| Piotr Ryka
(4605/63/1540)
 WYŚLIJ PW
|
2008-03-16 / 13:24
Zawziąłem się, a że bywam zawzięty wyszedł z tego całkiem spory kawał zawzięcia, czego najlepszym dowodem fakt, że jedna z lamp przypłaciła to życiem.
No bo co, kurczę blade, Pastwa tam sobie lewituje w niebiesiech ze swoimi Grado GS-1000, a ja się będę dusił ze swoimi Ultrasonami w jakiejś suterynie? Nie ma zgody na takie cuś, musi być jakiś sposób pomniejszenia dystansu między nami. Wyciągnąłem zatem wszystkie swe lampowe zapasy i zabrałem się do poszukiwań. Zajęło to sporo czasu, ale zważywszy ilość możliwych kombinacji nie aż tak znowu długo, może ze trzy godziny. Szlag trafił po drodze jedną Teslę, której przy wyciąganiu w stanie rozgrzanym ze wzmacniacza odłamała się nóżka, ale na szczęście akurat Tesle mam zapasowe, a poza tym ta lampa nie weszła nawet do finału.
Nie ma co przynudzać porównaniami. Ostateczny wynik to E188CC Mullarda, GZ-34 RCA i ECC83 Brimara. (2A3 Emission Labs i 350B stanowią twarde, nienaruszalne jądro.) I teraz sceny jest kawał, a głos wędruje czasami nawet na jakieś 150-200 metrów. Nie ma wprawdzie aż takiej nieograniczoności jak u Grado, ani też stan nieważkości się nie pojawia, lecz nie ma już także zarazem tego wszechobecnego odczucia pozostawania w zamkniętym pomieszczeniu.
To jednak wcale nie wszystko. Poszukując otwartości scenicznej przypadkowo odkryłem zestaw wyjątkowo analityczny, a przy tym zachowujący muzykalność. Analityczny przy tym zarówno pod względem normalnej szczegółowości, jak i – a właściwie nawet przede wszystkim – analizy przestrzennej. Tej miary separacji źródeł, wielogłosowości poszczególnych instrumentów, całościowego ładu, przejrzystości i czytelności dystansów nie zaznałem nigdy na żadnych słuchawkach i chyba nawet nigdy takiego nie słyszałem w systemie otwartym, choć Ancient Audio zapewne może się tym poczuć dotknięte i to najpewniej słusznie. Nie chcę przesadzać, może mi się tak tylko wydaje, niemniej odniosłem i wciąż odnoszę tego rodzaju wrażenie.
Sam zestaw nie jest przy tym dla mnie nowy; słuchałem go już kiedyś, ale wówczas Brimar był niewygrzany i odpadł skutkiem niestrawności górnych rejestrów. Nie miałem też wówczas od dawna kontaktu z GS-1000, toteż skromna scena aż tak bardzo mi nie dokuczała i nie była potrzebą chwili. Po wygrzaniu okazuje się jednak, że zestaw z Brimarem jest magiczny. Ma oczywiście i pewne wady, a tak naprawdę jedną – skromniejszy niż z M8137 Mullarda bas. Jest on dobry, nawet znakomity, ale nie zjawiskowy. Odpowiadają bowiem za niego wyłącznie lampy 350B i GZ-34; reszta jest po stronie sopranowej lub neutralna.
Napiszę przy okazji na jakie kategorie dzielą się lampy. Długotrwałe poszukiwania przywiodły mnie do wniosku, iż są ich cztery rodzaje:
- neutralne (spotkałem tylko jedne takie, 2A3 Emission Labs)
- sopranowe
- basowe
- oraz te, które się do niczego nie nadają
Tych ostatnich jest oczywiście najwięcej, a pozostałe kategorie można rozmnażać przy pomocy kryteriów szczegółowości, przejrzystości, temperatury barwy i sceny.
Wejście w nowy zestaw lamp, które, tak nawiasem, zupełnie niczym się nie różni od wejścia w całkowicie nowy system, nie było jednak wcale łatwe i oczywiste. Od początku wiedziałem, rzecz jasna, że mam do czynienia z czymś niezwykłym, niemniej jednocześnie owo niezwykłe coś wydawało się jakby nieco nadrealne. Mówiąc zwyczajnie, czułem się obco. Jak po przeprowadzce do większego i ładniejszego mieszkania, z którym jednak nie jesteśmy jeszcze zżyci, toteż brak swojskiego rozkładu daje się we znaki. Nie trwało to długo, może z pół godziny, niemniej w międzyczasie objawiły mi się na przykład trzy Edith Piaf – każda fenomenalnie ostra, lecz przesunięta w fazie o jakieś 20 centymetrów względem swojego klona. Z kolei Ewa Demarczyk była jakaś taka pofalowana. Krótko mówiąc, s-logic wariował a mój mózg wraz z nim. Powariowali sobie, powariowali i się dopasowali. I teraz jest naprawdę wybitnie. Właściwie, by prawdę powiedzieć, przeżywam pierwszy od czasu kupienia Twin-Heada renesans własnej płytoteki, która okazuje się składać z samych nieznanych pozycji. Wszystko jest całkiem inne niż dotąd; zalewa mnie masa nowych szczegółów ulokowanych w zupełnie innej przestrzeni, pojawiają się nowe postaci, do pewnego stopnia nawet nowe utwory.
Przesadzam? Być może, ale coś mi się nie wydaje. Bardzo żałuję, że Michał nie może tego usłyszeć, bo ciekaw byłbym jego oceny i oczywiście tego, jak by wypadło w tej konfiguracji Grado. Dla porównania użyłem HD-650. Zagrały znacznie przejrzyściej niż kiedykolwiek, ale bez przestrzennej magii. Być może gdybym poświęcił im tyle uwagi co wcześniej GS-1000 i one ukazałyby rzeczy niezwykłe, ale nie mam cierpliwości, by tego próbować. GS-1000 miały przynajmniej od początku atut lepszej sceny, a Sennheisery nie mają nic, co by motywowało.
Zapytuję sam siebie – dlaczego jest tak dobrze? Oczywiście, lampy Brimara są same z siebie niesamowite – niespotykanie szczegółowe i przestrzenne, choć zarazem bardzo trudne do zestrojenia z innymi w harmonijną całość. Wygląda jednak, że znalazły one ponadto magiczny klucz otwierający s-logic. Na to wskazywałoby porównanie z HD-650.
Nie wiem jak długo potrwa mój błogostan, czy się nie znudzę albo nie wypatrzę jakichś niedostatków, ale wydaje mi się, że przy tym ustawieniu już pozostanę, bo mam dojmujące poczucie jego niezwykłości. Groza tylko, że żadna para lamp z zestawu nie ma dublerów. Gdyby tak...nie daj Boże...aż strach pomyśleć. Niemniej niedługo i tak przesiadka z 2A3 na 45. Do tej pory nie miałem co do niej żadnych wątpliwości, bo wszyscy są zgodni, że 45 są lepsze. Ale teraz? Mam nadzieję, że się nie mylą, bo jeśli to nie wypali, lekcja będzie kosztowna.
PS
Gdybyście chcieli sprawdzić, czy przypadkiem nie zwariowałem, wyłońcie z siebie reprezentanta, któremu udostępnię system na kilka godzin. Wszelako jeden warunek – napisze potem obszerną relację.
A za kilka tygodni T-H pojedzie do Warszawy wraz ze słuchawkami i zanim Darek się za niego zabierze pewnie można będzie posłuchać. Wystarczy go poprosić.
PR
|