Audiohobby.pl

High Fidelity - gratulacje Panie Wojciechu Pacuła!

dong

  • 541 / 4508
  • Ekspert
18-12-2014, 13:07
Raczej słaba ale na początek może być.  W książce roi się od błędów no i autor wierzy w kabelkologię
Ale skoro tak, to przy okazji poddajesz w wątpliwość rzetelność samego Leśniewicza - we wstępie dość jednoznacznie chwali książkę Krajewskiego ("Można jednak znaleźć wśród nich interesujące pozycje, wskażmy tylko na (...)  i kolejną polską, przyjazną i rzeczową pozycję Jerzego Krajewskiego – Głośniki i zestawy głośnikowe.").
A Dobruckiego nie wymienia w ogóle.

cadam

  • 4412 / 4541
  • Ekspert
18-12-2014, 13:32
Raczej słaba ale na początek może być.  W książce roi się od błędów no i autor wierzy w kabelkologię
Ale skoro tak, to przy okazji poddajesz w wątpliwość rzetelność samego Leśniewicza - we wstępie dość jednoznacznie chwali książkę Krajewskiego ("Można jednak znaleźć wśród nich interesujące pozycje, wskażmy tylko na (...)  i kolejną polską, przyjazną i rzeczową pozycję Jerzego Krajewskiego – Głośniki i zestawy głośnikowe.").
A Dobruckiego nie wymienia w ogóle.

Jak już wcześniej napisałem Leśniewicz słabo zna się na głośnikach i pewnie nie potrafił właściwie ocenić zawartości "Głośniki i zestawy głośnikowe". Gdy ją czytałem pierwszy raz 10 lat temu nie widziałem żadnych błędów ale w miarę uzupełniania wiedzy dostrzegałem coraz więcej nieścisłości. Ale mimo to jak najbardziej warto przeczytać.
Książka Krajewskiego została wydana dużo wcześniej i może autor w czasie pisania "Domowych systemów audio" nie wiedział jeszcze o istnieniu podręcznika Dobruckiego.

magus

  • 20990 / 4542
  • Ekspert
18-12-2014, 15:06
http://wyborcza.pl/1,75475,17124816,Najwazniejsze_jest_to__co_slychac_w_piosence___audiofilskie.html

:-)
Szkoda, że autor nie postawił kropki nad "i".
Choć pojawiające się w artykule określenia typu "wudu","sekta","fanatycy" właściwie podsumowują kwestię.


"Jednak krakowscy miłośnicy czystego dźwięku nie przejmują się krytyką. Przyznają, że muzyka i dźwięk to dwa osobne rozdziały tej samej baśni, a ich bardziej zajmują kwestia tego, co słychać w tej piosence, niż tego, o czym ona jest."

Czyli moja teza o radykalnym rozdziale między muzyką a audiofilią została oficjalnie przez sekciarzy potwierdzona.
Nareszcie więc mamy pełną jasność w temacie.



Naprawdę myślisz, że "mamy jasność"?
Proponuję rzeczową i metodyczną analizę tekstu o "sekciarzach" i "wudu"


"Spotkania odbywają się od kilku lat, średnio co dwa miesiące. Ktoś dzwoni, że ma nowy kabel, który poprawia dźwięk; ktoś inny, że zdobył białego kruka polskiej fonografii i chętnie się podzieli wrażeniami. To wystarczy, by zwołać pospolite ruszenie zaprzyjaźnionych audiofilów"

Jak zgaduję, w co najmniej kilkunastoosobowej grupie (mylę się?) raz na dwa miesiące trafia się ktoś, kto kupi nowy kabel albo białego kruka - średnio (na głowę( wychodzi to najwyżej raz na 2 lata - sekta?


"Bo na jednym sprzęcie wokalistka śpiewa czyściej, a na innym rzekomo fałszuje."

Bardzo nie sądzę, żeby ktokolwiek z członków "sekty" użył słowa "fałszuje" - drobna rzecz, a pokazuje, na ile redaktor GW zadał sobie trud, żeby zrozumieć o co chodzi.

Tak czy inaczej, z jakiegoś powodu nawet Max zmienia słuchawki i wzmacniacze, więc chyba słyszy różnice?


