Audiohobby.pl

Inne => Czas Wolny => Wątek zaczęty przez: 3gon w 19-08-2014, 22:35

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: 3gon w 19-08-2014, 22:35
Rozumiem, że Lancaster zapomniał o tej zakładce.

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: magus w 19-08-2014, 22:57
Może zadaj mu na PW normalne pytanie, czy w ogóle planuje ...
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: 3gon w 19-08-2014, 22:58
Pieprzy się z ważnym silnikiem...

Do tej pory wygłupiałem się - teraz proszę Lana - zrób zakładkę w Pogaduchach.
Film - po prostu film. Kolejne zakładki zrobię sobie sam.


Jeżeli tego nie zrobisz, Marku, odchodzę.
Szanuję Twoje Zdanie, To jest twoja STRONA. To nie szantaż - proponuję umowę.
Jeżeli się nie dogadamy, to będę gościem u Ciebie. Do widzenia.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: magus w 19-08-2014, 23:15
Serio Egon, zakładka FILM jest warunkiem twojej dalszej obecności na AH? Dlaczego?
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: 3gon w 20-08-2014, 03:59
Bo o czym ja mogę napisać ?

O jakimś pieprzonym wzmacniaczu ?

Wzmacniacz mam. Kolumny mam. Daca mam. CD mam.
Co mogę o tym wszystkim napisać ? - Że są zacne ? Mogę jeszcze dołożyć laptopa, którego nienawidzę.

Ale mam tyle pięknej muzyki i filmów... Jest o czym gadać ?



Wpis złączony: 20-08-2014, 04:17
Przecie wiem, że nie zaszantażuję Marka.
Ale chcę, żeby oprócz słuchawek, te forum stało się najlepszym opiniotwórczym forum filmowym i skasowało ten skretyniały FilmWeb na którym gówniarze wypisują bzdury. Czy wiecie, że studenci nigdy nie słyszeli o Cybulskim ?


Film jest tak cudownym medium, ale okazuje się, że poza Tranformersami nie istnieje nic.

Znacie mnie od podszewki - może jestem opojem, ale gdy zobowiążę się, to tego dokonam - przy Waszej pomocy.

Lancaster, proszę z całego serca, zrób obok Muzyki zkładkę Film. Jeżeli będzie w Pogaduchach to się rozmyje.

Ja, z mojej strony, gwarantuję dobrą recenzję raz na tydzień (prócz innych tematów)



Wpis złączony: 20-08-2014, 05:05
Serio Egon, zakładka FILM jest warunkiem twojej dalszej obecności na AH? Dlaczego?

To oczywiście taki greps.

Maciek - przecież nie będę bełkotał o słuchawkach. Nie mam o nich pojęcia.

Mogę pisać o literaturze, której nikt nie czyta. Mam propagować Dostojewskiego ? Nawet o najnowszej fantastyce, o lektorach itp. Przecie to ślepy tor...

Został tylko film. Siedzę jak przygłup w tłumaczeniach, teraz nad Busterem Keatonem.
Wszystko, wzięło sie z slapsticku - wszystkie gagi, rączka Adamsów itp wymyśliło trzech facetów. Nic, co zobaczyłeś w filmie lat 70-2000 nie jest nowe. Praktycznie każdy gag lub dramatyczna sytuacja, pochodzi od Chaplina, Lloyda czy Keatona.
I tylko o tym chcę pisać. Jeżeli nie będę mógł, to co ze mnie ?

Wiesz dlaczego Ryka był ciekawy ? Bo miał własne zdanie, którego bronił, nawet gdy nie miał racji.

Ja muszę się wyżyć - inaczej zdycham, a lubię te forum bo jest w jakiś sposób kameralne.

Jeżeli nie będę miał tej głupiej zakładki, to praktycznie nie mam co robić - film jest łatwiej przybliżyć i o nim opowiedzieć, niż o książce.

Co mogę powiedzieć o muzyce, o książce  - że mi się podoba, czy nie ? To cholerna nowość.

Film zostaje - muzyka nie za bardzo. I komu zrobię przyjemność relacjonując własne odczucia z czwórki Zeppów ?

A o filmie można gadać i gadać.

I o reżyserach.  I o rolach. I o...

To forum właściciela, co z nim zrobi, jego sprawa, ale wolałbym gadać niż użerać się, najczęściej z własnym sobą.

Ty Maciek jesteś prostolinijnym, dobrym człowiekiem, tak jak Gustaw.

Mnie odbija. Jeżeli nie będę miał tej zakładki, to będę się od czasu do czasu plątał w pogaduchach i skończy się banem. Lancaster wykasował każdego, kto miał cokolwiek do powiedzenia - to syndrom władzy. Tak to już jest.

Jeśli się spytasz Maćku, kogo, to choćby Rykę.

Pozdrawiam.





Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Archie w 20-08-2014, 07:54
Popieram Egona z tą nową zakładką. Jeśli nie będzie to dużym problemem, to dobrze aby powstała - w pogaduchach odrębny temat zginie...
Jestem ciekawy Egona recenzji.

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: pijakzrosji w 23-08-2014, 17:05
popieram
o  filmie można porozawać bo czasem coś się dzieje fajnego
w muzyce już niekoniecznie, same polo pop no chyba że moja patagonia sławna
w zeszlym miesiące sprzedalem jede utwor na itunes, pewnie to jakiś znajomy chciał zrobic mi przyjemność

zresztą filmowy sprzęt to też chyba audio
ostatnio kupiłem sobie kino domowe 5.1  za 199 zł .....

nie ma jak szpan
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: 3gon w 23-08-2014, 22:35
A może faktycznie nie robić tej zakładki ?
Po chuja ? Ja tam mogę sobie narozrabiać na FilmWebie.

Lan będzie spał spokojnie, bo nie dał na sobie cokolwiek wymusić ?

W sumie to nudne rozważania.  Niech Lancasterowi, wszystko się ułoży, zasłużył na to.
Po tylu latach szarpaniny ?

Ja tam sobie zajrzę do Pogaduch od czasu do czasu, i wszyscy będziemy zadowoleni.

Żegnam

Wpis złączony: 23-08-2014, 22:51
Będę od czasu do czasu wrzucał jakiś felieton o Warszawie.
No i wymyśliłem sobie cykl o "skazanych na bluesa", ale to nie tu.


Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 14-10-2014, 19:00
Był czas, kiedy oglądaliśmy filmy namiętnie, całą rodziną, z herbatą, ciastkami itd... To były ciekawie spędzone chwile, które miały walor i edukacyjny (dzieci miały naście...), i rozrywkowy. Wspólne oglądanie zmuszało do wyrażania opinii i komentowania filmu na bieżąco.
Wczoraj oglądałem The Great Gatsby. To film w gruncie rzeczy o zakochaniu a to zakochanie, jest pokazanie oczyma faceta. Można się w nim doszukiwać informacji o wczesnej amerykańskiej demokracji, można również posłuchać - nie wiedzieć czemu - starych hitów we współczesnych aranżacjach, można śledzić mimikę DiCaprio albo podziwiać wystawną scenografię, ale po co?
To film o złudzeniach, które zabijają, obraz skutków demolki mózgu wywołanej chemią i fluidami, pokaz kobiecej siły i bezwzględności w doborze najlepszego samca dla ojca ich (często nieuświadomionych) dzieci.
Nick Carraway zagrał nie wiem kogo i nie wiem po co. W jego rolę świetnie wpisałby Nicolas Cage, jest równie bezpłciowy w mimice i równie żenująco rozkłada filmy oraz 15 tysięcy innych aktorzynek a nawet nasza gwiazda ze szczerbą w zębach. Trzeba przyznać, że Leonardo potrafi przykuć uwagę widza. Można go nie lubić i nisko oceniać aktorskie umiejętności, ale ja mu wierzę. Potrafił mnie bawić i zainteresować, a o to w tym chodzi...

Cdn...   
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 16-10-2014, 19:19
... a wcześniej - utrzymując kondycję na trenażerze - nawinął się  na monitor "The Wolf of Wall Street". Słynny reżyser - jak dla mnie - zrobił gniota. Na tej samej nucie, od początku do końca, ciągnie się jakaś smętna historia o ćpunach, którzy mieli szczęście. Jeden miał bajer i sprzedałby własną matkę a reszta, bo go spotkała. Szczęście jest oczywiście pojęciem względnym, ale w wymiarze finansowym - poszaleli. Ot historia a gdzie istota filmu? Suspens, zwrot, zaskoczenie, przykuwanie uwagi, ciekawa opowieść, sprawna realizacja hmm nic z tych rzeczy. Dostajemy od Scorsese trzygodzinnego gniota tak nudnego, że z trudem wytrzymałem trzy podejścia na rowerku. Nie oglądajcie, szkoda czasu.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: -Pawel- w 16-10-2014, 19:28
Również obejrzałem te dwa filmy w tym samym czasie. Co do Wall Street mam mieszane uczucia, traktowałem go raczej jako komedię z przeciągającą się fabułą, tam przez tyle czasu dzieje się praktycznie to samo. Za to scena z lambo mnie rozwaliła :)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Haka w 16-10-2014, 20:39
 "The Wolf of Wall Street" powstał na faktach.

Jakich się spodziewaliście zwrotów akcji?

Że główny bohater okaże się kosmitą i odwiedzi go rodzina ?
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 17-10-2014, 08:15
Mam odpuścić reżyserowi, bo robił film na faktach? Niech zrobi dokument.
Od filmu fabularnego oczekuję zagęszczenia pomysłów (rozwalenie auta to za mało, choć pomysł był fajny) i panowania nad przebiegiem "napięcia" w filmie.
Inna sprawa, że to typowy Scorsese. Taxi Driver, Raging Bull, Casino czy lubiany przeze mnie Goodfellas (Chłopcy z ferajny) mają ten smętny styl, takie słabo zarysowane czajenie się zła i równie mało efektowne zakończenie wątku.
Ten brak zdecydowania czy widz ma się bawić, czy bać, uczyć czy poczuć się wydrwiony świadczy imho  :D o ubogim "warsztacie" tego reżysera. 
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Archie w 17-10-2014, 09:20
u mnie wręcz przeciwnie, przeleciało mi te 3 godziny bez problemu, za to do ostatniego filmu Wajdy nawet nie chce mi się zabierać, nie wiem, może uprzedzony jestem...
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Haka w 17-10-2014, 10:40
Cytuj
ten smętny styl, takie słabo zarysowane czajenie się zła i równie mało efektowne zakończenie wątku.
Ten brak zdecydowania czy widz ma się bawić, czy bać, uczyć czy poczuć się wydrwiony świadczy imho  :D o ubogim "warsztacie" tego reżysera. 


Polecam " Park jurajski " tam nie ma wątpliwości, ciemno jak u murzyna,  biegają jaszczury - widz się boi jak cholera :)))
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 17-10-2014, 14:22
Chyba nigdy nie oglądałem "Parku" całości, boję się dinozaurów, którą część polecasz?  ;D

Z polskimi filmami mam problem. Chętnie wracam Barei czy Chęcińskiego, trudno odmówić sprawności Hofmanowi (ekranizacja trylogii bez "Ogniem i Mieczem"), ale nie trawię Wajdy i chyba całej reszty gwiazd i gwiazdeczek.
Może dlatego, że bardzo ważną dla mnie sprawą jest tempo filmu? Ma być przemyślane i konsekwentnie realizowane. Każde potknięcie wybija mnie z rytmu a rytmu polski film - nie ma. Co i rusz straszy z ekranu rolnik ze składnią profesora polonistyki albo zerwana scena. Amatorszczyzna z bufonadą i tyle...
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: -Pawel- w 17-10-2014, 14:59
Park jedynka wymiata! Do tego muza super, nie to co w dzisiejszych hiciorach.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Haka w 17-10-2014, 15:05
A propos Wajdy.
Parafrazując klasyka :

" czasy się zmieniają, a andrzej ciągle  w komisjach "
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 17-10-2014, 16:11
Muzyka w filmie musi być i basta! Niektóre filmy żyją z muzyką w symbiozie. Weźmy taką trójcę: Sergio Leone, Ennio Morricone i Gheorghe Zamfir a film można oglądać dla muzyki i słuchać dla obrazu. Macie jakieś perełki film/muzyka?
Często wracam do Amelii, SKS . . . :'(
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: magus w 17-10-2014, 16:19
Macie jakieś perełki film/muzyka?

Jest i suspens, i akcja i przesłanie. A muzyka ... aż się chce słuchać!

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 17-10-2014, 19:11
Pisałem, że nie oglądam polskich filmów?

Uwielbiam, kiedy muzyka jest tylko tłem w filmie, kiedy żyje własnym życiem a mimo wszystko jest istotna i ważna. Taka podana na twarz (jak wyżej) rani moje poczucie dobrego smaku.  :P

The English Patient był jednym z tych filmów, w których muzyka nie była przebojowa, ale doskonale dobrana do klimatu ciepłej, północnoafrykańskiej aury. Sam film podniósł temat stosunków (dosłownie również) damsko-męskich i skutków zakochania. Znów te związki chemiczne. Wszechobecna chemia odbierana przez nas jako uczucia. Chemia była prawdziwa, uczucia dyskusyjne, ale narozrabiali nieźle i to był fakt. Ten obraz wzruszył mnie do łez mimo, że nie grał Nicolas Cage.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: -Pawel- w 17-10-2014, 19:21
The Sixth Sense. Gdy go oglądałem pierwszy raz wydawał mi się filmem grozy. Za trzecim razem odebrałem go jako przesycony emocjami dramat. Muzyka bezbłędnie odegrała swoją rolę.
Btw, jeśli miałbym wybrać po dziesięć ulubionych ścieżek dźwiękowych, oraz dziesięć najlepszych filmów to listy by się pokryły.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: magus w 17-10-2014, 19:40
The English Patient był jednym z tych filmów, w których muzyka nie była przebojowa, ale doskonale dobrana do klimatu ciepłej, północnoafrykańskiej aury. Sam film podniósł temat stosunków (dosłownie również) damsko-męskich i skutków zakochania. Znów te związki chemiczne. Wszechobecna chemia odbierana przez nas jako uczucia. Chemia była prawdziwa, uczucia dyskusyjne, ale narozrabiali nieźle i to był fakt. Ten obraz wzruszył mnie do łez mimo, że nie grał Nicolas Cage.

a propos akcji i suspensu - Angielski Pacjent .... bleeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee .......

a serio, potrafię się "rozpuścić" w filmach bez absolutnie żadnej akcji - ale tu nie byłem w stanie przebrnąć przez pierwsze kilkanaście minut

mam duży dystans do Scorsese - chyba jedyny jego film, który mi się autentycznie do końca podobał to Wyspa Tajemnic
ale przy Angielskim Pacjencie każdy film Scorsesego jest wręcz porywający
i nie chodzi o gatunek filmowy, a o filmowy sex-appeal

Szósty Zmysł
stawiam go, bez kozery  ... na równi z Angielskim Pacjentem :)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: -Pawel- w 17-10-2014, 20:00
:)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Haka w 17-10-2014, 21:06
Jak muzyka filmowa to " Ostatni Mohikanin ", a western wymiatacz " Młode strzelby " :)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 18-10-2014, 08:09
The Sixth Sense oglądałem ze trzy razy  :'( Willis zagrał w nim rolę życia, zaraz po Szklanej pułapce czyli Die Hard.
Mamy talent do tłumaczeń, słynny Wirujący Sex był wisienką w torcie idiotyzmów. Po jakiego wała w ogóle tłumaczyć tytuły filmów? Przecież można zmusić przy tej okazji ludzi do aktywności intelektualnej. Najlepsi w robieniu z obywateli idiotów są Niemcy. Czytam po ruchach warg z niemieckiego RTL Fuck You, a pan od dubbingu podkłada siarczyste Scheiße. Ilość sylab się zgadza.
Na Angielskim Pacjencie płacze się w końcówce. Tam jest taka scena jak on leży a ona przy nim, tego no, i wtedy on  ;D
4.25 ----->
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: magus w 18-10-2014, 10:30
Colcolcol,

A da się popłakać na końcówce Angielskiego Pacjenta nie oglądając całości? Czy trzeba się przemęczyć te 2 godziny? :)
 (może te łzy to się zbierają w wyniku 2-godzinnej tortury? )

Tłumaczenia tytułów (i nie tylko) zrobiły się idiotyczne generalnie od kilkunastu lat. Wcześniej to były pojedyncze sytuacje. Świat schodzi na psy ...

Dystrybutorzy mają w głębokim poważaniu jakąkolwiek rzetelność i wymyślają tytuły filmów zgodnie ze swoją (mocno ograniczoną) wyobraźnią - najchętniej pewnie nadawaliby filmom jeszcze bardziej błyskotliwe tytuły, typu "Sharon Ston rżnie Michaela Douglasa na okrągło", albo "Bruce Willis zajebał 100 terrorystów 5". Ale niestety, jeszcze parę lat trzeba poczekać, aż się mohery nie przyzwyczają do pełnej wolności.

A swoją drogą, nie sądzę by znalazło się wiele osób, które potrafiłyby sobie przetłumaczyć np. tytuł "Blade runner"  (co nie znaczy, że tytuł nadany przez dystrybutora jest tłumaczeniem)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: frank w 18-10-2014, 12:35
"Oscar Pistorius"
:-))
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 18-10-2014, 14:23
 ;D Oscar...

W "Angielskim.." końcówka odpowiada na wiele pytań, które zadajemy sobie w czasie filmu i na które odpowiedzi szukają bohaterowie. Można oczywiście oglądać Harrego Pottera i pytań nie zadawać, ale lubię wiele wątków w filmach.

Jednym z filmów z tak wielowątkową opowieścią jest Dinner Rush, wg filmweba "Danie dnia". Na muzyce zaoszczędzili a reżyser zaoferował własną restaurację na miejsce akcji. Sceny poza restauracją Boba Giraldi, powinny zostać usunięte dla dobra filmu. Uwielbiam ten film za sposób prowadzenia kamery w ciasnych zakątkach kuchni i jadalni, za bardzo wyraziste postacie i za niemal perfekcyjne tempo. Razi i boli mnie brak lepszej muzyki w tym filmie, potknięcia w montażu i wyborze scen (szczególnie jedna z ostatnich w aucie, pokazująca widzom jak baranom kto za co i komu płacił), ale trzeba być wyrozumiałym, obraz nakręcono w trzy tygodnie. Polecam!
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 21-10-2014, 20:21
Drzewo życia jest dosłownym tłumaczeniem filmu, który dziś przejechałem w 60 km. Samemu na trenażerze jest nudno, kto jechał ten wie, ale zawziąłem się na udział w amatorskiej imprezie na wiosnę i pedałuję. Zawziąłem sie również na obejrzenie tego filmu do końca, nie wiem co było trudniejsze.

Skusił mnie Pitt, lubię patrzeć na jego zabawę z widzem. I ten tytuł. Sugerował jakieś związki z Rzeką życia"" czyli A River Runs Through It, ale gdzie mu tam do wcześniejszego filmu.
Dostaliśmy jakąś filozoficzno-poetyczną opowieść, którą dało się zmieścić w dwóch słowach: kochajmy się. Banalne to przesłanie jak diabli, wyświechtane przez coniedzielne kazania, zamęczone i zupełnie nie chwytliwe a Terrence Malick próbował jeszcze to sfilmować. Przy scenariuszu też się nie napracował, dostajemy smętne moralizowanie i kilka cytatów. Muzyka? Pomijalna. Zdjęcia? Amerykanie mają nieprawdopodobne możliwości z wyborem planu: pejzaże od Karaibów po lodowce, od wiochy po aglomeracje, od zabudowy wiktoriańskiej po fasolkę w Chicago i te nieograniczone możliwości inscenizacyjne nie pomogły filmowi.   

Nędza z rozpaczą jest największa wtedy, kiedy ktoś nieudolnie próbuje rozrachunku z własnymi strachami z dzieciństwa, za pieniądze widzów. I nawet Pitt filmowi nie pomógł, inna sprawa, że nie zaszkodził.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: 4m w 22-10-2014, 22:45
Nie dam się sprowokować, nie skomentuję, nie tym razem jeszcze.

Trenarzerze kurna... wybierz się z nim na koncert do fisharmoni, będzie beka :)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: 4m w 22-10-2014, 23:42
Przy filmach to głównie gotuję coś w kuchni, testuję wymyślne przepisy kulinarne. Czasami do filmu gram jeszcze w eurobiznes.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 23-10-2014, 10:27
Mój kolega ćwiczy przy Rammsteinie i przy Turnale. Odpowiada mu tempo. Nie mogę słuchać muzyki byle jak, w hałasie, w biegu, spocony. Nawet na YT tylko "łapę klimat". Film przemawia głównie obrazem a oczy w czasie treningu się nudzą i tyle...

Obsada jest jak instrumentacja w muzyce. Można spieprzyć najlepszy pomysł na film złym doborem aktorów a można zrobić to perfekcyjnie. Meet Joe Black jest filmem, w którym role przydzielono genialnie. Hopkins czy Pitt znajdują się w każdym pomyśle, ale np  Claire Forlani jest ze swoja mimiką męcząca i dosyć przewidywalna. Na tym filmie powinna zakończyć karierę, jak Nicolas Cage na Wild at Heart ...
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 23-10-2014, 21:06
Zbok emigracyjny :P

Uwielbiam Baczyńskiego a Turnau wypłynął na "nim". Sentyment pozostał:
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 26-10-2014, 16:37
Tak się jakoś złożyło, że filmy z udziałem Leonardo DiCaprio ostatnio częściej u mnie gościły. Zaczął w zasadzie od What's Eating Gilbert Grape, za którym nie przepadam, potem The Quick and the Dead i pięć lat później Titanic.
Wczoraj przypomniałem sobie Django Unchained. Zagrał w nim tyleż bezwzględnego, co tępego plantatora. Tarantino ma wyczucie obsady, ale gdyby mnie ktoś wcześniej zapytał: jak sprawdzi się w tej roli Leonardo, nie postawiłbym na niego złotówki. A tu proszę, dostajemy w drugim planie (nie było - jak się okazuje - problemu ambicjonalnego) bardzo wyraźnie zarysowaną sylwetkę, przykuwający uwagę spacer po planie i ogólnie - solidny kawał roli.
Tak, lubię go.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: -Pawel- w 26-10-2014, 19:13
Był taki film, gdzie dwóch...doktorów? udało się na wyspę badać przypadek choroby psychicznej czy coś w tym stylu. DiCaprio grał tam jedną z głównych ról. Na koniec okazało się, że doktor był głównym pacjentem, którego wprowadzono w błąd i wydawało mu się, że jest kimś zupełnie innym na potrzeby...eksperymentu?. Nie mogę sobie przypomnieć tytułu tego filmu, a bardzo mi się podobał, pomoże ktoś?
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: -Pawel- w 26-10-2014, 21:12
Czyli Shutter Island, podziękował :)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 28-10-2014, 17:11
Jeszcze dwa fakty z Django i kończymy z nim. Jest to w sumie kino popularne, bez super ambicji artystycznych i ma się tak do Almodovara jak dobry rock do jazzu.
Leonardo w scenie emocjonalnego przemówienia o kłamstwach przy stole, roz...la sobie łapę, uderzając w stół. Rzecz była autentyczna, przeraziła wszystkich na serio a on, z faktycznie rozciętą ręką kontynuował scenę.
Tarantino buduje sceny często w oparciu o muzykę. Najpierw jest temat muzyczny a potem pojawia się pomysł na scenę, nie tylko w tym filmie.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 29-10-2014, 17:11
Wspomniana Wyspa tajemnic jest jednym z tych filmów, które ogląda się z zaciekawieniem tylko raz. Nie ma w niej dopieszczonych scen z chęcią oglądanych po kilka razy. Sama, zakręcona historia nie jest dla mnie powodem do powtórnego obejrzenia. W klimatach film jest bardzo podobny do K-pax, ale m.in z mniej ciekawą oprawą muzyczną, nie stanowi dla niego konkurencji. Debel Spasey/Bridges lepiej utrzymuje napięcie niż sam DiCaprio.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: 4m w 29-10-2014, 21:55
A już w połowie filmu bez problemu można załapać jakie będzie 'niespodziewane' zakończenie, bo pomysł ograny... Pamiętacie Siłę Strachu z De Niro?
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Jarek2 w 30-10-2014, 21:09

;)

łoł !!!
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 31-10-2014, 09:12
Cape Fear to nie Hide and Seek, te tłumaczenia...

Tytuł Siła strachu (zostańmy przy tej wersji) nic mi nie powiedział. Pomyślałem: pewnie nie oglądałem, ale gdzie tam: był zaliczony, tylko wymazany z pamięci :)
Nie lubię filmów, w których pierwsze skrzypce gra dewiant, psychopata lub inny czub. Wiele scen w takich filmach jest naiwnie nierealnych (ale udają rzeczywiste)  a to mnie, jako widza żenuje. Niech to będzie fantastyka z dystansem i będzie zabawa a tak wychodzi koszmarek.
W Sile strachu nie ma dialogu, nie ma zupełnie drugiego planu i brak jest innych wątków. Zdjęcia Wolskiego i kunszt De Niro poszły na marne.
Dewiaci powinni kończyć jak w Zielonej mili (przynajmniej nie ma problemu z tłumaczeniem) czyli trwałe ubezwłasnowolnienie lub krzesło. Ale ten film posiada wiele innych wątków i m.in dzięki temu, jest dużo ciekawszy. Akcent na role rozłożono sprawiedliwie, aktorów obsadzono genialnie, zdjęcia nie rażą tandetą i wierzymy w cudowne uzdrowienie myszki. Aha, w Zielonej Mili zadbano o doskonałą scenografię.  Ferenc Darabont wyreżyserował jeszcze jedną perełkę, ale o tym innym razem.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Archie w 31-10-2014, 14:01
Pamiętacie "Rosemary's Baby" z 1968? Dziecko z wózeczka dorosło no i stąd ta sentymentalna fotografia.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 31-10-2014, 15:49
Oglądałem ten film w Zakopanem, w jakieś wakacje lat osiemdziesiątych. Miałem wyjść w trakcie projekcji, ale z kolegami dokładaliśmy głośne komentarze i jakoś zleciało. Nigdy do niego nie wróciłem. Europa cierpi na brak utalentowanych reżyserów i dlatego każdy jest na miarę złota a jak do tego żyd, to nawet filmów kręcić nie musi i odpowiadać za pedofilie również.
 
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: frank w 03-11-2014, 06:36
"Zostawcie Polańskiego

Każde publiczne pojawienie się Romana Polańskiego w Polsce (i nie tylko) wzbudza fale kontrowersji. Jego ostatnia wizyta w Warszawie na otwarciu Muzeum Historii Żydow Polskich spowodowała lawinę komentarzy, podsyconych później przez informację, że USA oficjalnie wystosowało do władz polskich prośbę o jego ekstradycję.

Chyba się nie pomylę stwierdzając, że to jedna z najbardziej znienawidzonych osób na świecie i paradoksalnie, wraz z upływem czasu, światowa opinia publiczna zdaje się traktować temat jego gwałtu na nieletniej z roku 1977 jak ulubiony obiekt wywlekania na światło dzienne wraz ze wszystkimi szczegółami prawnymi i intymnymi tej sprawy. Jednocześnie każda próba obrony, czy też tłumaczenia czynów Polańskiego jest odbierana jako równoznaczna z obroną pedofilii, co stwarza sytuację patową, w której emocje w dyskusjach na ten temat często osiagąją niezdrowe apogeum.
Ten regularny proceder wzburzenia opinii publicznej przeciwko Polańskiemu w, wydawałoby się, słusznej sprawie, zaczyna przypominać swego rodzaju igrzyska, w których publiczność zgromadzona przed odbiornikami medialnymi za wszelką cenę domaga się widowiska, a osiągnięcie zbiorowego catharsis jest możliwe tylko w jeden sposób: że przedmiot ataków umiera na ringu, najlepiej w długotrwałych cierpieniach, na oczach wszystkich zgromadzonych. Tutaj nie ma litości, nie ma miłosierdzia, tutaj jest wina niepodważalna i nikt inny, jak tylko tłum ma prawo wyznaczyć za nią karę. Tutaj tłum jest adwokatem, prokuratorem i sędzią w jednym akcie zbiorowego potępienia.
Za każdym razem jestem zaskoczona intensywnością tej zmasowanej medialnej krytyki, która często przybiera formę regularnej obławy i która dawno już przestała być proporcjonalna do popełnionego przez Polańskiego czynu.
Mówię to z całą świadomością wiedząc, że w tym momencie kieruję na siebie być może podobną krytykę, która nie będzie miała żadnych okoliczności łagodzących.
Ale trudno, tak mi podpowiada mój instynkt człowieczeństwa i empatii, który jeszcze w sobie posiadam.

Mój podstawowy problem z argumentacją krytyków Polańskiego polega na pomijaniu wielu faktów, które zdają się nie mieć absolutnie żadnego znaczenia dla części opinii publicznej.
Bo to nie była nigdy tak prosta i jednoznaczna kwestia, do której chcieliby ją sprowadzić zatwardziali zwolennicy wsadzenia Polańskiego do więzienia. Tak, to był "unlawful sexual intercourse with a minor" czyli "niedozwolony stosunek seksualny z nieletnią", do czego przyznał się on sam. Nie moim zadaniem jest tutaj ponowne przypominanie wszystkich faktów - te informacje są dostępne na odległość kilku kliknięć, fakty są znane i można je sobie logicznie połączyć w jedną całość. I można się m.in. dowiedzieć, że:

był proces
było przyznanie się do winy
była ugoda ze stroną pokrzywdzoną i z sędzią
było poddanie się karze wyznaczonej przez sąd (43 dni w zakładzie psychiatrycznym, co było częścią zawartej ugody).

Te fakty nie podlegają dyskusji, czy to się komuś podoba, czy nie i czy pasuje do czyjegoś subiektywnego poczucia sprawiedliwości jest sprawą wtórną.
Z punktu prawnego winą Polańskiego jest w tej chwili to, że opuścił USA przed zakończeniem sprawy sądowej i wydaniem ostatecznego wyroku.

Fakt, że Polański wiele lat temu pogodził się z Samanthą Geimer, że nie tylko przeprosił ją osobiście, ale w wyniku postępowania cywilnego w roku 1988 zadośćuczynił jej odszkodowaniem w wysokości 6-cyfrowej kwoty dolarowej nie pojawia się w argumentacji krytyków prawie nigdy. Mało kto o tym wie, dlatego że świadczyłoby to niechybnie o jego człowieczeństwie, a tym szeroko pojęta opinia publiczna zdaje się nie być w ogóle zainteresowana. Osobiste zdanie pokrzywdzonej już dawno przestało się liczyć, a właściwie nie liczyło się prawie nigdy. Chcąc nie chcąc, stała się ona sztandarowym symbolem niewinnych 13-latek gwałconych przez bezkarnych pedofili-predatorów, których symbolem stał się Polański.
Sama zainteresowana wielokrotnie wyrażała się na ten temat i podkreślała, jak bardzo skrzywdziło ją przesadne, nieproporcjonalne zainteresowanie mediów tą sprawą oraz jak bardzo cierpi za każdym razem, gdy po raz kolejny zostaje ona wywlekana na światło dzienne ze wszystkimi pikantnymi detalami, który to proceder, mający na celu pogrążać sprawcę, pogrąża jednocześnie ją samą. Ten kontekst jest w tym nieistotny. Poczucie empatii w stosunku do ofiary nie podlega przecież dyskusji, ale jej uczucia w tym momencie są paradoksalnie nieistotne. Empatia tłumu jest ważniejsza od niej samej, to nie ma najmniejszego znaczenia, że od prawie 40 lat ten zbiorowy, bezimienny i zmasowany pęd do wymierzenia sprawiedliwości jej oprawcy wykańcza ją psychicznie, wpływa destrukcyjnie na życie jej i jej rodziny….

I tutaj też nie liczy się, że w Polsce, podobnie jak w innych krajach europejskich sprawa sprzed lat prawie 40 byłaby już dawno przedawniona. Całość podstawy prawnej na której ta sprawa aktualnie się opiera dobija fakt, że przebywając w areszcie w Szwajcarii, po zatrzymaniu Polańskiego w roku 2009 strona amerykańska nie była w stanie ustalić, na jakiej zasadzie ekstradycja ma się odbyć, gdyż formalnie Polański poddał się karze ustalonej w roku 1978 przez ówczesnego sędziego. Można nawet przypuszczać, że do tak bardzo oczekiwanego przez dużą część opinii publicznej odbycia wyroku przez Polańskiego w Ameryce w ogóle by nie doszło, bo z punktu widzenia prawnego wydaje się, że strona amerykańska ma poważne problemy z jednoznacznym ustaleniem, czy Polański faktycznie ma w ogóle jakąś karę do odbycia.

Traktowanie tej sprawy według dzisiejszych norm społecznych jest również nonsensowne. Koniec lat 70-tych był to czas, gdy Jodie Foster jako 13-latka grała prostytutkę w „Taxi Driver“, a 12-letnia Brooke Shields została okrzyknięta symbolem seksu. Nie ma wątpliwości, że były inne normy zachowania, inna mentalność, seks z nieletnimi był rozpowszechniony i praktykowany bez względu na to jak nienormalnie to dzisiaj dla niektórych brzmi. I nie oszukujmy samych siebie: dzisiaj przecież wczesna inicjacja seksualna jest również na porządku dziennym, w krajach europejskich wiek pierwszych kontaktów ciągle się obniża.
I nawet jeśli już koniecznie miałoby się traktować ta sprawę według dzisiejszych norm, to najlepiej w całości: to znaczy, że matka Samanthy Geimer przy dzisiejszych praktykach rozpowszechnionych np. w niektórych krajach Europy ryzykowałaby utratę praw rodzicielskich za to, że nie dopilnowała swojej nieletniej córki zostawiając ją sam na sam w sytuacji dwuznacznej z dorosłym mężczyzną, który miał światową reputacje playboya.

I w końcu można się dziwić, że ta sprawa porusza do tego stopnia, że kompletnie blednie przy niej autentyczny stan traktowania zbrodni pedofilii oraz czynów pedofilnych w Polsce i w innych krajach, gdzie kary więzienia są minimalne, a ponad połowa wszystkich spraw kończy się wyrokiem w zawieszeniu. I nawet jeśli kończą się one rzeczywistym pobytem w więzieniu, jest to nieuchronnie związane z rychłym wyjściem wciąż niebezpiecznych, nieleczonych przestępców na wolność tylko po to, aby popełniali te same przestępstwa na nowych ofiarach. (Zródło)
W obliczu tak opłakanego stanu rzeczy w tej kwestii, ciągłe rozdmuchiwanie sprawy Polańskiego zdaje się być jakąś koszmarną, bezmyślną groteską, skoro człowiek ten, chociażby według przeprowadzonych badań, ani nie jest pedofilem ani nie stanowi i nigdy nie stanowił żadnego zagrożenia dla otoczenia.

Mam wrażenie że krytykom Polańskiego nie chodzi już nawet o sprawiedliwość dla „tej biedniej 13-letniej dziewczynki“, ona już przecież dawno otrzymała zadośćuczynienie i o tej sprawie najchętniej by zapomniała. Tu chodzi o zaspokojenie swojej własnej żądzy sprawiedliwości, o wyrażenie potępienia, które psychologicznie podnosi potępiającego szczebel wyżej w jego własnym poczuciu człowieczeństwa, rodzicielstwa, jestestwa. Absolutne potępienie jest najłatwiejsze, bo nie wymaga ani wysiłku intelektualnego, ani moralnego.
I najszlachetniej wtedy wygląda własna twarz w lustrze.

Dlatego moja postawa w tej kwestii jest jednoznaczna: drodzy krytycy, rodzice, dziennikarze, sekundanci: zostawcie Polańskiego, a z taką samą siłą i żądzą krwi zajmijcie się protestem wobec systemu prawnego, który wciąż niestety, mimo prowizorycznych zmian, najzwyczajniej w świecie jest bezradny wobec rosnącej, rozpleniającej się i przybierającej coraz bardziej wyszukane i przerażające formy w takt rozwoju mediów społecznościowych pedofilii.

Jeśli całe zamieszanie medialne wokół afery Polańskiego do czegokolwiek pożytecznego miałoby się przydać, to właśnie do podkreślenia alarmującej ważności tej kwestii."
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 03-11-2014, 08:37
Każdemu wolno mieć jakieś zdanie, a nawet powinien je mieć. Po co kopiujesz fragment bloga jakiejś pindry bez własnego komentarza?
 Zgadzasz się z pindrą Aleksandrą, że oj tam, oj tam, było minęło, zapłacił, posiedział miesiąc na cudzym garnuszku, odbył spotkania, w których kajał się za swój haniebny czyn i powinien być czysty jak łza? I jeszcze jej sugerowanie, że ten wiek inicjacji seksualne stale się obniża a więc może prawo zmienić i karać za stosunki ze siedmiolatkami a ośmiolatki już można tarmosić?
 Czy może raczej z tezą, że prawo tylko wówczas jest skuteczne, kiedy kara jest nieuchronna?
Może odpuścić księżulkom z Dominikany? Przecież się wyspowiadali. Dla nich największą karą są rozterki wewnętrzne i po co im ta ludzka nienawiść? Chłopcy już dostali po kilka dolarów zadośćuczynienia, pokuta odbyta i można dalej nawracać niewiernych na Karaibach?

The Shawshank Redemption (w reżyserii przywołanego wcześniej Darabonta) pokazuje wymiar sprawiedliwości ze strony, jakiej wolelibyśmy go nie znać. Ktoś się pomylił, ktoś kogoś wkręcił i oglądamy skuteczną ucieczkę z więzienia, rozłożoną w czasie. Dosyć ciekawy film pokazujący niezłomność. Każdy z nas zna wiele osób z problemami. Dla wielu są to problemy nie do rozwiązania, ale Andy daje radę. Inni rzucają się jak muchy w pajęczynie z powodu nadwagi, wódy czy prochów a są rzeczy gorsze. Chociażby gwałt na własnym nieletnim dziecku i próby usprawiedliwiania tego przez amatorów psychologii.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 07-11-2014, 12:56
 Dallas Buyers Club
Hmm, nie wiem, kończą się w Hollywood pomysły? Ni to zabawne, ni straszne, ni pouczające, nie jest rozrywkowe (oglądanie nawróconych w ostatnich godzinach życia ćpunów, mnie nie bawi). Z faktami film jest na bakier, obrazy nie były "malowane" ręką mistrza, tempo gnuśne a atmosfera w niczym nie przypominająca sielskiego życia w katolickiej ojczyźnie. Niczego nowego się z tego filmu nie dowiedziałem ani o USA, ani o gejach ani o ludziach. Ot, stracone 120 minut. Na uwagę zasługuje śliczny )he, he( Matthew McConaughey, bożyszcze lasek zmieniony nie do poznania jak Charlize Theron w Monster.
Ma charyzmę i dzielnie ciągnie ten pasztet do końca.
 
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: cin157 w 11-11-2014, 21:26
Ostatnio oglądałem film 'Casablanka' http://www.cda.pl/video/87323fc/Casablanca-Lektor-PL, który prawdopodobnie też był na faktach autentycznych.
Ciekawe, bo Adolf Hitler powiedział przymnie: nawet wie że w Casablance zastrzeliłem oficera niemieckiego i jakby mnie wszyscy nie mieli to musiałby mnie też zabić.
Czesi lubili mnie mieć i możliwe że dziewczynie Czecha powiedziałem że źle robi szukając znajomości, kiedy jej mąż jest w obozie.
Ta historia z oficerem to jak na filmie: 'nie dzwoń bo będę musiał ciebie zastrzelić, najogólniej aż do końca filmu-wydarzeń kompletna i pełna kultura osób związanych z osobą żony Czecha, a nawet ze strony Niemca, który do końca spełnia swój obowiązek -musiałem go zastrzelić, bo mnie nie było i niema i w takiej sytuacji mnie to przypadło, bo rzeczywiście chciał zadzwonić, nie patrząc co ja zrobię.
Ciekawe film w którym przeplatają się francuskie i czeskie narodowości i sprawy i przy okazji lojalność oficera niemieckiego innymi słowy jakaś wspólna i pełna kultura chęci pomocy Czechom i nawet nikogo dziwi że nie było winnego śmierci niemieckiego oficera i aby zamknąć sprawę był wydany rozkaz szukać kogoś winnego kogo jako zbrodniarza-bandytę  można poświęcić, proste bo ludzie muszą wiedzieć że ktoś został ukarany, taka propaganda.
Zanim oficer został zastrzelony nie mówił mi ale pokazywał że mnie zabije.

Puśćcie wolę fantazji: może niemiecki oficer pokazywał mi że mnie zastrzeli jak ja jego nie zastrzelę, bo może Niemcy chcieli przemycić groźnego swojego agenta i nawet jego żona miała na imię ILZA hi hi hi!

Podobnie pamiętam jak rzeczywisty podwójny niemiecki agent jak z filmu 'Stawka Większa Jak Życie' zastrzelił przy mnie podobnego do niego i wziął jego papiery i przy mnie powiedział że doskonale się zna na sprawach wojskowych i będzie nim, bo jak mówię jest do niego podobny.
Ale i też powiedziałem że na zdjęciach to był jego brat i jak to sprawdzą to nie będzie dobrze i potem zrobili inną wersję że ja go zastrzelę i też sam pokazywał abym to zrobił i że to wszystko dla mnie to nic dobrego.
Kus umie w czasie kombinować i nikt się wyzna jak co było i chyba to jest wasza Si Haj! i wtedy Niemiec przy mnie zasalutował.
Miał to być podwójny agent, który nie musiał mieć sukcesów, ale najważniejsze aby wiedział kto jak jest inteligentny i jakie ma obyczaje.
Ciekawe bo ojciec tego agenta był sędzią i kiedy jemu powiedziałem że ta wojna jest wyrokiem na ludzi to powiedział że nie jest zwolennikiem wojny i abym jemu pomógł zostać w mieście i wykonywać swój zawód sędziego -z tego wynika czy był podwójnym agentem czy nie, czy tylko taka rodzina z taką świadomością sędziego.

'Czterej Pancerni I Pies' to też jest dokumentalnym filmem i na jednym odcinku Wojciechowski, a nie niemiecki chłopiec zabija dowódcę czołgu Jarosza, który rozminowywał niemieckie miasto w Niemczech na takiej zasadzie że jak się jemu nie uda to razem zginiemy, ponadto ja chciałem aby zrobił aby mnie nie było i zaraz potem jak na filmie Wojciechowski go zastrzelił i nawet to powiedziałem Sowietom jak miałem z nim iść zatykać flagę zwycięstwa na gmachu berlińskim i mimo wszystko Sowiety nim i mną to zrobili.

Nie wiem czy Kaczyński nazywa swojego rodziny Wojciechowskiego Białym Orłem lub Białym Lwem, czy mnie tak nazywa.
Bo jak np. Biały Lew, to jego Wojciechowskiego, przy niemieckim chłopcu na strychu powiększyłem się i w sekundę rozszarpałem i wyrzuciłem przez okno, bo chciał zabić chłopca, bo był dla mnie niegłupi, taka to jest nie pisana historia czterech pancernych.

Trochę z innej beczki:
w USA  mieszkałem na 69 John St. Hartford, Connecticut i w budynku była pani Wileńska rodziny Okonor, też z Polski z Krakowa.
Ciekawe bo jeden raz kazała mi powiedzieć Si Haj i abym podniósł rękę do góry jak to mówię i chciała mnie takiego widzieć i możliwe że coś wiedziała i z pewnością z tego nieznanego czasu mówiła w mojej sprawie że jestem dobry chłopak i aby nic złego mi zrobić.
Mówiła mi że rozmawiała z Polańskim który krótki czas tam mieszkał i z tego czasu nakręcił film jak szuka mieszkania i potem wplątał jej młode lata kiedy mnie młoda dziewczyna Wileńska miała i wyrzuciłem ją przez okno z pierwszego piętra na szklarnię pod od oknem i potem leżała cała w gipsie, ale też wypowiedziałem aby potem jej  nic było.
Nawet mieszkałem na jej byłym mieszkaniu, gdzie mnie kiedyś miała.
Ciekawe bo widziałem Polańskiego jak zrobił jednego z komputera i był to Stiw Smyth, przyszły mąż Maryśki mojej siostry ciotecznej i takiej genetyki jak Maryja z Watykanu.
Na filmie jest widać jaki to jest wesoły chłopak i tak się przy mnie zachowywał i rozmawiałem z nim że będzie mężem mojej siostry ciotecznej i sprawdził że nawet będzie bogaty.
Widziałem ten film w internecie, ale nie wiem jaki miał tytuł i akcja filmu działa się niby w Francji, a to było w USA.
Wileńska powiedziała mi że mnie ukarała i potem kiedy wyzdrowiała to mnie też zrzuciła na szklarnię z kwiatkami z pierwszego piętra -biedna szklarnia drugi raz była rozwalona.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Archie w 12-11-2014, 15:20
"Obywatel nihilista

Każdy myślący Polak ma problem z polskością. Polska jest od 300 lat w sytuacji niemożliwej, a mimo to ciągle jest. To znaczy, że wymaga nadzwyczajnych ofiar, składanych także z rozsądku Polaków. Taki los. Mocowali się z tym Mickiewicz, Słowacki, Norwid, Wyspiański, Gombrowicz. Pamflet jest formą, która tu pasuje, a „Trans-Atlantyk” najświetniejszym przykładem.

  Film Jerzego Stuhra „Obywatel” to też pamflet na polskość. Tragikomedia nie straszna, ani nie śmieszna. Typowy Polak Jan Bratek znajduje się przez przypadek w węzłowych chwilach historii powojennej. 13 grudnia 1981 r. akurat poszedł po sól do sąsiadów, działaczy Solidarności, więc został internowany. Przypadkiem wziął za żonę funkcjonariuszkę SB. I tak dalej. Fabuła zmierza do uśrednienia typowego Polaka. Ani nie jest heroiczny ani nie jest całkiem zły. Z wyjątkiem – antysemityzmu. Bratek jest wprawdzie od tego wolny, ale objawy ciągle napotyka.

   Stuhr ma fioła na punkcie antysemityzmu. Jest dla niego całkowicie niezrozumiały, a nie chce pojąć zjawiska o tak poważnych skutkach. Nie stawia sobie pytania o rolę Żydokomuny w Polsce powojennej, ani o rolę dobrą lub złą jej potomków w III Rzeczpospolitej w kraju, czy za granicą. Jest to słoń, którego nie wypada zauważyć w salonie, chociaż ta obecność może wiele wyjaśnić z utrzymującego się antysemityzmu. Za to w salonie wolno bezkarnie wyszydzić Polaków.

  Kiedy Bratek odmawia słuchania partyjnego wykładu o Żydach, słyszy od kolegi, że „stoi tam, gdzie stało ZOMO”. Tak oto fioł antysemicki Stuhra zbiega się z fiołem antykaczyńskim. Słowa te powiedział bowiem Jarosław Kaczyński, ale w innej sytuacji.  Stuhr przyprawia prezesowi gębę antysemicką mimo, że PiS jest partią wręcz przyjazną dla lojalnych wobec Polski patriotycznych Żydów.

  Lech Kaczyński był zresztą pierwszym prezydentem III RP, który postawił zapaloną menorę w oknach swego pałacu.  Jednak fioł antykaczyński zżera Stuhra. Oto w filmie przypadkiem spada na Bratka litera z wielkiego napisu Telewizja Polska. A skoro obok znajdowała się głowa państwa uznano, że był to zamach. Bratek dostaje odznaczenie od prezydenta Kaczyńskiego, gdyż cios wziął na siebie, aczkolwiek bezwiednie. To kolejny polski antybohater.

  Stuhr powiada tu widzom, że katastrofa smoleńska była skutkiem niechlujstwa. Kto mówi o zamachu, jest śmieszny. Jednak TU 154M rozbił się na kilkadziesiąt tysięcy odłamków wskutek upadku z kilku metrów na błotniste podłoże. Czyli musiał być wybuch na pokładzie. Być może z powodu nieszczęśliwego przypadku ale hipoteza zamachu jest prawdopodobna, więc nie pora na drwiny. Zwłaszcza, gdy Rosja przemocą zmienia granice w Europie.

  Jednak Stuhr drwi ze śmierci prezydenta, który sprzeciwił się Putinowi w zamiarach odbudowy imperium rosyjskiego, bo widział dalej niżeli szydercy zaślepieni pogardą dla Polski. I może za to zapłacił. Dzisiaj były wiceminister obrony mówi publicznie, że Rosjanie mogą zająć Warszawę w ciągu trzech dni. Drugi wiceminister ON publicznie rozważa, czy użyją taktycznej broni jądrowej. Nawrócony na rozum prezydent Bronisław Komorowski podpisuje doktrynę, która przewiduje rosyjską napaść. Premier ewakuuje się z kraju do Brukseli.

  Byli ludzie przewidujący to wszystko zawczasu. Jerzy Stuhr z nich drwi.

  Autor „Obywatela” głosował przeciwko dofinansowaniu „Smoleńska” przez PISF. Lecz na jego pamflet pieniądze się znalazły w instytucie, który w nazwie ma „polski”. Z góry odmawiając gry w filmie o tragicznej śmierci Lecha Kaczyńskiego zapowiedział: „nigdy nie wystąpię w widowisku kłamliwym historycznie i nihilistycznym”. Niestety, nihilista słowa nie dotrzymał. Taki obywatel."

http://sdp.pl/felietony/10462,obywatel-nihilista,1415638719

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 13-11-2014, 08:59
Nie wiem, czy w ogóle to obejrzę. Słuchając licznych wywiadów "mistrza" na temat nowego "arcydzieła" można pomyśleć, że to film autobiograficzny, z chęcią odkupienia win i próbą zamknięcia własnej wizji świata w formie dającej zarobić. Każdy artysta ma w szufladzie setki niewydanych "dzieł", ale autocenzura nie pozwala na ich publikowanie, bo są np zbyt osobiste. Pan Stuhr ma takie sentymenty w dupie a uważając za się za rzecznika Polaków i ich sumienie, dopuszcza taka formę przekazu, w której tą własną dupe pokazuje.
Nie jestem typowym Polakiem o ile taki w ogóle istnieje, ale sądząc po licznej widowni Miodowych lat czy Kiepskiego, film (ach, te kilka najwspanialszych scen-zajawek) ma potencjał... 
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Dominik.M w 13-11-2014, 22:26
Wczoraj skatowalem dwa:

Enemy - klimat, muza, kolory. Podobal mi sie
&feature=youtube_gdata_player

Her - zonie sie podobal, a ja tez nie traktuje czasu spedzonego przy tym filmie jako straconego
&feature=youtube_gdata_player

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Dominik.M w 13-11-2014, 22:30
A z takich, ktore napewno mi zostana w glowie to Pi

&feature=youtube_gdata_player

Pierwszy film Darena Aronofskyego zrobiony o ile dobrze pamietam jako jego praca dyplomowa. Inne jego filmy tez mi sie podobaly.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: domzz w 14-11-2014, 22:31
Dominik.m - wszytkie trzy widziałem i jestem podobnego zdania co Ty. Polecam Ci poprzednie filmy reżysera Enemy Denis'a Villeneuve, a zwłaszcza Incendies i Prisoners. Ten pierwszy robi niezły mindfuck - chyba najlepszy jego film.

Chyba jako jedyny tutaj polecę popkulturowo ;)



Dla maniaków sci-fi pozycja obowiązkowa, a jeśli ktoś jest rodzicem to lepiej niech weźmie na seans chusteczki na otarcie łez, hehe. Interstellar podzielił okrutnie widzów, dla jednych jest to gniot z banalnymi dialogami i idiotyzmami, a dla innych arcydzieło sci-fi na miarę Odysei Kosmicznej 2001 Kubrick'a (cytowanej w Interstellar kilkakrotnie). Mnie osobiście film zmasakrował, dosłownie od nadmiaru przemyśleń (również ojcowskich) spać po nim nie mogłem. Oceniam na 10/10

Przed seansem lepiej nic o filmie nie czytać. Aha no i muzyka, IMO dzieło życia Hansa Zimmera. Tak przejmującej muzyki połączonej z obrazem dawno nie słyszałem.

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Dominik.M w 15-11-2014, 10:56
Slyszalem juz o tym filmie. Jutro sie wybieram do kina.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 15-11-2014, 20:22
Chyba jako jedyny tutaj polecę popkulturowo ;) ...

A co w tym złego?

Dzx za Pi, gdzieś umknęło.

Ciekawa jest scena bohatera oglądającego "dom ślimaka" na plaży. Jest tak samo pokręcony i jeszcze scena z sąsiadką odchodzącą w głąb pokoju. Dżisus, dlaczego kamera nie zjechała na jej biodra? Tego oczekiwała cała męska widownia i tam gapił się Maximillian Cohen.
Film jest mroczny, wypełniony negatywnymi emocjami, gniewem i wybuchami złości. Darren Aronofsky jest po stronie uważających, że przyroda dzieli równo a geniusz musi być okupiony utratą innych, cennych cech. Życie to potwierdza a w filmach było przerabiane w A Beautiful Mind, Rain Man czy Mercury Rising. Brakowało mi w tym filmie tła, drugiego planu, pokazywania ciekawych rzeczy bez znaczenia dla akcji. Film warty obejrzenia - raz.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Rolandsinger w 20-11-2014, 01:03
Wróciłem właśnie z kina z Interstellar. No cóż, muzyka obłędna, Zimmer przeszedł sam siebie. Fabuła - banał, nonsens, psychodela, atrofia, natomiast zamknięcie fabuły przebija wszelkie kuriozum osiągając logarytmiczny poziom kondensacji bzdur - nie trzyma się nie tylko fizyki, logiki, ale podstaw zdrowego rozsądku*

Nie mam czasu ani ochoty popełniać darmowej recenzji, więc zacytuję tę, z którą z grubsza się zgadzam autorstwa Michała Walkiewicza:

"...Pierwszy samobój pada już w prologu. Oto z serii quasi-dokumentalnych ujęć z "gadającymi głowami" dowiadujemy się o wielkiej rebelii Matki Ziemi przeciw eksploatującej jej zasoby ludzkości oraz o śmiałkach, którzy ruszają w gwiazdy, by szukać dla homo sapiens ratunku. I choć rzeczona konwencja nie obiecuje wcale naukowej rozprawy, podobnie jak zwrot Nolana w stronę twardej fantastyki nie musi być gwarancją drugiego "Solaris", to jednak wymusza nieco bardziej złożony rysunek świata, bohaterów, planu, który mają wykonać, oraz problemu, z którym muszą się zmierzyć. Na ekranie tymczasem pojawiają się kolejne klisze i postaci wykrojone z hollywoodzkiego szablonu. Prym wśród nich wiodą Cooper (Matthew McConaughey) – ekspilot, którego wypadek skutecznie sprowadził na ziemię i który wciąż marzy o powrocie w gwiazdy, oraz nadzorujący misję naukowiec Brand, który wraz z twarzą Michaela Caine'a dostaje do wygłoszenia obowiązkową porcję proroctw i egzystencjalnych bon-motów. Nawiasem mówiąc,  zdania-zaklęcia płyną z ust wszystkich bohaterów jak z odkręconego kranu.

Kiedy wreszcie Nolan puszcza fabularną machinę w ruch, robi się jeszcze ciekawiej. Cooper, zaintrygowany magnetyczną anomalią szalejącą w jego domu, odkrywa wkrótce tajny ośrodek NASA, w którym czeka już rakieta gotowa do międzywymiarowych podróży. Potencjalnie najmocniejsza w filmie elipsa pokazuje go tuż po rozstaniu z córką, zalanego łzami, odjeżdżającego pick-upem w stronę ośrodka – na obraz zostaje nałożony dźwięk odliczania do startu kosmicznego wahadłowca. To pierwsza efektowna scena, w której Nolanowi – inaczej niż zwykle – nie udaje się odwrócić naszej uwagi od istotnych pytań. Kiedy ponownie przeszkolono Coopera? Jakim cudem dostał fuchę pilota "na twarz"? Kto miał pilotować za niego? Kim w zasadzie są jego załoganci? Z takich scen składa się cały "Interstellar". Jako że większość filmu wypełniają napisane bez polotu, akademickie dyskusje, reżyser nie ma w zasadzie czym kontrapunktować naszpikowanego banałami tekstu. Najpierw podaje więc serię wykładów o działaniu czarnych dziur, w których – niczym w szkole podstawowej – za materiał ilustracyjny służy kartka papieru przebita długopisem. Potem jest odjazd w rejony, które dawno zaorał już Erich von Daniken. W końcu zaś przychodzi czas na newage'ową puentę o miłości pokonującej czas i przestrzeń. "Interstellar" ma ambicje wielkiej fantastyki – z jej próbami racjonalizacji irracjonalnego i świeckim przeświadczeniem o człowieku będącym panem własnego losu – jednak za mało tu dbałości o detale, a za dużo logicznych dziur i kosmicznych bzdur. Po tym filmie naprawdę docenicie "Grawitację" Cuarona za subtelny rysunek psychologiczny bohaterów, a "W stronę słońca" Boyle'a za uroczy w swojej bezpretensjonalności pomysł na "zresetowanie" zagrażającej Ziemianom gwiazdy za pomocą ładunku nuklearnego.

Stylizacja na retro sci-fi służy filmowi o tyle, że pozwala Nolanowi wykreować odpychającą, brudną, niemal namacalną przestrzeń statków kosmicznych oraz wspaniałe krajobrazy odwiedzanych przez bohaterów planet. Podoba mi się industrialny sznyt scenografii, przywodzący na myśl "Obcego", tyle że w filmie Scotta jest to uzasadnione fabularnie: bohaterowie to wracający z szychty załoganci statku górniczego. Tutaj z kolei warstwa wizualna wydaje się jedynie mostem przerzuconym pomiędzy Nolanem a szacownymi klasykami. Ujęcia kosmicznych anomalii, czarnych dziur i innych międzywymiarowych tras szybkiego ruchu robią wrażenie, zwłaszcza że Hans Zimmer wreszcie zilustrował je ścieżką dźwiękową, która nie kwalifikuje się jako autoplagiat. To jednak nie wystarcza, by uczynić z "Interstellar" widowisko będące czymś więcej niż hołdem dla estetycznej wrażliwości pionierów ambitnego sci-fi. To za mało, by zapomnieć o nadekspresyjnym, zbliżającym się do granicy autoparodii Matthew McConaugheyu, o przeciążonym niezrealizowanymi ambicjami scenariuszu, o banałach i głupotach podawanych z kamienną twarzą. Słowem, o wszystkim, co znajdziemy pod cienką warstwą patyny."     

*Uwaga spoiler: ludzie wokół Saturna budują tymczasową bazę, która pomieściła całą ludzkość z przyrodą skopiowaną z Ziemi, a nie potrafili zapanować nad chorobą roślin na samej Ziemi, co jest powodem konieczności poszukiwania nowego astronomicznego domu.
 
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: magus w 20-11-2014, 12:32
Roland,

mnie też od kilku już dni nie daje spać jedna myśl - jak to możliwe, że przez tyle lat, w trakcie których rozgrywała się akcja filmu, żaden z bohaterów ani razu nie poszedł się wysikać ...

a co do kartki przebitej długopisem - to była ilustracja tunelu czasoprzestrzennego, a nie czarnej dziury
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Cypis w 20-11-2014, 15:19
Widziałem "Interstellar". Mnie się podobał. Może dlatego, że chodzę do kina nie po to by oglądając ambitne filmy mieć więcej problemów do przemyślenia ale po to by o niektórych na jakiś czas zapomnieć.

IMO fajne kino rozrywkowe z drugim dnem. A że logika dziurawa. Mam to gdzieś. Jakby ktoś zapomniał kino fabularne "trochę" różni się od kina dokumentalnego.

BTW. Dziwne, że nikomu nie przeszkadza w "logicznych" filmach wszechobecne wolne miejsce do parkowania właśnie tam, gdzie bohater chce wysiąść.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: w.luczynski w 20-11-2014, 15:29
Podpisuję się pod opinią kolegi domzz. Wiele filmów sci-fi nie ma solidnych podstaw naukowych. Nie szkodzi.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 20-11-2014, 17:28
...żaden z bohaterów ani razu nie poszedł się wysikać ...

Polskie filmy z powodzeniem wypełniają przestrzeń fizjologiczno-genitalialną.

Ciąg logiczny jest mi potrzebny w filmie jak muzyka. Non stop analizuję, oceniam, kalkuluję i w takim razie Interstellar mnie będzie irytował. Twórcy pewnie wzięli mnie pod uwagę, ale pomyśleli również o mojej żonie, a jej dziury w logice nie przeszkadzają  ;D.

W wypełnianiu filmów drobiazgami, gustuje Spielberg. Jedną z ciekawszych scen  Minority Report jest ta, w której miniaturowe roboty szukając   Johna Andertona trafiają na wannę pełną lodu. Prawie udało mu się oszukać metalowe pajęczaki gdyby nie ... bąbel powietrza. Niby bzdet, ale takich "bzdetów" jest w filmach Spielberga mnóstwo. Na pewno pamiętacie Szczęki i scenę rozgniatania puszki do piwa a następnie kubka z tworzywa sztucznego jako riposty. To robi FILM.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Rolandsinger w 20-11-2014, 19:00
Podpisuję się pod opinią kolegi domzz. Wiele filmów sci-fi nie ma solidnych podstaw naukowych. Nie szkodzi.

>>Uwaga spoiler<<

Ależ ja nie miałem na myśli tego, że fabuła "Interstellar" nie licuje w żaden sposób z obecnym paradygmatem w fizyce, wręcz przeciwnie - koresponduje, np. Cooper po wessaniu do czarnej dziury znajduje się w innym wymiarze, jakie postuluje niegdysiejsza Teoria Strun (wyparta obecnie przez Teorię Superstrun), gdzie może wpływać na rzeczywistość w 4 konwencjonalnych wymiarach. 

Ja kwestionuję z kolei zupełnie powszednią, oczywistą, nieprawdopodobną irracjonalność samego zalążka fabuły - ludzie szukają nowej planety do zasiedlenia, potrafią w tym celu zbudować pojazd międzygalaktyczny i odbyć podróż tunelem czasoprzestrzennym, w końcówce zbudowali nawet kolonię wielkości niemal Ziemi orbitującą wokół Saturna ze sztuczną grawitacją, gdzie uprawiają rolę jak na Ziemi za dawnych czasów, a nie potrafią poradzić sobie z prozaiczną chorobą roślin na Ziemi. Przecież to się kupy/dupy nie trzyma.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: domzz w 20-11-2014, 23:06
nie potrafią poradzić sobie z prozaiczną chorobą roślin na Ziemi. Przecież to się kupy/dupy nie trzyma.

Przede wszystkim powinieneś pójść na film po raz drugi. Wtedy ogarnałbyś chronologię.
W czasach obecnych latamy sobie na orbitę okołoziemska, a nie potrafimy sobie poradzić z PROZAICZNYM wirusem HIV, czy EBOLA. Dokładnie ten sam tok rozumowania mój drogi. Kupy dupy się nie trzyma jak sam napisałeś, a jednak...

BTW Roland film Ci się podobał, czy nie? Jeśli nie masz jeszcze dzieci to trudniej będzie Ci zrozumieć przekaz filmu. Dokładnie takie samo zdanie jak ja maja znajomi ojcowie, którzy widzieli Interstellar. Nie wiem, może Nollan zrobił film dla rodziców?

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: majkel w 21-11-2014, 10:03
HIV to może nieco później, bo jak ktoś nie chce, to go nie złapie. Na początek niech nauka posprząta wirusy przeziębienia i grypy, może być w pierwszej kolejności jelitowej. Z tego byłby pożytek. Podobnie jakby ktoś wymyślił jakąś bardziej sprytną chemioterapię na raka od tej, która powstała kilkadziesiąt lat temu i raka niszczy w sumie przy okazji. Trzeba też wytępić w pień stonkę i inne takie zarazy, żeby już nie trzeba było używać pestycydów. Takie "raz a dobrze", "ostateczne rozwiązanie kwestii plag", zwij jak chcesz.

W temacie kina - ja lubię odjechanie w naukowe bzdury o ile to się trzyma choćby wirtualnej kupy. Matrix jakoś mi wszedł bez popitki i bardzo lubię ten film. Natomiast bardzo nie lubię czegoś, o czym wspomniał Cypis - kino silące się na realizm, życiowość, a dające ciała w detalach. Dla mnie największym "śmiechem" jest, jak w kilkumilionowym mieście wszyscy chodzą do jednej i tej samej knajpy. Co lepsze, chodzą tam np. z nową kochanką i jest wielki zonk, bo kolega z pracy żony też tam poszedł w tym samym czasie. :) I dalej fabuła toczy się sama w bardzo "zaskakujący" sposób. I najgorsze - jest masa konsumentów czegoś takiego w postaci niekończących się seriali.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Cypis w 21-11-2014, 10:17
Na początek  (...) Trzeba też wytępić w pień stonkę

Olać stonkę. KOMARY ... mać!
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Rolandsinger w 21-11-2014, 15:38
nie potrafią poradzić sobie z prozaiczną chorobą roślin na Ziemi. Przecież to się kupy/dupy nie trzyma.

Przede wszystkim powinieneś pójść na film po raz drugi. Wtedy ogarnałbyś chronologię.
W czasach obecnych latamy sobie na orbitę okołoziemska, a nie potrafimy sobie poradzić z PROZAICZNYM wirusem HIV, czy EBOLA. Dokładnie ten sam tok rozumowania mój drogi. Kupy dupy się nie trzyma jak sam napisałeś, a jednak...

BTW Roland film Ci się podobał, czy nie? Jeśli nie masz jeszcze dzieci to trudniej będzie Ci zrozumieć przekaz filmu. Dokładnie takie samo zdanie jak ja maja znajomi ojcowie, którzy widzieli Interstellar. Nie wiem, może Nollan zrobił film dla rodziców?

Primo: zarazy nie można opanować na Ziemi, ponieważ infekuje każdą uprawę poza kukurydzą (jeszcze). A nie można zbudować szklarni hermetycznej????

Secundo: a jakim cudem zaraza nie przedostała się na kolonię wypełnioną zielenią wokół Saturna?

Tertio: HIV, Ebola są trudne do pokonania, gdyż człowieka nie można legalnie zmodyfikować genetycznie aby był na nie odporny. Gdyby dopuszczono takie rozwiązanie, to najdalej w ciągu roku mamy wszelkie choroby nieuleczalne za sobą. W przypadku roślin możemy dowolnie manipulować genami (GMO), więc podstawa fabuły jest kompletnie absurdalna, nawet w kontekście obecnego stanu wiedzy - a co dopiero w przyszłości, w której toczy się akcja filmu.

Czy film mi się podoba: oprawa (zwłaszcza muzyczna), forma, nawet gra aktorska jest OK, koncept fabuły - nonsens.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: magus w 21-11-2014, 15:44
O wiele łatwiej jest wysłać w kosmos nieskażone jeszcze ziarno (odpowiednie instytuty przechowują próbki różnych odmian) i tam je uprawiać, niż zapewnić izolację (hermetyczne szklarnie) na skalę globalną na Ziemi.

Pozostaje kwestia nieskażonej gleby w odpowiednich ilościach, ale istnieje coś takiego, jak hydroponika
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 21-11-2014, 17:01
Żę co?

Doszukujecie się bakterii w gównie. To kino rozrywkowe a nie transmisja live z uruchomienia Wielkiego Zderzacza Hadronów.  ;D
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Rolandsinger w 21-11-2014, 17:21
Filmy rozrywkowe, które uwielbiam to "Try Teens", czy "Huge Drills Scares College Girls", "Interstellar" to kino Science-Fiction, a nie Total-Fiction, bo już nawet w "Pulp Fiction" scenariusz miał więcej sensu.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: magus w 21-11-2014, 17:45
colcolcol,

kilka lat temu  dwóch uznanych fizyków zamieściło na arXiv.org szereg prac, z których wynikało, że bozon Higgsa (boska cząstka) sabotuje z przyszłości własne odkrycie, ponieważ Wielki Zderzacz nie chciał działać jak, nomen omen, Pan Bóg przykazał

http://www.nytimes.com/2009/10/13/science/space/13lhc.html?pagewanted=all&_r=2&

także, nie obrażaj twórców Interstellar tymi porównaniami
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Cypis w 21-11-2014, 17:46
"Interstellar" to kino Science-Fiction

Jak mu przypiąłeś łątkę "science" to się teraz męcz z oceną filmu.  :P Ja tam sobie życia nie lubię utrudniać.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 21-11-2014, 21:45
Znajomość fizyki na poziomie szkoły średniej, pozwala mi godnie żyć a od dywagacji na temat inteligencji cząstek, które żyją 10 s do potęgi minus 22, wolę zauroczenie.

W taki stan wprowadza mnie np "La vita è bella" (Benigni)
Absurdów w tym filmie jest więcej niż w Interstellar, dla "obozowiczów" z Majdanka film jest obrazoburczy, dla Niemców za ostry, dla Włochów wesoły, dla Akademii wart był trzech statuetek a dla mnie bardzo wzruszającym przykładem mądrego wychowania. Film oglądałem jak dzieciaki były małe a wychowanie było jednym z najważniejszych tematów na rozmowy.
Jako jeden z nielicznych potrafił mnie wzruszyć nie tylko końcówką. Niezłe zdjęcia i piękna muzyka otworzyły dla widza niezwykły obraz niezłomności i nadziei. Santo subito Guido Orefice!
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: domzz w 23-11-2014, 00:39
nie potrafią poradzić sobie z prozaiczną chorobą roślin na Ziemi. Przecież to się kupy/dupy nie trzyma.

Przede wszystkim powinieneś pójść na film po raz drugi. Wtedy ogarnałbyś chronologię.
W czasach obecnych latamy sobie na orbitę okołoziemska, a nie potrafimy sobie poradzić z PROZAICZNYM wirusem HIV, czy EBOLA. Dokładnie ten sam tok rozumowania mój drogi. Kupy dupy się nie trzyma jak sam napisałeś, a jednak...

BTW Roland film Ci się podobał, czy nie? Jeśli nie masz jeszcze dzieci to trudniej będzie Ci zrozumieć przekaz filmu. Dokładnie takie samo zdanie jak ja maja znajomi ojcowie, którzy widzieli Interstellar. Nie wiem, może Nollan zrobił film dla rodziców?

Primo: zarazy nie można opanować na Ziemi, ponieważ infekuje każdą uprawę poza kukurydzą (jeszcze). A nie można zbudować szklarni hermetycznej????

Secundo: a jakim cudem zaraza nie przedostała się na kolonię wypełnioną zielenią wokół Saturna?

Tertio: HIV, Ebola są trudne do pokonania, gdyż człowieka nie można legalnie zmodyfikować genetycznie aby był na nie odporny. Gdyby dopuszczono takie rozwiązanie, to najdalej w ciągu roku mamy wszelkie choroby nieuleczalne za sobą. W przypadku roślin możemy dowolnie manipulować genami (GMO), więc podstawa fabuły jest kompletnie absurdalna, nawet w kontekście obecnego stanu wiedzy - a co dopiero w przyszłości, w której toczy się akcja filmu.

Czy film mi się podoba: oprawa (zwłaszcza muzyczna), forma, nawet gra aktorska jest OK, koncept fabuły - nonsens.

Ekhm... Ty to tak na poważnie?
Inteligencja bez wrażliwości jest jak wiedza bez inteligencji.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Rolandsinger w 23-11-2014, 14:21
Mnie zdumiewa jedna obserwacja, mianowicie, większość informatyków, których znam, jest bardziej emocjonalna niż ludzie z wykształceniem humanistycznym.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: atmeg w 23-11-2014, 16:47
"Buty nieboszczyka " (2004)      kraj-Wielka Brytania
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 24-11-2014, 21:20
Żona właśnie ogląda Kod Leonardo da Vinci.
Hmm, to jeden z najbardziej zepsutych filmów w historii. Zepsutych, drewnianych, z kompletnie źle dobranym towarzystwem odtwórczym, kiepską muzyką i nijakimi zdjęciami. Kto czytał książkę, ten wyobrażał sobie jak magiczny mógłby być film a tak dostaliśmy zakalca.
Takich zakalców było więcej, ale o jeszcze jednym muszę napisać: Tożsamość Bourne`a z drewnianym Matt Damonem. Wcześniejsza wersja z Richardem Chamberlain miała charakter i klimat. Nie była wierną kopią książki, może brakowało finezji w montażu, ale akcja była sprawnie i dynamicznie prowadzona za pysk. W wersji z 2002 dostajemy kotlet z odgrzewanym sosem, po którym niestrawność jest gwarantowana, jak po "Kodzie".     
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: w.luczynski w 24-11-2014, 21:59
colcolcol
No nie :) Audrey Tatou jest very sexy w Kodzie. Widziałem tą kaplicę z końcówki filmu.
Podobnie w Bournie ciekawie grają Franka Potente (Niemka), Julia Stiles oraz Joan Allen.
A na punkcie Dziedzictwa Bourne'a mam kompletnego świra :) Przekopałem internet aby sprawdzić w jakim ubraniu wędruje po górach główny bohater - Jeremy Renner, zamówiłem ze Stanów kopie tych kurtek. Kolor i rozmiar okazał się nie ten co myślałem. Więc kupiłem jeszcze raz :)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: w.luczynski w 24-11-2014, 22:03
Naprawdę fajny, przygodowy film :)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 25-11-2014, 18:02
Może zbyt surowo je oceniłem? ;), ale Matta nie cierpię. To jego odwracanie na chwilę głowy przed wypowiedzią, albo skrzywiony i taki zdławiony uśmieszek zdradzają amatora. Ma wielbicieli i wysoko postawionych przyjaciół a oprócz tego sporego farta do ról. Aaaa w jednej go trawię bez %% - Good Will Hunting czyli Buntownik z wyboru. W ogóle lubię filmy o matematykach, czekam na The Imitation Game.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: pastwa w 25-11-2014, 18:08
Jest taki jeden film w ktorym Matt Damon wypadl znakomicie, mam na mysli "The Informant!", wielkie poczucie humoru, ale takie niezwykle delikatne (sam blysk oka czesto zdradzal intencje), i on to fenomenalnie pokazal w tamtym filmie.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 27-11-2014, 08:54
Spojrzę na to.

Jest cecha aktora będąca dla mnie nie do zastąpienia - charyzma.
W życiu też wolimy ludzi "z jajami", barwnych i niepowtarzalnych, ale aktorów podzieliłbym z grubsza na charakterystycznych  (w domyśle zmanierowanych, z kiepskim warsztatem, lekko ograniczonych) i właśnie charyzmatycznych.
             .....Zauważyłem, że z biegiem lat niemal każdy aktor z drugiej grupy trafia do pierwszej  ;D
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Archie w 27-11-2014, 08:59
j-23 przestał nadawać...

http://wpolityce.pl/gwiazdy/223682-stanislaw-mikulski-odtworca-roli-hansa-klossa-nie-zyje
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: pastwa w 27-11-2014, 12:36
.....Zauważyłem, że z biegiem lat niemal każdy aktor z drugiej grupy trafia do pierwszej  ;D

....osiagaja tacy status gwiazdy, a wowczas wiekszosc rezyserow nie ma juz czelnosci smagac ich batem, zwlaszcza kiedy robia mu reklame filmu samym nazwiskiem ;'))
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 27-11-2014, 14:26
Bat nie pomoże. Czas robi z takiego gwiazdę bezwzględną (patrz Olbrychski) Aktorki podzieliłbym na cycate i charakterne. Podział ma odzwierciedlać rolę sexu w ich rolach  :P
Przypadek Marilyn Monroe czy Dolly Parton tylko potwierdza regułę. Po za tym nie wiem, czy kobiety w ogóle grają na scenie mocniej niż w życiu. To diabelskie nasienie kreujące rzeczywistość i jest im obojętne miejsce akcji: czy to scena, czy dom, czy kabaret.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: pastwa w 27-11-2014, 15:05
Bat w postaci respektu dla rezysera, niektorzy sie wowczas jeszcze potrafia sprezyc, wiedzac, ze takie standardy panuja na planie....

