Audiohobby.pl

Film

Egon@

  • 1586 / 1477
  • Ekspert
04-01-2019, 14:38
.
« Ostatnia zmiana: 04-01-2019, 14:41 wysłana przez Egon@ »

Fester

  • 174 / 1262
  • Aktywny użytkownik
11-01-2019, 14:00
Tehran Taboo 2017 czyli o wspaniałych aspektach życia w Iranie. Trochę podobny do Persepolis, również animowany.
Warto, choć ogląda się z przerażeniem. Dziękujmy Bogu, że urodziliśmy się w Polsce.
Polecam.
(...)

Te filmy wyglądają na propagandowy element "Wojny Światów".

Egon@

  • 1586 / 1477
  • Ekspert
22-01-2019, 10:42
Paul McCartney Really Is Dead. The Last Testament Of George Harrison 2010

Dla fanów teorii spiskowych, o śmierci Maca w 1966 i podstawionym dublerze.
Prawie mnie przekonali :) Ale coś w tym jest.

Egon@

  • 1586 / 1477
  • Ekspert
22-01-2019, 21:45
Kamerdyner, Bajona 2018 z Fabijańskim. Do obejrzenia, choć bez fajerwerków.

Świetna, niewielka rola Gajosa, tak naprawdę Antoniego Abrahama, który dotarł do Paryża, by walczyć o Kaszuby w Wersalu, w 1918 (Nie ma Kaszub bez Polonii, a bez Kaszub Polski), przedłużona do 1939 roku i śmierci w Piaśnicy.
I to Gajos (mówiący po kaszubsku) zostaje w pamięci.

Warto? Tak.

Egon@

  • 1586 / 1477
  • Ekspert
23-01-2019, 06:46
To idealny film, wręcz przykładowy "jak ukraść rolę".
Fabijańskiemu, który gra wszystko na jednej strunie i tębrze, to nietrudne,
ale dywersja Gajosa, na którego się po prostu czeka, jest kapitalna.

Co za ekipa wylazła z tego czołgu! Wilhelmi, Pieczka, Gajos (Press - Żyd grający Gruzina, niestety nie dorównał).
Pieczka gra do dzisiaj w Teatrze Radiowym "W Jezioranach", gdzie ze Stanisławem Brudnym stanowią duet na mistrzostwo świata. Wilhelmi... A Gajos...
To ostatni Muszkieterowie, obdarzeni fenomenalną dykcją, charyzmą i zdolnościami aktorskimi.



Śp Magus, kiedś kazał mi obejrzeć "Kolację na cztery ręce" Kutza.
Grają tylko 3 osoby - Gajos - Bacha, Wilhelmi - Haendla i Trela - Schmidta.

Za "Filmem polskim" - Osobiście nie zetknęli się nigdy, choć autor sztuki podaje dokładny czas i miejsce spotkania - Hotel Turyński, Lipsk, rok 1747. Jan Sebastian Bach, skromny kantor w kościele św. Tomasza, wielokrotnie bezowocnie zabiegał o rozmowę ze sławnym rodakiem. Jerzy Fryderyk Haendel, osiadły w Londynie, podziwiany przez całą Europę, skutecznie unikał osobistej konfrontacji z kolegą po fachu, z którym siłą rzeczy go porównywano. Obaj kompozytorzy urodzeni w tym samym 1685 roku nie mogli nie znać nawzajem swojej twórczości. Co mieliby sobie do powiedzenia, gdyby doszło do ich spotkania? Taką sytuację wyobraził sobie niemiecki muzykolog i krytyk sztuki, Paul Barz.
"Kolacja na cztery ręce", debiutancka sztuka tego autora, zadziwia znajomością epoki i biografii obu kompozytorów, przede wszystkim jednak jest pasjonującym pojedynkiem dwóch wielkich osobowości. W archiwalnym widowisku telewizyjnym prawdziwy koncert gry aktorskiej dają Janusz Gajos jako Bach i nieżyjący już Roman Wilhelmi jako Haendel, bywalec europejskich salonów i najlepiej opłacany muzyk swoich czasów. Haendel z trudem tłumi wściekłość. Za granicą na jego widok powstają królowie i kardynałowie, zaś we własnej ojczyźnie nikt go nie poznaje. A w dodatku ten Bach gra bosko! Wypada jednak podjąć biedaczynę kolacją. Światowiec powściąga gniew, zazdrość, pychę i zarozumiałość. Skromny kantor od świętego Tomasza schyla się przed "królem muzyki" w głębokim, pokornym ukłonie. Udobruchany Haendel serwuje trunki, próbuje zaimponować prowincjuszowi wyszukanym menu. Znany smakosz, bohater licznych skandali, "czarujący potwór", jak mawiają o nim w Londynie, chełpi się swoimi sukcesami, pozycją towarzyską i finansową, a nawet swymi niepowodzeniami, które też są nie na miarę "ojczystego grajdołka", jak wszystko w jego biografii - są wielkie. Stopniowo wychodzi na jaw, że za życie w "twierdzy swojej sławy" Haendel musi słono płacić. Ceną jest samotność, ustawiczna obawa, że ktoś okaże się lepszy, ciągła walka z ludzką podłością i zawiścią, czepianie się pańskiej klamki, sprzedawanie się temu, kto dobrze płaci... W trakcie rozmowy o krańcowo różnych kolejach losu dwóch geniuszy - od dzieciństwa i młodości do nadchodzącej starości - zmieniają się wzajemne relacje bohaterów. Ubogi kantor z Lipska obarczony dwadzieściorgiem dzieci, który nigdy nie był za granicą, nie dostawał żadnych honorariów za swe dzieła, nagle staje się pewny siebie, czuje się silny i wolny. On może cieszyć się swoją muzyką jak dziecko. Może sam wybierać sobie przyjaciół i nie ma wśród nich ani jednego możnego, cuchnącego piwem chama. Jedno tylko marzenie Jana Sebastiana nigdy się nie spełni. Dlatego chciał spotkać wielkiego Haendla, poznać go i zrozumieć coś, co stało się obsesją ich obu.

