Audiohobby.pl
Audio => Magnetofony kasetowe => Magnetofony => Nakamichi => Wątek zaczęty przez: Hammer w 28-01-2026, 19:38
-
Nie kupuj Naka........moje zdanie
-
Nie kupuj Naka........moje zdanie
Dokładnie tak-:)))
-
Kupcie Naka.....zmienicie zdanie ;)
-
Kupcie Naka.....zmienicie zdanie ;)
Może bym kupił jakiś model gdyby nie wymagał napraw i był w miarę nie jako "padalec/złomownik"-hehe...
-
Kupcie Naka.....zmienicie zdanie ;)
bo kupicie drugi, trzeci i głowice będą zjechane.....to droga loteria...
Szkoda nerwów ogólnie na drogie rzeczy to nie stół dębowy czy szafa po babci.
policzmy dragona i teraz jakiegoś szpulowca nowego.........
albo se zróbta
Tak, wiem wróćmy do tematu ....
-
Kupcie Naka.....zmienicie zdanie ;)
bo kupicie drugi, trzeci i głowice będą zjechane.....to droga loteria...
Szkoda nerwów ogólnie na drogie rzeczy to nie stół dębowy czy szafa po babci.
W takiej sytuacji najlepiej nie używać magnetofonu tylko jako ozdoba , aby się
pochwalić przed innymi,zaimponować na jakimś forum -(co ja gorszy jestem, że nie mam)-hehehe...
Szafę mam może nie po babci ,już wiekową ma się dobrze(to nie dzisiejsze meble).
-
Może bym kupił jakiś model gdyby nie wymagał napraw i był w miarę nie jako "padalec/złomownik"-hehe...
Na rynku są takie, podobnie jak magnetofony innych marek. Równie dobrze możesz kupić padalca/złomownika dowolnej marki. Nak to magnetofon jak każdy inny. W czym problem ?
Ciekawi mnie raczej argumentacja, dlaczego nie należy kupować Naka ;) Roboty jest tyle co niemal w każdym innym, jeśli chce się to zrobić dobrze. Na dziś powinno się wymieniać wszystkie kondensatory elektrolityczne w niemal każdym magnetofonie, bo najmłodsze mają kilkanaście lat, a z reguły są to już popłuczyny po prawdziwych deckach, które skończyły się wcześniej, więc tym bardziej konieczność wymiany ich dotyczy. Właśnie jestem po recapie wzmacniacza z 2006r i mogę śmiało powiedzieć, że otrzymałem nowy, znacznie lepiej brzmiącący wzmacniacz. Nie było w nim chińskich kondów, tylko Nichicon, Vishay, Cornell Dubillier. Nie inaczej będzie w deckach. Taka prawda, czy to Nak, czy nie-Nak.
Jak pisałem w innym wątku problem dotyczy też innych marek, więc argumentacja nie powiem skąd. Dobrze, że do Naka za ciężkie pieniądze można znaleźć dawcę w rozsądnej cenie( nie dotyczy Dragona). Bo nie zawsze tak jest w przypadku innych marek. Są takie głowice, które występowały tylko w jednym modelu i koniec, cześć pieśni. Np. w Technicsach, a wydawałoby się, że taka popularna marka. Mam Kenwooda KX-1100G, głowica ma otwarty jeden kanał na odczycie. Nie kupujcie Kenwoodów !
Jeśli już ktoś przyjmuje taką argumentację, sensowniej byłoby napisać : nie kupuj magnetofonu z nietypową, występującą tylko w tym modelu głowicą, silnikiem, mechanizmem, modelu rzadkiego i kosztownego. Bo możesz mieć mebel, a nie sprawny sprzęt audio.
Przepraszam za offtop.
-
Może bym kupił jakiś model gdyby nie wymagał napraw i był w miarę nie jako "padalec/złomownik"-hehe...
Na rynku są takie, podobnie jak magnetofony innych marek. Równie dobrze możesz kupić padalca/złomownika dowolnej marki. Nak to magnetofon jak każdy inny. W czym problem ?