Taki Al Pacino, ostatnie 15lat to w zasadzie wielkie nieporozumienie aktorskie, az przykro czasem patrzec na te jego wystepy, ale skoro placa, a nazwisko wciaz wzbudza emocje na plakacie, to co sie bedzie facet wysilal i tworzyl nowe, jak mozna pojechac 'sprawdzona' gestykulacja i mimika z poprzednich wcielen ;'))
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 27-11-2014, 19:40
Taki Al Pacino...

Jest dokładnie jak piszesz. Napisałem w poście wyżej kilka słów o nim (jako doskonałym przykładzie zmanieryzowania), ale ostatecznie wykasowałem. Dobrze, że o nim wspomniałeś, bo rola twardziela z Włoch była błyskiem geniuszu a potem tylko teatralne (przejaskrawione) gesty i mowa ciała.
Mel Gibson zaczął słabiej, ale mimo uwiązu w gębie, jakoś sobie radzi. Tak samo (z tej samej półki cenowej) Bruce Willis, może jeszcze zagra coś fajnego w stylu 6-stego zmysłu? No i Harrison Ford, świetny jako Solo czy poszukiwacz przygód a potem tylko ucieczki i ścigania.
Moim zdaniem najlepiej z żyjących aktorów w dyscyplinie "trzymaj formę", wypada Hopkins. Nie można go zaszufladkować, w każdej z roli pokazuje mocną osobowość. To gość z jajami, wracam do jego Instinct`u
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: MAG w 28-11-2014, 19:14
Fakt Pacino nie gra jak dawniej smutne ale weźmy takiego Tom Hanks niesamowity aktor wspaniale od czasu Filadelfii poprzez Forrest Gump, Szeregowiec Ryan, Poza światem znakomite role!
A ostatnio Atlas chmur i Ratując pana Banksa rewelacja.Człowiek o wielu twarzach nie musi pakować śpiewać tańczyć wystarczy popatrzeć na jego twarz.
Robert De Niro także ma to co Hanks.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: w.luczynski w 28-11-2014, 22:47
MAG
Kapitan Phillips !
Cały film oparty na jednym świetnym aktorze. Hanks jest jednym z tych których zawsze warto oglądać i za każdym razem jest mniej lub częściej bardziej inny. Podobnie Johny Depp - zagrał wiele genialnych ról.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: pastwa w 28-11-2014, 23:52
Ja mam slabosc aktorska do Deppa, zawsze chetnie ogladam film z jego udzialem, chyba najbardziej zroznicowany aktor, jak sobie teraz spojrze na jego kreacje...
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: w.luczynski w 29-11-2014, 22:56
Pastwa
My też w rodzinie uważamy, że Depp to najbardziej wszechstronny aktor.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 30-11-2014, 09:06
Może dlatego dtwarzane przez Deep`a postacie dają się lubić w przeciwieństwie do ról np Willem`a Dafoe.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Haka w 30-11-2014, 12:16
Gdyby nie Johny Depp, w życiu nie obejrzałbym "Piratów z Karaibów " , a już na pewno, następnych  części.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 01-12-2014, 08:25
Filmy oparte na doskonałej grze kilku trafnie obsadzonych aktorów, są przeze mnie cenione najbardziej.
Takim popisem obsada/aktorstwo/montaż/tempo jest Tequila Sunrise i dobrze, że nie próbowano tego tłumaczyć. Dostajemy w rolach dobrych rzemieślników, odpowiednio prowadzonych przez reżysera a ciekawe dialogi, intrygi na wielu płaszczyznach i wiele wątków, pokazują amerykańskie kino z jak najlepszej strony.
 
A na punkcie Dziedzictwa Bourne'a mam kompletnego świra...

Zachęcony obejrzałem i to nie jest kino dla przeciętnie wyrobionego kinomaniaka. Powiela tak wiele pomysłów, że wydaje się dosłownym zlepkiem filmów z ostatnich kilkudziesięciu lat.
 Cliffhanger/Ong-bak/007/Mission: Impossible to filmy z harakterem, którego zupełnie nie posiada Dziedzictwo. Chyba, że jest to pierwszy oglądany film przygodowo-sensacyjny  ;D
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: pastwa w 01-12-2014, 10:26
Obecne filmy dziela sie tak naprawde na nastepujace typy:
- re-make,
- miks dziel z przeszlosci,
- gnioty pelno-komercyjne,


W zasadzie tutaj juz nic sie nie da wymyslec nowego w kinie swiatowym (poza jakimis reportazami), jedyny powiew odmiany jest wnoszony przez sama osobowosc kolejnych pokolen aktorskich, a czasem i technologie (wielce rzadko),bo fabula to juz otrzaskany schemat, wedle podrecznika kinowego, strona ta i ta, wariacja numer 'x'...

Na dobra sprawe, ostatni, faktycznie udany film, ktory przychodzi mi do glowy, to byl Detachment z 2011r z Adrienem Brodym, a tak, to co najwyzej trafiaja sie mile dla oka produkcje do obejrzenia i najczesciej dosc szybkiego zapomnienia.

Inna sprawa to serial, ten swiat rzadzi sie innymi prawami i przezywa nie tyle renesans, co wrecz wnosi nowa jakosc w dlugoletnim budowaniu sylwetek filmowych bohaterow, niespiesznie opowiadana fabula, z naturalnym tempem akcji, z coraz wiekszym budzetam, ambitnymi tworcami i obsada.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 01-12-2014, 13:42
Zgodzę się z Tobą, jeżeli "film" zawęzimy do kina przygodowo-sensacyjnego. W sferze obyczajowej ciągle powstają nowe rzeczy, z nowym spojrzeniem na ludzi i ich kłopoty oraz przybliżające szarakowi socjologie.
Z czym porównać "Amelie", "Kwiat mojego sekretu" P.A. czy "Efekt Motyla"? Nie dalej jak wczoraj zaprezentowano w TV "Mamuta" z 2009 roku. Ciekawe aktorstwo, ładne zdjęcia i historia, która może się zdarzyć każdemu z nas.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Cypis w 01-12-2014, 15:44
Zgodzę się z Tobą, jeżeli "film" zawęzimy do kina przygodowo-sensacyjnego.

Widocznie widziałem mało filmów albo mam kiepską pamięć bo nadal trafiam na filmy, które mnie w sferze przygodowo-sensacyjnej zaskakują. Ot choćby niedawno oglądany "Predestination" (http://www.filmweb.pl/film/Przeznaczenie-2014-656595)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: almagra w 01-12-2014, 16:42
Jeden facet znał się na filmie...ale już go tu nie ma.A wy to wieta co z michy zjeta.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: pastwa w 01-12-2014, 17:06
Widocznie widziałem mało filmów albo mam kiepską pamięć bo nadal trafiam na filmy, które mnie w sferze przygodowo-sensacyjnej zaskakują. Ot choćby niedawno oglądany "Predestination"

Koncept oparty na Maszynie Czasu z 1960, powielanej potem w takich Powrotach do Przyszlosci (na wesolo), a w smutniejszej wersji w najnowszym Predestination, w sumie to nie wiadomo co rezyser chcial przekazac, krecil, kluczyl (skaczac w czasie i zapetlajac), a w efekcie, chyba sam sie pogubil (od strony logicznej patrzac) ;'))

Film ratowal znakomity wystep Sary Snook...
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: pastwa w 01-12-2014, 17:09
Jeden facet znał się na filmie...ale już go tu nie ma.A wy to wieta co z michy zjeta.

Jack Nicholson zna sie swietnie na filmie (tak wynika z jego biografii), ale tez go tutaj nie ma....
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 01-12-2014, 21:50
Świetny gość, taki nowszy Henry Fonda. Jak nie kochać Lśnienia z jego udziałem albo Lotu? Twarz komika, kosmonauty i kosmity. Takie 3in1. :P
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: w.luczynski w 02-12-2014, 08:44
3 days to kill
Oczywiście i do tego fajne aktorki :) Ale ambitne kino sensacyjne to to nie jest.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Cypis w 02-12-2014, 08:50
sam sie pogubil (od strony logicznej patrzac) ;'))

Od strony logicznej nie da się odpowiedzieć na pytanie co było pierwsze jajko czy kura albo gdzie ma początek okrąg.

Argumentując podobnie jak Ty w każdym obecnie kręconym filmie, podobnie jak i w muzyce, znajdziemy echa przeszłych utworów. Każdy krajobraz, każda scena, każda kolorystyka, każdy dialog był "konceptem opartym na". Gdyby się tym przejmować, podobnie jak przejmują się w tym wątku domorośli krytycy filmowi (albo po prostu malkontenci), nie należałoby ani oglądać nowych filmów ani słuchać nowej muzyki. Po co skoro wszystko już kiedyś było?

BTW. Reżyser poprzez film zawsze musi chcieć coś przekazać? LOL. A nie wystarczy, że po prostu opowie ciekawą/ciekawie historię?
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: pastwa w 02-12-2014, 10:15
W tym konkretnym przypadku (Predestination), zwyczajnie nie bylo w tym filmie nic odkrywczego, glowny motyw ktory mial 'robic film' to mozliwosc podrozy wczasie i wynikle z tego konsekwencje. Piekny temat, o niezwyklym potencjale, ale tutaj go nie wyzwolono, niestety.

Sytuacja troche jak z przerobka piosenki Stinga 'Every breath you take" przez Puff Daddy'ego, no byl inny glos i brzmienie lekko raperskie, ale dla mnie to ten sam motyw. Owszem, gdybym nie znal oryginalu to pewnie  mialbym zupelnie inne zdanie, tak jest zawsze.

Wracajac do filmu, gdyby chociaz dialogi, albo fabula byla ciekawie poprowadzona, ...poczatek i owszem, zapowiadal sie niezle (ale to glownie dlatego, ze nie wiedzialem czego sie spodziewac, to bylo fajne, potem to juz poszlo po holywoodzku)jednak rezyserowi braklo chyba pomyslu na sensowne rozwiniecie i sfinalizowanie,...no wyszedl belkot za przeproszeniem.

Dla przykladu, porownaj Dark City Alexa Proyasa, dla mnie bije na glowe Predestination, mimo, ze tez nie jest niczym nowym. Wiele subtelnych roznic dajacych zupelnie inny odbior.

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 02-12-2014, 10:57
Wiele subtelnych roznic...
Możesz być niezrozumiały.
Dla wielu suspens, kadr czy tempo już są cechami nieistotnymi w filmie i można je wyszydzić. Subtelności są dwa piętra wyżej.
Na parterze liczy się kaszanka, Mc i historia o tym, jak prawie go zabili, ale uciekł.
LOL  ;D
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Cypis w 02-12-2014, 19:08
Dla wielu suspens, kadr czy tempo już są cechami nieistotnymi w filmie i można je wyszydzić. Subtelności są dwa piętra wyżej.
Na parterze liczy się kaszanka,

Czyli jednak jest błąd w opisie wątku. Powinien brzmieć: "Film - tylko dla koneserów i znawców". Coś jak muzyka klasyczna (poważna). Reszta się nie liczy a ten kto takowej nie docenia to kiep.

Nikt nigdzie nie napisał, że to co wymieniasz się nie liczy. Ale można również czerpać przyjemność z oglądania filmów takich bez "dwóch pięter wyżej".
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: MAG w 02-12-2014, 23:02
MAG
Kapitan Phillips !
Cały film oparty na jednym świetnym aktorze. Hanks jest jednym z tych których zawsze warto oglądać i za każdym razem jest mniej lub częściej bardziej inny. Podobnie Johny Depp - zagrał wiele genialnych ról.

w.luczynski
Nie że bym nie pamiętał ot pominąłem ten wybitny film ogólnie ja uważam Hanksa za najlepszego aktora i Johny nie jest u mnie na piedestale, w Jeźdźcu znikąd zagrał tak jak w Piraci z Karaibów tak samo ale z dziećmi obejrzeliśmy.
A co tu tak cicho o aktorkach moją ulubioną jest Meryl Streep.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Haka w 02-12-2014, 23:07
Cytuj
A co tu tak cicho o aktorkach...

Stawiam tezę :

Większość aktorek gra cyckami ;)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: pastwa w 02-12-2014, 23:42
Emma Thompson, zwlaszcza za wystep w Saving Mr. Banks, moglaby juz w niczym innym nie grac ;'))
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 03-12-2014, 08:17
Większość aktorek gra cyckami ;)

Ale w przypadku Angeliny ciężko to będzie obronić.
Maleficent nie jest arcydziełem, to film skierowany nie wiadomo do kogo, ale łzy Angeliny spostrzegającej brak skrzydeł, były chyba zupełnie naturalne. To bardzo wzruszający moment filmu, kiedy bierze się pod uwagę 4 lata przerwy w grze, depresję, kłopoty rodzinne i mastektomie.
Śliczna Charlize Theron postanowiła nie emanować kobiecością w Monster, pewnie z próby bycia kaszalotem :)
Jest jeszcze dosyć dyskusyjnej urody Meryl Streep. Świetna aktorka, ale nie specjalnie za nią przepadam. Out of Africa było genialne, inne różnie a szczególnie nie trawię jej w nagrodzonym Globem The Devil Wears Prada.

Czy można się zachwycać słabym filmem? Jasne. Tylko po co? Producent próbuje traktować widza jak kretyna, aktorzy uczestniczą w farsie, niemal każdy myśli o pieniądzach z wpływów a ja mam jeszcze bić brawo?
Cenię natomiast filmy z dystansem do własnej wartości. Jackie Chan nie robił z widza idioty, robił coś jak umiał najlepiej i wyszydzał własny śpiew - jest również piosenkarzem. Taki nienadęty pastisz własnych filmów, ale z doskonałym jednym elementem czyli choreografia walk, jest do przełknięcia.
Właśnie, w filmie choć jeden element musi być na najwyższym poziomie. Czasami są to cycki aktorki takie Showgirls  ;)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: MAG w 03-12-2014, 12:38
Emma Thompson, zwlaszcza za wystep w Saving Mr. Banks, moglaby juz w niczym innym nie grac ;'))

Pastwa uprzedziłeś mnie Emma zagrała fantastycznie w tym filmie zresztą Hanks tak samo.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: MAG w 03-12-2014, 13:05
Kiedyś rozmawiałem z moim znajomym kinomaniak w 100% wie wszystko o kinie i aktorach próbuje mi narzucać pewne prawdy.
Film może być dobry nawet bardzo dobry bez znanych aktorów.
To tak jak ktoś zapyta czy warto obejrzeć film x my nie umiemy mu odpowiedzieć a to już coś znaczy...
Fil bardzo dobry broni się sam, bardzo dobrego filmu nie da się po prostu opowiedzieć to tak jak z dobrą książką.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 03-12-2014, 18:14
Tak można pisać o każdym dziele sztuki.
Nieumiejętność sprecyzowania, które elementy obrazu, filmu czy utworu muzycznego nam się podobają lub nie i dlaczego, które są słabe - bo... a które wtórne - ponieważ...  świadczy o nas. Nasza ocena nie musi się podobać, nikt nie musi się z nią zgadzać. Ocena powinna jednak wskazywać co nas zainspirowało, rozbawiło a co wzruszyło.
Załamuje mnie ocena - zajebiste albo fajne!
Tytuł: Re: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 03-12-2014, 21:13
... zbyt analitycznie ...

Nie obraź się za jazdę po bandzie: ilu rozwodów potrzeba, aby zacząć myśleć analitycznie?  ;D
Innymi słowy - nie jak bardzo, ale kiedy.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 04-12-2014, 08:47
OK

Rosną nam nowe damy, śpiewają, są zabawne i smutne, ludzie to oglądają...
Jennifer Lawrence
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 05-12-2014, 18:12
Tak piękną reklamę zrobiliście Saving Mr. Banks i Emmie, że nie wypadało nie obejrzeć.
To ciepłe, familijne kino. Jak zwykle u Jankesów zadbano o przekonujące aranżacje, ciekawe zdjęcia i profesjonalny montaż. Zabrakło troszkę przeciwwagi dla gry p. Thompson a Hanks (mimo niezłego obsadzenia) jest za młody na 60-ciolatka. Colin był przekonujący i tą część filmu zupełnie zdominował.  Annie Rose Buckley jako młoda Travers wypadła blado. To dziecko ze swoją pergaminową mimiką, ktoś wcisnął chyba za łapówkę. Wokół trzech postaci granych przez Emmę, Toma i Colina kręci się ciekawie opowiedziana historia i najpewniej target zdecydował o wycięciu (lub nie napisaniu odpowiedniego scenariusza) elementów spoza głównego nurtu. Mała ilość dialogów na drugim planie nie usprawiedliwia reżysera, warto tym bardziej zadbać o odpowiednie (charakterystyczne i mocne) postacie aby potrafiły bez otwierania gęby zaistnieć. Jedynym aktorem wybijającym się z szarości drugiego planu, był Paul Giamatti.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 12-12-2014, 08:54
Dwa słówka jako komentarz do dzisiejszego przeglądu wiadomości. Znów pojawia się w nich Ge­rard De­par­dieu. Aktor skończony jak artysta i kończący się jako człowiek - na okładkach. Ramie w ramie z innym oszołomem Stevenem Seagalem, poparli kierunek rosyjski oraz wizje putinowskiego świata.
Obydwaj mieli swoje pięć minut, które odeszło. Pozostanie niesmak zidiocenia, ponury obraz samca alfa bez jaj i artysty bez wizji.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: pastwa w 12-12-2014, 09:34
Seagal dal dupy, w USA mialby szanse zostac nawet i prezydentem, a teraz to juz po nim....
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Rolandsinger w 12-12-2014, 11:18
Dwa słówka jako komentarz do dzisiejszego przeglądu wiadomości. Znów pojawia się w nich Ge­rard De­par­dieu. Aktor skończony jak artysta i kończący się jako człowiek - na okładkach. Ramie w ramie z innym oszołomem Stevenem Seagalem, poparli kierunek rosyjski oraz wizje putinowskiego świata.
Obydwaj mieli swoje pięć minut, które odeszło. Pozostanie niesmak zidiocenia, ponury obraz samca alfa bez jaj i artysty bez wizji.

Czy to Ty nie jesteś tym jedynym komunistą na ah???

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 12-12-2014, 12:58
Pomyliłeś mnie z patrickiem,  ;D
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: MAG w 13-12-2014, 14:28
A jak odebraliście premierę filmu The Hobbit The Battle of the Five Armies.
Moim zdaniem warto by podyskutować o wszystkich trzech częściach.
Ale film polecam obejrzeć warto.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: w.luczynski w 13-12-2014, 14:53
MAGu, u nas na wsi jeszcze nie było premiery, dopiero 24-25 grudnia, ew. 19.12 na maratonie.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: pastwa w 13-12-2014, 15:28
Dla mnie to jeden wielki cud, zrobic ze 144 stronnej ksiazki 3 dlugasne filmy, ale takie sa prawidla handlowe. Ladne charaktery krasnoludow, udana wizualizacja i sprawna realizacja, male dzieci docenia ow trud i to powielokroc (maly klasyk), a dorosli to juz roznie (zwlaszcza ze to nie dla nich ta produkcja), mnie nie porwalo (im dalej tym tresc sie mocniej rozwadnia, 'Niespodziewana Podroz' jeszcze byla ok, ale potem dosc papierowo, duzo akcji i malo gawedziarskich przemyslen, wyciszenia...).

The Battle of the Five Armies jeszcze nie widzialem, ale wyczuwam powtorke z Powrotu Krola (czyli jedna wielka nawalanka i przygotowania do niej), tylko pod delikatnie innym szablonem i ze smokiem w tle (w miejsce Nazguli), zatem male deja vu ;'))
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: -Pawel- w 13-12-2014, 16:36
Słyszałem coś, że Hobbita ekranizują, ale 3 części??? To się porobiło :)

Ostatnio oglądałem hiszpański Mientras Duermes (Skleep Tight). Bardzo dobre kino, przynajmniej nie tak przewidywalne jak cała reszta. Do połowy może zbyt jednostajna akcja i przeciągnięcie czasu na zapoznanie z bohaterami, jednak od połowy znowu ogląda się z zapartym tchem, a na koniec można stwierdzić, że było warto :)

Jutro planuję zabrać się za Copycat z 95, ponoć też bomba.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 13-12-2014, 17:16
Słyszałem, że "Małego Księcia" mają przenieść na ekran 3D, 8K, 3x240 minut.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: MAG w 14-12-2014, 15:12
MAGu, u nas na wsi jeszcze nie było premiery, dopiero 24-25 grudnia, ew. 19.12 na maratonie.

Włodku to trochę przykre jak traktują nas ci od których to zależy:(
U mnie w małej miejscowości jedno kino i około 2300 mieszańców i premiera była 10 grudnia.
Zawsze jak odwiedzam Polskę poraża mnie nowoczesność i postęp wszystko wielkie i nowe ale z kulturą przeginają.
Więc trochę poczekam z wrażeniami.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Max w 15-12-2014, 23:30
Dzisiejsza sesja filmowa przed muzyczną: "Droga do szczęścia" z L. DiCaprio i Kate Winslet. Dobry.

Ale film to również muzyka. Thomas Newman mnie nieustannie czaruje tym na maksa wyeksploatowanym motywem, który... nie chce się znudzić. To jego wizytówka. Coś wyjątkowo klimatycznego.

A używał już w tylu filmach: Zielona Mila, Skazani na Shawshank, American Beauty, Droga do zatracenia i w wielu innych.
Nie obchodzi mnie muza filmowa w oderwaniu od obrazu, ale do Thomasa czuję mięte.
 
P.S.
Wspominaliście "Saving Mr Banks". Kto robił muzę ? Thomas Newman, ofkors.

 
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Haka w 29-12-2014, 12:58
Koreański był taki sobie, a amerykańska wersja jeszcze gorsza.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 06-01-2015, 11:13
Aby oglądać film o trzeciej nad ranem - musi być dobry. Dzx za propozycję, lukne.

Zaproponowany wcześniej Oldboy był hmm ... zmęczyłem i niech to wystarczy.

Albo parę słów więcej. Takie filmy są usprawiedliwieniem dla osób, mających problemy z samooceną i nie piszę tego do nikogo konkretnego  ;D. Ogląda taki film i myśli, gdyby mnie ktoś zamknął zacząłbym ćwiczyć, uczyć się albo zostałbym świętym mścicielem. W normalnym czasie i normalnym życiu nie ma takiej presji a więc mogę zostać szarym, przeciętnym, lekko albo i mocno zapuszczonym człowieczkiem, chlapne piwo i pójdę spać.
Sama historia jest zupełnie pozbawiona logiki. Pomijam problemy w ciągłości nadzoru w takim ośrodku czy logistykę, ale kompletny brak policji, strzały w próżni, tajemnica trzymana przez kilkadziesiąt lat w niewiadomym celu przez wieeeelu ludzi czy imponująca nieśmiertelność bohatera itd...
Jeden wątek, kiepskie zdjęcia, nudne aktorstwo, poszatkowane tempo. Do kosza!
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: pastwa w 06-01-2015, 11:58
Krytyki ciag dalszy, tym razem mowa bedzie o 'Bitwie 5 Armii' czyli 3 czesci Hobbita. Film jak latwo bylo przewidziec to zamaszysta naparzanka na ekranie, gdzie wszyscy chca sie unicestwic w szalonym amoku. No i w sumie fajnie, wojna to temat tak samo dobry jak kazdy inny i mozna go pasjonujaco opowiedziec. Sek w tym, ze Jackson juz doszczetnie stracil cierpliwosc do tej produkcji, tak jak w Niespodziewanej Podrozy wkladal jeszcze calkiem sporo serca w dopieszczanie detali toczacej sie przygoty, tak w czesci drugiej czuc juz bylo, ze zaczynac popychac calosc byle szybciej do napisow. W czesci finalowej to juz niemalze jak niechlujne posuniecie na slepo wszystkich swoich 'zetonow' do przodu, na slepo do walki, na strategicznej planszy, gdzie rezyserowi wisi jakas przemyslna rozgrywka, planowanie jednostkowe, badz stawianie wielu pomniejszych celow. Jest z grubsza huzia na Juzia, czego liczne kurioza na placu boju, przykladowo, Krasnoludy budujace linie obrony przed nacierajacymi Orkami, ladnie ustawieni w rzadku, z pikami do przodu, oslaniajac w ten sposob tyly i blokujac wroga przed przejsciem dalej. Coz z tego, skoro cos trzeba bylo zrobic z Elfami na tylach Krasnoludow, wiec ci zostali pogonieni do przodu i przeskoczyli przez fajnie ustawiona linie Krasnoludow by tluc sie z Orkami... itp. itd. W efekcie dosc sporo sie usmialem podczas seansu, choc zamysl dla widza byl zapewne odmienny.

Jackson chyba poczul mega ulge zamykajac ten cykl i splawiajac ostatecznie producenta....
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 06-01-2015, 13:31
Twój opis pasowałby do refleksji nad trzecią częścią Matrixa. O ile pierwsza - rewelacyjna niemal w każdym wymiarze - pokazała kino z nie znanej wcześniej strony, o tyle ostatnia była bezsensowną naparzanką z nikim o nic.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: w.luczynski w 06-01-2015, 19:27
"Cząstka Podlasia"
W 30 minut pokazane fragmenty przyrody i trochę religii moich okolic. Niektórych miejsc nie rozpoznałem. Będę ich szukał. Twórca sprytnie robił wiele zdjęć w czasie powodzi, rozlane rzeki na szerokość kilometra robią piorunujące wrażenie. Na wiosnę tysiące ptaków. Duże stado żubrów (nigdy nie widziałem). Świątynie prawosławne, katolickie, meczet. Trochę starych ludzi w małych drewnianych domkach.
Z pewnością pokrywa się to z tym co robię w ciągu ostatnich paru lat - zwiedzam okolicę.
Gdyby ktoś z kolegów obejrzał, zachwycił się i chciał to zobaczyć z bliska - zapraszam, z przyjemnością poprowadzę wycieczkę forumową :)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 06-01-2015, 20:13
Uważaj z takimi zaproszeniami, bo co zrobisz jak będą chętni?
Myślałem od kilku lat nad powrotem w tamte rejony a wchodziła też w rachubę Biebrza.
Przez dwa lata parałem się podglądaniem przyrody amatorsko w okolicach Międzyzdroi. Z rzadka widywane w Łódzkiem Mysikróliki, Kruki czy zupełnie popularne dziś Sujki, były trzydzieści lat temu widywane tam często. Spałem pod chmurką a ten zwierzyniec był na wyciągnięcie ręki.
Chyba jest nieźle z czystością powietrza, populacja Kruków jest u mnie naprawdę spora. Pojawiają się też coraz częściej ptaki drapieżne. Szkoda tylko, że kolorowe kuraki są mocno tępione przez domowe koty.

A w temacie wycieczki, chyba najlepszą porą byłaby wiosna. Przyloty ptaków i budząca się przyroda jest świetnym tłem albo tematem na podpatrywanie nieznanych okolic.
Jest możliwa dwu-, trzydniowa przygoda z ewentualnymi rowerami. 2 sztuki dorosłych.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: MAG w 06-01-2015, 20:14
"Cząstka Podlasia"
W 30 minut pokazane fragmenty przyrody i trochę religii moich okolic. Niektórych miejsc nie rozpoznałem. Będę ich szukał. Twórca sprytnie robił wiele zdjęć w czasie powodzi, rozlane rzeki na szerokość kilometra robią piorunujące wrażenie. Na wiosnę tysiące ptaków. Duże stado żubrów (nigdy nie widziałem). Świątynie prawosławne, katolickie, meczet. Trochę starych ludzi w małych drewnianych domkach.
Z pewnością pokrywa się to z tym co robię w ciągu ostatnich paru lat - zwiedzam okolicę.
Gdyby ktoś z kolegów obejrzał, zachwycił się i chciał to zobaczyć z bliska - zapraszam, z przyjemnością poprowadzę wycieczkę forumową :)

Włodku jak wiesz mam trochę kilometrów do tego wspaniałego miejsca o którym piszesz ale nie omieszkam w lecie tam się wybrać chcę z rodziną poznać tą perłę, sam czytałem i widziałem w tv ale to nie to samo.
No i fotografia i obserwacja natury to co mnie ostatnio kręci;)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: w.luczynski w 06-01-2015, 22:01
colcolcol
Co 1-2 tygodnie robię takie wycieczki. Czasami jest za dużo chętnych, częściej za mało.
Przedwczoraj znowu wpadłem do rzeki, lód się załamał pode mną, nikogo ze mną nie było.
A dzisiaj przepiękna pogoda, słońce 7 godzin, mróz -10st, trochę śniegu, szlak na bagnach zamarznięty, mega czad.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: pastwa w 06-01-2015, 22:36
Zazdroszcze zycia na Podlasiu, ja sobie o tych terenach moge jedynie poczytac na moim opakowaniu herbaty ze Skrzypu ;'))
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: atmeg w 09-01-2015, 18:03
Może już było ale nie sądze ....
Clerks - Sprzedawcy
(1994)
Genialna , nisko budżetowa produkcja kina niezależnego z gatunku komedi-obyczajowej .
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: pastwa w 10-01-2015, 12:48
To byl zmierzch kariery Kevina Smitha jako zdolnego i ciekawego rezysera, potem wsiakl w klimat Hollywoodu i zaczal krecic gniot za gniotem, a szkoda, bo mial duzy talent, ale nadmiar kasy jakos mu nie pomogl, a wrecz przeciwnie, najlepsze byly te jego nisko budzetowe wyroby.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: atmeg w 10-01-2015, 13:30
To byl zmierzch kariery Kevina Smitha jako zdolnego i ciekawego rezysera, potem wsiakl w klimat Hollywoodu i zaczal krecic gniot za gniotem, a szkoda, bo mial duzy talent, ale nadmiar kasy jakos mu nie pomogl, a wrecz przeciwnie, najlepsze byly te jego nisko budzetowe wyroby.
:) Zmierzch ? Sprzedawcy jak i sprzedawcy 2 trzymają wybitny poziom .
Faktem jest że Gość z czasem zaczoł obniżać poziom produkcji .Ale Sprzedawcy są debiutem Kevina i
to ten film wyznaczył wysokie oczekiwania co do następnych  :).
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: atmeg w 10-01-2015, 13:40
Ostatnio odświeżyłem Czas Apokalipsy , polecam .
Link do filmu , niezła jakość kopii.
http://www.cda.pl/video/102696ad/Czas-Apokalipsy-online-Caly-Film-Napisy-PL-HD
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: atmeg w 10-01-2015, 14:19
Clerks 2/Sprzedawcy 2
http://www.cda.pl/video/11463762/Clerks-2-Sprzedawcy-2--Lektor-PL

"jesteś jak jebany korporacyjny android" cytat z Sprzedawcy 2
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: pastwa w 10-01-2015, 15:17
:) Zmierzch ? Sprzedawcy jak i sprzedawcy 2 trzymają wybitny poziom .
Faktem jest że Gość z czasem zaczoł obniżać poziom produkcji .Ale Sprzedawcy są debiutem Kevina i
to ten film wyznaczył wysokie oczekiwania co do następnych  :)

Takie czasy ze czasem debiut konczy czyjas kariere ;')) Mialem tu na mysli takie jego pozniejsze gnioty jak Dogma, "Jay and Silent Bob to i sramto", Zack and Miri Make a Porno, ... potem sobie odpuscilem. Byc moze pozniejsze Clerks 2 mu wyszedl, bede musial rzucic okiem ;')
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 16-01-2015, 21:13
The Cure (95`) i Whiplash (14`).

Hmm, jak to połączyć? Oglądałem jeden po drugim.
Muzyka pełni w nich ważną rolę, chociaż w jednym jest pierwszoplanowa a w drugim dodaje bąbelków. J.K. Simmons w roli Fletchera ubarwia dosyć smętnie prowadzony wątek z miałkim Miles`em Tellerem a  Brad Renfro(*), trzyma w fotelach resztki zmęczonych i czekających końca dramatu widzów. Filmy sprawnie zrobione, ale starszy bez pretensji o brak Oscara a drugi z ambicjami. Fochy wyłącznie i ewentualnie za drugi plan J.K. Simmonsa, montaż to kupa gówna a za scenariusz powinni ukarać.

Ale nie o tym.
Te dwa filmy są o stawaniu się facetem, mężczyzną, odnajdywaniu własnego kierunku w zabawie. W obydwóch bohater uczy się męskości od innego faceta. Uważam taką drogę za jedyną istniejącą nawet, jeżeli nauczycieli jest wielu. Umierający Pony tłumacząc się z niskiego wzrostu mówi: to tylko 10 cm do dolnej granicy z przedziału wzrostu dla mojego wieku. Pomyślałem: znam kilkunastu facetów po czterdziestce, którym brakuje "tylko" 10 cm do granicy oddzielającej chłopca od mężczyzny i chociaż zaliczyli stado cidek, ta granica im ucieka. 




Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 18-01-2015, 08:53
I kolejne dwa filmy: przywołany wcześniej Saving Mr. Banks i Hitchcock 12`.

Łączy je narracja oparta na tym samym schemacie, pokazującym człowieka w ważnym fragmencie z jego życia. A może jest to tylko próba gloryfikacji własnych mistrzów świata filmu i niejako przy okazji zrobienie biznesu?
Charyzmatyczny Hopkins jest nie do poznania w roli słynnego reżysera i na równi z Hanksem trzyma film widzów w garści. Te dwa filmy łączy również dosyć powierzchowne pokazanie subtelności stosunków damsko-męskich. Można było zrobić z tego oś filmu a tylko liźnięto zauroczenie, marzenia, flirt czy brak zrozumienia. Winię za to zarówno reżysera jak i scenarzystę. Zamiast jakiś scen z autami czy monologami Hopkinsa można było "ściaśnić" narrację i wypełnić rozbudowując inne wątki. Troszkę zarysowano postać  Janet Leigh (w tej roli jak zwykle urocza, ale ślepa Scarlet, co widzi w Pennie?), troszkę niedowartościowanie żony Hitchcocka a reszta w krzakach.
Ten sam ubogi schemat dostajemy w Saving Mr. Banks, trochę bogatszy o równie wyraziste sceny z Emmą Thompson co z Hanksem. Ale reszta? W zapomnieniu.
Nie zawsze robi się Angielskiego Pacjenta, ale trzeba pamiętać, że możliwości są i inni je wykorzystali.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: magus w 21-01-2015, 20:13
(http://media.wpolityce.pl/cache/31/a7/31a770e11cc8e23769c60bd229a11396.jpg)
Fot. materiały prasowe filmu "Ida" (reż. Paweł Pawlikowski) Fot. materiały prasowe filmu "Ida" (reż. Paweł Pawlikowski)


"Bierzmy przykład z Żydów! Bycie ofiarą niemieckiego nazizmu to dziś skarb polityczny


Nominacja „Idy” do Oskara łącznie z lawiną nagród sprawia, że film będzie miał drugie życie w kinach świata, jeśli dostanie statuetkę. Ma zapewniony żywot wieczny w telewizjach. Nie jest za późno, by umieścić napisy, które wyjaśnią widzom kontekst historyczny, że to nie Polacy zabijali Żydów, ale Niemcy w czasie II wojny światowej.

Żądanie roztropne, skoro mówi się na świecie o „polskich obozach zagłady” a Niemców zastąpili jacyś „naziści”.

Napisów żąda Reduta Dobrego Imienia utworzona przez Macieja Świrskiego, za przykładem żydowskiej AntiDefamation League, Ligi Przeciwko Zniesławieniom. Trwa zbieranie podpisów pod apelem do dyrektora PISF, żeby wymógł na producentach umieszczenie wyjaśnień.

Podpisałem apel, bo myślę, że należy brać z Żydów przykład polityki historycznej oraz obrony reputacji etnicznej. Gdyby pojawił się film sugerujący, że Żydzi mordowali Niemców, wtedy ADL podniosłaby krzyk pod niebiosa, mordowali czy nie mordowali. Przecież Hannah Arendt została zaszczuta przez Żydów za podanie prawdy, że Judenraty brały udział w Holocauście dostarczając rodaków do wywózek na śmierć. Był to ich straszna tragedia, pod przymusem, ale była.

Arendt zarzucono, że oskarża ofiary. Ten argument jest przydatny dla nas. Jesteśmy po Żydach największymi ofiarami II wojny światowej. Może nawet większymi. Oni zyskali dzięki wojnie swe niepodległe państwo Izrael, a my straciliśmy Rzeczpospolitą. Byliśmy pierwsi, którzy powiedzieli Hitlerowi „nie!” – ciężko za to płacąc. Zostaliśmy zdradzeni przez sojuszników, a nasz wysiłek na wojnie jest pomniejszany i robi się z nas uczestników Holocaustu. Po wojnie polscy bohaterowie byli katowani i mordowani przez żydowskich komunistów, na przykład ciotka Idy wzorowana na Wolińskiej-Brus. Kto nas oskarża albo sugeruje oskarżenie antysemityzmu, jest antypolonistą, a więc człowiekiem podłym lub chorym psychicznie, nieprawdaż? Jest teoria, że antysemityzm to choroba psychiczna. A jakiego spaczenia umysłu dowodzi nienawiść i pogarda dla Polaków? Czy to zazdrość polskiego poczucia honoru i szlacheckiej godności w ten sposób się przejawia?

Mamy to biernie znosić? Bierzmy przykład z Żydów! Bycie ofiarą niemieckiego nazizmu to dziś skarb polityczny, zresztą przeliczalny na żywy pieniądz. Kto puszcza płazem zniesławiania siebie, czy choćby ich możliwość, niechaj szukuje się na marny los.

AntiDemafation League tropi najmniejsze incydenty niechęci do Żydów. Ma bardzo sprawnych działaczy i armię wolontariuszy, którzy na wezwanie piszą listy protestacyjne do mediów. Jedno gwizdnięcie ADL przekształcają w burzę z piorunami. Nasza Reduta Dobrego Imienia dopiero się tworzy. Wzmocnijmy ją i siebie samych podpisując apel w sprawie „Idy”.

Napisy wyjaśniające są przyjętą praktyką w Hollywood, gdzie nakręca się filmy dla światowej widowni, która nie zna zawiłości historycznych każdego zakątka globu. Podpiszmy apel RDI w sprawie „Idy”. To za subtelnie opowiedziany film. Oby żył długo z naszym błogosławieństwem."


(http://media.wpolityce.pl/cache/42/6b/426b159b0a53fa86e8a6d230509f60a3.jpg)
autor: Krzysztof Kłopotowski


Felieton ukazał się na stronie SDP"

http://wpolityce.pl/kultura/230642-bierzmy-przyklad-z-zydow-bycie-ofiara-niemieckiego-nazizmu-to-dzis-skarb-polityczny

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 22-01-2015, 08:19
TV przypomniała wczoraj Monster's Ball pod inteligentnym, polskim tytułem "Czekając na wyrok".

I tu dostajemy obraz dojrzewania mężczyzny. Granicę pomiędzy chłopczykiem a facetem przekracza (w wieku bliskim półwiecza) Billy Bob Thornton w roli Hanka Grotowskiego. Samobójstwo syna jest mocną lekcją wychowania od własnego dziecka. Stracił coś z czego nie zdawał sobie sprawy a co nadaje sens życia - miłość. Pogardzał, bo był pogardzany przez własnego ojca i nie kochał, bo nikt mu nie pokazał jak to robić.
Mężczyzną został również syn Hanka G. - Sonny, ale nie mógł tego udźwignąć oraz pogodzić miłości z surową oceną ojcostwa i palnął sobie w trzewia.
Mężczyzną nie zostaje najstarszy z rodu - Buck.

To dobry, wielowątkowy film.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Archie w 22-01-2015, 14:20
ile ta IDA wzbudza emocji...

"Tylko świnie siedzą w kinie

Nie chodzę do kina dla własnego zdrowia psychicznego. Uważam bowiem, że film nie spełnia żadnej funkcji edukacyjnej ani nie jest sztuką. Jest najbardziej nachalną propagandą. Wielkie wytwórnie podporządkowane są interesom mocarstw i realizują ich politykę i ich wizję świata. Tak zwane małe kinematografie muszą wierzyć w misję kina, bo to dale szansę na zarobienie paru groszy i buduje całą finansową piramidę, która z założenia ma charakter przestępczy. Nie ma czegoś takiego jak uczciwe finansowanie filmu. Nie wierzę w to. Film to polityka, albo mafia. Rzekome artystyczne hierarchie są w kinie lansowane po to, żeby ukryć istotę rzeczy czyli potężną machinę propagandową. Szczególnie dotyczy to kinematografii małych i aspirujących. Do dzieł, które maskują propagandową funkcję filmu należy Ida. To nie jest żaden pretekst do dyskusji i nie jest to żadne mówienie prawdy w oczy. Można powiedzieć bowiem wiele prawd w oczy i nieco mimo ich nie angażując do całej sprawy Heleny Wolińskiej, niech jej ziemia lekką będzie. Tu, w przypadku Idy, mamy wyraźny znak. Sygnał i informację skierowaną wprost do nas. Film Ida próbuje nam po raz kolejny pokazać kto tu rządzi i jak. Takie próby podejmowano już wcześniej, w filmie „Prymas. Trzy lata z tysiąca”, gdzie Luna Brystygierowa pokazana była jako groźna, ale ludzka pani. Tak jakby nie była częścią systemu. Jakby jej decyzje wobec ludzi związanych z Kościołem zależały tylko i wyłącznie od jej kaprysów. Propagandowa wymowa takich filmów jest straszliwa, bo ona wymierzona jest właśnie w ludzi młodych, o których toczy się tu wieczna i coraz bardziej idiotyczna dyskusja zatytułowana „Jak trafić do młodzieży”. Oto przykład: trzeba im pokazać starszą wrażliwą panią, która ratuje swoją krewną przed klasztorem. Panią, która została zaszczuta i zniesławiona. W tamtych czasach Helena Wolińska nie była zniesławiona, a jeśli już to przez swoich współpracowników, bo inne, poza resortowe informacje do niej nie docierały. Jeśli pani owa w filmie skarży się na swój los dotyczy to czasów nam współczesnych i nas tutaj licznie zgromadzonych, którzy w swojej pysze pozwalamy sobie na krytyczne uwagi wobec postaci tak świetlanej. To jest dopiero horrendum, bo ten film mówi nam wprost: uważajcie gnojki, bo jeszcze nie padło ostatnie słowo w dyskusji. Ida jest najbardziej chamską z dotychczasowych akcji propagandowych, gorszą niż przybicie Stuhra do wrót stodoły. Omawianie jej kategoriach artystycznych, ze względu na to, że jest to film czarno-biały, że ma tam różne metafizyczne stylizacje, a główna aktorka wydaje się być postacią nieziemską to jest podpucha dla frajerów. Taka sama jak zwykle. Podpucha „na wielką sztukę”, po to, żeby wytrącić z ręki argumenty aspirującym durniom. Wszystko razem podkręcone jest przez nominację do Oskarda. No bo przecież polski film, bo może dostać międzynarodową nagrodę i wtedy prestiż kina polskiego w świecie wzrośnie. Jak nie wiem, że też dorośli ludzie łykają takie brednie. Co to jest prestiż polskiego kina w świecie? Czy jest ten cały Oskard? Czy ktoś widział kiedyś Holendra, który śledzi doniesienia z Hollywood, czekając na to, że jakiś holenderski film zostanie nagrodzony i podniesie to prestiż holenderskiego kina w świecie? Powiedzcie mi czy ktoś widział taką postać? Film Ida wejdzie do kin i jak napisał dziś Kłopotowski również do telewizji na całym świecie. Z kin wyjdzie, bo tam przerób jest straszliwy i w następnym sezonie nikt nie będzie już pamiętał o jakiejś Idzie. No, ale telewizje będą ten fil eksploatować w nieskończoność. Jestem przekonany, że ktoś postara się, by trafił on nie do pasm śledzonych przez bezmyślnych pożeraczy popcornu, którym jest wszystko jedno czy oglądają Idę, pornosa czy Stalowego Sylwka z karabinem, ale do pasm eksploatowanych przez tak zwanych koneserów kina. Film będzie poprzedzany dyskusjami, do których doprosi się księdza, jakąś pańcię z miejscowych środowisk żydowskich i kogoś jeszcze dla równowagi. Na przykład transwestytę, który był w Polsce na paradzie równości i widział tam transparent z napisem „Polska dla Polaków”. O czym oczywiście musi opowiedzieć w telewizji. Dyskusje zaś zainstalowane będą nie po to, by wytłumaczyć ciemniakom, że Ida to wielka sztuka, ale właśnie po to, by podkreślić, że jest to propaganda, a także, że ów aspekt propagandowy jest najważniejszy w tym filmie.

I na to w salonie pojawia się Maciej Świrski ze swoim pomysłem, żeby przed filmem dołączyć napisy informujące widzów o rzeczywistych proporcjach win, jakie obciążały narody w tamtych czasach. Bardzo przepraszam, ale kto czyta napisy przed filmem i kogo one interesują? Jeśli nie pokazano w filmie Niemców mordujących rodziców Idy, to znaczy, że był to efekt zamierzony, jeśli pani Odorowicz dała pieniądze na tę produkcję, to znaczy, że ona jest zainteresowana tworzeniem filmów w takim właśnie kształcie i ich dystrybucją. Żadne podpisy nic tu nie pomogą, przeciwnie, wywołają efekt odwrotny od zamierzonego. Maciej Świrski zostanie dołączony do tego filmu w pakiecie, a jeśli już jakieś napisy się umieści przed filmem, to informować będą one właśnie o tym, że Polacy protestują przeciwko antypolskiej wymowie tego obrazu. A skoro protestują to znaczy, że coś jest na rzeczy. I dopiero zrobi się ciekawie.

Następny w kolejce jest Kłopotowski, który jak zwykle zaczyna z grubej rury, pisze o zbrodniach popełnionych na Polakach i pisze o Hanah Arendt zaszczutej przez Żydów, ale konkluzja jest jak zwykle taka sama; błogosławmy Idzie, niech idzie....w świat niech idzie oczywiście i niech ją ludzie oglądają, a nie nie idzie w p….u, jak to nam się akurat marzy.

Mili panowie czas wydorośleć i powiedzieć sobie pewne rzeczy wprost. Kino nie jest żadną rozrywką, a już na pewno nie jest rozrywką tanią. To jest propaganda wymierzona w nas, produkowana za nasze pieniądze i nie ma za nią ani jednej szczerej intencji. Doszukiwanie się tam czegoś takiego, jakieś próby łagodzenia wymowy filmów agresywnie propagandowych to dziecinada. Wobec takich produkcji należy zachować postawę obojętną. Nie uczestniczyć, nie zauważać. Tylko świnie siedzą w kinie. Nie płacę, nie parkuję, nie dokładam się do tego ponadto co mi zabierają w podatkach. Każdy ruch wobec tego filmu podkreśla jego propagandową misję czyni ją bardziej skuteczną. Precz z tym. Nie ma żadnej sztuki w kinie. To są mrzonki. Dystrybucja zaś i popularność filmów nie zależy od widzów, którzy mają różne gusta, ale od macherów od promocji. Wydoroślejmy więc i nie patrzmy nawet w tamtą stronę."

http://coryllus.salon24.pl/627580,tylko-swinie-siedza-w-kinie,2

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: 4m w 22-01-2015, 14:48
Nie chodzę do kina dla własnego zdrowia psychicznego. Uważam bowiem, że film nie spełnia żadnej funkcji edukacyjnej ani nie jest sztuką. Jest najbardziej nachalną propagandą. [...] Film to polityka, albo mafia.

Mili panowie czas wydorośleć i powiedzieć sobie pewne rzeczy wprost. Kino nie jest żadną rozrywką, a już na pewno nie jest rozrywką tanią. To jest propaganda wymierzona w nas, produkowana za nasze pieniądze i nie ma za nią ani jednej szczerej intencji. [...] Precz z tym. Nie ma żadnej sztuki w kinie. To są mrzonki. [...] Wydoroślejmy więc i nie patrzmy nawet w tamtą stronę."

http://coryllus.salon24.pl/627580,tylko-swinie-siedza-w-kinie,2
Dobre, dobre, hehe hehe :D
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: magus w 22-01-2015, 15:22

I na to w salonie pojawia się Maciej Świrski ze swoim pomysłem, żeby przed filmem dołączyć napisy informujące widzów o rzeczywistych proporcjach win, jakie obciążały narody w tamtych czasach. Bardzo przepraszam, ale kto czyta napisy przed filmem i kogo one interesują?

Ależ oczywiście, że interesują!
Ludzie niekoniecznie czytają listę płac, ale przeważnie czytają tekst, któy jest pokazywany na początku filmu jako swoiste motto, czy wstęp


Następny w kolejce jest Kłopotowski, który jak zwykle zaczyna z grubej rury, pisze o zbrodniach popełnionych na Polakach i pisze o Hanah Arendt zaszczutej przez Żydów, ale konkluzja jest jak zwykle taka sama; błogosławmy Idzie, niech idzie....w świat niech idzie oczywiście i niech ją ludzie oglądają, a nie nie idzie w p….u, jak to nam się akurat marzy.

nie, konkluzją nie jest błogosławieństwo
konkluzją jest, że jeśli taki film już został nakręcony i czy kto chce, czy nie - poszedł już w świat, to minimum przyzwoitości i dobrej woli ze strony autorów byłoby zamieszczenie takiego "sprostowania"
i tak naprawdę tyle

a słowa o zbrodniach popełnionych na Polakach traktuję jako argument wstępny - takie ustawienie problemu w odpowiednim świetle, przywrócenie różnym zagadnieniom II w. św. właściwej miary - aby ułatwić autorom i producentom zaakceptowanie jego propozycji
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 24-01-2015, 20:19
Pewnie nie doczekam czasów polowania na chirurgów plastycznych w USA niczym na czarownice, ale sądząc po krzywdzie jaką robią swoim obywatelom, należy się tego spodziewać. Już pomijam modę na nienaturalnie szerokie i wydatne wargi, wszechobecny botoks i naciągane wszystkie fragmenty skóry, odchudzone i karłowate nosy, ale patrząc na Toma Cruise w "Edge of Tomorrow" trudno znaleźć naturalny kawałek facjaty.
Film oddaje zboczenie - lubianego przeze mnie - Toma na punkcie kosmitów i nic nie wnosi do światowej kinematografii. Taki film może być przykładem na to, jak wydać kilkadziesiąt mln $ na grę komputerową oglądaną online. Współczesne karty graficzne potrafią robić cuda z obrazem, ale nie nadąża za nimi rzesza doskonale opłacanych scenarzystów. W cytowanym filmie znajdujemy same frazesy: dalej, szybko, czekamy, idź tam i idź tu, jakieś suchary, których nie powstydziłby się nasz Karol S. a na końcu i tak świat uratują Amerykanie.
Film nie wywarł na mnie żadnego wrażenia, nic nie czułem oglądając go, ani żalu, ale satysfakcji, ani zaciekawienia.
Nie pamiętam nawet o czym był...
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: lancaster w 25-01-2015, 17:39
mi sie edge of tomorrow podobl - fajna rorywka/komedia, do tego lubie sci -fi, podobnie oceniam inny film z Tomem - raport mniejszosci.

Z ostatnio obejrzanych Interstaller, Sedzia (z Robertem Downey Jr), oba mi sie fajnie ogladalo. Czy to jakies wybitne dziela kinematografii ? ....no ile mozna ogladac pancernika patiomkina ;-)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 25-01-2015, 18:10
mi sie edge of tomorrow podobl...
I bardzo dobrze!  ;)
Może za dużo oczekuję od filmów i ogólnie od sztuki? Lubię zagęszczenie, zwroty, nieprzewidywalność, powiew świeżości, Lubię czuć pracę i jakiś wysiłek intelektualny zespołu w produkcie a tego edge of tomorrow nie pokazał. Spielberg jest jednym z geniuszy mikroplanów. Potrafi samymi szczegółami wypełnić z założenia monotonny film patrz: Pojedynek na szosie. 
Moje odczucia zupełnie nie pokrywają się z ocenami tzw przeciętnymi. Podniecający wielu Szeregowiec Ryan, jest wg mnie jednym z najgorszych filmów Stevena, ale już Raport uważam za film świetny, poprzez pokazanie wielu smaczków, niuansów, wybitnych bzdetów a film ogólnie przemilczany. Szkoda, ale mam gdzieś opinie innych  ;D
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Sim1 w 25-01-2015, 19:37
Jak się wam podobał Edge of Tomorrow to polecam fajne klimaty sci-fi w postaci obu filmów Duncana Jonesa - "Moon" i "Source Code"
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Bacek w 26-01-2015, 12:29
W weekend miałem okazję odrobić trochę zaległości i udało mi się obejrzeć "Birdman" oraz "Dzikie Historie".
Polecam oba. Taka trochę mniej odmóżdżająca rozrywka.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 30-01-2015, 15:17
Mommy, reż. Xavier Dolan, 2014

Przez niektóre serwisy i tzw środowisko opiniotwórcze, film został uznany za jeden z lepszych obrazów minionego roku a ja albo miałem wygórowane oczekiwania, albo to gniot.
Moje oczekiwania są proste i jasne: ma być ciekawie w kwestii obrazu, gęsto w warstwie tekstowej, logicznie od strony psychologicznej i zawierać coś, czego nie widziałem wcześniej. Te oczekiwania niemal w 80% spełnia np CSI zagadki Miami, ale już tytułowy film nie zbliża się do procent 30-stu. Brakujące 20 % CSI to artyzm, którego ten film nie ma i nie miał mieć a w tych trzydziestu procentach "Mamy", jest jakaś nuta nostalgiczno - poetycko - smętna, która ma z 5%.

Wobec powyższego muszę uznać część racji:
...Kino nie jest żadną rozrywką...
http://coryllus.salon24.pl/627580,tylko-swinie-siedza-w-kinie,2

i  nie wiem dokąd zmierza, trochę jak współczesna muzyka...
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: lancaster w 31-01-2015, 11:49
ja od tego typu filmow nie oczekuje sztuki tylko rozrywki na w miare znosnym poziomie, wczoraj ogladalem nowych transformersow i tez spoko :-)

ostatnio byl jeszcze Magic in the moonlight, tez rozrywka, fajne scenografie, allenowski ale niespecjalnie Allenem napompowany jak niektore ostatnie jego produkcje
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 08-03-2015, 18:11
Obcowanie ze sztuką jest dla mnie rozrywką.

The Living Desert (1953) 
(dla chętnych odnalezione w sieci: http://stagevu.com/video/ryvsftawnohj)

Szukałem długo, ale zasoby internetu pomagają odnaleźć nawet najgłębiej ukryte a nieoznaczone tęsknoty.
Pierwszy raz oglądałem go na niemieckiej "satelicie" z 25 lat temu. Pozostały w pamięci obrazy, sposób narracji, zaskakujące widowisko i zdumiewająca - jak na lata 60-te - realizacja. Pozycja obowiązkowa!


Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: -Pawel- w 08-03-2015, 18:40
Dzisiaj padł kolejny Die Hard. John zamienia się powoli w terminatora, a nawet coś więcej bo odnosi zdecydowanie mniejsze obrażenia. Ogólnie film lekki i na całe szczęście krótki. Na niedzielę - ujdzie.

Ostatnio w kółko oglądam Cloud Atlas, no może nie w kółko, ale tak już trzeci raz w ciągu ostatniego miesiąca. Nie wytknę mu wad, bo nie widziałem dotąd lepszego filmu. Nie wiem dlaczego tak niewiele osób łapie o co w nim chodzi, moim zdaniem wystarczy obejrzeć trailer żeby załapać, reszta to już tylko rozwinięcie. Dla mnie mógłby równie dobrze trwać 4 godziny, muzyka - rewelacja!

Sleep Tight - oraz kilka innych z podobnego nurtu hiszpańskich produkcji. Akcja trochę się ciągnie i czasami można przysnąć, ale mimo wszystko film zasługuje na uznanie, taki nieco "porypany" thriller.

Taken - serial z 2002 roku, takie popłuczyny w klimatach The X Files. Lekkostrawne, choć liczyłem na więcej.

Edge of Darkness (niby po polsku furia) - liczyłem na więcej. Znacznie więcej. Gibson zagrał na poziomie polskich produkcji typu Malanwoski i Partnerzy, scenariusz przewidywalny, masa niedopatrzeń, logika nie trzyma się kupy, a film po prostu nie warty obejrzenia.

Heartless - bajeczka ale dosyć ujmująca, ostatnio zaczynam dostrzegać geniusz Jima Sturgess'a, jest po prostu świetnym aktorem.

Headhunters - coś dla prawdziwych fanów thrillerów z dobrą akcją, coś czego dawno zabrakło w produkcjach amerykańskich, na mnie wywarł bardzo pozytywne wrażenia.

Oblivion - super science fiction, genialna muzyka M83 i całkiem niezła fabuła. Cruise staje się coraz lepszym aktorem na starość :)

War of the Worlds - Spielberg pokazał, że jeszcze nie zginął. I kolejna super rola Cruise'a. Świetny film, do tego trzyma w napięciu.

Dracula Untold - porażka na całej linii. Infantylna fabuła, beznadziejna akcja, w skrócie komputerowe nietoperze rozbijają w pył turecką armię, a szlachetny i kochający Vlad ma rozterki czy poświęcić się dla rodziny i kraju. Brak mi słów na krytykę tego filmu, u mnie poległ na wszystkich płaszczyznach.


Wieczorem chyba zabieram się za Birdmana...
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: w.luczynski w 08-03-2015, 19:44
Headhunters
Świetny film. I wyobraź sobie, że ja na co dzień mam takie studentki jak ta blondi :) No może nie wszystkie :)
W każdym razie mili i otwarci ludzie z tych Skandynawów.
Norwegowie uważają jednak inne swoje filmy za lepsze.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: -Pawel- w 08-03-2015, 22:51
Nieźle :)

Trudno mi coś napisać o Birdmanie. Dramat - trochę na siłę, akcja - nieco przeciągnięta, ale też pojawia się coś nowego, ciężko skrytykować. Muzyka na początku wydaje się nowatorska, później nieco irytuje, przekaz niby płytki, ale niekoniecznie, film utrzymuje dosyć poważny klimat i ogólnie nie jest źle. Wspaniała praca kamery. Nie jestem zachwycony, ale złego słowa nie powiem, tak chyba będzie uczciwie :)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Cypis w 09-03-2015, 08:51
"John Wick"

Jeśli ktoś lubi proste nieskomplikowane kino akcji to polecam. Mnie się podobał. Jeszcze fajniej by się to oglądało gdyby informacja kim jest główny bohater nie padła na samym początku a była dopowiadana przez cały film niekoniecznie wprost.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: magus w 15-03-2015, 17:49
(Ponieważ colcolcol zapowiedział na dziś recenzję, to na szybko przeklejam swoją z innego wątku :) )


Ida

Powiem tak - jestem w stanie na szybko wymienić ze 20 polskich filmów, do których "Ida" bezdyskusyjnie nie ma startu. Oprócz zdjęć może.
I znalazłyby się nawet filmy poruszające dokładnie ten właśnie temat (choć bez Żydów, niestety ....), czyli poszukiwania zaginionych krewnych po wielu latach od zakończenia wojny - można zestawić Idę choćby z "Szyframi" Hassa ... i jak dla mnie wybór jest natychmiastowy ...

Widzę dwie opcje - albo poziom oskarowy jest już naprawdę bardzo przeciętny, albo ewidentnie wygrały kwestie polityczne, czyli tematyka żydowska.


Przy telewizorze trzymały mnie dwie rzeczy: zdjęcia (czarno-białe, pięknie skadrowane, wspaniałe światło - były jednocześnie nastrojowe, klimatyczne, ale i dynamiczne momentami) oraz ciekawość, na ile film pójdzie w płaski dramat prześladowanych żydów.

No więc niestety poszedł ...

(jeśli ktoś nie chce, żeby mu psuć fabułę, to poniższych akapitów niech nie czyta i przejdzie do "Przesłania").

Lata 1960. PRL. Główna bohaterka, Ida, nowicjuszka zakonna, nie zna swojej rodziny i wychowała się przy kościele. Nagle dowiaduje się, że ma ciotkę i dostaje zgodę, by pojechać do niej do Warszawy (chyba). Ta okazuje się być zdystansowaną, wręcz chłodną funkcjonariuszką aparatu sprawiedliwości PRL (jej pierwowzorem jest osławiona Helena Wolińska), sędzią - to w sumie pasuje do samej Idy, bo ona również rzadko okazuje jakiekolwiek emocje - nie wiadomo, czy taka jest, czy też to efekt sytuacji, ale raczej to pierwsze. Generalnie Krwawa Wanda, jak sama o sobie mówi, wiedzie puste życie, bez rodziny, a przygodne znajomości w knajpie kończą się w łóżku i dopiero pojawienie się naszej nowicjuszki wprowadza lekkie ożywienie i wyższe uczucia. Ciotka opowiada Idzie historię jej rodziny - Żydów, którzy najpewniej zginęli podczas wojny, a następnie  bez namysłu pakuje swoją siostrzenicę do Wartburga (stary, typu Syrenka :) ) i jadą pod Łomżę szukać grobów jej rodziców.
Pani sędzia bez reszty angażuje się w zdecydowane działania, aby od chłopów, którzy przejęli dom po rodzicach Ingi, wydobyć informacje, gdzie są pochowani. Nie ma ona żadnych wątpliwości, że to oni musieli ją zamordować i w końcu syn głównego podejrzanego, w zamian za obietnicę zrzeczenia się przez Ingę praw do ziemi i domu, prowadzi ich do lasu, gdzie wykopuje zwłoki. Krwawa Wanda nie wytrzymuje tego emocjonalnie i z twarzą zakrytą rękami ucieka do samochodu, a Ida zostaje z chłopem, który chwilę poszlochał, a potem wyznał, że samej Ingi nie zabił, bo była niemowlęciem i nikt by nie poznał, że jest Żydówką, więc oddał ją na plebanię, ale jej brat był obrzezany, więc musiał ... Potem obie kobiety zawożą wykopane kości pod Lublin na zapuszczony żydowski cmentarz, gdzie leży ich rodzina i dokonują pochówku na dziko.
Po zakończeniu wątku poszukiwań nowicjuszka Ida wraca do zakonu, a Krwawa Wanda, w najlepszym paltociku i przy dźwiękach Mozarta, skacze z okna (wcześniej jeszcze przegląda stertę zdjęć, wśród których znajduje się też, jak się okazało, zdjęcie Ireny Sendlerowej). Ida przyjeżdża w cywilnych ciuchach po śmierci ciotki do jej mieszkania (przejąć majątek po krewnej?), spotyka się tam z saksofonistą, którego zapoznała podczas wcześniejszej podróży z ciotką, a przekonawszy się, co to cielesna miłość, rano z powrotem narzuca zakonne szaty i wymyka się po cichu z mieszkania - prawdopodobnie wraca jednak do klasztoru.


Przesłanie

Krwawa Wanda (Helena Wolińska-Brus) to kobieta, która podczas wojny poszła z domu walczyć z Niemcami i dlatego nie była przy śmierci swoich krewnych. Po wojnie, w czasach stalinowskich, zaangażowała się w ściganie wrogów ludu (w filmie "narodu" :) ). Obecnie (początek l. 1960) jednak pojawiły się u niej chyba poważne wątpliwości, co do wcześniejszych uczynków. Wygląda, że tlą się w niej jednak prawdziwe ludzkie uczucia i można się domyślać, że najpewniej okrucieństwo wojny, a potem trudnych lat powojennych zmusiły ją do brutalności i zamknięcia w sobie. Z drugiej strony, film pokazuje, że polscy chłopi nie mieli litości (choć i oni też potrafią zapłakać, no i niemowlaka oszczędzili - co jednak nie przeszkadza im żądać zrzeczenia się majątku w zamian za informacje o miejscu pochówku zamordowanych przez siebie Żydów). Więc trudno winić Krwawą Wandę za jej postępowanie w okresie powojennym. A w tej całej sytuacji rozgrywa się dramat Idy, nowicjuszki zakonnej, która okazuje się być córką zamordowanych bezlitośnie przez polskich chłopów Żydówką i bratanicą, pomagającej jej w odnalezieniu grobów rodziców, funkcjonariuszką (byłego już) systemu stalinowskiego w Polsce.

Generalnie klasyka. Wojna w postaci dwóch okupacji oraz powojenny PRL istnieją w tej historii niemalże tylko hasłowo, a jeśli mają jakiś większy wpływ na opisywane wydarzenia i bohaterów, to tylko taki, że polscy chłopi bezdusznie wykorzystali okazję, żeby ustawić się w życiu bezkarnie mordując Żydów i uwłaszczając się na ich majątku (choć sumienie ich czasem podgryza), za to stalinowscy oprawcy skazując ludzi na śmierć stali się właśnie ofiarami historii i ostatecznie przygniata ich bezmiar niesprawiedliwości - własnej i cudzej. Osoby postronne w tej historii, to niemalże bezduszne zombi, również bez wyższych uczuć i empatii. Jedyną chyba pozytywną postacią jest ów młodziutki saksofonista - tylko że on też, jak sam stwierdził, jest pół-semitą ...

Jeszcze raz - jak dla mnie Ida nie ma startu choćby do "Róży" Smarzowskiego. I nie chodzi już tylko o to, że w Róży kontekst polityczno-historyczny wydarzeń został świetnie, w sposób naturalny, przedstawiony. Pokazano też motywy, które każą ludziom zachowywać się czasem w życiu podle. Najważniejsze jednak, że w Róży są autentyczne emocje i dramat, a Ida jest po prostu bezpłciowa. I wcale nie ze względu na tempo czy powierzchowność - ja uwielbiam wolno rozwijające się filmy typu Bergman czy Hass na przykład, gdzie to, co istotne jest często nieoczywiste, schowane pod powierzchnią fabuły. W Idzie tego nie ma - to film w sumie banalny - jakich nakręcono setki, a może tysiące. Tyle że "ładny". No i nadzwyczaj poprawny politycznie ...


p.s. taka jeszcze refleksja - Polska jest również jakaś bezpłciowa w tym filmie. Mam wrażenie, że tylko aktorzy i miejsce kręcenia zdjęć dały jakikolwiek klimat tamtego czasu i miejsca. Plus właśnie miękkie, czarno-białe zdjęcia. To trudno jest nazwać, i w sumie jakoś tam pasuje do charakteru filmu - zimnego, szarego, z pojedynczymi tylko przebłyskami emocji. Ale po wprowadzeniu bardzo niewielkich zmian, głównie języka - bo nawet niekoniecznie scenografii - film mógłby rozgrywać się niemal wszędzie. Gdyby film faktycznie nie był formalnie osadzony w Polsce, to można by go potraktować jako taką ogólną refleksję, pt. "ludzie ludziom zgotowali ten los ...". Tyle że już sam wybór kluczowych postaci ("antysemiccy polscy chłopi" i Krwawa Wanda) sprawia, że film bez wątpienia rozgrywa się w Polsce - i w połączeniu właśnie z brakiem realiów epoki, okazał się jak dla mnie pusty i nieprzekonujący.

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: lancaster w 15-03-2015, 19:06
magus, tyle o zdjeciach a zadnego nie wkleiles....
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: magus w 15-03-2015, 19:30
ty to zawsze dokopiesz się trzeciego dna ...

(http://static.polskieradio.pl/eabb0b26-a835-45d0-b779-96f2ad9b1f09.file)


Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 15-03-2015, 22:11
Kłamstwa, manipulacji i przekłamań jest tyle w tym filmiku, że wystarczy na nie jeden a dwa westerny.

 Tamta rzeczywistość nie była ani szara, ani smutna, ani tak głęboko zorana wyrzutami sumienia i tępym patrzeniem w siną dal, jak próbuje się nam wmówić. Środowisko zakonnic to zhierarchizowana, ale radosna grupa. Wiara daje poczucie wartości a nie pychy i dumy, daje radość a nie otępia, daje nadzieję a nie wyzwala ze złudnych wyobrażeń wolności. Młoda dziewczyna miała owulację i to było powodem jej doświadczeń z chłopcem a nie – jak próbuje się nam przedstawić - jakiś skok z okna. Stawianie na tym samym poziomie emocjonalnym (nie mówiąc już o etycznym o co zabiega „tfurca”) samobójstwa jednej baby i puszczenia się drugiej, jest nadużyciem. I ta mowa ciała, bu ha ha. Rąsie prosto z kursu komunikacji niewerbalnej, nóżki a`la foczka, dykcja już nawet bez skrupułów z XXI – go wieku, składnia prosto z uniwersytetu. Wszyscy gadają tak samo, pochodzą z tego samego środowiska (aktorskiego oczywiście) i mają ten sam tępy wyraz facjaty. Śmieszno-tragiczne frazy wygłaszane przez bohaterów, są przerywane oczywiście nie w tym momencie kiedy trzeba (no ale jak się nie pamięta tekstu to tak jest) i wygłaszane jak na egzaminie w szkole aktorskiej.
Na kim to zrobiło wrażenie? Na amerykańskich żydach! W ich wyobraźni Polska jest dokładnie taka jak w filmie i stąd te emocje. Nie identyfikuję się z żadnym bohaterem tego bohomaza i nie znam nikogo kto chciałby to robić.
Strata czasu – kłamstwo ekranu, ot kino made in Poland.

Ps inne aspekty czyli: obraz Polski w krzywym zwierciadle, ograniczone a nieuzasadnione środki wyrazu, niemoc twórcza, dosyć przeciętny montaż, brak oprawy muzycznej, kiepska gra męskiej części aktorów, klucha narracyjna, brak suspensu - wszystko jest przewidywalne i spodziewane a opowieść skomplikowana jak budowa cepa – pominę milczeniem.
Ps jutro przeczytam Twoją opowieść magus :)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: lancaster w 15-03-2015, 22:35
są i takie opinie :-) :

http://natemat.pl/80843,ida-pelna-antysemickich-stereotypow

"Komunistyczna k*rwa
Według Heleny Datner z Żydowskiego Instytutu Historycznego "Ida" to film bardzo przeciętny, w którym postaci charakterologicznie przypominają marionetki z kukiełkowych spektakli – są przedstawiane bardzo schematycznie, a główna bohaterka nie ma żadnego życia wewnętrznego. – Produkcja Pawlikowskiego od strony przekazu jest po prostu kiepska - sylwetki obydwu bohaterek są ukształtowane na zasadzie stereotypów: żydowskiej, komunistycznej k*rwy, której "przydarzył się" Holocaust i dziewicy, "zmywającej" swoje niekatolickie pochodzenie w klasztorze – mówi nam Datner.

– To przedstawienie bohaterek według prostej zasady - co Polacy chcieliby myśleć o Żydówce, budującej powojenny socjalizm: k*rwa, alkoholiczka, która od dwudziestu lat nie miała kontaktu ze swoją własną siostrzenicą. Pierwowzorem "krwawej Wandy" z Idy była przecież znienawidzona przez polską opinię publiczną prokurator Helena Wolińska, komunistka z przekonania i Żydówka z pochodzenia, oskarżona po 1989 roku za "zbrodnie komunistyczne"! – tłumaczy.

Datner dodaje, że przekaz filmu jest po prostu szkodliwy: doskonale pasuje do obiegowych wyobrażeń na temat Żydów, ale to filmowe "science fiction" – krytyka może zachwycać się tym filmem, bo przecież pojawia się postać "złego Polaka", który odkrywa "brutalną prawdę" – nie zmienia to faktu, że całość polega na refleksji o tzw. sensie życia, a jego polityczna podstawa jest tylko dekoracją z papier mâché. Podobne zdanie na ten temat ma również Agnieszka Graff, według której "Ida" to "powtórka z najgorszych antysemickich klisz oraz nieudolna próba chrystianizowania Zagłady".
"

brrrr, jak w ogole można pomyśleć :-)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: magus w 15-03-2015, 22:51
"Ida" to "powtórka z najgorszych antysemickich klisz"

przedstawienie Żyda lepszym niż w rzeczywistości to antysemityzm, w dodatku najgorszy z możliwych - warto zapamiętać



prawda was wyzwoli ...


Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: -Pawel- w 15-03-2015, 23:00
Wracając do filmu. Przed chwilą - Elysium. Nie spodziewałem się niczego specjalnego, ale przy szklaneczce szkockiej film okazał się naprawdę niezły. Na pewno nie wybitny, ale przecież nikt nie będzie w kółko oglądał Star Wars, nie straciłem czasu, wyraźnie słabszy od Oblivion, jednak było warto.

Kilka dni wcześniej - Womb. Tutaj niestety wielki zawód. Jednak z moich ulubionych aktorek trzymała mnie do końca tego "dzieła" jednak gdybym wiedział czym jest to "dzieło" - nigdy bym po nie nie sięgnął. Pomijając już fabułę, która jest na poziomie nowatorskiej "sztuki", sama akcja filmu jest flegmatyczna, a kompletny brak muzyki wspomagany ubogim planem wydarzeń czyni ten film wyjątkowo słabym i w dosyć oryginalny sposób kiepskim, aczkolwiek trailer był zachęcający (no i klops :( ).
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 16-03-2015, 09:06
Polonez Ogińskiego
Obejrzenie było powrotem do jednych z pierwszych obejrzanych filmów w tv. Pamiętam własne współczucie dla biednego Wasylka i byłem pewien braku takiej odwagi u siebie. Wczoraj bałem się (znów), ale tym razem powtórnego seansu po niemal 40-stu latach, odarcia ze złudzeń, natrętnego moralizatorstwa i przekłamań. Zupełnie niepotrzebnie. Polski organista został przedstawiony w zupełnie miłym dla oka świetle, prosta historia nie była przeplatana dylematami i rozterkami bohaterów, piękny polonez zabrzmiał jak kilkadziesiąt lat temu. Tempo sprawnie prowadzone na smyczy i wzruszające zakończenie. Żadne to dzieło, ale jak pocztówka z dzieciństwa. 
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: qwerty12320 w 29-03-2015, 13:13
Polecam "Teorię wszystkiego", oscarowy.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Archie w 30-03-2015, 13:01
Jako że za parę dni kolejne urodziny (edit: rocznica urodzin) Marlona Brando to z tej okazji fragment słynnego wywiadu-ksiązki przeprowadzonego przez Lawrence'a Grobel'a na wyspie Marlona

"(...)

LG: Czy gdy mieszkał pan jako dziecko w Nebrasce, wyobrażał pan sobie kiedykolwiek, że będzie pan stróżem wyspy na Morzach Południowych?

MB: Tak, gdy miałem dwanaście lat. W szkole wybrałem pięć przedmiotów, z których cztery oblałem. Kiedy wybrałem cztery, oblałem wszystkie. Gdy w końcu wybrałem trzy, oblałem dwa. Więc kazali mi wtedy chodzić do – jak to się nazywa? – czytelni. Tam czytałem książki z biblioteki. W bibliotece trzymali stare numery „National Geographic”. Zawsze czułem się jakoś z tym miejscem związany, bo dużo o nim czytałem. A potem, w 1960 roku, przyjechałem tutaj. Nie byłem zaskoczony, bo to, co tu znalazłem, zgadzało się z tym, co o tym miejscu wiedziałem albo czego się po nim spodziewałem.

LG: Jak odkrył pan Tetiaroa?

