(Strona: 3 z 893)
| [PIERWSZA] | [OSTATNIA] |
| Autor | Temat: Słuchawki wysokiego lotu |
| ptx
(525/0/1539)
WYŚLIJ PW |
2008-03-11 / 10:34
jezeli chodzi o wygode to grado gs 1000.co do wykonania do sony mdr 5000.
|
| Rafaell
(4908/31/1534) USZKA MACIE ? TO
UŻYWAJCIE WYŚLIJ PW |
2008-03-11 / 16:44
>> Slav, 2008-03-11 03:36:26
Każde słuchawki mają swoje plusy i minusy co do wyglądu to raczej sam musisz zadecydować jak wiadomo o gustach sie nie dyskutuje. Może zacznę od AKGK701 słuchawki te mają bardzo wygodnie wyprofilowane muszle niestety przy dużej głowie gniecie w pasku nagłownym poduszka środkowa (po 4 godzinach ciemno przed oczami-taka tortura japońska rodem z Niemiec)GradoGS1000 słuchawki dla luzaków jak wrzucisz tak sie trzymają na głowie potężne konchy zmieszczą największe nawet uszy.ATH-5000 wygodne ale w momencie zakładania skóra jest przerażliwie zimna to samo dotyczy najnowszych STAX SR007OmegaII w tych ostatnich komfort super mięciutkich nauszników bije chyba na głowę wiekszość słuchawek. Sennheisery 600,650 ogólne nauszniki mają trochę sztywne ale nie powinno to przeszkadzać w słuchaniu muzyki.Ultrasone EditionE9 podobno zgniatacz głowy według mnie twardzi słuchawkowcy tego w ogóle nie odczują kolega Piotr Ryka przesiadł się z luzackich GS1000 i z tąd może ten "dyskomfort (poradził sobie z tym,metalowy kabłąk można rozgiąć) E9 trochę maja małe poduchy i wydaje sie że będzie źle ale nic takiego nie występuje jest ok.Sony MDR 7509 bardzo wygodne i łatwe w utrzymaniu w czystosci.Bayerdynamiki DT880,990,770 oraz z dopiskiem PRO ciut za mała średnica poduch,ogólnie wygodne.Dotyczy wszystkich pluszaków-chłoną zapach i to jest problem gdy przychodzi np gorące lato Rafaell |
| Piotr Ryka
(4605/63/1540)
WYŚLIJ PW |
2008-03-11 / 17:02
Rafaell
Co tak późno przyszedłeś? W każdym razie fajnie, że jesteś. Jedna uwaga, ja się przesiadłem z RS-1 a nie GS-1000. GS-1000, jak Bóg pozwoli, to sobie kiedyś kupię. Gdy je widzę za 800 dol., krew mnie zalewa. Takie tanie, a nieosiągalne. PR |
| Rafaell
(4908/31/1534) USZKA MACIE ? TO
UŻYWAJCIE WYŚLIJ PW |
2008-03-11 / 23:40
=>>> Piotr Ryka, 2008-03-11 17:02:59
Chciałem się na samym początku zalogować ale coś forum nie działało jeszcze dobrze. Mam propozycję na początek aby to forum hulało proponuję na początek wyrażenie zgody żeby wpisy forumowiczów były przekopiowane chronologicznie z audiostereo.pl na forum audiohobby.pl (wiem że to potężna praca ale z wypełnioną deklaracją łatwo będzie od Lukara uzyskać bazę danych z czasów jego zarzadzania i wstawić na forum audiohobby.pl) co nie pozbawi nas potężnej bazy danych zbieranych lata przez szanowanych forumowiczów. Formularz zgody wysłany na maila jestem zdecydowany wypełnić, nie rozumiem dla czego mam się pozbawiać wygody szukania w wpisach swoich i kolegów którzy się zarejestrowali na tym miejmy nadzieję mniej komercyjnym a bardziej obiektywnym forum Rafaell |
| wiktor
(926/0/1537) Polska
WYŚLIJ PW |
2008-03-12 / 19:47
Witaj Piotrze,
rozmawiałem z Panem Sebastianem i niebawem znowu STAX stanie w szranki z Ultrasone. Pozdrawiam Wiktor |
| Piotr Ryka
(4605/63/1540)
WYŚLIJ PW |
2008-03-12 / 20:16
Wiktor
Wspaniale. Szkoda tylko, że nie będę miał już Grado. PR |
| Piotr Ryka
(4605/63/1540)
WYŚLIJ PW |
2008-03-12 / 21:11
Grado GS-1000 (wersja z kablem Black Dragon) vs Ultrasone Edition9
Na początek muszę skierować słowa podziękowania do Michała (pastwy) za to, że zechciał tłuc się ze swymi słuchawkami do mnie aż z Birmingham. Kupił nawet na tą okoliczność metalowy kuferek, bo Grado sprzedaje już od dawna swoje flagowe wyroby opakowane w tekturę, a nie, jak to ongiś bywało, w eleganckie drewniane skrzynie. Wspólny nasz odsłuch postanowiłem sprowadzić niemal w całości do umożliwienia Michałowi spokojnego, samodzielnego słuchania, bo kiedy się tak razem siedzi i gada, to potem na koniec okazuje się, że nikt właściwie niczego porządnie nie posłuchał. Co Michał usłyszał, powie wam oczywiście sam, ja natomiast nadmienię jedynie, iż przygotowałem dla niego zestaw lamp Twin-Heada transparentny i mający sporo góry. Okazało się jednak, że Michał jest wielkim amatorem basowego brzmienia, do którego ze swoim RudiStorem jest w dodatku przyzwyczajony. Tak więc GZ-33 (Amperex) trzeba tyło zastąpić GZ-34 (RCA), a w miejsce ECC188 