". Od 2003 r. firmą Degor zarządzali Jerzy Wojciech Klasicki i Barbara Grabowska. W roku 1998 Opara kupił Warszawskie Zakłady Telewizyjne "ELEMIS" S.A., a 3 lata później przejął kontrolę nad Energomontaż Północ S.A, zostając przewodniczącym rady nadzorczej. Od 2001 był udziałowcem "Elektrimu". Członek Rotary Club-Sydney i The Warsaw Golf International Club.Po sporach z kierownictwem Elektrimu w 2002 r. wyjechał ponownie do Australii, gdzie nadal prowadził inwestycje w służbie zdrowia. W Polsce Opara zostawił niespłacone pożyczki i kredyt w Pekao na kwotę około 35 mln zł (dziś z odsetkami wynosi on ok. 80 mln zł). Bank nie tylko próbował odzyskać pieniądze, ale też zawiadomił prokuraturę. W wyniku śledztwa Ryszard Opara był poszukiwany listem gończym, wydanym przez Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia. 2 lipca 2010 został zatrzymany w Polsce i przedstawiono mu zarzut z art. 300 §1 k.k., czyli udaremniania zaspokojenia wierzyciela Miesiąc później Opara złożył w sądzie pozew przeciwko Pekao i CDM Pekao o ponad 306 mln zł odszkodowania, (za rzekome wprowadzenie w błąd przy zakupie akcji Elektrimu),a w prokuraturze zawiadomienie o oszustwie jakiego mieli dokonać pracownicy tych instytucji. Oparę w sporze z Pekao wspiera Stowarzyszenie Przyjazny Rynek, reprezentujące m.in. przedsiębiorców, którzy czują się poszkodowani przez bank. Na czele stowarzyszenia stoi Jerzy Bielewicz - obecnie redaktor Nowego Ekranu. Podczas nieobecności Opary w Polsce działały tu założone przez niego spółki. PZM - Sport - sp. z.o.o. została w roku 2004 przekształcona w spółkę OK-KO. Jej prezesem jest obecnie W. Klasicki, a prokurentem Barbara Grabowska. To właśnie OK-KO jest dziś wydawcą Nowego Ekranu.

"Celem portalu" - według oświadczenia założycieli - "jest poszukiwanie stanowiska w różnych zagadnieniach, które najlepiej będzie służyło interesom Polski, portal nie kieruje się interesem partyjnym, ani punktem widzenia jednej ideologii".

Swoją działalność NE zainaugurował jednak obszernym wywiadem z gen. Tadeuszem Wileckim - absolwentem Akademii Sztabu Generalnego ZSRR, uczestnikiem tzw. obiadu drawskiego, człowiekiem o wyrazistych poglądach i ambicjach politycznych. Obecnie gen. Wilecki jest komendantem głównym stowarzyszenia Pro Milito, które założył wspólnie z gen. Markiem Dukaczewskim - szefem byłych Wojskowych Służb Informacyjnych. Wśród założycieli znaleźli się również: gen. Zenon Poznański - absolwent moskiewskiej Akademii im. Woroszyłowa., wiceadmirał Marek Toczek - były dowódca Nadwiślańskich Jednostek Wojskowych, przeniesiony do rezerwy po ujawnieniu, że dopuszczał do zbierania podpisów za prezydencką kandydaturą Lecha Wałęsy, gen. Julian Lewiński - były dowódca Warszawskiego Okręgu Wojskowego oraz płk Jan Oczkowski - były szef Biura Bezpieczeństwa Wewnętrznego WSI.

Niektóre z tych osób znalazły się także w gronie założycieli Stowarzyszenia SOWA, zarejestrowanego w styczniu 2010 roku przez oficerów byłych Wojskowych Służb Informacyjnych. We władzach stowarzyszenia SOWA jak i stowarzyszenia Pro Milito zasiadają: płk Jan Oczkowski, wywodzący się z elitarnego oddziału "Y" Zarządu II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, złożonego z oficerów - uczestników kursów GRU oraz płk Zbigniew Kumoś, "historyk wojskowości", wykładowca Akademii Humanistycznej w Pułtusku, na którego opracowania wielokrotnie powoływał się gen. Jaruzelski podczas wyjaśnień składanych przed sądem.

Oba środowiska - stowarzyszenia Pro Milito i SOWA łączą nie tylko postacie założycieli i członków władz, ale również wspólnota celów. Powołanie Pro Milito (we wrześniu 2007 r), można uznać za inicjatywę zwiastującą powstanie rządu Platformy Obywatelskiej, natomiast utworzenie "Sowy" wydaje się wieńczyć okres reaktywacji wpływów środowiska Wojskowych Służb Informacyjnych. W obu przypadkach, mamy do czynienia z inicjatywą ludzi, którzy w zwycięstwie PO trafnie upatrywali szansę na odzyskanie wpływów.

Istotnym elementem przekazu zawartego na stronach Pro Milito jest krytyka obecnego stanu armii, wskazywanie na nieudolność cywilnych ministrów obrony oraz mniej lub bardziej zawoalowany postulat stworzenia "nowej, trzeciej siły politycznej". Koncepcję tę doskonale ilustruje fragment tekstu Michała Podobina - blogera forum Pro Milito: "w moim przekonaniu, to MY powinniśmy zrobić wszystko, aby z pośród nas poszukać sobie nowych przywódców, a ONI niech się biją na śmietniku historii."

Nie przypadkiem wielu członków Pro Milito należało do grona współpracowników i "konsultantów" Andrzeja Leppera, którego hasło "Oni już byli" miało otworzyć drogę dla nowej i nieskażonej władzą "trzeciej siły".

Na stronie Pro Milito znajdują się dziś artykuły gen. Waldemara Skrzypczaka, Romualda Szeremietiewa, gen. Lewińskiego i Bogdana Poręby (jednego z założycieli "moczarowskiego" Zjednoczenia Patriotycznego "Grunwald"), a w ramach spotkań Klubu Inteligencji Polskiej, Komenda Główna Pro Milito zaprasza na spotkanie- dyskusję ze Stanisławem Michalkiewiczem. Teksty publikowane na stronach stowarzyszenia mogą sprawiać wrażenie rzeczowej krytyki, szczególnie wśród odbiorców nie posiadających wiedzy o rzeczywistych konotacjach tego środowiska. Podobnie - patriotyczna i "bogoojczyźniana" retoryka, obecna w wielu publikacjach członków Pro Milito mogła zwieść czytelników o poglądach konserwatywnych. Oddzielnym tematem jest zawartość wątków ideologicznych, wynikających z tradycji postendeckich lub bliskich myśli tzw. endokumuny. Wszystkie, wymienione powyżej elementy znajdziemy również na portalu Nowy Ekran.

Od początku do grona aktywnych użytkowników NE należeli: Michał Podobin - wieloletni bloger i główny "ideolog" portalu Pro Milito oraz wiceadmirał Marek Toczek - jeden z założycieli stowarzyszenia. Tematyka wojskowości należy do jednych z najczęściej poruszanych na portalu. Swoje teksty na NE publikują tu m.in.: były wiceminister obrony Romuald Szeremietiew oraz Bogusław Kowalski - dawny prezes Stronnictwa Narodowego. Gen. Tadeusz Wilecki był kandydatem SN w wyborach prezydenckich 2000 roku. Wywiadu portalowi udzielał gen. Skrzypczak, a na stronach NE można znaleźć wystąpienia Bogdana Poręby, do którego kiedyś należały prawa tytułu prasowego "Ekran". Od czasu powstania Nowego Ekranu publikowane tam teksty są również propagowane na forum Pro Milito, zaś przenikanie obu środowisk wydaje się aż nadto widoczne .



Polska bez pajęczyny



Warto zauważyć, że wiceadmirał Marek Toczek ma już za sobą udział w politycznych przedsięwzięciach, przy czym ostatnie z nich wykazuje znaczne podobieństwa z bieżącym projektem Nowego Ekranu. Po zwolnieniu z czynnej służby wojskowej Toczek był prezesem Zarządu Głównego Frontu Polskiego. W trakcie kampanii przed wyborami prezydenckimi w 2000 r organizacja ta poprała kandydaturę gen. Wileckiego, a sam wiceadmirał pełni funkcję wiceprzewodniczącego komitetu wyborczego. Bez powodzenia kandydował na posła w wyborach parlamentarnych w 2001r z listy Komitetu Wyborczego Alternatywa Ruch Społeczny, natomiast w 2002 z listy Komitetu Wyborczego Alternatywa Partia Pracy ubiegał się o mandat radnego sejmiku województwa mazowieckiego. Podczas wyborów do Parlamentu Europejskiego w 2004 Toczek był pełnomocnikiem wyborczym Komitetu Wyborczego Wyborców Ogólnopolskiego Komitetu Obywatelskiego "OKO". W roku 2005 Komitet został przekształcony w Ogólnopolską Koalicję Obywatelską "OKO", grupującą m.in. tak egzotyczne organizacje jak: Polska Unia Gospodarcza, Izba Polsko- Chińska, partia "Prawdziwa Obrona" czy Stronnictwo Narodowe "Patria". Przekształcenie nastąpiło z powodu połączenia się ponad 140 organizacji społeczno - politycznych popierających kandydaturę prezydencką Stana Tymińskiego. W 2005 roku OKO podjęło współpracę z Tymińskim i posługując się hasłami : "Dość zgranych polityków. Koniec z układami. Czas na nowych ludzi, którzy chcą nowej Polski bez skrajnych ideologii i pajęczyny powiązań" wystawiło kandydatów we wszystkich okręgach w wyborach do Parlamentu Europejskiego. W nietypowy sposób zbierano wówczas 10 tysięcy podpisów potrzebnych do rejestracji. W ogłoszeniach prasowych OKO oferowało 168 zł brutto dziennie za zasiadanie w Obwodowych Komisjach Wyborczych. Warunek był jeden. Należało dostarczyć listę z 30 duszami - nazwiskami osób, adresami zamieszkania i numerami PESEL.

Inny oryginalny pomysł polegał na powołaniu spółki akcyjnej zajmującej się wydawaniem ogólnopolskiego dwutygodnika oraz "działalnością promocyjną i marketingowa, służąca nawiązywaniu kontaktów miedzy partnerami wchodzącymi w skład O.K.O." Akcjonariuszami spółki miały być osoby wywodzące się z organizacji zarejestrowanych w O.K.O. Taki sposób motywacji miał prowadzić do związania udziałowców z projektem politycznym i zapewnić jego finansowanie.



Druga prawdziwa opozycja.



W działalności Nowego Ekranu nietrudno dostrzec podobne pomysły. Portal powstały jako "niezależny serwis społeczności blogerów" szybko zgromadził sporą rzeszę blogerów i komentatorów. Do tego celu wykorzystano popularność "Łażącego Łazarza" - blogera, który po dwóch publikacjach na temat tragedii smoleńskiej - "Gruppenführer KAT" oraz "Głowa zdrajcy" stał się dla wielu odbiorców wiarygodnym, "prawicowym" autorytetem. Przez pierwsze tygodnie działalności ukrywano informacje o osobie "australijskiego sponsora", starają się stworzyć przeświadczenie, że chodzi wyłącznie o projekt blogerski, budowę "polskiego Huffingtona" czy "prawicowego Onetu". Prawdziwe intencje ujawniono dopiero po spotkaniu blogerów z Ryszardem Oparą i publikacji artykułu "redaktora naczelnego Nowego Ekranu" "Łażącego Łazarza" , w którym pojawił się postulat tworzenia "drugiej prawdziwej opozycji". Druga publikacja - tym razem autorstwa Opary - zatytułowana "Polsko Ojczyzno Moja" - nie pozostawiała wątpliwości co do zamierzeń właściciela NE, a swoją retoryką obnażała "ideową" wspólnotę z projektami Tymińskiego i Leppera oraz ambicjami politycznymi założycieli Pro Milito.

Tekst zawierał ocenę polskiej sceny politycznej: "MY - miłościwie Wam panująca klasa polityczna -i tylko MY mamy racje i prawa. Przecież po to powstała obecna ordynacja wyborcza - aby NIKT , kto się odważy, nie miał szans na zmianę Status-Quo.!!!" oraz zgodny z powyższymi kanonami uniwersał : "Ludzie, Polacy - na miłość Boską! To wszystko -to ten sam Teatr, ci sami Aktorzy komedii politycznej - od 22 lat". Artykuł Ryszarda Opary kończył się deklaracją: "Nie, nie będziemy przepraszać. Zrobimy wszystko, żeby NE zakłócił sielankę politycznego estabilszmentu. Panowie Politycy - Panowie Po-słowie - JWP Panie Prezydencie. Jest jeszcze NARÓD - są OBYWATELE. Dopóki oni są - jest POLSKA. Nowy Ekran rzuca rękawicę istniejącemu "status quo". Inicjujemy budowę prawdziwego Państwa Obywatelskiego."

Wkrótce pojawiła się informacja, iż Nowy Ekran "zamierza wdrażać program Obywatelskich List Wyborczych (OLW) aktywizujący wszystkich biernych politycznie Polaków" . Strona wyborcza OLW ma powstać jako odrębny portal, na którym będzie można zgłaszać swoich kandydatów na posłów partii obywatelsko- blogerskiej. Ci, którzy uzyskają najwięcej głosów, mają następnie wejść na listy wyborcze. Sama partia zostanie zaś zgłoszona do PKW w ostatniej chwili. Ujawniono również, że każdy, kto zaloguje się na stronę wyborczą OLW, stanie się automatycznie użytkownikiem Nowego Ekranu. Prowadzona poprzez Internet rekrutacja kandydatów, pozwalałaby na zbudowanie środowiska niejednolitego, o niejasnych powiązaniach politycznych i grupowych, w którym równie dobrze mogliby zaistnieć ludzie z poprzednich inicjatyw Leppera czy Tymińskiego, jak i oficerowie zrzeszeni w Pro Milito. Blogerom portalu NE przewidziano rolę rzeczników interesów tych środowisk. Nawet, gdyby powołanie "partii obywatelsko-blogerskiej" zakończyło się fiaskiem, inicjatywa mogłaby skutecznie zdezintegrować środowiska prawicowe oraz uszczknąć kilka procent wyborców z elektoratu PiS-u.

Od początku projektu zadbano także o motywację finansową, ogłaszając, że NE ma stać się "współwłasnością najaktywniejszych blogerów".

Projekt Opary - na wzór pomysłów Komitetu Obywatelskiego "OKO"- zakłada bowiem powołanie spółki akcyjnej Nowy Ekran, a po jej sądowej rejestracji sprzedaż akcji spółki "po preferencyjnej cenie jednego grosza" dla szczególnie aktywnych użytkowników. Miałoby to dać "szansę każdemu uprawnionemu na udział w największym blogerskim przedsięwzięciu w Unii Europejskiej".



Polityczne zapotrzebowanie.



Motywacja finansowa wydaje się dziś szczególnie ważna, bowiem po ujawnieniu przeze mnie rzeczywistych zamiarów założycieli, Nowy Ekran utracił wielu blogerów i zaczął być kojarzony ze środowiskiem dalekim od wyborców PiS-u. Zdemaskowanie politycznych intencji twórców portalu wywołało gwałtowną reakcję "redaktora naczelnego" oraz grupki najbardziej żarliwy obrońców i klakierów. Nie odnosząc się w ogóle do istoty zarzutu budowania "trzeciej siły", posłużono się atakiem personalnym i pomówieniami, rozpowszechniając celowo fałszywe informacje. W jednym z wystąpień "redaktora naczelnego" NE można przeczytać:

"Uderzenie nastapiło dość szybko ze strony wpływowego pułkownika Piotra Bączka (podpisujacego się jako Ścios) dziennikarza i oficera służb specjalnych, który dzialając w interesie wąskiej grupy bojacej się naruszenia dwupartyjnego status quo (stawką są miejsca na listach PiS) zrobił z NE to czym niszczył wcześniej ludzi i rozbijał wiele innych inicjatyw - zarzucając agenturalność. To świetny sposób na skłócanie prawicy."

Rzekome ujawnienie Ściosa. jako Bączka sprowadzało w oczywisty sposób dodatkowe zagrożenie dla obecnego doradcy zespołu PiS ds. zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej, Piotr Bączek już w przeszłości był obiektem działań służb Donalda Tuska w ramach afery marszałkowej, a niedawno doświadczył również oznak zainteresowania ze strony "nieznanych sprawców".

Dalsze insynuacje dotyczyły "Gazety Polskiej", oskarżanej o inspirowanie ataku na Nowy Ekran i wiodły do konkluzji, że istota sporu sprowadza się do walki o wpływy i zyski. Konstrukcja kłamstwa zmierzała w kierunku wykazania, że za ujawnieniem intencji NE stoi "Gazeta Polska", która sama chce powołać partię złożoną z osób zaangażowanych w działalność Klubów GP, a zatem obawia się medialnej i politycznej konkurencji.

Obiektem agresji NE stał się nie tylko autor i rzekomy "pułkownik" Piotr Bączek, ale również środowisko ludzi współtworzących Komisję Weryfikacyjną WSI oraz współpracownicy Antoniego Macierewicza - wskazani jako "służby specjalne SKW udające niezależnego blogera".

Wybór takiego celu nie jest przypadkowy. Od wielu miesięcy wśród byłych oficerów WSI prowadzona jest akcja zmierzającą do podważenia procesu weryfikacji tej służby, postawienia przed sądem osób dokonujących weryfikacji (liczne zawiadomienia o rzekomych przestępstwach członków Komisji Weryfikacyjnej) oraz sporządzenia nowego kontr - raportu, w którym działalność formacji zostanie przedstawiona zgodnie z wolą "pokrzywdzonych". W tę ofensywę wpisany jest plan zdyskredytowania Antoniego Macierewicza i współpracujących z nim osób. Uderzenie w szefa parlamentarnego zespołu PiS ds.zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej koresponduje z polityczny "zapotrzebowaniem" grupy rządzącej. Również "Gazeta Polska" - jako najważniejsze medium zaangażowane w proces wyjaśniania okoliczności tragedii, znalazła się na celowniku Nowego Ekranu. Oprócz próby skompromitowania poszczególnych osób, chodziło zatem o podważenie wiarygodności "Gazety Polskiej" i treści publikowanych w niej materiałów.

Reakcja decydentów portalu, tak niewspółmierna do zakresu krytyki, ujawniła rzecz wyjątkowo istotną: objawiła bowiem faktyczny krąg osób i idei, które przez rzekomo "prawicowy&#8221;"Nowy Ekran są postrzegane jako wrogie oraz ukazała zamiar antagonizowania wyborców PiS-u i dyskredytowania autentycznych przeciwników grupy rządzącej. Niezależnie od dalszych działań środowiska NE, jego liderom będzie niezwykle trudno wykazać się dobrą wolą i dowieść czystości intencji. Obecne możliwości oddziaływania portalu są mocno ograniczone i choć nadal może przyciągać osoby niezorientowane lub stanowić źródło groźnych manipulacji - ten projekt tworzenia "trzeciej siły" wydaje się już nie mieć szans. "

http://cogito.salon24.pl/312186,nowy-ekran-stare-metody








Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2011-12-22 / 10:15
Powyższy artykuł A.Ściosa jest z 02.06.2011

(...) Od wielu miesięcy wśród byłych oficerów WSI prowadzona jest akcja zmierzającą do podważenia procesu weryfikacji tej służby, postawienia przed sądem osób dokonujących weryfikacji (liczne zawiadomienia o rzekomych przestępstwach członków Komisji Weryfikacyjnej) oraz sporządzenia nowego kontr - raportu, w którym działalność formacji zostanie przedstawiona zgodnie z wolą "pokrzywdzonych". W tę ofensywę wpisany jest plan zdyskredytowania Antoniego Macierewicza i współpracujących z nim osób. Uderzenie w szefa parlamentarnego zespołu PiS ds.zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej koresponduje z politycznym "zapotrzebowaniem" grupy rządzącej.(...)

Od niedawna mamy właśnie wspomniane "uderzenie" w A. Macierewicza na tapecie...

Dudeck
(4985/288/2199)
Avatar: Dudeck
WYŚLIJ PW
2011-12-22 / 10:21
Biją naszych !

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2011-12-22 / 10:40
>> Dudeck, 2011-12-22 10:21:54
>Biją naszych !


ale dlaczego "wam nigdy nic nie wychodzi"?

Dudeck
(4985/288/2199)
Avatar: Dudeck
WYŚLIJ PW
2011-12-22 / 11:03
Chcieliśmy to przedyskutować w grupie , ale Prezes wolał schizmę .

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2011-12-22 / 11:13
Co przedyskutować, Dudeck i w jakiej grupie?

Ty ciągle o tym Wałęsie Wyzwolicielu?
Daj gościowi spokój, niech sobie drzemie na tym pomniku

Dudeck
(4985/288/2199)
Avatar: Dudeck
WYŚLIJ PW
2011-12-22 / 11:14
Nie , Wałęsa to Pan Prezydent .

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2011-12-22 / 12:00
Łooo!? widzę, że nadrabiasz zaległości

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2011-12-22 / 12:02
"Towarzysz generał idzie na wojnę" Brauna i Kaczmarka

tutaj do pobrania:

http://peb.pl/medium-quality-filmy-dokumentalne/1164809-mix-towarzysz-general-idzie-na-wojne.html

(//16177)
WYŚLIJ PW
2011-12-22 / 12:24
Sie ciągnie.
Tych samych autorów - New Poland - świetny dokument o tym, jak nas sprzedali w 1945 i kto się do tego przyczynił.
Przygnębiające, ale warto.

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2011-12-22 / 12:28
nie słyszałem o tym - dzieki

(//16177)
WYŚLIJ PW
2011-12-22 / 12:34
(//16177)
WYŚLIJ PW
2011-12-22 / 12:36
magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2011-12-22 / 12:47
super! bo ja znalazłem wersję na 3 linki :)

Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2011-12-22 / 13:38
>> posibrzuh, 2011-12-22 12:24:51
Sie ciągnie.
Tych samych autorów - New Poland - świetny dokument o tym, jak nas sprzedali w 1945 i kto się do tego przyczynił.
Przygnębiające, ale warto.

Warto, warto...
W jednej z głównych ról Bolesław Konstanty Gebert - współzałożyciel Komunistycznej Partii Stanów Zjednoczonych, współzałożyciel organizacji polonijnych w USA, ambasador PRL w Turcji, działacz komunistyczny i agent wywiadu radzieckiego INO.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Boles%C5%82aw_Gebert

Warto tutaj nadmienić, że ów Konstanty jest ojcem niejakiego Konstantego Juliana Geberta, ps. "Dawid Warszawski" pisującego w Wyborczej... także jak to się mówi, świat jest mały...


http://pl.wikipedia.org/wiki/Konstanty_Gebert




(//16177)
WYŚLIJ PW
2011-12-22 / 13:50
Matuszewski - mała tabliczka na ziemi.
Gebert i Lange - sarkofagi egipskie na Powązkach.

Rzygać się chce.

(//16177)
WYŚLIJ PW
2011-12-22 / 13:58
Na eMule - TV Historia - również warto.

Fotka do tematu: Z historii III RP... Fotka do tematu: Z historii III RP...
Aby powiększać zdjęcia musisz się zalogować!
magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2011-12-22 / 14:26
a przy okazji, Egon, jakbyś gdzieś widział do ściągnięcia Archwium Mitrochina, to daj znać

(//16177)
WYŚLIJ PW
2011-12-22 / 14:40
Chomik Kwasibor666

http://chomikuj.pl/Kwasibor666/17000+Ksi*c4*85*c5*bcek+po+polsku+w+plikach+txt+-+ebook*2c+biblioteka/*5bA*5d/Archiwum+Mitrochina+-+Christopher+Andrew*2c+Wasilij+Mitrochin+(12211),680561747.rar

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2011-12-22 / 14:51
dzięki!

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2011-12-22 / 15:09
>> posibrzuh, 2011-12-22 13:50:55
>Matuszewski - mała tabliczka na ziemi.
>Gebert i Lange - sarkofagi egipskie na Powązkach.

>Rzygać się chce.



"Bestie mają się świetnie, wpływają na rzeczywistość. Spotkanie autorskie Tadeusza Płużańskiego

(...) tematyka stalinowskich "bestii" jest w obecnej Polsce niemile widziana i podał tego przyczyny: "Ja piszę w >bestiach< gdzie ci ludzie trafili po 56 roku. Piszę też o ich rodzinach, o ich dzieciach i wnukach. I okazuje się, że oni cały czas funkcjonują w obiegu publicznym, mają się świetnie i śmiem twierdzić, że wpływają na rzeczywistość i naszą świadomość. My czasami nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale oni naprawdę są wszędzie, potomkowie tychże bestii - w polityce, w mediach, w biznesie. No i jak takim ludziom może zależeć na tym, żeby takie tematy poruszać. Podejrzewam, że to jest trend, który będzie się utrzymywać. Będą wychodziły książki, będą badania IPN-u, ale to jest wszystko sprawa dosyć niszowa. Nigdy nie będzie - no chyba, że się coś w Polsce zmieni w sposób zasadniczy na lepsze - powszechnej debaty na ten temat, bo być nie może przez te właśnie układy, układziki, przez to, że "bestie" mają swój dalszy ciąg i funkcjonują nadal. Dlatego jest to też temat cały czas aktualny, niestety".

Podczas sesji pytań z sali autor odniósł się m.in. do wywołanej przez Marię Dłużewską kwestii cmentarza na Powązkach Wojskowych: "To jest coś niebywałego, jak tam się ofiary z katami mieszają. Tam leży Łapiński, sędzia Badecki ze sprawy Pileckiego, ale też i śledczy. Ja to z przerażeniem tam chodzę. (...) Z niezrozumiałych dla mnie powodów ofiary mordów stalinowskich nie mają cały czas swoich grobów. Jest ta słynna łączka, kwatera >Ł< ale to jest miejsce symboliczne wyłącznie. Ci ludzie nie mają swoich grobów: czy Pilecki, czy Fieldorf, czy Łupaszka, masa osób, wspaniałych bohaterów. Oni po 22 latach wolnej Polski nie doczekali się tego, żeby zrobić ekshumację na tych Powązkach. Nie wiem, kto za to odpowiada, ale wydaje mi się to sprawa skandaliczna.&#8221;

http://wpolityce.pl/wydarzenia/20244-bestie-maja-sie-swietnie-wplywaja-na-rzeczywistosc-spotkanie-autorskie-tadeusza-pluzanskiego

(//16177)
WYŚLIJ PW
2011-12-22 / 18:15
+ ojciec mojej krewniaczki - Kontrym, zakatowany w 1953. Jego grobu nie odnaleźliśmy do dzisiaj.

Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2011-12-30 / 13:26
Dokument o Wojciechu Ziembińskim - jednym z wielu przemilczanych na "salonach" w III RP patriotów.

(6 części)

http://www.youtube.com/watch?v=Wdtgxb-bh14

Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2011-12-30 / 14:15
Uwaga dla oglądających do powyższego:

Cześć 6/6 to faktycznie cześć 5, natomiast cześć 5/6 to faktycznie cześć ostatnia 6.

Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2011-12-31 / 15:55
"Jaruzelski wolał pozostać sowieciarzem

Z reżyserem filmu "Towarzysz generał idzie na wojnę" Grzegorzem Braunem rozmawia Mateusz Rawicz


Podkreśla Pan, że historię Polski trzeba napisać od nowa. Dlaczego?

To oczywiste, że np. uczciwej historii Trzeciej Rzeszy nie mogliby napisać byli nominaci NSDAP, ex-SS-mani, agenci Gestapo ani wychowankowie Hitlerjugend. A tymczasem polska historiografia (jak cała nauka polska) funkcjonuje do dziś w strukturach o stalinowskim rodowodzie (exemplum: Polska Akademia Nauk), a środowisko historyków ma do dziś takich nestorów, jak np. prof. Andrzej Garlicki (TW "Pedagog"), prof. Jerzy Kłoczowski (TW "Historyk") czy prof. Andrzej Ajnenkiel (członek tzw. komisji Michnika).

Pilna potrzeba przeorania polskiej historii dotyczy - zresztą nie tylko tej tzw. najnowszej - propagandowe filtry, kolektywistyczne, antykatolickie stereotypy rzutowały wszak także na obraz Polski dawnych wieków. Przecież nawet ktoś tak szlachetny, jak Paweł Jasienica, pisał o Powstaniu Styczniowym w duchu "postępowo-rewolucyjnym" - czemu zresztą zawdzięczał "drukowalność" w PRL. Nie jestem zwolennikiem wyrzucania jakichkolwiek książek do śmieci-&#8211; nieustannie sięgam przecież do historiografii peerelowskiej - ale niestety wciąż za mało jest książek, które bez zastrzeżeń podsunąć można dziecku, które pyta o przeszłość.

Występuje jednak ogromna dysproporcja sił. Np., na drukowane w masowych nakładach monstrualne kłamstwa i uproszczenia Andrzeja Friszke, jednego z nadwornych hagiografów "GWiazdy śmierci", odpowiada jedna Justyna Błażejowska w przemilczanej książeczce dostępnej w niszowym obiegu. Tzw. środowisko milczy, kiedy urządza się polowanie z nagonką na nieliczne "samotne wilki", jak śp. Paweł Wieczorkiewicz, czy linczuje się w mediach "wolnych strzelców", jak Paweł Zyzak.

Redaktorzy zamawiający w TVP otwarcie deklarują, że historia ich nie interesuje. Pierwszy film o żołnierzach antykomunistycznego powstania - "Historia 'Roja', czyli w ziemi lepiej słychać" Jerzego Zalewskiego - jest już od roku "półkownikiem" nr l III RP.

Likwidowany jest właśnie "Biuletyn IPN" - który jaki był, taki był, ale po 10 latach sama marka ma już swoją wartość. To zresztą tylko jeden z przejawów wewnętrznej samopacyfikacji IPN, dokonującej się po cichu pod kierownictwem człowieka-gumy z Wrocławia, Łukasza Kamińskiego, pod obłudnym hasłem realizacji "testamentu śp. Janusza Kurtyki" i "ratowania substancji". Notabene: łudząco podobna była retoryka konformistów stanu wojennego.

Jednym z wydarzeń, dla którego trzeba napisać prawdziwą historię, jest stan wojenny?

To jest "zbrodnia założycielska" aktualnego porządku w naszym postpeerelu. Gen. Cze-Kiszczak ma pełną rację, kiedy powiada: "Stan wojenny i 'okrągły stół' - to dwa końce tej samej polityki".

Od tamtego stanu wojennego minęło 30 lat. Wydaje się, że o tym wydarzeniu napisano i nakręcono już wszystko. Czy był sens tworzenia kolejnego filmu?

No, bez przesady. Czy kolejne seanse wynurzeń Wojciecha Jaruzelskiego na temat traumatyzujących rozterek, jakich nastręczyło mu przygotowanie i przeprowadzenie tej kolejnej w jego karierze zbrodni zza biurka, to ma być cała odpowiedź, na jaką Polacy w tej sprawie zasługują? A z drugiej strony, proszę zwrócić uwagę, że nawet skądinąd cenne, jakże nieliczne filmy, jak np. "Śmierć jak kromka chleba" Kazimierza Kutza, skrzętnie unikają jakichkolwiek personaliów nawet na poziomie "ślepego miecza", a co dopiero tej "ręki", która nim wymachiwała.

Tymczasem zbrodnicza, przywódcza i kierownicza rola Wojciecha Jaruzelskiego w tej ostatniej wojnie (nie licząc toczącej się aktualnie "wojny smoleńskiej") z aspirującą do niepodległości Polską wciąż jest w historiografii i publicystyce niedowartościowana, marginalizowana. Narracja historyczna wekslowana jest nieustannie na tory psychologizującej dywagacji, zamiast trzymać się niezbitych faktów i logicznych wniosków płynących z analiz dostępnych badaczom dokumentów.

A jest ich, wbrew pozorom, całkiem sporo. Mimo ogromnego wysiłku włożonego w niszczenie dokumentacji i rozmywanie istoty sprawy, zachowana i ujawniona już dokumentacja odsłania znacznie więcej niż chciałby to nam wmówić sam główny zainteresowany i wtórujący mu propagandyści "GWiazdy śmierci".

Z inicjatywy kolegi-reżysera i producenta Roberta Kaczmarka, w filmie "Towarzysz generał 2", czyli "Towarzysz generał idzie na wojnę" zebraliśmy i uporządkowaliśmy dostępne "dowody w sprawie" - materiały na ogół dobrze znane specjalistom, ale wciąż niedostatecznie spopularyzowane i nieprzenikające do szerszego kręgu zainteresowanych.

Jakie to materiały?

Przede wszystkim nieocenione archiwum Włodzimierza Bukowskiego (http://bukovsky-archives.net/), który mając 20 lat temu chwilowy dostęp do najtajniejszych dokumentów sowieckiego Politbiura, skopiował co się dało. Sięgnęliśmy do rewelacyjnych zapisków jednego z kremlowskich aparatczyków, Anatolija Czerniajewa, które do polskiej historiografii wprowadził prof. Bogdan Musiał (http://www.gwu.edu/~n-sarchiv/rus/Chernyaev.html).

Cytujemy również tak obfitujące w ważne dla Polaków wątki i tropy "Archiwum Mitrochina", które, choć miało już dwa polskie wydania, najchętniej jest przez post-peerelowską historiografię ignorowane. Swoją wiedzą dzielą się z nami inni wybitni specjaliści, m.in. Sławomir Cenckiewicz, który odsłania mechanizmy infiltracji i dezintegracji "Solidarności" przez bezpiekę cywilną i wojskową; Antoni Dudek, który kilka lat temu podał do druku słynną notatkę gen. Anoszkina, w której mowa o tym, jak Jaruzelski sam zabiega o sowiecką "pomoc" w pacyfikacji "Solidarności" (patrz: "Biuletyn IPN" 12/2009, http://www.ipn.gov.pl/portal/pl/24/11508/nr_122009.html)

Są także Lech Kowalski, który w zachowanych dokumentach KOK (Komitetu Obrony Kraju - peerelowskiego super rządu) wyczytał, że przygotowania do wprowadzenia stanu wojennego rozpoczęto już latem 1980 (!), a więc jeszcze przed powstaniem NSZZ "Solidarność"; Piotr Gontarczyk, który w protokołach posiedzeń rządu PRL wskazuje ewidentne dowody sprawstwa kierowniczego Jaruzelskiego w zbrodniach stanu wojennego; Wojciech Sawicki, który do polskiej historiografii wprowadził rewelacyjne dokumenty zachowane w archiwach niemieckich.

Z filmu wynika, że stan wojenny był dla Wojciecha Jaruzelskiego najważniejszym wydarzeniem w karierze...

Owszem, o ile początkiem jego kariery było wstąpienie na służbę sowieckiej bezpieki w latach 40. jako TW "Wolski", o tyle stan wojenny był drugim takim punktem zwrotnym. W roku 1981 Jaruzelski skupił bowiem w swoich rękach wszystkie instrumenty władzy w PRL - i wówczas, opowiadając się po polskiej stronie, mógł zaważyć pozytywnie na naszych dziejach, a przy okazji zmienić nędzny bilans swojego życiorysu. Mógł na powrót stać się Polakiem, ale wolał pozostać sowieciarzem.

Wprowadzenie stanu wojennego to była konieczność czy osobista decyzja Jaruzelskiego?

Nie ma co do tego wątpliwości. Zresztą kiedyś sam Jaruzelski bardzo kategorycznie podkreślał samodzielność i suwerenność swojej decyzji - zmieniło się to po 1989 r., kiedy "na nowym etapie" Adam Michnik i jego "GWiazda śmierci" zaczęli lansować Jaruzelskiego jako "człowieka honoru".

Wydaje się, że celem wprowadzenia stanu wojennego była kontynuacja władzy partii komunistycznej w Polsce i dalsze uzależnienie od ZSRR. A przecież władze sowieckie rozważały daleko posunięte ustępstwa na rzecz Polski...

Ten fakt ujawniają m.in. zapiski Czerniajewa, który w sierpniu 1981 r. zanotował, że Breżniew otwarcie wyrażał wobec Kani, a także innych satelickich genseków, Honeckera i Żiwkowa - przyzwolenie na "finlandyzację" Polski. To po raz kolejny całkowicie falsyfikuje kłamliwą tezę Jaruzelskiego o rzekomej "bezalternatywności" stanu wojennego.

Wróćmy zatem do Wojciecha Jaruzelskiego. Generał pozuje na polskiego patriotę. Nie przeszkadzało mu to jednak złożyć w kwietniu 1981 r. dymisji z funkcji premiera rządu PRL na ręce szefa KGB, Jurija Andropowa...

Tak, to kapitalna scena, prawda? Jej zapis zawdzięczamy Włodzimierzowi Bukowskiemu, który skopiował m.in. ten tajny protokół posiedzenia sowieckiego politbiura, w którym Andropow (ówczesny szef KGB, późniejszy gensek) relacjonuje tajne, nocne spotkanie na bocznicy kolejowej w Brześciu: "Towarzysz Jaruzelski ponowił prośbę o zwolnienie go z funkcji premiera [PRL]. Wyjaśniliśmy mu dokładnie, że niezbędnie jest dalsze pozostawanie przez niego na tym stanowisku i godne pełnienie powierzonych mu funkcji".

I to wszystko na temat rzekomej suwerenności i "polskości" PRL. Notabene, ciekawe, czy Tusk i Komorowski miewają dziś podobne chwile zwątpienia?

Jakim człowiekiem jest generał Jaruzelski? Z pańskiego filmu "Towarzysz Generał" wynika, że to konformista, który dla kariery w partii komunistycznej nie wahał się poświęcić swoich kolegów.

Nic dodać, nic ująć. Ale, jak pan pewnie zauważył, w filmie niewiele jest psychologizowania. Podstawowym celem było zgromadzenie niezbitych faktów - by nie wchodzić w ślepą uliczkę akademickich dyskusji o wewnętrznych rozterkach tego ober-sprzedawczyka.

Stan wojenny został pozytywnie przyjęty nie tylko przez rządy państw komunistycznych. Kanclerz RFN Helmut Schmidt gratulował generałowi wprowadzenia stanu wojennego...

Owszem, wprawdzie czynił to dyskretnie, za pośrednictwem Honeckera. Ale to wtedy właśnie położone zostały podwaliny strategicznego sojuszu Moskwy i Berlina (wówczas chwilowo Bonn i Berlina), którego podstawą jest pełna zgodność co do zbędności jakichkolwiek innych suwerennych ośrodków krystalizacji politycznej w zdemilitaryzowanej i swobodnie eksploatowanej strefie pomiędzy Niemcami a Rosją. Sojusz ten jest dziś w pełnym rozkwicie i szybkimi krokami i zwłaszcza po pieczętującej go zbrodni smoleńskiej 2010 r. - zmierza do ostatecznego rozwiązania kwestii polskiej.

Kiedy zobaczymy film "Towarzysz generał idzie na wojnę" w TVP?

Proszę o to pytać mojego szanownego stryja Juliusza, który jako lojalny aparatczyk postpeerelowski został rzucony na ten jakże istotny odcinek frontu walki ideologicznej z Polakami i już pół roku prezesuje tej reżimowej telewizji zwanej dla zmylenia przeciwnika publiczną. Niestety, nie mogę służyć kontaktem, bo go nie mam.

A jaką politykę tu się uprawia, o tym świadczy dobitnie fakt "zaaresztowania" przez TVP SA pierwszego "Towarzysza generała" - jedyna emisja w lutym 2010 r. zainteresowała ponad 3,5 miliona widzów, to był rekord oglądalności. A TVP nie tylko filmu sama więcej nie pokazuje, ale na dodatek odmówiła sprzedaży praw do publikacji "Towarzysza generała" na płytach. Notabene: to ewidentny przejaw rażącej niegospodarności - sprawa dla prokuratora.

Nowy film "Towarzysz generał idzie na wojnę" będzie więc na razie dostępny na płytach wydanych przez współproducenta Dom Wydawniczy Rafael (patrz: http://rafael.pl/ksiazki/towarzysz-general-idzie-na-wojne-11-7427).

Będą kolejne filmy wytwórni Open Group?

A o to z kolei proszę pytać kol. Roberta Kaczmarka, właściciela firmy. Ja tu tylko od czasu do czasu reżyseruję.

W ubiegłym tygodniu sąd umorzył wreszcie, po 3,5 roku, sprawę przeciwko Panu o rzekomą napaść na funkcjonariusza...

O dziwo, po ponad trzech latach nękania i straszenia więzieniem sąd potrzebował raptem trzech minut, żeby sprawę umorzyć. Nieoczekiwanie sąd zauważył, że zeznania policjantów są sprzeczne, akt skarżenia spreparowany, powołani wcześniej "biegli" opowiadali bzdury, a wydany w zeszłym roku wyrok skazujący był kompletnie bezpodstawny Wcześniej sąd nie brał pod uwagę moich zeznań, a wnioski dowodowe odrzucał. Teraz nagle okazało się, że cała sprawa od początku jest dęta.

Ciekawa rzecz, kiedy 3 lata temu trzeba było insynuować, że jestem bandytą, stawiali się w komplecie "dziennikarze" bez mała wszystkich mediów wrocławskich i centralnych z "GWiazdą śmierci" na czele. Kiedy teraz sąd wycofuje się rakiem ze sprawy kompromitującej dla policji, prokuratury i sądów i przyznaje, że jestem niewinny, nie ma nikogo, kto by raczył zamieścić o tym bodaj wzmiankę.

I jak się czuje człowiek uznany za niewinnego?

Może popadam w rutynę, może za bardzo się przyzwyczaiłem do roli podsądnego - ale ta nagła odmiana losu każe mi się tylko głębiej zastanawiać, co teraz wymyślą. Bo przecież bajek o niezawisłych sądach w III RP nie będziemy tu opowiadać.

A jakiego rozwoju sytuacji Pan się spodziewa?

Mam nieskromne poczucie, że zrobiliśmy z kol. Robertem Kaczmarkiem dość aktualny film. Proszę zwrócić uwagę, jak np. propaganda antysolidarnościowa stanu wojennego odżywa dziś w stylu i retoryce kłamliwych relacji z marszu niepodległościowców 11 listopada. A aktualne władze postpeerelowskie nie ukrywają przecież, że stan wojenny - czy jakkolwiek się to będzie nazywało - jest dziś dla nich oczywistą opcją..."

http://grzegorzbraun.pl/jaruzelski-wolal-pozostac-sowieciarzem



Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2012-01-02 / 12:30
Andrzej Gwiazda - spotkanie w Węgrowie

http://www.youtube.com/watch?v=Dtbehv2Pw2E&;feature=player_embedded



Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2012-01-10 / 08:32
Pospieszalski: stan wojenny dziennikarstwa

Nie wierzyłem własnym uszom. W swoim ostatnim słowie w sali sądowej Stanisław Kania, były I sekretarz PZPR, oświadczył: "Wbrew temu, co piszą i mówią niektórzy, jesienią 1981 r. groźby interwencji radzieckiej nie było!".

Powtórzył to potem jeszcze raz. W sali był tłum dziennikarzy: większość telewizji, stacje radiowe, agencje prasowe. Ostatni akt sześcioletniego procesu "o bezprawne wprowadzenie stanu wojennego i udział w zbrojnym spisku przestępczym" z oskarżonymi m.in. Czesławem Kiszczakiem i Stanisławem Kanią przyciągnął media. I oto jesteśmy świadkami, jak po raz pierwszy członek najwyższych ówczesnych władz obala lansowaną od dziesięcioleci tezę o gen. Jaruzelskim - wybawicielu, który wprowadzając stan wojenny, ocalił Polskę przed sowiecką agresją.

Propagandowy mit o patriotach Kiszczaku i Jaruzelskim został zakwestionowany nie przez historyków i ekspertów, ale przez jednego ze sprawców. Ponieważ okoliczności wprowadzenia stanu wojennego są jedną z fundamentalnych kontrowersji dzielących polską opinię publiczną, a jednocześnie czymś podstawowym dla rozumienia Okrągłego Stołu i III RP, byłem przekonany, że będziemy świadkami wyścigu, zażartej rywalizacji: która telewizja jako pierwsza na czerwonym pasku poda: "Z ostatniej chwili. Kania: Groźby interwencji radzieckiej nie było!".

Do końca dnia sprawdzałem portale i serwisy telewizyjne. Informacje o tym znalazłem na www.solidarni2010.pl i na naszym portalu www.niezalezna.pl. W TVP1 w głównym wydaniu "Wiadomości" zaledwie o tym wspomniano. Jeżeli już pojawiło się cokolwiek o procesie, to z nagłówkiem "Wyrok ogłoszony będzie za tydzień". To, co o rzekomej groźbie radzieckiej interwencji ujawnił Kania, nie zainteresowało dziennikarzy. Marginalizacja czy wręcz nieobecność tej niezmiernie ważnej informacji w głównych mediach polskich pokazuje żywotność propagandowej tezy o generałach - ludziach honoru, którzy musieli wybrać tzw. mniejsze zło. Trwałość tego kłamstwa w III RP jest nie tylko jedną z gwarancji bezkarności odpowiedzialnych za komunistyczne zbrodnie. Dowodzi także, jak dalece mentalność dziennikarzy, ale i układ organizacyjny polskich mediów jest konsekwencją stanu wojennego."

http://niezalezna.pl/21538-pospieszalski-stan-wojenny-dziennikarstwa


Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2012-01-12 / 11:00
"DEKALOG władzy (III RP) wg prof.N.Chomskiego

1 - ODWRACANIE UWAGI

Kluczowym elementem kontroli społeczeństwa, jest strategia polegająca na odwróceniu uwagi publicznej od istotnych spraw i zmian dokonywanych
przez polityczne i ekonomiczne elity, poprzez technikę ciągłego rozpraszania uwagi i nagromadzenia nieistotnych informacji.
Strategia odwrócenia uwagi jest również niezbędna aby zapobiec zainteresowaniu społeczeństwa podstawową wiedzą z zakresu nauki,
ekonomii, psychologii, neurobiologii i cybernetyki. "Opinia publiczna odwrócona od realnych problemów społecznych,
zniewolona przez nieważne sprawy. Spraw, by społeczeństwo było zajęte, zajęte, zajęte, bez czasu na myślenie,
wciąż na roli ze zwierzętami (cyt. tłum. za "Silent Weapons for Quiet Wars").

2 - STWARZANIE PROBLEMU, BY ZAPROPONOWAĆ JEGO ROZWIĄZANIE

Ta metoda jest również nazywana "problem - reakcja - rozwiązanie". Tworzy problem, "sytuację", mającą na celu wywołanie reakcji u odbiorców,
którzy będą się domagali podjęcia pewnych kroków zapobiegawczych.
Na przykład: pozwól na rozprzestrzenienie się przemocy, lub zaaranżuj krwawe ataki tak,
aby społeczeństwo przyjęło zaostrzenie norm prawnych i przepisów za cenę własnej wolności.
Lub: wykreuj kryzys ekonomiczny aby usprawiedliwić radykalne cięcia praw społeczeństwa i demontaż świadczeń społecznych.

3 - STOPNIOWANIE ZMIAN

Akceptacja aż do nieakceptowalnego poziomu. Przesuwaj granicę stopniowo, krok po kroku, przez kolejne lata.
W ten sposób przeforsowano radykalnie nowe warunki społeczno-ekonomiczne (neoliberalizm) w latach 1980. i 1990.:
minimum świadczeń, prywatyzacja, niepewność jutra, elastyczność, masowe bezrobocie, poziom płac,
brak gwarancji godnego zarobku - zmiany, które wprowadzone naraz wywołałyby rewolucję.

4 - ODWLEKANIE ZMIAN

Kolejny sposób na wywołanie akceptacji niemile widzianej zmiany to przedstawienie jej jako "bolesnej konieczności"
i otrzymanie przyzwolenia społeczeństwa na wprowadzenie jej w życie w przyszłości.
Łatwiej zaakceptować przyszłe poświęcenie, niż poddać się mu z miejsca. Do tego społeczeństwo, masy,
mają zawsze naiwną tendencję do zakładania, że "wszystko będzie dobrze" i że być może uda się uniknąć poświęcenia.
Taka strategia daje społeczeństwu więcej czasu na oswojenie się ze świadomością zmiany,
a także na akceptację tej zmiany w atmosferze rezygnacji, kiedy przyjdzie czas.

5 - MÓW DO SPOŁECZEŃSTWA JAK DO MAŁEGO DZIECKA

Większość treści skierowanych do opinii publicznej wykorzystuje sposób wysławiania się,
argumentowania czy wręcz tonu protekcjonalnego, jakiego używa się przemawiając do dzieci lub umysłowo chorych.
Im bardziej usiłuje się zamglić obraz swojemu rozmówcy, tym chętniej sięga się po taki ton.
Dlaczego? "Jeśli będziesz mówić do osoby tak, jakby miała ona 12 lat, to wtedy, z powodu sugestii,
osoba ta prawdopodobnie odpowie lub zareaguje bezkrytycznie, tak jakby rzeczywiście miała 12 lub mniej lat"
(zob. Silent Weapons for Quiet War).

6 - SKUP SIĘ NA EMOCJACH, NIE NA REFLEKSJI

Wykorzystywanie aspektu emocjonalnego to klasyczna technika mająca na celu obejście racjonalnej analizy
i zdrowego rozsądku jednostki. Co więcej, użycie mowy nacechowanej emocjonalnie otwiera drzwi do podświadomego zaszczepienia danych idei,
pragnień, lęków i niepokojów, impulsów i wywołania określonych zachowań.

7 - UTRZYMAJ SPOŁECZEŃSTWO W IGNORANCJI I PRZECIĘTNOŚCI

Spraw, aby społeczeństwo było niezdolne do zrozumienia technik oraz metod kontroli i zniewolenia.
"Edukacja oferowana niższym klasom musi być na tyle uboga i przeciętna na ile to możliwe,
aby przepaść ignorancji pomiędzy niższymi a wyższymi klasami była dla niższych klas niezrozumiała (zob. Silent Weapons for Quiet War).

8 - UTWIERDŹ SPOŁECZEŃSTWO W PRZEKONANIU, ŻE DOBRZE JEST BYĆ PRZECIĘTNYM

Spraw, aby społeczeństwo uwierzyło, że to "cool" być głupim, wulgarnym i niewykształconym.

9 - ZAMIEŃ BUNT NA POCZUCIE WINY

Pozwól, aby jednostki uwierzyły, że są jedynymi winnymi swoich niepowodzeń, a to przez niedostatek inteligencji,
zdolności, starań. Tak więc, zamiast buntować się przeciwko systemowi ekonomicznemu,
jednostka będzie żyła w poczuciu dewaluacji własnej wartości, winy, co prowadzi do depresji,
a ta do zahamowania działań. A bez działań nie ma rewolucji!

10 - POZNAJ LUDZI LEPIEJ NIŻ ONI SAMYCH SIEBIE

Przez ostatnich 50 lat szybki postęp w nauce wygenerował rosnącą przepaść pomiędzy wiedzą dostępną szerokim masom,
a tą zarezerwowaną dla wąskich elit. Dzięki biologii, neurobiologii i psychologii stosowanej "system" osiągnął zaawansowaną wiedzę
na temat istnień ludzkich, zarówno fizyczną jak i psychologiczną.
Obecnie system zna lepiej jednostkę niż ona sama siebie. Oznacza to, że w większości przypadków ma on większą kontrolę nad jednostkami,
niż jednostki nad sobą.

Autor: Noam Chomsky "

http://marcconi.salon24.pl/378910,dekalog-wladzy-iii-rp-wg-prof-n-chomskiego



magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2012-01-15 / 10:16
Dudeck,

dlaczego śmiecisz?
rozpieprzasz kolejny wątek

lancaster
(22963/421/2234)
Avatar: lancaster
WYŚLIJ PW
2012-01-15 / 11:24
DeeS, 2012-01-15 02:43:45

DeeS, nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, ale popełniłeś najbardziej antysemicki wpis na AH ! :-)

Jako samozwańczy prezes IJI (Independent Jewish Institute) stanowczo się sprzeciwiam !
Oddasz mi Pan za to działkę budowlaną, dwa kilo mąki plus procenta !

