Audiohobby.pl

Film

Fester

  • 137 / 1050
  • Aktywny użytkownik
27-10-2018, 20:18
(...)Bitwa o Ardeny (Battle Of The Bulge) 1965 - reżyseria, scenariusz, aktorstwo.

Skoro wymieniłeś ten film jako przykład dobrego kina wojennego, to pozwolę sobie napisać o nim kilka zdań komentarza. O ile reżyseria i scenariusz na przyzwoitym poziomie, choć nie na najwyższym. To już aktorstwo powiedziałbym, że nie najwyższych lotów, a wymagać można więcej, bo w filmie zgromadzono więcej gwiazd tamtych czasów, niż oryginalnych czołgów z tamtej bitwy. O czołgach później. Na razie nieco o aktorach. Bardzo podobał się mi Henry Fonda   jako pułkownik Kiley oraz Hans Christian Blech jako kapral Conrad. Natomiast blado wypadli Robert Shaw jako pułkownik Waffen-SS Hessler (dla mnie zupełnie nieprzekonywujący fanatycznego oficera oddanego tylko wojnie, w dodatku manierach dżentelmena (i to z Waffen-SS!!!) oraz Telly Savalas jako sierżant Guffy - bojowy podoficer w jego wykonaniu przypominał późniejszego psychopatę z "Parszywej Dwunastki". Oba wątki kobiece z udziałem Pier Angeli jako Louise i Barbary Werle jako Eleny w zasadzie nic nie wnoszą, dobrze jeszcze, że obie panie były urodziwe.

No i wracamy do scenograficznej tragedii czyli czołgów. Takie podejście do eksponatów z epoki obniża moja ocenę tego filmu . Wprost tragedia - 20 lat po zakończenia wojny można było jeszcze zgromadzić autentyczne czołgi obu stron albo przynajmniej upodobnić je do autentycznych. Tu natomiast mamy tak:

Za czołg średni M4 Sherman jeden z najsłynniejszych czołgów II WŚ



w filmie robi czołg lekki M24 Chaffee.



Dalej jeszcze gorzej, bo w niemieckie PzKpfw VI Tiger, też słynne i bardzo charakterystyczne czołgi II WŚ



robi ówczesny czołg podstawowy M47 Patton



Więcej staranności w tej dziedzinie można znaleźć w świetnej komedii wojennej "Złoto dla zuchwałych" (1970). W sumie "Bitwę o Ardeny" oceniam dobrze, a najlepiej ogląda się ją na ekranie kinowym. Film ten obecnie jest często odtwarzany na TNT.

tetejro

  • 1679 / 999
  • Ekspert
27-10-2018, 21:36
Ty chyba masz coś z głową !

Ty ni emasz nic z głową. Całkowita PUSTKA :-)

A tak przy okazji to co wzbudziłoby naprawde poruszenie, to gdyby Smarzowski przerdstawił kościół jak korporacje a księzy jak bezdusznych korpoludków i technokratów rodem z lewackiej UE.
Gdyby pokazał ich jak w filmie o konferencji w Wannsee, podczas której ustalano zasady mordowania milionów ludzi niczym podczas tygodniowego zebranka korpodyrektorków. To by dopiero przerażało.... Smarzowski na nic takiego nie poszedł. W efekcie może jakiegos naiwniaka (może jakies dziecko z mocnokatolickiej rodziny) poruszy obraz księdza który pije wódkę albo rzuca kurwami. Ale raczej wszyscy zainteresowani katole doskonale o tym wiedzą. natomiast niezainteresowani - tacy jak ja - mjają temat głeboko w dupie, bo ich po prostu on nie porusza.

Najmocniej zapluwac się będą lewackie szczujnie, których kościół boli niczym drzazga w dupie - mimo, że oficjalnie deklarują się jako niewierzący i ateiści (choć tak naprawdę to marksiści, a nie ateiści).
« Ostatnia zmiana: 28-10-2018, 17:41 wysłana przez tetejro »

Egon@

  • 1208 / 1264
  • Ekspert
28-10-2018, 10:52
"No i wracamy do scenograficznej tragedii czyli czołgów."

Fester - nawet nie staram się czytać zakładki wojsko i  o co się tam kłócicie, ale pewnie masz rację.
Ja kompletnie nie znam się na czołgach i nawet, gdy jeździli by po Ardenach Abramsami, nie zrobiło by to na mnie wrażenia.
Wybieram treść nad formą. Battle... na pewno nie jest filmem wybitnym, ale trzymającym pion, tak jak Most Na Renie czy Najdłuższy dzień.

Żeby zobaczyć lepszy film wojenny, trzeba było czekać parę dekad. Ale to się też zmienia, wprawdzie powoli.

Nie interesuje mnie czy bohater lata z kałachem czy thompsonem.
Ja mam tego rodzaju problem, gdy widzę na ścianie HAU lub Junghansa, którego jeszcze wtedy nie było.
To niedbalstwo lub oszczędności scenografów.

Ale nie jestem fanem tropienia niedorzeczności, bo można je znaleźć w każdym filmie, tak jak butlę z gazem na rydwanie Maximusa.

