| Piotr Ryka
(4605/63/1540)
 WYŚLIJ PW
|
2008-05-08 / 18:16
Słuchawki Creative Aurvana Live!
W świecie słuchawkowym co jakiś czas dochodzi do epokowych wydarzeń, z czym wiąże się każdorazowo wrzask i tumult słuchawkowej braci. Jakiś czas temu wywołało je pojawienie się niemal równocześnie słuchawek Sony MDR SA-5000 i AKG K701, z których te drugie wyrobiły sobie zdecydowanie mocniejszą pozycję, choć ja bardziej lubię te pierwsze. Nieco później pojawił się pośród fanfar i wiwatu tłumów nowy flagowiec Grado – GS-1000 – a w okolicy ostatnich Świąt Bożego Narodzenia zawrzały zamęt i tumult jeszcze większe, spodziewano się bowiem na Audio Show w Los Angeles debiutu następcy sławnych HD 650 Sennheisera, a może także nowych sennheiserowskich słuchawek elektrostatycznych. Rozczarowanie było ogromne, bo Sennheiser pokazał jedynie nowe słuchawki do sprzętu przenośnego. Najwidoczniej ich leciwy już flagowiec nadal jest w stanie dotrzymywać kroku nowym konkurentom, skoro na mającym dopiero co miejsce Audio Show w Monachium także nic nowego nie pokazali. A może konstruktorzy Sennheisera po prostu przysnęli i sami się proszą o przysłowiowy nocnik? Się okaże. Nie można tego natomiast powiedzieć o firmie Creative, znanej dotąd głównie jako niemalże monopolista w dziedzinie produkcji popularnych kart dźwiękowych do komputera. Ku wielkiemu zaskoczeniu komputerowej, a już zwłaszcza słuchawkowej braci, wypuściła ona bowiem bardzo tanie słuchawki (cena jedynie około 150 zł) o jak się okazało fantastycznych właściwościach brzmieniowych.
Zachwalający produkt opis producenta brzmi:
Rewolucyjne słuchawki Creative Aurvana Live! zapewniają wrażenie słuchania muzyki "na żywo", a ponadto są niezwykle lekkie i ekstremalnie wygodne. Zastosowano w nich po raz pierwszy kompozytowe membrany z biocelulozy, a także wyprobowane 40- milimetrowe, neodymowe magnesy przetworników. Dzięki temu słuchawki Aurvana Live! zapewniają krystalicznie czyste brzmienie tonów wysokich oraz wierną reprodukcję dźwięku. Optymalnie wyprofilowane, tłoczone nauszniki minimalizują zakłócenia i zapewniają precyzyjną projekcję dźwięku a miękkie poduszki doskonale izolują od zewnętrznych hałasów i zapewniają wysoki komfort nawet podczas wielogodzinnego słuchania muzyki. Przewód z miedzi beztlenowej i pozłacany wtyk gwarantują przesyłanie sygnału bez zakłóceń. Słuchawki Aurvana Live! to strzał w dziesiątkę dla osób poszukujących muzyki live najwyższej jakości!
Przetworniki: magnesy neodymowe 40mm z kompozytowymi membranami z biocelulozy
Impedancja: 32Ω
Czułość (1kHz): 103dB/mW
Długość przewodu: 1,2m z miedzi beztlenowej
Wtyk: pozłacany minijack stereo 3,5mm z przejściówką stereo 6,3mm
Masa netto: 210g (bez opakowania).
Dochodzi do tego jeszcze welurowy woreczek jako opakowanie.
Konstrukcja słuchawek jest skromna lecz przyzwoita i upewnia nas, że zostały skierowane zarówno do sprzętu przenośnego (krótki kabel z dopinaną przedłużką), jak i stacjonarnego (konstrukcja nauszna, a więc i spory rozmiar).
Wrażenia optyczne i ergonomiczne są bardzo pozytywne – przyzwoitej jakości czarny plastik nauszników z napisem Creative, ładnie obwiedziony srebrną obwódką, miękko wyściełany, dość wąski jednak pałąk nagłowny, miłe w dotyku, mięciutkie poduszeczki, uzupełniane przez dobrze dobrany ich nacisk. Zastrzeżenia budzi natomiast zbyt mały rozmiar muszli, nie pozwalający na komfortowe objęcie uszu. Utrudnia to znacznie zabieg wypraktykowany przeze mnie i innych użytkowników słuchawek Ultrasone Edition9, polegający na upchnięciu uszu pod poduszeczki, co podnosi wygodę i poprawia nieco dźwięk. (Łatwiej o to gdy umiejscowić pod poduszeczkami u góry i u dołu na sztorc kawałki płaskiego dwużyłowego kabla.)