Ciekawi mnie raczej argumentacja, dlaczego nie należy kupować Naka ;) Roboty jest tyle co niemal w każdym innym, jeśli chce się to zrobić dobrze. Na dziś powinno się wymieniać wszystkie kondensatory elektrolityczne w niemal każdym magnetofonie, bo najmłodsze mają kilkanaście lat, a z reguły są to już popłuczyny po prawdziwych deckach, które skończyły się wcześniej, więc tym bardziej konieczność wymiany ich dotyczy. Właśnie jestem po recapie wzmacniacza z 2006r i mogę śmiało powiedzieć, że otrzymałem nowy, znacznie lepiej brzmiącący wzmacniacz. Nie było w nim chińskich kondów, tylko Nichicon, Vishay, Cornell Dubillier. Nie inaczej będzie w deckach. Taka prawda, czy to Nak, czy nie-Nak.
Oczywiście że są inne magnetofony kasetowe. Mnie jakoś nie ciągnie do tego magnetofonu.Mam inne i one
zupełnie mi wystarczają-:)))
-
W czym problem ? Ciekawi mnie raczej argumentacja, dlaczego nie należy kupować Naka ;) Roboty jest tyle co niemal w każdym innym, jeśli chce się to zrobić dobrze.
Odpowiem za siebie. Problem leży w 3 kwestiach. Po pierwsze w cenie, po drugie w tym, że będzie bardzo dużo pracy (to w zasadzie pewne), a po trzecie w niepewności efektu końcowego. Obserwuję wątek napraw różnych Nak-ów i są to głównie modele z początków lat 80-tych lub starsze. Każdy temat zawiera wiele różnych problemów z którymi się walczy. Nie są to tylko głowice (gdy są zniszczone to koniec) ale i silniki, kondensatory, tranzystory, zapieczone elementy, układy sterujące wyświetlaczem, problemy z hamowaniem i wiele wiele innych problemów. Nie są to magnetofony w których wymienia się paski, rolki, sprawdza w zasadzie poprawność kalibracji i koniec tematu. Mam kilkadziesiąt magnetofonów w których wystarczyło wymienić tylko pasek i rolkę (nawet nie we wszystkich) i magnetofony działają fantastycznie. Mam też wiele które wymagały niebotycznej pracy, aby odzyskały blask i są to właśnie głównie modele z początku lat 80-tych lub starsze.
Najwięcej pracy wymagały u mnie magnetofony JVC z katalogów 1982/1983. Miałem tych modeli kilkanaście i niemal wszystkie mnie dobiły. Trudne naprawy uszkodzonych plastikowych elementów, niebotycznie skomplikowane mechanizmy wysokich modeli, idlery których nie dało się łatwo zamienić, a jak już się udało to nie działały jak trzeba. Silniki, które się zatrzymywały, nie trzymały obrotów, a potem po długiej walce i tak nie działały prawidłowo. Można by pisać długo, ale do czego zmierzam. Kupując takiego JVC-a, liczę się z tym co będzie. Robię to bo uwielbiam design tamtych czasów. Jak uda się w końcu wygrać, człowiek nie może się napatrzeć jak to działa. Jeśli chcę spróbować to biorę i kupuję, tylko ... płacę 70-300zł, bo to są widełki cenowe ile dałem za każdy model tej marki. Nie trzy, pięć czy dziesięć tysięcy.
Podsumowując, nie zgadzam się że w tych magnetofonach jest tyle samo pracy co w innych. Już bardziej pasuje, że jest tyle samo pracy co w niektórych firmach z porównywalnych lat. Można kupować magnetofony w których będzie nieporównywalnie mniej pracy, wystarczy nabrać trochę doświadczenia i wiadomo co można kupić, aby szybko cieszyć się dźwiękiem a nie utknąć w warsztacie na miesiące. No i na koniec, nie każdemu odpowiada design tych magnetofonów, a to też ma spore znaczenie w takim hobby.
