Audiohobby.pl

Film

colcolcol

  • 325 / 2936
  • Zaawansowany użytkownik
17-10-2014, 14:22
Chyba nigdy nie oglądałem "Parku" całości, boję się dinozaurów, którą część polecasz?  ;D

Z polskimi filmami mam problem. Chętnie wracam Barei czy Chęcińskiego, trudno odmówić sprawności Hofmanowi (ekranizacja trylogii bez "Ogniem i Mieczem"), ale nie trawię Wajdy i chyba całej reszty gwiazd i gwiazdeczek.
Może dlatego, że bardzo ważną dla mnie sprawą jest tempo filmu? Ma być przemyślane i konsekwentnie realizowane. Każde potknięcie wybija mnie z rytmu a rytmu polski film - nie ma. Co i rusz straszy z ekranu rolnik ze składnią profesora polonistyki albo zerwana scena. Amatorszczyzna z bufonadą i tyle...

-Pawel-

  • 3675 / 3153
  • Administrator
17-10-2014, 14:59
Park jedynka wymiata! Do tego muza super, nie to co w dzisiejszych hiciorach.

Haka

  • 2391 / 2836
  • Administrator
17-10-2014, 15:05
A propos Wajdy.
Parafrazując klasyka :

" czasy się zmieniają, a andrzej ciągle  w komisjach "

colcolcol

  • 325 / 2936
  • Zaawansowany użytkownik
17-10-2014, 16:11
Muzyka w filmie musi być i basta! Niektóre filmy żyją z muzyką w symbiozie. Weźmy taką trójcę: Sergio Leone, Ennio Morricone i Gheorghe Zamfir a film można oglądać dla muzyki i słuchać dla obrazu. Macie jakieś perełki film/muzyka?
Często wracam do Amelii, SKS . . . :'(

magus

  • 20506 / 3551
  • Ekspert
17-10-2014, 16:19
Macie jakieś perełki film/muzyka?

Jest i suspens, i akcja i przesłanie. A muzyka ... aż się chce słuchać!

« Ostatnia zmiana: 17-10-2014, 16:21 wysłana przez magus »
Odszedł 13.10.2016r.

colcolcol

  • 325 / 2936
  • Zaawansowany użytkownik
17-10-2014, 19:11
Pisałem, że nie oglądam polskich filmów?

Uwielbiam, kiedy muzyka jest tylko tłem w filmie, kiedy żyje własnym życiem a mimo wszystko jest istotna i ważna. Taka podana na twarz (jak wyżej) rani moje poczucie dobrego smaku.  :P

The English Patient był jednym z tych filmów, w których muzyka nie była przebojowa, ale doskonale dobrana do klimatu ciepłej, północnoafrykańskiej aury. Sam film podniósł temat stosunków (dosłownie również) damsko-męskich i skutków zakochania. Znów te związki chemiczne. Wszechobecna chemia odbierana przez nas jako uczucia. Chemia była prawdziwa, uczucia dyskusyjne, ale narozrabiali nieźle i to był fakt. Ten obraz wzruszył mnie do łez mimo, że nie grał Nicolas Cage.

-Pawel-

  • 3675 / 3153
  • Administrator
17-10-2014, 19:21
The Sixth Sense. Gdy go oglądałem pierwszy raz wydawał mi się filmem grozy. Za trzecim razem odebrałem go jako przesycony emocjami dramat. Muzyka bezbłędnie odegrała swoją rolę.
Btw, jeśli miałbym wybrać po dziesięć ulubionych ścieżek dźwiękowych, oraz dziesięć najlepszych filmów to listy by się pokryły.

magus

  • 20506 / 3551
  • Ekspert
17-10-2014, 19:40
The English Patient był jednym z tych filmów, w których muzyka nie była przebojowa, ale doskonale dobrana do klimatu ciepłej, północnoafrykańskiej aury. Sam film podniósł temat stosunków (dosłownie również) damsko-męskich i skutków zakochania. Znów te związki chemiczne. Wszechobecna chemia odbierana przez nas jako uczucia. Chemia była prawdziwa, uczucia dyskusyjne, ale narozrabiali nieźle i to był fakt. Ten obraz wzruszył mnie do łez mimo, że nie grał Nicolas Cage.

a propos akcji i suspensu - Angielski Pacjent .... bleeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee .......

a serio, potrafię się "rozpuścić" w filmach bez absolutnie żadnej akcji - ale tu nie byłem w stanie przebrnąć przez pierwsze kilkanaście minut

mam duży dystans do Scorsese - chyba jedyny jego film, który mi się autentycznie do końca podobał to Wyspa Tajemnic
ale przy Angielskim Pacjencie każdy film Scorsesego jest wręcz porywający
i nie chodzi o gatunek filmowy, a o filmowy sex-appeal

Szósty Zmysł
stawiam go, bez kozery  ... na równi z Angielskim Pacjentem :)
Odszedł 13.10.2016r.