13 Godzin. Tajna Misja w Benghazi (13 Hours...) 2016
Furia (Fury) 2014
Ocalony (Lone Survivor) 2013
Ostatnia Misja USS Indianapolis (USS Indianapolis...) 2016 - ogląda się świetnie, wymieniłem tylko ostatnią dekadę i zupełnie nie przeszkadzają mi niewiarygodne szczegóły, które wkurwiły by mnie, gdybym oglądał film dokumentalny.


Fester

  • 137 / 1050
  • Aktywny użytkownik
28-10-2018, 11:42
Dla mnie w filmach wojennych bardzo ważne są take właśnie akcesoria. W "Bitwie o Ardeny" wykorzystano  M47 Patton nie zmieniając nawet malowania typowego dla czołgów Bundeswehry w tamtym czasie. W "Złocie dla zuchwałych" te elementy potraktowano dużo poważniej. Starano się osiągnąć jak najbardziej zbliżony wygląd niemieckiego PzKpfw VI Tiger i nikomu nie przeszkadzało, że jest to przebudowany T-34.



A M4 Sherman były autentyczne.



Czyli można.

Polski film wojenny "Orzeł"(1958) nakręcony przy udziale niemal bliźniaczego ORP "Sęp". Dzięki temu wrażenie autentyczności było świetne.
« Ostatnia zmiana: 28-10-2018, 11:53 wysłana przez Fester »

tetejro

  • 1679 / 999
  • Ekspert
28-10-2018, 17:46
Czepiasz się. Teraz sie stosuje CGI i projekcję blue box na tyle wysokiej jakości ze wszelkie efekty specjalne mozna robnic "za grosze" w dowolny wybrany sposób.
Od czasów filmu "Ocalic szeregowca Ryana" cierpi na tym niestety narracja bo wraz z grafiką z gier komputerowych idzie tez sposób prowadzenia ujęć, który jest po prostu mocno wkurwiajacy.

Egon@

  • 1208 / 1264
  • Ekspert
28-10-2018, 20:19
No tak, w Spartakusie z Douglasem wzięło udział bodaj 12 tysięcy, a w Ben Hurze nawet 25 tysięcy statystów.
W Nietolerancji, jeszcze więcej.
Dzisiaj można ich multiplikować w ilości nieograniczonej.
Ja jestem tolerancyjny - jeżeli reżyser robi to z kulturą i poszanowaniem oka widza, to OK.

Egon@

  • 1208 / 1264
  • Ekspert
28-10-2018, 20:23
Ile widzieliście peplum z Rzymianami, dziarsko cwałującymi konno, z nogami w strzemionach?
Otórz Rzymianie nie znali strzemion. Co nie oznacza, że niektóre filmy ogląda się świetnie.

Fester

  • 137 / 1050
  • Aktywny użytkownik
03-11-2018, 14:43
Własnie obejrzałem "Pół na pół" (2011). Komedię (!) o chorobie nowotworowej i walce z nią. Prosty, sympatyczny, pogodny i prawdziwy film bez przerysowań, mimo, że dotyczy śmiertelnie poważnego problemu zmagania się z rakiem.
Dobrze dobrane zakończenie.

Egon@

  • 1208 / 1264
  • Ekspert
03-11-2018, 16:35
Do kin wchodzi film "Bohemian Rhapsody" Bryana Singera, który prezentuje fabularyzowaną wspólną historię Freddiego Mercury'ego i zespołu Queen.
Wybitna kreacja, jaką stworzył w nim znany z serialu "Mr. Robot" Rami Malek, to za mało, by za wybitny uznać cały film. Przede wszystkim scenariusz został mocno ugrzeczniony, a treść filmu w ogóle nie wychodzi poza notkę dostępną na Wikipedii.
Co więcej, wiele ważnych momentów życia jednego z najważniejszych showmanów w historii muzyki rozrywkowej zostało pominiętych bądź zgrabnie wygładzonych elementami fikcyjnymi.

Premiera filmu staje się więc dobrym pretekstem na przypomnienie niektórych faktów z życia Mercury'ego, które w filmie zostały pominięte.


https://www.tvn24.pl/magazyn-tvn24/jestem-tylko-muzyczna-prostytutka,182,3127

Egon@

  • 1208 / 1264
  • Ekspert
08-11-2018, 02:19
Natomiast nie mogę się doczekać filmu "Niepodległość", tym bardziej, że nie widzieliśmy podobno żadnego odrestaurowanego cyfrowo kadru. Poza tym zbieram wszystkie przedwojenne produkcje, tłumaczę do nich napisy i takie tam. Jara mnie to.

Ostatnio wpadła w me ręce odrestaurowana wersja "Chciwości" Stroheima.
Poprzednia była w dość opłakanym stanie i bez napisów.

(Niestety, przy restauracji filmów, edycji nowych oper, prędzej znajdziemy napisy chińskie, koreańskie czy duńskie, a nawet czeskie. Napisowo nie istniejemy. Siedzę w tym i tylko dwa razy spotkałem się z napisami polskimi - przy Idomeneo Re di Kreta i bodaj Romeo et Julietta.)