Mullarda wylądowały ECC88 Tesli (wersja NOS, double gold). Był to zatem dokładnie taki sam zestaw lamp jakiego słuchał u mnie kiedyś kolega Inżynier, tyle, że jeszcze przed ostatnią modyfikacją kondensatorów i montażem podwójnego DACT-a. Kiedy Michał odjechał wróciłem jednak do wcześniejszego ustawienia, które uważam za bardziej akuratne, w każdym razie z E9. Inwokacja Odsłuchy są rzeczą trudną, a w formie kilku nawet godzinnej okazują się rzeczą właściwie beznadziejną. Dlaczego tak piszę? Kiedy Michał przyjechał i podpięliśmy jego Grado słuchałem ich oczywiście przez moment, bo jakżeby inaczej? I było – nie ma co ukrywać – tragicznie. O rety, pomyślałem sobie, ale nędza. Sucho, szaro, nieprzejrzyście, brak szczegółów i tylko ta przestrzeń pięknie rozległa. Ma się już jednak niejakie doświadczenie, toteż takich pierwszych wrażeń zwykłem nie brać zbyt serio. Się porządnie posłucha, się zobaczy, się dowiemy, jak to naprawdę gra. Tym niemniej było mi trochę smutno, bo zawszeć to lepiej kiedy z punktu gra wspaniale. Przez jakieś sześć godzin w dwóch kolejnych podejściach oswajałem mój aparat słuchowy z tymi Grado. Aż w końcu zaskoczył. Nie od razu, stopniowo, ale otwierała się przejrzystość i porządkowała scena, a na trzeci dzień było już wszystko poukładane i oczywiste w swej formie. Pozostaje konkluzja: odsłuch, nawet trwający wiele godzin, może być bardzo mylący. By poznać sprzęt trzeba z nim obcować co najmniej przez kilka dni, nie ma innej rady. I nawet wygrzane elementy toru tego nie zmieniają. Cóż bowiem z tego, że GS-1000 Michała miały na liczniku około 600 godzin? Faktem jest, że nie zarejestrowałem dzięki temu ani przez chwilę owego basowego „muru”, o którym piszę we wcześniejszej recenzji tych od Audio Systemu, goszczących u mnie w przedziale grzewczym między 200 a 300 godzin. Nie zmienia to bowiem tego, że transparentność pozostawiała początkowo bardzo dużo do życzenia, a każdorazowy powrót do E9 wywoływał uśmiech uznania dla tych ostatnich i politowania dla Grado. Wszelako tylko do czasu. Odsłuch zasadniczy Prawdziwy odsłuch zaczął się tedy pod wieczór drugiego dnia, po, jak już mówiłem, około sześciu godzinach oswajania. Ale kiedy się zaczął, zrobiło się naprawdę magicznie. Po kolei jednak. Najpierw napiszę o różnicy między Grado GS-1000 z Black Dragonem a normalnymi. Pomimo starań nie udało mi się zdobyć egzemplarza normalnych. Cóż, nie jestem człowiekiem wpływowym i dystrybutorzy mnie lekceważą. Nikt się specjalnie nie będzie dla mnie wysilał i słał słuchawek do Krakowa celem jakiegoś tam porównania, którego nie opublikuje żadna gazeta. No nic, trudno. Tak to już jest. Musi mi w takim razie wystarczyć pamięć i konceptualna próba naniesienia poprawki uwzględniającej dokonane w międzyczasie zmiany w T-H. A zmiany te podniosły przestrzenność, zwłaszcza na boki, poprawiły przejrzystość oraz lokalizację źródeł. Wzmogły też szczegółowość. Wynikałoby z tego, biorąc na chłopski rozum, że GS-1000 powinny wszystko to ukazać i jeszcze spotęgować własnymi przewagami wynikłymi z lepszego kabla. Było jednak trochę inaczej. Jak możecie przeczytać w starej recenzji zwykłe GS-1000 miały ostrawą górę. Tymczasem te zupełnie niczego takie go nie pokazały. Wręcz przeciwnie, teraz to góra Ultrasonów wydawała się wyższa i pikantniejsza, gdy u GS-1000 wszystko było gładziutkie i lekko wycofane. Gdzie leży tego przyczyna – nie wiem. Może to kwestia wygrzania, może kabla, a może zostały lekko przekonstruowane, skoro ptx pisze, że u niego na górze też jest całkiem gładko. Nie będę zgadywał, bo to nie ma sensu. Tak, czy inaczej na górze GS-1000 z Black Dragonem panuje absolutny spokój i już. Dochodzi do tego wycofanie. I z nim właśnie była ciekawa przygoda. Otóż ostatniego dnia wezbrała we mnie chęć podmiany Mullardów Teslami, by posłuchać w przybliżeniu tak samo jak słuchał Michał (lamp GZ już jednak nie zmieniałem). Te Tesle lepiej pokazują fakturę dźwięku i mają lepszy bas (obniżają całą tonację), ale górę wycofują w zamian dość znacznie. Słucha się ich łatwiej; są naturalne, trochę mrukliwe i gładkie. I wiecie co? Właśnie z tymi tnącymi górę Teslami góra Grado się otworzyła. Jakim prawem? W imię czego? Pojęcia nie mam. Do głowy przychodzą mi jedynie lepiej ułożone wyższe harmoniczne. W każdym razie wygląda na