"Odsłuchy płyt odbywają się na ogół bez udziału dodatkowej publiczności, ponieważ odwiedziny w prywatnym mieszkaniu wymagają wprowadzenia przez osobę z wewnątrz. Mnie na słuchanie muzyki z członkami KTS zaanonsował jego szef - Wojciech Pacuła."

Pytanie do Maxa, jak często przychodzą do niego do domu na słuchanie muzyki ludzie prosto z ulicy, bez "wprowadzenia przez osobę z wewnątrz". Bo jeśli nie przychodzą, to zachodzi podejrzenie o sekciarstwo ....


"Pasja nie na kredyt"

To chyba dobrze świadczy o członkach "sekty"?


"Ale większość audiofilów potrafi co miesiąc wydać średnią krajową na płytowe nowości"

Wierutne kłamstwo! Chyba nie muszę udowadniać? :)
Ale nawet gdyby tak było, to Max chyba powinien być zachwycony, że sekciarze wydają tyle kasy na muzykę
(może mi umknęło?)


"Melomani wudu warci"

Łooooo! Wreszcie coś - pomyślałem sobie. Tyle że dalej jest o tym, że gospodarz ma wielką salę odsłuchową, 500 płyt, 2-metrowe kolumny, że nie było kawioru, że goście z Japonii są specjalistami od "remasteringu, poligrafii okładek i produkcji urządzeń muzycznych", że pojawił się generator fal Schumanna, który "poprawia warunki odsłuchowe w studiach nagraniowych" (a więc nie jest to najwyraźniej urządzenie sekciarskie).

Jedyny tekst o "wudu" to taki, że audiofile "wpinają kable w różne miejsca".

No, znalazła się jeszcze opinia (ale nie członka "sekty"), że:

 "Oni słuchają nie muzyki, tylko jej brzmienia i ustawienia sceny dźwiękowej".

To chyba oczywiste, że audiofile zwracają uwagę na brzmienie i scenę? A że nie słuchają muzyki - to jest akurat opinia. Nie poparta żadnym argumentem. No i mocno kłóci się z podaną wcześniej informacją, że "sekciarze" wydają na płyty średnią krajową oraz z repertuarem (poniżej) wykorzystanym do  odsłuchów, który raczej nie należał do kategorii "samplery" ...

Tak czy siak - jedyne "wudu", to kable, aczkolwiek istnieją absolutnie naukowe uzasadnienia, dlaczego kable "grają" i myślę, że również Max zdaje sobie z tego sprawę (zaznaczam, że nikt tam nie stwierdził, że dobry kabel musi kosztować -naście tysięcy pln)


"Tu nie ma żadnej filozofii: na dobrym sprzęcie dobrze nagrana płyta zabrzmi dobrze, a źle nagrana - źle. Realizator dźwięku dysponuje w studiu małym i dużym odsłuchem, dzięki czemu nagrywa płytę w taki sposób, aby brzmiała względnie dobrze na każdym sprzęcie."

Z tym zgodzi się pewnie absolutnie każdy audiofil. Więc... ?


"tłumaczy mi półszeptem sześćdziesięciokilkuletni Ryszard, wielki fan jazzu i klasyki."

Czy fakt, że pan Ryszard jest fanem muzyki świadczy o jego "sekciarstwie"? Jeśli tak, to jest to chyba ta sama sekta, do której należy Max.


"To nie jest dla pań"

Większość tekstu pod tym śródtytułem jest nie a temat, a to, co było na temat okazało się być ... bez sensu (patrz niżej)


" - Na doskonałość składa się wiele czynników: czystość, muzykalność, zróżnicowanie barw i dynamiki w jednym. Ale to nieosiągalne, więc kompromis jest tutaj nieustanny.

Może nieprawda? Również cytowany powyżej w charakterze zdroworozsądkowego autorytetu specjalista od sprzętu nagraniowego by się z tym spokojnie zgodził. Gdzie tu więc "sekciarstwo"?


". - Przeciętny audiofil to facet około czterdziestki, który kupił już dom, samochód, odchował dzieci i teraz ma czas pielęgnować swoją drogą pasję - wyjaśnia Tomasz. Dowiaduję się, że audiofilską wrażliwość mają też znany kompozytor Zbigniew Preisner i dziennikarz muzyczny Piotr Metz."