Do tej  pory obejrzałem sztukę chyba ze cztOsobiście nie zetknęli się nigdy, choć autor sztuki podaje dokładny czas i miejsce spotkania - Hotel Turyński, Lipsk, rok 1747. Jan Sebastian Bach, skromny kantor w kościele św. Tomasza, wielokrotnie bezowocnie zabiegał o rozmowę ze sławnym rodakiem. Jerzy Fryderyk Haendel, osiadły w Londynie, podziwiany przez całą Europę, skutecznie unikał osobistej konfrontacji z kolegą po fachu, z którym siłą rzeczy go porównywano. Obaj kompozytorzy urodzeni w tym samym 1685 roku nie mogli nie znać nawzajem swojej twórczości. Co mieliby sobie do powiedzenia, gdyby doszło do ich spotkania? Taką sytuację wyobraził sobie niemiecki muzykolog i krytyk sztuki, Paul Barz.
"Kolacja na cztery ręce", debiutancka sztuka tego autora, zadziwia znajomością epoki i biografii obu kompozytorów, przede wszystkim jednak jest pasjonującym pojedynkiem dwóch wielkich osobowości. W archiwalnym widowisku telewizyjnym prawdziwy koncert gry aktorskiej dają Janusz Gajos jako Bach i nieżyjący już Roman Wilhelmi jako Haendel, bywalec europejskich salonów i najlepiej opłacany muzyk swoich czasów. Haendel z trudem tłumi wściekłość. Za granicą na jego widok powstają królowie i kardynałowie, zaś we własnej ojczyźnie nikt go nie poznaje. A w dodatku ten Bach gra bosko! Wypada jednak podjąć biedaczynę kolacją. Światowiec powściąga gniew, zazdrość, pychę i zarozumiałość. Skromny kantor od świętego Tomasza schyla się przed "królem muzyki" w głębokim, pokornym ukłonie. Udobruchany Haendel serwuje trunki, próbuje zaimponować prowincjuszowi wyszukanym menu. Znany smakosz, bohater licznych skandali, "czarujący potwór", jak mawiają o nim w Londynie, chełpi się swoimi sukcesami, pozycją towarzyską i finansową, a nawet swymi niepowodzeniami, które też są nie na miarę "ojczystego grajdołka", jak wszystko w jego biografii - są wielkie. Stopniowo wychodzi na jaw, że za życie w "twierdzy swojej sławy" Haendel musi słono płacić. Ceną jest samotność, ustawiczna obawa, że ktoś okaże się lepszy, ciągła walka z ludzką podłością i zawiścią, czepianie się pańskiej klamki, sprzedawanie się temu, kto dobrze płaci... W trakcie rozmowy o krańcowo różnych kolejach losu dwóch geniuszy - od dzieciństwa i młodości do nadchodzącej starości - zmieniają się wzajemne relacje bohaterów. Ubogi kantor z Lipska obarczony dwadzieściorgiem dzieci, który nigdy nie był za granicą, nie dostawał żadnych honorariów za swe dzieła, nagle staje się pewny siebie, czuje się silny i wolny. On może cieszyć się swoją muzyką jak dziecko. Może sam wybierać sobie przyjaciół i nie ma wśród nich ani jednego możnego, cuchnącego piwem chama. Jedno tylko marzenie Jana Sebastiana nigdy się nie spełni. Dlatego chciał spotkać wielkiego Haendla, poznać go i zrozumieć coś, co stało się obsesją ich obu.

Ta sztuka, to uczta wizualna, teatralna, aktorska. Jeżeli ktoś nie widział, to mu zazdroszczę wrażeń.