Drugim zastrzeżeniem jest cienkość zastosowanego przewodu, łatwego chyba do uszkodzenia. Lecz jak na proponowaną cenę dostajemy i tak produkt już samym wyglądem przekraczający daleko oczekiwania. A to przecież zaledwie początek, bo najlepszy w tych słuchawkach jest nie wygląd, tylko brzmienie.
Dzięki niezwykłej uprzejmości naszego kolegi Majkela mogłem się z nim zapoznać i przyznaję, od razu zostałem oczarowany.
Brzmienie
W opisie producenta wspomina się o ultracienkiej membranie z biocelulozy. Wiecie kto miał taką? Sony MDR R-10 – najsławniejsze słuchawki dynamiczne w dziejach! Pamiętam materiały reklamowe, w których wychwalano to jako ich największą zaletę. MDR R-10 wprawdzie nigdy nie słyszałem, ale opinia o nich jest jednoznaczna i sprowadza się nieodmiennie do właściwie jednego słowa – fantastyczne! I wiecie co, te skromne Creative Aurvana Live! tamten wyczyn na swoją skromniejszą miarę chyba powtórzyły – jak za te pieniądze są po prostu niesamowite. Porównałem je na początek do największego prawdopodobnie ich konkurenta, znacznie droższych Grado SR-60, o których od dawien dawna wiadomo, że są do sprzętu przenośnego najlepsze.
Wyznam bez bicia, że słuchawek tego rodzaju nie śledzę zbyt bacznie i całkiem możliwe, iż w międzyczasie coś nowego a znakomitego w tym przedziale się pojawiło, jednakże wieści o żadnym przełomie do mnie jakoś nie dotarły, toteż porównanie z SR-60 jako dotychczasowym królem uważam za uprawnione. To porównanie Creative wygrały bezdyskusyjnie, oferując dźwięk o podobnie miłym dla ucha, ciepłym i wciągającym usposobieniu, a zarazem znacznie bardziej wyrazisty, uporządkowany scenicznie i z o wiele potężniejszym basem. Bas ów jest podbity, nie ma się co oszukiwać, ale zważywszy do jakiego sprzętu i jakiego odbiorcy słuchawki te w pierwszej kolejności są skierowane, nie można się temu dziwić. Podbicie nie jest przy tym jakimś przegięciem; lekkie podkreślenie i tyle. Słucha się tym milej.
A jak opisać, co słychać? Nie jest to specjalnie trudne, choć zarazem niebywale zaskakujące. Gdyby mi je ubrano na uszy mówiąc jedynie, że to nowe słuchawki i abym je ocenił, pewien byłbym, że mam do czynienia z konstrukcją z zakresu około tysiąca złotych. Bez żadnej przesady grają dźwiękiem jakościowo zbliżonym do Sennheisera HD 600, czy Bayerdynamic DT-880. Brakuje jedynie odrobiny magii i elegancji, wynikającej z umiejętności piętrzenia pogłosów i separowania planów, popartej misterną szczegółowością. Ale to wychodzi dopiero w bezpośrednim porównaniu, natomiast przy słuchaniu samoistnie się nie ujawnia; nie czyniąc nam przeto żadnego dyskomfortu czy niedosytu. Przeciwnie, dźwięk zaskakuje urodą i przyjaznym stylem bycia. Jest ciepło, basowo i miękko, a jednocześnie góra wyraźnie się zaznacza i to w jak najlepszym stylu. Skraje pasma są wyraziste, a pomiędzy nimi rozpościera się bardzo ujmująca średnica, o bogactwie wyjętym z zupełnie innego obszaru cenowego. Znakomicie prezentują się też ludzkie głosy: zmysłowe i głęboko brzmiące. Stosunkowo najsłabsza jest scena; ani duża, ani mała, jednak w porównaniu z RS-60 lepsza o klasę. Separacją instrumentów Creative kładzie konkurenta marki Grado na łopatki. Do takich HD 600 brakuje mu jednak pod tym względem co nieco, podobnie jak finezji samego dźwięku i jego szczegółowości. Ale to jest naprawdę mała ilość przy jednoczesnej przepaści cenowej.
Charakter brzmienia zarazem sprawia, że znakomicie prezentują się słabo nagrane płyty. Ich poprawa w wydaniu Creative jest fantastyczna. Zero bólu, zero przykrości – sama frajda. Wyobraźcie sobie, że przy ustawieniu lampowym Twin-Heada pod E9 – analitycznym i z bardzo wyśrubowaną górą – Creative nie miały najmniejszych trudności z pokazaniem swej klasy, podczas gdy do AKG 701 musiałem się przyzwyczajać, jako że grały zbyt zimno i by uczynić je zmysłowymi musiałem zastosować inne lampy. Tymczasem Creative są jak przedniej jakości chleb prosto z pieca – gorące, pachnące i apetyczne.