PS. przy okazji dzięki DeeS za podpowiedź logotypu - IJI....pejsy z dużym nosem...nie mogło być inaczej !

lancaster
(22963/421/2234)
Avatar: lancaster
WYŚLIJ PW
2012-01-15 / 12:11
A tak bardziej serio DeeS, "jątrzenia" o Smoleńsku już dawno być nie powinno, w ogóle być nie powinno.
Dlaczego ?
Analogiczna sytuacja jak z IPN. IPN tez powinno nie być, bo kartoteki powinny być od 89r upublicznione a byli agenci moskiewskiej bezpieki + ich TW wyeliminowani z życia publicznego tak jak miało to miejsce w Czechach, Niemczech itp.
Niestety podobnie jak w przypadku Okrągłego Stołu by Czesiek Kiszczak chłopcy z ferajny razem ze swoimi podopiecznymi się dogadali. W przypadku Smoleńska powinna być powołana międzynarodowa komisja, bo na to co upublicznił MAK z tego co media donosiły nawet chłoptaś zawiadujący rządem RP się obruszył.
W dogadaniu się Putina z Tuskiem (gdzie Tusk miał pozycję negocjacyjną jak zwykle) nie chodziło o rozstrzygniecie/wyjaśnienie, tylko zabezpieczenie interesów....i to bynajmniej nie społecznych bo w przypadku OS społeczeństwo zostało wydmuchane na oszczędności i książeczki mieszkaniowe np. ...a w przypadku Smoleńska ... dziś szkoda mi nawet klawiatury na komentowanie Tuska i Komorowskiego....dla mnie ten sam level co komentowanie gówniarzerii.

PS. ostatnio w radio słyszałem, ze Grecja ma w planach wydanie 6mld Euro na zbrojenia w najbliższym czasie.
Informacja ta została podana kilka naście (?) dni po tym jak sie okazało, ze cos koło tego Grecji "pożyczamy".
A że pewnie udało sie Grecji zorganizować więcej kasy również z innych źródeł niż tuskowy ciemnogród to równolegle wchodzi tam projekt wypłaty świadczeń rentowych wszystkim : hazardzistom, sexoholikom itp. ...w końcu nałóg. Nawet proplatformerscy dziennikarze byli wzruszeni :-)

I żeby było jasne. Uważam że Grecja dobrze robi. Niech duszą frajerów do bulu.

Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2012-01-15 / 14:38
Mnie tylko zastanawia dlaczego "Dudeck" zmienia się w "Dees'a"?
Czemu to ma służyć?
Dlaczego nie pisze po staremu jako "Dudeck"?
Dees, mam pytanie do Ciebie (jeśli jesteś faktycznie "Dudeckiem"), dlaczego wstydzisz się starego nicka?

;)

(//16177)
WYŚLIJ PW
2012-01-15 / 17:04

" ... dlaczego śmiecisz?
rozpieprzasz kolejny ... "

Ło matko, kolejny ? To ja chyba jak śpię to też broję :)
Zezwalam na usuwanie moich wpisów w tematach, w których udzielający się userzy uznają je za spam. Nie jest moją intencją wrzucanie Wam kamyczków do ogródka jeśli tak to odbieracie. Przepraszam.

(//16177)
WYŚLIJ PW
2012-01-15 / 17:08
"... PS. przy okazji dzięki DeeS za podpowiedź logotypu - IJI....pejsy z dużym nosem...nie mogło być inaczej ! ... "

Oj, bo przyprowadzę kumpli:)



Fotka do tematu: Z historii III RP...
Aby powiększać zdjęcia musisz się zalogować!
(//16177)
WYŚLIJ PW
2012-01-15 / 17:14

" ... >> Archie, 2012-01-15 14:38:41 ... "


DeeS, to ... DeeS. Nikt inny.
Co najwyżej mogę tu robić za głos sumienia, ale kto by chciał go dzisiaj słuchać :)



lancaster
(22963/421/2234)
Avatar: lancaster
WYŚLIJ PW
2012-01-15 / 17:22
"Oj, bo przyprowadzę kumpli:)"

Ilu Was się tam chowa ?! Za tą łopatą ?;-)

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2012-01-15 / 17:51
Dudeck,

nie rżnij głupa - "nie jest moją intencją wrzucanie kamyczków"
a co robi tekst o paranoi w wątku "Z historii II RP"?
albo tekst o spiskowej teorii dotyczącej marsjańskiego nieba w wątku o Niezidentyfikowanych Obiektach Latających?

może podeliberuj o spiskowej teorii jeśli chodzi o poniższe kwestie:

"To może szynka? Sucha czy nastrzykiwana? Różnica zasadnicza. W pierwszym przypadku z kilograma mięśnia uzyskuje się około pół kilograma produktu. W drugim odwrotnie - z kilograma mięsa aż... trzy kilogramy szynki.

- Setki igieł wstrzykują w mięso białko sojowe, wodę i wiele substancji chemicznych, słynnych E, w tym polifosforany wiążące wodę. Taka szynka "puchnie". By się przekonać, co zawiera, warto zamrozić plasterek - radzi Marek Szczygielski.

Po odmrożeniu wycieknie woda, zawierająca między innymi sól peklującą, czyli azotan i azotyn sodu. Wszyscy wiedzą, że to substancja kancerogenna, ale ludzkość nie potrafi z niej zrezygnować, bo decyduje nie tylko o trwałości, ale i kolorze produktu. "

http://www.nowosci.com.pl/look/nowosci/article.tpl?IdLanguage=17&;IdPublication=6&NrIssue=1915&NrSection=80&NrArticle=218478&IdTag=36

albo to:

"Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wykrył zmowę cenową w sektorze budowlanym. Nielegalny proceder przez lata windował ceny drzwi antywłamaniowych oraz farb."

http://prawa-konsumenta.wieszjak.pl/nowosci/215484,UOKiK-wykryl-zmowe-cenowa-w-branzy-budowlanej.html

"Blisko 30 niedozwolonych porozumień pomiędzy przedsiębiorcami rozbił Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów w 2010 roku. Ostatnie sprawy dotyczą ustalania cen wyrobów ogrodniczych, kominków, odzieży, usług portowych oraz praktyk zawodowych

Zgodnie z przepisami zakazane są porozumienia, których celem lub skutkiem jest wyeliminowanie, naruszenie lub ograniczenie konkurencji, np. poprzez wspólne ustalanie cen towarów i usług czy podział rynku."

http://www.uokik.gov.pl/aktualnosci.php?news_id=2461

Ujawnienie umów na opcje walutowe między bankami a firmami może w przyszłości zapobiec podobnym praktykom -uważa wicepremier, minister gospodarki Waldemar Pawlak.

"Ujawnienie tych umów między przedsiębiorcami a bankami, między bankami działającymi w Polsce a bankami zagranicznymi, to (...) oczyszczenie atmosfery i naprawienie tych szkód, żeby nikt potem na przyszłość nie popełniał tego typu błędów" - powiedział Pawlak.

Jak dodał wicepremier, warto byłoby wiedzieć, "kto wyciągnął z naszej gospodarki kilkanaście, czy kilkadziesiąt miliardów dolarów i kto się wzbogacił na tym kryzysie".

Pawlak powiedział również, że dobrze byłoby dowiedzieć się, jak "polskie banki zostały namówione do tego, żeby tego typu struktury sprzedawać".

http://wyborcza.biz/biznes/1,101562,6296345,Pawlak__warto_ujawnic_umowy_na_opcje_walutowe.html


no i jeszcze zacytuję swój własny wpis skierowany do ciebie (na który znalazłeś jedynie głęboką odpowiedź "sami się wyprzedajemy")

">> Dudeck, 2011-10-25 11:26:51
>" ... albo nie chciało ci się pomyśleć :) ... "

>Granicę z Niemcami mamy otwartą i jakoś nas jeszcze nie zaaneksowali .


"W roku 2008 działały następujące cukrownie:

* Krajowa Spółka Cukrowa S.A. - Dobrzelin, Kluczewo, Krasnystaw, Kruszwica, Malbork, Nakło, Werbkowice,
* Südzucker Polska Sp. z o.o. - Cerekiew, Otmuchów (zamknięta w 2009 r.), Ropczyce, Strzelin, Strzyżów, Świdnica,
* Pfeifer&Langen Polska S.A. - Gostyń, Miejska Górka, Środa Śląska,
* BSO Polska Sp. z o.o. - Glinojeck,
* Nordzucker Polska S.A. - Chełmża, Opalenica."

http://pl.wikipedia.org/wiki/Cukrownia#Polskie_cukrownie

(nie wiem, na ile te dane są aktualne)


z tym że jak wejdziesz na stronę British Sugar (Overseas) - BSO, to znajdziesz tam adres:
Pfeifer & Langen Glinojeck S.A.


wygląda dziwnie, ale mamy przecież google:


"UOKiK: zgoda na przejęcie British Sugar Overseas

01.12.2009, 13:07

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wydała zgodę na przejęcie przez Pfeifer&Langen Polska kontroli nad British Sugar Overseas Polska. Pfeifer&Langen Polska przejmie 100 proc. udziałów British Sugar."

http://www.firma.egospodarka.pl/47363,UOKiK-zgoda-na-przejecie-British-Sugar-Overseas,1,11,1.html




a teraz do ad remu:

"Polacy wykupują cukier w Niemczech


Cukier w Niemczech jest tańszy , Dariusz Dutkiewicz, newspix.pl
Tego nie pamiętają najstarsi niemieccy kupcy. W przygranicznych marketach na półkach zaczyna brakować cukru. Ale to nie kryzys niemieckiej gospodarki, to Polacy masowo wykupują ten towar. - Co się tam u was z tym cukrem dzieje - pytają zaskoczeni Niemcy. Ceny oszalały - odpowiadają Polacy i wrzucają do koszyków całe kartony niemieckiego słodkiego kryształu. U nas cena cukru sięga 5 złotych, za Odrą jest on o połowę tańszy.

http://www.fakt.pl/Polacy-wykupuja-cukier-w-Niemczech,artykuly,98158,1.html



no i jeszcze prologo-epilog:

"Gabriel Janowski jest dumny, że dopiął swego i doprowadził do powstania holdingu "Polski Cukier", mającego grupować dotychczas niesprywatyzowane polskie cukrownie. Holding na służyć, jego zdaniem, polskiemu rolnictwu, polskim plantatorom i polskim pracownikom zatrudnionym w polskich cukrowniach.


Janowski nigdy nie dał sobie wytłumaczyć, że jego buraczano - cukrowe obsesje nie są tożsame z tym, czym tak chętnie szafuje - dobrem państwa, też polskiego. Nie potrafił, albo nie chciał zrozumieć, że jego miłość, czyli dotychczas niesprywatyzowaną część polskiego cukrownictwa, można uratować tylko w jeden sposób - przez prywatyzację, przede wszystkim z udziałem kapitału zagranicznego. Bo w Polsce, poza państwową kasą, nie ma pieniędzy na pokrycie długów i kosztów modernizacji cukrowni, którym bez tego grozi rychły upadek.
Janowski chętnie używa przymiotnika "polski". W jego ustach ma on jednak bardzo wąskie znaczenie. Oto polscy cukrownicy ze Śląskiej Spółki Cukrowej demonstrują, bo nie odpowiada im algorytm narzucony przez Janowskiego (a także część Parlamentu). Chcą dokończenia prywatyzacji swoich cukrowni - z udziałem kapitału zagranicznego. Bo taki jest ich polski interes, bo tylko w ten sposób utrzymają swoje miejsca pracy.
Mirosław Cielemęcki"

http://www.wprost.pl/ar/29835/Polski-cukier-versus-Polski-cukier/";



to są dopiero paranoje i teorie spiskowe
wykaż się zdrowym rozsądkiem i ponaigrawaj z UOKiK-u albo Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych
albo ze spiskowych insynuacji w polskich mediach, że w Polsce cukier z niemieckich cukrowni kosztuje 2 razy tyle, co cukier w Niemczech z niemieckich cukrowni

(//16177)
WYŚLIJ PW
2012-01-15 / 19:26
Poproście admina o usunięcie moich wpisów, ja się nie obrażę a Wy odzyskacie tak zwaną czystość w temacie.


(//16177)
WYŚLIJ PW
2012-01-15 / 19:40
Zaraz, zaraz, czytasz temat o UFO ?
I wziąłeś ten wpis w odniesieniu do siebie ? Gostek od filmiku sam to daje nam do zrozumienia. Mój konkretny wpis odnosi się wyłącznie do konkretnego tematu, nie "gonię" nikogo po innych tematach !!!




magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2012-01-15 / 21:40
stary dobry Dudeck...
a kto powiedział, że biorę cokolwiek do siebie?
i kto napisał, że kogoś gonisz?

gonisz we własną piętkę, prześmiewco...

lancaster
(22963/421/2234)
Avatar: lancaster
WYŚLIJ PW
2012-01-16 / 11:10
Panowie luzik. Dees poprosił o usuniecie swoich wpisów z tego wątku. Jeśli potwierdzisz mi Dees na PW to oczywiście usunę, ale ja tu niczego do usuwania nie widzę (a widziałem już niejedno :-))

Pozdrawiam i miłego dnia Wszystkim.

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2012-01-16 / 11:14
Marek,

wpis z 15-go, 2-ga w nocy

o paranoi politycznej, czy jakoś tak...

(//16177)
WYŚLIJ PW
2012-01-16 / 13:52
" (10) ... Obecnie system zna lepiej jednostkę niż ona sama siebie. Oznacza to, że w większości przypadków ma on większą kontrolę nad jednostkami, niż jednostki nad sobą ... "

Rozumiem już dlaczego popełniłem ten drażliwy wpis . Ja po prostu jestem ... sterowany :)

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2012-01-22 / 14:40
Dziś o 17.50 na Planete - Towarszysz Generał idzie na wojnę"

(//16177)
WYŚLIJ PW
2012-01-22 / 19:59
ZNOWU?!?!?!?

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2012-01-22 / 20:03
Kiszczak nie może, bo ma zawiasy, ale Jaruzel niczym nie ryzykuje

(//16177)
WYŚLIJ PW
2012-01-23 / 02:34
Będzie walczył z Anonymousem?
:)

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2012-01-23 / 09:15
>> posibrzuh, 2012-01-23 02:34:33
Będzie walczył z Anonymousem?

Prezydent może wprowadzić stan wyjątkowy?

http://wiadomosci.wp.pl/title,Prezydent-moze-wprowadzic-stan-wyjatkowy,wid,14188797,wiadomosc.html


oczywiście jako członek
rady bezpieczeństwa
razem z palidżointem i kopaczową

Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2012-01-24 / 14:49

Grzegorz Braun w Chicago - wypowiedź

http://www.youtube.com/watch?v=d-RUXIBzRbk&;feature=player_embedded



Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2012-01-30 / 12:19
"Japońskie wydanie "Anny Solidarność"

(...)
Dzięki inicjatywie wydawnictwa Doujidaisya postać Anny Walentynowicz, tak często przecież wymazywanej z kart polskiej historii i pamięci historycznej Polaków, poznają zafascynowani "Solidarnością" Japończycy. Przez długie lata również oni podlegali propagandowej inżynierii, która redukowała polski zryw niepodległościowy z lat 1980-1989 do postaci Lecha Wałęsy i... Andrzeja Wajdy. Tym bardziej należy się cieszyć, że japoński wydawca zdecydował się na edycję książki Sławomira Cenckiewicza bowiem poglądy polskich historyków - zwłaszcza tych spoza głównego nurtu historiografii III RP - są poza Polską niemal nieznane.

Fragmentu wprowadzenia Sławomira Cenckiewicza do japońskiego wydania książki Anna Solidarność. Prawda i fałsz:

Jest dla mnie wielkim zaszczytem zwrócić się bezpośrednio do japońskiego czytelnika mojej książki poświęconej Annie Walentynowicz (1929-2010). Bohaterka tej opowieści byłaby dzisiaj bardzo szczęśliwa z wydania Anny Solidarność w Japonii. Opowiadała mi kiedyś o swoich kontaktach z japońskimi działaczami związkowymi, którzy w latach 1980-1981 odwiedzali siedzibę "Solidarności" w Gdańsku. Mówiła też, że był nawet planowany jej wyjazd do Japonii w 1981 r., ale udaremnił to Lech Wałęsa... To wszystko dzisiaj nie jest już takie ważne. Anna Walentynowicz spogląda na nas z Nieba, jest i pozostanie w naszych sercach na zawsze. Naszym obowiązkiem jest o Niej przypominać, bo wciąż są w Polsce ludzie, którzy nawet po katastrofie smoleńskiej 10 kwietnia 2010 r. próbują wymazać Walentynowicz z kart historii. Tym bardziej cieszy mnie inicjatywa Japończyków, którzy pragną opowiedzieć historię o Annie Walentynowicz w kraju Kwitnącej Wiśni. (...)"

http://wpolityce.pl/wydarzenia/22331-japonskie-wydanie-anny-solidarnosc-slawomira-cenckiewicza-przez-dlugie-lata-rowniez-oni-podlegali-propagandowej-inzynierii



Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2012-02-06 / 18:40
Rozmowa z roku 1993 w której udział wzięli m.in. Jarosław Kaczyński oraz Adam Michnik


cz.1
http://www.youtube.com/watch?v=ftVT6Efmz8U

cz2.
http://www.youtube.com/watch?v=qZV4L--C-6g&;feature=related

... niedługo minie 20 lat, i jak widać w temacie dekomunizacji teraźniejszość przyznaje rację Jarkowi...

Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2012-02-12 / 12:25
"Nasza rozmowa. Jan Olszewski: mój rząd upadł przez sprawy majątkowe

Czy wciąż widzi Pan skutki braku lustracji i dekomunizacji w Polsce? Kiedy mają one szanse zniknąć?

Jan Olszewski: Konsekwencje znikną w sposób naturalny, wraz ze śmiercią pokolenia, którego dotyczy ten problem. Wtedy również poznamy szczegóły, które pokażą dlaczego był tak wielki opór przeciwko tym projektom w Polsce. Prawdopodobnie historycy będą próbowali oszacować koszty tych zaniechań, ale to kwestia przyszłości.

Widzi Pan szansę na powrót do tych projektów?

Wydaje się, że musiałaby nastąpić zasadnicza zmiana w Polsce, żeby tę sprawę można było doprowadzić do końca. Nie mam również pewności, czy ma to już obecnie tak wielkie znaczenie. Główne szkody zostały już wyrządzone.

Obecnie są czynione nowe?

Tak, oczywiście to trwa cały czas. Niewątpliwie zależności są wciąż wykorzystywane, pewne układy były i są wciąż oparte na powiązaniach sprzed lat. Jednak to traci z każdym dniem na znaczeniu, ponieważ sprawa dotyczy pokolenia, które już odchodzi.

Czy jednak system się nie replikuje? Nie wciąga młodych ludzi przedłużając negatywne skutki swojego istnienia?

Oczywiście środowiska, które są związane z byłym systemem, przekazują do pewnego stopnia patologie i powiązania z pokolenia na pokolenie. To widać. Elity, które otrzymaliśmy w spadku po PRL, zajmują w części pozycje dziedziczne.

Jak Pan dziś ocenia swoje odwołanie z funkcji premiera?

Jako pretekst do mojego odwołania posłużyła tzw. lista Macierewicza. Jednak upadek mojego rządu był podyktowany de facto innymi czynnikami. Stały za tym przede wszystkim pieniądze. Chodziło o podział majątku, który został po PRLu. On był jeszcze "do wzięcia", gdy ja byłem premierem. W ramach procesu transformacji grupy interesu chciały się zabezpieczyć. I to właśnie nastąpiło.

Ma Pan poczucie, że wraz z upadkiem Pana rządu zaprzepaszczona została szansa na przełom?

Dziś nie mam pewności, czy mój rząd był taką szansą. Niewykluczone, że tych szans nie było od początku. Myślę, że to jak było naprawdę historycy będą próbowali odczytać w przyszłości. Myśmy mieli program przeprowadzenia transformacji, który w tamtym momencie stał się nieaktualny.

Dotyczył pieniędzy?

Tak. Jedna z naszych ustaw dotyczyła procesu prywatyzacji, powoływała instytucję - akcjonariat narodowy, która miała się zajmować procesem prywatyzacji. Jednak trudno sobie wyobrazić, by ci, którzy chcieli zarabiać na uwłaszczeniu, dopuścili do takich zmian. Uderzenie w ich interesy było do przewidzenia. Wyrok na mój rząd został wydany.

Jednak nie o lustrację poszło?

W mojej ocenie nie. W mojej ocenie chodziło o kwestie finansowe, własnościowe. Pierwszą decyzją mojego rządu, którą sam podjąłem, było wstrzymanie wszystkich prywatyzacji, które w wielu wypadkach były przygotowane lub nawet prowadzone. Ci, którzy chcieli na tym, zarabiać, wiedzieli, że sprawy potoczą się w bardzo złym kierunku, jeśli mój rząd będzie dalej funkcjonował.

Rozmawiał Stanisław Żaryn"

http://www.naszememento.pl/_komentarze/nasza-rozmowa-jan-olszewski/



Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2012-02-14 / 09:52
"Towarzysz generał idzie na wojnę" Grzegorz Braun w Klubie Ronina.

Robert Kaczmarek: "W przypadku tego filmu udała się rzecz wyjątkowa - udało mi się umieścić ten film w "Planete" był tam już kilka razy pokazywany i dotarł do większej liczby osób, choć nie do takiej jak pierwszy film "Towarzysz generał", którego obejrzało 3 mln 600 tys., ale tylko raz..."

"Ten film powstał z potrzeby dopowiedzenia istotnych rzeczy, których nie udało nam się umieścić w poprzednim filmie, czyli stan wojenny jako najważniejszy moment w biografii towarzysza Jaruzelskiego. Dysponując siedemdziesięcioma minutami na całą biografię i do tego żeby jeszcze w tle umieścić historię Polski - z czegoś trzeba było zrezygnować."

"Poza rocznicą, która zawsze sprzyja tego typu produkcjom, wydawało nam się bardzo ważnym to, że to jest początek rzeczywistości w której teraz żyjemy. To nie jest film historyczny, tam jest kamień węgielny położony pod to co dzisiaj mamy, czyli sprywatyzowany PRL z ogólnie dostępnymi Pewexami."

"Zrobienie szumu wokół tego [wielokrotnie publikowanego dokumentu o Bronisławie Geremku] miało na celu niedyskutowanie o "mniejszym źle" - bo to jest podstawowa sprawa. Dopiero wyrok sądu, który - jak czytałem uzasadnienie - to sąd chyba obejrzał nasz film i spisał z niego tezy. [...] Niestety ten film jest bardzo aktualny."



Lech Kowalski: "Kiedy gromadziłem materiały do książki o Jaruzelskim, to właściwie stało się to przy okazji poszukiwań różnych innych materiałów archiwalnych. Czego nie dotknąłem, tam pojawiał się Jaruzelski. Czy w 44 roku, czy 46 kiedy mówił, że walczył tylko z ukraińskim podziemiem - a trafiałem na dokumenty, gdzie było czarno na białym że niszczył polskie podziemie niepodległościowe. Po kolei wędrowałem od dekady do dekady - w końcu zrozumiałem, że muszę coś z tym materiałem zrobić i tak powstała o nim książka."

"Stan wojenny dokładnie prześledziłem na podstawie dokumentów z posiedzeń Komitetu Obrony Kraju. To była instytucja o której Polacy nic nie wiedzieli. Spędziłem w sekretariacie KOK prawie rok czasu. Dostałem pozwolenie na zrobienie dokładnej kwerendy archiwalnej i to mnie po prostu przeraziło co tam zastałem, dlatego, że oni na forum KOK byli sobą. Nic nie wychodziło na zewnątrz, to była ich instytucja. Są oni tam, że tak powiem, "bardziej bandyccy". Tam się tego nie owija w jakąś ideologię, oni tam mówią takim kodem otwartym: to zlikwidować, to przyciąć, tych wywieźć. To są ludzie którzy nie mieli żadnych skrupułów. [...] Oni chcieli zrobić stan wojenny i go zrobili."

"W połowie 88 roku zostały uruchomione, krótko przed obradami w Magdalence, wszystkie takie same mechanizmy które obowiązywały przy wprowadzeniu stanu wojennego. Ostatnio wydałem książkę na ten temat pt. "Komitet Obrony Kraju", która wyszła w oszałamiającym nakładzie - 800 egzemplarzy. Gdzie to trafi? Do żadnej księgarni, można ją nabyć tylko przez internet."

Grzegorz Braun: "Czy my zdążymy jeszcze cokolwiek opowiedzieć na temat tamtego stanu wojennego, bo tutaj za chwilę pewnie będzie potrzebne rozróżnienie. Trzeba będzie mówić "tamten pierwszy stan wojenny" w odróżnieniu od tego "drugiego" który właśnie nadchodzi wielkimi krokami. W zeszłym roku przez parlament przeszła nowelizacja prawa o takich stanach nadzwyczajnych, bo np. władza ludowa w latach osiemdziesiątych nie planowała sieci internetowej, a teraz musi sobie uzupełnić prawo możliwości ingerencji w przestrzeni wirtualnej. Już w tej chwili zadeklarowano, że zarządzona będzie podwyższona gotowość bojowa wojska polskiego na czas Mistrzostw Europy w piłce kopanej. Do czego ta armia ma służyć? [...] Widziałbym nawet paru kandydatów do jakiejś nowej Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego [...] myślę, że Grzegorz Schetyna nie siedzi na żadnej ławce rezerwowych, on się rozgrzewa przy linii bocznej. [..] w takiej radzie z prawej strony widziałbym generała Petelickiego, a z lewej Skrzypczaka który został już świetnie wylansowany kilka lat temu [...]."

http://www.naszememento.pl/przyjaciele/-towarzysz-general-idzie-na-wojne-grzegorz-braun-w-klubie-ronina-/

----------------

Grzegorz Braun: Za kim do Polski został wysłany były wiceszef BND (zachodnioniemieckiej bezpieki), a obecnie ambasador RFN w Polsce Rüdiger Freiherr von Fritsch, który w latach 80tych utrzymywał kontakty z polską opozycją?

http://www.youtube.com/watch?v=Yc2BsLqc26Q&;feature=player_embedded#!



Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2012-02-14 / 19:02
"Wciąż czekamy na wolną Polskę

Z Wojciechem Sumlińskim, dziennikarzem śledczym, autorem wydanej niedawno książki zatytułowanej "Z mocy bezprawia", rozmawia Roman Motoła.

- Panie Redaktorze, kto rządzi Polską?

- W moim głębokim przekonaniu bardzo duży, może nawet decydujący wpływ na bieg tego, co od dwudziestu lat dzieje się w Polsce, mają tajne służby specjalne wywodzące się z PRL, które w tamtym okresie podporządkowały sobie ogromną część domeny publicznej. Jest to widoczne w wielu instytucjach i w wielu sferach, począwszy od tak prozaicznej jak to, kto w ciągu ostatnich dwóch dekad wywierał decydujący wpływ na kształtowanie się mediów. Mamy dwie bardzo duże telewizje komercyjne i tajemnicą poliszynela jest, z jakich kręgów wywodzą się ludzie, którzy tymi stacjami kierują.

A popatrzmy tylko, kto w ciągu ostatnich dwudziestu lat wygrywa przetargi na największe inwestycje. Przykład pierwszy z brzegu: teraz w Warszawie mamy dwie sztandarowe przedsięwzięcia: Most Północny i Stadion Narodowy. Oba realizuje firma Pol Aqua, w której miał swe udziały mój były informator, dawny szef kontrwywiadu PRL. Przyjrzyjmy się też dziesiątkom, a nawet setkom spółek, o których nikt nigdy nie słyszał, a które otrzymują kontrakty na kwoty rzędu miliarda złotych.

Na przykład firma Megagaz, mieszcząca się w pomieszczeniu nie większym niż kawiarnia, w której rozmawiamy, powstała ot tak, bo skrzyknęło się paru ludzi z dawnej nomenklatury. Tak to więc wygląda - ludzie się umawiają, zakładają spółkę, startują w przetargu na budowę trzeciej nitki rurociągu naftowego "Przyjaźń". Powstaje konsorcjum z udziałem tej dopiero co powstałej spółki i dostaje kontrakt na kwotę 900 milionów złotych. Inwestycja się zaczyna, nigdy jednak nie zostaje ukończona, pieniądze znikają...
Mówię tylko o jednej spółce, a jest ich bardzo, bardzo dużo...

O tym, kto rządzi, mogę też powiedzieć na innym przykładzie. Onegdaj wraz z kolegą dziennikarzem przygotowywaliśmy materiał o pedofilach. Znajomy zaprowadził nas do swojego informatora, mówiąc: To jest człowiek z dawnej Służby Bezpieczeństwa, on zbierał haki, szantażował pedofilów oraz, na tej podstawie, pozyskiwał współpracowników. Zostaliśmy "wprowadzeni", odbyło się jedno spotkanie, drugie, trzecie. Pierwsze zaskoczenie nastąpiło, gdy okazało się, że ten pan mieszka na Dolnym Mokotowie, w pobliżu Pól Mokotowskich. Elitarne miejsce w Warszawie, siedziba wielkości pół hektara. Wartość samego terenu w tym miejscu idzie w miliony złotych. Na podwórku dwa nowiutkie terenowe auta, piękny dom. Bardzo, bardzo majętny człowiek.

Przy trzecim kolejnym spotkaniu, gdy atmosfera się troszeczkę rozluźniła, pokazuje nam w pewnym momencie szafę i mówi, że z tego, co się tam znajduje, wykształcił dzieci, a teraz kształci wnuki. On się nam po prostu bezczelnie pochwalił, że zawartością swojej szafy złamał życie iluś tam ludziom, których przez lata szantażował czy wciąż szantażuje. Ludzie ci dysponują zapewne dużymi pieniędzmi i znaczącymi wpływami, mogą więc opłacać się temu panu, który żyje jak milioner. A ten pan to był zwykły kapitan SB!

To było już ładnych parę lat temu, włosy stanęły mi wówczas dęba na głowie, bo zacząłem się zastanawiać, że jeżeli zwykły "ubol" może sobie tak żyć szantażując "x" osób, to ilu kapitanów w Polsce ma takie szafy?! A jakie szafy mają ich szefowie - pułkownicy, i przełożeni pułkowników - generałowie: ile takich szaf mają, na przykład, generał Kiszczak czy generał Jaruzelski?! Zastanawiałem się, ile osób w naszym kraju żyje niczym marionetki wiszące na nitkach? Ile razy, gdy ktoś publicznie mówi rzecz budzącą zdumienie, myślimy: dlaczego człowiek obdarzony takim autorytetem albo taką wiedzą wygaduje rzeczy tak głupie albo tak podłe? Czasem nie zdajemy sobie sprawy, że może on nawet nie chce tak mówić, ale ktoś go kiedyś złamał.

Wraz z zajmującym się przed laty sprawą tajemnicy śmierci ks. Jerzego Popiełuszki prokuratorem Andrzejem Witkowskim niejednokrotnie zastanawialiśmy się, dlaczego na przykład ks. Michał Czajkowski, ile razy otworzy usta na jakikolwiek temat - a był to przed paroma laty "dyżurny" ksiądz występujący bardzo często w największych mediach - tylekroć wypowiada się na temat śledztwa w sprawie śmierci ks. Jerzego i tylekroć nie zostawia suchej nitki na Witkowskim, używając inwektyw typu: szaleniec, wariat i tym podobnych. Witkowski mówił mi: Przecież ja tego człowieka w życiu nie spotkałem, nic mu nie zrobiłem, a on nawet jak mówi o czymś zupełnie innym, zawsze nawiąże do mnie, żeby mi dokopać. Przestaliśmy się nad tym zastanawiać, gdy wyszło na jaw, że ks. Czajkowski był tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa, który od wielu, wielu lat realizował zadania. A jeszcze w roku 2005, czyli całkiem niedawno funkcjonował jako "autorytet moralny"...

W swoim dziennikarskim życiu spotkałem wiele takich osób, które krok po kroku przestają być autorytetami, bo zaczyna wychodzić na jaw prawda o ich przeszłości, ale ilu jeszcze takich "autorytetów" nie poznaliśmy do dziś dnia? Pamiętam jak w roku 2004, gdy przeprowadzałem śledztwo w sprawie tajemnicy śmierci ks. Popiełuszki dotarłem z kamerą do ks. Andrzeja Przekazińskiego, dyrektora Muzeum Archidiecezji Warszawskiej, a ten w pierwszym zdaniu mówi mi: Panie Wojciechu, niech pan wyłączy kamerę, to porozmawiamy. Wyłączamy kamerę, a on wtedy: Niech pan się nie zajmuje tą sprawą. - Dlaczego, proszę księdza? - Dlatego, że przez tę sprawę zostanie opóźniona beatyfikacja Jurka. Tak bardzo chciałbym doczekać beatyfikacji, a wy znowu to rozgrzebiecie i nic z tego nie będzie. Nie zgadzałem się z ks. Andrzejem, ale myślałem, że przyświecają mu dobre pobudki i próbowałem je zrozumieć.

Dopiero dwa lata później wyszły z IPN dokumenty świadczące, że od wielu, wielu lat ks. Andrzej Przekaziński był współpracownikiem dawnej SB. Został zwerbowany już w latach osiemdziesiątych, czyli wtedy, kiedy był rzekomo przyjacielem księdza Jerzego. Wielu ludziom wydaje się, że ten okres dawno minął i nie ma żadnego wpływu na to, co dzieje się tu i teraz. Otóż ma i to bardzo duży. Te teczki dalej są w użyciu, ta agentura dalej funkcjonuje. Minione dwie dekady nie zmieniły tego stanu, a wręcz przeciwnie: utrwaliły go.

- Ważnym elementem życia publicznego w naszym kraju są mainstreamowe media, zwłaszcza elektroniczne, które wywierają nieporównanie większy wpływ na opinię społeczną niż usytuowane po prawej stronie czasopisma, tygodniki czy nawet dzienniki. Jak Pan ocenia obecną kondycję dziennikarstwa, szczególnie dziennikarstwa śledczego, którym sam się Pan zajmował?

- Gdy zaczynałem, w połowie lat dziewięćdziesiątych, było nas sporo. Wielu wierzyło, że jest to jakaś misja, że wkładając głowę tam, gdzie ktoś inny nie włożyłby ręki, robimy coś dla dobra publicznego. Dzisiaj, patrząc na losy większości moich kolegów, którzy byli wówczas dziennikarzami śledczymi, można mieć przykre konotacje. Albo poszli do PR i za olbrzymie pieniądze bronią tych, których kiedyś opisywali, albo - o czym wie każdy dziennikarz na tym rynku - są agenturą w rękach tajnych służb.

Kondycję dziennikarstwa śledczego w Polsce za czasów Donalda Tuska oceniam bardzo źle. Bo na czym polega dziennikarstwo śledcze? Przede wszystkim na patrzeniu władzy na ręce. Dzisiaj zaś patrzy się na ręce opozycji. Dziennikarstwo śledcze zostało zniszczone. Znam sporo kolegów, którzy w ogóle wyszli z zawodu, bo się rozczarowali i mieli zwyczajnie dość. Niektórzy wyjechali za granicę, woleli robić cokolwiek niż patrzeć na to, jak u nas - jeśli można tak górnolotnie powiedzieć - upadał i dogorywał etos tego zawodu. [...]

Czytaj artykuł w całości w wydaniu elektronicznym "Polonia Christiana" lub zamów papierowy egzemplarz dwumiesięcznika."

http://www.bibula.com/?p=51825




Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2012-02-14 / 19:06
c.d. powyższego

Fotka do tematu: Z historii III RP...
Aby powiększać zdjęcia musisz się zalogować!
reactor
(1594/31/1672)
window licker
Avatar: reactor
WYŚLIJ PW
2012-02-14 / 19:10
Warto przeczytać:


"Niobe spod Wilejki"

Piotr Szubarczyk Instytut Pamieci Narodowej Oddzial w Gdansku

W naszej sródziemnomorskiej kulturze znany jest starozytny mit o Niobe - symbolizujacej milosc matczyna, zal nieukojony po stracie dzieci, lzy nigdy nieotarte, wreszcie bezduszne okrucienstwo przesladowców. Zbolaly po smierci Urszulki Jan z Czarnolasu pisal w "Trenach": "Nie dziwuje Niobe, ze na martwe ciala swoich najmilszych dziatek patrzac, skamieniala"... Bo tak sie wlasnie stalo z mityczna Niobe: patrzac na smierc swych ukochanych dzieci z rak okrutnych bogów greckich, skamieniala.
Zawsze przypomina mi sie ten mit, gdy czytam wspomnienia Polaków deportowanych w glab Zwiazku Sowieckiego. Zeby tylko deportowanych! Ograbionych najpierw do cna z dorobku zycia, glodzonych i upokarzanych, patrzacych bezsilnie na smierc najblizszych - tych najslabszych - w drodze na poniewierke w nieznane. Polska Niobe ma wiele twarzy. To matka z filmu Jagny Wright "Zapomniana odyseja" idaca kilkadziesiat kilometrów po sniegu i mrozie, by przydzwigac do miejsca "posielenija" nagie, wychudzone cialo zaglodzonego synka, z licznymi sladami jego zamarznietych lez. Polska Niobe to matka 13-letniej Janiny Jurkiewiczówny, która wysiada ze stojacego w zaspach pociagu i brnie w sniegu po pas w kierunku widocznych swiatel jakiejs rosyjskiej chalupy, by przyniesc cokolwiek do jedzenia wyglodzonym dzieciom. Pociag nagle rusza, a ona bezradna i przerazona wyciaga rece w kierunku swoich dzieci: Janeczki i dwóch synków - osmioletniego i dwuletniego. Juz ich nigdy nie zobaczy i sama przepadnie na nieludzkiej ziemi, do dzis nie wiadomo, w jaki sposób. Czy jak mityczna Niobe skamieniala w tych zaspach z rozpaczy?
Rozstanie moze byc jeszcze okrutniejsze, gdy Niobe wie, ze jej ukochane dzieci zyja gdzies w Sowietach. Sa, a jakby ich nie bylo! Niobe spod Wilejki szukala ich do konca swych dni.

Kochana i szczesliwa
Helena byla piekna, wyksztalcona kobieta, nauczycielka z zawodu i powolania. Urodzila sie 28 grudnia 1907 roku w Kaluszu, w województwie stanislawowskim, jako córka Anieli i Bazylego Kaszewskich. Mature zdala w Stryju, ale najwazniejsze i najpiekniejsze, co wydarzylo sie w jej zyciu, zwiazane bylo z Wiszniewem w powiecie Wilejka, w województwie wilenskim. Pracujac w miejscowej szkole powszechnej, piekna nauczycielka znalazla milosc swojego zycia. W roku 1936 wyszla za maz za Czeslawa Blazewicza - wlasciciela majatku ziemskiego w Wiszniewie. W lutym nastepnego roku urodzil im sie ukochany, pierworodny Stefanek, a niemal dokladnie rok pózniej Krysia. Za swoje dzieci Helena skoczylaby w ogien. Instynkt macierzynski potegowalo nauczycielskie powolanie. Marzyla o przyszlosci swoich dzieci, w myslach pisala najpiekniejsze dla nich scenariusze. Gdyby wtedy wiedziala, co sie wkrótce stanie, skamienialaby z bólu. Gleboka wiara i przekonanie, ze Opatrznosc czuwa nad nia, mialy jej pózniej pomóc w pokonaniu tego, co wydawalo sie ponad sily subtelnej i wrazliwej nauczycielki.


Zapowiedz nieszczescia
We wrzesniu 1939 r. jej swiat sie zawalil. Wróg napadl na Polske. Do Wiszniewa przyszli Sowieci. Czeslaw Blazewicz jako "krwiopijca" i "wyzyskiwacz" musial sie ukrywac przed sowiecka "ludowa sprawiedliwoscia". Nie mial zludzen, co sie z nim stanie, gdy zostanie aresztowany. Przykladów bolszewickiego, tepego okrucienstwa wobec ziemianstwa polskiego bylo wtedy az nadto. Wieczorami przekradal sie do wlasnego domu, by zobaczyc zone i dzieci. Potem i tego zaprzestal, by nie narazac rodziny. Podobno przezyl w ukryciu, w leku o bliskich i w tesknocie do 1943 roku, gdy zostal zamordowany. Okolicznosci jego smierci sa nieznane.
Wladza sowiecka dala Helenie szanse na "resocjalizacje". Teraz miala byc prawdziwa sowiecka "uczycielka", miala mówic i uczyc po bialorusku, bo przeciez to juz nie Polska... Wyslali ja w grudniu 1939 r. na kurs bialoruskiego, ale bylo to przede wszystkim szkolenie ideologiczne. Helena nie miala szans, by sie zaadaptowac do "nowej rzeczywistosci", nawet gdyby chciala, dla dobra swoich dzieci. Miala polska dusze, w której juz nic nie dalo sie zmienic ani przestawic. Nieszczescie bylo kwestia czasu. Jedyny pozytek z "kursu" byl taki, ze po raz ostatni spotkala sie po kryjomu z Czeslawem.
Nie stosowala sie do zadnych instrukcji i nie podjela sie sowietyzacji dzieci. Pracowala dalej w wiszniewskiej szkole, starajac sie przekazywac uczniom to, co dobre. Jej wlasnymi dziecmi opiekowala sie w ciagu dnia pani Miloszewska, przed wojna pracujaca w majatku Czeslawa.

Przyznaj sie, to zobaczysz dzieci...
Pojawily sie pierwsze donosy na Helene. Sasiad Franciszek Tumasz ostrzegl ja przed aresztowaniem. Mialo nastapic w czwartek, 8 lutego 1940 r., rano. Zostawila dzieci pod opieka pani Miloszewskiej i skryla sie w lesie, spedzajac tam cala noc i nastepny dzien. W tym czasie Sowieci przyszli do jej domu, aresztowali chorego na serce ojca Czeslawa i wywiezli w nieznane. Helena wrócila póznym wieczorem, miala watla nadzieje, ze teraz dadza jej spokój. Modlila sie o to zarliwie.
W nocy obudzil ja wrzask enkawudzistów. Stali nad jej lózkiem. Kazali sie ubierac. Rewidowali mieszkanie w poszukiwaniu broni, której oczywiscie nie bylo. Powiedzieli, ze musi z nimi jechac do urzedu gminy i podpisac jakies dokumenty, potem wróci. To bylo klamstwo. Rozdygotana i pelna najgorszych przeczuc ubrala sie, w co popadlo, i pojechala z nimi saniami. Nie do urzedu jednak, tylko do szkoly, gdzie zobaczyla przestraszonych, zwiezionych tu Polaków, wsród nich znajoma zone policjanta z Wiszniewa. Spedzili w szkole cala noc. Budzil sie chlodny zimowy poranek - sobota, 10 lutego 1940 roku. "Dziesiaty luty bedziem pamietali. Przyszli sowieci, mysmy jeszcze spali"... Helena nie wiedziala jeszcze, ze oto nadszedl jeden z najgorszych dni w historii kresowych Polaków pod sowiecka okupacja. Dzien rabunku i pierwszej masowej deportacji w glab Zwiazku Sowieckiego.
Gdy nastal swit, 27 san ruszylo z aresztowanymi w kierunku stacji kolejowej, w eskorcie uzbrojonych soldatów. Mimo bardzo wczesnej pory odezwaly sie dzwony koscielne i wyszlo wielu ludzi, by jeszcze wrzucic cos aresztowanym do san. To byly upiorne chwile, przypominajace Helenie opowiadanie wieznia z III czesci "Dziadów". Aresztowano ponad 50 osób, Helena byla jedna z dwóch kobiet.
Zawiezli ja nie do transportu na Sybir, lecz do wiezienia w Wilejce. Nie bala sie o siebie. To byly przeplakane dni niewyobrazalnej tesknoty za Stefankiem i Krysia, o których losie nic nie wiedziala. Sledczy doskonale zdawali sobie z tego sprawe - namawiali Helene, by przyznala sie do "spisku przeciwko wladzy sowieckiej", a wtedy szybko wyjdzie i zobaczy swoje dzieci. Podsuwali jej nazwiska ludzi, którzy do tego "spisku" nalezeli. Wsród nich staruszka ksiedza Ciszewskiego, wykupionego przed wojna z sowieckiego lagru przez wladze polskie.
Helena nie dala sie oszukac. Mimo wrzasków, straszenia, wymachiwania pistoletem stanowczo zaprzeczala przynaleznosci do "spisku". Potem, po wojnie, czesto sie zastanawiala, po co sowieckim zbirom byly te "przyznania sie do winy", skoro i tak robili z Polakami, co chcieli. Doszla do wniosku, ze chodzilo im o zlamanie ducha poprzez upokorzenie, upodlenie, odebranie szacunku dla siebie. Znowu z pomoca w wyjasnieniu sprawy przyszedl Mickiewicz z prologu III cz. "Dziadów":

Mam byc wolny - tak! nie wiem, skad przyszla nowina,
Lecz ja znam, co byc wolnym z laski Moskwicina!
Lotry zdejma mi tylko z rak i nóg kajdany,
Ale wtlocza na dusze...

Meczono Helene codziennymi przesluchaniami i karcerem. Byla bliska zalamania, ale sie nie poddala. Nie przyznala sie do zadnej wymyslonej przez enkawudzistów "winy". Widziala w wiezieniu ludzi zlamanych, którzy podpisywali wszystko - w zludnej nadziei, ze koszmar sie skonczy. Ale to byl dopiero poczatek ich golgoty.
Najgorszy byl ten zimny, wodnisty karcer. Po latach wspominala: "Trzeciego dnia juz majaczylam. Widzialam na podlodze karceru wojsko maszerujace. Oprzytomnialam na chwile, a potem znowu widzialam sztandary róznokolorowe i najwyrazniej nasz, bialo-czerwony. Niósl go chlopiec w rogatywce bialej, z paskiem czerwonym. Przytomnialam, ale znowu wracaly widzenia. Widzialam mojego aresztowanego tescia z szeroka czarna opaska na oczach".

Na etapie
19 czerwca 1940 r. skonczylo sie dla Heleny wiezienie w Wilejce, ale o wolnosci i o dzieciach mogla tylko marzyc. Nauczyla sie jakos zyc - z bólem, ale i nadzieja, ze synek i córeczka sa w domu, pod opieka pani Miloszewskiej lub kogos równie dobrego.
Teraz jechala pod eskorta ciezarówka do Orszy, stamtad do Minska, znów do wiezienia. Cele ponizej poziomu ziemi. Po scianach plynela woda. Wiezniarki dusily sie i mdlaly, nie bylo powietrza. Betonowa podloga, na niej barlogi wiezniarek, pluskwy i wszy. Za co to wszystko?
Dziwni tam byli wiezniowie. Helena ze zdumieniem odkryla, ze z jednej strony sasiaduja z prostytutkami, a z drugiej z chlopcami 8-14-letnimi! Sieroty po "wrogach Zwiazku Sowieckiego"! Rok pózniej byli zabijani, razem z innymi wiezniami, gdy Niemcy ruszyli na Sowiety i nastapila "ewakuacja" wiezien kresowych. Z Minska wyruszyl marsz smierci do Ihumenia, nieporównywalny z jakimikolwiek marszami niemieckimi w 1945 roku. Sowieccy oprawcy zamordowali najpierw na minskich dziedzincach wieziennych, a potem w drodze kilka tysiecy ludzi! Tak zaczynali "wojne ojczyzniana"...

Szlakiem wdów katynskich
Helena miala szczescie, ze nie doczekala w wiezieniu takiej "ewakuacji". W marcu 1941 r. zostala wywieziona, razem z innymi Polkami, do Kazachstanu. Miesiac wczesniej wezwano ja przed oblicze "sadu" i skazano na 8 lat wiezienia za szpiegostwo na rzecz Anglii (!) i próbe oderwania czesci terytorium sowieckiego!
Jechaly szlakiem wdów katynskich, które w kwietniu 1940 r., podczas drugiej masowej deportacji obywateli polskich w glab Sowietów, wywieziono do glodowego sowieckiego Kazachstanu ze swoimi dziecmi. Dokladnie w tym samym czasie, podczas tej podrózy (!) NKWD strzelalo ich mezom i ojcom w tyl glowy: w Katyniu, w Charkowie i w Twerze.
Podróz do Kazachstanu, w bydlecych wagonach, trwala równo miesiac! Dostawaly raz dziennie menazke metnej "zupy", raz herbate i raz kawalek chleba. 5 kwietnia Helena dojechala do Karagandy. Przez miesiac pracowala morderczo przy budowie tamy, pchajac taczke z kamieniami.
Pozwólmy sobie przez chwile na smutna projekcje w pózniejsze lata. 10 kwietnia 1994 r. powstal w Karagandzie Zwiazek Polaków w Kazachstanie. Ta kwietniowa data nie byla przypadkowa. Nawiazywala do deportacji "katynskiej" z kwietnia 1940 roku. Celem Zwiazku jest wspieranie tozsamosci narodowej, kultury i tradycji Polaków oraz praca na rzecz powrotu do Polski. Z zamieszkujacych wspólczesny Kazachstan okolo 100 tysiecy osób narodowosci polskiej az 50 tysiecy chce powrócic do Polski. Tylko ze Polska nie chce, nie sa jej potrzebni. Bo Polska to Europa, a tu takie stare historie nie sa trendy...

Wolni?
W lipcu 1941 r. Sowiety podpisaly wymuszony przez aliantów uklad z Polska. Byly w panicznym odwrocie przed Niemcami. Do tysiecy polskich niewolników na "nieludzkiej ziemi" zaczely dochodzic wiesci o tym, ze teraz sa sojusznikami i ze formuje sie armia polska do walki "ze wspólnym wrogiem", czyli dotychczasowym sojusznikiem Sowietów, wspólnie z nimi eksterminujacym obywateli polskich... Dowiedzieli sie, ze obejmuje ich "amnestia". Byli wszak groznymi przestepcami, szpionami, a teraz panstwo sowieckie wyciagalo do nich reke!
Helena pracowala od polowy kwietnia na stepie, w lagrze "Bidaik". Na 800 hektarach ziemi polscy niewolnicy uprawiali cebule, kapuste, buraki, kukurydze, kawony, koniczyne, tyton. Mimo to przymierali glodem, a kazdy powrót do lagru po calodziennej pracy zwiazany byl ze szczególowa kontrola, czy w kieszeni nie przemycili cebuli "na szkode panstwa radzieckiego". We wrzesniu i pazdzierniku zbierali kartofle na tysiacach hektarów. Helena miala rece popekane do krwi, paznokcie zgrubiale na pól centymetra.
Wszelkie wnioski o zwolnienie do "armii Sikorskiego" przyjmowane byly niechetnie. Sowieci nie chcieli polskiego wojska i bali sie go. Za to polski niewolnik byl im ciagle potrzebny jako bezplatna sila robocza. Trzeba bylo walczyc o swoje, nie wszystkim starczalo sil.
Helena otrzymala zgode NKWD i 10 listopada 1941 r. wyruszyla w daleka droge do Pietropawlowska. Dostala ruble na bilet, dwa ogórki kiszone, dwie surowe marchewki i póltora kilo chleba. Starczylo na kilka dni, potem byla glodówka. Z Pietropawlowska ruszyla na Krasnojarsk, wysiadla w miescie Szyra, w Chakasji, w poludniowo-zachodniej czesci Syberii. Tu sie dowiedziala, ze jej tesc pracuje w górach, 70 km od Szyry. To bylo jedno z nielicznych radosnych wydarzen w czasie calego pobytu w Sowietach. Przy powitaniu zalala sie lzami. Ojciec byl stary i schorowany, ale jakims cudem przetrwal. Tak jak Helenie, dodawala mu sil nadzieja spotkania z bliskimi. Wiadomosc o nieznanym losie wnuków przyjal z wielkim bólem. Zaopiekowal sie Helena. Od tej pory mieszkala tam, gdzie on pracowal jako stróz. Wspierali sie, Helena prowadzila skromne gospodarstwo, pomagala przy koszeniu, suszeniu i skladaniu siana, przy wyrebie lasu, by jakos przezyc. Ojciec dorabial wyplataniem koszyków i naczyn z drewna brzozowego.

Jestem nauczycielka
W roku 1944 r. przeniesli ich do Szypilinska i osiedlili w pustej chalupinie, trzeba bylo zaczynac wszystko od nowa. Helena byla jednak szczesliwa. Istniala tu szkola dla polskich dzieci, które po lekcjach zaczela uczyc polskiego. Dobrowolnie, bez wynagrodzenia. Nagroda bylo podniesienie glowy i dumna swiadomosc, ze jest przeciez polska nauczycielka. Kiedys dwoje nauczycieli tej szkoly przemówilo do niej po polsku. Nie wiedziala wczesniej, ze sa Polakami... Prosili, by nie mówila o znajomosci z nimi, bo moga ich wziac za szpiegów... Taki to byl "sojusz" polsko-sowiecki. Teraz potrzebni byli nie sojusznicy, lecz konfidenci, bo Stalin wlasnie budowal swój "polski rzad", swoja "polska armie" i szykowal sie do nowej okupacji Polski - tym razem z blogoslawienstwem "naszych aliantów"...