MB: Poszedłem kiedyś z przyjacielem na wzgórze, rozejrzałem się i zobaczyłem ją. Spytałem: – Co tam jest? – Ktoś odpowiedział: – Tetiaroa. – A co to jest? – Wyspa. – A kto tam mieszka? – Starsza kobieta o nazwisku Duran. – Czy można odwiedzić wyspę? – Nie, nie można.
– Więc poszukałem kogoś, kto ją znał i kto zabrał mnie tam łódką. Rozmawiałem z nią przez siedem godzin. Była niewidoma i na wyspie spędziła dwadzieścia pięć lat. Niezwykła kobieta, warto było jej słuchać. Do dzisiaj żałuję, że nie zapisałem jej opowieści. Opowiadała mi o różnych rzeczach, głównie o dawnych czasach na Tahiti, jak się tam żyło, i o francuskiej Polinezji. Miała czterdzieści kotów i psów – założyła dla nich wielki cmentarz. Poruszała się po wyspie trzymając się rozciągniętego sznurka. Owijała wokół niego szmatkę i szła naprzód. Gdy dochodziła do drzewa, do którego przybity był sznurek, odwijała szmatkę i szła jeszcze kawałek. Była bystra i promienna. Powiedziałem jej: – Jeśli kiedykolwiek będzie pani chciała sprzedać wyspę, chciałbym, żeby wzięła pani mnie pod uwagę. – Odpowiedziała: – Jeśli ten dzień nadejdzie, na pewno to zrobię. – I rzeczywiście tak się stało. Nie wiem, czemu akurat mnie wybrała. Zakochałem się w tej wyspie, a ona wiedziała, że dobrze się nią zajmę i będę ją chronił. Właściwie nie wiem, czy naprawdę o tym wiedziała, czy po prostu to wyczuwała.

LG: Czy miał pan jakiś moment zawahania, zanim stał się pan właścicielem tego atolu?

MB: Nie, żadnego. Sądziłem, że to cudowna okazja. Żeby kupić tu ziemię, trzeba mieć pozwolenie, a kupić można tylko od innych obcokrajowców. Złożyłem podanie o kupno i poszedłem na rozmowę do gubernatora. Spytałem: – Czy istnieją jakieś powody, dla których mógłbym nie dostać pozwolenia? – A on na to: – Nie, panie Brando, cieszymy się, że stanie się pan członkiem naszej społeczności, to wspaniale, że będzie pan właścicielem Tetiaroa. – Pewnego dnia, na krótko przed swoim powrotem do Francji i nominacją na biurokratę gdzieś indziej, gubernator przysłał mi telegram, który brzmiał tak: „Pańskie podanie o zgodę na zakup Tetiaroa zostało rozpatrzone negatywnie”. Pomyślałem, że to już koniec. Gdy powiedziałem o tym pani Duran, nie miała wątpliwości, że powinienem dalej próbować. Szybko odkryłem, że sprawa była skomplikowana i niezbyt czysta. Znaleźli się ludzie, którzy chcieli kupić wyspę i którzy załatwili mi decyzję odmowną. Poleciałem więc do Paryża. Miałem tam kilku przyjaciół, którzy znali kogoś w rządzie, komu mnie przedstawili. Moje plany zostały zaakceptowane i dostałem pozwolenie na zakup.

LG: Nie ma chyba lepszego miejsca dla naszej rozmowy – telefony nie dzwonią, nie ma niespodziewanych gości, nikt nie przeszkadza.

MB: Jest tu dość prymitywnie. Niebo, morze, drzewa, kraby, ryby, słońce... co więcej trzeba?

LG: Do tej pory zwykle odmawiał pan udzielania dłuższych wywiadów. Więc jakim cudem mnie się udało?

MB: Normalnie nie zgodziłbym się na ten wywiad. Ale Hugh Hefner[5] jest człowiekiem, który za pięćdziesiąt tysięcy dolarów wyciągnął Russella Meansa z więzienia w Południowej Dakocie.

LG: Dlaczego Means znalazł się w więzieniu?

MB: Nie pamiętam, tyle już razy siedział. Za plucie na chodnik, noszenie rąk w kieszeniach, zaśmiecanie, każdy powód był dobry. Płacąc pięćdziesiąt tysięcy dolców Hugh związał się ze sprawą Indian. Wiem, że zrobił to, bo uważał, że sprawa jest słuszna, a nie dlatego, że miał takie widzimisię. Był to gest zaufania. Byłem mu bardzo wdzięczny i zobowiązany, więc powiedziałem, że mogę coś dla niego napisać, a on powiedział, że dobrze. Potem zasugerowano, żeby to był wywiad, a ja się zgodziłem. Ale przez pewien czas walczyłem z sobą, bo chciałem mieć jasność co do reguł gry.

LG: A kiedy pan w końcu dowiedział się, że nie będzie ustalonych reguł gry, to czy zaczął pan żałować, że się zgodził?

MB: Żałuję większości wywiadów, których udzieliłem. Dziennikarze pomijali niektóre moje wypowiedzi, cytowali je poza kontekstem lub zestawiali w taki sposób, że znaczyły coś innego. Poza tym często ważny jest sposób wyrażania tego, co się mówi – na przykład uśmiech. W druku to nie wychodzi.

LG: No ale przecież zawsze można zaznaczyć to w nawiasie. Ilekroć jednak pojawiał się pan publicznie, jak na przykład w wywiadzie telewizyjnym, którego udzielił pan Dickowi Cavettowi kilka lat temu, niewiele się pan uśmiechał. Zresztą w tym wywiadzie uparcie nalegał pan, by jedynym tematem dziewięćdziesięciominutowego spotkania byli Indianie, co bardzo zdenerwowało Cavetta.

MB: Taak. Zadawał mi wiele pytań, zamęczał mnie. Miał wtedy problemy z popularnością antenową. Zwykle świetnie daje sobie radę właściciel „Playboya” z wywiadami: jest inteligentny, dowcipny, bystry i niesłychanie energiczny. Ale na mnie się przejechał, bo byłem uparty, nie dawałem się oswoić i nie chciałem odpowiadać na idiotyczne, w moim przekonaniu, pytania. Dlatego z programu wiało nudą.

LG: Za to nie wiało nudą z filmu dokumentalnego Spotkanie z Marlonem Brando braci Maysle, mówiącego o pańskim spotkaniu z prasą.

MB: Byłem po prostu pijany. Nieźle się bawiłem, a oni chcieli z tego zrobić film. Zresztą nigdy go nie widziałem. Miałem też nieprzyjemne doświadczenie z BBC. Wziąłem udział w programie zatytułowanym Tonight,  czy jakoś podobnie. Bardzo się tym przejmowałem, a jedyne pytania, które mi zadano, dotyczyły Supermana:  ile za niego dostałem i tak dalej. Prowadzący chciał też wiedzieć, jak mi się udało dopasować kostium Supermana. Ja na to: – A wie pan, w 1973 roku wybuchła sprawa Wounded Knee. – Nie miałem najmniejszego zamiaru odpowiadać na te bzdurne pytania, ale z drugiej strony chciałem być uprzejmy. W czasie montażu wycięli wszystko, co mówiłem, więc wyszedłem na idiotę, bo siedziałem tam i milczałem.
Zszedłem potem na dół, gdzie czekało na mnie siedmiu dziennikarzy z londyńskiego „Timesa” i innych dzienników. Przez trzy godziny mówiłem im o amerykańskich Indianach. We wszystkich gazetach wydrukowali wtedy moje zdjęcie w kostiumie Supermana i jedynie o tym mówili. I tylko od czasu do czasu na ostatniej stronie pisali: „No i tego tamtego, amerykańscy Indianie”. Byłem przerażony, bo nie sądziłem, że dziennikarstwo upadło już tak nisko. Nie sądziłem, że dla pieniędzy mogą się tak prostytuować. I to w dodatku BBC. Po prostu oburzające.

LG: Ale mnie nie dziwi. Czy może być dla dziennikarza gratką to, że Marlon Brando mówi o Indianach? Nie chcę w żaden sposób umniejszać znaczenia tego tematu, ale przecież każdemu, kto przeprowadza z panem wywiad, chodzi o coś więcej niż o izolowaną kwestię społeczną.

MB: Tak, ale ten poziom. Wiem, że jak się obniży poprzeczkę, to są duże szanse, iż wywiad wypadnie lepiej, bo przeczyta go więcej ludzi, będzie bardziej prowokacyjny i z prądem. Popatrzcie, taki jest prawdziwy Marlon Brando, tak żyje i tak myśli. Natomiast ja daleki jestem od obnażania mojej duszy przed amerykańską publicznością i zapraszania jej do środka. To jest moje prywatne życie. Nie podoba mi się fakt, iż żyję w systemie, który mnie do tego zmusza, dlatego od czasu do czasu idę na ustępstwa. Normalnie nie rozmawiałbym na ten temat, bo to przelewanie pustego w próżne. Nie jest ani absorbujący, ani ważny, ani znaczący. Po prostu rzucanie ochłapów na pożarcie. Wydaje mi się, iż temat Indian jest na tyle interesujący, że nie musimy już o niczym innym rozmawiać. Ale coś mi mówi, że świetnie pan wie, na czym polega dobry, profesjonalny wywiad, a materiał, który dobrze się będzie sprzedawał, wcale nie musi dotyczyć Indian. Natomiast dla mnie tylko sprawa Indian ma znaczenie.

LG: Ale równocześnie zdaje pan sobie sprawę z tego, że jest wiele innych kwestii, które mogą wzbudzić zainteresowanie. Pańskie uczucia skierowane są na Indian, natomiast pańska wiedza, żeby tak to ująć, dotyczy aktorstwa.

MB: Chyba najbardziej denerwuje mnie to, że gdy ludzie chcą się ze mną spotkać, nastawiają się na spotkanie z zasraną gwiazdą filmową, a nie z żywym człowiekiem, którego interesuje coś więcej poza aktorstwem, który ma inne życie i inne problemy. Niestety ten idiotyczny wątek mojego życia staje się wątkiem dominującym, jakby miał on być najważniejszy.

LG: Jednak wywiad w całości poświęcony sprawom Indian byłby z konieczności nudny.

MB: Chciałbym móc zanudzić ludzi kwestią indiańską... bo teraz zaczynam rozumieć, że rzeczywiście takie sprawy wszystkich nudzą. Nikt nie ma ochoty rozmawiać o sprawach społecznych, o sprawiedliwości społecznej. Ale one przecież nas dotyczą. To zresztą jeden z dylematów w moim życiu. Ludzi nic to nie obchodzi. Kiedy człowiek chce porozmawiać z młodymi ludźmi na temat Oświęcimia czy masakry Indian, to okazuje się, że oni nic nie wiedzą. Co gorsza, nie chcą nic wiedzieć na te tematy. Dla większości ludzi najważniejsze jest piwo, serial telewizyjny i bajka na dobranoc.

LG: Niemniej jednak są też ludzie, których na pewno zainteresowałoby to, co ma pan do powiedzenia na przykład o Marilyn Monroe i o tym, że kiedyś chciała zagrać rolę Lady Makbet u boku pana jako Makbeta, jak i to, co ma pan do powiedzenia o niesprawiedliwości społecznej dzisiaj czy kiedyś.

MB: To pan zdecyduje, co jest ważne i jak ma wyglądać przepis na ten wywiad – tu przedstawimy moje sztuczki i czary, tam pokażemy moje dziwactwa, tu uchylimy rąbka tajemnicy, tam uniesiemy wieko, a w końcu pogadamy o Indianach. Ale są sprawy, które, jak pan dobrze wie, są rzeczywiście ważne. Takie jak głód, UNICEF, ludzka agresja, niesprawiedliwość społeczna na naszym własnym podwórku czy niesprawiedliwość ludzka na świecie. Przed tymi problemami wszyscy stoimy i musimy je jakoś rozwiązywać. Może to, co powiem, będzie niewiele warte albo za mało konstruktywne, ale wydaje mi się, że jeśli zamiast mówić o moich poglądach i aktorstwie, które nie mają nic do rzeczy, porozmawiamy poważnie o tych sprawach, to może coś się zmieni.
Jeśli natomiast weźmiemy pod uwagę liczbę czytelników tego wywiadu i pieniądze, które on przyniesie, to wtedy oczywiście moje poglądy i aktorstwo okażą się ważne. Czytelnik musi mieć jakąś przynętę, więc gdy na pierwszej stronie przeczyta, co sądzę o tym, co sądziła o mnie Marilyn Monroe, o jej roli Ofelii, a mojej króla Lira, czy podobnych bzdurach, albo o tym, czy była zgrabna i czy kobiety powinny ćwiczyć z hantlami, aby wykształcić sobie biust – specjalnie przesadzam, żeby podkreślić sprawę – to oczywiście będzie czytać dalej, aż w końcu może dojdzie do kwestii Indian i dowie się czegoś nowego na ten temat.

LG: No to w końcu jakoś się tutaj zgadzamy. Ma pan absolutną rację. Czy pan wie, że był pan ulubionym aktorem Marilyn?

MB: Nie mam pojęcia, jak mam na to odpowiedzieć. [Przedrzeźnia]. „Ooo, naprawdę? To wspaniale, nie wiedziałem, że tak wysoko mnie ceniła... Och, tak, to wybitna aktorka, bardzo bym się cieszył, gdybym mógł...”. Nie odpowiem panu na to pytanie, bo mi się rzygać chce.

LG: A co pan sądzi o jej śmierci?

MB: Nic nie sądzę, nie będę babrał się w plotkach ani żerował na trupie. Co myśli Marlon Brando na temat śmierci Marilyn Monroe – to przerażające. To, co ona mówiła o mnie, i to, co ja mógłbym powiedzieć o niej, nie prowadzi do niczego.

LG: Niekoniecznie. Może prowadzi do kwestii samobójstwa. A może w moim pytaniu kryła się ciekawość, czy kiedykolwiek sam pan miał ochotę...?
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Archie w 30-03-2015, 13:02
MB: Nie mówił pan, że coś się w nim kryje.

LG: A skąd pan wie, że się nie kryje? Nie może pan przecież przewidzieć, gdzie te pytania nas zaprowadzą.

MB: Teraz mówi pan jakyeshiva bocher. Wie pan, co to znaczy?

LG: To w jidysz.

MB: Tak, w jidysz. Rozdzielanie włosa na czworo. Natomiast chrześcijanie zastanawiają się, ile aniołów może się zmieścić na główce szpilki.

LG: Dobrze, ustaliliśmy już, że nie chce pan mówić o błahych sprawach i że ja nie mam zamiaru kluczyć, ale chcę zadawać otwarte pytania, na które pan nie ma ochoty odpowiadać. Możemy iść dalej?

MB: Nie chcę krytykować tego, co pan robi, bo robi pan to sumiennie i taktownie. Powiedziałem jedynie, iż niektóre pytania mają cel merkantylny. Najbardziej kontrowersyjne, zaskakujące i zastanawiające to te, które najwięcej przyniosą. Chodzi o to, by ująć temat tak, jak nikt inny jeszcze go nie ujął, by stworzyć wrażenie, że oferuje się czy sprzedaje coś niezwykłego, podniecającego. Nie interesuje mnie jednak publiczne pranie brudów ani wyznania gwiazdy filmowej. Kilka lat temu Mike Wallace prowadził świetny program. Zapraszał ludzi, którzy opowiadali o sobie. W szczerej rozmowie przed kamerą wylewali z siebie opowieści na temat tego, że się pocą albo że piją, albo że nie idzie im seks z zaprzyjaźnionym kangurem. Zatykało mnie z wrażenia, bo to było fascynujące. I sam Wallace był świetny: profesjonalista czystej wody, lubi grać rolę błyskotliwego i dociekliwego reportera. Jest w tym rzeczywiście dobry.
Mnóstwo ludzi tylko czeka na okazję, żeby o sobie opowiedzieć. Jak ekshibicjoniści z lubością zajmują się sobą. Oglądam programy z nimi w telewizji i zawsze mnie zadziwia łatwość, z jaką mówią o sobie, swoich rodzinach, żonach czy kłopotach. Kiedyś nawet widziałem faceta, który opowiadał o operacji chirurgicznej swojego penisa. [Śmiejesię. ] Zdumiewa mnie to.
W każdym razie zadziwiające jest, co ludzie mają ochotę robić publicznie. Nie rozumiem, skąd im się bierze ta ochota. Może czują się przez to mniej samotni. Natomiast ja zawsze uważałem to za obrzydliwe i nigdy nie miałem na to najmniejszej chęci. Na pewno czytał pan szkice Lillian Ross na temat gwiazd Hollywoodu drukowane w „New Yorkerze”? Składały się głównie z cytatów – w ten sposób właśnie wykopały sobie grób do własnej trumny.

LG: To samo mówiono o panu po opublikowaniu pańskiej rozmowy z Trumanem Capote w „New Yorkerze”, w czasie kręcenia filmu Sayonara dwadzieścia dwa lata temu. Czy to właśnie z tego powodu zniechęcił się pan do wywiadów?

MB: Nie. Wiele czasu zabrało mi uświadomienie sobie, że w wypadku większości wywiadów chodzi o pieniądze. Jeśli nie bezpośrednio, to pośrednio.
Wszyscy jesteśmy nastawieni na robienie pieniędzy i prawie wszystko, co robimy, ma z nimi jakiś związek. Nasza działalność i plany wiążą się z zarabianiem pieniędzy i ich obrotem. Sam jestem produktem na sprzedaż. Naszym związkom zawodowym również chodzi o pieniądze i w pewien sposób ja w tej chwili też zarabiam pieniądze. Gdyby nie pieniądze, nie byłoby tu pana teraz i nie zadawałby mi pan tych pytań, ponieważ nic by pan za to nie dostawał. I ja nie odpowiadałbym na te pytania, gdybym nie spodziewał się otrzymać za to pewnej gratyfikacji. Nie chodzi mi o to, że mam dostać jakieś pieniądze za ten wywiad, ale o to, że w pewien sposób reguluję dług. Ludzie oczekują na pytania o pieniądze, na odpowiedzi, w których pojawi się kwestia pieniędzy, i na szelest banknotów w rozmowie. Pytając o pewne sprawy dziennikarze stają się zachłanni.

LG: Czy tak było z Trumanem Capote?
MB: Nie, jest za dobrym pisarzem, by bawić się w sensacyjne bzdury. Ale i tak naginał i manipulował... wszyscy redagują swoje teksty. To jest nie do uniknięcia. Podobała mi się recenzja Kennetha Tynana z książki Capote’a Z zimną krwią.  To była dobra książka, ale jeśli już udało mu się ściągnąć na przyjęcie trzysta osób, to dlaczego nie udało mu się natchnąć ich do walki z karą śmierci? Dlatego, że zniweczyłoby to pięć lat pracy nad książką i samą książkę.

LG: Z upływem lat Capote zmienił stosunek do pana na negatywny. Uważa, że z rozmysłem angażuje się pan w różne kwestie społeczne, aby w ten sposób udramatyzować własne życie i pozbyć się poczucia bezużyteczności i winy. Czy ma rację?

MB: To łamanie prawa do prywatności. Myślę, że jest coś niesmacznego w publicznym wyznawaniu uczuć i odczuć. I kogoż to, do cholery, może interesować?

LG: Proszę się nie denerwować – sam pan wie, że to ludzi naprawdę interesuje.

MB: Nie denerwuję się. Ale i tak uważam, że to ludzi nie interesuje. Są po prostu ciekawi. Zaspakajanie ich ciekawości przez stręczycielstwo to coś, z czym nie chcę mieć nic wspólnego.

LG: To czym się ludzie interesują według pana?

MB: Niczym.

LG: A jaka jest różnica między interesowaniem się a ciekawością?

MB: Ciekawość jest chwilowa i przelotna, a zainteresowanie to coś, co trwa, coś, co przyciąga i absorbuje.

LG: I nie sądzi pan, że ktoś może interesować się właśnie pańską osobą?

MB: Nie.

LG: Niemniej jednak ludzie interesują się panem.

MB: Skąd pan wie?

LG: Bo sam tu jestem. Gdyby był pan Engelbertem Pumperdinkiem...

MB: Albo Barlonem Mrando... [Śmieje się]. Pan nie chce mówić o Engelbercie Humperdinku, tak jak ja nie chcę mówić o pieniądzach.

LG: Więc gdyby był pan Bobbym Darinem...

MB: On już nie żyje.

LG: Albo Wayne Newtonem, albo kimkolwiek innym, to chyba by mnie tu nie było. Jest coś w tym, że to pan mówi o „zainteresowaniu”. Ono istnieje i w większości wypadków „absorbuje”. Ludzie chcą wiedzieć, kim pan jest. Nie rozumie pan tego? Musi pan zrozumieć, nawet jeśli nie chce pan mieć z tym nic do czynienia.

MB: Nie. Przede wszystkim nie przeprowadziłby pan wywiadu z bezrobotną gwiazdą filmową albo z kimś, kto nie może dostać pracy. Ja mam szczęście – wystąpiłem w kilku filmach, które odniosły wielki sukces, a ostatnio w kilku, które wzbudziły kontrowersje. Nie tak dawno jednak przechodziłem kryzys. To znaczy zawsze jakoś zarabiałem na życie, ale... ale nie starano się o mnie. Myślę, że gdybym nie odniósł sukcesu w paru filmach, grając te a nie inne role za te a nie inne pieniądze, nie siedziałby pan tu dzisiaj.

LG: Czy nie sądzi pan, że nawet wtedy, gdy, jak pan to ujął, przechodził pan kryzys...

MB: Kryzys przechodziłem parę razy.

LG: I za każdym razem nie znalazł się nikt, kto by chciał przeprowadzić z panem wywiad?

MB: To widać po sposobie, w jaki traktują aktora po wejściu do samolotu, wypożyczalni samochodów czy restauracji. Kiedy jego film odnosi sukcesy kasowe, to na powitanie szczerzą wszystkie zęby w uśmiechu, a gdy jego gwiazda zachodzi, mówią: „Gra pan jeszcze w jakichś filmach? Pamiętam, jak w filmie itp., itd.”. Tak to wygląda. Sprowadza się to do tego, że ludzie interesują się tymi, którzy odnoszą sukces.

LG: I tymi, o których będzie się pamiętać. Właśnie dlatego teraz rozmawiamy.

MB: Nie jestem pewien. Myślę, że gwiazdy filmowe żyją... z dziesięć lat. Niech pan dzisiaj spyta młodego chłopaka, kim był Humphrey Bogart czy Clark Gable. „Grał chyba w drużynie Jankesów, prawda?”, „Nie, nie, był w obronie drużyny z Cincinnati”.

LG: Więc sądzi pan, że fascynacja kimś takim jak pan jest krótkotrwała?

MB: Wśród ludzi panuje tendencja do mitologizowania innych, dobrych czy złych. Historia mitologizuje się na bieżąco. Są ludzie wierzący, że Nixon był niewinny, że jest człowiekiem szlachetnym, wytwornym i zdecydowanym i że należy ponownie wybrać go na prezydenta. Że nie uczynił żadnego zła. Inni wierzą, iż pewne osoby nie są w stanie uczynić nic dobrego. Dla niektórych [murzyński działacz] Bobby Seale był wcieleniem deprawacji, zepsucia i symbolem tego, co destruktywne w naszym społeczeństwie, na co należy spoglądać z dużą dozą podejrzliwości i ostrożności. Widziano go jako człowieka niezdolnego czynić dobro. Dla innych z kolei był poetą i duchem arystokratycznym.
W dużym stopniu ludzie wierzą w to, w co chcą wierzyć. Mogą nas lubić nigdy nas nie spotkawszy i uważać nas za wspaniałych ludzi. Mogą nas także nienawidzić z powodów nie mających nic wspólnego z naszym życiem. Nie chcą tracić swoich wrogów. Bo wszyscy mamy naszych ulubionych wrogów, których uwielbiamy nienawidzić i nienawidzimy uwielbiać. Jeśli zdarzy im się zrobić coś dobrego, to nam i tak się to nie spodoba. Na mnie działa tak Ronald Reagan. Jest dla mnie przekleństwem, więc kiedy robi coś słusznego, staram się tak to zinterpretować, żeby dowieść, iż jest to niesłuszne, że pachnie ekstremalnym szowinizmem.
Większość ludzi fantazjuje w ten sposób na temat tych, którzy warci są naszej nienawiści – wyładowując w dużej mierze swój gniew, i na temat tych, którzy warci są naszego uwielbienia. Nie ma znaczenia, czy jest to Farrah Fawcett czy ktoś inny. Można w nich przebierać jak w talii kart – zawsze znajdzie się ktoś nowy. Taką histeryczną popularnością i uwielbieniem cieszył się przecież Johnny Ray, a potem nagle zniknął ze sceny. Dzisiaj Beatlesi też nie wzbudzają emocji. Kiedyś waliły za nimi rozwrzeszczane tłumy i musieli walczyć o życie, budowano dla nich specjalne tunele. A dzisiaj mogą sobie spokojnie spacerować, bo nie działają już na wyobraźnię. Elvis Presley jako spasiony i starzejący się idol nastolatków, potrafiący niespodziewanie ściągnąć tłumy wielbicieli do Las Vegas, nie miał nic wspólnego z wcieleniem doskonałości. Był tylko mitem. Ludziom wygodnie jest myśleć, że jeśli coś, co lubią, jest wspaniałe, to oni sami też są wspaniali.
Kafka i Kierkegaard byli wspaniałymi indywidualnościami; zwiedzili najdalsze zakątki psychiki ludzkiej, w które nie odważył się wniknąć żaden inny pisarz przed nimi, i dla wielu to oni są bohaterami, a nie Elvis Presley.

LG: Czy uważa pan, że każdy ma bohatera?

MB: Tak, to nieuniknione. Nawet jeśli jest to bohater negatywny. Ryszard III mówił: „Więc stać mnie na to, a korony mieć nie mogę? Jeśli się odsunie, zdobędę ją siłą!” Nazywano go nieokrzesanym pomiotem niedźwiedzim, który na nikim nie robi wrażenia. Obrócił to na swoją korzyść. Mówił: „Ponieważ obce mi są jej łagodne prawa... przebiegnę lekko przez komnatę damy”, czy jakoś tak. Innymi słowy, dlatego że odmówiono mu normalnego życia, postarał się być najgorszym. Taką obrał sobie drogę życia. Być najgorszym w najgorszym tego słowa znaczeniu: tak złym, by go na długo zapamiętano, by się go bano i drżono przed jego obliczem. Gdyby miał okazję, mógłby stać się najbardziej twórczym, najbardziej uwielbianym i najbardziej szlachetnym człowiekiem. Nie miał jednak okazji, bo był szpetnym kaleką i to uczyniło go zawziętym. Szekspir wspaniale o tym mówi: „Zimę goryczy naszej przemieniło/Dziś słońce Yorku w lato pełne chwały”[6]. Ludzie mają energię i używają jej w celach pozytywnych lub negatywnych, ta energia w nich jest i czeka na realizację.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Archie w 30-03-2015, 13:03
LG. Powiedział pan kiedyś, że przez większą część swojej kariery zastanawiał się pan, co chciałby naprawdę robić.

MB: „Powiedział pan kiedyś”. Powinien istnieć podręcznik dla dziennikarzy, w którym znalazłby się następujący punkt: nie używać zwrotu „powiedział pan kiedyś”, bo w dziewięćdziesięciu ośmiu przecinek cztery procentach wypadków cytaty z tego, co kiedyś ktoś powiedział, są nieprawdziwe. Chociaż w tym wypadku rzeczywiście tak powiedziałem. Przez długi czas nie miałem zielonego pojęcia, co tak naprawdę chciałbym robić.

LG: Czyli nie uważał pan aktorstwa za poważny czy satysfakcjonujący zawód?

MB: Wokół aktorstwa jest wiele szumu, którego nie rozumiem. Każdy jest aktorem, gramy przez cały dzień. Każdy kiedyś boleśnie doświadczył sytuacji, gdy myślał jedną rzecz, czuł inną, ale tego nie okazywał. Na tym polega granie. Shaw powiedział, że największym ludzkim wysiłkiem jest myślenie, natomiast ja powiedziałbym, że odczuwanie. Pozwolenie sobie na odczuwanie takich stanów, jak miłość, gniew, nienawiść czy wściekłość... Wielu ludziom sprawia niesamowity kłopot taka ciągła konfrontacja z samym sobą. Człowiek ukrywa wtedy to, co naprawdę myśli i czuje, stara się nie urazić drugiej osoby albo właśnie urazić, nie chce pokazać innym, że ich nienawidzi, a nasza duma ucierpiałaby, gdyby inni dowiedzieli się, że przejmujemy się tym, co o nas mówią. Albo ukrywa się własną małostkowość, dumę, zazdrość czy słabość i udaje, że wszystko jest w największym porządku. „Cześć, jak leci?” Pokazujemy ludziom taką twarz, jaką chcemy, żeby zobaczyli. „I muszę znaleźć twarz na spotkanie twarzy, które spotkam”.

LG: Przygotować jedną z twarzy.

MB: Hmm?

LG: To z Eliota, przygotować jedną z twarzy.

MB: Taak, „I muszę przygotować jedną z twarzy na spotkanie twarzy, które spotkam”. Więc wszyscy gramy. Jedyną rzeczą różniącą zawodowego aktora od aktora w życiu jest to, że ten pierwszy na ogół trochę więcej wie na ten temat, no i że właśnie za to mu płacą. Ale w gruncie rzeczy także zwykłym ludziom płacą za granie. Gdy ma pan sekretarkę, która wie, jak wykorzystać swój urok osobisty i sex appeal, płaci jej pan za to, niezależnie od tego, czy idzie z panem do łóżka czy nie. Podobnie elegancki, atrakcyjny młody człowiek, który słucha poleceń szefa, wyczuwa jego nastroje i upodobania i schlebia mu... on też gra. Przychodzi rano do biura, zabawia szefa rozmową, opowiada właściwe dowcipy i ogólnie poprawia mu samopoczucie. A potem pewnego dnia szef mówi mu: – Słuchaj Jim, może byś zechciał przenieść się do Duluth i zostać tam szefem naszego oddziału. Jestem pewien, że zrobisz tam świetną robotę. – A Jim przestępując z nogi na nogę odpowiada: – O Boże, nigdy nie przyszłoby mi na myśl, szefie, że to właśnie ja... no cóż, nie wiem, co mam powiedzieć... chyba spróbuję. Kiedy mam jechać? – Wsiada do samolotu, a potem kasuje czek – na to właśnie czekał, bo od dawna miał nadzieję, że szef wyśle go właśnie do Duluth. Więc taki facet gra o swoją przyszłość i o pieniądze i za tę grę je dostaje.
Tak samo wygląda to na szczeblach kariery rządowej czy wśród członków doradczego komitetu prezydenta, jeśli któremuś z nich chodzi o władzę. Bo wielu ludzi nie interesują pieniądze, ale szacunek i to, żeby ich lubiano. No albo duże pieniądze.

LG: Ale przecież istnieje różnica między profesjonalnym aktorem, który gra świadomie, a kimś, kto nieświadomie zachowuje się w pewien sposób.

MB: Tak, Dale Carnegie napisał bzdurną książkę na temat grania, zatytułowaną Jak znajdować przyjaciół i wpływać na ludzi.  To książka o prostytucji. Bo aktorstwo jest prostytuowaniem się. Niektórzy prostytuują się dla pieniędzy, inni dla władzy.
Faceci w rządzie w czasach wojny wietnamskiej prostytuowali się z nadzieją, że prezydent posłucha ich rad, a nie kogo innego, i że wcieli w życie ich pomysły. Cały czas trwała tam gra. Członkowie korporacji Rand mieli nadzieję, że wszystkie ich pomysły zostaną zaakceptowane, co szalenie poprawiłoby ich samopoczucie. „Słuchajcie, dzisiaj doszliśmy do wspaniałych wniosków, prezydent je przyjął i wykorzysta w swojej polityce wietnamskiej”.
Nie potrafię odróżniać rodzajów aktorstwa. Granie jest graniem.

LG: A aktorstwo jako forma sztuki?

MB: Przecież w głębi serca sam pan wie, że gwiazdy filmowe nie są artystami.

LG: Ale czasami aktorom udaje się zagrać scenę w sztuce czy filmie, którą się potem pamięta, która ma głębię i która...

MB: Prostytutkom też się udaje zagrać. Prostytutka też może nas cudownie podniecić i natchnąć – aż wyobrażamy sobie, że przeżywamy nirwanę.

LG: Czyli nikt w pańskim zawodzie nie jest artystą?

MB: Nikt.

LG: Żaden aktor?

MB: Żaden.

LG: Olivier? Duse? Bernhardt?

MB: Szekspir powiedział... szkoda mi go, bo ciągle wyciągam go z trumny, ale nie ma wielu, których mógłbym wyciągnąć i cytować. To tak jak z „powiedział pan kiedyś”. [Śmiejesię]. Ale naprawdę powiedział: „Nie sposób z oblicza dociec usposobień duszy”. Z czego jasno wynika, że dociekanie subtelnych zakamarków duszy ludzkiej na podstawie wyrazu twarzy jest sztuką i należy je za taką uznać. Nie sądzę, żeby Szekspir poważnie sugerował, iż powinna ona zająć miejsce wśród siedmiu innych jako sztuka odczytywania fizjonomii. Ale przecież wszystko można nazwać sztuką. Artystą można nazwać nawet kucharza z baru szybkiej obsługi – gdy podrzuca smażony kotlet nad głową, między nogami, odbija od ściany i łapie na patelnię. Albo gdy wyrabia ciasto na pizzę przerzucając je z ręki do ręki. Każdy szef kuchni jest artystą. Nie wątpię, że to, co robi, jest sztuką, choć tak naprawdę nie ma z nią nic wspólnego.

LG: Ale czy rzeczywiście nigdy nie uważał się pan za artystę? Nawet trzydzieści lat temu, na początku swojej kariery?

MB: Nie, nigdy. Kenneth Clark napisał scenariusz do serialu telewizyjnego Cywilizacja.  To był niezwykły serial – pełen prawdziwej wiedzy, komunikatywny, dopracowany w szczegółach i ciekawy. On wiedział, kim są prawdziwi artyści. Nie mówił o tych żałosnych postaciach, o których i pan, i ja słyszymy na co dzień. On ich po prostu nie zna. Nie sądzę, żeby zechciał się kiedykolwiek zająć kimś takim jak, powiedzmy, Jackson Pollock. A może i by się zajął, ale tylko po to, by pokazać, co się stało ze sztuką. W tym serialu opowiadał o wielkiej sztuce, nie wspominając o tych, którzy – jak obydwaj wiemy – tylko uważają się za artystów. W każdym razie nie mówił o sztuce filmowej.

LG: Ale przecież film jest odbiciem sztuki i kultury. W serialu Clarka znalazło się też dużo historii. Więc może za pięćdziesiąt czy sto lat następca Kennetha Clarka zajmie się również sztuką filmową.

MB: A może przeprowadziłby pan wywiad z Clarkiem i powiedział mu, że Marlon chce wiedzieć... [Śmieje się].

LG: Czy jest artystą?

MB: No właśnie... „Czy moglibyśmy porozmawiać na temat wielkich współczesnych artystów amerykańskich i dowiedzieć się, kim oni są?”

LG: Więc załóżmy, że Clark odpowiedziałby, że owszem, uważa Brando za artystę. Czy znaczyłoby to coś dla pana? Elia Kazan powiedział przecież, że wśród aktorów jest pan jedynym geniuszem, jakiego spotkał.

MB: Gdyby rzeczywiście Kenneth Clark powiedział, że jestem artystą, wysłałbym go natychmiast do neurochirurga.

LG: Teraz sam pan deprecjonuje autorytet, na który się pan powoływał. Nawet jeśli aktorzy nie są artystami, to co pan powie o filmach? Czy uznałby pan Obywatela Kane za dzieło sztuki?

MB: Nie sądzę, aby film mógłby być dziełem sztuki. Po prostu tak nie uważam.

LG: Czy więc posunąłby się pan do stwierdzenia, że żadna praca kolektywna nie może wydać dzieła sztuki?

MB: Cóż, katedry w Rouen czy Chartres powstały w wyniku pracy kolektywnej, trwającej chyba ponad sto lat, w której miały swój udział różne pokolenia. Ale praca ta odbywała się zgodnie z pierwotnym planem. Michał Anioł stworzył bazylikę św. Piotra, lecz w budowie uczestniczyło tysiące ludzi. Bernini czy Michał Anioł tworzyli zamysł rzeźby, a studenci i rzemieślnicy obciosywali kamienie.

LG: Więc kto tu jest artystą?

MB: Ten, kto wymyśla, ale także ten, kto wykonuje.

LG: Więc w przypadku Tramwaju zwanego pożądaniem czy Hamleta Williams i Szekspir byli artystami, tak?

MB: Tak.

LG: A czy ten, kto interpretuje ich sztukę, może być artystą?

MB: Na pewno. Przecież taki Heifetz jest bezsprzecznie artystą. Ale szczególnym, bo nie jest artystą twórczym, lecz interpretującym.

LG: A czy piosenkarze to artyści?

MB: [Długa chwila milczenia] Nie.

LG: A twórcy tekstów? Cole Porter, Harold Arlen?

MB: Szekspir też był twórcą tekstów, napisał wiele pieśni. Tak, chyba każdy, kto pisze twórczo. Ale są pewne granice. Członkowie zespołu Rolling Stones na pewno nie są artystami. Kiedyś słyszałem, jak ktoś porównywał ich z Bachem, uważając, że stworzyli coś równie ważnego jak Bach, Haydn, Mozart i Schubert. Rock and roll napawa mnie obrzydzeniem. Jest okropny. Trzeba się z nim liczyć, bo istnieje, bo jest przejawem naszej kultury. Podobał mi się tylko w wykonaniu czarnych muzyków, jeszcze w 1927 roku.

LG: Gdy nazywano go jazzem?

MB: Nie, wtedy też nazywano go rock and rollem.

LG: Wydawało mi się, że terminu tego użył po raz pierwszy Alan Freed w latach pięćdziesiątych.

MB: To nie jest nowy termin. Rock and roll jest stary jak broda Mojżesza.

LG: A Bob Dylan? Który pisze i odtwarza swoje własne piosenki?

MB: Są ludzie, którzy aspirują do miana artysty, ale nie zasługują na to. Nie znam żadnych aktorów filmowych ani w ogóle żadnych aktorów...
Nie ma nikogo... no, możemy dla wygody nazwać ich „artystami”, szczególnie jeśli sami tego chcą, ale w kategoriach wielkiej, wspaniałej sztuki, która zmienia historię, która każe paść na kolana, artystami oczywiście nie są. Gdzie są dzisiaj wielcy artyści? Proszę wymienić choć jednego. Gdy porówna się ich z Rembrandtem, Baudelairem czy Epiktetem, to widzi się różnicę. Nie ma już gigantów. Ostatnim był Mao Tse-Tung.

LG: Pozostańmy jednak w sferze filmu. Wielu współczesnych aktorów wskazuje na pana jako na giganta. Może się to panu nie podobać i może pan uważać, że to nie jest funta kłaków warte, ale właśnie tak o panu mówią Al Pacino, Barbara Streisand, Pauline Kael i Elia Kazan.

MB: Nie wiem, co to ma do rzeczy. Chubby Checker był gigantem wśród wykonawców twista. Czego to dowodzi? Kiedy wspomniał pan o tym, że film odzwierciedla sztukę i kulturę, przez głowę przeleciało mi pytanie: jaką kulturę? W tym kraju nie ma żadnej zasranej kultury. Ostatni wielki artysta umarł sto lat temu. W każdej dziedzinie. „A my, ludzie mali, pełzamy między olbrzyma nogami, sromotnych grobów szukając dla siebie”.

LG: Szekspir?

MB: Szekspir. Rzemiosłem zastąpiliśmy sztukę, a zręcznością rzemiosło. To wstrętne! Ohydne. Ludzie mówią o sztuce, a nie mają prawa w ogóle używać tego słowa. W żadnym języku. Nie ma już artystów. Jesteśmy wszyscy biznesmenami. Handlarzami. Nie ma już sztuki. Picasso był ostatnim, którego nazwałbym artystą.

LG: Więc mówimy teraz o sztuce w dwudziestym wieku. Ciekaw jestem, jak zareagowali na to Henry Moore albo Marc Chagall. Jak pan dobrze wie, Picasso umiał myśleć o pieniądzach. Gdyby podpisał czek wystawiony na mniej niż siedemdziesiąt pięć dolarów, to bardziej by się opłacało sprzedać podpis, niż zrealizować czek.

MB: To bardzo zabawne. I pouczające. Mógł naszkicować zarys szopy i sprzedać go za dwadzieścia tysięcy dolarów. To wiele mówi o całkowitym upadku wszelkich standardów. Przecież Picasso świetnie wiedział, że ten szkic to gówniane bazgroły, ale z etykietką, taką jak etykietka „Gucci”. Liczyła się tylko ta etykietka z nazwiskiem Picasso.

LG: Podobnie liczy się etykietka z nazwiskiem Brando. Czy wprawiają pana w zdziwienie sumy, które zarabia pan na filmach?

MB: A czemu mam o tym mówić?

LG: Wielu artystów, takich jak Picasso, którzy otrzymywali za swoją pracę duże pieniądze, uważało się za wartych tego.

MB: Czy chce pan mierzyć czyjąś wartość pieniądzem? To prostytucja. Ludzie by się cieszyli, gdyby udało się panu namówić Brando na rozmowę o pieniądzach. Zawsze można wyczuć, czy jakiś temat jest nośny i czy da się na nim zarobić.

LG: Natomiast pan wciąż neguje wartość tego, co pan robi.

MB: Nie neguję. Ale nie podobają mi się ludzie, którzy to wyolbrzymiają.

LG: Więc gdzie jest środek?

MB: Granie to sposób na zarabianie pieniędzy. Świetny sposób.

LG: Lubi pan grać?

MB: A gdzież indziej mógłbym zarobić tyle, żeby kupić sobie wyspę, siąść na tyłku i gadać z panem? Cóż innego mógłbym robić, żeby mieć tyle pieniędzy?

LG: Zatem traktuje pan aktorstwo poważnie?

MB: Tak, bo jeśli się nie traktuje poważnie tego, co się robi, to się nie ma na chleb, nie ma się zasobów dających wolność. Siedzę na tej wyspie wraz z rodziną, a to głównie dlatego, że zarobiłem i stać mnie na to. Nie mógłbym pracować od dziewiątej do piątej. Zwariowałbym.

LG: I dlatego nie chciał pan występować w teatrze?

MB: W teatrze jest ciężko. Trzeba tam być codziennie. Ludzie chodzący do teatru widzą tę samą rzecz na różne sposoby. Trzeba umieć coś z siebie dać, aby coś z tego mieć. Dam panu świetny przykład. W filmie Na nabrzeżach,  w którym występowałem, jest taka scena w taksówce, gdy zwracam się do mojego brata, który ma mnie odstawić gangsterom, i żalę się, że nigdy się mną nie zajmował, nigdy nie dał mi szansy, że przecież mógłbym jeszcze powalczyć, że mógłbym jeszcze kimś być, zamiast się stoczyć... „Czemu się mną nie zająłeś, Charley?” To mocna scena. Ludzie często ją później komentowali: „Boże, byłeś wtedy cudowny, Marlon, bla, bla, bla”. Wcale nie byłem cudowny. Sytuacja była cudowna. Bo każdy uważa, że jeszcze może powalczyć, że jeszcze może być kimś, że nie jest takim nieudacznikiem, jakim zapewne trochę jest. Nie chodzi o to, że ludzie staczają się, ale o to, że nie spełniają się, że coś zawalają, że mogliby być lepszymi, niż są. Każdy ma uczucie pewnego niespełnienia. I właśnie dlatego ludzie tak reagowali na tę scenę. Nie chodzi o to, czy dobrze ją zagrałem, czy źle. W wielu scenach aktorzy grają świetnie, ale widownia się z nimi nie utożsamia, więc idą w zapomnienie. Nie pamięta się o cudownych scenach, ale tylko o tych, które nas dotykają.

LG: Ma pan jakiś inny przykład?

MB: Judy Garland w piosence Over the Rainbow.  „Nad tęczę wzlatują skowronki dwa, skowronki dwa wzlatują, ach czemu, ach czemu nie mogę i ja?” Ckliwe to. Ale niesamowicie działa na ludzi, gdy tego słuchają. Wspaniale to zaśpiewała. Jest to na tyle ogólne, że pasuje do każdego. Nad tęczę.
Każdy chciałby gdzieś wzlecieć, każdy chciałby się oderwać, więc się utożsamia... [śmieje się] z latającymi skowronkami. I dlatego to tak działa.

LG: Ale gdyby ktoś inny zaśpiewał tę samą piosenkę, wrażenie mogłoby być zupełnie inne. W przypadku Garland grały rolę różne czynniki – nowo odkryty talent z interesującym głosem – które przyczyniły się do sukcesu piosenki. Gdyby inny aktor zagrał tę samą scenę obok Roda Steigera w Nabrzeżach,  scenę uważaną przez kilku krytyków za jedną z największych w historii kina, to mogłaby ona pozostać niezauważona. Z jakichś powodów w pana przypadku tak nie było, pozwolił pan widzom na pełną identyfikację.

MB: Może, ale są też sceny czy role, które grają się same, bez względu na aktora. Pod warunkiem że się im za bardzo nie przeszkadza. A w innych rolach człowiek okropnie się męczy, żeby się udało i.

LG: A czy w wypadku tej sceny z Na nabrzeżach wiedział pan od początku, że jest sceną, która gra się sama, czy też zdał sobie pan z tego sprawę dopiero później?

MB: Nie, na początku o tym nie wiedziałem.

LG: Czy próbowaliście ją wiele razy, czy też Kazan po prostu polecił wam improwizować?

MB: Było w niej mnóstwo improwizacji. Z punktu widzenia aktora Kazan to najlepszy reżyser, o jakim można marzyć, ponieważ sam jest aktorem, ale szczególnego rodzaju. Rozumie wiele spraw, których nie pojmują inni reżyserzy. Jest też źródłem inspiracji. Od większości aktorów oczekuje się, żeby nosili gotowe role w kieszeniach i na zamówienie potrafili dostroić się emocjonalnie. W momencie gdy reżyser mówi: „Dobra, jedziemy”, mają natychmiast zaskoczyć. Natomiast Kazan nie zostawia aktora samemu sobie i pozwala mu na dyskusję. Jest jednym z niewielu twórczych reżyserów, którzy rozumieją, gdzie zmierza aktor. Pozwala na wielką swobodę w odgrywaniu scen.
Według scenariusza mój brat miał w tej scenie trzymać mnie na muszce. Wydawało mi się to zbyt nieprawdopodobne. Nie wierzyłem, że jeden z braci byłby gotów zabić drugiego. Scenariusz nigdzie tego nie sugerował i było to naciągane. Więc zagrałem tak, jakbym wiedział, że to jest naciągane, i tak to już zostało w tej scenie. To właśnie była improwizacja. Niektórzy reżyserzy w ogóle nie pozwalają na improwizację – albo boją się o wynik, albo są histerycznie pedantyczni. A inni pozwalają na całkowitą improwizację.

LG: Wielu aktorów wskazuje na pańską rolę w W zwierciadle złotego oka jako na wspaniały przykład improwizacji. Czy improwizacja ta wynikała z zaleceń reżysera, Johna Hustona?

MB: Nie. On nie mówi aktorom, co mają robić.

LG: A w wypadku Ostatniego tanga w Paryżu Bernarda Bertolucciego? Czy rzeczywiście uważał pan, że – jak pan kiedyś powiedział – był to gwałt na aktorze?

MB: Tak powiedziałem? Komu?... [Śmiejąc się] „jak pan kiedyś powiedział”.

LG: Powiedział pan, że od żadnego aktora nie wolno wymagać tak wiele.

MB: A kto panu to powiedział?

LG: Czytałem o tym.

MB: Nawet nie wiem, o czym jest ten film.

LG: O tym też czytałem, ale trudno mi w to uwierzyć.

MB: Nie wiem, bo był on wielką improwizacją. Bertolucci chciał, żebyśmy robili raz to, raz tamto. Po obejrzeniu jego filmu Konformista doszedłem do wniosku, że Bertolucci jest wyjątkowo utalentowany. Sam wymyślał różne improwizacje i pozwolił mi robić to, na co miałem ochotę. Przedstawiał tylko ogólny zarys sceny, a ja próbowałem ją zagrać.

LG: A czy teraz pan wie, o czym był ten film?

MB: Tak, to chyba taka psychoanaliza Bernarda Bertolucciego. Chyba mu nie wychodziła... To tak półżartem.

LG: A serio?

MB: Myślę, że on sam nie bardzo wiedział, o czym ten film ma naprawdę opowiadać. Jest bardzo wrażliwy, ale sukces uderzył mu trochę do głowy. Lubi być w świetle reflektorów i na okładkach. Uwielbia udzielać wywiadów i wypowiadać śmiałe sądy. Ale rzeczywiście ma talent.

LG: Pauline Kael wygłosiła kilka odważnych sądów w swojej recenzji z Ostatniego tanga.  Napisała, że ten film zmienił oblicze sztuki. Co pan na to?
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Archie w 30-03-2015, 13:03
MB: Mówiłem o tym już wcześniej. Jak się samemu czegoś nie wkłada w oglądany film, czytaną książkę czy wiersz, to niewiele się z tego ma. Ludzie mówią o wielkich pisarzach, wielkich malarzach, myślicielach czy twórcach, ale nie można zrozumieć, o czym pisze wielki pisarz, jeżeli samemu nie ma się w sobie jakiejś głębi, jakiejś pokrewnej nuty rozumienia. Niektórzy uważają Boba Dylana za wcielenie literackiego geniuszu, w niczym nie ustępującego Dylanowi Thomasowi, jeśli go wręcz nie przewyższającego. A Pauline Kael nieświadomie znalazła w filmie więcej, niż w nim było w rzeczywistości. Z recenzji można się wiele dowiedzieć o samych recenzentach. To znaczy o dobrych recenzentach, bo o złych nie można się dowiedzieć niczego. Są marionetkami. Trzeba przyznać, iż Pauline Kael pisze z pasją, że pisanie jest dla niej ważnym doświadczeniem. Jak każdy artysta, utalentowany krytyk zawsze odsłania swój pazur bez względu na upodobania.

LG: Chyba się nie przesłyszałem, że użył pan słowa „artysta”? A czy są jacyś reżyserzy, z którymi szczególnie lubi pan pracować? Bergman, Fellini, Truffaut?

MB: Nie.

LG: Czy widział pan japoński film erotyczny zatytułowany Imperium zmysłów?

MB: Nie.

LG: A co się dzieje, kiedy pan chce improwizować, natomiast pański partner czy partnerka trzyma się ściśle scenariusza?

MB: Jeśli zdarzy się aktor, który nie potrafi improwizować, to prawdopodobnie został on obsadzony przez żonę producenta. Z kimś takim nie należy razem występować. Faktem jest natomiast, że niektórzy aktorzy nie lubią improwizować. Na przykład Olivier. Jego role przypominają budowlę.

LG: Często krytycy twierdzą, że największym współczesnym aktorem jest albo Olivier, albo pan. Czy uważa pan, bo przecież grywał pan w klasycznych sztukach, że Olivier jest jednak lepszy, a może w ogóle nie ma to dla pana większego znaczenia?

MB: Są to czyste spekulacje. A spekulacje to strata czasu. Nie obchodzi mnie, co ludzie sobie myślą.

LG: A czy obchodzi pana, gdy mówią, że w jakiejś roli nie dał pan z siebie wszystkiego?

MB: Stella Adler, moja nauczycielka i wspaniała kobieta, zacytowała kiedyś słowa swojego ojca, Jacoba P. Adlera, wybitnego aktora grającego w jidysz, który przywiózł ze sobą do Ameryki europejskie tradycje teatru. Powiadał on, że jeśli po wyjściu na scenę aktor czuje stuprocentowy napływ natchnienia, nie powinien pokazać więcej niż siedemdziesiąt procent. Jeśli czuje napływ pięćdziesięcioprocentowy, niech pokaże trzydzieści procent. A gdy czuje trzydzieści procent, niech się obróci na pięcie i idzie do domu. Zawsze powinien grać na mniejszych obrotach, niż go na to w danej chwili stać.

LG: Czy zdarzyło się kiedyś panu zagrać jakąś rolę bez żadnego wysiłku?

MB: Tak, oczywiście.

LG: Często?

MB: Nie.

LG: Na przykład taką rolę jak ta z Hrabiny z Hongkongu?

MB: Nie, chociaż próbowałem. W tym filmie byłem po prostu marionetką, kukiełką. Nie mogłem być niczym innym, bo Chaplin, znając swoje talenty, nie dopuszczał do żadnej dyskusji na temat tego, co jest śmieszne w filmie, a co nie. Muszę przyznać, że na początku trudno nam było się dogadać. Pojechałem do Londynu na próbę czytania scenariusza w wykonaniu samego Chaplina. Zmiana czasu dała o sobie znać i zasnąłem w czasie słuchania. To było straszne. [Śmieje się]. No ale po prostu czasami sen jest ważniejszy niż wszystko inne. A w ogóle to miałem nieodpowiednią rolę. Chaplin nie powinien był reżyserować tego filmu – powinien ograniczyć się do grania albo do pisania pamiętników. A zresztą to był podły człowiek. Sadysta. Widziałem, jak znęcał się nad swoim synem.

LG: W jaki sposób?

MB: Upokarzał go, obrażał, ośmieszał i wytykał mu niekompetencję. W tym filmie grał on [Sydney Chaplin] niewielką rolę, a Chaplin tak właśnie go traktował. Spytałem Sydneya: – Jak pan to znosi? – Miał bardzo spocone dłonie. Odpowiedział: – No cóż, on już jest stary i ma zszargane nerwy, więc tak musi być. – Ale to żadne wytłumaczenie. Myśląc o Chaplinie przypominam sobie zawsze, co Churchill powiedział o Niemcach: albo skaczą ci do gardła, albo padają przed tobą na twarz.

LG: Do pana też się tak odnosił?

MB: Tak, miał parę takich odzywek. Powiedziałem mu wtedy: – Proszę do mnie nie mówić tym tonem. – Byłem rzeczywiście wściekły. Pewnego dnia spóźniłem się, a on zaczął się awanturować. Powiedziałem, żeby sobie ten cały film klatka po klatce wsadził w tyłek. To już było wtedy, gdy zorientowałem się, że będzie to kompletne fiasko. To nie był człowiek, który mógłby kimś kierować. Może umiał to robić, kiedy był młodszy. Jednak ze względu na jego talent trzeba było to sprawdzić samemu. Ale też zawsze należy odróżniać dwie rzeczy: talent i charakter, bo one nie mają ze sobą nic wspólnego. Tak jak i w jego przypadku: wyjątkowy talent, ale potwór jako człowiek. Nawet nie lubię sobie tego przypominać.

LG: Sam film do udanych też nie należał.

MB: Filmy to bardzo płynna sprawa. Ostateczny rezultat nie ma często wiele wspólnego z pierwotnym planem – albo jest od niego gorszy, albo lepszy, albo w ogóle się z nim rozmija. Film tak się da spreparować, że fatalna gra aktorska wydaje się wyjątkowo skuteczną, a gra wybitna żałosną. Zawsze jest się zdanym na łaskę i niełaskę reżysera... a także własnych wad.

LG: A jak to wyglądało, gdy pan sam zajął się reżyserią, na przykład w wypadku Dwóch oblicz zemsty? Reżyserował pan wtedy po raz pierwszy i ostatni. Czy to znaczy, że próba ta wyleczyła pana ze wszelkich tego rodzaju ambicji?

MB: Wcale nie miałem ochoty na reżyserowanie tego filmu. Stanley Kubrick zrezygnował w momencie, kiedy mieliśmy zacząć zdjęcia, a ja już zainwestowałem w ten interes trzysta tysięcy dolarów płacąc Karlowi Maldenowi za pisanie scenariusza, który nie był jeszcze skończony. Stanley, Kalder Willingham i ja siedzieliśmy u mnie w domu grając w szachy, w pokera i rzucając strzałkami do tarczy. Jakoś nie mogliśmy się zabrać do pracy. I gdy już mieliśmy zacząć, Stanley powiedział: – Słuchaj, Marlon, nie wiem w ogóle o czym jest ten film. – Odpowiedziałem: – To ja ci powiem. O trzystu tysiącach dolarów, które zapłaciłem Karlowi Maldenowi. – A on na to: – Jeśli tak, to się wycofuję. – I to był koniec. Potem namawiałem kilku innych, Sidneya Lumeta, Gadge’a [Kazana] i jeszcze ze czterech albo pięciu, ale nikt nie chciał reżyserować. [Śmieje się]. Więc miałem do wyboru albo samemu się tego podjąć, albo wylądować w przytułku dla biedaków. Więc się podjąłem.

LG: Czy było to nowe doświadczenie?

MB: Nie, bo i tak człowiek sam się reżyseruje w większości filmów.

LG: Ale w końcu studio filmowe odebrało panu ten film, tak?

MB: Zwlekałem i zwlekałem, ociągałem się, aż w końcu zaczęli go ciąć. Filmy robi się w montażowni.

LG: Czy spoglądając wstecz na swój dorobek znajduje pan w nim filmy, z których nie jest zadowolony, o których chciałby pan zapomnieć?

MB: Nie.

LG: A czy zagrałby pan jakieś role inaczej, gdyby miał pan taką możliwość?

MB: Nie, nie zagrałbym. Ostatnie miejsce, w jakim chciałbym się znaleźć, to montażownia. Człowiek siedzi tam cały dzień w ciemnościach i dymie papierosowym.

LG: Czy zawsze ogląda pan ostateczny wynik swojej pracy?

MB: Czasami podczas udźwiękawiania. Albo podczas przeglądu. Ale sniektórych filmów w ogóle nie widziałem, choć pewnie gdzieś w telewizji się na nie natknę. Najlepiej grało mi się w filmie... a grając w nim po raz pierwszy bardzo dobrze się bawiłem. był to film Opowieść do poduszki, z Davidem Nivenem. David strasznie mnie rozśmieszał. Cały czas chichotaliśmy jak panienki na pensji. Nie mogłem przestać, więc musiał mnie zaprowadzić do naszej przyczepy. [Śmiejesię]. Scenariusz też był niezwykle zabawny, tak jak cała fabuła.

LG: Chciałby pan częściej grać w rolach komediowych?

MB: Nie, nie potrafiłbym.

LG: Podobno nie potrafi pan, albo i nie chce, uczyć się kwestii na pamięć. Czy to dlatego, że nie dopisuje panu pamięć, czy też uważa pan, że ma to negatywny wpływ na świeżość gry?

MB: Jeśli się wcześniej wie, co się chce powiedzieć, twarz ma inny wyraz, wystarczy obserwować twarz mówiącego. Ludzie szukają słów, myśli, zastanawiają się, starają się wysłowić uczucia i tak dalej. Natomiast jeśli aktor już wie, co ma powiedzieć. Ach, w końcu mnie masz! [Śmieje się]. Masz mnie jak na dłoni. Mówimy przecież o aktorstwie, prawda?
Tak naprawdę, oszczędza się w ten sposób masę czasu, bo uczenie się linijek na pamięć. na szczęście to jest wspaniałe.

LG: Co jest wspaniałe – nie uczenie się na pamięć?

MB: Tak, oszczędza się w ten sposób wiele czasu. Nie można domyślić się, czy aktor nauczył się tych linijek czy też nie. I oczywiście poprawia to spontaniczność gry, bo człowiek naprawdę wielu rzeczy nie wie. Ma się ogólne pojęcie o tym, co się chce powiedzieć, potem się to mówi, ale za cholerę nie można sobie przypomnieć, co się właściwie chciało powiedzieć. To pomaga. Oczywistym wyjątkiem jest Szekspir. Mógłbym przez dwie godziny cytować panu jego kwestie. Często można improwizować, ale czasami trzeba się uczyć na pamięć, jak w wypadku Szekspira czy Tennessee Williamsa – tam, gdzie wartość ma sam język. Nie da się improwizować sztuk Tennessee Williamsa.

LG: Ale jak to działa na aktora grającego z panem, który musi trzymać pańską kwestię w ręce albo mieć ją wypisaną na czole? Przecież większość z aktorów grających u pana boku tego nie robi, prawda? Nie dość, że mają do czynienia z panem i pańską sławą, to jeszcze muszą się liczyć z tym, że będą pańskim rekwizytem.

MB: To nie robi żadnej różnicy. Ludzie nic nie zauważą. [Wymienia tytuł książki]. Właśnie zobaczyłem tę książkę na półce. Nie spostrzegł pan, że szukałem jej wzrokiem, że w ogóle miałem taki zamiar. Mógłbym zrobić to samo, gdybym miał. w każdym razie daje to efekt większej spontaniczności.

LG: Lubi pan opowiadać, więc szkoda, że pan przerywa.

MB: Wiele rzeczy mnie fascynuje. Mógłbym opowiadać panu przez kilka godzin o drzazgach. Ich rodzajach, jak je wyciągać, jaka technika jest najlepsza, dlaczego można się zakazić. Każda duperela mnie interesuje.

LG: Ale czy mógłby pan mówić przez siedem godzin o pańskiej karierze?

MB: Nigdy. Ani chwili.

LG: Jednak w przeszłości czasami pan o niej mówił.

MB: To był błąd. Popełniłem wiele błędów i nie chcę ich powtarzać. Bo jak się je powtarza, to jest to przygnębiające. Nie ma nic bardziej smutnego i przygnębiającego niż widok samego siebie popełniającego podobne błędy.

LG: Oglądał pan ostatnio jakieś filmy, które wyrwałyby pana z przygnębienia?

MB: Nie chodzę często do kina. Podobał mi się Lęk wysokości. Rozśmiesza mnie Mel Brooks. W telewizji pokazywali przegląd filmów Flipa i Flapa – kupa śmiechu. Szedł całą noc. Śmiałem się kilka godzin.

LG: Czy Flip i Flap śmieszą pana z jakichś specjalnych powodów?

MB: Może dlatego, że Flap ma dość Flipa, robi miny do kamery i kręci głową w cierpliwej irytacji. [Śmiejesię]. To bardzo zabawne.

LG: A stare filmy braci Marx?

MB: Jak byłem młody, to mnie śmieszyły, a teraz budzą moje zażenowanie.

LG: A Kramden i Norton w Młodożeńcach?

MB: Art Carney jest świetnym aktorem, a Jackie Gleason doskonale zabawia publiczność. Uwielbiam to oglądać. Także Sid Caesar i Carl Reiner mieli kilka wspaniałych numerów w Your Show of Shows. O Boże, ale się śmiałem. Mają niezły talent.

LG: Czy mógłby pan wymienić tytuły ważniejszych filmów, które powstały w ostatniej dekadzie?

MB: Co to znaczy „ważniejszych”?

LG: W każdym sensie tego słowa – bardziej znaczących, istotnych, mających wartość społeczną.

MB: Dla mnie nie ma ważnych filmów.

LG: A taki film jak Bitwa o Algier?
MB: To był dobry film, ale nie wiem, czy był ważny czy nie.

LG: No dobrze, a czy poza Lękiem wysokości widział pan jakieś dobre filmy?

MB: Niech pomyślę. miło wspominam Gwiezdne wojny. I taki film, w którym grała Jane Fonda z Vanessą Redgrave.

LG: Julia.

MB: Tak, Julia. To był dobry film.

LG: A z obcych filmów?

MB: Jest taki japoński film, zatytułowany Ikiru, który był bardzo poruszający. Tak zresztą, jak większość japońskich filmów. Kobieta z wydm, Bramy piekieł, Ugetsu.

LG: Jak się jest bogatym i sławnym, to wtedy Ugetsu’d„[7].

MB: Ma pan poczucie humoru, Larry! Niesamowite. [Śmieje się]. To naprawdę dobre – nie wiem czemu zawsze mnie bawią takie idiotyczne językowe sztuczki. [Śmieje się jeszcze głośniej]. Z tego śmiechu mogę dostać zawału. A to przecież takie durne. Ale nie ma już durnych komedii i komików. Takich jak Willie Howard, którzy rozśmieszali przyklejonym, głupawym uśmiechem. On to rzeczywiście potrafił, był bardzo zabawny i te miny, które robił. Nikt jej nie potrafił mnie bardziej rozśmieszyć.

LG: Kim był Willie Howard?

MB: Był nowojorskim komediantem żydowskiego pochodzenia, a ja szczeniakiem grywającym na scenie. Spotykałem go zwykle między porannym a popołudniowym przedstawieniem. O Boże, jak on potrafił mnie rozśmieszyć. Występował w numerze z bełkocącym facetem – gdy ten bełkotał, Willie zwracał się do widowni w kompletnym oszołomieniu, a potem starał się bezskutecznie zmusić faceta do powiedzenia czegoś po ludzku. [Śmieje się]. Kiedy jego partner zmarł, występował solo. Robił śmieszne miny i w ogóle był. zabawny. Najbardziej zabawna osoba, jaką kiedykolwiek spotkałem. Siadywałem na parterze tuż przy scenie i ryczałem ze śmiechu, podczas gdy innych w ogóle to nie bawiło. Grał dla mnie, bo widział, że potrafię go docenić. Nie ma wielu ludzi, którzy potrafią robić z siebie prawdziwych głupców i mają poczucie humoru. A on właśnie taki był. Nigdy z nim nie rozmawiałem. Choć z drugiej strony lepiej jest, gdy zna się aktorów jako aktorów, a nie prywatnych ludzi. komicy, jak powszechnie wiadomo, to bardzo tragiczne osobowości.

LG: Jak na przykład W. C. Fields?

MB: Jak W. C. Fields.

LG: I kto jeszcze?

MB: Richard Pryor, Don Rickles. Śmieszyła mnie też Moms Mabley.

LG: A widział pan kiedyś Lily Tomlin?

MB: Pewnie. Ją to dopiero rozsadza wściekłość. Mam wrażenie, że jej uśmiechnięta, pełna grymasu twarz kryje wulkan gniewu. Ostra jak brzytwa. Jest śmieszna, ale jej humor płynie z cierpienia i gniewu, cierpienia i bólu. Podobnie u Dona Ricklesa. W większości wypadków stąd bierze się humor.

LG: Nawet w przypadku Boba Hope’a?
MB: Bob Hope gotów jest wystąpić na otwarciu budki telefonicznej na stacji benzynowej w byle dziurze, pod warunkiem że będą tam minimum trzy osoby i kamera. Gotów jest wystąpić na otwarciu placu targowego i otrzymać jakieś odznaczenie. Na przykład od firmy Tom McAn za to, że chodzi w ich butach. To jest żałosne. Jest nienasycony, jak beczka bez dna. Musi mieć zachwiane poczucie własnej wartości, bo nigdy nie ma dość. Zachowuje się jak narkoman, a jego narkotyk to aplauz, tak jak w przypadku Sammy’ego Davisa Juniora. Sammy bardzo pragnie akceptacji i uwielbienia. Ale na pewno ma wielki talent. Ciekawe, jak się zachowają, gdy pewnego dnia okaże się, że ich sztuczki już im nie wychodzą. Bóg raczy wiedzieć. A Bob Hope zamiast zachować szacunek na starość albo pomóc komuś swoimi pieniędzmi, obchodzi rocznicę własnej kariery, zapraszając na nią prezydenta. To smutne. Ciągle gdzieś jeździ, lata samolotem. I wcale mu nie przeszkadzała wojna w Wietnamie. Wręcz przeciwnie, włączył ją do swojego repertuaru. Tak jak pierwszą wojnę światową i wojnę koreańską. Temat – jak zwykle – „nasi chłopcy”. To żałosny facet.

LG: A co pan sądzi o Woody Allenie?

MB: Nie znam go, ale bardzo lubię. Widziałem film Annie Hall i bardzo mi się podobał. Allen to ważna postać. Tak jak Wally Cox. Wally Cox był moim długoletnim przyjacielem. Nie wiem, czemu ich łączę. Jakoś są do siebie podobni. Woody Allen nie może zrozumieć tego świata, więc opowiada o nim wspaniałe dowcipy. Czy nie sądzi pan, że zrobił świetny numer, gdy miał odbierać nagrodę na uroczystości rozdania Oscarów, a został w domu i grał na klarnecie? To było bardzo dowcipne i zabawne.

LG: Natomiast panu chyba nie przyświecał dowcip i poczucie humoru, gdy ustami Indianki odmówił pan przyjęcia Oscara za rolę w Ojcu chrzestnym, prawda?

MB: Nie. Sądziłem, że to będzie ważne dla amerykańskich Indian, gdy ich przedstawiciel zwróci się do ludzi, którzy stoją z boku i nic nie robią, kiedy ich samych przeznacza się na śmietnik historii. Po raz pierwszy w historii amerykańska Indianka miała okazję zwrócić się do sześćdziesięciu milionów ludzi. Była to niesłychana szansa, której nie chciałem przytłoczyć swoją osobą. Nie postąpiłbym właściwie, gdybym sam to zrobił. W ustach Indianki zabrzmiało to zdecydowanie lepiej. A wybrałem Indiankę, bo pomyślałem, że wzbudzi mniejszą wrogość. Ale oni wszyscy potraktowali to jako naruszenie uświęconego rytuału wzajemnego poklepywania się po plecach.

LG: Czy w związku z tym uważa pan, że w ogóle wszystkie wyróżnienia są absurdalne?
MB: Oczywiście, że tak. Całkowicie absurdalne. Okuliści powinni dostawać Oscary za wykonanie pomysłowych, przyciągających i wspaniale wykonanych oprawek – takich, które z jednego końca wkładałoby się na nos, a z drugiego pod pachy, zamiast na uszy, bo to pasuje do wieczorowej kreacji. Należy im się, prawda? Mamy już nagrody dla prezenterów telewizyjnych, mamy Złote Globy. powinni teraz ustanowić nagrodę dla najszybszego leworęcznego malarza, któremu uda się zachlapać podłogi pod obrazem w czasie swojej pracy. A także Związek Zawodowy Cieśli powinien wyznaczyć nagrodę dla tego, kto przy użyciu dwukilowego młotka wbije szpilkę w zapałkę.

LG: W 1976 roku odmówił pan także przyjęcia Humanitarnej Nagrody ustanowionej przez NAACP[8].

MB: Tak, odmówiłem. Żadne nagrody nie mają dla mnie wartości. Włącznie z Pokojową Nagrodą Nobla.

LG: Nie odmówił pan jednak przyjęcia Oscara w 1954 roku.

MB: Kiedyś popełniłem wiele głupstw.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Archie w 30-03-2015, 13:04
LG: Przypisuje się panu stwierdzenie, w którym przyrównuje pan kontakty z kobietami do łapania węży.

MB: Co to kogo obchodzi? Czemu mielibyśmy celebrować bzdury i frazesy? Robimy to już od rana. To wszystko jest beznadziejnie głupie i nie ma sensu. Nie obchodzi mnie, co ludzie wypisują i co myślą. Przestało mnie to obchodzić już dwadzieścia lat temu. A poza tym faktem jest, że i tak tego nie czytam. Nie czytam tych bzdur. Kiedyś miałem bardzo naiwne poglądy na to, czym zajmuje się prasa. Potem zorientowałem się, że cytują słowa, których nigdy nie wypowiedziałem, wypaczają sens innych albo mylnie je interpretują. Bolało mnie to. A teraz w ogóle mnie nie obchodzi. Dziennikarze to rozmowne sępy czyhające na gnijące odpadki. Jeśli ich zabraknie, sami jakieś wymyślą. Ale to nie ma najmniejszego znaczenia. Podobnie jak wszelkie pytania dotyczące aktorstwa.

LG: Czy żałuje pan jakichś wypowiedzi dla prasy?

MB: Nie. Byłaby to strata czasu. Nie żałuję niczego. Niektóre sprawy mogłyby się ułożyć inaczej, no ale się nie ułożyły, więc. Jednak nie żałuję tego. Trzeba akceptować to, co jest, a nie to, czego nie ma. Anonimowi Alkoholicy mają słynne powiedzenie: „Panie, daj nam siłę, byśmy potrafili zmienić to, co możliwe, byśmy zaakceptowali to, czego zmienić nie potrafimy, i mądrość, byśmy znali różnicę”.

LG: Czy był pan kiedykolwiek związany z ruchem na rzecz wyzwolenia kobiet albo czy walczył pan o umieszczenie w konstytucji poprawki dotyczącej równych praw?

MB: Nie.

LG: A co pan o tym myśli?

MB: Myślę, że poprawka ta na pewno w końcu wejdzie do konstytucji i jestem zdumiony, że sfery biznesu nie dostrzegły, iż może ona dać im spore korzyści. Wprowadzenie potencjału intelektualnego kobiet do procesu produkcji przyniosłoby tylko zyski. W Rosji siedemdziesiąt pięć procent lekarzy to kobiety, a w Niemczech stanowią one trzydzieści procent sędziów. A my, uważając, że miejsce kobiety jest w kuchni, plasujemy się pod tym względem gdzieś za Szwajcarią.

LG: A dlaczego, według pana, niektóre stany sprzeciwiają się ratyfikowaniu poprawki?

MB: A czemu ludzie nienawidzą czarnych? Czemu dyskryminują Indian? Czemu Ruch Indian Amerykańskich nazywany jest Ruchem Dupków w Mokasynach z Południowej Dakoty? Ludźmi rządzi nieuświadomiony strach i obawy, może czują się winni, i to wszystko każe im czepiać się różnych spraw jak rzep psiego ogona. Przez lata noszą w sobie różne uprzedzenia, hodują nienawiść i wcale nie chcą, aby logika przekonała ich, że nie mają racji.

LG: A czego mężczyźni nie znoszą u kobiet?

MB: Myślę, że w gruncie rzeczy mężczyźni boją się kobiet. Bierze się to z poczucia uzależnienia od nich. To przecież kobiety wychowują mężczyzn. We wszystkich społeczeństwach mężczyźni stworzyli instytucje, do których kobiety nie mają wstępu. Szczególnie znane pod tym względem są wszelkiego rodzaju instytucje wojskowe. Wynika to ze strachu przed kobietami. W historii ciągle spotyka się różne uwagi na temat kobiet, na przykład że są złe albo niebezpieczne. W Biblii mówi się o kobietach z lekceważeniem. Jak choćby tam, gdzie czytamy, że kobieta powstała z żebra mężczyzny, jako jakiś dodatek. Męskie ego czuje się zagrożone przez kobiety. Wszyscy pod tym względem mamy nieczyste sumienie. Większość mężczyzn patrzy na kobiety przez pryzmat uprzedzeń. Zawsze wydawało mi się, że nie mam uprzedzeń, ale z perspektywy czasu widzę, że byłem w błędzie.

LG: Więc ma pan poczucie winy z powodu tego, jak pan kiedyś traktował kobiety?

MB: Nie, nie mam. Żadnego. Poczucie winy donikąd nie prowadzi, nikomu nie pomaga. W przeciwieństwie do dobrze pojętego poczucia sprawiedliwości we własnym sumieniu.

LG: Czy myśli pan, że stosunek mężczyzn do kobiet kiedyś się zmieni?

MB: Tak, na pewno. Kiedyś palili czarownice, teraz my palimy ludzi napalmem, nazywając ich komunistami, więc to już jest chyba jakaś zmiana.

LG: A co z ruchem na rzecz praw dla homoseksualistów? Popiera go pan?

MB: W gruncie rzeczy przeraża mnie brak praw odnoszących się do dzieci. Prawa te muszą mieć priorytet przed innymi prawami. Tutaj, na Tahiti, i gdzie indziej dzieci traktowane są z szacunkiem, tak jakby były dorosłymi o mniejszym doświadczeniu. Ale my, z jakichś przyczyn, czujemy wyższość nad dziećmi, a także mamy poczucie własności. Matki mają taki stosunek do swoich dzieci, jak mężowie do swoich żon. To moje dziecko. Niektóre kobiety z Ruchu na rzecz Wyzwolenia Kobiet twierdzą, że nie mogą być własnością swoich mężów, a podświadomie odnoszą się do własnych dzieci jak do własności. Język, którego używają w odniesieniu do dzieci, oburza ich w ustach mężów, gdy odnosi się do nich samych.