-
Może zbyt uogólniłem, że roboty w Naku jest niemal tyle, co w każdym innym. Tak, tyle co w każdym innym z podobnej półki cenowej i jakościowej, czyli o podobnym zaawansowaniu technicznym.
Bo co robić w Naku na Sankyo (nie dotyczy CR7) innego, niż w Kenwoodzie, Onkyo, Yamaszce, Teacu czy innym na Sankyo? Dotkną go te same problemy. W Naku 3 head trzeba poświęcić nieco więcej czasu ustawieniu głowic, bo są dyskretne, ale takie mają też Akai, Sony, JVC, Tascam, Tandberg i inne. Za to mamy lepszy dźwięk, więc coś za coś.
Co do Naków na Classicu, koledzy już pisali na forum, że ten mechanizm należy do ich ulubionych, jeśli idzie o prace serwisowe. Proste modele bez generatorów robi się migiem. W tych z generatorami będzie trochę więcej regulacji przy kalibracji. Pomarańczki trzeba robić we wszystkich na Classicu, poza młodszymi Dragonami i RX-505, 303 zdaje się. Dla kogoś potrafiącego trzymać lutownicę w dłoni, a mamy chyba w tym dziale forum większość takich kolegów to chyba żaden kłopot. Koszty żadne, bo kondów jest od ok. 20 do ok 60, w cenach 1-2zł za sztukę.
Zapiekające się ramiona rolek, które trafiają się głównie w starszych Nakach z mechanizmem Classic z serii np. 4,5,6 mamy także w bardzo popularnych magnetofonach Akai, właściwie wszystkie GX-y od ok. 1982r z ori mechanizmem Akai cierpią z tego tytułu. Spotkałem się z tym zjawiskiem także w Sony ES, np. TC-K666ES.
Tak naprawdę, jeśli w Naku Classic zamontujemy paski, wymienimy pomarańczki, to mamy spokój na długie lata. Pomarańczki to tak naprawdę zabawa, ponieważ jak pisałem wyżej stoimy przed problemem wymiany wszystkich elektrolitów, żeby nasze decki działały jak należy.
Szewc bez butów chodzi, więc w moim ZX7 wymieniłem tylko pomarańczki, które padły, czyli 3szt w generatorze prądu podkładu i kasowania plus 2szt. w generatorze do kalibracji. Magnetofon posiadam ok. 9 lat. W tym czasie jeden komplet pasków i jeden idler. Może nie grać miesiąc, dwa, odpalam go i nie strzelił focha jeszcze. Z tego co mi wiadomo Wojtkowy ZX7 również ma się dobrze i nie sprawia problemów, jak i wiele innych znanych mi egzemplarzy posiadanych przez kolegów i znajomych. Kolejnym przykładem może być 1000ZXL Stacha, magnet po wielokroć bardziej skomplikowany, znajdujący się w ciągłym użytkowaniu i nie sprawiający żadnych problemów, a jedynie mnóstwo radości i zadowolenia.