Do domu?
Wojna dobiegala konca i tesknota Heleny do Stefanka i Krysi wrócila na nowo z wielka sila. Miala przeczucie, ze zyja. Tylko gdzie? Kto sie nimi opiekuje? Moze ktos kaze im do siebie mówic "mamo"? Moze ktos im mówi, ze matka ich porzucila? Na mysl o tym zalewala sie lzami.
Od maja 1945 r. pracowala w polskim domu dziecka we wsi Bolszaja Jerba w krasnojarskim kraju. Szkola byla 4-klasowa, Helena uczyla dzieci polskiego. Wychowawczynie i caly personel byli Polakami. Dyrektor domu dziecka, Franciszek Karpinski, byl wzorowym gospodarzem. Razem z dziecmi nawadnial i uprawial ziemie, nauczyl kucharki pieczenia chleba. Uprawy przy domu dziecka kontrastowaly z zaniedbanymi polami kolchozu. Sowieci zaproponowali panu Karpinskiemu, by zostal dyrektorem kolchozu. Stanowczo odmówil. Po aresztowaniu zniknal bez sladu...
24 marca 1946 r. Helena razem z ponad stu polskimi dziecmi z Jerby wracala do Polski. Do domu? W Wiszniewie czekaloby ja nowe aresztowanie. Teraz byla "repatriantka"! Z ziemi rodzinnej wracala "do siebie"! Dotarli do Gostynina, potem do Szklarskiej Poreby, gdzie Helena pozegnala sie z dziecmi.
Dostala prace nauczycielki na drugim koncu Polski, w Gdansku-Ujescisku. Ciagnelo ja do Gdanska, bo tu przyjechaly tysiace wilniuków. Byla spragniona kontaktów z nimi i szukala niezmordowanie wiesci o Stefanku i Krysi.
Z Gdanska wyjechala do Kwidzyna, gdzie pracowala w szkole podstawowej i muzycznej. Tu przeszla na emeryture. W 1982 r. przeniosla sie na Slask, do Pszczyny. Tam umarla w 1992 r. i tam zostala pochowana. Najwazniejsze dokumenty, jakie po sobie pozostawila, dotyczyly poszukiwan Stefanka i Krysi. Przed smiercia przekazala je Halinie Mlynczak z Gdyni - sybiraczce, córce oficera zamordowanego w Katyniu.

Nie ta matka, co urodzila...
Oto, co udalo sie ustalic Helenie. Przez dwa miesiace po jej aresztowaniu dzieci byly pod opieka pani Miloszewskiej. W kwietniu 1940 r. zostaly deportowane razem z Polka z Wiszniewa, pania Knyrowa. Krysia skonczyla wlasnie dwa latka. Knyrowa zle znosila trudy deportacji - fizycznie i psychicznie. Na pewnej stacji pod Niznym Nowogrodem (wtedy Gorki) oddala Stefanka komendantowi obozu karnego, niejakiemu Pierozynskiemu. Chlopiec byl ladny i rezolutny, "transakcja" nie trwala dlugo. Krysie oddala jakiejs kobiecie, podobno Polce z pochodzenia.
W zachowanych po Helenie Blazewiczowej papierach sa pisma w jezyku polskim i rosyjskim, starannie wykaligrafowane, by kazdy mógl przeczytac i zrozumiec. Pisala do wszystkich mozliwych wladz jeszcze w czasie trwania wojny, po wyjsciu z wiezienia. Z Moskwy Helena dostala wiadomosc, ze tej kobiety, co wziela Krysie, nie moga znalezc. W marcu 1946 r., tuz przed wyjazdem z Sowietów, Helena dostala wiadomosc, ze jej synek przeszedl juz "opcje" i na granicy go jej oddadza. To bylo jeszcze jedno sowieckie oszustwo. Przez granice przejechali zaplombowanymi wagonami. W Polsce nic nie wiedziano o jej sprawie.
Jeszcze podczas pobytu w Sowietach Helena nawiazala kontakt korespondencyjny z Pierozynska, która wychowywala Stefanka. Pierozynska przekonywala ja, ze Stefanek ma u niej dobrze, a ona nie wyobraza sobie zycia bez niego... Po interwencji Zwiazku Patriotów Polskich, z którym Sowieci sie liczyli, Stefanek trafil na dwa tygodnie do domu dziecka, skad Helena miala go odebrac. Pierozynska przedstawila jednak sfalszowane zrzeczenie sie przez Helene praw rodzicielskich i zabrala dziecko!
Pani Blazewiczowa nie ustawala w staraniach. Na slad Krysi nie udalo sie nigdy trafic, ale po latach, gdy Stefan byl juz w wojsku, zdobyla jego adres przez PCK i zasypala go listami. Odpowiedzi nie bylo. Jaka wersje o matce mu przedstawiono, ze te listy, oblane jej lzami, nie zrobily na nim wrazenia? A moze nigdy nie dotarly do rak adresata? Cenzura wojskowa? Przeciez zolnierz sowiecki nie powinien miec zadnych dylematów...
Jeszcze raz udalo sie nawiazac kontakt ze Stefanem siostrze Heleny. Odpisal, ze "nie ta matka, co rodzila, tylko ta, co wychowala"...
"Szanuje jego wole, ale nie wierze do konca, ze to jego slowa" - napisala zbolala Helena w jeszcze jednym liscie do Moskwy. "Czy on w ogóle wiedzial, ze mial siostre i ze jego matka, kochajaca go i teskniaca za nim przez lata, cale swe zycie poswiecila cudzym dzieciom"?

* * *
Wsród dokumentów po Helenie Blazewiczowej jest piekne swiadectwo Ireny Wasilewskiej, spisane 30 sierpnia 1943 r. w Teheranie. Irena byla wspólwiezniarka, pamietala Helene z wiezienia w Wilejce: "Blazewiczowa trawila tesknota i niepokój. Gdzie sa jej Stefanek i Krysia? Czy ich odzyska? Wpadala czesto w zadume. Nie plakala i nie skarzyla sie. Widzialam, jak jej usta poruszaja sie cicho szeptana modlitwa. Miala w sobie jakas dziwna moc, która bezwiednie udzielala sie innym (...). Eugenia Sienkiewicz siedziala z nia potem w wiezieniu w Minsku. W poblizu wiezienia byl ogród, w którym bawily sie dzieci z przedszkola. Helena sluchala chciwie dziecinnych glosów dolatujacych przez zakratowane okno. Miala lzy w oczach. Te dzieci byly w wieku Stefanka i Krysi"...
"Nie dziwuje Niobe (...), ze skamieniala"... Niobe spod Wilejki nie skamieniala, nie poddala sie nigdy. Do ostatnich dni swojego zycia wierzyla w spotkanie ze Stefankiem i Krysia. Kiedys ich na pewno spotka...

Autor dziekuje pani Halinie Mlynczak za udostepnienie dokumentów po sp. Helenie Blazewiczowej.


Oryginał:
http://www.naszdziennik.pl/bpl_index.php?typ=my&;dat=20120211&id=my23.txt

Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2012-02-14 / 19:10
... no niestety, przy wymaganych 1000px szerokości wychodzi nieczytelnie...

Fotka do tematu: Z historii III RP...
Aby powiększać zdjęcia musisz się zalogować!
Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2012-02-15 / 19:04
"Sławomir Cenckiewicz: Wciąż liczę na rozliczenie odpowiedzialnych za próbę otrucia Anny Walentynowicz

wPolityce.pl: Sąd Apelacyjny zwrócił IPNowi do uzupełnienia akt oskarżenia ws. próby otrucia Anny Walentynowicz w 1981 roku. Komisja Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu musi uzupełnić braki formalne. Jak Pan to ocenia?

Dr hab. Sławomir Cenckiewicz: Cieszy mnie, że wciąż istnieje szansa na rozliczenie tych funkcjonariuszy, którzy zaplanowali podtrucie Anny Walentynowicz. Dopuścili się tego przy wykorzystaniu leku, który mógł wywołać poważniejsze komplikacje zdrowotne lub nawet spowodować jej śmierć. Wydaję się, że dokumentacja znaleziona w Instytucie Pamięci Narodowej jasno pokazuje przestępczy, kryminalny charakter działań SB w tej sprawie. Pod tymi dokumentami podpisały się konkretne osoby. W związku z tym jest jeszcze szansa, by te osoby skazać.

Sąd uznał, że IPN musi dołączyć do akt dowody uzasadniające ocenę prokuratora, iż opisane w akcie oskarżenia czyny stanowią zbrodnię przeciwko ludzkości. Czy taki brak podważa wiarygodność prokuratury IPN?

To zbyt daleko idące wnioski. Być może sądowi chodzi o uściślenie kwalifikacji prawnej, jaką jest przestępstwo przeciwko ludzkości. Sąd może nie znać kwalifikacji prawnej, którą kiedyś opracowano w Komisji Ścigania na podstawie prawa międzynarodowego. Sąd mógł tego nie znać i być może prosi o uściślenie tej kwalifikacji IPN. Tak bym interpretował tę decyzję. Oczywiście mogę się mylić.

Czy takimi sprawami warto się wciąż zajmować? Wielu uzna, że już nie ma to sensu w związku ze śmiercią Anny Walentynowicz, upływem czasu itp.

Są również tacy, którzy uznają, że nie należy ścigać hitlerowców. Są tacy ludzie. Tu nie ma znaczenia, co kto sądzi na ten temat. Jest w Polsce ustawa o IPN, która mówi również o tym, że on ma ścigać zbrodnie niemieckie i komunistyczne. To ma Instytut w swojej ustawie i to musi realizować. Tu nie ma miejsca na dyskusję o tym, czy warto to robić czy nie warto. Dopóki jest Komisja Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu to musi wypełniać swoje zadania. Inną sprawą jest to, jak to robi.

Dlaczego do tej pory nie udało się rozliczyć takich zbrodni?

To jest szerszy problem, dotyczący tego, jak polski wymiar po roku 1990 rozlicza sam siebie, ale również jak ocenia pospolite, kryminalne przestępstwa ludzi tajnych służb. Mamy wiele przykładów pokazujących, że to idzie bardzo opornie. Ostatnio okazało się, że przejmowanie majątków po osobach bezpotomnie zmarłych, którego dopuszczał się Zarząd II Sztabu Generalnego, się przedawniono i nikogo się nie ściga w tej sprawie. To pokazuje, jak źle funkcjonuje Komisja Ścigania czy polski wymiar sprawiedliwości.

Dziękujemy za rozmowę"

http://wpolityce.pl/wydarzenia/23218-nasz-wywiad-dr-hab-slawomir-cenckiewicz-wciaz-licze-na-rozliczenie-odpowiedzialnych-za-probe-otrucia-anny-walentynowicz



Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2012-02-21 / 14:33
"Media III RP" i dyskusja z Kaczmarkiem i Wildsteinem

I znowu mieliśmy pokaz pasjonującego filmu w klubie Hybrydy przy ulicy Złotej w Warszawie. Dziś, 20.02 0 godz 18:00 obejrzeliśmy wszystkie trzy odcinki filmu dokumentalnego "Media III RP" wyprodukowanego przez Roberta Kaczmarka w 2009 roku dla TVP. Po filmie była dyskusja z udziałem Bronisława Wildsteina i producenta Roberta Kaczmarka.

Sporą sensację wywołało pojawienie się na pokazie Jerzego Urbana, który przyszedł i usiadł sobie w drugim rzędzie. Jego pojawienie się odnotowała już "Rzeczpospolita". Przypomniała mi się natychmiast dyskusja o wywiadzie w Centrum Edukacyjnym IPN i udział w niej gen. Dukaczewskiego. To jakaś nowa moda wśród znanych komunistów, by uczęszczać na imprezy "drugiego obiegu". W przeciwieństwie do Dukaczewskiego Urban głosu nie zabierał, tylko siedział spokojnie i pilnie notował.

Sam film przypominał swoim wyglądem relacjonowaną przeze mnie "Historię III RP", realizowaną przez te samą ekipę i opisaną przeze mnie. Dotyczył jednak tylko jednego zagadnienia i składał się z 3 odcinków /a nie 14/. Komentowali go w zasadzie ci sami publicyści, Rafał Ziemkiewicz, Cezary Michalski, prof. Antoni Dudek, Paweł Milcarek, prof. Andrzej Nowak i Piotr Semka. Tylko Jadwigę Staniszkis zastąpiła Barbara Fedyszak-Radziejewska.

W pierwszej części przypomniano na czym polegała cenzura w czasach PRL i pokazano niezależne wydawnictwa ukazujące się poza nią. Potem pokazano wpływ stanu wojennego na media i ówczesnej propagandy na społeczeństwo. Podkreślono, że wielu dziennikarzy obecnego mainstreamu, jak np Monika Olejnik własnie wtedy zaczynało pracę. Potem był Okrągły Stół i transformacja ustrojowa. Aby poszła ona po myśli umawiających się komunistów, lewicy laickiej oraz Wałęsy, potrzebna była kontrola nad mediami.

W 1989 prezesem Radiokomitetu został Andrzej Drawicz, były TW SB, a jego zastępcą Lew Rywin /drugim był Jan Dworak/. Agora dostała tymczasową zgodę na nadajnik radiowy i powstało Radio Gazeta, późniejsze Radio Zet. Radio Solidarność stało się po pewnym czasie komercyjną Eską.

W pozostałych dwóch odcinkach mogliśmy zobaczyć historię powstania Polsatu oraz TVN, przekształcenia TVP w Telewizję Polską SA, rozwiązania Radiokomitetu i utworzenia KRRiT. Przy nazwiskach wielu występujących osób podano na ekranie ich kryptonimy jako TW SB. Była też mowa o próbach rozluźnienia medialnego gorsetu, o Telewizji Puls, "Czasie" krakowskim, "Życiu" /z kropką/, a także o latach 1994-96, w których TVP kierował Wiesław Walendziak ze swoimi "pampersami" /WC kwadrans Cejrowskiego !!!/. W filmie szczegółowo pokazano aferę Rywina i jej skutki. Nie mówiono o okresie rządów PiS po 2005 roku.

Po filmie prowadząca spotkanie p. Anita Czerwińska oświadczyła, ze zbierane są podpisy pod petycja o usunięcie z Warszawy pomnika żołnierzy Armii Czerwonej t.zw "czterech śpiących". Podała formularz Jerzemu Urbanowi, ten zaś napisał na nim "Niech żyje armia radziecka !!!".

Potem zaczęła się dyskusja. Bronisław Wildstein powiedział, ze media to część systemu sprawowania władzy, a nie tylko narzędzie propagandy. Na dowód przytoczył niedawny tekst "gazety Wyborczej, w którym napisano, ze jeśli Kwaśniewski Miller i Palikot zjednoczą swe siły, to stworzą alternatywę dla obecnej władzy.

Na pytanie "O czym w filmie nie mówiono?", Robert Kaczmarek oświadczył, ze za mało uwagi poświecił Radiu Maryja. Rzeczywiście była o nim tylko krótka wzmianka. Jeden ze słuchaczy zapytał "Co było największym kłamstwem?" Odpowiedź brzmiała - stan wojenny.

Jako ostatnia w dyskusji wypowiedziała się znana aktorka Katarzyna Łaniewska. Powiedziała, ze od lat 70-tych niewiele się zmieniło. Wtedy protestowała ona przeciw zwolnieniu z pracy Jerzego Markuszewskiego i przez 7 lat nie mogła występować w telewizji. Teraz protestowała przeciwko zwolnieniu Anity Gargas i straciła program "Ziarno" w TVP. Oznajmiła też, że dla niej najgorsze kłamstwo to kłamstwo smoleńskie.

W dniu 2 marca o godz 17:30 w Hybrydach będzie pokaz filmu "Historia Roja".

http://blogmedia24.pl/node/55933



Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2012-02-22 / 09:25
Może nie do końca pasuje tutaj, ale potraktujmy ten wątek jako miejsce do wpisów o powojennej historii Polski.

"Wielu komunistycznych oprawców uciekło za granicę. Tylko do Izraela wyjechało po marcu 1968 r. ok. tysiąc zagorzałych stalinistów. Niektórzy żyją do dziś. Trzeba ich ścigać i pokazywać ich zbrodnie.

Do Szwecji
Funkcjonariusze komunistycznego systemu bezprawia uciekali w różnych kierunkach. Szczególnie upodobali sobie Szwecję. Do tamtejszego soc-liberalnego raju dla zbrodniarzy wyjechał w 1969 r.


ppłk Maksymilian Lityński (Lifsches), razem z żoną Pauliną i synem Adamem. Ten przedwojenny prawnik (w 1933 r. skończył prawo na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie), w stalinowskiej Polsce był zastępcą Naczelnego Prokuratora Wojskowego do spraw szczególnych (1948-50), a następnie wiceszefem Zarządu Sądownictwa Wojskowego.
Raport Mazura, badający na fali "odwilży" przejawy łamania "socjalistycznej praworządności" zarzucił mu szereg przestępstw, m.in. sankcjonowanie wniosków o tymczasowy areszt i zatwierdzanie aktów oskarżenia przygotowanych przez MBP, mimo wiedzy o stosowaniu brutalnych metod śledczych. Ten oprawca w mundurze zmarł w Göteborgu w 1982 r. Pytana o jego losy, Emilia Lityńska (druga żona?) stwierdziła, że dokumentów po nieboszczyku należy szukać w tamtejszej gminie żydowskiej.

Po 1968 r. w Szwecji schronił się również i dożył spokojnej starości Józef Bik-Bukar-Gawerski, zastępca naczelnika Wydziału Śledczego WUBP w Gdańsku, a potem w Katowicach. Tak samo Stefan Michnik, krwawy sędzia warszawskiego Wojskowego Sądu Rejonowego, a nadto informator i rezydent Informacji Wojskowej. Ten emerytowany bibliotekarz żyje do dziś w Uppsali.
(...)"

reszta artykułu w linku:

http://czerwonykiel.blogspot.com/2012/02/czerwoni-turysci.html


Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2012-03-05 / 20:52
"MICHNIK: "My weźmiemy władzę, a wy Polacy pójdziecie z torbami"

RELACJA NAOCZNEGO ŚWIADKA

Nazywam się Zbigniew Flis pochodzę z Jastrzębia Zdrój, jestem posiadaczem Świadectwa Internowania Nr 1 w Polsce, organizatorem strajku na kopalni "Borynia", byłem aresztowany wielokrotnie, bity i torturowany w latach 80-tych.

Jestem też posiadaczem immunitetu o nietykalności imiennego wystawionego w Ministerstwie Górnictwa na drugi dzień po podpisaniu Porozumienia Jastrzębskiego z rządem, posiadaczem Świadectwa Poszkodowanego od 2006 roku. Pragnę podzielić się wspomnieniami ze spotkania jakie miało miejsce w prywatnej willi pod Warszawą w listopadzie 1980 roku. W tym czasie nie chciałem się zgodzić na wpływ KOR-u w MKZ w Jastrzębiu, miałem takie samo zdanie o ich przydatności jak Jarek Sienkiewicz.

Popierali wejście KOR-u do Jastrzębia, jedynak Palka i Kałduński, planowali już wtedy przejąć władzę od Jarka Sienkiewicza, później udało im się to przy pomocy magnetofonu i poskładanych, wyjętych z kontekstu zdań. Ministerstwo Górnictwa wraz z Dyr. Zjednoczenia dało Fiata do dyspozycji dla mnie i Jarka Sienkiewicza na umówione spotkanie. Droga w miłym towarzystwie była przyjemna. Zatrzymaliśmy się pod umówionym adresem, kuta metalowa brama, murowany płot ponad 2 metrowy, duży pies, biała okazała willa w przyjemnej i nie biednej miejscowości podwarszawskiej. Pierwszego zobaczyłem Geremka i Giedoroycia już dobrze podpitych, w środku był Michnik, Kuroń /jego poznałem wcześniej/ razem około 11 osób, w tym reprezentanci KOR-u i doradcy Wałęsy z Gdańska.

Po obiedzie /schabowy z kapustą/ odeszliśmy od stołu i poszliśmy rozmawiać na kanapach. Główny zarząd KOR-u poświęcił nam tylko: Jarkowi Sienkiewiczowi i mnie, czas, aby nas przekonać, że wejście KOR-u do Solidarności śląskiej jest konieczne, że tylko oni potrafią rządzić i tylko oni potrafią "zrobić dobrobyt" w Polsce. Jarek uznał to za dowcip, zaczął więc żartować i powiedział, że też należy do KOR-u, powiedziałem mu, żeby przestali pieprzyć, bo to nie prawda. Założył się z Geremkiem o pół litra, że jest to w stanie udowodnić. Moment później wyciągnął legitymację Korpus Rezerwy Oficerów /skrót KOR/ i tak Geremek przegrał pół litra.

Jarek wypił kilka kieliszków, głowę do picia miał stosunkowo słabą, mimo swojej okazałej postury, powiedział mi, żebym uważał, co się dzieje teraz i pamiętał później, i reagował jak potrzeba w chwili obecnej. Panowie pili zdrowo, Geremek z Michnikiem i Giedroyciem wyjawili tajemnicę, że tylko lubią pić francuskie koniaki, a dzisiejsza wyborowa jest tylko po to, aby ją w "mordę lać". Obserwowałem kierowcę siedzącego w przedpokoju, dostał obiad i widziałem, że nie pił wcale, liczyłem także na niespodziewane i konieczne opuszczenie tego towarzystwa, które ja osobiście uważałem za margines społeczny. Śmietanka KOR-u miała na celu nas upić i podstawić dokument o współpracy z KOR-em do podpisania. Jarek zaczął ich lekceważyć śmiechem, Kuroń zrobił się zaczepny, wypinał brzuch podchodząc do mnie, chciał mnie w ten sposób popychać, odsuwałem się z obrzydzeniem, widziałem idiotę, Giedroyć udawał zamyślonego, prostując się ciągle, nie miał nic do powiedzenia w negocjacjach.

Geremek z charakterystycznym sposobem poruszania, trzymał głowę na boku, strasznie pluł jak mówi, próbowałem się odsunąć, on się przysuwał wielokrotnie. W pewnym momencie powiedziałem mu , żeby się odsunął i przestał pluć, bo nie lubię rudych. Zapytał "dlaczego" odpowiedziałem tylko, że nie lubię i koniec. Wtedy już nie było mowy o podpisywaniu czegokolwiek.

Michnik dość spokojny małomówny, z uśmiechem na ustach włączył się do dyskusji, pragnąc nas sponiewierać. Powiedział nam, że "My weźmiemy władzę, a wy Polacy pójdziecie z torbami". Giedroyć dodał, że "Nasi ludzie są już przy władzy, mamy kontakty i tylko czekamy na odpowiedni czas i ujawnimy prawdziwe nazwiska". Geremek bez kurtuazji powiedział: "Wypierdolimy Polaków i sami będziemy rządzić". Jak echo to samo powtórzy Michnik. Powiedziałem im, że to się uda po moim trupie.

Panowie korowcy używali języka bardzo ordynarnego, górnik z dołu był przy nich wtedy człowiekiem kulturalnym i powściągliwym. Geremek wykrzykiwał, że zrobią porządek z Polakami za 1968 rok za deportacje i za to, co z "nami" zrobili. Zapytałem się, co rozumie przez "nami". Jarek powiedział, że później porozmawiamy w drodze powrotnej do Jastrzębia w samochodzie. Wtedy jeszcze nie widziałem podziału na Polaków i Żydów, widziałem tylko niszczącą działalność KOR-u dla Polski i wiedziałem, że trzeba ich trzymać najdalej jak to możliwe od Śląska. Oczywiście nie podpisaliśmy dokumentu z KOR-owcami, kierowca odwiózł nas do domów do Jastrzębia. Jarek po drodze powiedział mi, że za kilka dni dowiem się dokładnie co znaczyło "nami".

Dwa dni później w Ministerstwie Górnictwa w Katowicach w gabinecie w-ce ministra Glanowskiego powiedział mi, żebym zapytał go, co znaczy "nami", ten też się roześmiał głośno i powiedział mi, że potrzebuje się przekonać na własne oczy, kto należy do KOR-u. Samochód Fiat z ministerstwa zawiózł mnie i Jarka Sienkiewicza do Warszawy do Instytutu Narodowościowego. W ogromnym pomieszczeniu czekały na nas już dokumenty dotyczące członków KOR-u, informacje na temat Giedroycia, Kuronia o szkalowaniu Polski i Polaków na łamach szmatławej gazety "Kultury". Informacja o Geremku o jego nienawiści i wstręcie do całego narodu polskiego, komentarze w prywatnych rozmowach. Michnik i jego brat określeni zostali jako najgorszy żydowski motłoch. Starszy pan pokazujący nam te dokumenty był profesorem i powiedział przy odejściu, abyśmy zawsze pamiętali z kim mamy do czynienia. Byłem świadkiem właśnie takich rozmów dwa dni wcześniej. Wtedy też dowiedziałem się, że istnieją inne narodowości w Polsce jak Łemkowie, Białorusini, muzułmanie, którym wtedy polski papież blokował budowanie miejsc religijnych na terenach Polski. Wtedy też załatwiliśmy pieniądze na odbudowę meczetu koło Białegostoku dla potomków muzułmańskich osiadłych tu za czasów Batorego i odbudowę jakiegoś kościoła w Bieszczadach. Ludzie ci walczyli przez lata o przyznanie tych pieniędzy, dostali więc od nas dobrą wiadomość po powrocie z Warszawy.

Pisząc te wspomnienia pragnę przekazać tylko najdokładniejszą jak to możliwe relację z moich osobistych wspomnień."

http://lustracja.net/index.php/ciekawe-publikacje/164-michnik-my-wezmiemy-wladze-a-wy-polacy-pojdziecie-z-torbami


reactor
(1594/31/1672)
window licker
Avatar: reactor
WYŚLIJ PW
2012-03-05 / 22:06
>> Archie, 2012-03-05 20:52:40

Tekst jest bulwersujący jeśli opisuje prawdziwe zdarzenia. Pamętasz ten wywiad z Geremkiem, który okazał się (lub nie) prowokacją SB?

almagra
(7741/104/1886)
Avatar: almagra
WYŚLIJ PW
2012-03-05 / 22:25
Po owocach poznacie ich...

lancaster
(22963/421/2234)
Avatar: lancaster
WYŚLIJ PW
2012-03-05 / 22:32
Same fałszywki SB i fotoszop w wersji na zx spectrum. Wychodzę z założenia ze skoro byli tak głupi, ze dali sobie takie foty pstrykać (a później film z rozmontowywania rządu Olszewskiego nagrać) to sorry....wszystko w ich wypadku jest możliwe....a narodowość wręcz pewna :-)

Fotka do tematu: Z historii III RP...
Aby powiększać zdjęcia musisz się zalogować!
reactor
(1594/31/1672)
window licker
Avatar: reactor
WYŚLIJ PW
2012-03-05 / 22:35
>> lancaster, 2012-03-05 22:32:27

Mieli już wtedy fotoszopa? Która to mogła być wersja? ;)

Vinyloid
(1876/10/1446)
Poznań
Avatar: Vinyloid
WYŚLIJ PW
2012-03-06 / 01:55
S. B. (Super Beta)

Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2012-03-06 / 08:01
>> reactor, 2012-03-05 22:06:34
>> Archie, 2012-03-05 20:52:40

Tekst jest bulwersujący jeśli opisuje prawdziwe zdarzenia. Pamętasz ten wywiad z Geremkiem, który okazał się (lub nie) prowokacją SB?


Reactor, pamiętam ten wywiad, nie dam oczywiście głowy za to co wkleiłem, ale ostatnie mamrotania Wałęsy o sobowtórze utwierdzają mnie tylko w przekonaniu, że nie można mieć już żadnych złudzeń co do faktycznej "natury" osób, które nam zgotowały PRL-bis. A co do powyższych wypowiedzi, to uważam, że mogły mieć miejsce (ja w każdym razie dopuszczam taką możliwość, dlatego wkleiłem tę notkę).




Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2012-03-06 / 08:16
P.S. Kuroń też patriotyzmem nie grzeszył...

http://www.youtube.com/watch?v=hrfq2Oi4q-o



frank
(341/0/2234)
Avatar: frank
WYŚLIJ PW
2012-03-06 / 15:54
Grzeszył patriotyzmem i to bardzo,ale jeśli przyjąć semantykę Nowaka z RM,można przyjąć różne hipotezy.

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2012-03-06 / 17:24
"semantykę"?

Frank, można Kuronia i innych z niesławną przeszłością bronić ich późniejszymi dokonaniami - o ile ktoś je ceni

ale co ma semantyka do nawoływania do czystek w imię trupa Stalina?

almagra
(7741/104/1886)
Avatar: almagra
WYŚLIJ PW
2012-03-06 / 17:26
Kuroń wielkim trockistą był,a u nich patriotizma niet.Trocki z kolei jak najbardziej koszerny był.

almagra
(7741/104/1886)
Avatar: almagra
WYŚLIJ PW
2012-03-06 / 17:35
Kuroń krytykował władzę ludową za opieszałość w walce z kontrrewolucją.Nawoływał do zaostrzenia terroru komunistycznego.Jest współautorem listu otwartego w tej sprawie do władz.Fajny był z niego opozycjonista...Bycie wrogiem Stalina nie oznacza bycia aniołkiem,można trafić na polpotowca.

Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2012-03-09 / 09:40
"Zwi...czajnie Morozowski

Z akt paszportowych w IPN-ie wynika, że obecny pupilek TVN-u w końcu lat 80-tych ub.w. stoczył prawdziwą batalię o wyjazd do Izraela. O zgrozo! przegraną, bo dostał na to odmowę. Z tych kilku stron można się jednak więcej o nim dowiedzieć. O jego pasji i licznych publikacjach dotyczących stosunków polsko-żydowskich. Nie dziwi więc jego błyskotliwa kariera w III RP, dzięki zapewne tzw. punktom za pochodzenie. Razem ze swoim ziomalem Sekielskim był współprowadzącym skandalizującego programu "TERAZ MY". Oczywiście w myśl obowiązującego antypolskiego terroru politycznej poprawności. Warto więc szperać w archiwach IPN, aby zrozumieć dlaczego tacy jak on robią błyskawiczne kariery.

Zwracam się z prośbą o uchylenie decyzji z dnia 30.03.1987 r. na mocy której odmówiono mi wydania paszportu na wyjazd do Izraela.
Wyjazd do tego państwa jest dla mnie jedyną okazją pogłębienia wiedzy judaistycznej. Pracuję w kwartalniku "Studia i Dokumenty Ekumeniczne" zajmującym się problematyką jednania różnych religii, publikowałem także materiały dotyczące historii stosunków polsko-żydowskich i szeroko pojętej problematyki żydowskiej w Polsce /m.in. w "Studiach i Dokumentach Ekumenicznych" oraz "Hejnale Mariackim"/. Pobyt w Izraelu, na zaproszenie mego kuzyna Zwi Trojny, który zapewnia mi opiekę w tym kraju, umożliwiłby mi zebranie materiałów koniecznych w mojej pracy.


Morozowski (podpis odręczny)
Warszawa 7.04.1987 r.
Źródło: IPN BU 728/19418, s. 3

----------------------------

OŚWIADCZENIE-ZAPROSZENIE

Ja, niżej podpisany, Zwi Trojna, legitymujący się dowodem osobistym nr..., zamieszkały w Aszdod..., uprzedzony o odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych oświadczeń i zeznań, oświadczam niniejszym co następuje:

1. Kuzyn mój, Andrzej Morozowski wraz ze swoją żoną Joanną, mieszkają w Warszawie.

2. Od dziecka znam kuzyna i w bieżącym roku odwiedziłem Państwa Morozowskich w Warszawie i poznałem ich rodzinę. Kuzyn mój ww. Andrzej Morozowski - nie zna mojej rodziny.

3. W celu zapoznania się z rodziną moją - i zacieśnienia stosunków rodzinnych - zapraszam niniejszym kuzyna Andrzeja Morozowskiego, zamieszkałego w Warszawie - do nas w gości na okres 4-6 tygodni i zobowiązuję się pokryć wszystkie wydatki związane z podróżą i pobytem u nas - w pełni!

Uprzejmie proszę wszystkie władze PRL o łaskawe udzielenie wszelkiej pomocy mojemu kuzynowi w załatwieniu spraw formalnych związanych z podróżą, z góry najserdeczniej dziękuję.

TEL AWIW, dnia 9 października 1986 r.

ZWI TROJNA

Źródło: IPN BU 728/19418, s. 8"

----------------------------

http://lustracja.net/index.php/pozostali/147-andrzej-morozowski




Fotka do tematu: Z historii III RP... Fotka do tematu: Z historii III RP... Fotka do tematu: Z historii III RP...
Aby powiększać zdjęcia musisz się zalogować!
Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2012-03-16 / 09:39
"Tato! a Marcin powiedział, że jego tata...

Gen. Marek Dukaczewski to modelowy przykład funkcjonariusza zaczynającego karierę w minionej epoce (według raportu z weryfikacji WSI przeszedł w 1989 r. szkolenie GRU w ZSRS), pracującego na zagranicznych placówkach m. in. w USA, który po 1989 r. robił szybką karierę w III RP. Był m.in. attaché wojskowym w Norwegii i szefem wojskowych służb, pracował w BBN. W mediach brylował jako czołowy ekspert do spraw bezpieczeństwa państwa. Ostatnio mogliśmy go oglądać w TVN 24 komentującego sytuację i nastroje w Korei Północnej po śmierci wodza Kim Dzong Ila.

O Marku Dukaczewskim znów stało się głośno tuż przed świętami. "Rzeczpospolita" napisała, że były szef WSI ma być doradcą Ruchu Palikota w Sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych.
Tym sposobem człowiek, którego były szef cywilnego kontrwywiadu i poseł PO Konstanty Miodowicz chciał zamknąć jako "straszaka w rezerwacie postkomunizmu" zostanie doradcą w "rezerwacie na Wiejskiej" partii, która do znudzenia powtarza slogany o nowoczesnej Polsce.

Dukaczewski o sobie

Zacznijmy od początku. W książce "Długie ramię Moskwy" historyk Sławomir Cenckiewicz cytuje znajdujący się w zbiorach IPN własnoręcznie napisany życiorys Marka Dukaczewskiego z 1976 r. "W 1961 r. wstąpiłem do ZHP. W latach 1966 - 1971 byłem uczniem Technikum Nukleonicznego. W 1966 r. wstąpiłem do ZMS, gdzie pełniłem funkcję przewodniczącego koła, wiceprzewodniczącego Zarządu Szkolnego ds. ideowych, przewodniczącego Zarządu Szkolnego. W 1971 r. rozpocząłem studia w Wojskowej Akademii Technicznej na Wydziale Cybernetyki. Wstąpiłem do Koła Młodzieży Wojskowej, byłem członkiem Zarządu Koła i jednocześnie instruktorem Komendy Chorągwi Mazowieckiej oraz członkiem Wojewódzkiego Kręgu Instruktorskiego - pisał 24-letni wówczas Dukaczewski.
Rok wcześniej wstąpił do PZPR i jak sam zapisał, &#8222;w związku z reorganizacją ruchu młodzieżowego został członkiem ZSMP". W ankiecie personalnej późniejszy szef WSI deklarował się jako ateista. Wojskowe służby odznaczały się hermetycznością, a wysocy oficerowie często pochodzili z rodzin ugruntowanych ideologicznie, mających już związek z wojskiem.
Nie inaczej jest w przypadku gen. Marka Dukaczewskiego. Jego ojciec Zdzisław, rocznik 1926, był porucznikiem Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. W latach 1945-1955 pracował w Urzędzie Bezpieczeństwa w Żyrardowie, potem w Warszawie, Ciechanowie i Płocku. Uczestniczył w działaniach represyjnych m.in. wobec członków młodzieżowej organizacji "Dzieci Ziemi Płockiej".

Źródło:
http://rebelya.pl/post/536/marek-dukaczewski-czowiek-kwasniewskiego-sikors



Synuś wszechstronnie wykształcony zasiadający - a przekonajcie się sami

Marcin Dukaczewski, lat 33, studiował Stosunki Międzynarodowe na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego.
Od 2001 roku związany jest z Grupą Kapitałową Prokom Investments S.A., w której pracował przy głównych projektach informatycznych i kapitałowych prowadzonych w ramach Prokom Software S.A. oraz projektach inwestycyjnych i handlowych realizowanych przez Bioton S.A., Petrolinvest S.A., Polnord S.A. oraz inne podmioty grupy Prokom Investments S.A.
Pełni funkcję członka Zarządu Prokom Investments S.A. Jest również członkiem Rad Nadzorczych Petrolinvest S.A., Bioton S.A., Polnord S.A., Silurian Sp. z o.o. oraz Rad Dyrektorów spółek z Grupy Bioton S.A.: singapurskiej spółki SciGen Ltd. oraz chińskiej spółki Hefei-SciGen-Bioton Biopharmaceutical Company Ltd. Pełni również funkcję członka Zarządu Fundacji Ryszarda Krauze oraz członka Zarządu PZT Prokom Sp. z o.o.
Od 9 września 2010 roku pełni funkcję członka Rady Nadzorczej Spółki.

Źródło:
http://www.petrolinvest.pl/pl/rada-nadzorcza/marcin-dukaczewski-2.html

"

http://czerwonykiel.blogspot.com/2012/03/tato-marcin-powiedzia-ze-jego-tata.html





Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2012-03-29 / 15:31
Na marginesie głodówki w obronie lekcji historii, wklejam (tutaj, bo innego miejsca nie znalazłem) krótką relację Mackiewicza z 1940 roku.

z góry przepraszam za formatowanie tekstu, ale kopiowałem z pdfa.

--------------------------------------------------

Zaczynamy gnić


"bez znajomości historii nie ma kultury"


Józef Mackiewicz

5 sierpnia 1940 był dniem upalnym. Rano przybyłem do Wilna dla załatwienia kilku
sprawunków i po południu miałem wracać pociągiem podmiejskim na wieś. W dusznej
atmosferze wisiały nieruchawo transparenty czerwone. Z każdej nieomal witryny wyzierał
portret Stalina, częściowo już wyblakły od słońca i popstrzony przez muchy. Chodniki były
nagrzane, przechodnie spoceni. Na placu przed dworcem kolejowym zbitą ciżbą stał tłum
ludzki, a z trzech ulic wylotowych napływały wciąż nowe grupy manifestantów.
Łatwo było odgadnąć, że maszerowali wszyscy, kogo rozkaz maszerowania dosięgał bezpośrednio.
Szli dorośli i dzieci. Jak się później okazało, dzieci te trzymane były od rana bez obiadu w szkołach,
a później tkwiły na skwarze. Leniwie kołysały się transparenty i sztandary czerwone. Nad kurzem
wzbijanym nogami, nad zaduchem ludzkim płynęły dźwięki "Międzynarodówki".
Z trudem lawirując, przeciskałem się w kierunku poczekalni dworcowej. Jeszcze dwa - trzy razy
zapytałem przechodniów na chodniku o przyczynę uroczystości. Nikt nie wiedział. Uroczystości,
pochody i manifestacje odbywały się teraz zbyt często.
- Zapytaj pan tych, co idą - mruknął któryś.
Obok maszerowała właśnie delegacja - sądząc z zewnętrznego wyglądu - jakiegoś artelu
rzemieślniczego.
- O co chodzi? - spytałem szeptem zacnego majstra, który nie mógł złapać nogi w szeregu.
W tej chwili poznałem go: szewc z ul. Zarzecznej. Poprawił nogę i maszerował teraz jak stary
komunista. Udał, że mnie nie zna.
- O ważne rzeczy chodzi - odpowiedział.
W poczekalni dworca panował tłok nieopisany. Nikogo nie wypuszczano na peron. Pociągi miały
odejść później. Trzeba czekać. Wielu próbowało się przepchnąć koło biletera, ale w drzwiach stał
bojec z czterograniastym bagnetem na karabinie. Kontroler w przejściu patrzał tępo przed siebie.
Na czapce jego widniała gwiazda, daszek opadał na oczy... W zmarszczkach twarzy taił się brud
stacyjny i zniechęcenie.
- Panie! - wołała jakaś kobieta, zaciągając z wileńska - niechaj pan zlituji sie, mnie dzieci czekajon
w domu.
- Nie ma tu żadnych "panów" - odburknął kolejarz. Kobieta się cofnęła.
- Jak do niego, cholera, mówić? - zapytała szeptem sąsiadkę.
- Wiadomo jak: powiedz pani "towarzyszu".
- Towarzyszu!... - zaczęła znów tamta biadającym tonem i urwała raptownie.
- Nie można teraz. Czego się pchacie? Ech, naród jaki niezorganizowany! - zawołał oficer NKWD,
wyrastając nagle w przejściu.
Okrzyk, który się zerwał z jego ust, nie był groźny, nie poparł go też ani przekleństwem, ani srogą
miną. Raczej stanowczość i dobrze wyreżyserowana perswazja brzmiały w jego głosie. I wtedy ten
"niezorganizowany naród" zaczął się cofać, tłocząc się nagle do tyłu, jak uprzednio tłoczył się ku
przodowi. Ktoś rozdusił babie w ścisku pusty kosz. Syknęła, ale nie ośmieliła się krzyknąć. Oczy
wszystkich skierowane były na tego uzbrojonego męża NKWD z wyrazem przymilnego strachu. W
kącie koło drzwi kwiliło dziecko. Obok leżało kilku drwali wprost na cemencie, rozłożywszy swój
skromny posiłek pomiędzy piły, siekiery, plwociny i niedopałki papierosów. "Niezorganizowany
naród" bab, dzieci, robotników, wyleniałych inteligentów, który w tak podniosłej chwili ośmielał się
wysuwać swe indywidualne interesy, jechać dokądś za indywidualnymi biletami, spędzony został
do tej dusznej poczekalni i zamknięty na razie na klucz, aby nie przeszkadzał "narodowi
zorganizowanemu" na placu przed dworcem w jego manifestacji...

Dowiedziałem się wreszcie, że manifestacja odbywa się ku czci delegatów litewskich, którzy
przywieźli z Moskwy uroczystą zgodę Rady Najwyższej ZSRR na włączenie Litwy do związku
wolnych narodów. Za oknami zagrała muzyka.
Wielkie okna dworców kolejowych, dzień i noc w ciągu wielu lat wpatrzone w miasto przed
podjazdem, z biegiem czasu zachodzą bielmem kurzu. W dodatku pająk ze strony zewnętrznej
rozpostarł swą pajęczynę, więc patrzyłem przez nią jak przez kratę więzienną na tę najbardziej
podłą manifestację, na jaką zdobyć się może zbiorowisko ludzkie: bezwolne stado wiwatowało z
okazji utracenia wolności, z okazji przywiezionego mu jarzma, udawało radość. Usprawiedliwiała
okoliczność, że znaczna większość nie wiedziała w ogóle o co w tej manifestacji chodzi. Natomiast
wiedziała z całą pewnością i przekonaniem, że poszła na nią i pójdzie na każdą następną
manifestację, że nie odmówi swego udziału, pokornie i bezwolnie, we wszystkim, czego od "mas
pracujących" będzie się wymagało w przyszłości. Tylko za samo miano przynależności do tych
"mas". Bo bez tego grozi utrata posady, prześladowania, więzienie, głód, wrota NKWD. Podły
strach o rubel w kieszeni, o własną skórę, o mleko dla dziecka, o prawo patrzenia na własne
podwórko, strach - najbardziej przyziemne z ludzkich uczuć - stanowił bramę tryumfalną dla
delegatów powracających z Moskwy: bramę udekorowaną czerwonymi flagami.

Wmaszerowała kompania honorowa wojska litewskiego. Zdrowe, silne chłopy w stalowych
hełmach, z karabinami w ręku, z których od 15 czerwca 1940 nie padł ani jeden strzał protestu, ani
jeden - w obronie ich ojczyzny.
Oficer wyjął szablę z pochwy. Przyjemnie mignęła w słońcu wydłużona stal. Ale nie po to, by rąbać
wrogów, jak to przysięgał przed Bogiem. W tej chwili po śmiesznych frazesach "Bóg i Ojczyzna"
depcze, chrzęszcząc butami, cały naród, kroczący w manifestacji komunistycznej. I oficer daje
klingą znak, i kompania honorowa prezentuje broń przed zejściem wolności do - grobu. Zagrzmiał
hymn sowiecki. Delegaci litewscy wychodzą z dworca.
Poprzez cieniutką kratę zakurzonej pajęczyny widzę limuzynę, która lśniąc lakierem na słońcu
okrąża plac i zatacza się pod samo niemal okno. Przywiozła przedstawicieli prasy miejscowej. Z
limuzyny wysiada między innymi mój dobry znajomy, Polak, były wyższy urzędnik kolejowy
dyrekcji wileńskiej, teraz - przedstawiciel polsko-komunistycznej Prawdy Wileńskiej. Taki jak
dawniej, gdy chadzał po tym samym dworcu, jak po własnym podwórku, tłusty na twarzy, rubaszny
w gestach. Lubił popić przy bufecie, pogadać z dyżurnym przodownikiem policji, pochwalić się
wpływami w wyższej hierarchii urzędniczej, patriotyzmem polskim, nabożnością, nawet
antysemityzmem. Dwadzieścia lat wiernej służby w polskim urzędzie państwowym i dwa miesiące
w prasie bolszewickiej. Tak, to on. W pumpach, z bródką, pewny siebie i... z ogromną czerwoną
kokardą w klapie. Rok jeszcze nie minął, gdy pamiętam... ach, co tam, głupstwo wszystko.
Mam suche oczy i sucho mi w gardle.

Znałem go rzeczywiście od bardzo dawna. Znałem jego żonę, ot, taką sobie, miłą, gościnną
mieszczkę, bezpretensjonalną i bardzo nabożną. Kiedyś, pamiętam, u nas na wsi rozszalała się
burza. Piorun trzasnął w sosnę, drugi rozłupał starą jabłoń. Na świecie zrobiło się czarno. Wtedy to
ona, ruchem pełnym zaufania, z książeczki do nabożeństwa wyjęła święte obrazki i ustawiła każdy
w innym oknie, a sama spokojnie uklękła. Burza się kończyła.
Marzeniem jej był Rzym. Na rok przed wojną z drobnych oszczędności urzędnika polskiego dał się
uciułać kapitalik wystarczający na udział w wycieczce do Rzymu. Pojechała. Po powrocie zbyt
rozwlekle i drobiazgowo opowiadała najdrobniejsze szczegóły. A to ją, zemdloną w Bazylice Św.
Piotra, podejmował gwardzista papieski, to znowuż papież...
W okresie bolszewickim zostaje "uprawdomem" (administratorem domów znacjonalizowanych).
Pokłóciła się z pewnym lokatorem Żydem i krzyczała do niego: "Jak towarzysz śmie! Ja, stara
komunistka!..." - i ręce ściśnięte w kułaki przyciskała do swych miękkich, trochę już zwiędłych
piersi.

Robotnicy, tłukący kamienie pod domem na szosie, pocieszali mnie:
- Jeszcze pan będziesz pisał. -Jak Polska wróci. - Jak bolszewików diabli wezmą.
Tego dnia na podwórzu pobliskiej szkoły ludowej wyznaczony był wiec przedwyborczy. Te
"pierwsze wolne wybory" odbywały się w ten sposób, że nikt nie wiedział, kim są kandydaci, i skąd
się u nas w kraju wzięli. Ale też nikt absolutnie tą sprawą się nie interesował, nie pytał i oczywiście - nie protestował. Przyjęto jako rzecz jawną i najzupełniej normalną, że wszystko jest z góry
narzucone, od kandydatów aż do treści ich przemówień i uchwał "mas pracujących". Musi być też
napisane w gazetach, rozplakatowane po ulicach, że wybory są "najwolniejsze na świecie", i że
"pierwszy raz w historii kraju odzwierciedlać będą prawdziwą, niefałszowaną wolę ludu
pracującego". To wszystko na opak uważano za rzecz najzupełniej normalną.
Dlaczego? Doprawdy, diabli wiedzą, dlaczego.

Poszliśmy razem. Przede mną szedł kamieniarz o mocno czerwonej, przepitej trochę twarzy. Kulał
przy tym na jedną nogę, za to tym energiczniej wymachiwał lewą ręką, rozczapierzając dlaczegoś
wszystkie palce. Droga wypadła przez lasek sosnowy. Jego rozpięta, niedbale puszczana bluza
rozdymała się na wietrze przesłaniając mi widok. Z tyłu szła w milczeniu reszta robotników, i do
nich to pokrzykiwał kulawy, nie odwracając głowy:
- Ja im dam wybory, taka ich mać, tam i nazad i w poprzek! To oni myślą, że oni z robotników
mogą wariatów strugać! Zaczekajcie chłopcy, my im jeszcze pokażem.
- Daj Antoś lepiej spokój - odezwał się któryś i obojętnie splunął na wrzosy.
Ale kulawy uspokoił się dopiero przy zbliżaniu do szkoły. Tam na ganku wisiała już czerwona
flaga. Pod nią tkwiło dwóch policjantów litewskich, jeszcze w dawnych, "burżuazyjnych"
mundurach, ale bez naramienników. Znak Pogoni zastąpiła gwiazda na czapkach. Poniżej na
stopniach stał mówca, nie znany nikomu w okolicy. Przed furtką mała szara limuzyna, przez której
szybę dostrzec było można młodą dziewczynę. Przeglądając się w lusterku szofera, malowała sobie
usta.

Mówca mówił długo i monotonnie, słuchano go poziewając w zgodnej ciszy. Oklepane,
wyświechtane, zbanalizowane do niemożliwości frazesy padały równo jak krople z dachu. Znać
zresztą było, że agitator jest zmęczony, że już tuzin podobnych wieców dziś odklepał, i że wszędzie
mówił to samo, z tą samą intonacją i tym samym gestem. Tłum stał lub siedział na trawie, nie
okazując żadnego zainteresowania. Nawet oświadczenie, że "głosowanie jest obowiązkiem
obywatelskim", przeto w dokumentach stawiane będą pieczątki, nawet ten zastraszający przymus
nie był nowością, i wiedziano o nim zawczasu.

Siedziałem na trawie, pośrodku podwórza, gdy mówca kończąc przemówienie krzyknął: "Niech
żyje Respublika Radziecka!" - "Niech żyje ojciec i nauczyciel mas pracujących, nasz kochany
wódz i towarzysz, genialny Stalin!"
- Niech żyje! - ryknął pierwszy kulawy kamieniarz i szeroko wymachując lewą ręką w rozpiętej
bluzie zasłonił mi znowu widok podobnie jak tam w lasku.
- Niech żyje! - wrzaśnięto ze wszystkich stron.
Policjanci stanęli na baczność. Wszyscy zerwali się z miejsc. Zostałem sam jeden na trawie,
pośrodku podwórza, tak jak siedziałem, a w tej chwili jak rozduszony robak wśród depczących
wokół nóg i wzniesionych do góry rąk. Wstałem w końcu, splunąłem i powlokłem się drogą do
domu. Po chwili dopędzili mnie powracający z wiecu robotnicy.

Szli milcząc, jakby żując coś niesmacznego, coś co przeczuwali - nie da się łatwo strawić. Na
zakręcie minął nas samochód i ciężko buksując, torował sobie w piachu drogę na następny wiec. Z
okna wychyliła się ta sama dziewczyna i powiewała czerwonym szalem, machając swą chudą ręką,
wysterkającą z rękawa równie czerwonej bluzki. Uśmiechała się przy tym, tym standardowym,
typowym, sztucznym sowieckim uśmiechem, którego pełno na każdym zdjęciu, plakacie, fotografii
kinowej, ilustracji gazetowej, o którym twierdzą szpalty sowieckie, wypluwane codziennie z
maszyn rotacyjnych, że zaświtał na ustach jako radość z wolności i szczęścia. Lepki, fałszywy,
gadzinowy uśmiech spodlonej maski ludzkiej.
I znów pierwszy kulas, a za nim kilku innych podnieśli ręce i odkiwali przyjaźnie. Po czym
odwracając głowę kulas odezwał się spokojnie, cedząc rzeczowo przekleństwa:
- Paszła ona k p.... matieri! k... czerwona!
- Ot, Żydówka parszywa - mruknął na wpół do siebie - Może ona i nie Żydówka, a tak, prosto bl...
Pozostał nam jeszcze kawałek drogi piaszczystej, wyboistej, pod górę. Z lewa, wysoko nad
sosnami, przypiekało słońce. Daleko, daleko już, ginął w zieleni obłok kurzu za samochodem.
- Taksówką, taka ich mać, rozjeżdżają. Komunisty, mać ich... - odsapnął kulawy, któremu iść było
ciężko.
Nie wytrzymałem:
- To po jaką cholerę darliście się "Niech żyje!", jeśli teraz przeklinacie.
Nastała chwilka ciszy, i tylko w ostatnim skwarze brzęczały jesienne muchy.
No... a to jakże inaczej?... - odpowiedział kamieniarz i odwrócił ku mnie swą nalaną twarz, na
której malowało się szczere zdziwienie.