LG: Niewielu ludzi wie, że od dawna działa pan czynnie w ramach UNICEFu. Kiedy pan zaczął?

MB: Jakieś dwadzieścia lat temu.

LG: I na czym polega pańska działalność?

MB: Biorę udział w imprezach w Paryżu, Londynie, Japonii i Stanach Zjednoczonych, jeżdżę po świecie, zajmuję się promocją. To, co robię, polega głównie na uświadamianiu ludziom osiągnięć UNICEFu, konieczności jego dalszego istnienia oraz tego, jak cenną inwestycją są dzieci i jak wielkie straty przynosi zaniedbywanie ich potrzeb. Jeśli na świat przyjdzie dziecko poważnie chore, to opieka nad nim będzie wymagać dużo większych nakładów, gdyż nigdy nie stanie się samodzielne. Ale nie można pozwolić na to, by dziecko takie było także upośledzone wychowawczo, fizycznie czy moralnie. W latach osiemdziesiątych na świecie będzie około siedmiuset milionów dzieci pozbawionych odpowiedniego pożywienia, wykształcenia i możliwości pracy. Najpierw dotknie to południowo-wschodnią Azję. Największy przyrost naturalny ma Meksyk. Ale Bangladesz nie pozostaje daleko w tyle.

LG: Czy występował pan w jakichś programach reklamowych zamówionych przez UNICEF?

MB: Tak, robiliśmy programy dla telewizji, filmu, radia. W zeszłym roku wystąpiłem w sześciu takich programach.

LG: Czy większość funduszy UNICEFu pochodzi ze Stanów Zjednoczonych?

MB: Tak. To zadziwiające, jak niechętnie inne państwa bezpośrednio łożą na UNICEF. Zresztą większość ludzi nic nie daje. A jak dają, to dlatego że przyjeżdżają różne sławy, organizują występy i bankiety. To ludzi bierze, a nie jakiś tam UNICEF. Mają go w nosie. Bez tych występów ludzie nie daliby ani grosza.

LG: A jak najlepiej zdobywać fundusze?
MB: Najlepiej wynająć facetów pracujących dla Związku Pomocy Żydom. Oni wiedzą, jak załatwiać forsę. Wspaniale pomagają ludziom rozstawać się z pieniędzmi.

LG: Zdaje się, że kiedyś w Indiach, brał pan udział w kręceniu filmu, który miał jakiś związek z UNICEFem?

MB: Byłem tam, a dokładnie w stanie Bihar, podczas akcji pomocy głodującym, w towarzystwie hinduskiego reżysera Satyajita Raya. Chodziliśmy oglądając ludzką otchłań. Gromadziły się wokół nas dzieci i ogarnęło mnie przerażenie... A on szedł sobie, jakby to było pole pszenicy, i odgarniał te dzieci na bok. To było dno upodlenia ludzkiego. Ale Satyajit mówił: „Jeśli nie chce się oszaleć, trzeba to ignorować, nie zwracać uwagi. Bo tu nie można pomóc”. Chciałem to sfilmować i pokazać widzom w Stanach. Więc nakręciłem czterdziestopięciominutowy film. Pokazywał ostatnie chwile życia tych dzieci, pokazywał głód: małe, zgięte w pół i skomlące ludzkie strzępy, pokryte wrzodami i ranami, ustawiające się w kolejce po żywność z darów UNICEFu. Szczególnie pamiętam małą dziewczynkę usiłującą zawinąć rzeczy, które dostała, w zwoje swojej sari, by nie wylatywały przez dziury. Widziałem prawdziwe dno ludzkiego nieszczęścia.

LG: Czy pokazywał pan ten film?

MB: U siebie w domu pokazałem go kilku osobom, włącznie z Jackiem Valentim [prezydentem Motion Picture Association], który był bliskim przyjacielem prezydenta Johnsona. Pokazałem go komuś z NBC. Powiedziano mi, że zajmie się tym ich wydział informacji, z czego wywnioskowałem, że nie życzą sobie materiałów z innych źródeł. Film pokazywał dzieci umierające przed obiektywem kamery. Jedna z kobiet przyprowadziła mi dziecko, które w chwilę później umarło – to też sfilmowałem. Dzieci słaniały się na nogach i padały na ziemię.

LG: Czy prowadził pan w tym filmie narrację?

MB: Byłem gotów to zrobić. Jack Valenti próbował zorganizować spotkanie z jednym z doradców prezydenta, ale w tym samym czasie ja sam spotkałem się z członkami Czarnych Panter, więc chyba dlatego z tego spotkania nic nie wyszło. A może w ogóle nie chcieli oglądać tego filmu.

LG: Tu zahaczamy o sprawę środków masowego przekazu i tego, co pan kiedyś powiedział. Tym razem powiedział pan, że mass media „uparcie odżegnują się od głoszenia prawdy obywatelom amerykańskim, dlatego że po prostu nie da się jej dobrze sprzedać”. Czy dalej uważa pan – po aferze Watergate i ujawnieniu dokumentów Pentagonu – że nie mówi się nam prawdy?

MB: Informacje, których nam się dostarcza, są bezwartościowe, ale jest na nie popyt. Takie są prawa rynku. Jaki jest tego skutek, widzimy w telewizji: ostra konkurencja między różnymi dziennikami telewizyjnymi przekształcająca się w bełkot i taniec cieni. Dzienniki stały się widowiskami, a prezenterzy reżyserami. Próbowali zachować zdrowy rozsądek, ale w końcu ulegli powabowi dolara. Program Today Show stał się programem rozrywkowym i niesamowita jest zaciekłość tej walki między programami: kto komu dołoży, kto będzie miał wyższe notowania... Gdy popularność prezentera spada o kilka punktów, z miejsca traci pracę. Duże stacje telewizyjne tylko z tym się liczą. I jeszcze człowieka kuszą obietnicami: oglądaj wiadomości o jedenastej, będzie masakra w Wisconsin. Kuszą masakrą. A jak nic specjalnego się nie dzieje, gotowi są sami podłożyć bombę pod samochód i sfilmować eksplozję. Po prostu sterują obrazami przemocy, starając się trafić w gusta.
Jeśli prowadzi się jakiś biznes czy działalność rynkową, to trzeba handlować tym, na co czeka klient, bo inaczej okaże się, że zamiast przyjść do nas, pójdzie do konkurencji. Pójdzie tam, bo konkurencja handluje rozlewem krwi i łamaniem kości, a my pietruszką. O tym, co mamy oglądać, a czego nie, decyduje w Ameryce pieniądz. To, co się widzi na ekranie, jest bezpośrednio zależne od tego, co chcą widzieć ludzie. Wszyscy narzekają na telewizję, ale przecież gdyby jej nie chcieli, to by jej nie było. Jako instrument w rękach kapitalistów telewizja gra rolę stręczyciela. I musi ją grać. Boże, aż strach pomyśleć, ile krwi człowiek widział na ekranie.

LG: Czy myśli pan, że telewizja jest nieodpowiedzialna?

MB: Nie tyle nieodpowiedzialna, co bezmyślna. Jest nienasycona – jak beczka bez dna. Wrzucają do niej meble, ubrania, zrywają z głów peruki i co tam jeszcze, a ona tym żyje. Telewizja to pieniądze, to sponsorzy płacący za czas antenowy.
W sumie telewizja zastąpiła tanią książkę. Dramat to jej wyrafinowana wersja, wyrafinowana wersja tradycyjnego opowiadania. Taniec, teatr, teatr cieni z wysp Bali – ludzie potrzebują opowieści i legend, chcą jednoznacznej ilustracji tego, co dobre, i tego, co złe – łagodzą istniejący w nas wieczny konflikt między złem a dobrem. Ludzie mają dość relatywizmu, więc znajdują ulgę, gdy widzą, że coś jest zdecydowanie dobre albo zdecydowanie złe. Dlatego też dramatopisarze, którzy przedstawiają ludzki konflikt bez zajmowania zdecydowanego punktu widzenia, nie sprzedają swoich sztuk. Takiej produkcji ludzie nie chcą oglądać, bo jest za bardzo wymagająca. Chcą jasno wiedzieć, kto jest protagonistą, a kto antagonistą. Odnosi się to do każdej sztuki czy dramatu. A wszystko to dzięki telewizji. Tam widzą to na okrągło.

LG: Wygląda na to, że pan sam ogląda dużo telewizji.

MB: Lubię oglądać telewizję, gdyż wiele się dowiaduję o tym, kto ją ogląda i co myśli. To, co ludzie myślą, odzwierciedla się w telewizji, bo chodzi tu o pieniądze. Gdyby w grę nie wchodziły pieniądze, nie ujawniałaby ona upodobań i potrzeb widzów. To wspaniały barometr nastawienia ludzi i stanu naszej kultury. Precyzyjna miara.

LG: Czy telewizji należy się obawiać?

MB: Środki audiowizualne są najpotężniejszym narzędziem wpływania na ludzi. Nie ma wątpliwości, że telewizja i wszystko to, do czego może być ona wykorzystana, zmieni bieg naszej historii. Jest tu wiele niebezpieczeństw. Eksperymentuje się teraz z techniką bezpośredniego wpływu widza na oglądany program. Ludzie nie mają czasu na refleksję. Jeśli powiedziałbym coś, na co chciałby pan zareagować, to pierwsza reakcja byłaby zapewne emocjonalna. Więc gdybym miał możliwość naciśnięcia guzika w sprawie bezpośrednio dotyczącej ludzi, mogłoby się to niebezpiecznie skończyć, bo po zastanowieniu się mógłbym dojść do wniosku, że popełniłem jakiś zasadniczy błąd.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Archie w 30-03-2015, 13:04
LG: Czy sądzi pan, że środki masowego przekazu sprzyjają przemocy, czy też tylko na nią reagują?

MB: To delikatne pytanie, szczególnie w kontekście dzisiejszego terroryzmu. Ostatnio mieliśmy ponad sto przypadków wykolejenia pociągów i dziwnym zbiegiem okoliczności prawie zawsze wykolejał się skład z cysternami zawierającymi łatwopalne materiały. W ciągu roku wydarzyło się pięć bardzo poważnych awarii elewatorów zbożowych. Złożono to na karb przypadku. Nie mówi się ludziom, że to akty sabotażu. Wydaje mi się, że rząd porozumiał się z ludźmi zajmującymi się informacją w tym kraju i wspólnie postanowiono nie rozprzestrzeniać żadnych alarmujących wieści na temat terroryzmu w Stanach Zjednoczonych. Ale istnieją też plany przeciwstawienia się terroryzmowi.

LG: Czy zgodziłby się pan ze stwierdzeniem, że akty terroryzmu mogą być środkiem do osiągnięcia zmian społecznych, tak jak stało się to we Włoszech w wypadku uprowadzenia i zamordowania Aldo Moro?

MB: Nigdy nie sądziłem, żeby terroryzm mógł być skutecznym narzędziem walki. Nie wyobrażam sobie, jak można kogoś uprowadzić – wszystko jedno kogo – kazać mu pisać wzruszające listy do rodziny, błagać o litość, torturować go tak przez miesiąc, potem go zabić i oczekiwać, że przyniesie to jakąś polityczną korzyść. Dziwna to logika. I co to dało? Komuniści dostali mniej głosów, a socjaldemokraci więcej. Trudno wyobrazić sobie gorszy rezultat.

LG: Czy sądzi pan, że rządy poszczególnych państw organizują symboliczne akty przemocy w celu demonstracji siły?

MB: Myślę, że awaria prądu w Nowym Jorku kilka lat temu była eksperymentem mającym na celu udowodnienie Rosji, że potrafimy kontrolować energię. Jakby chciano powiedzieć: „Popatrzcie, co możemy zrobić, jeśli zechcemy. Zapamiętajcie to sobie, bo w przeciwnym wypadku powyłączamy wasze lodówki”. Wiem, że przeczy to teorii o ukrywaniu własnej siły, tego, czym się dysponuje, ale... Pierwsze zaciemnienie zaczęło się w Nowym Jorku, a skończyło w Kanadzie. Drugie częściowe objęło Meksyk. To już był inny obwód, więc...

LG: A czy uważa pan, że kryzys naftowy sprzed paru lat powstał w wyniku zmowy, a nie z przyczyn naturalnych?

MB: Nie wiem, czy była to manipulacja czy nie, ale w ciągu ostatnich dwudziestu lat przymknięto wystarczającą liczbę różnych przedsiębiorców za manipulację cenami, podażą i popytem, by domyślić się, że tak mogło być. Na przykład gdyby kompanie energetyczne zamiast zwalczać energię słoneczną, zasłaniając się prawodawstwem, poparły ją, gdyby cały przemysł ją poparł, to można by ją szeroko stosować. Ale kompanie naftowe i stalowe mają wspólne interesy, tak jak producenci samochodów czy plastiku – a to też kompanie naftowe – przemysł stalowy, metalowy, gumowy; oni nie chcą zmian, przejścia na inną produkcję, bo za dużo by ich to kosztowało. Twierdzą, iż zniszczyłoby to ich produkcję, rozłożyło cały przemysł, że i tak mają niewielkie dochody. Mówią to samo od lat i mogłoby się wydawać, że jeśli rzeczywiście mają takie mizerne dochody, to już dawno powinni zbankrutować. Filmowy ojciec chrzestny powiedział, że facet z teczką może ukraść więcej pieniędzy niż facet z pistoletem.

LG: Czy pana zdaniem wielki przemysł kontroluje Amerykę?

MB: Korporacje nie czują się społecznie odpowiedzialne. Od rana do wieczora produkują kłamstwa. Wszyscy chcą dbać o środowisko naturalne, więc kompanie naftowe reklamują się pokazując obraz sarny pijącej wodę ze źródła na tle szybu naftowego. W ten sposób taki Exxon daje nam do zrozumienia, że zajmuje się także środowiskiem. A te wszystkie frazesy powstają przy Madison Avenue[9]. To dopiero jest sztuka. Reklama. Amerykanie świetnie potrafią mówić ludziom, czego chcą naprawdę. Cały czas nami manipulują. I nie ma wielkiej różnicy, czy manipuluje nami państwo, tak jak w Rosji, czy wielki przemysł za pomocą reklamy.

LG: A organizacje przestępcze? Steve Allen twierdzi, że tak głęboko przeniknęły do naszej rzeczywistości, iż kupując koszule, idąc do kina, grając na loterii czy jadąc do Las Vegas płacimy im haracz.

MB: Nie mam wątpliwości, że zorganizowana przestępczość istnieje. Nie wiem natomiast, czy rzeczywiście podporządkowany jest jej każdy aspekt naszego życia. Z kolei wprowadza się teraz ulgi podatkowe dla kompleksu militarno-przemysłowego. Nie jest on traktowany jak organizacja przestępcza. Jego działalność widziana jest w kategoriach zwykłej działalności gospodarczej. A inne przedsiębiorstwa – wielkie kompanie – prowadzą ostrą walkę konkurencyjną w imię wolności, praw i czego tam jeszcze. Ludzie z mafii mówią: „To tylko mydlenie oczu, w rzeczywistości chodzi tu o zwykły handel. Wszystko kręci się tam wokół pieniędzy, więc jest tak samo jak u nas. Mamy takie same cele, ale my lepiej dbamy o naszych ludzi”. Całkiem możliwe, że mają rację.

LG: A czy mafię i wielkie kompanie łączy coś jeszcze poza pieniędzmi? Na przykład żądza władzy?

MB: Władza to pieniądze. A pieniądze przelicza się na karabiny – oczywiście w imię obronności kraju. Jak się ma dużo pieniędzy, to można wszystko. Można nawet opłacić zabójstwo prezydenta. Wystarczy, że Sam Giancana wynajmie kogoś takiego jak Sirhan Sirhan[10]. Wielu zabije za puszkę piwa. Wynajmuje się jakiegoś otumanionego rewolwerowca i płaci mu pięćdziesiąt tysięcy dolarów. Albo siedemnastoletniego chłopaka, bo i tak za parę lat znajdzie się na ulicy. Tak robi Wa Ching w San Francisco[11].

LG: Pomówmy teraz o zabójstwie braci Kennedych, Martina Luthera Kinga i Malcolma X. Czy ich zabójcy mogli rzeczywiście działać w pojedynkę?

MB: Mogli, ale to mało prawdopodobne. A nawet gdyby morderstwa te nie doszły do skutku, to i tak istniały plany, żeby tych ludzi zlikwidować. Z przyczyn politycznych. Tak jak w przypadku Diema lub Allende. Gdyby CIA wiedziało, że Castro jest komunistą, to zamordowaliby go na długo przed inwazją w Zatoce Świń. Batista dostałby pomoc wojskową.

LG: Czy podejrzewa pan, że CIA albo FBI miały coś wspólnego z serią zabójstw w latach sześćdziesiątych?

MB: Musiały mieć. Bezpieczniej jest założyć, że FBI może posłużyć się morderstwem. Gdy FBI powstało, nie było na świecie lepszej i bardziej skutecznej organizacji. Ale stopniowo została upolityczniona i zaczęła odzwierciedlać szowinizm Hoovera[12]. Hoover najwyraźniej miał materiały na każdego. Jeśli jakiś polityk wychylił się, wyciągał informacje o dziewczynie, z którą tamten się przespał. Wszyscy się go bali. Natomiast jeśli chodzi o CIA, to wymknęła się spod kontroli w czasie drugiej wojny światowej. Dano jej taką swobodę, jakiej nigdy nie miała. „Eliminacja przez ostateczne naruszenie prawa do życia” – tak nazywano wtedy morderstwo i zabójstwo. I rzeczywiście tak było.

LG: Tak, byli agenci CIA opublikowali wystarczająco dużo książek potwierdzających to, o czym pan mówi. Ale wróćmy jeszcze do Kennedych, Kinga i Malcolma X. Czy spotkał się pan kiedykolwiek z Johnem Kennedym?

MB: Tak, a było to w hotelu Beverly Hills na proszonym przyjęciu. Chodził od stolika do stolika, bo po to tam był, i mówił: – Witam, jak się państwo mają, cieszę się, że mogłem państwa poznać. – To znaczy nie było całkiem tak, ale odgrywał swoją rolę. Spytałem go: – Musi to pana śmiertelnie nudzić? – Spojrzał na mnie i powiedział: – Nie, wcale nie. – Odpowiedziałem: – To dziwne. – Myślał, że jestem do niego uprzedzony. A potem nagle zdał sobie sprawę, że rzeczywiście było to strasznie nudne, to chodzenie od stolika do stolika wśród gapiących się ludzi. Przysłał więc do mnie człowieka z ochrony, który powiedział: – Kennedy chciałby widzieć się z panem po kolacji. Poszedłem zatem do jego apartamentu i spędziliśmy wieczór na piciu. Powiedział mi, że mam za duży brzuch, a ja jemu, że tyje i że trudno go poznać. Poszliśmy do łazienki i zaczęliśmy się ważyć. A on nagle oświadczył: – Wiem o pańskich kontaktach z Indianami, dobrze o tym wiem. – No i tyle. Całe to spotkanie było dziwne.

LG: A co sądził pan o Robercie Kennedym?

MB: Wydaje mi się, że w gruncie rzeczy zależało mu na wielu sprawach, uważał, że retorykę trzeba zmienić na działanie. I pewnie dlatego w końcu go zabili. Bo mówić można wszystko, to ich nie interesuje, ale nie można nic robić. A jak się już coś zacznie robić i wzbudzi to nadmierne zainteresowanie, to komuś takiemu zamykają usta. Tak właśnie było w przypadku Martina Luthera Kinga. John Edgar Hoover czuł do czarnych nienawiść, więc nienawidził też Kinga. Gdyby King pozostał przy sprawie praw obywatelskich, nie mieliby nic przeciwko temu. Uchwalenie ustawy o prawach obywatelskich pozwoliłoby im w końcu zająć się Afryką, skąd chcieli importować surowce. A zatem King był dla władz użyteczny. Kiedy jednak zainteresował się wojną wietnamską, to zwracał się do dwudziestu trzech milionów ludzi, którzy gotowi byli pójść za jego głosem. To było zbyt niebezpieczne. Podbił stawkę, która wydała się im za wysoka.

LG: Czy z tego samego powodu zamordowano Malcolma X?

MB: Malcolm miał niesamowicie dynamiczną, szczególną osobowość i mógł wywołać rewolucję. Więc trzeba było się go pozbyć. Rząd amerykański nie mógł pozwolić mu żyć. Gdyby Murzyni amerykańscy w liczbie dwudziestu trzech milionów znaleźli tak charyzmatycznego przywódcę jak on, to na pewno by go posłuchali. A tego władze nie mogły zaakceptować.
LG: Czy spotkał się pan z nim kiedyś?

MB: Nie, żałuję, ale nie. To był wybitny człowiek i pewnie nie doczekamy się już kogoś podobnego. Był niesłychanie uzdolniony, miał wiele zalet. Gdyby żył, Ameryka byłaby dużo lepszym krajem, podobnie jak nasze sumienie, świadomość tego, kim jesteśmy, co robimy i dokąd idziemy... a teraz słuchamy bełkotu o nas samych, słuchamy „Hymnu żołnierzy piechoty morskiej” i romantycznego, szowinistycznego żargonu, który nas zabija.

Często śmiać mi się chce, gdy czytam o amerykańskiej historii, o tym, jakim niezwykłym krajem miała być Ameryka, jakie wspaniałe rzeczy mieliśmy produkować i jak cudowne miało być nasze życie. Chcieliśmy być budzącym respekt, silnym narodem, potrzebującym ludzi i ziemi. A przybywającym tu mówiliśmy: potrzebujemy najlepszych z was, bez względu na to, kim jesteście. No i dostaliśmy tych najlepszych. Więźniów, męty i półgłówków. Śmietanka została gdzie indziej. Przyjechali najgorsi, ci, którym się nie powiodło albo którzy byli nieszczęśliwi tam, gdzie mieszkali. Także ci, których wywieziono z Afryki, przywieziono tutaj i zamieniono w bydło.

LG: Mówiąc o Kingu wspomniał pan, że uchwalono ustawę o prawach obywatelskich, gdyż Stany Zjednoczone chciały uzyskać surowce z krajów afrykańskich. Czy to jedna z pańskich teorii, tak jak ta o awarii światła w Nowym Jorku?

MB: Amerykanów kompletnie nie interesuje los czarnych. Byli i nadal są do nich uprzedzeni. Ustawa o prawach obywatelskich przeszła z przyczyn gospodarczych. Stany Zjednoczone zdały sobie sprawę z tego, że po wycofaniu się z Afryki państw kolonialnych w sprawach interesów trzeba będzie rozmawiać z Murzynami. Nie dałoby się robić tych interesów, gdyby w tym samym czasie czarni w Ameryce dalej traktowani byli jak bydło. Dlatego władze powiedziały: „Coś tu jest nie tak, prawda? Więc dajmy czarnym równe prawa, pozwólmy im chodzić do naszych restauracji i szkół, bo w ten sposób oczyścimy sobie konto i będziemy mogli robić interesy w Afryce”. Rząd amerykański postanowił zmienić ustawę o prawach obywatelskich dla czarnych idąc za radą biznesmenów, którzy go wybrali. Gdyby natomiast państwa kolonialne nadal pozostawały w Afryce, ustawa ta nigdy by nie przeszła.

LG: Czy sądzi pan, że Murzyni zgodziliby się z panem?

MB: Nigdy z nimi o tym nie mówiłem, poza rozmową telefoniczną z Andym Youngiem[13].

LG: Czy on uważa podobnie?

MB: Powiedział, że nigdy o tym nie pomyślał. Ale jak moglibyśmy liczyć na surowce z czarnej Afryki, gdy u nas na Południu paliliśmy czarnych oblewając ich benzyną?
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Archie w 30-03-2015, 13:05
LG: Jimmy Carter to pierwszy prezydent, który podkreśla kwestię praw człowieka. Czy myśli pan, że może on zmienić ludzką naturę?

MB: Carter robi to, czego nie zrobił dotąd żaden prezydent: niezwykle ostro krytykuje hipokryzję, z jaką Stany Zjednoczone traktują prawa człowieka. Oddał wielką przysługę Indianom, bo jest jedynym prezydentem, który umożliwił im udowodnienie niezgodności między tym, co mówi prezydent, a tym, jak jest naprawdę. Do praw człowieka Carter podchodzi jak do poszukiwań świętego Graala, a mówienie na ten temat zostawia Walterowi Mondale, który gra rolę Sir Galahada. Nie wiem, czy to niedopatrzenie, czy polityczna głupota kazała Carterowi wyobrażać sobie, że ujdzie mu to na sucho, iż świat zapomni o tym, że Indianie nie mają żadnych praw człowieka, że nikt nie ma zamiaru im ich przywrócić. Tylko raz słyszałem, gdy mówił o Indianach – spytano go wtedy o imigrantów z Meksyku nielegalnie przekraczających granicę, a on odpowiedział: „Cóż, poza małą grupką Indian, wszyscy jesteśmy emigrantami”. Sugerował w ten sposób, że Indian można ignorować, bo jest ich niewielu i nie mają żadnego znaczenia. W rzeczywistości jednak w Ameryce Północnej i Południowej jest ogółem około czterdziestu milionów Indian. Ludzie zdają się zapominać, że w samej Kanadzie jest ich około miliona. A Meksykanie to też głównie Indianie. Kiedyś mieli wspaniałą cywilizację. Indianie są jedyną ludzką rasą, spośród pięciu istniejących, która nie jest reprezentowana w ONZ.

LG: Choć do tej pory nie poruszaliśmy tematu Indian w takim stopniu, w jakim by pan tego chciał, to może jednak teraz...

MB: A dlaczego chciałby pan rozmawiać o Indianach?

LG: Cóż, ja nie...

MB: [Wybucha głośnym śmiechem. W końcu zaczyna mówić]. To zabawne, śmiałem się, bo widziałem, jak zadając to pytanie chichocze pan w duchu, a potem ta odpowiedź... [Znowu się śmieje]. Bardzo to wszystko śmieszne, uwielbiam bezczelne odpowiedzi.

LG: Mam nadzieję, że Indianie mają takie same poczucie humoru jak pan.

MB: Na ogół nie kojarzy się poczucia humoru z Indianami, ale są najbardziej wesołymi ludźmi, jakich znam. Potrafią się śmiać ze wszystkiego, także z samych siebie. Są sarkastyczni, sardoniczni, uwielbiają dowcipy, mają poczucie humoru w każdej sytuacji. To ich sposób na przeżycie.

LG: Przez większą część swojego życia zajmował się pan kwestią praw człowieka, poczynając od walki narodu żydowskiego o własne państwo, przez walkę Murzynów o równe prawa, a kończąc na pańskim dwudziestoletnim już zaangażowaniu w uświadamianie ludziom tragedii Indian amerykańskich. Nie jest to więc żaden krótkotrwały kaprys. Kiedy po raz pierwszy zainteresował się pan sytuacją Indian?

MB: Po przeczytaniu książki D’Arcy’ego McNickle’a, Indianina z plemienia Płaskogłowych, który uzyskał tytuł doktora antropologii chyba w Londyńskim Instytucie Antropologii, i książki Johna Colliera, będącego w tym czasie dyrektorem Urzędu do spraw Indian. Później pojechałem spotkać się z McNickle’em w Tuscon. Rozmawialiśmy na temat historii i życia Indian. Polecił mi skontaktować się z organizacją o nazwie Krajowa Rada Młodych Indian. Wziąłem udział w wielu ich spotkaniach i tak wszedłem w ich świat.

LG: A co w tym świecie jest dla pana najbardziej szokujące?

MB: To, że czyni się zgodne wysiłki, aby zetrzeć z powierzchni ziemi cały naród i ukryć przed światem rzeź trwającą już ponad dwieście lat. I to, że nasz obecny rząd, który uważamy za doskonały i z podziwu padamy przed nim na kolana, systematycznie pozbawia Indian prawa do życia, wolności i poszukiwania szczęścia, natomiast jak papuga powtarza całemu światu, że broni prawa do życia, wolności i poszukiwania szczęścia. Jak można to robić, jednocześnie niszcząc naszą jedyną rodzimą kulturę, jaka zaistniała na tej ziemi? Rząd amerykański strzela do Indian, morduje ich, głodzi, łamie ich ducha, okrada ich, wreszcie odbiera im dzieci i doprowadza do nędzy. Właśnie to mnie szokuje i przeraża.

Wstyd mi, że jestem Amerykaninem, wobec ludzi, którzy – jeśli prawa człowieka cokolwiek jeszcze znaczą – mają wszelkie prawa do terenów, na których mieszkają, i do ich powiększania. Encyklopedia Britannica podaje, że w czasach Kolumba było dziesięć milionów Indian. Teraz jest ich około miliona. Kiedyś należała do nich cała Ameryka; teraz prawie nic do nich nie należy. Kiedyś byli niezależni; teraz nie mają nic. Gdy tylko ktoś chciał nabyć ziemię Indian, nie miał z tym nigdy problemu. Więc zabrano im doliny rzek, żyzne pola, większość lasów, zabrano im wszystko, tak że zostali z niczym. Z niczym poza wspomnieniami, oczywiście gorzkimi.
Dokonano tego albo siłą, albo za pomocą dokumentów i obietnic. Kłamaliśmy, oszukiwaliśmy i okradaliśmy. Kradliśmy bezustannie. Po prostu okradaliśmy Indian. A teraz mówimy, że nie, skądże, nic nie ukradliśmy. Niestety kradliśmy. Zabijaliśmy. Torturowali. Ranili. Morzyli głodem. Robiliśmy najgorsze rzeczy. Ale nie przyznajemy się do tego, nie dopuszczamy tego do siebie, nie ma na ten temat ani słowa w podręcznikach do historii. Wyrywam sobie włosy z głowy, gdy dowiaduję się, że w podręcznikach szkolnych przeznacza się dwa paragrafy na tę masakrę całego narodu.
Nasze stosunki z Indianami amerykańskimi nie mają precedensu w historii. Nie ma drugiego państwa na świecie, gdzie złożono by tyle solennych obietnic, podpisano tyle dokumentów i traktatów pokojowych, zawarto tyle porozumień co w Stanach Zjednoczonych, gdzie też wszystkie natychmiast złamano, zawierając je zresztą właśnie z taką intencją. Żaden inny naród nie prześladował tak okrutnie i konsekwentnie innego narodu, jak Amerykanie Indian. Podpisano prawie czterysta układów pokojowych – nie dotrzymano żadnego. Ta statystyka jest przerażająca. Żaden nie został dotrzymany! To potworne, bulwersujące, niesprawiedliwe i dużo ważniejsze niż to, że wstaję rano, wkładam do kieszeni legitymację aktora, idę do studia filmowego, przebieram się, tupię nogami na scenie i udaję, że jestem kimś innym. Jest w tym coś nieprzyzwoitego.

LG: A czego teraz Indianie domagają się od rządu, mając taki bagaż historii?

MB: To bardzo proste: chcą, aby na terenach, które zamieszkują, panowało ich własne prawo. Chcą odzyskać ziemię, którą kiedyś im zabrano. Chcą, aby dotrzymano wszystkich układów i porozumień. Chcą suwerenności, praw łowieckich i praw do połowów, nie chcą podatków. Chcą żyć zgodnie z własną naturą. Chcą przywrócenia własnej gospodarki.

Innymi słowy, nie chcą niczego więcej czy mniej niż Żydzi w Izraelu. Od dawna głośno mówimy, że narody mają prawo do samostanowienia, i popieramy te kraje na świecie, które wybierają suwerenność. Byliśmy w Wietnamie, gdzie miliony Wietnamczyków i tysiące Amerykanów straciło życie, by potwierdzić tę prawdę. Dowodziliśmy jej siłą. Ale odmawiamy przywrócenia praw Indianom, bo się nam to nie opłaca. Przywróciliśmy prawa Japończykom i Niemcom, bo chcieliśmy być obecni w Japonii i Niemczech. Wielu hitlerowców odzyskało utracone pozycje, bo chodziło o stworzenie organizacji zdolnej do przeciwstawienia się Rosjanom. Natomiast jeśli chodzi o Indian, to rząd amerykański ma nadzieję, że po prostu znikną na zawsze w mrokach historii.

LG: Czy spodziewa się pan, że rząd amerykański część amerykańskiej ziemi rzeczywiście odda w posiadanie Indianom, ustanawiając osobne państwo w granicach Stanów Zjednoczonych?

MB: Tak, spodziewam się. Jak się pojedzie na południowy zachód, to można zobaczyć, ile ziemi leży tam odłogiem. W Stanach Zjednoczonych mamy chyba najmniejsze zaludnienie na kilometr kwadratowy ze wszystkich krajów świata. Indianie mogliby przejąć olbrzymie tereny, gdzie zamieszkałyby ich przyszłe pokolenia. Ten kraj jest na tyle bogaty, że stać by go było na przywrócenie wszystkich praw Indianom. Francuzi, Holendrzy,

Belgowie czy Anglicy oddali swoje kolonie. Robili to albo podnosząc straszny krzyk i zapierając się rękami i nogami, albo spokojnie, uznając pewne zmiany. Indianie nie mogą już mieć nadziei, że pewnego dnia na rzekę Hudson powrócą Santa Maria czy Pinta, i my wszyscy na nie wsiądziemy i wrócimy do angielskich więzień. Natomiast rozsądnie i logicznie byłoby się spodziewać, że Stany Zjednoczone zrobią to, co zrobiły wszystkie inne państwa posiadające kiedyś kolonie.

LG: A co uważa pan za największy błąd popełniony przez Indian?

MB: Gdyby Indianie zjednoczyli się i wspólnym wysiłkiem starali się powstrzymać białych przed kradzieżą ich ziemi i dziesiątkowaniem ich rodzin, to wypędziliby białych, jeszcze zanim postawili oni nogę na Skale Plymouth[14]. Ale Indianie nie potrafią współpracować ze sobą. Nigdy nie uważali się za zwarty naród.
Tutaj jednak stoję przed pewnym dylematem, bo przecież nie jestem oficjalnym rzecznikiem Indian amerykańskich. Są wśród nich mówcy, poeci, ludzie potężni duchem, którzy potrafią mówić lepiej niż większość poetów, których znamy. To bardzo elokwentni ludzie. Ale nikt nie przeprowadza z nimi wywiadów do „Playboya” i nie zaprasza do studia telewizyjnego. To mnie przy każdej okazji podtyka się mikrofon do ust. Już nie pamiętam, ile razy mówiłem im: – Proszę posłuchać, jest tu wśród nas wielu elokwentnych dżentelmenów, więc ich zapytajcie, bo są Indianami, a ja nim nie jestem. Wiedzą dużo lepiej niż ja, dlaczego tu przyszli, więc proszę mnie nie pytać, czemu ja tu jestem. – Natomiast redaktorzy mówią dziennikarzom: – Idźcie tam i nagrajcie wpienionego Brando. – Tak naprawdę to gówno ich to wszystko obchodzi i to jest wstrętne. Próbowałem mówić o tym różnym dziennikarzom, pisarzom o międzynarodowej sławie czy senatorom, przewodniczącym komisji dochodzeniowych, ale wszyscy właśnie wtedy spieszyli się na obiad.

LG: Czy sądzi pan, że Indian dyskryminowano bardziej niż Murzynów w okresie przed uchwaleniem ustawy o prawach obywatelskich?

MB: Nie można licytować prześladowania.

LG: A czy misjonarze pomogli jakoś Indianom?

MB: Kościół ma olbrzymi dług wdzięczności wobec Indian. Rząd wynajął sobie Kościół jako narzędzie tzw. „ucywilizowania” Indian. Miało to na celu pozbawienie Indian podmiotowości, co rzeczywiście się udało. Kościół miał władzę: siadano nad mapą i dzielono rezerwaty indiańskie jak placek ze śliwkami: katolicy ten kawałek, protestanci ten, wy weźmiecie to, my tamto, dalejże panowie. No i brali siłą, tak wyglądała ewangelizacja.

LG: Gdyby urodził się pan Indianinem i wiedział tyle, ile wie, to czy opowiedziałby się pan za przemocą?

MB: Gdyby babcia miała wąsy, to byłaby dziadkiem. Nie wiem, co to znaczy być Indianinem. Mogę sobie to tylko wyobrazić. A wyobraźnia mówi mi, że to musi być straszne doświadczenie, gdy Indianin, który chce być Indianinem i którego obchodzi jego indiańskość, chce być wzorem do naśladowania dla własnych dzieci. Chyba bym zwariował.

LG: Porozmawiajmy o wydarzeniach, w które był pan zaangażowany. W 1964 roku zaaresztowano pana za udział w nielegalnym połowie w ramach protestu na rzecz praw Indian do połowów rzecznych, prawda?

MB: Tak, był tam pewien ksiądz z San Francisco, ja i Indianin z rezerwatu Puyallup. Chcieli sprawdzić, czy damy się zaaresztować. No i aresztowali nas, ale nie nadali sprawie dalszego trybu. Znaleźliśmy się w więzieniu i zaraz nas po prostu wypuścili. Chyba na polecenie gubernatora albo kogoś takiego. Potem pojechaliśmy do północnego Waszyngtonu i tam łowiliśmy, ale źle trafiliśmy. O mało co nie zamarzliśmy na śmierć, a ja dostałem zapalenia płuc. Walczyłem wtedy ze śmiercią. Strasznie dostałem w kość. To był mój ostatni połów.

LG: W 1975 roku przyłączył się pan do grupy Indian ze szczepu Menominee okupujących opactwo zakonników w Gresham, w stanie Wisconsin, i próbujących w ten sposób odzyskać prawo posiadania ziemi, która kiedyś do nich należała. Jeśli dobrze pamiętam, wybuchła tam strzelanina.

MB: Strzelali dwa razy dziennie, po południu i w nocy. Zjawili się tam najemnicy i walka trwała prawie miesiąc. Zastrzelono jednego faceta, a potem zginął jeszcze jeden biały. Byłem tam przez tydzień w towarzystwie ojca Groppi i innych księży. To było niewiarygodne, wszyscy uzbrojeni po zęby, kładli się na śniegu i usiłowali zasnąć wśród przelatujących kul. W pewnym momencie wszedłem na dach i usłyszałem lecące ze świstem kule – to bardzo zabawny dźwięk. Kule przelatywały obok, zanim jeszcze usłyszałem sam strzał.

LG: Czy bał się pan?

MB: Nie. Indianie byli zdecydowani odzyskać prawo posiadania ziemi. To była kiedyś ich ziemia, a potem im ją zagrabiono. Kościół jej nie użytkował, po prostu miał do niej prawo własności. Planowali użyć granatów ogłuszających i gazu. Gdyby do tego doszło, to zginęłoby dużo ludzi, bo Indianie nie mieli zamiaru się poddać. Na ramionach nosili opaski z napisem „Prawo własności albo śmierć”. No i w końcu otrzymali to prawo. A potem, gdy już wszystko ucichło, ci przeklęci zakonnicy znowu odebrali im tę ziemię. Oszukali Indian, sukinsyny. Byłem obecny podczas negocjacji. Uroczyście obiecali, że przekażą [opactwo] Indianom na szpital i że ziemia włączona będzie do rezerwatu Indian Menominee. Zamiast dotrzymać obietnicy, jednostronnie zerwali porozumienie i odzyskali i opactwo, i ziemię. A po aresztowaniu Indian zarzekali się, że nie chcieli, aby do tego doszło. Środki przekazu milczały na ten temat, a Indianie w dalszym ciągu odsiadują wyrok w więzieniu w Gresham.

LG: Brał pan udział w Najdłuższym Marszu, który zaczął się w Kalifornii, a skończył w Waszyngtonie. Poleciał pan do Waszyngtonu i przyłączył się do protestujących Indian. Czy politycznie protest ten zakończył się sukcesem?

MB: Najdłuższy Marsz nie miał podłoża politycznego, ale duchowe. W ten sposób Indianie chcieli udowodnić Amerykanom, że jeszcze ich trochę zostało, że walczą o przeżycie. Po raz pierwszy Indianie z różnych szczepów działali razem. Byli tam na przykład Nawajowie, którzy rzadko wdają się w politykę. Marsz dostał błogosławieństwo szczepowych rad starszych, które zwykle są bardzo konserwatywne. Innym celem Marszu było zaprotestowanie przeciwko projektowi ustawy Cunnighama, która położyłaby kres istnieniu Indian i traktatom pokojowym zawartym z rządem. Projekt ten w końcu upadł, ale dalej trzeba się przeciwstawiać takiemu myśleniu. I pokazać całemu światu, jakie to koncepcje polityczne ma Kongres Amerykański w odniesieniu do Indian. Chcą zetrzeć Indian z powierzchni ziemi.

LG: Kiedyś Dennis Banks, działacz indiański, wdał się w strzelaninę z patrolem drogowym w Oregonie. Podziurawili mu całą przyczepę, a potem odkryli, że jej pan jest właścicielem. Czy mógłby być pan wtedy oskarżony o udzielenie pomocy zbiegłemu przestępcy?

MB: Nie jestem ani nigdy nie byłem komunistą. [Śmieje się]. Powiedzmy, że gdyby wtedy poprosił mnie o pomoc jakikolwiek Indianin, to na pewno by ją otrzymał. Dennis był kiedyś tutaj, na wyspie, przez pewien czas. Zaprosiłem go, ponieważ był poszukiwany.

LG: Jak długo tu przebywał?

MB: Około dwóch miesięcy.

LG: Czy władze o tym wiedziały?
MB: Tak. Dennis Banks to wyjątkowy człowiek, ma wspaniale wyostrzoną intuicję i świetnie sobie radzi w trudnych sytuacjach. Może być wzorem dla młodych Indian. Tak jak Russell [Means].

LG: Dlaczego więc FBI zostawiło pana w spokoju?

MB: Ludzie z Departamentu Sprawiedliwości doszli do wniosku, że nie byłoby dobrze, gdyby postawiono mnie w stan oskarżenia, bo to tylko rozdmuchałoby sprawę i wzbudziło zainteresowanie środków przekazu. Przymknięcie Russella Meansa to jedna sprawa, natomiast inna to formalne oskarżenie mnie o udzielenie pomocy amerykańskiemu Indianinowi zmuszonemu ukrywać się z przyczyn politycznych – więc od początku chodziło o to, by sprawę wyciszyć.

Gdyby okupujący Wounded Knee byli czarnymi albo białymi, to rozprawiono by się z nimi w ciągu dwudziestu minut. Obławy policyjne w Los Angeles to niewinne igraszki w porównaniu z tym, co mogłoby się tam zdarzyć. Ale na to nie mogli sobie pozwolić. Nie dlatego że kierowały nimi jakieś ludzkie uczucia, ale dlatego że dzięki Hollywood Indianie amerykańscy stali się znani na całym świecie. Od niepamiętnych czasów studia Hollywoodu zajmowały się tematem Indian. Więc gdyby w Wounded Knee zabili tych wszystkich Indian, zagazowali czy wprowadzili do akcji wozy pancerne, to mielibyśmy wojnę. Zginęłoby mnóstwo Indian. Ale to nadszarpnęłoby międzynarodową reputację Stanów Zjednoczonych i trudno byłoby ją odzyskać. Nie przeszkadzało im samo zabijanie, ale nie chcieli udowadniać światu, że Stany Zjednoczone mordują Indian walczących o własną ziemię i o prawo do prowadzenia własnego życia. Byłoby to zaprzeczeniem wszystkiego tego, za czym jakoby opowiada się Ameryka.

LG: A kiedy uświadomił sobie pan po raz pierwszy, że poza rządem to właśnie Hollywood wyrządził Indianom największą krzywdę?

MB: Nie pamiętam momentu, kiedy po raz pierwszy zaświtała mi ta myśl. Ale właśnie niedawno zdałem sobie sprawę, w jak dużym stopniu film może oddziaływać na ludzi. Zawsze lubiłem oglądać Johna Wayne’a, ale dopóki nie porozmawiałem na ten temat z Indianami, nie przychodziło mi na myśl, jak szkodliwe i zgubne są jego filmy. Tak jak większość filmów hollywoodzkich na ten temat.

LG: Czy kiedykolwiek rozmawiał pan o tym z Wayne’em?

MB: Spotkałem go tylko raz w życiu. Był w tej samej restauracji co ja. Podszedł do naszego stolika, bardzo uprzejmie życzył nam miłego wieczoru i na tym się skończyło. Widziałem go wtedy po raz pierwszy i ostatni.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Archie w 30-03-2015, 13:05
LG: W wywiadzie dla „Playboya” John Wayne powiedział, że nie sądzi, iż uczyniliśmy krzywdę Indianom zabierając im ziemię. Uważał, że Indianie „chcieli ją egoistycznie zatrzymać dla siebie” i nie czuł się odpowiedzialny za to, co stało się dawno temu. Co pan o tym myśli?

MB: A cóż można myśleć? Nawet nie ma sensu tego komentować czy oburzać się, bo to czyste szaleństwo. Stosując taką logikę Wayne nie byłby skłonny zwrócić państw kolonialnych ich prawowitym właścicielom. Gdyby mieszał w Południowej Afryce, to jego poglądy zgadzałyby się z poglądami pana Vorstera. Byłby po stronie pana Iana Smitha. Pewnie zastrzeliłby też Gandhiego, uważając go za podżegacza. Dla niego jedynymi bojownikami o wolność są ci, którzy zwalczają komunizm. Gdyby natomiast walczyli o wyzwolenie kolonialne, nazwałby ich terrorystami. Kto wie, czy i dzisiaj nie nazywałby Indian agitatorami i terrorystami? Gdyby natomiast starał się o nominację prezydencką, na pewno miałby duże szanse.

LG: Czy sądzi pan, że w Hollywood dominuje jego postawa?

MB: Oczywiście, on się bardzo przyczynił do rozpowszechnienia obrazu Indianina jako dzikusa o niepohamowanych instynktach walki i niszczenia. To Wayne kazał nam widzieć Indian w nieprawdziwym świetle i umocnił mit o wspaniałych pionierach zdobywających Zachód, których uważał za porządnych i szlachetnych ludzi.

LG: Poza Wayne’em często otwarcie krytykował pan brak wrażliwości wielu dyrektorów studiów hollywoodzkich o żydowskim pochodzeniu, którzy dzierżyli władzę w okresie największego rozkwitu produkcji filmów o tematyce kowbojskiej i indiańskiej. Co panem powodowało?

MB: Byłem wściekły na Żydów rządzących tym interesem, bo to przecież głównie oni dali początek Hollywood. Wiadomo, że inni dyrektorzy, jeśli tylko machnie im się pieniędzmi przed oczami, kupią każdy temat, bez względu na to, w jakim świetle stawia problemy rasowe. Ale należałoby się spodziewać, że Żydzi będą na to tak wrażliwi, że ani sami tego nie zrobią, ani nie pozwolą na to innym. Tymczasem jeśli w filmie występuje Filipińczyk, to od razu musi być chytry, jeśli Chińczyk, to zdradliwy, jeśli Japończyk, to o diabelskiej naturze, jeśli Indianin, to dziki, gwałtowny, łaknący walki i krwi, a jeśli indiańska squaw, to na pewno zadurzona w szeryfie czy żołnierzu. Oczerniono już każdą rasę, natomiast w filmach nie uświadczy się obrazu Żydka. Brało się to stąd, że sami Żydzi nie dopuszczali do jego rozpowszechniania. I mieli rację. Ale ponieważ Żydzi uczynili tak wiele dla świata, to człowiek rozczarowuje się podwójnie, że nie zwrócili na te sprawy uwagi.

LG: Czy spotkał się pan z jakąś reakcją Żydów na tę krytykę?

MB: Nie. Ale trzeba tu być ostrożnym, bo Murzyni zajmują się Murzynami, Indianie Indianami, a Żydzi Żydami. W Stanach Zjednoczonych każda grupa narodowościowa skupiona jest na sobie. Puertorykańczycy na pewno nie zajmą się sprawą Indian. Indianie nie przejmą się niesprawiedliwym traktowaniem Japończyków. Wszyscy patrzą na własny koniec nosa.

LG: Chociaż pańskie zainteresowanie Indianami graniczy z obsesją, to jednak zawsze głęboko angażuje się pan w sprawy, które pana poruszają.
Niewielu ludzi wie o pańskim głębokim zaangażowaniu w powstanie państwa Izrael i poparciu, którego udzielił pan żydowskiej grupie terrorystycznej. Włączył się pan w tę działalność pod koniec lat czterdziestych – co o tym zdecydowało?

MB: W pewnym sensie zostałem wychowany przez Żydów. Stella Adler była pierwszą kobietą, pierwszą osobą ze świata sztuki, jaką spotkałem. Byłem wtedy zwykłym chłopakiem z Nebraski w czerwonej czapce i nie miałem pojęcia o świecie. Dzięki Stelli, jej córce i jej mężowi, Haroldowi Clurmanowi, spotkałem wiele osób w Nowym Jorku i zrozumiałem wiele rzeczy, których w innym wypadku nigdy bym nie zrozumiał. Wystąpiłem w sztuce Bena Hechta pod tytułem Narodziny flagi. Pieniądze z wpływów szły na organizację Irgun Tzva’i Leumi. Ale tak naprawdę te pieniądze były przeznaczone na Ligę Wolnej Palestyny. Gromadziliśmy fundusze, broń, amunicję i szukaliśmy poparcia dla syjonistów, a nie dla Pal Machu, dla Bena Guriona, bo popełniał błędy. Jeździliśmy po kraju odwiedzając różne świątynie, żydowskie i nieżydowskie, wystawiając naszą sztukę. Grał w niej też Paul Muni. Staraliśmy się przekonać te stare, wypasione lisy, że nie powinni popierać Hagany, ale Irgun. Wszystkie pieniądze, które zebraliśmy, wysyłaliśmy do Izraela. Więc byłem na pierwszej linii tej całej gównianej polityki. Musieliśmy przejść sześciotygodniowy kurs na temat Izraela, jego powstania, państwa, Deklaracji Balfoura, obecności Anglików i postawy Arabów.

LG: A co pan myśli o obecnej sytuacji na Bliskim Wschodzie? Czy sądzi pan, że w ostatnich latach antysemityzm się nasilił?

MB: Antysemityzm? Kiedyś pytałem się ludzi, co to znaczy. Nie rozumiałem tego słowa. Nie mogłem pojąć, co się za nim kryje. I w dalszym ciągu nie bardzo rozumiem. W porównaniu z innymi narodami Żydzi w dużo większym stopniu przyczynili się do rozwoju świata i jego kultury. Bez wątpienia ich wkład w sztukę, kulturę, naukę, literaturę, różne zawody, produkcję dóbr, usługi, prawo, nauki prawnicze i ekonomię był olbrzymi. Więc chyba słusznie określa się ich mianem Narodu Wybranego. Ale to nie robi na nikim wrażenia. Pomimo ich dobrych uczynków dla świata, pomimo tego, co stało się w Niemczech – sprawa bez precedensu w naszej historii – istnieje coś takiego, jak antysemityzm. Ciągle się z nim spotykam. To chleb powszedni.

LG: W filmie Młode Lwy zagrał pan wrażliwego i niejednoznacznego oficera hitlerowskiego, co nie spodobało się Irwinowi Shaw, bo film był adaptacją jego książki. Zdaje się, że kiedyś chciał pan porozmawiać z nim o prawdziwej naturze Niemców, prawda?

MB: Tak. Shaw uważał, że winą za Holocaust obarczyć trzeba wszystkich Niemców. Ja natomiast sądzę, że jeżeli obarczy się winą cały naród, to okaże się, że każdy ma brudne ręce. Turcy, Francuzi w Algierii, Anglicy w Afryce i w Palestynie, Amerykanie, Hiszpanie – nie ma narodu na świecie, który nie zrobiłby czegoś, co wzbudza przerażenie. Można powiedzieć, że wszyscy Hindusi w Indiach odpowiedzialni są za położenie pariasów, a wszyscy Japończycy za położenie Ajnów czy Eta. Australijczycy polowali kiedyś na Aborygenów, a teraz traktują ich jak podludzi. Jeśli mówi się, że cały naród jest za coś odpowiedzialny, że wszyscy Niemcy są tacy, a wszyscy Żydzi inni, to robi się dokładnie to, co zrobił Hitler. Gdy się zaczyna myśleć i odczuwać w tak szerokich kategoriach, może to być bardzo niebezpieczne. I właśnie to znalazłem w książce Shawa – zawziętość i gniew. Te uczucia są zrozumiałe, ale jego sądy mają status generalizacji. Tak nie można.

LG: Dokładnie w tym samym sensie nie można utrafić w prawdę o Indianach na ekranie. Kiedyś wspomniał pan o dwóch filmach – Złamanej strzale z Jeffem Chandlerem i Jesieni Cheyennów Johna Forda, które według pana nie pokazywały Indian w negatywnym świetle. Czy są jeszcze jakieś inne?

MB: Nie powiedziałbym tego o Jesieni Cheyennów. Ten film był jeszcze gorszy od innych, bo nie mówił prawdy. Taki superpatriota jak John Ford nigdy nie przyznałby, że to rząd amerykański należy obarczyć winą. Kapitan kawalerii, czarny charakter w filmie, był oczywiście cudzoziemcem. Ford kazał mu mówić z dziwnym akcentem, który nie pozwalał na rozpoznanie narodowości, ale było jasne, że nie jest on jednym z naszych, amerykańskich chłopców. No i oczywiście torturowanie indiańskich mężczyzn, kobiet i dzieci, dręczenie ich zimnem, odmawianie im wody było tylko jego pomysłem. W rzeczywistości, jak łatwo się domyśleć, stu dwudziestu trzech Indian starto na proch dzięki decyzji rządu w Waszyngtonie. Sześciu z nich, rannych i porzuconych na śniegu, zaatakowało kawalerzy- stów nożami. Nie mieli nic innego.

LG: Czy jest jakiś film wyprodukowany w Hollywood, który zyskałby pańską aprobatę?

MB: Żaden mi teraz nie przychodzi do głowy. Ale wciąż myślę o Johnie Wayne. Któregoś wieczoru oglądałem Hondo w telewizji. Oczywiście film ten jak zwykle pokazuje Indian jako wojowniczych, spotwor- niałych dzikusów, ziejących nienawiścią i siejących zniszczenie. Wayne nie czuł się w ogóle odpowiedzialny przed indiańskimi dziećmi, których charakter ten film kształtował. To chyba ignorancja, bo cóż innego każe człowiekowi pokazywać tak innych. A może nie zdawał sobie sprawy ze szkód, jakie jego film wyrządził.

LG: A mówiąc o bardziej pozytywnym obrazie Indian w kinie amerykańskim, co sądzi pan o takim filmie, jak Niebieski żołnierz?

MB: A tak, z Candice Bergen. Ten film pozostawia dużo do życzenia, bo bardziej chodziło w nim o lejącą się krew i wypruwane flaki niż o jakąkolwiek filozofię, która jest ważna. Rzeczywiście było to przerażające – atak na Sand Creek zakończony masakrą Indian. Pod wieloma względami ten film był prawdziwy.

LG: A Richard Harris w Człowieku zwanym koniem?

MB: Ten film nie miał nic wspólnego z polityką czy ze stosunkami między białymi a Indianami. Natomiast niektóre fragmenty Małego wielkiego człowieka mogłyby tu być pozytywnym przykładem. W tym filmie oceniono wiele spraw bardzo sprawiedliwie.

LG: Wyobrażam sobie, że ma pan nadzieję na oddanie sprawiedliwości Indianom w programie telewizyjnym The First American, który zgodził się pan przygotować dla sieci ABC. To chyba pańska pierwsza próba współpracy z telewizją, prawda?

MB: Dostaliśmy sporo pieniędzy na przygotowanie tylu programów na ten temat, na ile będziemy mieć ochotę. Mam nadzieję, że uda się nam wyprodukować pierwsze cztery programy. Jeśli się spodobają, będzie można zrobić więcej. Na pewno postaramy się zrobić wszystko, żeby były one interesujące, prowokacyjne i prawdziwe. Kwestie, które w nich poruszamy, są postawione jasno, więc trudno będzie zbyć je wzruszeniem ramion. Cały świat pozna indiański punkt widzenia, bo mam zamiar dotrzeć z tym programem do wszystkich krajów. No i pewnie mnie znowu zaaresztują, więc ludzie będą mieć widowisko i zabawę, znowu będą pytać: „Gdzie tym razem aresztowali Marlona?” Ale mam mocne postanowienie, żeby zrobić wszystko, aby ludzie poznali prawdę.

LG: Jak pan przygotowuje się do tych programów?

MB: Jeździmy z miejsca na miejsce, słuchamy opowieści o dawnych i współczesnych koszmarach, odwiedzamy zapomniane miejsca, korzystamy z faktów historycznych i z ludzkich wspomnień, oglądamy miejsca walk. Podczas jednej z masakr obcinano kobietom wargi sromowe i noszono jako ozdobę kapeluszy.

LG: Czy to się da pokazać w telewizji?

MB: Nie. Ale znam też opowieści o Indianach, których aresztowano i mordowano w więzieniu, a potem nazywano to samobójstwem.

LG: Jak długie będą poszczególne odcinki?

MB: Każdy ma półtorej godziny. Mam nadzieję, że docelowo zrobimy ich trzynaście albo czternaście. Ale, Boże, naprawdę nie powinniśmy chodzić od drzwi do drzwi z kapeluszem w ręce, stukając i pukając, by dostać pieniądze na historyczny program o Indianach amerykańskich i o tym, w jaki sposób przyczyniliśmy się do ich unicestwienia!

LG: Czy wystąpi pan w każdym odcinku?

MB: W kilku. Na razie tylko w jednym z przygotowywanych czterech, a później prawdopodobnie w innych.

LG: Czy ma pan zamiar zagrać takie postacie, jak Kit Carson czy Custer?

MB: Za stary jestem na Carsona i Custera. Kit Carson był stosunkowo młody, tak jak większość jemu podobnych. Nie mogę grać kogoś młodszego o dwadzieścia lat, ale są przecież inne postacie, które będę mógł zagrać.

LG: W filmie Mały wielki człowiek Dustin Hoffman przedzierzgnął się w stuletniego Indianina...

MB: Tak, ja też grałem siedemdziesięcioletniego człowieka – postarzyć się jest dużo łatwiej niż odmłodzić. Loretta Young przeżywała drugą młodość pod koniec życia, ale wymagała kilku jedwabnych ekranów na planie, które przysłaniały reflektory. Zmarszczki popsułyby dobrą zabawę.

LG: Czy program The First American dostanie się do sieci komercyjnej, tak jak to było w wypadku serialu Holocaust, czy też będzie mógł pan kontrolować sposób jego rozpowszechniania?

MB: Nie widziałem nic równie obrzydliwego, jak Holocaust. Rzygać mi się chciało i wstydziłem się za ludzi, którzy to zrobili. To było okropne! Elie Wiesel, człowiek, który przeżył Oświęcim, nie wytrzymał i wystąpił z druzgocącą krytyką. Jako bezprecedensowe wydarzenie w historii temat ten należy traktować z czcią, a nie umieszczać go między reklamami jedzenia dla psów. Jak można oglądać sceny z obozu koncentracyjnego, a zaraz potem uśmiechającą się kobietę oferującą psie jedzenie? To było niesłychane. Ale i tak dobrze, że w ogóle to pokazali. Rozmawiałem zresztą z jednym z dyrektorów, który... a, niech ich wszystkich szlag trafi.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Archie w 30-03-2015, 13:06
LG: Nie, proszę nie przerywać.

MB: Uważam, że telewizja nie chce wydawać pieniędzy na zatrudnienie wykwalifikowanych ludzi. Niewielu aktorów chce brać udział w produkcji telewizyjnej i niewielu producentów wróci do niej, jeśli już raz się z nią zetknęło. Jakość tej produkcji jest tak niska, że nie chcą mieć z nią nic wspólnego. To biznesmeni ustalają tak zwane „wartości artystyczne”, które zamieniają się w gładkie formułki. Tak jak w moralitecie: jeśli coś jest dobre, to stuprocentowo, a jeśli złe, to absolutnie złe. Po pół godzinie oglądania takiej produkcji człowiek jest usatysfakcjonowany, bo alfons, handlarz narkotyków czy krwawy zbir zostają zlikwidowani. W telewizji króluje pieniądz, taka jest prawda i taki obraz Ameryki nam wmawia. Nasza kultura też to odzwierciedla: obniżenie standardów sztuki, zgubność nadziei...
Telewizja odzyskałaby kompetencje, gdyby zajęli się nią ludzie kwalifikowani do jej tworzenia – pisarze, aktorzy, reżyserzy. W ostatecznym rachunku i tak odium spada na nich. Jeśli chcą pokazać film, który uważają za dobry, powiedzmy taki, jak Gwiezdne wojny, to sami go nie zrobią, bo brak im wiary we własne siły, nie mają studia filmowego i produkują tylko programy telewizyjne. Czekają na pojawienie się dobrego filmu, takiego jak na przykład Szczęki, i płacą za niego dziesięć milionów dolarów. Płacą za gotowy produkt. Sami nic nie zrobią, bo dyrektorzy w telewizji zmieniają się jak w kalejdoskopie.

LG: Wydaje się, że instynktownie woli pan telewizję od filmu. Zagra pan przecież George’a Lincolna Rockwella, przywódcę amerykańskich faszystów, w drugiej części Korzeni. Dlaczego chciał pan zagrać właśnie jego?

MB: Nie można ignorować zjawiska nienawiści, bez względu na postać, w jakiej ono występuje. Zanim zdołamy zrozumieć, na czym polega nienawiść, musimy przyjrzeć się jej z bliska. Musimy jakoś spróbować nadać jej zrozumiałą formę. Nienawiść grupowa jest dużo bardziej niebezpieczna i grożąca wybuchem niż nienawiść jednostkowa. Grupowo można popełnić najgorsze zbrodnie, ale oczywiście zawsze w imię prawa i sprawiedliwości. Tak jak w filmach z Johnem Waynem. To jego filozofia. John Wayne nie sądzi, że zbrodnie popełnione na Indianach są zbrodniami.

LG: Czy Rockwell w pańskim wydaniu będzie ucieleśnieniem zła?

MB: Nie, bo nikt nie ucieleśnia zła. Jeśli myśli się w tych kategoriach, to zawsze źle się to kończy. Myślę, że uratować nas może tylko zrozumienie. Próba wglądu w umysły Eichmanna i Himmlera... nie wystarcza po prostu określenie ich jako nosicieli zła, bo to nie pomaga nam niczego zrozumieć. Musimy zobaczyć ich takimi, jakimi byli naprawdę. Po dokładnej analizie możemy stwierdzić, że John Wayne nie jest złym człowiekiem. Któż z nas może nazwać go takim? Uważa, że jego sądy są usprawiedliwione. Wyrządza tym krzywdę, ale nie przyznaje się do tego, bo nie jest to, według niego, żadna krzywda, ale wierne pokazanie faktów.

LG: Czy zdecydował się pan zagrać Rockwella, bo chciał pan pokazać, że wcale nie jest on tak różny od nas?

MB: Musimy rozważyć to, co mówi, to, co myśli, i to, w co wierzy. I dopiero wtedy będziemy mogli o tym szerzej dyskutować.

LG: Czy będzie pan usiłował naśladować go takiego, jakim widzieliśmy go w wywiadzie z Alexem Haleyem? LG: A czy przyszło panu kiedyś na myśl, że godząc się na rolę Roc- kwella dodaje mu pan blasku? A to może natchnąć jakiegoś wariata, który powie: hej, przecież Brando może zagrać mnie, jak będę taki, jak Rockwell.

MB: Tak samo dodaje się blasku Johnowi Wayne’owi publikując jego poglądy i usprawiedliwienia. On może uprzedzić do Indian tysiące ludzi, którzy powiedzą: „Ma facet rację, trzeba ich było wszystkich wyrżnąć, dobrzy Indianie to martwi Indianie”. Tak, jest mnóstwo ludzi czekających na takie usprawiedliwienie, a John Wayne pozwala im nienawidzić Indian i tępić ich.

LG: Ale to w dalszym ciągu nie wyjaśnia, dlaczego zdecydował się pan zagrać tę postać.

MB: Bo lepiej jest mówić, niż nie mówić. Gdy się o czymś nie mówi, to udaje się, że to nie istnieje. Tak myślano w czasie afery Watergate. Ford zdecydował się uniewinnić Nixona, bo sądził, że za dużo stracilibyśmy w oczach świata, gdybyśmy ujawnili, jak nisko upadliśmy za prezydentury Nixona.

LG: Więc zamiarem pana jest zrozumienie uprzedzeń i ciemnych stron osobowości typu Rockwella?

MB: Zrozumienie uprzedzeń jest ważniejsze niż ich potępienie. Ale przychodzi taki moment, kiedy człowiek rozumie już tak wiele, że bierze pistolet i mówi: „Albo przestaniesz, albo cię zabiję”. Gdyby ktoś taki przyszedł do mnie do domu, to na pewno coś bym mu zrobił. Pewnie bym go zabił. I nie wahałbym się.

LG: Słowa to jedno, a czyny to co innego.

LG: A palec trzymał pan na cynglu?

MB: Żeby pan wiedział. Kazałem facetom kłaść się na ziemi, obszuki- wałem ich, brałem ich dane.

LG: To byli złodzieje?

MB: Tak.

LG: Czy któryś z nich próbował zignorować pańskie polecenie?

MB: Nie. Zdarzyło się to ze trzy czy cztery razy. Po wydarzeniach związanych z Charlesem Mansonem wahałem się, czy kupić pistolet. Ale z drugiej strony bałem się, że ktoś może urządzić u mnie krwawą łaźnię. W ogrodzie mojego domu w Los Angeles znaleziono jedną z ofiar mordercy z Hillside. Zamordowano mojego sąsiada, uduszono go w łazience. Na Mulholland Drive kręci się mnóstwo szaleńców. Codziennie można tam spotkać jakiegoś wariata.

LG: Czy dostaje pan dużo listów z groźbami?

MB: Nie, w sumie dostałem kilka.

LG: Przekazał je pan FBI, a może i tak jest pan pod ich obserwacją z innych przyczyn?

MB: Jack Anderson wyciągnął od ludzi z wywiadu listę nazwisk tych, których należało obserwować podczas każdej wizyty prezydenta w mieście. Jestem na tej liście. W latach sześćdziesiątych na ulicy przed moim domem parkowała w nocy furgonetka miejskiej służby energetycznej. Spytałem ich kiedyś: – Co się stało? – Nic wielkiego, naprawiamy przewody. – Akurat trochę się znam na elektryczności, więc zacząłem ich dokładnie wypytywać, a oni wykręcali się jak mogli. Agenci FBI składali mi wizyty przy pięciu okazjach i zadawali mnóstwo pytań.

LG: Co pewnie podsunęło panu kilka dobrych pomysłów do wykorzystania w filmie o Wounded Knee, który miał pan zamiar kręcić. Jakie są jego losy?

MB: Moim zamysłem było nakręcenie filmu o Wounded Knee, by pokazać FBI i Departamentowi Sprawiedliwości, co i dlaczego spotyka Indian i w jakich kategoriach myślą o nich politycy. Sądzę, że mógłby to być bardzo dobry materiał. Zacząłby się od procesu Banksa i Meansa, a potem cofnął do początków całej historii.

LG: Scenariusz napisał Abby Mann, autor Wyroku w Norymberdze, prawda?

MB: Tak, w sumie napisał trzy scenariusze.

LG: Czy pokrywały się z pańską wizją tego, co się tam stało?

MB: Niezbyt. Były bardzo słabe.

LG: A reżyserować miał Martin Scorsese, dopóki nie naraził się Indianom, tak?

MB: Tak. Indianie nie biorą niczego na wiarę. Sami muszą sprawdzić, czego człowiek jest wart. Odżył wśród nich idiotyczny zwyczaj decydowania, kto jest mężczyzną, a kto nie jest, podobnie jak wśród Murzynów po okresie walki o prawa obywatelskie. Bardziej wojowniczy Murzyni chcieli podkręcić swoje męskie ego, którego ich pozbawiono, więc głośno domagali się uznania ich przymiotów, bo to poprawia samopoczucie. To samo jest wśród Indian. Więc któryś z nich spróbował poderwać dziewczynę [Scorsesego], a może to ona próbowała kogoś poderwać – było to wszystko idiotyczne – dość, że on w ogóle nie zareagował, olał dziewczynę, bo cóż go to, kurwa, może obchodzić? Okazało się, że mężczyzna, który nie walczy o swoją kobietę, nie jest w ich oczach mężczyzną, który mógłby reżyserować ten film, więc dali mu kopa.

LG: Czy myśli pan o jakimś innym reżyserze?

MB: Starałem się namówić do tego Gilla Pontecorvo, z którym kiedyś robiłem film. To on reżyserował Bitwę o Algier. Myślałem, że będzie idealny. Grałem kiedyś w jego filmie i o mało co go nie zabiłem, on zresztą też chciał to zrobić ze mną. To była walka!

LG: W Queimadzie, tak?

MB: Tak, uważam, że to był świetny film. Szybko spisali go na straty. Nie chciało mi się to zmieścić w głowie, bo był dobrze zrobiony i mówił o ciekawych czasach.

LG: Więc czemu tak szybko spisali go na straty?

MB: Nie wiem. Wstrzymali dystrybucję, nigdzie nie był pokazywany, zupełnie, jakby wisiała nad nim jakaś klątwa. To było bardzo tajemnicze. W każdym razie Gillo zdecydował się pojechać na plan, a gdy się tam pojawił, wystraszyli go na śmierć. Na lotnisku powitało go paru rozebranych do pasa Indian, więc się przestraszył jak cholera. Powiedziałem mu, że jeszcze długo nie zrozumie Indian, bo to dziwni ludzie. Jakoś to przyjął. Ale potem zamówił scenariusz u Franco Solinasa, który był marksistą z krwi i kości. Indianie zaprotestowali: „Nic nie będzie, żaden cholerny komunista nie będzie o nas pisać”. No i tak się to skończyło.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Archie w 30-03-2015, 13:09
LG: Co się naprawdę stało, gdy pracował pan z Pontecorvo? Czy był to tylko typowy konflikt między reżyserem a aktorem?

MB: Nie, ten facet był stuprocentowym sadystą. Zrobił straszną rzecz, bo oferował czarnym płacąc im inną stawkę niż białym za tę samą dodatkową pracę. Motywował to tym, że w Cartagenie [w Kolumbii] biali nie pracowaliby z czarnymi za tę samą stawkę. Poza tym Murzyni dostawali gorsze jedzenie niż biali, bo uważano, że wolą takie. No i pewnego popołudnia czarni przynieśli obiad i zwalili na kupę przed kamerą.

Powiedziałem, że chcę, aby jedzenie było przyzwoite, bo i czarni statyści, i ludzie z ekipy dostawali jakieś świństwo. Więc Pontecorvo postanowił zabłysnąć. Przysłał kelnera w czerwonym płaszczu, z białą serwetą przerzuconą przez ramię, kazał na zewnątrz ustawić stół, a wszystko po to, aby upokorzyć imperialistycznego aktora filmowego. Więc ja na to: – Ta szklanka jest brudna. – Wymyli szklankę. Wszystko było przygotowane, kelner czekał, a oni stali naokoło, obiecując sobie dobrą zabawę, nawet przynieśli mi parasol od słońca. – Dobrze, co z jedzeniem? – spytałem. Dałem parę sugestii na temat potraw, kazałem dosolić i powiedziałem, że wino było za krótko w lodówce. A potem posadziłem najbiedniejszych czarnych za stołem i zacząłem ich obsługiwać. Nikt nie sądził, że to zrobię, więc mieli niezłe miny.
Poza tym zdarzały się wypadki. Pontecorvo kazał ludziom klęczeć w tej samej pozycji przez osiem godzin w czarnych garniturach i w pełnym słońcu, a byliśmy przecież niedaleko od równika.
Ekipa się buntowała. Operator dostał jęczmienia na oku, ktoś inny ataku serca, a jeszcze ktoś inny wrzodów. To było straszne.

LG: Więc co pan zrobił?

MB: Powiedziałem: – Gillo, rany boskie, nie możesz płacić innych stawek czarnym i dawać im innego jedzenia. Przecież, kurwa, mają się tu zjawić czarni dziennikarze i nie myślisz chyba, że sobie po prostu pochodzą przez dziesięć minut, nie zadając czarnym pytań na temat tego, co tu się dzieje? Nie mam, cholera, zamiaru tłumaczyć się z tego, nie możesz tak dalej robić, przecież ten film jest właśnie o tym. – Wściekłem się i rzucałem kurwami, a jeszcze się okazało, że Evaristo [Marquez], Murzyn, miał zamiar zrezygnować z filmu, bo jego brat jako statysta dostawał gówniane żarcie.
A potem kręcili scenę z tłumem. W tej scenie spotykam się z Evaristo, przywódcą rewolucjonistów. Spotykamy się na plaży, jesteśmy konno. Ludzie z wioski przybywają, by powitać Evaristo i jego zwycięską armię, i cisną się wokół. Jest wśród nich dużo dzieci. Więc w czasie próby tłum witających naparł na konie. Widziałem dzieci znikające pod końskimi brzuchami, a konie bardzo się denerwowały. Po próbie podszedłem do Gilla i powiedziałem: – Czy wiesz, do cholery, że tam były dzieci, że któreś mogło zginąć? Te konie nie są przyzwyczajone do kręcenia. – A on na to: – Aa, tak, właśnie, nie ma sprawy, ale czemu te konie... – Włosi zawsze pieprzą trzy po trzy. Więc niby się tym zajął. Potem kręcimy tę scenę jeszcze raz i znowu, kurwa, to samo. Nic im nie powiedział. Zjechałem zatem z planu i powiedziałem: – Pojawię się na zbliżenia.
Potem znowu chciał, żebym jakoś specjalnie powiedział którąś kwestię, a ja nie miałem zamiaru. Więc kręcił tę scenę czterdzieści dziewięć razy. Czekał, aż wybuchnę, aż będę miał dosyć. Poprosiłem wtedy przyjaciela, żeby kupił mi stołek, bo to były zbliżenia.
Wziąłem stołek, przywiązałem się do niego i siedząc zacząłem czytać gazetę. Na jego: „...Ok, gotowi” wstawałem, mówiłem kwestię, a on natychmiast mi przerywał. Więc znowu siadałem i czytałem, i tak czterdzieści dziewięć razy. To najbardziej rozhisteryzowany facet, jakiego kiedykolwiek w życiu spotkałem. Pod jego reżyserią aktor gra na granicy wytrzymałości nerwowej. Ale ma też coś z sadysty, czego na pierwszy rzut oka nie widać. Ma zdecydowanie sadystyczne zapędy.

LG: Czy w końcu policzył się z nim pan jakoś?

MB: Pewnego dnia tyle razy musiałem powtarzać jedną scenę, że nie wytrzymałem. Wrzasnąłem na całe gardło: – Jesteś jak pijawka! – [Śmieje się]. Podskoczył jak oparzony. Gdybym miał pod ręką jakieś szkło, to bym rzucił. Nie planowałem tego, samo tak wyszło.
W czasie kręcenia działy się makabryczne historie. Pewnego dnia przyszedłem na plan, to była taka górska droga, a garderobiana siedziała obok kamery i trzymała dziecko. Spytałem: – Co mu jest? – Powiedziała, że jest chory. – Na co? – W czasie lunchu zwymiotował tasiemcem. – Tasiemcem? – Tak – odpowiedziała – ma gorączkę. – Gdzie jest lekarz? – spytałem. – Zawieziemy go do lekarza po następnym ujęciu – odpowiedziała. – Weźcie go teraz! – Ale Gillo chce najpierw skończyć ujęcie, bo inaczej trzeba będzie powtarzać – tłumaczyła się. Zawołałem szofera i powiedziałem mu: – Niech pan, kurwa, zaraz zawiezie to dziecko do szpitala. – Wszystko się we mnie gotowało. Gdyby Gillo był wyższy, to bym mu dołożył. Rozwaliłbym mu mordę. A tak to tylko spojrzałem na niego. Powiedział coś, a ja wsiadłem w samochód i pojechałem do domu.