-Pawel-

  • 3675 / 3153
  • Administrator
17-10-2014, 20:00
:)

Haka

  • 2391 / 2836
  • Administrator
17-10-2014, 21:06
Jak muzyka filmowa to " Ostatni Mohikanin ", a western wymiatacz " Młode strzelby " :)

colcolcol

  • 325 / 2936
  • Zaawansowany użytkownik
18-10-2014, 08:09
The Sixth Sense oglądałem ze trzy razy  :'( Willis zagrał w nim rolę życia, zaraz po Szklanej pułapce czyli Die Hard.
Mamy talent do tłumaczeń, słynny Wirujący Sex był wisienką w torcie idiotyzmów. Po jakiego wała w ogóle tłumaczyć tytuły filmów? Przecież można zmusić przy tej okazji ludzi do aktywności intelektualnej. Najlepsi w robieniu z obywateli idiotów są Niemcy. Czytam po ruchach warg z niemieckiego RTL Fuck You, a pan od dubbingu podkłada siarczyste Scheiße. Ilość sylab się zgadza.
Na Angielskim Pacjencie płacze się w końcówce. Tam jest taka scena jak on leży a ona przy nim, tego no, i wtedy on  ;D
4.25 ----->

magus

  • 20506 / 3551
  • Ekspert
18-10-2014, 10:30
Colcolcol,

A da się popłakać na końcówce Angielskiego Pacjenta nie oglądając całości? Czy trzeba się przemęczyć te 2 godziny? :)
 (może te łzy to się zbierają w wyniku 2-godzinnej tortury? )

Tłumaczenia tytułów (i nie tylko) zrobiły się idiotyczne generalnie od kilkunastu lat. Wcześniej to były pojedyncze sytuacje. Świat schodzi na psy ...

Dystrybutorzy mają w głębokim poważaniu jakąkolwiek rzetelność i wymyślają tytuły filmów zgodnie ze swoją (mocno ograniczoną) wyobraźnią - najchętniej pewnie nadawaliby filmom jeszcze bardziej błyskotliwe tytuły, typu "Sharon Ston rżnie Michaela Douglasa na okrągło", albo "Bruce Willis zajebał 100 terrorystów 5". Ale niestety, jeszcze parę lat trzeba poczekać, aż się mohery nie przyzwyczają do pełnej wolności.

A swoją drogą, nie sądzę by znalazło się wiele osób, które potrafiłyby sobie przetłumaczyć np. tytuł "Blade runner"  (co nie znaczy, że tytuł nadany przez dystrybutora jest tłumaczeniem)
« Ostatnia zmiana: 18-10-2014, 14:22 wysłana przez magus »
Odszedł 13.10.2016r.

frank

  • 393 / 3551
  • Zaawansowany użytkownik
18-10-2014, 12:35
"Oscar Pistorius"
:-))

colcolcol

  • 325 / 2936
  • Zaawansowany użytkownik
18-10-2014, 14:23
 ;D Oscar...

W "Angielskim.." końcówka odpowiada na wiele pytań, które zadajemy sobie w czasie filmu i na które odpowiedzi szukają bohaterowie. Można oczywiście oglądać Harrego Pottera i pytań nie zadawać, ale lubię wiele wątków w filmach.

Jednym z filmów z tak wielowątkową opowieścią jest Dinner Rush, wg filmweba "Danie dnia". Na muzyce zaoszczędzili a reżyser zaoferował własną restaurację na miejsce akcji. Sceny poza restauracją Boba Giraldi, powinny zostać usunięte dla dobra filmu. Uwielbiam ten film za sposób prowadzenia kamery w ciasnych zakątkach kuchni i jadalni, za bardzo wyraziste postacie i za niemal perfekcyjne tempo. Razi i boli mnie brak lepszej muzyki w tym filmie, potknięcia w montażu i wyborze scen (szczególnie jedna z ostatnich w aucie, pokazująca widzom jak baranom kto za co i komu płacił), ale trzeba być wyrozumiałym, obraz nakręcono w trzy tygodnie. Polecam!

colcolcol

  • 325 / 2936
  • Zaawansowany użytkownik
21-10-2014, 20:21
Drzewo życia jest dosłownym tłumaczeniem filmu, który dziś przejechałem w 60 km. Samemu na trenażerze jest nudno, kto jechał ten wie, ale zawziąłem się na udział w amatorskiej imprezie na wiosnę i pedałuję. Zawziąłem sie również na obejrzenie tego filmu do końca, nie wiem co było trudniejsze.

Skusił mnie Pitt, lubię patrzeć na jego zabawę z widzem. I ten tytuł. Sugerował jakieś związki z Rzeką życia"" czyli A River Runs Through It, ale gdzie mu tam do wcześniejszego filmu.
Dostaliśmy jakąś filozoficzno-poetyczną opowieść, którą dało się zmieścić w dwóch słowach: kochajmy się. Banalne to przesłanie jak diabli, wyświechtane przez coniedzielne kazania, zamęczone i zupełnie nie chwytliwe a Terrence Malick próbował jeszcze to sfilmować. Przy scenariuszu też się nie napracował, dostajemy smętne moralizowanie i kilka cytatów. Muzyka? Pomijalna. Zdjęcia? Amerykanie mają nieprawdopodobne możliwości z wyborem planu: pejzaże od Karaibów po lodowce, od wiochy po aglomeracje, od zabudowy wiktoriańskiej po fasolkę w Chicago i te nieograniczone możliwości inscenizacyjne nie pomogły filmowi.   

Nędza z rozpaczą jest największa wtedy, kiedy ktoś nieudolnie próbuje rozrachunku z własnymi strachami z dzieciństwa, za pieniądze widzów. I nawet Pitt filmowi nie pomógł, inna sprawa, że nie zaszkodził.