Wiadomości 1947 nr 24 (63)"



ctefan
(112/2/1651)
Avatar: ctefan
WYŚLIJ PW
2012-03-29 / 21:01
mamy nową historię"


"Rządząca Podkarpaciem koalicja PO &#8211; PSL dopuszcza się podwójnego skandalu. Z publicznych pieniędzy dofinansowuje imprezę gloryfikującą stalinowskiego zbrodniarza odpowiedzialnego za śmierć żołnierzy podziemia niepodległościowego.

Chodzi o uroczystości w 65. rocznicę śmierci sowieckiego generała Karola "Waltera" Świerczewskiego. Na dodatek człowieka odpowiedzialnego za tłumienie antybolszewickiego powstania na Ukrainie kreuje na symbol pojednania polsko-ukraińskiego."


http://www.rp.pl/artykul/153227,851804-Zbrodniarz-Swierczewski-uczczony-za-pieniadze-podatnika.html

cadam
(3154/147/2233)
Avatar: cadam
WYŚLIJ PW
2012-04-02 / 09:58
Skąd elity III RP?
http://www.youtube.com/watch?v=VQPvHnlqiZI&;feature=watch_response

Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2012-04-05 / 09:58
Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2012-04-10 / 15:13
"O agenturze w "Solidarności" o Kościele i Polsce - Niepublikowany wywiad Andrzeja Brzezika z Anną Walentynowicz (1)"

http://pomniksmolensk.pl/news.php?readmore=1658



cadam
(3154/147/2233)
Avatar: cadam
WYŚLIJ PW
2012-04-21 / 19:37
Dyskusja o demografii i wpływie służb specjalnych na przedsiębiorczość III RP
http://www.youtube.com/watch?v=3z0OuopEbcY

cadam
(3154/147/2233)
Avatar: cadam
WYŚLIJ PW
2012-04-23 / 11:40
Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2012-04-26 / 13:55
"Dokument śledczy Sylwestra Latkowskiego "Zabić Papałę" to efekt ponad dwuletniej pracy. Dzięki temu to najważniejsze w Polsce dochodzenie ma po raz pierwszy swoje filmowe podsumowanie.

"Po blisko 12 latach od śmierci generała policji Marka Papały wciąż nie wiemy, kto go zabił i dlaczego. Schwytanie sprawców tej zbrodni to punkt honoru organów ścigania. Trzeba więc zadać pytanie: gdzie są sprawcy i gdzie jest honor? Do dzisiaj nikt nie miał odwagi powiedzieć wprost, iż ci, którzy prowadzili śledztwo w sprawie śmierci generała, błądzili we mgle i błądzą nadal". Latkowski nie tylko to powiedział, ale i przekonująco udowodnił. Dotarł do najwyższych urzędników zajmujących się sprawą Papały. Nie szukał sprawców morderstwa, nie epatował wiedzą tajemną, nie stawiał karkołomnych hipotez i nie mnożył listy podejrzanych. Chciał się dowiedzieć, jak przebiegało śledztwo i dlaczego nie przyniosło efektów. Zadawał suche pytania i sumiennie egzekwował odpowiedzi. Zdobył nieznane opinii publicznej dokumenty ze śledztwa, stenogramy przesłuchań, prywatne listy i ekspertyzy. Swoim filmem zadał pytanie: czy w wymiarze sprawiedliwości znajdzie się ktoś na tyle odważny, by podjąć zdecydowane działania w sprawie śledztwa, które tylko od czasu do czasu odżywa w mediach?"

http://www.youtube.com/watch?v=jRRyK8e3VKc



almagra
(7741/104/1886)
Avatar: almagra
WYŚLIJ PW
2012-04-26 / 14:25
Rozpoczyna się kolejny serial medialny o morderstwie na generale.Seriale medialne oczywiście do nikąd nie prowadzą,służą jako pulp fiction do zapełniania czasu antenowego i papieru gazetowego dla gawiedzi.Są charakterystyczne dla niby mediów w krajach trzeciego świata.

almagra
(7741/104/1886)
Avatar: almagra
WYŚLIJ PW
2012-04-26 / 14:28
Pytanie pierwsze w pierwszym odcinku proponuję:''Czy generał wypadł z kocyka i co na to det.Rutkowski???''

almagra
(7741/104/1886)
Avatar: almagra
WYŚLIJ PW
2012-04-26 / 14:39
Kochani,gdzie my żyjemy?

cadam
(3154/147/2233)
Avatar: cadam
WYŚLIJ PW
2012-04-26 / 14:41
Pytanie drugie. Kiedy rzekomi zabójcy powieszą się?

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2012-04-26 / 15:01
Latkowski to ten od filmu o Blidzie?

Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2012-04-26 / 15:39
>> magus, 2012-04-26 15:01:31
Latkowski to ten od filmu o Blidzie?

tak, tzw. kontrowersyjna postać - siedział w więzieniu, dziennikarz śledczy początkowo słynący z medialnej walki z "układami", potem przedstawiany jako ofiara IV RP, to u niego w mieszkaniu zatrzymano Janusza Kaczmarka, na punkcie rozwikłania zagadki śmierci Papały miał fioła...

http://www.pardon.pl/artykul/2377/kim_jest_sylwester_latkowski







magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2012-04-26 / 21:35
"Wyimek z "podręcznika". W rubryce "Znaki czasu" poza skróconą historią "Gazety Wyborczej" znajdujemy dwa zadania dla uczniów:

1. Przedstaw rolę "Gazety Wyborczej" i jej znaczenie dla społeczeństwa polskiego w okresie poprzedzającym wybory kontraktowe do parlamentu w 1989 roku.

2. Scharakteryzuj rolę "Gazety Wyborczej" od dziennika solidarnościowej opozycji do najbardziej poczytnej, atrakcyjnej dla szerokiej publiczności polskiej gazety."



http://wpolityce.pl/dzienniki/jak-jest-naprawde/27422-czy-panstwo-donalda-tuska-nie-mogloby-po-prostu-przekazac-wladzy-na-czerska-wyborczej-wyszloby-taniej-niz-obecny-cyrk

Fotka do tematu: Z historii III RP...
Aby powiększać zdjęcia musisz się zalogować!
almagra
(7741/104/1886)
Avatar: almagra
WYŚLIJ PW
2012-04-26 / 23:26
Cadam,oczywiście,że się powieszą,nie mają wyjścia.

almagra
(7741/104/1886)
Avatar: almagra
WYŚLIJ PW
2012-04-26 / 23:28
Trybuna Ludu też była poczytna,zwłaszcza jak problemy z toaletowym były.

almagra
(7741/104/1886)
Avatar: almagra
WYŚLIJ PW
2012-04-27 / 12:09
Pierwszy przypadek zastrzelenia podczas kradzieży samochodu w Polsce...Samochodu niskiej wartości...Zastrzelony siedział za kierownica...Zastrzelony zanim zobaczył złodzieja...Złodziej po zabójstwie nie ukradł samochodu...Dziwnym trafem spotkało to generała policji...

almagra
(7741/104/1886)
Avatar: almagra
WYŚLIJ PW
2012-04-27 / 12:14
Myślę,że ''porządni''złodzieje samochodów mogą czuć się urażeni takim oszczerstwem.Przecież oni zawsze działają bez broni i niezauważalnie.Sporadycznie dają w ryj jak ktoś nie chce po dobroci opuścić Merola i tyle.Oni nie robią na mokro.

Gustaw
(9071/181/1752)
Z zupełnie innej
beczki.
Avatar: Gustaw
WYŚLIJ PW
2012-04-27 / 13:48
>> almagra, 2012-04-27 12:14:24
Myślę,że ''porządni''złodzieje samochodów mogą czuć się urażeni takim oszczerstwem


Myślę, że prokuratura jest tak zmotywowana do ogłaszania swoich sukcesów, że w najbliższej przyszłości możemy spodziewać się postawienia zarzutów n.p. zabójcy prezydenta Kennedyego. Okaże się, że Kennedy został kilkukrotnie trafiony korkiem od szampana a zleceniodawcą był ubogi rolnik mieszkający w południowym Bangladeszu. :-)

Chyba nikt rozsądny nie wierzy w ten cudowny zbieg okoliczności w sprawie Papały.

Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2012-05-23 / 11:56
Niepublikowany wcześniej wywiad Andrzeja Brzezika z Anną Walentynowicz.

cz1.
http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&;v=FKll_nK3Uns

cz2.
http://www.youtube.com/watch?v=OTqvO3hHN08&;feature=relmfu

cz3.
http://www.youtube.com/watch?v=_b2JsXc5JRE&;feature=relmfu







Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2012-05-24 / 09:26
"(...)
Warto wspomnieć, że na początku roku 1993 Anna Walentynowicz, Andrzej Gwiazda, Kazimierz Świtoń i Kornel Morawiecki zażądali, by prokuratura ścigała ich za to, że publicznie oskarżyli Lecha Wałęsę o współpracę z SB. Liczyli , że w trakcie procesu sądowego o znieważenia głowy państwa zostaną odtajnione dokumenty mające świadczyć o agenturalnych powiązaniach prezydenta.

Prokurator odmówił jednak wszczęcia wobec nich postępowania.

W maju 1994 roku w czasie promocji swojej książki w Poznaniu Anna Walentynowicz oskarżyła Wałęsę o złodziejstwo i przynależność do SB. W czasie kampanii prezydenckiej 1995 roku w lewicowej prasie ukazał się list otwarty do Wałęsy: "Ty się naprawdę nie boisz Boga, Lechu?". Składał się z 17 oskarżycielskich pytań, w których Walentynowicz zarzucała prezydentowi współpracę z SB, obyczajowe ekscesy, złodziejstwo i kłamstwa.

O co pytała śp. Anna Walentynowicz Wałęsę, pytania na które nigdy nie
udzielił odpowiedzi.

1. Czy pamiętasz , jak w styczniu 1971r. przyznałeś, że na żądanie SB
dokonywałeś indentyfikacji uczestników zajść grudniowych z fotografii
i filmu?
2. Dlaczego okłamałeś wszystkich mówiąc o przeskoczeniu płotu,
podczas gdy na strajk 14.08.1980r. zostałeś dowieziony motorówką z
Dowództwa Marynarki Wojennej w Gdyni?
3. Jak godziłeś swoją katolicką moralność z głośnymi przygodami, o
które żona robiła ci publicznie awantury w 1980r ?
4. 9 grudnia 1980r przyznano " Solidarności " pierwszą nagrodę -30
tys.USD. Co zrobiłeś z tymi pieniędzmi ?
5. Co zrobiłeś z 60 tys.USD nagrody szwedzkiej prasy, które miałeś
przekazać na Panoramę Racławicką, lecz nigdy nie przekazałeś?
6. Czy mieszkanie na ul.Polanki 52 kupiłeś, czy otrzymałeś w darze i od
kogo?
7. W jakiej kwocie Bagsik i inni biznesmeni finansowali Twoją pierwszą
kampanię wyborczą?
8. Czy uważasz za właściwe, że głowa Państwa lokuje pieniądze w
bankach zagranicznych, wbrew polskiemu prawu?
9. Czy byłeś w 1981 r. informowany przez Prezydium MKZ, że M.Wachowski
jest kapitanem SB ?
10. Czy Wachowski posiada Twoje zdjęcia ze wspólnych orgii i dlatego nie
reagowaleś na jego poczynania?
11. Czy SB szantażowała Cię ujawnieniem wszczętych postepowań karnych
o kradzieże przed Sądem dla nieletnich i Sądem Rejonowym, wymuszając
płatną wspólpracę?
12. Za jakie zasługi w obozie w Arłamowie przyznano Ci prawo polowania z
Kiszczakiem i 5-tygodniowy pobyt z całą rodziną, gdy innym odmawiano
zwykłych widzeń?
13. Czy pamiętasz swoją wypowiedź na Kongresie USA " lokujcie swe
kapitały w Polsce, bo na nędzy i głupocie można najlepiej zarobić".
Czy nadal tak sądzisz?
14. Z jakiej obietnicy wyborczej wywiązałeś się ?
15. Czy teraz potrafisz odpowiedzieć na pytanie A.Gwiazdy z I Zjazdu
Solidarności- jak wygląda dogadanie się Polaka z Polakiem, gdy jeden
jest zdrajcą?
16. Kiedy spełnisz publiczne obietnice rozliczenia się z majątku i
wskażesz jego prawdziwe źródła, bo "twoje" ksiązki przyniosły straty?
Podobnie z obietnicą wyjaśnienia stosunków z SB ?
17. Czy nie dosyć już kłamstw, krętactw, niekompetencji, pazerności,
czy Ty naprawdę nie boisz się Boga, Lechu ?

Gdańsk , dn. 25.09.1995r. Anna Walentynowicz

Niech mowa Wasza będzie: tak-tak, nie -nie."

http://maciwoda.salon24.pl/224001,trzy-razy-w-czyli-troche-o-solidarnosci



magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2012-06-05 / 21:41
"Piotr Semka dla wPolityce.pl o 4 czerwca 1992 roku: "to była atmosfera linczu, która wywołała zachwyt wśród dziennikarzy"
opublikowano: wczoraj, 23:58 | ostatnia zmiana: dzisiaj, 12:05

Był to dzień poprzedzony tygodniem "ukrytego przygotowania ogniowego". Przede wszystkim pojawiło się w mediach bardzo wiele mechanizmów, które miały wzmacniać napięcie. 28 maja Sejm przyjął uchwałę lustracyjną, i było wiadomo, że dano stosunkowo krótki okres na jej realizację. Przygotowaniem ogniowym były m. in. plotki, które sugerowały, że lustracja zostanie połączona z dekomunizacją. Pamiętam dobrze, jak na łamach "Gazety Wyborczej" pojawił się dokument, który sugerował, że dekomunizacja ma iść bardzo głęboko, aż do stopnia majstra w zakładach pracy, a więc bardzo nisko. Dokument sprawiał wrażenie spreparowanego, i do dzisiaj nie wiadomo, skąd pochodził.

To tworzyło atmosferę grozy.

Drugim czynnikiem była kampania kłamstw wobec okoliczności zablokowania przez rząd Olszewskiego podpisania przez Wałęsę umowy umożliwiającej tworzenie na bazie sowieckich baz wojskowych spółek, które miałaby charakter eksterytorialny. Wówczas to Wałęsa, przy użyciu wielu dyplomatów, intelektualistów, oskarżał rząd o całkowitą nieodpowiedzialność. Ta linia ataku polegała na tym, że rząd już, już podpisywał, a "histerię" wywołał rzekomo Olszewski, czym - twierdzono - kompromitował Polskę, łamał zasady dyplomacji itd.

Trzecim elementem były wnioski o dymisję rządu, które składał Jan Maria Rokita. Mało się pamięta o udziale tego polityka w tamtych wydarzeniach. Jan Rokita był aktywny nie tylko w czasie nocy czerwcowej, ale już wówczas.

Sam 4 czerwca składał się z dwóch faz.

Pierwszy okres to ten, w którym Wałęsa i większość posłów zakładali, że to już jest koniec agentów. Dochodziły wówczas informacje, że ci, którzy wiedzieli, że byli agentami, są gotowi podać się do dymisji. To był przypadek np. ministra Skubiszewskiego, który sugerował, że wycofa się ze swojej funkcji do pracy czysto naukowej. To odbierano jako sygnał odejścia. Zresztą sam Wałęsa wydał oświadczenie ok. godz. 13, w którym przyznawał się, że "coś tam podpisał", jak to określił.

Potem atmosfera się zmieniła. Kto tę atmosferę zmienił? Np. Jacek Kuroń był bardzo agresywny, opowiadając się za obaleniem rządu. Napisał o tym w swoich wspomnieniach, przywołując rozmowę z Wachowskim z 2 czerwca w ambasadzie włoskiej, w której stwierdził, że nie ma innego wyjścia niż obalenie rządu. Donald Tusk był zaskakująco agresywnym czynnikiem. Tak więc kluczowe postaci to Wachowski, Kuroń, Tusk, Moczulski. Cała partia Moczulskiego była zbudowana na autorytecie jednej osoby, dlatego uważał on, że nie może sobie pozwolić na cień wątpliwości co do siebie, i od razu przyjął rolę ostro grającego. Domyślam się jednak, że głównym "macherem" był Mieczysław Wachowski. I myślę, że to Wachowski wyrwał Wałęsę z przekonania, że trzeba się przyznać do wszystkiego. Przekonał go, że najlepszą obroną jest atak. Wachowski zresztą w wielu wypadkach sprawiał wrażenie kogoś, kto dominuje nad Wałęsą.

Do godziny 13-14 w Sejmie widać więc przede wszystkim popłoch i przerażenie.

Warto podkreślić, że niezwykle ważną rolę w tym wszystkim odgrywał klub Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Posłowie KLD próbowali nie dopuścić do przyjęcia uchwały lustracyjnej poprzez zrywanie kworum, razem z Unią Demokratyczną. Prawie im się to udało, ale tylko prawie, bo przeważyły 2 głosy. Co ciekawe, na liście Macierewicza były tylko 3 osoby z KLD, jedna istotna, mianowicie Michał Boni. Ale postawę KLD tłumaczyłbym raczej faktem, że była to partia pod bardzo silnym wpływem Belwederu i Mieczysława Wachowskiego.

Po godz. 15 sytuacja się zmienia. W Sejmie pojawiają się ludzie związani z Belwederem. Pamiętam Wachowskiego rozmawiającego z przedstawicielem PAP. Głośna jest też legenda mówiąca, że doszło do rozmowy między Wachowskim a Tomaszem Lisem. Ten ostatni zadał pytanie: "co mam robić, jestem między młotem a kowadłem", na co miała paść odpowiedź Wachowskiego: "spokojnie, spokojnie, do wieczora nie będzie kowadła". Obserwowałem też niektórych pracowników Telewizyjnej Agencji Informacyjnej (TVP), którzy przybyli z grupą liberałów. Odbywali oni rozmowy z dziennikarzami, które dziś odczytuję jako służące przekazaniu instrukcji co do tego, jak należy powoli zmieniać atmosferę.

Pamiętam charakterystyczny moment: polityk KLD Andrzej Zarębski podchodzi do "okrągłego stołu", przy którym siedzieli dziennikarze, i przedstawia swoje widzenie sytuacji politycznej. I chwilę potem, podczas kolejnego wejścia Tomasza Lisa na antenę TVP - jako sejmowego korespondenta - widać, jak Lis przedstawia jako obiektywną wiedzę to, co mu sugerował Andrzej Zarębski, który był stroną konfliktu.

I jeszcze jedna wstrząsająca scena: konferencja prasowa Piotra Naimskiego, wówczas szefa UOP. Artur Domosławski z "GW" zadaje pytanie o czysto zniesławiającym charakterze - o to, czy to prawda, że Naimski podpisał lojalkę. Naimski odpowiada, że to oczywiście nieprawda, po czym dochodzi do fascynującego momentu: okazuje się, że dziennikarze nie pytają o nic. Wydawałoby się, że tego dnia szef UOP-u powinien być zalany setką pytań. A tu cisza! Dzisiaj tłumaczę to w ten sposób, że większość dziennikarzy już przyjęła wersję obalających rząd, i nie czuła potrzeby pytania o cokolwiek, bo każde pytanie byłoby związane z odpowiedzą Naimskiego, z którą coś trzeba zrobić. Więc lepiej w ogóle nie pytać o nic.

Dochodzi do paradoksu, dość zabawnego. Późnym wieczorem spotykam Pawlaka, który nie bardzo wyróżniał mnie chyba spośród dziennikarzy. I Pawlak powiedział mi, że już jest zaplanowane, że po obaleniu Olszewskiego zostanie mianowany nowy szef Radiokomitetu.

Im bliżej wieczora, tym bardziej widać, że mechanizm politycznego linczu ruszył. Wiemy, że w tym czasie odbyły się dwie narady u Wałęsy: ta druga, o 22 chyba, została uwieczniona kamerą. Pierwsza miała miejsce ok. 20. Centrum wydarzeń przenosi się na salę sejmową. Mamy dramatyczne przemówienia tych, którzy bronią rządu, i histeryczna popędzanie ze strony tych, którzy chcą rząd jak najszybciej odwołać. Jan Rokita wołał groteskowo, że rząd Olszewskiego uprawia "obstrukcję, powtarzam: obstrukcję". Potem, następnego dnia Rokita twierdził, że ludzie Macierewicza niszczą rzekomo jakieś dokumenty, i trzeba szybko działać. Mówię to dlatego, że polityk ten ma dziś opinię poczciwego prawicowca, a warto przypomnieć, jak było wówczas. Zwłaszcza, że to Rokita budował tezę o "opozycji antypaństwowej", a z takich słów rodziła się akceptacja dla działań grupy pułkownika Lesiaka.

4 czerwca 1992 roku po raz pierwszy zobaczyliśmy absolutną pogardę dziennikarzy mainstreamowych mediów dla wydarzeń; sprawiali oni wrażenie ludzi, którzy realizują jakiś scenariusz polityczny.

Wracając myślami do 4 czerwca chcę przywołać jeszcze jedną scenę. Rząd odwołano późno w nocy. I gdy posłowie opuszczali salę po tym politycznym linczu, przed Sejmem zebrała się najwyżej kilkunastoosobowa grupa młodych ludzi. To było nieco surrealistyczne, bo wyglądali oni jak młodzież, która chodzi na dyskoteki. Bardzo młodzi ludzie, a dziewczyny jeszcze przed dwudziestką. I oni jako jedyni, w imieniu wolnej Polski, zebrali się przed Sejmem, i zaczęli do tych wychodzących posłów gwizdać, i mówić "zdrajcy". I pamiętam, że wielu posłów - z tych, którzy rząd obalili - patrzyło takim niezadowolonym wzrokiem na strażników sejmowych , którzy stali przy wejściu, patrząc w inną stronę, nie mając ochoty na żadną interwencję. To była dość symboliczna scena: bardzo młodzi ludzie, trochę jak z kosmosu, których najmniej o to można było posądzać, stanęli w obronie rządu Olszewskiego, w poczuciu nieprawości. Posłowie do nich rzucali hasła typu "ile wam zapłaci", typowe hasła. Pech chciał, że mojej ekipie telewizyjnej skończył się limit pracy, i nie miałem kamery, nie mogłem tego sfilmować - czego do dziś żałuję. Dlatego o tym opowiadam, żeby tę scenę uwiecznić.

Pamiętam z tamtych godzin także licznych "prawicowych" polityków Unii Demokratycznej. Polityków w typie Aleksandra Halla, z Forum Prawicy Demokratycznej. Przekonywali wówczas, że oni owszem, są za lustracją, ale nie "dziką", ale mądrą. To była oczywiście nieprawda, bo potem czekaliśmy aż 7 lat na jakąkolwiek lustracją, którą uchwaliła AWS.

Często powtarza się też kłamstwo, że rzekoma lista Macierewicza była autorytatywnie sporządzonym spisem agentów, że przesądzała, kto był agentem, a kto nie. To nieprawda, na tym dokumencie był nagłówek mówiący, że jest to wypełnienie uchwały o sprawdzeniu stanu zasobów archiwalnych. Macierewicz podkreślał, że oceną sensu tych zapisów powinna zająć się specjalna komisja pod przewodnictwem Adama Strzembosza, wówczas I sędziego Sądu Najwyższego. I to dotyczyłoby przede wszystkim takich postaci jak Wiesław Chrzanowski. Niedawno Wiesław Walendziak postawił tezę, że to absurd, jeżeli ktoś ceni i Chrzanowskiego, i broni Macierewicza. Więc odpowiadam Wiesławowi Walendziakowi, że w tym nie ma sprzeczności, ponieważ takie sprawy miała badać komisja Strzembosza. Oczywiście, byli wówczas ludzie, którzy przekonywali takich ludzi jak Chrzanowski, że Macierewicz ich opluł i trzeba ten rząd odwołać. Ale powtarzam: lista Macierewicza była listą zasobów archiwalnych. Zrobiono wszystko, żeby ta lista była niejawna.

Łudzono się wówczas, o czym mówił ostatnio w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" Piotr Naimski, że część tych osób, które miały powody do poczucia winy, wycofają się z polityki. Czas pokazał, że te osoby właśnie zachowywały się w sposób najbardziej arogancki i bezczelny. Trzeba przypomnieć postawę Michała Boniego, który wówczas wygłosił całą tyradę o tym, że ujawnienie agentury oznacza "zamach na polski etos inteligencki". A mówił to człowiek, który wiedział doskonale, że współpracował z bezpieką. To była skala tego niesłychanego tupetu i gotowości do obrony swojego "niepokalanego" imienia każdą metodą. Co zresztą udało się Boniemu, bo przecież dopiero w roku 2008 musiał się przyznać do bycia agentem. I warto przypomnieć słowa Boniego, bo one są bardzo charakterystyczne dla tego stylu "skrzywdzonej niewinności". Cytuję:

"To, co obserwujemy obecnie - mówi Boni w 1992 roku - jest końcem pewnej formacji umysłowej. Jest końcem tego modelu polskiej inteligencji, jaki powstał po powstaniu styczniowym. Jest końcem pewnego etosu. Przez te trudne sto dwadzieścia lat, ze zmiennymi doświadczeniami, w etosie tym i polskiej opinii publicznej dominował prymat prawdy nad manipulacyjną efektywnością. (...) Obrona wartości jest wyśmiewana, sejmowy błazen, jakim jest Janusz Korwin-Mikke, przywdziać może niepasujący do niego kostium Katona, oby się nie okazało, że kata. (...) Nie ma w tej okrutnej, hazardowej grze parlamentarnej ani wygranych, ani przegranych. Zaczęła przegrywać polska racja stanu".

Michał Boni to polityk, który dziś decyduje o negocjacjach państwo - Kościół, więc to nie jest jakiś emeryt. I ten człowiek potrafił stawiać na równi z racją stanu próbę ukrycia faktu, że uległ SB i podpisał zgodę na współpracę. Do dzisiaj jest w polityce, czuje się nieskompromitowany, a premier Tusk przekazuje mu ważne elementy spraw państwowych.

Jacek Kuroń krzyczał w 1992 roku, że zna osoby z listy i im ufa, puszczano średnio udane dowcipy o kupie i wentylatorze - cała gama środków, które miały ukryć i zamaskować prawdę, że politycy, którzy mieli złe karty, nie potrafili się przyznać do słabości, natomiast potrafili doskonale kreować taką a nie inną atmosferę. Opowiadano przy tym bajki o jakiś płonących lasach pod Warszawą, o alarmach w koszarach MSW.

Zresztą kłamstwa dotyczące tamtych dni dzisiaj są powtarzane. Wojciech Czuchnowski - bo tak odczytuję inicjały "wcz" - tak rozpoczyna swój artykuł, który czytam 3 czerwca 2012roku: "4 czerwca o godz. 10 szef MSW dostarczył parlamentowi listę 66 nazwisk posłów, senatorów i ministrów, którzy w ocenie powołanego przez niego zespołu byli agentami komunistycznych służb bezpieczeństwa". To jawna nieprawda. W tych dokumentach było wybite, że jest to realizacja ustawy o stanie zapisów archiwalnych. Owszem, później, im bardziej konflikt narastał, tym bardziej zwolennicy ówczesnego PC czy RdR przyjęli tę konwencję, że to była lista agentów. Ale na początku tak nie było.

Ja ten dzień - 4 czerwca - pamiętam do dziś jako horror, bo był to dzień, w którym kłamstwo i tchórzostwo wygrywało z prawdą. To była atmosfera linczu, która wywołała zachwyt wśród dziennikarzy, a której symbolem były słowa Tomasa Lisa do grupy zaprzyjaźnionych dziennikarzy w kuluarach Sejmu, niby w formie żartu, ale zdradzające głębokie zaangażowanie, owe "panie prezydencie, Polska z Tobą".

Piotr Semka"

http://wpolityce.pl/wydarzenia/29791-piotr-semka-dla-wpolitycepl-o-4-czerwca-1992-roku-to-byla-atmosfera-linczu-ktora-wywolala-zachwyt-wsrod-dziennikarzy

cadam
(3154/147/2233)
Avatar: cadam
WYŚLIJ PW
2012-06-05 / 22:12
Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2012-06-17 / 17:40
Lista nieobecnych...

Sylwester Zych (19.05.1950 - 11.07.1989) - zamordowany, ksiądz katolicki, działacz opozycyjny w PRL
Jerzy Dąbrowski (26.04.1931 - 14.02.1991) - wypadek, biskup rzymskokatolicki, bardzo bliski współpracownik prymasa Stefana Wyszyńskiego, zastępca sekretarza generalnego Konferencji Episkopatu Polski
Andrzej Stuglik (? - 19.02.1991) - zamordowany, przed 1989 oficer kontrwywiadu PRL, doradca finansowy w Towarzystwie Handlu Międzynarodowego DAL SA, które sprzedawało m.in. broń, nie zawsze legalnie

Michał Falzmann (28.10.1953 &#8211; 18.07.1991) - zawał serca (?), inspektor NIK, wykrył i ujawnił nieprawidłowości w FOZZ
Walerian Pańko (08.10.1941 &#8211; 07.10.1991) - wypadek, prezes NIK, poseł na Sejm, prawnik
Janusz Zaporowski (? - 07.10.1991) - wypadek, dyrektor Biura Informacyjnego Kancelarii Sejmu
Jan Budziński (? - 1991) - zawał serca (?), kierowca służbowej lancii którą jechali Pańko i Zaporowski
Dwaj policjanci, którzy pierwsi przyjechali na miejsce wypadku również zmarli. Przyczyną zgonu było utonięcie (na rybach).
Jarosław Ziętara (16.09.1968 - wrzesień (?) 1992) - porwany 01.09.1992 i zamordowany, dziennikarz Gazety Poznańskiej
Jacek Sz. (?-1993) (potrzebne dane) &#8211; wypadek, oskarżony w sprawie FOZZ

Piotr Jaroszewicz (08.10.1909 &#8211; 01.09.1992) &#8211; zamordowany, premier PRL
Alicja Solska&#8722;Jaroszewicz (1925 &#8211; 01.09.1992) - zamordowana
Tadeusz Steć (01.09.1925 &#8211; 12.01.1993) &#8211; zamordowany
Jerzy Fonkowicz (19.01.1922 &#8211; 07.10.1997) &#8211; zamordowany

Andrzej Krzeptowski (1940 - 17.02.1996) - zamordowany, rzecznik prasowy &#8222;S&#8221; w &#8222;Ursusie&#8221;
Grzegorz Palka (08.05.1950 - 12.07.1996) - wypadek, przewodniczący Rady Miejskiej w Łodzi, były prezydent Łodzi, działacz opozycji w okresie PRL
Andrzej Stankiewicz (1953 - 23.08.1996) - zamordowany, działacz podziemnej "S" w Hucie Warszawa, szef Biura Interwencji Regionu Mazowsze
Jacek Bartosiak (? - 25.10.1996) - wypadek, przed 1989 pracował w Wydziale XI wywiadu MSW, następnie w UOP
Tadeusz Kowalczyk (03.06.1952 - 19.07.1997) - poseł i przedsiębiorca
Leon Dubicki (21.08.1915 - 07.03.1998) - zamordowany w Berlinie, generał brygady LWP, w sierpniu 1981 poprosił o azyl polityczny w Berlinie Zachodnim
Marek Papała (04.09.1959 &#8211; 25.06.1998) &#8211; zamordowany, Komendant Główny Policji
Andrzej Puszkarski (? - 25.10.1998) - wypadek, rezydent wywiadu UOP w Afryce Północnej
Bartłomiej Frykowski (09.03.1959 - 08.06.1999) - samobójstwo (przy użyciu noża), operator filmowy
Ireneusz Sekuła (22.01.1943 &#8211; 29.04.2000) &#8211; samobójstwo (?), poseł na Sejm
Waldemar Grudziński (1942 - 17.08.2000) - wypadek, skarbnik ROP, (w wypadku lekko ranny został były premier Jan Olszewski)
Stanisław Faltynowski (? - 26.12.2000) - samobójstwo (?), świadek, hotelarz prowadzący interesy z mafią paliwową
Zdzisław Majka (? - 02.02.2001) - samobójstwo (?), świadek w sprawie mafii paliwowej, były żołnierz Ludowego Wojska Polskiego
Jacek Dębski (06.04.1960 - 12.04.2001) - zamordowany, polityk, były minister sportu
Jerzy Bednarczyk (? - koniec 2001) - świadek, były członek sztabu LWP, pracownik PKN Orlen, powiązany z mafią paliwową
Tadeusz Maziuk ps. Sasza (? - 26.06.2002) - samobójstwo w areszcie, morderca (?) Jacka Dębskiego
Stanisław Padlewski (19.06.1947 - 28.11.2002) - samobójstwo, nauczyciel, prezydent Mysłowic
Jeremiasz Barański ps. Baranina (23.11.1945 - 07.05.2003) - samobójstwo w więzieniu, przestępca, jeden z przywódców gangu pruszkowskiego
Maciej Tokarczyk (17.04.1963 - 04.10.2003) - samobójstwo, lekarz, były wiceminister zdrowia i były prezes NFZ
Lech Maląg (? - 19.07.2004) - samobójstwo, dyrektor Izby Skarbowej w Łodzi
Marek Karp (02.07.1952 - 12.09.2004) - historyk, sowietolog, założyciel i wieloletni dyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich
Stanisław Skalski (27.11.1915 - 12.11.2004) &#8211; pobicie przez nieznanych sprawców, pilot, generał brygady WP, as myśliwski okresu II wojny światowej, po 1989 polityk, współzałożyciel partii Przymierze Samoobrona
Szymon Zalewski (? - 29.11.2004) - samobójstwo (?), ochroniarz BOR i kierowca Zbigniewa Sobotki (posłeł SLD skazany w tzw. aferze starachowickiej; ułaskawiony przez Aleksandra Kwaśniewskiego)
Filip Adwent (31.08.1955 - 26.06.2005) - polityk, lekarz, eurodeputowany do Parlamentu Europejskiego
Daniel Podrzycki (14.06.1963 - 24.09.2005) - wypadek, polityk, przewodniczący Polskiej Partii Pracy
Anatol Lawina (10.07.1940 - 16.09.2006) - pobicie przez nieznanych sprawców, bezpośredni przełożony Falzmanna, były dyrektor Zespołu Analiz Systemowych w Najwyższej Izbie Kontroli
Lech Grobelny (18.06.1949 - 28.03.2007) - zamordowany, założyciel Bezpiecznej Kasy Oszczędności

Wojciech Franiewski (? - 19.06.2007) &#8211; samobójstwo w więzieniu
Sławomir Kościuk (1956 &#8211; 04.04.2008) &#8211; samobójstwo w więzieniu
Robert Pazik (1969 &#8211; 19.01.2009) &#8211; samobójstwo w więzieniu
Mariusz K. (? - 13.07.2009) - samobójstwo, strażnik który w czerwcu 2007 roku pełnił dyżur w olsztyńskim więzieniu, gdy Franiewski powiesił się w celi



Andrzej Andrzejewski (19.05.1961 - 23.01.2008) - wypadek (samolot CASA), generał brygady, pilot Wojska Polskiego, dowódca Brygady Lotnictwa Taktycznego w Świdwinie
Jerzy Piłat (14.07.1962 - 23.01.2008) - wypadek (samolot CASA), pułkownik, pilot Wojska Polskiego, dowódca 12 Bazy Lotniczej w Mirosławcu
Dariusz Maciąg (? - 23.01.2008) - wypadek (samolot CASA), pułkownik, pilot Wojska Polskiego, dowódca 21 Bazy Lotniczej w Świdwinie
Wojciech Maniewski (? - 23.01.2008) - wypadek (samolot CASA), podpułkownik, pilot Wojska Polskiego, dowódca 40 Eskadry Lotnictwa Taktycznego w Świdwinie
Zbigniew Książek (? - 23.01.2008) - wypadek (samolot CASA), podpułkownik, pilot Wojska Polskiego, zastępca dowódcy 22 Bazy Lotniczej w Malborku
Dariusz Pawlak (? - 23.01.2008) - wypadek (samolot CASA), podpułkownik, pilot Wojska Polskiego, dowódca dywizjonu 12 Bazy LotniczejMirosławcu
Zdzisław Cieślik (? - 23.01.2008) - wypadek (samolot CASA), podpułkownik, pilot Wojska Polskiego, Szef Szkolenia Brygady Lotnictwa TaktycznegoŚwidwinie



Bronisław Geremek (06.03.1932 - 13.07.2008) - wypadek, historyk, były minister spraw zagranicznych, poseł do Parlamentu Europejskiego
Marian Goliński (16.07.1949 - 11.06.2009) - wypadek, polityk, poseł na Sejm
Jan Wejchert (05.01.1950 - 31.10.2009) - niewydolność serca spowodowana infekcją bakteryjną i sepsą,polski przedsiębiorca, założyciel grupy ITI
Grzegorz Michniewicz (1961 &#8211; 23.12.2009) &#8211; samobójstwo, Dyrektor Generalny Kancelarii Prezesa Rady Ministrów
Artur Zirajewski ps. Iwan (29.01.1972 - 03.01.2010) - samobójstwo (?), płatny morderca, jeden z głównych świadków w sprawie zabójstwa komendanta głównego policji Marka Papały
Stefan Zielonka (1957 - przed 27.04.2010) - samobójstwo (?), szyfrant, chorąży



Lech Kaczyński (18.06.1949 &#8211; 10.04.2010) &#8211; prezydent RP
Ryszard Kaczorowski (26.11.1919 &#8211; 10.04.2010) &#8211; prezydent RP na uchodźstwie
Franciszek Gągor (08.09.1951 &#8211; 10.04.2010) &#8211; generał, szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego
Tadeusz Buk (15.12.1960 &#8211; 10.04.2010) &#8211; generał dywizji, dowódca Wojsk Lądowych RP
Andrzej Błasik (11.10.1962 &#8211; 10.04.2010) &#8211; generał broni, dowódca Sił Powietrznych RP
Andrzej Karweta (11.06.1958 &#8211; 10.04.2010) &#8211; wiceadmirał, dowódca Marynarki Wojennej RP
Włodzimierz Potasiński (31.07.1956 &#8211; 10.04.2010) &#8211; generał, dowódca Wojsk Specjalnych RP
Bronisław Kwiatkowski (05.05.1950 &#8211; 10.04.2010) &#8211; generał broni, dowódca Operacyjnych Sił Zbrojnych RP
Kazimierz Gilarski (07.05.1955 &#8211; 10.04.2010) &#8211; generał brygady, dowódca Garnizonu Warszawa
Sławomir Skrzypek (10.05.1963 &#8211; 10.04.2010) &#8211; prezes Narodowego Banku Polskiego
Władysław Stasiak (15.031966 &#8211; 10.04.2010) &#8211; szef Kancelarii Prezydenta RP
Aleksander Szczygło (27.10.1963 &#8211; 10.04.2010) &#8211; szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego
Janusz Kurtyka (13.08.1960 &#8211; 10.04.2010) &#8211; prezes Instytutu Pamięci Narodowej



Mieczysław Cieślar (28.03.1950 - 18.04.2010) - wypadek, duchowny luterański, biskup Diecezji Warszawskiej, przewodniczący Kolegium Komisji Historycznej w sprawie inwigilacji luteran przez SB
Mirosław Wróbel (1958 - 08.05.2010) - samobójstwo, jeden z największych dilerów samochodowych w Polsce
Bogusław Kania (1968 - 31.05.2010) - katastrofa lotnicza, przedsiębiorca (firma Kanlux SA), zaangażowany katolik
Marek Dulinicz (10.05.1957 - 06.06.2010) - historyk, szef grupy archeologów mających badać miejsce katastrofy w Smoleńsku
Dariusz Ratajczak (28.11.1962 - przed 11.06.2010) &#8211; samobójstwo (?), historyk i publicysta
Eugeniusz Wróbel (1951 - 15.10.2010) - zamordowany, były wicewojewoda katowicki i były wiceminister transportu
Marek Rosiak (1948 - 19.10.2010) - zamordowany, pracownik biura poselskiego posła Janusza Wojciechowskiego
Witold Hatka (25.06.1939 - 13.11.2010) - wypadek, były poseł, polityk, przedsiębiorca
Paweł Żak (1966 - 13.12.2010) - samobójstwo, były komendant miejski policji w Kielcach
Piotr M. (1962 - 18.05.2011) - samobójstwo, były szef malborskiej policji, powiązany z mafią paliwową
Wiesław Podgórski (? - przed 30.06.2011) - samobójstwo, były doradca Andrzeja Leppera ds. kultury i dziedzictwa narodowego
Andrzej Lepper (13.06.1954 - 05.08.2011) - samobójstwo, przewodniczący partii Samoobrona Rzeczpospolitej Polskiej oraz Związku Zawodowego Samoobrona
Henryk Szumski (6.04.1941 - 30.01.2012) &#8211; zamordowany, generał broni WP, szef Sztabu Generalnego, członek Rady Bezpieczeństwa Narodowego
Leszek Tobiasz (1957 - 10.02.2012) &#8211; niewydolność układu krążenia, pułkownik WSI, główny świadek w tzw. aferze marszałkowej
Sławomir Petelicki (13.09.1946 - 16.06.2012) - samobójstwo, generał brygady WP, dyplomata PRL, dowódca jednostki GROM

Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2012-08-24 / 10:18
ku pamięci... co te media mogą zrobić z wydawałoby się porządnych ludzi.

"Wybory 2010

Komitet honorowy Bronisława Komorowskiego:

Lp. Nazwisko Kim jest?

1 Piotr Adamczyk aktor
2 Jacek Ambroziak prawnik, polityk, b. minister
3 Janusz Anderman pisarz
4 Irena Anders piosenkarka, aktorka, druga żona gen. Andersa
5 Andrzej Bachleda-Curuś b. narciarz, muzyk
6 Piotr Bałtroczyk dziennikarz, konferansjer
7 Artur Barciś aktor
8 Władysław Bartoszewski polityk, b. minister spraw zagranicznych
9 Andrzej Blikle przedsiębiorca
10 Magda Boczarska aktorka
11 Jacek Borcuch reżyser
12 Tomasz Borecki b. rektor SGGW
13 Ewa Braun scenograf, zdobywczyni Oscara
14 Iwo Byczewski prawnik, polityk
15 Andrzej Chyra aktor
16 Izabella Cywińska reżyser
17 Benedykt Czuma polityk, dziennikarz
18 Waldemar Dąbrowski dyrektor Teatru Wielkiego - Opery Narodowej
19 Andrzej Dudziński rysownik
20 Jan Dworak dziennikarz, producent, b. prezes zarządu TVP
21 Elżbieta Dzikowska podróżniczka
22 Maciej Englert aktor, reżyser
23 Feliks Falk reżyser
24 Jacek Fedorowicz satyryk, reżyser
25 Wojciech Fibak b. tenisista
26 Tomasz Frankowski piłkarz
27 Janusz Gajos aktor
28 Janusz Głowacki pisarz
29 Andrzej Grabowski aktor
30 prof. Maciej Grabski inżynier
31 Szymon Gutkowski specjalista od reklamy
32 Aleksander Hall polityk
33 prof. Jan Hartman filozof
34 Agnieszka Holland reżyser
35 Krzysztof Hołowczyc kierowca rajdowy
36 Barbara Horawianka aktorka
37 Ryszard Horowitz fotografik
38 Paweł Huelle pisarz
39 Jerzy Illg wydawca
40 Alicja Jachiewicz aktorka
41 Kora Jackowska piosenkarka
42 prof.. Andrzej Jajszczyk profesor nauk technicznych
43 Andrzej Jakimowski reżyser
44 prof. Janusz Janeczek geolog
45 Ludwik Janion poeta
46 Michał Jeliński wioślarz, mistrz olmpijski
47 Karolina Kaczorowska wdowa po Ryszardzie Kaczorowskim
48 Marian Kallas historyk prawa
49 Marek Kamiński podróżnik
50 Tomasz Karolak aktor
51 Jan Kidawa-Błoński reżyser
52 Tadeusz Kijonka polityk, poeta
53 Jerzy Kisielewski dziennikarz, syn Stefana Kisielewskiego
54 Marian Kociniak aktor
55 Marek Kolbowicz wioślarz, mistrz olimpijski
56 Szymon Kołecki ciężarowiec, medalista olmpijski
57 Michał Komar dziennikarz
58 Adam Korol wioślarz, mistrz olimpijski
59 Robert Korzeniowski b. chodziarz, mistrz olmpijski
60 Marcin Koszałka reżyser
61 Krzysztof Kowalewski aktor
62 Mariusz Krzemiński aktor
63 Olga Krzyżanowska polityk
64 Wojciech Kuczok pisarz
65 prof. Antoni Kukliński naukowiec
66 prof. Jacek Kurczewski socjolog
67 Kazimierz Kutz reżyser, senator
68 Marcin Kwaśny aktor
69 prof. Stanisław Lorenc geolog
70 Włodzimierz Lubański b. piłkarz
71 Alojzy Lysko polityk
72 Marek Majewski satyryk, piosenkarz, kompozytor
73 Janusz Majewski reżyser
74 prof. Witold Marciszewski naukowiec
75 Krzysztof Materna satyryk
76 Tadeusz Mazowiecki polityk, pierwszy niekomunistyczny premier po 1989 r.
77 Wojciech Militz uczestnik Powstania Warszawskiego
78 Andrzej Mleczko rysownik
79 Bronisław Młodziejowski biolog
80 Krystyna Morgenstern malarka
81 Janusz Morgenstern reżyser, producent filmowy
82 Marcin Mroszczak plakacista
83 Anna Nehrebecka aktorka
84 Chris Niedenthal fotograf
85 Daniel Olbrychski aktor
86 Witold Paszt piosenkarz
87 Elżbieta Penderecka animatorka kultury
88 Krzysztof Penderecki kompozytor
89 Maria Poprzęcka historyk sztuki
90 Elżbieta Potocka .
91 Antoni Potocki b. działacz Unii Wolności
92 Zbigniew Preisner kompozytor
93 Wojciech Pszoniak aktor
94 Piotr Pustelnik alpinista
95 Zdzisław Rachtan żołnierz AK
96 Maciej Rayzacher aktor
97 prof. Jerzy Regulski ekonomista
98 Anda Rottenberg historyk sztuki
99 Andrzej Rottermund historyk sztuki
100 Michał Rusinek literaturoznawca, tłumacz
101 prof.. Henryk Samsonowicz historyk
102 Wiesław Saniewski reżyser, scenarzysta
103 Wojciech Saramonowicz scenarzysta, producent filmowy
104 Andrzej Seweryn aktor
105 Tomasz Sikora fotografik
106 Jerzy Skolimowski reżyser i scenarzysta
107 Tadeusz Sławek poeta, tłumacz
108 Franciszek Smuda trener reprezentacji Polski w piłkę nożną
109 Marcin Stajewski artysta, scenograf
110 Stefan Starba-Bałuk fotografik
111 Janina Stępińska kardiolog
112 Andrzej Strzelecki reżyser
113 Maria "Kama" Stypułkowska-Chojecka łączniczka AK
114 Ewa Sułkowska-Bierezin dziennikarka
115 Danuta Szaflarska aktorka
116 Stefan Szmidt aktor
117 Wisława Szymborska poetka, laureatka nagrody Nobla
118 Zbigniew Ścibor-Rylski pilot, uczestnik Powstania Warszawskiego
119 Waldemar Świerzy grafik, plakacista
120 Jolanta Tambor językoznawca
121 Mariusz Treliński reżyser operowy
122 Stefan Turschmid b. działacz opozycji
123 prof. Andrzej Tyc matematyk
124 Stanisław Tym satyryk, aktor
125 Andrzej Wajda reżyser, zdobywca Oscara
126 Lech Wałęsa b. prezydent, laureat nagrody Nobla
127 Konrad Wasilewski wioślarz, mistrz olimpijski
128 prof. Andrzej Werner krytyk filmowy i literacki
129 prof. Piotr Węgleński b. rektor Uniwersytetu Warszawskiego
130 Antoni Witt dyrygent
131 Maja Włoszczowska medalistka olimpijska w kolarstwie górskim
132 Jacek Wszoła złoty medalista olimpijski w skoku wzwyż
133 Henryk Wujec polityk, b. działacz opozycji demokratycznej
134 Ludwika Wujec polityk, b. działaczka opozycji demokratycznej
135 Krystyna Zachwatowicz aktorka, scenograf
136 Ewa Zadrzyńska pisarka
137 Zbigniew Zamachowski aktor
138 Sobiesław Zasada b. kierowca rajdowy
139 Szymon Ziółkowski młociarz, złoty medalista olimpijski

Jarosław Kaczyński, kandydat PiS, nie ma komitetu honorowego, ale komitet społeczny. Znaleźli się w nim m.in.: aktor Jerzy Zelnik, piosenkarka Halina Frąckowiak, satyryk Jan Pietrzak, aktorka Dorota Landon, piosenkarka Ewa Bem, poeta Ernest Bryl, kompozytor Michał Lorenc, pisarz Marek Krajewski, piosenkarka Antonina Krzysztoń, fotograf Erazm Ciołek, pisarz Marek Nowakowski, krytyk literacki Tomasz Burek i historyk prof. Edward Opaliński.

Prócz tego powstały regionalne społeczne komitety poparcia dla Jarosława Kaczyńskiego, np. w Krakowie, czy na Podkarpaciu.

Grzegorz Napieralski nie będzie miał swojego komitetu honorowego. SLD zastanawia się, czy nie tworzyć obywatelskich komitetów poparcia.

Waldemar Pawlak, kandydat PSL, swój komitet honorowy ma zaprezentować pod koniec tygodnia. W jego skład wejdą naukowcy, ekonomiści oraz politycy."

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114873,7881983,Wybory_2010__Kora__Smuda__Bartoszewski___znani_popieraja.html



Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2012-08-24 / 16:08
kto nie widział, polecam

Bloody foreigners. Untold Battle of Britain. (polskie napisy)

http://www.youtube.com/watch?v=ptijNcDanVw&;feature=player_embedded#



cadam
(3154/147/2233)
Avatar: cadam
WYŚLIJ PW
2012-08-24 / 18:00
Leciał ten film w TVP

lancaster
(22963/421/2234)
Avatar: lancaster
WYŚLIJ PW
2012-08-24 / 18:34
Bardzo fajny film , Archie.

Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2012-09-03 / 14:12
TW & TW

Fotka do tematu: Z historii III RP...
Aby powiększać zdjęcia musisz się zalogować!
Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2012-09-03 / 14:19
zapomniałem pod zdjęciem dodać...


"W rozmowie z portalem Niezależna Krzysztof Wyszkowski przyznaje, że jego sytuacja jest "prawie beznadziejna" po doprowadzeniu przez Lecha Wałęsę do zmiany wyroku sądu i uzyskaniu klauzuli jego wykonalności.

- Wyrok jest prawomocny i jest to kwestia nieodwołalna. Wałęsie udało się doprowadzić do zmiany wyroku sądu i choć wcześniej nie dopatrzono się mojej winy, w myśl zasady "Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek" teraz muszę przeprosić Wałęsę, bo jest mu przykro. Moja obecna sytuacja jest prawie beznadziejna i wydaje mi się, że nic mnie już nie uratuje przed komornikiem - tłumaczy w rozmowie z portalem Niezależna.pl Krzysztof Wyszkowski.

Krzysztof Wyszkowski zapewnia, że będzie jeszcze składał kasację i podkreśla, że w świetle obecnego wyroku Lech Wałęsa może mu odebrać dosłownie wszystko.

- Skutek egzekucji komorniczej będzie taki, że Wałęsa zajmie mi konta bankowe i wejdzie na hipotekę w moim mieszkaniu i będzie mógł egzekwować prawa właścicielskie. Więcej dóbr nie posiadam, a to oznacza, że komornik może zająć wszystko co mam. Chciałbym podkreślić, że mnie również, tak jak sądowi jest przykro, że Wałęsie jest przykro, ale nie mogę poświadczać nieprawdy i stwierdzić, że nie był on agentem. Jestem w kropce. W tej sytuacji Wałęsa wygrał i puścił mnie w skarpetkach. Pod tym kątem ta jedna jego obietnica z czasów prezydentury się spełniła - tłumaczy w rozmowie z portalem Niezależna.pl Krzysztof Wyszkowski."

http://niezalezna.pl/32482-wyszkowki-walesa-puscil-mnie-w-skarpetkach


Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2012-09-04 / 09:48
Rejterada Bolka

"Lech Wałęsa zdecydował o wycofaniu pozwu przeciwko Krzysztofowi Wyszkowskiemu. Tłumaczy, że skoro raz wygrał, nie będzie "przez wiele lat ciągnąć następnego procesu".

Z informacji "Rzeczpospolitej" wynika, że Wałęsa zadowolił się wygraniem jednego procesu przeciwko Krzysztofowi Wyszkowskiemu i uzyskaniem klauzuli wykonalności wyroku umożliwiającej egzekucję komorniczą majątku Wyszkowskiego. Potwierdza to Krzysztof Wyszkowski, który na swoim profilu na Facebooku stwierdził, że "Wałęsa boi się prawdy".