LG: A co z ekipą, zbuntowali się?

MB: Tak, w końcu zastrajkowali. Przez trzy miesiące spali najwyżej cztery godziny dziennie. Podarowali mi nawet plakietkę z podziękowaniem. Za to, że wycofałem się i nie chciałem wracać do Cartageny. Wycofałem się całkowicie, bo ludzie umierali na planie. Powiedziałem, że jak nie przeniosą planu do Afryki, to nie mam zamiaru wrócić. Oni na to: – Jak pan zdecyduje się wrócić, to nie zaskarżymy pana do sądu. – Odpowiedziałem: – Gillo, chcę żebyś przeprosił mnie na piśmie i obiecał, że przenosimy się do Afryki, bo w przeciwnym razie będziecie musieli mnie skarżyć. – Nie miałem wtedy pieniędzy, a oni świetnie wiedzieli, że nie mam tych sześciu milionów dolarów, bo tyle warta była produkcja tego filmu. Ale wcale nie chodziło o wygranie procesu, zależało im tylko na dokończeniu filmu. Więc ich zaszachowałem. Pojechali do Afryki, wszyscy inni rozjechali się do domów, połowa ludzi z ekipy zrezygnowała i wróciła do Włoch. To taki mały kraj, że jak się raz wypadnie z obiegu, traci się pracę, człowieka już nie angażują. Dlatego pracodawcy w pełni kontrolują sytuację.

LG: Jak po tym wszystkim współpracowało się panu z Pontecorvo?

MB: Zaczął nosić pistolet. W końcu przekazał mi wiadomość, że jeżeli nie będę wykonywać jego poleceń, to go użyje. To były żarty, ale pistolet rzeczywiście nosił. Był bardzo przesądny, niesamowicie przesądny. W czwartki nie należało zadawać mu żadnych pytań. Nie potrafił odmawiać żadnym prośbom, więc nie należało w czwartek się do niego odzywać. Nie nosił nic w kolorze szkarłatnym. Jeśli na planie pojawiło się coś szkarłatnego, usuwał to. Gdy ktoś w czasie lunchu rozlał przez nieuwagę wino, Pontecorvo podchodził do wszystkich siedzących za stołem i rozlewał także ich wino. [Macha ręką]. Więc nie mógł mi odmówić. Pierwszego dnia zdjęć siedzieliśmy w zamku w Cartagenie, widząc z góry plac, gdzie miano zgilotynować skazańca. Pomieszczenie, w którym siedzieliśmy, było niewielkie i w oknach miało kraty, zza których robiliśmy ujęcia placu. Pontecorvo miał na sobie płaszcz. W środku był niesamowity upał, bo wstawili tam reflektory, a on pomimo tego siedział w tym płaszczu. – Gillo, co robisz w tym płaszczu, zdejmij go – powiedziałem. – Nie, nie, tak jest dobrze – odpowiedział. – Zaziębiłeś się? – spytałem. Ktoś mi powiedział, że ten płaszcz to jego fetysz, że zawsze go nosi. A potem dowiedziałem się, że w jego filmach pierwszą scenę zawsze musi zagrać rekwizytor. Co więcej, we wszystkich filmach rekwizytor musi występować w tej samej parze tenisówek. On też musi wywołać wybrane ujęcie.
W kieszeniach Gillo nosił plastikowe amulety i różne przedmioty o dziwnych kształtach, które miały go chronić przed nieczystymi siłami. Szukając czegoś w kieszeni wyciągnął je, a ja spytałem: – Co tam masz? – Odpowiedział: – Nic, niente, niente. – W końcu powiedział, że te rzeczy przynoszą mu szczęście. I traktował to cholernie poważnie. Więc pod koniec ujęć otworzyłem drzwi, wniosłem duże lustro i zawołałem: – Popatrz, Gillo! – Wziąłem młotek i łup w to lustro. [Śmiejesię]. Przechodziłem pod stojącymi drabinami. A on mdlał i chwiał się na nogach, jakby zaraz miał umierać. Rozsypywałem sól na ziemię. Kiedyś dostałem kieliszek wina na lunch. Pontecorvo pogrywał sobie ze mną, jakbym był Burtem Reynoldsem, a ja miałem ochotę udusić tę kreaturę. Więc dali mi kieliszek wina, jakby chcieli powiedzieć: zapomnijmy o tym, co było. Miałem zapomnieć całe jego skurwysyństwo, wszystkie chamskie zagrania? Wziąłem kieliszek, powiedziałem: – Dobra, salut – i rzuciłem go na ziemię. A on nie śmiał go podnieść. Strasznie się spienił.
Ale trzeba odróżniać ludzi od ich talentów. Więc nawet wtedy nie chciałem zerwać umowy, bo to był ważny film. Naprawdę sądziłem, że mógłby być to świetny obraz. Lecz musiałem udawać, że w ogóle mi na nim nie zależy i że w każdej chwili mogę odejść. Po prostu chciałem, żebyśmy ruszyli dupy i wynieśli się stamtąd. Nie obchodziło mnie, czy pojedziemy do Afryki, czy nie. Wszyscy byli przepracowani, a on nie chciał nikomu dać urlopu.

LG: To chyba podczas kręcenie tego filmu wzięto pana za porywacza i wyrzucono z samolotu?

MB: Tak, pewnego dnia wracałem z trzydniowych wakacji i chciałem wsiąść do samolotu w Los Angeles. Jedyną linią oferującą lot do Barranquilla były National Airlines – gdybym nie skorzystał, musiałbym czekać trzy dni. Po wejściu do samolotu spytałem: – Czy to na pewno lot do Hawany? – Stewardessa była zmęczona. Nic nie odpowiedziała, ale po prostu poszła do pilota i powiedziała mu: – Mamy tu takiego mądralę, który chce wiedzieć, czy lecimy do Hawany. – Pilot kazał jej usunąć mnie z pokładu. [Śmieje się]. Nie mogłem uwierzyć własnym uszom, gdy to usłyszałem. Powiedziałem: – Niezmiernie żałuję. – A ona: – Opuści pan samolot, bo jak nie, to zaraz będzie tu FBI. – Miałem brodę, więc mnie nie rozpoznała. Wysiadłem, przebiegłem koło faceta od kontroli biletów, a on zaczął krzyczeć: – Panie Brando, niech pan poczeka, co się stało? Panie Brando! – Gnałem jak szalony, bo wiedziałem, że pójdzie z tym do stewardessy, ona poleci do pilota, ten zawiadomi wieżę, z wieży zadzwonią do kontroli biletów i każą mnie zatrzymać i przeprosić. Więc pędziłem jak młody Jesse Owens. Wybiegając spojrzałem na faceta przy drzwiach, a on powiedział: – Panie Brando! Niech pan chwilę poczeka! Zaszło wielkie nieporozumienie. Nie wiedzieli... – Powiedziałem mu: – Niech pan posłucha, jakbym wrócił, to byłoby im jeszcze bardziej przykro. – No i potem oczywiście cholerna prasa o tym napisała. Ale zarobiłem trzy dni wolnego, więc się opłaciło. Cieszyłem się jak dziecko. Było wspaniale.
I tak mnie potem podeszli, bo wynajęli samolot, żeby mnie zabrać z Nowego Orleanu do Barranquilli.

LG: Poleciał pan?

MB: Tak. Ale ociągałem się przez trzy dni. Więc chyba jednak zarobiłem trochę mniej.

LG: Czy w porównaniu z innymi był to film, który przysporzył panu najwięcej kłopotów?

MB: Tak, nigdy ich tylu nie miałem. Nigdy. To był pierwszy i ostatni...

LG: A w przypadku Buntu na Bounty?

MB: A nie, to było jedno wielkie gówno. Carol Reed postanowił robić zupełnie inny film, a poza tym za długo się z nim bawił. Nie było też scenariusza. Charlie Lederer, który miał go napisać, brał narkotyki, wstrzykiwał sobie heroinę. Wyglądał więc, jakby go ktoś przepuścił przez magiel i w ogóle nie kontaktował. W końcu zwolnili Reeda, a winę zrzucili na mnie. Powiedziałem Carolowi: – Słuchaj, mam zgodę szefa, nie mogą cię wyrzucić, nie wiem, co tu, kurwa, jest grane. – Później razem z Carolem i [producentem Aaronem] Rosenbergiem poszliśmy do biura szefa i powiedzieliśmy, co o tym wszystkim myślimy. Reed sam zrezygnował. Zbliżało się zebranie akcjonariuszy, a potem nagle w prasie, w jakimś magazynie, pojawiła się informacja, że to ja jestem wszystkiemu winien. Tak samo było podczas kręcenia Kleopatry z Elizabeth Taylor.

LG: Czy to był ten magazyn, od którego domagał się pan sądownie odszkodowania na cztery milionów dolarów?

MB: Tak, „Saturday Evening Post”. Nie mogłem uwierzyć, że coś takiego napisali. Według nich winny byłem wszystkiego – rosnących kosztów, opóźnień – a potem cała prasa zaczęła powtarzać te historie. Wyssali je z palca, a komuś w „Saturday Evening Post” zapłacili za nie. Więc po raz pierwszy w życiu wynająłem wtedy agenta i powiedziałem mu: – Słuchaj pan, nie mam zamiaru siedzieć cicho, niech się pan dowie, o co w tym wszystkim chodzi. – Był agentem Sama Siegla od kontaktów z prasą, nazywał się Bill jakoś tam, później potrąciła go taksówka – i nawet dobrze się stało.

LG: Zginął?

MB: Tak. Okazało się, że był na pensji panów z wytwórni MGM. Płacili mu, a on opowiadał dyrektorowi studia o wszystkim, czego się ode mnie dowiedział. Wcale mnie nie reprezentował. Dziwne, że jeszcze mnie to prześladuje...

LG: A co z procesem?

MB: Nawet nie pamiętam dobrze, jak się skończył. Zdaje się, że zapłacili mi w końcu.

LG: Czy jeszcze kiedyś procesował się pan z jakąś gazetą?

MB: Nie i nie mam zamiaru. To kosztuje za dużo wysiłku. Gazety nawet są zadowolone, jak się je zaskarży. Opublikują każde gówno, wszystko, co ludzie kupią. W ten sposób w dwójnasób odbijają sobie honoraria prawników. Rozumiem, dlaczego Evil Knievel chwycił kij do baseballa i porachował takiemu jednemu kości. Nie był to zły pomysł.

LG: Szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że pan sam rozbił szczękę Ronowi Galelli, fotoreporterowi, który robił panu zdjęcia podczas kolacji z Dickiem Cavettem w Chinatown. Czy to był jedyny wypadek, gdy zawiodły pana nerwy?

MB: Nie nie, zdarzyło mi się to parę razy. Najgorzej jest, gdy próbują wmieszać w to moje dzieci, wtedy trudno mi się opanować. Nie znoszę, gdy ktoś w ten sposób narusza moją prywatność. Z tego też powodu nie mogę już pojechać do Włoch, bo by mnie tam od razu przymknęli. Gdy byłem tam ostatni raz, ciągnął się za mną tłumek paparazzich. Żegnałem się z gośćmi przed drzwiami, a na rękach miałem mojego synka. Zaczęli robić zdjęcia. Postawiłem więc dziecko na ziemi i podbiegłem do jednego z nich. [Śmieje się]. Nieźle się wtedy zamachnąłem. Nic nie widziałem, bo oślepiały mnie reflektory, dlatego nie trafiłem i upadłem na tyłek. Pobiegłem do środka, porwałem butelkę szampana i pędem wróciłem przed dom, bo chciałem dorwać któregoś z tych facetów. Jeden z nich wskoczył na maskę samochodu, a potem zeskoczył na chodnik. Zacząłem go gonić, przebiegłem niezły kawałek. Był bardziej wystraszony, niż ja wkurwiony. Już go prawie miałem, ale w ostatniej chwili wskoczył do tramwaju i odjechał. Wracam do domu, jest już druga nad ranem, a przy wejściu widzę innego gościa, który bez skrupułów wali w drzwi. W środku czeka na mnie żona i dzieci. Więc poszedłem po nóż i chciałem raz z tym skończyć. Tarita próbowała wyrwać mi nóż i krzyczała: – Nie, nie idź tam! – Nagle się opamiętałem i zdałem sobie sprawę z tego, co chcę zrobić. Gdybym wyszedł i zadźgał tego Włocha, to koniec pieśni.
Chwyciłem słuchawkę i zadzwoniłem do ambasady amerykańskiej, prosząc ambasadora do telefonu. Powiedzieli mi, że śpi. – Nic mnie, kurwa, nie obchodzi, co robi. Nie pytałem o to, chcę, żeby podszedł do telefonu! – Krew mnie zalewała. Facet się tak przeraził, że wyciągnął ambasadora z łóżka. – Panie ambasadorze – powiedziałem – próbują mnie tu zastraszyć, a ja już mam tego dość. Chciałbym, żeby się pan tym zajął. – Wszystko mu opowiedziałem.
Rano dwóch pieprzonych, umundurowanych karabinierów zjawia się przed domem. Pojawił się też fotoreporter. Musiałem wyjść do pracy, więc wyciągnął aparat i wycelował we mnie obiektyw. Jeden z karabinierów zasłonił obiektyw dłonią. Oczywiście nie wolno mu było tego robić, to było sprzeczne z prawem. Potem wepchnęli faceta do samochodu, zawieźli na posterunek i spytali: – Co jest w tym aparacie, może narkotyki? Heroina? No co? – Otworzyli aparat – Ach, to tylko film, przykro nam. – No i od tego czasu miałem już spokój.
Innym razem we Francji pewien fotoreporter zaczął robić zdjęcia mnie i mojemu dziecku. Złapałem go za krawat i czułem, że go zabiję. Teraz już bym tego nie zrobił, potrafię się opanować. To ogromne naruszenie prywatności... ludzie nie mają prawa tego robić. To brudna gra.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Archie w 30-03-2015, 13:09
LG: A jak było z Ronem Galellą?

MB: Tak, to było rzeczywiście poważne. Złamałem mu szczękę. Zdenerwowałem się, lecz z drugiej strony jeśli mnie takie rzeczy denerwują, to powinienem raczej zająć się rąbaniem drzewa. Ale ten facet aż się o to prosił. Celowo szukał takiej okazji. Ludzie często wyczuwają instynktownie, gdzie szukać tego, co chcą znaleźć. Facet chodził za mną cały dzień. Robił zdjęcia podczas mojego występu w programie Dicka Cavetta. Potem poszliśmy z Dickiem do Chinatown, żeby coś zjeść, i kogo tam spotykamy? Tego samego zasranego dziennikarza robiącego zdjęcia. Więc w końcu zdenerwowałem się. Podchodzę do gościa i mówię: – Czy byłby pan tak uprzejmy zostawić nas w spokoju? Ma pan aż za dużo zdjęć. – Wokół zebrał się tłumek. A on mówi: – Pomyślę o tym pod warunkiem, że najpierw ładnie mi się pan ustawi do obiektywu i zdejmie okulary. – Ale ja już przestałem myśleć. Dobiła mnie jego postawa. No i stało się. Później wniósł oskarżenie do sądu i kosztowało mnie to czterdzieści tysięcy dolarów. Nie, dwadzieścia tysięcy, bo reszta poszła na podatek. Gdy widziałem go ostatni raz, nosił na głowie kask futbolowy ze sterczącym piórem.

LG: Czy często zaskarżany jest pan do sądu?

MB: O tak. Wygląda to następująco: gdybym zaskarżył pana o straty moralne, które poniosłem, bo pokazał mi pan język podczas party, to oczywiście samo oskarżenie jest śmieszne, ale musi pan składać zeznania, mogę pana naciskać i kazać prawnikom zająć się panem. A gdy opłaty sięgną pewnej sumy, tylko szaleniec procesowałby się dalej. Więc trzeba wtedy płacić. Właśnie niedawno zaskarżył mnie jeden facet z paragrafu o zadawaniu psychicznych cierpień. Nie mam zamiaru ustąpić, więc on będzie musiał ustąpić. Wszystko rozbija się o honorarium prawników. Kiedy się okaże, że dalsze procesowanie się będzie pana więcej kosztować niż ugoda, to oczywiście druga strona na ugodę się nie zgodzi. To dlatego Howard Hughes odizolował się od świata. Nie chciał zjawiać się w sądzie, więc płacił grzywny. Miał mnóstwo procesów właśnie z tego powodu, że odmawiał stawania przed sądem. Po prostu płacił tyle, ile musiał. Mnóstwo ludzi w ten sposób na nim zarobiło.

LG: Czy to prawda, że kiedyś zaskarżył pan firmę handlującą bydłem, bo zamówił pan tuczniki, a dostał reproduktory?

MB: Pewien facet zaskarżył mnie na sto tysięcy dolarów. Klasyczna sprawa, bo więcej kosztowałoby mnie procesowanie się niż wyrównanie rachunku. Wiele mnie to nauczyło. Teraz już prawie nigdzie nie bywam, chyba żeby zobaczyć się z przyjaciółmi.

LG: Wiem, że ma pan przyjaciół jeszcze z dzieciństwa. Czy opowiadają o panu?

MB: Jeśli są prawdziwymi przyjaciółmi, to oczywiście, że nie.

LG: A co pan myśli o przyjaciołach, którzy piszą o panu książki?

MB: To nie są przyjaciele. Przyjaciele nie piszą o mnie. Tylko znajomi.

LG: Czytał pan kiedyś którąś z tych książek?

MB: Nie. Tyle jest ciekawszych rzeczy w życiu. Przecież życie nie polega na tym, że człowiek siada i zaczyna czytać książki o sobie.
Zaprzyjaźniłem się kiedyś z Bobem Thomasem, wyśmienitym, odpowiedzialnym dziennikarzem, który nigdy nie opublikowałby niczego bez mojej zgody. Często spotykaliśmy się i zostaliśmy przyjaciółmi. A on potem napisał o tym książkę. Po prostu mnie zatkało.

LG: Czy nigdy panu nie mówił, że ma taki zamiar?

MB: Nie. Przez cały ten czas wszystko notował i zapisywał. To był cios poniżej pasa. Bardzo łatwo podejść ludzi tam, gdzie najmniej się tego spodziewają. Nie ma nic prostszego. Ale można tak zrobić tylko raz i zyski nigdy nie powetują strat. Zresztą nie wiem, co na tym zyskał.

LG: Czy z takim bagażem doświadczeń i wiedzy o Indianach nigdy nie przyszło panu do głowy, by napisać o nich książkę?

MB: Tak, myślałem o tym. Mam dużo notatek i sam nie wiem, dlaczego jeszcze się za to nie wziąłem. No ale robię filmy.

LG: Jak pan pisze?

MB: Nagrywam się na dyktafon, a potem przepisuję to na maszynie z podwójną interlinią. Kiedyś chciałem być pisarzem. Napisałem wiele rzeczy, lecz nigdy ich nikomu nie pokazywałem. Opracowywałem też scenariusze napisane przez innych, ale nie firmowałem ich własnym nazwiskiem.

LG: A co pan myśli o pisarstwie Tennessee Williamsa?

MB: Jego sztuki są piękne, efektowne i poetyckie. Jest niesamowicie wrażliwym i niezwykle szczerym człowiekiem. Jeśli możliwy jest do pomyślenia człowiek o czystym sercu, to on właśnie nim jest. To ważna postać. Jest bardzo odważny.

LG: Bywał pan u niego w Connecticut przygotowując się do roli w Tramwaju, prawda?

LG: I naprawił mu pan kontakt, tak?

MB: Nie, to nie był kontakt, to był klozet. Chce pan więcej plotek? Powiedział, że to jest kontakt, a okazało się, że to klozet. [Śmieje się].

LG: Ile osób w pańskim zawodzie darzy pana szacunkiem?

MB: To nie jest kwestia zawodu – w ogóle nie ma wielu takich osób. Na pewno nie. A ile osób, które pan zna, darzy pan szacunkiem?

LG: Parę.

MB: Parę? I ja też parę.

LG: Jane Fondę? Roberta Redforda?

MB: Jane Fonda na pewno coś osiągnęła. A mogłaby robić cokolwiek. Natomiast Redford skutecznie rozwija swoje zainteresowania. Kto śpiewaI Left My Heart in San Francisco?

LG: Tony Bennett.

MB: Tak, Tony Bennett. Zawsze mi bardzo pomagał.

LG: Żona nazywa go Tony Benefit[15].

MB: [Śmieje się]. To śmieszne. Jest bardzo przyzwoitym i życzliwym facetem.

LG: Jeżdżąc po świecie spotykał pan wielu ludzi – czy spotkał pan kogoś niezwykłego?

MB: Nigdy nie spotkałem aktora filmowego, przed którym miałbym ochotę paść na kolana z podziwu i zachwytu.

LG: Ale poza aktorami.

MB: Tak, spotkałem.

LG: Kogo?

MB: Krishnamurti. Był rzeczywiście niezwykłym człowiekiem. Często ludzie zawdzięczają swoją niezwykłość stanowisku, które zajmują. Na przykład zainteresował mnie Nehru. Każdego zainteresuje przywódca pięciuset milionów ludzi. I jest to prawdziwe zainteresowanie, a nie przelotna ciekawość. Spotkałem króla Tajlandii. Spotkałem Dana Tinawaga, Indianina z plemienia Hopi i świętego męża, a także Thomasa Pinyaka, także Indianina z plemienia Hopi i ich przywódcę duchowego. Pamiętam, że kiedyś wystąpiłem z nimi w programie Steve’a Allena. Dan, który już nie żyje, miał wtedy osiemdziesiąt osiem lat. Pamiętał jeszcze, jak topiono go żerdziami w kadzi z płynem dezynfekującym dla owiec. Ustawili wszystkich Indian i kazali im wskakiwać do tej kadzi, a potem wpychali im głowy pod powierzchnię. Uważali, że to zmyje indiański brud. Dan był człowiekiem, który przeżył i pamiętał straszne czasy.

LG: Kogo jeszcze?

MB: Przyjaciel poznał mnie z zawodowym mordercą, który spędził wiele lat w więzieniu. Zafascynował mnie jego umysł. To było ważne doświadczenie. Tak jak spotkanie Stelli Adler i Kazana. Gdyby nie oni, nie byłbym tym, kim jestem.

LG: Co odróżniało Stellę Adler od innych nauczycieli zawodu? Czego się pan u niej nauczył? MB: Była kobietą o dużej wrażliwości i mądrości i na początku bardzo mi pomogła. Byłem niecierpliwy i zdezorientowany. Poza tym że fenomenalnie potrafiła przekazywać swoje idee i wydobywać z ludzi ukrytą wrażliwość, pomogła mi w okresie, gdy miałem mnóstwo kłopotów. Nauczyła mnie grać, ale także żyć. Pomagała ludziom nauczyć się siebie samych. Nie była to psychoterapia, ale rezultaty były podobne. Ludzie mogli poznać mechanizm uczuć. I nie było ważne, czy stawali się potem aktorami czy nie, uczyli się po prostu o sobie.

LG: Ale sama Stella Adler powiedziała kiedyś, że nigdy pana niczego nie nauczyła, ale tylko otworzyła drzwi, które pan potem wyrwał z futryny.

MB: No to mam pytanie: „A byłeś tam, Charley?” [16]. [Śmieje się]. To wspaniała kwestia, rozwiązuje tak wiele spraw. Bo w końcu wszystko sprowadza się do tego pytania: „A byłeś tam, Charley?”

LG: Człowiekiem, który wywarł na panu wrażenie, był sędzia Sądu Najwyższego William O. Douglas. Zdaje się, że kiedyś złożył mu pan wizytę, tak?

MB: Tak. Kompletnie wtedy zgłupiałem. Zapomniałem języka w gębie. Spotkałem się z nim dwa razy. Po raz pierwszy w jego biurze, bo był na tyle uprzejmy, że pozwolił mi przyjść. Miałem teczkę pełną notatek i chciałem mówić na temat Indian. Ale nie mogłem sklecić zdania. A on tam siedział i powiedział: – Słucham pana. – I rzeczywiście słuchał z uwagą. I właśnie to tak mnie onieśmieliło, to, że słuchał. Zacząłem się jąkać, pleść trzy po trzy. Wtedy powiedział: – Muszę już teraz pójść na obrady sądu. – Tak, tak, rozumiem, oczywiście. Do widzenia, panie sędzio, to jest panie Dougal, to znaczy... – odpowiedziałem.

LG: Czy zdarzyło się to panu po raz pierwszy?

LG: Ciekawe, że nie zdarza się to takim ludziom, jak Bob Hope, John Wayne czy Sammy Davis Jr, gdy spotykają się z takimi politykami, jak Nixon czy Ford. Czy oni mają jakiś skuteczny wpływ na ludzi, którzy potem popierają na przykład Nixona?

MB: No cóż, wszyscy jemy tę kaszę, więc... To wszystko służy reklamie. Politycy wpinają sobie gwiazdy filmowe w klapę marynarki jak róże w butonierkę. Tak na okrasę. Mają przyciągnąć uwagę, tak jak kolorowe, fluorescencyjne proporczyki firm samochodowych powiewające na placach sprzedaży. Człowiek przejeżdża, zauważa je na mgnienie oka, a potem zapomina.

LG: Ale gdy gwiazdy biorą udział w przyjęciu, na które zaproszenie kosztuje tysiąc dolarów, to rzeczywiście przynosi to jakieś zyski.

MB: Są po prostu polityczną przynętą.

LG: Czy sądzi pan, że tak myślał Carter, gdy mianował Paula Newmana delegatem na rozmowy rozbrojeniowe w ONZ?

MB: [Śmieje się].

LG: Dlaczego się pan śmieje?

MB: [Śmieje się]. Wcale się nie śmiałem, zakrztusiłem się tylko. Coś musiało być w moim drinku.

LG: Zgodziłby się pan, gdyby poprosił pana o to prezydent?

MB: Nie chcę mieć żadnych formalnych ani nieformalnych związków z rządem. Jeśli mogę w czymś komuś pomóc, to nie dlatego, że sprawuję jakąś oficjalną funkcję. Wydaje mi się, że Paul byłby dobrym politykiem. Jest inteligentny, elegancki i uczciwy.

LG: To samo mówiono o Nixonie. Podobał się panu jako prezydent?

MB: Nie. To ciekawa postać, ale każdy, kto ma jakieś problemy psychiczne czy emocjonalne, jest w pewien sposób ciekawą postacią. A on ma mnóstwo takich problemów. To bardzo inteligentny człowiek, no ale w końcu rzuciło mu się na mózg. Szkoda, że nie mogłem zamienić się w muchę siedzącą na ścianie w czasie, gdy Nixon i Kissinger klękali, aby wspólnie się pomodlić. [Intonuje modlitwę po hebrajsku]. Nixon miał kompleks winy – coś, co nigdy nie zostało ujawnione, o czym być może dopiero się dowiemy. Jego upadek miał pewną strukturę i logikę. W momencie gdy osiągnął szczyt, zaczął się już chwiać na nogach, więc leciał z wysoka. To było samozniszczenie.

Zadziwiające było nie tyle to, co zrobił, gdy objął urząd, ile to, że w ogóle się tam znalazł. Pamiętam, że przed wyborami widziałem plakat z Nixonem i pytaniem: „Czy kupiłbyś używane auto od tego człowieka?” Dla większości ludzi ważna jest fasada i wyobrażenie i tak też było w tym przypadku.

LG: Czy chciałby pan przeczytać jego wspomnienia?

MB: Nie. Już wcześniej paru rozsądnych ludzi, którzy zajmowali jego urząd, napisało wspomnienia i okazało się, że nic specjalnego tam na górze się nie dzieje. Trochę chrząkania, przestępowania z nogi na nogę i oświadczeń: „Ja tego nie zrobiłem”. Albo: „Miałem dobre intencje”, albo: „Nie zrozumiano mnie”. Poza tym nie jest pewnie tak wspaniałym stylistą, żebym chciał to czytać dla czystej poezji.

LG: Jak oceniłby pan z punktu widzenia aktora niektóre czołowe postaci afery Watergate, takie jak prokurator generalny John Mitchell?

MB: Żal mi go. W gazecie widziałem zdjęcie Mitchella wychodzącego z więzienia o kulach. Oto człowiek, który tyle miał za sobą, a teraz nie był fizycznie w stanie utrzymać się na nogach. Był niesłychanie dumny i nigdy nie przyznał się do żadnego błędu. Wszystko można było wyczytać z jego twarzy – nie dość, że upadł tak nisko i starał się zachować poczucie własnej godności, to jeszcze cierpiał fizycznie – tu już było dno egzystencji.

LG: A szefowie kancelarii prezydenckiej Haldeman i Ehrlichman?

MB: Ci to dopiero się stoczyli. Za szybko doszli do władzy. Władza, która pozwala na prowadzenie wojny w południowo-wschodniej Azji za pomocą telefonu albo rakiet, musi uderzyć do głowy. Szczególnie gdy nigdy przedtem jej się nie miało. Działa jak narkotyk. Uderzyło mnie, że Ehrlichman nigdy tego nie przyznał, nawet prywatnie przed swoją rodziną. Widziałem zdjęcie, gdy szedł jak gdyby nigdy nic, a za nim szły jego dzieci ze zwieszonymi ze wstydu głowami. Tragiczna scena.

W czasie gdy John Ehrlichman składał zeznania sędziemu Sirica[18], zadzwonił do mnie jego obrońca i powiedział, że Ehrlichman chciał, abym poznał go z Indianami, bo pragnął spełnić ewangeliczny uczynek i coś dla nich zrobić, żeby potem móc stanąć przed sądem z gładko zaczesanymi włosami, w lśniących butach i powiedzieć: „Spełniłem ewangeliczny uczynek, więc proszę, weźcie go pod uwagę ogłaszając wyrok”. Spotkaliśmy się, Ehrlichman, jego obrońca i ja, i rozmawialiśmy z przerwami, dwanaście godzin. Powiedziałem, że zrobię, co będę mógł, pod warunkiem że dostarczy mi informacji na temat Wounded Knee i ludzi za to odpowiedzialnych. Przysłał mi trzy strony informacji. Poszedłem potem do Johna Deana[18], aby z nim porozmawiać. Powiedział mi, że Nixon dobrze wie, co się stało w Wounded Knee, że dostał pełną informację i że chciał wiedzieć więcej. Ale nie mogę powiedzieć więcej na ten temat, bo sprawa Ehrlichmana nie jest jeszcze zamknięta. Chciałbym natomiast wiedzieć, co ma na ten temat do powiedzenia sam Nixon.

LG: Skąd pan czerpie wiadomości? Z gazet? Magazynów?

MB: Czytam „Scientific American”, „Science Digest”, „New York Review of Books”, „CoEvolution Quarterly”.

LG: To poważne pozycje. A coś lżejszego, na przykład „Reader’s Digest”, żeby wiedzieć, co myśli przeciętny człowiek?

MB: O ile wiem, poza Biblią „Reader’s Digest” jest najbardziej popularną publikacją w Stanach. Gorszej szmaty nie widziałem w życiu – nic jej nie broni. Chociaż może nie powinienem tak mówić – a nuż opublikują coś o Indianach? [Śmiejesię]. Ale chyba zdają sobie sprawę, że daleko im do takich pism, jak „New York Times Book Review”, „Esquire” czy „Playboy”, nawet są ich kompendium.

LG: A książki? Od kiedy tu jestem, czyta pan Hannah Arendt o totalitaryzmie, wspomnienia z CIA Colby’ego i Paula Erhlicha o sposobach na przeżycie. Czy właśnie w ten sposób spędza pan większość czasu tutaj?

MB: Kiedyś czytałem mnóstwo. Potem zorientowałem się, że znam dużo faktów, ale nie mam prawdziwej wiedzy. Niczego się nie uczyłem czytając. Napełniałem sobie głowę informacją, ale była ona surowa. Myślałem, że im bardziej jest się inteligentnym, tym więcej się wie, ale to nieprawda. Niech pan przyjrzy się Billowi Buckley’owi[19]– posługuje się swoją inteligencją do uzasadnienia własnych uprzedzeń.
Wielu filozofów postradało zmysły starając się odkryć prawdę obiektywną. Książka Kanta Krytyka czystego rozumu jest gruba jak cholera. A on sam oszalał próbując dociec, co jest czystym rozumowaniem, a co nie. Próbowałem się przez to przegryźć, ale długo nie wytrzymałem. Zacząłem czytać tę książkę, gdy miałem dwadzieścia lat. Potem przestałem, bo wydała mi się bez sensu. Śmiech mnie ogarnia, gdy słyszę, że ktoś się za nią bierze.
Ale są tacy. Chcą wiedzieć, jakie prawa rządzą naszym zachowaniem. No właśnie, jakie? Nikt nigdy jeszcze na to nie odpowiedział.
To ważne, z jakiego powodu czyta się książki. Jak się nie ma jakiegoś specjalnego powodu, to jest to forma ucieczki, zbieranie śmieci pozbawionych znaczenia. Obraża się w ten sposób samego siebie. To tak jak z rozmową – rozmawiając ludzie kontrolują uczucia, a cisza wyzwala agresję. Rozmowa służy do zapełnienia pustki, która przeraża większość ludzi. W ciszy nie jest możliwa bezpośrednia konfrontacja z drugą osobą; rozmowa jest konfrontacją pełniejszą i bardziej znaczącą.

LG: Dobrze, że nie powiedzał mi pan tego na początku naszych spotkań, bo wtedy musiałbym skrócić ten wywiad. Zanim jeszcze zaczęliśmy nagrywać, powiedział mi pan, że prześladuje pana koszmar, w którym leży pan chory w czasie wojny koreańskiej...
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Archie w 30-03-2015, 13:10
MB: Nie powiedziałem, że to było w czasie wojny koreańskiej. To było po prostu... to nie był koszmar... ale strasznie byłoby pomyśleć... że wokół pana szaleje wojna, a pan jest chory i zmarznięty, ma pan biegunkę i nie wie, jak się stamtąd wydostać... to byłoby okropne. Zawsze zastanawiałem się, dlaczego ludzie idą na wojnę i dają się zabić. Wojna koreańska, wojna wietnamska – po co ludzie to robią? Dlaczego nie powiedzą: „Dobrze, dam się zamknąć na pięć lat w więzieniu, tak będzie słuszniej, zamiast dać się rozwalić na wojnie, to przecież nonsens, nie dam się”. Wielu tak zrobiło. Ale większość poszła.

LG: Jak udało się panu uniknąć wojska, gdy był pan w wieku poborowym?

MB: Wzięli mnie za psychoneurotyka, no i udało mi się. Myśleli, że jestem wariatem. Gdy wypełniałem formularze, w rubryce „rasa” napisałem „ludzka”, a w rubryce „kolor skóry” napisałem „zmienny”. Poza tym kiedyś wyrzucono mnie przecież z akademii wojskowej, co mi na pewno pomogło.

LG: Rodzice musieli być z pana dumni.

MB: Kiedy mnie wyrzucono z akademii wojskowej, mój ojciec był przekonany, że nic nie jestem warty, że nic ze mnie nie będzie. A gwoździem do trumny było to, że zająłem się aktorstwem. „Co to warte? Ile tam zarabiasz?” A jak już zacząłem wychodzić na swoje, nie mógł uwierzyć, że aktor może tyle zarobić. Zupełnie zgłupiał i nie wiedział, co o tym myśleć.

LG: A pan? Jak pan znosił napięcie? Co panu pomogło – narkotyki? Alkohol?

MB: Sposób, w jaki jednostki [albo całe społeczeństwo] dają sobie radę z napięciem, jest wskaźnikiem ich zdrowia psychicznego. Nie ma społeczności na świecie, w której nie odkryto by sposobu na zmianę nastawienia do rzeczywistości. Osiągano to za pomocą kakao, orzechów koli czy alkoholu. W Stanach Zjednoczonych jest od pięciu do dziesięciu milionów alkoholików. Moi rodzice byli alkoholikami. Matka zmarła w wieku czterdziestu sześciu czy siedmiu lat. Wcześnie. Chodziłem z nimi na spotkania u Anonimowych Alkoholików i widziałem tam straszne, ohydne rzeczy. Niektórzy nie mogli już wstawać, a robaki wżerały im się w ciało.
Człowiek używa narkotyków od początku swojego istnienia. Gdy służą ucieczce od świata problemów, to okazuje się, że wtedy problemy zaczynają narastać. Jedynie konfrontacja z problemami umożliwia ich rozwiązanie. Bo one same nie znikają. Narkotyki nie są żadnym rozwiązaniem, dają tylko tymczasową ulgę.

LG: Ci, których na to stać, wybierają terapię jako sposób na rozwiązanie swoich problemów, natomiast innym pozostają narkotyki i alkohol.

MB: To nie jest tak, że tylko biedni są nieszczęśliwi. To bogaci biorą kokainę, to narkotyk bogatych. W dużych miastach bogaci wychodząc na ulicę ciągle się boją o swój portfel czy życie. Więc chcąc uniknąć kłopotów, wyprowadzają się z miast.

LG: I w końcu przenoszą się na wyspę?

MB: Tak, w końcu przenoszą się na wyspę.

LG: Dlaczego, według pana, bogaci biorą kokainę – czy z chęci ucieczki, czy dla przyjemności, czy żeby zwiększyć swoją potencję seksualną, a może jeszcze z innego powodu?

MB: Jeśli przyjemność to stanie się kimś innym, pozbycie się wątpliwości na swój temat czy podkręcenie własnego mniemania o sobie, to pewnie jest to przyczyną. Ale to wątpliwa przyjemność, bo umożliwia przebywanie w nierealnym świecie, na końcu którego czeka nas spotkanie z ceglanym murem i powrót do samego siebie.

LG: Choć wszyscy wiemy, kim pan jest, przynajmniej jako aktor i działacz na rzecz praw obywatelskich, ciekawie byłoby się dowiedzieć, kim chciałby pan być, gdyby mógł pan wybrać sobie dowolny okres historyczny?

MB: Chyba najbardziej chciałbym być jaskiniowcem, człowiekiem z ery kamienia łupanego. Chciałbym się dowiedzieć, jaki był wspólny mianownik życia tych ludzi, zanim jeszcze nie zaczęto nim manipulować.

LG: Ale zapewne chciałby pan być kimś wyjątkowo silnym?

MB: Nie, po prostu przeciętnym, zwykłym jaskiniowcem.

LG: No ale wtedy ominąłby pana festiwal filmów Marlona Brando, sponsorowany przez okręgowe muzeum w Los Angeles.

MB: No tak, jasne, bardzo by mi tego brakowało.

LG: Tylko niewielu współczesnych aktorów doczekało się własnego festiwalu w muzeum. To chyba miłe wyróżnienie, prawda?

MB: Tak, chyba miłe. W każdym razie milsze niż cios między oczy.

LG: Czy często denerwuje się pan w trakcie grania?

MB: A czemuż to wszystkie pańskie pytania dotyczą mojego grania?

LG: To już jedno z ostatnich.

MB: Jakie są inne?

LG: Ile jest prawdy w tym, co się słyszy o rywalizacji między panem a Montgomerym Cliftem czy Jamesem Deanem?

MB: To poniżej mojej godności. Idiotyczne pytanie.

LG: Musiałem je zadać.

MB: Wiem, ale to idiotyczne.

LG: Prasa twierdziła, że rywalizował pan też z Frankiem Sinatrą, a pójść miało o to, że dostał pan lepszą rolę i lepsze piosenki do zaśpiewania w Guys andDolls. Sinatra nazwał pana podobno najbardziej przecenianym aktorem na świecie.

MB: To chyba nieprawda. Nigdy nie słyszałem, żeby tak powiedział. „A byłeś tam, Charley?” Pan nie był, więc dopóki Sinatra nie powie mi tego w twarz, nie ma to większego znaczenia. A nawet jeśli tak powiedział, nie złamie mi to kariery.

LG: Ze zrozumiałych przyczyn prasa wyolbrzymia takie sprawy.

MB: Oczywiście, że tak. W ten sposób zarabia na chleb. A cóż innego mogliby robić? Pisać poważne artykuły?

LG: Czy to prawda, że nie zgodził się pan na obsadzenie Burta Reynoldsa w roli powierzonej Jamesowi Caarowi w Ojcu chrzestnym?

MB: Francis nigdy nie zaangażowałby Burta Reynoldsa.

LG: A czy w ogóle ma pan wpływ na obsadę ról w filmach z pana udziałem?

MB: Cóż, człowiek musi mieć zapewnione minimum porozumienia z innymi.

LG: Czy to prawda, że Amerykańsko-Włoska Organizacja na rzecz Obrony Praw Obywatelskich oskarżyła pana o szkalowanie dobrego imienia amerykańskich Włochów, gdyż zagrał pan rolę Don Corleone w Ojcu chrzestnym?

MB: Nie wiem. Jeśli rzeczywiście padło z ich ust takie oskarżenie, to musieli mieć rację.

LG: A czy przedstawiciele innych organizacji narodowych występowali kiedykolwiek z podobnym oskarżeniem wobec pana?

MB: Nie. Grałem irlandzkiego zboczeńca-psychopatę [w Nocnych gościach] i żadna organizacja amerykańskich Irlandczyków nie protestowała. Trudno byłoby grać Don Corleone jako Chińczyka w jednej ósmej, Rosjanina w jednej czwartej, Irlandczyka w jednej czwartej i Hiszpana w jednej ósmej. Trudno byłoby zawieźć tych ludzi na Sycylię i nazwać O’Hoolahan[20]. To oskarżenie, jeśli rzeczywiście padło, jest idiotyczne, bo wielu aktorów, którzy grali w filmie pomniejsze role, należało do mafii, tak jak i ich rodziny. Więc ludzie z tej organizacji musieli mieć inną mafię na myśli.

LG: Czy wytwórnia Paramount ofiarowała panu sto tysięcy dolarów, aby nakłonić pana do rozmowy z dziennikarzami po premierze?

MB: Nie pamiętam. Gdy słyszę o czymś takim, zawsze staje mi przed oczyma kongresmen z ręką zanurzoną w worku z pieniędzmi. Zwykle odmawiam wywiadów, bo nie chcę odpowiadać na pytania, które są dla mnie nieistotne.

LG: A takie będzie pewnie następne moje pytanie. Czy znaczy coś dla pana fakt, że jest pan określany jako Aktor z Metodą?

MB: Nie.

LG: A może to pana nudzi?

MB: Właśnie. Potwornie nudzi.

LG: A może tak właśnie zachowuje się Aktor z Metodą. Wszystko dla niego jest nudne poza analizą wnętrza postaci?

MB: Pan dalej nudzi i nudzi, a ja już mam dość.

LG: Już kończę pańskie męki.

MB: Nie, niech pan tego tak nie traktuje. Cieszę się, że mogliśmy porozmawiać. Chociaż z drugiej strony czuję się jak w sklepie z ciuchami: może to pan zechce przymierzyć? Nie, to szmata. Więc może ten gorset? Tak, ma dobrą gumkę, wziąłbym ją na procę. W głowie mi się kręci. Od świątyń Karnaku do waszyngtońskich korytarzy.

LG: Mówiąc o świątyniach, czy wierzy pan w Boga?

MB: Wierzę, że świat rządzi się jakimś porządkiem. A tak długo, jak istnieje jakiś porządek, musi istnieć jakaś moc przenikająca wszechświat. Trudno mi uwierzyć, że to wszystko jest dziełem przypadku albo zbiegu okoliczności.

LG: Jak pan widzi przyszłość ludzkiej egzystencji na tej planecie?

MB: Nie mógłbym żyć powtarzając sobie: więc to już koniec, kupmy sobie zatem gitarę i łódkę i popłyńmy uśmiechając się przed siebie, a jakoś to będzie. Doczekamy trąb ostatecznych. Bez względu na okoliczności trzeba poszukiwać nowych rozwiązań. Nawet jeśli wydaje się to niemożliwe. Nikt nigdy nie wymyślił jeszcze systemu, który by się sprawdzał: nie sprawdza się ani religia, ani filozofia, ani etyka, ani ekonomia. Żadne z tych rozwiązań jeszcze niczego nie rozwiązało ostatecznie. Ale nie można żyć w beznadziei.
Słyszałem za i przeciw. Naukowcy mówią, że dalej za mało wiemy, że cykl życia na ziemi ma tak delikatną równowagę, iż nawet jeśli do tej pory nie zachwialiśmy jej, to zachwiejemy, bo taka jest nasza natura, bo to nieuniknione. Inni twierdzą, że nadchodzą wspaniałe czasy. Buckminster Fuller jest pełen nadziei i zdecydowanie wierzy w niedaleką nirwanę. Herman Kahn opisał nam wspaniały świat przyszłości i naszą walkę, by się w nim znaleźć. Więc kto wie?

LG: Czy to znaczy, że nie widzi pan rozwiązania?

MB: Śmierć nie ma alternatywy.

LG: A starzenie się? Jak pan to przyjmuje?

MB: Nieźle. Im jestem starszy, tym bardziej czuję się szczęśliwy. Zadowolony.

LG: Czy boi się pan śmierci? Myśli pan o niej?

MB: „Zdumiewa mnie wiele ludzkich spraw, lecz wśród nich najdziwniejsza to ta, że ludzie boją się;/Wiedząc, że śmierć nadchodzi, gdy nadchodzi w nieodzownym końcu”. To jeszcze jedna wspaniała kwestia o śmierci.

LG: Ze wszystkich autorów najlepiej zna pan Szekspira, prawda?

MB: Bo go warto znać. „Na Boga, usiądźmy na ziemi/I snujmy smętne opowieści o śmierci królów”. Nie pamiętam całości. [Zastanawia się]. „Który otacza śmiertelne świątynie Króla/Igrając ze śmiercią, a tam błazen siedzi,/Szydząc i drwiąc z jego chwały./Szpilką niewielką/Drąży poprzez zamku ściany, a ty, królu, żegnaj”.

LG: Gazety doniosły, że zgodził się pan grać na Broadwayu w Królu Lirze w reżyserii Kazana. Czy to prawda?

MB: Nie.

LG: Czy w testamencie zapisał pan ziemię Indianom?

MB: Nie. Nie zapisałem.

LG: Ale jakieś tereny przecież pan już im podarował?

MB: Przekazałem czterdzieści akrów instytucji nazywającej się Organizacją na rzecz Przetrwania Indian Amerykańskich. Nie wiem, jak je wykorzystali.

LG: Teraz nietypowe pytanie: co jest dla pana najbardziej odrażające?

MB: Najbardziej odrażającą rzeczą, jaką mogę sobie wyobrazić, jest wnętrze pyska wielbłąda. Jest potworne! To i jeszcze przyglądanie się kobiecie jedzącej małą ośmiornicę albo kałamarnicę. Nie jestem na ogół przewrażliwiony, mógłbym bez problemu zagrać na okarynie zrobionej z zeschniętego łajna, ale te dwie rzeczy... Poza tym jest pewien gatunek żab, które noszą zapłodnione jaja na grzbiecie, a w okresie wylęgu te małe żabki wydostają się przez skórę na zewnątrz... od razu chce mi się rzygać, jak to widzę. Nie lubię też widoku lepkiej śliny. Niektórzy ludzie śmiejąc się głośno otwierają usta, a pasemka śliny ściekają im z górnych zębów na dolną wargę i wiszą pulsując w rytm uśmiechu. Poznałem taką jedną dziewczynę – można było chwycić nitkę jej śliny, przejść na drugą stronę ulicy, położyć na chodniku, a ona dalej by się trzymała. To niesamowite, jak lepka jest ślina niektórych ludzi.

LG: A walki byków? Oburzają pana?

MB: Chciałbym być bykiem, ale nie stracić mojej obecnej inteligencji. Najpierw dopadłbym pikadora. Potem pogoniłbym matadora. Nie, podchodziłbym do niego powoli, żeby się zesrał ze strachu. W końcu wbiłbym mu róg w dupę i przedefilowałbym przed publicznością. Posiekanie na kawałki byka nie wzrusza Hiszpanów więcej niż Tahitańczyków wypatroszenie ryby.

LG: I w ten sposób wracamy do tematu Tahiti. Zdaje się, że kiedyś zatruł się pan jedząc jakąś tutejszą rybę?

MB: Tak, złowioną w oceanie. Wszyscyśmy się zatruli. Nikt nie wie, na czym polega to zatrucie. Przez sześć tygodni po zatruciu nie można jeść ryb ani pić alkoholu, bo choroba może wrócić. Szczypie człowieka w ustach, można umrzeć, świerzbią podeszwy stóp, całe ciało strasznie świerzbi. Ma się straszny ból głowy i nie można spać.

LG: I pomyśleć, że ciągle objadałem się tutaj rybami.

MB: Mają tu taki lokalny przysmak, którego powinien pan spróbować. Nazywają go fafaru. Wkładają rybę do morskiej wody i pozwalają jej się rozkładać. Czekają, aż zgnije. Wtedy wyrzucają rybę i wylewają wodę, ale zostawiają bakterie. Nalewają świeżej morskiej wody i czekają na dalszy rozwój bakterii. Potem wkładają do tej marynaty świeżą rybę i trzymają ją przez godzinę albo sześć godzin, no i zjadają. To tak, jakby jedli zgniłe mięso. Śmierdzi jak padlina. Tak chyba śmierdzi rozkładająca się głowa sępa.

LG: Raczej nie skorzystam.

MB: Nie, musi pan. To tutejszy przysmak, Tahitańczycy zajadają się tym. Ale wielu z nich nie może tego jeść. Jak już jedzą, to zawsze siadają przy końcu stołu. Kiedyś byłem w Japonii i poszedłem do restauracji, gdzie specjalnością były morskie stworzenia. Na półmisku wnieśli żywego, obranego ze skorupy homara. Leżał tam i się ruszał. Boże, miałem wtedy ochotę się nawrócić.

LG: Dokończmy temat eksperymentów, które zamierza pan tutaj przeprowadzić. Z kilku pomysłów musiał pan zrezygnować, jak na przykład z badań nad homarami czy energią słoneczną. Co jeszcze pan planował?

MB: Ratujemy żółwie. Tylko ułamek procenta wszystkich żółwi, które się rodzą, dożywa wieku reprodukcyjnego. W lecie przywozimy tu żółwie i czekamy na wyklucie się małych. Zagrzebujemy je, żeby nie odchodziły daleko, a potem odbieramy małe, wsadzamy je do zagrody, karmimy, a gdy mają już jakieś trzydzieści centymetrów, wypuszczamy na wolność. Ale często zanim zdążymy je wypuścić, ludzie je kradną.

LG: O jakich ludziach pan mówi? Przecież to prywatny teren.

MB: O tych, którzy przypływają tu łodziami, którzy łowią w lagunie. Bo laguna jest dostępna dla wszystkich. Kradną też kraby kokosowe, ale ich mięso jest rakotwórcze. Kradną świnie, różne inne rzeczy, niszczą drzewa, podpalają. Kiedyś musieliśmy wzywać żandarmów, bo tylu było chętnych. Gdy przyjechałem tu po raz pierwszy, przy rafie koralowej kręciło się tyle ryb, że można było zamknąć oczy, rzucić harpunem i niemal zawsze coś upolować. Teraz przetrzebili ryby w całej lagunie. Poza tym niektórzy rybacy polują na ptaki. Jeśli rząd nie może sobie z tym poradzić, to co dopiero ja.

LG: Ale przecież to są pańskie wyspy.

MB: A patrolowałby je pan przez całą noc, bo właśnie wtedy najczęściej się tu zjawiają?

LG: W każdym razie nie pozostawiajmy czytelnika z wrażeniem, że to wyspa piratów. Małe grupy turystów mogą przyjeżdżać tu na dzień lub dwa, a zwykle panuje tu spokój i piękno.

MB: Tak. Mógłbym wprawdzie zezwolić tu na turystykę masową i zarobić parę milionów, ale po co to niszczyć?

LG: Czy trudno się panu rozstawać z tym miejscem?

MB: Bardzo trudno. Ale... „ja obietnic mam dotrzymać/I wiele mil przejść, zanim zasnę,/I wiele mil przejść, zanim zasnę”[21].

LG: Kto to napisał? Marilyn Monroe?

MB: Tak, chyba ona. Albo ona, albo Fatty Arbuckle, już nie pamiętam. (...).
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: 4m w 31-03-2015, 00:07
Interesujące :) Nawiązując do wywiadu - widziałem Harfę Birmańską parę dni temu w telewizji. Lewackiej i postmodernistycznej tv :)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 02-04-2015, 10:55
...widziałem Harfę Birmańską...

Ładna, brzydka, kolorowa, treściwa a może miałka?

"Relatos salvajes" czyli dzikie historie, w których palce maczał Almodovar.

Dawno nie oglądałem takiego filmu. "Takiego", którego pierwsza połowa wciąga i intryguje, a  druga jest żenującą próbą dociągnięcia do założonych w budżecie 120 minut. Znając wszystkie filmy Pedra Almodovara, mogłem spodziewać się rozwoju intrygi w każdym możliwym kierunku, na każdej możliwej płaszczyźnie. Spodziewałem się spójnego obrazu, w którym finałowa scena zwiąże sprawnie zrealizowane miniatury. Można było połączyć te filmiki w czasie czyli retrospekcje, wpływy upokorzeń z dzieciństwa na smak budyniu, zaproponować dowolne związki między np psem a pilotem albo "młodą" i księdzem a tu lipa, dno i metr mułu...
Morał jest jeszcze bardziej idiotyczny: z opresji wybawia sex. Masz problemy na drodze z samobójcą - zaproponuj mu sex, zdradza Cię żona - wytargaj freda, rozpieszczony syn zabija na drodze - umyj się, sczochraj malucha a sprawy się ułożą.
No bo to chyba nie był film sensacyjny ani komedia? Pewnikiem miał nam coś do przekazania, ale to "coś" przekazał nam już dawno temu Joel Schumacher w Falling Down.   
Ogólnie sprawnie zrealizowane, solidne granie, fajne muzyczki oraz niewielki suspensik w scenie sexu na torcie.
Byli blisko zrobienia naprawdę dobrego filmu...
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: lancaster w 05-04-2015, 12:45
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 06-04-2015, 09:34
Lan, Twoją ciekawość wzbudziły czerwone gacie, czy masz jeszcze jakieś spostrzeżenia?

The Theory Of Everything 2014

W bliźniaczym "The Theory Of Everything 2014" pada odpowiedź, na poszukiwane przez Hawkinga równanie: tylko w niezbadanych równaniach miłości, można znależć wszystkie logiczne przyczyny. Dlaczego świetny w roli genialnego naukowca Eddie Redmayne, nie odkrył tego - nie wiem, ale film obejrzeć warto nie tylko dla upokorzeń, jakich musiał doznawać fizyk. To świetnie zrealizowany film, w którym główną rolę gra historia i dodajmy - niebanalna. Na plan dalszy odchodzą kadry, tempo, kolory, dźwięk, montaż i inne elementy tego obrazu, ale to tylko dowodzi lekkości, z jaką zrealizowano tą opowieść.
   
James Marsh przedstawił taki sposób narracji, w którym śledzimy losy naukowca a nie podniecamy się twórcami. Jest jak w dobrej muzyce, w której świetny, nośny i świeży nawet nawet po kilkuset latach motyw muzyczny przykuwa uwagę a bardzo dobre wykonanie jest uzupełnieniem uczty artystycznej.
Dobre kino, dobry film, genialny Eddie Redmayne. 

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: lancaster w 06-04-2015, 14:08
chyba najlepszy film o wampirach jaki widzialem :



Dom Hemingway to dla mnie po prostu bdb kino rozrywkowe, bez onanistycznego przeintelektualizowania w stylu allenowskim (ktore tez od czasu do czasu milo wrzucic :-))

Teoria Wszystkiego to moim zdaniem film nakrecony dla oskarowej roli glownej, poza tym świetny zamiast środkow nasennych. Ogladajac go nie szlo sie oderwac od mocnej kawy.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Cypis w 07-04-2015, 08:12
"Niezłomny"

http://www.filmweb.pl/film/Niez%C5%82omny-2014-693142

Nieprawdopodobna prawdziwa historia o odwadze i sile woli i nadziei.


"Sędzia"

http://www.filmweb.pl/film/S%C4%99dzia-2014-630714

Niebanalne kino obyczajowe z ciekawą fabułą, nieszablonowymi postaciami, z dobra grą aktorską.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: w.luczynski w 07-04-2015, 10:55
Sędzia - obejrzałem przedwczoraj. Wspaniały film. Zwykle oglądam same lekkie, ale czasem jak coś dzieci polecą to naprawdę warto!
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: lancaster w 07-04-2015, 15:01
Sędzia, OK, dobrze sie oglądało.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: magus w 11-04-2015, 22:42
Aż muszę obejrzeć ... :D


"Lincz krytyków filmowych na Zanussim to wyjątkowa hucpa. Zemsta za wymowę filmu, nie artystyczny poziom


Trudno jest dyskutować o tym, który film jest naprawdę dobry, a który gorszy, bo to kwestia wrażliwości, gustu, czasem poczucia humoru.

Pamiętam moją dyskusję w studiu telewizyjnym ze ś.p. Adamem Hanuszkiewiczem, który uporczywie nazywał „kiczem” „Pasję” Mela Gibsona. Przypomniałem mu wtedy, że przez lata jego przedstawienia teatralne, w których dość dowolnie poczynał sobie z klasyką, były uznawane za kiczowate. Oburzył się: „Wiedziałem, że ten argument padnie”. Ja mu na to: ale ja akurat wielu pana przedstawień broniłem. To dobry przykład na ilustrację tezy, od której zacząłem.

Pamiętam debatę na temat „Pasji”, którą krytycy dość powszechnie deprecjonowali jako przerysowaną, tandetną, zbyt brutalną. Trudno się było oprzeć wrażeniu, że stoi za atakami nie tyle gust artystyczny (choć recenzenci mogli tego typu ekspresji nie trawić), ile niechęć do samej tematyki i interpretacji Gibsona. Oskarżanego nota bene równolegle także o antysemityzm.

„Pasja” podobała się mnie, człowiekowi, który nie patrzy na filmy jako na manifesty ideowe czy polityczne. Podobał się też Joannie Szczepkowskiej czy… Tadeuszowi Mazowieckiemu, który go bronił. Czy nasz gust był godzien pogardy? Nie sądzę. Myślę, że ideologiczna wojna światów przybrała tu postać zastępczej dyskusji o estetyce.

Piszę to zszokowany werdyktem kolegium antynagrody Węże 2015, czyli rzekomego konkursu na najgorszy film roku. Piszę rzekomego, bo w samym typowaniu „od końca” jest coś sztucznego i niezdrowego. Właśnie dlatego, że o gustach tak trudno dyskutować i je ze sobą porównywać, boję się tu stadnych odruchów, a może i linczów. Sześć razy wskazano film Krzysztofa Zanussiego „Obce ciało”. Media, z niezawodną Wyborczą na czele doniosły o tym w tonie triumfu.

Nie wystarczył „najgorszy film roku”, trzeba było jeszcze obsadzić dzieło sędziwego reżysera w kategorii „najbardziej żenujący film roku”. O małostkowości szczególnej świadczy wskazanie za rzekomą rolę „poniżej oczekiwań” Agnieszki Grochowskiej, którą chwalili nawet niektórzy z recenzentów, którym sam film się nie podobał.

Tu już szczególnie przedobrzono. To mnie przekonuje, że to akt czystej dintojry. Nawet w słabym filmie można zagrać dobrą rolę, ale tu chodzi o coś innego: do środowiska artystycznego wysyła się sygnał: omijajcie tego twórcę i jego filmy. Przypomnę, że Zanussi miał już na etapie realizacji kłopot ze środowiskami feministycznymi, które prowadziły kampanię nacisków na PISF aby nie przyznawać  tej produkcji wsparcia finansowego. Teraz mamy do czynienia z odwetem.

Do tej pory przynajmniej w ostatnich latach te nagrody dostawały ewidentne chały pseudorozrywkowe typu „Kac wawy” czy „Wyjazdu integracyjnego”. Jeśli czytam, że Zanussi pomieszał obraz filmowy z publicystyką, to spytam: czy do Węży ktokolwiek nominował „Obywatela” Jerzego Stuhra? Przeciwnie: dostał na ostatnim festiwalu w Gdyni nagrodę krytyków. A to wyjątkowo nachalna propaganda, której recenzenci „Wyborczej” musieli bronić nader pokrętnymi argumentami, bo nawet ich gust filmowy zgrzytał. Ale nie zgrzytało poczucie, gdzie jest słuszność.

A natrętnie dydaktyczny obraz „W imię” o księdzu homoseksualiście? Szybko o nim zapomniano, ale nikt się na niego nie zamachnął. A politgramota sprzed lat „Cud purymowy” Izabeli Cywińskiej, wychwalana przez Tadeusza Sobolewskiego tylko dlatego, że z filmu ma wynikać, że Polacy to prostacy i degeneraci, ale być nimi przestają, kiedy się dowiedzą, że są Żydami. Ktoś próbował te filmy deprecjonować?

Zarzut, że niektóre dialogi są u Zanussiego zbyt deklaratywne? Pamiętam, że podobnie pisano o „Katyniu” Wajdy, dziele skądinąd bardzo potrzebnym i na mnie robiącym pewne wrażenie, ale ze skazami, o których mowa. Skazy odnotowano, ale krzywdy Mistrzowi robić nie próbowano. Tu zaś tłum krytyków dokonał egzekucji, łatwo i bez wątpliwości.

Te przykłady można mnożyć. Na tle „Obywatela”, „W imię” „Pokłosia” czy „Cudu purymowego” (a to tylko parę przykładów) najnowszy film Zanussiego to dzieło całkiem przyzwoite. Nie arcydzieło broń Boże, estetycznie trochę staroświeckie (jak wiele jego dawnych, rytualnie chwalonych filmów), w paru miejscach przesadne, ale mieszczące się w wieloletniej średniej polskiego kina, a nawet ją nieco przekraczające. Jego wymowa jest, jak się zastanowić, dużo bardziej skomplikowana niż filmów przed którymi w ostatnich latach klękano.

Tyle że chodzi o karę za wymowę filmu. Zanussi mówi o takich zjawiskach jak dyskryminacja katolików pośród korporacyjnych dyktatorów gustu, przy okazji porusza też budzący szczególną furię temat nierozliczonego dziedzictwa komunizmu. Świat filmowych recenzentów, ideowo dość jednorodny, takiego skandalu nie wybaczy. Ja zaś uważam to za wyjątkowo brzydką hucpę.

Krzysztof Zanussi ani mi brat ani swat, był oponentem lustracji i polskiej prawicy, nie wszystko co mówił i robił mnie zachwycało i zachwyca. Ale mierzi mnie sposób, w jaki po nim skaczą ludzie, którzy są tylko numerkami. Przecież w tym „konkursie” głosowało około 150 osób,, a ja jestem w stanie wymienić 10, 15
nazwisk postaci ciekawie piszących w Polsce o kinie. O większości z nich nikt wiedzieć nie będzie. Zanussi w historii pozostanie."

http://wpolityce.pl/kultura/240540-lincz-krytykow-filmowych-na-zanussim-to-wyjatkowa-hucpa-zemsta-za-wymowe-filmu-nie-artystyczny-poziom

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Cypis w 13-04-2015, 08:12
"Dark Skies"

Wbrew swoim upodobaniom obejrzałem horror, choć potworów nie było. Trzyma w napięciu, reżyser buduje napięcie bardziej fabułą a nie tanimi efektami (choć i same efekty specjalne są).

Film dedykowany wszystkim miłośnikom teorii spiskowych. Inwazja kosmitow już się dokonała. Kosmici są na ziemi i eksperymentują na nas. Fabuła to historia przeciętnej rodziny, która stała się celem takich eksperymentów. Zwyczajne życie zamienia się w koszmar....
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: almagra w 16-04-2015, 00:25
Zmęczyłem Idę przed chwilą...no gniot pierwyj sort.Bez komentu pozostawię.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: magus w 16-04-2015, 11:02
Ciekawe co zaproponuje Bugajski - mam nadzieję, że nie nakręci poprawnej politycznie bajki ...


"Bugajski pokaże "Krwawą Lunę"

Za dwa tygodnie ruszają zdjęcia do filmu Ryszarda Bugajskiego "Zaćma", który będzie opowiadał o Julii Brystygierowej, sadystycznej funkcjonariuszce UB, jednej z najkrwawszych postaci powojennej Polski - pisze "Gazeta Polska Codziennie".

""Odkryłem, że z kard. Wyszyńskim spotykała się nawet w 1947 r. Jeszcze sprzed wojny znała niektóre zakonnice z Lasek, zresztą Żydówki. To będzie film o tym, jak Brystygierowa, która w 1963 r. przyjęła chrzest, przechodzi ewolucję, poszukuje wartości duchowych. A jednocześnie o jej spotkaniu z zakonnicą, która straciła wiarę, utrzymywała, że nie wierzy już w Boga" - mówił dwa lata temu Bugajski w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" - relacjonuje "GPC"


http://nowahistoria.interia.pl/aktualnosci/news-bugajski-pokaze-krwawa-lune,nId,1717520

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: tomekl3 w 18-05-2015, 01:28
Na stopklatce oglądam po raz enty Jerry Maguire. Lubię ten film.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Dominik.M w 18-05-2015, 22:11
Pewnie wiekszosc powie ze gniot, dla mnie sie bardzo podobal. Chocby ze wzgledu na tematyke filmu. W pewnych kregach duzo sie teraz mowi o AI. Co jest fascynujace, jak dla mnie.

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: magus w 20-05-2015, 12:45
Jeśli nie widziałeś, to obejrzyj "AI" Spielberga

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Archie w 20-05-2015, 13:11
"Potop Redivivus" - Olbrychski wymiata, Łomnicki trochę w cieniu, Braunek ma cały czas maślane oczy, Teleszyński przekonywujący, Pieczka z humorem, Wichniarz jako Zagłoba w dziesiątkę!
;)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: bsw w 20-05-2015, 13:29
Cytat: Dominik.M
AI. Co jest fascynujace, jak dla mnie.

A może taki - też o "Ex machina":



Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Cypis w 22-05-2015, 09:51
Jeśli nie widziałeś, to obejrzyj "AI" Spielberga

No to i ja dorzucę do kolekcji - "Chappie (http://www.filmweb.pl/film/Chappie-2015-612189#)" . Polecam szczególnie ze względu na wyjątkowo realistyczne efekty specjalne.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Cypis w 11-06-2015, 08:04
Wczoraj zaliczyłem seans pt. Whipflash (http://www.filmweb.pl/film/Whiplash-2014-698847#). Naprawdę warto obejrzeć. Dobra wciągająca fabuła o dążeniu do spełniania marzeń. A wszystko to okraszone znakomitą muzyką jazzową. Polecam nawet tym co jazzu nie lubią.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: 4m w 11-06-2015, 08:24
Tyle, że muzyka to nie wyścigi na czas i lepszym muzykiem nie jest ten, który zagra kawałek w szybszym tempie ;) Ckliwy moralizatorski american dream, ale można obejrzeć.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Cypis w 11-06-2015, 12:11
Tyle, że muzyka to nie wyścigi na czas i lepszym muzykiem nie jest ten, który zagra kawałek w szybszym tempie ;)
Tak, tak.. Czytałem te argumenty w komentarzach w sieci. Tyle tylko, że to nie miało świadczyć o klasie muzyka ale o klasie jego techniki. Ktoś kto potrafi prawidłowo zagrać ćwierćnutę w tempie 380 i to tempo utrzymać, potrafi tym bardziej zagrać w pościelowym 80.

Aby zdać sobie sprawę z trudności utrzymania tempa proponuję razem z perkusistą utrzymać tempo i akcentowanie w wolniutkim kawałku trwającym raptem ciut ponad 5 min.

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: 4m w 11-06-2015, 12:56
Ktoś kto potrafi prawidłowo zagrać ćwierćnutę w tempie 380 i to tempo utrzymać, potrafi tym bardziej zagrać w pościelowym 80.
Nie znasz się, jest dokładnie odwrotnie jak piszesz :)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 11-06-2015, 22:12
Lewiatan Zwiagincewa czyli Rosja putinowska pure. Warto.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 01-07-2015, 01:45
ps - niedawno obejrzałem (nie oglądnołem) parę filmów naszpikowanych nazwiskami.
Samuel L. Jackson - klasa sama dla siebie i Milla Jovowic.

Porażka. Stracony czas. Milla, ścigana przez wszystkie służby na świecie, popyla na koturnach.
Nie przypierdalam sie do sensacji, sam ją chętnie oglądam - nie szukam w filmie jakiejkolwiek logiki, ale jeżeli ma to być rozrywka, uszanujcie naszą inteligencję.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 01-07-2015, 01:46
Pst skopiowałem z pogaduch.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 01-07-2015, 02:17
Pan Verdoux - jakiż to świetny film.
W zamieszaniu jakie wziąłem sobie na łeb - Lloyda, Keatona i Chaplina...
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 01-07-2015, 02:23
Chaplin, wyrzucony z USA, gorzko o kondycji z przed 1939.
Na Filmwebie czytałem o pomstach i często o moralizatorskiej, końcówce filmu.
Ja tam uważam ten film, mimo że dzielą go lata, za realne dokończenie Modern Toking.
A Chaplin zawsze robił filmy "czerwone".
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: nano w 02-07-2015, 09:54
panowie  a   ja poszukuje tytulu filmu ktory widzialem  z 4  lat temu
byl chyba nowy  wtedy na rynku  tak mi sie wydaje

swieeeetny film   polecam kazdemu 
moge wam tylko opisac poczatek

moze  pomoze mi ktos znalesc ten film w sieci

chce go obejrzec pare razy a tu klapa nie wiem jak znalesc

tak sie zaczyna


" facet w miescie wychodzi na ulice 
zaczyna padac deszcz
otwiera parosol i w tym momencie  trafia go piorun !
pada na ulice

przez to zdarzenie  szuka  poczatku  istnienia jezyka  lub slow !! 
i jak sie nie myle  nie umiera  juz nigdy !!

to psyhologiczno  - religiny  film

super



kto pomoze go znalesc

dziekuje
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: magus w 02-07-2015, 21:19
pewnie "Yoth without youth" (Młodość stulatka) Coppoli, z Timem Rothem i Bruno Ganzem, ale on jest trochę starszy

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: nano w 03-07-2015, 07:53
juz  zerkne bardzo dziekuje

tak to ten film !!!!!!!!!!


POLECAM  go  wszystkim
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: lancaster w 05-07-2015, 22:16
Dzikie historie

http://www.filmweb.pl/film/Dzikie+historie-2014-689545
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Archie w 21-10-2015, 08:06
.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 28-10-2015, 15:37
Dzikie historie

http://www.filmweb.pl/film/Dzikie+historie-2014-689545

Pierwszy i ostatni epizod - super!

Można przerobić scenariusz pierwszej części - w pasażerce PO i Zlew, w kokpicie zamknął się Kaczyński :)))
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: magus w 04-11-2015, 19:08
Poznajecie?

(nie oszukiwać, nie podglądać linka)


(https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/8/89/Michel_Piccoli_Cannes_2013.jpg)

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: lukasiakoszust w 04-11-2015, 19:39
polecam film "Cela"

dobry psychologiczno-psychiatryczny horror, który pokazuje co się może stać  z człowiekiem

który nie miał szczęśliwego dzieciństwa
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: 4m w 08-11-2015, 18:16
Syberiada polska w tvp qltura o 20:00, polecaju :)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: w.luczynski w 09-11-2015, 09:51
Uwielbiam Sonię Bohosiewicz w Syberiadzie :)
Jednak wczoraj wybrałem nowy serial Pakt na HBO. Zapowiada się intrygująco.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Zlote Ucho w 28-11-2015, 04:50


Michel Piccoli ?
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Zlote Ucho w 28-11-2015, 04:52


Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: lancaster w 13-12-2015, 15:08
Samsara, jak nie oglądaliście mocno polecam.

konkretnie ten :
http://www.filmweb.pl/film/Samsara-2011-335332

znalazlem jeszcze jeden film o tym samym tytule.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: magus w 13-12-2015, 15:15
Kontynuacja Baraki

świetne

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: lancaster w 13-12-2015, 16:43
Tale of Tales (2015)



Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Haka w 13-12-2015, 17:03
0:42 - Diablo Włodarczyk ?

;)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: 4m w 13-12-2015, 18:41
Wpadnę w ciąg dzisiaj chyba:


    Dzisiaj 19:10     TVP Kultura

Tren na śmierć cenzora, Polska 1992
Film ukazuje mechanizmy funkcjonowania PRL-owskiej instytucji cenzury. Znani twórcy filmowi opowiadają o kontaktach i doświadczeniach z cenzorami.
    Czas trwania: 41 minut, Gatunek: Film dokumentalny
    Reżyseria: Krzysztof Magowski


    Dzisiaj 20:10    TVP 2

Czarny Czwartek. Janek Wiśniewski padł, Polska 2011
Wybrzeże, grudzień 1970 r. Stoczniowcy podejmują strajk, domagając się wyższych zarobków. Oddziały wojska i milicji zostają wysłane przeciw strajkującym. Wojsko otwiera ogień do robotników.
    Czas trwania: 105 minut, Gatunek: Dramat historyczny
    Reżyseria: Antoni Krauze



    Dzisiaj 21:55    TVP 1

Rozmowy kontrolowane, Polska 1991
W grudniu 1981 r. Ryszard Ochódzki otrzymuje od pułkownika SB zadanie przeniknięcia do struktur "Solidarności" w Suwałkach. Akcja przybiera nieoczekiwany obrót.
    Czas trwania: 90 minut, Gatunek: Komedia
    Reżyseria: Sylwester Chęciński


Polecam wszystkim, zwłaszcza pewnym osobom z moderacji :)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: lancaster w 15-12-2015, 23:45
http://www.filmweb.pl/film/Suburra-2015-732348

ogólnie dobry film, nieco pokrecony, polecam.

a dla 4m zagadka : znajdx 1 roznice miedzy przepychaniem ustaw we Wloszech i 3RP  :-)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: magus w 16-12-2015, 08:48
Czarny Czwartek. Janek Wiśniewski padł, Polska 2011
Wybrzeże, grudzień 1970 r. Stoczniowcy podejmują strajk, domagając się wyższych zarobków. Oddziały wojska i milicji zostają wysłane przeciw strajkującym. Wojsko otwiera ogień do robotników.
    Czas trwania: 105 minut, Gatunek: Dramat historyczny
    Reżyseria: Antoni Krauze

Polecam wszystkim,



Znamy, znamy
To film tego samego reżysera, który właśnie kręci "Smoleńsk"
Cała Polska nie może się doczekać

A wracając do samego "Czarnego czwartku"
Może nie wszyscy wiedzą, że całkiem niedawno sądy III RP osoby odpowiedzialne ze te morderstwa albo uniewinniły, albo skazały na karę w zawieszeniu za "pobicie ze skutkiem śmiertelnym"

"Pobici kulami z kałacha na śmierć" - kwintesencja skundlenia obecnego postkomunistycznego sądownictwa

Także, również polecam
Oba filmy Antoniego Krauze, czyli "Czarny czwartek" i "Smoleńsk", którego premiera zapowiadana jest na przełom marca i kwietnia

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Archie w 22-12-2015, 14:23
"Ten hollywodzki film nakręcono wyłącznie przy użyciu światła naturalnego

Zwykle to, co uważamy za klimat filmu jest efektem ciężkiej pracy ekipy oświetleniowców. Warto jednak pamiętać o potędze światła naturalnego. Emanuel Lubezki, filmowiec odpowiedzialny za najnowszą hollywodzką produkcję z Leonardem DiCaprio, sfilmował niemal cały materiał bez użycia sztucznego oświetlenia.