Przy okazji i Waszej pomocy czyli dobrej znajomości angielskiego, chciałbym się zwrócić do największych tego świata czyli MK (filmy) oraz Royal Opera House i Metropolitan Opera, z prośbą o dodawanie również polskich napisów do ich wspaniałych produkcji. W końcu jesteśmy dość dużym rynkiem i na pewno zarobią więcej niż na braciach Czechach.

Tekst wyskrobię.


Wracając do Stroheima i "Greed". Szykuje się uczta, czy na miarę Nibelungów, Fritza Langa - nie wiem.
Ale zapowiada się fajnie. Na razie po za mną rozbiegówka...



12 stycznia 1924 roku niewielka grupa widzów zaproszonych przez reżysera Ericha von Stroheima, wzięła udział w projekcji jego epickiego filmu "Chciwość", trwającej dziewięć i pół godziny.

Przed premierą w Nowym Jorku 4 grudnia 1924 roku, kierownictwo studia poleciło skrócić obraz do dwóch i pół godziny.
Uznaje się utratę większości filmu za "największą tragedię" w historii kina.
Utracone sekwencje są uważane za Świętego Graala kinematografii.

Próbowaliśmy tu zrekonstruować fragment oryginalnego dzieła Ericha Von Stroheima.


"Gdybym miał okazję rozmawiać z tobą przez trzy tygodnie z rzędu, nie zdołałbym, nawet w niewielkim stopniu opisać żalu, który czułem po okaleczeniu mej własnej pracy."

Erich von Stroheim




I pomyśleć, że dekadę wcześniej Chaplin czy Keaton, mieli problemy z idiotą producentem, który twierdził, że widz nie wytrzyma w kinie więcej niż 10-15 minut :)

Egon@

  • 1208 / 1264
  • Ekspert
08-11-2018, 07:10
Dobry teatr Langa, "Piłsudski". Spotkanie z Beckiem, byłymi premierami i Wieniawą. Szkoda, że chory już wtedy Marszałek tego nie zrealizował. Prewencyjne uderzenie na Niemcy w 1933 roku.

http://zhistorii.blogspot.com/2014/04/jak-pisudski-w-1933-roku-chcia.html

Egon@

  • 1208 / 1264
  • Ekspert
08-11-2018, 08:17
Prymas Hlond 2018 - kolejna, tak reklamowana sztuka z Talarem.
Nie odniosę się, bo dla mnie po za Prezydentem Starzyńskim, reszta to banda tchórzy, która pozostawiła naród na rzeź.
Hlond też spierdalał jak zając.

Jakim gnojem trzeba być, by zostawić walczący naród? Jakim śmierdzącym tchórzem?
Teraz tchórz będzie świętym. Równym chociażby Świętemu Franciszkowi. Żałosne.
« Ostatnia zmiana: 08-11-2018, 10:43 wysłana przez Egon@ »

Egon@

  • 1208 / 1264
  • Ekspert
08-11-2018, 08:39
Wiem, że wrócił Rydz. Przedtem wydał rozkaz o nie atakowaniu Sowietów.
Ilu chłopaków, przez ten rozkaz zginęło? Rzygać się chce od tego tchórzostwa, spierdalali jak zające, Beck, Mościcki

A tu proszę ... Starzyński, nie spierdalał. Komisaryczny Prezydent - najlepszy, jakiego mieliśmy.
Najprzyzwoitszy człowiek.


Rozstrzelany najprawdopodobniej  przez Gestapo, pomiędzy 21 a 23 grudnia 1939 roku w Warszawie lub jej okolicach. Sprawcami zabójstwa mieli być: SS-Oberscharführer Hermann Schimmann, SS-Hauptscharführer Weber i SS-Unterscharführer Perlbach

Wcześniejsze hipotezy mówiły, że Starzyński został zamordowany 19 marca 1944 r. w kopalni soli potasu, gdzie był więźniem filii obozu i pracował w Lipskim Ogólnym Przedsiębiorstwie Transportu, w którym produkowano części do samolotów. Według świadków, na kozłach ustawiono deskę, na której postawiono S. Starzyńskiego z dwoma pełnymi wiadrami wody. Stał na niej tak długo, aż zemdlał i zmarł.

Ma najbrzydszy i najchujowszy pomnik na placu Bankowym. Jakiś łebek wychylający się z płachty, która ma być planem Warszawy.


Na mojej ulicy jest Jego dom przedwojenny i wszyscy pamiętamy, że mieszkał w nim Prezydent.

Egon@

  • 1208 / 1264
  • Ekspert
08-11-2018, 08:50
.
« Ostatnia zmiana: 08-11-2018, 08:54 wysłana przez Egon@ »

Fester

  • 137 / 1050
  • Aktywny użytkownik
08-11-2018, 22:30
Dobry film dzisiaj widziałem. Momenty były! "Porno" bardzo dobrą komedię Marka Koterskiego (1989), która przypomniał Kanał "Kino Polska". Nadal śmieszy.