to, że GS-1000 bardzo lubią nisko ustawioną tonację, a o charakterze danej lampy w wymiarze absolutnym mówić nie można. Trzeba stroić wyłącznie w oparciu o słuch, a nie na żadne opinie, czy wcześniejsze doświadczenia. Tak to działa. Góra GS-1000 z Teslami okazała się bardzo wysoka, piękna i wciąż całkowicie gładka. Top jakościowy w każdym względzie i mnogość przepięknych doznań. Wrażenie na pewno dużo lepsze niż przy poprzednim spotkaniu, bo brzmienie znacznie łatwiej przyswajalne, choć może jednocześnie odrobinę pozbawione wcześniejszej swoistości. Tak więc nie większa przejrzystość góry i wyższe jej loty, tylko leciuteńkie wycofanie i perfekcyjna gładkość. Na drugim skraju pasma było jeszcze lepiej. Wyobraźcie sobie, moc tych podrasowanych Black Dragonem GS-1000 jest niemal równa mocy E9! To mnie naprawdę wprawiło w zdumienie. Chlubiłem się byciem posiadaczem słuchawek wyjątkowych w mierze potęgi dźwięku i jego dynamiki. Tymczasem Grado GS-1000 BD są tylko o włos z tyłu. Także w nich drzemie potężna siła zdolna wprawić was w zachwyt i drżenie. Dźwięk jest krótko mówiąc ogromny. Bas schodzi nisko i znakomicie się uszczegóławia. Jednak nie to jest najważniejsze, najważniejsza jest potęga całości, przeradzająca się, jeśli trzeba, w grzmot miażdżącej wszystko fali dźwiękowej. Wspaniale jest móc to usłyszeć, a już zwłaszcza ze słuchawek, których największym atutem nie jest basowość tylko przestrzeń. I teraz właśnie o niej. Gładka góra, gładką górą, potęga potęgą, ale magia GS-1000 leży gdzie indziej. Magiczna jest przestrzeń. To słychać natychmiast, ale nie od razu jest aż magicznie. Nie wiem, może skutkiem przyzwyczajenia do technologii s-logic z Ultrasonów, a może zawsze tak jest, w każdym razie tą przestrzeń musiałem sobie dopiero wdrożyć. Układała się, porządkowała i powiększała przez te wspomniane wstępne sześć godzin, by na koniec zupełnie mną owładnąć i sobą zniewolić. Nie bardzo wiem jak to opisać, by nie popaść w przesadę, a jednocześnie wiernie oddać przeżyte doznania. Wierzcie lub nie, ale chwilami naprawdę latałem. Pierwszy raz miałem takie uczucie słuchając muzyki – uczucie prawdziwego szybowania w przestworzach. Oczywiście potrzeba na to odpowiedniego utworu, ale na przykład divertimento in D Mozarta uniosło mnie i porwało w niebiosa. Magia zupełna i przeżycie zgoła narkotyczne. Mając na uszach Grado GS-1000 wpięte w Twin-Heada możecie przeżyć sen na jawie, sen że jesteście ptakiem. Przestrzeń należy do was i nią władacie. Szybujecie pośród obłoków a dźwięk dopływa zewsząd i niesie się w nieskończoność. Ta nieskończona dal, w którą uchodzi, ta szybkość i swoboda mu przydane - są najbardziej widocznymi cechami gry Grado GS-1000. I tak jest zawsze. Horyzont jest przy tym nieodmiennie ulokowany na wysokości oczu, zakreślając bezgraniczny obszar. A dźwięk rozchodzi się głównie na boki, ale dziwnym jakimś sposobem czuje się go zewsząd. Tymczasem w Ultrasonach dużo więcej dzieje się z przodu i tak naprawdę dopiero porównując je z Grado można się przekonać jak działa s-logic. Jednocześnie dźwięk Ultrasonów zawsze znajduje się w zamkniętym pomieszczeniu. Ściany mogą być bardzo daleko, jak w filharmonii czy sali koncertowej, ale zawsze muzyka wraca do was echem i w nieskończoność nigdy nie pójdzie. To wypełnienie środka sceny i ulokowanie w pomieszczeniu może wydać się bardziej naturalne. Może i faktycznie jest takie, ale nieskończona przestrzeń Grado jest na pewno piękniejsza i bardziej magiczna. Jest po prostu niesamowita. Jak otwarte morze, jak step, jak lot. Koniecznie trzeba jeszcze powiedzieć, że GS-1000 to jedyne słuchawki dające wyraźną złudę słuchania muzyki otwartej, jak ze zwykłego głośnikowego systemu. Nie jest to wprawdzie złuda zupełna, ale na innych słuchawkach w ogóle się nie pojawiająca, gdy tutaj co i rusz przyłapujemy się na tym, że z czymś takim mamy do czynienia. Stanowi to ogromny atut. Wspaniałość przestrzenna, potęga dźwięku i gładkość górnych rejestrów są przeto bez wątpienia największymi walorami Grado GS-1000. Ale kolejnym okazuje się tonacja. Czy są neutralne? Moim zdaniem tak. Dźwięk jest naturalny i pozbawiony śladów podbicia. Żadna część pasma nie dominuje. Może jedynie ta góra względem żywej muzyki jest trochę zbyt łagodna, co nie jest wszakże wadą, jako że umożliwia