Jeśli to prawda, to wszystko OK, prawda? Wygląda to zupełnie inaczej, niż na przykład opisuje Roland zazwyczaj ...


"- Pielęgnuję słuch, chodząc na koncerty bez prądu i wsłuchując się w odgłosy przyrody. To najlepsza droga do audiofilstwa - przekonuje Ryszard. "

Dla mnie bomba! - Dotąd sądziłem, że patologiczny audiofil (taki "sekciarz" właśnie) to osoba, która uważa, że punktem odniesienia w audio jest "referencyjny sprzęt" a nie naturalne dźwięki, a tu proszę ...?! W każdym razie - mało sekciarskie podejście jak na mój gust ....


"Chociaż jeszcze nikt nie wymyślił maści na słuch doskonały."

No i chyba żaden z członków tej "sekty" tak nie twierdzi, więc o co chodzi panu redaktorowi ...?


"Tak jak nikomu z audiofilów nie zaszkodziło stanie pod głośnikiem na koncercie heavymetalowego Kata,"

Mnie zaszkodziło. Tak czy siak - co ma piernik ...?


"Nie ma za to reprezentantek płci pięknej, chociaż z teorii zakresu ludzkiego słuchu wynika, że - paradoksalnie - kobiety mogą usłyszeć dźwięk o częstotliwości powyżej 20 kHz, czyli wyższej, niż wynosi górna granica dla mężczyzny w wieku 18-20 lat, kiedy słuch jest najbardziej wrażliwy."

Wreszcie o kobietach, aczkolwiek ewidentnie wyszło na jaw, że to autor artykułu bardziej nadaje się na patologicznego audiofila, niż "sekciarze", których opisuje. Myślę, że np. na naszym forum na palcach jednej ręki można by policzyć tych, którzy twierdzą, że w audiofilii chodzi o słuchanie 20 khz i wyżej ....


"W trakcie muzycznej prezentacji siada wśród nas tylko jedna kobieta. Jest żoną i przyszła raczej przypilnować męża, aby wrócił na czas do domu, niż pokontemplować muzykę. (...) Ale co ma zrobić żona niepasjonatka muzyki z mężem pasjonatem? Ja czytam książki, głównie szwedzkie kryminały - mówi Lucyna."

Znaczy się ta jedyna kobieta nie interesuje się tym hobby głównie dlatego, że nie jest pasjonatką .... muzyki ....


"Nerka warta 60 tys."

No! Wreszcie naprawdę zapachniało sekciarstwem ....

A konkretnie o co chodzi? Konkretnie to będzie tylko jedno zdanie na ten temat - i to w zupełnie innym znaczeniu, niż można by sądzić po tym środtytule ....


"Odsłuch japońskiego korektora trwał około półtorej godziny z przerwą na rozmowy w kuluarach. Japończycy usłużnie demonstrowali, do czego służy ekranik z rysikiem, którym można korygować brzmienie odtwarzanej muzyki - jak wyciągnąć gitarę na pierwszy plan, wyeksponować bas albo pochować instrumenty za wokalem. Kombinacji jest pod dostatkiem."

Faktycznie można? Autor nie zakwestionował. A jeżeli tak to ... przyznaję, że mnie zaciekawiło (czy to już sekciarstwo?)


"Słuchaliśmy Beatlesów, Creamu, Daft Punku, Depeche Mode i Katie Meluy - na przemian z włączonym korektorem i bez korektora. "

Jak dla mnie repertuar średni, przyznaję.
Ale - na co pan redaktor nie zwrócił jakoś uwagi - repertuar średnio typowo "sekciarski". Spodziewałbym się raczej przysłowiowych samplerów ....


" czekałem na obiecaną polemikę, że korektor za 60 tys. zł to gadżet niewart takich pieniędzy. Ale przeważały opinie pełne podziwu, że "instrumenty wyrażają siebie, pulsują każdy inaczej", że "muzyka jest głębsza, mroczniejsza i gładsza" oraz że "słuchanie jej bez korektora to jak życie bez prawej nerki". "

Wreszcie coś o tej nerce ..