Egon@

  • 1586 / 1477
  • Ekspert
23-01-2019, 07:30
Spodziewam się oklasków, to chyba oczywiste, a tu nic.
A wszyscy gapią się, gdzie sterczy ten Bach czy Pach i trzęsie się z przejęcia pod przekrzywioną peruką.
Muzyka to biznes!

Egon@

  • 1586 / 1477
  • Ekspert
23-01-2019, 08:20
Gdy w połowie sztuki Gajos (Bach) gra Wariacje Goldbergowskie, twarz Wilhelmiego (Haendla) tak się zmienia, że gdybyśmy nie znali muzyki, wiedzielibyśmy, że Bach zagrał coś genialnego.
Kunszt aktorski na najwyższym poziomie.

Egon@

  • 1586 / 1477
  • Ekspert
23-01-2019, 08:24
Zdumienie, niedowierzanie, nirwana, zazdrość i wściekłość - wszystko, w paru sekundach.
Wilhelmi był aktorem genialnym, chyba lepszym niż koledzy z czołgu.
« Ostatnia zmiana: 23-01-2019, 08:30 wysłana przez Egon@ »

Egon@

  • 1586 / 1477
  • Ekspert
31-01-2019, 22:32
Żona (The Wive) 2017 - doskonały psychologiczny film z Glenn Close. Uczta. Polecam.

Egon@

  • 1586 / 1477
  • Ekspert
05-02-2019, 16:23
Dolores Claiborne 1995 z Kathy Bates, Jennifer jason Leigh i Plummerem wg prozy Stephena Kinga.
Nie wiem w jaki sposób przegapiłem ten film. Jest świetny, godny polecenia.

Egon@

  • 1586 / 1477
  • Ekspert
05-02-2019, 16:25
Close 2018 z Noomi Rapace. Taka damska nawalanka.
Noomi ochroniarzem. Do obejrzenia... i zapomnienia.

Egon@

  • 1586 / 1477
  • Ekspert
08-02-2019, 22:57
Rarytas :) Ziemia (Zemlya) - Aleksander Dowżenko 1930. Uwielbiam te filmy.

Czyż to nie jest piękne?

Skoro mój Wasyl zginął za nowe życie... to proszę, pochowajcie go po nowemu...
- Nie popi, nie diakoni o śmierci... tylko nasi chłopcy i dziewczęta będą śpiewać nowe pieśni o nowym życiu.

- Gdzież kapłan?
- W cerkwii, przeklina kołchozy.

Bolszewickim, stalowym koniem, rozorał Wasyl tysiącletnie miedze.

- A ty wujku Opanasie, nie rozpaczaj.
Chwała naszego Wasyla okrąży cały świat... jak ten nasz bolszewicki aeroplan!


Jest nawet goła baba!



solpadeinelover

  • 124 / 2353
  • Aktywny użytkownik
09-02-2019, 19:03
Zdumienie, niedowierzanie, nirwana, zazdrość i wściekłość - wszystko, w paru sekundach.
Wilhelmi był aktorem genialnym, chyba lepszym niż koledzy z czołgu.


W rzeczy samej, Wilhelmi był aktorem genialnym. Trochę szkoda, że urodził się w takich czasach które nie pozwoliły mu na zrobienie międzynarodowej kariery (a może nie chciał?). Nam jedynie pozostaje dziękować, że żyliśmy w czasach w których i on żył. Co się tyczy Gajosa to tutaj podobnie, genialny aktor. Pamiętam jak pierwszy raz obejrzałem "Żółty szalik", byłem w szoku. Jedyne co mi "przeszkadza" w tym filmie to oprawa muzyczna i zdjęcia. Gdyby swego czasu wpompować w tą produkcję więcej pieniędzy i wypromować go na świecie to mielibyśmy film który pokazywanoby studentom filmówek na każdej szerokości geograficznej.

Egon@

  • 1586 / 1477
  • Ekspert
22-02-2019, 06:09
7 Uczuć, czyli najnowszy Koterski, który przeniósł mnie do mojej podstawówki.
Podlane Amarcordem Felliniego, Woody Allenem i Gombrowiczem.
Koterski jest kompletnie walnięty, a bawiłem się doskonale :)

Miauczyński rulez!
« Ostatnia zmiana: 22-02-2019, 06:13 wysłana przez Egon@ »

Egon@

  • 1586 / 1477
  • Ekspert
22-02-2019, 20:53
Nie wiem, o co ta draka z Zimną wojną?
Dla mnie film jest o papierowych wydumanych postaciach i problemach pensjonarki w stalinowskim sztafażu.
Ona chce, ale on nie może, on może, ale ona już nie chce i da capo al fine. I tak najlepszy z tego wszystkiego Szyc.

BAFty nie dostali, Oskara tym bardziej nie dostaną.
Żałosny, polski wishful thinking.