bezproblemowe wielogodzinne odsłuchy. Pikanteria górnych rejestrów, nawet jeżeli żywa muzyka bywa właśnie taka, okazuje się problematycznym walorem właśnie z uwagi na trudności percypowania tego przez dłuższy czas. Zwyczajnie to męczy i jak pokazuje Stax można się bez tego znakomicie obywać. Nie wiem czy jest to zaleta samego Black Dragona, ale wyposażone weń GS-1000 podchwytują najwyraźniej w dużej mierze łagodzącą koncepcję Staxa i nic a nic w uszy was nie uszczypią. I bardzo dobrze. Musimy teraz przejść niestety do spraw nieco mniej jednoznacznych w swej pozytywnej wymowie, mianowicie nasycenia średnicy, swoistości głosów, barwy oraz szczegółowości. Zważcie jednak, że cały czas punktem odniesienia pozostają Ultrasone Edition9, uważane przez całkiem spore grono osób za najlepsze słuchawki na świecie. Zacznę od swoistości głosów, jako że jest to kolejna rzecz, która wielce mnie zadziwiła. Zanim do tego przejdę muszę jednak uczynić pewną uwagę. Otóż porównanie z GS-1000 - ale nie tylko ono, bo już wcześniej doskonale o tym wiedziałem - pokazało, że E9 w czasach poprzedniego starcia z flagowcem Grado były niewygrzane. Pisałem o nich, że szczegóły mają jednocześnie niesamowicie bogate, a zarazem jakoś tak sprytnie schowane w muzyce, że pozbawione ekscytacji. Pisałem też, że brakuje im swoistości ludzkich głosów, które wydają się nazbyt gładkie. A teraz jest inaczej. Szczegóły są bardzo dobitne, natomiast ludzkie głosy jednocześnie słodsze niż w Grado i bardziej swoiste. Jest też mnóstwo echa, którego przedtem prawie nie było, no i ta niesamowita, od samego początku widoczna wyrazistość; nieprawdopodobna wręcz precyzja obróbki dźwięku. Przechylenie szali zwycięstwa w konkurencji swoistości głosu z Grado na Ultrasone, które na szerokim materiale muzycznym dało się zaobserwować, bardzo mnie zaskoczyło. W poprzedniej recenzji obok przestrzenności był to przecież właśnie największy walor nowojorczyków. Niemniej z Teslami sprawa zaczęła wyglądać już znacznie lepiej i bez porównania z E9 pewnie bym nawet nie zauważył, że czegokolwiek głosom na Grado brakuje. Jednak wcześniej z Mullardami było za szaro i za matowo. Krótko mówiąc brakowało barwy i upojności. Ha, ale czy faktycznie brakowało? Może było naturalniej? Chyba jednak nie. Żywa muzyka jest przecież bardzo barwna a nie tylko przestrzenna. Jedynie słuchana z oddalenia traci tą barwność i właśnie taką przynoszą ją nam Grado GS-1000; jakby widzianą w pewnym oddaleniu, gaszącym nieco koloryt. Niesiona wiatrem – a wiatru w GS jest naprawdę mnóstwo - traci w jego powiewiach pewną ilość słonecznego blasku i ciepła, którymi tak zachwyca Stax. Ten szum wiatru czyni też dźwięk Grado względem Ultrasonów mniej wyrazistym i mocnym, a także mniej przestrzennym w samym sobie. Rysunek dźwięku Ultrasonów jest niezrównanie dokładny, a wszechobecne echo przydaje mu jeszcze głębi, ostrości i kolorytu. Przyrównując to do obrazu na monitorze można powiedzieć, iż Ultrasone mają znacznie mocniej ustawiony kontrast. Mają też czarne tło, podczas gdy tłem dla GS-1000 jest samo powietrze. Tak, na szczęście nie jest to jakaś szarość, tylko napowietrzna magia szybowania w przejrzystym medium. Nieograniczone, nieskrępowane niczym uciekanie w bezkresną dal. Pozostaje jeszcze szczegółowość. Ta w Ultrasonach, podobnie jak kontrast, jest dobitniejsza. Szczegółów jest więcej. Na Mullardach było ich więcej nawet o dużo, ale z Teslami Grado przyszły do siebie i zmniejszyły dystans do minimum. Uwidoczniło się to na przykładzie „La folia” Jordi Savalla, gdzie przed pojawieniem się dźwięku słychać wyraźnie pracę jakiegoś wentylatora czy innego paskudztwa (pewnie klimatyzacji), co jest skandalicznym niedopatrzeniem realizatora dźwięku. Przy Mullardach Grado tego prawie nie rejestrowały, najwyżej śladowo, natomiast z Teslą było to już widoczne jak na dłoni. (Mówię oczywiście o normalnym poziomie głośności.) Na Ultrasonach szum okazał się zaś jedynie nieco wyraźniejszy, co tylko pogłębiło frustrację. Wszystko to razem wiedzie nas do istotnej konkluzji: Grado niezmiernie są łase na dobrze nagrane płyty. Wyrazistość i bogactwo dostarczonego materiału minimalizują ich barwowe ograniczenia, czyniąc muzykę nimi daną zjawiskowo wręcz piękną. Łase są także na nagrania o ciemnej barwie. Dlatego płyty DG