Krzysztof Wyszkowski zarzuca Wałęsie tchórzostwo i podkreśla, że były prezydent wycofał pozew w obawie, że proces mógłby potwierdzić informacje o jego agenturalnej przeszłości.

- Wałęsa boi się prawdy! Na 13 września Sąd Okręgowy w Gdańsku wyznaczył pierwsze przesłuchania świadków (Sławomir Cenckiewicz i Piotr Gontarczyk). Sędzia nie zgodziła się na wydanie wyroku bez przeprowadzenia postępowania dowodowego, więc proces stałby się publicznym przedstawianiem dowodów agenturalności Wałęsy. Wycofując pozew Wałęsa unika stawienia czoła prawdzie o sobie. Po tym procesie sąd prawdopodobnie odrzuciłby pozew Wałęsy, uzasadniając to dowodami na jego agenturalność, co spowodowałoby, że w tej samej sprawie są dwa sprzeczne orzeczenia sądowe - Sądu Apelacyjnego w Gdańsku nakazującego mi przeprosiny i Sądu Okręgowego stwierdzającego, iż rzetelnie zbadałem sprawę i miałem prawo stwierdzić, że Wałęsa był agentem SB - napisał na Facebooku Krzysztof Wyszkowski.

W procesie zeznawać miał m.in. oficer SB Edward Graczyk, który według dokumentów IPN w 1970 r. zwerbował Wałęsę do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa. Były esbek zeznał w 2009 r. przed prokuratorem IPN, że Lech Wałęsa został zarejestrowany pod pseudonimem Bolek i pobierał wynagrodzenie za współpracę z SB."

http://niezalezna.pl/32512-walesa-wystraszyl-sie-procesu-z-wyszkowskim



cadam
(3154/147/2233)
Avatar: cadam
WYŚLIJ PW
2012-09-29 / 14:18
Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2012-10-02 / 12:10
"SOS - Ludzie "Solidarności" eksmitowani na bruk

Grażyna Barton, działaczka "Solidarności" lat 1980-89. W stanie wojennym prowadziła Ośrodek Pomocy Rodzinom Internowanych i Więzionych. 8 stycznia 1982 została przez SB skatowana przed klatką schodową swojego mieszkania. Gdyby nie spłoszył "nieznanych sprawców" sąsiad, pewnie zakatowaliby ją na śmierć. Od tego czasu jest na rencie inwalidzkiej. W 2005 r. przeszła na emeryturę. Ma najniższą - niecałe 800 zł.
Przez ostanie kilka lat organizowała wystawy, spotkania w szkołach i uroczystości niepodległościowe w Zduńskiej Woli.
Była inicjatorką postawienia w Zduńskiej Woli pomnika ofiarom Smoleńska, który został odsłonięty 15.08.2011r.
Pomagał finansowo jej syn, lecz od roku jest bez pracy. Pani Grażyna zalega z opłatami czynszu. Sąd w ciągu tygodnia nakazał jej szybkie uregulowanie zaległości.
Z kosztami sądowymi i odsetkami wynoszą 22 500 zł. (w tym 10 tys odsetki i 2500 koszty sądowe). Nie zawiadomiono o skierowaniu do sądu i nie proponowano ugody.
Dzisiaj dwaj młodzi ludzie przyszli oglądać mieszkanie.
Jeśli nie uda się nam zebrać tej kwoty to po 42 latach Pani Grażyna Barton zostanie wykwaterowana.
Tak III RP odpłaca swym najlepszym córkom i synom.
Pani Grażyna nie ma konta bankowego. Emeryturę przynosił listonosz.

Proszę o solidarność i wysyłanie przekazów pocztą na adres:
Barton Grażyna 98-220 Zduńska Wola ul. Kilińskiego 37 m 5
Będzie to sprawdzian naszej solidarności. Każde nawet 20 zł się liczy

Jadwiga Chmielowska"

http://niepoprawni.pl/blog/208/sos-ludzie-solidarnosci-eksmitowani-na-bruk





Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2012-10-02 / 16:12
Mam nadzieję, że TERAZ po jakimś tam nagłośnieniu sprawy, przynajmniej ci co żyją, będą starali się jakoś odwdzięczyć czyli pomóc...
Co do innych osób, to już kwestia indywidualnego wyboru. Nie mnie oceniać...


Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2012-10-11 / 09:02
"Publikujemy list jaki były pułkownik komunistycznej Służby Bezpieczeństwa Wiesław Poczmański adresował do Władysława Kałudzińskiego, represjonowanego działacza "Solidarności" w stanie wojennym. Pozostawiamy to bez komentarza. Warto jednak ten list przeczytać. "

http://www.debata.olsztyn.pl/index.php?option=com_content&;view=article&id=2470:list-pukownika-sb-wiesawa-poczmaskiego-warto-to-przeczyta&catid=40:region&Itemid=111





lancaster
(22963/421/2234)
Avatar: lancaster
WYŚLIJ PW
2012-10-11 / 11:21
Fajny tekst. Zapomniał facet tylko o tym, że Ci którzy mu tych "mądrości" nawkładali do główki przywiezieni byli w z Moskwy. Ci sami mianowali jego przełożonych.
...a wspanialy PRL to by taki raj na ziemi, gdzie można bylo sie nastukać alco i zabawić damy....

Nieźle.

__kot__
(718/13/2233)
Basel
Avatar: __kot__
WYŚLIJ PW
2012-10-11 / 12:11
Koniec końców to trzeba przyznać, że jest nieco racji w tym liście.

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2012-10-11 / 12:20
_kot_

a mógłbyś konkretniej?

Haka
(1513/10/1519)
Avatar: Haka
WYŚLIJ PW
2012-10-12 / 04:02
Światowej.>>> __kot__, 2012-10-11 12:11:29
Koniec końców to trzeba przyznać, że jest nieco racji w tym liście.


Kocie Szanowny, jaka racja i kogo ?
Szkoda, że ten czerwony ch...j, pułkownik SB , nie odniósł się do czasów od 1945 r.

ale nawet dla lubiącego tylko krótkie historie, wystarczy to :



"Mordy skrytobójcze
Po oficjalnym zniesieniu stanu wojennego 22 lipca 1983 r., wśród ofiar reżimu komunistycznego dominują osoby, które zginęły skrytobójczo zamordowane. Pierwsze ofiary &#8222;nieznanych sprawców&#8221; padły jednak wcześniej. 3 czerwca 1982 r. zginął, utopiony w Wiśle, uczeń jednego z warszawskich liceów, Emil Barchański. Jego winą było zdemaskowanie (w dodatku przed sądem) metod prowadzenia śledztwa przez SB.

31 stycznia 1983 r. w nigdy nie wyjaśnionych okolicznościach zmarł współzałożyciel radomskiej &#8222;Solidarności&#8221;, działacz KPN Jacek Jerz. Podobny los spotkał Ryszarda Kowalskiego, przewodniczącego Komisji Zakładowej NSZZ &#8222;Solidarność&#8221; w Hucie Katowice. Zaginął on 7 lutego 1983 r., zaś jego zwłoki wyłowiono z Wisły 30 marca tego samego roku. Również w rzece odnaleziono ciało Bogusława Podborączyńskiego, młodego działacza &#8222;Solidarności&#8221; z Nysy.

17 kwietnia 1983 r. w najprawdopodobniej zaplanowanym wypadku samochodowym ciężko ranny został znany poznański duszpasterz akademicki o. Honoriusz Kowalczyk, który następnie 8 maja 1983 r. zmarł.

7 września 1983 r. zaginął działacz małopolskiej &#8222;Solidarności&#8221;, Tadeusz Frąś. Wkrótce potem w Krakowie znaleziono jego ciało ze śladami ciężkiego pobicia. Kilka miesięcy później &#8222;zaginął&#8221; wybitny działacz rolniczej &#8222;Solidarności&#8221;, Piotr Bartoszcze. Po dwu dniach, 9 lutego 1984 r. odnaleziono jego ciało z licznymi obrażeniami wskazującymi na torturowanie przed śmiercią. Nocą z 23 na 24 lutego 1984 r. w Stalowej Woli &#8222;nieznani sprawcy&#8221; zamordowali przed własnym domem działacza NSZZ &#8222;Solidarność&#8221; i KPN, Zbigniewa Tokarczyka.

19 października 1984 r. funkcjonariusze Departamentu IV MSW porwali i zamordowali duszpasterza &#8222;Solidarności&#8221;, autora patriotycznych kazań, ks. Jerzego Popiełuszkę. Jego ciało, zatopione w zalewie na Wiśle w pobliżu Włocławka, zostało odnalezione tylko dzięki temu, iż władze wobec powszechnego oburzenia i groźby masowych protestów społecznych zdecydowały się na aresztowanie bezpośrednich sprawców zbrodni.

11 stycznia 1985 r. z kładki nad torami kolejowymi we Wrocławiu &#8222;nieznani sprawcy&#8221; zrzucili działacza jawnej i podziemnej &#8222;Solidarności&#8221;, Lesława Martina. Zmarł on po dwunastu dniach nie odzyskawszy przytomności. 2 lutego 1986 r. brutalnie pobito działacza nowosądeckich struktur związku, Zbigniewa Szkarłata, który zmarł tydzień później.

Nigdy nie została również wyjaśniona sprawa śmierci wybitnego socjologa i działacza opozycji, prof. Jana Strzeleckiego, brutalnie zamordowanego nocą z 29 na 30 czerwca 1988 r.

Wśród ostatnich ofiar &#8222;nieznanych sprawców&#8221; było aż trzech księży katolickich, zamordowanych w 1989 r. 20 stycznia tego roku w Warszawie zamordowano ks. Stefana Niedzielaka, od lat upamiętniającego zbrodnie dokonane na Polakach na Wschodzie. Kilka dni później, 30 stycznia, zginął w Białymstoku ks. Stanisław Suchowolec, organizator duszpasterstwa ludzi pracy i nabożeństw patriotycznych. 11 lipca 1989 r., już po obradach Okrągłego Stołu i wyborach czerwcowych zamordowany został ks. Sylwester Zych, więziony w latach 1982&#8211;1986 kapelan młodzieżowej organizacji podziemnej, rozbrajającej żołnierzy i milicjantów.

W przeddzień wyborów, 3 czerwca 1989 r. w kętrzyńskim stawie znaleziono noszące ślady pobicia zwłoki Roberta Możejko, po raz ostatni widzianego kilka dni wcześniej w towarzystwie funkcjonariusza miejscowego Rejonowego Urzędu Spraw Wewnętrznych. "


http://portalwiedzy.onet.pl/8405,1264577,,1456056,,mordy_skrytobojcze,tematyczne.html


Jedyna racja, jaką mogę przyznać, to ta że mimo wysiłków od 1945r. komunistom nie udało się ( do końca ) zniewolić Polskiego Narodu, mimo licznych mordów i represji. Udało się natomiast cofnąć Go w rozwoju gospodarczym, intelektualnym i moralnym, czego skutki odczuwamy dziś na każdym kroku.

Zanim zaczniemy słuchać komunistów, zarzucających dzisiejszym czasom bezduszność, policzmy ( w przybliżeniu oczywiście ) ilu porządnych ludzi zamordowali w imię swoich zasad ( tylko ) od II Wojny Światowej.

Mogłoby się okazać, że zginęło ich więcej niż żydów w Oświęcimiu, albo raczej w Brzezince ;-))


Czy ktoś, za coś pochwali Hitlera ?
Nie ? Bo co ? Bo zły ? Niby czemu zły ?

Przecież uczył się od Stalina !

Tak, jak między innymi AUTOR tego listu.















Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2012-11-08 / 11:20
Ściąga z historii Polski

http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&;v=8y1maPzY-UQ



Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2012-11-14 / 18:38
"Korporacja propagandy

- Wchodzi pewien znany publicysta i pyta Michnika bez żenady: "Adam, powiedz co mam napisać?" - mówi dla PCh24.pl dziennikarz i historyk Roman Graczyk, ujawniając kulisy propagandy antylustracyjnej "Gazety Wyborczej".

Jaki sens ma zaglądanie do esbeckich teczek?

To element pracy historyka. Nikt rozsądny nie powie, że faceci, którzy tworzyli te akta, byli porządnymi ludźmi, bo nie byli. Ale dla każdego badacza historii takie materiały to źródło istotnej wiedzy. Tak traktuje się materiały, które zostały po Stasi czy gestapo. Żaden normalny człowiek w Niemczech nie nawoływałby do ich spalenia. Policja polityczna, zwłaszcza w systemach totalitarnych, widzi system taki, jakim on faktycznie jest. Obraz rzeczywistości kreślony przez służby specjalne jest w zasadzie nieideologiczny. Stąd tworzone przez nie akta są ważnym źródłem, ważniejszym niekiedy niż inne dokumenty.

A u nas są tacy poważni - wydawałoby się - ludzie, którzy nawołują do zabetonowania esbeckich archiwów, a inni niby poważni ludzie z wielką ochotą takie opinie drukują. I dzięki temu opowiadanie się w Polsce za zniszczeniem materiałów wyprodukowanych przez policję polityczną uchodzi za coś normalnego.


"Graczyk z jakąś niezwykłą pasją atakuje moralnie i ideowo Krzysztofa Kozłowskiego, Adama Michnika, mnie i moich dawnych przyjaciół z redakcji TP" - to Marek Skwarnicki; "Graczyk opluwa żywych, a pamięć po martwych bezcześci" i dalej: "Istota książki Graczyka zaś mieści się doskonale w historii podłości w Polsce" - to z kolei Marcin Król; i na koniec Krzysztof Kozłowski, który stwierdził, że w książce "SB wobec Tygodnika Powszechneg"o sformułował Pan sądy "z pozycji małego ptysia, który nie ma pojęcia o więzieniach i represjach stalinowskich" oraz że "wszystko to są kłamstwa historyka - amatora". To wycinek ataków na pana. Czy w Polsce w ogóle można badać dzisiaj uczciwie historię? Każdy, kto się wychyli, jest mieszany z błotem.


To pokazuje, że jest trudno. Nie jest to niemożliwe, ale trzeba być gotowym na zapłacenie pewnej ceny. Trzeba wiedzieć, że jeśli uczciwie zbadamy czyjąś biografię, poruszymy jakieś tabu, to natychmiast zaatakują ludzie, którzy uważają się za "rozumniejszą część narodu". Będą usilnie dowodzić, że napisana nie po ich myśli książka jest nierzetelna, a jej autor - jak to było w przypadku Cenckiewicza, Gontarczyka czy Zyzaka - jest wariatem, nie ma żadnych kompetencji, odreagowuje swoje kompleksy i tak dalej.

Droga profesjonalnego historyka w dzisiejszej Polsce jest więc najeżona trudnościami, ale uczciwe badanie historii nie jest niemożliwe. Wymaga po prostu twardej skóry.

Panu było łatwiej przebić ten szklany sufit, bo miał już nazwisko, które funkcjonowało - było znane opinii publicznej. Ciężko było Pana zatopić. Ale co z badaczami nieistniejącymi w świadomości publicznej?

Ich sytuacja jest jeszcze trudniejsza. Wystarczy przypomnieć sprawę Zyzaka, który napisał biografię polityczną Lecha Wałęsy pod kierunkiem prof. Andrzeja Nowaka. Rozpętała się burza, bo była ona nie po myśli wpływowych środowisk. Przedstawiciele rządu zapowiadali wtedy kontrole na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie powstała praca Zyzaka. To pokazuje, jak trudno jest dzisiaj uczciwie zajmować się najnowszą historią Polski.

Przez kilka lat pracował Pan w "Gazecie Wyborczej". Mógł więc oglądać Pan całą antylustracyjną kuchnię propagandową. Jak to wyglądało od środka? Pojawia się na kolegium redakcyjnym jakiś lustracyjny temat, a siedzący przy stole Adam Michnik, paląc papierosa poucza, że trzeba o tym napisać tak i tak?

Nie uczestniczyłem w tych kolegiach. Wprawdzie pisałem przez wiele lat teksty do działu "Opinie", ale - podobnie jak dzisiaj - mieszkałem wtedy w Krakowie, więc w tych decyzyjnych gremiach nie uczestniczyłem.

Z Adamem natomiast rozmawiałem wiele razy, w niewielkim gronie osób. Wtedy omawiałem między innymi swoje teksty. Jeśli więc chodzi o kolegia, to - znając naczelnego "Gazety Wyborczej" i jej kierunek ideologiczny - mogę sobie jedynie wyobrażać jak omawianie spraw lustracyjnych mogło wyglądać.

A więc jak?

Promowano tam przede wszystkim osoby nadskakujące, posłuszne tym, którzy kierowali gazetą. Pamiętam taką sytuację: siedzę u Adama i omawiamy jakieś istotne sprawy. W pewnym momencie wchodzi pewien młody, ale już znany dziennikarz polityczny, piszący również publicystykę. I zupełnie bez żenady zwraca się do Michnika: "Adam" - tam jest taki zwyczaj, że wszyscy mówią sobie po imieniu - "powiedz, co mam napisać?". Podkreślam: kompletny brak żenady!

Chodziło o tekst do działu "Opinie"?

Tak, do działu "Opinie". Takich przypadków znam zresztą wiele. Dziennikarze byli spolegliwi, a wielu z tych, którzy próbowali się postawić w jakiejś sprawie, prędzej czy później i tak dokonywało samogwałtu na swoim sumieniu. Były dziennikarki, które wychodziły z płaczem od naczelnego, po czym, przemyślawszy sprawę, zgadzały się zrobić tak, jak im polecił Michnik.

To był pierwszy mechanizm, który opierał się na autorytecie naczelnego...

...autorytecie czy może przymusie? Michnik nie straszył na przykład zwolnieniem z pracy?


Nie. Główną rolę grał jego autorytet. W końcu Michnik to człowiek z bogatą, rzekłbym: budzącą szacunek, biografią. Za figury uchodzili też jego zastępcy, namaszczeni przecież przez naczelnego. Tak powstała piramida oparta na autorytecie naczelnego. Z tym, że tu mieliśmy do czynienia z pewnym nadużyciem, z przeniesieniem tego ogólnego autorytetu na dowolną szczegółową dziedzinę: jeśli on tak uważa, to przecież nie może się mylić.

A drugi mechanizm?

Drugi mechanizm został uruchomiony wtedy, gdy "Gazeta Wyborcza" weszła na giełdę. Przydzielano wówczas pracownikom pewną liczbę akcji na zasadach preferencyjnych, niekiedy bardzo dużą. W przypadku ludzi wysoko postawionych w firmie to były wręcz fortuny.

Był jednak pewien haczyk. Część z tych akcji można było sprzedać natychmiast, a część była uruchamiana dopiero po jakimś czasie, powiedzmy, że w ciągu roku, dwóch lub nawet trzech lat. I- żeby trzymać się już grupy publicystów - proszę sobie wyobrazić: jest grupka piszących do działu "Opinie", czołowe pióra "Gazety Wyborczej". Przeważnie mają 30, może 40 lat... przeważnie są na dorobku... przeważnie mają żony... przeważnie mają też dzieci... i - powiedzmy - część z tych osób ma spory kredyt hipoteczny do spłacenia... Rozumie Pan?

???

Swoje kredyty będą mogli spłacać, jeśli ich akcje zostaną uwolnione. To się jednak stanie za kilka lat. A jeśli wcześniej zostaną wyrzuceni z pracy, to o żadnych akcjach nie ma nawet mowy. A wtedy? Może licytacja domu, na który publicysta wziął kredyt, a na pewno zagrożenie bytu materialnego rodziny.

Klasyczny nacisk finansowy.

Duże pieniądze generują konformizm. Nie każdy musi ulec, ale po to taki mechanizm wytworzono, żeby ten konformizm generować. Myślę, że w dziewięciu przypadkach na dziesięć było to skuteczne. Ludzie po prostu kładli uszy po sobie i pisali tak, jak trzeba było.

Oczywiście taki mechanizm nie jest typowy tylko dla "Gazety Wyborczej". To rzecz powszechnie stosowana w korporacjach. Szczególny problem pojawia się jednak w momencie, gdy taki mechanizm dotyczy korporacji medialnej, która ma charakter opiniotwórczy.

Michnik oddziaływał więc za pomocą swego autorytetu i stosował nacisk finansowy?

Nie. Adam nigdy nie używał argumentu finansowego. W ogóle o tym nie trzeba było mówić wprost. To było dla wszystkich oczywiste. Raz na jakiś czas sporządzano oceny wszystkich pracowników "Gazety Wyborczej". I było jasne, że konsekwencją otrzymania niskiej oceny było to, że kierownictwo mogło nie wyrazić zgody na to, by uwolnić akcje pracownikowi. Była więc taka świadomość wśród dziennikarzy, że pracują na swoją końcową ocenę i mogą nie otrzymać określonej puli akcji, jeśli będą się stawiać. To siedziało z tyłu głowy i nie było potrzeby, by to podkreślać.Tym bardziej takiego argumentu nie stosował Michnik. Jego argumentacja była moralistyczna.


Jakiś przykład?

No dobrze, powiem panu, bo warto zrobić wiwisekcję, żeby opisać ten mechanizm jakiegoś - nazwijmy to - uzależnienia psychologicznego.

Trzymajmy się tego, w jaki sposób w "Gazecie Wyborczej" kształtowano antylustracyjną linię. W 1992 roku, gdy doszło do wielkiego politycznego zamieszania wokół lustracji Antoniego Macierewicza, ja niespecjalnie interesowałem się sprawą teczek. Przyjmowałem za dobrą monetę to, co mówiło się w moim ówczesnym środowisku. Nie analizowałem całego problemu lustracji. Słynny wiersz Szymborskiej "Nienawiść" używany przez "Gazetę Wyborczą" do walki z lustracją wydawał mi się zupełnie adekwatny do sytuacji.

Sprawa lustracji nie skończyła się jednak w 1992 roku. Pojawiały się różne projekty ustaw, wyciekały informacje o agenturalnej przeszłości różnych osób, które wcześniej wydawały się czyste.

Ja tego głęboko nie analizowałem, ale z czasem doszedłem do wniosku, że problem agentury w najnowszej historii Polski jest problemem realnym.

Oczywiście nie dopuszczałem myśli, że to może dotyczyć bardzo ważnych ludzi ze środowisk opiniotwórczych. Sądziłem, że zasługi patriotyczne pewnych ludzi są automatyczną gwarancją, że oni nie współpracowali ze Służbą Bezpieczeństwa. Ale w końcu uznałem, że - ogólnie - problem lustracji jednak istnieje. I poruszyłem go w jakiejś rozmowie z Adamem Michnikiem, parę lat po upadku rządu premiera Olszewskiego. Mówię mu: "Słuchaj, jakąś formę tej lustracji trzeba przeprowadzić, bo to jest jak tykająca bomba". A Michnik na to: "Nie, no co ty zwariowałeś? Człowieku, nie istnieje żadna cywilizowana forma lustracji!". Siedział z nami jeszcze ktoś trzeci, kto gorliwie Michnikowi przytakiwał...

I co Pan na to?

Milcząco zgodziłem się z nim. Ale w tej zgodzie było przede wszystkim gigantyczne zaufanie, jakie miałem do Michnika. Podobne zaufanie miałem do Krzysztofa Kozłowskiego. On w 1990 roku był ministrem spraw wewnętrznych, i jak tylko pojawiał się przy nim temat wglądu do teczek pracy operacyjnej SB, to dostawał szału, krzyczał: "Po moim trupie, nigdy!". Jego zdaniem esbeckie teczki należało spalić lub zatopić, bo jest to zbiór kłamstw, który przy okazji jest też zapisem chwil słabości tych ludzi, którzy w gruncie rzeczy są porządni. Kozłowski mówił o teczkach - jeśli dobrze pamiętam - że jest to "morze ludzkiej krzywdy", przy czym pokrzywdzeni mieli być generalnie ci, którzy zostali zarejestrowani jako osobowe źródła informacji.

Ufał Pan więc Michnikowi i Kozłowskiemu?

Bezgranicznie. Tak jak się ufa rodzicom, siostrze czy bratu. Coś Pan słyszy i od razu przyjmuje to Pan za pewnik. Był w tym też pewien szacunek do ludzi, którzy postawili się komunizmowi.

Tak to uzależnienie psychiczne działało. Człowiek, który na co dzień posługuje się szarymi komórkami, nagle coś takiego słyszy od osób, które ceni, którym ufa i wyłącza myślenie, przyjmuje po prostu, że tak jest, jak oni mówią. I tak to działało w całej "Gazecie Wyborczej" gdzie mentorem był Michnik. Dotyczyło to zarówno kwestii lustracji, jak i innych spraw.

Kiedy był Pan świadkiem nacisków na dziennikarzy "Gazety Wyborczej", to czy nie budził się w panu naturalny bunt? Nie mówił Pan do Michnika: "Adam, daj spokój, co to za porządki w redakcji"?

Nie, nie protestowałem. Gdy pracowałem w oddziale krakowskim, były tam w redakcji dwie dziennikarki, które pisywały też teksty do ogólnopolskiego wydania.

Jedna z nich zrobiła wywiad ze znanym węgierskim opozycjonistą, Ákosem Engelmayerem, zresztą przyjacielem Adama. Nie pamiętam dokładnie, o co poszedł spór, w każdym razie Michnikowi nie podobały się pytania, jakie zadawała dziennikarka. Uznał, że krzywdzi rozmówcę, czepia się go niepotrzebnie. I pamiętam, że Adam przysłał do Krakowa Leszka Maleszkę, żeby wyklarował naszej redakcyjnej koleżance, że nie ma racji.

Przyznam, że nie zadawałem sobie pytań, o to, kto ma rację w tym sporze. Nie myślałem takimi kategoriami, więc nie protestowałem.

Ale przecież obowiązuje coś takiego jak etyka dziennikarska. Pan nie czuł, że coś w tym wszystkim jest nie tak?

Wydawało mi się, że to jest normalna dyskusja. Adam przysłał do Krakowa Lesława Maleszkę - skądinąd erudytę - a on z pozycji mądrzejszego człowieka wyjaśni mniej doświadczonej koleżance, jakie popełniła błędy.

Pamiętam jeszcze drugi podobny przypadek, ale zupełnie wyrazisty. Dotyczył on Andrzeja Wajdy, też przyjaciela Michnika, który budował wtedy w Krakowie Centrum Kultury Japońskiej "Manggha". Jego otwarcie miało wypaść 30 listopada - czyli w dniu imienin Wajdy.

I rzeczywiście otwierają to centrum, organizują konferencję prasową, ale "Manggha" jest cały czas w budowie, stoją maszyny, relacje telewizyjne są robione tak, żeby nie było widać, że prace nie są ukończone. Sytuacja jak za czasów Gierka.

I jedna z koleżanek napisała o tym, zresztą delikatnie. W tekście zaznaczyła, że budowa centrum nadal trwa, co mogło mieć negatywny wpływ na funkcjonowanie instytucji. Michnik się wkurzył. Wysłał więc do Krakowa Andrzeja Osękę, z ogólnopolskiej redakcji "Gazety Wyborczej", który miał wpłynąć na poprawne ujęcie tematu w nowym tekście o centrum.

Nie wkurzyło pana, że w gazecie, w której Pan pracuje, uprawia się taką propagandę?

Nie.

Dlaczego? Zadziałał mechanizm autorytetu Michnika?

To niewątpliwie tak.

A sumienie?

(milczenie) Nie protestowałem. Nie umiem powiedzieć, czemu. W tym przypadku gołym okiem było widać, że jest nacisk na koleżankę. Ja zresztą nie interesowałem się specjalnie sprawą Centrum Kultury Japońskiej...

... rozumiem, ale naciskano na dziennikarza, pana koleżankę. Dlaczego Pan nie reagował?

Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie... Trudno, bo dzisiaj, po latach, ta sprawa mnie zawstydza. Jak patrzę na to z dzisiejszej perspektywy, to wiem, że powinienem był zareagować, twardo powiedzieć: "Co wy do cholery, robicie!?". Dziewczyna napisała w końcu to, co każdy mógł tam zobaczyć.

Nie wiem, czemu nie zareagowałem. Prawdopodobnie gdybym mógł dzisiaj odtworzyć swój ówczesny tok myślenia, to mógł wyglądać on tak: "Po pierwsze: nie znam się na tym, po drugie: to drobna rzecz, i po trzecie: linia "Gazety Wyborczej" generalnie mi odpowiada". Machnąłem więc ręką.

Co się stało, że zdecydował się Pan odejść z "Gazety Wyborczej"?

Były trzy etapy mojego odchodzenia z redakcji. Początkowo dla "Gazety Wyborczej" pisałem teksty - mówiąc najogólniej - o roli Kościoła we współczesnej Polsce. I tych tekstów się nie wstydzę, nie dezawuuję siebie za to, co wtedy pisałem. Ale koledzy z redakcji z czasem zaczęli oczekiwać, że będę pisał mocniej, twardziej. Zauważyłem, że staję się takim dyżurnym publicystą od wymierzania ciosów Kościołowi.

I pierwszym etapem, gdy zacząłem dystansować się do "Gazety Wyborczej" była sprawa tekstu dotyczącego jakiejś wypowiedzi arcybiskupa Józefa Michalika. Dostałem telefon od Michnika, który powiedział, żebym napisał coś mocnego na ten temat. Nie ukrywam, że abp Michalik nie był i nie jest duchownym "z mojej bajki", ale odmówiłem. Mniej więcej wtedy też wziąłem urlop bezpłatny, ponieważ pisałem książkę o konstytucji. Ale generalnie poczułem, że wokół mnie dzieje się coś niedobrego, że to nie jest do końca mój świat. Myślę zresztą, że Michnik zapamiętał moją odmowę napisania tego tekstu, chociaż zaznaczył, że decyzję szanuje.

Kolejny etap?

Po urlopie wróciłem do pracy i zacząłem pisać trochę więcej publicystyki politycznej. Był to okres, gdy powstawała Platforma Obywatelska. A partia ta powstała w kontrze do Unii Wolności, niejako na gruzach tego ugrupowania. Unię - proszę pamiętać - Michnik popierał.

W Krakowie było wtedy jakieś spotkanie założycielskie Platformy. Przyszło sporo ludzi. A nasi dziennikarze relacjonowali, że zjawiła się mała liczba osób. Taki był po prostu nakaz - a co najmniej oczekiwanie - z góry.

To zresztą dość zabawne, bo dzisiaj "Gazeta" jest z Platformą za pan brat, a wtedy dezawuowała ją, jak tylko się dało. Główną przyczyną było to, że Donald Tusk zakładając partię, uderzył w Bronisława Geremka. I po jakimś moim tekście, neutralnym wobec PO, okazuje się, że on nie może pójść, że jestem dla PO zbyt wyrozumiały. Wtedy w imieniu Michnika rozmawia ze mną Maleszka, który mi wyjaśnia, jak o sprawie pisać. W tej rozmowie nie byłem dla niego miły.

Wtedy pojawia się w Panu uczucie buntu?

W powstaniu Platformy nie widziałem przecież niczego takiego, o czym nie wolno byłoby pisać. I zacząłem się kłócić z kolegami z redakcji. Mamy przecież demokrację - mówiłem - powstają partie polityczne i nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Widząc, co się dzieje, coraz częściej zadawałem sobie pytanie: "Co ja tutaj robię?". Nie podobało mi się, że "Gazeta Wyborcza" promuje jedną partię polityczną, a konkretnie Unię Wolności - chociaż wtedy w zasadzie nic do Unii nie miałem. Ale chodziło mi o zasadę.

A potem był ten trzeci, decydujący kryzys związany z lustracją. To już były lata, gdy na światło dzienne wychodziły informacje dotyczące agenturalnej przeszłości różnych ludzi, na przykład Maleszki. Przekonywałem się, że rzeczywistość jest radykalnie inna niż to przedstawia moja gazeta.

Był jakiś przełomowy moment w tym procesie odchodzenia z "Gazety Wyborczej"?

Był. Zrobiłem wywiad z Januszem Kurtyką. Miałem autoryzowany tekst, i przekazałem go mojemu szefowi w dziale "Opinie" Markowi Beylinowi. A on wycina fragmenty wypowiedzi Kurtyki, usuwa moje pytania. "Marek, co ty robisz? Nie zgadzam się" - zareagowałem. Jak ja się nie zgodziłem na zmiany, to tekst nie poszedł do druku. I to był ten przełomowy moment.

Później, na zebraniu krakowskiego oddziału przedstawiłem swój pogląd na temat tego, że w nieprawdziwy sposób przedstawiany jest problem lustracji w naszej gazecie. Mówiłem wtedy chyba z godzinę, przedstawiając wszystko punkt po punkcie. Wytknąłem kilku osobom w oddziale to, że przykładają rękę do antylustracyjnej linii "Gazety Wyborczej".

Wtedy Seweryn Blumsztajn, który był szefem oddziału, obwieścił, że obraziłem młodszych kolegów, co jest niedopuszczalnym złamaniem etosu dziennikarskiego.

Potem chyba jednak w Warszawie uznali, że zwalnianie mnie dyscyplinarnie to będzie zbyt wielka hucpa, bo wymyślili sobie, że usuną mnie z redakcji na zasadzie zmiany warunków pracy. Dostałem bodaj jakieś 300 złotych podstawowej pensji, a resztę w wierszówce. Z tym, że przez ostatni rok moja wierszówka regularnie malała, bo odrzucali mi teksty. Wiedziałem więc, że po zmianie warunków pracy jestem de facto usunięty z redakcji. I takiej propozycji nie przyjąłem.

Rozmawiał: Krzysztof Gędłek

II część wywiadu z Romanem Graczykiem już wkrótce na PCh24.pl"

http://www.pch24.pl/korporacja-propagandy,7432,i.html



magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2012-11-14 / 20:11
ciekawe czy Adam się obrazi i pozwie do sądu, czy będzie zajęty ważniejszymi sprawami

pewnie zależy od tego, czy wyjdzie poza niszowe portale czy nie

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2012-11-15 / 10:13
No w końcu dostał po znajomości przydział na papier - ale kto to pamięta w dobie "wolnego rynku"?

cadam
(3154/147/2233)
Avatar: cadam
WYŚLIJ PW
2012-11-25 / 21:35
Nasi okupanci forsują prewencyjne więzienia - Stanisław Michalkiewicz
http://www.youtube.com/watch?v=M42GyrkiMUY

Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2012-12-06 / 12:19
"Melityna substancja szerokiego zastosowania

Kredyty można otrzymać na wszelką okoliczność, ale pod zastaw trucizny? okazuje się ze oczywiście też. W lodówce warszawskiego banku PKO BP przechowywany jest niewielki słoiczek stanowiący zastaw pod udzieloną pożyczkę. W słoiczku znajduje się żółtawy proszek. Lodówka ze słoiczkiem stoi w sejfie uważnie strzeżonym, bowiem zawartość warta jest ponad 125 mln złotych. Tyle za żółtawą substancję, zwaną wdzięcznie melityną, płacą na świecie, a jej nabywcami są oprócz koncernów farmaceutycznych głównie szpiedzy, gangsterzy, agenci rozmaitego autoramentu. Zaskakujące wadium leży we wspomnianej lodówce, sejfie i w banku począwszy od lat 90-tych. Było poręką za 100 mln złotych które Bank wypłacił kilku firmom, założonym przez oficerów wojskowych, prawdopodobnie funkcjonariuszy Wojskowych Służb Informacyjnych, wspierających wspólnie dziś już nieistniejącą fundację Pro Civilli. Firmy te handlowały dyskietką komputerową z programem do szyfrowania dokumentów o nazwie "Axis". Podobno sam program nigdy nie istniał a służył jedynie do zawierania papierowych transakcji, śladem po których były równie papierowe obroty i konkretne środku wypłacane przez IV oddział PKO PB w Warszawie.

Melityna, która była jedyną fizycznie istniejącą gwarancją zawieranych umów, została prawdopodobnie wyprodukowana w jednym z laboratoriów pracujących na potrzeby KGB, działającym w Gruzji. Stamtąd przemycili ją do Polski oficerowie zlikwidowanych dziś Wojskowych Służb Informacyjnych. Substancja ta zwiększa przepuszczalność naczyń krwionośnych i powoduje lepsze przyswajanie leków w terapiach nowotworowych. Jednak bywa również stosowana jako trucizna, wstrzymując akcję serca.

Bank dysponujący melityną posiada wycenę substancji, autorstwa Bogusława Jastrzębskiego, który w lipcu 1999 r. wycenił 109,72 g melityny na 124 mln 752 tys. zł. W 2000 r. kolejną wykonał biochemik prof. Marcin Dramiński. który stwierdził w napisanej opinii, iż &#8222;Napisy cyrylicą pozwalają sądzić, że substancja była wyprodukowana w 1992 roku. (...) Ze względu na pracę w niewielkim pomieszczeniu skarbca i obecność kilku osób, odczyt wagi nie był w pełni stabilny. Zawartość melityny w badanych próbkach jest wysoka, średnio wynosi 98 proc". Zwrócił również uwagę, że zauważył również symptomy rozkładu i substancję należałoby oczyścić. Przeciwko 19 firmom wyłudzającym z banku pieniądze jest zawieszone, bowiem śledczy nie otrzymali pomocy prawnej z Gruzji, Rosji i Cypru, dokąd prowadziły wątki sprawy.

Akt oskarżenia sformułowano jedynie przeciwko trzem pracownikom banku udzielającemu kredyt oraz byłemu szefowi IV Oddziału PKO BP w Warszawie, oficerowi WP, Jerzemu S. I na tym się skończyło, bowiem ten zmarł na zawał w 2005 r. a wcześniej , pomimo 5-ciomiesięcznego aresztu nic nie ujawnił. Nie jest to jedyny zgon pośród osób zamieszanych w tę sprawę: nie żyje też dwóch właścicieli firm, które handlowały dyskietką, płk Andrzej M. zamieszany w sprawę został napadnięty i pobity, gdy wracał do domu i do dziś jest sparaliżowany. Wcześniej upoważnił do korzystania z konta w PKO BP cywila J.P. , a ten zaś trafił do szpitala z ranami postrzałowymi brzucha, wedle jego zeznań jakie złożył prokuratorowi zeznał, spowodowanymi jego niedbalstwem, bo dwukrotny postrzał w brzuch nastąpił gdy sam czyścił broń.

O spółce Pro Civili i kulisach jej działania pisał Wojciech Sumliński. Wskazał na interesy jakie prowadziła Fundacja za pośrednictwem Patricka Castellego, tajemniczego przedstawiciela przebywającego na stałe na Cyprze, który transferował wyłudzone kwoty dalej. Powiązania Pro Civilli z Wojskową Akademią Techniczną poprzez fikcyjne usługi dające dostęp do tajnych informacji dotyczących finansowania prac naukowych prowadzonych na zapotrzebowanie wojska. http://www.kobylczanin.pl/kobylczanin-2012/10-nr-2-i-3/21-niebezpieczne-zwi%C4%85zki.html

Co dzieje się dziś z melityną? do końca nie widomo. Ze względu na postępowanie prokuratorskie objęte jest to tajemnicą - oświadczył tylko Marek Kłuciński, rzecznik PKO BP.

Informacje o zaskakującym zastawie bankowym nadają się na moty przewodni sensacyjnego filmu, opowieści całkowicie fikcyjnej, gdyby nie faktyczne i rzeczywiste namacalne skutki. Ilość substancji w słoiczku jest olbrzymia, jak stwierdziła prokurator Małgorzata Stajniak z Prokuratury Okręgowej w Warszawie, która prowadziła śledztwo - "to ilość wystarczająca na wiele lat produkcji całego światowego przemysłu farmaceutycznego".

Skutki jakie powoduje melityna każą przyjrzeć się uważniej nagłym zgonom na skutek nagłego upośledzenia pracy serca: na niewydolność krążenia była przyczyną nagłej śmierci płk. Leszka Tobiasza, w przeszłości oficer Wojskowych Służb Informacyjnych, który był jednym z głównych świadków ws. korupcji w WSI, procesie tzw. afery marszałkowej, mającej na celu skompromitowanie Komisji Weryfikacyjnej WSI. W sprawę zamieszany był Bronisław Komorowski, ówczesny marszałek Sejmu.
I jeszcze jedno - w radzie fundacji Pro Civilli zasiadał Janusz Maksymiuk, wiceprzewodniczący Samoobrony..."

http://pomniksmolensk.pl/news.php?readmore=2852





Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2012-12-20 / 16:01
"Czy żyjemy w wolnej Polsce?

Wojciech Sumliński - dziennikarz śledczy stara się pomóc nam odpowiedzieć na to pytanie. Opowiada o siłach, które kryją się za Bronisławem Komorowskim, o szafach w których byli esbecy trzymają życiorysy wpływowych ludzi, o śmierci Andrzeja Leppera i innych tajemnicach III RP.

Lublin, 24 kwietnia 2012r."

http://www.youtube.com/watch?v=iOJg7SZi0yY



Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2013-01-11 / 10:45
artykuł z grudnia 2006

"GRUPA TRZYMAJĄCA SONDAŻE

Sondaże mogą zniszczyć lub wylansować kandydata na prezydenta, zdymisjonować ministra, a nawet skasować niewygodny telewizyjny program. Tymczasem w polskich sondażowniach rządzą ludzie z powołanego przez Wojciecha Jaruzelskiego w stanie wojennym "mundurowego" CBOS, który był orężem generalskiej junty. Dziś zasiadają we władzach OBOP, Pentora, PBS i IPSOS. Stworzyli też od podstaw GfK Polonia. Publikujemy dziś dziennikarski raport, który pokazuje, jak działa patologiczny układ, na który składają się wzajemne powiązania sondażowni, mediów oraz medialnych ekspertów.

Mechanizm, który czyni z polskiej demokracji zabawkę w rękach postkomunistycznej oligarchii. Legendarny punkowy zespół Dezerter śpiewał w 1987 r. piosenkę "Szwinde l": "Postawią sobie pomnik bohatera/ Wybiorą sobie nowego premiera/ Stworzą nowy system polityczny/ I będą dumni, że jest demokratyczny/ Znowu szwindel szykują nowy/ Znów chcą się dobrać do twojej głowy". Żyjemy w kraju, w którym demokrację niszczy szwindel. Jest nim przeżarta patologicznymi powiązaniami piąta władza, bo tak nazywa się ośrodki badania opinii publicznej. Władza sondażowni jest ogromna. - Za pomocą sondaży można zniszczyć kandydata na prezydenta lub szanse partii politycznej na władzę. Można zdymisjonować ministra, ogłaszając, że tego chcą ludzie. Można skasować niewygodny program telewizyjny, podając fałszywe informacje o jego odbiorze przez widzów - mówi socjolog, dr Włodzimierz Petroff.

W 1992 r. w Wielkiej Brytanii wybuchł gigantyczny skandal. Sondażownie przewidywały w wyborach parlamentarnych 2-procentowe zwycięstwo Partii Pracy. Tymczasem wygrali - i to aż 8 procentami - konserwatyści. Przywiązani do demokracji Brytyjczycy uznali, że jest ona zagrożona. Do zbadania skandalu powołano specjalną parlamentarną komisję.

Miesiącami, przy udziale najwybitniejszych ekspertów, z chirurgiczną precyzją badano popełnione błędy. Naukowcy opisywali drobiazgowo, punkt po punkcie, wszystkie przyczyny pomyłki. W efekcie skandal do dziś się nie powtórzył i w kolejnych wyborach prognozy były zbliżone do prawdziwych wyników. W 1995 r. podobne wydarzenie miało miejsce we Włoszech. Jeden z przedstawicieli ośrodków badania opinii publicznie przepraszając za popełnione błędy udał nawet, że strzela sobie w łeb atrapą pistoletu. Inna agencja wystosowując publiczne przeprosiny ogłosiła, że rezygnuje z honorarium za przeprowadzone nietrafne badania.

A u nas? Na tydzień przed drugą turą zeszłorocznych wyborów prezydenckich TVN poinformował za GfK Polonia, że Tusk wygrywa z Kaczyńskim różnicą 24 procent - 62 do 38. W wyborach wygrał Kaczyński, zdobywając ponad 54 proc. przy niespełna 46 proc. Tuska. Oznacza to, że GfK Polonia pomyliła się o... 32 punkty procentowe. Nikt w GfK Polonia nie popełnił - nawet pozorowanego - samobójstwa. Nie podali się do dymisji szefowie firmy, a badacze zainkasowali pieniądze. Żaden z nich nie trafił za kratki ani nawet na ławę oskarżonych. Bo o ile oszustwa sędziów piłkarskich czy sportowych działaczy nie są już bezkarne, o tyle tych, którzy z premedytacją niszczą wywalczoną w latach 80. przez Solidarność demokrację, nie spotyka u nas nawet ostracyzm. Elżbieta Gorajewska, rzecznik odpowiedzialności dyscyplinarnej w branżowej Organizacji Firm Badania Opinii i Rynku (OFBOR) robiła wrażenie zaskoczonej, gdy spytaliśmy ją o odpowiedzialność firmy GfK. - To nie jest wina firmy. Ludzie kłamią ankieterom - wyjaśniła rozbrajająco. Dodała, że za czasów jej rzecznikowania nie było ani jednej sprawy dyscyplinarnej dotyczącej sondażu politycznego.

Maciej Siejewicz z firmy GfK powiedział nam, że w jego firmie nie przeprowadzono żadnych procedur sprawdzających przyczyny gigantycznego błędu. - Ale zmieniliśmy metodologię badań - dodał. Polskie sondażownie czują się bezkarne. Jeśli dziennikarz napisze nieprawdę, można pozwać go do sądu. Ale socjolog, który "pomyli się" o 32 proc., zawsze może się czymś wytłumaczyć. Mówi, że ankietowani go okłamali. Albo jakaś ich część, o określonych poglądach, nie chciała z nim rozmawiać. A inni w ciągu tygodnia zmienili zdanie. Socjologowi nie da się udowodnić, że skłamał. Bo kogo powołać na świadków? "Próbę" tysiąca anonimowych respondentów z całego kraju? Fałszerstwa sondaży wyglądają więc na zbrodnię doskonałą. Ale także najdoskonalszy zbrodniarz, nawet jeśli nie zostawi dowodów, to nie ma szans zatrzeć wszystkich poszlak. Poszliśmy ich tropem. Rozmawialiśmy z dziesiątkami osób z tego środowiska. Zbadaliśmy życiorysy tych, którzy rządzą "piątą władzą".

"Nie załamuj się... Może i przegrałeś wybory... Ale nadal jesteś liderem sondaży!" - taki komiks robił w zeszłym roku furorę w internecie. Kampanie prezydencka i parlamentarna obfitowały w dziwne wydarzenia, których słynny sondaż GfK był tylko ukoronowaniem. Wiele wskazuje, że w czasie jej trwania sztucznie wylansowani przez ośrodki zostali aż dwaj z głównych pretendentów: Tusk i Cimoszewicz. 26 czerwca 2005. Włodzimierz Cimoszewicz kilka tygodni wcześniej ogłosił, że nie będzie startować w wyborach prezydenckich. Mimo to firma Pentor ogłasza wyniki sondażu, według którego... kandydat lewicy cieszy się 22-procentowym poparciem. Dwa dni później Cimoszewicz ogłasza: przekonały go "liczne głosy rodaków". Choć jest człowiekiem skromnym i niepchającym się na stanowiska, to jednak wystartuje. 9 sierpnia 2005. GfK Polonia ogłasza wynik badania, z którego wynika, że nagle mocno skoczyło w górę poparcie Donalda Tuska, który w ciągu trzech tygodni awansować miał z piątego na pierwsze miejsce w sondażu. W lipcu popierało go 8 proc. Polaków i socjologowie nie dawali mu szans na wejście do drugiej tury. Teraz ma mieć aż 24 proc. 15 września 2005. Po wycofaniu się Cimoszewicza PBS ogłasza zrobiony dla "Gazety Wyborczej" sondaż, z którego wynika, że Tusk jest już bliski zwycięstwa w pierwszej turze. Ma mieć poparcie 49 proc. wyborców. Lech Kaczyński nie ma nawet połowy tego - popiera go 22 proc. Z badań PBS ma wynikać, że po wycofaniu się Cimoszewicza może on zyskać całe... 2 proc. Jeszcze dalej idzie "Rzeczpospolita", która ogłasza, że lidera PO popiera 51 proc.

Jeśli wierzyć PBS-owi, Tusk pozyskiwał wyborców w szaleńczym wręcz tempie - w połowie lipca popierało go zaledwie 8 proc., w połowie września - blisko połowa. W jakich ośrodkach Tusk i Cimoszewicz uzyskali zaskakująco wysokie poparcie? Tusk znakomite wyniki miał w PBS. Prezesem PBS jest Krzysztof Koczurowski. Był on jednym z założycieli Kongresu Liberalno-Demokratycznego, którego działacze -z Tuskiem na czele - rządzą obecnie PO. Zasiadał w zarządzie tej partii, w 1991 r. był jedną z trzech osób, które kierowały kampanią wyborczą KLD. Z kolei Cimoszewicz sensacyjny wynik uzyskał w kojarzonym z SLD Pentorze. Kto rządzi Pentorem? O tym w dalszej części tekstu. Jakie skutki może mieć zawyżenie wyniku jednego z kandydatów? W momencie, gdy wyborcy nie mają jeszcze sprecyzowanych poglądów, na kogo głosować - olbrzymie. Ludzie wybierają spośród tych, którzy się liczą, a tych wyznacza sondaż. Wybierając, wolą być po stronie zwycięzców. Wielkie znaczenie ma dla nich wybór "zwykłych ludzi" takich jako oni, który pokazywać powinien sondaż. - Wpływ sondaży na politykę jest ewidentny. Zasada jest taka, że jeśli wygrywasz w sondażach i masz aferę u przeciwnika, to powinieneś wygrać - mówi Jacek Chołoniewski z firmy Estymator, współtworzącej Polską Grupę Badawczą, która najtrafniej przewidziała wynik wyborów z zeszłego roku.

Ubocznym skutkiem tego jest wzrost poczucia bezkarności nieuczciwych badaczy. Bo w przypadku mocno nagłośnionego sondażu często się zdarza, że wyniki sfałszowanego badania potwierdzają, choćby częściowo, wyniki innych ośrodków. Bo pierwszy sondaż zdążył już uruchomić lawinę. Amerykański psycholog społeczny Robert Cialdini przywołuje w swej książce "Wywieranie wpływu na ludzi" szokującą historię sekty Świątynia Ludu w Jonestown w Gujanie. Jak dowodzi Cialdini, jej 910 członków popełniło samobójstwo m.in. dlatego, że uznawali "społeczny dowód słuszności" - widzieli popełniających samobójstwo współwyznawców. Według Cialdiniego techniki używane przy werbowaniu ludzi do sekty i zmuszaniu ich do posłuszeństwa często nie różnią się od tych, jakie stosują spece od marketingu. Szefom ośrodków badania opinii publicznej idzie o tyle łatwiej, że nie wymagają od wyborców samobójstwa, a tylko oddania głosu na odpowiednią partię polityczną. A może inaczej: samobójcze skutki zagłosowania na partię np. związaną z oligarchią postkomunistyczną są rozłożone w czasie.

Przykład nieco świeższy. Po emisji taśm Beger Fakty TVN podały, że na PO głosować chce 34,2 proc. wyborców, a na PiS zaledwie 19,2. Jeszcze bardziej zaszalał Pentor, według którego PO wygrywało z PiS 34 do 18,1. - W rzeczywistości notowania PiS spadły o około 2-3 procent - mówi Jacek Chołoniewski z Polskiej Grupy Badawczej, która najtrafniej przewidziała wynik zeszłorocznych wyborów. W sześć tygodni po sondażach pokazujących około 16-procentową przewagę PiS w prawdziwych wyborach samorządowych padł remis - PO wygrała wprawdzie o 2 proc. W wyborach do sejmików, ale znacznie wyżej przegrała z PiS w powiatach i gminach. Kto zorganizował dziwny sondaż dla Faktów, pokazujący gwałtowny spadek notowań PiS? Firma SMG/KRC. Była to nie lada niespodzianka, bo ta licząca się na rynku badań marketingowych firma powróciła do badań preferencji politycznych po kilku latach przerwy.

Kim są szefowie SMG/KRC? Prezes tej firmy Krzysztof Borys Kruszewski to syn prof. Krzysztofa Kruszewskiego, słynnego sekretarza Komitetu Warszawskiego PZPR, organizatora bojówek, które w 1979 r. katowały uczestników spotkań opozycyjnego Towarzystwa Kursów Naukowych, nazywanego latającym uniwersytetem. W latach 1980- 1981 Kruszewski-senior był ministrem oświaty. Krzysztof Borys Kruszewski podkreśla, że nigdy nie podzielał poglądów ojca. Jego firma została założona w 1989 r. przez grupę młodych absolwentów socjologii i kojarzona była z nowym, "solidarnościowym" rządem. Badania robiła głównie na zlecenie otoczenia premiera Mazowieckiego, ministra Balcerowicza oraz Jeffreya Sachsa, a także zlecane przez Amerykanów. Jak powiedział nam Kruszewski-junior, Amerykanie uważali, że ośrodki, które działały w PRL, są mało wiarygodne. Szukali kogoś nowego i tak trafili do SMG/KRC.