Ze starej, kiepskiej jakościowo płyty Deutsche Grammophon „Figaros Hochzeit” Dietrich Fischer-Dieskau zaśpiewał mi sławną arię Figara tak pięknie, że serce skakało z radości. Dalsze plany były może nienajlepsze, ale sam głos sławnego śpiewaka zabrzmiał bajecznie.
Nie ma przy tym muzycznego gatunku, z którym te słuchawki by sobie świetnie nie radziły. Basowe podkreślenie wspaniale sprawdza się w rocku, a wyrazistość w kameralistyce, symfonice i muzyce chóralnej. Jakość górnych rejestrów jest ponad wszelkie pochwały w słuchawkach za takie pieniądze, a wszystko inne właściwie też. Nie znajduję żadnego słabego punktu. Także współpraca z wszystkimi dostępnymi mi wzmacniaczami słuchawkowymi układała się bez zarzutu. Creative przejawił znakomitą kompatybilność, popartą brakiem sykliwości i całościowym ciepłem.
By odpowiedzieć sobie na pytanie, czy są to w takim razie słuchawki prawdziwie high-endowe włożyłem do odtwarzacza najlepiej nagraną płytę jaką posiadam, być może najlepiej nagraną w ogóle – Pepe Romero „Flamenco” K2HD First Impresion Music.
Czysty high-end to jednak nie jest – scena, szczegółowość i pogłosy są za słabe – ale samo pogranicze, na pewno.
Podsumowując: słuchawki jak za swoją cenę niebywałe, oferujące jakość wręcz onieśmielającą. Pogranicze najwyższych lotów za 150 złotych. Zarazem uniwersale repertuarowo i bardzo przyjazne dla sprzętu towarzyszącego. Ciepłe, zmysłowe i prostoduszne w najlepszym tego słowa sensie. Będziecie je kochać. Odradzać można je jedynie zwolennikom chłodnego brzmienia, bo tak nie zagrają.
PS
Kiedyś, wiele lat temu, kiedy zaczynałem dopiero pisywać na forach audio, zajadle wyśmiewałem cenowe absurdy i domagałem się dobrego sprzętu za małe pieniądze, możliwego przecież do skonstruowania w dzisiejszych czasach. Tym właśnie oczekiwaniom Creative Aurvana Live! wyszły naprzeciw, a nawet je przerosły. Wspaniała sprawa.
Aby powiększać zdjęcia musisz się zalogować!
|
| majkel
(5636/43/1537) Kraków
 WYŚLIJ PW
|
2008-05-08 / 19:06
Piotrze Ryko, wielkie dzięki za wspaniałą recenzję! Przeczytałem jednym tchem i zgadzam się z nią w całej rozciągłości. Zapamiętam sobie informację jak mam przymierzać UE9, bo ostatnio je postawiłem na uszach stąd może nie zauroczyły mnie od pierwszych sekund, a i warunki odsłuchu były polowe.
Odnośnie mojej uprzejmości, to de facto byłem tylko doręczycielem, bo słuchawki należą do Rolandsingera. Niemniej, mamy przynajmniej drugą opinię bazującą na tym samym egzemplarzu. :)
W kwestii sceny w Creative Aurvana Live! - testowaliśmy to z fallowem i Rolandsingerem na meetingu, i ta wychodzi najlepsza w konfiguracji nieoptymalnej dla słuchawek z wyższej półki, czyli na przykład po użyciu innego interkonektu przed wzmacniaczem słuchawkowym, albo co już wybadałem w domu, wstawiając jeden inny komponent (analogia do wymiany lamp) do wzmacniacza słuchawkowego DIY. Przykładowo - zmieniając interkonekt z IXOSa 104 na Real Cable straciłem namacalność wokalu na Sennheiserach HD25-1, ale na Creativach otwarła się scena wgłąb i było przytulniej, bez cienia plastikowości. Znowu w domu jak zmieniłem chip na optymalny dla Creative Aruvana Live! pod względem sceny, to na DT880 Pro miałem już lekki bałagan. I to też tłumaczy synergię CAL! z dziurkami w niektórych sprzętach stacjonarnych, podczas gdy na słuchawkach z wyższej półki napęd słuchawek zaczyna się lekko gubić. No ale, i tak najlepsze efekty na CAL! wychodzą ze wzmacniaczem słuchawkowym, tyle że ze sprzętem przenośnym i z dziurek też będzie zadziwiająco dobrze.
@nigi, moim zdaniem Creative Aurvana Live! grają lepiej od HD555, a przynajmniej równiej i kulturalniej. Może to już poziom HD595?
|