wypadają korzystniej niż na przykład XRCD (względem Ultrasonów ma się rozumieć). Stawia to przed resztą toru wymóg nacisku na głębię barw, których to barw GS-1000 brakuje najbardziej. Nie przychodzą mi jednak w tym względzie żadne oczywiste sugestie. Jakie źródło? Jaki wzmacniacz? Jaki interkonekt? Bogate w barwę są odtwarzacze Accuphase. Może więc one. Podobno bardzo bogaty jest dzielony Jadis, ale to zabawka dla miliarderów. Odpadają interkonekty zwane neutralnymi. Superbarwna jest podobno Tara The Zero. Ale z nią jest ten sam kłopot co z Jadisem; to nie zabawka dla zwykłych albo nawet trochę tylko niezwykłych ludzi. To jest interkonekt pałacowy. W takim razie jaki? Przyznam, że nie wiem. Za mało się znam. Zapytajcie Elberotha albo Lacrimosę. A wzmacniacz? Cóż, chyba lampowy z lampami o przejrzystym ale ciemnym brzmieniu, nasyconym barwą i z przesunięciem harmoniki ku dołowi. Takie są głównie lampy amerykańskie, ale zasadniczo także Mullardy. Tymczasem ECC188 Mullarda całkiem nie zdały egzaminu. Pozostaje wobec tego metoda prób i błędów. Zresztą, kabel miedziany, a takim jest Black Dragon, powinien pasować bardziej do wzmacniaczy tranzystorowych i sądząc po zachwytach Michała właśnie tak jest. Do lamp odpowiedniejszy powinien być Silver Dragon V2, skrywający zapewne inne dźwiękowe tajemnice. Wygoda i ergonomia Na koniec zostawiłem sprawę konstrukcji i ergonomii. Niestandardowy kabel jest gruby, długi, sztywny, sprężysty i mocny. Ma też ważący chyba z pół kilo wtyk Furutecha, przy pomocy którego da się najpewniej wykolejać pociągi. Same słuchawki są natomiast leciutkie i bardzo wygodne. Pomieszczą każde uszy prawie ich nie dotykając muszlami, co sprawia bardzo miłe wrażenie, że nic się nie ma na głowie. Jedyna wada to fakt, że trochę grzeją, zwłaszcza w porównaniu z Ultrasonami. Zmuszony jestem w tym miejscu dokonać zasadniczej rewizji opinii odnośnie wygody tych ostatnich. Gdy bowiem rozegniecie ich pałąk, a pod poduszeczki włożycie kawałek zwykłego 4-żyłowego kabla, staną się całkiem wygodne. Uszy schowają się wówczas we wnętrzu muszel, a nacisk na głowę będzie mały. W dodatku ich skórka z etiopskich jagniąt na nausznikach ma niesamowitą właściwość – zawsze pozostaje chłodna. W tej mierze nawet obszycie Staxa nie może się równać. Wadą pozostaje jedynie spory ciężar. Na to już nie ma rady. Podsumowanie Są moim zdaniem dwie miary ustalenia lepszości: - Które byś wybrał, gdybyś musiał wybierać. (I ta jest gorsza.) oraz - Których częściej byś słuchał, gdybyś miał jedne i drugie. (I ta jest lepsza.) Sam mogę użyć tylko tej pierwszej. Wybrałbym jednak Ultrasony. Do ich prezentacji przestrzennej można się przyzwyczaić i mieć ją za bardzo dobrą, choć oczywiście odległą od klasy GS-1000. Ma jednak także pewną przewagą – lokalizacja źródeł jest lepsza. Poza tym symfonie wykonywane w sali i doposażone echem też brzmią wspaniale i są nawet prawdziwsze, bo orkiestry dość rzadko grają na wolnym powietrzu. Szybowania jednak niestety nie będzie, a złuda słuchania nie poprzez słuchawki się nie pojawi. Wynagrodzi to głębsza barwa, słodsze brzmienie i więcej szczegółów. Takie życiowe coś za coś. Gdyby jednak dało się jakimś sposobem tchnąć w GS-1000 analogiczną do E9 głębię barw i wyrazistość, wówczas ich zwycięstwo byłoby miażdżące, bo przestrzeni z GS-1000 w Ultrasony na pewno przetransponować się nie da. System tedy! Królestwo za system dający Grado GS-1000 barwę i ostrość rysunku E9. To byłby słuchawkowy raj na ziemi. PR Moderowano: 2008-03-13 / 11:25 przez zhornik
|
| wiktor
(926/0/1537) Polska
WYŚLIJ PW |
2008-03-13 / 10:53
Witam
bardzo ciekawa recenzja, cała strona www Gradolabs nie zawiera tylu opisów GS 1000 ile Piotr Ryka nam przedstawił. Z tego co przeczytałem mnie nasuwa się jedna uwaga, mianowicie wzmacniacz lampowy chyba nieco temperuje tą "ostrość". Przez długi czas słuchałem Grado GS 1000 ( standardowy kabel ) ze wzmacniaczem Accuphase E408 i zdecydowanie twierdzę, że góra była bardzo, ale to bardzo mocno eksponowana. Nawet do tego stopnia, że nieco przestawiałem potencjometr sopranów do -1, czasami -2. Z perspektywy czasu i poznanych innych modeli słuchawek dynamicznych, ponownie wybrałbym Grado GS-1000. Z poważaniem Wiktor |
| pastwa
(1359/7/1537)
WYŚLIJ PW |
2008-03-13 / 12:32
Witam wszystkich!