Emanuel Lubezki zdążył już wyrobić sobie mocną pozycję wśród amerykańskich filmowców. W 2014 roku otrzymał oskara za zdjęcia do filmu „Grawitacja”, a rok później pomógł stworzyć wyjątkową narrację filmu „Birdman”, zamykającą całą akcję w jednym długim ujęciu. Jak dowiadujemy się z rozmowy z twórcą, przeprowadzoną przez magazyn Variety, również po najnowszym filmie z jego udziałem możemy spodziewać się wyjątkowych efektów wizualnych.

Okazuje się bowiem, że zdjęcia do filmu „The Revenant”, w którym główną rolę gra Leonardo DiCaprio, prawie w całości powstały przy użyciu światła naturalnego. „Chcieliśmy, by ten film był jak najbardziej wciągający i bezpośredni. Zdecydowaliśmy się na nie korzystanie ze sztucznego oświetlenia, by publiczność uwierzyła, że to co widzi dzieje się naprawdę. Dodatkowego światła użyliśmy wyłącznie przy kręceniu jednej sceny z ogniskiem. Silny wiatr powodował odciągające uwagę migotanie płomienia. Użyliśmy więc kilku żarówek, by wyrównać oświetlenie.” - mówi autor zdjęć.

Film „The Revenant”, w reżyserii Alejandro Gonzáleza Iñárritu, opowiadający dramatyczną historię podróżnika i odkrywcy Hugha Glassa trafi do polskich kin pod koniec stycznia 2016 roku. Jesteśmy bardzo ciekawi efektów. Zapowiada się bowiem uczta dla oka. Przedsmak tego, czego możemy się spodziewać oferuje powyższy zwiastun.

Warto pokazać go osobom narzekającym na brak dobrego światła do pracy.

Więcej informacji znajdziecie na stronie variety.com. "

http://www.fotopolis.pl/n/21791/Ten-hollywodzki-film-nakrecono-wylacznie-przy-uzyciu-swiatla-naturalnego/




Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: lancaster w 28-12-2015, 11:39
Oglądaliscie nowe starwarsy ? Chcialem sie wybrac ale do poznanskiego imaxa bilety byly dostepne chyba dawno dawno temu w odleglej galaktyce :-)

Poczekam jeszcze ze 2 tygodnie, moze sie poluzuje. Wrazenia z tego co czytalem różne.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Haka w 28-12-2015, 14:58
Cytuj
Oglądaliscie nowe starwarsy ?


Jak obejrzałem za młodu "Gwiezdne wojny" ,  to nawet zakochałem się  w księżniczce.

Po dwóch następnych " Imperium kondratakuje " i "Powrót jedi " kochałem już wszystkie postaci.


Ale jak zobaczyłem, małego Anakina, to czar Vadera i całej sagi prysnął na zawsze i nie zmieni tego żaden obraz, dźwięk, czy efekty specjalne :(






Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Gustaw w 28-12-2015, 23:37
Oglądaliscie nowe starwarsy ? Chcialem sie wybrac ale do poznanskiego imaxa bilety byly dostepne chyba dawno dawno temu w odleglej galaktyce :-)

Poczekam jeszcze ze 2 tygodnie, moze sie poluzuje. Wrazenia z tego co czytalem różne.

Właśnie wróciłem. Wrażenia pozytywne i bardzo miło jestem zaskoczony. To zdecydowanie najlepsza część z nowej serii. Bardzo zgrabnie połączone z pierwszą serią. Ma lekko luźniejszy klimat niż pierwsze ale to ciągle Star Wars w przeciwieństwie do części w której Anakin "nosił pampersy". Czy można to było zrobić lepiej? Hmmm ... nie sądzę.

A! Zapomniałem o sporej niedogodności nie związanej bezpośrednio z samym filmem.
Odwiedziłem kino po dwóch latach (Cienmacity Poznań). Kultura wyższa? "Nie ma to jak w kinie"?, Spektakl? To są chyba jaja i kompletnie nic nie przemawia za tym aby chodzić do kina.

Spektakl? 25 minut reklam (patrzyłem na zegarek). Nie za to płacę. Do tego popkorn, Pepsi i chrupanie płatków na fotelach obok.
Niedługo ubikacje zrobią na środku sali albo ktoś grilla rozpali. Czy na serio podczas 2 godzin z kawałkiem pobytu w kinie można umrzeć z głodu? Czy trzeba żreć te świństwa przeszkadzając innym? Czy nie można zjeść wcześniej albo poźniej?
Dlaczego n.p. nikt nie wpadnie na pomysł aby w takiej operze, podczas spektaklu siorbać colę i wpierdzielać popkorn?

Muszę odkurzyć mój projektor EPSON-a i mieć kompletnie w pompie styczność z taką "kulturą". Zaczyna mi kołatać powili w głowie update mojego kina z 720p do 1080p lub wyżej, do tego Dolby Atmos zamiast starego DTS.
To gów.... prawda, że wrażenia w domu na 100" ekranie są nieporównywalne z kinem. To nie jest tylko moja opinia ale całościowo, w moim przypadku, lepiej ogląda się w domu.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: almagra w 29-12-2015, 17:27
Wczoraj byłem na siódmym StarWarsie...No żesz kurwa,żenada.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 31-12-2015, 20:44
Szatańskie Tango (Satantango) Bela Tarr 1994 - ktoś z szanownych oglądał?
Fil trwa, bagatela, ok. ośmiu godzin.
Warto atakować?

FWeb:

Nizina Węgierska. Odcięta od świata postkomunistyczna wioska. Jej mieszkańcy prowadzą życie monotonne, pozbawione złudzeń, pełne samotności, która bez końca przypomina im o życiowej pustce. By oddalić świadomość wspólnego i indywidualnego nieszczęścia, oddają się marzeniom. Jedni pragną uciec z pozbawionego perspektyw miejsca, inni układają misterne plany, które miałyby, często kosztem otoczenia, odmienić ich życie. Wszyscy oczekują Zbawiciela. Ma odkupić grzechy. Sprawić, by życie stało się łatwiejsze, lepsze... Pewnego dnia marzenie spełnia się. Zbawiciel nadchodzi...
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: touok w 04-01-2016, 11:41
Jeden z najlepszych filmów w historii kina zdaniem niektórych.
Ale nie, nie widziałem. Co najwyżej póki co - przymierzam się :)
Poza czasem trwania jest chyba cholernie wymagający.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: lukasiakoszust w 05-01-2016, 16:43
przełożony sierżanta Kriszo odszedł
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Fester w 05-01-2016, 19:58
Ta seria "Żandarmów" powinna odejść razem z nim. Nie były to komedie wielkiego formatu. De Funes też tu nie błyszczał. Wolę oglądać go w "Przygodach Rabiego Jakuba", "Gamoniu" czy "Wielkiej włóczędze". W obu w towarzystwie Bourvila. Tego ostatniego nie wymieniam przypadkowo. Zagrał wielką rolę komisarza Mattei w bodaj najlepszym francuskim kryminale "W kręgu zła". Szkoda, że ten film jest tak rzadko przypominany.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: lancaster w 05-01-2016, 20:22
Z kryminalow ostatnio ogladalem "Złodzieja" Michaela Manna, film z poczatku lat 80-ych, poczatek twoczosci, do dzis dobrze sie oglada. Muzyka Tangerine Dream.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Fester w 05-01-2016, 21:20
Niedawno oglądałem jego "Wrogów publicznych" i nie byłem tym filmem zachwycony. Man dla mnie to przede wszystkim reżyser świetnego serialu "Crime Story" oraz "Wydarzyło się w Los Angeles" i jego remake "Gorączka".
Mimo, że remake Man nakręcił w doborowej obsadzie, to pierwowzór podobał mi się bardziej.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: magus w 05-01-2016, 22:56
"Niepokonana Conchita Wurts"

właśnie zaczyna się na dwójce ...

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Fester w 06-01-2016, 10:02
W ten sposób TVP2 rozumie swoją misję. Conchita Wurst świetnie się do tego nadaje. Ponieważ nie udało się wygrać następnego festiwalu ojrowizji przez wokalistkę na wózku czy zespół downrockowy, to zapewne musi objawić się jakieś nowe mainstreamowe cudo obyczajowe.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: 4m w 19-01-2016, 09:44
Knives Out

Polski szowinizm, nienawiść do imigrantów, frustracja młodego pokolenia, które nie ma tyle, ile chciałoby mieć. Przemysław Wojcieszek zakończył właśnie prace nad nowym filmem. Zapowiada się jeden z mocniejszych polskich filmów ostatnich lat.
Przemysław Wojcieszek, polski reżyser filmowy, od lat z powodzeniem funkcjonujący obok głównego nurtu polskiego kina - zarówno pod względem formy i treści swoich filmów, jak i sposobu ich realizowania i finansowania - intensywnie pracuje. Dopiero co światło dzienne ujrzał jego niezwykły ekranowy dziennik, a twórca właśnie zakończył prace nad swoim najnowszym projektem: filmem fabularnym o współczesnej Polsce.

W czasach, kiedy reżyserzy drżą, czy politycy nie będą chcieli zbyt mocno ingerować w ich dzieła, kiedy artyści drżą o granty i dotacje, Wojcieszek zrealizował film bardzo radykalny w swojej wymowie, zdobywając nań pieniądze w sposób daleki od standardu, bez żadnego zaangażowania środków publicznych. W czasach, kiedy wielu artystów ze zdumieniem zauważa, że tego typu finanse zależne są od politycznego zapotrzebowania ich dysponentów, Wojcieszek posłużył się znaną od lat w alternatywnym środowisku artystycznym metodą "DIY", czyli "zrób to sam", pozwalającą na pełną niezależność i wolność mówienia tego, co się chce.

Film zatytułowany jest "Knives Out". Rzecz dzieje się w jak najbardziej współczesnej Polsce, dosłownie dziś - jest już po wyborach prezydenckich, które wygrał Andrzej Duda. Jeden z bohaterów mówi nawet: "Głosowałem na Dudę. Ale powiem ci szczerze, głosowałem na niego z litości. Przez rok był u nas prawnikiem jak rozkręcaliśmy firmę, ale nie radził sobie, więc musieliśmy wynająć kogoś innego. Pewnego dnia patrzę i gość startuje na prezydenta. Ale miał już inny numer. Przeczytałem w necie jego program, ale to się, kurwa, nie trzymało kupy. Ale zagłosowałem na niego. Mam parę zdjęć ze starych czasów jak grillujemy razem kiełbasę z Lidla. Polska to mały kraj".

Domek w lesie, nad jeziorem. Na letni weekend przyjeżdża tam grupa młodych ludzi. To przyjaciele sprzed lat - chodzili razem do liceum, pół dekady temu zdawali maturę, ale potem ich ścieżki się rozdzieliły. Jedni zrobili kariery w korporacjach, inni - dorobili się pieniędzy programując ułatwiające każdą życiową czynność aplikacje, jeszcze inni - są przegrani: pracują na pół etatu za pieniądze, które nie pozwalają normalnie żyć. Łączy ich jedno: kochają Polskę i uważają się za najlepsze pokolenie. Co chwila, jak mantrę, powtarzają nazwę swojej ojczyzny i dodające otuchy hasło: "Polska jest zajebista. Jesteśmy najlepszym pokoleniem".

Ale między "nocne Polaków rozmowy" 2015 roku, w których poczucie narodowej dumy łączy się ze z trudem ukrywanym żalem, że jednak nie wszystko wszystkim poszło tak, jakby chcieli, niespodziewanie wdziera się zaskakujący element. Obcy. W postaci Ukrainki - pracuje w firmie jednego z bohaterów, przywiózł ją do domu, "żeby się integrowała, bo nikogo nie zna". Ale szybko okazuje się, że integrują się raczej Polacy. W taki sposób, w jaki w ostatnich czasach Polacy integrują się najszybciej i najsprawniej - przeciwko niej, wspólnemu wrogowi.

Atmosfera nakręca się coraz bardziej, z twarzy z pozoru miłych biznesmenów i urzędników spadają maski, alkohol sprawia, że przestają się hamować. W leśnej ciszy zaczynają brzmieć coraz mocniejsze słowa: "Pół miliona Ukraińców. Może więcej. Nikt tego nie liczy. Co z tego, że dzisiaj sprzedają hamburgery w przyczepach i mieszkają po dziesięciu w jednym osranym mieszkaniu. Za chwilę przyjdą po to, co ty i ja kochamy najbardziej. Wkurwia mnie, że tu przyjeżdżają. Przywożą ze sobą cały ten negatywizm. Ten wschodni nihilizm, tę nienawiść. Zarażają nas tym. Zarażają najlepsze pokolenie".

To mocne słowa, ale i tak mają się nijak do tego, co przeczytać można na co dzień w internecie pod jakimkolwiek artykułem czy postem na temat imigrantów, czy na któryś z innych dyżurnych gorących tematów: od Smoleńska do Tokarczuk.

- Przez cały ubiegły rok pracowałem nad innym projektem - opowiada Wojcieszek. - Kiedy patrzę dziś na niego z perspektywy "Knives Out", widzę typowy polski film - wyestetyzowaną wydmuszkę, która ma podobać się w Gdyni, a następnie trafić do prime time'u w publicznej telewizji. Tymczasem wybory wygrywa Duda i jego metroseksualny nacjonalizm, a dodatkowo okazuje się, że wygrał dzięki głosom dwudziestoparolatków. Wybrałem się do szkoły aktorskiej we Wrocławiu, gdzie nie byłem od wieków, bo nie interesuje mnie Czechow i wybrałem grupę świetnych młodych ludzi. Zaczęliśmy o tym gadać, ale czułem że to jeszcze nie to. Że mam jeszcze za mało paliwa. Dosłownie kilka tygodni później wybuchła histeria antyimigracyjna i największe redakcje zaczęły zamykać działy komentarzy, bo codziennie pojawiały się nawoływania do ponownego otwarcia Auschwitz. Proszę to sobie dokładnie powtórzyć. "Ponownego otwarcia Auschwitz". Natychmiast zaczęliśmy wspólnie pisać tekst, bo nie chciałem, żeby czterdziestolatek pisał o dwudziestoparolatkach.

Przystępując do pracy Wojcieszek nie miał najmniejszych wątpliwości: realizacja tak radykalnego w swojej wymowie projektu będzie trudna pod względem finansowym.

- Uwielbiam realizować ryzykowne projekty, ale nie jestem samobójcą - mówi. - Muszę mieć wsparcie z jakiejś strony. Wiem, że przy "Knives Out" nie mogę liczyć na żadną telewizję czy fundusz filmowy w Polsce, bo pomijając ich patologiczny klientelizm, mieliśmy rok wyborczy i wszyscy ci ludzie żyją w ciągłym strachu, że za chwilę stracą pracę lub wpływy. Polscy liberałowie są naprawdę żałośni. Wystarczy paru nacjonalistów wymachujących pięścią i natychmiast schowają się do mysiej dziurki. Wykonałem też kilkanaście telefonów do ludzi z branży pytając o pieniądze i wszyscy bardzo mi współczuli, że z własnej woli pakuję się w kłopoty. Dołęga-Mostowicz był jednak geniuszem: to operetkowe państwo nigdy się nie zmieni. Napisałem do ludzi z Berlinale, że mam taki pomysł i czy przypadkiem nie mają już w tym roku jakichś dobrych filmów z Polski. Ich odpowiedź była krótka - kręć i przyjeżdżaj. Bez ich zachęty nie odważyłbym się tak ryzykować.

Warto dodać, że festiwal filmowy w Berlinie od lat słynie z politycznego zaangażowania i prezentowania filmów, które zajmują wyraźne stanowisko w ważnych dla współczesnego świata sprawach. Jego kolejna edycja odbędzie się w dniach 11-21 lutego 2016 roku, czasu na przygotowanie filmu Wojcieszek miał więc niewiele.

- Zrealizowałem zdjęcia w rekordowym czasie dwóch tygodni. Ale prawdę mówiąc flow był tak dobry, że już po dwunastu dniach nie było co robić - opowiada reżyser. - Uwielbiam szybkie kino polityczne, miałem do tego świetny zespół, najlepszy od lat. Z rekordową grupą debiutantów, których entuzjazm mnie napędzał. Kiedy pomysł jest dobry i wszyscy wierzą w to co robią, wtedy mnóstwo rzeczy powstaje bezwiednie, intuicyjnie. Musimy zdążyć na festiwal, bo to kolosalna szansa na promocję filmu, grających w nim aktorów oraz na zwrot zainwestowanych w projekt pieniędzy. A to jest ważne, bo robię go poza systemem i mam zerowy margines błędu. Zresztą w obecnej sytuacji politycznej w Polsce tylko wsparcie ze strony dużego zagranicznego festiwalu filmowego gwarantuje mnie i temu filmowi nietykalność. Zrobiliśmy film będący w totalnej opozycji do tych quasi-faszystowskich pomysłów na kino propagowanych przez obecną władzę. Zadajemy też kłam temu, co powtarza branża - że nie da się teraz zrobić mocnego, politycznego kina, więc raczej nikt nie będzie nas kochał. Całe środowisko filmowe sra w gacie ze strachu i ogląda filmografię Leni Riefenstahl na ripicie, żeby zaadaptować swoje pomysły pod fantazje brunatnych prostaków. A my celujemy im wszystkim w zęby. Instytucje zajmujące się kinem w Polsce to groteskowa fasada. Żeby robić tutaj takie kino trzeba mieć nerwy ze stali, ale to właśnie lubię. Psujemy humor faszystom. Czy może być coś bardziej zajebistego?



To może być niezły cios w te maliniakowe mordki :) Muszę obejrzeć.
--
Żadne krzyki i płacze nas nie przekonają, że białe jest białe, a czarne jest czarne - Jarosław Kaczyński.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: magus w 19-01-2016, 09:54
Ostatni raz, kiedy kręcono tego typu "bezkompromisowe" filmy - o polskim rasizmie przed EURO 2012 - społecznie zaangażowane organizacje musiały same malować rasistowskie napisy, bo "naturalnych" nie mogły jakoś znaleźć. :D

To zupełnie jak z imperialistyczną stonką - sekretarze kazali rozrzucać ją po polach, żeby ludność pracująca miast i WSI miała co zbierać i co potępiać.

Zresztą podobnie było z filmami "Pokłosie", "W ciemności", czy "Ida" - w każdym z tych politycznie zaangażowanych tworów opartych rzekomo na historii trzeba było dobrze nakłamać, żeby uzasadnić jedynie słuszną tezę.

Ale spoko, do kanonu wszedł "Pancernik Potiomkin", czy "Pokolenie", teraz wchodzi "Ida", to znajdą się też chętni na obejrzenie słusznych dzieł autorów, którzy mają prastary problem emigrantów z 1-miesięcznym stażem pt. "Eeeee ...., jak to będzie po polsku?" :D

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: almagra w 19-01-2016, 12:13
Zły to ptak co własne gniazdo zasrywa.
A propos,ten film,co się jego reżyser powiesił,to widział kto?
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: lancaster w 19-01-2016, 12:26
Most szpiegów. Tom Hanks w dobrej formie. Dla kogos moze byc miejscami dluzyzna, mi sie podobal.

O nowym filmie z Di Caprio (western) chyba juz pisalem, jesli nie to tez polecam, troche amerykanski ale swietnie sie oglada. Podobno krecony tylko przy uzyciu naturalnego światła.

Nowy Tarrantino tez calkiem spoko, o ile kogos nie podraznia tarrantinowskie klimaty.


a starwarsow dalej nie widzialem, czaje sie na weekend.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: magus w 19-01-2016, 12:33
Most szpiegów. Tom Hanks w dobrej formie. Dla kogos moze byc miejscami dluzyzna, mi sie podobal.



Cenckiewicz cokolwiek zjechał historię pokazaną w tym filmie - m.in.

"Tekst, jaki wyświetla się na końcu filmu, jest natomiast szczytem niewiedzy lub propagandy! Oto Spielberg zakomunikował nam, że Sowieci nigdy nie przyznali, że „Rudolf Abel” był szpiegiem! To nieprawda! Nie dość, że pochowali go wśród zasłużonych KGB-istów, to na jego grobie wyrysowali miecz i tarczę KGB, a w 1990 r. w ramach serii „sowieckij razwiedczik” wydali znaczek pocztowy…"


(http://niezalezna.pl/uploads/zdjecie2015/144889953011136773439.jpg)

http://niezalezna.pl/73439-cenckiewicz-ostro-o-nowym-filmie-spielberga-most-szpiegow-demo-liberalna-agitka

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: lancaster w 19-01-2016, 14:06
Nie ma 2 zdan w temacie ze film pokazuje Rudolfa jako sympatycznego ale szpiega. a jak na koncu jest napis (przegapilem) ze nie przyznano ze byl szpiegiem a w rzeczywistosci przyznano to co to zmienia ? Film do bani ?:-) 
Przyznano oficjalnie ?
Pewnie nie, wiec niech sie Pan Cenckiewicz zajmie rzeczami na ktore dokumenty historyczne potwierdzaja jego opinie.
Jak dla mnie mogli faceta pochowac w mauzoleum Lenina i nadal nie przyznac oficjalnie ze byl szpiegiem.

Jesli nie ma takiego dokumentu w  tym przypadku to dobrze napisano ze oficjalnie nikt nie przyznal ze Rudol Abel byl sovieckim szpiegem.

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: dabyl w 19-01-2016, 14:28
a starwarsow dalej nie widzialem, czaje sie na weekend.


Jedni mówią, że "powrót do starych, dobrych klimatów", drudzy że "rehabilitacja po częściach I, II i III", jeszcze inni wspominają "raczej dla zaciętych fanów".

Ja myślę, że wszystkiego po trochu. Wizualnie całkiem fajnie się ogląda, akcja - dużo się dzieje, efekty specjalne i komputerowe (ukłon w stronę tych pierwszych kosztem tych drugich - wyszło na plus, bo jest nieco bardziej "naturalnie"), aktorzy w dużej części spoza mainstreamu - w tym przypadku moim zdaniem również wyszło na plus... Niestety tylko tyle z plusów. A z minusów, które niby nie są istotne ale jednak przeszkadzają to min sporo błędów logicznych i "fizycznych" (rzekomo celowy zabieg, bo tak właśnie kręcono w latach '70 - ale to gówno prawda, bo momentami aż mózg boli), spłycanie aspektów psychologicznych niektórych wątków, w ogóle spłycanie i upraszczanie wątków, powtarzalność i eksploatacja motywów - owszem, sprawdzonych w "pierwszej trylogii" ale jednak można było się bardziej postarać i wymyślić coś nowego. Generalnie można obejrzeć, ale nie wciąga i nie zajmuje, a w momencie pojawienia się napisów końcowych człowiekowi nie jest szkoda, że już po wszystkim. Raczej rozrywka dla tych mniej (nie wiem czy nie "najmniej") wymagających widzów.

Podobało mi się min, choć to nie ma wiele wspólnego z odbiorem filmu jako całościowego widowiska, zatrudnienie starych aktorów, którzy grali w pierwszej trylogii - choć jak to mówią: "gimby nie znajo" - a gimbów większość w kinie i raczej faktycznie nie wiedzieli "o co kaman". Ja uśmiechnąłem się mimowolnie :)

PS: jest jeszcze jedna rzecz, która mnie osobiście bardzo boli, a powtarza się niestety dosyć często w filmach - żarty sytuacyjne i słowne, których mamy tutaj wmontowanych w ilościach, że tak to ujmę DO PORZYGU. Chodzi mi o te sytuacje, w których główni bohaterowie, na których barkach leży przyszłość Galaktyki (tak, Galaktyki - bo tu już nie o samą ludzkość chodzi), mają właśnie zginąć - i w tym momencie pada żart, po którym część widzów w kinie (głównie ta z popcornem w lewej łapie, colą w prawej i przeżuwająca naczos)  bucha śmiechem - jest jednak też ta część, niestety mniejsza, która jednak powie "kuuuurwa, dali by se już spokój".

Jeśli miałbym porównać np z Prometeuszem, to jednak SW wypada - bajkowo, powierzchownie, bez ambicji, bajkowo - generalnie "mocno słabo".
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: magus w 19-01-2016, 14:38
Nie jestem jakimś specjalnym fanem kolejnej części Gwiezdnych Wojen, ale to właśnie z Prometeusza wyszedłem bardziej rozczarowany. Może dlatego, że po Gwiezdnych Wojnach jednak niewiele oczekiwałem, a w filmie Scotta spodziewałem się jednak więcej z poziomu 8 Pasażera. A może to ta pierwsza, cokolwiek plastikowa scena z umierającym Prometeuszem (to On?)? Do tego stopnia byłem zniesmaczony grafiką, że nawet nie chciało mi się zastanawiać, o co w tym tak naprawdę chodziło.

Aczkolwiek, paradoksalnie (a może nie?), powtórnie chętniej obejrzę jednak film Scotta
(a najchętniej Blade Runnera ;-) )


p.s. ktoś tu już reklamował - polecam również Ex Machina
o sztucznej inteligencji, ale bardziej ambitnie właśnie ...



Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 19-01-2016, 21:40
.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 19-01-2016, 21:41
Knives Out

Polski szowinizm, nienawiść do imigrantów, frustracja młodego pokolenia, które nie ma tyle, ile chciałoby mieć. Przemysław Wojcieszek zakończył właśnie prace nad nowym filmem. Zapowiada się jeden z mocniejszych polskich filmów ostatnich lat.
Przemysław Wojcieszek, polski reżyser filmowy, od lat z powodzeniem funkcjonujący obok głównego nurtu polskiego kina - zarówno pod względem formy i treści swoich filmów, jak i sposobu ich realizowania i finansowania - intensywnie pracuje. Dopiero co światło dzienne ujrzał jego niezwykły ekranowy dziennik, a twórca właśnie zakończył prace nad swoim najnowszym projektem: filmem fabularnym o współczesnej Polsce.

W czasach, kiedy reżyserzy drżą, czy politycy nie będą chcieli zbyt mocno ingerować w ich dzieła, kiedy artyści drżą o granty i dotacje, Wojcieszek zrealizował film bardzo radykalny w swojej wymowie, zdobywając nań pieniądze w sposób daleki od standardu, bez żadnego zaangażowania środków publicznych. W czasach, kiedy wielu artystów ze zdumieniem zauważa, że tego typu finanse zależne są od politycznego zapotrzebowania ich dysponentów, Wojcieszek posłużył się znaną od lat w alternatywnym środowisku artystycznym metodą "DIY", czyli "zrób to sam", pozwalającą na pełną niezależność i wolność mówienia tego, co się chce.

Film zatytułowany jest "Knives Out". Rzecz dzieje się w jak najbardziej współczesnej Polsce, dosłownie dziś - jest już po wyborach prezydenckich, które wygrał Andrzej Duda. Jeden z bohaterów mówi nawet: "Głosowałem na Dudę. Ale powiem ci szczerze, głosowałem na niego z litości. Przez rok był u nas prawnikiem jak rozkręcaliśmy firmę, ale nie radził sobie, więc musieliśmy wynająć kogoś innego. Pewnego dnia patrzę i gość startuje na prezydenta. Ale miał już inny numer. Przeczytałem w necie jego program, ale to się, kurwa, nie trzymało kupy. Ale zagłosowałem na niego. Mam parę zdjęć ze starych czasów jak grillujemy razem kiełbasę z Lidla. Polska to mały kraj".

Domek w lesie, nad jeziorem. Na letni weekend przyjeżdża tam grupa młodych ludzi. To przyjaciele sprzed lat - chodzili razem do liceum, pół dekady temu zdawali maturę, ale potem ich ścieżki się rozdzieliły. Jedni zrobili kariery w korporacjach, inni - dorobili się pieniędzy programując ułatwiające każdą życiową czynność aplikacje, jeszcze inni - są przegrani: pracują na pół etatu za pieniądze, które nie pozwalają normalnie żyć. Łączy ich jedno: kochają Polskę i uważają się za najlepsze pokolenie. Co chwila, jak mantrę, powtarzają nazwę swojej ojczyzny i dodające otuchy hasło: "Polska jest zajebista. Jesteśmy najlepszym pokoleniem".

Ale między "nocne Polaków rozmowy" 2015 roku, w których poczucie narodowej dumy łączy się ze z trudem ukrywanym żalem, że jednak nie wszystko wszystkim poszło tak, jakby chcieli, niespodziewanie wdziera się zaskakujący element. Obcy. W postaci Ukrainki - pracuje w firmie jednego z bohaterów, przywiózł ją do domu, "żeby się integrowała, bo nikogo nie zna". Ale szybko okazuje się, że integrują się raczej Polacy. W taki sposób, w jaki w ostatnich czasach Polacy integrują się najszybciej i najsprawniej - przeciwko niej, wspólnemu wrogowi.

Atmosfera nakręca się coraz bardziej, z twarzy z pozoru miłych biznesmenów i urzędników spadają maski, alkohol sprawia, że przestają się hamować. W leśnej ciszy zaczynają brzmieć coraz mocniejsze słowa: "Pół miliona Ukraińców. Może więcej. Nikt tego nie liczy. Co z tego, że dzisiaj sprzedają hamburgery w przyczepach i mieszkają po dziesięciu w jednym osranym mieszkaniu. Za chwilę przyjdą po to, co ty i ja kochamy najbardziej. Wkurwia mnie, że tu przyjeżdżają. Przywożą ze sobą cały ten negatywizm. Ten wschodni nihilizm, tę nienawiść. Zarażają nas tym. Zarażają najlepsze pokolenie".

To mocne słowa, ale i tak mają się nijak do tego, co przeczytać można na co dzień w internecie pod jakimkolwiek artykułem czy postem na temat imigrantów, czy na któryś z innych dyżurnych gorących tematów: od Smoleńska do Tokarczuk.

- Przez cały ubiegły rok pracowałem nad innym projektem - opowiada Wojcieszek. - Kiedy patrzę dziś na niego z perspektywy "Knives Out", widzę typowy polski film - wyestetyzowaną wydmuszkę, która ma podobać się w Gdyni, a następnie trafić do prime time'u w publicznej telewizji. Tymczasem wybory wygrywa Duda i jego metroseksualny nacjonalizm, a dodatkowo okazuje się, że wygrał dzięki głosom dwudziestoparolatków. Wybrałem się do szkoły aktorskiej we Wrocławiu, gdzie nie byłem od wieków, bo nie interesuje mnie Czechow i wybrałem grupę świetnych młodych ludzi. Zaczęliśmy o tym gadać, ale czułem że to jeszcze nie to. Że mam jeszcze za mało paliwa. Dosłownie kilka tygodni później wybuchła histeria antyimigracyjna i największe redakcje zaczęły zamykać działy komentarzy, bo codziennie pojawiały się nawoływania do ponownego otwarcia Auschwitz. Proszę to sobie dokładnie powtórzyć. "Ponownego otwarcia Auschwitz". Natychmiast zaczęliśmy wspólnie pisać tekst, bo nie chciałem, żeby czterdziestolatek pisał o dwudziestoparolatkach.

Przystępując do pracy Wojcieszek nie miał najmniejszych wątpliwości: realizacja tak radykalnego w swojej wymowie projektu będzie trudna pod względem finansowym.

- Uwielbiam realizować ryzykowne projekty, ale nie jestem samobójcą - mówi. - Muszę mieć wsparcie z jakiejś strony. Wiem, że przy "Knives Out" nie mogę liczyć na żadną telewizję czy fundusz filmowy w Polsce, bo pomijając ich patologiczny klientelizm, mieliśmy rok wyborczy i wszyscy ci ludzie żyją w ciągłym strachu, że za chwilę stracą pracę lub wpływy. Polscy liberałowie są naprawdę żałośni. Wystarczy paru nacjonalistów wymachujących pięścią i natychmiast schowają się do mysiej dziurki. Wykonałem też kilkanaście telefonów do ludzi z branży pytając o pieniądze i wszyscy bardzo mi współczuli, że z własnej woli pakuję się w kłopoty. Dołęga-Mostowicz był jednak geniuszem: to operetkowe państwo nigdy się nie zmieni. Napisałem do ludzi z Berlinale, że mam taki pomysł i czy przypadkiem nie mają już w tym roku jakichś dobrych filmów z Polski. Ich odpowiedź była krótka - kręć i przyjeżdżaj. Bez ich zachęty nie odważyłbym się tak ryzykować.

Warto dodać, że festiwal filmowy w Berlinie od lat słynie z politycznego zaangażowania i prezentowania filmów, które zajmują wyraźne stanowisko w ważnych dla współczesnego świata sprawach. Jego kolejna edycja odbędzie się w dniach 11-21 lutego 2016 roku, czasu na przygotowanie filmu Wojcieszek miał więc niewiele.

- Zrealizowałem zdjęcia w rekordowym czasie dwóch tygodni. Ale prawdę mówiąc flow był tak dobry, że już po dwunastu dniach nie było co robić - opowiada reżyser. - Uwielbiam szybkie kino polityczne, miałem do tego świetny zespół, najlepszy od lat. Z rekordową grupą debiutantów, których entuzjazm mnie napędzał. Kiedy pomysł jest dobry i wszyscy wierzą w to co robią, wtedy mnóstwo rzeczy powstaje bezwiednie, intuicyjnie. Musimy zdążyć na festiwal, bo to kolosalna szansa na promocję filmu, grających w nim aktorów oraz na zwrot zainwestowanych w projekt pieniędzy. A to jest ważne, bo robię go poza systemem i mam zerowy margines błędu. Zresztą w obecnej sytuacji politycznej w Polsce tylko wsparcie ze strony dużego zagranicznego festiwalu filmowego gwarantuje mnie i temu filmowi nietykalność. Zrobiliśmy film będący w totalnej opozycji do tych quasi-faszystowskich pomysłów na kino propagowanych przez obecną władzę. Zadajemy też kłam temu, co powtarza branża - że nie da się teraz zrobić mocnego, politycznego kina, więc raczej nikt nie będzie nas kochał. Całe środowisko filmowe sra w gacie ze strachu i ogląda filmografię Leni Riefenstahl na ripicie, żeby zaadaptować swoje pomysły pod fantazje brunatnych prostaków. A my celujemy im wszystkim w zęby. Instytucje zajmujące się kinem w Polsce to groteskowa fasada. Żeby robić tutaj takie kino trzeba mieć nerwy ze stali, ale to właśnie lubię. Psujemy humor faszystom. Czy może być coś bardziej zajebistego?



To może być niezły cios w te maliniakowe mordki :) Muszę obejrzeć.
--
Żadne krzyki i płacze nas nie przekonają, że białe jest białe, a czarne jest czarne - Jarosław Kaczyński.



Będzie to zapewne dzieło wiekopomne - coś jak Narodziny narodu, Nietolerancja, Przeminęło z wiatrem, albo co najmniej Pokłosie.
Już zacieram ręce - polska kinematografia pokaże co potrafi.
Jak będzie dużo gnębionych Żydów i pederastów - Oskar murowany.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: dabyl w 20-01-2016, 01:14
magus, porównanie akurat do Prometeusza nie wynikało z mojej fascynacji tym filmem, a było raczej podyktowane podobieństwem motywu "odgrzewania kotleta" w obu przypadkach. Prometeusz owszem, nie jest pozycją ujmująca, kamieniem milowym - przyznam jednak, że oglądałem raczej z przyjemnością. W porównaniu do SW, jest po prostu filmem dużo bardziej poważnym. SW jest moim zdaniem filmem dla przeciętnego amerykańskiego "mak donalda" i tyle. Jest bajkowy, jest momentami niekonsekwentny, jest infantylny, ale jest też śmieszny, widowiskowy i ogólnie rzecz biorąc "zajebisty", bo taki właśnie chyba miał być - tylko taki. Oczywiście nie oznacza to, że nie warto na niego pójść, daleki jestem od takich stwierdzeń - jest to jakaś tam dawka rozrywki i widowiska filmowego.

PS: przyznam się, że Łowcę Androidów oglądałem po raz pierwszy dopiero pod koniec zeszłego roku :P Zapewne nie jestem w stanie ocenić tego filmu w taki sposób jak przeciętny widz sprzed 30-kilku lat. Faktem jest jednak, że wtedy inaczej "sie kręciło". Twórcy filmów musieli się skupić i postarać bardziej, niż tylko na efektach specjalnych (które dla nas momentami śmieszne, wtedy pewnie budziły zachwyt - oczywiście biorąc pod uwagę filmy te efekty zawierające) - i wtedy wychodziło to tym filmom na dobre.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Cypis w 20-01-2016, 08:23
"Most szpiegów" - fajny ale szału tu nie ma

"Praktykant" (http://www.filmweb.pl/film/Praktykant-2015-704026)- z R. DeNiro. Fajne, ciepłe "kino familijne".

"Ostatni łowca czarownic" - Van Diesel jako nieśmiertelny "wiking" oklepany temat ale fajnie się ogląda. BTW. Trzeba to zobaczyć - Diesel z brodą i włosami na głowie!

"Zjawa" (http://www.filmweb.pl/film/Zjawa-2015-586583) - niezwykły film z uwagi na niezwykłe, klimatyczne zdjęcia. Fabuła mniej porywająca niemniej nie nudzi.

"SW: Przebudzenie mocy" - tu nie będę obiektywny jako fan SW. Mnie się podobał w każdym względzie: że odeszli od międzygalaktycznej polityki (uffff), że skupili się na losach ludzi a nie ras, że wrócono do trybu RPG (przygodowy z rozwojem postaci), że garściami czerpali z poprzednich części (postaci, gadżety, sytuacje, powiedzonka, scenografie, itp.), że zgrabnie połączyli z poprzednimi trylogiami, że wreszcie jest.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: w.luczynski w 20-01-2016, 10:41
"Praktykant (Interm)" z De Niro - świetny, wspaniała gra aktorska, super, super kino familijne.

Star Wars - dla mnie naprawdę dobrze, nie wiem czego więcej mógłbym chcieć; w porównaniu do poprzednich "nowych części" - dużo lepiej. W przeciwieństwie do starych filmów SW - w nowych negatywne postacie są słabe, czasami żałosne, natomiast nowa rycerz Jedi jest śliczna i mądra :)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Archie w 20-01-2016, 11:10
i za takie filmy lubię angielskie kino sensacyjne... (dobre 7/10 moim zdaniem)

"Tuesday" to niskobudżetowa brytyjska produkcja, której fabuła osadzona jest w latach osiemdziesiątych. Zupełnie przypadkiem trzy różne ekipy złodziei (w tym czterech doświadczonych przestępców, dwie piękne urzędniczki i jeden zdesperowany facet bez grosza przy duszy) decydują się napaść na ten sam bank tego samego dnia. Historię opowiadają sami podejrzani podczas policyjnych przesłuchań. Na podstawie zeznań pozornie niepowiązanych ze sobą osób i zebranych wskazówek para detektywów musi odpowiedzieć na pytanie: kto naprawdę ukradł  Meidan-i-Noor, szmaragd wielkości ludzkiej pięści. "

http://www.filmweb.pl/film/Wtorek-2008-437670/descs

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: magus w 20-01-2016, 11:46
Zupełnie przypadkiem trzy różne ekipy złodziei (w tym czterech doświadczonych przestępców, dwie piękne urzędniczki i jeden zdesperowany facet bez grosza przy duszy) decydują się napaść na ten sam bank tego samego dnia. Historię opowiadają sami podejrzani podczas policyjnych przesłuchań.




Kto z państwa chciałby zostać napadnięty przez tę grupę?


(http://www.unsungfilms.com/wp-content/uploads/2015/03/take-the-money-and-run_03.jpg)



Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: 4m w 20-01-2016, 23:29
Baza Ludzi Umarłych , dobry podtytuł do forum, hehe :) Ogólnie klasyka, co tu dużo pisać...

--
Żadne krzyki i płacze nas nie przekonają, że białe jest białe, a czarne jest czarne - Jarosław Kaczyński.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: almagra w 21-01-2016, 09:05
Wczoraj obejrzeliśmy po nie wiadomo ilu latach ''Alicję''.Pamiętacie? Zenek zięć Pawlaka i Gołas jako killerzy.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: lancaster w 21-01-2016, 23:37
Przed chwila wrocilem ze starwarsow, spoko rozrywka do obejrzenia. Blizej klimatem do starych Gwiezdnych Wojen i chwala autorom za to.
Jak ktos szuka thrillera psychologicznego niech śledzi wpisy 4m w Pogaduchach ;-)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Bacek w 22-01-2016, 10:22
Oglądaliscie nowe starwarsy ? Chcialem sie wybrac ale do poznanskiego imaxa bilety byly dostepne chyba dawno dawno temu w odleglej galaktyce :-)

Poczekam jeszcze ze 2 tygodnie, moze sie poluzuje. Wrazenia z tego co czytalem różne.

Ja osobiście jestem mocno zawiedziony. Po 30 latach dostaliśmy praktycznie remake Nowej nadziei. Czy naprawdę nie można było wymyślić jakiejś nowej fabuły tylko rżnąć tak bezczelnie ze starej. Ludzie mówią że pierwsza część też korzystała ze schematów Nadziei. I owszem schematów można się tam bez problemu dopatrzyć, ale schematów a nie dosłownego cytowania filmu. Obrazu mojej rozpaczy dopełnia nowy Wader w wersji emo oraz kobieta pierwszy raz trzymająca świetlny miecz w ręku bez problemu pokonuje kogoś kto pewnie dłuższy czas ćwiczył się w jego użyciu. Jednej pani ze starej obsady wolał bym nie widzieć w aktualnej wersji. Jak była by to ekranizacja Pinokia i grała by tytułową rolę to ok ale tutaj nie bardzo. Jak na gwiezdne wojny to trochę mało było tam tych gwiazd a zbyt dużo przypadków wiążących akcję z jedną planetą.

No i ileż razy można wysadzać tą samą nieszczęsną ....... ........ (żeby nie spolerować). No chyba że to coś w stylu jak puszczanie "Kevin sam w domu" w święta.

Pomijając "zapożyczenia" to nowe wątki mnie akurat się podobały i jak by oczywiste zrzynki zastąpić czymś innym to na resztę przymknął bym oko. Oprawa wizualna była świetna ale jak dla mnie to za mało żeby film ocenić na plus. Może to herezja dla większości fanów ale ze względu na wtórność (powinno być większe słowo aled nic mi nie przychodzi do głowy) tą część ocenił bym niżej niż pierwszą tak znienawidzoną.

Mam tylko nadzieję że kolejna część nie będzie już "hołdem" dla Imperium kontratakuje tylko wysilą się na coś bardziej oryginalnego.

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: magus w 22-01-2016, 10:43
Bacek, to się auto-plagiat nazywa ;-)

zestarzałeś się, i tyle .. :D

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Bacek w 22-01-2016, 12:38
Oj tam, oj tam. Żeby był auto to te same ludziki musiały by to robić, albo chociaż wytwórnia a teraz przecież tam Myszka Miki dowodzi. :P
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 24-01-2016, 07:24
Zupełnie przypadkiem trzy różne ekipy złodziei (w tym czterech doświadczonych przestępców, dwie piękne urzędniczki i jeden zdesperowany facet bez grosza przy duszy) decydują się napaść na ten sam bank tego samego dnia. Historię opowiadają sami podejrzani podczas policyjnych przesłuchań.


JA!



Kto z państwa chciałby zostać napadnięty przez tę grupę?


(http://www.unsungfilms.com/wp-content/uploads/2015/03/take-the-money-and-run_03.jpg)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 24-01-2016, 07:27
Nadrabiam zaległości - Piekło na kołach - jestem zachwycony, tak dobrego serialu już dawno nie oglądałem.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: w.luczynski w 01-02-2016, 11:17
Byłem drugi raz na Gwiezdnych Wojnach. Tym razem starałem się obejrzeć bez żadnych oczekiwań i uprzedzeń.
To naprawdę dobry film sci-fi :)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: domzz w 03-02-2016, 23:16
Byłem drugi raz na Gwiezdnych Wojnach. Tym razem starałem się obejrzeć bez żadnych oczekiwań i uprzedzeń.
To naprawdę dobry film sci-fi :)

Miałem podobnie jak Ty, za pierwszym razem ekhm... what the fuck? Za drugim bawiłem się nieźle (w 3d). Fabularnie - masakra. Obsada - ustawowy czarny w głównej roli? Nie. J.J Abrams = reżyser 10 kategorii, ale pejsiasty, więc dali mu zarobić dziesiątki milinów.

Natomiast polecam wszystkim film "SICARIO" (mój #1 2015) Kanadyjczyka, Denis'a Villeneuve. Dla mnie najlepszy film zeszłego roku. Mocny, surowy, na faktach z dobrą muzyką. Opisujący sytuację na granicy USA-Mexico (generalnie z całą odpowiedzialnością mogę polecić wszystkie jego filmy!).


Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: w.luczynski w 04-02-2016, 09:36
Domzz

Oglądałem "Sicario".
Wolę lżejsze filmy. Ale z pewnością coś w nim jest. Pamiętam go długo.
Robi wrażenie. Mocny film. Warto. Emily Blunt nie w moim typie. Już raz mi się nie podobała z Tomem Cruisem co ginęli 50 razy na minutę :)

Wczoraj bawiłem się świetnie przy "Po zachodzie słońca". Uwielbiam takie filmy. Piękna Salma Hayek, super przystojny Pierce Brosnan, zabawny Harrelson, intryga, piękne kobiety i słońce. Nic więcej, absolutnie nic więcej mi nie trzeba w rozrywce. Ludzkie nieszczęścia mam w pracy. Prawdziwe do bólu.

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Max w 04-02-2016, 11:47
Włodek/Domzz>>

Zaliczyłem całkiem sporo nowości Ad 2015, więc mam pewien ogląd.

Sicario - jakościowe kino. Klimat, dobre kreacje aktorskie (świetna Emily - bardzo lubię). Gdyby nie kretyński scenariusz (te wszystkie grubymi nićmi szyte akcje i meksykańska solowa vendetta podwójnego agenta Del Toro w stylu Tarantino) można by mówić o najwyższej półce tego gatunku. No ale skoro Hollywood nie stać na pominięcie masowego odbiorcy, zamiast 8,0 -> solidne 6,5 ;-)

Na przeciwległym biegunie "Praktykant". Kino nudne i słabe. De Niro rozmienia się na drobne, grając w czym popadnie. Wydumana historia, nieciekawe postaci, momentami żenujące dialogi. Jeśli w trakcie wychodzisz z psem, robisz dwie kawy i bierzesz prysznic - da się przeżyć.
A mnie lekkie kino wcale nie przeszakadza. Klasyk "Lepiej być nie może" z Jackiem N., jest wyceniany na filmweb-ie podobnie jak "Praktykant", a to przecież kino, w porównaniu, jakby z innej galaktyki...

Polecam "Zjawę" - film na pewno wyjątkowy, "Marsjanina" - nic nadzwyczajnego, ale przykuwa uwagę. "Most Szpiegów" niby ciekawy (Hanks jak zawsze trzyma poziom), ale po Hollywodzku przemielony - choć i tak warty obejrzenia. "Joy" - o wynalazczyni mopa :), myślę, że warto, choć klimat "telenoweli" mnie osobiście początkowo drażnił.
"Brooklyn" - ciekawa historia młodej irlandzkiej emigrantki, choć temperatura filmu nie wzrasta ani na chwilę.
"Everest" - na pewno warto. Historia na faktach, opisująca początki komercyjnych wypraw w Himalaje.
I wreszcie "Do utraty sił". Myślę że pierwsza trójka nowości, obok "Zjawy" i Sicario". Sam mam córkę w tym wieku, więc dramatyczne zmagania głównego bohatera o jej odzyskanie jakoś silniej pewnie na mnie zadziałały. I choć żona miała rację twierdząc, że bokser - twardziel i tak na końcu zleje jakiegoś czempiona i wygra walkę o życie (więc poszła w połowie spać) - mnie i tak się podobał ;)

Podsumowując: "Zjawa", "Sicario", "Do utraty sił".... Resztę można, a na "Praktykanta" chyba szkoda czasu ;)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Max w 04-02-2016, 12:19
Dwa razy Starwarsy ?? :-)
No ok, ale powtórka za dwa lata w telewizorze...

Przyłączam się do chóru zawiedzionych.
Nie potrafię pojąć jak można sprzedawać dokładnie te same schematy trochę inaczej zapakowane.
Generalnie może być, ale jako jeden z wielu, a nie kolejna odsłona kultowej sagi.

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Z filmów trochę starszych ale na pewno wyjątkowych.
Rasowy "obyczaj" (czyli gatunek, który pozwala nam wspólnie z żoną cmokać z uznaniem w trakcie oglądania :) ) "Sierpień w hrabstwie Osage" - kapitalne aktorstwo, film zdecydowanie ponadprzeciętny, "Birdman" - zabieram się za niego drugi raz (w odróżnieniu od Starwarsów zdecydowanie warto ;)) ), "Boyhood" - także dwa razy z żoną widzieliśmy, za drugim razem już się dłużył, ale projekt wyjątkowy z uwagi na wykorzystanie dorastających aktorów na przestrzeni kilkunastu lat...
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Cypis w 04-02-2016, 13:41
"Solace" (http://www.filmweb.pl/film/Solace-2015-219650)

Kryminalna historia o pościgu za seryjnym zabójcą. Mnie się podobał. Szczególnie intrygująca jest myśl o tym jak złapać... (ale nie będę spojlerował ;))
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Max w 04-02-2016, 13:51
"Solace"

Da się.
Choć nie jest to kino na miarę legendy wielkiego Hopkinsa.
Można by rzec, solidna klasa B... ;)

Ocenę obniża fakt, iż moja żona nie doczekała nawet połowy ;))

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Cypis w 07-02-2016, 09:22
"Sicario" http://www.filmweb.pl/film/Sicario-2015-713103

CIA w walce z narkotykowym kartelem z Meksyku wykorzystuje agentkę FBI.

PS. @Max. To, że Twoja żona zasnęła na takim filmie byłoby dla mnie świetną rekomendacją dla filmu (Oczywiście zakładając, że Twoja żona jest taka sama jak zdecydowana większość kobiet). Podobnie jak profesjonalne krytyka krytykująca film dokonana przez profesjonalnego krytyka filmowego. Mam po prostu inne oczekiwania co do dobrej rozrywki. Ja na ten przykład zazwyczaj setnie się nudzę na "komediach romantycznych" albo "dramatach obyczajowych".
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Max w 07-02-2016, 10:18
"Sicario" http://www.filmweb.pl/film/Sicario-2015-713103

CIA w walce z narkotykowym kartelem z Meksyku wykorzystuje agentkę FBI.

Ale napisz czy warto, to się może z Włodkiem i Domzzem wybierzemy do kina.

P.S.
Moja dziwna żona, podobnie jak ja, od słabego woli kino dobre.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Cypis w 08-02-2016, 18:51
Ale napisz czy warto, to się może z Włodkiem i Domzzem wybierzemy do kina.

Nie napiszę. Mnie było warto iść na SW7, Tobie się mało podobał, Mnie się podobał Hopkins w roli detektywa z paranormalnymi umiejętnościami, Tobie jak pamiętam nie za bardzo. Napisze, że dobry, Ty pójdziesz do kina a potem będę musiał robić "przelew zwrotny". ;)

A film jak film. Kino akcji. Z niegłupią fabułą, z dziurami logicznymi (jak w większości produkcji nie dokumentalnych), z atrakcyjna bohaterką uwikłaną za sprawą scenarzystów w środku filmu w bzdurną scenę barową, z niespodziewanymi zwrotami akcji i zaskakującym (choć do przewidzenia) zakończeniem. Dość brutalne (krew się leje, traci się wiarę w prawość społeczeństwa w którym żyjemy i władz które mają nami rządzić, itd.). Oblatani w sztuce filmowej zapewne skrytykują, że oklepany temat.

Zaryzykuj ca. 20PLN i 1,5h albo.. obejrzyj na cda.pl ;)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Max w 08-02-2016, 19:12
Cypis, mam pytanie. Czy jak zamierzasz włączyć się do dyskusji w jakimś wątku to robisz kontrolną lekturę przynajmniej kilku wpisów do tyłu ?
Moja rekomendacja dla podobnej procedury w przyszłości. ;-)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Mirek19 w 11-02-2016, 20:14
Bardzo lubiłem oglądać X-Files, ale to co było w trzecim i czwartym odcinku nowego, obecnie emitowanego sezonu (na FOXie), woła po prostu o "pomstę do nieba" - kto widział, ten może się ze mną zgodzi  ;)
Jeden z informacyjnych portali internetowych, chcąc zaciekawić, a może jednak zniechęcić do oglądania dalej tego serialu, wszak zaczyna to być serial dla idiotów, umieścił (dziś) dość krótko na swojej stronie zakończenie, które, jakby przeanalizować zachowanie jednej z głównych bohaterek, nie jest może i pozbawione sensu.
Zatem przytrolluję nieco i owy filmik Wam przybliżę, zwłaszcza że znalazłem go na YT   ;)

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: almagra w 01-03-2016, 10:49
Przestrzegam przed gniotem pt ''11 minut''.Gówno...gówno...gówno...i na koniec taka piękna katastrofa.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: dabyl w 01-03-2016, 12:56
Deadpool. Kolejna pozycja z serii Marvela. Reklamowany jako film o antysuperbohaterze. Świetny, niesamowity, surowy, brzydki, inny... na Filmwebie ocena chyba z 8/10.

Albo już jestem za stary na takie filmy, albo z tym Hollywood jest coraz gorzej. Pełen akcji - owszem, widowiskowy - owszem, momentami brutalny i krwisty - owszem, płytki i bez cienia psychologii - owszem, pełen dennych odzywek i pseudohumorystycznycznej gry słów - owszem. To ostatnie do porzygu. Jedno czego w tym filmie brakuje to patos amerykańskiego superbohatera - ale na tym opiera się główny zamysł historii postaci z tego filmu (a wcześniej z komiksu). Po prostu superbohater ma całą tę "bohaterskość" w dupie i podkreśla to na każdym kroku. To ostatnie wychodzi produkcji akurat na dobre. Można by zapytać czego tak naprawdę oczekuje się po filmie o superbohaterze, postaci z komiksu. W konsekwencji powstaje bajka dla mas, tło do popcornu i coca coli - przy tych założeniach film OK.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: lancaster w 01-03-2016, 15:05
http://www.filmweb.pl/film/Whiplash-2014-698847

rewelka, polecam
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: dabyl w 01-03-2016, 16:37
A tak, tak - przyłączam się do tej opinii. Piękny i bardzo emocjonalny. Również polecam.
Genialnie zagrane dwie role w tym filmie - Fletcher i muzyka :)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Gustaw w 09-03-2016, 15:35
Zanosi się, że kolejny film Sachy Barona Cohena będzie kolejnym arcydziełem filmowym. W swoim gatunku, oczywiście :-)

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: magus w 03-06-2016, 16:20
Egon, coś dla ciebie:

http://ksiazki.wp.pl/tytul,dziejesienazywo-Jak-Polacy-stworzyli-Hollywood,wid,21642,wiadomosc.html


Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: cadam w 12-06-2016, 13:12
Konał o technicznej stronie filmów

https://www.youtube.com/user/NaGalezi/videos
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Gustaw w 22-06-2016, 20:24
Zmarł Andrzej Kondratiuk, reżyser m.in. takich filmów jak Hydrozagadka i Gwiezdny Pył.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: magus w 22-06-2016, 23:08
Pełnia, Big-Bang, Wniebowzięci, Chciałbym się ogolić, Jak to się robi ...

Jeden jedyny taki był ...


Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Archie w 02-09-2016, 14:00
Ben-Hur | 360 Video | Paramount Pictures International



...te 360 stopni kamery, to w pewnego gatunku filmach widzę zastosowanie... ;)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 07-09-2016, 11:45
Bloodline, serial z wysokimi notami, warto?
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Gustaw w 03-10-2016, 19:04
Twardowsky 1 i Twardowsky 2.0 :)

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: zms w 04-10-2016, 19:21
Niezły ten Twardowsky :)

Czasami się zastanawiałem co się dzieje w tych starych postpegeerowskich blokach.
Teraz już wiem :)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: tetejro w 18-10-2016, 22:13
Wołyń
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: tetejro w 18-10-2016, 22:28
Niezły ten Twardowsky :)

Czasami się zastanawiałem co się dzieje w tych starych postpegeerowskich blokach.
Teraz już wiem :)

To jest blok z opuszczonej sowietskiej bazy wojskowej :-)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: tetejro w 18-10-2016, 23:39
Twardowsky 1 i Twardowsky 2.0 :)



Jest jeszcze klip o tym skąd się wzieła Lucynka :-) Czyli jak na początku lat .90 wpadła w ręce ruskiej mafiii eee.... to znaczy w pazury Boruty.

Kicha tylko ze piosenka nie jest w oryginalnym wykonaniu Sośnickiej bo głos miała lepszy.

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Gustaw w 23-11-2016, 21:06
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Gustaw w 11-12-2016, 13:07
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: lancaster w 06-01-2017, 23:40
http://www.imdb.com/title/tt3395184/

przed chwila obejrzałem, mi sie bardzo podobal za klimat, a i historia calkiem fajna
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: lancaster w 06-01-2017, 23:49
a z przedostatnio obejrzanych Star Wars Lotr1, uwazam ze bdb. Lepiej mi sie go ogladalo niz Mroczne Widmo/Atak Klonów/Przebudzenie Mocy, nad Zemsta Sithow bym sie musial zastanowic ale chyba tez, tamte byly jakies takie harrypotterowe z poziomem mocy Opla Corsy w gazie a zapewniam ze wiem cos na ten temat ;-) Stare Starwarsy to jak dla mnie klasa sama dla siebie a Łotr1 to historia ktora moim zdaniem nie ma sie czego wstydzic przy pierwszej trylogii.
Mile zaskoczenie.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: domzz w 07-01-2017, 00:20
"Hell or High Water"
http://www.imdb.com/title/tt2582782/ (http://www.imdb.com/title/tt2582782/)

dla mnie jak na razie #1 w roku 2016.

Co zachwyca w tym filmie, to to, że jedynym kolorowym jest Indianin Texas Ranger, bardzo dobrze zagrany.

Co do Star Wars Rogue1, to hinduski pilot Imperium mnie osobiście [przepraszam] ROZPIERDOLIŁ. To był gwałt ostateczny na kultowej serii.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: lancaster w 07-01-2017, 00:30
za bardzo sa multiculti przejeci juz od Przebudzenia Mocy, czarny szturmowiec tez byl "cool".
Podczas gdy szturmowcy jak wiadomo byli klonami Boba Fetta czyli Mexa ;-)

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: lancaster w 07-10-2017, 17:22
nowy Blade Runner przed chwila wrocilem  kina, rewelka
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Gustaw w 07-10-2017, 23:52
nowy Blade Runner przed chwila wrocilem  kina, rewelka

Właśnie wróciłem. Zdecydowanie najlepszy film jaki widziałem w ostatnich latach. Super.
Rzadko się zdarza, że druga część dorównuje pierwszej. Ja twierdzę, że na pewno nie jest gorsza o ile nie lepsza.

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: cadam w 09-10-2017, 22:23
Ciekawostka. Film w którym każda klatka została namalowana.

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: lancaster w 10-10-2017, 22:03
przed chwila obejrzalem trailer nowych starwarsow i to beda pierwsze starwarsy na ktore nie pojde do kina.

chyba ze Gustaw pojdzie i uzyje mocy zeby mnie przekonac :-)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Jarek2 w 15-10-2017, 00:59
Anonymous

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: lancaster w 10-11-2017, 19:34
wspolczesne filmy sa dla mięczakow

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: lancaster w 10-11-2017, 19:35
muzyke dla zmyly zrobili z Indiany Jonesa, bialy kruk
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: tetejro w 11-11-2017, 16:56
hahahaha

UYEBANNNN !

wstawiałem w innym wątku. Bollywood do tej pory tak kręci filmy - nie dla mięczaków.



Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 01-12-2017, 20:57
OST - to chyba Polak skomponował?
Uje-ban. Podoba mi się
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 05-12-2017, 23:16
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: lancaster w 16-12-2017, 00:11
ciemna strona mocy mnie zwiodla i poszedlem dzis na nowe starwarsy

jak pomysle ze byl do wyboru nowy miś Paddington...

Dobranoc
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: czobek w 18-01-2018, 17:34
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: almagra w 27-01-2018, 17:11
Mam rower który został przejechany w dziele Pokłosie,radio z pokoju Dionizego Złotopolskiego oraz od niedawna hełmofon z Czterech pancernych!Nieźle,co?
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: -Pawel- w 27-01-2018, 17:23
Mistrzowie horroru, polecam!



W przeciwieństwie do indyjsko-tureckich produkcji goście zgrywają się w sposób powiedzmy "yntelygentny", dobrze się ogląda przy browarze ;-)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: czobek w 03-02-2018, 12:23
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: czobek w 10-02-2018, 13:58
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: czobek w 16-02-2018, 12:56
Najbardziej oczekiwane filmy 2018 roku.

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 18-02-2018, 07:53
Nie wiem o czym, nie wiem po co, nie rozumiem zauroczenia.
Czy miało mnie przestraszyć, zabawić, wzruszyć, wstrząsnąć o tak to ostatnie, zdecydowanie: nudą, tandetą i żenadą.
Może powracające sceny z samogwałtem w wannie, może twarz bohaterki niezmienna niczym krowi placek, może teatralne i podkolorowane zdjęcia, może żydowskie pochodzenie twórców a może coś innego spowodowało tyle nominacji?
 
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: czobek w 28-02-2018, 17:43
Ciekawe czy powtórzy sukces Pasji Mela Gibsona.

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: czobek w 08-03-2018, 17:02
Nowy Tomb Raider - premiera 6 kwietnia 2018 (Polska), 8 marca 2018 (świat)


Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: lancaster w 11-03-2018, 10:55


calkiem spoko sensacja jak dla mnie
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: -Pawel- w 13-03-2018, 18:19
Magnetofony szpulowe, amerykański rock, pistolety na wodę i sos chilli czyli Airheads :-)

(https://r.dcs.redcdn.pl/scale/play/playtv/images/fixed7to3w1680h720/7/f/f97dd94888c671945f0818ae5300a31093ac59.jpg?srcmode=3&srcw=7&srch=3&dstw=700&dsth=300&type=1&quality=85)

"Rex, Pip i Chazz tworzą zespół rockowy. Niestety, żadna wytwórnia płytowa nie jest zainteresowana promowaniem ich muzyki. Podczas wizyty w pewnej rozgłośni, kiedy jej dyrektor próbuje się ich pozbyć, muzycy postanawiają wymusić emisję próbnego nagrania. Zaopatrzeni w atrapy pistoletów maszynowych terroryzują pracowników radia i emitują swoje utwory."
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 17-03-2018, 07:37
Bullet Head.. calkiem spoko sensacja jak dla mnie

Rozwaliło mnie ukrycie Adriana w fortepianie:
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Cypis w 17-03-2018, 13:05
Obejrzałem "Kształt wody". Ten film dostał Oscara. Serio?!

Pozostaje tylko czekać na Oscara dla "Głupi i głupszy 3" za scenariusz.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: lancaster w 17-03-2018, 16:08
tez widzialem ksztalt wody, nie wspomnialem o nim tutaj ? no nie przypadkiem :-) dobre 4- w kategorii kino familijne.
Za to probowalem ostatnio przebic sie przez jumanjii 2. JAk ktos dal rade do konca prosba zeby napisal jak sie skonczylo ?;-)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: lancaster w 17-03-2018, 16:10
Colcol w Pianiscie byla bulka z maslem, Adrian musial sie zmierzyc z dobrym nazistą, w Bullet Head pies szkolony do walk ktory rozprawil sie z gosciem ktory mial go dobić. Na koncu okazalo sie ze wszyscy mieli złote dusze.
Tylko nie Antonio ;-)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: tetejro w 17-03-2018, 16:56
Stare bo z 2012 roku ale dopiero wczoraj obejrzałem w całości, nie wiem czy było ... 

"IRON SKY"

Pierwsza od dawna inteligentna komedia polityczna jaką widziałem. W zasadzie to inteligentnie absurdalna, aż głupia :-)

Pomysł wzorowany na koncepcji fabularnej gier serii "Wolfenstein" czyli tajemniczej nazistowskiej techniki - w tym przypadku umieszczonej na księżycu ( księżycowa baza nazistów, technika rakietowa i latające talerze :-)
Oraz parodii hollywodzkich pomysłów fabularnych SF rodem z takich filmów jak Armageddon, w których nagle okazuje się, że wszyscy dysponują jakąs tajną bronią kosmiczną :-)

Całość wykpiwająca absurdalność poliityki.

Rodzynki:

Pani Prezydent USA (sparodiowana Sarah Palin) wysyła murzyna na księżyć - pierwszy raz po 50 latach Amerykanin w dodatku czarny (model, bo jest ładny i ma dobrze wygladać przed kamerami), ląduje na księżycu żeby rozwinąc baner wyborczy Pani Prezydent USA :-)
I odkrywa na ciemnej stronie księżyca...
Nazistowską bazę IV Rzeszy Niemieckiej, założoną przez naukowców hitlerowskich, którzy uciekli tam po  zakończeniu wojny :-)

Naziści z ksieżyca ( w nienagannych mundurach od Bossa) piszą program wyborczy dla pani Prezydent USA (parodia udziału von Brauna w Amerykańskim programie kosmicznym).

Szefowa sztabu wyborczego Pani Prezydent przemawia do swoich podwładnych - parodia przemowy Hitlera do Generałów z fimu "Upadek" (2004).

Szef obrony USA przemawiając w ONZ oświadcza z rozbrajającą szczerością, że misja na ksieżyc była tylko w celu zapewnienia reelekcji pani Prezydent i to jest normalne, bo nawet Senatorowie w USA gotowi są wydawać miliardy dolarów z budżetu tylko po to żeby zapewnić sobie jakieś gówniane stanowiska.

Kiedy Naziści z ksieżyca atakują USA i nikt nie wie czyje to statki kosmiczne, na forum ONZ przedstawiciel Korei Północnej przyznaje, że to jest ich broń zaprojektowana osobiście przez ich czcigodnego ojca narodu.

Przedstawiciel Rosji podczas kłótni w ONZ rzuca w Przezydent USA butem (parodia zachowania Chruszczowa, który przemawiając na zgromadzeniu ONZ 13 pażdziernika 1960 roku, walił butem w mównicę).

Naziści po raz kolejny przegrywają przez zawiedzioną miłość pani polityk (od propagandy) do nazisty:-)

Naziści z księżyca są oddani i wierni swoim ideom, daleko bardziej niż politycy "demokratyczni" zachowujący się jak naziści :-)

Do tego dochodzi także pewna umowność narracyjna - taka jakby sztywność w grze aktorów - w stylu komedii "Naga Broń" :-)

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 07-04-2018, 14:00
Nie wiem czy skończę, ale pierwsze wrażenie to jakaś gonitwa z kamerami. Gdzie im się śpieszy, reżyser nie wie, że napięcie i dynamikę buduję się w oparciu o przełamywanie oczekiwań widza? Jak wiadomo gdzie poleci kamera to obraz staje się przewidywalny i nudny, choćby tych kamer było 100 i latały po planie dronami.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: lancaster w 03-06-2018, 12:51


przyjemny film, dobrze wyrezyserowany, bardzo dobre zdjęcia.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Cypis w 04-06-2018, 15:27
Seriale jakby mniej popularne. Trafiłem na kolejny co mnie wciągnął:

Dom z Papieru: http://www.filmweb.pl/serial/Dom+z+papieru-2017-792826

Polecam. Jest to wielowątkowa opowieść o napadzie na hiszpańską mennicę, budowa na osi dwóch niebanalnych (genialnych?) umysłów dowódców po przeciwległych stronach - grupy złodziei i wymiaru sprawiedliwości. Zwroty akcji, zaskakujące rozwiązania, no i trzyma w napięciu. Produkcja hiszpańska, co dla mnie staje się pomału samo w sobie rekomendacją.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: legume w 07-06-2018, 13:08
A czy ktoś z tuta zgromadzonych oglądał moze Alienistę? Spodobała mi się zapowiedź, bo skojarzyła mi się z Agathą Cristie lub grą w mafię itd. :D Ale czy warte to zachodu, wszak to netflix... :o
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 16-08-2018, 11:28
Kolejny Pitbull towarzysza Pasikowskiego - wierzcie czy nie, przy IQ 140 nie mogłem się z tym pozbierać.
Dźwięk i dialogi są niesamowite. Nie dość, że nic nie można zrozumieć, to bełkot ma poziom 10.
I jeszcze gra doda. Oscar.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 27-08-2018, 22:43
Siedem dni Entebbe i 7/11 z Charlie Sheenem i Whoopi Goldberg. Odbicie zakładników w Tanzanii w 1976 i tragedia WTC.
Do obejrzenia, ale niekoniecznie. Solidnie zrobione, ale nie porywa.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 28-08-2018, 14:35
Rafał Zawierucha dołączył do obsady filmu Quentina Tarantino "Once Upon a Time in Hollywood"
 - informuje "The Hollywood Reporter"

Akcja filmu rozgrywa się w 1969 r. w Hollywood. Jest to historia byłej gwiazdy westernów i seriali Ricka Daltona (w tej roli Leonardo DiCaprio) i jego znajomego kaskadera Cliffa Booth (Brad Pitt). Próbują oni odnaleźć się w Hollywood, które zmieniło się od czasu ich młodości. W filmie pojawią się również Roman Polański oraz jego żona Sharon Tate, którą zagra Margot Robbie. W produkcji wystąpią m.in. Lena Dunham, Maya Hawke, Damian Lewis i Luke Perry.

Zawierucha zagra rolę Polańskiego.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Fester w 02-09-2018, 14:32
Skusiłem się wczoraj na film "Atomic Blonde" z Charlize Theron w roli głównej. Jest to film szpiegowski oparty o komiks "The Coldest City". Jak dla mnie szkoda czasu.

Wolę tradycyjną serię "Bondów" - szczególnie te z Connerym i Moorem - też kojarzącą mi się z komiksem, którą dużo lepiej się ogląda.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 02-09-2018, 15:19
A ja, na Sweet Virginia. Do śmietnika.
Natomiast będę oglądał Sarajevo z 2014 roku, o zabójstwie arcyksięcia Ferdynanda i konsekwencjach
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Fester w 06-09-2018, 21:58
W wieku 82 lat zmarł na zawał serca Burt Reynolds.

(https://lh3.googleusercontent.com/i8qfARCJGjSXIBz7b_hGJss3VslvQ2DPfY-4wCAoVNnDu4JWyUdw6055Oo7JDEkVlFOQ7A=s152)

Bardzo lubiłem tego aktora. I wiele filmów z jego udziałem - m.in.: "Sprawę Sharky'ego" i "Gorący towar".
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: tomekl3 w 07-09-2018, 10:19
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 07-09-2018, 21:57
A ja chuja nie lubiłem.
Słynął z polskich joke's - np. jak się śpiewa polski hymn? Otóż polskiego hymnu się nie śpiewa, polski hymn pierdzi się dupą.
Jak pracuje polski ginekolog? - Napierdala bejsbolem w brzuch.
Aktorem był drugorzędnym i wyjątkowym kretynem, który odrzucił kilka życiowych ról, mn. Bonda, Hana Solo czy Eda Lewisa (na korzyść Gere) z Pretty Woman.

Płakać po nim nie będę.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Haka w 08-09-2018, 00:26
Zgadzam się z Egonem.
Że kpił z polskiego hymnu, to fakt.

Nawet jest to "uchwycone" w jakiejś  powieści sensacyjnej, nie pamiętam już, czy był to Tom Clancy, czy Frederick Forsyth.




Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 08-09-2018, 00:32
Łysiak na łamach
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Haka w 08-09-2018, 00:42
Czytałem jakąś powieść o najemnikach, chyba w Afryce.


Jednym był Polak i właśnie o tym wspominał. Tytułu i autora nie pamiętam.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Haka w 08-09-2018, 00:51
Znalazłem kurteczka ;)

To "Konkwista" Łysiaka, nie tych Panów z zagranicy.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 08-09-2018, 00:55
Waldemar Łysiak - Konkwista

kontynuacja Dobry, Najlepszy, Najgorszy (Trylogia heroiczno-łotrzykowska)

Polecam Ci czcigodny Haka również Cenę - będziesz zachwycony.

Gdybym się mylił - zwracam nakłady
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Haka w 08-09-2018, 00:58
A tak na marginesie... to czym ustępuje Łysiak w/w Panom?


Nie talentem, tylko miejscem urodzenia i prześladowaniem, przez dawne  służby, które nadal  nadają ton naszej "demokracji".


P.S.

Dzięki Egon.

Łysiak, do tego Twoja rekomendacja … biorę w ciemno ;)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 08-09-2018, 01:03
Nie mówiąc już o Malarstwie białego człowieka, za sam tytuł autor był niszczony przez lewactwo.
Bronił się pisząc - ile fresków namalowali Murzyni, ile obrazów namalowali Arabowie :)
Gdzie jest murzyński Rembrandt, gdzie arabski Michał Anioł?

Jeżeli nie znasz Łysiaka, to nadrób, ale od początku, tak do Milczących psów. Warto.

Poza tym na Łysiaku zarobiłem największe pieniądze handlując książkami, tak ze sto tysięcy :)


Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 08-09-2018, 01:05
https://pl.wikipedia.org/wiki/Lista_książek_Waldemara_Łysiaka
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Haka w 08-09-2018, 01:06
Tak zrobię Drogi Egonie;)

Jak przeczytałem "Lidera", wiedziałem, że Łysiak to "Gość", ale z kłopotami natury sowiecko-ubeckiej.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 08-09-2018, 01:09
Jak masz Kindla, wyślij mi maila na pw - wrzucę Ci trochę Łysiaków w formacie epub
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 08-09-2018, 01:13
Jak Łysiak wykładał na Architekturze, latałem na Jego wykłady.
Staliśmy na oknach, siedzieliśmy na schodach, było warto.

Ostatnio spotkałem Go u Apiecionka parę lat temu na Mokotowskiej.
Minął się w drzwiach z Michnikiem i spytał Apieciona - nie wstyd ci przyjmować takiego gówna?
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Haka w 08-09-2018, 01:23
Minął się w drzwiach z Michnikiem i spytał Apieciona - nie wstyd ci przyjmować takiego gówna?


;)

Tyle, że rzeczony, nie przyniósł nic do sprzedania, ale coś kupić, co by był gugu gut gegegege szeft;)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 08-09-2018, 02:57
Drapacz Chmur (Skyscraper) 2018 - Dwayne Johnson popyla na 220 piętro bez nogi, niczym Pistorius.
Ratuje rodzinę, Amerykę, i podstawowe wartości.
To coś w rodzaju tabloida dla debili, nie wiem czy wytrzymam do końca.

A kiedyś w kinie Moskwa, jako 15-latek zagryzałem zęby, czy Paul Newman i Steve McQueen dadzą sobie radę z płonącym wieżowcem.
Pamiętam, że tam był uczciwy William Holden, Frank Sinatra, Fred Astaire i Fay Dunaway.
Zły był tylko Richard Chamberlain i poniósł konsekwencje.

Magia tamtego kina, bez tak spektakularnych efektów specjalnych przeminęła, jak łzy w deszczu.