Kim są ci, którzy odpowiadają za stan polskiej socjometrii? Aby się tego dowiedzieć, cofnijmy się o 20 lat, do tajemniczej postaci pułkownika Kwiatkowskiego. Nie tego z komedii Kazimierza Kutza. O ile filmowy Kwiatkowski podawał się za oficera UB, to twórca powołanego w stanie wojennym CBOS płk Stanisław Kwiatkowski (dziś znacznie bardziej znany jest jego syn - były prezes TVP Robert Kwiatkowski) usytuowany był w hierarchii władzy PRL znacznie wyżej. Urodzony w 1939 r. guru polskiej socjometrii od 1973 r. był doradcą ministra obrony Wojciecha Jaruzelskiego. Pozostał nim także, gdy Jaruzelski został premierem. Doradca Jaruzelskiego miał za sobą publikacje wychwalające szybki rozwój Związku Radzieckiego, wygrywającego gdy chodzi o ekonomiczny rozwój ze Stanami Zjednoczonymi.

Stan wojenny stał się okazją do tego, by Kwiatkowski mógł kontynuować swój zawodowy rozwój w nowej instytucji. W pierwszym numerze "Biuletynu CBOS" (1/85) Kwiatkowski tak opisywał początki tego ośrodka: "Z zamiarem powołania takiej instytucji noszono się już od dawna. Stało się to jednak właśnie w czasie trwania stanu wojennego, co w połączeniu z faktem, że uchwałę w tej sprawie podpisał prezes Rady Ministrów generał armii Wojciech Jaruzelski, ma swoją wymowę. Z urzędu opiekę nad &#171;noworodkiem&#187; sprawują od początku szef Urzędu Rady Ministrów i przewodniczący Komitetu Społeczno-Politycznego Rady Ministrów". Odnotowywał, że centrum "ma obowiązek pośredniczyć - jak się zwykło mówić - między władzą a społeczeństwem". Stwierdzał też, że "działalność Centrum ma być w swoich założeniach usługowo-użytkowa w stosunku do potrzeb rządu". Jakie poglądy reprezentował pułkownik? W wydanej w 2003 r. książce "Szkicownik z CBOSu" Kwiatkowski przedrukowuje swój artykuł z pisma "Tu i teraz" z 2 marca 1982 r. Ale ze skrótami. Pułkownik pomija pewien niewygodny dziś fragment, w którym - dziesięć tygodni po pacyfikacji kopalni Wujek - wyrażał swą aprobatę dla pomysłu walki z opozycją przy użyciu broni palnej: "Zgadzam się w ocenie co do konieczności przeciwdziałania kontrrewolucji.

Nigdy zresztą nie było wątpliwości w sytuacjach skrajnych, gdy przeciwnik sięgnął po władzę i gdy zorganizowaną opozycję przełamywano przy pomocy wszystkich środków, którymi dysponuje socjalistyczne państwo. Zawsze, kiedy wymiana zdań przechodziła w wymianę strzałów, głos zabierał towarzysz Mauzer". Główna myśl Kwiatkowskiego była jednak inna: oprócz robienia użytku z towarzysza Mauzera z opozycją trzeba walczyć także intelektualnie. Pułkownik postulował, by opozycję "pozbawiać bazy społecznej", zaś opozycjonistów "dyskwalifikować politycznie, obnażać ukryte intencje, rozbijać logicznie. Tak przecież rozprawił się Lenin z empiriokrytykami". Zarówno współpracownicy, jak i przeciwnicy podkreślają, że Kwiatkowski wyróżnia się nieprzeciętną inteligencją. Zbigniew Maj, dziś pracujący w OBOP, mówi wprost: - Pracowałem w dziewięciu firmach w tej branży i powiem panu, że prezes Kwiatkowski był z moich szefów najbardziej światłą osobą.

W czasach telewizyjnych spikerów w mundurach także stworzony przez Kwiatkowskiego w 1982 r. CBOS współtworzyli dobrani przez niego wojskowi. Kwiatkowski zabrał ze sobą z gabinetu ministra obrony Halinę Hałajkiewicz, którą wspomina jako "pierwszego pracownika z legitymacją CBOS". To Hałajkiewicz redagowała "Biuletyn CBOS". Zajmowała się też pisaniem raportów z badań. Na wojsku Kwiatkowski oparł też jego lokalne struktury, o czym pisze w "Szkicowniku": "Wpadłem na pomysł, że najszybciej i sprawniej będzie, jeśli koordynatorami wojewódzkimi zostaną, przynajmniej doraźnie, oficerowie z Wojskowych Poradni Psychologicznych". Zbigniew Maj wspomina: - Na początku koordynatorzy to byli pracownicy wojska. Oni wynajmowali ankieterów i dostarczali nam wyniki. Nie zawsze byli to fachowcy wysokiej klasy. Ci, co ewidentnie się nie nadawali, później odeszli. Jak Kwiatkowskiego traktowała władza? On sam pisał w "Polityce" (4.04.1987): "Kiedyś, w początkach działalności Centrum Badania Opinii Społecznej zdarzało się, że pytano mnie o sprawy, które jedno z ministerstw nazywa wewnętrznymi. Mylono mój mundur z innym mundurem, a badania opinii, z innego rodzaju służbą państwową".

Kwiatkowski zadowolony był z efektów swej pracy. W 1985 r. meldował: "Jak sądzę, mogę liczyć, że Obywatel Generał uzna zadanie za wykonane". Z notatek umieszczonych w "Szkicowniku": "Kończę rok 1985 w przekonaniu, że wywiązałem się z zadania, jakie otrzymałem w okresie stanu wojennego". Proponuje, że w tej sytuacji może podać się do dymisji. Kwiatkowski znalazł godnego następcę: "Nadmieniłem, że nareszcie znalazłem odpowiedniego zastępcę ds. badań: dr Eugeniusz Śmiłowski może kandydować na następcę dyrektora" - odnotował. Śmiłowski na uznanie zasłużył zapewne jako publicysta związanego z ZSMP pisma "Pokolenia", w którym opublikował artykuł "Młodzież-partia-społeczeństwo", czyli relację z konferencji "naukowej" zorganizowanej w Pokrzywnej przez "Komitet Wojewódzki PZPR w Opolu przy współpracy Instytutu Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu przy KC PZPR" ("Pokolenia" 6/83). Obecnie Śmiłowski jest prezesem Pentora. Przypomnijmy: ośrodka, który opublikował sensacyjny sondaż z Cimoszewiczem jako liderem.

Także inni byli współpracownicy Kwiatkowskiego odgrywają dziś w ośrodkach badania ogromną rolę. Elżbieta Lenczewska-Gryma jest dziś Liderem Sektora Badań Medialnych w OBOP. W biuletynach CBOS pisała o nastrojach wśród nauczycieli, podkreślając ich poparcie dla władzy: "Spośród instytucji i grup funkcjonujących w życiu publicznym nauczyciele skłonni byli obdarzyć największym zaufaniem Sejm, wojsko, rząd i Radę Państwa (3/4 badanych), następnie związki zawodowe, PRON i PZPR (2/3 badanych), nieco rzadziej Kościół i milicję (w obu przypadkach po 57 %) i najrzadziej opozycję polityczną (co 10 badany)" (Biuletyn CBOS 7/86, test pisany razem z Elżbietą Kościesza-Jaworską).

Obecny kolega Lenczewskiej z OBOP Zbigniew Maj poddawał szczegółowej analizie sondaż sformułowany tak: "W wyborach do rad narodowych wzięło udział 75 proc. obywateli. To dużo czy mało?". Dalej padało pytanie, komu to zawdzięczamy oraz kto zyskał na takiej frekwencji. I padały odpowiedzi - wśród nich "władza" oraz "partia". Elżbietę Gorajewską, rzecznik odpowiedzialności zawodowej w OFBOR (wcześniej była jej prezesem), cytowaliśmy na początku tekstu. Jej postawa przestaje dziwić, gdy przeczytamy jej artykuły z lat 80. W jednym z biuletynów obecna szefowa AGB Nielsen Media Research dowodziła, jak popularny w społeczeństwie jest generał Jaruzelski: "Respondenci wybierając z listy zawierającej nazwiska zarówno działaczy państwowych i partyjnych, jak i ludzi związanych z Kościołem, działaczy b. Solidarności - tych ludzi, którzy darzą sympatią, najczęściej wskazują na gen. W. Jaruzelskiego - 71,7 % i kardynała Glempa - 68, 7 %". Z badań wynikało, że zdaniem Polaków Jaruzelski przyczynił się do "zachowania suwerenności Polski" (miało tak twierdzić 72 proc.) oraz "zapobieżenia wojnie bratobójczej" (aż 83,1 proc.).

Gorajewska konkludowała: "Niekwestionowane są więc dwa osiągnięcia rządu generała Jaruzelskiego: zaopatrzenie rynku i spokój społeczny" (1-2/86). W innym numerze (3/85) opublikowała tekst "System społeczno-polityczny kraju w ocenie młodzieży szkolnej". Pisała w nim: "Rejestrujemy natomiast spadek krytycyzmu badanych w ocenie 40-letniego dorobku ustroju socjalistycznego w Polsce". (...) Zauważamy również stosunkowo wysokie - zwłaszcza w 1985 r. - na tle innych instytucji i ugrupowań, oceny działalności wojska. Towarzyszy temu brak akceptacji dla działalności nieoficjalnych struktur politycznych - opozycji politycznej oraz spadek ocen pozytywnych Kościoła w stosunku do ocen z 1983 r.". Beata Jaworska od 17 października jest dyrektorem badań jakościowych w IPSOS. Wcześniej pracowała w Pentorze. Ostatnio przez dwie kadencje zasiadała z nadania SLD w zarządzie Polskiego Radia. W biuletynie opisywała badania "Młodzi o polityce", z których wynikało, że oceniają oni korzystniej milicję niż opozycję polityczną. Jeszcze lepsze notowania miały wojsko i PZPR ("Biuletyn CBOS" 3/87, tekst pisany razem z Elżbietą Gorajewską).

U pułkownika Kwiatkowskiego pracował cały obecny zarząd Pentora - znany nam już Eugeniusz Śmiłowski, Jerzy Głuszyński, i Piotr Kwiatkowski. Głuszyński to były członek Komisji Ideologicznej KC PZPR. W latach 1973-1980 był działaczem SZSP, w którym m.in. przewodniczył Komisji Nauki (dziś byli członkowie tej organizacji tworzą Stowarzyszenie Ordynacka). W PZPR działał od 1978 r. W latach 1984-1986 był członkiem Prezydium Komisji ds. Młodzieży Sportu i Turystyki KW PZPR w Poznaniu. Do wspomnianej Komisji Ideologicznej KC trafił w 1986 r. Działał też Związku Młodzieży Wiejskiej (ZMW). W latach 1987-1988 był przewodniczącym zarządu krajowego tej organizacji. W wywiadzie dla "Trybuny Ludu" (93/88) Głuszyński mówił: "Jesteśmy dziś jedyną organizacją o charakterze politycznym, powstałą w gorącym okresie posierpniowym, która nie została zawieszona podczas stanu wojennego i która, oczywiście zmieniając się po drodze, dobrze, jak sądzę, wpisana jest w obecny czas dokonujących się zmian". Dodawał, że "sens istnienia związku leży w jego charakterze ideowo wychowawczym i w sferze wychowania musimy przede wszystkim osiągać rezultaty". W biuletynach są też teksty Małgorzaty Czarzasty - żony Włodzimierza Czarzastego i udziałowca Muzy SA.

W rozmowie z nami żaden z prominentnych dziś w branży byłych pracowników CBOS nie przyznał się do manipulowania sondażami. Elżbieta Lenczewska-Gryma pytana o to, jak wspomina czasy CBOS, odpowiedziała. - Cudownie. To była właściwie pierwsza w PRL możliwość robienia badań nastrojów społecznych. - Pan chyba dzwoni do nieodpowiedniej osoby, że by pytać o manipulacje. Ja byłem w CBOS głównym specjalistą - stwierdził Zbigniew Maj. - Żadnych manipulacji nie było, chociaż nie wszystko było publikowane. Były raporty, które otrzymywało tylko kilka osób w państwie, trzymane w szafie pancernej. Paweł Chełstowski, w latach 80. pracownik CBOS, jest dziś dyrektorem w PBS: - Byłem w CBOS szeregowym pracownikiem. Nikt nie usiłował wpływać na moje badania. Jerzy Głuszyński, Pentor: To była rzetelna robota badawcza, bez nacisków. Że nie wszystkie publikowano, to oddzielna sprawa. Na to, jak było w praktyce, wskazują jednak zalecenia KC PZPR. 12 lutego 1985 r. Sekretariat KC ustanowił "zasady informowania o wynikach opinii społecznej". Pod instrukcją podpisało się dwóch członków Biura Politycznego. Według niej uzgadnianiu z odpowiednimi sekretarzami KC w trybie roboczym podlegały "badania dotyczące organizacji i instancji partyjnych" oraz "informowanie o wynikach badań opinii o PZPR", a także "publikowanie wyników badań prognostycznych w odniesieniu do kierunku rozwoju systemu politycznego w kraju". Niektóre ówczesne wypowiedzi Kwiatkowskiego budzą śmiech. Gdyby wierzyć pułkownikowi, to Polacy bez nadmiernej niechęci odnosili się do... podwyżek.

Jak pisał pułkownik w "Polityce" (13.07.1985), 57,5 proc. badanych uznało podwyżkę za nieuniknioną, zaś 41 proc. za konieczną. CBOS pod wodzą Kwiatkowskiego dotrwał do 1990 r. W 1989 r. centrum zorganizowało osławione badania na zlecenie OPZZ. Wynikało z nich, że Polakom raczej wystarczy jeden związek zawodowy. Kwiatkowski referował na łamach "Res Publiki": "W kwestii pluralizmu związkowego opinie są biegunowo podzielone. Gdyby zrobić ogólnopolskie referendum, przeważałyby o parę procent głosy opowiadających się za jednym związkiem w przedsiębiorstwie. Aż co czwarty Polak nie miałby zdania w tej sprawie".

W 1990 r. Kwiatkowski odszedł z CBOS. Jego miejsce zajęła prof. Lena Kolarska-Bobińska. Ale nie był to koniec kariery pułkownika. "Największe, niezależne, prywatne ośrodki badania w Polsce po 1989 roku tworzyli (od podstaw!) specjaliści z CBOS. Przykładem GfK Polonia i Pentor" - napisze w swojej książce. Sam pułkownik zaczął tworzyć w 1990 r. firmę GfK Polonia, której dyrektorem był do 1995 r. Dziś mało kto pamięta, że to kolejne dziecko Kwiatkowskiego. Dlaczego? Przez wiele lat GfK nie pojawiała się zbyt często w mediach, bo nie prowadziła sondaży politycznych, a tylko badania marketingowe.

Dopiero w ostatnich latach zajęła się polityką, co w branży zostało odebrane jako niespodzianka. Z jakich ludzi Kwiatkowski stworzył GfK? Odpowiedź znajdujemy na łamach pisma "Brief" (47/2003), w tekście o Elżbiecie Gorajewskiej. "Brief" pisze o niej: "W 1990 r. opuściła firmę. Powód? Z CBOS-u odszedł jego szef, prof. Stanisław Kwiatkowski, który miał stworzyć polski oddział niemieckiego instytutu badawczego GfK. Prof. Kwiatkowski zdołał przekonać część pracowników CBOS-u, aby rozpoczęli pracę w nowej firmie. Wśród tych osób była Elżbieta Gorajewska, która miała zająć się badaniami mediowymi. Ostatecznie, została kierownikiem działu mediów i reklamy firmy GfK Polonia". W GfK pracowała do 1996 r. Najwięcej plotek w środowisku budzi osoba Marka Markiewicza, dyrektora w GfK Polonia. Markiewicz wyróżnia się tym, że nie jest socjologiem i przed objęciem kierowniczego stanowiska w firmie mało kojarzył się z badaniami. Jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej, a w latach 1980-1990 był doradcą ministra kultury ds. organizacji i zarządzania. Odgrywa też wielką rolę w lobby badaczy - jest członkiem zarządu OFBOR.

Polityczne sondaże po 1989 r. to wielka seria wpadek. Ośrodki zgodnie prorokowały, że do drugiej tury w pierwszych wyborach prezydenckich przejdzie Tadeusz Mazowiecki, a nie Stan Tymiński. Według OBOP wyniki miały wynosić odpowiednio: Wałęsa 38 proc., Mazowiecki 23 proc., Tymiński 17 proc. Miesiąc wcześniej - 17 października - prowadzić miał Mazowiecki z wynikiem 29 proc. przed Wałęsą - 24 proc. Podobnie bywało w wyborach parlamentarnych. W 1993 r. przewidywał, że wybory miała wygrać Unia Demokratyczna z poparciem 17,6 proc. Dostała 5 procent mniej. - Przyjmijmy, że sondaże zwiększyły poparcie UD o 5 procent. Oznaczało to awans z partii przeciętnej na liczącą się najbardziej - mówi Petroff. Na wyliczanie przykładów nie starczyłoby tu miejsca, ale reguła jest jedna - w sondażach niemal zawsze pokrzywdzone są partie prawicowe, w szczególności te opowiadające się za dekomunizacją, lustracją czy walką z układami. Aż do dziś. Czy to oznacza, że sondażownie kłamią?

"Gierek zmartwychwstał i chce wrócić do władzy. Jeden z ośrodków badania opinii rozpisuje sondaż z pytaniem: "Pomożecie?". Jako że od lat 70. realia się zmieniły, respondenci mają aż trzy możliwości odpowiedzi na pytanie: "Tak, oczywiście", "Raczej tak" oraz "Trudno powiedzieć" - ten dowcip usłyszeliśmy od jednego z socjologów. Anegdota pokazuje tylko jedną z metod manipulowania sondażami - wpływania na respondenta poprzez treść pytań lub podanych do wyboru odpowiedzi. Wielu z badaczy podkreśla, że metody manipulacji wcale nie muszą być prymitywne. - Polscy badacze są fachowi gdy chodzi o warsztat, jeśli porównamy ich ze specjalistami z innych krajów - mówi jedna z ważniejszych osób z branży. - I właśnie dlatego wiedzą znakomicie, jak manipulować badaniami. - Fałszerstwa? Nie spotkałem się - śmieje się inny socjolog. - Dobry fachowiec potrafi uzyskać odpowiedni wynik bez wulgarnych fałszerstw..

Nasi rozmówcy opisali nam wiele takich metod. Oto niektóre z nich. Pytania o politykę trafiają z reguły do tzw. omnibusa, czyli listy kilkudziesięciu pytań, z którymi ankieter przychodzi do badanego. Jeśli pyta o poparcie dla rządu, wynik można łatwo zmienić umieszczając przed wspomnianym pytaniem inne, które ukierunkują respondenta. Jeśli wcześniej przeczyta on pytania o bezrobocie, patologie, emigrację zarobkową itp., to prędzej zdecyduje się negatywnie ocenić rząd. Jeśli przeczyta o wzroście gospodarczym, udanym pozyskaniu środków z Unii Europejskiej albo sukcesach w polityce zagranicznej, to częściej zaznaczy pozytywną ocenę. W szczególności w końcówce kampanii wyborczej odgrywają u nas wielką rolę badania telefoniczne - robione na szybko, z dnia na dzień. Według kodeksu międzynarodowego stowarzyszenia ESOMAR, którego przestrzeganiem chwalą się polskie sondażownie, nie powinno się przeprowadzać badań telefonicznych tam, gdzie mniej niż 85 proc. obywateli ma telefony. Tymczasem u nas telefony stacjonarne - których dotyczą badania - ma zaledwie 73 proc. obywateli. Oznacza to też, że mieszkańcy wsi i ludzie starsi są w sondażach niedowartościowani - czyli partie mające wśród nich poparcie wypadną w sondażu słabiej.

W przypadku badań telefonicznych znaczenie może mieć też godzina, o której badacze zadzwonią do respondentów. Inne wyniki osiągną, gdy dzwonić będą w weekend, a inne w ciągu tygodnia. Inne wieczorem, a inne rano. Podobnie bywa podczas chodzenia po mieszkaniach. Inne wyniki uzyskamy ankietując mieszkańców bogatej, a inne biednej dzielnicy. Ankieter odwiedzający słynną "Zatokę Czerwonych Świń" w Warszawie z pewnością zawyży wynik postkomunistów. Pytania o politykę umieszczane są zazwyczaj pod koniec omnibusa, bo badani odpowiadają na nie niechętnie. W efekcie np. połowa z nich jest zmęczona i na nie nie odpowiada. Badania reklamowane jako przeprowadzane na tysiącu respondentów są więc realnie przeprowadzane zaledwie na pięciuset. Najbardziej znaną, ale i łatwą do wykrycia metodą jest tendencyjne zadawanie pytań. Pytając "Czy jesteś za obniżeniem podatków, które ma się przyczynić do zmniejszenia bezrobocia?" uzyskamy inną odpowiedź niż gdy spytamy "Czy jesteś za obniżeniem podatków połączonym z obniżeniem zasiłków dla bezrobotnych i przywilejów socjalnych?".

Badania przeprowadzane przez chcących dorobić studentów często w ogóle są fikcją. Nasz redakcyjny kolega Filip Rdesiński, absolwent socjologii, tak wspomina studenckie praktyki w Poznaniu: Kiedy byłem na studiach, chyba w 2002 roku, gmina Tarnowo Podgórne wraz z moim instytutem prowadziła badania na temat jakości zarządzania tą gminą. Większość ankiet studenci wypełniali sami na kolanie w akademiku. Potem widziałem, jak obecny poseł PO Waldy Dzikowski, były wójt tej gminy, ogłaszał w telewizji jej wielki sukces. Przed badaniami oraz po zorganizowano poczęstunek. Badacze dostali m.in. kiełbaski i beczkę piwa. Metody kontroli uczciwości ankieterów są mało skuteczne. Niemal każdy student spotkał się z propozycją kolegi co do badań marketingowych: "podam twój numer, jakby co, to potwierdź, że wypełniałeś".

Wielką rolę w utrzymywaniu obecnego skompromitowanego systemu odgrywają medialne autorytety socjologiczne. Tak się dziwnie składa, że z reguły stają one murem po stronie sondażowni. Nazwiska zapraszanych do ogólnopolskich mediów komentatorów można wymienić na palcach dwóch rąk: Ireneusz Krzemiński, Lena Kolarska-Bobinska, Andrzej Rychard, Radosław Markowski, Edmund Wnuk-Lipiński, Jacek Raciborski, Tomasz Żukowski. Tak się też składa, że poglądy wszystkich tych osób, z wyjątkiem może Żukowskiego, mieszczą się pomiędzy SLD (publicysta pezetpeerowskich "Nowych Dróg" Raciborski) a Platformą (były działacz KLD Krzemiński). Ważniejsze jest jednak co innego: wszyscy, łącznie z Żukowskim, wywodzą się z socjologicznego &#8222;środowiska" i nie zrobią koledze krzywdy oskarżając go o nierzetelność.

W kryzysowych sytuacjach, jak ta po zeszłorocznych wyborach, w mediach ukazują się wywiady z autorytetami naukowymi, które także bronią wiarygodności badań. Takie stanowisko zajmowali również tacy cieszący się powszechnym autorytetem profesorowie, jak Mirosława Grabowska czy Antoni Sułek. Ale nasi rozmówcy zwracają uwagę na fakt, że Sułek jest jednocześnie... konsultantem OBOP. - Kiedy słyszę wypowiedzi niektórych profesorów broniących skompromitowanych ośrodków badania opinii, a jednocześnie wiem, że są oni zatrudnieni na etatach w którymś z nich, zastawiam się w naturalny sposób, w jakiej roli występuje ów profesor - autorytetu naukowego, czy lobbysty tej branży - mówi dr Włodzimierz Petroff.

Uzdrowienie rynku blokuje jeszcze jeden bardzo istotny mechanizm. W ubiegłorocznych wyborach wyniki najbardziej zbliżone do prawdziwych uzyskało po raz kolejny (co zostało potwierdzone w analizie przygotowanej przez Centrum im. Smitha) konsorcjum Polska Grupa Badawcza. Mimo to sondaże PGB są zdecydowanie słabiej nagłaśniane przez media niż badania firm skompromitowanych. Branża stara się dyskredytować prowadzone przez PGB badania w miejscach publicznych (tzw. metoda "on street"), mimo że dają one lepsze efekty od pozostałych. Ale w praktyce liczą się właśnie te sondaże, które istnieją w mediach. A większość głównych mediów stoi po stronie tych, którzy nie podzielają poglądów PiS o potrzebie rozbijania "układu".

Poszczególne redakcje blisko współpracują z reguły z wybranym ośrodkiem. Geografia rozkłada się tu następująco: PBS współpracuje blisko z "Gazetą Wyborczą" i TVN. "Rzeczpospolita" korzysta z badań GfK. "Dziennik " i "Fakt" oraz TVP korzystają z badań OBOP. "Życie Warszawy" blisko współpracuje z Pentorem. Zaś badania PGB często bywają dyskryminowane (na przykład wiedzą o nich internauci Wirtualnej Polski, rzadziej Interii.pl, aż po całkowitą cenzurę na Onet.pl). Jak wspomina jeden z konsultantów PGB, gdy we władzach Polskiego Radia zasiadała wspomniana wychowanka Kwiatkowskiego Beata Jaworska, zakazywała zapraszania do studia Marcina Palade, współkierującego do niedawna PGB, i prezentowania wyników firmy. Ale PGB nie funkcjonuje nawet w programach informacyjnych TVP Wildsteina!

Czy z sondażową patologią, niszczącą demokrację, da się coś zrobić? Mamy nadzieję, że powyższy pierwszy w polskiej prasie opis stanu faktycznego może się do tego przyczynić. Pozostaje też mieć nadzieję, że wiedza ta może być przydatna dla prywatnych firm, oczekujących od sondażowni uczciwości. - Kiedy Pentor opublikował badania dotyczące Cimoszewicza, zbulwersowani byli tym marketingowi klienci tego ośrodka. Niektórzy mówili wprost, że skoro ośrodek może robić takie numery przy badaniach politycznych, to może ich oszukać, gdy chodzi o badania rynku dotyczące ich produktów - mówi wpływowa osoba w środowisku badaczy. Ale z pewnością sprawa nie będzie łatwa. - Najgorsze jest to, że wielu młodych socjologów będących wychowankami starej gwardii nie jest wcale lepszych. Można tu mówić o całych "strukturach zła" - stwierdza Włodzimierz Petroff. 16 stycznia 2003 w "Gazecie Wyborczej" ukazało się sprostowanie, w którym pułkownik Kwiatkowski bronił rzetelności badań CBOS z lat 80. przed krytykami. Pułkownik napisał: "Właśnie świętowaliśmy 20-lecie powstania Centrum. Okazuje się, że specjaliści z CBOS są dziś na kluczowych stanowiskach w wielu najważniejszych ośrodkach badania opinii i rynku. Wszyscy z dumą mówili o początkach swojej kariery zawodowej i naszym wspólnym dorobku". Owo sprostowanie było dla mnie inspiracją do napisania niniejszego tekstu. Muszę uczciwie stwierdzić, że teza pułkownika okazała się prawdziwa w stu procentach.

Piotr Lisiewicz "Gazeta Polska" grudzień 2006"

http://www.palade.pl/index.php?p=1_19_GRUPA-TRZYMAJACA-SONDAZE





magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2013-01-11 / 12:59
>Gdyby wierzyć pułkownikowi, to Polacy bez nadmiernej niechęci odnosili się do... podwyżek.

>Jak pisał pułkownik w "Polityce" (13.07.1985), 57,5 proc. badanych uznało podwyżkę za nieuniknioną, zaś 41 proc. za konieczną.


myślę, że takie rzeczy bardzo szybko wrócą - np.

- czy jesteś za łataniem budżetu za pomocą mandatów?
- czy zgodziłbyś się, na zamontowanie miejskiej kamery monitoringu w twojej toalecie dla zwiększenia bezpieczeństwa publicznego?
- czy uważasz, że osoby kwestionujące montowanie fotoradarów są nastawione anty-demokratycznie i stanowią zagrożenie terrorystyczne?

lancaster
(22963/421/2234)
Avatar: lancaster
WYŚLIJ PW
2013-02-13 / 15:54
http://ksiazki.wp.pl/gid,15328974,tytul,Zglosil-sie-na-ochotnika-do-Auschwitz-Po-wojnie-zostal-rozstrzelany-przez-Polakow,galeria.html?ticaid=1100f0


"Witold Pilecki celowo dał się aresztować, aby w Auschwitz organizować ruch oporu i gromadzić informacje o zbrodniach niemieckich. Z obozu uciekł w 1943 roku, następnie walczył w powstaniu warszawskim oraz w 2. Korpusie Polskim we Włoszech.

Po powrocie do Polski został w 1947 roku aresztowany i oskarżony przez władze komunistyczne o szpiegostwo. Był przesłuchiwany w barbarzyńskim śledztwie i brutalnie torturowany. "Oświęcim to była igraszka" - wyznał wtedy żonie. Został skazany na karę śmierci w pokazowym procesie i stracony w 1948 roku.

Raporty rotmistrza Pileckiego zebrane w książce "The Auschwitz Volunteer: Beyond Bravery" zostały właśnie nagrodzone przez stowarzyszenie amerykańskich wydawców. Na kolejnych stronach piszemy więcej na temat pięknej biografii Pileckiego, brutalnym torturowaniu przez UB, propagandowym procesie i wyroku śmierci oraz o książkach, w których możemy przeczytać więcej o życiu rotmistrza"

...a protegowani i dzieci tych komuchow stworzyly przy zorganizowanym przez szefa SB Czeslawa Kiszczaka okraglym stole z tzw. opozycją III RP.

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2013-02-26 / 22:40
Żadnych rewelacji, ale zgrabne podsumowanie:


"Byli strażnicy komunistycznego systemu zniewolenia wciąż brylują na salonach polityki


Lewica rozmnaża się przez pączkowanie. Prócz reprezentowanej w Sejmie, największej partii SLD Leszka Millera, mamy jeszcze Ruch Janusza Palikota, który uważa się za lewicowy, oraz poza Sejmem najnowszy pączek "centrolewicy" Aleksandra Kwaśniewskiego - Europa Plus. Jeszcze nie partii, bo teraz chodzi niby o tylko o kandydatów na poselskie synekury w Parlamencie Europejskim, ale kto wie, co będzie później. Byłego premiera Millera trafił szlag, ponieważ były prezydent, "szorstki przyjaciel" Kwaśniewski stawia go w roli petenta, wyłuskuje mu ludzi i osłabia jego pozycję.

Mnie to zniesmacza, bo jest co robić w polskiej polityce, jest co robić na lewicy&#8230;

- skwitował w radiu Tok FM były premier, były marszałek Sejmu, były minister spraw wewnętrznych, dziś wiceprzewodniczący SLD Józef Oleksy.

Mnie to też zniesmacza, lecz z innego, o wiele ważniejszego powodu niż gra na lewicy w "gorące krzesła"; krzeseł jest mniej niż uczestników, którzy krążą wokół nich, a kto nie zdąży usiąść, gdy przestanie grać muzyka, ten odpada. Zadziwia mnie i irytuje niezniszczalność tych, którzy mimo różnorakich kompromitacji nadal stanowią jej główne twarze. Paweł Jasienica wierzył, że pamięć może wymierzać sprawiedliwość. Gdyby ów pisarz, notabene szpiegowany przez własną żonę-agentkę SB, o czym nie wiedział, dożył naszych czasów, pewnie zmieniłby zdanie. Weźmy Ryszarda Kalisza, który wedle sondaży cieszy się największym zaufaniem społecznym po Bronisławie Komorowskim. Do PZPR, "przewodniej siły narodu" wstąpił 35 lat temu, wcześniej był działaczem Socjalistycznego Związku Studentów Polskich, a aplikację sądową uzyskał w stanie wojennym. Czyli, dobry komunista i wypróbowany towarzysz. Tak godny wiary, że rzecznik Ruchu Palikota Andrzej Rozenek już obiecał poparcie Kalisza, jeśli tylko zechce on być kandydatem centrolewicy na prezydenta. Dorobek ma, w końcu przez dwa lata, jako szef kancelarii Kwaśniewskiego tak dzielnie go bronił, że sam popadł w konflikt z prawem. Ale, kto dziś pamięta jego proces karny za pomówienia, jakoby przeciwnicy prezydenta przygotowali na niego zbrojny atak podczas wiecu wyborczego? Kto pamięta późniejsze zabiegi Kwaśniewskiego o ułaskawienie Kalisza? Kto pamięta o jego zasługach w roli ministra spraw wewnętrznych, którą odgrywał przez półtora roku, a kończył w oparach spekulacji o mafijnych powiązaniach ludzi z Komendy Głównej Policji? Kto pamięta o jego niezłomnej postawie przeciw "bezprawiu" Prawa i Sprawiedliwości, gdy kierował komisją badającą okoliczności śmierci Barbary Blidy?

Parę lat temu tygodnik "Wprost" umieścił na okładce nagich królów lewicy: "szorstkich przyjaciół" Kwaśniewskiego i Millera, Józefa Oleksego oraz nieopierzonego Wojciecha Olejniczaka. Oleksy należał do PZPR od 1969 r., był uczelnianym sekretarzem, etatowym "ideowcem" w Komitecie Centralnym, szefem Komisji Rewizyjnej itd. Na boku służył ustrojowi jako tajniak, co z przyzwyczajenia zataił był w oświadczeniu lustracyjnym. Szef MSW Andrzej Milczanowski oskarżył go w Sejmie o pracę na rzecz Rosjan - werbunku miał dokonać Władimir Ałganow z ambasady ZSRR, ale kto dziś o tym pamięta? Był "Olinem", czy nie, ważne, że to dobry komunista i wypróbowany towarzysz. I jaki znany wśród młodzieży, sam Kazik zadedykował mu utwór pt. "Łysy jedzie do Moskwy"... Kto pamięta o "taśmach Oleksego" z 2006 roku - jego rozmowach z Aleksandrem Gudzowatym, w których rozprawiali o tym, kto, gdzie, co "wziął" i z czego nie zdoła się rozliczyć, jak np. Kwaśniewski?

Żadnemu nie wierzę z lewicy. Wszyscy są upaprani w różne kombinacje i interesy

- charakteryzował Oleksy postkomunistyczną kamarylę, którą znał doskonale, bo sam do niej należał.

Twórca Europy Plus nazwał go wówczas "kretynem" i "zdrajcą", więc nic dziwnego, że Oleksy jest potępia w czambuł najnowszą inicjatywą ich "mordy", że wspomnę, jak czule zwrócił się do trzeźwiejącego Kwaśniewskiego obecnie senator Marek Borowski, członek PZPR od 1967 r. W kwestii formalnej, Sojusz zawiesił Oleksego, ten urażony wystąpił z niego w 2007 r., lecz poznał, co znaczy samotność, skruszał, przeprosił i w 2010 r. towarzysze z SLD ponownie przyjęli go w swe szeregi, a nawet powierzyli mu ostatnio funkcję wiceprzewodniczącego.

Jeszcze bardziej zniesmaczony adorowaniem niby-lewicowca Palikota przez Kwaśniewskiego jest prawdziwy lewicowiec Miller, który - co zapowiedział - nie zniży się do jego poziomu. Oj tam, oj tam. Zniżał się i to nie raz. Ostatnio, gdy zadarł z PZPR-owskimi towarzyszami doli i przytulił się do Andrzeja Leppera. Jednak z ramienia "Samoobrony" nie udało mu się zdobyć fotela w Sejmie, więc "syn marnotrawny" wrócił na łono partii matki. Nie da się zaprzeczyć, miejsce Millera, wychowanka socjalistycznej młodzieżówki, w PZPR od 1996 r., absolwenta wyższej szkoły przy KC PZPR, byłego sekretarza partii, czołowego aparatczyka, odpowiedzialnego m.in. za "wychowanie młodzieży w duchu socjalistycznym", członka Biura Politycznego PZPR przed jej kilkakrotną zmianą nazwy, jest w SLD. Kto dziś pamięta o "moskiewskiej pożyczce", która miała pomóc postkomunistom w utrzymaniu się na politycznej powierzchni?

Kto pamięta, wezwania Włodzimierza Cimoszewicza (w PZPR od 1971 r. aż do jej ostatnich dni, a po upadku komunizmu byłego marszałka, ministra i premiera), aby skompromitowany towarzysz Miller nie przystępował do poselskiej przysięgi? Kto przypomina sobie efemerydę, Polską Lewicę, której w 2008 r. Miller przewodniczył, a po roku wypiął się na nią i wrócił do Sojuszu?

Co robi w tym towarzystwie Andrzej Olechowski? To samo, co Robert Kwiatkowski: nudzi się i czeka, może z pomocą Kwaśniewskiego i Palikota znów uda mu się zaistnieć, lecz już nie w kraju. Tyle razy mu nie wyszło, więc teraz myśli o Brukseli. Obaj panowie mają czym się pochwalić. Olechowski od młodych lat bywał za granicą, pracował dla socjalistycznej ojczyzny, m.in. pod pseudonimami "Tener" i "Must", na dodatek nie kłamał w oświadczeniu lustracyjnym, a wielki świat nie jest mu obcy, był w końcu szefem polskiej dyplomacji. Dodatkowym bonusem Olechowskiego jest to, że Platformy Obywatelskiej, którą współtworzył, nie kocha z wzajemnością. Teraz, jak powiedział jego imiennik z Ruchu Palikota, rzecznik Rozenek, chce - cytuję - "poświęcić się pracy dla Polski w europarlamencie"... Taki jest skłonny do poświęceń na rzecz ojczyzny. Podobnie Kwiatkowski, wierny syn PZPR, który partyjną legitymację zdobył jeszcze w czasach studenckich, a potem mężnie wspierał lewicę z mostka kapitańskiego TVP. Aktualnie łączy przyjemne z pożytecznym: jest członkiem władz Stowarzyszenia Ordynacka i członkiem rady programowej think tanku Ruchu Palikota. Jak im nie ufać i nie nagrodzić jakimś miejscem na liście kandydatów do Parlamentu Europejskiego? Aaa, byłbym zapomniał, rzecz jasna znajdą się także miejsca dla Anny Grodzkiej i Roberta Biedronia, za wybitne osiągnięcia w ciągu niezbyt długiego czasu.

Miejsc jest wiele, Europa Plus zamierza wystawić 50 aspirantów. Według Palikota, który dla Kwaśniewskiego zdobył się nawet na przeproszenie byłej koleżanki Wandy Nowickiej za wypowiedź o gwałcie, chęć przystąpienia do "centrolewicy" wyraziły już Socjaldemokracja Polska, Unia Lewicy i Racja Polskiej Lewicy, a z Unią Pracy, Partią Demokratyczną, Stronnictwem Demokratycznym i Partią Kobiet "toczą się rozmowy". Miller na razie z Palikotem i Kwaśniewskim rozmawiać nie chce. Szef SdPl Wojciech Filemonowicz apeluje, by przewodniczący SLD "się opamiętał" i liczy, że ten skruszeje. Nie bez podstaw, parę razy już kruszał.

Donald Tusk wezwał ostatnio partyjnych kolegów ze skrzydła konserwatywnego PO do większej tolerancji. Rzecz jasna, nie chodziło mu o pospolite ruszenie Kwaśniewskiego, lecz o stosunek do jednopłciowych par, bo "w latach 70. homoseksualizm był zboczeniem, podobnie jak masturbacja&#8221; i, gdyby dziś "to potraktować poważnie, trzeba by wykluczyć 90 proc. populacji", przytoczył Tuska tygodnik "Newsweek". To prawda, obyczaje się zmieniają, nie tylko w tej sferze. Definicję premiera można rozciągnąć na szeroko pojmowaną politykę. Co kiedyś było synonimem zła, dziś uchodzi za normalne zjawisko; polscy legaci Kremla, byli strażnicy komunistycznego systemu zniewolenia, którzy latami słowem i czynem przekonywali naród o "jedynie słusznej linii" partii i odrywali z tego tytułu kupony, wciąż brylują na salonach polityki, rozdają stanowiska, przywileje i apanaże. Lewica rozmnaża się przez pączkowanie. Co będzie z najnowszym pączkiem postkomunistycznej "centrolewicy"? Czas pokaże. Pozostaje tylko pytanie, czy nasze społeczeństwo cierpi na sklerozę?"

http://wpolityce.pl/artykuly/48004-byli-straznicy-komunistycznego-systemu-zniewolenia-wciaz-bryluja-na-salonach-polityki

lancaster
(22963/421/2234)
Avatar: lancaster
WYŚLIJ PW
2013-02-26 / 23:05
"lecz o stosunek do jednopłciowych par, bo "w latach 70. homoseksualizm był zboczeniem, podobnie jak masturbacja&#8221; i, gdyby dziś "to potraktować poważnie, trzeba by wykluczyć 90 proc. populacji", przytoczył Tuska tygodnik "Newsweek" "

Porozmawiajmy o masturbacji Panie Premierze. O malzenstwach masturbacyjnych i onanistycznych zwiazkach partnerskich, mozliwosci stworzenia dla tych bylo nie bylo zdrowych par mozliwosci posiadania dzieci invitro.

Wiem, wiem....nikt wczesniej nie zadal tego pytania, prosze zapytac doradców i odpowiedziec spokojnie za godzinę :-)


almagra
(7741/104/1886)
Avatar: almagra
WYŚLIJ PW
2013-02-27 / 01:17
No właśnie!Skąd bierze się ta dyskryminacja osób samozaspokajających się?Skąd mają wziąć dzieci?Odmowa możliwości posiadania potomstwa jest nieludzka,onanofobiczna i zupełnie niezrozumiała.Panie Premierze czas skończyć z tym ciemnogrodem!

Vinyloid
(1876/10/1446)
Poznań
Avatar: Vinyloid
WYŚLIJ PW
2013-02-27 / 01:34
Jak to skąd wziąć dzieci ? Interdyscyplinarne Centrum Badań Płci Kulturowej i Tożsamości UAM w Poznaniu, za jedyne 750 zł za semestr przybliży chętnym w ramach projektu "Kobiety i transgatunkowość" sposoby na przerobienie potomstwa trzody chlewnej do na małe, różowe bobasy.

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2013-02-27 / 09:02
Vinyloid,

i po takim kursie, każdy absolwent może sobie sam takiego transa zrobić w domu, czy potrzebna jeszcze licencja od Boniego?

Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2013-03-05 / 08:34
z cyklu: Jak działa SYSTEM...

"Co Roman Kluska myśli o współczesnej Polsce? Czy widzi sens etyki w biznesie?

0:41 - Etyka czynnikiem sukcesu w biznesie
27:51 - Patologie systemu władzy
39:00 - Korupcja przyczyną sprzedaży Optimusa, dobrowolny podatek
43:25 - Historia uwięzienia
54:24 - Świadectwo wiary, zaufanie Bożemu Miłosierdziu"

http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&;v=DVVCKkOYPqQ



Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2013-03-05 / 15:23
"Jak Mazowiecki zwalczał podziemie

Przyszły premier III RP w szczytowym okresie stalinizmu wzywał do brutalnej rozprawy z Żołnierzami Wyklętymi i emigracją niepodległościową - pisze w "Historii Do Rzeczy" Sławomir Cenckiewicz.

W oficjalnych panegirycznych publikacjach poświęconych Tadeuszowi Mazowieckiemu skrzętnie pomijana jest napisana przez niego w 1952 roku książka "Wróg pozostał ten sam". Mazowiecki napisał ją wspólnie z Zygmuntem Przetakiewiczem, byłym działaczem przedwojennej "Falangi" i bliskim
współpracownikiem Bolesława Piaseckiego. Książka była elementem bezwzględnej komunistycznej kampanii wymierzonej w polskie podziemie niepodległościowe i wszelką opozycję.

Żołnierze Wyklęci zostali przez Mazowieckiego przedstawieni jako mordercy, a prowadzona przez nich działalność jako "bezsensowna" i "szkodliwa". Gdy Sowieci i ich kolaboranci stosowali powszechny terror wobec podziemia niepodległościowego, Mazowiecki pisał w swojej książce, że koncepcja "drugiego wroga" (komunistów) jest wytworem od lat ciągnącej się propagandy antykomunistycznej i antyradzieckiej, którą w nowych warunkach kontynuują ośrodki dywersji w rodzaju BBC, Głosu Ameryki, Radia Madryt i Radia Wolna Europa ze swoim przekazem: "zabijajcie się wzajemnie". W ten sposób próbuje się - stwierdzał Mazowiecki - zakwestionować owoce "rewolucji społecznej" w Polsce.

Przyszły premier III RP zaznaczał, że owa rewolucja musi rodzić ofiary: "Byłoby jakąś ahistoryczną, sentymentalną ckliwością nie widzieć tego, że każda wielka przemiana dziejowa pociąga za sobą ofiary także w ludziach. Każda rewolucja społeczna przeciwstawia sobie tych, którzy bronią
dotychczasowego porządku rzeczy, i tych, którzy walczą o nowy; przeciwstawia bezlitośnie. Jej prawa są twarde. "

Co więc zrobić z antykomunistycznym podziemiem? Mazowiecki tłumaczył: "Człowiekowi, który świadomie i uporczywie daje posłuch tej dywersyjnej propagandzie, musimy otwarcie powiedzieć, że wraz z nią stawia na zapomnienie i schodzi na stromą drogę. Trzeba to wyrazić brutalnie, bo podobno śpiącego nigdy, nawet dość delikatnie - listkiem róży - przebudzić nie można."

W książce groził ludziom Kościoła nie uznającym treści wymuszonego na episkopacie Polski porozumienia z komunistami z kwietnia 1950 roku, które potępiało "bandy podziemia". Przestrzegał przed "lepem zachodniej propagandy". Pisał również o "agenturalnym, rewanżystowskim polskim
Londynie", składającym się z "kondotierów polskiego wstecznictwa". Mieli oni uprawiać zakłamaną propagandę antykomunistyczną i podburzać świat do wojny. Oczywiście wszystko w imię interesów klas posiadających.

W swoim opublikowanym w "Historii Do Rzeczy" artykule Sławomir Cenckiewicz zwraca uwagę, że książka "Wróg pozostał ten sam", choć ukazała się w nakładzie 15 tys. egzemplarzy, jest dziś skrzętnie przemilczana. W bibliotecznych katalogach można ją znaleźć tylko po tytule, a nie według nazwisk autorów.

Pełną wersję artykułu Sławomira Cenckiewicza można przeczytać dzisiaj w pierwszym numerze miesięcznika "Historia Do Rzeczy"."

http://dorzeczy.pl/jak-tadeusz-mazowiecki-zwalczal-podziemie/



almagra
(7741/104/1886)
Avatar: almagra
WYŚLIJ PW
2013-03-05 / 19:07
No co?Żydzi zwalczali podziemie po wojnie.Wszystko zgodnie z planem.Skąd zdziwienie?

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2013-03-11 / 09:54
"Nasz Dziennik": Drugie życie KGB

Współpraca Służby Bezpieczeństwa PRL z sowieckim KGB w okresie komunizmu może w dalszym ciągu wpływać na bezpieczeństwo Polski, alarmuje "Nasz Dziennik".

Gazeta powołuje się na raport ABW "Współpraca SB MSW PRL z KGB ZSRR w latach 1970-1990 - próba bilansu". Wynika z niego, że w latach 1972-1990 w ośrodkach szkolenia KGB oraz uczelniach MSW PRL przeszkolono ok. 600 funkcjonariuszy i pracowników MSW PRL. Z tej liczby udało się zidentyfikować 362 osoby, których nazwiska podano w publikacji.

We wstępie do raportu zdymisjonowany niedawno szef ABW Krzysztof Bondaryk pisze, że przedstawienie wszystkich aspektów tej współpracy, "jej zbilansowanie, opisanie skutków i pozostałych po niej układów oraz aktywów ma nadal istotne znaczenie ze względu na wciąż możliwy wpływ tej współpracy na aktualny stan bezpieczeństwa RP".

Jak wynika z zawartych w publikacji materiałów, polskie służby obawiają się wykorzystania w obecnych czasach starych powiązań, zwłaszcza agenturalnych."

http://fakty.interia.pl/polska/news-nasz-dziennik-drugie-zycie-kgb,nId,941394



w końcu wiadomo, za co Bondaryk poleciał
za odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne

Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2013-03-18 / 14:10
odnotujmy...

"Grzegorz Żemek wychodzi na wolność

Główny "bohater" afery FOZZ Grzegorz Żemek wychodzi na wolność. Sąd Apelacyjny w Warszawie prawomocnie zgodził się na jego przedterminowe, warunkowe zwolnienie z więzienia. Były dyrektor Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, "bohater" największej afery III RP, był skazany na 12 lat więzienia; koniec jego kary upływał w lipcu 2014 r.

Sąd Apelacyjny na wniosek dyrektora więzienia (który poparła obrona) zmienił decyzję Sądu Okręgowego Warszawa-Praga ze stycznia br. o odmowie zwolnienia Żemka. SA uznał, że wobec skazanego zachodzi pozytywna prognoza, że nie wróci na drogę przestępstwa, a jego zachowanie w więzieniu jest wzorowe. Sędzia podkreśliła też, że cały jego majątek jest zajęty przez komornika, a nie ma on środków, by spłacać zasądzone wielomilionowe należności.

Sąd oddał też Żemka na trzy lata pod nadzór kuratora. Prokuratura był przeciwna zwolnieniu Żemka.

W ostatnich latach sądy kilka razy odmawiały zwolnienia Żemka. W styczniu SO po raz kolejny odmawiając zwolnienia, argumentował, że nie poczynił on "zdecydowanych kroków" w celu naprawienia szkody w wysokości ponad 14 mln zł, co nakazał mu sąd w aferze FOZZ.

Według SO poprawne zachowanie w więzieniu powinno być normą. Wzorowe zachowanie Żemka było jednym z argumentów dyrektora więzienia za jego zwolnieniem; często korzystał z przepustek; uczył więźniów języków.

Od decyzji SO odwołał się dyrektor zakładu karnego, którego poparł adwokat Żemka mec. Marcin Zaborski. Pytał on w SA, co ma w więzieniu robić Żemek, by "poczynić zdecydowane kroki" w celu spłaty sądowych należności (pracuje nieodpłatnie w fundacji pomocy więźniom "Sławek"). Dodał, że z zabezpieczonego majątku Żemka wypłacono już 1,7 mln zł, a nie może odpowiadać on za przeciągające się postępowania komornicze.

Szef fundacji "Sławek" Marek Łagodziński argumentował w SA, że dalsze przetrzymywaniu Żemka w więzieniu przyczynia tylko nowych kosztów społeczeństwu. Zapowiedział, że po zwolnieniu jest gotów zatrudnić go odpłatnie. "Widzę jego stosunek do przestępstw, które popełnił" - dodał.

Prokurator był przeciwny uwzględnieniu zażalenia. Pytał retorycznie, czy Żemek w ogóle kiedykolwiek naprawi szkodę.

Sędzia Mirosława Strzelecka uznała, że zachowanie Żemka w więzieniu jest "ponadstandardowe". Przyznała rację argumentacji obrony, "co on jeszcze może zrobić, by naprawić szkodę". Dodała, że oczekiwanie sądu I instancji co do tego nie jest realne, "bo nie ma on środków, które by na to pozwoliły". Zdaniem sędzi możliwość powrotu Żemka na drogę przestępstwa jest ograniczona, m.in. ze względu na jego wiek (ma 67 lat).

Żemka skazano w procesie w aferze FOZZ na 8 lat za zagarnięcie z kasy FOZZ wielomilionowych kwot, działanie na jego szkodę i niegospodarność. Sąd w Stalowej Woli skazał go zaś na 5 lat i trzy miesiące więzienia za kierowanie grupą, która wyłudzała kredyty, a sąd w Nisku - na 2 lata za wyprowadzenie z tamtejszych zakładów mięsnych ok. 400 tys. zł. Wyrok łączny za te wszystkie sprawy opiewał na 12 lat oraz 72 tys. zł grzywny.

Sprawę FOZZ okrzyknięto mianem największej afery III RP. Według prokuratury w latach 1989-1990 afera spowodowała 350 mln zł strat; sądy uznały, że straty wynoszą co najmniej 134 mln zł. Aferę wykryła NIK. Prokuratura wszczęła śledztwo w 1991 r. Akt oskarżenia przekazano sądowi w 1993 r., ale sąd odesłał sprawę prokuraturze. Ponowny akt oskarżenia trafił do sądu w 1998 r.