No więc tak się akurat składa, że ja nie mam nerki - w dodatku właśnie ... prawej ...
Zapewniam, że przypominam sobie o tym fakcie najwyżej raz na pół roku - przeważnie, jak gdzieś usłyszę, że ktoś właśnie mówi o braku nerki .... Absolutnie nie przeszkadza w normalnym życiu, a nawet w pół-wyczynowym uprawianiu sportu. Jest to po prostu niezauważalne (o ile się nie mylę, to Saleta po amputacji nerki, już w słusznym wieku, nalał Gołotę ...).

No więc pan "sekciarz" po prostu nie bardzo wie o czym mówi, ale i pan redaktor chyba także, bo nie skomentował ... Tak czy siak - gdzie tu "sekta" i "wudu"? Różnica jest słyszalna nawet dla pana redaktora, a z drugiej strony nikt np. nie myśli o sprzedaży nerki dla kupna sprzętu audio (co mi przyszło do głowy po przeczytaniu śródtytułu w kontekście krótkiej recenzji Maxa i regularnych tekstów Rolanda ...)


"- To sprzęt jest genialny, a płyta może być choćby z Saturna, bo i tak świetnie zabrzmi - odezwał się ktoś z zebranych.

Owszem, różnice są słyszalne, korektor generuje więcej muzyki. "


Słychać różnice (nawet dla niewprawnego ucha) a więc jednak nie "wudu" ....


"Ale czy to wystarczający powód, aby inwestować fortunę w sprzęt? Istotnie! Bo chociaż nikt tuż po spotkaniu nie wypisał czeku na tak zawrotną kwotę, to na drugi dzień po drogą zabawkę zgłosił się 43-letni Jacek, na co dzień szef grupy ekspedycyjnej, która szuka gazu i ropy w Afryce."

Chyba więc faktycznie się nie zapożyczał w banku, a w dodatku korektor wnosi słyszalne różnice. Jego kasa, jego sprawa. Ale gdzie tu sekciarstwo ...


"Wśród krakowskich audiofilów są i tacy, którzy ciągle kupują, i tacy, którzy już się kupowaniem nasycili."

bez komentarza :)


"- W audiofilstwie osiągnąłem właściwie wszystko - wyznał Tomasz, właściciel domu, u którego odbył się odsłuch. Teraz będzie kolekcjonował drogie zegarki. "

Czyli jak najbardziej zdrowe podejście - gość stwierdził, że nie ma sensu gonić dalej króliczka, jest usatysfakcjonowany z tego, co ma - szczęśliwy posiadacz sprzętu, na którym odsłuchuje muzyki, na którą (według autora tekstu) wydaje miesięcznie średnią krajową.

Więc jeśli to "sekciarz", to raczej muzyczny, a nie sprzętowy ... Więc chyba dobrze - jak sądzisz Max?

A z drugiej strony, swojego czasu Roland zapewniał, że kolekcjonerzy zegarków, to zupełnie inna grupa niż audiofile ...........





Podsumowując:
Klasyczny styl Wyborczej - sensacyjny tytuł i nagłówki, a w środku ... opis w miarę normalnych ludzi, z których "ci, którym nie jest wszystko jedno" postanowili zrobić sobie polewkę. Żeby zarobić trochę kasy ...

Jak dla mnie totalna żenada i maksymalnie dęty temat. Generalnie, kolejny powód, żeby nie kupować Wyborczej

Ani nie płacić za dostęp do .... zamkniętego dla "osób z zewnątrz" wydania w internecie (sekta?)


Magus, odpowiadam:
Nie wiem, nie znam się, nie orientuję się, zarobiony jestem!


A toś mnie zaskoczył, Max! 8-)
Odszedł 13.10.2016r.

gruesome

  • 778 / 4477
  • Ekspert
18-12-2014, 21:46
Apropos szacowania liczby audiofili: całkiem sporo ludzi kupuje sprzęt trochę lepszy od najtańszego, np. słuchawki Sennheiser HD201 za 70zł, zamiast głośników komputerowych z jak największym subwooferem większe 2.0 itp. A jak im się da do posłuchania np. słuchawek za 1000zł to jest efekt "wow". Czyli z tego wynika, że nie mają problemów z usłyszeniem różnicy i odczuwają satysfakcję z lepszego dźwięku.