Jeśli ktoś zrobi po raz pierwszy serwis takiego decka, przekona się, że strach ma wielkie oczy. Kiedyś jak pytałem o jakiś problem na innym forum, dotyczył jednego z moich pierwszych decków po powrocie do kaseciaków, zostałem wyśmiany i poradzono mi, żebym się za to nie brał, skoro nie mam zielonego pojęcia. Było to miarę prosty deck trzygłowicowy vintage. Jakoś sobie poradziłem. Tak i tutaj większość z nas jest amatorami, a nie elektronikami i serwisantami zawodowymi. I jakoś sobie przy wzajemnej pomocy i wsparciu radzimy. Nie chodzi o peany na cześć Nakamichi, ani namawianie do zakupu, bo powstało wiele znakomitych decków rożnych firm. Grunt, żeby było merytorycznie i bez powielania legend właśnie typu "nie kupuj Naka", bo..... Szczerze mówiąc wcale nie kocham grzebania przy Nakach, ostatnio nie kocham w sumie grzebania przy żadnych magnetofonach, ale nie demonizujmy proszę ;)
Wracając do tematu poza Dragonem, CR7, i mikrofalami typu 700, 1000zxl, plus może modeli z autoazymutem, ale od czego jest serwisówka, są to "normalne" decki. Mówię o decku nie zarżniętym, nie zgrzebanym, zrytym przez poprzedniego właściciela, inne serwisy etc. A takich zostało już na rynku niewiele i dlatego trafiają się kolegom różne wynalazki, i dlatego o nich czytamy. O sprawnych rzadko ktoś pisze, pochwali się najwyżej, że kupił, potem używa, aż do wystąpienia jakiegoś problemu. Druga sprawa to egzemplarze totalnie "zastane", schowane do szafy, piwnicy, często po jakimś dziadku, wujku, zmarłym mężu, ojcu i innym krewnym, naprawdę Wojtek świadkiem, że na zachodzie takich nie brakuje. Magnetofony te często są w sensownym stanie technicznym, ale żeby funkcjonowały na miarę swoich możliwości wymagają gruntownego serwisu, a nie założenia pasków i gramy, ciesząc się jak to za grosze naprawiliśmy decka za kilka tys zł. Tym bardziej, ze w przypadku tych magnetofonów mamy najczęściej przetarte szlaki, powielające się usterki, opisane na forach, grupach, z gotowymi tutorialami, linkami do zakupów polecanych części etc. Bo te stosunkowo często drogie decki każdy chce za wszelką cenę ratować, tym bardziej, gdy doceni ich brzmienie i wie jak potrafią zagrać.
Aha, i z Nakami to trochę tak jak ze starymi Mercedesami w dieslu, Niemiec płakał jak sprzedawał i jeździł tylko do kościoła. Nawet jak dobrze wyglądają to często mają w głowicach tysiące godzin, bo jak ktoś w latach 80tych wydał tyle pieniędzy na decka, to nie po to, żeby był meblem, a łykał setki kilometrów taśmy. Dotyczy także decków innych firm. Ale o ile głowica jest w sensownym stanie, wystarczy w każdym Naku zrobić standardowy pakiecik startowy i gramy dalej kolejne lata. Dlatego dziś już obawiałbym się kupowania w ciemno droższych modeli, nie posiadając ewentualnego dawcy na stanie, lub pewnego źródła zakupu. Dla przykładu kolega kupił niedawno rzekomo sprawnego CR70 z JP, w którym nie działało po prostu nic poza wyświetlaczem i podsłuchem źródła. I wcale nie był w okazyjnej cenie bo niby sprawny. Deck już żyje, uzdrowiony tak naprawdę zdalnie, ale do pełnej sprawności jeszcze trochę.
Co do cen Naków, to są jakie są, choć bańka pękła i w ofertach widać tendencję zniżkową. Dotyczy to również innych decków, na które mamy wygórowane ceny w stosunku do ich możliwości dźwiękowych, płacąc najczęściej za ich wyjątkową urodę, czy pancerne wykonanie, czyli np. wszelkiej maści Pioneery Urushi, Sony ES, i inne tzw. drewniane boczki. Naki nigdy nie były tanimi magnetofonami i mając 300zł możemy liczyć dziś może przy odrobinie szczęścia, że ustrzelimy jakiegoś BX'a. Z hobby już tak jest, że im bardziej w to idziemy, tym wydatki coraz większe i jakie by ono nie było przy ostrej zabawie trzeba głębiej sięgnąć do kieszeni. Taki już los facetów. Miałem różne hobby i przy każdym wydatki rosły. Gdy bawiłem się w car audio, w pewnym momencie koszt systemu przekroczył wartość auta :) Jeśli ktoś zatrzyma się na pewnym etapie bez większych kosztów, na którym osiąga satysfakcję, to gratuluję, szczerze zazdraszczam.
PS
Faktycznie JVC nie należą do przyjemnych w naprawach. A Wojtek zaraz mnie pogoni.