Proces zaczął się w 2000 r. Rok później został przerwany, gdy prowadząca go sędzia Barbara Piwnik została ministrem sprawiedliwości w rządzie Leszka Millera. Ponowny proces - pod przewodnictwem sędziego Andrzeja Kryżego, późniejszego wiceministra sprawiedliwości w rządzie PiS - ruszył w 2002 r. Kryże w rekordowym terminie przesłuchał świadków i w marcu 2005 r. ogłosił wyrok - przed terminem przedawnienia, na co dawano mu małe szanse.

Sąd uznał, że pieniądze przeznaczone dla Funduszu - którego zadaniem był poufny wykup długów zaciągniętych przez PRL na Zachodzie w latach 70. i 80. - zostały albo przywłaszczone, albo rozdysponowane w sposób niezgodny z prawem. SO skazał Żemka na 9 lat i 720 tys. zł grzywny; jego zastępczynię Janinę Chim - na 6 lat i 500 tys. zł grzywny, biznesmena Dariusza Przywieczerskiego - na 3,5 roku, a troje innych - na kary do 2 lat więzienia. W 2006 r. SA zmniejszył kary. Żemkowi wymierzył 8 lat i 5 tys. zł grzywny; Chim - 5 lat i 5 tys. zł grzywny, a Przywieczerskiemu - 2,5 roku (ten ostatni - nazwany przez SO "mózgiem afery" - uciekł z kraju).

W 2007 r. Sąd Najwyższy utrzymał w mocy wyroki skazujące, ale zwrócił do SA wątek afery co do niegospodarności w FOZZ (potem SA utrzymał wyrok za ten czyn). Obrona skarży się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.

Podczas procesu w SO Żemek wyjawił, że był agentem wojskowych służb specjalnych PRL, które - według ustaleń komisji likwidacyjnej WSI - miały wielki udział w organizacji procederu. Ostatnio zapowiedział wydanie wspomnień."

http://wiadomosci.onet.pl/kraj/sad-grzegorz-zemek-wychodzi-na-wolnosc,1,5447134,wiadomosc.html



Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2013-03-21 / 10:29
"Uroczystość uświetniło nie tylko dobre słowo o "owocnej współpracy" i asysta wojskowa. Specjalny list przysłał na tę okazję gen. Wojciech Jaruzelski (nieobecny na pogrzebie), który w jego imieniu odczytał Józef Użycki:

Florianie!

Drogi Przyjacielu!

Żegnam Cię tą drogą - na osobisty udział w pogrzebie nie mam już siły.

Po ciężkiej, długotrwałej chorobie odszedł wielce zasłużony Żołnierz.
Jak pisał poeta "nie głaskało nas życie po głowie".
Zniósł dzielnie niedawną śmierć syna - Jerzego oraz żony - Krystyny. Ojciec zamordowany w 1940 roku. On wraz z matką został deportowany na daleką Północ. Stamtąd w 1943 roku znalazł się w Oddziale Polskim Szkoły Oficerskiej w Riazaniu. Tam właśnie, a więc przed 70 laty zbiegły się, splotły nasze żołnierskie drogi.

Florian był świetnym żołnierzem. Służbę rozumiał jako patriotyczną powinność wobec Narodu i realnego Państwa. Dał temu dowody w szczególnie trudnych, dramatycznych momentach naszej najnowszej historii. Jako dowódca Okręgu Wojskowego, Szef Sztabu Generalnego, Minister Obrony Narodowej wniósł cenny wkład do rozwoju Sił Zbrojnych i obronności Polski.

Był człowiekiem rzetelnym, obowiązkowym, pracowitym. Wobec podwładnych sprawiedliwy, wobec przełożonych godny zaufania.

Drogi Florianie, będzie Ciebie brak, jako Człowieka i Żołnierza, na którym zawsze można było polegać.

Żegnaj Generale, niech Ci ojczysta ziemia lekką będzie.

Wyrazy głębokiego współczucia kieruję do bliskich Zmarłego, a szczególnie do syna Ryszarda, który ofiarnie, z samozaparciem opiekował się chorym Ojcem.

- napisał Jaruzelski.

Podsumujmy: wojskowa asysta honorowa, dobre słowa ze strony Ministerstwa Obrony Narodowej i prezydenta, wreszcie laurka skreślona piórem Wojciecha Jaruzelskiego. Tak pożegnany został jeden z odpowiedzialnych za komunistyczne zbrodnie. Bez poniesienia najmniejszych choćby konsekwencji, bez odpowiedzenia za swoje czyny. Prawie jak postać krystaliczna, wzorowy generał, któremu należy się nazwanie jego imieniem ulic, placów i skwerów w całym kraju. Tak komunistyczny dygnitarz jest żegnany w wolnej Polsce.

(...)"

http://wpolityce.pl/wydarzenia/49608-gen-siwicki-zegnany-jak-bohater-wojskowa-asysta-honorowa-i-slowo-od-jaruzelskiego-drogi-florianie-bedzie-ciebie-brak-jako-czlowieka-i-zolnierza


magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2013-03-21 / 11:13
"on zaś deportowany na daleką północ" - i cała (esbecka) Polska współczuje mu tragedii jakich doświadczył w rezultacie wewnątrz-mafijnych rozgrywek


a Bufetowa dla odmiany regularnie wysyła delegacje pod pomnik Berlinga
no i nie łudźmy się pomnik żołnierzy radzieckich, tzw. Czterech Śpiących powróci wyremontowany na warszawską Pragę po zbudowaniu stacji metra Warszawa-Wileńska


komunizm wiecznie żywy

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2013-03-21 / 19:41
A propos moich ostatnich dywagacji, na temat skali problemu niszczenia przedsiębiorstw (i przedsiębiorców) przez III RP:




"CZTERY PYTANIA do Andrzeja Sadowskiego. "W Polsce przestępca ma więcej praw niż przedsiębiorca"


wPolityce.pl: Centrum im. Adama Smitha wsparło film Ryszarda Bugajskiego pt: "Układ zamknięty". Dlaczego się państwo na to zdecydowali?

Andrzej Sadowski: Wsparliśmy ten obraz z bardzo prostego powodu - film, jak informują jego twórcy na wstępie, został oparty na prawdziwych wydarzeniach. Te wydarzenia z kolei dotyczą eksperta Centrum im. Adama Smitha Pawła Reja. To jest film inspirowany faktycznymi wydarzeniami. To nie jest fikcja literacka. Było więc dla nas naturalne, że takie przedsięwzięcie warto objąć patronatem. Sytuacja jest również w pewien sposób symboliczna, ponieważ inny przedsiębiorca, związany z Centrum im. Smitha - Roman Kluska, również doświadczył, jak działa obecny system wobec przedsiębiorców. Jednak w jego sprawie wydarzenia nie były tak dramatyczne.


Jak zatem funkcjonuje system, o którym pan mówi?

Od lat wskazujemy, że w Polsce przestępca ma więcej praw niż przedsiębiorca. Przestępca bowiem do momentu skazania przez sąd korzysta z domniemania niewinności. On jest traktowany, jako niewinny. Z przedsiębiorcami jest inaczej, o czym mówił z resztą jeden z konstytucyjnych ministrów. Przyznał, że był zaskoczony, że aparat administracyjny rządu traktuje przedsiębiorców z góry, jak przestępców już skazanych. Dlatego zdecydowaliśmy się objąć patronatem film "Układ zamknięty".


Film pokazuje, jak skorumpowani urzędnicy niszczą firmę w imię własnych korzyści. Jak częste są tego typu historie?

W zeszłym roku odbył się Kongres NIEPOKONANYCH. Z całego kraju do Warszawy zjechały tysiące ludzi. Sala Kongresowa wypełniła się po brzegi. To pokazuje skalę problemów, jakie mają w Polsce przedsiębiorcy. A jeśli oni zdobyli się na taki gest, na jawną manifestację swojej sytuacji, swojego sprzeciwu, jeśli oni zdecydowali się zastrajkować i przerwać pracę zakładów, to mamy sytuację poważną. To oznacza, że sytuacja jest jawnie kryzysowa, że system jest już jawnie patologiczny. To już nie tylko protest robotników, którzy protestują pod KPRM, ale działalność przedsiębiorców, którzy zaczynają pokazywać, że mamy kryzys tego systemu, który jak mówiłem traktuje przedsiębiorców gorzej niż przestępców.



"Układ zamknięty" może coś zmienić, pozwoli nagłośnić sprawę i znaleźć rozwiązania problemów?

Tu nie chodzi o znalezienie jakiegoś rozwiązania. Rozwiązania są znane i stosowane na całym świecie. Trzeba stosować reguły państwa prawa i uznać, że gwarancje praw konstytucyjnych są dla każdego, dotyczą wszystkich obywateli. Dziś przedsiębiorcy tego prawa są pozbawieni.

Rozmawiał Stanisław Żaryn"

http://wpolityce.pl/wydarzenia/49635-cztery-pytania-do-andrzeja-sadowskiego-w-polsce-przestepca-ma-wiecej-praw-niz-przedsiebiorca

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2013-03-29 / 17:18
O samej historii III RP nie jest może aż tak wiele, za to dobrze pokazuje, co z tej historii zrozumiał (chciał zrozumieć?) przeciętny wykształciuch:



" Kto nie nauczył Was myśleć?
odkłamujemy HISTORIĘ 28 Marzec 2013

Historię można fałszować w różny sposób. Można celowo wyolbrzymiać pewne aspekty kosztem innych, przemyślnie marginalizowanych, można dzielić się współodpowiedzialnością za popełnione zbrodnie z ofiarami, można wreszcie ordynarnie zakłamywać oczywiste fakty.

Lecz można także &#8211; i jest to fałszerstwo dużo bardziej eleganckie, choć tak samo podłe &#8211; na podstawie powszechnie znanych informacji wyciągać całkowicie irracjonalne wnioski.
Autor niniejszego bloga właśnie w ten sposób potraktował wpis Agaty Czarnackiej na stronie lewica24, o wiele mówiącym tytule: Kto nas nauczył nienawidzić Polski?

Oczywiście poważniejsi badacze historii mogą uznać to przewrażliwienie, a być może nawet chęć zaspokojenia jakiś ambicji autora, by włączyć się w nurt politycznej debaty w kraju, skupiającej dużo większą uwagę aniżeli wpisy historyczne. Jako, że tłumaczy się z zasady winny, autor tłumaczyć się nie będzie. Zwróci jedynie uwagę na fakt, iż to właśnie historia najnowsza podlega ostatnio największym zafałszowaniom ze względu na związki przyczynowo-skutkowe z dniem dzisiejszym. Także za sprawą takich wpisów jak ten Agaty Czarnackiej, choć trudno - po lekturze tekstu - posądzić ją o celowe działanie.

Dlaczego, więc środowiska lewicowe nienawidzą Polski? I dlaczego w końcu zdecydowały się nazwać to zjawisko po imieniu?

Aby odpowiedzieć sobie na te pytania trzeba najpierw przebrnąć przez sentymentalny wstęp, w którym Agata Czarnacka zarysowuje przed czytelnikiem w jaki sposób zapamiętała końcówkę lat 80, bezpośrednio poprzedzającą dziejowe zwycięstwo Polaków jak później zostały okrzyknięte postanowienia Okrągłego Stołu przez środowisko Gazety Wyborczej.

Mamy więc wspomnienia dotyczące ciągłych przeprowadzek, regałów z książkami w pokoju gościnnym ("Biblioteka Klasyków Filozofii, seria Ceramowska, Klasyka Literatury wzorowana na francuskich Plejadach"), jak nazywa to sama autorka: "dekoracyjne wizytówki inteligenckiej przeszłości". Mamy szczery żal, że w wyniku chaosu i głodu ery terapii szokowej, książki stały się dobrem luksusowym, by kilka akapitów później z zaskoczeniem przeczytać, że:

"Patrzyliśmy na to, my, młodzi, patrzyliśmy na kurzące się, coraz bardziej niepotrzebne książki - dobitne świadectwo prowincjonalności naszego skomplikowanego języka, który trzeba było zapomnieć, żeby go jak najszybciej zastąpić angielskim".

W zasadzie na tym można by zaprzestać lektury tekstu Agaty Czarnackiej, bowiem odpowiedzi na postawione przez siebie w tytule pytanie udzieliła już sama. Ba! Można nawet posunąć się do twierdzenia, że odpowiedziała już ona na pytania autora niniejszego bloga. Jeżeli bowiem ktoś kto mieni się inteligentem patrząc na swoją bibliotekę widzi tam jedynie dobitne świadectwo prowincjonalności naszego skomplikowanego języka to trudno wymagać, by zapałał on zainteresowaniem do historii prowincjonalnej ojczyzny tego prowincjonalnego i skomplikowanego języka. Zwłaszcza , że na przełomie lat 80 i 90 nabrała ona wyraźnego tempa, które sama Agata jak i dziesiątki Jej podobnych dekoracyjnych inteligentów najwyraźniej przeoczyli, skupieni by możliwie najszybciej opanować podstawy języka angielskiego.

Konsekwencje tego zaniedbania widać dopiero dobitnie w dalszych akapitach tekstu.

"W moim liceum chyba wszyscy uważaliśmy, że emigracja - to kariera, a nie porażka. Patriotyzm to była misja dla kamikadze. Budowanie kraju, o którym tylko czerwona baroneria nie myślała w kategoriach nieudanej dezynsekcji, to nie była żadna ambicja. (...)

Zohydzenie Polską oznaczało dla nas "naturalną" emigrację. Wejście Polski do Unii dla większości z nas było świętem właśnie ze względu na łatwość, z jaką mieliśmy wreszcie znajdować pracę w wymarzonych zawodach zagranicą. Nasz angielski akcent nie był dobry, ale nie był też zły. Nasz niemiecki rokował. Nasz francuski - znacznie mniej, ale przecież tam szukali głównie hydraulików".

Naprawdę trudno autorowi wyjść z podziwu, że w końcu ktoś ze środowiska lewicowego nazwał wszystkie te rzeczy po imieniu w sposób, który zaskoczyłby nawet takiego prawicowego oszołoma jak Rafał Ziemkiewicz. Emigracja to kariera, patriotyzm to kamikaze, zostać w kraju to żadna ambicja, a Polska napawa jedynie zohydzeniem. Chociażby dla tej szczerości ze strony Agaty, autor zdecydował się podjąć z nią polemikę.

No dobrze, powie Szanowny Czytelnik, ale gdzie tutaj przyczyny takiego stanu rzeczy? Dlaczego Polska, która dla jednych stała się obiektem patriotycznego uczucia pomimo wszelkich ułomności u innych przedstawicieli tego pokolenia wywoływała jedynie zohydzenie? Co się takiego stało, bo przecież permanentny kryzys czasu transformacji nie mógł być tego jedyną przyczyną.

Poniekąd odpowiada na to sama autorka wpisu. Najpierw w sposób nieco zawoalowany:

"Nie zajmowaliśmy się odpowiedzialnością polityków, poza odpowiedzialnością za miniony ustrój. Wiedzieliśmy, że "ręka rękę myje", ale rozumieliśmy przez to raczej, że "ręka rękę brudzi", to znaczy - że każdy, kto do polityki wchodzi, &#8222;w naturalny sposób" zaraża się patologiami "poprzedniego systemu". Bo przecież wszelkie patologie obecnego były z konieczności odziedziczone i utrwalone przez "grubą kreskę"".

Tak na marginesie, skoro sama Agata przyznaje się, że nie zajmowała się odpowiedzialnością polityków, poza odpowiedzialnością za miniony ustrój, po czym z rozbrajającą szczerością stwierdza, że źródłem patologii i jej utrwalenia była według niej tzw. gruba kreska to autor chciałby zwrócić się do Niej z pytaniem czy wie na czym owa gruba kreska polegała i kto jest autorem tych słów:

"Wiem, że oskarża się mnie o krypto komunizm, że chce zrobić grubą kreskę dla PZPR. To nie jest prawda. Ja powiem tylko tyle - musimy się pojednać. Jest tylko jedna Polska, wspólna Polska, gdzie będzie miejsce dla (...) wszystkich różnych ludzi. (...) Jeżeli się nie dogadamy, będziemy przeklinani przez pana wnuki i wnuki nas wszystkich do czwartego pokolenia. Bo to jest taki moment. To jest taka sytuacja historyczna. Trzeba się dogadać ze wszystkimi. (...)"

I nie, nie był to Mazowiecki. Jak widać z podkreślonego przez autora fragmentu, ta sytuacja historyczna i tak wzbudziła zohydzenie ze strony już nawet nie wnucząt, a dzieci ludzi wyznających konieczność porozumienia, co dobitnie pokazuje nam właśnie wpis Agaty. Smutne, prawda? Dla środowiska postępowego reprezentowanego przez długie lata przez autora powyższych słów, powinny one brzmieć jak zarzut.

Lecz to nie on jest adresatem żali na Polskę Agaty Czarnackiej, która w ostatnich zdaniach daje się ponieść niemal poetycznie brzmiącym oskarżeniom:

"Chyba nadchodzi moment, kiedy trzeba warknąć "Oskarżam". Tak, drodzy politycy prawicy, antykomuniści, ojcowie polskiej transformacji - oskarżam was"!

Prawda, że zaczyna się obiecująco?

"Oskarżam was, bo uruchomiliście procesy, nad którymi nie mieliście szansy zapanować. Oskarżam was, bo denuncjując agenturę polityczną, wpuściliście do Polski i oddaliście jej wolne pole - agenturę ekonomiczną. A kiedy stało się już jasne, że otworzyliście puszkę Pandory, oddaliście władzę tylko po to, by potem dyskontować pojawiające się w konsekwencji porażki drugiej strony - tłumacząc je ciągłością "peerelowskiego miazmatu". Oskarżam was, bo nie potrafiliście wznieść się ponad samych siebie i w porę zamienić worka "słodkich pierniczków" na kontener razowego chleba (jeśli w ogóle przyszło wam to do głowy).

Oskarżam was, bo to wy - prawico antykomunistyczna - zaimportowaliście do Polski niekwestionowalne wzorce z Zachodu, pasujące do naszej rzeczywistości jak pięść do nosa. To wy, prawico polska, rozdawaliście walczącym o przetrwanie prywatnym przedsiębiorcom "certyfikaty klasy średniej". Jeden taki moi rodzice trzymają w dolnej szufladzie... Oskarżam was, bo to wy odebraliście mojemu pokoleniu organiczny związek z przeszłością. To wy zatruliście nasze dzieciństwo "sowieckim miazmatem"".

Szczególnie to ostatnie oskarżenie zasługuje na szersze potraktowanie. W nim bowiem Agata wysunęła zarzut, który przykuł szczególną uwagę autora niniejszego bloga. To antykomunistyczna prawica jest winna temu, że Agata i szereg Jej podobnych intelektualistów odebrano organiczny związek z przeszłością. To wina Kaczyńskiego i Olszewskiego, że grono ludzi we własnym mniemaniu inteligentnych najpierw zamiast czytać polskie książki m.in. te traktujące o historii wolało uczyć się angielskiego, a patriotyzm postrzegało jako kamikaze, chcąc jak najszybciej uciec z tego grajdołu na zachód, ku świetlanej karierze.

Otóż nie. Jedynymi winnymi zerwania owego organicznego związku z przeszłością jesteście Wy sami, drodzy inteligenci. W momencie, w którym zamiast polskich książek na półkach dostrzegliście jedynie dobitne świadectwo prowincjonalności naszego skomplikowanego języka, a wymęczony transformacją kraj uznaliście za trampolinę na zachód, bo pozostanie w nim byłoby równoznaczne z brakiem ambicji, sami tą nić zerwaliście. Nie zerwał jej za was ani Kaczyński ani Olszewski ani Macierewicz. Dziś szukacie odpowiedzi na pytanie dlaczego nienawidzicie Polski, co już samo w sobie jest dla Was doskonałą laurką. Autor niniejszego bloga pokusi się nawet o odpowiedź na to pytanie.

Nienawidzicie Polski, bo nie potraficie Jej zrozumieć. Nawet czytelne i przejrzyste dla normalnie myślącego człowieka informacje interpretujecie w sobie tylko znany sposób, by wyciągnąć z nich wnioski, które rozbrajają nie tylko naiwnością, ale i głupotą. Nienawidzicie Polski, bo nie nauczono was myśleć. Zamiast tej nauki woleliście uczyć się angielskiego, niemieckiego i francuskiego jakby jedno wykluczało z założenia drugie.

O to oskarżam Was ja. Skromny historyk, Przemysław Mandela.

Oskarżam was, bo dziś łatwiej nam szukać korzeni w otchłani Zagłady, niż w społecznym awansie Polski Ludowej.

Ten społeczny awans Polski Ludowej niechaj będzie ukoronowaniem myśli przedstawicielki lewicowej inteligencji Polski wieku XXI, której prawica antykomunistyczna zatruła dzieciństwo &#8220;sowieckim miazmatem&#8221;.

Przemysław Mandela &#8226; niepoprawni.pl"

http://wzzw.wordpress.com/2013/03/28/kto-nie-nauczyl-was-myslec-%E2%98%85/

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2013-03-29 / 17:42
ten niepozorny polemiczny tekst naprawdę świetnie podsumowuje stan umysłów olbrzymiej części Polaków

dla nich "po dwóch stronach" okrągłego stołu zasiadła "lewica" i "prawica"
i za całe pasmo nieszczęść ostatnich 25-ciu już lat - za konieczność emigracji, za grubą kreskę, za klęskę niemal wszystkich reform państwa - odpowiada właśnie ta "prawica"

ci ludzie dali się wciągnąć w postrzeganie świata za pomocą nic tak naprawdę nie mówiących etykietek, a teraz rozpaczliwie próbują dopasować do tych etykietek rzeczywistość i historię
a cały ten karkołomny wysiłek i robienie z siebie kretyna tylko po to, żeby nie musieć rewidować własnych przekonań i światopoglądu

to samo w merdiach - zapanował powszechny lament i trwoga w związku z katastrofą OFE, ale nikt tam jakoś nie pamięta, że nad reformą tą już pracował obecny prezes NBP - Belka, a ostatecznie wprowadził ją niedawny jeszcze szef parlamentu europejskiego - Buzek, który prowadził do zwycięstwa w ostatnich wyborach rządzącą partię, a która to partia właśnie te fundusze z wielkim oburzeniem rozmontowuje


że przypomnę wszystkim szacownym członkom kapituły nagrody Kisiela (Paradowskim, Mazowieckim, Mleczkom, Lisom, Hausnerom, Gronkiewiczom):

TO NIE KRYZYS - TO REZULTAT

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2013-03-29 / 17:55
Warto z kronikarskiego obowiązku wejść na ten artykuł zamieszczony na portalu Lewica24:

http://www.lewica24.pl/ludzie-i-polityka/czarnacka/2825-czarnacka-kto-nas-nauczyl-nienawidzic-polske.html


po prawej całe mnóstwo artykułów, w tym Miller, Siwiec, Palikot, Gadzinowski

a ta narzeka na III RP - kurwa, ja pierdolę!

Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2013-04-02 / 15:21
Litwo! ...

"W 109. numerze Dwumiesięcznika ARCANA pojawił się tekst litewskiego literaturoznawcy i historyka idei podsumowujący ponad dwie dekady transformacji ustrojowej na Litwie. Refleksje Almantasa Samalavičiusa dotyczące państwa litewskiego do złudzenia przypominają smutne perspektywy III Rzeczypospolitej.

11 marca obchodziliśmy ważną rocznicę - minęło dwadzieścia lat od dnia wielkiego przełomu, kiedy Litwa, jako pierwszy spośród zniewolonych przez Związek Radziecki krajów nadbałtyckich, ogłosiła niepodległość. Lekceważąc groźby ze Wschodu i odrzucając ostrożne sugestie zachodnich strategów - zwolenników Realpolitik - wyraziła polityczną wolę wyrwania się z komunistycznego uścisku. Pragnienia wolności nie zdławiły ani zbrojna napaść, której dokonał okupujący reżim 13 stycznia 1991 roku, ani ekonomiczna blokada w roku 1991, ani hiperinflacja, która w 1992 roku doszła do 1163 procent. Podejmowane przez Litwę dalsze kroki były prawomocne i doprowadziły ją do członkostwa w NATO, Unii Europejskiej i innych ważnych organizacjach międzynarodowych.

Rozgrabiona gospodarka

Niestety, jak wielkie i wspaniałe nie byłyby polityczne zwycięstwa naszego kraju, które umożliwiły nam zrzucenie sowieckiego jarzma, oprócz niewątpliwych sukcesów ponieśliśmy przez te minione dwadzieścia lat także niewiarygodnie dużo dotkliwych strat i popełniliśmy wiele niewybaczalnych błędów. Mam na myśli (ale nie tylko) sprawne i przebiegłe rozgrabienie dawnej "własności wspólnej", którą w dużej mierze wytworzyli zwykli ludzie pracy (mówię to bez cienia ironii!) i która gładko przeszła w ręce byłej nomenklatury. Stało się tak dlatego, że nie było żadnej ustawy, która zapobiegłaby bandyckiemu podziałowi łupów - odpowiednie luki w prawie wykorzystano, by uposażyć "swoich", a organy ścigania nie podejmowały żadnych działań, demonstrowały bezradność zasługującą wręcz na miano przestępczej. Na myśli mam jednak przede wszystkim społeczno-polityczną erozję, która zaczęła się już wtedy i której do dziś nie udało się powstrzymać. Na naszych oczach społeczeństwo pękło na dwie części: rozdzieliło się na tych, którzy na niepodległości się dorobili, i na tych, którzy nie umieli odnaleźć się w nowych warunkach ekonomicznych i, pozostawieni na pastwę losu, szybko stali się obcy we własnym kraju, o którego wolność całkiem niedawno ofiarnie walczyli. Nie wolno także przemilczać faktu, że pośpieszna, drastyczna i społecznie niesprawiedliwa transformacja gospodarki planowej w "wolnorynkową" była na różne sposoby wspierana przez zachodnie państwa demokratyczne, zachęcały do niej zwłaszcza tak wpływowe organizacje jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy wespół z neoliberalnymi ekspertami od gospodarki międzynarodowej. Próbowano nam pokazać inne rozwiązania: stopniowe reformy ekonomiczne oparte na sprawiedliwości społecznej - jednak o trybie reorganizacji gospodarki regionu Europy Wschodniej przesądziły dwa czynniki: niepohamowany entuzjazm wychowanków socjalizmu, którzy zapragnęli stać się w ciągu jednej nocy Europejczykami, oraz rozwiązania podsunięte przez zachodnich ekonomistów, wyznawców "terapii szokowej". Nic dziwnego, że po tak drastycznej transformacji społecznej, która zaszła równocześnie w licznych dziedzinach, wielu ludzi, którzy dobrze radzili sobie w czasach Związku Radzieckiego, znalazło się w trudnej sytuacji ekonomicznej. Stali się zakładnikami reform finansowych albo inaczej, nie dość tłustymi kozłami ofiarnymi. Ich losem nie przejmowali się politycy (ani ci z prawa, ani ci z lewa), pochłonięci walką o stanowiska i dzieleniem majątku narodowego. "Własność wspólna" wytwarzana przez pół wieku przez lud pracujący przeszła w ręce aktywu partyjnego i gospodarczego, wczorajszych dyrektorów fabryk i zakładów przemysłowych, przewodniczących kołchozów i gospodarstw państwowych, dawnych pracowników służb specjalnych oraz zorganizowanych grup przestępczych. Nie trzeba przeprowadzać specjalnych badań społecznych, by ustalić genealogię obecnej elity władzy i posiadania - wystarczy uważnie przewertować biografie zamieszczane w leksykonie Kas yra kas Lietuvoje (Kto jest kim na Litwie), biografie znacznie upiększone i zapobiegliwie ocenzurowane...

Niekończący się gospodarczy zamęt, poniżająca niesprawiedliwość społeczna, pazerność rządzących, dyletantyzm, korupcja, obojętność i cynizm, którego nawet nie starano się ukrywać, zrobiły swoje. Znikła społeczna i obywatelska solidarność, której spontaniczny wybuch widzieliśmy w okresie Sajudisu, zachwiała się świadomość narodowa, która w tamtym czasie niewiarygodnie szybko dojrzała, ostygły i wyblakły uczucia patriotyczne, które w warunkach niewoli były tak szczere i powszechne... O pogłębiającym się moralnym kryzysie społecznym świadczą również zjawiska mające znamiona syndromu wasala. Czy w styczniu 1991 roku ktokolwiek mógł sobie wyobrazić, że nie minie 20 lat, a w niepodległej Litwie znajdą się politycy oraz partie, które otwarcie będą deklarować absolutną lojalność wobec Moskwy? Komu przyszłoby do głowy, że odsowietyzowanych obywateli wolnego kraju rozweselać będą "humoryści" dawnej propagandy (np. taki Zadornow), którzy w wigilię krwawych wydarzeń styczniowych otwarcie szydzili z naszej niepodległości, a teraz tak licznie przyjeżdżają na Litwę, gdzie publiczność gotuje im długie i gorące owacje... W naszych nadmorskich kurortach i w stołecznych klubach muzycznych rozbrzmiewa nieśmiertelna rosyjska muzyka estradowa, która ma często szowinistyczny charakter... (...) Czy przyśniłoby się komu w najgorszym śnie, że po dwudziestu latach niepodległości, gdy dorośnie pierwsze urodzone w wolnym kraju pokolenie, ktokolwiek będzie publicznie powątpiewać w litewskość, że tożsamość narodowa stanie się pojęciem niejasnym (niepotrzebnym?), nawet podejrzanym?

(...)

Niektóre niepokojące symptomy wskazują, że wprawdzie powoli, ale zdecydowanie i dobrowolnie stajemy się narodem nomadów. Sto tysięcy naszych rodaków, rozczarowanych składanymi przez władzę nigdy nie dotrzymywanymi obietnicami (a w ostatnim czasie zamiast obietnic coraz częściej słyszymy cyniczne szyderstwa) pakuje walizki i idzie w ślady naszych pradziadków, którzy ponad 100 lat temu, uwolniwszy się od pańszczyzny, ruszali szukać szczęścia na obczyźnie. My również, zamiast zebrać siły i poskromić chciwych, dbających tylko o własny interes "wybrańców narodu", raczej schodzimy im z drogi i ciągniemy tam, gdzie bardziej rozwinięte społeczeństwo obywatelskie jest w stanie zapewnić pracę wszystkim chętnym, nie tylko swoim obywatelom, i daje za nią uczciwe wynagrodzenie. Skąd ta przeklęta pokora? Dlaczego zamiast wybrać vita activa jak przystało na społeczeństwo obywatelskie, apatycznie się poddajemy, uskarżając się na życie, ale nie próbując pokonać bezsilności władzy i bezsilności własnej?... Zamiast przycisnąć wybrane przez nas (i spośród nas) rządy, by przeprowadziły żywotnie konieczne reformy społeczne, stajemy się pokornymi widzami inscenizowanych przez nie politycznych spektakli...

(&#8230;)

Media jak rynsztok

Wszystkie litewskie media, nie tylko ekranowe, już stały się literaturą bulwarową. Programy telewizyjne najlepiej odzwierciedlają rozdartą świadomość społeczną. Choć brzmi to paradoksalnie, w pierwszych latach niepodległości, pomimo braku technicznych możliwości i warunków, mieliśmy dziennikarstwo na dużo wyższym poziomie, które odzwierciedlało i omawiało prawdziwe wydarzenia, fakty oraz procesy zachodzące w społeczeństwie, a nie kreowało je, reżyserowało czy manipulowało nimi, jak to jest obecnie. Była to diagnostyka społeczna na wysokim poziomie. Cóż więc się stało? Dlaczego media, których podstawowym obowiązkiem jest przekaz informacji oraz ich analiza, zamiast tego chwytają się ekshibicjonistycznej błazenady, służalczo udostępniając swoje strony i ekrany czczej gadaninie? Dziennikarstwo analityczne, które rozkwitło u zarania niepodległości, zniknęło (zostało zniszczone?). Spostrzegamy ze smutkiem, że nazwiska ludzi, których kojarzyliśmy z sumiennym, uczciwym i odważnym dziennikarstwem, pojawiają się teraz w napisach końcowych programów dostarczających telewidzom "rozrywek kryminalnych". Widzieliśmy także, jak myślący analitycy powolutku tracą swoje kolumny w dziennikach, jak ich miejsce zajmują dziennikarze o wąskich horyzontach, którzy nie orientują się dobrze w żadnej dziedzinie, nie rozumieją nawet elementarza własnego rzemiosła... Każdego roku zwężały się i skracały działy kulturalne w gazetach, znikały jedne po drugim dodatki kulturalne obowiązkowe w prasie europejskiej... Kanały telewizyjne jakby się zmówiły i najszerzej jak można otworzyły drzwi niedouczonym indywiduom, pozbawionym inteligencji i poczucia humoru. Ci zaś, dochrapawszy się własnych programów, "nadają ton", dyktują społeczeństwu kulturalne i intelektualne mody...

Jest wręcz niewiarygodne, że kiedy pogrążony w głębokim ekonomicznym kryzysie kraj ogarnia społeczna apatia i rozczarowanie, bo ludzie nie widzą żadnych perspektyw na przyszłość, stacje telewizji litewskiej zaciekle konkurują o to, kto zaproponuje weselszy i bardziej absurdalny program. Do udziału w tych programach ściąga się nie tylko "gwiazdy", które świecą jedynie na ekranie, nie tylko namiętnie filmowanych działaczy politycznych, lecz także i "lud", któremu włożono już do głowy elementarną prawdę, że jeśli nie ma cię na ekranie, to nie istniejesz...

To paradoksalne rozmijanie się prawdziwej i telewizyjnej rzeczywistości może wydawać się dziwne tylko tym, którzy nie rozumieją coraz wyraźniejszych dziś na Litwie zjawisk. Przede wszystkich chodzi o brak idei. Żeby pokonać społeczno-polityczną i społeczno-kulturową erozję, trzeba przeprowadzić fundamentalne reformy. Reformy zaczynają się od idei, a tych, niestety, nam brakuje. Nikt niczego nie proponuje i niczego nie rozważa. Zlewanie się w jedno polityki, serwisów informacyjnych i programów rozrywkowych jest niebezpieczne również dlatego, że te ostatnie zastępują zarówno politykę, jak i jej krytykę - prawdziwe oblicze rzeczywistości coraz staranniej maskuje gruba warstwa wirtualnego makijażu, dlatego nie dostrzegamy już, a może nawet staramy się nie dostrzegać, jej prawdziwych rysów. Lody ruszyły, panowie przysięgli, dla wielkich kombinatorów!

(&#8230;)

Dzieci transformacji

Wróćmy jednak do rozważań o nadziei, która podobno umiera ostatnia... Wielu (z nas) myśli: mamy młode pokolenie, które nie doświadczyło przemocy sowieckiej, wolne od scentralizowanego sposobu myślenia i przesądów charakterystycznych dla wasali, ono naturalnie stanie się gwarantem lepszej przyszłości. Coś mniej więcej takiego przepowiadała przed niemal sześcioma laty na targach książki w Goeteborgu wobec sali pełnej słuchaczy pisarka Jurga Ivanauskait&#279;. Przyznam, że chciałem wierzyć w te słowa, lecz nie byłem w stanie pozbyć się pewnych wątpliwości. Weźmy choćby i obecne pokolenie trzydziestolatków: kiedy kończyła się epoka sowiecka, właśnie zdjęli pionierskie krawaty. W jakim otoczeniu, w jakiej społecznej atmosferze formował się światopogląd tego pokolenia, jego wyobrażenie o tym, czym jest i czym mogłoby być normalne życie? Czego musieli doświadczyć i co zrozumieli? Choć wszelkie uogólnienia są zawsze ryzykowne, żadna społeczna diagnostyka nie obejdzie się bez nich. Wydaje mi się, że najcięższą próbę przeszło pokolenie, które w chwili odzyskania niepodległości tworzyli nastolatkowie. Generacja ta dojrzewała, patrząc na pazerne i bezlitosne dzielenie zawłaszczonego majątku narodowego, obserwując, jak krótkotrwałą narodową euforię, eksplozję uczuć obywatelskich, solidarności społecznej i innych wartości duchowych zabija chciwość dóbr materialnych... Czyż nie w takim właśnie coraz surowszym klimacie życia społecznego hartowało się pierwsze pokolenie pieniędzy i kariery?

A o czym będzie myśleć i jak będzie działać najmłodsze pokolenie, dojrzewające w czasach nie mniej cynicznego rozszarpywania resztek majątku - ziemi, jezior, lasów oraz absolutnego panowania technik politycznej manipulacji? Jak ukształtuje się ich system wartości? Jakie będą jego ideały? I zapytajmy siebie, co powinniśmy zrobić i czego nie powinniśmy robić, żeby to pokolenie nie stało się kolejnym straconym pokoleniem? Może wreszcie oprzytomniejemy ze społeczno-politycznego letargu i uda nam się nie podcinać skrzydeł idealizmu choćby temu pokoleniu, aby mogło ono (jeśli zechce) uczynić swoim sposobem myślenia i imperatywem działania starą łacińską sentencję Obliti privatorum, publica curate?

Pytań o naszą przyszłość jest zdecydowanie więcej niż odpowiedzi. A do ich poszukiwania nie wyrywają się ani ci, którzy uważają siebie za "badaczy społecznych", ani ci, którzy zaliczają się do "intelektualistów". Podobno, by znaleźć właściwą odpowiedź, trzeba zadać właściwe pytanie. Niniejszy artykuł jest tylko wprowadzeniem do dalszych rozważań, próbą sformułowania pytań, byśmy mogli razem szukać odpowiedzi."

http://www.portal.arcana.pl/Litewska-transformacja-rownie-gorzka-jak-polska,3680.html



magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2013-04-04 / 08:07
i taka ciekawostka


"Rosyjskie służby dysponują informacjami dotyczącymi nawet kilkunastu tysięcy polskich opozycjonistów"


"Dane Polaków zarejestrowanych przez SB w systemie w latach 1977-1990 mogą obecnie znajdować się jedynie w rękach służb specjalnych Rosji. Dane te mogą zawierać kilka lub nawet kilkanaście tysięcy nazwisk - z pewnością były wprowadzone przez innych abonentów systemu, w tym szczególnie Rosjan" - czytamy w publikacji ABW dotyczącej współpracy SB i KGB.

http://fakty.interia.pl/polska/news-nasz-dziennik-co-wiedza-rosjanie,nId,951430



niby wszyscy o tym wiedzieli, ale wreszcie przyznał to ktoś oficjalnie - i nie jest to "oszołom" Kaczyński :)

Kiszczakowi - człowiekowi honoru wg Michnika - a także samemu Michnikowi zawdzięczamy gównianą sytuację bez wyjścia
i możemy tylko zgadywać - obserwując co robi - na kogo Rosjanie mają papiery i jak mocne

Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2013-04-04 / 09:44
tak se liczę ;)

Przyjmując hipotetycznie, że w ostatnim roku rejestracji ( 1990 ) najmłodsi mieli np. 25 lat, to były to roczniki 1965, aktualnie te osoby mają po 48 lat, na emeryturę przejdą w roku 2032. Czyli jeszcze przez co najmniej 19 lat te kwity będą na wagę złota.





magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2013-04-15 / 15:51
naprawdę ładne :)



"Salonowe Bajki Gadowskiego VIII

Okulary Pana Generała



Do pewnego Kraju wtargnęli krwawi, dzicy najeźdźcy.

Wymordowali najbardziej wartościowych mieszkańców tego Kraju.

Do władzy wypchnęli najgorszą, ciemną, wypuszczoną z czworaków hołotę i przywiezionych ze soba zdrajców.
Przepustką do kariery było jak najniższe wykształcenie i jak najniższy poziom świadomości narodowej. Byli to potomkowie chłopów grabiących trupy powstańców w 1864 roku, przywiezieni we Wschodu renegaci, kryminaliści i szumowiny.

W więzieniach zgnili ostatni poeci i powstańcy.

W stolicy Kraju osadzono marionetkowy rząd z najbardziej pogardzanym przez imperatora agentem na czele.

Imperator miał specyficzne poczucie humoru.

Przez prawie pięćdziesiąt lat w Kraju tępiono patriotów i ludzi niezależnych.

Genetycy starali się wyeliminować wszelkie sploty DNA i RNA, które mogłyby owocować narodzinami ludzi skłonnych do myślenia.

Nowym pokoleniom wpajano bezwarunkową miłość do prymitywnych najeźdźców i wszystkiego co mogło się z nimi kojarzyć.

Fałszowano nauczanie historii i literatury, tak aby młodzi mieszkańcy Kraju każdym porem swojej skóry wchłaniali totalnie rozpylony w atmosferze eliksir miłości i wdzięczności dla najeźdźców.

Ostatnim kacykiem, który w imieniu imperium sprawował władzę w Kraju, był komunistyczny generał, który zasłużył się tym, że całe życie wiernie służył imperium i spijał słowa z ust kolejnych imperatorów.

Stłumił wyzwoleńcze powstanie i pozamykał do więzień ostatnich pisarzy i buntowników.

Dbał jednak o swoje bezpieczeństwo, więc nieustannie rozbudowywał tajną służbę bezpieczeństwa. Potem, gdy widział jak imperium słabnie, rozpoczął nasycanie szeregów opozycji swoimi agentami.

Przez prawie dziesięć lat wprowadził do podziemia, do redakcji, na uczelnie - właściwie wszędzie, tysiące swoich zdemoralizowanych, ale posłusznych agentów.

Kiedy imperator nakazał mu rozpoczęcie operacji "miękkiego lądowania", wymyślił "scenariusz narodowego porozumienia". Ideą porozumienia był "sojusz pałki ze zmaltretowanym tyłkiem".

Przy jednym stole posadził ludzi uległych wobec siebie i swoich oficerów.

W atmosferze kulturalnej rozmowy i przyjacielskiego przekomarzania się osiągnęli "historyczny kompromis".

Generał został pierwszym prezydentem "wyzwolonego Kraju", a potem "człowiekiem honoru" i świętym, nietykalnym starcem.

Nikt nie śmiał mówić o generale inaczej jak tylko podkreślając, że jest człowiekiem światłym, liberalnym i bardzo zasłużonym. Ludzie, mówiąc o generale, instynktownie skłaniali czoła.

Po dwudziestu latach idylli ktoś nieśmiało nakręcił film pokazujący życiorys generała bez upiększeń. Wyszedł z tego film szokujący. Nie dlatego jednak, że autor miał zamiar szokowania, życiorys generała był po prostu archetypowymi dziejami zdrajcy, renegata i tchórzliwego oportunisty.

Po dwudziestu latach, przez przypadek, pozwolono nakręcić film człowiekowi, który - przez karygodne niedopatrzenie - nie nosił okularów.

Błąd został natychmiast naprawiony. W ruch poszły żarna Maszyny Unicestwiania Myśli.

Autorowi zarzucono posługiwanie się metodami komunistycznej propagandy. Obrzucono go najgorszymi inwektywami. Jeden z byłych komunistów stwierdził nawet, że film powinien podpisać Josef Goebbels. Mówił to człowiek, który bez zmrużenia oka, zdradzał swój kraj służąc w organizacji podobnej do NSDAP.

W najpopularniejszym w tym Kraju portalu internetowym zwanym: Oklep, opublikowano tekst, w którym film o generale określono mianem "historycznej pornografii".

Pewien Przybysz obserwował te wszystkie przypadki, starał się zrozumieć co dzieje się w owym Kraju.
Używał do tego zdrowego rozsądku, własnej uczciwości i dociekliwości.

Zobaczył, że w Kraju panuje dziwaczna epidemia. Ludzie noszą na nosach dziwne okulary, których szkła przepuszczają tylko te obrazy, które zaakceptuje Wysoka Komisja Autorytetów Moralnych.

Każdy kto zdejmie szkła, jest natychmiast tropiony przez Policję Ojców Założycieli (to oni stworzyli dla tego Kraju nowy, postępowy kodeks moralny, kodeks w którym oportunizm zwie się oświeceniem, uciekanie od prawdy - imperatywem moralnym, świnienie się i donoszenie - głębokim, skomplikowanym człowieczeństwem, zdradę ojczyzny - fascynującym, choć intrygująco pogmatwanym życiorysem, nędzną literaturę &#8211; cudowną ścieżką duszy, której patronuje Nike).

Podróżnik, ze zdziwieniem dostrzegł także, że najbardziej tropionym w tym Kraju przestępstwem jest wyznawanie prawdy, której w Kraju położonym nad brudną, wijącą się rzeką nadaje się miano: nienawiści, małości, ciemniactwa.

Najbardziej pożądaną postawą w tym Kraju jest spokojne złożenie "ruk po szwam" i "wygląd durnowaty przed przełożonym".

Dziennikarze zostali tak wytresowani, że na sam dźwięk słów: "okupacja", "prawda" i "historia" czują się jakby kopał ich prąd.

Od najmłodszych lat warunkowani byli jak psy Pawłowa. Teraz toczą ślinę na samo wyobrażenie splendorów i uroków salonu i szczerzą wytresowane kły na widok chyłkiem przemykających się ludzi bez okularów.

Na koniec Podróżnik, ze smutkiem, spostrzegł, że okulary, które noszą mieszkańcy tego Kraju, do złudzenia przypominają ciemne okulary generała z czasów gdy ten wypowiedział swojemu narodowi wojnę.

Trapiony Podróżnik wyjechał z Kraju, gdy przekroczył granicę i z ulgą dostrzegł wokół siebie ludzi, których spojrzenia nie przesłaniały szkła, spotkał starszego, melancholijnego dżentelmena.

Długo siedzieli naprzeciw siebie w milczeniu, a potem razem udali się do wiejskiej gospody na kieliszek araku. Rozmawiali spoglądając na siebie z melancholijnymi uśmiechami.

W pewnej chwili Podróżnik nie wytrzymał, głęboko zajrzał swojemu towarzyszowi w oczy i ściszonym głosem rzekł:
- Pańska książka była bardzo interesująca, jednak życie przerosło pana wyobraźnię. Być może potrzebna jest panu podróż do Kraju, z którego ja właśnie powróciłem.

Pana zdrowie panie Orwell! - dokończył unosząc do ust kieliszek przedniego, smakującego wolnością, araku.

http://wpolityce.pl/artykuly/51438-salonowe-bajki-gadowskiego-7-okulary-pana-generala-najbardziej-tropionym-w-tym-kraju-przestepstwem-jest-wyznawanie-prawdy

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2013-04-18 / 15:02
Alek i Jolka oczami bezpieki:

http://niezalezna.pl/40502-tylko-u-nas-skany-dokumentow-ws-jolanty-i-aleksandra-kwasniewskich



-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Po 2 godzinach sam niemal dałem się przekonać tym naukowcom, byli bardzo wiarygodni. Na szczęście mam inne poglądy. - prof. K. Kik

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2013-05-17 / 12:23
zastanawiałem się, czy to raczej nie przynależy do tematu o sądach... ale jednak nie :)



"Nadzwyczajne środki bezpieczeństwa na procesie ws. majątku Kwaśniewskich

Bramka wykrywająca metal przed salą rozpraw, ABW dokładnie przeszukująca salę, a dziennikarze nie wpuszczeni na proces. Co takiego tajemniczego dzieje się na procesie związanym z majątkiem Jolanty i Aleksandra Kwaśniewskich, że warszawski Sąd Okręgowy stosuje "wyjątkowe" środki bezpieczeństwa?

Dzisiaj przed warszawskim jako świadek zeznawał były funkcjonariusz CBA Tomasz Kaczmarek. Ma to związek ze sprawą willi Kwaśniewskich na Kazimierzu. Prokuratura w tej sprawie postawiła Marii i Janowi J. zarzut pomocnictwa w przestępstwie karnoskarbowym, Markowi M. - zarzut poświadczenia nieprawdy i oszustwa skarbowego. Ich sprawa toczy się przed Sądem Rejonowym w Piasecznie pod Warszawą. Zanim tam trafiła, krążyła między sądami w Warszawie i Puławach. Po drodze jeden z tomów został zalany szkodliwą substancją chemiczną i można go przeglądać wyłącznie w ochronnych rękawiczkach.

Dziennikarze próbowali wejść na salę rozpraw. Bez skutku. Dowiedzieli się tylko, że to decyzja sędziego. Tomasz Kaczmarek powiedział niezalezna.pl, że jest bardzo zdziwiony, sędzia podjął taką decyzję. Wcześniej Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego dokładnie przeszukała salę rozpraw, a policjanci ustawili bramkę przed salą sądową. Jak dowiedział się reporter niezalezna.pl przyczyny użycia takich środków zna tylko Sąd Rejonowy w Piasecznie.

Kilka lat temu CBA ustaliło, że Jolanta i Aleksander Kwaśniewscy nie mieli na tyle dużych dochodów, by jednocześnie nabyć apartament w Wilanowie (od Pirelli PeKaO Estate) oraz posiadłość w Kazimierzu. Z jawnych akt późniejszej sprawy sądowej wynika, że Aleksander Kwaśniewski miał kłopoty ze wskazaniem podmiotu, od którego w 2006 r. otrzymał pieniądze (nie potrafił udokumentować, że pieniądze pochodziły z wykładów). Złożył korektę zeznań podatkowych i zapłacił odsetki.

Mimo zebranych dowodów w sprawie, w tym licznych stenogramów z podsłuchów, prokuratura nie kwapiła się, by postawić zarzuty Jolancie Kwaśniewskiej. Byłej prezydentowej nawet nie przesłuchano."

http://niezalezna.pl/41397-nadzwyczajne-srodki-bezpieczenstwa-na-procesie-ws-majatku-kwasniewskich


-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
"Po 2 godzinach sam niemal dałem się przekonać tym naukowcom, byli bardzo wiarygodni. Na szczęście mam inne poglądy". - prof. K. Kik

"To przekracza moją wyobraźnię". - S. Chandrasekhar, laureat Nobla, zwolennik teorii, wg. której cała materia Wszechświata miała swój początek w nieskończenie małym punkcie

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2013-05-17 / 12:52
"Tusk promuje Bieruta

Na oficjalnych stronach internetowych Kancelarii Prezesa Rady Ministrów znajdują się biogramy komunistycznych premierów, m.in. Bieruta, Cyrankiewicza, Jaruzelskiego i Kiszczaka. W notkach biograficznych trudno się doszukać informacji o zbrodniach przez nich popełnionych.

Umieszczenie na oficjalnych stronach Kancelarii Premiera sylwetek osób sprawujących władzę w czasach komunizmu świadczy o tym, że Donald Tusk traktuje ich działalność jako swoje dziedzictwo. Gratuluję premierowi oraz wszystkim Polakom, jeżeli chce on czerpać z doświadczeń i dorobku Bolesława Bieruta &#8211; ironizuje historyk prof. Jan Żaryn."


"Bolesław Bierut przedstawiony jest niemal jak bohater, zasłużona postać ruchu komunistycznego, za przekonania więziony w II RP. Autor biogramu pisze, że został skazany w 1933 r. na 7 lat więzienia, nie wspomina jednak, iż trafił za kraty za szpiegostwo na rzecz Sowietów.

Następnie można się dowiedzieć, że towarzysz Bierut w czasie wojny był "pracownikiem NKWD". Jest to tak sformułowane, jakby jego praca polegała na parzeniu herbaty, a nie prześladowaniu ludzi. Czytamy również, że popierał stanowisko Stalina w sprawie granic Polski. Można by sądzić, że chodzi np. o granice na Odrze i Nysie. Tymczasem już w 1944 r. zapewnił generalissimusa: "Jesteśmy tu, by w imieniu Polski żądać, by Lwów należał do Rosji".

Bierut bezpośrednio nadzorował prześladowania działaczy niepodległościowych, śledztwa przeciw żołnierzom AK i Wojska Polskiego, a nawet proponował wyroki i zatwierdzał je. Za jego rządów stracono kilka tysięcy osób. A notatka na stronie premiera RP kwituje to jedynie stwierdzeniem: "Odpowiedzialny za zbrodnie Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego".

http://niezalezna.pl/41390-tusk-promuje-bieruta



w linku opis kilku innych biogramów - choć Bierut to perełka :)



-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
"Po 2 godzinach sam niemal dałem się przekonać tym naukowcom, byli bardzo wiarygodni. Na szczęście mam inne poglądy". - prof. K. Kik

"To przekracza moją wyobraźnię". - S. Chandrasekhar, laureat Nobla, zwolennik teorii, wg. której cała materia Wszechświata miała swój początek w nieskończenie małym punkcie

almagra
(7741/104/1886)
Avatar: almagra
WYŚLIJ PW
2013-05-17 / 17:28
Oby przypadkiem nie musiał również wrócić z Moskwy w piórniku...Z ruskimi nigdy nie wiadomo.

lancaster
(22963/421/2234)
Avatar: lancaster
WYŚLIJ PW
2013-05-18 / 11:48
magus, brak Adolfa Hitlera ... co by powiedział szanowny grosvater ?!
W kazdym razie gdyby nazisci wygrali wojne i Tusk robiłby dzis to co robi wystrój gabinetu
Tuska wyobrazic sobie nietrudno :-)

Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2013-05-20 / 22:24
"Anna Walentynowicz zadaje pytania Bogdanowi Borusewiczowi

W sieci przypomniano ostatnio 10 pytań Anny Walentynowicz do Lecha Wałęsy. Czy jednak LW jest jedyną osobą, której pani Anna zadała kłopotliwe (nigdy na nie nie odpowiedział) pytania?