I jeszcze raz (juz publicznie) dziekuje Piotrowi za sympatyczna goscine (no i powyzszy opis) i super komfortowe warunki odsluchowe, zgadzam sie tez, ze kilka godzin nie koniecznie wystarcza do wprowadzenia nas w pelne spektrum brzmieniowe danych sluchawek, zwlaszcza w jednej konfiguracji, mozna trafic co prawda lepiej lub gorzej,stad staralem sie wlasnie zostawic Grado Piotrowi na kilka dni, bo wiem jak to u mnie bywa, nie zawsze gra tak samo. Zaznacze tez, ze moja forma jako sluchacza byla dosc kiepska tego popoludnia, wykolebotany roznymi podrozami mialem trudnosci z wlasciwa koncentracja/skupieniem na odsluchiwanym materiale, a to cholernie wazne, czasem niemal tak samo jak testowany zestaw. Tak wiec, moje spostrzezenia nie beda zbyt wysokich lotow :")) Co do samych odsluchow,ten pierwszy zestaw lamp w Twin-Headzie, ustawiony wlasnie pod Ultrasony nie przypadl mi calkiem do gustu w przypadku Grado, byla bowiem sama super-przestrzen (brakowalo mi jednak basu, tu mnie dobrze rozgryziono) i wowczas w dwoch krokach przeszlismy do finalnej (na niej ostatecznie sluchalem sobie Grado)jak powyzej wyszczegolnil Piotr, i bas sie pojawil i to konkretny, i tu mnie naszla kolejna mysl, elastycznosc T-H to super sprawa, trzeba tylko cierpliwosci i pieniedzy, bo ciezko przewidziec jak dokladnie dane lampy wypadna bez ich zakupu. Co ciekawsze, jakkolwiek to ostatnie ustawienie bylo dobre dla Grado, to sytuacja zmienila sie wrecz diametralnie (czytaj słyszalnie) odnosnie Ultrasonow,(z nimi bowiem basu bylo za duzo, zwyczajnie proporcje wzgledem pozostalych czesci pasma sie wypaczyly), wowczas doznalem olsnienia, o co konkretnie chodzilo Piotrowi w tych jego dylematach lampowych.Oryginalne ustawienie dawalo najwieksza przejrzystosc i precyzje przestrzeni, natomiast zestaw 'podbasowiony', sprawial ze z U9 nie bylo juz tego otwarcia, swietlistosci na gorze, a dzwieki zbyt jednorodne mi sie wydaly, tyle ze Grado (ja) wolaly wlasnie to ostatnie. Mam tu dodatkowe trudnosci z ocena tego co uslyszalem, jako ze na poczatku brakowalo mi farby w muzyce i zbyt srebrzyste tlo bylo, ale pod koniec (jak juz niestety musialem sie wynosic do pociagu) 'nagle' ni stad ni zowad, dzwiek zaczal mi sie nasycac i jestem wrecz przekonany, ze ten proces szedl by dalej (gdybym sluchal nieprzerwanie) z kazda kolejna godzina (mam tak u siebie po czesci) byl coraz gladszy i milszy w odbiorze i tu nie wiem czy to bardziej nasz mozg czy tez raczej nasze audio sie rozgrzewac zaczelo. Kilka rzeczy ktore mnie zaskoczyly: Podszedlem do U9 dosc nieufnie, mysle sobie,jesli 2 tygodnie oswajania sa wymagane, to nie ma sensu nawet bym je staral sie zanalizowac jakos,ale jak juz mam je pod nosem to wrecz glupota byloby choc nie posluchac, i tu dziwna sprawa, co prawda natychmiast dalo sie odczuc owo cisnienie dzwieku/powietrza na uszy (do ktorego nie jestem przyzwyczajony), ale tak wlasnie mialo byc, nie wejde w nie przeciez z marszu, wedle zgodnej opinii posiadaczy, odpuscilem sobie w tym momencie. Minela jednak godzina (moze troche wiecej, w miedzy czasie 'zepsulem' U9) i ponownie je sobie zalozylem na uszy, no i zglupialem, doslownie nic nie pozostalo z tego niemilego cisnieniowego efektu pierwszego podejscia, wrecz bylo tak, jakbym zalozyl Grado (konstrukcja otwarta), czysty, niczym niezmacony dostep do muzyki, co wiecej, tu kolejne zaskoczenie (spodziewalem sie jakiejs nadmiernej pastelowej gladkosci na gorze) wysokie rejestry wydaly mi się jednak bardzo dobitne/dosadne, bez zadnych zaokraglen, przesadnych wygladzen, tu byla ostra (ale nie raniaca, absolutnie) precyzja. Naszlo mnie, ze to efekt zmeczenia moich zmyslow, teraz widze ze nie. Kolejna sprawa, wygoda U9, ja nie mialem z nia najmniejszego problemu, zero sciskania (znaczy bylo o tyle, by sluchawki sie trzymaly na glowie jak nalezy). I jeszcze o przestrzeni, moze i znajduje sie ona na nieco mniejszym obszarze (nie czuc jednak zadnego ograniczenia/sciany), nie tak rozciagnietym w kazda strone jak u Grado, jednak sama holografia przestrzeni jest wybitna (zalozylem na sekunde hd 600 i 650, owszem ladnie,ale wszystko jakby w jednej plaszczyznie dla odmiany, bez tak zrecznie wyrysowanych planow przestrzennych, separacji, wgladu w nagranie, w tym porownaniu), no