A może, żeby nie śmiecić Maćkowi w jego wątku utworzyć nowy np. "Kup/nie kupuj Naka bo...." ?
-
Myślę, że to trochę moja wina. Bo to właśnie ja kupuję te wszystkie stare, niesprawne Nakamichi z piwnicy od dziadka, nigdy nie serwisowane i czasem też zużyte. Jednym słowem złom.
Nie kupię nigdy sprawnych, po serwisie. Stąd tyle wątków o ich naprawie ode mnie.
I w ten sposób zrażam, zniechęcam ludzi do marki.
Ale ja to po prostu lubię. Lubię przywracać jej do życia.
Mam z tego satysfakcję. Lubię dźwięk i możliwości nagrywania jakie te magnetofony oferują, w szczególności dyskretne głowice w których można oddzielnie dla każdej ustawić wysokość i azymut, czego inne marki zwykle nie oferują. O mechaniźmie wg mnie przyjaznym w serwisie już pisałem.
-
Bardzo dobry pomysł na nowy temat.......
Tyle że ja po prostu chciałem zażartować z kolegi bo cieszy się z kolejnego Soniaka i ma ich pare modeli więc po co mu Nak....... przy tak wysokich modelach jakie ma to sens chyba byłby niesensowny, ale jak kto woli.
Mnie w Nakach przerażają tylko głowice, bo bez tego to jest kiepskie granie, nawet w prostych modelach jakie mam czasem, czynne to oryginalna inaczej gra niż jakiekolwiek zamienniki, o ile odtwarzanie jest w miare to nagrywanie kiepsko dobrać.
Tak można wymienić kondy nawet na sixpolarne czy z tytanowymi nóżkami ale bez głowicy...nynyny, oczywiście w innych kaseciakach Sony czy Technicsach są także głowice nieosiągalne, tyle że koszty mniejsze, a na dzisiejsze czasy gdzie już nie ma części zamiennych to ważny aspekt.
A jeśli chodzi o brzmienie czy lepszy?to mamy prawie 8 mid opini na świecie
-
Tutaj proszę ;-)
-
Powiem Ci Hammer, że ten 581z mimo zużycia głowicy odtwarzającej nie brzmiał wcale źle. Problemem było nagrywanie.
-
Wiem, czytam posty uważnie .
Moja wypowiedż - pierwszy post tego tematu nie dotyczyła strikte tego temtu, była wypowiedzią sarkazmem w temacie o Sony do kolegi, który jest szczęśliwy z tych soniaków, na zasadzie po co mu coś więcej jak pasuje mu charakter tych magnetofonów, po co zaburzać szczęście i strefe komfortu.
A tak to gupio wygląda.....czyli wypowiedź wyrwana z kontekstu tamtego tematu... ot co.
A temat powinien się nazywać.... Nakamichi - kupować czy nie kupować magnetofonów.
-
A tak to gupio wygląda.....czyli wypowiedź wyrwana z kontekstu tamtego tematu... ot co.
Pisałem już coś o tym by trzymać się tematu. Ale nie... jak w jednym wątku temat rozmowy zejdzie na całkiem inne tory to po moim upomnieniu w kolejnym temacie robi sie spam... proszę utworzyć sobie temat na "bocznicy" i tam "spamować". Choć założony jest tam "luźny temat" i jakoś nic sie tam nie dzieje.
Upominałem. Teraz bede usuwał i ban. Koniec.
-
Hammerze, zażartowałeś i dobrze, bo mimochodem sprowokowałeś bardzo ciekawy temat na forum, w którym rozwiejemy pewne niejasności, mity, myślę, że z korzyścią dla niejednego z nas.