Czy Anna Walentynowicz nie miała zastrzeżeń do innych wybijających się w życiu publicznym postaci?

Otrzymałem informację i skany z dokumentów, które dotyczą pytań Anna Walentynowicz do marszałka senatu Bogdana Borusewicza.

Trudno mi ocenić wiarygodność treści. Jednego mogę być pewien. Wiarygodności źródła oraz podpisów Anny Walentynowicz.

Pierwszym dokumentem jest kluczowy i podsumowujący Borusewicza (pozwalam sobie na pominięcie tytułu i imienia, tak jak to robiliśmy w stanie wojennym mówiąc o bohaterach), czyli pytania do Bogdana Borusewicza.

Drugi i trzeci skan dotyczy pytania nr 8. Tablicy, którą BB powiesił w Katowicach. Skąd ją wytrzasnął, skoro skonfiskowało ją UB.

Czwarty dotyczy punktu 10. Gazeta Wyborcza podała informację że o próbie otrucia Anny Walentynowicz poinformowała sama Anna Walentynowicz w 2006 roku.

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,6677408,Funkcjonariuszy_S&;#8230;

Tymczasem skan dotyczy cytatu z książki "Konfidenci są wśród nas" z roku 1993

Dodatkowym dokumentem do poprawnej analizy zadanych pytań musi być oczywiście wywiad A.Pieńkowskiej i B.Borusewicza o Sierpniu &#8217;80 dla Dziennika Bałtyckiego z dn.25.08.1997r. Znalezienie linka i uwiarygodnienie przytoczonego przez Annę Walentynowicz artykułu pozostawię czytelnikom.

By nie męczyć wzroku zanim pokażę skany powtórzę pytania do Borusewicza zadane przez Annę Walentynowicz (skan 1):

1. Kogo pan oskarża o spowodowanie nędzy w kraju, czy nie widzi pan tu swojego udziału?
2. Czy z powodu tej nędzy żyje pan równie ubogo jak pana wyborcy?
3. Dlaczego pan - opozycjonista spotykał się z majorem STASI, czyżby chciał pan dorównać Oleksemu?
4. Co pan zrobił z materiałami dotyczącymi Grudnia&#8217;70, które Macierewicz przekazał panu?
5. Dlaczego magazynował pan sprzęt poligraficzny, który w ogromnych ilościach przychodził z Zachodu (np. 75 kserokopiarek z Norwegii) podczas gdy grupy opozycyjne w Gdańsku nie miały na czym drukować?
6. W stanie wojennym przekazał pan redakcji &#8222;Robotnika Lęborskiego&#8221; powielacz, w którym był nadajnik, ludzi aresztowano. Jak pan wytłumaczy ten fakt?
7. Skąd pochodziły pieniądze, które w 1986r. proponował mi pan (5 tys. zł miesięcznie) w zamian za zaniechanie krytyki L.Wałęsy?
8. W 1983r. usiłowałam wmurować tablicę upamiętniającą śmierć górników z Wujka. Tablicę zabrano, a mnie uwięziono. Potem bezskutecznie domagałam się zwrotu mojej własności przez sąd, prokuraturę, UOP i Ministerstwo Sprawiedliwości. Pan tę tablicę wmurował w 1990r. Na jakiej podstawie bezpieka wydała ją panu?
9. W WZZ i stanie wojennym powoływał sie pan na informacje w komendzie. Dlaczego informacje, szczególnie dotyczące oskarżeń działaczy o agenturalność były fałszywe?
10. W 1981r. wysłał mnie pan do Radomia. Komu pan podał adres mojego pobytu w Radomiu, gdzie tajny współpracownik SB przygotował zamach na moje zycie?

Oczekuję odpowiedzi: Anna Walentynowicz."

http://wzzw.wordpress.com/2013/05/20/anna-walentynowicz-zadaje-pytania-bogdanowi-borusewiczowi-%E2%98%9A-polecam/



Fotka do tematu: Z historii III RP... Fotka do tematu: Z historii III RP... Fotka do tematu: Z historii III RP...
Aby powiększać zdjęcia musisz się zalogować!
magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2013-05-20 / 23:14
Archie ostrożnie, bo zaraz się okaże, że winną wojny pomiędzy Borusewiczem a Wałęsą jest Walentynowicz
A Krzywonos przypomni, że to Kaczyński wprowadzał ją do Sejmu, a potem wysłał na śmierć
i zrobi się nudno (znowu ten Kaczyński), a rozgrywka zapowiada się naprawdę ciekawie....



-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
"Po 2 godzinach sam niemal dałem się przekonać tym naukowcom, byli bardzo wiarygodni. Na szczęście mam inne poglądy". - prof. K. Kik

"To przekracza moją wyobraźnię". - S. Chandrasekhar, laureat Nobla, zwolennik teorii, wg. której cała materia Wszechświata miała swój początek w nieskończenie małym punkcie

(//16177)
WYŚLIJ PW
2013-05-20 / 23:30
jego koledzy sie wkurzaja
nie dziwie sie

Walesa kase trzepie za wyklady

a reszta pewnie biede klepie

a robili tyle samo co on

almagra
(7741/104/1886)
Avatar: almagra
WYŚLIJ PW
2013-05-20 / 23:32
Henia Krzywonos to była jedyna tramwajarka,która wyjechała z zajezdni w trakcie strajku,ale jej zasilanie wyłączono.Potem dorobiono legendę jak to bohatersko zatrzymała tramwaj.

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2013-05-20 / 23:36
almagra,

nie jątrz, bo się Borusewicz z Wałęsą na zgodę dobiorą do Krzywonosową
a ja jestem ciekaw, jak się ich ten,,, historyczny spór rozwinie


-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
"Po 2 godzinach sam niemal dałem się przekonać tym naukowcom, byli bardzo wiarygodni. Na szczęście mam inne poglądy". - prof. K. Kik

"To przekracza moją wyobraźnię". - S. Chandrasekhar, laureat Nobla, zwolennik teorii, wg. której cała materia Wszechświata miała swój początek w nieskończenie małym punkcie

almagra
(7741/104/1886)
Avatar: almagra
WYŚLIJ PW
2013-05-20 / 23:40
Wyszkowski,Gwiazdowie,Walentynowicz to prawdziwi rodzice chrzestni Solidarności.

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2013-06-04 / 12:23
"Większość Polaków (59 proc.) jest zdania, że w 1989 r. warto było zmieniać ustrój, jednak do beneficjentów przemian zalicza się mniej niż jedna czwarta badanych (23 proc.); znaczna część respondentów (60 proc.) uważa, że koszty zmian były duże - wynika z badania CBOS."

http://wpolityce.pl/wydarzenia/55010-gorzka-wolnosc-zaledwie-co-czwarty-polak-czuje-sie-beneficjentem-przemian-po-1989-r-60-proc-koszty-zmian-byly-duze


banda faszystów!


-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
"Po 2 godzinach sam niemal dałem się przekonać tym naukowcom, byli bardzo wiarygodni. Na szczęście mam inne poglądy". - prof. K. Kik

"To przekracza moją wyobraźnię". - S. Chandrasekhar, laureat Nobla, zwolennik teorii, wg. której cała materia Wszechświata miała swój początek w nieskończenie małym punkcie

almagra
(7741/104/1886)
Avatar: almagra
WYŚLIJ PW
2013-06-04 / 15:39
No ale jak tam ktoś skomentował to u nas nie śmierdzi tak jak na tym zadupiu na Ukrainie,he,he...

almagra
(7741/104/1886)
Avatar: almagra
WYŚLIJ PW
2013-06-04 / 18:06
No ale jak tam ktoś skomentował to u nas nie śmierdzi tak jak na tym zadupiu na Ukrainie,he,he...

Krysew
(336/1/2234)
Avatar: Krysew
WYŚLIJ PW
2013-06-05 / 07:35
"Czy agent STASI Oscar to Donald Tusk"

Na razie krążą tylko enuncjacje na ten temat, nie tylko prasowe. W tej sprawie wątpliwości, już od dawna, zdają się nie mieć redaktorzy strony byłych działaczy Wolnych Związków Zawodowych Kazimierz Maciejewski, Krzysztof Wyszkowski i Lech Zborowski. Teraz po opublikowaniu w Niemczech książki Ralfa Georga Reutha i Günthera Lachmanna pt. &#8222;Das erste leben der Angela M.&#8221; [...]

Na razie krążą tylko enuncjacje na ten temat, nie tylko prasowe. W tej sprawie wątpliwości, już od dawna, zdają się nie mieć redaktorzy strony byłych działaczy Wolnych Związków Zawodowych Kazimierz Maciejewski, Krzysztof Wyszkowski i Lech Zborowski. Teraz po opublikowaniu w Niemczech książki Ralfa Georga Reutha i Günthera Lachmanna pt. &#8222;Das erste leben der Angela M.&#8221; (&#8222;Pierwsze życie Angeli M.&#8221;) temat powraca ze zdwojona siłą.

&#8222;Książka ta dotyczy życia i działalności Angeli Merkel w NRD i odsłania nieznane , a raczej utajnione dotychczas czarne strony życiorysu obecnej kanclerz Niemiec.
&#8230; Wir können belegen, dass Angela Merkel dem DDR-System näher war als bislang bekannt. Während ihrer Tätigkeit an der Akademie der Wissenschaften der DDR war sie an ihrem ­Institut Funktionärin, beispielsweise von 1981 an als FDJ-Sekretärin für Agitation und Propaganda, was sie bis heute bestreitet. Außerdem saß sie in der Betriebsgewerkschafts-Leitung.&#8220; &#8230; tłumaczenie:
Jesteśmy w stanie udowodnić ze Angela Merkel systemowi NRD była znacznie bliższa aniżeli dotychczas jest nam to znane.
Podczas swych zajęć na akademii nauk w dawnej NRD była funkcjonariuszka partii i tak w roku 1981, np. przykład, była szefem wydziału agitacji i propagandy FDJ oraz członkiem władz komisji zakładowej tejże uczelni&#8221;.

(źródło: http://wzzw.wordpress.com/2013/05/10/merkel-ma-akta-oscara-vel-d-tuska-%E2%98%9A-przeczytaj/).

Ralf Georg Reuth i Günther Lachmann nie pozostawiają złudzeń. Byli agenci Stasi i działacze FDJ (np. Wolfgang Schnur, czy Lothar de Maiziere) tworzyli na terenie byłej NRD struktury i oddziały CDU.

Przypominają się lata 40. i 50. XX w., gdy blisko 70% członków NSDAP, po tzw. denazyfikacji, &#8222;spokojnie i bezstresowo&#8221;, przez nikogo nieniepokojeni, przystąpiło do odbudowy Republiki Federalnej Niemiec. W kontekście książki Reutha i Lachmanna, wygląda na to, że misja lustracyjna pastora Gaucka, dzisiaj prezydenta RFN, to wielka mistyfikacja.

Tylko pobieżny rzut oka na karierę polityczną Donalda Tuska każe powątpiewać w jego czyste, zgodne z polską racją stanu, intencje. Przykłady, takiego stanu rzeczy, są znane wszem i wobec: &#8222;nocna zmiana&#8221; rządu Olszewskiego, powołanie do życia Platformy Obywatelskiej, która, co dzisiaj widać jak na dłoni, z zimną krwią dokonuje demontażu Państwa Polskiego, wasalne stosunki z Angelą M. &#8211; kuriozalne ordery i europejskie apanaże, stocznie, Nord Stream, Smoleńsk i cały kontekst związany z zamachem i strach, wielki strach przed pułkownikiem Putinem.

Że akta STASI (i nie tylko) leżą gdzieś na Łubiance, nie powinniśmy mieć, co do tego, żadnej wątpliwości. Takie dokumenty nie płoną. Że czekiści trzymają całą tę zgraję sprzedawczyków na krótkiej smyczy, tzn. za mordę, również.

Władimir Bukowski od lat przekonuje, że &#8222;przemiany&#8221; przełomu lat 80. i 90. XX w. w Europie Wschodniej zostały zaaranżowane i wykonane według &#8222;okrągłostołowych&#8221; i &#8222;pokojowych&#8221; koncepcji i instrukcji moskiewskich. To dlatego Kiszczak i Jaruzelski zostali ludźmi honoru, a Angela Merkel i pastor Gauck legitymizują wschodnioniemieckie FDJ, a Ceausescu musiał zginąć.

A Putin siedzi sobie jak 1 września 2009 roku na Westerplatte, cyniczny, dumny i arogancki i zdaje się mówić: &#8211; Zabiliśmy tę polską swołocz w Katyniu; i co nam zrobicie&#8230;

A pytanie pozostaje ciągle otwarte: &#8211; Czy agent STASI Oscar, to Donald Tusk. I tak sobie będziemy pytać&#8230; Bo nawet jeśli nie był, to wszystko co powie, może być przez Putina użyte przeciwko niemu. Na razie dużo ważniejsza w tej rozgrywce pozostaje Angela M..

http://3obieg.pl/czy-agent-stasi-oscar-to-donald-tusk

Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2013-06-05 / 13:07
nie do końca pasuje tutaj, ale nie chcę mnożyć bytów...

"Przodkowie Angeli Merkel najprawdopodobniej odrabiali pańszycznę u przodków szwagra Hanny Suchockiej

Zebrałem krążące w ostatnich dniach informacje o genealogii kanclerz Angeli Merkel i okazało się, że dwieście lat temu byli chłopami w majątku generała Stanisława Kostki hr. Mielżyńskiego, w Pawłowicach koło Leszna. Jego prawnuczka, Felicja z hrabiów Mielżyńskich Władysławowa Błociszewska, to babcia p. Łukasza Gajewskiego, męża Elżbiety Suchockiej, której siostra Hanna była pierwszą kobietą na stanowisku premiera Rzeczypospolitej Polskiej.

Pierwsza kobieta na analogicznym stanowisku kanclerza Niemiec, Angela z Kasnerów Merklowa (U. Merkel był jej pierwszym mężem), to jak już powszechnie wiadomo (i co potwierdziło Archiwum Państwowe w Poznaniu) córka Horsta Kasnera, którego ojciec, Ludwik Kazmierczak (zmienił po I wojnie nazwisko na Kasner) urodził się w Poznaniu jako nieślubny syn Anny Kaźmierczakówny, później Rychlickiej.

Rodzice Anny Kaźmierczakówny (prababci pani kanclerz, czyli po naszemu Anieli z Kaźmierczaków Merklowej), Bartłomiej Kaźmierczak i Apolonia Bielejewicz, wzięli ślub w roku 1854 w Pawłowicach, majątku Mielżyńskich. Nie wiem jeszcze, czy rodzice Bartłomieja (Maciej i Jadwiga Kaźmierczakowie) też pochodzili z Pawłowic, być może pochodzili z Łodzi pod Stęszewem (koło Poznania), tam bowiem (wg metryk małżeństwa zaindeksowanych w Posnan Project) zawarty został w 1824 r. akt małżeństwa między Maciej i Jadwigą Kaźmierczakami (nie wiem jednak jeszcze, czy są to ci sami M. i J. Kaźmierczakowie).

Z pewnością z Pawłowic pochodziła panna młoda, czyli Apolonia Bielejewicz (takie nazwisko widnieje w akcie małżeństwa jej córki), bo jej rodzice w tejże, niewielkiej parafii wzięli ślub w roku 1818. Parafia Pawłowice, należąca do dekanatu krobskiego, jeszcze w 1873 r. liczyła jedyne 1247 dusz. Wedle spisu ks. Franciszka Czaykowskiego z lat 1783-1784 (Regestr diecezjów, wyd. DiG, W-wa 2006) wszystkie miejscowości parafii Pawłowice, tj. Kociugi, Pawłowice i Robczysko, były własnością Maksymiliana Mielżyńskiego, pisarza wielkiego koronnego, ojca wspomnianego powyżej Stanisława, który to Stanisław jak i jego dzieci rodziły się w Pawłowicach.

Zatem bezpiecznie można przyjąć (choć warto zebrać więcej materiałów), że przodkowie kanclerz Angeli Merkel to dawni chłopi pańszczyźniani w dobrach przodków szwagra premier Hanny Suchockiej. Oczywiście znanych potomków St. Mielżyńskiego jest dużo więcej, w Genealogii potomków Sejmu Wielkiego znaleźć można ich prawie sześciuset (proszę kliknąć tutaj).

Znana mi do tej pory genealogia rodziny Angeli Merkel wygląda tak (kto ma coś do dodania, proszę o wiadomość na mj@minakowski.pl )

Aleksander Bielewicz/Bielejewicz/Bilejewicz (takie formy nazwiska występują w jego potomków) urodzony około 1760, zapewne w dobrach Pawłowice koło Leszna należących do Maksymiliana Mielżyńskiego.
żona (ślub: około 1788): Apolonia, urodzona około 1765, dzieci:

Aleksander Bielejewicz, urodzony około 1790.
żona (ślub: w roku 1818, Pawłowice koło Leszna,): Franciszka Sypkoska urodzona około 1790, córka Antoniego Sypkoskiego i Brygidy Dorocianki, dzieci:

Apolonia Bielejewicz, urodzona w roku 1826, Parzyce pod Krotoszynem, zmarła w roku 1903 (wiek: 77 lat).
Mąż (ślub: w roku 1854, Pawłowice koło Leszna,): Bartłomiej Kaźmierczak, urodzony około 1828, syn Macieja Kaźmierczaka i Jadwigi, być może tych którzy pobrali się w 1824 w Łodzi pod Stęszewem (wtedy Maciej byłby synem Jana Kaźmierczaka i Marianny, a Jadwiga córką Stanisława Gaszyńskiego i Franciszki), dzieci:

Anna Kaźmierczak, urodzona dnia 9 VII 1867, Kunów, pow. szamotulski.
Związek z: Ludwik Wojciechowski, urodzony około 1860, dzieci:

Ludwik Marian Kazmierczak, urodzony dnia 17 X 1896, Poznań, zmarł w roku 1959 (wiek: 63 lat).
żona (ślub: około 1920): Margarethe N., urodzona około w roku 1900, dzieci:

Horst Kazmierczak/Kasner, urodzony dnia 6 VIII 1926, Berlin, zmarł dnia 2 IX 2011 (wiek: 85 lat).
żona (ślub: około 1950): Herlind Jentzsch, urodzona dnia 8 VII 1928, Gdańsk, dzieci:

Angela Dorothea Kasner, urodzona dnia 17 VII 1954, Hamburg [znana dziś jako Angela Merkel].
Mąż (ślub: w roku 1977): Ulrich Merkel, rozwiedzeni w roku 1982.
Mąż (ślub: około 1990): Joachim Sauer.

Mąż (ślub: dnia 3 VI 1901, Poznań,): Ludwik Rychlicki, urodzony w roku 1866, dzieci:
Józef Rychlicki, urodzony dnia 16 III 1902, zmarł w roku 1971, Poznań, pochowany - Poznań, cm. Junikowski (wiek: 69 lat).
żona (ślub: około 1930): Cecylia Kociałkowska, urodzona szacunkowo w roku 1904, dzieci:

Zygmunt Rychlicki, urodzony dnia 2 V 1934.
Elżbieta Rychlicka, urodzona dnia 26 VI 1936.
Helena Rychlicka, urodzona w roku 1903, zmarła w roku 1908 (wiek: 5 lat).
Marianna Rychlicka, urodzona w roku 1904, zmarła w roku 1913 (wiek: 9 lat).
Jan Rychlicki, urodzony w roku 1906.

http://minakowski.pl/przodkowie-angeli-merkel-odrabiali-panszyczne-u-przodkow-szwagra-hanny-suchockiej/



Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2013-06-05 / 13:18
Można sprawdzić co i jak ;) Może się znajdziecie...

"Baza genealogiczna potomków Sejmu Wielkiego"

http://www.sejm-wielki.pl/



magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2013-06-05 / 15:29
zastanawiałem się, czy nie umieścić w watku o "wymiarze sprawiedliwości", ale uznałem, że to jednak historyczne wydarzenie na miarę III RP :))


" Skandal na rozprawie w sprawie Kiszczaka

Tortem została zaatakowana w warszawskim sądzie sędzia, która bada, czy zawiesić proces b. szefa MSW Czesława Kiszczaka za przyczynienie się do śmierci dziewięciu górników kopalni "Wujek" w 1981 r. z powodu złego stanu jego zdrowia.


W środę w Sądzie Okręgowym w Warszawie miało dojść do przesłuchania dwojga psychiatrów, którzy uznali, że zdrowie 88-letniego Kiszczaka nie pozwala na sądzenie go po raz piąty w tej sprawie.

Gdy sędzia Anna Wielgolewska ogłosiła, że przesłuchanie biegłych odbędzie się - tak jak zawsze w tego typu sprawie - przy drzwiach zamkniętych, obecna w sali jako publiczność grupa, przybyła z Adamem Słomką zaprotestowała, głośno wyrażając niepochlebne dla sądu opinie.

Wtedy sędzia ogłosiła przerwę w posiedzeniu. Gdy wychodziła z sali, jeden z mężczyzn zaatakował ją tortem z bitą śmietaną. Sędzia dostała tortem w głowę; bita śmietana ochlapała też jedną z dziennikarek.

Zarządzono przerwę w posiedzeniu.

Sędziowie sądu, z którym rozmawiał dziennikarz PAP, podkreślali, że doszło do przestępstwa ataku na funkcjonariusza publicznego wykonującego swe obowiązki. "To może być zachęta dla świata przestępczego" - dodał jeden z sędziów.


http://fakty.interia.pl/polska/news-skandal-na-rozprawie-w-sprawie-kiszczaka,nId,978129


być może akurat ta sędzina jest wzorem uczciwości i sprawiedliwości (choć biorąc pod uwagę podsądnego, śmiem wątpić)
ale skoro po 24 latach środowisko sędziowskie nie dokonało wieszczonego przez wieszczów III RP samooczyszczenia, to może trzeba im trochę pomóc...



-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
"Po 2 godzinach sam niemal dałem się przekonać tym naukowcom, byli bardzo wiarygodni. Na szczęście mam inne poglądy". - prof. K. Kik

"To przekracza moją wyobraźnię". - S. Chandrasekhar, laureat Nobla, zwolennik teorii, wg. której cała materia Wszechświata miała swój początek w nieskończenie małym punkcie

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2013-06-05 / 18:01
A jednak się babie należało:


"Z powodu złego stanu zdrowia b. szefa MSW Czesława Kiszczaka warszawski sąd zawiesił jego proces za przyczynienie się do śmierci dziewięciu górników kopalni "Wujek" w 1981 r.

Sąd Okręgowy w Warszawie podjął taką decyzję w środę, po zapoznaniu się z opinią psychologa i psychiatrów, którzy uznali, że zdrowie 88-letniego Kiszczaka nie pozwala na sądzenie go po raz piąty w sprawie "Wujka".


http://fakty.interia.pl/polska/news-jest-decyzja-ws-procesu-kiszczaka,nId,978188


Adam Słomka (P) oraz byli internowani Zygmunt Miernik (C) i Janusz Fatyga (2L) podczas posiedzenia Sądu Okręgowego

Fotka do tematu: Z historii III RP...
Aby powiększać zdjęcia musisz się zalogować!
frank
(341/0/2234)
Avatar: frank
WYŚLIJ PW
2013-06-07 / 15:15
Internowanie nie zwalnia z obowiązku posługiwania się rozumem !!!!

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2013-06-07 / 15:21
Podobnie jak urząd sędziego, nie zwalnia z "posługiwania się" elementarnym poczuciem uczciwości frank

Tylko czy lewica ma dość rozumu, żeby to pojąć?


-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
"Po 2 godzinach sam niemal dałem się przekonać tym naukowcom, byli bardzo wiarygodni. Na szczęście mam inne poglądy". - prof. K. Kik

"To przekracza moją wyobraźnię". - S. Chandrasekhar, laureat Nobla, zwolennik teorii, wg. której cała materia Wszechświata miała swój początek w nieskończenie małym punkcie

Krysew
(336/1/2234)
Avatar: Krysew
WYŚLIJ PW
2013-06-23 / 23:20
Gustaw
(9071/181/1752)
Z zupełnie innej
beczki.
Avatar: Gustaw
WYŚLIJ PW
2013-06-24 / 00:09
Tak właśnie rodzi się radykalizm. Akcja rodzi reakcję. Promocja żydo-komuny napotyka sprzeciw. Potem znowu będzie płacz, że ktoś znowu zabija Żydów i kamieniuje homosi. Historia uczy, że nie pytaniem jest "czy?" tylko "kiedy". Szkoda jedynie, że dostanie się rówńież tym, którzy nie mają z tym niczego wspólnego. Tak czy inaczej popieram protest narodowców.

lancaster
(22963/421/2234)
Avatar: lancaster
WYŚLIJ PW
2013-06-24 / 12:29
Od razu mówie, ze nie przechowam Żyda czy homosia w piwnicy, bo mam cholernie małą i do tego zagraconą piwnicę.
Niemniej jakby jakies brunatne koszule skatowaly Żydów, komuchów czy homosi a następnie zostały zwolnione z odpowiedzialności jak Kiszczak będę wiedział jak się odnieść.
Powiem to samo co frank : bycie kopanym czy gazowanym nie zwalnia od posługiowania się rozumem !!!



lancaster
(22963/421/2234)
Avatar: lancaster
WYŚLIJ PW
2013-06-24 / 13:49
...w sumie frank, przestalem sie zastanawiac czy jestes AŻ TAKIM kretynem.
Przyjąlem do wiadomosci ze jestes jak każdy lewak. Z definicji.

Krysew
(336/1/2234)
Avatar: Krysew
WYŚLIJ PW
2013-06-24 / 20:44
"Poszedłem nagrać Baumana - zadyma i terror okiem blogera. "

http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&;v=L_LAGLzMkxk#at=42

lancaster
(22963/421/2234)
Avatar: lancaster
WYŚLIJ PW
2013-06-24 / 21:42
Bauman jak wiele innych czerwonych czy to Żydów czy to "Polaków" (vide Kiszczak) uczestniczył czynnie lub biernie w zbrodniach przeciwko narodowi polskiemu.
Żalość że tego pokroju "autorytety" zaprasza sie na wykłady. Gdyby nazisci wygrali wojne a później dogadali sie z "opozycja" przy jakims okraglym stole to pewnie na wykłady do Polski przyjeżdzaliby folksdojcze i polityczni z nsdap.
...i znow tylko dla "kiboli" byłoby to coś nie hallo ?

frank
(341/0/2234)
Avatar: frank
WYŚLIJ PW
2013-06-25 / 14:19
Z definicji !
Czasem warto poczytać,posłuchać !
Niestety,prawicowcom umiejętność czytania/zrozumienia tekstu/,zazwyczaj jest obca!
Temu też te osądy!



lancaster
(22963/421/2234)
Avatar: lancaster
WYŚLIJ PW
2013-06-25 / 14:52
frank, nie czytalem niczego interesujacego w Twoim wydaniu i nie spodziewam sie.
Aczkolwiek jak widzisz nadal czytam i tylko potwierdzaja sie opinie o ograniczonych mozliwosciach lewaków.
Równie dobrze mogłbys frank poczytac innego socjalistycznego ideologa Hitlera lub Goebbelsa i stwierdzic ze w tym co mówią jest coś na rzeczy. Dlaczego tego nie zrobisz ? Po prostu nie oni wygrali wojne i nie oni wyprali Ci mózg !
A mózgownica lewaka to materiał podatny na pranie jak żaden inny.

lancaster
(22963/421/2234)
Avatar: lancaster
WYŚLIJ PW
2013-06-25 / 15:01
"Sąd Okręgowy w Warszawie podjął taką decyzję w środę, po zapoznaniu się z opinią psychologa i psychiatrów, którzy uznali, że zdrowie 88-letniego Kiszczaka nie pozwala na sądzenie go po raz piąty w sprawie "Wujka"."

Moze jeszcze raz. Psycholog i psychiatra powinien sie w tym wypadku zająć Wysokim Sądem.
Nie byłoby problemu, gdyby nie bierutowskie korzenie palestry w Polsce....pokutuje brak wolnego dostępu do zawodu adwokata.
Nazistów nie sądzili sędziowie których rodzice lub rodzice ich kolegów ogłaszali wyroki wg prawa III Rzeszy.

Niby prosta sprawa, ludzie sie buntuja jak moga i robia to naprawde delikatnie...a lewak zdziwiony o co hallo ?
...ja wiem frank...we Wujku to byli polnisze banditen i trzeba było te niepokoje załagodzić bo Rusek zrzuciłby atomówke....ładnie macie dekielki poprane....



Gustaw
(9071/181/1752)
Z zupełnie innej
beczki.
Avatar: Gustaw
WYŚLIJ PW
2013-06-25 / 15:32
Przy okazji. Nikomu nie życzę śmierci ale ostatnio przeczytałem gdzieś w Salonie24.pl tekst w którym ktoś się zastanawiał nad stosunkowo długą agonią generała Jaruzelskiego, który walczy ze śmiertelną chorobą już od kilku lat. Dodatkowo, dziwnym zbiegiem okoliczności jest to, że w kolejne rocznice Stanu Wojennego akurat generał czuje się znacznie gorzej i to do tego stopnia iż niezbędnym jest umieszczenie generała w tym czasie w szpitalu.

Domyślam się, że to tylko zwykły zbieg okoliczności a generałowi, mimo wszystko, życzę powrotu do zdrowia*


*- oczywiście przede wszystkim po to aby mógł kolejny raz stanąć przed sądem.

lancaster
(22963/421/2234)
Avatar: lancaster
WYŚLIJ PW
2013-06-25 / 16:04
kumpel do mnie maila pisal niedawno, cytuje za pozwoleniem autora :

"... po prostu wkurwia mnie już dosadnie gadanie lewacko/homoseksualnych nowych partii jak i starych Partii, mówiące o tym, że 4 latki trzeba uczyć masturbacji w szkołach, i ich rozpierdalająca logika, tutaj cytat z rozmowy w której brałem udział z jakimś homo-pierdolniętym lekarzem:
"Lekarz: 90% ludzi sie masturbuje, a moze i więcej, musimy więc powiedzieć, że te pozostałe pare procent nie jest normalne, że to odchylenie które faktycznie należy szanować, ale nie należy traktować jako normę.
Paweł (ja): czyli skoro ponad 90-5% osób to hetereseksualiści, to pozostłe 5-10% nie jest normalne i owszem szanujmy ale nie traktujmy jako normalnych?
Lekarz: To jest całkiem co innego, pan obraża mniejszości" ..."

frank
(341/0/2234)
Avatar: frank
WYŚLIJ PW
2013-06-25 / 16:19
Trudno dyskutować dostając po "mordzie".
???

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2013-06-25 / 16:33


o tym mówisz?

>refleksje człowieka potrzebującego pomocy psychiatry:

http://audiohobby.pl/topic/13/5045/251


>Cóż,gawiedz prawicowa dostaje ze złości piany n ustach.

http://audiohobby.pl/topic/13/5460/484


proponuję, żebyś sprawdził autora

bo najwyraźniej wychodzi on z założenia, że "walenie po mordzie" "prawicy", to normalna i skuteczna metoda wydobywania z niej zeznań


-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
"Po 2 godzinach sam niemal dałem się przekonać tym naukowcom, byli bardzo wiarygodni. Na szczęście mam inne poglądy". - prof. K. Kik

"To przekracza moją wyobraźnię". - S. Chandrasekhar, laureat Nobla, zwolennik teorii, wg. której cała materia Wszechświata miała swój początek w nieskończenie małym punkcie

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2013-06-25 / 16:37
każdy powinien sam przedstawiać swoje motywy prowadzenia rozmowy w taki a nie inny sposób - nie wiem co motywuje lancastera czy Gustawa

z moimi możesz się zapoznać w pierwszym wpisie tego wątku:

audiohobby.pl/topic/13/7662



-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
"Po 2 godzinach sam niemal dałem się przekonać tym naukowcom, byli bardzo wiarygodni. Na szczęście mam inne poglądy". - prof. K. Kik

"To przekracza moją wyobraźnię". - S. Chandrasekhar, laureat Nobla, zwolennik teorii, wg. której cała materia Wszechświata miała swój początek w nieskończenie małym punkcie

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2013-06-25 / 16:38
lancaster
(22963/421/2234)
Avatar: lancaster
WYŚLIJ PW
2013-06-25 / 16:49
frank, po mordzie to Ty i cale lewactwo oklada ludzi którzy walczyli o wolna Polske a nie taka PRLowska jaka wydaje wam sie dopustem Józka.

Czesciowo mozna to usprawiedliwic niewatpliwymi problemami natury umyslowej, ale upraszczajac sprawe jest to podłe.

lancaster
(22963/421/2234)
Avatar: lancaster
WYŚLIJ PW
2013-06-25 / 16:52
magus, mnie w rozmowie z frankiem nie ma co motywowac . Nikt mi nie płaci za tlumaczenie rzeczy oczywistych a nawet za kase nie podjalbym sie. Dla mnie lewak to osoba która wchodzi w obrzyganym dresie do opery pierdoląc o nietolerancji. I co tu tlumaczyć takiemu ?

lancaster
(22963/421/2234)
Avatar: lancaster
WYŚLIJ PW
2013-06-25 / 16:54
Przepraszam za mój mało wyszukany język, powinienem w tym miejscu uzyc bardziej salonowych wyrażeń.
Może by to odniosło nawet lepszy skutek - lewak poczulby sie nieswojo.

lancaster
(22963/421/2234)
Avatar: lancaster
WYŚLIJ PW
2013-06-25 / 17:17
Może wiec bez zbednych uwag natury osobistej na które byc moze nie powinienem sobie pozwalac w sumie.

Frank, po wojnie Polska została wepchnieta przez aliantów w ręce ZSRR.
Zgadzamy się ?
Nie wszystkim Polakom musialo to odpowiadać, a w zasadzie nikomu spoza kultury gumofilcowej nie powinno.
Zgadzamy się ?
Moskwa narzuciła władze, służby bezpieczeństwa, wspólnie z gorliwymi komuchami pochodzenia polskiego i Żydami mordowali polskich patriotów. Wspominam o Żydach bo dziwnym trafem nie bylo gorliwych Czechów, Węgrów, Rumunów itp.
Zgadzamy się ?
Władza ludowa w Polsce okrzepła po ustanowieniu sie siłą.
Zgadzamy się ?
Wszelkie działania opozycyjne byly likwidowane, ludzie którzy nie byli ugodowi wobec władzy byli przez nią mordowani aż do ostatnich dni PRL praktycznie , media prały ludziom mózgownice przez 50 lat.
Zgadzamy sie ?

Co więc władza ludowa zrobiła dobrze ?
Ano dogadała sie z Bolkami przy zorganizowanym przez siebie okragłym stole.
Zgadzamy się ?
Bolki (TW i inne wynalazki) praktycznie nieprzerwanie rządza do dzis.
Zgadzamy się ?


I teraz mozna na to patrzec dwojako.
Są osoby którym to odpowiada/nie przeszkadza i marudy jak ja.
Pierwsi dziela sie na 2 grupy jak zauwazył Mikke :
bydlaki (ciagnace profity z tego układu) i kretyni.
Mam nadziej frank ze masz z tego jakis biznes przynajmniej. Oni naprawde zabijali ludzi. Kwasniewski czy Miller byli w tej samej partii i wykonywali te same zalecenia z Moskwy. robili to innymi metodami - kwach jako propagandzista, jakiś żydowski czy "polski" sędzia lub prokurator wydajacy wyroki w sprawach politycznych, prosty zomol strzelajacy do robotników, Jaruzelski majac nad tym sprawstwo kierownicze od strony resortu siłowego.
To nie jest trudne.


magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2013-06-25 / 17:23
lancaster

ja nie mówię o motywacji do rozmowy jako takiej, tylko o motywacji do takiego a nie innego sposobu jej prowadzenia

moja jest taka, że zwyczajnie nie mam zamiaru zważać na słowa w rozmowie z osobnikiem, który traktuje mnie jak gawiedź, którą należy zamknąć w psychiatryku


-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
"Po 2 godzinach sam niemal dałem się przekonać tym naukowcom, byli bardzo wiarygodni. Na szczęście mam inne poglądy". - prof. K. Kik

"To przekracza moją wyobraźnię". - S. Chandrasekhar, laureat Nobla, zwolennik teorii, wg. której cała materia Wszechświata miała swój początek w nieskończenie małym punkcie

magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2013-06-25 / 17:25
p.s. nie wiem dlaczego i skąd ten pomysł, ale przy okazji miałem ochotę dokonać dokładnie takiej prostej rekompilacji faktów i płynących z nich wniosków, jaką właśnie zrobiłeś :)

lancaster
(22963/421/2234)
Avatar: lancaster
WYŚLIJ PW
2013-06-25 / 18:24
magus, na tym polega różnica miedzy dochodzeniem/szukaniem prawdy i dowiadywaniem sie "prawdy" z TVN24 :-)
Jak ktos zna tylko prawde ekranu i innej nie szuka to bycie lewakiem i/lub lemurem staje sie formalnoscia.
...a to historia ledwo pokolenie wstecz i morderca jaruzelski czy kiszczak zostali ludźmi honoru w tym nowym wolnym kraju.


lancaster
(22963/421/2234)
Avatar: lancaster
WYŚLIJ PW
2013-06-26 / 16:50
Jeden z konmentarzy do artykulu o "zajściu" we Wrocławiu (apropos Baumana)
http://ksiazki.wp.pl/gid,15765802,tytul,Za-co-narodowcy-tak-nie-cierpia-Zygmunta-Baumana-Zycie-i-tworczosc-slynnego-profesora,galeria.html?ticaid=110d68&;_ticrsn=3

"Jesteście oburzeni że grupa narodowców protestowała przeciw komuś kto służył stalinowskiemu systemu represji ???? A co powiecie na wydarzenie któego sam byłem świadkiem W 2006 r do Berlina pzyjechał Prezydent Lech Kaczyński . Miał na Uniwesytecie Humbolta wykład pt. Solidarna Europa . W pewnym momencie wykład został przerwany krzykami , gwizdami , hałasem jaki wszczęły ,, mniejszości seksualne " w tym również z Polski . Wykład musiał zostać przerwany bo wrzask był tak głośny . Padały różne obraźliwe epitety n. ,, spierd .... " i . W końcu rektor HU w zamian za spokój pozwolił przedstawicielowi tych ugrupowań wyjść na scenę aby powiedział dlaczego protestują . Tak taż się stało , a Lech Kaczyński następnie kontynuował wykład . Jeden z niemieckich gości spytał rektora jak może pozwolić na podobne ekscesy ? Ten tylko rozłożył ręcę i powiedział że uniwersytet jest miescem otwartym i każdy może wyrazić pogl"



Krysew
(336/1/2234)
Avatar: Krysew
WYŚLIJ PW
2013-06-27 / 19:41
"Nasze Ciotki nasi Wujowie/Unsere Tanten unsere Onkel (parody of Unsere Mütter, unsere Väter)"

http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&;v=9tCA1Ko4kbU


Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2013-07-07 / 17:56
Serial emitowany parę lat temu w TVN o Marianie Zacharskim (6 odcinków - szczególnie interesujący odcinek 6 o sprawie Olina). Kto nie widział, polecam.

odcinek 1
http://www.youtube.com/watch?v=4fPCqPhJMVI


Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2013-07-17 / 10:34
skutki pracy propagandowej Adama i spółki...

"Komunistyczny dyktator kosztuje podatników 170 tysięcy miesięcznie

Wydatki, jakie muszą pokryć wszyscy podatnicy, aby utrzymać generała Wojciecha Jaruzelskiego i zadbać o jego przywileje, są gigantyczne - pisze "Fakt". To koszt około 170 tysięcy złotych miesięcznie.

Generalska emerytura to 6 tys. zł, utrzymanie prezydenckiego biura - 12 tys. zł (ma je każdy były prezydent), a koszt ochrony Biura Ochrony Rządu sięga 150 tys. zł miesięcznie - wyliczył tabloid.

Na kwotę wydawaną na ochronę składają się m.in. pensje kilku funkcjonariuszy strzegących Jaruzelskiego, utrzymanie mieszkania przy jego rezydencji i samochodów używanych przez BOR oraz generał.

Przypomnijmy: gen. Jaruzelski to tajny współpracownik krwawej Informacji Wojskowej, sowiecka marionetka i komunistyczny dyktator, odpowiedzialny za antysemickie czystki w 1968 r., tłamszenie wolności słowa oraz krwawe działania przeciwko Kościołowi i społeczeństwu.

Towarzysze Jaruzelskiego z okresu, gdy był dyktatorem, także mają się nieźle. Jak pisała niedawno "Rzeczpospolita" - średnia esbecka emerytura wynosi obecnie ok. 2,5 tys. zł brutto miesięcznie, a najwyżsi rangą byli funkcjonariusze otrzymują emerytury w wysokości 8-9 tys. zł. Tymczasem sytuacja życiowa wielu dawnych opozycjonistów jest bardzo ciężka."

http://niezalezna.pl/43705-komunistyczny-dyktator-kosztuje-podatnikow-170-tysiecy-miesiecznie

------
i jeden z komentarzy...

"mam już dość kłamstw () 17/07/2013 - 08:22.
To cała willa BOR jest obok willi Jaruzelskiego

To nie żadne "mieszkanie", tylko cała willa którą posiada BOR i która sąsiaduje z willą Jaruzelskiego. Jest ona połączona z willą Jaruzelskiego podziemnym korytarzem. Powiedział mi o tym kolega który pracuje w zakładzie energetycznym (coś tam robili w ramach usługi)."


magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2013-07-19 / 13:43
"Generał Kiszczak w ciężkim stanie trafił do szpitala

Kiszczak trafił do Polikliniki dziś rano. Miał migotanie komór, czyli zaburzoną pracę serca. - Jego stan jest ciężki, ma wszystkie dolegliwości związane z sercem - powiedziała reporterowi RMF FM Pawłowi Balinowskiemu Maria Teresa Kiszczak, żona generała."

http://fakty.interia.pl/polska/news-general-kiszczak-w-ciezkim-stanie-trafil-do-szpitala,nId,998743



Ojej, ojej, chyba niesłusznie podejrzewałem, że Kiszczak kombinuje, a on naprawdę cierpi
Ale zaraz, chwila.... dalej piszę, że:


>"Generał na własną prośbę jeszcze dzisiaj, po badaniach, opuści szpital i pojedzie do domu."

Czyżby jednak nas oszukiwał....?
Chociaż moment, dalej piszą, że:


>"Do szpitala wróci w poniedziałek i zostanie przyjęty na jeden z oddziałów placówki."


A nie w porządku, najwyraźniej jest ewidentnie ciężko chory... sorry Czesław, przecież jesteś człowiekiem honoru...




-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
"Po 2 godzinach sam niemal dałem się przekonać tym naukowcom, byli bardzo wiarygodni. Na szczęście mam inne poglądy". - prof. K. Kik

"To przekracza moją wyobraźnię". - S. Chandrasekhar, laureat Nobla, zwolennik teorii, wg. której cała materia Wszechświata miała swój początek w nieskończenie małym punkcie

Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2013-07-19 / 14:07
Spawacz od kilkunastu lat ciężko chory, reżimowi lekarze nie szczędzą mu fachowych opinii i recept, a Kiszczak dostał migotania komór z pewnością od koszenia trawy na słońcu (te drgania silnika kosiarki muszą niechybnie powodować rezonans w ciele człowieka honoru...)
Pewno jeszcze kilku by się znalazło takich "ciężko" chorych. Pamiętam jak kiedyś Kulczyk tak "zachorował", że musiał się aż do Wielkiej Brytanii przenosić na leczenie...

http://wiadomosci.wp.pl/kat,18011,title,Tu-ukrywa-sie-Kulczyk,wid,6084028,wiadomosc.html?ticaid=110f8e



Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2013-07-19 / 14:21
czy jeszcze została jakaś branża gdzie ruskie nas nie dymają?

"Okazuje się, że perełki polskiej kinematografii nie należą nawet do Polaków. Nie wolno z nimi nic robić bez zgody Rosjan. Sprawa dotyczy ponad 200 polskich filmów. Czy kiedykolwiek je odzyskamy?

"Gazeta Wyborcza" pisze, że Rosja wciąż ma prawa do ponad 200 starych polskich tytułów, w tym "Jak rozpętałem II wojnę światową", "Miś", "Nowych Amazonek" (taki jest rosyjski tytuł "Seksmisji") czy "Znachora". Okazuje się, że na terenie Rosji państwowa firma Roskino, kiedy tylko chce, sprzedaje licencje na PRL-owskie hity rosyjskim stacjom telewizyjnym albo organizatorom festiwali. Jeszcze do niedawna wydawała je także na DVD w serii "Legendy ekranu" i do tej pory można je tam kupić.

Firma nie płaci polskim studiom za dystrybucje filmu ani Filmotece Narodowej. Dlaczego?

Bo jest spadkobiercą firmy Soweksportfilm, a ta od 1963 r. aż do końca PRL wymieniała się filmami z Filmem Polskim. Kolejne umowy firmy podpisywały w 1976 i 1983 r. Sprawdziliśmy. Okazało się, że obowiązują do dziś (nie ma tam żadnego terminu wygaśnięcia zobowiązań) i Rosjanie bez skrępowania z tego korzystają!

czytamy w "Gazecie Wyborczej". Na kompromitacje zakrawa fakt, że Polacy mając prawa do radzieckich filmów nie mogą na tym zarabiać. Chodzi o ponad tysiąc tytułów! Według "GW" Polski Instytut Sztuki Filmowej może jedynie udzielić bezpłatnych licencji firmom wydającym w Polsce filmy na DVD oraz organizatorom pokazów i festiwali. Jednak większość polskich firm i instytucji kultury nie ma pojęcia, że może czerpać z tego katalogu za darmo. I kupuje licencje na klasykę w wytwórniach rosyjskich, np. w Mosfilmie czy Lenfilmie.

"GW" przypomina, że coraz więcej polskich filmów jest poddawanych cyfrowej rekonstrukcji. Ale nie możemy sprzedawać pereł polskiego kina na wielkim rosyjskim rynku, bo licencje na ich dystrybucję sprzedano już dawno temu. Filmoteka Narodowa apeluje o wypowiedzenie umów zawartych przez firmy i państwa, które już nie istnieją. Polski rząd odmawia komentarza w tej sprawie."

http://wnas.pl/artykuly/2366-mis-seksmisja-i-ziemia-obiecana-w-rekach-rosjan





magus
(18591/95/2234)
Warszawa
Avatar: magus
WYŚLIJ PW
2013-07-20 / 08:53
Czesiu, ubóstwiam cię! :))


"Czesław Kiszczak (88 l.), który oskarżany jest o zezwolenie milicji na strzelanie do bezbronnych ludzi, unika kary, dzięki zaświadczeniom o możliwej chorobie Alzheimera i postępujących problemach neurologicznych. Ale z głową generała chyba nie jest aż tak źle, skoro &#8211; jak udało się nam dowiedzieć &#8211; w mazurskiej rezydencji dygnitarza, spisywane są jego wspomnienia."

http://media.wp.pl/kat,1022943,wid,15826365,wiadomosc.html


-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
"Po 2 godzinach sam niemal dałem się przekonać tym naukowcom, byli bardzo wiarygodni. Na szczęście mam inne poglądy". - prof. K. Kik

"To przekracza moją wyobraźnię". - S. Chandrasekhar, laureat Nobla, zwolennik teorii, wg. której cała materia Wszechświata miała swój początek w nieskończenie małym punkcie

Archie
(1256/9/2135)
Avatar: Archie
WYŚLIJ PW
2013-07-26 / 13:11
"Ojcowie założyciele" bankowości III RP

"Sieć powiązań z WSI przenosi się na system bankowo finansowy. Sprawowanie władzy w sposób, w jaki czyni to Belweder, musi bowiem wiązać się z dostępem do pieniędzy. Tu również działa układ towarzyski, stworzony jeszcze przed prezydenturą Wałęsy. Wielu wyższych urzędników banków, szefów i prezesów rad nadzorczych to byli lub obecni tajni współpracownicy i pracownicy I Departamentu MSW i WSW. Dostęp do nich uzyskiwał Wachowski wędrując po kolejnych "oczkach" sieci wywiadu od zaprzyjaźnionych oficerów. W rękach partyjno-jedynkowych układów znajdują się w tej chwili oprócz banków pewne dziedziny handlu zagranicznego, handel bronią, przemysł petrochemiczny, a ostatnio także ubezpieczenia. Ta grupa ludzi praktycznie opanowała sferę, gdzie obraca się miliardami. Bez oficjalnej weryfikacji kadr pod tym kątem zależności te są niezwykle trudne do uchwycenia, gdyż nikt nie afiszuje się powiązaniami z wywiadem PRL, czy też współpracowaniem z nim. Rozmiar tego układu oddaje jednak chociażby skład osobowy zarządów i rad nadzorczych banków. Wielu dawnych wysokich nomenklaturowych urzędników znalazło w nich dla siebie nowe miejsce. Do najbardziej zdominowanych przez dawną nomenklaturę i Departament I należą:

Bank Rozwoju Eksportu,

Bank Inicjatyw Gospodarczych,

PKO BP,

Łódzki Bank Rozwoju,

Bank Krakowski,

Bank Polska Kasa Opieki SA,

Bank Turystyki SA

oraz Prywatny Bank Komercyjny "Leonard".

W niektórych stara nomenklatura dość dobrze koegzystuje z nową, inne są zdominowane przez dawną "jedynkę", ministrów, wiceministrów i wysokich urzędników poprzednich rządów.

W Banku Rozwoju Eksportu, założonym w 1987 r., prezesem Zarządu jest Krzysztof Szwarc, przedtem dyrektor Centrali Handlu Zagranicznego "Impexmetalu". Wiceprezesem zarządu jest Andrzej Wójcik - partyjna nomenklatura - były członek PZPR, od 1950 r. zatrudniony w resorcie handlu zagranicznego, konsul handlowy w Bombaju, następnie radca handlowy w Paryżu i Waszyngtonie. Przez dwa lata (85-87) minister handlu zagranicznego, w latach 87-90 pełnił funkcję sekretarza stanu w Ministerstwie Współpracy Gospodarczej z Zagranicą. Członkiem zarządu jest także Jan Zieliński, dawniej członek prezydium Ogólnopolskiego Komitetu Frontu Jedności Narodu (skupiającego obywateli dla współdziałania w budowie socjalizmu w PRL). Są też osoby związane z dawnym Departamentem I MSW (wywiad).

Prezesem zarządu Banku Inicjatyw Gospodarczych S.A. jest Bogusław Kott, były dyrektor departamentu współpracy zagranicznej w Ministerstwie Finansów, a sekretarzem Rady Nadzorczej Ryszard Pospieszyński, w latach 82-87 podsekretarz stanu w Urzędzie Gospodarki Morskiej, wcześniej sekretarz CRZZ i członek PZPR, poseł na Sejm V kadencji. Funkcję członka zarządu banku pełni Sławomir Marczuk, podsekretarz stanu w ministerstwie finansów w latach 86-89 i członek PZPR. Bank powstał w 1989 r. po zawarciu okrągłostołowych umów i w momencie "oddawania władzy". Również widoczne wpływy "jedynki".

Prezesem PeKaO S.A. jest Marian Kanton (I Departament MSW), a prezesem Rady Nadzorczej Andrzej Podsiadło (I Departament MSW) sekretarz stanu w Ministerstwie Finansów w 90 r. W Radzie Nadzorczej wiceprezesuje Marek Borowski, były członek PZPR, od września 89 r. podsekretarz stanu w ministerstwie rynku wewnętrznego, obecnie poseł na Sejm, SLD, a także członek Komisji Polityki Gospodarczej, Budżetu i Finansów. Kanton swoich dawnych, partyjnych kolegów wysłał na placówki zagraniczne swojego banku - Szewczyka do Nowego Jorku, a Dachmana do Chicago.

Typowym przykładem banku powstałego w wyniku "oddania władzy" w 1989 r. jest Prywatny Bank Komercyjny "Leonard" S.A. "Leonard" został powołany do życia w 1990 r., jako niezwykle udana fuzja współpracowników Departamentu I MSW i nomenklatury bank