i wlasnie owa precyzja, dzwieki potrafia wyskoczyc tez daleko zza glowy. Teraz moze szybko o zestawie Piotra (Cairn plus Twin-Head i wybiorczo dane lampy zaaplikowane do T-H) wzgledem mojego domowego (Rudistor plus MHZS), ten pierwszy mial na moje ucho jeszcze bardziej wysrubowana precyzje rysowania trojwymiarowosci dzwiekow na scenie (ktora wydala mi sie jakby symetryczniejsza, piekna kula, bez najmniejszego sladu splaszczenia), u mnie obrysy sa delikatnie bardziej pogrubione/muskularne (sluchajac na Grado), w zestawie Piotra drzemie tez wieksza sila w generowaniu przejrzystosci. Juz tlumacze, skad takie dziwaczne okreslenie. Otoz, czulo sie jakby scena muzyczna byla sondowana z niesamowitym natezeniem, ten muzyczny sonar ryl kazdy jej obszar bezlitosnym naprezeniu szukajac i omiatajac kazdy szczegol, u mnie ten rentgen jest ociupinke mniej intensywny, nie umiem tego opisac jak nalezy, bo to lekko zahacza o abstrakcje. Kolejna rzecz, T-H omiatal muzyke jakby te wszystkie dzwieki bardziej plynely sobie rowno, super stabilnie, w perfekcyjnie wyznaczonych miejscach przestrzeni, gdzie prezentacji Rudiego bliższe jest delikatne dźwiękowe bujanie sie/puls/tetnienie na scenie(tracac tym samym nieco na owej mega precyzyjnej lokalizacji i linearności tego przeplywu). To tylko takie korespondencyjne porownanie, malo warte i w zasadzie oglupiajace mnie tylko jako sluchacza. Jest to niestety maly wyrywek moich obserwacji, kotre przypuszczalnie po dluzszym obcowaniu by sie jeszcze zmienily. Na koniec taki wniosek, posiadajac tranzystor, trzeba miec widze odrobine szczescia w przypadku GS 1000, wydaje mi sie, ze nie bylo z tym zle u mnie (Rudistor jednak wypycha jakos srednice, glosy wychodza mi nieco wieksze na Grado, jest tez troszke gesciej, bazujac na tych pobieznych odsluchach), natomiast majac lampowca mozemy niemal wszystko sobie wyprofilowac (naturalnie, jesli jest on juz znakomita konstrukcja, jak T-H) lampami, dokonujac dalszych korekcji, posiadacze dobrych tranzystorow,albo trafia idealnie albo nie, chociaz w zadnym przypadku niepowinno byc zle. Prosze potraktowac powyzsze jedynie jako moje ulotne wrazenia ze spotkania niz tresciwa recenzje czegokolwiek, gdyz to wszystko bylo przeciez jednorazowe, bez niezbednych sprawdzen, powtorzen, a z doswiadczenia wiem, ze to nie jest takie jednoznaczne i oczywiste, zwlaszcza w obliczu tego, co za chwile dopisze w poscie ponizej. ps. mnie jeszcze ciekawi jedna sprawa, czy udalo Ci sie Piotrze porownac te plytki ('obrazki' z SACD wzgledem XRCD2, oraz owo K2HD, tu pytam o same wrazenia) Pozdr. |
| pastwa
(1359/7/1537)
WYŚLIJ PW |
2008-03-13 / 12:42
W poprzednim wpisie zagailem juz slowem, otoz polecam wszystkim wydanie Swiata Nauki wrzesien/październik 2007 (dostepne obecnie w Empiku w Krakowie), tam mamy bogato o zmysłach, naturalnie nas najbardziej zainteresuje opis słuchu, dam może mala próbkę, co mnie tak zainteresowalo, maly fragmencik ponizej:
'…pod wpływem aktywności muzycznej w mozgu dokonuja się zmiany funkcjonalne. Krotki trening zwieksza liczbe komorek, które reaguja na dźwięk, gdy jest on z jakiegos powodu wazny, natomiast dlugotrwale uczenie się skutkuje bardziej wyrazistymi reakcjami i fizycznymi zmianami w mozgu" I tu mamy dolaczony wykres (nie mam skanera by go załączyć) pokazujący rozklad słyszanych ‘częstotliwości’ w relacji do ‘liczby wyładowań na sekunde’ naszego słuchu, widac tam wyraznie, jak po treningu następuje przesuniecie się calej słyszalnej charakterystyki (cos jak te na obrazkach z headroomu). To niemal tak, jak wypracowanie sobie nowych słuchawek. Stad tez zapewne tyle sprzeczności po czesci wśród audiofilow, naturalnie w pewnym zakresie adaptacji naszego mozgu. I jeszcze taki fragment: "...rozmiary kory sluchowej muzykow sa o 130% wieksze niz osob bez doswiadczenia muzycznego. Wielkosc tej roznicy wiaze sie z poziomem wyksztalcenia muzycznego, sugeruje sie tym samym, ze uczenie sie muzyki zwieksza liczbe neuronow zaangazowanych w jej przetwarzanie" Ciekawe nie ? |
| pastwa
(1359/7/1537)
WYŚLIJ PW |
2008-03-13 / 12:43
napisalem powyzej, ze to wydanie SN jest dostepne w Empiku w Krakowie, gdyz tylko tam bylem, mozliwe, ze jest we wszystkich wiekszych empikach w kraju,ale tego juz nie wiem.