15 lat później pracowałem 8 lat na 38 piętrze w Intraco:)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 08-09-2018, 22:21
Podobno francuskie prostytutki są najlepsze na świecie

https://www.tvn24.pl/aktor-gerard-depardieu-odwiedzil-koree-polnocna,867102,s.html
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Fester w 09-09-2018, 12:34
A ja chuja nie lubiłem.
Słynął z polskich joke's - np. jak się śpiewa polski hymn? Otóż polskiego hymnu się nie śpiewa, polski hymn pierdzi się dupą.
Jak pracuje polski ginekolog? - Napierdala bejsbolem w brzuch.
Aktorem był drugorzędnym i wyjątkowym kretynem, który odrzucił kilka życiowych ról, mn. Bonda, Hana Solo czy Eda Lewisa (na korzyść Gere) z Pretty Woman.

Płakać po nim nie będę.

A ja się Egon@-owi dziwię, mimo, że prezentuje od patriotyczne podejście. I to z kilku powodów.

Po pierwsze primo, trudno wymagać od kogoś, najpierw będącego pomywaczem, wykidajłą, futbolistą, a potem przeważnie kreującego bohaterów kina akcji lub amantów, zbyt wielkiej kultury i wyczucia... Do tego jak jego i milionów innych USAmerykanów wiedza o Polsce i Polakach jest kreowana przez media sterowane przez organizacje żydowskie albo historyków i literatów w stylu Grossa i Kosińskiego, reżyserów jak Holland, Pasikowski, Pawlikowski czy podobnych i Wałęsy przemawiającego jako Naród w Kongresie USAmeryki.

Po drugie primo, trudno dziwić się komuś, że kpi z polskiego hymnu, skro znana polska piosenkarka wykonuje Hymn Narodowy  tak:

a sami Polacy nie maja szacunku do własnych Barw Narodowych czy Godła:
(http://static.prsa.pl/images/0f71eeb9-6f8e-4ea3-852a-075417e8ac3d.jpg)
Pawia udającego orła, a znajdującego się w gmachu Sądu Najwyższego RP nie muszę chyba wklejać?

I po primo trzecie wreszcie, Polacy wcale nie są gorsi od innych w dosadnych ocenach, żartach, przypowieściach o innych nacjach.

PS. Ja też nie płaczę.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: tetejro w 09-09-2018, 14:32
A ja chuja nie lubiłem.
Słynął z polskich joke's - np. jak się śpiewa polski hymn? Otóż polskiego hymnu się nie śpiewa, polski hymn pierdzi się dupą.
Jak pracuje polski ginekolog? - Napierdala bejsbolem w brzuch.
Aktorem był drugorzędnym i wyjątkowym kretynem, który odrzucił kilka życiowych ról, mn. Bonda, Hana Solo czy Eda Lewisa (na korzyść Gere) z Pretty Woman.

Płakać po nim nie będę.

A ja się Egon@-owi dziwię, mimo, że prezentuje od patriotyczne podejście. I to z kilku powodów.

Po pierwsze primo, trudno wymagać od kogoś, najpierw będącego pomywaczem, wykidajłą, futbolistą, a potem przeważnie kreującego bohaterów kina akcji lub amantów, zbyt wielkiej kultury i wyczucia... Do tego jak jego i milionów innych USAmerykanów wiedza o Polsce i Polakach jest kreowana przez media sterowane przez organizacje żydowskie albo historyków i literatów w stylu Grossa i Kosińskiego, reżyserów jak Holland, Pasikowski, Pawlikowski czy podobnych i Wałęsy przemawiającego jako Naród w Kongresie USAmeryki.


No i co z tego? Ze niby skoro był pomywaczem, futbolistą, itd. czyli USAkretynem to ma dostać jakieś fory??? To był słaby aktorzynao mimice małpy, znany z jednego bezsensownego filmu "drogi" o zerowej fabule. Mamy sie jakos szczególnie takimi przejmować i pochylać z troską nad ich niepełnosprawnością umysłową i słabą edukacją???
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: tetejro w 09-09-2018, 14:35
Czytałem jakąś powieść o najemnikach, chyba w Afryce.


Jednym był Polak i właśnie o tym wspominał. Tytułu i autora nie pamiętam.

Konkwista.

Ale Łysiak w tej powieści też przeginał. Jakby pisał ją specjalnie dla polonusów z USA. W tamtych czasach w Polsce były troche inne nastroje i nikt sie nie przejmował tym co tam pierdzom sobie USAmerykanie na temat Polaków.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Fester w 09-09-2018, 15:15
No i co z tego? Ze niby skoro był pomywaczem, futbolistą, itd. czyli USAkretynem to ma dostać jakieś fory??? To był słaby aktorzynao mimice małpy, znany z jednego bezsensownego filmu "drogi" o zerowej fabule. Mamy sie jakos szczególnie takimi przejmować i pochylać z troską nad ich niepełnosprawnością umysłową i słabą edukacją???

Raczej nie zrozumiałeś, co napisałem... Mnie tak samo razi, szydzenie z Narodowego Hymnu, jak napis na białoczerwonych Narodowych Barwach w rodzaju "Fan Klub Tośka Latośka" albo Znak Polski Walczącej na bejsbolu i "artystyczne" godła wielu państwowych instytucji.

A aktorem nie był tak nieskończenie złym, jak wynika z Twojej oceny. Pamiętam, jak jeden z polskich krytyków filmowych napisał napisał w przeszłości, że Clint Eastwood, to kiepski aktor i odtwórca twardzieli w porównaniu z Lee Marvinem. Dzisiaj raczej nie napisałby tego drugi raz.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: tomekl3 w 09-09-2018, 15:28
Nie ma co płakać, jaki taki był. Programu nie zmienisz gdy nie wiesz, że w nim jesteś.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Fester w 09-09-2018, 15:30

Konkwista.

Ale Łysiak w tej powieści też przeginał. Jakby pisał ją specjalnie dla polonusów z USA. W tamtych czasach w Polsce były troche inne nastroje i nikt sie nie przejmował tym co tam pierdzom sobie USAmerykanie na temat Polaków.

A co powiesz o przegięciach prawdziwych i rzekomych w "Tajemnica Westerplatte" (2013) Pawła Chochlewa:
"Od początku filmowi „Tajemnica Westerplatte” towarzyszyły kontrowersje. Kilka lat temu, jeszcze zanim na planie padł pierwszy klaps, w prasie pojawiły się przecieki, że niektóre sceny (żołnierze piją wódkę, oddają mocz na portret naczelnego wodza Sił Zbrojnych), kalają pamięć obrońców polskiej placówki. Padły zarzuty, że to antypolski film.

– Przez myśl mi nie przeszło, aby kogoś opluwać i obrażać – mówi w rozmowie z portalem polska-zbrojna.pl reżyser Paweł Chochlew. Po niewielkich zmianach w scenariuszu i dużych w obsadzie (Bogusława Lindę grającego majora Henryka Sucharskiego zastąpił Michał Żebrowski) wiosną 2012 roku zakończyły się zdjęcia. – Mam nadzieję, że dla wielu widzów film będzie pozytywnym zaskoczeniem, bo jest to klasyczne love story o miłości do ojczyzny – podkreśla reżyser." http://www.polska-zbrojna.pl/home/articleshow/6461?t=Filmowe-Westerplatte-budzi-kontrowersje

Może i obrona Westerplatte ma niewygodne tajemnice, ale od razu widać,ze ów reżyser nie ma najmniejszego pojęcia w jaki sposób dobierano załogę tej placówki - jeśli chodzi o morale i typowo żołnierskie predyspozycje.

Natomiast jego film przy "Westerplatte" (1967) Stanisława Różewicza to gniot. I ogląda sobie później jakiś Jankes taki film... Znaczy gniota...
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: tetejro w 09-09-2018, 15:47
Ale co Ci mam odpowiedzieć? Ze kino polskie i jego twórcy sie prostytuuja za zydowskie pieniądze??? Przeciez owe "Tajemnice Westerplatte" których nie było to jest ten sam nurt opluwaczy zydowskich co w przypadku "Pokłosia", "Idy" czy "Demona" (na szczęście idzie ku lepszemu mam nadzieje bo przynajmniej rezyser tego ostatniego antypolskiego gniota się powiesił podczas festiwalu w Gdyni).

A wczesniej za komuny to moze było lepiej??? Kiedy cały polski przemysł filmowy PRL założony został przez dwóch zydów z wydziału propagandowego I Armii WP przywiezionych w sowieckich teczkach.
Poczytaj sobie jak zaproszono marię Dąbrowską na kolaudację filmu "Ostatni Etap" przemontowanego przez zydokomitet kinematografii po festiwalu w Wenecji, zeby ni ebył az tak antypolską komunistyczną agitką, bo bali sie go pokazać polskiej publiczności.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Fester w 09-09-2018, 17:50
Ale co Ci mam odpowiedzieć? Ze kino polskie i jego twórcy sie prostytuuja za zydowskie pieniądze??? Przeciez owe "Tajemnice Westerplatte" których nie było to jest ten sam nurt opluwaczy zydowskich co w przypadku "Pokłosia", "Idy" czy "Demona" (na szczęście idzie ku lepszemu mam nadzieje bo przynajmniej rezyser tego ostatniego antypolskiego gniota się powiesił podczas festiwalu w Gdyni).

Do kogo masz pretensje o takie zachowania?

ma to tera
A wczesniej za komuny to moze było lepiej??? Kiedy cały polski przemysł filmowy PRL założony został przez dwóch zydów z wydziału propagandowego I Armii WP przywiezionych w sowieckich teczkach.
Poczytaj sobie jak zaproszono marię Dąbrowską na kolaudację filmu "Ostatni Etap" przemontowanego przez zydokomitet kinematografii po festiwalu w Wenecji, zeby ni ebył az tak antypolską komunistyczną agitką, bo bali sie go pokazać polskiej publiczności.

Podaj link. Przeczytam.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: tetejro w 09-09-2018, 18:04
Do sprzedajnych kutasów, którzy do szkalowania Polski dokładali jeszcze pieniądze z Instytutu Sztuki Filmowej.

Samego tekstu Dabrowskiej nie znajdę. Ale znajdziesz cytaty z jej listów w artykułach o Aleksandrze Fordzie i Czołowce filmowej. Mozesz zacząc od tego:
https://www.filmweb.pl/film/Ulica+Graniczna-1948-31337/discussion/A.+Ford+-+Stalinowski+dyktator+polskiego+filmu,1691866


O "Ostatnim etapie" znalazłem teraz  tylko taki tekst z cytatami z Dabrowskiej:
https://www.filmweb.pl/forum/filmy/Antypolskie+filmy,1360366
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Fester w 09-09-2018, 23:14
Do sprzedajnych kutasów, którzy do szkalowania Polski dokładali jeszcze pieniądze z Instytutu Sztuki Filmowej.

Bardzo konkretna odpowiedź.


Samego tekstu Dabrowskiej nie znajdę. Ale znajdziesz cytaty z jej listów w artykułach o Aleksandrze Fordzie i Czołowce filmowej. Mozesz zacząc od tego:
https://www.filmweb.pl/film/Ulica+Graniczna-1948-31337/discussion/A.+Ford+-+Stalinowski+dyktator+polskiego+filmu,1691866

Szkoda. Ford był partyjnym aparatczykiem, jakich i teraz wielu. Niewątpliwie miał jednak dobry warsztat, czego ówcześnie wielu brakuje. Nie będę się rewanżował odsyłaniem do opisów jak Ford odbił żonę Kałużyńskiemu. :-)



O "Ostatnim etapie" znalazłem teraz  tylko taki tekst z cytatami z Dabrowskiej:
https://www.filmweb.pl/forum/filmy/Antypolskie+filmy,1360366

To nie są żadne cytaty, tylko jeden z uczestników dyskusji powołuje się na takie cytaty. Zapewne zauważyłeś poziom tej dyskusji.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 10-09-2018, 01:32
Może, się kurwa opamiętacie?

Wszyscy wiedzą, że Sucharski miał mentalna zapaść,
że go Dąbrowski internował w celi, by nie załamać reszty chłopaków? Czy nie, kurwa mać?

Miał, czy nie miał, to są nasi bohaterowie, chuj jak to zostało oddane w filmie.
Ważne, że polegli tam dla nas. To nasze Termopile. Tylko cześć im możemy oddać.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 10-09-2018, 01:43
Co rok, te pierdolenie, będą harcerze, czy żołnierze?
Taki apel czy sraki apel?

Odpierdolcie się skurwysyny od Westerplatte. Są pewne imponderabilia, nie wolno ich przekraczać!
U wylotu ulicy Odyńca, były dwie barykady. Jedna nazywała się Alkazar, druga Westerplatte.
To był hołd dla obrońców.
Na tej drugiej stała moja matka, miała 16 lat, sanitariuszka AK i zaliczyła kulkę.

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 10-09-2018, 01:45
Precz z taką dyskusją
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Fester w 14-09-2018, 08:30
Wczoraj, dzięki kanałowi Cinemax, przypomniałem sobie, że na pólkach mam pozostałość po kinie domowym czyli płytę DVD z filmem Quentina Tarantino "Jackie Brown" z 1997 roku. Jest to niezły film sensacyjny w gwiazdorskiej obsadzie z  Pam Grier, Samuelem L. Jacksonem, Robertem Forsterem, Robertem De Niro, Bridget Fondą i Michaelem Keatonem.
Kolejny raz obejrzałem film z dużą przyjemnością, dzięki grze w/w. Z jedną uwagą, zdecydowanie lepiej ten obraz oglądało mi się w kinie domowym 5.1 średniej klasy niż tylko w telewizorze dobrej klasy (stereo --> dolby digital). Wówczas zdecydowanie czytelniejsze były dialogi, więcej odgłosów docierało z tła, dźwięk był bliższy rzeczywistości i wręcz namacalny - np. odgłosy wystrzałów z pistoletu.



Polecam. Dobre kino Tarantino. :-)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Mirek19 w 14-09-2018, 12:05
W mojej ocenie Tarantino jest Stańczykiem X Muzy.
Nie lubię...oj nie lubię jego filmów.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Cypis w 19-09-2018, 08:07
Kto nie widział, to polecam: https://www.filmweb.pl/film/Upgrade-2018-807157

Niedaleka przyszłość, wątek kryminalno-sensacyjny i nie takie oczywiste zakończenie. Do tego mało znani aktorzy. Fajnie się ogląda.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: lancaster w 20-09-2018, 18:05
widzialem, fajny, ostatnio ogladalem nowego Willisa "zyczenie smierci" czy jakos tak, slabe oceny mi tam sie podobal, taka sensacja w stylu lat 90
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 21-09-2018, 21:00
widzialem, fajny, ostatnio ogladalem nowego Willisa "zyczenie smierci" czy jakos tak, slabe oceny mi tam sie podobal, taka sensacja w stylu lat 90

Też widziałem, Willisowi przebaczam wszystko :)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 21-09-2018, 21:01
Kto nie widział, to polecam: https://www.filmweb.pl/film/Upgrade-2018-807157

Niedaleka przyszłość, wątek kryminalno-sensacyjny i nie takie oczywiste zakończenie. Do tego mało znani aktorzy. Fajnie się ogląda.

Jak opis filmu zaczyna się od: Rzecz dzieje się w niedalekiej przyszłości, automatycznie pomijam.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 22-09-2018, 04:03
Katyń - Ostatni Świadek (The Last Witness) 2018

Brak słów. Tak było, jest i będzie.
Ci nasi biedacy, zostali zamordowani i po śmierci wykorzystani przez świnie z USA, GB i ZSRR.

Czy warto obejrzeć ten film? Tak.

Najgorsza jest bezsilność. I wymioty.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 22-09-2018, 21:33
https://www.tvn24.pl/magazyn-tvn24/swiat-przezarty-zlem-czyli-drogowka-w-sutannach,175,2993
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 23-09-2018, 16:43
Recenzja
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 07-10-2018, 10:31
Ostateczna operacja / Operation Finale (2018). Jak MOSAD wywiózł z Argentyny Eichmanna (Ben Kingsley)
Do obejrzenia.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Fester w 07-10-2018, 10:56
W piątkowy późny wieczór próbowałem obejrzeć film Patryka Vegi "Pitbull. Niebezpieczne kobiety" (2016). Wytrzymałem aż 59 minut. I przełączyłem. Uzasadnienie dno. Pod każdym względem - reżyserii, scenariusza, gry aktorów i całej reszty.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Fester w 07-10-2018, 11:07
Ostateczna operacja / Operation Finale (2018). Jak MOSAD wywiózł z Argentyny Eichmanna (Ben Kingsley)
Do obejrzenia.

Wdzięczny materiał na dobry film sensacyjny. Widziałem film fabularny o tej operacji już w latach 1970. Jednak tytułu nie pamiętam.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: tetejro w 07-10-2018, 21:12
Co jest z tym KLERem??? W weekend nie dało się kupic biletu, a na sali podobno większosc ludzi po piećdziesiatce.
Gdzieś czytałem ze darmowa reklama robiona otoczką kontrowersyjnosci filmu ma juz wartosć 20 milionów złotych - to znaczy tyle trzebaby kasy żeby utrzymac taką obecność reklamy tego filmu w mediach, gdyby otoczki owej kontrowersyjnosci nie było.

Ciagnie mnie na te pierdocle kolezanka, która jak twierdzi za bardzo wierzaca to nie jest. Mam centralnie w dupie, kto kogo molestuje w kościele i ile kto komu daje na tacę. Niech kazdy wierzy w co chce, byle bomb nie podkładał jak islamiści i nie próbował wydoić ze mnie kasy jak oszustowscy żydzi i ich baptystyczni przydupasy. Ja nawet formalnie i nominalnie nie jestem chrześcijaninem.
Mam na ten film wywalone i obawiam się że zanudze się na nim jak na dokumencie o papierzu JP2 (na który wyciagnęła mnie inna, tym razem bardziej wierząca, którą stosunki w kosciele Kat. bardziej interesują).

Nominowałem sobie środę na seans KLERu, bo w ten dzień są tańsze bilety. Ale i tak mam poczucie, że stracę czas wyłącznie w celach towarzyskich i z uprzejmosci. Choć metodę Smarzowskiego na robienie filmów lubię, od Domu złego i Wołynia.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 07-10-2018, 23:42
W piątkowy późny wieczór próbowałem obejrzeć film Patryka Vegi "Pitbull. Niebezpieczne kobiety" (2016). Wytrzymałem aż 59 minut. I przełączyłem. Uzasadnienie dno. Pod każdym względem - reżyserii, scenariusza, gry aktorów i całej reszty.

Tam jest chyba więcej fucków niż w Pulp Fiction :)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 07-10-2018, 23:47
Co jest z tym KLERem??? W weekend nie dało się kupic biletu, a na sali podobno większosc ludzi po piećdziesiatce.

Gawiedź zwęszyła krew. Podobno na tą sztukę, gdzie kopulowano z wizerunkiem papieża i onanizowano się krzyżem, też biletów nie było. Pani osłanka Szchoiring-Wielgus, czy jak tam ona się nazywa, opowiadała, że nawet 2 razy obejrzała spektakl.

Myślę, że księża mają jakies przestarzałe statystyki, jeżeli chodzi o procent wiernych.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 07-10-2018, 23:52
Kochając Pabla, nienawidząc Escobara 2018 z Bardemem i Penelope Cruz.
Taki bonus dla fanów doskonałego serialu Narcos.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Gustaw w 08-10-2018, 10:37
W piątkowy późny wieczór próbowałem obejrzeć film Patryka Vegi "Pitbull. Niebezpieczne kobiety" (2016). Wytrzymałem aż 59 minut. I przełączyłem. Uzasadnienie dno. Pod każdym względem - reżyserii, scenariusza, gry aktorów i całej reszty.

Ja, z bólem, dobrnąłem do końca. Nie wiem w zasadzie co to było ale chyba nie film fabularny. Raczej montaż przypadkowych scen/odrzutów z różnych filmów Vegi. "Dno" to określenie w stosunku do tego "filmu" bardzo dyplomatyczne.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: solpadeinelover w 09-10-2018, 00:57
Co jest z tym KLERem??? W weekend nie dało się kupic biletu, a na sali podobno większosc ludzi po piećdziesiatce.

Gawiedź zwęszyła krew. Podobno na tą sztukę, gdzie kopulowano z wizerunkiem papieża i onanizowano się krzyżem, też biletów nie było. Pani osłanka Szchoiring-Wielgus, czy jak tam ona się nazywa, opowiadała, że nawet 2 razy obejrzała spektakl.

Myślę, że księża mają jakies przestarzałe statystyki, jeżeli chodzi o procent wiernych.

Jedyne co oni mają aktualne to bazę danych parafian co nie dali na "ofiarę"

Swoją drogą, jak wszyscy krzyczą i biegną w tym samym kierunku to ja wolę profilaktycznie w drugą stronę. Filmu nie widziałem i pewnie nie zobaczę a to dlatego,  że nie jestem w stanie patrzeć na te wszystkie mordy poczynając od Jakubika a kończąc na Więckiewiczu.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: solpadeinelover w 09-10-2018, 01:11
W piątkowy późny wieczór próbowałem obejrzeć film Patryka Vegi "Pitbull. Niebezpieczne kobiety" (2016). Wytrzymałem aż 59 minut. I przełączyłem. Uzasadnienie dno. Pod każdym względem - reżyserii, scenariusza, gry aktorów i całej reszty.

Ja, z bólem, dobrnąłem do końca. Nie wiem w zasadzie co to było ale chyba nie film fabularny. Raczej montaż przypadkowych scen/odrzutów z różnych filmów Vegi. "Dno" to określenie w stosunku do tego "filmu" bardzo dyplomatyczne.

Mnie zastanawia co ludzie sobie myślą jak idą do kina i płacą za bilety na takie filmy. Przecież poziom artystyczny w takim przypadku jest prosty do przewidzenia jak scenariusz w tanim pornosie. Siedzisz jak debil w multipleksie i zanim odpalą film to oglądasz 50 minut reklam o kleju do protez, podpaskach i pizzy. Do tego to całe bydło co nie potrafi wysiedzieć dwóch godzin bez sprawdzania statusu na fejsie. Świecą telefonami, szeleszczą opakowaniami po batonikach
 a na koniec zostawiaja po sobie syfi i gnój jak zwierzęta, to jest nie do zniesienia.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 09-10-2018, 01:31
"Czuwaj" 2017 - zupełnie jakby Vega, nakręcił film o harcerzach, a to Gliński sobie rzygnął.
Patologia w stanie czystym.
Bywałem na obozach harcerskich, wprawdzie 50 lat temu,
wiec oglądałem z otwartymi ustami. Nie do wiary.
A może tak wygląda dzisiejsze harcerstwo? :)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 09-10-2018, 01:32
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 09-10-2018, 07:26
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 09-10-2018, 20:25
Nie oglądam polskiego kina, w którym aktorzyna zapomina tekstu za "że" a przypomina sobie po odwróceniu głowy. Inna sprawa, ta tragiczna maniera odwracania głowy w czasie rozmowy dotyka również amerykańskie gwiazdeczki i gwiazdki. Nawet kurwa przeklinać nie umieją, dykcja jak po wyjściu od logopedy i jeszcze te kostiumy prosto od krawca :P Rzyg rzyga pogania. Jedynie słuchając Kondrata nie dostaję czkawki. A byłbym zapomniał, te zjebane jak taśmy od ZK140T głosy na kreskówkach i bajdaluchach typu Potter niczym już nie błysną w polskim kinie.
Z rozrzewnieniem wspominam Matysiaków z lat siedemdziesiątych, sobotnią, gorącą kąpiel w misce, zimne pierzyny.
Barejo wróć!
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 09-10-2018, 21:02
Po prostu kiedyś aktorzy grywając w teatrze, za pomocą dykcji i głosu, musieli dotrzeć do najdalszego rzędu.
Teraz nie muszą niczego, bełkocą, seplenią, prawdziwym kuriozum jest Sebastian Fabijański.
Żeby zrozumieć, o co mu chodzi, robię conajmniej 2-3 podejścia.

A poza tym Panowie, mam dla Was dobrą wiadomość - Vega kręci właśnie Kobiety mafii 2 :)
Premiera w przyszłym roku.

Patryk jest bohaterem - ukulele, ukulele!
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: solpadeinelover w 09-10-2018, 23:04
Po prostu kiedyś aktorzy grywając w teatrze, za pomocą dykcji i głosu, musieli dotrzeć do najdalszego rzędu.
Teraz nie muszą niczego, bełkocą, seplenią, prawdziwym kuriozum jest Sebastian Fabijański.
Żeby zrozumieć, o co mu chodzi, robię conajmniej 2-3 podejścia.

A poza tym Panowie, mam dla Was dobrą wiadomość - Vega kręci właśnie Kobiety mafii 2 :)
Premiera w przyszłym roku.

Patryk jest bohaterem - ukulele, ukulele!

Łapy precz od Patryka! On się ponoć nawrócił!
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Fester w 10-10-2018, 12:15
Nie oglądam polskiego kina, w którym aktorzyna zapomina tekstu za "że" a przypomina sobie po odwróceniu głowy. Inna sprawa, ta tragiczna maniera odwracania głowy w czasie rozmowy dotyka również amerykańskie gwiazdeczki i gwiazdki. Nawet kurwa przeklinać nie umieją, dykcja jak po wyjściu od logopedy i jeszcze te kostiumy prosto od krawca :P Rzyg rzyga pogania. Jedynie słuchając Kondrata nie dostaję czkawki. A byłbym zapomniał, te zjebane jak taśmy od ZK140T głosy na kreskówkach i bajdaluchach typu Potter niczym już nie błysną w polskim kinie.
Z rozrzewnieniem wspominam Matysiaków z lat siedemdziesiątych, sobotnią, gorącą kąpiel w misce, zimne pierzyny.
Barejo wróć!

Tu masz rację. W polskim filmie nigdy nie wiem, czy aktor mówi, że czesze się byle czym czyt też cieszy się byle czym jak to śpiewał onegdaj  Wojciech Skowroński:

- też z nie najlepszą dykcją w refrenie. Mimo to bił nią na głowę, 95 % obecnych tzw. wokalistów.

No proszę. Okazuje się, że i wspomnienia mogą być podobne. W latach 60 XX wieku mieszkałem w domu z modrzewiowych bali ocieplonych od zewnątrz trzciną i pokrytym drewniana licówką. W środku był tynk wapienny na trzcinowej (też) siatce. Woda była w studni obok. Nie podgrzewana. :-) Sławojka 30 m dalej. Gdzieś do 1960 nie było nawet elektryczności i była to jedyna taka enklawa w moim miasteczku. Pamiętam pierwszy błysk żarówki w żyrandolu przypominającym odwrócony metalowy talerz. Zaraz potem rodzice kupili radio "Symfonia" (https://www.oldradio.pl/foto/00/M00029FD.jpg). Dlatego też znam "Matysiaków" wcześniej niż szkołę podstawową. A poza nimi "Zagryziaków", "Falę 56", "W Jezioranach" czy Radia: Wolna Europa, Londyn, Watykan, Tirana i Paryż (w języku polskim) oraz orkiestrę Feliksa Dzierżanowskiego i Stefana Rachonia. To radio miało magiczne oczko i trzy(!) głośniki, a na górze pod otwieranym wierzchem tkwił gramofon. Mój wujek wówczas miłośnik tzw. muzyki młodzieżowej (był na koncercie "RS" w Warszawie i nie napiszę z kim) dał mi masę płyt czarnych i tzw. pocztówek dźwiękowych). Dzięki temu poznałem niemal wszystko, co przyniosły lata 60 w polskiej muzyce tzw. młodzieżowej.
To radio stało na solidnej półce ściennej, w kuchni, nad moim łóżkiem. Budził mnie i usypiał zawsze hymn państwowy.
Dlatego do dziś cenię wyżej amplitunery, niż wzmacniacze, chociaż obiektywnie te drugie są zdecydowanie lepsze, szczególnie (subiektywnie) te dzielone. A tak przy okazji, kupię Rotel RX-855 w dobrym lub bardzo dobrym stanie.
Jeszcze nawiązanie do miski. U mnie była to ocynkowana balia stojąca na dużym taborecie. Ale sobotni rytuał higieniczny był. Woda i pierzyna była zawsze gorąca. Ta ostatnia dzięki półtoralitrowej butelce (o cienki ściankach) z gorącą wodą.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Fester w 10-10-2018, 12:24
Po prostu kiedyś aktorzy grywając w teatrze, za pomocą dykcji i głosu, musieli dotrzeć do najdalszego rzędu.
Teraz nie muszą niczego, bełkocą, seplenią, prawdziwym kuriozum jest Sebastian Fabijański.
Żeby zrozumieć, o co mu chodzi, robię conajmniej 2-3 podejścia.

A poza tym Panowie, mam dla Was dobrą wiadomość - Vega kręci właśnie Kobiety mafii 2 :)
Premiera w przyszłym roku.

Patryk jest bohaterem - ukulele, ukulele!

Aleksander się kłania. Bardini.

PS.

Może napiszmy wspólnie jakiś dobry scenariusz (albo książkę) związany(ą) z Warszawą? Ty masz (chyba) dojścia, ja mam w pamięci (jeszcze) autentyczne historie. Pióro mamy podobne.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 10-10-2018, 14:36
Może kiedyś, bo teraz siedzę w tłumaczeniu oper i filmów z lat 1910- 1939.
Ja miałem radio "Karioka" i kiedyś wcisnąłem magiczne oczko do środka, za co dostałem po dupie.
A pierwszy telewizor to była "Tosca" - z szybą przed kineskopem, w mahoniowej obudowie i na chromowanych nóżkach.
Oglądałem dzięki niej, lądowanie na księżycu i Bonanzę:)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Fester w 10-10-2018, 18:29
Może kiedyś, bo teraz siedzę w tłumaczeniu oper i filmów z lat 1910- 1939.
Ja miałem radio "Karioka" i kiedyś wcisnąłem magiczne oczko do środka, za co dostałem po dupie.
A pierwszy telewizor to była "Tosca" - z szybą przed kineskopem, w mahoniowej obudowie i na chromowanych nóżkach.
Oglądałem dzięki niej, lądowanie na księżycu i Bonanzę:)

U mnie od 1963 był Rubin 102 prosto ze sklepu, choć wymieniany dwa razy po zakupie, zanim trafił sie egemplarz bez wad, który grał do 1973. Z radiem.
(https://i.imged.pl/telewizor-radio-antyk-rubin102-lata-50-do-dekoracj-telewizor-radio-antyk-rubin102-lata-50-do-dekoracj-3-3-31363418.jpg)
I to był komfort. Bo sasiedzi za ścianą mieli używaną Wisłę.
(https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/a/a0/WZT_Wis%C5%82a.jpg/220px-WZT_Wis%C5%82a.jpg)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: tetejro w 13-10-2018, 21:08
Co jest z tym KLERem??? W weekend nie dało się kupic biletu, a na sali podobno większosc ludzi po piećdziesiatce.

Gawiedź zwęszyła krew. Podobno na tą sztukę, gdzie kopulowano z wizerunkiem papieża i onanizowano się krzyżem, też biletów nie było. Pani osłanka Szchoiring-Wielgus, czy jak tam ona się nazywa, opowiadała, że nawet 2 razy obejrzała spektakl.

Myślę, że księża mają jakies przestarzałe statystyki, jeżeli chodzi o procent wiernych.

Jedyne co oni mają aktualne to bazę danych parafian co nie dali na "ofiarę"

Swoją drogą, jak wszyscy krzyczą i biegną w tym samym kierunku to ja wolę profilaktycznie w drugą stronę. Filmu nie widziałem i pewnie nie zobaczę a to dlatego,  że nie jestem w stanie patrzeć na te wszystkie mordy poczynając od Jakubika a kończąc na Więckiewiczu.

No i chyba wreszcie pójdę - w kolejną srodę na ten "KLER". Bo jest to pierwszy dzięn w którym udało się zarezerwować bilety bez kupowania ich od razu (to był taki chłyt marketindodyzastosowany przez kina). Oraz przeczytałem recenzje i opinię jednego gościa który był na tym filmie.
Opowiadła że ludziska spodziewali się przesmiewczej komedii jadącej po ksieżach a smiali sie kiedy na ekranie postacie ksiezy rzucały chujami.
Tymczasem film jest jednak wielowątkowy i w cale nie ukazuje  wyłącznie złych księży pedofilów tylko prowadzi akcję wątków między innymi wokół podejrzenia o wykorzystywanie nieletniego. Pokazuje rózne postawy i reakcje róznych ksiezy na to podejrzenie - i to własnie postawy sugerujące ich niewinnosć lub przynajmniej wątpienie. A przy tym dołacza jeszcze inne problemy społeczne wynikajace np z celibatu. Jest wiec akcja z wielona niedopowiedzeniami, jak to u smarzowskiego. Może jednak nie usnę na tym filmie. na pewno nie jest to rozrywka dla szarej masy idiotów bez względu na to czy są zaicekłymi katolami czy zaciekłymi lewakami.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 14-10-2018, 10:54
Ja sobie poczekam. Filmy od lat oglądam w samotności. Przekątna ekranu, nie ma dla mnie większego znaczenia.
W kinie byłem 100 lat temu. Publiczność rozmawiała między sobą i przez komórki, komentowała, śmiała się w najmniej odpowiednich momentach, szeleściła, chlapała colą, bekała, pierdziała, śmierdziała i pociła się...

                             Quoth the Raven - Nevermore

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 20-10-2018, 04:14
Zimna wojna, z Kotem i Kulig. Polski noir, klimatyczny. Mimo irracjonalnych zachowań bohaterki, to najlepszy polski film od paru lat. No i hołd dla Polskiej szkoły filmowej.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 21-10-2018, 03:07
303. Bitwa o Anglię (Hurricane) 2018

Świetny i niesamowicie smutny film. Końcówka wręcz przygnębiająca.
"Po wojnie sondaż wykazał, że 56% Brytyjczyków uważało, że Polaków należy repatriować"

Murzyn zrobił swoje, jak zwykle.

W roli głównej Iwan Rheon (Lord Bolton z Gry o Tron)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: tetejro w 21-10-2018, 12:22
No i byłem na seansie filmu "KLER". W środę bo bilety tańsze ale publika oczywiście bekała, telefonowała, chlapała colą, pociła się, śmierdziała i śmiała w najmniej odpowiednich momentach... Ludzie mys leli ze przyszli na film Patryka Vegi w rodzaju "Kac Wawa" czy podobne gówno.

Tymczasem - jak stwierdził sam Smarzowski, po zasięgnięciu opinii biskupów - film nie naruszał żadnych zasad wiary i kościoła katolickiego.

Moja recenzja:

Moim zdaniem film „KLER” nie jest nawet antyklerykalny, bo pokazuje postawy księży z których żaden nie jest do końca zły. Pokazuje że zło, o które są posądzani jest jedynie w sferze przypuszczeń, a dobro wynika z ich czynów wprost.
Tak więc - ksiądz posądzany o pedofilię nie jest pedofilem, inny którego on posądza o pedofilię nie miałby nawet okazji do takiego czynu, przewinieniem biskupa jest jedynie brak wiary w czyny swoich podwładnych, a winą kościoła kat. jest tuszowanie tematu w prasie ...
CZYLI CO???
NIC KONKRETNEGO czego nie dałoby się powiedzieć o każdej organizacji korporacyjnej "światłego" i świeckiego zachodu.

Całość wydarzeń w dodatku pokazana jest w ten sposób, że nie przekonuje.
Temat pedofilii - pokazany na jednym jakimś niejasnym wydarzeniu, - gwałt małoletnich w sierocińcu (we wspomnieniach dwóch księży), czy jakieś relacje udających płacz i zagryzających wargi ludzi w sztucznych pozach cierpienia... To wszystko zupełnie nie wywołuje wzruszenia. Być może dlatego, że nikt w tych sytuacjach nikogo nie morduje siekierami i nie rozrywa końmi.
Smarzowskiemu po prostu zabrakło typowych dla niego środków wyrazu, którymi mógłby zbudować napięcie w ukazaniu dwulicowość księży.

Wręcz przeciwnie, Smarzowski pokazał coś innego – n.p.

Ksiądz Lisowski mówi dziennikarce - ustawiłem przetarg na komputery dla uczelni kościelnej. Łapówką były konsole do gier które rozdałem  dzieciom z sierocińca i szpitala. A łapówką dla dziennikarki za milczenie w tej sprawie jest sfinansowanie przez kościół operacji nerki dla jej ciężko chorej córki... Wiec co normalny widz (nie jakiś lewacki zjeb) uzna za większe dobro w postępowaniu ks. Lisowskiego???

Ksiądz pijak (doskonale znający pismo święte) żyjący z kobietą, każe jej usunąć ciążę... Po czym jedzie za nią i wyciąga przed progiem kliniki aborcyjnej - sprzeniewierza się własnej wierze, czy wręcz przeciwnie???
Sądząc że zabił człowieka prowadząc po pijanemu samochód, nie bierze pieniędzy od wdowy za pogrzeb i zgłasza się na policję - mimo że finalnie okazuje się że mógł potrącić najwyżej psa którego znaleziono na poboczu. Ksiądz mając świadomość swojego czynu musi tak zrobić ponieważ warunkiem rozgrzeszenia nie jest spowiedź i odmawianie paciorków lecz naprawienie krzywdy w zakresie możliwości jej naprawienia w tym poddanie się karze za przestępstwo.

Cały Film złożony jest z takich motywów, oczywistych - spotykanych powszechnie w życiu społecznym. To jest problemu dokonywania wyborów – w tym przypadku przez duchownych. I w filmie każdy z nich dokonuje wyboru właściwego z moralnego punktu widzenia.

Czego więc zabrakło w filmie Smarzowskiego żeby lewacko poruszył??? Albo żeby przynajmniej uznać go za antykościelny czy antykatolicki?

Kościół ma takie same wady jak każda organizacja korporacyjna. Korporacja , czy to wyznaniowa, czy kapitałowa nie ma sumienia, nie ma moralności. Nie jest w stanie internalizować zasad moralnych typowych dla pojedynczego człowieka. Nie może więc być ani zła ani dobra.
Korporacja może sobie przypisywać zasady moralne i szczytne cele w swoich komunikatach, i wewnętrznych instrukcjach, ale ich stosowanie odbywa się przez organy kolegialne, które są w stanie wyrządzić jednostce ludzkiej największe świństwo w imię najszczytniejszych celów. Nie dlatego że są złe, nienawistne i interesowne, ale dlatego że kolegium nie ma sumienia i nie ma moralności.
Pokazany w filmie biskup Mordowicz, rzucający "kurwami" i płacący za milczenie w imię dobra kościoła jest tak naprawdę bardzo ludzki w swoich działaniach - wręcz wzbudza sympatię, okazując się jednak nadal zwykłym człowiekiem mającym do wykonania pewne zadanie.

Nakręcono na świecie znacznie więcej filmów krytykujących i mocniej atakujących organizacje korporacyjne, mafijne i wyznaniowe bez pokazywania emocji pracujących w nich decydentów. I one były dopiero naprawdę przerażające, przez to że pokazywały zło organizacji wynikające z samego jej systemu korporacyjnego. Aparatczycy korporacji nie rzucają "kurwami", nie okazują emocji, nie martwią się "co z nami będzie" - oni po prostu stosują bezwzględnie swoje zasady - czasami bardzo szczytne, wyrządzając zło systemowo, bez najmniejszej refleksji. Dlatego są wielokrotnie bardziej źli niż osoby działające pod wpływem swoich ludzkich afektów i pragnień

W filmie Smarzowskiego nie było systemowego ukazania zła korporacyjnego. Nie powiedział nic przeciwko Kościołowi i nie pozwolił na wysnucie wniosków, że podłożem zła jest sama organizacja.
Wręcz przeciwnie - pokazał, że KK to tylko ludzie go tworzący, popełniający błędy, wyrządzający też zło w ramach czynienia innego dobra. Ten film powinni pokazywać w seminariach i reklamować z ambon - w sumie już sa tego świadomi, bo jeden biskup przyznał że wie o swoich grzechach, podobnie jak inni księża, nawet bez oglądania filmu.

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Mirek19 w 21-10-2018, 15:02
Ty chyba masz coś z głową !
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 21-10-2018, 17:44
Ty chyba masz coś z głową !

Dlaczego?
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 21-10-2018, 17:47
Tetejro - jeżeli opisujesz jakąś sytuację, przed opowiedzeniem jej zaznacz, że będzie spoiler.
W innym wypadku możesz popsuć przyjemność tym, którzy jeszcze  nie widzieli seansu.

Dzięki za recenzję.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 21-10-2018, 18:35
..W filmie Smarzowskiego ... nie powiedział nic...

Dobrze wybrałem?
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 21-10-2018, 20:25
?
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 22-10-2018, 07:12
..."nic" co mogłoby mnie przenieść w inny, nieznany świat, wzruszyć, zaciekawić, wzbogacić czy wreszcie dobrze zabawić.
Powszechnie znane "motywy", powszechnie znani aktorzy, powszechny montaż, powszechny dialog, huj i dupa.
Skończyli choć film ratującym świat mordobiciem w sutannach?
Poproszę jeden argument przekonujący mnie do oglądania smartfonów, słuchania bekania, szeleszczenia, łażenia, wąchania za 25 zeta i nie interesuje mnie ścieżka rozwojowa Smarzowskiego. Takich jak on jest w samych Indiach z 5 mln. 

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 22-10-2018, 07:54
Przeginasz
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 22-10-2018, 07:56
Tu gadamy o filmach, nie o wkurwieniach czy frustracjach
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 22-10-2018, 08:01
O Kulig, z Zimnej wojny, mógłbym napisać, że żyłem z taką kurwą, której się nic nie chciało, że bez przerwy była obrażona na świat, że wyżej...

TU DO KURWY NĘDZY PISZEMY O FILMACH

Nie o swoich jebanych schizach
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 22-10-2018, 08:48
Tłum baranów wali na kler, to ja też mam walić? A jak stado jedzie 15 raz do tego samego domu w Mielnie, to oznacza, że mam schizę, bo ja tam nie chcę jechać ani razu? Ci sami słuchają Chylińskiej 24 godziny na dobę i jedzą gówno w galerii, ekstra!
W sztuce nie uznaję kompromisów.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 22-10-2018, 10:23
Stado much zajada kupę. Przecie milion much nie może się mylić?

Film obejrzymy i skomentujemy. I tylko tyle. Po to jest ta zakładka.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 22-10-2018, 10:30
Tłum baranów wali na kler, to ja też mam walić? A jak stado jedzie 15 raz do tego samego domu w Mielnie, to oznacza, że mam schizę, bo ja tam nie chcę jechać ani razu? Ci sami słuchają Chylińskiej 24 godziny na dobę i jedzą gówno w galerii, ekstra!
W sztuce nie uznaję kompromisów.

Ja też nie.
Słuchasz dobrej muzyki, to co Cię obchodzi Chylińska?
Odetchnij, Przyjacielu. Daj spokój.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 23-10-2018, 14:57
ok, oficjalna zajawka Kleru odstrasza poziomem amatorszczyzny. kropka.

Dunkierka.
Wytrzymałem pół godziny. Jakieś IQ90 ubrane z tekturowy hełm biega po plaży sam lub z noszami. Plaża jest czysta, piach idealny, mundury w doskonałym stanie, twarze plastikowe - suspens zerowy.
Dajcie mi jakiś film z ostatnich 10 lat, który mnie nie obrazi. 
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Fester w 23-10-2018, 18:16
"Terrorysta" (2012) reż. Hadi Hajaig. Z Seanem Beanem w roli głównej. Dobry film sensacyjny o współczesnym terroryzmie, który rodzi pytania o to, kto tu jest prawdziwym terrorystą.

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 24-10-2018, 23:05
ok, oficjalna zajawka Kleru odstrasza poziomem amatorszczyzny. kropka.

Dunkierka.
Wytrzymałem pół godziny. Jakieś IQ90 ubrane z tekturowy hełm biega po plaży sam lub z noszami. Plaża jest czysta, piach idealny, mundury w doskonałym stanie, twarze plastikowe - suspens zerowy.
Dajcie mi jakiś film z ostatnich 10 lat, który mnie nie obrazi.

Nomen omen - będę właśnie oglądał Dunkierkę, ale z 1958 roku.
Ta współczesna jest żałosna
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 25-10-2018, 07:38
Wczorajsza historia Desmonda Dossa pt Przełęcz ocalonych jest próbą pokazania bohatera bardzo niewygodnego wśród żydowsko-tęczowego towarzystwa amerykańskiego. Doszukali się dobrego dźwięku i montażu - resztę olali. Inna sprawa, że same Oscary mogą być dobrym tematem do rozmów.
To film, który warto obejrzeć dla realizacji scen walk. Zdjęcia rodem z sali koronera są naprawdę przekonujące.
Raziła mnie trochę nieporadność scenarzystów i samego Gibsona. Film z dobrym tempem i pomysłem, ale za długi. Brakowało mi w nim lepszego zarysowania bohaterów, ciekawszych dialogów, muzyki i wypełnienia szczegółami drugo- i trzecioplanowymi. Smaczki - powstające często na żywo, po za scenariuszem - są niczym przyprawa do potrawy.
Możecie mi wytłumaczyć, dlaczego japońce nie odcięli lin tworzących sieć na klifie, kto je tam zamontował i w jakim celu?
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 25-10-2018, 12:00
Dosyć dawno oglądałem. Japońcy byli chyba bardziej przerażeni od Amerykanów, że im to do głowy nie przyszło.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Fester w 25-10-2018, 14:39
Dosyć dawno oglądałem.

?:-) Film pochodzi z 2016 roku. Dla mnie całkiem niedawno, bo między 2016 a 2018, pokazywany był na którymś z kanałów filmowych NC+.

Uważam ten film za jeden z lepszych współczesnych USAmerykańskich  filmów wojennych. W przeciwieństwie np. do "Byliśmy żołnierzami" (2002) Randalla Wallace'a, w którym Mel Gibson wciela się w podpułkownika Harolda Moore'a - dowódcę 1 batalionu 7 pułku kawalerii  w krwawej bitwie pod Ia Drang w 1965 roku w Wietnamie. Nie mówiąc już o skandalicznym propagandowym gniocie "Zielone Berety" (1968) współreżyserowanym przez Johna Wayne'a, który występuje też w nim w głównej roli jako pułkownik Mike Kirby.

I tak żaden z nich nie zbliża się poziomu "Losu człowieka" (1959)    Sergeya Bondarchuka, który gra w nim Andrieja Sokołowa czy "Ballady o żołnierzu" (1959)  Grigorija Czuchraja, z niezapomnianym Vladimirem Ivashovem w roli Alioszy Skworcowa. Tu jest prawdziwy tragizm wojny.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 25-10-2018, 16:08
Dosyć dawno oglądałem.

?:-) Film pochodzi z 2016 roku. Dla mnie całkiem niedawno, bo między 2016 a 2018, pokazywany był na którymś z kanałów filmowych NC+.



Dla mnie 2 lata, to dawno

Tu jest prawdziwy tragizm wojny.

Idź i patrz.

Miarą jakości filmu, jest dla mnie to, czy do niego powrócę po latach, tak jak do dobrej książki.
Np. Helikopter w Ogniu (Black Hawk Down) 2001
Igła (Eye Of The Needle) 1981
Król Szczurów (King Rat) 1965
Łowca Jeleni (The Deer Hunter) 1978
Młode Lwy (The Young Lions) 1958
Most Na Rzece Kwai (The Bridge On The River Kwai) 1957
Na Zachodzie Bez Zmian (All Quiet On The Western Front) 1930
Najdłuższy Dzień (The Longest Day) 1962
O Jeden Most Za Daleko (A Bridge Too Far) 1977
Ocalony (Lone Survivor) 2013
Pluton (Platoon) 1986
Stara Strzelba (Le Vieux Fusil) 1975
Wielka Ucieczka (The Great Escape) 1963
Za Linią Wroga (Behind Enemy Lines) 2001 czy choćby Złoto Dla Zuchwałych (Kellys Heroes) 1970

Obejrzę z przyjemnością Tora! Tora! Tora!, ale nigdy nie powrócę do Bitwy o Midway.

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 25-10-2018, 16:10
Przełęcz ocalonych jest do obejrzenia. I tylko tyle.
W ogóle zapomniałem, że go oglądałem, przypomniała mi go wzmianka o linach na klifie.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Gustaw w 25-10-2018, 16:19
Obejrzę z przyjemnością Tora! Tora! Tora!

Bardzo proszę. Pan Egon mówi, pan Egon ma.

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 25-10-2018, 16:24
Bitwa o Anglię (Battle Of Britain) 1969
Cienka Czerwona Linia (The Thin Red Line) 1998
Działa Navarony (The Guns Of Navarone) 1961
Czas Apokalipsy (Apocalipse Now) 1979
Żelazny Krzyż (Cross Of Iron) 1977
Wesołych Świąt Pułkowniku Lawrence (Merry...) 1983

czy Bitwa o Ardeny (Battle Of The Bulge) 1965 - reżyseria, scenariusz, aktorstwo.


Jeden film na 100 czy 200.

Ile widzieliście knotów o Wietnamie? 100? A wystarczy tylko Czas Apokalipsy, Pluton i Łowca Jeleni.
No i Rambo :) Rambo, którego uwielbiam.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 25-10-2018, 16:24
Obejrzę z przyjemnością Tora! Tora! Tora!

Bardzo proszę. Pan Egon mówi, pan Egon ma.



Szczurek wyszedł z norki?
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Gustaw w 25-10-2018, 16:30
Szczurek wyszedł z norki?

Mam wrażenie, że odwrotnie. Prawie ciągle jestem na wybiegu.

P.S. Dla mnie Pluton to był kompletniy niewypał. Zwyczajnie nie trawię tego filmu.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 25-10-2018, 16:38
A jak odebrał go Bambus?
Gustaw, ja wiem, że nic nie przebije Czterech Pancernych. Taka karma.
Napisz jeszcze coś, o Ogniomistrzu Kaleniu.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 25-10-2018, 17:41
Niezłomne serce / Volontaire (2018)

Od połowy na podglądzie. Napoleon, gdyby zobaczył ten film, dostałby zawału serca.
Nic dziwnego, że od 1940 biorą w dupę wszędzie gdzie się pojawią. Jaki naród, takie wojsko.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Fester w 25-10-2018, 18:27
(...)coś, o Ogniomistrzu Kaleniu.

"Ogniomistrz Kaleń" (1961) bardzo dobry polski film wojenny. Świetnie zekranizowana przez Ewę i Czesława Petelskich wspomnieniowa proza Jana Gerharda, uczestnika walk bandami UPA. "Łuny w Bieszczadach" to w zasadzie pojedyncze historie różnych bohaterów w trakcie toczonych walk, które w filmie skumulowano jako ciąg przypadków ogniomistrza Hipolita Kalenia, dzięki czemu akcja jest bardziej dynamiczna. Świetna tragikomiczna rola Wiesława Gołasa - daleka od płaczliwego patosu z filmów made in USA. Zachowano przy tym innych ważnych bohaterów: Ukraińca z pochodzenia -kapitana WP Wierzbickiego, majora Żubryda czy przedstawiciela starej polskiej szlachty na tamtych ziemiach Dwernickiego. Inne postaci też ciekawie namalowane i zagrane: dziewczyna "Bira" Maria, sam "Bir" czy zazdrosny antagonista i dowódca Kalenia - porucznik Matula.
Świetne scenki rodzajowe: przesłuchanie Kalenia przed sądem wojennym, zabawa oficerów i podoficerów na kwaterze czy Kaleń  udający dezertera. Sceny walk i tortur bardzo naturalne i wstrząsające w swej wymowie. Szczególnie w pamięci pozostaje przejmująca scena zabicia Kalenia przez żołnierzy WP...

Ale Egon@ chyba chce ten film sflekować?
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 25-10-2018, 18:36
Flekuję każdą propagandę komunistyczną.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Fester w 25-10-2018, 18:41
Flekuję każdą propagandę komunistyczną.

Przynajmniej jest to dobrze zrobiona propaganda i nasza polska, a nie jakaś importowana chała zza Wielkiej Wody jak "Zielone berety". A wracając do rzeczy, co jest tam konkretnie propagandą Twoim zdaniem?
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 25-10-2018, 20:28
"Mission: Impossible – Fallout" - na coś muszę się gapić przy tętnie 150/min, ale co mnie skusiło na tego gniota?
Lubię Cruise`a, jego Top Gun, Rain Man, Firmę i Raport Mniejszości, ale w ostatnim MI gra chyba jego dubler, jakaś jebana maska zrobiona przez chirurgów z miasta aniołów, jeszcze pięć lat i będzie podobny do Jacksona i Michelle Pfeiffer.
 
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 25-10-2018, 21:36
Flekuję każdą propagandę komunistyczną.

Przynajmniej jest to dobrze zrobiona propaganda i nasza polska, a nie jakaś importowana chała zza Wielkiej Wody jak "Zielone berety". A wracając do rzeczy, co jest tam konkretnie propagandą Twoim zdaniem?

Wszystko, kurwa mać, Fester - Ty chcesz mnie wykończyć?

Nie toleruję komunistycznych gniotów... po za paroma.

Wiesz jakiego filmu stalinowskiego najbardziej nienawidzę? - Popiołu i diamentu.
Choć jest to film doskonały reżysersko.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 25-10-2018, 21:39
"Mission: Impossible – Fallout" - na coś muszę się gapić przy tętnie 150/min, ale co mnie skusiło na tego gniota?
Lubię Cruise`a, jego Top Gun, Rain Man, Firmę i Raport Mniejszości, ale w ostatnim MI gra chyba jego dubler, jakaś jebana maska zrobiona przez chirurgów z miasta aniołów, jeszcze pięć lat i będzie podobny do Jacksona i Michelle Pfeiffer.

Miałem zobaczyć, ale napisy były na tle chińskich znaczków.
Wszystkie Mission były chujowe, oprócz pierwszej.
Wszystkie Rambo były chujowe...  i tak dalej
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 25-10-2018, 21:49
Fester - powinniśmy i pewno obejrzeliśmy każde komunistyczne gówno.

Jednak są filmy znaczące i szambo. Szambo też trzeba obejrzeć, by się można odnieść.
Na pewno nie jest to Ogniomistrz.

Jasne Łany 1947
Skarb 1948
Ulica Graniczna 1948
W Chłopskie Ręce 1946
Wielka Droga (La Grande Strada) 1945 (Rarytas)
Zakazane Piosenki 1946

Tu masz lata czterdzieste - część jest tragiczna, stalinowska, część patetyczna.
Ale są ważne w kinematografii polskiej. Część to szambo, część diament.


Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 25-10-2018, 21:52
Później, jeśli pozwolisz przeniesiemy się w lata pięćdziesiąte.
I pogadamy o propagandzie i artyźmie.

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Fester w 26-10-2018, 08:13
Egon@ znam te filmy poza jednym. Tym, który został nakręcony przez ośrodek propagandy II Korpusu Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Taki zachodni odpowiednik wschodniej "Czołówki". I to też była propaganda.

Większość ówczesnych filmów to była czysta propaganda("W chłopskie ręce","Jasne łany")albo zawierały one (pozostałe) mniej lub jawne elementy propagandowe. I ma to swoje uzasadnienie czasowe czy społeczno-polityczne. Jak władza ma dotrzeć do ciemnej, nie umiejącej czytać i pisać masy ludzkiej. Najlepiej własnie przez zaangażowane kino. Teraz tę rolę przejęła telewizja - nie bez powodu powstało hasło "kto ma telewizję - ten ma władzę".

Wracając do "Ogniomistrza Kalenia", to zauroczyły Cię chyba treści niesione przez michnikowszczyznę i byłego ministra SZ Skubiszewskiego.
To pierwsze własnie klasyfikuje takie filmy jako komunistyczną propagandę, a Jana Gerharda za zbrodniarza wojennego, ponieważ bez wyroku zastrzelił dwóch terrorystów z UPA, których rozpoznał i wyciągnął z tłumu przesiedleńców. Kto oglądał film Petelskich i czytał książkę Gerharda, nie będzie się temu dziwił ani tego potępiał.
Ten drugi wymógł na TVP na początku lat 1990 odwołanie emisji filmu "Ogniomistrz Kaleń", aby nie wpłynął on negatywnie na stosunki polsko-ukraińskie. Wiadomo nie od dziś, że TVP i inne polskojęzyczne telewizje w Naszym Kraju mają pokazywać tylko słuszny Majdan w Kijowie i niesłuszne zajmowanie Krymu. Taki jest wymóg chwili. Nawet Sienkiewicz na tym ucierpiał. Henryk.

Zanim przejdziemy do omawiania całego dorobku polskiej kinematografii po 1945, chciałbym się dowiedzieć dlaczego tak flekujesz "Ogniomistrza Kalenia" właśnie. Jeden z najlepszych filmów wojennych w dorobku tejże. Daleki od namolnej propagandy, uwielbianych od pokoleń "Czterech pancernych i psa". Lepszy warsztatowo i artystycznie od większości produkcji po 1989 roku, a szczególnie z ostatnich lat, mających kształtować nowy POPiS-owy wzorzec patriotyzmu.

A jak już przebrniemy ten etap i zaczniemy rozmawiać szerzej o polskim kinie, to mogę Ci napisać dlaczego w twórczości Juliusza Machulskiego najbardziej cenię "Szwadron" (1992).
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 26-10-2018, 12:56
Fester - obejrzę kolejny raz tego nieszczęsnego Kalenia (film widziałem b. dawno), ale nie teraz, bo zupełnie nie mam nastroju. A dyskutować możemy, gdy go sobie przypomnę.

Przypomniało mi się, że ze 2 miesiące temu usiłowałem obejrzeć Drapacz chmur / Skyscraper (2018).
Właśnie - usiłowałem. Zastanawiam się, czy to nie najgłupszy film dekady.
Głupszy nawet od Parku Jurajskiego 17.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Fester w 26-10-2018, 14:07
Dla mnie przykładem głupoty jest western sf "Kowboje i obcy" (2011), w którym zagrali Daniel Craig i Harrison Ford. Tego nie daje się oglądać.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 26-10-2018, 15:52
Odtrutka

Wrogowie / Hostiles (2017) - doskonały, klimatyczny western

Scenariusz i reżyseria - zapatrzony w nieboszczyka Sama Peckinpaha, Scott Cooper.
W rolach głównych Christian Bale i Czirokez Wes Studi. Warto.

Co by nie mówić - XXI wiek przywrócił gatunek i to w jakim stylu.
Prawdziwy renesans. Reżyserują najlepsi i grają najlepsi.

Bezprawie (Open Range) 2003
Wzgórze Nadziei (Cold Mountain) 2003
Alamo (The Alamo) 2004
Krew Za Krew (Seraphim Falls) 2006
Wrześniowy Świt (September Dawn) 2006
3.10 Do Yumy (3.10 To Yuma) 2007
Appaloosa 2008
Django (Django Unchained) 2012
Zjawa (The Revenant) 2015
Nienawistna Ósemka (The Hateful Eight) 2015
Zapomniany (Forsaken) 2015
Siedmiu Wspaniałych (The Magnificent Seven) 2016
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 27-10-2018, 01:23
Hotel Artemis 2018 - Omijać szerokim łukiem.
Chyba, że chcecie zobaczyć Jodie Foster wyglądającą jak Jankowska-Cieślak w Pitbullu.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Fester w 27-10-2018, 20:18
(...)Bitwa o Ardeny (Battle Of The Bulge) 1965 - reżyseria, scenariusz, aktorstwo.

Skoro wymieniłeś ten film jako przykład dobrego kina wojennego, to pozwolę sobie napisać o nim kilka zdań komentarza. O ile reżyseria i scenariusz na przyzwoitym poziomie, choć nie na najwyższym. To już aktorstwo powiedziałbym, że nie najwyższych lotów, a wymagać można więcej, bo w filmie zgromadzono więcej gwiazd tamtych czasów, niż oryginalnych czołgów z tamtej bitwy. O czołgach później. Na razie nieco o aktorach. Bardzo podobał się mi Henry Fonda   jako pułkownik Kiley oraz Hans Christian Blech jako kapral Conrad. Natomiast blado wypadli Robert Shaw jako pułkownik Waffen-SS Hessler (dla mnie zupełnie nieprzekonywujący fanatycznego oficera oddanego tylko wojnie, w dodatku manierach dżentelmena (i to z Waffen-SS!!!) oraz Telly Savalas jako sierżant Guffy - bojowy podoficer w jego wykonaniu przypominał późniejszego psychopatę z "Parszywej Dwunastki". Oba wątki kobiece z udziałem Pier Angeli jako Louise i Barbary Werle jako Eleny w zasadzie nic nie wnoszą, dobrze jeszcze, że obie panie były urodziwe.

No i wracamy do scenograficznej tragedii czyli czołgów. Takie podejście do eksponatów z epoki obniża moja ocenę tego filmu . Wprost tragedia - 20 lat po zakończenia wojny można było jeszcze zgromadzić autentyczne czołgi obu stron albo przynajmniej upodobnić je do autentycznych. Tu natomiast mamy tak:

Za czołg średni M4 Sherman jeden z najsłynniejszych czołgów II WŚ

(https://pics.towerhobbies.com/imagel/t/ltamc0614.jpg)

w filmie robi czołg lekki M24 Chaffee.

(https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/6/6b/M24-Chaffee-latrun-1.jpg/240px-M24-Chaffee-latrun-1.jpg)

Dalej jeszcze gorzej, bo w niemieckie PzKpfw VI Tiger, też słynne i bardzo charakterystyczne czołgi II WŚ

(https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/b/ba/Bundesarchiv_Bild_101I-299-1805-16%2C_Nordfrankreich%2C_Panzer_VI_%28Tiger_I%29.2.jpg/240px-Bundesarchiv_Bild_101I-299-1805-16%2C_Nordfrankreich%2C_Panzer_VI_%28Tiger_I%29.2.jpg)

robi ówczesny czołg podstawowy M47 Patton

(https://static.myvimu.com/photo/92/77639223.jpg)

Więcej staranności w tej dziedzinie można znaleźć w świetnej komedii wojennej "Złoto dla zuchwałych" (1970). W sumie "Bitwę o Ardeny" oceniam dobrze, a najlepiej ogląda się ją na ekranie kinowym. Film ten obecnie jest często odtwarzany na TNT.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: tetejro w 27-10-2018, 21:36
Ty chyba masz coś z głową !

Ty ni emasz nic z głową. Całkowita PUSTKA :-)

A tak przy okazji to co wzbudziłoby naprawde poruszenie, to gdyby Smarzowski przerdstawił kościół jak korporacje a księzy jak bezdusznych korpoludków i technokratów rodem z lewackiej UE.
Gdyby pokazał ich jak w filmie o konferencji w Wannsee, podczas której ustalano zasady mordowania milionów ludzi niczym podczas tygodniowego zebranka korpodyrektorków. To by dopiero przerażało.... Smarzowski na nic takiego nie poszedł. W efekcie może jakiegos naiwniaka (może jakies dziecko z mocnokatolickiej rodziny) poruszy obraz księdza który pije wódkę albo rzuca kurwami. Ale raczej wszyscy zainteresowani katole doskonale o tym wiedzą. natomiast niezainteresowani - tacy jak ja - mjają temat głeboko w dupie, bo ich po prostu on nie porusza.

Najmocniej zapluwac się będą lewackie szczujnie, których kościół boli niczym drzazga w dupie - mimo, że oficjalnie deklarują się jako niewierzący i ateiści (choć tak naprawdę to marksiści, a nie ateiści).
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 28-10-2018, 10:52
"No i wracamy do scenograficznej tragedii czyli czołgów."

Fester - nawet nie staram się czytać zakładki wojsko i  o co się tam kłócicie, ale pewnie masz rację.
Ja kompletnie nie znam się na czołgach i nawet, gdy jeździli by po Ardenach Abramsami, nie zrobiło by to na mnie wrażenia.
Wybieram treść nad formą. Battle... na pewno nie jest filmem wybitnym, ale trzymającym pion, tak jak Most Na Renie czy Najdłuższy dzień.

Żeby zobaczyć lepszy film wojenny, trzeba było czekać parę dekad. Ale to się też zmienia, wprawdzie powoli.

Nie interesuje mnie czy bohater lata z kałachem czy thompsonem.
Ja mam tego rodzaju problem, gdy widzę na ścianie HAU lub Junghansa, którego jeszcze wtedy nie było.
To niedbalstwo lub oszczędności scenografów.

Ale nie jestem fanem tropienia niedorzeczności, bo można je znaleźć w każdym filmie, tak jak butlę z gazem na rydwanie Maximusa.

13 Godzin. Tajna Misja w Benghazi (13 Hours...) 2016
Furia (Fury) 2014
Ocalony (Lone Survivor) 2013
Ostatnia Misja USS Indianapolis (USS Indianapolis...) 2016 - ogląda się świetnie, wymieniłem tylko ostatnią dekadę i zupełnie nie przeszkadzają mi niewiarygodne szczegóły, które wkurwiły by mnie, gdybym oglądał film dokumentalny.


Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Fester w 28-10-2018, 11:42
Dla mnie w filmach wojennych bardzo ważne są take właśnie akcesoria. W "Bitwie o Ardeny" wykorzystano  M47 Patton nie zmieniając nawet malowania typowego dla czołgów Bundeswehry w tamtym czasie. W "Złocie dla zuchwałych" te elementy potraktowano dużo poważniej. Starano się osiągnąć jak najbardziej zbliżony wygląd niemieckiego PzKpfw VI Tiger i nikomu nie przeszkadzało, że jest to przebudowany T-34.

(http://3.bp.blogspot.com/-ONpP8Nm3qI0/U0w7yyPTzYI/AAAAAAAADk4/6vPmqrpFFoo/s1600/kelly.jpg)

A M4 Sherman były autentyczne.

(https://lh5.googleusercontent.com/-vbNaloq5CTU/VMgSdYxzw4I/AAAAAAAAB68/f8ldQoOzU84/w700-h305-no/m4a3e4_1.jpg)

Czyli można.

Polski film wojenny "Orzeł"(1958) nakręcony przy udziale niemal bliźniaczego ORP "Sęp". Dzięki temu wrażenie autentyczności było świetne.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: tetejro w 28-10-2018, 17:46
Czepiasz się. Teraz sie stosuje CGI i projekcję blue box na tyle wysokiej jakości ze wszelkie efekty specjalne mozna robnic "za grosze" w dowolny wybrany sposób.
Od czasów filmu "Ocalic szeregowca Ryana" cierpi na tym niestety narracja bo wraz z grafiką z gier komputerowych idzie tez sposób prowadzenia ujęć, który jest po prostu mocno wkurwiajacy.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 28-10-2018, 20:19
No tak, w Spartakusie z Douglasem wzięło udział bodaj 12 tysięcy, a w Ben Hurze nawet 25 tysięcy statystów.
W Nietolerancji, jeszcze więcej.
Dzisiaj można ich multiplikować w ilości nieograniczonej.
Ja jestem tolerancyjny - jeżeli reżyser robi to z kulturą i poszanowaniem oka widza, to OK.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 28-10-2018, 20:23
Ile widzieliście peplum z Rzymianami, dziarsko cwałującymi konno, z nogami w strzemionach?
Otórz Rzymianie nie znali strzemion. Co nie oznacza, że niektóre filmy ogląda się świetnie.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Fester w 03-11-2018, 14:43
Własnie obejrzałem "Pół na pół" (2011). Komedię (!) o chorobie nowotworowej i walce z nią. Prosty, sympatyczny, pogodny i prawdziwy film bez przerysowań, mimo, że dotyczy śmiertelnie poważnego problemu zmagania się z rakiem.
Dobrze dobrane zakończenie.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 03-11-2018, 16:35
Do kin wchodzi film "Bohemian Rhapsody" Bryana Singera, który prezentuje fabularyzowaną wspólną historię Freddiego Mercury'ego i zespołu Queen.
Wybitna kreacja, jaką stworzył w nim znany z serialu "Mr. Robot" Rami Malek, to za mało, by za wybitny uznać cały film. Przede wszystkim scenariusz został mocno ugrzeczniony, a treść filmu w ogóle nie wychodzi poza notkę dostępną na Wikipedii.
Co więcej, wiele ważnych momentów życia jednego z najważniejszych showmanów w historii muzyki rozrywkowej zostało pominiętych bądź zgrabnie wygładzonych elementami fikcyjnymi.

Premiera filmu staje się więc dobrym pretekstem na przypomnienie niektórych faktów z życia Mercury'ego, które w filmie zostały pominięte.


https://www.tvn24.pl/magazyn-tvn24/jestem-tylko-muzyczna-prostytutka,182,3127
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 08-11-2018, 02:19
Natomiast nie mogę się doczekać filmu "Niepodległość", tym bardziej, że nie widzieliśmy podobno żadnego odrestaurowanego cyfrowo kadru. Poza tym zbieram wszystkie przedwojenne produkcje, tłumaczę do nich napisy i takie tam. Jara mnie to.

Ostatnio wpadła w me ręce odrestaurowana wersja "Chciwości" Stroheima.
Poprzednia była w dość opłakanym stanie i bez napisów.

(Niestety, przy restauracji filmów, edycji nowych oper, prędzej znajdziemy napisy chińskie, koreańskie czy duńskie, a nawet czeskie. Napisowo nie istniejemy. Siedzę w tym i tylko dwa razy spotkałem się z napisami polskimi - przy Idomeneo Re di Kreta i bodaj Romeo et Julietta.)

Przy okazji i Waszej pomocy czyli dobrej znajomości angielskiego, chciałbym się zwrócić do największych tego świata czyli MK (filmy) oraz Royal Opera House i Metropolitan Opera, z prośbą o dodawanie również polskich napisów do ich wspaniałych produkcji. W końcu jesteśmy dość dużym rynkiem i na pewno zarobią więcej niż na braciach Czechach.

Tekst wyskrobię.


Wracając do Stroheima i "Greed". Szykuje się uczta, czy na miarę Nibelungów, Fritza Langa - nie wiem.
Ale zapowiada się fajnie. Na razie po za mną rozbiegówka...



12 stycznia 1924 roku niewielka grupa widzów zaproszonych przez reżysera Ericha von Stroheima, wzięła udział w projekcji jego epickiego filmu "Chciwość", trwającej dziewięć i pół godziny.

Przed premierą w Nowym Jorku 4 grudnia 1924 roku, kierownictwo studia poleciło skrócić obraz do dwóch i pół godziny.
Uznaje się utratę większości filmu za "największą tragedię" w historii kina.
Utracone sekwencje są uważane za Świętego Graala kinematografii.

Próbowaliśmy tu zrekonstruować fragment oryginalnego dzieła Ericha Von Stroheima.


"Gdybym miał okazję rozmawiać z tobą przez trzy tygodnie z rzędu, nie zdołałbym, nawet w niewielkim stopniu opisać żalu, który czułem po okaleczeniu mej własnej pracy."

Erich von Stroheim




I pomyśleć, że dekadę wcześniej Chaplin czy Keaton, mieli problemy z idiotą producentem, który twierdził, że widz nie wytrzyma w kinie więcej niż 10-15 minut :)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 08-11-2018, 07:10
Dobry teatr Langa, "Piłsudski". Spotkanie z Beckiem, byłymi premierami i Wieniawą. Szkoda, że chory już wtedy Marszałek tego nie zrealizował. Prewencyjne uderzenie na Niemcy w 1933 roku.

http://zhistorii.blogspot.com/2014/04/jak-pisudski-w-1933-roku-chcia.html
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 08-11-2018, 08:17
Prymas Hlond 2018 - kolejna, tak reklamowana sztuka z Talarem.
Nie odniosę się, bo dla mnie po za Prezydentem Starzyńskim, reszta to banda tchórzy, która pozostawiła naród na rzeź.
Hlond też spierdalał jak zając.

Jakim gnojem trzeba być, by zostawić walczący naród? Jakim śmierdzącym tchórzem?
Teraz tchórz będzie świętym. Równym chociażby Świętemu Franciszkowi. Żałosne.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 08-11-2018, 08:39
Wiem, że wrócił Rydz. Przedtem wydał rozkaz o nie atakowaniu Sowietów.
Ilu chłopaków, przez ten rozkaz zginęło? Rzygać się chce od tego tchórzostwa, spierdalali jak zające, Beck, Mościcki

A tu proszę ... Starzyński, nie spierdalał. Komisaryczny Prezydent - najlepszy, jakiego mieliśmy.
Najprzyzwoitszy człowiek.


Rozstrzelany najprawdopodobniej  przez Gestapo, pomiędzy 21 a 23 grudnia 1939 roku w Warszawie lub jej okolicach. Sprawcami zabójstwa mieli być: SS-Oberscharführer Hermann Schimmann, SS-Hauptscharführer Weber i SS-Unterscharführer Perlbach

Wcześniejsze hipotezy mówiły, że Starzyński został zamordowany 19 marca 1944 r. w kopalni soli potasu, gdzie był więźniem filii obozu i pracował w Lipskim Ogólnym Przedsiębiorstwie Transportu, w którym produkowano części do samolotów. Według świadków, na kozłach ustawiono deskę, na której postawiono S. Starzyńskiego z dwoma pełnymi wiadrami wody. Stał na niej tak długo, aż zemdlał i zmarł.

Ma najbrzydszy i najchujowszy pomnik na placu Bankowym. Jakiś łebek wychylający się z płachty, która ma być planem Warszawy.


Na mojej ulicy jest Jego dom przedwojenny i wszyscy pamiętamy, że mieszkał w nim Prezydent.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 08-11-2018, 08:50
.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Fester w 08-11-2018, 22:30
Dobry film dzisiaj widziałem. Momenty były! "Porno" bardzo dobrą komedię Marka Koterskiego (1989), która przypomniał Kanał "Kino Polska". Nadal śmieszy.

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: lancaster w 11-11-2018, 14:52
https://www.filmweb.pl/film/Endless-2017-795734

Troche odcinanie kuponow od wczesniejszych pomyslow ale w uwazam spoko stylu. Coraz trudniej cokolwiek odkrywczego wymyslic.
Klimat i dramaturgia filmu pozwolila mi obejrzec go jednym ciagiem, polecam.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: tetejro w 12-11-2018, 15:27

A tu proszę ... Starzyński, nie spierdalał. Komisaryczny Prezydent - najlepszy, jakiego mieliśmy.
Najprzyzwoitszy człowiek.


Tak. I dał się zabić. Wojsko na wartość doputy, dopóki ma kim i czym walczyć. Wybite lub w niewoli jest juz tylko obrazem kleski. Wiec spierdalanie w 1939 roku po wymanewrowaniu taktycznym uderzeniem z trzech stron było jak najbardziej słusznym strategicznie...
A i tak Hitler musiał czekać kilka dni pod Warszawą, bo się pośpieszył z celebrowaniem zwycięstwa.

PS. Warszawa miała Starzyńskiego a teraz ma HGW i Czaskowskiego. Najwyraźniej czas najwyższy na wprowadzenie kolejnego prezydenta komisarycznego, bo tylko tacy się Warszawie udają.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: tetejro w 12-11-2018, 15:35
Polecałem już raz, ale polecę ponownie...

IRON SKY

Czyli inwzja nazistów... z Księżyca...

Lewckie pedalstwo w swoim marksistowskim antyimperialistycznym szale czasami zrobi coś smiesznego, absurdalnego, a nam kojarzącego się z inwazją neonazistów na Polskę :-) :-) :-)

Przy tym naziści z ksieżyca sa w tym filmie pokazani jako jedyni szczerzy i prawdomówni... Cała reszta to interesowna "czerwona" hołota ;-)

https://www.filmweb.pl/film/Iron+Sky-2012-472258#

Ps. antyhollywoodzki film w którym aktorzy graja "umownie" a kazda strona narodowa mówi w swoim języku... Bo w hollyszycie, to nawet kosmici potrafią rozmawiać po angielsku.