Natomiast widzę, że termin "audiofil" i pokrewne kojarzą się mocno negatywnie - to ci, którzy kupują rzeczy typu magiczne kamienie do stawiania na odtwarzaczach i słyszą różnice w dźwięku tam, gdzie ślepe testy potwierdziły, że ich nie ma. Niestety muszę przyznać im rację, że sporo bullshitu jest nieodłączną cześcią high-endowej audiofilli. Przykładem niech będzie zdjęcie pokoju recenzenckiego sprzed kilku stron, gdzie ustawienie głośników jest dla recenzenta OK a jednocześnie jest on w stanie usłyszeć różnice między kablami ethernet.

Aby nie wylewać dziecka z kąpielą proponowałbym promowanie sprzętu "audiofilskiego" za 1, 2, 3 czy 5 tys. zł gdzie nie ma wątpliwości, że gra on dużo lepiej od takiego ze zwykłych sklepów RTV.

Tyle, że nie napisze się wtedy reportażu o sekcie audiofilskiej. Apropos takich artykułów to zdarza się nierzadko, że ich bohaterowie są wymyślani tak by pasowali do z góry założonej tezy (aby zaszokować czytelnika/wygenerować więcej klików/zmniejszyć koszt powstania artykułu itp.). Tak mi pachnie bohater, który przerzucił się na zegarki, bo audofilia nie jest zbieractwem, tylko manią na punkcie jak najlepszego dźwięku, gdzie sprzęt jest tylko środkiem do celu...

gruesome

  • 778 / 4477
  • Ekspert
18-12-2014, 23:09
Takie rzeczy są sprzedawane w sklepach audio i można znaleźć opinie audiofili którzy słyszą poprawę dźwięku. Do tego dla większości zwykłych ludzi np. kable nie mają prawa grać i należą do tej samej kategorii. Czyli częściowo obraz audiofila-fetyszysty jest prawdziwy a częściowo nie.

Do tego dodałbym mało "inżynierskie" podejście audiofili, którzy nie drążą tematu od naukowej strony a wystarczy im subiektywna opinia, że "słychać różnicę". Niestety np. ja się obracam w środowisku programistów, którzy są racjonalnymi i inteligentnymi ludźmi i jeżeli im się przedstawi dobrą analizę od strony inżynieryjnej to ciężko przeciwstawić temu czyjąś opinię "słychać różnicę" (np. temat gęstych formatów, gdzie można wykazać, że 192kHz nie ma sensu - http://xiph.org/~xiphmont/demo/neil-young.html). Jeżeli potem widzi się działy audiofilii zbudowane na irracjonalnych podstawach (sklepy z 192kHz), to człowiek racjonalny zaczyna ją postrzegać jak gałąź ezoteryki.

Inny przykład: próbowałem dociec dlaczego JPlay może lepiej odtwarzać pliki, zdziwiłem się, bo jedyne techniczne opisy ulepszeń, jakie znalazłem, były bardzo powierzchowne, nigdzie nie znalazłem opisów jak rzeczywiście dane są przenoszone do DACa (transfer DMA, bufor karty dźwiękowej - nie jest tak, jak zdaje się sugerować JPlay, że karta gra bezpośrednio z RAMu), najlepsze wytłumaczenie autorów jakie znalazłem, to że najlepszy dźwięk jest gdy bufory są jak najmniejsze, ale nie wiedzą, dlaczego tak jest. Jako informatyk znający jako-tako architekturę PC czuję się zniesmaczony merytorycznym poziomem dostępnych informacji.

Dodam tylko, że osobiście nie uważam podejścia czysto naukowo-inżynieryjnego za jedynie słuszne (ot choćby efekt przestrzenności jest niemierzalny - jest to złudzenie generowane przez mózg), ale te przykłady pokazują, że audiofile w środowiskach racjonalistów nie mają łatwo.

lancaster

  • Gość
20-12-2014, 23:50
wywalilem swoje wpisy z tego watku, z 76 stron zrobilo sie 66, za przypadkiem pozostawione sorry najmocniejsze - przeoczenie.