No to ja Wam powiem, że mam taką zajawkę na krzewienie kultury analogowej u młodzszego pokolenia. :)
Córka dostała kaseciaka i teraz uczy się nagrywać miksy, a dokładnie dobierać muzykę, czas nagrania. Zapisuje na karteczce całkowity czas, ile została do końca strony A i B...
Córka Kuzynki dostała na gwiazdkę 3 czyste, różne kasety, żeby wiedziała co i jak. Magnetofon już ma. ;)
Córka Sąsiadów także dostała jeden skromny prezent w postaci jednej kasety... Na razie nie ma magnetfonu, ale za to okleiła pudełko jakimiś naklejkami, adekwatnymi do wieku.
Swoją drogą moja Córka, jak poszła do przedszkola, to opowiadała, że z Tatą słucha The Clash.
Ja myślę, że jak ktoś ma hobby, to siłą rzeczy zaraża otoczenie.
Ważne, żeby wspomóc tych, którzy wyrażą zainteresowanie, a nie spłoszyć np. jakimiś szczegółami technicznymi.
Takie rzeczy zostawiam na późniejsze dyskusje. :)
Poza tym widzę, że łatwiej dogadać się z takimi młodszymi dziećmi, bo też mają więcej czasu (?).
Nastolatki mają już tyle spraw, że ciężko zsynchornizować kalendarze na wspólne np. nagrywanie.
I nie ma co się dziwić, bo ilość rozpraszaczy wolnego czasu dramatycznie wzrosła i nie ma co nawet porównywać do lat naszego "nastolatkowania". Wszystko jest na wyciągnięcie ręki, przy minimum wysiłku. Po co się więc męczyć: odbierać telefon, umawiać się, pilnować czasu na przyjście, siedzieć i przegrywać w międzyczasie rozmawiać z drugą osobą, a zwłaszcza z boomersem, znaczy Wujkiem.
Ale dosyć narzekania!
Jak macie jakieś wolne, dobre, niedrogie złomki, pomyślcie, czy ich czasem nie wręczyć komuś bliskiemu na prezent.
I tak tego wszystkiego nie przepracujemy.
Ale to moja subiektywna opinia.
Ja się jeszcze nie poddaję!