Pawle, nie zrażasz ludzi do Nakamichi, przeciwnie - wykonujesz kawał dobrej roboty na forum uświadamiając ludzi, co ich może spotkać. Każdy jest dorosły i wie co robi. A ryzyko z zużytą głowicą występuje nie tylko w Nakach. Mnie się trafił między innymi Sony 777ES i też trzeba było poszukać dawcy. Z drugiej strony, kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana :)
Chyba Etsuro Nakamichi nie przewidział, że po tylu latach znajdą się wariaci, którzy będą się podniecać takimi złomkami ;)
-
No do Soniaków żartowałem......bo taka była sytuacja......ale czasem trza obudzić śpiących, zrobić ruch....
Nie no Naki to padaki tak się utarło z dawnych lat z czasów wielkiego zaćmienia częściami i wszechwładnego panowania Technicsa. kupiłem wtedy Dragona .......i szybko sprzedałem... ani serwisówek ani wsparcia serwisowego, ciemne czasy.
Przez lata zdobywając doświadczenie jakie by nie było, opinia jest taka że da się wszystko zrobić jak będzie zaplecze jeszcze.
Zasady są takie same czy to Sony czy Nakamichi.
Tyle że różnice w cenach znaczne.
Ale...proste kaseciaki takie do powiedzmy 500-600 zł mam już dosyć napraw......poziom wqr..... zaczyna wzrastać bo.... o ile elektronicznie dają rade to te mechanizmy z plastykamii zużyte przede wszystkim tuleje capstanów doprowadzają nie tylko o ból głowy, 2 tygodnie spędzone nad fajnym deckiem, dżwięk mi pasuje, ale sp..... łożyskowanie i nic nie zrobisz choćby zjadł tysiąc kotletów, jak to mówią ni h.... i bąbelki
Ale nauka nie idzie w las.
Ja nie chce drogich Naków bo tu finanse padają, a czasem jeść oprócz picia wody trzeba.
Mam cr1 w wersji kościelnej, BX 150, srebrnego kruka cr2 i 2 x 480, to wystarcza.
Nak gra inaczej, po prostu inaczej..... ale mają zalete... napędy metalowe i to im sie chwali.
Mam 3 gł różne Denony i ich brzmienie też mi się podoba, ale do grania na co dzień kopiarke Sony dlaczego ? bo mam ich chyba z 5 to na 50 lat mi starczy części.
Takie lepsze oszczędzać, głaskać, polerować, mówić czule i takie tam....
-
Hammer ładnie podpuszcza :) ale w zbożnym celu i wyszła z tego ciekawa dyskusja.
Osobiście nic nie mam do Naków, a pożartować można z każdej marki. Podzielam pogląd Retrotape, że deck to pakiet - dźwięk, emocje, wygląd, funkcjonalność i akurat NAK czy NAD no wizualnie nie są dla mnie atrakcyjne w przeciwieństwie do np. Sony czy AKAI.
Co do serwisu, to choć nie mam takiego doświadczenia jak większość z Was, to też nie ciągnie mnie już do naprawiania niższych modeli.
Co do samych Naków, to pewnie w moim przypadku musiałbym kupić coś pokroju CR-7 aby ewentualnie wyłapać różnicę, poza samą sygnaturą brzmienia, z kolei odsprzedaż tak drogich modeli niezależnie od marki, nie jest łatwa. Głowice dyskretne - OK, fajnie tylko nie zawsze przy sandwichach jest problem (np w 222ESJ nie miałem rozjazdu skosu na REC) Sam serwis - jak obserwuję wątki napraw Nakamichi, nie wygląda może na szczególnie trudniejszy niż innych. Niektóre rozwiązania są fajne, niektóre jak pozytywka dyskusyjne.
Na razie na tyle cieszę się 555, że nie kusi mnie kolejny zakup. Pożyjemy, zobaczymy choć pewnie najpierw bym się chętnie pobawił A&D GX9100EV lub AIWA XK-S9000 lub XK-9000 - tylko to też w cholerę drogie złomki z ryzykiem kichy w głowicach.
Z naprawą Sony czy Technicsa jest może o tyle łatwiej, że jest dużo ofert na rynku i jest w razie czego skąd wziąć dawcę np głowicy czy mechaniki.