I ten uwodzicielski urok nazizmu! :)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Fester w 12-11-2018, 22:27
Dosłownie kilkanaście minut temu obejrzałem polski dokument "Niepodległość", który wyemitował Polsat. Film warto obejrzeć dla zdjęć fotograficznych, a przede wszystkim dla kapitalnie odnowiony autentycznych filmów z lat Wielkiej Wojny i kształtowania się II RP. Natomiast komentarz historyczny bardzo wygładzony i uproszczony. Tak jest w przypadku Powstań Śląskich czy Bitwy Warszawskiej. Widz nie znający szczegółowo historii Polski nie dowie się z niego o sprowadzenie na Górny Śląsk tzw. emigrantów plebiscytowych czyli wielkim błędzie Polaków czy ze słów lektora może zrozumieć, że Bitwa Warszawska nie toczyła się na przedpolach Warszawy tylko gdzieś koło Lublina. Nie ma tu nic również o załamaniu Piłsudskiego jako naczelnego dowódcy.
Podsumowując film raczej okolicznościowo-propagandowy, w stylu zbliżonym do filmu "Spojrzenie na Wrzesień" (1970), jeśli jeszcze ktoś ten film pamięta.
"Niepodległość" jednak warto i trzeba obejrzeć z uwagi na to, co pochwaliłem na wstępie.

http://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2018-11-12/niepodleglosc-niezwykly-film-o-tym-jak-polska-powrocila-na-mape-swiata/
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 12-11-2018, 23:27
Dobry film dzisiaj widziałem. Momenty były! "Porno" bardzo dobrą komedię Marka Koterskiego

W co nie możesz trafić?

W dziesiątkę :)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 12-11-2018, 23:31
Dosłownie kilkanaście minut temu obejrzałem polski dokument "Niepodległość", który wyemitował Polsat. Film warto obejrzeć dla zdjęć fotograficznych, a przede wszystkim dla kapitalnie odnowiony autentycznych filmów z lat Wielkiej Wojny i kształtowania się II RP. Natomiast komentarz historyczny bardzo wygładzony i uproszczony. Tak jest w przypadku Powstań Śląskich czy Bitwy Warszawskiej. Widz nie znający szczegółowo historii Polski nie dowie się z niego o sprowadzenie na Górny Śląsk tzw. emigrantów plebiscytowych czyli wielkim błędzie Polaków czy ze słów lektora może zrozumieć, że Bitwa Warszawska nie toczyła się na przedpolach Warszawy tylko gdzieś koło Lublina. Nie ma tu nic również o załamaniu Piłsudskiego jako naczelnego dowódcy.
Podsumowując film raczej okolicznościowo-propagandowy, w stylu zbliżonym do filmu "Spojrzenie na Wrzesień" (1970), jeśli jeszcze ktoś ten film pamięta.
"Niepodległość" jednak warto i trzeba obejrzeć z uwagi na to, co pochwaliłem na wstępie.

Mimo niedociągnięć - uczta.

http://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2018-11-12/niepodleglosc-niezwykly-film-o-tym-jak-polska-powrocila-na-mape-swiata/
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 12-11-2018, 23:51
https://www.filmweb.pl/film/Endless-2017-795734

Troche odcinanie kuponow od wczesniejszych pomyslow ale w uwazam spoko stylu. Coraz trudniej cokolwiek odkrywczego wymyslic.
Klimat i dramaturgia filmu pozwolila mi obejrzec go jednym ciagiem, polecam.

Lancaster - polecam Wu Kong:

Po 300-letniej wędrówce Małpi Król przybywa do Niebiańskiej Akademii, by zniszczyć Astrolabium Przeznaczenia i dzięki temu stać się panem własnego losu. Okazuje się jednak, że chociaż na Ziemi jest nie do pokonania, to w Niebiosach można go zakuć w kajdany i spacyfikować. Na szczęście znajduje potężnego sojusznika - córkę Władczyni Losu. Wszystko jednak wywraca się do góry nogami, gdy podczas walki spadają na Ziemię, gdzie tracą swoje moce i stają się równi zwykłym śmiertelnikom w walce z demonem. Nie będzie to jednak ich jedyny przeciwnik…

Nie wiem, czy obejrzysz za jednym obciągiem, ale jest w spoko stylu
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Fester w 15-11-2018, 18:00
12-11-2018, 22:27 napisałem na gorąco swoją ocenę polskiego filmu dokumentalnego "Niepodległość", który wyemitował Polsat. Film określiłem jako raczej okolicznościowo-propagandowy, miałem też zastrzeżenia do sposobu opisywania historii Polski z tamtego okresu.

Dzisiaj znalazłem jego znacznie dłuższą recenzję: "Film „Niepodległość” – dotknięcie i historii i… propaganda" http://www.mysl-polska.pl/1722

Polecam do przeczytania i zastanowienia.

Przy okazji - pierwszym państwem, które uznało oficjalnie uznało niepodległość Polski były kajzerowskie Niemcy. 20 listopada 1918 roku. I nie zrobiły tego w celu ustanowienia przyjaznych, dobrosąsiedzkich stosunków. Chodziło o poróżnienie Piłsudskiego z Dmowskim i osłabienie międzynarodowej pozycji odradzającej się Polski.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 16-11-2018, 07:39
Dzisiaj znalazłem jego znacznie dłuższą recenzję
To nie jest recenzja, tylko próba wytknięcia błędów i zwrócenie uwagi na szczegóły pominięte w warstwie historycznej.

Ludzie dziś - skrzywdzeni tasiemcami - zapominają co to jest film. A film to obraz (!) i dźwięk, montaż, gra aktorska, kadry, tempo, pomysł, suspens, niedopowiedzenia i na końcu fakty...

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Fester w 16-11-2018, 09:48
To nie jest recenzja, tylko próba wytknięcia błędów i zwrócenie uwagi na szczegóły pominięte w warstwie historycznej.
Ludzie dziś - skrzywdzeni tasiemcami - zapominają co to jest film. A film to obraz (!) i dźwięk, montaż, gra aktorska, kadry, tempo, pomysł, suspens, niedopowiedzenia i na końcu fakty...

A jak można inaczej napisać recenzję filmu dokumentalnego? Może autor powinien napisać, że Piłsudski źle zagrał samego siebie i nie był przekonywujący? Masz jakieś inne pomysły?

Dla przypomnienia definicja: "Recenzja – analiza i ocena dzieła artystycznego, publikacji naukowej, projektu, przewodnika, poradnika, wystawy, przedstawienia teatralnego, publikacji multimedialnej, filmu, gry komputerowej itp."

Każdy może sam ocenić, czy tekst z linku jest recenzją czy nie. :-)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 16-11-2018, 15:58
Każdy może sam ocenić
Zapodasz więcej takich odkrywczych myśli? ;)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: tetejro w 17-11-2018, 10:59
Fester cierpi jeszcze na skrzywienie postkomusze...
homo sovieticus ? ;-)
W tym przypadku oglada film przez jedynie słuszną optykę historyczną - próbując wykazac za jakims prawicowycm portalem ze u zarania II RP lezy oczywiście faszyzm i nazizm (którego wtedy jeszcze nie było, ale pedalskim lewakom to wszystko jedno, byleby ich marksistowska ideologia była zdolna wykazać że nacjonalizm jest zły).
Zapominając trochę o tym ze taki socjalista jak Piłsudski kazałaby siekać szablami takich socjalistów ja Fester. Bo dzieli ich pewien rodzaj ideologicznej przestrzeni - tj. czas w którym funkcjonowała pewna ideologia.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Fester w 17-11-2018, 18:45
@colcolcol; @tetejro wyraźnie nie macie nic do powiedzenia o dokumencie "Niepodległość"oraz o okresie w historii Polski, skoro sięgacie po argumenty z kategorii ad personam.
Musicie przyjąć do wiadomości, że nie wszyscy podzielają wasz światopogląd i wynikające z niego spojrzenie na historię i współczesność.
O filmie i okresie, którego on dotyka, mogę z wami dyskutować. W pyskówki personalne wdawać się nie muszę.

tetejro pisząc, że Piłsudski kazałby siekać szablami takich socjalistów, jak ja :-), zapomniał dodać, że kazał on nie tylko siekać szablami i strzelać ostra amunicją do swoich rodaków, także tych, którzy nie byli socjalistami. 379 zabitych żołnierzy i cywili w Przewrocie Majowym 1926 roku ma swoja wymowę. Nie wiem, czy tetejro piszący z tak wielkim znawstwem o Piłsudskim wie, iż wspierała go na początku przewrotu Komunistyczna Partia Polski. Ten sam Piłsudski w momencie największego zagrożenia Warszawy przez czerwonoarmistów w sierpniu 1920 roku załamał się i przez kilka dni nie był w stanie kierować państwem. Ba, podał się nawet do dymisji: http://mysl-polska.pl/1312 Taką postawę można nazwać załamaniem nerwowym. Bardzo delikatnie, chociaż same nasuwają się także inne określenia...
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: tetejro w 17-11-2018, 18:57
Tylko sie nie sfajtaj jak Sławoj, pod cięzarem tej swojej natchnionej tyrady przeciwko Piłsudskiemu :-)

Zadziwiające jest jak łatwo stare komuchy podchwytuja argumenty noeprawicy w ocenach historycznych. Choc jedyną ich wspólna cecha jest głupota argumentacji.

Najpierw poczytaj, histe'o'ryku od siedmiu boleści.

http://jpilsudski.org/artykuly-publicystyka-felietony/poprawki-historyczne/item/2366-dymisja-pilsudskiego-w-przeddzien-bitwy-warszawskiej

A dla pomyslenia nad lewackim zajobem...:
"Bardziej radykalny spadek liczby funkcjonariuszy nastąpił w okresie Wielkiego Kryzysu Gospodarczego, co związane było z ogólną polityką zaciskania pasa, oszczędności budżetowych. Po jego zakończeniu (co w Polsce notuje się od roku 1935) nastąpił stopniowy, acz niewielki wzrost liczby zatrudnionych. Warto zauważyć, że po maju 1926 r. nie doszło do zwiększenia liczebności policji, a wręcz przeciwnie jej spadek, co jest o tyle ciekawe, że w ustrojach niedemokratycznych z reguły zwiększa się liczbę pracowników wszelkich organów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo.

Co ciekawe, obecnie liczebność policji w Polsce wynosi ok. 100 tys. funkcjonariuszy (13), choć terytorium państwa od czasów II RP zmniejszyło się, a liczba ludności wzrosła z 35 mln w 1939 r. do 38,5 mln w 2008 r. (tymczasem liczba policjantów potroiła się)."

http://jpilsudski.org/artykuly-ii-rzeczpospolita-dwudziestolecie-miedzywojnie/spoleczenstwo/item/1715-policja-panstwowa-ii-rzeczpospolitej
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Fester w 17-11-2018, 19:20
Z dużą przyjemnością, kolejny raz zresztą, obejrzałem film raczej "Bullitt" (1968) w reżyserii Petera Yatesa. Akcja fimu toczy się wokół zabójstwa fałszywego świadka koronnego. W rolach głównych (Steve McQueen, Robert Vaughn), a nawet drugoplanowych (Jacqueline Bisset, Robert Duvall) gwiazdy kina.
Dialogi w filmie dość oszczędne, za to sposób filmowania rewelacyjny i odgrywa istotną rolę w kreowaniu postaci, nastroju i akcji.
Flm ma w zasadzie trzy mocne sceny:
- egzekucja fałszywego gangstera-świadka koronnego i postrzelenie pilnującego go policjanta w pokoju hotelowym;
- pościg samochodowy ulicami San Francisco oraz
- końcowa strzelanina na lotnisku
Sekwencja pościgu samochodowego uznawana jest za jedną z najlepszych w historii kina i kultową, a Steve McQueen został obsadzony w roli porucznika Franka Bullitta specjalnie dla tej sceny.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Fester w 17-11-2018, 19:44
Najpierw poczytaj, histe'o'ryku od siedmiu boleści.

Zbyteczna rada. Czytam od lat, w w mojej domowej biblioteczce mam m.in. takie tytuły:
Z.J.Michalski - "Siwy strzelca strój, rzecz o o Józefie Piłsudskim";
J. Piłsudski - "Rok 1920"/ M. Tuchaczewski - "Pochód za Wisłę";
J. Piłsudski - "O państwie iu armii";
M. Lepecki -"Pamiętnik Adiutanta Marszałka Piłsudskiego";
D. i T. Nałęcz - "Józef Piłsudski - legendy i fakty";
E. Kozłowski - "Józef Piłsudski w opiniach polityków i wojskowych";
A. Garlicki - "Józef Piłsudski 1867-1935";
Z. Cieślikowski - "Tajemnica śledztwa KO-1042/27"
czy wreszcie dziełko wspomnianego przez ciebie F. Sławoj-Składkowskiego "Strzępy meldunków"
W internecie też umiem poruszać się nieźle. Tam możesz znaleźć teksty o jego współpracy z wywiadami japońskim, austro-węgierskim czy niemieckim.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: tetejro w 17-11-2018, 21:13
Oczywiście. Oraz o tym ze ukradł pewnemu posłowi żólte buty...
Jak widać z zamieszczonego spisu, czytanie nie czyni mądrzejszym... Przynajmniej w niektórych przypadkach, skoro powtarzasz rewelacje z prawicowych portali internetowych.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 17-11-2018, 23:20
Klasyka (dotyczy Bullita, nie Piłsudskiego)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Fester w 20-11-2018, 15:27
Wczoraj wieczorem obejrzałem polski kryminał "Ach śpij kochanie" (2017) w reżyseria Krzysztofa Langa z udziałem Andrzeja Chyry, Tomasza Schuchardta, Bogusława Lindy, Arkadiusza Jakubika, Andrzeja Grabowskiego, Katarzyny Warnke i Katarzyny Gruszki. W filmie była też Katarzyna Figura.

Film został oparty na autentycznej historii krakowskiego seryjnego zabójcy historii Władysława Mazurkiewicza, który jak napisano w tym artykule https://gazetakrakowska.pl/skazani-na-smierc-wladyslaw-mazurkiewicz-elegancki-morderca/ar/1049152 "życiorys miał jak z filmu sensacyjnego(...).

Uważam, że twórcy filmu zmarnowali potencjał, jaki mieli do dyspozycji. Pierwsze kadry sugerowały, że będzie to niezły kryminał osadzony w autentycznych, historycznych realiach Krakowa i Polski lat 1950. Myślał,ze przynajmniej coś na miarę "Obywatela X"(1995). Niestety i dłużej oglądałem, tym większe było moje rozczarowanie. Powstał w gruncie rzeczy gniot, w którym zbrodnia przeplata się z erotyzmem - przyprawiony niby rozliczeniem z ogólnie zbrodniczymi czasami. W filmie wszyscy są odrażający, źli i brudni. Nawet milicjant, który niby dąży do ustalenia prawdy, a sam zabija z niskich pobudek. I nie pomogły tu niezłe role Andrzeja Chyry, Tomasza Schuchardta, Bogusława Lindy i Andrzeja Grabowskiego oraz dobra kreacja Arkadiusza Jakubika i chyba najlepsza Katarzyny Warnke. Katarzyna Gruszka taka sobie, a Katarzyna Figura błysnęła tylko big cycem. Sprawę zawalił scenariusz i reżyseria.

Podsumowując niestety rozczarowanie, a mógł być naprawdę niezły polski noir.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 20-11-2018, 20:27
K-PAX, Wyspa Tajemnic, Raport Mniejszości, Zielona Mila i inne to filmy nie wybitne, ale poruszające moją wrażliwość. 
Uwielbiam filmy wciągające mnie w wymyślony przez twórców świat. Powinny być na tyle przekonujące - abym nie musiał wysilać wyobraźni, na tyle efektem dystansu twórców do widza - abym nie czuł się oszukiwany i na tyle niedopowiedziane - aby wzruszyć.
Niewielu polskich twórców spełni moje życzenia.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: lancaster w 21-11-2018, 18:26
nie wiem czy bylo, tak glupi ze az dobry :-)

https://www.filmweb.pl/film/Ballada+o+Busterze+Scruggsie-2018-811694
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Fester w 22-11-2018, 12:06
Dzisiaj w telewizorze dwa filmy wojenne.

O godz. 20.00 na TVN Fabuła płaczliwy gniot patriotyczno-propagandowy o bohaterstwie US Army w Wietnamie - "Byliśmy żołnierzami" (2002) prod. niemiecko-USAmerykańskiej. O jakości filmu świadczy jedna nominacja do Oskara za najlepszy montaż dźwięku - efekty i imitacje dźwiękowe. Spokojnie można go sobie darować. Tym bardziej, że...

...o godz. 20.25 na TVP "Ścieżki chwały"(1957). Wielkie kino (anty)wojenne.

"Niewielu reżyserom udało się rozwinąć prędkość od zera do setki równie błyskawicznie, jak uczynił to Stanley Kubrick, którego cztery pierwsze filmy z lat 1953-1957 stanowią przykład geometrycznego wręcz przyrostu sprawności warsztatu i głębi refleksji. Debiutanckie "Strach i pożądanie" (1953) nie zdradzają prawie żadnych oznak wybitnego talentu, podczas gdy "Ścieżki chwały" (1957) to już dzieło dojrzałego mistrza, który w międzyczasie wyostrzył zęby na dwóch noirach, "Pocałunku mordercy" (1955) i "Zabójstwie" (1956) (pierwszym – stanowiącym co najwyżej błyskotliwą wprawkę i drugim – redefiniującym na zawsze reguły gatunku tzw. caper movie).
Spośród tej czwórki filmem najbardziej poruszającym po dziś dzień pozostają "Ścieżki chwały": inspirowana prawdziwym zdarzeniem opowieść o trzech żołnierzach armii francuskiej, straconych dla przykładu za rzekome tchórzostwo na zachodnim froncie pierwszej wojny światowej. Pycha i personalna rywalizacja między dowódcami doprowadza do sytuacji, w której generał Mireau (George MacReady), podjudzany przez generała Broualda (Adolphe Menjou), wydaje rozkaz szturmu wzgórza zwanego Mrowiskiem – śląc tym samym swych ludzi na pewną śmierć, a następnie publicznie oskarżając o tchórzostwo tych, którzy rozkazu nie wykonali. Bogu ducha winnych kozłów ofiarnych przed trybunałem wojskowym broni pułkownik Dax (Kirk Douglas), w cywilu prawnik i zarazem jedyny z ukazanych tu oficerów kierujący się nakazami sumienia.
W rezultacie powstał film wielkiej siły i klarowności: czarno-biała opowieść z jasno rozdzielonymi racjami, która zarazem stanowi hipnotyzującą wizję militarnego obłędu. Popisy techniczne w rodzaju legendarnych już jazd kamery przez kręte okopy francuskie, tudzież skąpane w księżycowym świetle sceny rekonesansu za liniami wroga sprawiają, że film ma jedyną w swoim rodzaju fakturę, zarazem dokumentalną i silnie stylizowaną, łączącą najbrutalniejszy konkret z najbardziej subtelną alegorią. Jeśli dodać do tego znakomite aktorstwo całego zespołu, włącznie z rolami trójki oskarżonych (zwalisty Timothy Carey, udający chojraka Ralph Meeker i wyłoniony do odstrzału drogą losowania Joe Turkel), otrzymamy film wbijający się z siłą pocisku i w pamięć widza, i w filmowy kanon.
" www.filmweb.pl/fwm/article/Ścieżki+chwały-117030

W pamięci mam wiele scen z tego filmu. Przywołam tylko jedną - reakcję francuskich wiarusów na śpiew młodej Niemki - scena prosta, klimatyczna, piękna i głęboka, bez odrobiny fałszu. Zresztą jak cały film.




Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 22-11-2018, 14:41
Film świetny. Kirk Douglas ma dzisiaj 102 lata.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: tetejro w 25-11-2018, 20:29
Wczoraj wieczorem obejrzałem polski kryminał "Ach śpij kochanie" (2017) w reżyseria Krzysztofa Langa z udziałem Andrzeja Chyry, Tomasza Schuchardta, Bogusława Lindy, Arkadiusza Jakubika, Andrzeja Grabowskiego, Katarzyny Warnke i Katarzyny Gruszki. W filmie była też Katarzyna Figura.

Film został oparty na autentycznej historii krakowskiego seryjnego zabójcy historii Władysława Mazurkiewicza, który jak napisano w tym artykule https://gazetakrakowska.pl/skazani-na-smierc-wladyslaw-mazurkiewicz-elegancki-morderca/ar/1049152 "życiorys miał jak z filmu sensacyjnego(...).

Uważam, że twórcy filmu zmarnowali potencjał, jaki mieli do dyspozycji. Pierwsze kadry sugerowały, że będzie to niezły kryminał osadzony w autentycznych, historycznych realiach Krakowa i Polski lat 1950. Myślał,ze przynajmniej coś na miarę "Obywatela X"(1995). Niestety i dłużej oglądałem, tym większe było moje rozczarowanie. Powstał w gruncie rzeczy gniot, w którym zbrodnia przeplata się z erotyzmem - przyprawiony niby rozliczeniem z ogólnie zbrodniczymi czasami. W filmie wszyscy są odrażający, źli i brudni. Nawet milicjant, który niby dąży do ustalenia prawdy, a sam zabija z niskich pobudek. I nie pomogły tu niezłe role Andrzeja Chyry, Tomasza Schuchardta, Bogusława Lindy i Andrzeja Grabowskiego oraz dobra kreacja Arkadiusza Jakubika i chyba najlepsza Katarzyny Warnke. Katarzyna Gruszka taka sobie, a Katarzyna Figura błysnęła tylko big cycem. Sprawę zawalił scenariusz i reżyseria.

Podsumowując niestety rozczarowanie, a mógł być naprawdę niezły polski noir.

Bo niestety wkrecili w to winę "zbrodniczego systemu komunistycznego" Typowa politpoprawną agitkę byłych komuchów przemalowanych na lewicowych demokratów.

A prawdfa jest tak aże komuna to Mazurkiewiczowi gwarantowała co najwyżej kilka lat normalnego życia z którego jednak nie chciał zbyt długo korzystać bo wolał zabijac ludzi dla pieniędzy. Prawdopodobnie był psychopatą.
Gdyby taki film nakrecono w PRLu to z kolei pokazanoby jak chec posiadania i kapitalistyczne skrzywienie niszcza moralność człowieka socjalistycznego... Chociaz mam wrażenie, że wtedy i tak film byłby lepszy.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 26-11-2018, 10:49
Nie żyje Bernardo Bertolucci, jeden z wielkich, ostatnich wielkich reżyserów.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: colcolcol w 02-12-2018, 09:01
Ksiegowy The Accountant 2016

Można popatrzeć. Akcent przesunięto na mało wiarygodne mordobicie, wątek polityczno-skarbowy dziecinnie naiwny, temat miłosny - żałosny. Ogólnie dosyć niezłe tempo filmu i zawsze chętnie oglądane pomysły na walkę dobra ze złem bez większego moralizowania.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 19-12-2018, 22:34
Kazimierz Kutz - jako reżyser uwiódł mnie, jako polityk wkurwił.
Któż będzie pamiętał kiedyś, że był politykiem?

Widziałem wszystkie jego filmy, najlepszy z tryptyku    "Paciorki jednego różańca" z Halottą, palce lizać.
Zwariował na starość jak Wajda, gdy chciał się stać głosem narodu, a został wykorzystany jak prostytutka
przez PO. Ale można tym obarczyć sklerozę i parcie na szkło.

Reżyser świetny, takich dzisiaj już nie ma i nie będzie.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 19-12-2018, 22:34
Chyba, że Patryk Vega
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 19-12-2018, 22:39
Oglądaliście "coś tam Breslau"?

Szczególnie uwiodły mnie te galopujące konie i fryz Kożuchowskiej.

Tragedia jakaś - tak dobry aktor jak Frycz, prostytuuje się dla forsy, w serialach do zapomnienia po seansie, takie miernoty jak Kożuchowska... Ja pierdolę
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Haka w 19-12-2018, 23:29
Kazimierz Kutz - jako reżyser uwiódł mnie, jako polityk wkurwił.


Uwodził jak to TW mają we zwyczaju.

Wajda, Kutz, a z żyjących Zanussi... itp.

Nie zastanawia Was, kto i jak by pokierował naszą kinomatografią, gdyby nie te wszystkie TW, reżyserzy i aktorzy?
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 20-12-2018, 13:41
Pułkownik Aleksander Ford (Mosze Lifszyc)... i wszystko jasne

U niego zaczynali Andrzej Wajda, Andrzej Munk, Wojciech Has, Kazimierz Kutz.
Presja i skaza, ale i tak wyszli obronną ręką.
Wyobrażacie sobie Popiół i diament bez pijanego Kobieli z gaśnicą? Ja właśnie tak pamiętam film, bez palonego spirytusu i Cybulskiego na śmietnisku.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 20-12-2018, 13:48
O ile żałośniej wygląda Pokolenie? Jest cyfrowa wersja Critorion.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: lancaster w 20-12-2018, 16:43
https://www.filmweb.pl/video/zwiastun/nr+1-43623

niestety nie ogladalem, wyglada dobrze, licze na recenzje egona
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 20-12-2018, 18:00
Napisz o co chodzi - pracuję na XP, a on już nie ma wsparcia, mam na laptopie dziesiątkę, której nienawidzę
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Fester w 20-12-2018, 21:05
Nie wiem jak wygląda ucyfrowione "Pokolenie". Mam w swojej filmotece taki "Popiół i diament". Wygląda zupełnie dobrze i tak samo się go ogląd. Na pewno lepiej ni z ten z kasety VHS. W tym przypadku razi mnie tylko propagandowa książeczka sprzedawana razem z dyskiem DVD.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 20-12-2018, 22:03
Fester - filmowa Criterion robi najlepsze ? światowe filmy w wersji cyfrowej.
Jest już dużo Feliniego, 2 Bergmany, Kurosawa  i o dziwo Popiół i Pokolenie.
Jest cyfrowy Pociąg, Matka Joanna, Rękopis.

Criterion robi stare filmy,  w których jestem zakochany bez pamięci.
Produkcje Langa, Worsley'a, Murnau'a, Sternberga, Siodmaka, Rene Claira itp
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: lancaster w 20-12-2018, 23:38
https://www.filmweb.pl/film/Rekinado+5%3A+Efekt+p%C5%82etwiarniany-2017-779063

slabe oceny podobno dlatego ze nie widzieli wersji rezyserskiej
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 21-12-2018, 03:27
Króliku...
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Fester w 28-12-2018, 22:07
Dobry film przed chwilą widziałem - "Trzy billboardy za Ebbing, Missouri" (2017). Przez odtwórczynię głównej roli kojarzył mi się z "Fargo" i w ogóle z filmami braci Coen. Ze względu na klimat.

https://www.filmweb.pl/film/Trzy+billboardy+za+Ebbing%2C+Missouri-2017-767406
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 28-12-2018, 23:14
Totalna beznadzieja. Film o niczym.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Fester w 29-12-2018, 17:50
Nie powiedziałbym.
Raczej nietypowy kryminał, w którym nic nie jest dopowiedziane do końca. Wiadomo, że zaistniała okrutna zbrodnia, z którą nie może pogodzić się jedynie matka ofiary. Początkowo jest sama, ale później znajduje kolejnych sojuszników, nawet w kręgach miejscowej policji, która do tak drastycznego przestępstwa podchodzi ze zbyt wielkim luzem zawodowej rutyny. Mieszkańcy w większości są albo bierni albo przeciw i choć w filmie nie pokazuje się tego, to można przypuszczać, że tkwi w nich skrywana obawa, iż sprawca zbrodni może kryć się wśród miejscowych. Tu nikt nie jest do końca w porządku - w tym rodzina ofiary. Matka ofiary narusza prawo bezpardonowo realizując swój zamiar. Policjanci też nie szanują prawa, do tego okazują brutalność tam, gdzie nie trzeba. W filmie niema postaci ewidentnie złych lub dobrych. Bohaterowie kierują się bardziej namiętnościami niż rozumem. Nie szukają żadnych kompromisów, są wobec siebie agresywni - stosują zasadę ząb za ząb. Do tego wszystkich ciągle dręczą wątpliwości, do samego końca, które maskują w różny sposób. Akcja ma kilka niespodziewanych zwrotów. Z zakończeniem włącznie.
O klimacie z filmów braci Coen już wspominałem.W filmie znajduję również zapożyczenia np. z filmów Tarantino - obraz amerykańskiej społeczności, czy z "Leona zawodowca" -  pierwowzorem postaci Dixona jest dla mnie Norman Stansfield. No i kapitalna jak zwykle Frances McDormand w roli Mildred.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: tetejro w 29-12-2018, 18:11
Kazimierz Kutz - jako reżyser uwiódł mnie, jako polityk wkurwił.


Uwodził jak to TW mają we zwyczaju.

Wajda, Kutz, a z żyjących Zanussi... itp.

Nie zastanawia Was, kto i jak by pokierował naszą kinomatografią, gdyby nie te wszystkie TW, reżyserzy i aktorzy?

Zacznijmy od tego ze cała Polska kinemtografia po II WŚ został stworzona przez trzech ludzi z zespoły filmowgo I Armi Wojska Polskiego (zwanego potocznie Ludowym czyli prosowieckim). Z tego dwóch z nich było żydowskimi syjonistami. Trzeciego odsuneli w kąt - brylował sobie potem przez jakiś czas w Krakowie.
Dlatego w czasach PRLu nikt bez podpisanej lojalki TW nie miał szans na karierę w branży filmowej.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: tetejro w 29-12-2018, 18:16
Pułkownik Aleksander Ford (Mosze Lifszyc)... i wszystko jasne

U niego zaczynali Andrzej Wajda, Andrzej Munk, Wojciech Has, Kazimierz Kutz.
Presja i skaza, ale i tak wyszli obronną ręką.
Wyobrażacie sobie Popiół i diament bez pijanego Kobieli z gaśnicą? Ja właśnie tak pamiętam film, bez palonego spirytusu i Cybulskiego na śmietnisku.

To był rodzynek - pijany kobiela, z parciem na politykę biegający z gasnicą - ale ten rodzynek też smierdział propagandą zydokomuny. Uwazający się za inteligentów żydowskie sługusy w branży filmowej postanowiły przy okazji opowiadania o bezsensownym patriotyźmie (bo o tym był ten film), wyśmiać także  polskie chamstwo aspirujące do władzy (powiatowej). Bo przecież władza sowiecka przywieziona w taczankach krasnej armii była inteligentna i szlachetna - no nie???
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 29-12-2018, 22:46
No, tak. Ale mogłoby nie być najebanego Kobieli, tylko słuszny i zaangażowany dziennikarz, który wstaje rano i trzepie konia przed portretem wodza.

Jeżeli przejdziemy wyłącznie do aspektów filmowych - to byliśmy w światowej czołówce.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 04-01-2019, 00:52
Tehran Taboo 2017 czyli o wspaniałych aspektach życia w Iranie. Trochę podobny do Persepolis, również animowany.
Warto, choć ogląda się z przerażeniem. Dziękujmy Bogu, że urodziliśmy się w Polsce.
Polecam.




Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 04-01-2019, 14:38
.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Fester w 11-01-2019, 14:00
Tehran Taboo 2017 czyli o wspaniałych aspektach życia w Iranie. Trochę podobny do Persepolis, również animowany.
Warto, choć ogląda się z przerażeniem. Dziękujmy Bogu, że urodziliśmy się w Polsce.
Polecam.
(...)

Te filmy wyglądają na propagandowy element "Wojny Światów".
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 22-01-2019, 10:42
Paul McCartney Really Is Dead. The Last Testament Of George Harrison 2010

Dla fanów teorii spiskowych, o śmierci Maca w 1966 i podstawionym dublerze.
Prawie mnie przekonali :) Ale coś w tym jest.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 22-01-2019, 21:45
Kamerdyner, Bajona 2018 z Fabijańskim. Do obejrzenia, choć bez fajerwerków.

Świetna, niewielka rola Gajosa, tak naprawdę Antoniego Abrahama, który dotarł do Paryża, by walczyć o Kaszuby w Wersalu, w 1918 (Nie ma Kaszub bez Polonii, a bez Kaszub Polski), przedłużona do 1939 roku i śmierci w Piaśnicy.
I to Gajos (mówiący po kaszubsku) zostaje w pamięci.

Warto? Tak.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 23-01-2019, 06:46
To idealny film, wręcz przykładowy "jak ukraść rolę".
Fabijańskiemu, który gra wszystko na jednej strunie i tębrze, to nietrudne,
ale dywersja Gajosa, na którego się po prostu czeka, jest kapitalna.

Co za ekipa wylazła z tego czołgu! Wilhelmi, Pieczka, Gajos (Press - Żyd grający Gruzina, niestety nie dorównał).
Pieczka gra do dzisiaj w Teatrze Radiowym "W Jezioranach", gdzie ze Stanisławem Brudnym stanowią duet na mistrzostwo świata. Wilhelmi... A Gajos...
To ostatni Muszkieterowie, obdarzeni fenomenalną dykcją, charyzmą i zdolnościami aktorskimi.



Śp Magus, kiedś kazał mi obejrzeć "Kolację na cztery ręce" Kutza.
Grają tylko 3 osoby - Gajos - Bacha, Wilhelmi - Haendla i Trela - Schmidta.

Za "Filmem polskim" - Osobiście nie zetknęli się nigdy, choć autor sztuki podaje dokładny czas i miejsce spotkania - Hotel Turyński, Lipsk, rok 1747. Jan Sebastian Bach, skromny kantor w kościele św. Tomasza, wielokrotnie bezowocnie zabiegał o rozmowę ze sławnym rodakiem. Jerzy Fryderyk Haendel, osiadły w Londynie, podziwiany przez całą Europę, skutecznie unikał osobistej konfrontacji z kolegą po fachu, z którym siłą rzeczy go porównywano. Obaj kompozytorzy urodzeni w tym samym 1685 roku nie mogli nie znać nawzajem swojej twórczości. Co mieliby sobie do powiedzenia, gdyby doszło do ich spotkania? Taką sytuację wyobraził sobie niemiecki muzykolog i krytyk sztuki, Paul Barz.
"Kolacja na cztery ręce", debiutancka sztuka tego autora, zadziwia znajomością epoki i biografii obu kompozytorów, przede wszystkim jednak jest pasjonującym pojedynkiem dwóch wielkich osobowości. W archiwalnym widowisku telewizyjnym prawdziwy koncert gry aktorskiej dają Janusz Gajos jako Bach i nieżyjący już Roman Wilhelmi jako Haendel, bywalec europejskich salonów i najlepiej opłacany muzyk swoich czasów. Haendel z trudem tłumi wściekłość. Za granicą na jego widok powstają królowie i kardynałowie, zaś we własnej ojczyźnie nikt go nie poznaje. A w dodatku ten Bach gra bosko! Wypada jednak podjąć biedaczynę kolacją. Światowiec powściąga gniew, zazdrość, pychę i zarozumiałość. Skromny kantor od świętego Tomasza schyla się przed "królem muzyki" w głębokim, pokornym ukłonie. Udobruchany Haendel serwuje trunki, próbuje zaimponować prowincjuszowi wyszukanym menu. Znany smakosz, bohater licznych skandali, "czarujący potwór", jak mawiają o nim w Londynie, chełpi się swoimi sukcesami, pozycją towarzyską i finansową, a nawet swymi niepowodzeniami, które też są nie na miarę "ojczystego grajdołka", jak wszystko w jego biografii - są wielkie. Stopniowo wychodzi na jaw, że za życie w "twierdzy swojej sławy" Haendel musi słono płacić. Ceną jest samotność, ustawiczna obawa, że ktoś okaże się lepszy, ciągła walka z ludzką podłością i zawiścią, czepianie się pańskiej klamki, sprzedawanie się temu, kto dobrze płaci... W trakcie rozmowy o krańcowo różnych kolejach losu dwóch geniuszy - od dzieciństwa i młodości do nadchodzącej starości - zmieniają się wzajemne relacje bohaterów. Ubogi kantor z Lipska obarczony dwadzieściorgiem dzieci, który nigdy nie był za granicą, nie dostawał żadnych honorariów za swe dzieła, nagle staje się pewny siebie, czuje się silny i wolny. On może cieszyć się swoją muzyką jak dziecko. Może sam wybierać sobie przyjaciół i nie ma wśród nich ani jednego możnego, cuchnącego piwem chama. Jedno tylko marzenie Jana Sebastiana nigdy się nie spełni. Dlatego chciał spotkać wielkiego Haendla, poznać go i zrozumieć coś, co stało się obsesją ich obu.

Do tej  pory obejrzałem sztukę chyba ze cztOsobiście nie zetknęli się nigdy, choć autor sztuki podaje dokładny czas i miejsce spotkania - Hotel Turyński, Lipsk, rok 1747. Jan Sebastian Bach, skromny kantor w kościele św. Tomasza, wielokrotnie bezowocnie zabiegał o rozmowę ze sławnym rodakiem. Jerzy Fryderyk Haendel, osiadły w Londynie, podziwiany przez całą Europę, skutecznie unikał osobistej konfrontacji z kolegą po fachu, z którym siłą rzeczy go porównywano. Obaj kompozytorzy urodzeni w tym samym 1685 roku nie mogli nie znać nawzajem swojej twórczości. Co mieliby sobie do powiedzenia, gdyby doszło do ich spotkania? Taką sytuację wyobraził sobie niemiecki muzykolog i krytyk sztuki, Paul Barz.
"Kolacja na cztery ręce", debiutancka sztuka tego autora, zadziwia znajomością epoki i biografii obu kompozytorów, przede wszystkim jednak jest pasjonującym pojedynkiem dwóch wielkich osobowości. W archiwalnym widowisku telewizyjnym prawdziwy koncert gry aktorskiej dają Janusz Gajos jako Bach i nieżyjący już Roman Wilhelmi jako Haendel, bywalec europejskich salonów i najlepiej opłacany muzyk swoich czasów. Haendel z trudem tłumi wściekłość. Za granicą na jego widok powstają królowie i kardynałowie, zaś we własnej ojczyźnie nikt go nie poznaje. A w dodatku ten Bach gra bosko! Wypada jednak podjąć biedaczynę kolacją. Światowiec powściąga gniew, zazdrość, pychę i zarozumiałość. Skromny kantor od świętego Tomasza schyla się przed "królem muzyki" w głębokim, pokornym ukłonie. Udobruchany Haendel serwuje trunki, próbuje zaimponować prowincjuszowi wyszukanym menu. Znany smakosz, bohater licznych skandali, "czarujący potwór", jak mawiają o nim w Londynie, chełpi się swoimi sukcesami, pozycją towarzyską i finansową, a nawet swymi niepowodzeniami, które też są nie na miarę "ojczystego grajdołka", jak wszystko w jego biografii - są wielkie. Stopniowo wychodzi na jaw, że za życie w "twierdzy swojej sławy" Haendel musi słono płacić. Ceną jest samotność, ustawiczna obawa, że ktoś okaże się lepszy, ciągła walka z ludzką podłością i zawiścią, czepianie się pańskiej klamki, sprzedawanie się temu, kto dobrze płaci... W trakcie rozmowy o krańcowo różnych kolejach losu dwóch geniuszy - od dzieciństwa i młodości do nadchodzącej starości - zmieniają się wzajemne relacje bohaterów. Ubogi kantor z Lipska obarczony dwadzieściorgiem dzieci, który nigdy nie był za granicą, nie dostawał żadnych honorariów za swe dzieła, nagle staje się pewny siebie, czuje się silny i wolny. On może cieszyć się swoją muzyką jak dziecko. Może sam wybierać sobie przyjaciół i nie ma wśród nich ani jednego możnego, cuchnącego piwem chama. Jedno tylko marzenie Jana Sebastiana nigdy się nie spełni. Dlatego chciał spotkać wielkiego Haendla, poznać go i zrozumieć coś, co stało się obsesją ich obu.

Ta sztuka, to uczta wizualna, teatralna, aktorska. Jeżeli ktoś nie widział, to mu zazdroszczę wrażeń.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 23-01-2019, 07:30
Spodziewam się oklasków, to chyba oczywiste, a tu nic.
A wszyscy gapią się, gdzie sterczy ten Bach czy Pach i trzęsie się z przejęcia pod przekrzywioną peruką.
Muzyka to biznes!
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 23-01-2019, 08:20
Gdy w połowie sztuki Gajos (Bach) gra Wariacje Goldbergowskie, twarz Wilhelmiego (Haendla) tak się zmienia, że gdybyśmy nie znali muzyki, wiedzielibyśmy, że Bach zagrał coś genialnego.
Kunszt aktorski na najwyższym poziomie.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 23-01-2019, 08:24
Zdumienie, niedowierzanie, nirwana, zazdrość i wściekłość - wszystko, w paru sekundach.
Wilhelmi był aktorem genialnym, chyba lepszym niż koledzy z czołgu.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 31-01-2019, 22:32
Żona (The Wive) 2017 - doskonały psychologiczny film z Glenn Close. Uczta. Polecam.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 05-02-2019, 16:23
Dolores Claiborne 1995 z Kathy Bates, Jennifer jason Leigh i Plummerem wg prozy Stephena Kinga.
Nie wiem w jaki sposób przegapiłem ten film. Jest świetny, godny polecenia.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 05-02-2019, 16:25
Close 2018 z Noomi Rapace. Taka damska nawalanka.
Noomi ochroniarzem. Do obejrzenia... i zapomnienia.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 08-02-2019, 22:57
Rarytas :) Ziemia (Zemlya) - Aleksander Dowżenko 1930. Uwielbiam te filmy.

Czyż to nie jest piękne?

Skoro mój Wasyl zginął za nowe życie... to proszę, pochowajcie go po nowemu...
- Nie popi, nie diakoni o śmierci... tylko nasi chłopcy i dziewczęta będą śpiewać nowe pieśni o nowym życiu.

- Gdzież kapłan?
- W cerkwii, przeklina kołchozy.

Bolszewickim, stalowym koniem, rozorał Wasyl tysiącletnie miedze.

- A ty wujku Opanasie, nie rozpaczaj.
Chwała naszego Wasyla okrąży cały świat... jak ten nasz bolszewicki aeroplan!


Jest nawet goła baba!



Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: solpadeinelover w 09-02-2019, 19:03
Zdumienie, niedowierzanie, nirwana, zazdrość i wściekłość - wszystko, w paru sekundach.
Wilhelmi był aktorem genialnym, chyba lepszym niż koledzy z czołgu.


W rzeczy samej, Wilhelmi był aktorem genialnym. Trochę szkoda, że urodził się w takich czasach które nie pozwoliły mu na zrobienie międzynarodowej kariery (a może nie chciał?). Nam jedynie pozostaje dziękować, że żyliśmy w czasach w których i on żył. Co się tyczy Gajosa to tutaj podobnie, genialny aktor. Pamiętam jak pierwszy raz obejrzałem "Żółty szalik", byłem w szoku. Jedyne co mi "przeszkadza" w tym filmie to oprawa muzyczna i zdjęcia. Gdyby swego czasu wpompować w tą produkcję więcej pieniędzy i wypromować go na świecie to mielibyśmy film który pokazywanoby studentom filmówek na każdej szerokości geograficznej.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 22-02-2019, 06:09
7 Uczuć, czyli najnowszy Koterski, który przeniósł mnie do mojej podstawówki.
Podlane Amarcordem Felliniego, Woody Allenem i Gombrowiczem.
Koterski jest kompletnie walnięty, a bawiłem się doskonale :)

Miauczyński rulez!
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 22-02-2019, 20:53
Nie wiem, o co ta draka z Zimną wojną?
Dla mnie film jest o papierowych wydumanych postaciach i problemach pensjonarki w stalinowskim sztafażu.
Ona chce, ale on nie może, on może, ale ona już nie chce i da capo al fine. I tak najlepszy z tego wszystkiego Szyc.

BAFty nie dostali, Oskara tym bardziej nie dostaną.
Żałosny, polski wishful thinking.

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 22-02-2019, 23:56
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 23-02-2019, 00:19
Jak Pies z Kotem 2018 Janusza Kondratiuka o relacjach z bratem.

Przerażający film o bezradności i bezsilności. I o wkurwieniu, które przychodzi z czasem na ludzi,
chcących najlepiej, ale nie mogących podołać przekraczającej ich sytuacji.

Nie wiem czy moralne jest wystawianie na świat swą rodzinę, ale wiem, że jest to asumpt do genialności.
Śmiem twierdzić, że jest to najlepszy i najlepiej obsadzony film Janusza Kondratiuka. I zrobiony z miłości.

Świetny film, świetny Więckiewicz i Łukaszewicz. Świetna Aleksandra Konieczna w roli ostro zjechanej Igi (nie mam pojęcia czy uczciwie).
I te przebitki z szumiącymi drzewami ze wszystkich filmów Andrzeja.

Jeżeli byłeś Wniebowzięty podczas oglądania Dziewczyn do wzięcia, dopingowałeś podczas Niedzieli Barabasza,
przebiło cię Wrzeciono czasu, gdy przez Cztery pory roku błądziłeś Mleczną drogą, to obowiązkowy film dla Ciebie.

I zapłaczesz w ostatniej sekwencji filmu.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 23-02-2019, 00:48
Recenzję tę, dedykuję mojemu bratu Andrzejowi, który zmarł dzisiaj o szóstej rano.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: lancaster w 04-03-2019, 21:43
7 uczuc, pozostaje wierzyc ze zakonczylem ogladac w momencie kiedy zaczynal sie dobry film.
do chwili w ktorej przerwalem cierpienie aktorzy wydawali sie meczyc bardziej ode mnie.
ładne zdjęcia
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 19-04-2019, 13:22
The Mule - (Przemytnik) z dziewięćdziesięcioletnim Clintem Eastwoodem.
I jeszcze go sam wyreżyserował, sukinsyn! Dobry film, jak wszystko do czego się dotknie Dirty Harry.
Człowiek Orkiestra. Wspaniały facet!
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Fester w 21-04-2019, 10:13
Jak to się oceny zmieniają. Przed laty jeden z uznanych polskich krytyków filmowych napisał o nim, żę w rolach twardzieli nie dorasta do pięt takiemu Lee Marvinowi.

Mimo to lubię Eastwooda i opinie tego krytyka nadal. Za krytyczną ocenę tzw. szkoły polskiej przede wszystkim.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 21-04-2019, 17:22
Złote Węgorze (Zlati Uhori) 1979 - reż. Karel Kachyňa

Piękny, smutny, nostalgiczny film z Vladimírem Menšíkiem i Rudolfem Hrušínským w rolach głównych.
Doskonałe czeskie kino. Polecam.

ps. Również wędkarze będą usatysfakcjonowani ;)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Fester w 21-04-2019, 17:36
Z pięknych, smutnych i nostalgicznych filmów uznaję jeden za doskonały. "Światła rampy" i chyba nic więcej nie trzeba pisać?!
https://www.cda.pl/video/899636f3 (https://www.cda.pl/video/899636f3)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 21-04-2019, 20:07
:) Zrobiłem napisy do całego Chaplina, Keatona i Lloyda.
Uwielbiam ich. Chaplin to geniusz.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 22-04-2019, 01:57
Sędzia i Kat (American Hangman) 2019

Kat sądzi... sędziego. Kameralny film o kondycji amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości i policji z nieoczekiwanym zakończeniem.
W roli głównej 84-letni Donald Sutherland. Warto.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 22-04-2019, 03:47
Rozmowy z Masarykiem (Hovory s TGM) 2018


Film nudny jak flaki z olejem. Rozmowa o dupie marynie z propagandystą Masaryka, Karelem Čapkem w 1928 roku.


Czesi, którzy nadstawiali dupy, albo brali od wszystkich w dupę, od czasów Białogóry w 1620 i spierdalali jak zające przed polskimi lisowczykami pod Stanisławem Rusinowskim i oddali swój kraj Hitlerowi bez jednego strzału (jak powiadała moja babcia - Hitler Hachę wziął pod pachę, zaprowadził na kiełbachę, Hacha nad nim się zlitował, Niemcom Czechy ofiarował)

O państwo jak mówi Masaryk w filmie - poprosili mocarstwa. Pewnie jakby się nie zgodziły, nie byłoby Czechosłowacji.
Co za zasrańce. Zresztą jak pisał w "Od Stołpców po Kair" Wańkowicz, byli Czesi, Słowacy i Czechosłowacy.
Ci ostatni mieli najczęściej na nazwisko Lewin, Aprykozynkranc czy Szechter.


Masaryk to polityczny półgłówek.

Twórca Czechosłowacji był przekonany, że odrodzona Rzeczpospolita jest anachronicznym przeżytkiem, że będzie klasycznym państwem sezonowym, rozdzieranym przez konflikty narodowościowe i pozbawionym szansy na przetrwanie między Niemcami i Rosją.

28 grudnia 1918, w przededniu aneksji Zaolzia pisał do E. Beneša: „Polakom nie szkodziłoby, gdyby oberwali po pysku, przeciwnie byłoby to z pożytkiem, ochłodziłoby to niebezpiecznych szowinistów”. Czechosłowacka delegacja w Paryżu planowała wtedy wytyczenie granicy z Polską w Bielsku Białej. To on nakazał armii czechosłowackiej zająć sporne terytorium nad Olzą.

W 1920 nie zgodził się na przeprowadzenie tam plebiscytu, zabiegał o wytyczenie ostatecznej granicy przez arbitraż mocarstw do czego doszło 28 lipca 1920 r., w najmniej korzystnym momencie dla Polski. Czesi sięgnęli po Zaolzie głównie z potrzeby korzystania z linii kolejowej, będącej wtedy ważnym połączeniem między Czechami i Słowacją. Dla Polski Zaolzie było sprawą symboliczną i Polacy liczyli na rozwiązanie siłowe tej kwestii (co nastąpiło w 1938 r.), dla Czechów było sprawą strategiczną.

Masaryk) uważał za rzecz bezwzględnie pewną nie tylko zdobycie Warszawy przez armię bolszewicką, ale nawet przestrzegał nas, byśmy nie organizowali żadnej pomocy militarnej na korzyść Polaków...” – Edgar Vincent D’Abernon 1920.

W lipcu 1920 w czasie wojny polsko-bolszewickiej Masaryk odradzał zachodnim dyplomatom udzielać jakiejkolwiek pomocy Polsce. Próbował zatrzymać na terenie Czechosłowacji delegację zmierzającą z zachodu do Polski atakowanej przez bolszewików, a także wstrzymał jadące przez Czechosłowację kolejowe transporty broni z Francji oraz Węgier z zaopatrzeniem dla polskiej armii.

Brytyjski dyplomata lord Edgar d’Abernon przewodniczący Misji Międzysojuszniczej do Polski w swojej książce "Osiemnasta decydująca bitwa w dziejach świata – pod Warszawą 1920 r." zanotował słowa Masaryka usiłującego odwieść zachód od pomocy Polsce. Według relacji Anglika Masaryk powiedział: „abyśmy nie organizowali żadnej pomocy militarnej na korzyść Polski”.

Masaryk był przekonany, że Wojsko Polskie nie zdoła odeprzeć nawały bolszewików, a uciskani polscy robotnicy i chłopi przywitają czerwonych komisarzy chlebem i solą. Podobnie jak solidaryzujący się z sowietami zachodni komuniści, czescy kolejarze nie przepuszczali transportów z zachodnią pomocą dla „pańskiej Polski”. Twierdził, że Polska zdobyła zbyt duże terytorium i prowadziła złą politykę narodowościową. Uważał, że konflikty polsko-niemiecki i polsko-sowiecki są tylko kwestią czasu.

Zarazem był przekonany, że granice Czechosłowacji są trwale zabezpieczone dzięki sojuszom z Francją i Anglią. Wykluczał ewentualny sojusz z II Rzeczpospolitą, która po przewrocie majowym szła ku autorytaryzmowi. Zgodnie z planami Masaryka demokratyczna Czechosłowacja, z poparciem Francji i USA miała być środkowoeuropejskim hegemonem.

Z jego perspektywy niepodległa Polska stanowiła największą przeszkodę w dążeniu do tego celu. Dlatego Masaryk torpedował propozycje i próby nawiązania współpracy z Polską, inicjowane przez Warszawę i kręgi wojskowe Czechosłowacji, świadome zagrożenia ze strony Niemiec.

W 1930 r. wywołał skandal polityczny dotyczący korytarza z Niemiec do Prus, z którego się później wycofał. Uważał jednak, że Polska powinna zgodzić się na rewizję granic z Niemcami, dla dobra pokoju w Europie.

Trzy lata później, po dojściu Hitlera do władzy, odrzucił propozycje sojuszu wojskowego z Polską, a czescy dyplomaci ostrzegli Berlin o „polskiej intencji przeprowadzenia akcji militarnej w rejonie wschodniej granicy Niemiec”, czyli o planowanej wtedy przez Piłsudskiego tzw. wojnie prewencyjnej.

Zamiast sojuszu z Polską Masaryk przystąpił do zaproponowanego sojuszu z Benito Mussolinim tzw. Paktu czterech (Anglia, Francja, Niemcy i Włochy) dającemu prawo tym państwom rozstrzygania sporów granicznych w Europie. Tym samym usankcjonował rozbiór swojego kraju w Monachium w 1938 r. Największą przeszkodą dla współpracy polsko-czeskiej było rozpoczęte przez Masaryka kunktatorstwo czeskiej polityki zagranicznej „skłonić do unikania ryzyka i asekuranctwo”.


Prawdopodobnie najgłupszy polityk europejski swej doby, nie mniej ma wszędzie masę pomników,
a Czesi otoczyli go kultem (Taticek). Jakie państwo, taki kult.
Nawet w Izraelu jest miasto Masaryk.


Na filmie niesamowicie się zawiodłem.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 22-04-2019, 04:07
Teraz zasiadam do prawie 10 godzinnej bomby - trylogii Masaki Kobyashi'ego, "Dola człowiecza"
- "Ningen No Joken" lub "The human condition" z lat 1958-1961.
Wg, mnie to reżyser drugi po Kurosawie, a u nas mało znany. Może tylko z "Harakiri".

Nareszcie mam przyzwoite (w miarę) polskie napisy.


Trylogia śledzi losy Kajiego, młodego pacyfisty zwolnionego ze służby wojskowej na początku wojny i odesłanego do pracy jako administrator w obozie jenieckim w Mandżurii.

W drugiej części zostaje on już wcielony do japońskiej armii, gdzie jest z początku szeregowcem, a później instruktorem rekrutów.

Trzeci rozdział historii to walka Kajiego na froncie a także późniejsza ucieczka oraz niewola w rękach Rosjan.

Kaji wyrusza w odyseję, by zetrzeć się w trzech epizodach z biurokracją, wyrabianiem przysłowiowego 300% normy, wrogimi jeńcami i koniec końców, przerażającą w oczach Japończyków Armią Czerwoną.

Sam reżyser opisywał swój film jako opowieść o jednostce, która stawia czoła zdehumanizowanemu i opresyjnemu systemowi i faktycznie w takim kluczu można go przede wszystkim odczytywać. Ta opowieść połączona jest jednocześnie z pełnym historycznego i inscenizacyjnego rozmachu eposem na temat japońskiego grzechu imperializmu i jego bolesnych konsekwencji.

Po godzinie... uczta będzie przednia.


Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 23-04-2019, 23:49
Od pewnego czasu stare polskie filmy są rekonstruowane cyfrowo, mn. Zmory, Spirala, Blizna, Szpital Przemienienia, Świadectwo Urodzenia, Życie Rodzinne, Pokolenie, Popiół i diament, Rękopis znaleziony w Saragossie, Pociąg i wiele innych.
To wspaniała inicjatywa i mówiąc górnolotnie, ochrona naszego dziedzictwa kulturowego.

Właśnie obejrzałem "Bliznę" Kieślowskiego z 1976 roku.
Akcja toczy się w 1967, film opowiada o powstawaniu wielkoprzemysłowego kombinatu i skutkach przedsięwzięcia.
Takie tam rozterki, komunistycznego dyrektora.

W rolach głównych Pieczkai Sztuhr (któremu granie gnid ludzkich wychodzi najlepiej - nie wiem czy ze zdolności, czy z autopsji).
Kieślowski pokazał zapewne to, na co mu pozwolono. Przypuszczam, że połowa taśmy wylądowała na śmietniku.

Ciekawostka - film był kręcony w 1976, akcja toczy się w 1967 - rozmowa Pieczki z Tarkowskim.
Zajadają kanapki i popijają winem Gellala, które doskonale pamiętam, ale właśnie z lat 70'.
Błąd? Gellala funkcjonowała już na rynku w późnych 60'?

Jedna z ostatnich scen jak w "Ziemi obiecanej" Wajdy - Stuhr podający telefon, kojarzy się nieodparcie ze "- Strzelać!" Karola Borowieckiego.
Film miał premierę 6-12-1976, więc dziwi artykuł czytany przez Pieczkę w Trybunie ludu - "Zajścia w Gdańsku", a nie w Radomiu.
Również rozmowa dyrektora ze strajkującymi robotnikami odbywa się na śniegu.

Tak jakby Kieślowski antycypował wydarzenia w Gdańsku za 4 lata. Wizjoner? Prorok?
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Fester w 24-04-2019, 07:41
Tak jakby Kieślowski antycypował wydarzenia w Gdańsku za 4 lata. Wizjoner? Prorok?

A może tylko tworzył na umowę zlecenie, jak... Tyrmand "Złego" na zamówienie Pałacu Mostowskich.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 24-04-2019, 11:44
Panowie - mam dla Was zagadkę.

- Jaki to magnetofon?

Załączam dwa screeny z filmu. Wierzę, że nie będziecie przeszukiwać YT itp

- To jest (tu pada nazwa magnetofonu).
- Tak.
- Wie pan, że to jest najlepszy magnetofon na świecie...

Film został nakręcony w 1976, choć opowiada wydarzenia z 1967.
Magnetofon dość dużych rozmiarów, w przenośnej, dedykowanej torbie.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 24-04-2019, 11:58
Tak jakby Kieślowski antycypował wydarzenia w Gdańsku za 4 lata. Wizjoner? Prorok?

A może tylko tworzył na umowę zlecenie, jak... Tyrmand "Złego" na zamówienie Pałacu Mostowskich.

W 1980 roku znajoma przywiozła Dziennik 1953, Tyrmanda, wydany w Londynie.
Czytałem go bez przerwy przez 20 godzin.
Byłem zafascynowany.

Dopiero później dowiedziałem się, o czym bohater, który tak przepięknie
wypunktował komunizm zapomniał wspomnieć:

"Po wybuchu wojny Tyrmand przebywał w Warszawie, po kilku tygodniach przedostał się do Wilna (...)
W czerwcu 1940 miasto zajęły wojska radzieckie. Tyrmand podjął wówczas pracę w wydawanym po polsku dzienniku „Prawda Komsomolska”. Publikował tam przez blisko rok codzienne felietony polityczno-propagandowe „Na kanwie dnia”, zajmował się też tematyką sportową.

Był redaktorem naczelnym „Prawdy Pionierskiej”. Tyrmand dopiero w 1967 przyznał publicznie, że pracował dla komunistycznej gazety.

Henryk Dasko tak wyjaśnia ówczesne zajęcie Tyrmanda:

"miał wtedy dwadzieścia lat, był uciekinierem z okupowanej Warszawy, pozbawionym jakiegokolwiek osobistego lub środowiskowego doświadczenia z systemem komunistycznym. Pochodził z rodziny liberalnej, w której nie istniała antyrosyjska tradycja, istniały natomiast żywe sympatie lewicowe, (…) brat ojca, Jerzy Tyrmand, przyjaciel i współpracownik Oskara Langego, był komunistą i w latach dwudziestych przebywał przez dłuższy czas w Rosji."


I jak tu nie kochać tych żydów?
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 29-04-2019, 02:52
Na tej żydowskiej fali, i tym co się stało przez ostatnie siedem lat, obejrzałem po raz wtóry Pokłosie, Pasikowskiego.
Wtedy byłem oburzony, teraz, po przeczytaniu kilkudziesięciu książek, już raczej nie.

Jakie błędy zawiera film?
Ano takie, że żaden polski chłop nie spieprzyłby sobie pola czym kolwiek, nie mówiąc o macewach.
Nikt by nie zadał sobie trudu, ani nie byłby tak wyrafinowany, by krzyżować bohatera na drzwiach stodoły - zostałby zajebany łomami i porzucony na podwórzu.
Nachalne nawiązanie do Jedwabnego, które do dzisiaj nie jest wyjaśnione, z powodu wzbronionej ekshumacji.

Pasikowski chciał zdobyć rozgłos i żydowskie granty, co mu się udało,
dziwne, że nie dostał Oscara. Wyprodukował z pełną premedytacją pasztet, którym mieli zajadać się Żydzi.

Im więcej lektury, nie jakichś koniunkturalnych Grossów, tylko uznanych historyków, mam coraz gorsze mniemanie o kondycji ludzkiej.
Wmawianie, że Polacy zajmowali się nagminnym mordowaniem Żydów, ma się tak, jak bajdy o Sendlerowej, która ich uratowała 3.000.
Czyli 10 dziennie, przez okres swej działalności do 1945 roku.

Chłopi byli zarówno prymitywni i okrutni, jak przyzwoici i współczujący.

Pasikowski wpisał swój film w obowiązujący panujący trend. W jego filmie Polacy, to przestępcze bydło.
Postać starego proboszcza nie niuansuje wymowy filmu. Nawet bohater nie wytrzymuje odpowiedzialności za winy ojca.

Nie wiemy, co stało się w Jedwabnem - przed zakazem ekshumacji, profesor Kola znalazł łuski z karabinów maszynowych i pistoletów.
Po za tym, spalenie tylu ludzi w jednej stodole nie jest fizycznie możliwe, to brednie Grossa, który za swoją kompromitującą publikację dostał posadę na Uniwersytecie Princetown.

Mimo, że jestem mizantropem, spalenie przez połowę wioski, drugiej połowy, nie jest dla mnie realne.
Może mam zbyt małą wyobraźnię, rozumiem, że zdegenerowane, patologiczne jednostki mogły dokonywać mordów, bo to zdarzało się również w Powstaniu Warszawskim czy wśród NSZ czy WIN.

Wioska, w której zamieszkuje Stuhr jawi się w filmie, jak miejsce z horrorów Stephena Kinga.
I to między innymi wyklucza kompletnie wiarygodność filmu.

Mieszkańcy mogli schować głowę w piasek (no bo co mogli zrobić - rzucić się na Niemców?), być obojętni, lub cieszyć się z nagłego umorzenia długów jeżeli je mieli u Żydów, a także na przejęcie ich mienia.

Przeczytajcie wspomnienia Caleka Perechodnika, jak Polacy ruszyli rabować i zjmować pożydowskie domy i bety, kiedy Niemcy jeszcze do końca nie zdążyli wyprowadzić na rozwałkę Żydów z Otwocka.

Zapewne inni Polacy patrzyli na to z odrazą, ale cóż, tak było.

Jeżeli chodzi o rabunek, to mój dziadek był jego świadkiem w 1939 na Narbutta w Warszawie.
Hołota rabowała mieszkania polskich oficerów, którzy prawdopodobnie jeszcze walczyli.
Jakaś jejmość poprosiła go, by popilnował jej stolika "który sobie wyniesła, a jakiś skurwysyn ukradł jej toaletkie", również wyniesioną.
To samo robił Staś Grzesiuk, przed aresztowaniem - czego się absolutnie nie wstydził i opisał to w książce.

Z kolei brednie z gówna wyborczego nie są dla mnie absolutnie wiarygodne. Chodzi o mordowanie Żydów w Powstaniu.
U matki w oddziale Baszty na Mokotowie, kucharzem był Żyd, cieszący się dość dużą estymą ze względu na swoje zdolności zawodowe :)

Nie ma co Polaków, czyli nas rozgrzeszać. Wojna tylko zdziera pozłotko cywilizacji i kultury.

Swoją drogą, łatwo oceniać - ciekawe, jak my byśmy się zachowali?

Piszę to bezpośrednio po obejrzeniu filmu. Może złapałem zbyt wiele srok za ogon i po przemyśleniu napisałbym inaczej,
ale wychodzę z założenia, że najważniejsze są pierwsze, bezpośrednie odczucia.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Ahmed w 29-04-2019, 10:02
Już kiedyś pisałem. Recepta na laureata Oskara za scenariusz:


Opowieść o czarnoskórym i homoseksulanym Żydzie uratowanym przez niemieckiego tranwescytę z holokaustu.

Cały film powinien być pokazany z perspektywy wychowanego przez nich syna, urodzonego przez surogatkę walczącą o prawa LGBT.

Nie ma bata. Mamy 100% hit!!!

Jedyny oskarowiec o tematyce holokaustu, warty zdecydowanie obejrzenia, to moim zdaniem "Życie jest piękne" Roberta Benigniego. To nie jest film zrobiony pod Oskara a jednocześnie jego warty. Pianistę i Listę Schindlera już dawno wyrzuciłem z pamięci.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 29-04-2019, 11:22
Masz rację, ale obawiam się, że ten głupi Gustaw będzie miał inne zdanie.
Wy, Muzułmanie macie tę specjalną wrażliwość!
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 30-04-2019, 00:18
Kolejna dobra wiadomość - dostępne są: Lekcja Martwego Języka 1979 i doskonałe Dreszcze 1981 Marczewskiego w wersji cyfrowej.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Gustaw w 30-04-2019, 00:29
Egon,

Niedawno przypomniałem sobie "Tron we krwi" Kurosawy. Tyle razy widziałem a to się ciągle dobrze ogląda. Miał japoniec talent. Do tego wykrzywiona twarz Mifune jako wzorcowego, ekranowego, samuraja. Muszę chyba przypomnieć sobie "Siedmiu Samurajów"
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 30-04-2019, 00:36
Mam całego Kurosawę, ale zobacz koniecznie filmy Masaki Kobyashi. Harakiri czy Kwaidan pewnie widziałeś, ale obejrzyj trylogię Dola Człowiecza. Majstersztyk.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Gustaw w 30-04-2019, 00:40
Oj, dobre.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 30-04-2019, 00:46
A tu masz arcydzieło kina polskiego. Oglądałem chyba... ze 29 razy :)

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 03-05-2019, 01:18
W syberyjskich lasach (Dans les Forets de Siberie) 2016 na podstawie powieści Sylvaina Tessona, o sympatycznym Francuzie, który rzucił wszystko i wyjechał w... właśnie nie w Bieszczady, tylko w tajgę nad Bajkał.

Doskonały film kręcony w syberyjskich plenerach, skojarzenia z niezapomnianym Dersu Uzała, Akiro Kurosawy, nie będą bezzasadne.

O ile Arctic 2019 z Madsem Mikkelsenem lepiej obchodzić z daleka (bohaterowi w skutej lodem Arktyce nie leci nawet para z ust:),
to tutaj mamy kawał dobrego kina. Warto.

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: lancaster w 04-05-2019, 11:02
tetejro, wchodzi do kin druga czesc Iron Sky, wiem ze to ejden z twojch ulubionych filmow wiec niecierpliwie czekam na recenzje :-)
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: lancaster w 04-05-2019, 11:22
żarty sie skonczyly, sziskomin

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 04-05-2019, 16:11
Litości...
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: lancaster w 04-05-2019, 19:24
powiedz to tetejro, zmolestowal mnie do obejrzenia czesci pierwszej. nie da sie tego zapomniec.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 09-05-2019, 00:56
Marek - jeśli możesz skasuj i zamknij wątek.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Gustaw w 09-05-2019, 09:22
Marek - jeśli możesz skasuj i zamknij wątek.

Ale z Ciebie filmofil. Aby się rozerwać oglądasz filmy Kieślowskiego, Bergmana lub Larsa von Trier?
Jeszcze jedna taka skandaliczna sugestia to od administracji foruma dostaniesz karę - 100 x kredą na szkolnej tablicy "To ja, Egon - nadęty filmofil"
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 13-05-2019, 09:07
zapomnij
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 21-05-2019, 03:13
Zabawa, Zabawa 2018 - po Pętli z 1957 i Pod Mocnym Aniołem z 2014, chyba najlepszy film o alkoholikach, a w zasadzie o alkoholiczkach.
Z alkoholizmu nie wychodzi się nigdy, nawet jak nie pije się przez kolejne 40 lat. Powiedzmy, że jestem ekspertem.
Świetny i uczciwy film. Dobrze zagrany aktorsko, nawiązania do współczesności (wjazd do przejścia podziemnego, śmierć Agnieszki Kotulanki - gwiazdy "Klanu"). Pije ordynator, prokurator itp. Warto.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 21-05-2019, 06:16
Kursk 2018

Debil Luc Besson przy pomocy Vinterberga (lewaka, który z Larsem von Trierem sprokurował manifest Dogma 95)
wyprodukował nieprawdopodobną, międzynarodową kupę o katastrofie Kurska.


Następuje katastrofa:

Nie sprawdzamy napromieniowania po dwóch wybuchach głowic jądrowych.
Nie wiemy, że już jesteśmy trupami.
Zatykamy dziury i gadamy smęty patriotyczne, jak byśmy ratowali towarzyszy, gdyby im się to przytrafiło.
Wierzymy, że wspaniała Rosja, nie zostawi nas na śmierć, bo nie czytaliśmy nigdy uczciwej ksiązki o historii Rosji,
nie słyszeliśmy o Czarnobylu, więc napierdalamy młotkiem w kadłub - towarzyszu Putin - wierzymy w ciebie.
Może nawet przerwiesz urlop i nas uratujesz i odpromieniujesz bo jesteś wszechmogący.

I te kacapskie matrosy miotają się po okręcie, jakby mogli cokolwiek zrobić - widocznie mają tam inżynierów idiotów,
którzy nie słyszeli o promieniach gamma.
Jeden z matrosów ma przeszkolenie... z teorii.

Marynarka ma im pomóc, a wy czekać - to tekst dla żon, które również nie sa sprawne umysłowo.

Amerykański komandor twierdzi, że ruski mają tam mnogo tajnych zabawek,
więc nikogo cywilizowanego, ze sprzętem z prawdziwego zdarzenia tam nie dopuszczą.
Konferencja prasowa kuriozum - dzielnie bronimy naszych granic!

Łódź ratunkowa ma sparciałe gumy i nie może się przyssać do Kurska.
I mają jeden komplet akumulatorów - inne kazali im sprzedać - ależ to wspaniała marynarka wojenna!

Mam wrażenie, że genueńczycy w XIV wieku mieli lepszą.

Matrosy się nie łamią i opowiadają sobie niezwykle inteligentne dowcipy.

Kreml - Nie przyjmujemy pomocy, bo wiąże się to z agresją NATO :)
Wiedzieli na co się piszą - niech zdychają.

Oświadczenie kacapskiej admiralicji - Kursk jest nietknięty i spoczywa na dnie. To tak jak nasi oficerowie w Katyniu.
Ratownicy są wyposażeni w najnowsze wynalazki techniki, przewyższające wszystkie kraje spieszące z pomocą :)
Ruski admirał, nie dość, że bandyta, to debil - ale to nie powinno dziwić.

To państwo bandytów i morderców, dla bandytów i morderców. Normalny człowiek jest tam mierzwą.
Od czasów Lenina, nic tam się nie zmieniło.
Te państwo, to kompletnie strupieszałe gówno.

Luc Besson i Vinterberg, powinni pójść w ślady półgłówka Deparidieu i zapisać się do interesu.
To chyba najgłupszy film, który ostatnio widziałem.
Żeby idiota skupił się na walorach technicznych i propagandowych, to byłby niezły film.

Ale gdybanie, co działo się na okręcie podwodnym jest kompletnie chore.
Prawdopodobnie marynarze usiedli sobie i umarli. Może jakiś naiwniak stukał młotkiem.
Chyba zdawali sobie z tego sprawę, że są napromieniowani i niebawem zejdą. Może znaleźli jakąś flaszkę i ją obalili.
Ale wg. Bessona i Vinterberga, śpiewają jeszcze radosną marynarską pieśń. Bardzo to budujące.

Ten film to kuriozum.

A ja życzę tym skurwysynom, tysiąca takich wypadków. To naród morderców i agresorów.
Mam nadzieję, że Nordstream też wyjebią. Trudno - Bałtyk jest i tak śmierdzący i beznadziejny. Są inne morza.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 24-05-2019, 09:28
Miszmasz Czyli Kogel Mogel 3 (2019) - żałosna beznadzieja.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 30-05-2019, 12:46
Maria, Królowa Szkotów (Mary Queen Of Scots) 2018

Poprawność polityczna, a w zasadzie idiotyczna - ambasadorem Elżbiety I jest... murzyn. Dobrze chociaż, że hetero :)

... „królowa niezadowolona z wielkiej liczby Negrów”, którzy „wkradli się do królestwa w czasie wojny Jej Wysokości z królem Hiszpanii, i są faworyzowani ku niezadowoleniu własnych poddanych”, wystosowała oficjalne pismo do burmistrza Londynu. Oświadczyła w nim, że wszyscy emigranci powinni zostać odesłani do Hiszpanii i Portugalii. Kulminacją tego konfliktu była ustawa deportacyjna z roku 1601.

Tyle historia w temacie tz. Blackmoores.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: tetejro w 31-05-2019, 00:17
Nie zajakneli się ze Elzbieta zamordowała prawowita królową Anglii?
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 31-05-2019, 01:27
W końcu, po Krwawej Marii, to Elżbieta I, była drugą córką Henryka VIII Tudora.
Twym twierdzeniem, podważasz w ogóle dynastię Tudorów. Ale tu już wkraczamy na pole wojny Dwóch Róż, a o to nam chyba nie chodzi? Tudor pokonał Ryszarda III i basta.
Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 31-05-2019, 02:01
Czy Wam się to podoba, cz nie - Arnie powraca!



Ja tam Arniego uwielbiam, więc daję mu wielki kredyt!

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 23-06-2019, 13:14
Niszczycielka / Destroyer (2018)
Film nie jest niczym szczególnym. Natomiast charakteryzacja...
W pierwszym momencie nie poznałem odtwórczyni głównej roli, bo Nicole Kidman, zawsze gra wymuskane baby z wyższej klasy średniej USA.
A tu proszę - ćpunka i alkoholiczka po przejściach. To jednak świetna aktorka.
Czy warto? Chyba tak.


Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Gustaw w 25-06-2019, 12:26
"Jak pies z kotem" Janusza Kondratiuka (brata ś.p. Andrzeja Kondratiuka) z Więckiewiczem i Łukaszewiczem.
Janusz Kondratiuk zrobił film o sobie i o nieżyjącym już bracie Andrzeju. Zrobił również film o swojej rodzinie ale ona stanowi raczej tło dla relacji dwóch braci. Dla mnie film bardzo ciekawy ale też trochę przykry ponieważ zawsze lubiłem twórczość Andrzeja Kondratiuka i jego poetyckie i pełne afirmacji życia, filmy u boku żony, Igi Cembżyńskiej. Tutaj mam film oparty o ostatni okresie jego życia.

Film lekki nie jest i nie jest to raczej film "rozrywkowy".
Kto miał do czynienia z opieką nad chorym zobaczy, że ściemy to w tym filmie nie ma.
Więckiewicz, w roli Janusza opiekującego się bratem po udarze (Łukaszewicz).

Bardzo dobre kino, z przejmującym aktorstwem. Dobre role kobiece, świetny Więckiewicz ale prawdziwą gwiazdą jest tutaj Olgierd Łukaszewicz. Zdecydowanie polecam.

Tytuł: Film
Wiadomość wysłana przez: Egon@ w 25-06-2019, 16:01
Było połączyć z moją recką z lutego - mielibyśmy esej :)