|
| Piotr Ryka
(4605/63/1540)
WYŚLIJ PW |
2008-03-13 / 15:27
Pastwa
Piękne dzięki za obszerną relację. Moje najważniejsze spostrzeżenie jest takie, iż całkiem możliwe, że jeszcze nie słyszałeś tej przestrzenności swoich słuchawek, którą mnie z T-H udało się trzeciego dnia uchwycić. A jest to coś naprawdę niesamowitego. Przejrzałem teraz swoją poprzednią recenzję GS-1000, czego rozmyślnie nie zrobiłem wcześniej, by się samym sobą nie sugerować i niczego nie napisać tylko po to, by nowa pasowała do starej. Widzę, że te ze zwykłym kablem bardziej mi jeśli chodzi o barwę i szczegółowość podeszły. Albo faktycznie są takie, co wydaje mi się mniej prawdopodobne, albo to Ultrasony w międzyczasie rozwinęły skrzydła i przyzwyczaiły mnie do lepszego dźwięku. W każdym razie powtórny odsłuch tych zwykłych byłby bardzo wskazany. Pewnie kiedyś się uda je namierzyć. Czekam teraz z niecierpliwością na Staxa i to co mi pokaże po kilku dniach słuchania. Powinno być bardzo ciekawie. PR |
| Rafaell
(4908/31/1534) USZKA MACIE ? TO
UŻYWAJCIE WYŚLIJ PW |
2008-03-13 / 17:38
Piotrze jestem Ciekaw czy faktycznie po paru dniach słuchania słuchawki planarne potrafią tak wciągnąć że ich sposób ekspozycji dźwięku jednak przeważy nad słuchawkami dynamicznymi. Ponieważ miałem każde z opisywanych słuchawek na głowie ale czas ekspozycji był zbyt krótki żeby definitywnie stwierdzić że ten konkretny typ jest nazwijmy to najbardziej wciągającym.
Hm no to wymyśliłem nową formułę w której możemy oceniać słuchawki "opium dla uszu" :D Rafaell |
| piter z
(375/9/1540)
WYŚLIJ PW |
2008-03-15 / 23:45
chyba zmienie sluchawki.... dwa modele chodza mi po glowie
|
| piter z
(375/9/1540)
WYŚLIJ PW |
2008-03-15 / 23:46
.
Aby powiększać zdjęcia musisz się zalogować!
|
| michal
(53/0/1533)
WYŚLIJ PW |
2008-03-15 / 23:56
|
| ptx
(525/0/1539)
WYŚLIJ PW |
2008-03-16 / 09:25
>> michal, 2008-03-15 23:56:27
Akurat są na sprzedaż GS1000: http://www.audiostereo.pl/ogloszenia.html?id=23772 witam. to akurat moje ogłoszenie ;).szykują sie zmiany w moim systemie... |
| chrees
(1530/2/1537) Poznań
WYŚLIJ PW |
2008-03-16 / 10:02
Mogę spytać co Ci nie podeszło w tych Grado kolego ptx?
W nadchodzących tygodniach będę "organizował" (w High-End Corner w Poznaniu) odsłuch Beyerdynamic 880PRO vs. Grado GS1000; z zamiarem zakupu jednych z wymienionych ;) |
| ptx
(525/0/1539)
WYŚLIJ PW |
2008-03-16 / 11:17
>> chrees, 2008-03-16 10:02:24
grado ogólnie sa świetne niestety czeka mnie niespodziewana wymiana źródła wiec postanowiłem sprzedać grado.jestem już przyzwyczajony do akg 701 i przejście z gs 1000 na 701 nie sprawia jakiego dyskomfortu.akg także grają świetnie tylko z innym charakterem. pasuje mi ich barwa która bardzo lubię (gorsze jakościowo nagrania wypadają na nich lepiej niż na grado) gs 1000 w moim systemie jej nie miały nie wiem czy to kwestia wygrzania czy charakteru lebena.gs 1000 ma na pewno lepsza przestrzeń od akg a także glebie. |
| Rafaell
(4908/31/1534) USZKA MACIE ? TO
UŻYWAJCIE WYŚLIJ PW |
2008-03-16 / 12:16
=>>> ptx, 2008-03-16 11:17:50
No to wychodzi jednak że nawet taka masa godzin wygrzewania u Ciebie dużo Grado GS1000 nie pomogła.czyli nasze zeszłoroczne odsłuchy w Krakowie są nazwijmy to dalej rzetelne- AKGK701 są bardziej strawne,dla mnie już nie. Mimo że ostatnio bardzo polecam Bayerdynamiki BD880PRO też na razie ich nie kupuję za to planuję dokupienie czegoś ciekawego i rzadkiego jak wypali to dam znać |




